Podgrodzie

Tereny miejskie nie kończą się na jego murach. Do samego Wolenvain należy kilka wiosek, z których najważniejsza leży tuż pod nim. Tutaj znajduje się także częściowo zrujnowana, nadal używana podczas turniejów rycerskich, starożytna arena.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3776
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

09 paź 2011, 18:26

Podgrodzie to mała wioska mieszcząca się za bramami Wolenvain. Żyjący na nim chłopi wspomagają miasto dostawami z pól uprawnych, stanowiąc główne źródło żywności. Drobni rzemieślnicy i handlarze wykonują spokojnie swoją pracę, sprzedając swoje towary w mieście. To tutaj zaczyna się drabina konsumpcyjna Wolenvain, początek łańcucha handlowego stanowiący rynek zbytu dla najbardziej podstawowych towarów i dający w zamian produkty niezbędne do napędzania całej machiny ekonomicznej.

MG:
Podgrodzie było opuszczone, pola wokół niego również. Widmo zbliżającego się oblężenia spowodowało, że większość ludności schroniła się w mieście.

Armia Imperium Zachodniego w końcu ukazała się na horyzoncie.
Żołnierze szli w równych czworobokach, stawiając kroki w rytm wybijany przez niosący się przez opustoszałe połacie terenu warkot bębnów wojennych. Nad głowami oddziałów unosiły się stada ptaków, skrzeczących i kołujących niczym sępy wyczuwające okazję do zanurzenia swoich dziobów w padlinie. Osławione sokoły Zachodu wiedziały, że w tej bitwie dane im będzie pokonać całe rzesze wojowników. Eskadry sokolników, trzymające się z tyłu stanowiły elitę armii, bowiem niewielu ludzi zdołało przez całe swoje życie wytworzyć taką więź ze zwierzęciem. Wśród normalnych rozmiarów sokołów dało się dostrzec kilkanaście większych, sokolich generałów, którzy inteligentnymi oczami penetrowali widnokrąg w poszukiwaniu ewentualnych uciekinierów.
Aura mocy, dyscypliny i siły bijąca od armii Imperium wręcz zapierała dech w piersiach, a w sercach obrońców miasta zasiana została niepewność. Mimo sporego dystansu, jaki mieli do pokonania, imperialiści nadal szli dumnie wyprostowani, pewni zwycięstwa i swoich umiejętności.
Armia legła obozem u stóp Wolenvain, dostatecznie daleko, aby być poza zasięgiem strzału, ale na tyle blisko, aby jej splendor był widoczny dla każdego, kto choć wychyli głowę zza murów. Żołnierze Zachodu przystąpili do budowy machin oblężniczych, korzystając ze zdobytych wcześniej materiałów oraz okolicznych drzew. Atmosfera nadchodzącej bitwy była wręcz namacalna, powietrze ciężkie było od napięcia, zupełnie inaczej, niż podczas poprzedniego ataku Imperium pięć lat temu. Wtedy zarówno Wolenvain jak i wyczerpany podróżą Zachód nie wykazały się żadną wyrafinowaną taktyką, teraz miała rozegrać się bitwa warząca losy całej autonomii, a możliwe, że nawet całego kontynentu.

Od głównego regimentu oddzieliła się chorągiew trzech jeźdźców z powiewającą nad nimi flagą dyplomatyczną. Niebywałe, że przez tak krótki okres czasu Imperium Zachodnie nauczyło się na tyle, żeby rozpoczynać bitwę od negocjacji. Najwidoczniej chcieli dać Wolenvain ostatnią szansę.
Chorągiew stanęła pośrodku pasa ziemi niczyjej, a w powietrzu odezwał się, niczym grom, magicznie zwielokrotniony głos.
– AMBASADOR Wolenvain PROSZONY JEST O PRZYBYCIE NA PERTRAKTACJE.

