Willa na obrzeżach miasta

Położona w południowo-zachodniej części miasta, z pozoru chaotyczna zabudowa składa się z kamienic należących do obywateli Wolenvain. To tutaj znajduje się znakomita większość zakładów rzemieślniczych stolicy.

Moderator: MG

Awatar użytkownika
Hevan
Posty: 244
Rejestracja: 16 paź. 2011, 19:26
Karta Postaci: viewtopic.php?t=899&highlight=hevan

Willa na obrzeżach miasta

22 sty. 2012, 14:37

Przybyszów witał wielki hol, z marmurową podłogą i starymi gobelinami, pozostałością po dawnych właścicielach tego budynku. Na końcu holu w mroku malowały się podwójne schody na wyższe piętra, po obu stronach były drzwi do bocznych skrzydeł rezydencji. W budynku brak było śladów obecności ludzi, może poza kilkoma śladami w kurzu na podłodze. Trochę pracy mogłoby przywrócić owej willi dawną świetność

~~~~~~~~~

Hevan otworzył podwójne drzwi prowadzące do holu, i podróżników uderzył zapach starej, kamiennej budowli. Zabawne, jak to budynek mógł mieć swój własny, niepowtarzalny zapach i klimat. W powietrzu krążyło mnóstwo drobinek kurzu, wzbijanych z każdym krokiem i najdelikatniejszym ruchem.
Kapłan wpuścił swoim towarzyszy do środka i zamknął za nimi drzwi. Natychmiast skierował się w prawą stronę, do jedynego pomieszczenia które doprowadził na razie do porządku, oraz które służyło mu za pracownie i sypialnie w jednym.
Wskazał demonowi swoje łóżko, na którym tamten miał położyć pacjentkę. Kapłan oczyścił ręce z bakterii przystosowanym do tego specyfikiem i wziął się do pracy. Mimo że nie był do tego przyzwyczajony– pozwolił demonowi zostać i podglądać postępy w jego pracy.
Odkaził kciuk kobiety i leciutką nakłuł go igłą, tak żeby upuścić trochę krwi do badania. Tamta wyglądała na dość przytomną, więc jego najgorsze obawy się nie spełniły. Do krwi w fiolce dodał odczynnika stworzonego do wykrywania narkotyków, wystarczająco silnego by znaleźć jego pozostałości nawet w krwi.
Czyli nie myliłem się
Roztwór przybrał jasno błękitną barwę. Meritum
Dawka którą przyjęła było dość nieznaczna, jej organizm sam sobie z nią poradził. Wyglądało na to że życiu polimorfki nic aktualnie nie zagraża.
-Wygląda na to że wszystko z nią w porządku. Musi tylko trochę się przespać, potem coś zje i za kilka dni będzie zdrowa jak ryba. Czy pantera. Poczekaj tu chwilę.
Paladyn ruszył żwawym krokiem do spiżarni po jakiś prowiant dla chorej, oraz dla siebie i demona, w razie gdyby ten też miał ochotę coś przegryźć. Chwilę później rozłożył prowiant na stoliku obok, wskazał ręką jedzenie demonowi, i sam zaczął jeść. W zasadzie, to nie był jakoś szczególnie głodny…
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Meledan
Posty: 395
Rejestracja: 03 wrz. 2011, 23:53
GG: 2362384
Karta Postaci: viewtopic.php?t=642

22 sty. 2012, 15:57

Szli kilka godzin, dochodząc w końcu do wielkiego budynku, znajdującego się niedaleko Wolenvain. Koshiemu od razu przypomniała się wielka sala tronowa i królowa, której obiecał lojalność. Ale to było mrzonką. Potem lochy… Nie wiedział ile czasu tam spędził. Był wtedy chodzącymi zwłokami. Nadal czuł posmak ludzkiej krwi na podniebieniu… Krwi niewinnych strażników, którzy mu zaufali.
