Podgrodzie

Tereny miejskie nie kończą się na jego murach. Do samego Wolenvain należy kilka wiosek, z których najważniejsza leży tuż pod nim. Tutaj znajduje się także częściowo zrujnowana, nadal używana podczas turniejów rycerskich, starożytna arena.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3762
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

09 paź 2011, 18:26

Podgrodzie to mała wioska mieszcząca się za bramami Wolenvain. Żyjący na nim chłopi wspomagają miasto dostawami z pól uprawnych, stanowiąc główne źródło żywności. Drobni rzemieślnicy i handlarze wykonują spokojnie swoją pracę, sprzedając swoje towary w mieście. To tutaj zaczyna się drabina konsumpcyjna Wolenvain, początek łańcucha handlowego stanowiący rynek zbytu dla najbardziej podstawowych towarów i dający w zamian produkty niezbędne do napędzania całej machiny ekonomicznej.

MG:
Podgrodzie było opuszczone, pola wokół niego również. Widmo zbliżającego się oblężenia spowodowało, że większość ludności schroniła się w mieście.

Armia Imperium Zachodniego w końcu ukazała się na horyzoncie.
Żołnierze szli w równych czworobokach, stawiając kroki w rytm wybijany przez niosący się przez opustoszałe połacie terenu warkot bębnów wojennych. Nad głowami oddziałów unosiły się stada ptaków, skrzeczących i kołujących niczym sępy wyczuwające okazję do zanurzenia swoich dziobów w padlinie. Osławione sokoły Zachodu wiedziały, że w tej bitwie dane im będzie pokonać całe rzesze wojowników. Eskadry sokolników, trzymające się z tyłu stanowiły elitę armii, bowiem niewielu ludzi zdołało przez całe swoje życie wytworzyć taką więź ze zwierzęciem. Wśród normalnych rozmiarów sokołów dało się dostrzec kilkanaście większych, sokolich generałów, którzy inteligentnymi oczami penetrowali widnokrąg w poszukiwaniu ewentualnych uciekinierów.
Aura mocy, dyscypliny i siły bijąca od armii Imperium wręcz zapierała dech w piersiach, a w sercach obrońców miasta zasiana została niepewność. Mimo sporego dystansu, jaki mieli do pokonania, imperialiści nadal szli dumnie wyprostowani, pewni zwycięstwa i swoich umiejętności.
Armia legła obozem u stóp Wolenvain, dostatecznie daleko, aby być poza zasięgiem strzału, ale na tyle blisko, aby jej splendor był widoczny dla każdego, kto choć wychyli głowę zza murów. Żołnierze Zachodu przystąpili do budowy machin oblężniczych, korzystając ze zdobytych wcześniej materiałów oraz okolicznych drzew. Atmosfera nadchodzącej bitwy była wręcz namacalna, powietrze ciężkie było od napięcia, zupełnie inaczej, niż podczas poprzedniego ataku Imperium pięć lat temu. Wtedy zarówno Wolenvain jak i wyczerpany podróżą Zachód nie wykazały się żadną wyrafinowaną taktyką, teraz miała rozegrać się bitwa warząca losy całej autonomii, a możliwe, że nawet całego kontynentu.

Od głównego regimentu oddzieliła się chorągiew trzech jeźdźców z powiewającą nad nimi flagą dyplomatyczną. Niebywałe, że przez tak krótki okres czasu Imperium Zachodnie nauczyło się na tyle, żeby rozpoczynać bitwę od negocjacji. Najwidoczniej chcieli dać Wolenvain ostatnią szansę.
Chorągiew stanęła pośrodku pasa ziemi niczyjej, a w powietrzu odezwał się, niczym grom, magicznie zwielokrotniony głos.
– AMBASADOR Wolenvain PROSZONY JEST O PRZYBYCIE NA PERTRAKTACJE.

Dodane po 2 godzinach 27 minutach:

Eduard Mao, dyplomata Imperium Zachodniego obciągnął na sobie czarny płaszcz i poprawił kołnierz. Widząc otwierającą się na dosłownie kilka centymetrów bramę wiedział, że za chwilę stanie przed nim ambasador nędznego Wolenvain. Sam Eduard nie wiedział, dlaczego dowództwo nakazało mu pertraktacje z tak mało znaczącym pionkiem w wielkiej machinie wojennej Zachodu, ale w jego gestii nie leżało negowanie rozkazów. Był tutaj po to, aby pokazać potęgę Imperium, dać Autonomii ostatnią szansę na poddanie się i ukorzenie przed prawdziwą hegemonią tego świata. Czekał na kogoś inteligentnego, z kim będzie mógł porozmawiać jak z kimś równym, chociaż nie spodziewał się tego po plugawych „wschodniakach”.
Chociaż, kto wie, może dyplomata zostanie zaskoczony, a jego umysł otrzyma niezbędną rozrywkę, wzbijając się na wyżyny intelektualne?
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Loki
Posty: 659
Rejestracja: 02 mar 2011, 17:05
GG: 9442894
Karta Postaci: viewtopic.php?t=209