Dodane po 2 godzinach 27 minutach:

Eduard Mao, dyplomata Imperium Zachodniego obciągnął na sobie czarny płaszcz i poprawił kołnierz. Widząc otwierającą się na dosłownie kilka centymetrów bramę wiedział, że za chwilę stanie przed nim ambasador nędznego Wolenvain. Sam Eduard nie wiedział, dlaczego dowództwo nakazało mu pertraktacje z tak mało znaczącym pionkiem w wielkiej machinie wojennej Zachodu, ale w jego gestii nie leżało negowanie rozkazów. Był tutaj po to, aby pokazać potęgę Imperium, dać Autonomii ostatnią szansę na poddanie się i ukorzenie przed prawdziwą hegemonią tego świata. Czekał na kogoś inteligentnego, z kim będzie mógł porozmawiać jak z kimś równym, chociaż nie spodziewał się tego po plugawych „wschodniakach”.
Chociaż, kto wie, może dyplomata zostanie zaskoczony, a jego umysł otrzyma niezbędną rozrywkę, wzbijając się na wyżyny intelektualne?
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Loki
Posty: 659
Rejestracja: 02 mar 2011, 17:05
GG: 9442894
Karta Postaci: viewtopic.php?t=209

16 paź 2011, 21:26

Po chwili do akcji włączyli się wojskowi. Najwidoczniej sama obserwacja nie dawała im odpowiedniej satysfakcji, więc postanowili wykorzystać własne elementy tortur, na których myśl, Loki zrobiło się zimno. Fetyszystowska zabawa z Kelio to jedno, ale prawdziwe zmagania z wyszkolonymi stręczycielami to drugie.
Nie próbowała się wyrywać, gdy postanowili zakuć jej stopy w dziwne ustrojstwo, dzielnie zachowując resztki zimnej krwi. Co ją czeka? Wyrywanie paznokci? A może ścięgien..? Trudno było opisać jej minę, gdy zobaczyła kolejne narzędzie tortur. Pióro? Czy oni… są zdrowi na umyśle?
Spojrzała kolejno wszystkim w oczy, szukając jakichkolwiek wskazówek. Ale nie znalazła nic. Jej ciałem wstrząsnął spazm śmiechu, wywołany nie łaskotaniem a surrealistyczną sytuacją, którą rozgrywała się tuż przed jej oczami.
Co tu dożo mówić… Pierwszy dotyk miękkiego pióra spowodował lekki dreszcz na ciele kotołaczki, lecz po chwili przeszedł niemal tak szybko jak się pojawił. Hm, mężczyźni sobie chyba nie zdawali sprawy z jednego… Po chwili w obrębie namiotu rozległo się ciche, przytłumione mruczenie. Loki niemal odcięta od świata wyglądała na bardzo szczęśliwą – spod półprzymkniętych oczu błyszczały białka, aktualnie ukryte pod trzecią powieką. Za to usta rozciągnęły się w specyficzny, koci uśmiech, który przywoływał na myśl futrzaka napełnionego w stu procentach mlekiem.
To, iż elf zamierzał trochę zaostrzyć grę, wcale ją nie obchodziło.
Awatar użytkownika
Niniel
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

