Podgrodzie - wioska

Tereny miejskie nie kończą się na jego murach. Do samego Wolenvain należy kilka wiosek, z których najważniejsza leży tuż pod nim. Tutaj znajduje się także częściowo zrujnowana, nadal używana podczas turniejów rycerskich, starożytna arena.
Awatar użytkownika
Kaila
Posty: 82
Rejestracja: 12 paź 2011, 09:36
GG: 4148942
Karta Postaci: viewtopic.php?p=13962&highlight=#13962

Podgrodzie - wioska

19 paź 2011, 04:04

Mała wioska otaczająca Wolenvain. Mieszkają w niej głównie chłopi, którzy zajmują się okolicznymi polami, doglądając upraw i dostarczając plony do miasta. Kwitnie tutaj handel wymienny, mieszkańcy znają się jak łyse konie, a wzajemne braterstwo przyciąga wielu mieszczan, chętnych do osiedlenia się na tym swoistym przedmieściu.
Gdzieś na drodze wśród lasów przejeżdżały dwie kobiety. Rozmawiały ze sobą dość luźno, uśmiechając się i radując. Wyglądały na dość ciekawy duet. Jedna z nich, dosiadająca ciemnej maści konia odziana była w czarne skórzane ubrania, a na jej plecy opadały długie, kruczoczarne włosy.
Druga zaś prowadziła rumaka białego, okutego w srebrzyście połyskującą zbroję ze złotym wykończeniem. Zarówno, jak zbroja dziewczyny o jasnych, krótkich włosach i pancerz konia lśnił, niczym zorza. Paladynka odziana była w zbroję o identycznych elementach. Również metal był srebrzysty, również wykończony złotem. Ta zbroja również emanowała niesłychanym wręcz blaskiem, którego nie można było osiągnąć nawet w pełnym słońcu – a one przecież jechały w cieniu.
Kaila Niosąca Wiarę – Herold Przenajświętszego Blasku, Oratorka Świętego Słowa – Paladynka.
Każdy śmiertelnik mógł poczuć niesamowite ciepło i dobroć, płynące z jej osoby. Troskę i miłość Świętego Światła, którym młoda dziewczyna była przepełniona. Flora leśna zdawała się uchylać przed Jeźdźcem Światłości, jakby to rośliny chciały uszczknąć sobie trochę tej dobrej mocy.
Kaila wiedziała, kim jest, lecz nigdy nie patrzyła na siebie, jak na kogoś lepszego. Była przede wszystkim paladynką – członkinią świętego zakonu paladynów, ślubującego miłość i wierność Świętemu Blaskowi. Przyrzekającego nieść pomoc i opiekę wszędzie tam, gdzie była potrzebna. Paladyni w całym świecie byli uznawani za ścisłą elitę rycerstwa, wzór cnót. Nieustraszeni protektorzy, troskliwi opiekunowie, bezlitośni mściciele, a zarazem sprawiedliwi sędziowie, niosący wyrok samej Światłości.
A jednak paladyni też byli tylko ludźmi, co było doskonale widać u Kaili, rozmawiającej z czarnowłosą towarzyszką o najróżniejszych rzeczach.
Wtem, radosny nastrój paladynki zakłóciły dźwięki. Coraz głośniejsze, straszne dźwięki wielu ludzi i kruszących się głazów. Wiedząc, że są blisko Wolenvain podejrzewała, że dzieje się coś niedobrego. Isabel – towarzyszka jasnowłosej – też na pewno to słyszała.
Niosąca Wiarę szybko popędziła błogosławionego rumaka, którego głos niósł się echem, niczym echem nosi się grzmot. Gdy dojechała na skraj lasu doznała szoku – nieprzeliczona armia ludzi oblegała miasto.
To było straszne. Przerażenie na twarzy do tej pory rozpromienionej paladynki zdradzało cały ból, wszystkie nerwy, jakie ją momentalnie ogarnęły. Pragnęła jakoś to zatrzymać.. ale jak?
Pędem ruszyła w stronę wojsk, już z daleka krzycząc, by wojska się zatrzymały. Pragnęła, by przynajmniej jeden żołnierz, jeden strażnik zwrócił na nią uwagę i jej pomógł. Na samą myśl, co przeżywali teraz obrońcy, serce Kaili krwawiło.
PRZESTAŃCIE! STOP! – krzyczała, machając ręką. Pragnęła szybko z kimś porozmawiać na temat ataku na Wolenvain…
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Pogak
Posty: 33
Rejestracja: 12 maja 2013, 12:59
GG: 36159745
Karta Postaci: viewtopic.php?p=43188#43188

