Szpital polowy [zamknięty]

Tereny miejskie nie kończą się na jego murach. Do samego Wolenvain należy kilka wiosek, z których najważniejsza leży tuż pod nim. Tutaj znajduje się także częściowo zrujnowana, nadal używana podczas turniejów rycerskich, starożytna arena.
Awatar użytkownika
Niniel
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

Szpital polowy [zamknięty]

05 paź 2011, 20:39

Może nie polowy, ale z pewnością wojskowy – szpital ten to kompleks namiotów porozstawianych niedaleko murów. Wszystko po to, by podtrzymać poważnie rannych przy życiu, zanim odwiezie się ich do szpitala w środku miasta, lub opatrzyć tych mniej rannych na miejscu, by szybko mogli wrócić do walki.
W namiocie głównym znajdowali się najbardziej doświadczeni medycy, a pomniejszych zaś zazwyczaj ich uczniowie lub dobre dusze znające się na uzdrawianiu. W każdym namiocie były oczywiście skrzynie z lekami i ziołami, kubły z czystą wodą, ręczniki i prycze – wszystko przygotowane.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Fleczer
Posty: 754
Rejestracja: 16 kwie 2011, 21:48
GG: 6850576
Karta Postaci: viewtopic.php?p=7484#7484

13 lis 2011, 18:15

Królowa warknęła wściekła na wszystkich, na co sam Łupieżca zadygotał. Na końcu dopowiedziała Nikol, że ma się do niej w najbliższym czasie zgłosić. Audiencja u monarchy? Czyż nie tego potrzebował? Świetnie! Idealnie! Uradował się stwór w duchu, a z ust jego ludzkiej powłoki padły słowa:
Rozumiem, Wasza Wysokość, zjawię się wkrótce ponownie przed twym obliczem. – po słowach tych ukłoniła się wiedźma elegancko i spoglądała za odchodzącą królową, a na jej twarz na chwilę wpełzną złowieszczy uśmieszek, który znikną już za chwilę.
Jeszcze większy raban zapanował, lecz Flecher już nie zwracał na to tak wielkiej uwagi. Tego typu emocje były mimo wszystko upierdliwe, spita pani pirat i zdenerwowany wilkołak robili jeszcze więcej problemów, a co za tym idzie doprowadzali Łupieżcę do bólu głowy po całej tej aferze, a ta w najlepszym stanie nie była.
Wiedźma poczuła, że cieplej jej się na twarzy zrobiło, więc z myślą, że to pot, otarła tą część, by ujrzeć na swoje dłoni zdrowym okiem krew.
Na bogów, z głowy mi karmazyn wypływa… – Padła na kolana i poczęła obmacywać swoją twarz, jakby chciała utrzymać jak największą ilość wody w dziurawej beczce, by po chwili stwierdzić:
Och… to nie tak świeża krew – zauważyła wyraźnie zdając sobie sprawę, z tego jakiego wstydu sobie narobiła – matoł nie obmył – skomentowała wykonaną wcześniej pracę jednego z medyków, by po chwili poobserwować jak to Cyrus biega pomiędzy rannymi i robi co się da, natomiast pani pirat dodaje zamieszania, które wilkołak starał się powstrzymać.
Pełni gniewu i energii, jak dobrze że wciąż tyle tego. – skomentował sobie w głowie Flecher, by nakazać swej kukle powstać i pokierować jej kroki w ich kierunku.
Ależ proszę, pani kapitan Hawk jak mniemam, czyż tykanie rannych to nie lekka nietaktowność? Lecz fakt faktem jest… – wiedźma dźgnęła palcem jedną z nóg, na co usłyszała coś w rodzaju "zabierać łapska", po czym dokończyła – …prycze małe, a miejsca również nie za wiele. – Na koniec pokiwała głową, po czym upewniając się, że nikt nie patrzy, otarła okrwawione ręce o całun zarzucony na jednego pobliskich pacjentów, który niestety odszedł do krainy idei. Dopiero teraz czuć dane było Łupieżcy odór alkoholu, który to dochodził od pani pirat, zdumiewającym było, jakim cudem wciąż się poruszała, skoro co chwila rum wędrował ku jej ustom.
Awatar użytkownika
Tarr
Posty: 408
Rejestracja: 05 paź 2011, 22:06
Lokalizacja postaci: Polana w lesie deszczowym
Karta Postaci: viewtopic.php?p=13313&highlight=#13313

