Szpital polowy [zamknięty]

Tereny miejskie nie kończą się na jego murach. Do samego Wolenvain należy kilka wiosek, z których najważniejsza leży tuż pod nim. Tutaj znajduje się także częściowo zrujnowana, nadal używana podczas turniejów rycerskich, starożytna arena.
Awatar użytkownika
Niniel
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

Szpital polowy [zamknięty]

05 paź 2011, 20:39

Może nie polowy, ale z pewnością wojskowy – szpital ten to kompleks namiotów porozstawianych niedaleko murów. Wszystko po to, by podtrzymać poważnie rannych przy życiu, zanim odwiezie się ich do szpitala w środku miasta, lub opatrzyć tych mniej rannych na miejscu, by szybko mogli wrócić do walki.
W namiocie głównym znajdowali się najbardziej doświadczeni medycy, a pomniejszych zaś zazwyczaj ich uczniowie lub dobre dusze znające się na uzdrawianiu. W każdym namiocie były oczywiście skrzynie z lekami i ziołami, kubły z czystą wodą, ręczniki i prycze – wszystko przygotowane.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Fleczer
Posty: 754
Rejestracja: 16 kwie 2011, 21:48
GG: 6850576
Karta Postaci: viewtopic.php?p=7484#7484

11 lis 2011, 22:49

Nagle poczynił się spory gwar dookoła, na szczęście lekarz przybył w miarę sprawnym tempie, pomimo faktu, że miał wielu innych pacjentów na swojej głowie i którzy to zapewne byli w o wiele gorszym stanie albo przynajmniej fizycznie gorszym. Lecz o to i zjawiło się kolejne towarzystwo, no proszę, panowie to nie mieli nic innego do roboty, tylko tu wystawać i robić problemy. Tylko, że umysł łupieżcy owych, przekuł natłok myśli i radości popartych czymś niesłychanym – zwycięstwem. Wiedźma uśmiechnęła się zaskoczona, jakby nie chciała ukrywać swej ekscytacji zaistniało sytuacją i nie poczuła nawet, że rana jej się otwarła, a co za tym szło, krew znów przepłynęła przez bandaże, niegroźna lecz upierdliwa zdecydowanie była to sprawa. Nikol wskazała jej, że dalej poradzi sobie sama, toteż kobieta odsunęła się od wampirzycy i stanęła tuż za nią spoglądając na całą tą rozmowę.
Flecher nie widział kim to był wilkołak, zdawał się jednak być osobą znaczącą dla armii, a przynajmniej tak o sobie wspomniał, płynęły od niego rozgoryczenie i pewność, w pewnym momencie do całej sprawy dołączył się wielkogłowy… zresztą cały był olbrzymi, otóż był to ent w swej własnej osobie. Stanowczo postanowił uciszyć tego drugiego i zarzucił coś na temat kobiety, którą ze sobą przytaszczył. Ach, sporo indywiduów w jednym miejscu – istny raj dla Flechera i jego ulubionego hobby, czyli oglądania takich spektakli pisanych przez samo życie.
Ależ proszę… – wiedźma przemówiła zaraz za Herubinem, nie dając innym dojść do głosu – Mimo, że siły ich wątłe, jak to z twych ust padło, to armię imperium zwyciężyli, jeśliś skory powiedzieć, że, między innymi, dzięki twej osobie ta victoria, to pewnym jest, że zostanie to docenione. Skoro jesteśmy w tak opłakanym stanie, pozwól Jej Wysokości zebrać myśli i powstrzymaj się od nagłych zarzutów od razu po zwycięstwie, wprowadzając pomiędzy nas niezgodę – mówiła spokojnie, gestykulowała, uśmiechała się przyjaźnie, choć sztucznie, ale intencje były jasne, jakiekolwiek sprzeczki w tej chwili były groźne, toteż zakończyła słowami:
teraz natomiast zamilknę. – I tak też uczyniła, a jej oczy przeleciały po wszystkich po kolei i obserwowały miny, gest i ruchy. Łupieżca chciał, by jak na razie wszyscy byli zgodni co do jednego – że trzeba się najpierw szybko podnieść z ziemi, potem wspomni więcej na temat tego, iż już wcześniej wyłapał znaczące ślady mentalne zbliżającej się anomalii. Nie wiedział o co może chodzić, ale miał złe przeczucia.
Awatar użytkownika
Cyrus Stein
Posty: 41
Rejestracja: 28 wrz 2011, 15:37