29 gru 2013, 16:04

Przewyższający wzrostem zdecydowaną większość tutejszego gminu Pogak z niekłamanym zainteresowaniem w oczach obserwował całą scenę. Jego przedstawienie przerwało wtargnięcie w obszar rozmawiających dziewczynki, która w ułamek chwili znalazła się bliżej medyczki niż on swojej matki przez ostatnich kilka lat. Bladolica natomiast miast skarcić dziecko za przerywanie rozmowy, jak uczyniłaby większość, przeprosiła swego niedoszłego rozmówcę i ruszyła za nią, usprawiedliwiając się obowiązkami. Tak, jakby jedynym celem jej żywota było niesienie pomocy tym, którzy najbardziej jej potrzebowali, nie zważając na własne potrzeby czy zainteresowania. Niejako zafascynowany ekscentryczną postawą lokalnej znachorki postanowił ruszyć za nią – wszak mały brudasek wspomniał o roztopach, a czymże był stopiony śnieg jeśli nie brudną wodą?

Wyrównując krok ze spieszącą na pomoc osóbką młody morain uznał za stosowne odpowiedzieć na wcześniejsze pytanie.
- Nie sprowadza mnie tu nic konkretnego. Przemierzam świat w poszukiwaniu odkupienia, to jednak długa historia. Czy roztopy są tu pospolitym problemem, medyczko? – zainteresowało go to miejsce i chciał wiedzieć o nim jak najwięcej. Bądź co bądź, nie na co dzień morain mógł spotkać tak bezinteresowne niesienie pomocy pobratymcom.

Awatar użytkownika
Alia
Posty: 183
Rejestracja: 01 kwie 2013, 18:20
GG: 35119844
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2616

30 gru 2013, 18:49

MG

Nikt nie zwrócił uwagę na gryzonia – takiego, jakich pełno na podgrodziu, niedaleko pól

, dlatego też ten mógł spokojnie podążać za Pogakiem, Elmeną i dzieckiem. Przydałoby się jedynie, gdyby uważał – zmierzające w pośpiechu, większe od niego istoty nie patrzyły pod nogi, gotowe zdeptać go. Tylko fakt, że nie był w stanie iść tak szybko, jak one, uratował go przed stratowaniem, gdy ci zmierzali między domami, by jak najszybciej dotrzeć na miejsce. Ludzie usuwali się z drogi czterokopytnemu, dzięki czemu mieli dobre, szybkie tempo. Odprowadzały ich tylko zdziwione, pytające spojrzenia. Oj, będzie o czym plotkować – to na pewno.

D

otarli do domostw umieszczonych nad rzeką. Piękna pogoda sprzyjała roztopom, a te – podwyższaniu się ilości wody. Śnieg, który topniał, był już prawie niewidoczny – wsiąkał głównie w glebę, nawilżając ją i pozwalając roślinom rosnąć, rozwijać się, tak by później w powietrzu mógł unosić się wonny zapach kwiatów.