17 paź 2011, 21:47

MG:
Łaskotki jak widać wcale na kotołaczkę nie zadziałały. Cóż, bywały osoby, które były na nie bardziej odporne niż inni. Zirytowani pachołkowie zmarszczyli brwi, patrząc jak Loki wesoło chichocze pod piórkiem Kelia. Nawet ten okropny elf się uśmiechał, jakby cała sytuacja go śmieszyła. jeden ze strażników już otworzył usta, by krzyknąć coś gniewnie, gdy płachty namiotu otworzyły się a w przejściu stanął starszy mag o okrutnych, bladych oczach, lekkich zakolach i krótkiej, zadbanej, ale już szpakowatej brodzie. Odziany był jak pozostali magowie Zachodu – w długą, purpurową pelerynę z obszernym kapturem, który teraz spoczywał luźno na plecach.
Brwi maga uniosły się znacząco, gdy patrzył na tę komiczną sytuację. W jego oczach zdawała się błysnąć iskierka rozbawienia, lecz zaraz potem pojawiła się złość. Wszedł do środka i jednym ruchem zamknął przejście w namiocie. Jednym władczym ruchem ręki rozkazał, by pachołkowie stanęli w kącie, pod ścianą.
Na wszystkie demony, co tu się wyprawia – powiedział mag z mocny, zachodnim akcentem, podchodząc do Loki i Kelio. Wyrwał elfowi pióro i zdeptał je w ziemi, ruchem podbródka każąc wiedźminowi wstać. – Przykre, że nie tylko cudzoziemcy się w naszej armii wygłupiają, ale i nasi – warknął w stronę dwóch żołnierzy, którzy zwiesili pokornie głowy.
Mag przestał się nimi interesować, zwracając spojrzenie ku Loki. Upewnił się, że jej łańcuchy nadal ją więżą i blokują magię, a nawet je trochę wzmocnił. On, w przeciwieństwie do innych, mógł je dotrzeć, gdyż zawierały również jego moc.
Chwilę wpatrywał się zimnym spojrzeniem w Loki, po czym jednym ruchem zdjął okrywającą ją szmatę.
Jeńcy nie mają żadnych praw – wyjaśnił krótko, rzucając materiał w kąt. Obejrzał dokładnie jej ponętne ciało, chociaż wzrok jego pozostał zimny. Po dłuższej chwili kiwnął na strażników w kącie i kazał im podejść – Kelia zignorował, co znaczyło zapewne tyle, że miał stać i obserwować.
Dwóch pachołków oswobodziło Loki z kajdan i podniosło ją na nogi, trzymając mocno za ramiona. Trzeba było przyznać, że krzepę mieli niezłą.
Mag obszedł całą trójkę dookoła, pożerając nagą kotołaczkę wzrokiem. Jej ogon poruszał się nerwowo, a mag nie miał wcale ochoty go dotykać, ale nie omieszkał klepnąć ją w jędrny pośladek.
Musisz być popularna wśród swoich zwierzęcych przyjaciół – zadrwił mężczyzna, doceniając jej względy ale wyśmiewając jednocześnie rasę. – Położyć ją na stół i unieruchomić.
Żołnierze wykonali polecenie szybko i sprawnie. Przykuli jej nogi i ręce żelaznymi obręczami do ciemnego, mocnego dębowego drewna.
Mag stanął nad Loki, oglądając się na chwilę i puszczając oczko do Kelia, jakby ten miał właśnie oglądać tortury swojej przyjaciółki. Cóż, nie mógł wiedzieć, że w rzeczywistości naprawdę tak trochę było.
Mężczyzna wziął ze stołu z narzędziami przyrząd wyglądający jak szkandela. Otworzył ją, a w środku można było ujrzeć już podgrzane za pomocą jego magii węgle. Podgrzane do czerwoności. Mag podniósł szczypce ze stołu, podszedł do kotołaczki i spojrzał na nią z góry.
Może mi odpowiesz, kotku. Co wiesz o królowej Nikol. – Na końcu zdania podniósł jeden z węgielków i przyłożył go do skóry na jej pośladku, na zaledwie parę sekund. Po namiocie rozniósł się zapach spalonej skóry.
Awatar użytkownika
Kelio
Posty: 82
Rejestracja: 03 mar 2011, 21:08
Karta Postaci: viewtopic.php?p=2621&highlight=#2621

18 paź 2011, 21:02

Elf usunął się na bok, tak naprawdę uradowany takim obrotem spraw. Wolał już nie bawić się tym piórkiem, a w końcu wyjść z tego cholernego namiotu, mogąc powędrować tam, gdzie miał zamiar. Obserwował poczynania maga z boku, z delikatnym uśmieszkiem w kąciku ust. Z dala było widać, jak wzrok maga utkwił na Loki, podziwiając jej ciało, co w sumie rozbawiło nieco Wiliama. Czekał jednak dalej, w bezruchu, ręce mając założone na piersiach. Ciekaw był, co ten stary dziad wymyśli. Uwięzienie jej na stole, przykucie. Na co to wszystko? I tak nie dałaby rady uciec, zwłaszcza że było ich już aż czterech. Na widok puszczonego w stronę Kelio oczka jego mina powróciła do pierwotnego stanu – bez emocji, by czarodziej nie zauważył czasem uśmieszku.
Na przyłożenie rozpalonych kamyków do skóry przyjaciółki nie zareagował. Przynajmniej nie dał tego po sobie dać poznać, by jego plan wypalił tak, jak sobie to zaplanował. Stał z boku, obserwując wszystko bladymi oczyma. Mając wgląd na Loki, maga, jak i dwóch pachołów. Zmrużył delikatnie oczy, wpatrując się w sylwetkę staruszka. Minęły może trzy sekundy po podniesieniu węgielka, a mag mógł poczuć natychmiastowy ucisk na zgięciach kolan, udach, a potem jakby błyskawiczne przemieszczenie się czegoś w stronę jego szyi, zaciskając na niej śmiertelną pętlę. To 'coś' miało czarny kolor, przypominając cień. Tak faktycznie było. Był to cień pochodzący od Wiliama. Jedna z jego umiejętności, których używał dość rzadko, ze względu na kilka czynników. Pętla zaciskała się co raz mocniej, z każdą sekundą, a ból jaki temu towarzyszył mógł uniemożliwić jakikolwiek ruch.
Pachołkowie również nie zostali sami. O ile zdążyli zauważyć, co dzieje się ze starcem, byli w podobnych już tarapatach. Cień bowiem oplótł ich kostki, a następnie wędrując ku górze owinął się w okół głów, miażdżąc ich czaszki.
Podczas całej tej akcji Kelio stał nieruchomo, skupiając wzrok najbardziej na magu, jednak spoglądał też czasem na pachołów, by czasem nie puścić ich żywo. Dopiero pod koniec procedury elf począł ciężko dychać, a na jego czole pojawiły się kropelki potu. Możliwe, że te działania nie dały upragnionych skutków – to jest unicestwienia całej trójki, ale za to powinny chociaż w jakieś części zmniejszyć siłę łańcuchów, które uniemożliwiały Loki używania magii.
Całym plusem tej sytuacji był fakt, że w namiocie pełno była cienia. Nie było więc widać od kogo ten 'atakujący' pochodzi. Minusem jednak, że zmęczenie elfa było dość widoczne.
Awatar użytkownika
Niniel
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