11 lis 2011, 23:11

Okropnie boli głowa? Potrzebuje leku przeciwbólowego? Z tego co Cyrus pamiętał, to on tu był lekarzem. Nie chodzi o to, że nie chcę dać sobą rządzić, choć trzeba przyznać, że to też trochę, ale przecież jeśli popełni błąd, może ją zabić. Kto wie, czego w tej chwili potrzebuje królowa.
Zaraz, uspokój się. Ona już jest martwa. Może ją boli jakby sztucznie? Nie ma prawa czuć bólu, a jednak tak się dzieje. Jak u okaleczonych weteranów, którzy czują swędzenia w brakujących nogach. Albo znowu przesadziła z magią. Szczerze mówiąc, w tej chwili dobrą metodą leczenia królowej wydawało mu się uderzenie jej dużym młotkiem w głowę. No bo co może pomóc? Zapewne niewiele. Chociaż… Jeśli czuje fantomowe cierpienia, może cokolwiek, co ona uzna za uleczenie, faktycznie jej pomoże? To chyba tyle, jeśli chodzi o jego możliwości, powinno zmniejszyć trochę ból nawet, jeśli jest magiczny. Nie zaszkodzi jednak użyć płatków lotosu jako placebo. Zwykle właśnie to stosuje się na zwykłe bóle głowy.
– Zaraz pomogę. To, co waszej wysokości, podam, jest naprawdę mocnym lekiem. Dlatego wymaga… Nietypowych metod podawania. Może kłuć trochę na szyi.
Przeciął skalpelem szyję królowej. Na bogów, nie całą, tylko małą rankę, z dala od żył i tętnic! Wyjął słoiczek z płatkami i zaczął je pojedynczo wyjmować i ostrożnie wsadzać głębiej w ranę. Niedużo, tylko kilka. Następnie ściskając brzegi skaleczenia zaszył ranę. No i dobrze, kolejna operacja wykonana. Trzymać tak dalej, doktorze! Rana była z tyłu szyi, więc nawet jeśli zostanie jakaś malutka blizna, z łatwością zakryją ją włosy. Płatki lotosu powinny za jakieś kilka godzin, do kilku dni w całości rozpuścić w krwi Nikol.
Hm… Trochę będzie to trudne do wykonania, jeśli nie ma się pulsu. Jak wampir. Powie królowej o tym później, nie będzie jej teraz znowu rozcinać.
Wstał. To pomoże. Na pewno. Odwrócił się do wilkołaka, który już któryś raz wzywał kogoś, kto zajmie się jego raną.
– Jesteś w szpitalu, panie kapitanie – taką ma pan rangę, nie mylę się? – i tu nie obowiązują ustalane przez pana zasady. Nie jestem jednym z trepów, którzy wykonują ślepo wszystkie rozkazy. Pana raną zajmą się, kiedy ktokolwiek z medyków znajdzie czas. Sądząc po tym, że inni mają jakieś swoje zajęcia, zapewne będę to ja. I oczywiście wykonam swoją robotę, o ile odwdzięczy się pan szacunkiem i cierpliwie zaczeka. Najlepiej jeszcze, jak pójdzie pan się położyć.
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