C

hatka, do której zaprowadziło ich dziecko, była położona najbliżej wody. Dookoła niej teren był widocznie mokry, błotnisty. W niedużym, ogrodzonym starym, niechlujnie ustawionym płotkiem ogródku warzywnym nie było jeszcze roślin, wyglądał więc biedne – czyli tak, jak cały dom, widocznie już stary. Dziewczynka nie dała jednak przyjrzeć im się za dobrze, ciągnąc ich do środka z pomrukami typu "szybko, nie ma czasu".

W

ewnątrz budynku (do którego, żeby wejść, morain musiał się mocno schylić) mogli zobaczyć zwykłą, niedużą salę z drewnianym stołem i kominkiem. W rogu stały dwa krzesła, a pod ścianą można było dostrzec legowisko. Drzwi w końcu pomieszczenia były otwarte – tam właśnie prowadziła ich zaaferowana dziewczynka. Gdy odsunęła się, można było zobaczyć, co wywołało u niej takie zmartwienie.

E

lmena mogła mieć mało czasu. Na schodach prowadzących w głąb pomieszczenia, do piwnicy, leżała nieprzytomna kobieta w średnim wieku. Ubogo odziana w prostą, roboczą suknię nie dawała żadnych znaków życia. Gdy dziewczynka przyniosła świecę, można było dojrzeć przyczynę takiego stanu – wewnątrz komory słabo odbijało się światło rzucane przez ogień, falując na… wodzie. Roztopy dosięgły domostw, podmywając im piwnicę, zalewając zapasy i dolne schodki.

P

rzy głowie kobiety widoczna była nieduża jeszcze, świeża plama krwi, stopniowo powiększająca się i sklejająca włosy nieprzytomnej. Nietrudno było domyślić się przebiegu wypadków – schodząc do piwnicy, nieszczęśniczka poślizgnęła się na mokrym schodku, uderzając się o kant przy upadku. Ile czasu tak leżała? Jak poważna jest rana?

P

otrzebna była pomoc, to na pewno. Morain, który wyruszył z znachorką, mógł się przydać – jeśli tylko chciał. Elmena musiała działać jak najszybciej. Czy się zdecyduje? Dziecko spojrzało na nią wielkimi, przestraszonymi oczami.

Pomoże pani? Zna…znalazłam ją tak, gdy przyszłam na obiad. Proszę, szybko, niech pani pomoże!

Czy

można oprzeć się takiej prośbie?
Awatar użytkownika
Elmena
Posty: 55
Rejestracja: 24 lis 2013, 16:15
GG: 5570081
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2800