23 paź 2011, 18:50

MG:
Mag nie zdążył uzyskać upragnionej odpowiedzi od Loki, kiedy poczuł na kolanach podejrzany ucisk, który przemieszczał się w górę jego ciała. Kiedy cień dotknął jego szyi, on już wiedział, że to Kelio zaatakował. Któż bowiem inny? Poza namiotem nie wyczuwał żadnych innych istot, przynajmniej nie w pobliżu, dwóch pachołków było wręcz wyprutych ze wszelkiej magii, a leżąca przed nim kotołaczka miała na sobie łańcuchy.
Ból uniemożliwiał mu wszelki ruch, jednak umysł jego nadal był sprawny. Miał ochotę wykląć przeklętego podwójnego zdrajcę, ale wiedział, że nie czas na to. Sformułował niewerbalną formułę zaklęcia w głowie i uwolnił swoją moc, jednocześnie telepatycznie wołając przyjaciół o pomoc.
Zaklęcie maga było proste. Wytworzył jedynie kawałek magicznego sznura, który podciął elfowi kostki. Za chwilę mag uzyskał dowód na to, że jego przypuszczenia były słuszne, Kelio bowiem przewracając się stracił koncentrację, a mag poczuł, że śmiertelny ucisk na jego gardle słabnie.
Mężczyzna również upadł, łapiąc obiema rękami za gardło. Chędożony pies niemal go zadusił na śmierć.
Do namiotu wpadło dwóch innych magów, nieco młodszych od pierwszego. Tamten wskazał tylko Kelia palcem, a oni już do niego doskoczyli i założyli mu podobne kajdany, do Loki, po czym podnieśli go na równe nogi.
Minęła chwila, zanim pierwszemu magowi również udało się powstać. Mężczyzna odetchnął głęboko, nadal masując jedną ręką gardło.
Nie ujdzie ci to na sucho – szepnął głosem pełnym jadu, nie odrywając od Kelia morderczego spojrzenia.
Przy ścianie leżały dwa trupy pachołków.
Ta tu chyba nic nie powie. Trzeba będzie… Poprowadzić ich dalej – powiedział do swoich towarzyszy, wysypując kilka rozżarzonych jeszcze węgli na pośladki Loki. Dopiero po chwili zrzucił je na ziemię małą łopatką.
Awatar użytkownika
Loki
Posty: 659
Rejestracja: 02 mar 2011, 17:05
GG: 9442894
Karta Postaci: viewtopic.php?t=209