12 lis 2011, 00:25

Jean szła wolnym krokiem, posuwistym, chwiejnym acz ciągle pewnym rzecz jasna, przechodząc pomiędzy kolejnymi namiotami w poszukiwaniu znajomych, szpetnych facjat swoich ludzi. Ciągle bowiem, do pełnego pirackiego składu brakowało czterech zaginionych w akcji członków załogi. A jak właściwie się tu znalazła? Cóż, po odstawieniu niemego Yo na pokład, zapełnieniu deficytów rumu we fiolkach i bukłaczkach, jak i po śnie krótkim lecz krzepiącym, na powrót wzbiła się w powietrze, dolatując tym samym do Wolenvain. Miasto to w zastała w stanie znacznie gorszym niż wcześniej, jednak będące już po walce zwycięskiej, jak to już jej dało się słyszeć od tubylcowej ludności. Tak więc, wylądowawszy w uliczce ustronniejszej i zyskawszy formę człowieczą, wyruszyła na poszukiwanie, zaczynając od szpitala polowego. Bo co, jak co, jednak znała, aż za dobrze szczęście swoich ludzi i była przekonana, że któregoś tu spotka. Kobieca intuicja, od co. No ale wracając do tematu, Jean przechadzała się kolejno po namiotach. Trzeba zaznaczyć, że chaos był znaczny. Wszyscy się krzątali, szturchali, popychali, przeciskali, biegając z jakimiś bandażami i fiolkami z medykamentami. Jednak na te wszystkie bodźce Jean była wystarczająco znieczulona, by te jej jakoś znacznie nie przeszkadzały, jednak sama osoba piratki przeszkadzała wszem obecnym na rozmaite sposoby. Pani Kapitan bowiem, co jakiś czas, potykała się o prycze zwalając się na wpółmartwych ludzików co jękiem przeraźliwym informowali kobietę, iż czyni im krzywdę znaczną, zaś sama Jean w takich momentach odpowiadała:
Niechaj poszarpaniec wybaczy…-podparcie cię na klacie i jęk rannego–…wyjątkowo tu wąsko, a swoją drogą, człeku ranny, widziałeś może Przepaske, Łyche, bądź bliźniaków o stosunkach bliskich? – Recytowała już ten motyw z pamięci, zakładając z góry, iż każdy zna jej kamratów bezwartościowych, chuchając przy tym, każdej personie, oparami duszącego rumu na twarz, wywołując tym samym ataki duszności i kakofonicznych jęków. Scenariusz ten powtarzał się niemal za każdym razem i bywał identyczny. Kończył się zaś przybyciem jakiejś lekarzyny, który przerażony zachowaniem Pani Kapitan wypraszał ją z namiotu, a ta niezrażona kierowała się do następnego.
Tym sposobem znalazła się w kolejnym namiocie. Na starcie stanęła, wyjęła zza pazuchy bukłaczek rumu i ogarnęła wzrokiem całe pomieszczenie. Duże było, dlatego nie chcąc czasu marnować zaczęła chodzić od pryczy do pryczy nachylając się kolejno nad śniącymi, jęczącymi twarzami, aż w pewnym momencie na niedrożność ścieżki natrafiła. – Towarzysze wybaczą, jednak ja Przepaski, Łychy i bliźniaków o stosunkach…tego, więc, przejść pozwolicie…– Informowała, ziejąc na zgromadzenie, znacznymi oparami rumu, które ponuro obstawiało, prycze z jakąś kobieta, krojona żywcem przez doktorzynę po szyi.– Ułaa…nie pozazdrościć…– szepnęła, krzywiąc się na ten obraz i zapatrując jednocześnie wyjątkowo, przez co przeciskając się kolejno, szturchała i popychała co niektórych, a w pewnym momencie wylądowała twarzą na konarze…konarze? – Pan…Roślino…Cny Konarze Mchem Porośniętym– O! Tak, ciężko było sprecyzować– Konar wybaczy, nie zauważyłam, a teraz za przyzwoleniem , nie przeszkadzając dalej się udam – zakomunikowała, po czym uczyniła tak jak powiedziała i poszła dalej, weryfikować kolejne ofiary, przysparzając co niektórym bólu dodatkowego, a innym dając powody do modlitw do bogów rozmaitych o litość znaczącą. Cóż…życie nie rozpieszcza
Awatar użytkownika
Tarr
Posty: 408
Rejestracja: 05 paź 2011, 22:06
Lokalizacja postaci: Polana w lesie deszczowym
Karta Postaci: viewtopic.php?p=13313&highlight=#13313