Potrząsnął lekko głową. Był to jednak tylko gest, ułatwiający powrót do rzeczywistości, która była nieco barwniejsza, nawet teraz…
Wielki, stary gmach, willa, która z pewnością nie należała do plebsu, ale do kogo? Gdy byli w środku, imponujące wnętrze sprawiło, że Enigma choć na chwilę oderwał się od cudownych, szmaragdowych oczu…
Marmurowa podłoga i horrendalne gobeliny przedstawiające najróżniste elementy. Całość była jednak bardzo zakurzona, co świadczyło o tym, że budynek jest opuszczony. Czy naprawdę należał do kapłana? Pytanie to nie dawało mu spokoju, a przynajmniej do czasu, gdy weszli do kolejnego holu, aż w końcu do izby.
Mężczyzna wskazał na wygodne na pierwszy rzut oka łoże, na którym mogła odpocząć ukochana. Z największą delikatnością położył ją na nim. Ukląkł przy niej tak, by nie przeszkadzać tym samym medykowi, który od razu zabrał się do pracy. Intrygowało go kilka pytań. Czekał tylko na moment w którym mógł je wszystkie zadać…
Człowiek po chwili wyszedł, by wrócić za jakiś czas i jedzeniem, które rozłożył na stole. Gestem wskazał je Koshiemu.
Wampir podszedł do stolika i chwycił trochę prowiantu, by za chwilę znów znaleźć się przy Aliyah. Powoli uniósł jej główkę i szepcząc podsunął trochę jedzenia.
– Kochanie, zjedz proszę. – ton podkreślał jak wielkim skarbem dla niego była i jak bardzo się o nią troszczył… – Musisz jeść, by wyzdrowieć.
Po paru minutach spojrzał na medyka i zapytał, uznając, że to jest właśnie ten moment…
– Nie wiem, jak mam Ci się odwdzięczyć… – mówił, chyląc łeb. – Uratowałeś jej życie… Czy mam dobre wrażenie, że kiedyś się spotkaliśmy? – spytał. Nie oczekiwał przyjaznej odpowiedzi, gdyż kojarzył postać kapłana z nie najmilszymi wspomnieniami… Rozejrzał się po pokoju i spytał raz jeszcze:
– Co to za miejsce? – był ciekaw wielu rzeczy, starając się stłumić tą dziką ciekawość… Nie był do końca sobą… Te emocje…
Awatar użytkownika
Aliyah
Posty: 166
Rejestracja: 16 paź. 2011, 20:09
Karta Postaci: viewtopic.php?t=900

22 sty. 2012, 21:19

Nie wiedziała, ile godzin szli i w którą stronę. Zapadła w półsen, wtulona w tors wampira, nie obawiając się zamknąć powiek. Czuła się znacznie lepiej. Napoje medyka wzmocniły jej organizm. Gorączka nie trawiła tak bardzo, nie targały nią dreszcze. Wyczuwała tylko spokojny, miarowy krok ukochanego. Była bezpieczna.
Ocknęła się dokładnie w momencie, kiedy Koshi przestąpił próg budynku. Nie widziała go z zewnątrz, także nie mogła wyobrazić sobie jego pokaźnych rozmiarów.
Hol wywarł na niej niemałe wrażenie. Wychyliła się nieco z objęć, by móc mu się lepiej przyjrzeć. Mimo grubej warstwy kurzu, który przykrywał dosłownie wszystko, doceniła wysoką wartość marmurowej posadzki i ręcznie tkanych gobelinów. Podwójne schody prowadziły zapewne do pełnych przepychu i luksusu komnat. Aliyah nigdy nie miała styczności z wyższymi sferami. Zupełnie do nich nie pasowała, choć wielu mogłoby ją przyodziać w suknię i z chęcią pokazać u swego boku, jako piękny dodatek. Na tym by się skończyło. Co tu dużo kryć – Aliyah nie potrafiła poprawnie mówić, a co dopiero ładnie i dwornie się wysławiać. Nie wiedziała jak posługiwać się sztućcami. Nie umiała czytać ani pisać. Wszelkie rachunki matematyczne stanowiłyby dla niej wyzwanie większe niż pojedynek z mistrzem fechtunku. Poza tym miała zbyt ognisty temperament, który niekiedy ją ponosił…