25 paź 2011, 18:31

Ej… – wyrwało jej się, gdy niezwykle przyjemna tortura się skończyła. Otworzyła gniewnie oczy, fukając na Kelio z widocznym niesmakiem. Odbierać jej całą radość życia w tej patowej sytuacji? Niewybaczalne! Dopiero po chwili zauważyła, że do namiotu wszedł ktoś jeszcze.
Łe, to jeden z tych magów dzięki którym mogła się tu dostać. Już miała zamiar otworzyć usta, by przywitać go radosnym okrzykiem, gdy ten bez ceregieli zrzuciła jej antychorobowo-nerkowe zabezpieczenie. No dobrze – pomyślała uspokajająco wydychając powietrze. Tą zniewagę była jeszcze wstanie mu wybaczyć.
Potrzęsła głowę i wykrzywiła usta w wymuszonym uśmiechu, po czym… Zagryzła sobie język. Zrobiła to niespecjalnie, co poskutkowało w cichy jęk i zaszklenie się złotych oczu. Z trudem przełknęła kilka kropel krwi, z już wcześniej uszkodzonego narządu.
Nim się obejrzała, już przykuli ją do stołu. Nie miała w sumie nic przeciwko temu, gdyż nade wszystko wolała pozycję leżącą, bądź półleżącą. Ale gdy usłyszała pytanie o "królowej Nikol" omal ją szlag nie trafił.
Z plebsem nie rozmawiam. – mruknęła cicho, po czym zacisnęła usta na tyle, na ile mogła. Tylko nieposłuszna łzy spłynęły po jej czarnych licach, nieczułe na rozkaz właścicielki.
Przygotowana na następne dźgania i wypalania, czekała w napięciu starając się nie zamykać oczu. Hę? Przez jej umysł przebiegły dziwne myśli, spowodowane równie dziwnymi odgłosami. Przechyliła głowę jak tylko zdołała, by spojrzeć co się dzieje za nią. Zbladła, przez co ciemna skóra przybrała odcień szarości. Kelio, ty idioto! – syknęła w myślach, po czym już nie myśląc, zaczęła uderzać głową o blat stołu z jednostajnym odgłosem zrozpaczonego człowieka.
Hati, jeśli zginę, znajdź ją. – rzekła nagle, odwracając głowę w kierunku jednego z nowo przybyłych magów – Przybędę, zwyciężę i uchleję się ze szczęścia… – dokończyła trochę zrozpaczona, przewracając bezradnie oczami.
Następna fala bólu nie była już tak rozdzierająca, dzięki przyzwyczajeniu do takiej formy tortury, bądź niemiłego obrazu, który mignął jej w głowie.
Awatar użytkownika
Niniel
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

26 paź 2011, 15:23

MG:
– Do kogo mamy ich zaprowadzić? – spytał szeptem jeden z dwóch nowych magów. Jego głos był zimny, a twarzy niemal nie było widać spod cienia jego dużego kaptura. Trzymał Kelia pod jedno ramię.
Do Niego – odpowiedział pierwszy, zapewne wyższy stażem od dwóch pozostałych. Zapadła długa cisza, słowa przed chwilą wypowiedziane zawisły w powietrzu, najeźdźcy z Zachodu zdawali się oddawać im niemą cześć.
Po paru sekundach starszy mag rozpiął metalowe kajdany Loki, złapał ją za włosy i pociągnął do góry. Ruchy i tak miała skrępowane niewidzialnymi dla niej łańcuchami.
Mężczyzna zaczął ją ciągnąć w stronę wyjścia z namiotu, nadal trzymając za jej kłaki. Musiała iść z głową wykrzywioną pod dziwnym kątem, przez co chwilę się potykała.
Za nią został wyciągnięty Kelio, trzymany z obu stron pod ramiona.
Zapadała już noc, ale obóz wrogów został dobrze oświetlony wieloma pochodniami. Loki mogła się mu lepiej przyjrzeć: w ogól porozstawiane były różne namioty, takie, jak ten, w którym byli przed chwilą, po między nimi krzątali się konni, sokolnicy, magowie, bystre oko mogło wyłapać nawet garstkę kobiet.
Kelio znał ten widok dobrze, zdążył już poznać dobrze strukturę obozu. I wiedział, w jakim kierunku zmierzają.
Wiedział, co mieli na myśli magowie.

Kotołaczka i elf zostali zatargani prosto przed wielki, czarny tron, na którym siedziała równie masywna postać około pięćdziesięcioletniego mężczyzny. Posiadał on niezwykle przenikliwe, niebieskie oczy, oraz szpakowate włosy i krótko przycięta bródkę. Ilość warstw w szatach była wręcz niezliczona, a każda kolejna warstwa coraz bogatsza w ozdoby.
Imperator patrzył na nich z wyższością. Oni zresztą musieli zadrzeć głowy, by móc spojrzeć w jego oblicze.