16 lis 2011, 14:08

[fuck yeah! Infi, powiedz, czy przedmioty mogą być jakie dostałam od magów]

Czarodziejka chyba za nią nie przepadała… A przynajmniej takie Loki odniosła wrażenie. Rozłożyła bezradnie ręce, uśmiechając się przepraszająco, jakby nie do końca pojmując o co tak naprawdę kobiecie chodzi.
Hej, ja tylko wykonuje rozkazy. – powiedziała cierpko, starając się powstrzymać od prychania – Primo, tatuś nie był dachowcem, tylko czystą odmianą Czarnych Irbisów. – wyjaśniła ze złością, tak naprawdę nie wyjaśniając niczego. Albowiem tylko nieliczni kojarzyli strukturę u przedstawicieli gatunku Loki. Czarne Irbisy, to było jedynie określenie na grupę stworzoną z elitarnych jednostek, która miała na celu ściganie i likwidowanie zbun… Kobieta potrząsnęła głową, starając się odegnać wspomnienia. Głupie informacje jakie kiedyś, dawno temu, gdy sprzedała duszę ojca, i matki, i Mistrza… Mistrza…
Dobrze się czujesz? – doszło ją pytanie, przerywając niezręczną ciszę, jaka powstała pomiędzy czarodziejką, a stojącą obok kotołaczką. Loki przetarła twarz dłonią, starając się przywrócić do porządku.
Aha. – rzuciła mimochodem, skupiając uwagę ponownie na kobiecie – W skrócie; znaleźć, złapać, przynieść. Szukamy małego, chudego, omotanego w czerwony płaszcz demona, który wręcz ryska czarną energią. Dziewczynka. Na oko siedmioletnia. – powiedziała szybko, ale na tyle głośno, by stojący nieco dalej najemnik również ją słyszał – Ale zanim ją złapiemy, potrzebna nam jest pewna księga… Znalezienie samego dziecka, będzie proste, ale księgi – stanowczo nie. Dlatego teraz poczekajcie tu grzecznie, a ja spróbuję to rozwiązać. – dodała, kłaniając się na dowidzenia.
Słowa żołnierza zapewniły ją, że ma mało czasu. Godzina.. Co to jest?! Jej kroki z każdą chwilą nabierały na szybkości zwalniając tylko na chwilę, gdy ich właścicielka pytała o drogę. Odpowiedzi uzyskiwała z trudem i wymuszeniem, ale nikt na szczęście nie omieszkał zostawić ją bez pomocy. Wieść, że została podwładną Imperatora, chyba obiegła już cały obóz.
Dziesięć minut. Tyle jej zeszło na samo odnalezienie namiotu magów, równie niepozornego co setki identycznych rozsianych dookoła. Loki spochmurniała, lecz odczuła też ulgę. W końcu dotarła tam gdzie chciała. Pytanie było tylko teraz takie; co zrobi, jeżeli nikogo tam nie zastanie..?
Halo? – zapytała, wsadzając głowę w szczelinę miedzy dwoma fałdami ciężkiego materiału. Jak na rozkaz kilkanaście odzianych w czerwień postawi, odwróciło się w jej stronę. Loki nie omieszkała uśmiechnąć się bardzo nieszczerze.
– Potrzebuję pomocy, jak prawdopodobnie wiecie. – oświadczyła, z wolna wchodząc w głąb namiotu. Czarodzieje nie wyglądali tym faktem zdziwieni. Wręcz przeciwnie, ich niezadowolenie dało się wyczuć z samego powietrza, nie mówiąc o lodowatych spojrzeniach przeszywających kotołaczkę na wskroś. Nie bacząc na rozsianą wokoło nienawiść, stanęła na palcach, by dobrze zlustrować pomieszczenie. Księgi, niskie półki z niesprecyzowaną zawartością, różdżki przywodzące na myśl kolorowe kije, żywe stworzonka pozamykane w kryształowych klatkach… I mnóstwo żądnych krwi mieszańców czarodziei.
Można prosić o uwagę..? Dziękuję. Tak więc chcecie czy nie, musicie mi pomóc. I nie martwcie się, mnie też się to niepodobna, więc im szybciej to załatwimy tym szybciej nie będziemy się oglądać, prawda? – uświadomiła wszystkich, pewnym krokiem wchodząc na sam środek namiotu. Założyła ręce za siebie i zadarła nos trochę wyżej niż zazwyczaj. Starała się wyglądać poważnie i mało śmiesznie. Teraz mogła zrobić wszystko, byleby uzyskać dostęp do niezbędnych informacji.
Zastała ją cisza. Loki nie bardzo wiedziała co na ten temat myśleć, więc postanowiła nie myśleć nic.
Potrzebuję odnaleźć pewną księgę, o której prawdopodobnie wiecie… – dodała znacznie ciszej. Magowie wymienili miedzy sobą spojrzenia, które Loki skwitowała na ‘obraźliwe’ względem niej. No, ale sama dłużna nie była…
Księga Cieni, którą niegdyś miałam, zosta…
– Ty ją miałaś..?
– Aaaa, więc to ty odpowiadasz za anomalie, które wystąpiły dnia 117 od początku roku 404?
– spytał zimno starzec stojący niemal na przeciwko niej.
Po skroni Loki pociekła stróżka potu, którą niewidzialną ręką otarł Hati widocznie postawiwszy na własną nieobecność.
– Powiedzmy, że nie i skupmy się na czasie teraź… – zaczęła, podnosząc kąciki ust lekko do góry.
Chwileczkę. – ucięła ciemnowłosa kobieta wystąpiwszy z szeregu, mierząc kotołaczkę od stup do głów bardzo nieprzyjemnym wzrokiem – Mówisz, że miałaś do czynienia z tą księgą. – przemówiła głośnym, nienawidzącym sprzeciwu tonem – A ostatni mag, który miał z nią styczność, to Ingot…
Przez namiot przetoczył się konspiracyjny szept, przez co Loki poczuła się jeszcze bardziej zmieszana. O czym oni mówią? Jaki do cholery mag? Jej rękę przeszyły malutkie igiełki bólu, z wolna zaciskających się palców jej wiernego Cienia. Nie spodobało jej się to, gdyż stanowiło to swoistą informację o grożących jej niebezpieczeństwie.
Loki… – szepnął cicho, dmuchając jej w ucho zimnym powietrzem.
– Co? – zapytała półgębkiem, nie odwracając oczu od kłócących się ze sobą magów Zachodu. Początkowe mruknięcia przerodziły się w głośną wrzawę odwracającą od Loki resztę uwagi.
Wydaje mi się, że był to ich kompan…
– Nie, to nieprawdopodobne…
– Tak? To jej się zapytaj!
– Spokój! Uciszcie się!

