Podgrodzie - wioska

Tereny miejskie nie kończą się na jego murach. Do samego Wolenvain należy kilka wiosek, z których najważniejsza leży tuż pod nim. Tutaj znajduje się także częściowo zrujnowana, nadal używana podczas turniejów rycerskich, starożytna arena.
Awatar użytkownika
Kaila
Posty: 82
Rejestracja: 12 paź 2011, 09:36
GG: 4148942
Karta Postaci: viewtopic.php?p=13962&highlight=#13962

Podgrodzie - wioska

19 paź 2011, 04:04

Mała wioska otaczająca Wolenvain. Mieszkają w niej głównie chłopi, którzy zajmują się okolicznymi polami, doglądając upraw i dostarczając plony do miasta. Kwitnie tutaj handel wymienny, mieszkańcy znają się jak łyse konie, a wzajemne braterstwo przyciąga wielu mieszczan, chętnych do osiedlenia się na tym swoistym przedmieściu.
Gdzieś na drodze wśród lasów przejeżdżały dwie kobiety. Rozmawiały ze sobą dość luźno, uśmiechając się i radując. Wyglądały na dość ciekawy duet. Jedna z nich, dosiadająca ciemnej maści konia odziana była w czarne skórzane ubrania, a na jej plecy opadały długie, kruczoczarne włosy.
Druga zaś prowadziła rumaka białego, okutego w srebrzyście połyskującą zbroję ze złotym wykończeniem. Zarówno, jak zbroja dziewczyny o jasnych, krótkich włosach i pancerz konia lśnił, niczym zorza. Paladynka odziana była w zbroję o identycznych elementach. Również metal był srebrzysty, również wykończony złotem. Ta zbroja również emanowała niesłychanym wręcz blaskiem, którego nie można było osiągnąć nawet w pełnym słońcu – a one przecież jechały w cieniu.
Kaila Niosąca Wiarę – Herold Przenajświętszego Blasku, Oratorka Świętego Słowa – Paladynka.
Każdy śmiertelnik mógł poczuć niesamowite ciepło i dobroć, płynące z jej osoby. Troskę i miłość Świętego Światła, którym młoda dziewczyna była przepełniona. Flora leśna zdawała się uchylać przed Jeźdźcem Światłości, jakby to rośliny chciały uszczknąć sobie trochę tej dobrej mocy.
Kaila wiedziała, kim jest, lecz nigdy nie patrzyła na siebie, jak na kogoś lepszego. Była przede wszystkim paladynką – członkinią świętego zakonu paladynów, ślubującego miłość i wierność Świętemu Blaskowi. Przyrzekającego nieść pomoc i opiekę wszędzie tam, gdzie była potrzebna. Paladyni w całym świecie byli uznawani za ścisłą elitę rycerstwa, wzór cnót. Nieustraszeni protektorzy, troskliwi opiekunowie, bezlitośni mściciele, a zarazem sprawiedliwi sędziowie, niosący wyrok samej Światłości.
A jednak paladyni też byli tylko ludźmi, co było doskonale widać u Kaili, rozmawiającej z czarnowłosą towarzyszką o najróżniejszych rzeczach.
Wtem, radosny nastrój paladynki zakłóciły dźwięki. Coraz głośniejsze, straszne dźwięki wielu ludzi i kruszących się głazów. Wiedząc, że są blisko Wolenvain podejrzewała, że dzieje się coś niedobrego. Isabel – towarzyszka jasnowłosej – też na pewno to słyszała.
Niosąca Wiarę szybko popędziła błogosławionego rumaka, którego głos niósł się echem, niczym echem nosi się grzmot. Gdy dojechała na skraj lasu doznała szoku – nieprzeliczona armia ludzi oblegała miasto.
To było straszne. Przerażenie na twarzy do tej pory rozpromienionej paladynki zdradzało cały ból, wszystkie nerwy, jakie ją momentalnie ogarnęły. Pragnęła jakoś to zatrzymać.. ale jak?
Pędem ruszyła w stronę wojsk, już z daleka krzycząc, by wojska się zatrzymały. Pragnęła, by przynajmniej jeden żołnierz, jeden strażnik zwrócił na nią uwagę i jej pomógł. Na samą myśl, co przeżywali teraz obrońcy, serce Kaili krwawiło.
PRZESTAŃCIE! STOP! – krzyczała, machając ręką. Pragnęła szybko z kimś porozmawiać na temat ataku na Wolenvain…
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Kot'eleiven
Posty: 450
Rejestracja: 19 sty 2012, 21:40
Lokalizacja postaci: Trakt Iquański
GG: 11472512
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1476