Chwila milczenia przedłużała się. W końcu Imperator odezwał się, okazując przyjemne zainteresowanie:
To jest tym kociskiem, które złapaliście? Całkiem zgrabne jak na futrzaka. – Humor mu jak widać dopisywał, gdyż uśmiechnął się lekko w odpowiedzi na swój własny żart.
Zaraz jednak jego niebieskie oczy przeniosły się na Kelia, zwężając do wąskich szparek.
Niedobrze widzieć cię skutego u moich stóp. Kto by pomyślał… Chociaż… Ten, kto dokonał jednej zdrady, nie będzie się też wzbraniał przed kolejnymi.
Chociaż Imperator zdawał się pogardzać jedynie zdrajcami, Kelio miał wrażenie, jakby ten mówił: "widzisz? Miałem rację, rasie elfów nie można ufać".

[jeśli nie chcecie wykonywać żadnych akcji, to powiedzcie mi na gg, pociągnę od razu dalej]
Awatar użytkownika
Kelio
Posty: 82
Rejestracja: 03 mar 2011, 21:08
Karta Postaci: viewtopic.php?p=2621&highlight=#2621

26 paź 2011, 15:49

Cóż, nie był to efekt zamierzony przez Kelio. Na pewno nie tą swego rodzaju porażkę. Zresztą, nie było tu mowy o jakimś pechu. Sam wydał na siebie wyrok – mógł przecież inaczej pokierować cieniem, powalając i tego cholernego staruszka. Na nic teraz jednak były rozwody nad tym, co się stało. Splunął tylko na ziemię, a zaraz po tym jak go podnieśli szarpnął rękoma, próbując wyrwać się z uścisku nowo przybyłych gości.
-Pójdę sam.
Rzucił w ich stronę mrożące spojrzenie i spojrzał na powrót na starszego czarodzieja. Odpowiedział mu równie morderczym spojrzeniem, co i on. Nie będzie przecież dawał się zastraszać nędznemu magowi.

Idąc za ciągniętą Loki spoglądał tylko przed siebie, z zaciśniętymi zębami. Nie interesowało go to, co działo się w okół – znał już ten widok. Wszędzie armia, którą miał ochotę wyżynać. Po kolei, głowę po głowie, rękę po ręce. Mało interesowało go też to, że został wysłany przed imperatora. Nie czuł do niego ani szacunku, ani strachu wobec niego. Był on dla Wiliama jedynie człowiekiem, do którego żywił szczególną nienawiść. Szkoda, że nie nadarzyła się jeszcze okazja do skrócenia go o kilka stóp i zrobienia sobie z jego szat, szmat do wycierania krwi z Koty. Parsknął więc w odpowiedzi na słowa mężczyzny, spoglądając na niego wzrokiem krótko mówiącym – "nie obchodzi mnie twoje zdanie".
-Chyba, że ten ktoś nie dokonał jeszcze żadnej zdrady. Ciężko myślisz.
Elf spojrzał na chwilę na Loki, karcąc się jeszcze raz w myślach za zły dobór kształtu cieni użytych w namiocie. Gdyby wtedy nieco zaostrzył jego końce, z pewnością mag padłby na ziemię, brudząc ją swą nędzną krwią. Teraz za to żyje, jedynie przyduszony. Ofiarą dwóch pachołów nawet się nie pocieszył. Byli to zwykli żołnierze, zapewne bez większych zdolności. Czym więc się szczycić? To było jak zabicie mrówki. Proste i niezauważalne dla reszty.
Awatar użytkownika
Loki
Posty: 659
Rejestracja: 02 mar 2011, 17:05
GG: 9442894
Karta Postaci: viewtopic.php?t=209