To ta kobieta, która wprowadziła zamieszanie starała się najwyraźniej równie szybko je zdusić. Czarodzieje chyba doszli do wniosku, że samym krzykiem nic nie zdziałają, więc postanowili się dostosować. Wiedźma odgarnęła swoje ciemne włosy z twarzy, utkwiwszy szare oczy w starającej się wyglądać niewinnie kotołaczce.
Co się dzieje z Mistrzem Ingotem? – spytała an pozór spokojnie, acz Loki przebiegł zimny dreszcz po plecach. W takich chwilach lubiła myśleć o tym że podlega komuś wyżej niż zebrani tutaj…
Odchrząknęła, przykładając rękę do ust.
– Wybaczcie moi drodzy, ale nie mam pojęcia o kim mówicie… – rzekła poważnie, kręcąc delikatnie głową.
Jak to nie? – syknęła czarodziejka, mrużąc jasne oczy – To niby skąd wiesz, ba, skąd miałaś dostęp do Księgi?
Mistrz mi pokazał… – odpowiedziała jak gdyby nigdy nic. Dopiero po fakcie uświadomiła sobie co tak naprawdę powiedziała. Zbladła nagle, a jej wpół otwarte usta nie były w sanie wykrztusić chociażby słowa. Szlag! Ale nie, nie będzie panikować. Spokojnie, musi się wziąć w garść. Odetchnęła bardzo głęboko, po czym przemówiła słabym głosem, przerywając pełną wyczekiwania ciszę.
– Czy… Mistrz Ingot miał siwe włosy, czarne oczy i takie śmieszne okulary?
– Śmieszne?! Czy ten stwór postradał zmysły?
– Mieszkał w okolicach Sarmestersu.
– dodała czarodziejka, nabierając zainteresowania. Inni, odziani w czerwień ludzie również wydawali się ciekawi tego, co miała do powiedzenia… Po raz pierwszy od jej przybycia do obozu. – Już od bardzo dawana czekamy na jego wyniki badań. Być może jesteś wstanie powiedzieć co się z nim stało.
– Ojoj…
I właśnie to zdanie zdradziło wszystko. Od bardzo, ale to bardzo dawna, ukrywała targające nią emocje tak skrupulatnie, że sama nie mogła sprecyzować kiedy udaje, a kiedy nie. Lecz w tym momencie…
Nie żyje? – podsumowała bardzo niepewnie.
Ostatnie co zapamiętała, to jarzące się złością szare oczy i mnóstwo szamoczących się czerwonych postaci. Później tylko ciemność…