08 kwie 2014, 09:21

MG

- Wolenvain? A co to? – zapytała z nieukrywaną ciekawością, skubiąc łapką skrawek podarowanej chusty, utrzymując przy tym jednak kontakt wzrokowy. - Całe życie spędziłam w tej wiosce, gdzie największą rozrywką jest uciekanie przed wstrętnymi kocurami – rzekła z żalem w głosie, odwracając wzrok i spoglądając gdzieś w kierunku pobliskiego płotu. Widocznie nawet taka mała myszka nie czuła się zbyt swobodnie w otoczeniu mniejszych bądź większych pól oraz biednych, drewnianych domostw.

Po chwili ściągnęła z siebie płaszczyk i wręczając go z powrotem Mohlinowi. Trochę już się wysuszyła, zajęła się więc poprawianiem niesfornego futerka, które nieco się napuszyło pod wpływem wody. Zapewne próbowała prezentować się jak najlepiej, jednak nie szło jej to zbyt dobrze, gdyż włosie wciąż nie było odpowiednio wygładzone. Niezrażona jednak, wciąż czekała na wyczerpującą odpowiedź ze strony mysiego kolegi. Wolenvain musiało zaintrygować ją na tyle, że stłumiło w niej nawet chęć ciągłego gadania, którą niewątpliwie posiadała. A może po prostu chciała dowiedzieć się jeszcze więcej o Badinim? Kto wie?

\\\\\

Barczysty, niemal drżący z podenerwowania mężczyzna wpatrywał się w Pogaka, celując weń pokrytymi błotem oraz bliżej nieznaną substancją widłami. Jego średniej długości czarne włosy, pokrywające powoli łysiejącą już czaszkę, poruszały się w rytm delikatnego podmuchu wiatru. Na pospolitej twarzy mieszały się gniew i jakiś dziwny rodzaj zaciekawienia. W końcu nieczęsto widzi się podobne osobniki przed swoją chatą.

Przez chwilę stał tak jeszcze, wpatrując się gniewnie w nieproszonego gościa, nie wiedząc nawet co chce zrobić. Jednak szybko jakby przypomniał sobie, po co tu właściwie przybiegł, porzucając ciężką pracę która składa się na jego utrzymanie. Wahał się jeszcze przez moment, jednak wnet zauważył, że tajemnicza postać nawet nie jest nim specjalnie zainteresowana.

- Bodajbyś kurwa szczezł – rzucił wściekle, po czym pchnął widły gdzieś w bok, samemu ruszając w kierunku frontowego wejścia. Widać było jak na dłoni, że jest potwornie zestresowany, jednak na szczęście, udało mu się wejść do mieszkania bez interwencji ze strony przedstawiciela morain. Tam poczuł się już znacznie pewniej i słysząc dobiegające z dołu rozmowy, ruszył ciężko do odpowiedniego pomieszczenia. Pojawił się w drzwiach niemal w tym samym momencie, gdy Elmena skończyła mówić.

- Tato! –

wrzasnęła dziewczynka, rzucając mu się w ramiona. On sam zszedł pospiesznie po schodach, o mały włos samemu nie wyrządzając sobie krzywdy. Wziął córkę na ręce i jakby nie zważając na obecność uzdrowicielki, ruszył szybko w kierunku żony.[/p]

- Święta Lorven, wszystko w porządku kochanie? – dopytywał się, wolną ręką dotykając pokrwawionych kosmyków jej włosów. Żona pokiwała niemrawo głową, szybko jednak żałując tej decyzji. Małżonek powstrzymał ją gestem przed dalszymi próbami podobnych działań, po czym wreszcie zwrócił się do wybawczyni. Wiedział, jaka kwestia została im do omówienia, przez co wyraźnie zrzedła mu i tak niewesoła mina.