30 gru 2013, 20:46

Odkupienia? Zainteresowała ją ta postać. Jakie czyny wcześniej popełnił skoro teraz poszukuje odkupienia? Szybko jednak skupiła wzrok i myśli na drodze, aby przypadkiem się nie potknąć.
- Przeszkadzają, ale nie są zbyt częstym powodem zranień – odpowiedziała w biegu.
Kiedy tylko znaleźli się w pobliżu domu Elmena wiedziała, że sytuacja nie może się przedstawiać dobrze. Taki stary budynek, a położony tak blisko rzeki. Opanowując zadyszkę weszła do domu nie przejmując się ani trochę ubłoconymi butami i podążyła za dziewczynką spoglądając nad nią. Cicho odetchnęła gdy okazało się, że głównym sprawcą nie była woda, a śliski stopień. Uważając, aby się nie poślizgnąć zeszła po schodach i uklękła przy nieprzytomnej. Uraz głowy. Ale jak bardzo rozległy? Czy nastąpiło uszkodzenie kości czaszki? Tym się będzie przejmować później gdy opanuje po pierwsze krwotok. Uniosła jak najdelikatniej mogła głowę kobiety i przysunęła do rany swoją dłoń. Przymknęła oczy i skupiwszy się na ranie zaczęła ją regenerować swoimi mocami. Gdy tylko powstrzymała krwawienie dalej podtrzymywała jej głowę w jednej pozycji, a drugą ręką przytrzymała szyję. Musi ją przenieść w inne miejsce, ogrzać i wtedy lepiej zająć się raną. Obróciła głowę do tyłu skupiając wzrok na dziewczynce.
- Kochanie nie musisz się już martwić. Zrobię wszystko, aby twojej mamusi nic się nie stało, ale musisz mi pomóc okej? Idź po koce i przykryjemy ją nimi na górze. – Mówiła spokojnym miękkim głosem, dobrze wiedząc, że jeśli sama okaże zdenerwowanie to tylko wystraszy tym tego szkraba. A tak dała jej jakieś pożyteczne zajęcie dzięki któremu poczuje się potrzebna i chwilowo się czymś zajmie.
Gdy tylko znikła jej z oczu przeniosła spojrzenie na nowego towarzysza. Będzie w stanie jej pomóc? Elmena nie była przekonana czy takim stworzeniom łatwo się poruszać po schodach.
- Muszę ją przenieść na górę, a sama sobie nie poradzę. Jeśli jesteś w stanie to czy pomożesz mi z tym, a jeśli nie to sprowadzisz wieśniaka, który mi z tym pomoże? Powołaj się na imię Elmena.
Nawet nie pytała się czy szanowny pan zechce jej pomóc. Dla niej było oczywistością, że skoro nie zrezygnował na samym początku to tym samym wyraził chęć udzielenia pomoc. A w takim wypadku chyba nie sądził, że będzie stać bezczynnie? W ostateczności oczywiście mogła spróbować przenieść ją sama ale wiązało się to z dużą dozą niedelikatności i niesamowitego wysiłku dla jej ciała.
Awatar użytkownika
Pogak
Posty: 33
Rejestracja: 12 maja 2013, 12:59
GG: 36159745
Karta Postaci: viewtopic.php?p=43188#43188

04 sty 2014, 03:15

Teraz już szczerze zainteresowany całą sytuacją morain żwawo podążał za umorusanym dzieckiem. Mimo, że nie podejmował żadnych agresywnych ruchów wobec miejscowych towarzysząc ich dobrodziejce, pospólstwo rozstępowało się jeszcze przed tym jak się do nich zbliżył. Chłopi szeptali sobie na ucho jakieś skrywane uwagi. Pogak był dalece bardziej niż świadom tego, że tu nie pasuje. Nie przybył tu jednak by wtapiać się w tłum, chciał przede wszystkim działać, a taką możliwość, zdawałoby się, otwierał drepczący kilka kroków brudasek.

Podczas wchodzenia do domostwa, pod które zaprowadziło ich dziecko Pogak zahaczył rogiem o drewniany próg, zarysowując go. Schylił się jeszcze niżej, by wreszcie zmieścić całe swoje ciało wewnątrz niepowalającej gabarytami chatki. Główna izba prezentowała się nieopisanie swojsko – prosty, drewniany stół i niewielkie palenisko wskazywały na niezbyt zamożne, choć na pewno godziwe warunki życia lokatorów. Nieopodal znajdowały się schodki do miejsca, z którego Pogak wyraźnie czuł płynącą moc, jakby to miejsce było małym stawem. Pierwszą rzeczą, jaką przyszła mu do głowy była studnia mieszcząca się wewnątrz domostwa, jednak ten irracjonalny koncept z góry odrzucił. Drugim pomysłem jawiła się jakaś wyszukana forma przetwarzania żywności, może marynowanie.

Obie idee okazały się równie straceńcze, bowiem prawda okazała się równie brutalna, co prymitywna – ogrom wody mieszczący się w izbie o obniżonym poziomie okazał się być roztopionym nadmiarem śniegu, który niezdolny do wsiąknięcia w grunt powziął włam na chatę. Nie mniej ciekawym, choć dalece makabryczniejszym widokiem była rozrzedzona krew, wypływająca z rany głowy nieprzytomnej kobiety, której ubrania przesiąkły wodą. Medyczka na ten widok zerwała się i niemalże jednym krokiem dopadła pozbawione zmysłów ciało, natychmiast zabierając się za jego naprawę. Pogak w międzyczasie "jednym okiem" obserwował jej poczynania, drugim natomiast przeprowadzał dokładną analizę struktury wody.