14 lis 2011, 15:22

Ponieważ wczoraj Cyrus przez cały dzień obecności na forum nie miał czasu, by napisać, to sam opiszę NPC lekarza…

Stary weteran nie mógł już zająć się osobliwą kobietą, bo podszedł do niego jakiś lekarz, który po ujrzeniu rany szybko zawołał personel. Wilka cieszył fakt, że w końcu ktoś się zajmie jego raną. Krwawienie ustało, ale nie zmieniało to faktu, że pomoc lekarska była potrzebna.
Przez najbliższe minuty wiele działo się wokół wilkołaka, otoczonego lekarzami i pielęgniarkami. Kazali mu wypić jakiś napar, który go znieczuli, posmarowali ranę jakimś innym ciekawie pachnącym… czymś i czekali, aż wojownik straci przytomność. Użyli dawki dla ludzi, dlatego stary weteran przytomności nie stracił, lecz był na tyle odurzony, by nie czuć bólu. Kiedy lekarze byli już przekonani o jego stanie, zabrali się za leczenie. Używając przeróżnych technik lekarskich, zahaczających o podstawy magii leczniczej udało się zszyć ramię żołnierza. Tymi podstawami magii lekarskiej były maści i napary, które miały wspomóc naturalną regenerację tkanki.
Trzykrotnie sprawdzali, czy wszystko zostało odpowiednio zrobione, zanim uznali, że można przejść do kolejnego pacjenta… Kiedy byli pewni, zostawili go, zajmując się innymi.
Operacja w sumie trwała 1,5 godziny.
Pół godziny po operacji, Tarreth się obudził. Był zamroczony, chwilę mu zajęło zebranie się do kupy. Kiedy już rozumiał, co się do niego mówi, usłyszał, że w najbliższym czasie nie będzie mógł forsować tej ręki, by całe leczenie nie wzięło w łeb. Oczywiście usłyszał o niesamowitym szczęściu i tym podobnych…
Kazano mu odpoczywać. Jako, że szpital nie był jego terenem, musiał słuchać lekarzy, którzy niemal po wojskowemu nakazali mu nie ruszać się z łóżka. Zrezygnowany zgodził się… I po dwóch minutach wstał, jak gdyby nigdy nic, zakładając na plecy swój miecz.
Było mu ciężko, lecz po sobie poznać tego nie dał. Usiadł na pryczy, by jakoś się zebrać. Czuł, że nadchodzące godziny będą dla niego mordęgą… nie mówiąc już o tygodniach, w których nie będzie mógł normalnie ćwiczyć…
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