- Pięknie dziękuję za pomoc, dobra pani. Nie mamy zbyt wiele, a zapłacić możemy tylko w naturze. Proszę… proszę przyjść do nas jutro, gdy żonka poczuje się lepiej. Ugościmy panią najlepiej jak potrafimy – zapewnił, po czym postawił dziecko na ziemi, zapewne z zamiarem powrotu do pracy. Wiedział, że jego rodzina jest w dobrych rękach, toteż nie chciał ryzykować jakimiś zarzutami wobec jego pracowitości i zaangażowania. Szepnął jeszcze tylko parę rzeczy córce na ucho, wskazując głową na Elmenę, po czym pożegnał się, szybkim krokiem pokonując kolejne stopnie na pechowych schodach.

Elmena znów została więc z uroczą dziewczynką, wpatrującą się w nią wielkimi oczętami. A ładne to były oczy, nie da się ukryć. Mała musiała odczuwać niemałą fascynację jej osobą, jednak małe usteczka wkrótce powitały grymas jakiegoś niezadowolenia.

- Ja, ja chyba nie mogłabym… muszę tu z mamą… i w ogóle… – jąkała się, zapewne nawiązując do niedawnej propozycji. Zapał szybko został zastąpiony niepewnością, a w dalszej kolejności delikatną niechęcią. Stała więc wpatrzona gdzieś w kąt, a ewidentnie nie dawało jej to spokoju. Nagle jednak rozpromieniła się, zapewne doznając nagłego oświecenia.

- Ale mogłabym towarzyszyć Ci przez resztę dnia! Pomagała bym Ci, może nawet znaleźlibyśmy jakiegoś pacjenta. Co, co myślisz? Mogę? – zapytała błagalnym tonem, jakby zupełnie nie biorąc pod uwagę zdania rodzicielki. Ale cóż, ta propozycja nie była zbyt zobowiązująca, a mała mogła wyjść na tym tylko lepiej. Ojciec zapewne wróci wcześniej z pola, więc opieka dla kobiety również się znajdzie. Tylko czy Elmenie starczy chęci i uwagi, by zająć się brzdącem?

Wszelkie pytania, zażalenia czy sugestie drogą prywatną, najlepiej przez GG. Jako że sesję przejąłem, mogłem coś przeoczyć bądź o czymś zapomnieć. Gdybyście coś zauważyli, zwróćcie mi uwagę.
Awatar użytkownika
Elmena
Posty: 55
Rejestracja: 24 lis 2013, 16:15
GG: 5570081
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2800

11 kwie 2014, 19:00

Automatycznie cofnęła się kilka kroków do tyłu widząc w drzwiach barczystego mężczyznę. Bynajmniej nie chciałaby zostać przez niego przypadkowo potrącona. Grzecznie skinęła głową na powitanie i odsunęła się jeszcze dalej w kierunku drzwi. Czas na nią. Nie będzie więcej przeszkadzać.
- Proszę się tak o to nie martwić. Nie zrobiłam wiele. Skromny poczęstunek będzie jak najbardziej wystarczający. Niech pana żona dużo wypoczywa i raczej niech unika nadmiernego słońca przez jakiś tydzień. Radziłabym również zmianę ubrań zanim się wyziębi.
Poinstruowała jeszcze i gdy tylko mężczyzną zniknął odwróciła się zamierzając opuścić ten dom. Zatrzymały ją jednak niepewne słowa dziewczynki. Do przewidzenia. Bardzo trudno znaleźć porządnego człowieka na stanowisko medyka i bynajmniej Elmena nie wymagała czegoś takiego od wioskowych dzieci. Martwić będzie się tym gdy będzie musiała opuścić tutejszą wioskę. Na propozycję Elanil westchnęła z rezygnacją w duchu. To dziecko ewidentnie nie chciało jej dać spokoju. Cóż mogła jednak na to poradzić? Zapewne chciało się jakoś odwdzięczyć i póki nie przystanie na jej propozycję może być regularnie nękana ofertami pomocy.
- Dobrze. Nie mam dzisiaj wielu rzeczy do zrobienia, więc wyjątkowo się zgodzę.
No i uległa. Początek końca. Chociaż póki nie zniosą jej jakiegoś człowieka wybitnie pokiereszowanego przez dzikie zwierzę czy upadek to nie powinno być źle. W najlepszym przypadku dziewczynka trochę z nią pochodzi, porozmawia, pomarudzi, znudzi się i sobie pójdzie.
Awatar użytkownika
Mohlin Badini
Posty: 26
Rejestracja: 13 sty 2013, 18:08
Karta Postaci: viewtopic.php?p=40436#40436