12 lis 2011, 11:22

Wszystko, co mówili lekarze, ent… To było bardzo nie w smak wilkołakowi, który nienawidził czekać. Przyzwyczajony do wojskowego, dynamicznego i zaplanowanego w każdej sekundzie trybu życia czuł się nieswojo, kiedy kazano mu po prostu czekać.
Obnażył na ułamek sekundy kły, który był tylko zwiastunem powarkiwania, gniewnego, niezadowolonego – a skierowanego do wszystkich dookoła. Ręka go okropnie bolała, krwawił, a lekarze… kazali mu czekać. I jeszcze stwierdzili, że stary weteran powinien przełożyć rozmowę o przyszłości armii i Wolenvain na potem?! Co się do jasnej cholery z tym miastem działo?
Jednak… Szpital to nie jego teren, a teren lekarzy i pomimo wszelkich uczuć, zaprzeczających temu, co oni mówili – zgodził się. Przytaknął i zamknął zmęczone oczy. Chciał położyć się na pryczy, na której usiadł, ale ktoś mu to uniemożliwił. Dzięki swym wilczym zmysłom nietrudno było usłyszeć zamieszanie, jakie wprowadzała jakaś obca, egzotycznie wyglądająca kobieta. Nie dość, że nikt jej nie znał, to jeszcze mówiła, jak nawiedzona. A jakby i tego było mało, to swoją natarczywością i niezdarnością sprawiała wiele bólu rannym towarzyszom starego kapitana.
Tym razem warczenie wilkołaka było głośniejsze, a kły wyraźnie widoczne. Ci najbliżej siwego żołnierza na pewno wszystko widzieli i słyszeli reakcję Wilka na… coś i mogli się zlęknąć, gdy ten kładąc się nagle zerwał na równe nogi.
Ujrzał istotę całego chaosu. Niepozorną kobietę, która bardzo mocno chciała kogoś znaleźć.
Ty! – zawołał głośno, wciąż warczącym, niskim głosem – Zamiast potykać się o własne nogi, stań obok wejścia i zapytaj głośno, o co ci chodzi! Nie chodź od pryczy do pryczy, sprawiając ból żołnierzom, którzy z bitwy wrócili. Najlepiej po prostu wyjdź, diabelskie nasienie… – oznajmił głośno, poddenerwowany. Zaraz po tym po prostu usiadł z powrotem na pryczy i czekał, aż ktoś mu pomoże. Liczył, że przybyszka opuści szpital najszybciej, jak tylko to możliwe – dawno nikomu nie ukręcił łba, a ona wręcz się o to prosiła.
Cholerne ramię. Gdyby nie ono, to reakcja byłaby zapewne jeszcze inna, ale co poradzić?
Awatar użytkownika
Somirion
Posty: 722
Rejestracja: 03 paź 2011, 22:26
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
Karta Postaci: viewtopic.php?t=822

12 lis 2011, 14:46

Samael widział tu niezłe zamieszanie. Nie chciał nikomu przeszkadzać, a jego mistrz nie odezwał się do Niego, więc uznał, że może odejść. Czuł się lepiej więc powoli ruszył w kierunku byłego pola bitwy. Chciał odnaleźć swój miecz. Dziedzictwo, którym obdarzyły go demony.
z/t
Awatar użytkownika
Nikol
Posty: 467
Rejestracja: 23 kwie 2011, 21:21
Lokalizacja postaci: Komnaty rektora
Karta Postaci: viewtopic.php?t=477