14 lis 2011, 18:24

Jean gdy spostrzegła, że marudne psisko obskakiwane jest przez doktorzynów, na powrót wróciła do swej praktyki życia rannym uprzykrzania. W końcu miała w tym swój cel! Nie do końca może dla wszystkich jasny, jednak dla samej osoby Pani Kapitan wyjątkowo istotny. O tym może dalej…Na chwile obecną, wyrwana z zajęcia Jean mruknęła pod nosem:
-Hm? – po czym podniosła swój wzrok z twarzy połamańca bojowego, na kobietę młodą i starą jednocześnie, prostując się ruchem płynnym, może z lekka pijackim bo trochę zbyt przesadnym, doprowadzając kręgosłup do wyprostowania pełnego, tym samym sprawiając iż pewnie i porządnie piracką fizjologie w pionie trzymał. No, może tylko na lekkie kołysanie środka ciężkości zezwalał. W końcu, skoro ów kobieta miano jej pełne znała, na jakąś uwagę zasługiwała. Zresztą postać o siwych niciach na głowie z myślą Jean’ową się zgadzała, więc i tu przychylność w tym momencie zyskała, choć Jean persony tejże z nitką nie kojarzyła. Jednak… czy to ważne? Wszak jest samą Kapitan, Panią Kapitan Jean Hawk znaną wszystkim(?) na terenie każdego zbiornika słonego (na pewno na kilku), jak i lądach przybrzeżnych (Tylko w portach, w rum bogatych), wywołując szacunek i przestrach wszelaki! (to pierwsze nie konieczne).
W każdym bądź razie, Jean spojrzała na istotę, uśmiechnęła się piracko na usłyszane słowa.
A z jakiej racji…ta nietaktowność, Szara…-dziwny gest ręką Jean w ogół głowy–…Głowo Szara? Hm? Nietaktownością bowiem, było, do stanu takowego…-wskazała sugestywnie ręką obandażowanego wszelako pacjenta–…doprowadzenie. A me zabiegi tykania, mają na celu wyszukanie jęku moich wszarzy pokładowych. Ciężkie to zadanie, bowiem po twarzy, każdy jeden tu leżący -jednakowo szpetny. Postawa, każda -jednakowo krepa, a i stopy – jednakowo grzybem pokryte…jęk jedynie rozróżnia masę tą na jednostki indywiduum…czy jakoś, w deseń ten. – Zakończyła, mądrości swe prawić gestem dłoni jakoby podsumowując treść o znaczeniu dogłębnie przemyślanym. W końcu ona swoich ludzi znała najlepiej dźwięki ich agonii…wszak nie raz była ich przyczyną.
Awatar użytkownika
Fleczer
Posty: 754
Rejestracja: 16 kwie 2011, 21:48
GG: 6850576
Karta Postaci: viewtopic.php?p=7484#7484

14 lis 2011, 19:05

Podczas, gdy to piratka poczęła kombinować ze swoją wypowiedzią, mogła ujrzeć poczynania wiedźmy, bowiem ta odskoczyła przed jedną i drugą próbą sprzedają kopniaka przez zaczepionego rannego, któremu obrażenia nie na tyle uprzykrzały życie, by on sam mógł się zemścić za dodawanie mu dodatkowych problemów. Wtem pani kapitan skończyła mówić, toteż "głowa szara" – jak to została przez Jean nazwana – odwróciła się w kierunku swej rozmówczyni.
Rozumiem, że pani kapitan nie gustuje w żołnierzach skoro wszyscy, niezależnie czy tak można powiedzieć czy nie, otrzymali przydomek szpetnych o zagrzybionych stopach. – Uśmiechnęła się do niej, jednakże uśmiech był to pełen przebiegłości, której Flecher pozbyć się niestety nie mógł, a często stwarzało to problemy.
Lecz sumując informacje – Ruszyła swym powolnym, wężowym krokiem wzdłuż rzędu rannych, a co jakiś czas padał na nią cień zrzucany przez zgliszcza po pożarze, które pozostały zamiast sklepienia. – szukasz swych kompanów, tak moja droga? – Zdecydowanie użycie tu takiego zwrotu było nie na miejscu, ale przecież Łupieżca zawsze tak postępował – Z chęcią pomogę, wpierw jednak spytam, jeśliś łaska odpowiedzieć: Czemuż to nagle, od razu po zakończeniu konfliktu i to tak prędko, zabrała się za poszukiwanie swych ludzi? – Ciekawość była cechą wielu stworzeń, a jeśli stworzenie takie szukało wiecznie odpowiedzi, to ciekawość rosła w zastraszającym tempie. Tak też było z Flecherem, który wtykał macki w nie swe sprawy, kiedy tylko przyszło mu odnaleźć okazję do zabicia czasu, poprzez takowe czyny. Nic więc dziwnego, że miało się wrażenie, że zawsze coś kombinuje, niezależnie od tego czy chodziło o sprawę błaha czy sporej wagi, a priorytety Łupieżcy zdawały się być jeszcze większą zagadką.
Toteż oko wiedźmy, bo drugie było zakryte bandażem, spoglądało z zainteresowaniem na Celinę i świdrowało w niej, lecz wyraźnie bez skutecznie, więc na zainteresowaniu się kończyło.
Awatar użytkownika
Tarr
Posty: 408
Rejestracja: 05 paź 2011, 22:06
Lokalizacja postaci: Polana w lesie deszczowym
Karta Postaci: viewtopic.php?p=13313&highlight=#13313