13 kwie 2014, 22:31

- Co to Wolenvain? powtórzył pytanie, a w jego głosie można było posłyszeć nutkę ekscytacji. Cudowne miejsce. Miasto, gdzie znajdziesz dosłownie wszystko, czego oczekiwała by mysz. Można tam żyć bez zmartwień o jedzenie lub bezpieczny nocleg. Istoty wszelakiej rasy zbierają się w gospodach, opowiadając historię z najdalszych stron świata. Handlarze prezentują najwspanialsze wyroby, cieszące oczy, a bardowie umilają czas pięknymi balladami. Są także…
Nagle umilkł, pogrążając się w myślach. Pomysł, który właśnie odwiedził jego mysi rozum, bardzo mu odpowiadał. Słowa nigdy nie odzwierciedlą realności. By w pełni odpowiedzieć na pytanie Szarusi, musi jej nie tylko powiedzieć, lecz i pokazać, co to Wolenvain.
- Gdybyś pani, zobaczyła ów miasto na własne oczy z pewnością byłabyś zaintrygowana. Poza tym, leży nie daleko od wioski. Jeśli tylko zażyczysz sobie, bym Cię oprowadził, zrobię to z ogromną przyjemnością. A dopóki będę obok, obiecuję, iż żaden kot nie odważy się choćby krzywo spojrzeć w Twojej obecności, bez "rozrywki" ze mną rzekł, z nie ukrywaną pewnością siebie.
Choć zawsze dbał o maniery przy kobietach, tym razem zbyt często spoglądał w oczy rozmówczyni. Za każdym razem, gdy ich uchwycił jej wzrok, delikatnie się uśmiechał. Dopiero po dłuższym czasie zdał sobie sprawę, iż czynni to nie kontrolowanie. Widocznie Szarusia budziła w nim wiele, pozytywnych emocji.
Awatar użytkownika
Kot'eleiven
Posty: 450
Rejestracja: 19 sty 2012, 21:40
Lokalizacja postaci: Trakt Iquański
GG: 11472512
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1476

14 kwie 2014, 15:45

MG

Szarusia słuchała słów Mohlina z zapartym tchem, składając małe łapki i trąc je w nieukrywanym podekscytowaniu. Ewidentnie miała już dość wiejskich klimatów, lecz była tylko małą myszką gdzieś pośród otaczającego ją, olbrzymiego świata. Jednak z każdą chwilą spędzoną z nowym przyjacielem, zaczęła rozumieć że wcale nie potrzeba ogromnych rozmiarów czy siły fizycznej, by jakoś się w tym wszystkim odnaleźć. Zachciała więc również stanąć twardo na ziemi, a nie ukrywać się po kątach i uciekać na widok pierwszego lepszego kocura.

Jego następne słowa tylko potwierdziły ją w tych przekonaniach, rozwiewając wszelkie wątpliwości niczym podmuch wiatru zeschłe liście. Cała sprawa była już chyba przesądzona.

- O tak, zabierz mnie tam! Proszę, proszę! – Popiskiwała radośnie, błagalnym tonem prosząc go o pokazanie mu tego cudownego miejsca. A gdy tylko wyraził zgodę, niemal natychmiast rzuciła mu się na szyję, nie posiadając się ze szczęścia. Uścisk był krótki ale rzetelny i bardzo treściwy. Była ciepła, pachniała trawą i jakimś rodzajem piwnicznego sera.

Niemal z miejsca pochwyciła go za łapę i zaczęła prowadzić gdzieś w tylko sobie znanym kierunku. Dopiero po chwili uświadomiła sobie, że przecież nawet nie wie gdzie ma iść. Dała się więc prowadzić Badiniemu, więc wkrótce oboje znaleźli się przed Wolenvaińską bramą. Myszka trochę nieufnie podchodziła do pomysłu przejścia przez to wielkie zbiorowisko ludzi, jednak obecność towarzysza wyraźnie dodawała jej odwagi. Nie minęło więc dużo czasu, nim oboje znaleźli się za murami miasta, oczekując masy ciekawych przygód.