Po chwili, która równie dobrze mogła być ułamkiem modlitwy co czasem przeprawy przez Iquę bladolica zwróciła się do niego z prośbą przeniesienia kobiety. Wziąwszy pod uwagę cyrkumstancje transport ciała matki brudaska zdawał się być jeno fraszką. Pogak uniósł przed siebie dłoń, by po chwili niezbyt skomplikowanym, choć nad wyraz uroczystym gestem nakazać szczerej istocie wody oderwać się od pływających w niej nieczystości i zebrać się pod plecami nieprzytomnej kobiety. Czuł, jak przez jego wysięgnione ramię płynie najczystsza miłość do kontrolowanego żywiołu, miał ochotę śpiewać czując jedność z najwspanialszym dobytkiem natury. Jednakże miast rozochoconego pienia z jego gardła wydobył się cichy, głęboki, śpiewny pomruk składający się w prostą, płynącą z serca melodię, jakby skuteczność czynionych przezeń uroków miała zależeć tylko od tego, jak bardzo swym głosem oczaruje wodę. Gdyby ktoś sprawował magiczny nadzór nad tą chatą nie miałby cienia szans przeoczenia metamorfozy struktury powierzchni wody pod ciałem kobiety. Krople nagle poczęły przywierać do siebie znacznie ciaśniej, jakby chciały udowodnić że potrafią być równie twarde co zastygłe głazy, a stały się przy tym tak samolubne, że ani myślały o wsiąkaniu w materiał, którym odziana była niewiasta. Nakazując owym prymitywnym noszom unieść się nieco ponad stopę ponad powierzchnię wody Pogak nakierował je dalej, wydobywając tym samym matkę dziewczynki z podmytej piwnicy. Gdy tylko została doprowadzona do głównej izby młody morain delikatnie opuścił taflę wody, po czym nakazał jej rozproszyć się wokół jego osoby. Jeszcze przez kilka kolejnych chwil drobinki wilgoci krążyły wokół niego, regenerując delikatnie nadwyrężone spędzeniem całego dnia w obcym miejscu siły In i kojąc jego skołotany niedawnymi wydarzeniami umysł.

Miał tylko cholerną nadzieję, że nie znalazł się w jednym z miejsc, o których wspominały mądre księgi, gdzie praktykę co poniektórych form magii można było przypłacić głową. I mimo, że Pogak nie miał w zwyczaju obawiać się zagrożeń ze strony innych, tak w jego najbliższej historii z jego przyczyny przelano aż nadto posoki.

Awatar użytkownika
Mohlin Badini
Posty: 26
Rejestracja: 13 sty 2013, 18:08
Karta Postaci: viewtopic.php?p=40436#40436

06 sty 2014, 13:56

Mimo usilnych starań Mohlin nie był w stanie dotrzymać tempa większym od siebie istot. Dotarł pod chatkę z lekkim opóźnieniem, kątem oka dostrzegając znikającą sylwetkę pół człowieka– pół jelenia. Tak potężne stworzenie wzbudzało u Mohlina spory respekt. Nagle przypomniał sobie o Azurze. Gdzie się podziewa? Co robi? Czy żyje? Te pytania poczęły dręczyć jego sumienie. Nie mniej w domostwie musiało mieć miejsce wydarzenie zgoła niepokojące i mysz nie mogła przejść obok niego obojętnie.
Stan domu pozostawiał wiele do życzenia, toteż Badini nie miał problemu z odnalezieniem szpary, przez którą mógł się wślizgnąć. Miecz oraz ubiór pozostawił przy wejściu. Zwracanie na siebie uwagi było zbędne. Jednak dziwnie czuł się bez odzienia. Może to jego rozumna natura podpowiadała, iż nie wypada paradować nago.
Pierwszą i jedyną rzeczą jaką spostrzegł po znalezieniu się w środku była lewitującą kobieta. Nie! To pół człowiek-pół jeleń unosił ją za pomocą tafli wody. – Magia – pomyślał i usiadł z wrażenia. Nie obawiał się, iż go zobaczą. Ot zwykła mysz, trochę przerośnięta, lecz nadal mysz.
Awatar użytkownika
Alia
Posty: 183
Rejestracja: 01 kwie 2013, 18:20
GG: 35119844
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2616