12 lis 2011, 15:54

W całym zamieszaniu zaistniałym w namiocie, krzyków wilkołaka, dziwnego i zaskakującego pojawienia się drzewca, bełkotu pijanej dziewczyny, nagiej istoty, która przewrócona wyciągała palce dłoni, by dotknąć stóp królowej, jedynie doktor Stein zachował trzeźwość umysłu i wykonał – choć niechętnie – prośbę Nikol. Nie poczuła prawie płytkiego nacięcia skóry, a brzegi rany wystarczyło ściągnąć ku sobie, by tkanka się zregenerowała bez żadnych blizn, lecz Cyrus sięgnął po tradycyjne metody, czy to przez machinalność, czy dla zachowania pozorów. W każdym razie, mimo że jako wampir bólu głowy odczuwać nie mogła, ten jednak się pojawił. Z pewnością był rezultatem magicznego napięcia. Prawdopodobnie po ujarzmieniu tajemniczej materii minąłby, lecz jak słusznie przypuszczał doktor, płatki lotosu zadziałają jak placebo. Sama myśl o ich zażyciu uśmierzy narastające pulsowanie w skroniach.
Dopiero wówczas mogła zająć się kolejno sprawami. Zimne spojrzenie rzuciła wpierw wilkołakowi, w słowach dając upust temu, co myśli na temat jego uwag.
Pan kapitan niby zdyscyplinowany i rygoru nauczony, a szacunku dla wyższych rangą od siebie za grosz. Jeśli jednak tego znieść nie możesz, winieneś mi szacunek przez to, że jestem kobietą, lecz widać obce są waszmości maniery. Co ja robiłam?! Nadano mi Wollneville w ruinie. Wyszłam z inicjatywą odbudowy Areny, na której wojownicy szkolić się mogą, czyż nie? Przez cały okres starałam się zorganizować działający aparat wykonawczy, lecz tylko jedna osoba, ambasador, miał na tyle trzeźwy umysł, by podejść do spraw dyplomatycznie, choć nie do końca prawidłowo. Czy wy myślicie, że bycie władcą to leżenie i zajadanie się cytrusami?! Wojna zaskoczyła nas wszystkich. Jak waszym zdaniem miałam zebrać zawodową armię w zaledwie kilka miesięcy po objęciu tronu, skoro nikt przede mną nie poczynił w tym kierunku żadnych kroków?! – trudniej było wyobrazić sobie głos tak skuty lodem, a przy tym oczy jej ciskały błyskawice wymierzone w kapitana. –Ale dam kapitanowi możliwość wykazania się. Sam kapitan rozumie, co mam na myśli – ledwo skończyła jedno przemówienie, gdy przeniosła wzrok na enta i jego zakładniczkę. Westchnęła, co za dzień…Miała ochotę wrócić do pałacu i odpocząć. Nawet krwiopijcy muszą czasem się zrelaksować.
Wiedźma Zachodu? Że niby co mam z nią zrobić? Wróg zawsze pozostanie wrogiem, może w skrytości, ale jednak – brzmiało to jak wyrok. – Chciałabym jednak móc przedyskutować to i przemyśleć. Póki co zapewnimy pani gościnę godną poplecznikom Zachodu. Encie, skoroś ją tu przyprowadził, będę rada jeśli udasz się z nią do Pałacu. Ostatni z moich gwardzistów zaprowadzą ją do antymagicznych lochów – widać Nikol nie miała zamiaru okazać miłosierdzia. Poza tym była cholernie głodna, a każdy z tych tu, a zwłaszcza młoda i pijana dziewka, pachniał świeżą i ciepłą krwią.
Przymknęła oczy. cholerny ból głowy!
Ty…jak cię zwą? – wampirzyca spojrzała na wiedźmę (Flechera) – Chcę Cię widzieć w Pałacu. Możesz przybyć tam później lub opuścić to miejsce razem ze mną. Mamy coś do obgadania – to rzekłszy, utorowała sobie drogę ku wyjściu. Szczęściem po niebie toczyły się jeszcze ołowiane chmury, które gasiły w innej partii miasta ostatnie płomienie pożarów, ale i chroniły przed nadal upalnym słońcem. W powietrze zewsząd wzbijały się kłęby gryzącego dymu. Nikol westchnęła po raz wtóry. Jakież to czasy musiały nastać pod jej rządami i jak będą wspominane…
[z/t]
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