>>>[Mohlin z/t] Odpisz gdzieś w Wolenvain, a ja wejdę tam z nieco bardziej treściwym postem.

\\\\\

Małe dziewczę zdawało się mieć iście niespożyte siły, co mogło zapowiadać bardzo intensywne przeżycia. Ale cóż, zawsze było to jakieś urozmaicenie, a trochę kontaktu z dziećmi jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziło. Jej matka natomiast, mimo nieco innych zaleceń medyczki, postanowiła podjąć próbę podniesienia się. Zatoczyła się lekko, przykładając rękę do skroni, lecz zanim którakolwiek z młodych dam pospieszyła z pomocą, zdążyła już nieco dojść do siebie i unieść dłoń w zrozumiałym geście. Widocznie nie była w stanie tak po prostu leżeć i odpoczywać, kiedy w domu tyle się działo. Trudno było ją jednak za to winić, w końcu wiejska kobieta zawsze mogła znaleźć sobie coś do roboty.

- Zajmie się nią pani? Byłabym bardzo rada – rzekła powoli, siadając w nieco zgarbionej pozycji i uważnie przyglądając się swojej wybawczyni. Najwyraźniej zaczynała czuć się coraz lepiej, a perspektywa dnia spokoju od córki tylko dodała jej sił. - To dobre dziecko, nie powinno sprawiać problemów. Nie będziesz, prawda, Elanil? – Dziewczynka pokiwała uporczywie głową, jakby zwyczajnie nie istniała inna możliwość, po czym radośnie objęła starszą dziewczynę w pasie, celebrując tym samym zgodę rodzicielki.

Wspólnie przeczekali więc jakieś pół godziny, ostrożnie prowadząc matkę na górę i oczekując powrotu ojca. W końcu, oczekiwany przez nich mąż pojawił się w drzwiach, zdyszany i wyraźnie nabuzowany. Widząc jednak, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, odetchnął z nieukrywaną ulgą. Od razu zajął się swoją wybranką, jeszcze raz uporczywie dziękując Elmenie za wszelką otrzymaną pomoc. On również wyraził aprobatę co do pomysłu, okazując jeszcze większą wdzięczność tutejszej znachorce, choć wydawało się to niemal niemożliwe.

Finalnie, obie znalazły się przed chatą, przywitane ciepłymi promieniami słońca. Dziwny, spokrewniony z końmi jegomość zniknął, nie pozostawiając po sobie ani śladu. Wszystko wokół zdawało się być niebywale wręcz spokojne, ukazując wyjątkowy urok tego miejsca. Niby tak blisko, a jednak bardzo daleko od hałaśliwej Stolicy Autonomii.

O ile jednak Elmena mogła i jak najbardziej miała prawo cieszyć się z takiego obrotu spraw, o tyle małej koleżance wyraźnie nie przypadło to zbytnio do gustu. Starała się swoimi wypatrzeć cokolwiek swoimi uroczymi oczkami, jednak na nic zdawały się jej trudy. W końcu, zrezygnowana szturchnęła delikatnie towarzyszkę, licząc na jakieś wsparcie z jej strony.

- To… co robimy? – zapytała z nieukrywaną ciekawością, jakby chwila spokoju była dla niej czymś nienaturalnym oraz absolutnie niepożądanym. Zapewne oczekiwała, że od razu nadarzy się jakaś okazja do pomocy lub do jakiegoś wykazania się. A jedynym co ją przywitało, było bardzo przyjemne, nieco rześkie popołudnie. Zerknęła więc znowu swoim błagalnym wzrokiem, licząc na to, że Elmena ma już jakiś plan w zanadrzu.