09 sty 2014, 21:52

MG

M

oc medyczki zadziałała – rana zasklepiła się, przestając krwawić, włosy jednak nadal były posklejane, uniemożliwiając dokładne dojrzenie – przynajmniej obecnie – jak poważna jest sytuacja. Dziecko pobiegło po koce, chcąc jak najszybciej wypełnić swoje zadanie.

E

lmena z całą pewnością – podobnie jak i mysz, która wkradła się po cichu do mieszkania, a którą teraz obserwował zza kominka czarny, wychudzony kot, na którego zdecydowanie musiała uważać, jeśli tylko go dostrzeże – musiała zdziwić się, widząc, jak woda podpływa pod kobietę, unosząc ją ostrożnie. Śpiew Pogaka przejmował, brzmiał przyjemnie, miło – żywioł odpowiadał nań, dostosowując się do niezrozumiałych dla nikogo innego poleceń. Do ułożonej na stole rannej – której nogi wisiały bezwładnie za krawędzią – natychmiast podeszła dziewczynka z dwoma starymi, obszarpanymi kocami.

U

branie kobiety, przesiąknięte zwłaszcza u dołu, było ciężkie. Woda skapywała na podłogę, kto jednak by się tym przejmował, gdy niewiasta dalej nie odzyskiwała przytomności? Elmena musiała działać, jeśli chciała jak najszybciej pomóc kobiecie. Co zrobić? Jak zbadać ranną, by przywrócić ją do normalnej funkcjonalności? W jaśniejszym świetle mogła zobaczyć, jak wygląda sytuacja – rozcięty tył głowy, zlepione krwią, brązowo-siwe włosy. Pod palcami mogłaby wyczuć rosnącego coraz bardziej guza od uderzenia.

M

orain mógł wyczuć wodę wszędzie. Gdy uruchomił zmysły jeszcze bardziej, automatycznie uderzył też w niego pogląd na to, gdzie ile czego się znajduje. Czuł wodę w rzece obok domostw. Czuł wodę w piwnicy. Czuł wodę w domku obok, w kolejnym. Była wszędzie, jednak skupiska w mieszkaniach ludzi mogły przynieść najwięcej szkód – takich, jak ta tutaj. Jeśli chciał – mógł działać. Wybór należał do niego. Zrobił już to, co powinien był zrobić, pomógł medyczce, gdy ta go poprosiła. Czy jest sens wtrącać się w sprawy ludzi, tych dziwnych, często nielogicznych istot? Może jednak powinni radzić sobie sami?
Awatar użytkownika
Elmena
Posty: 55
Rejestracja: 24 lis 2013, 16:15
GG: 5570081
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2800