14 lis 2011, 23:41

Chwilę stary Wilk odpoczywał, karcąc się za to, że musiał odwiedzić ten szpital. Hańbą dla takiego wojownika było odwiedzać szpital – miejsce dla tych, którzy bitwy nie wytrzymali. Długo w brodę pluć sobie będzie za tą chwilę nieuwagi, zbytnią brawurę! Jak mógł być tak głupi?!
Kiedy chciał już warknąć i przewrócić coś w gniewie, przypomniał sobie, że mimo jego głupiej decyzji – wygrali. Że to on był jednym z tych, którzy nadali tej bitwie tempo, nadali jej wynik i przebieg. Zdawał sobie sprawę, ze stary kompan, Iron dał mu dowództwo nad IV regimentem nie dlatego, że się nudził, a dlatego, że w Tarretha wierzył. Weteran uśmiechnął się, myśląc o tym. Spojrzał po raz wtóry na opatrzoną ranę i nie widział hańby… a wypadek przy pracy.
Wstał i udał się do wyjścia. Kiedy stał tak w wejściu, usłyszał kroki. Wiele kroków. Jakiś.. pochód? Zdziwiło to wojownika i nie tracąc czasu postanowił się tam niezwłocznie udać.
Na odchodne skinął z szacunkiem głową do lekarzy, a piratkę obdarzył niezbyt sympatycznym spojrzeniem. Irytowała go.

<z/t>
Awatar użytkownika
Cyrus Stein
Posty: 41
Rejestracja: 28 wrz 2011, 15:37

15 lis 2011, 16:29

PrzepraSzam, że taK długo bYło bez posta, jednak ostatnio mam spoRe brakI, jeśli chodzi o Mój czas wolny.

Królowej, na szczęście, nic szczególnego nie groziło i faktycznie udało mu się ją z powodzeniem uzdrowić. Gdy się obejrzał, okazało się, że głośny wilkołak został już obsłużony przez innego medyka, co przynajmniej pozwoliło mu na chwilę odetchnąć. Dookoła powoli rozchodził się tłumek. Po pięciu minutach Cyrus podpalił paproci kwiat w swoim dziobie i zaczął iść. Co prawda wojownicy już odnieśli zwycięstwo i oblężenie zostało odparte, jego bitwa jednak dopiero się zaczynała. Przecież choć nikt już wrogiem nie musiał się zajmować, to nadal czekały setki osób ze złamanymi rękami, przebitymi wnętrznościami, zwichrowanymi umysłami czy też ze zwykłą raną po mieczu. A lekarzy jakoś specjalnie nie przybyło, wręcz przeciwnie, Cyrus podejrzewał, że jak tylko wraża armia odeszła, wszyscy ci druidzi natychmiast czmychnęli z miasta. Zawsze zresztą uważał, że komuś, kto więcej czasu spędza z roślinami niż z ludźmi, czy choćby zwierzętami, nie można ufać.