Awatar użytkownika
Elmena
Posty: 55
Rejestracja: 24 lis 2013, 16:15
GG: 5570081
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2800

18 kwie 2014, 18:48

Teraz kiedy poprosiła ją o to nawet matka dziewczynki to nie mogła odmówić. Westchnęła w duchu i jedynie skinęła potwierdzająco głową. Ma teraz na głowie upierdliwe dziecko. Wybitnie. Nie! Nie może się zniechęcać na samym starcie. Złapała pod ramię wstającą kobietę i drobnymi kroczkami odprowadziła ją na górę. Jej własny wzrost znów zaczął ją gryźć. Gdyby była wyższa kobieta z pewnością wsparłaby się na niej bardziej, a sama Elmena nie byłaby tak krucha w swej ludzkiej postaci. Po co jej druga, lepsza forma skoro nawet jej używać nie może? Kobieta usiadła na krześle, a Elma cierpliwie czekała na powrót jej męża starając wymyślić jakieś pożyteczne zajęcia dla dziecka. Było to trudniejsze niż sądziła. Wątpliwe, aby mogła zostać matką dla dziecka.
Mężczyzna w końcu wróciła, a kobieta paroma miłymi słowami szybko się pożegnała i znikła, aby nie musieć słuchać kolejnej fali podziękowań i serdeczności. To była jej praca. Jej obowiązek. Na zewnątrz rozglądała się przez dłuższą chwilę za nieznajomym, który pomógł ale jak na złość już sobie poszedł. Może ojciec dziewczynki go przegonił? Bardzo możliwe. Ruszyła spokojnym krokiem przez wioskę oddychając głęboko czystym powietrzem. Kilka minut później coś szturchnęło ją w nogę. Irytujące, małe stworzenie. Uśmiechnęła się i spojrzała w dół na wielkie oczy Elanil. No i co miała teraz zrobić?
- Możemy porozmawiać z innymi i spytać się ich czy nie potrzebują w czymś pomocy. Przynieść im wodę ze studni, zbadać zdrowie zwierząt, coś w tym stylu. Co o tym myślisz?
Drugi pomysł nie był właściwie taki zły. Nie miała dużego doświadczenia ze zwierzętami, ale wnętrzności są do siebie bardzo podobne. Nieważne czy to człowiek czy świnia.
Awatar użytkownika
Tingrim
Posty: 43
Rejestracja: 22 lut 2014, 22:14
GG: 50023203
Karta Postaci: viewtopic.php?p=47017&highlight=#47017

20 kwie 2014, 09:14

Wraz z Gawronem przekroczył linię pierwszych zabudowań wioski. Krótka podróż przebiegła bez zbędnych przestojów i ekscesów. Podgrodzie wydawało się idealnym miejscem dla szukania jakiegoś zajęcia – wybić szczury w piwnicy, pozbierać rzepę – szczególnie o tej porze roku. Pasek torby lekko go uwierał, przeniósł go więc na drugie ramię. Upewnił się, że nóż nadal spoczywa bezpiecznie w pochwie. Wygładził szaty, które były lekko wymiętoszone.

W oddali zauważył dwie niskie istotki, jednak na razie nie poświęcił im uwagi. Podpierając się kijem, parł naprzód. Oczekiwał, że to młodszy towarzysz rozpocznie rozmowę.

Awatar użytkownika
Gawron
Posty: 58
Rejestracja: 08 kwie 2014, 23:47
GG: 11693040
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2938

20 kwie 2014, 09:46

Swoją małą przygodę postanowili zacząć od Podgrodzia. Może nie było to zbyt ekscytujące, ale każdy miał jakieś swoje początki, mniej lub bardziej chlubne. Może przy okazji uda im się zarobić trochę uczciwego grosza, albo napełnić torby rzeczami, które pożyczą na wieczne nieoddanie. Takie mamy czasy.
Przebyli całą tę drogę od karczmy, w nadziei, że uda im się dorwać tutaj do jakiegoś zajęcia. Gawron domyślał się jedynie, o co może chodzić. Nigdy nie pracował w polu, czy przy gospodarstwie, całe życie spędziwszy między drzewami. Liczył tutaj na pomoc starszego, a w zasadzie to młodszego, kolegi.
Zmęczenia zdawało się odpłynąć z jego organizmu wraz z ostatnimi resztkami alkoholu, co było niewątpliwie pokrzepiającym faktem. Elf zobaczył, jak Tin sprawdzał swój ekwipunek i uśmiechnął się na myśl, że staruszek wcale nie jest taki nieszkodliwy, jaki się wydaje. Jakby wiedziony jego przykładem, poprawił poły swojego płaszcza i mocniej naciągnął zarzuconą przez ramię torbę.
Nie wiedzieli od czego zacząć, ale odpowiedź pojawiła się sama. Przynajmniej taką miał nadzieję. Zobaczyli w dali przed sobą dwie niegrzeszące wzrostem postaci. Nie zwlekając dłużej, Gawron ruszył za Tingrimem, który dzielnie parł do przodu. Chcąc przełamać pierwsze lody, zaczął machać do dwójki nieznajomych, gdy ci tylko spojrzeli w ich stronę.
Awatar użytkownika
Kot'eleiven
Posty: 450
Rejestracja: 19 sty 2012, 21:40
Lokalizacja postaci: Trakt Iquański
GG: 11472512
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1476