14 sty 2014, 21:35

Elmena była niezwykle zaskoczona nagłym powstaniem wody. Jakkolwiek by nie patrzeć może i była jednym z magicznych stworzeń a i sama się magią posługiwała, ale zwyczajnie do niej nie przywykła. Bo który rolnik mógłby się ową magią parać? Automatycznie odsunęła się pod ścianę i dopiero po kilku sekundach łączenia ze sobą faktów ruszyła w górę po schodach, za kobietą. Nieznajomy, ale jakże uczynny mężczyzna miał wspaniały dar. Zabrała krzesło z kąta dostawiając je do stołu. Wreszcie jakieś światło i zdecydowanie więcej wygody i miejsca.
- Dziękuję.
Słowa skierowała zarówno do utalentowanego stworzenia jak i małej dziewczynki od której zabrała koce i okryła nimi ranną. Kolejne czynności nie miały należeć do łatwych, a i sama Elmena nie mogła mieć pewności czy kobieta się obudzi i czy przeżyje. Przede wszystkim odwróciła ją na bok ułatwiając tym samym oddychaniem i zabezpieczając się na przyszłość gdyby kobiecina chciała zwrócić posiłek zaraz po przebudzeniu. Kto tam wie z jaką reakcją się może napotkać? Przysunęła sobie krzesło na którym wygodnie się rozsiadła, zamknęła oczy i przyłożyła dłonie do urazu. Teraz chyba jej czas, aby się pochwaliła prawda? Skupiając się tylko i wyłącznie na czaszce z pomocą swoich mocy przebadała wpierw strukturę kości, a następnie samego mózgu. Biada temu dzieciakowi jeśli wystąpiły jakieś większe uszkodzenia bo nawet ona wtedy nie pomoże. Jakby można było przecież otworzyć czaszkę człowiekowi?
Awatar użytkownika
Mohlin Badini
Posty: 26
Rejestracja: 13 sty 2013, 18:08
Karta Postaci: viewtopic.php?p=40436#40436

07 lut 2014, 20:51

Mohlin z zainteresowaniem obserwował starania istot, krzątających się przy nie przytomnej kobiecie. Począł myśleć, jaką też on mógł, by oferować pomoc. Niestety, kolejny doszedł do wniosku, iż nie jest w stanie nic zrobić.
Skradanie się do myszy jest doprawdy ciężką sztuką, gdyż jej zmysły są nie zwykle wyczulone. Nie mniej jednak, czarny kot radził sobie bardzo dobrze. Może przez jego nie wielką wagę, a może przez chwilową nie uwagę gryzonia. Na jego nieszczęście, ów gryzoń po zobaczeniu pokazu magii, postanowił rozglądnąć się po pomieszczeniu. Spostrzegł zwierzaka i przez chwilę, wlepiał w niego swoje oczka.
- Witaj, dlaczego się tak skradasz? – przemówił językiem lasu, choć powód doskonale znał. Był po prostu ciekaw reakcji kota, na fakt, z kim ma do czynienia. Nie stracił jednak czujności. Któż może wiedzieć, co siedzi w głowie tegoż zwierzaka.
Awatar użytkownika
Alia
Posty: 183
Rejestracja: 01 kwie 2013, 18:20
GG: 35119844
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2616

16 lut 2014, 14:33

MG
Wybaczcie zwłokę, czekałam na Pogaka. Jako że ten się nadal nie ruszył, usuniemy go po prostu z sesji. Trudno. Daję mu jeszcze szansę reakcji, jeśli jednak się zdecyduje.

E

lmena zajmowała się kobietą najlepiej, jak tylko potrafiła. Martwiła się o jej stan – co, gdyby to dziecko faktycznie zostało z niepełnosprawną przez szkody matką? Lub gdyby, co gorsza, ranna umarła? Wiedziała, że dla dziewczynki byłoby to straszne, dlatego starała się jeszcze bardziej, chcąc jak najlepiej pomóc kobiecie.

P

ełna obaw, badała głowę kobiety. Czy są uszkodzenia mózgu? Tego się obawiała. Ułożyła poszkodowaną na boku, przystąpiła do badania. W pewnym momencie obawiała się, że kość jest pęknięta. Po chwili jednak uspokoiła się – nie było nic poważnego. Guz i rozcięcie, utrata przytomności prawdopodobnie spowodowana silnym uderzeniem. Powinno być dobrze – zawsze trzeba przecież mieć nadzieję, prawda?

D

ziewczynka, dotychczas cicha, przyglądała się zabiegowi szeroko otwartymi oczami. Teraz skierowała buzię w stronę medyczki, patrząc na nią błagalnie.