12 lis 2011, 16:31

Jean awanturze si nie przysłuchiwała, była zbyt skupiona na wyznaczonym przez siebie zadaniu, tak więc sunęła się dalej przed siebie, kontynuując swoją "krucjatę", po raz kolejny potknąwszy się o wystające z pryczy kończyny jakiegoś rannego. Ich rozmiar, tak zaintrygował Panią Kapitan, że ta nachyliła się nad twarzą właściciela
-Wielko-stopy wybaczy…Przepaska! No, znalazłam cię ty wielgachny pomiocie. Wstawaj, wstawaj…– Rozradowana Jean zaczęła entuzjastycznie poklepywać wielkoluda po policzku, zachęcając do otwarcia tych ślepi reprezentujących głupotę dosłowną– No wstawaj. Wszo pokładowa…-Razy zyskiwały co rusz na sile. – Flądro ty bezczelna…-warknęła i posłała swoją pięść do twarzy Przepaski. Jak on śmiał ignorować, w tak bezczelny sposób jej rozkazy? Jednak Wyrostek na tą manifestacje niezadowolenia, zareagował jedynie przekrzywieniem się głowy na lewo. Przerażony cała ta sceną dziad jakiś, lezący po sąsiedzku sapną:
-Coś ty kobieto wyczyniasz?
-Jak to co? Do przytomności wzorowej, wesz swą doprowadzam…Nie widać? – Odpowiedź ta wywołała wyraz niezrozumienia, a potem współczucia na twarzy dziada.
– Pani…on się nie obudzi.
-Spokojnie, nie z takich stanów go wybudzałam.-poszarpywała przepaske za ucho.
-Lecz z tego ciężko będzie…on jest martwy– stwierdził dobitniej
-Martwy?
-Jak skała.
-Jak skała…– Jean dopiero teraz uświadomiła sobie, że jakiś sztywny i chłodnawy był jej kamrat, kiedy tykać go zaczęła palcem po policzku -Rzeczywiście…No nic– zdjęła fiolkę z mocnym trunkiem, którą jako naszyjnik nosiła i naciągnęła ów przedmiot na krępą szyje martwego. Naturalnie mało zgrabnie jej to szło, acz sukcesem się zakończyło– Na podróż.– po czym własny bukłaczek wzniosła na wysokość pewną w formie toastu –Niech Ourelia, na morza w rum obfite cię poprowadzi. – rzekła po czym do dna naczynie opróżniła. Zakończywszy rytuał, przetarła rękawem usta, a patos sceny uległ drastycznej zmianie. Bowiem Jean jakby nigdy nic okręciła się i do kolejnych wojennych poszarpańców zachodzić na kontrole zaczęła. I nagle ryk jakiś usłyszała. Zaintrygowana odwróciła się w kierunku adresata tejże lakonicznej wypowiedzi, który spoglądał prosto na nią
Ja? – Stanęła i wzrokiem przymglonym spojrzała na…stworzenie, by następnie usłyszeć listę skarg i zażaleń na którą zareagowała obojętnością, to nie tak, że nie zrozumiała co do niej mówił. Najzwyklej w świecie bowiem filtrowała informacje znaczące od mało istotnych. Tym sposobem zareagowała – Ależ zabawny, warkliwy towarzyszu, ja nie o swoje nogi się potykam. To o te, te, wystające…-zaczęła poklepywać entuzjastycznie, sine, wystające kończyny, jakiegoś rannego co na pryczy się nie mieścił. Ten odezwał się niemrawym jękiem.– Doprawdy, kłopotliwe te kulasy bywają, jak prycza przymała…
Awatar użytkownika
Wierzbiec
Posty: 399
Rejestracja: 28 lip 2011, 20:35
GG: 381201
Karta Postaci: viewtopic.php?t=621