20 kwie 2014, 12:41

MG

Elmena zaczęła proponować dziecku stosunkowo pomocne i nietrudne do znalezienia zajęcia, które jednak jakoś niespecjalnie przypadły dziecku do gustu. Nawet zwierzęta, za którymi tak wiele szkrabów szaleje, nie wywarły na niej aż tak specjalnego wrażenia. Ale nic dziwnego, spędzając całe życie na wsi, miała takie rozrywki niemal codziennie. Dlatego też strasznie zainteresowała się medyczką, bowiem nietrudno było zauważyć, jak bardzo różni się od typowych mieszkańców tych okolic. Liczyła pewnie, że każdy jej dzień również ma w sobie takie niezwykłe elementy. Cóż, nie było się jednak czemu dziwić, w końcu którego dziecka nie ponoszą fantazje.

Nim jednak zdążyła w jakikolwiek sposób zareagować na jej propozycję, zauważyła dwójkę stojących w oddali mężczyzn, z których jeden zaczął przyjacielsko do nich machać. To zdecydowanie było coś, co znacznie bardziej ją zainteresowało. Dziewczę aż się zachłysnęło z wrażenia, momentalnie podskakując i machając im z wyjątkową zawziętością. Bardzo towarzyska osóbka.

- Zobacz! Machają do nas! Patrz! Machają! – wołała do niej podekscytowana, nie odwracając od nich swoich raczej niespecjalnie bystrych patrzałek. - Chodź, pójdziemy do nich – zarządziła piskliwym głosem, który jednak nie brał pod uwagę żadnego tonu sprzeciwu. Odruchowo chwyciła Elmenę za rękę, ciągnąc mocno w kierunku nieznajomych.

Wokół nadal nic się nie działo, a mężczyźni raczej nie mieli w sobie niczego odpychającego. Poza tym, kto wie, może potrzebowali jakiejś pomocy? Tak czy owak, była to doskonała okazja, by Elanil dała jej spokój choćby na kilkanaście minut. Dziecko może i było bystre oraz grzeczne, ale strasznie przy tym swawolne. Powoli zaczynała rozumieć, dlaczego rodzice tak bardzo chcieli załatwić szkrabowi jakieś zajęcie. A nigdy nie wiadomo, co ciekawego mogła przynieść im ta rozmowa.

>>>Zostawiam Wam wolną fabułę, Elmena może pisać o zachowaniu dzieciaka, czy nawet pisać jej odpowiedzi. Wątek będę śledził, w razie gdyby przydała się moja interwencja. W razie jakichś pytań, każdy jest mile widziany na kanałach prywatnych. Możemy potem nawet ukręcić jakąś sesję, jeśli chcecie.
Awatar użytkownika
Elmena
Posty: 55
Rejestracja: 24 lis 2013, 16:15
GG: 5570081
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2800