Halo? Loki..?
Powieki wydawały się za ciężkie, by je otworzyć. A przynajmniej do czasu, gdy nie wlano jej na głowę wiadra wody. Krztusząc się i plując na boki usiadła natychmiast, przecierając ręką twarz. Nawet nie zdziwiła się, gdy zawieszony w powietrzu pusty kubełek opadł na ziemię, rozchlapując resztki cieczy.
No wreszcie. Żyjesz?
– Jako tako. – stwierdziła słabo, masując skronie. Głowa bolała ją niemiłosiernie…
Spokojnie, to tylko symptom pourazowy. – oświadczył ciepło Cień, przykrywając ją kocem.
Szlag… – kotołaczka rozejrzała się wokoło, nie do końca jeszcze wierząc w swoje przebudzenie. Ale nie… Była w namiocie… W sumie tam gdzie wcześniej. Jedyne co się zmieniło to to, że leżała i to, że nikt nie zwracał na nią uwagi zajęty swoimi sprawami.
– Co jest? – spytała, wstając początkowo na czworaka, by później przejść do prawidłowej pozycji pionowej. Na szczęście mając pod bokiem Hatiego, mogła dowlec się do niskiej szafki, by tam usiąść i z wolna dojść do siebie.
W sumie to nic. – wyjaśnił, siadając obok niej – Ktoś chyba nie wytrzymał i dźgnął cię jakąś klątwą. Straciłaś przytomność na jakiś czas, więc postanowiłem wszystko wyjaśnić, w twoim imieniu oczywiście.
Loki nie zaoponowała. Na razie cierpiała, więc było jej wszystko obojętne. Postanowiła siedzieć i czekać na rezultaty pertraktacji Cienia, starając się nie przeszkadzać, chociaż…
Powinna teraz coś powiedzieć. Ale wiedziała, że i tak nikt jej nie będzie słuchać. Uroki bycia wyklętym przez Nicość, ludzi i ogólnie wszystkich, mając jednocześnie ochronę Imperatora i potężnego demona. Ni to polubić, ni zabić.
Wiedziała że musi być dla wszystkich prawdziwym utrapieniem.
Ukryła twarz w dłoniach, czekając na jakieś rezultaty. Nie potrafiła się nawet zachwycić tym, że żyła. W tej chwili była pogrążona w czarnej otchłani zwanej ‘dołkiem zażenowania’.
– Hati jak to jest… – przemówił nagle, nie odrywając pustego wzroku od stojącej naprzeciwko szafki, która nie wykazywała sobą nic interesującego – Jak to jest, że ratujesz świat, poświęcasz rodzinę, swoje marzenia, swoją wolność, by wszyscy cię nienawidzili? To chyba tak nie działało, prawda? – spytała, ale nie doczekała się żadnej odpowiedzi. Więc mówiła dalej, mrużąc groźnie żółte oczy – Wszyscy się dobrze bawią, patrząc jak babram się w…
– Gotowe. – usłyszała tuż nad sobą kobiecy, zimny głos. Podniosła głowę, a w chwilę później ręce, by odebrać od czarodziejki kilka magicznych przedmiotów. Zdziwiła się, gdyż nie wyglądały jakoś… potężnie.
Do czego to? – zapytała, unosząc do góry wisiorek na srebrnym łańcuszku.
Namierza największe skupiska Cienia, śledząc jego energię. – wyjaśniła, pukając swoim wypolerowanym paznokciem o gładką blaszkę zawieszki. Ta ku zadowoleniu Loki otworzyła się, pokazując kilka malutkich strzałeczek. Wirowały w różnych kierunkach, zatrzymując się od czasu do czasu, by po chwili znowu wpaść we własny rytm.
– Ładne. – podsumowała kotołaczka, zakładając wisior na szyję.
– Ustabilizuje się, gdy wyjdziecie spod magicznej osłony obozu. – dodała, po czym sięgnęła po następny przedmiot. Okazała się nim gustowna bransoleta w której świeciły się dwie, splecione ze sobą kropelki wody. Jedna połyskiwała szafirowo, podczas gdy druga jarzyła się ciemną czerwienią.
– A to pomoże wam zlokalizować twoją…
– Tak, tak. Wiem o co chodzi. – dokończyła szybko, zakładając nową ozdobę na rękę. Nie, że nie chciała wysłuchać czarodziejki, ale… Nie mogła znieść słowa, które kobieta miała na ustach..
– Sachmet to czerwień. Do Skolla należy kolor niebieski. Skupiają się na śladach zapachowych. I są do tego inteligentne. Wystarczy, że zapytasz je o drogę, a w tedy powinny cię pokierować. A to… – tu z kolei pogłaskała niemal pieszczotliwie, zwój czarnego pergaminu – Pomoże skupić i przelać moc w odpowiednio dopasowany przedmiot. Może nim być wszystko, choćby i woda…
– Mhm, rozumiem. – odpowiedziała, wstając w końcu. Teraz chcąc nie chcąc, musiała spojrzeć wiedźmie w oczy. Ale ta… Nie wyglądała na złą. W każdym razie Loki nie zobaczyła tego obrzydzenia, z jakim na początku się spotkała.
Ważcie na to, jak wykorzystacie powierzone wam zaklęcie… Macie tylko jedno podejście. – ostrzegła, odprowadzając ją do wyjścia. Wszystkie formalności zostały załatwione, a cele ze strony praktycznej również nie miały się źle. Więc najwyższy czas, by wyruszyć…
Kotołaczka ukłoniła się na odchodne, zostawiając magów już w spokoju. Ci chyba podzielali jej ulgę, gdyż usłyszała za sobą głośne odgłosy wydychanego powietrza, jakby wszyscy naraz dali wyraz ulgi.
– I nie podrzyj mojej sukienki! – dopadło ją jeszcze jedno zdanie, powodując mimowolny uśmiech i delikatne zaczepianie zielonego materiału o pazury kotołaczki, niby przypadkiem.
Czarodziejka nie powinna tego mówić, oj nie…