12 lis 2011, 17:54

Ból głowy stał się teraz nieznośny a słowo królowej nie dodawały otuchy. Co ona sobie myślała kiedy zgłosiła się na to stanowisko?– takie myśli towarzyszyły potężnemu stworzeniu. Nie lubił gdy ktoś udawał królewnę na ziarnku grochu. Była zmęczona? możliwe ale byliśmy tuż po wojnie wiele osób miało gorszy los. Mogła przecież nie żyć a tak to może się jeszcze może pooddychać szwendając się po tym zepsutym świecie. Nie miał jednak nad nią żadnej władzy i chyba musiał do tego przywyknąć. Najgorsze było mieszanie go w nieswoje sprawy, miał ochronić las przed Zachodem. Zrobił to, ale na boga nie jest tutaj po to żeby odprowadzać więźniów. Ignorując wszystkich obecnych niezgrabnie wycofał się z namiotów. Nie trwało długa gdy do namiotu z hukiem wleciał jeden z medyków. Wielki łeb znowu zagościł w namiocie
– Zabierz ją do pałacu, teraz. Jeśli coś jej się stanie zabiję Cię, znajdź jej jeszcze ubranie – Na ręce biednego człowieka zagościło pnącze, ścisnęła jego rękę do granic możliwości.– zniknie gdy już zrobisz swoje.
Odetchnął z ulgą gdy młodziak wreszcie się ruszył. W trakcie drogi spojrzał przez ramie by zobaczyć wszystkich obecnych
– Mam dziwne wrażenie, że się jeszcze spotkamy– wybuchł ochrypłym śmiechem, który mógłby przerazić nieumarłego.

z/t
z/t
Awatar użytkownika
Tarr
Posty: 408
Rejestracja: 05 paź 2011, 22:06
Lokalizacja postaci: Polana w lesie deszczowym
Karta Postaci: viewtopic.php?p=13313&highlight=#13313

12 lis 2011, 19:11

Królową lubił coraz mniej. Nie szanował jej – prawda. Tak samo, jak nie szanował wszystkich, kto śmiali być kimś w państwie ważnym, a nie znali trudów go obrony. Wszystkie te biurokratyczne wieprze, nie wyłączając głowy państwa doprowadziły do tego, czego właśnie wszyscy byli świadkami – wojny. Gdyby wojsko było sprawne, to by wszystko inaczej wyglądało! Stary weteran od zawsze wychodził z założenia, że to wojsko jest kręgosłupem, który trzyma całość w pionie. Bez tego, to państwo jest po prostu słabe, narażone na wszystko.
Jednak oczywiście jej królewska mość poczuła się urażona, bo stary trep zamiast się przed nią płaszczyć potraktował ją, jak każdy inny trep by to zrobił. Był bardzo zły. do wściekłości brakowało tylko jakiegoś półmózga… który akurat się odezwał.
Stary weteran zerwał się szybko na równe nogi i ruchem płynnym, naturalnym wyciągnął nożyk z pasa do spodni przypiętego i rzucił nim w stronę piratki. Ostrze – wykute specjalnie do przemierzania w powietrzu jak największego dystansu, tracąc przy tym minimum impetu mogło wbić się w cel, kończąc jego żywot. Nożyk naostrzony do granic możliwości… minął dziewczynę i mokry wbił się w belkę, która stanowiła część szkieletu namiotu.
Zaraz.. ale czemu był mokry? Lubująca trunki ciemnowłosa mogła usłyszeć, jak jej napój wylewa się ma ziemię, a sam pojemnik robi się niepokojąco lekki.
Chwilę potem Tarreth ruszył spokojnie do kobiety, lecz na nią nie patrzył. Kroczył groźnie, minął ją i wyciągnął ostrze z belki. Kiedy je schował, odwrócił się do kobiety, obdarowując ją bardzo nieprzyjaznym spojrzeniem.
Albo oddasz szacunek tym, którzy muszą tu cierpieć, albo do nich dołączysz. Tutaj leżą ci, którzy nie tak dawno walczyli w obronie tego miasta. Spójrz dookoła! – ryknął, prezentując żołnierzy, którzy bez słowa patrzyli na prawie 2,5 metrowego wilkołaka, którego jedno ramię wyglądało okropnie. – Zasłużyli na spokój i odpoczynek, a ty go im nie dajesz. Zresztą, jak słyszałaś, to jeden z twoich też nie żyje… – z tymi słowami odwrócił się i wrócił na swoją prycze, wciąż czekając na łaskę opatrzenia jego zdewastowanego ramienia.
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