Minęło kilka godzin. Cyrus stał nad jednym z pacjentów, który ustawicznymi jękami przypominał o swoim bólu, gdy doktor zastanawiał się, co właściwie mu się stało. Nagle do namiotu wszedł jakiś żołnierz, nieco odświętnie odziany, i pociągnął Cyrusa za rękaw. Ten odwrócił się i zmierzył przybysza zirytowanym spojrzeniem. Ten uspokoił go paroma słowami, gestykulując i wskazując na coś za sobą. Lekarz zdziwił się, skrzywił po ptasiemu głowę i i po chwili skinął głową. Żołnierz pokłonił się, jednocześnie wskazując mu, by szedł pierwszy. Wyszli z namiotu.
W tej chwili ranny na łóżku postawił oczy w słup, zwymiotował, pozbywając się części chmielującej szyszki, którą wcześniej zjadł do odwagi, i skonał.

Z/T
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

16 lis 2011, 16:41

Jean to słuchała Wiedźmy, to co chwila z dziwnym zaintrygowaniem spoglądała na żołnierza, który jakiś nieopisany żal skrywał po owym kopniaku do rozmówczyni piratki, jednocześnie wojownicze i pełne zawieści spojrzenia rzucając. Co to z ludzi robi mundur…zaprawdę, fascynujące
-Że nie gustuję?– powtórzyła zdziwiona, wyrywając się ze swoich myśli, jednak po krótkiej chwili głębszej konsternacji na powrót, na twarzy jej, zawitał błogi spokój – Ahh, tak, owszem, nie gustuje. Jednak przyznać muszę, iż okazji nie miałam, by…zasmakować. – nachyliła się nad siwą postacią, wyziewami rumu ją przy tym "częstując" – W dziczyźnie bardziej się lubują me gusta. – Po słowach tych wyprostowała się na powrót, zastanawiając się czy była by wstanie zjeść chociażby tego leżącego na pryczy kombinatora. Na powrót oceniła przekorną zmarszczkami, jak i bliznami, które ciągle świeże ropiały i w stan opuchnięcia twarz poszkodowanego wprowadzały. Owy żółtawy płyn, spływający wraz z potem po tej twarzy, na poły koszuli, wydawał się choby olejem o zapachu nieciekawym i wstrętnym, zabarwiając swą żółcią bandaże na klacie, którymi istota opasana bogato była. I te stopy. Obdarte, z licznymi bąblami, kryjącymi w swym wnętrzu soki przezroczyste, nabyte w wyniku gwałtownych i ciągłych ruchów, jakie żołnierz wykonywał kończynami dolnymi na polu walki, a które były chętnie przez stworzenia grzybowate kolonizowane. Badając dokładnie cały ten obraz, pomijając opisy i porównania do innych jego pobratymców, Jean stwierdziła iż na głodzie znacznym by musiała być by tknąć któregoś sztućcem, jak i myliła się co do swojego stwierdzenia…otóż, nie miała do czynienia z jednolitą masą szpetnych i grzybowatych…Miała do czynienia z jednolita masą ludzi szpetnych, grzybowatych, niepełnosprawnych, o woni dziwnej i samodzielności znacznej utraconej. Tak więc, gorsi jej się wydali na tle jej ludzi co zapachem słodkiego rumu przeniknięci do cna, na swych przeważnie bosych stopach bezszelestnie poruszali się po pokładzie dzięki mchowi porastającego stopy ich oraz tłumiącego każdy dźwięk zbędny i w taki sposób biegali wokół niej na paluszkach i i każdy jej rozkaz z woli własnej bądź wymuszonej wykonywali. Przeważnie jednak z woli własnej, widząc w Jean dziwny autorytet. W końcu nie byli oni do końca ludźmi zwyczajnymi…Jednak to tylko taka dygresja, która przeszła przez Jeanowe myśli, kiedy ta przysłuchiwała się kolejnym słowom, które zaś w zdania zwięzłe się łączyły i wysuwały się z ust szarej kobiety potokiem wskazującym na ciekawość znaczną.
-Dobrze informacje sumujesz, bo szukam ich. To znaczy szukam bliźniaków, o głowę wyższych ode mnie, o młodych rysach twarzy, co wszędzie chodzą…ze sobą, jak i karakana starego, tego wzrostu – zakreśliła w powietrzu – co słabość do drewna posiada, a łyżek w szczególności. A zabrałam się za poszukiwania bo…zabrałam ponieważ, to wszak MOI ludzie, z jakiej racji mają służyć, jakiemuś lądowemu miastu, skoro przez Ourelie, jak i MNIE do służby morskiej zostali powołani? A prędko, by rozpierzchnąć się nie zdołali. Kontynent ten wszak najmniejszy nie jest, od co.– skwitowała, jednak kłamstwa zasiała w słowach swych. Z jakiej racji ma bowiem nieznanej mówić o swych celach? Jane może i piratem była, jednak myśli jej z powodzeniem w nadmiarze rumu, trzeźwość i krystaliczność swe posiadały. W końcu ma się ten łeb o tolerancji promilowej nie od parady!
-Ehm…cyklopie siny, do oka coś ci wpadło? – Dorzuciła, gdy to postać szara łypać zaczęła sposobem dziwnym na osobę Jane.
Awatar użytkownika
Fleczer
Posty: 754
Rejestracja: 16 kwie 2011, 21:48
GG: 6850576
Karta Postaci: viewtopic.php?p=7484#7484