26 paź 2011, 19:10

Nie podobało jej się to stanowcze i zimne zachowanie magów, którzy na swój własny sposób wzbudzali w niej niepokój. Może przez te peleryny? Odkąd tylko pamiętała, kolor czerwony przynosił jej pecha, zazwyczaj sprowadzając osobliwe fatum za pomocą szkarłatnej materii.
Bez większych przeszkód dała się poprowadzić w stronę bliżej nieokreśloną. Widok obozu jakoś nie wzbudził w niej głębszych uczuć, jakby nie po raz pierwszy oglądała podobne zjawisko. Żołnierze, żołnierze, żołnierze, magowie… Nic nadzwyczajnego. No, przynajmniej dopóty dopóki nie zatargano dwójkę nieludzi przed wielki, atramentowo-czarny tron. Na początku zbaraniała kompletnie. Czyżby… To był sam wielki imperator?
Albo podła mistyfikacja. Chociaż trudno było w to uwierzyć.
Wyszczerzyła białe zęby w szerokim uśmiechu, gdy usłyszała miłe dla uszu słowa, nie będące pytaniem 'o królową Nikol'. Nie tracąc czasu, zamierzała czym prędzej wykorzystać okazję, która w przyszłości nie mogłaby się już powtórzyć. Mrugnęła tylko wesoło do elfa, próbując w jakiś sposób go pocieszyć. W końcu… Na razie wszystko szło lepiej, niż mogłaby przypuszczać.
Pan Imperator, prawda? – zapytała w miarę grzecznie, przechylając z ciekawością głowę. Zanim ktokolwiek zdążył ją postrofować za tak zuchwałe zachowanie, spuściła oczy pokornie w dół – Od bardzo dawna chciałam z Waszą Wysokością porozmawiać… Ale ta banda idiotów skutecznie mi to utrudnia. – syknęła nagle, ciskając gromy w stojących wokół niej magów – Zanim skarzesz nas na śmierć, bądź coś tego rodzaju, proszę wysłuchaj mojej oferty. Napomknę, że działam z wysłannictwa mojego Pana, który nie byłby zadowolony ze zniszczenia już i tak uszkodzonego sługi. – dodała nadal zachowując przyzwoity ton.
Miała nadzieję, że przywódca Zachodu okaże chociaż odrobinę rozsądku, bądź dobrej woli. Dla własnego dobra.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3776
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

29 paź 2011, 14:47

MG
Imperator uśmiechnął się tylko na butne słowa Kelio, nie komentując ich ani słowem.
– Rozkuć ich - rozkaz rzucony przez niego był stanowczy, a choć wydawał się głupi, nie został zanegowany przez któregokolwiek z magów znajdujących się w imperatorskim namiocie. Loki oraz Kelio poczuli, jak magiczne kajdany zostają z nich zdjęte, a ich moc zostaje uwolniona. Najwidoczniej przywódca zachodu nie obawiał się o swoje życie, mając pod komendą dziesiątki obserwujących manipulacje mocą magów.
– Zostawcie nas samych - kolejny rozkaz został wypowiedziany i wypełniony bez sprzeciwów. W pomieszczeniu znajdowali się teraz tylko Kelio, Loki oraz sam Imperator, obserwując ich reakcje przenikliwym wzrokiem. Nagle mężczyzna wstał, ukazując szlachetną, wyprostowaną postawę… Nie oglądając się na swych rozmówców odwrócił się, dając im doskonałą okazję do ataku, po czym ze stosów znajdujących się za tronem szat wyciągnął piękną, ciemnozieloną suknię. Zbliżył się z materiałem do kotołaczki, uśmiechając się lewą stroną ust.
– Nie godzi się prowadzić rozmów w negliżu - rzekł krótko, wręczając jej odzienie godne damy dworu. Jego głos po wyjściu z namiotu podkomendnych wydawał się być o wiele bardziej odprężony. – Należała do jednej z czarodziejek, zanim na potrzeby bitwy ujednoliciliśmy ich stroje - wyjaśnił, wracając na tron. Zasiadł na czarnym symbolu swej władzy i oparł głowę na pięści. Sytuacja wyraźnie go cieszyła, prawdopodobnie dlatego, że dość miał już bezczynności. Miał w swych rękach nieograniczoną wręcz władzę, nikt nie zabroni mu rozmawiać z kilkoma wolenvainskimi mieszańcami.
– Naturalnie - powiedział w końcu Imperator, nareszcie odwołując się do wypowiedzi Loki. – Twój Pan musi być potężną osobą, skoro nadal zachowujesz właściwą swej rasie butę - przywódca Zachodu spoglądał od czasu do czasu na Kelio, jakby oczekując jego włączenia się do rozmowy. O dziwo, Imperatora zupełnie nie interesowała kwestia Wolenvain, jego władczyni i struktur wojskowych.
– Mów, wysłucham cię – pewność siebie emanująca od władcy była wręcz namacalna. Zdawał się on trzymać całą sytuację w ryzach, jakby znając jej przebieg i przewidując, co stanie się za chwilę. Aura władcy była nieprzejednana niczym letnia mgła – chociaż z pozoru zwykła, kryła w sobie nieodgadnione oblicze.
Awatar użytkownika
Loki
Posty: 659
Rejestracja: 02 mar 2011, 17:05
GG: 9442894
Karta Postaci: viewtopic.php?t=209