Czy będzie dobrze, proszę pani?

Zanim

Elmena zdążyła odpowiedzieć, kobieta drgnęła z cichym jęknięciem. Zaczynała się budzić.

***

K

ot skradał się do Mohlina, licząc na przekąskę – a może i zabawę? Nie wyglądał na niedożywionego, jego obowiązkiem jednak było pilnowanie, by w domu nie było gryzoni, czemu więc tej miałby odpuścić? Stąpał cicho, ostrożnie. Gdy mysz go spostrzegła, akurat skoczył.

M

ohlin odezwał się, a drapieżnik wylądował centymetry przed nim ze zdziwionym wyrazem pyska i krótkim "[/i]Miau?[/i]", co łatwe do przetłumaczenia było na "[/i]Co proszę?[/i]". Widać, że zaskoczył się, zamierając przyczajony, ale zaciekawiony. Mysz miała chwilę, by jakoś odwlec nieuniknione – czyli zdecydowane tarapaty, jeśli czegoś nie wymyśli. Czas zacząć działać.

***

P

ogak, zdziwiony czymś, czego wcześniej jeszcze w taki sposób nie odczuwał, wyszedł na zewnątrz. Rozglądał się, odczuwając wodę, widząc, że jest jej wiele wszędzie, zachwycając się tym nieco.

W tym samym czasie m

ąż nieszczęśniczki, poinformowany przez dzieci sąsiadów, wracał z pola do domu. Spieszył zobaczyć, jak poważny jest stan i czy przyda się do czegoś. Pomyśleć tylko, jak wielkie było jego zdziwienie, gdy przed swym domem zobaczył półkonia, półczłowieka. Cóż miał zrobić? Złapał stojące nieopodal widły, gotów zaatakować. Musiał przecież chronić. Zbliżał się ostrożnie, z bronią wystawionymi przed siebie.

–[/i]Kim jesteś i czego chcesz, potworze?![/i]

– krzyknął, niepewny tego, co "to coś" ma zamiar uczynić. O ile w ogóle potrafi mówić.
Awatar użytkownika
Mohlin Badini
Posty: 26
Rejestracja: 13 sty 2013, 18:08
Karta Postaci: viewtopic.php?p=40436#40436

21 lut 2014, 00:18

Mohlin odruchowo zrobił krok w tył, gdy kot wylądował stanowczo zbyt blisko niego. Nie miał już możliwości ucieczki. Może, gdyby spróbował, udało, by mu się dostać do bezpiecznego miejsca, jednak mógł także oberwać ostrymi pazurami zwierzęcia. Zbyt duże ryzyko.
Gorączkowo myślał, nad tym jak ujść cało. Kot chciał jego, a co dla ów istoty mogło, by być ważniejsze, niż olbrzymia mysz? Olśniło go. Więcej olbrzymich myszy.
- Wiem co zamierzasz. Znam Twoją naturę, która stawia mnie w hierarchii jako posiłek – mówił spokojnie i opanowanie, z nerwów nadmiernie gestykulując.-Pragnę Cię jednak poinformować, iż nie jestem zwykłym gryzoniem, co zapewne sam już zauważyłeś. Zresztą mniejsza o mnie. Pod tym domem mieszka wiele tak dużych osobników, jak ja. Skrzywdzisz mnie, a oni nie zapomną Ci tego. Mimo pomysłu Mohlin nadal pozostawał w niebezpieczeństwie. Nie da rady odwlekać tego co nieuniknione, choć zbytnia porywczość, także prowadziła do zguby. Pozostało czekać na chwilę szansy, której pilnie wyczekiwał.

Wróć do „Obrzeża miasta”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Rejestracja · ZALOGUJ


Jest 14 użytkowników online :: 2 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 12 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot], Infi
Liczba postów: 52107
Liczba tematów: 2967
Liczba użytkowników: 1038
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Filip Chujzer
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.