Jestem! Już jestem! – poinformowała głośno, dopadając dwójki towarzyszy. Była już trochę spóźniona, ale nie czuła się w żaden żywy sposób winna. Zgięła się w pół, próbując złapać stracony oddech. Podróż dopiero się zaczynała, a ona już miała z wolna dość… Zwłaszcza z Takim towarzystwem.
– Chyba możemy… Iść, czyż nie? – upewniła się, zerkając na zbierających się żołnierzy.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3762
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

17 lis 2011, 19:33

Dobra, przedmioty mogą być, ale proszę o szersze wyjaśnienie na GG (nie zezwalam na używanie ich poza właściwym celem wyprawy).
MG
Mężczyzna czekał wraz z Rią, biernie obserwując zwijający się obóz. Większość żołnierzy ustawiła się już w szyku, gotowa do wymarszu, jednak niektórzy nadal nie uprzątnęli swoich rzeczy, narażając się na ostre reprymendy ze strony przełożonych.
Loki stanowiła reprezentantkę interesów samego Imperatora, a jej osobisty ochroniarz był zwykłym żołnierzem, przez co nie posiadał własnego namiotu, więc jego spokój nie był niczym dziwnym – w końcu nie niczego nie tracił, opuszczając obóz bez uprzedniego przygotowania się. Wszystko, co było potrzebne mu do życia trzymał w jukach swojego konia, którego jeden z wiedzionych rozkazem giermków doprowadził w międzyczasie do barczystego wojownika.
Zaraz po tym, gdy Loki wybiegła z namiotu magów, prowizoryczny budynek został magicznie skompresowany, a magowie uprzednio się w nim znajdujący szybko dołączyli do formującego się pochodu armii Imperium, nie oglądając się ani na kotołaczkę, ani na popędzanych żołnierzy.
Armia wkrótce opuściła tereny przy Wolenvain, kierując się prosto na tereny Wielkiego Imperium Zachodniego.
– Świetnie, możemy więc ruszać. Prowadź - rzekł bez emocji żołnierz, chwytając uzdę swojego rumaka. Wiedział, że kobiety, z którymi będzie podróżował nie posiadają wierzchowców, nie zamierzał więc samemu jechać konno.