16 lis 2011, 18:52

Uśmieszek zastąpiło dziwne zaskoczenie, kiedy to z ust Celiny padły słowa o gustowaniu w dziczyźnie. Typowym problemem w komunikacji jest odbiór, w tym wypadku miał ten problem również znaczącą rolę, otóż obydwie postacie mówiły o innych rzeczach, zupełnie innych, lecz nie zdołały dotrzeć do rozwiązania informacji same i tak o to Łupieżca zastanowił się nad tymi słowami dłużej, a jego powłoka czyniąc dłonią gest zamyślenia, pochwyciła się za podbródek. Czy pani kapitan miała na myśli takich dzikich barbarzyńców? A może chodziło o istoty do ludzi niepodobne? Ogry, trolle, wilkołaki lub też istoty o jakich się na co dzień nie myśli, w każdym, bądź razie doprowadziło to go do lekkiego obrzydzenia, jakby zapomniał, że sam tylko gra jednego z tych małpiszonów, których tak wewnętrznie nienawidził, a jednocześnie ich emocje karmiły go najefektywniej.
Zresztą komicznie wyglądało to z boku, kiedy widziało się obydwie panie tak zamyślone i tak znacząco inne od siebie, wpatrujące się w przestrzenie pod sobą, jakby było tam coś niezwykle interesującego, lecz Flecher przerwał ten stan, a Jean od razu pokwapiła się by odpowiedzieć, w istocie zdawała się traktować otoczenie tak po macoszemu, jak było to tylko możliwe, jakby to właśnie środowisko wokół niej było największym rozpraszaczem uwagi, choć taki był początkowo tok myślenia, to Łupieżca szybko rozpatrzył inny wniosek – pani kapitan po prostu miała głęboko w poważaniu to co nie dotyczyło jej, bądź nie miało nic wspólnego z jej celem, z jednej strony było to godne pogardy, w końcu jak można być aż tak beztroskim, niczym rozmawianie z chmurami, z drugiej strony stan taki był godzien pochwały i godzien cynika jakim była kapitan Hawk.
Niestety, żadnego z twych kompanów nie dane mi było spotkać, ni choćby przelotnie zwrócić na takowego uwagę – rzekła wiedźma z aktorskim i sztucznym przejęciem. Po za tym odpowiedź ta była w sumie licha, gdyż Łupieżca szukał wydarzeń intrygujących, a w tej chwili nic się nie działo… Nic prócz zaburzeń w morzu myśli jakie maiły ostatnio miejsce, zaburzeń, które zdecydowanie skądś kojarzył, jego rozmyślania przerwały słowa o cyklopie.
Gdzie cyklop? Że on cyklop? Co? Kobieta spoglądała na Jean lekko zbita z tropu, by po chwili jej brew podskoczyła przy pojęciu sytuacji, a wiedźma z uśmieszkiem dodała:
Owszem… ciężko jest starać się nawet nie mrugnąć, gdy do dyspozycji ma się tylko jedno oko… – W tej chwili zamyśliła się na krótko, by zaraz dodać – Na bogów! Mam niesprawne oko… jak to tak się gdziekolwiek pokazać? W dyby wszystkie te problemy skuć i utopić w morzu! – zaczęła mówić podniesionym głosem sama do siebie, co w oczach Jean mogło wyglądać, co najmniej dziwnie, lecz po chwili, nie odwracając wzroku od podłoża obok, uniosła, wyprostowany palec wskazujący naprzeciwko pani kapitan.
Nie, nie, nie… muszę się tego cholerstwa pozbyć…! ale nie tutaj… gdzie istnieje melina, do której nawet zbity pies nie zajrzy…? – Można by pomyśleć, że cios w głowę negatywnie zadziałał na myślenie wiedźmy, ale w rzeczywistości po prostu przyzwyczajeniem Flechera było myśleć na głos, kiedy sytuacja była w jakimś aspekcie zbyt irytująca.
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