20 kwie 2014, 18:35

Na litość Lorven dlaczego dzieci były tak trudne do zainteresowania. Elanil mogła się chociażby zająć jakimś głupim żukiem czy czymś i mieć radość, a tak okazała się strasznie wymagająca. Nawet pomoc zdrowotna zwierzętom się jej nie spodobała. To co niby miała teraz zrobić? Z ciężkim westchnieniem utkwiła wzrok w niebie szukając tam lepszych pomysłów. Może pokazać jej kule świetlne? Związane było z magią, więc może na trochę by się zainteresowała. Dziewczynka zaczęła jednakże krzyczeć wyraźnie podekscytowana o jakiś ludziach. Pełna wątpliwości przeniosła wzrok na obce sylwetki. Przejezdni? O ile starzec nie wzbudzał u niej żadnego niepokoju, o tyle wysoki, postawny i bogato ubrany mężczyzna zasiał ziarno niepewności. Na domiar złego to właśnie on machał. Zanim odpowiedziała jej ręka została capnięta i pociągnięto ją do przodu. Potknęła się przy czym kaptur z jej głowy spadł do tyłu, odzyskała równowagę po kilku krokach i w końcu dała się poprowadzić Elanil za rękę do nieznajomych.
Grzecznie się ukłoniła najpierw starszemu, a później młodszemu i to w nim utkwiła spojrzenie zadzierając wysoko głowę. Czy ci ludzie nie mogliby być odrobinę … niżsi? Tacy jak każdy normalny mieszkaniec.
- Witajcie. Mogę wam jakoś pomóc?
Spytała uprzejmie przenosząc wzrok to ze starszego mężczyzny to znów na młodszego. Była po prostu ciekawa co dwójka tak skrajnie różnych od siebie ludzi robi razem. Tymczasem dziewczynka cały czas gapiła się na postać w zieleni chłonąc wzrokiem każdy skrawek jego osoby z szerokim uśmiechem na twarzy i ekscytacją w oczach. Problem zaciekawienia dziecka z głowy.
– Jest pan kimś ważnym?
Zapytała dziewczynka bez większego zastanowienia.
Awatar użytkownika
Gawron
Posty: 58
Rejestracja: 08 kwie 2014, 23:47
GG: 11693040
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2938

20 kwie 2014, 19:06

Gawron ucieszył się, gdy zobaczył żywą reakcję dziewczynki. Na pewno było to o wiele lepsze, niż gdyby zaczęły uciekać na ich widok. W końcu stanowili dość dziwną parę: wysoki, elegancki młodzieniec i brodaty starzec w szarej todze.
Dziecko zaczęło skakać i ciągnąć swoją towarzyszkę w ich stronę, nie okazując ani krztyny strachu przed obcymi. Ta druga, nieco wyższa, niezdarnie potknęła się po drodze, zrzucając przy tym skrywający ją kaptur. Elf dostrzegł z daleka, że nie może być wiele od niego starsza, przynajmniej z wyglądu. I był prawie pewien, że nie była jedną z tutejszych wieśniaczek. Nie pasowała do tego otoczenia, była na to za ładna. Rysy jej twarzy przyrównałby do szlachetnych, a może nawet i elfich.
Gdy nieznajome podeszły do dwójki podróżnych, starsza skinęła im głowami na powitanie. Niewątpliwie była opiekunką swojej małej towarzyszki, która zaciągnęła ją tutaj niemalże siłą. Gdy dama o mysich włosach utkwiła spojrzenie w Gawronie, ten nie zamierzał pozostawać jej dłużny. Wpatrywał się w jej szafirowe oczy, wychwytując przy tym bijące od niej ciepło. Na pewno nie jest zwykłym człowiekiem.
Gdy tylko nieznajoma się odezwała, elf od obdarzył ją uśmiechem i już miał zamiar odpowiedzieć, gdy do rozmowy wtrąciła się dziewczynka. Jej pytanie rozśmieszyło go bardziej, niż pomylenie Tina z krasnoludem.
- Nie, mała – zaśmiał się życzliwie i przejechał schowaną w rękawicy dłonią po jej czuprynie. - Na pewno nie ważniejszy od tak czarującej młodej damy – puścił do niej oko i zwrócił się do jej opiekunki, która mogłaby być nawet jej starszą siostrą, jeśliby brać pod uwagę wzrost. - W zasadzie, to możemy spytać o to samo. Przydałoby nam się ruchu i nie pogardzimy pracą, prawda, Tingrimie? – spojrzał na swojego kompana, który do tej pory nic nie mówił. - A jemu to szczególnie trzeba coś znaleźć, patrzcie jak mu urosło sadło – jakby na potwierdzenie tych słów, posłał towarzyszowi lekkiego kuksańca w bok, nie kryjąc przy tym uśmiechu.
Dziewczynka zdawała się być oczarowana ich obecnością, choć nie można było rzecz tego samego o właścicielce czarujących tęczówek, która wydawała się być nieco podejrzliwa.

Wróć do „Obrzeża miasta”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 19 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 18 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot]
Liczba postów: 52122
Liczba tematów: 2968
Liczba użytkowników: 1038
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Filip Chujzer
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.