Uwalniam temat fabularnie, od teraz stanowi przedpole Wolenvain.
Awatar użytkownika
Loki
Posty: 659
Rejestracja: 02 mar 2011, 17:05
GG: 9442894
Karta Postaci: viewtopic.php?t=209

18 lis 2011, 07:25

Żołnierz, który miał jej towarzyszyć chyba podzielał zdanie co do szybszego opuszczenia obozu. Uśmiechnęła się dziarsko, wskazując kciukiem zrujnowane mury miasta za sobą.
Niestety, najpierw musimy odwiedzić miasto, gdyż zostawiłam tam parę rzeczy. – poinformowała, kryjąc bose stopy pod fałdą zielonej sukni. Jeszcze na głowę nie upadła, by chodzić po górach, bagniskach, czy lesie nie przywdziawszy obuwia. Poza tym… Lepiej czułaby się w spodniach, tak swoją drogą. Sukienka może i ładna, lecz strasznie nieporęczna. Dla kotołaka w każdym razie.
Potrzebuję dwóch godzin… Wy możecie się poszwędać, pozwiedzać, bądź iść ze mną. I raczej nie wspominajcie, że należycie do Zachodu. – dodała, cierpko patrząc na dwójkę ludzi. W sumie to nie powinni mieć oni problemów wmieszania się w tłum. A przynajmniej taką Loki miała nadzieję.
Za dwie godziny przed bramą zachodnią. – rzuciła na odchodne, zwracając się w kierunku Wolenvain. Po jakimś czasie nie było na miejscu już absolutnie nikogo… Pobyt stacjonowanych tu wojsk, został przerwany i ukrócony, zostawiając za sobą niemały bałagan.

[zt x 3?]
Jeżeli chcecie pisać posta podsumowującego to proszę. a jeżeli nie; możecie pisać gdzie chcecie, jak już mówiłam, muszę jeszcze kilka spraw pozałatwiać i mam nadzieję, że szybko mi to zejdzie.
Awatar użytkownika
Jarowit
Posty: 19
Rejestracja: 19 paź 2012, 21:40
GG: 1453715
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2305

28 lis 2012, 01:49

Jarowit czuł się o wiele lepiej. Już dawno nie wychodził ze swojej dziury i nie czuł tego przyjemnego wiatru we włosach. Trzasnął Karpia ostrogami, więc posłusznie przyspieszył. Błazen po chwili znalazł się na podgrodziu. Nałożył na siebie czar, dzięki któremu ukrywa się przed ludźmi.
W jednej chwili z odrażającego błazna zmienił się w przystojnego, młodego i wysokiego rudowłosego młodzieńca o zniewalającym spojrzeniu i uśmiechu.

Już wielokrotnie grał tą postać, więc przychodziło mu to z łatwością. Wiejskie dziewczyny, które wzdychały na jego widok zbywał głupim wyszczerzeniem zębów i mrugnięciem okiem. Za każdym razem rozgrzewały się do czerwoności i coś do siebie szeptały. Taka postawa dziwiła Jarowita… w końcu piękno to pojęcie względne.
Nigdy nie znudzi ci się granie kretyna, co?
-Właściwie, nie jest źle.
Wyszeptał rudowłosy.

Nudziło mu się. Cholernie mu się nudziło. Jednak, nie mógł działać pochopnie. Musiał patrolować tą zawszoną okolicę w poszukiwaniu czegoś konstruktywnego i zarazem ciekawego do roboty. Chciałby spotkać jakąś nietypową osóbkę i trochę się pobawić…
Na razie na drogę wchodziły mu tylko tutejsze robaki.
Zgniótłbyś te mróweczki, co?
-Przestań czytać mi w myślach.
Wycedził przez zęby. W pewnych chwilach nienawidził swojego towarzysza. Ale nie mógł się go pozbyć… byli braćmi. Tak! Duchowymi braćmi.
Koń nieco przyspieszył wyczuwając negatywne wibracje w głosie swojego pana. Co jak co, ale Karp go rozumiał.
Awatar użytkownika
Złotooka
Posty: 461
Rejestracja: 31 lip 2012, 22:44
Lokalizacja postaci: Pałac Sztychu
GG: 11589805
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2073