29 paź 2011, 16:35

Dziwność sytuacji nie przerosła Loki. Zachowywała się tak, jakby stosunek Władcy Imperium do niej i elfa był zupełnie normalny. Z ulgą poczuła jak zawroty głowy mijają wraz z ze zdjęciem kajdan, które przez cały czas blokowały jej zdolności. Nie wszystkie wszakże, lecz te najważniejsze.
Szatę przyjęła z szerokim uśmiechem, zginając się z szacunkiem w pół. No, takie traktowanie jej odpowiadało. Nie to co przypalanie, czy dźganie rozżarzonym prętem… A własnie; jej żołądek zaczął powoli dochodzić do głosu, wijąc się w dziwnych konwulsjach.
Przygryzła delikatnie wargę, zasłaniając na chwilę twarz wkładaną przez głowę suknią. Zdolność wspaniałej, niemal cudownej regeneracji, obudziła się w kotołaczce z podwójną mocą. Aby zasklepić nowo powstałe rany musiała… Jeść. Przełknęła ślinę, starając się nie myśleć o znajdujących się tu osobach w sposób gastronomiczny.
– Dziękuję za taką wspaniałomyślność. – rzekła, przecierając dłonią zmęczone oczy – Napomknę też, że mój stosunek nie wynika z tego, iż mój Władca jest wszechpotężny. – dodała szybko, zakładając ręce na biodra. Uśmiechnęła się też delikatnie, jakby całkowicie pewna tego co mówi – Lecz z mojej arogancji i pychy, z którą jak na razie mi dobrze. – stwierdziła obojętnie, wzruszając ramionami.
Jak na razie wszystko było w porządku. Choć nie bez obaw przeczuwała, że audiencja skończy się szybciej niż powinna, odsyłając ją i Kelio w zimne objęcia śmierci. Nie, nie mogła uwierzyć w dobroduszność tak wielkiego autorytetu. Dlatego też pozostawało jej jedynie to, co potrafiła robić najlepiej.
Odchrząknęła delikatnie, kontynuując interesującą obie strony konwersację.
Chodzi o broń. – zaczęła, przybierając zupełnie inny ton. Pełen napięcia i powagi, w którym trudno było doszukać się fałszu – Posiada w sobie trzy różnobiegunowe energie, które na tym świecie praktycznie nie występują. – kontynuowała, nie spuszczając oczu z Imperatora, jakby kontrolując jego każde nawet najmniejsze drgnięcie.
Zostały zebrane i zapieczętowane. Ktokolwiek zdoła je wybudzić, stanie się najpotężniejszym człowiekiem w tej rzeczywistości. Dlatego tobie, Panie, chciałabym pomóc zdobyć podobną potęgę. – skłoniła lekko głowę, na co czerwone kosmyki spłynęły po jej twarzy – Zapewne zapytasz się, co ja będę z tego miała? Cóż, właściwie to nic. Ja działam jedynie z rozkazu i woli mojego Władcy. Pozwoli on na wykorzystanie tego artefaktu. Pod jednym warunkiem.
Oczy kotołaczki zabłysły chytrze, a usteczka rozciągnęły się nie wiedzieć czemu w bezlitosnym uśmiechu.
– Zostaniesz jego regentem tu. Na ziemiach Leviathanu. – powiedziała gładko, starając się nie zacząć oglądać swoich paznokci. Nie by się nudziła, lecz… Jak trudno było nie okazać jej zniewagi względem nowo poznanego Impka! – Zostaniesz obciążony niemal nieograniczoną władzą, co moim zdaniem wydaje się fajne. – dodała trochę ciszej – Chodzi o to, by mieć te okolice na oku. By żadne chore bóstwa się tu nie rozpanoszyły. – rzekła tracąc poważny ton, by przejść do zwyczajowego, a wręcz sarkastycznego.
Miała nadzieję, że pan Zachodu nie uzna jej za wariatkę, czy manipulantkę. Gadanie od rzeczy to jedno, lecz brak dowodów to drugie. Loki wiedziała że nie jest w najlepszym położeniu. Pozostawało jej tylko czekać i mieć cichą nadzieję…

Wróć do „Obrzeża miasta”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 12 użytkowników online :: 2 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 10 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot], Infi
Liczba postów: 52163
Liczba tematów: 2971
Liczba użytkowników: 1044
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Haarum Kebb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.