17 lis 2011, 23:54

Hyh…kłopotliwe to doprawdy wielce. No, ale nic, trudno, znajdą się, a jak nie, to ja ich znajdę. – Ostatnie słowa zabrzmiały lekko groźbą, a oczy błysnęły iskrą chwilową, by po chwili znów przybrać ten wyraz otępienia, czy też inaczej zamglenia rumowego – wszak na jedno wychodzi. Jednocześnie jakąś informacje zyskała. W końcu, skoro takowych person w tej okolicy nie widziano, to najwyraźniej szczurzyska morskie szczęścia miały najwyraźniej wystarczający dostatek. Nie biorąc naturalnie pod uwagę, iż gdzieś na polu walki się rozkładają…Jednak weryfikować tego nie będzie. Chciała ich znaleźć, jednak nie zapominajmy iż jest Panią Kapitan Jean Hawk i chodzić po rozciągłych pastwiskach trupiarni, tykając przy tym "śniących na zawsze" po twarze i weryfikując ich rysy się nie godzi.
-Póki w oczodole białko osadzone, to dobrze jest – rzuciła, jednocześnie podsuwając się do siwo-włosej– Szelma jedna, znana mi dobrze…Barry się nazywał. I oka nie miał, i powieki, lecz dziurę pustą i niesmaczną z wyglądu. O tak…– Palcem jednej ręki spoczęła pod powieką swoją, obciągnęła w dół, tak, że różową, delikatną skórę oczodołu ujawniła znacząco.–…na ludzi patrzył. A latem to much przy nim wiele było. – Rzuciła. Nie rozumiała bowiem problemu kobiety. W końcu ciągle miała jedno oko, a drugie…szklane kule modne są teraz. W każdym bądź razie, gdy powiedziała co wiedziała, a co może było wyrwane lekko z kontekstu, dłoń swą położyła na biodrze i sunąć zaczęła nią po swojej fizjologii, w kierunku bukłaczka wąskiego, jednako dość pojemnego w słodki rum, kiedy to Cyklopistka zaczęła swą histerie na całego. Piratka przeczeka. Da rade. To jak sztorm na morzu. Wieków trwać nie będzie.
-Hmm? – Jean złączyła brew w geście niezrozumienia wielkiego, kiedy to miała już przystawiać do ust bukłak ruchem płynnym, a tu nagle zaczęto celować w nią palcem. Wskazującym do tego! Zmieszana Jean przyglądała się ow paliczkowi wysuniętemu, robiąc przy tym zeza nieznacznego i chłonąć te słowa, co wyrzucane były przez rozmówczynie, bełkotem dziwnym.
-Pozbyć oka się chcesz? – niezrozumiale przeniosła wzrok z palca, na oko Szarej. W tym momencie Jean była zbita z tropu jakiegokolwiek. Kołysała się więc w miejscu, balansując przy tym rękoma, a jedną mając wyposażoną ciągle w skórzany bukłaczek. Pierwej krzyczy, iż się nie pokarze nikomu w czte…trzy oczy, to potem chce i tego ślepia się pozbawić…interesujące, doprawdy Przyłożyła naczynie do ust, nie spuszczając wzroku z rozmówczyni, traktując ją na chwilę obecną jak obiekt zainteresowania. Rozrywkę przelotną. Od tak czasem miała. Przyglądanie się wypaczeniom, które bawić ją mogły i które śmiech wyższości czy tez szyderstwa na jej twarz wyłaniał lubiła. Nie ma to wszak jak swoich wad nie widzieć, a z innych naśmiewać się.
Awatar użytkownika
Fleczer
Posty: 754
Rejestracja: 16 kwie 2011, 21:48
GG: 6850576
Karta Postaci: viewtopic.php?p=7484#7484