29 lis 2012, 21:13

Wstała przed wschodem słońca i szybko zjadła skromne śniadanie. Ogarnęła się szybko i nim słońce wzeszło ona już minęła bramę posiadłości wampira.
Droga od domu Elmira do Wolenvain wiodła prostą dróżką i nie miała problemów z dotarciem do okolic miasta. Problemem było jednak to, co zrobi, gdy już tam się znajdzie. Szła cała spięta i zdenerwowana. Co jeśli jednak nie znajdzie pracy w mieście? Nie może całą zimę przesiadywać u nowego znajomego. Nie miała nic przeciwko wampirowi, ale taka znajomość nie należała do najbezpieczniejszych, a mieszkanie z takową osobą pod jednym dachem przez około trzy miesiące… No cóż. Pech chodził za nią i, wcześniej czy później, musiałaby się jej powinąć noga i przy okazji straciłaby krwi, a w najgorszym przypadku życie.
Jej żywot może i nie należał do tych najlepszych, ale nie chciała umierać. Wierzyła, że gdzieś tam, kiedyś, zazna spokoju i będzie mogła żyć w zacisznym miejscu u boku ukochanej osoby do końca swych dni.
Westchnęła, bo mury stolicy zbliżały się do niej, a wraz z nimi podgrodzie. Nie należało do tych najurodziwszych miejsc miasta, ale miała okazję wypytać się o możliwe oferty pracy w mieście. I właśnie wtedy spostrzegła świetnego kandydata do rozmowy, rudowłosego wysokiego mężczyznę. Postanowiła do niego podejść, bo rudowłosi ostatnio przynosili jej nadzieję i poprawiali humor, dodając jej pewności siebie.
Przepraszam, Pana – zagadała uprzejmie. – Zna Pan może stolicę? Potrzebuję informacji. – Spytała zdenerwowana. Na szczęście na twarzy miała kaptur i nikt nie widział jej blizny na brwi, jak i złotych oczu. Kto wie, może i nawet żadne z obecnych tu istot, jak i jej przyszły rozmówca, nie zauważyli jej mrocznego pochodzenia.
Awatar użytkownika
Jarowit
Posty: 19
Rejestracja: 19 paź 2012, 21:40
GG: 1453715
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2305

01 gru 2012, 14:02

Ofiara! ofiara! ofiara!
Wrzeszczał głos w jego głowie. Nawet nie mógł mu odpowiedzieć, bo wolnym krokiem zbliżała się do niego osóbka, która od razu go zaciekawiła. Gdy się do niego zwróciła, mężczyzna ukazał ciąg swoich białych zębów. Czy znał stolicę? Nie, nie znał. Jednak, potrafił grać.

-Czy znam? To mój dom! Jeśli potrzebujesz informacji służę pomocą, panienko. Co chcesz wiedzieć?
Och, sam zgadnę!
Nie wiesz jacy ludzie tutaj mieszkają? Czy cię zaakceptują? Nie martw się, każdy wolenvański chłop to złoty chłop! Wiem co mówię, sam się tutaj urodziłem.
Eh, chyba chciałaś zapytać coś innego, prawda?…
Okolica jest piękna jak nasze kobiety! Zresztą, rozejrzyj się. Ma swój urok, prawda?

Gadasz jak jakiś wsiowy idiota!
Jarowit podrapał się po głowie udając zakłopotanie. Znów zignorował głos, który zaczynał go irytować.
-Przepraszam. Czasami za dużo mówię, mam nadzieję, że to panience nie przeszkadza.

Zeskoczył z konia i pogłaskał go po grzywie.
-Nareszcie dopuszczę panienkę do głosu!
Zaśmiał się serdecznie.
-Proszę pytać o wszystko.
Co zrobisz jeśli czar pryśnie zanim coś wymyślisz?
"Nie mam pojęcia" – pomyślał mężczyzna palcami ściskając kołtun, który niedawno pojawił się z tyłu głowy.
Awatar użytkownika
Złotooka
Posty: 461
Rejestracja: 31 lip 2012, 22:44
Lokalizacja postaci: Pałac Sztychu
GG: 11589805
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2073

01 gru 2012, 15:02

Jego uśmiech nieco ją rozluźnił. Prawdopodobnie nie rozpoznał w niej mrocznego elfa i dobrze. Mogła swobodnie z kimś porozmawiać i w dodatku dowiedzieć się ważnych rzeczy, bo rudowłosy uważał Wolenvain za swój dom. Widocznie mieszkał tu już dość długo, prawdopodobnie od urodzenia i zapewne znał stolicę jak własną kieszeń. Ucieszyła się bardzo z tego powodu.
Faktycznie rozgadany to on był. Wydawało jej się, że jest zestresowany, dlatego tak papla, ale musiało to tylko się jej wydawać. Chyba, że dostrzegł jej skórę… To by było świetne wytłumaczenie, ale skoro już skory był jej pomóc, więc nie myślała już o tym, że prawdopodobnie się jej boi.
- Cóż… Szukam niewielkiego, niedrogiego, ale nadającego się do mieszkania lokum i oczywiście pracy. Potrzebuję pieniędzy. Zima, no wiesz… – zaczęła. – A miasto jak miasto… Takie jak każde inne. Co do mieszkania, to wolałabym jakieś w spokojniejszych częściach miasta… Znalazłoby się? – Spytała z nadzieją.
Awatar użytkownika
Jarowit
Posty: 19
Rejestracja: 19 paź 2012, 21:40
GG: 1453715
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2305

02 gru 2012, 15:59

Podrapał się po głowie. Znalazł się w sytuacji bez wyjścia. Nie wiedział gdzie nieznajoma może znaleźć upragnione lokum, a okres trwania uroku zbliżał się ku końcowi.
I co teraz zrobisz, kochasiu?
Nie mam cholernego pojęcia – pomyślał. Klął w myślach na swoją głupotę. Co on chciał osiągnąć?
Oho! Zaraz ujrzy błazna z pudełka.
Jarowit zauważył, że po jego brodzie wesoło cieknie ślinka. Tym razem jej nie wciągnął, otarł brodę rękawem licząc na to, że nieznajoma tego nie zauważyła.