12 lis 2011, 23:11

Jean po tym, jak wytłumaczyła przyczynę swoich mało zgrabnych ruchów, postanowiła upić rumu, gdyż zaschło jej w gardle. Dużo może i nie mówiła, jednak poczuła ów potrzebę natychmiastową. Może to też swego rodzaju smutek po stracie kamrata w ten sposób się objawiał? Ciężko powiedzieć. Tak więc, dała spokój rannemu i jednocześnie nie bacząc na rozmówce swojego, przyłożyła bukłaczek do ust. Piła i piła, odchylając się coraz bardziej w tył, aż nagle straciła równowagę i by ją utrzymać, automatycznie jej ciało krok w tył zrobiło. Ile szczęścia było w tym kroku! Bowiem tuż przed nosem Jean, przez bukłaczek, przeleciał na wylot sztylet, który z impetem wbił się belkę nośną, rozbrzmiewając jednocześnie charakterystycznym metalicznym brzmieniem. Jean’owe źrenice pokierowały się w kierunku owego dźwięku, a gdy poczuła wilgoć na spodniach i znaczną lekkość trzymanego naczynia…Skrzywiła się jakby odebrano jej coś cennego…– Yheh…Taka strata…-rzuciła na ziemie do niczego już nie nadający się bukłaczek, a dłoń przyłożyła do ust, w celu zlizania tego co jeszcze dało się uratować. Jednocześnie, poczuła obecność dużego i nie zadowolonego wilka nad sobą, podniosła więc na niego wzrok, a potem rozgarnęła się do dokoła, jak nakazał, po czym pokiwała metodycznie głową to w górę i w dół, a przy ostatnich słowach marszcząc brwi zastanawiając się do czego ów zwierzyna zmierza. I nagle olśnienie!
Istoto wilczata, słusznie prawisz, i naprawdę, nie musisz obawiać się o spokój mojego kamrata. Na swym okręcie odpowiednio rytuał oddania jego szelmowskiej duszy pod opiekę Oureli wykonam. Tu to tylko symbolicznie…Więc o spokój jego ducha, martwić się nie musisz. Ourelia pirata powołuje i ona go odwołuje. Acz serce się kraje, iż nie na morzu…Trzeba będzie podwójną ilość rumu upuścić-Stwierdziła, balansując w miejscu i rękoma gestykulując. Po czym gdy psowaty wrócił na posłanie, osoba piratki ruszyła dalej. Jeszcze trochę prycz do sprawdzenia jej zostało. Dalej krokiem posuwistym się przemieszczała, nachylając się dalej nad żołnierzami, lecz w żadną interakcje z nimi nie wchodząc. Jedynie szepcząc im do ucha to "Łycha to tyś? Łycha szelmo dziadowska.." bądź wypatrując dwójki mężczyzn w jednej pryczy…rzecz jasna, o bliźniaków chodzi. Dodać należy, że wszystkiemu towarzyszyły ruchy przesadne i zerkanie co chwila na psa marudnego i wyjątkowo drażliwego. Że też mu nie było wstyd tak przy rannych hałasować! Szacunku zerowego. I rum dobrej jakości tak marnować…Jean założyłaby się o miedziaka, iż przykrość sprawił tym widokiem większości. Szacunku by im okazał może odrobinę i za nich chociażby toast wzniósł, jak Jean, która kilkakrotnie już to uczyniła za dusze wszarza swego, jak i swoją, dostatek rumu nieograniczony, za pogodę dobra, za powietrze rześkie…no i tak szacunek składając poszukiwania kontynuowała. Niezłomna z niej dusza w końcu.

Wróć do „Obrzeża miasta”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 11 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 10 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot]
Liczba postów: 52251
Liczba tematów: 2978
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.