18 lis 2011, 19:44

Wiedźma, poczęła gładzić swoją głowę lewą ręką, a prawa, z palcem wskazującym na Jean opadła w dół. Do szarowłosej dotarło dopiero po chwili, że pani kapitan znów się odezwała i to dodatkowo z komentarzem skierowanym w jej kierunku, więc oczywistym było, że zaraz zareagowała
Jak to z jednym okiem? Bez powieki na dokładkę?! To się nie godzi! Nie, nie, nie! – wrzasnęła do Celiny, spoglądając na nią z istnym oburzeniem na twarzy i zbliżając twarz tak niebezpiecznie blisko, do twarzy rozmówczyni, że dzieliła je odległość nie większa niż długość kciuka i wiedźma spoglądała tak przez chwilę, by dodać:
A much nie jadam, są, jak dla mnie, ciężko strawne… – Po chwili jednak uśmiechnęła się przyjaźnie, jakby to co zaszło przed chwilą nigdy nie miało miejsca i zaśmiała się głośno, pomału odsuwając od piratki. A śmiała się wychylając daleko za siebie i chwytając jedną ręką za brzuch.
Pozbyć oka! A to dobre! Hah-ha! – jej wypowiedź przerywały głębsze napady śmiechu – Tak, wyrwę sobie i pokryję bandażem, by istną symetrie zachować! A potem może jeszcze spróbuję je opchnąć jako relikwię. – Wiedźma zaczęła powoli się opanowywać i klepnęła po przyjacielsku Celinę w plecy.
Twa pomysłowość jest godna pochwały. Intrygujący z ciebie byt, Pani Kapitan Hawk – szara głowa zwróciła się do niej z głosem pełnym aprobaty, ale i chytrym uśmieszkiem na twarzy, jaki był standardem. Poczuł jednak Łupieżca, że po jego ludzkiej twarzy znów coś ciepłego się sączy, toteż odruch był natychmiastowy, kukiełka pomacała twarz dłonią, by zaraz przenieść ją przed spojrzenie swego "cyklopiego" oka i zauważyć, że purpura znów ją pokryła.
Osz ty w tył kopany nierobie…! – zawołała sama do siebie zaskoczona – Rana się otwarła, a mówią, że śmiech to zdrowie.
Wiedźma zaczęła z lekką irytacją na twarzy spoglądać to na leżącego obok rannego, to na wszystko dookoła, to na Jean i tym rozpaczliwym gestem próbując okazać, że potrzebuje pomocy medyka, bo w końcu rana głowy nie była czymś co można było zignorować od tak, w szczególności, że krew się nieźle przelewała, a niby było to zwykłe, płytkie cięcie. Nie mniej jednak cała ta sytuacja nie zdołała wciąż popsuć humoru szarej głowy, toteż ta zachichotała raz jeszcze.

Wróć do „Obrzeża miasta”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 16 użytkowników online :: 2 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 14 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot], Infi
Liczba postów: 52251
Liczba tematów: 2978
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.