Nagle, coś go olśniło. Wiedział, że plan, który właśnie narodził się w jego głowie ma nikłe szanse powodzenia. Ale zawsze jakieś.
-Ekhm… może zatrzymasz się u mnie? Jestem artystą. Moja trupa mieszka niedaleko…
Udał, że jest zakłopotany. A może rzeczywiście taki był?
-Jeśli chcesz, chodź. Robi się zimno
Spiął konia i ruszył przodem. Korzystając z tego, że dziewczyna go nie widzi wciągnął zwisającą ślinę.
Awatar użytkownika
Złotooka
Posty: 461
Rejestracja: 31 lip 2012, 22:44
Lokalizacja postaci: Pałac Sztychu
GG: 11589805
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2073

02 gru 2012, 21:46

Patrzyła oczekująco na rudowłosego, jednakże jej uwagę przykuł jeździec na czarnym rumaku, przez co nie zauważyła cieknącej chłopakowi śliny.
Czarny koń… – pomyślała. –Gdybym tak miała czarnego pegaza… Szybciej podróżowałabym między Lasem Cieni, a miastami i miałabym towarzystwo. Nie zrzędziłaby teraz na długie podróże na traktach, ale miło spędzałaby podróż w towarzystwie swego przyjaciela. Mroczna elfka i jej czarny pegaz. Wyglądałoby bajecznie i słodko przerażająco. Może w końcu zaczęto by ją szanować, a nie spluwać, gdy przechodziła obok. Jednakże bajanie o pegazie nie zmieniało jej położenia. I tak by nic nie wyszło, gdyby nawet jakimś cudem go miała, przecież nie miała pojęcia o jeździe konno i zajmowaniu się koniem.
Odwróciła się, przypominając dobie o rudowłosym. W sumie coś do niej mówił.
-Mogę pójść z Tobą, ale zależy mi na jak najszybszym załatwieniu tych spraw. Wieczorem będzie na mnie czekał znajomy – dodała na wszelki wypadek, gdyby ten miły młodzieniec planował coś niecnego. Powoli i z ociąganiem ruszyła za rudowłosym. Mogłaby się założyć, że zauważył już jej mroczność, jednakże milczała i nie zamierzała na razie zdjąć kaptura. W dodatku śnieg i mroźne podmuchy, odradzały jej ten gest.

2x[z/t]
Awatar użytkownika
Elmena
Posty: 55
Rejestracja: 24 lis 2013, 16:15
GG: 5570081
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2800

07 maja 2014, 21:03

Elma dotarła na krańce wioski kierując się na południe. Gawron chyba tędy chciał w końcu podróżować prawda? Dostrzegając ostatnią chatę przeszła jeszcze parę metrów i zatrzymała. Oparła się o drzewo i cierpliwie czekała przeglądając jeszcze raz wszystkie rzeczy z jej torby. Chyba niczego nie zapomniała. Chyba. Wszystkie braki wyjdą później boleśnie się odbijając na komforcie czy nawet jej zdrowiu. Ale dlaczego się tak przejmowała? Za pierwszym razem gdy podróżowała nie miała przecież niczego. Wszystko co potrzebne jej było do życia zdobyła w podróży. Mniej ważne czy zawsze było to uczciwymi metodami. Gdy tu szli przez pewien czas obserwowała Tingrima upewniając się, że wykonała porządną robotę i z jego nogą naprawdę jest wszystko w porządku. Oczywiście z początku pewnie ciężko będzie mu się przyzwyczaić do tego, że jego kolano znów jest zdrowe, ale sprawne oko zawsze dostrzeże różnicę. W delikatnie zmienionym sposobie stawiania nogi i większym ciężarze przenoszonym przez nogę co kilka kroków. Tingrim nie będzie mógł teraz nawet narzekać na bóle w kościach przy deszczu! To częsta przypadłość starców koniec końców. Wyraźnie zadowolona z siebie uśmiechnęła się jeszcze szerzej i przeniosła wzrok na liście szeleszczące nad sobą.

Wróć do „Obrzeża miasta”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 8 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 8 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52125
Liczba tematów: 2968
Liczba użytkowników: 1039
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Mejb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.