Skuliła się pod ogromem sali, jej piękna i bogactwa. Szybko jednak zmienili pomieszczenia. Mężczyzna bardzo się spieszył, gestykulował i rzucał proszące rozkazy.
Jak miło było położyć się w czystej, pachnącej pościeli. Tak miękko i wygodnie. Nie dane jej było jednak zasypiać. Koshi ułożył jej poduszki, o które się oparła. Bezwolnie poddawała się zabiegom, obserwując w milczeniu poczynania medyka. Przyglądała się zwłaszcza jego twarzy z dużym zainteresowaniem. Skąd go znała…skąd? A skąd on znał ją?! Musieli się poznać, inaczej jakim sposobem wiedziałby, że jest polimorfką, a jej zwierzęcą formą jest pantera?
Spojrzała pytająco na Koshiego, ale ten nie odwzajemnił jej odczuć, za to podsunął pod nos kromkę chleba ze smalcem. Skrzywiła się. Nie była głodna, ale pokornie wzięła pajdę i ugryzła kawałeczek.
Kiedy wampir zadał pytanie, również zwróciła wzrok ku Człowiekowi, z niecierpliwością oczekując odpowiedzi…
Awatar użytkownika
Hevan
Posty: 244
Rejestracja: 16 paź. 2011, 19:26
Karta Postaci: viewtopic.php?t=899&highlight=hevan

22 sty. 2012, 22:00

Hevan dobrze pamiętał tę dwójkę, ale jak widać nie wszyscy mieli tak dobrą pamięć jak on. Chociaż, może to i lepiej. Ich ostatnie spotkanie nie przebiegło w najlepszej atmosferze, mało brakowało a Hevan stracił by życie! I to na dodatek on pierwszy został zaatakowany! Chyba… to było dawno i szczegóły w jego pamięci straciły ostrość.
Przeżuwając kawałek wędzonej wieprzowiny kapłan zastanowił się nad odpowiedzią. Skoro nie pamiętali to może lepiej im nie przypominać? Ale jeśli sami sobie przypomną może być gorzej, a kapłan wyjdzie na kłamce
Pociągnął solidny łyk wina, nie najlepszego, ale znośnego. Do posiłku pasowało jak ulał.
Ta dość stara, lecz jeszcze okazała willa stoi tutaj niezamieszkana już długi czas. Szukałem takiego miejsca jak to już długi czas, by w nim osiąść i założyć pewnego rodzaju organizację… Zajęło mi to trochę czasu, lecz ostatecznie to była świetna transakcja. Właściciel sam wepchnął mi w ręce ten budynek za pół zwyczajowej ceny, i oddalił się ode mnie prawie że biegiem, życząc mi szczęścia. Jak się potem dowiedziałem miejscowi uważają to miejsce za przeklęte. Podobno miały tu miejsce trzy zabójstwa, każde zostało dokonane na właścicielu rezydencji i nigdy nie odnaleziono sprawcy. Mam własną teorię co do tych morderstw, ale to dość długa historia, i na dodatek mogę się mylić. Wyczyściło to mój mieszek prawie do zera, ale na szczęście w fachu lekarza zawsze znajdzie się jakaś praca.
W jakież to głupoty ludzie potrafią uwierzyć! Chociaż sprawę tej willi także trzeba będzie wyjaśnić z miejscowymi władzami, ale to potem. Palące spojrzenia gości dawały mu do zrozumienia że coś pominął.
Nie mylisz się, spotkaliśmy się, raz, również w trójkę. Nie potrafię dobrze umiejscowić tego w czasie… pół roku? Jakieś pół roku temu na trakcie, chyba w nocy. Wtedy próbowaliście mnie zabić. Chociaż Ty– wskazał na demona– zasłoniłeś mnie przed strzałą jakiejś chorej elfki. Jeśli dalej nie kojarzycie…
Hevan wyprostował na bok prawą rękę, tak żeby była jak najdalej od gości. Powoli otworzył dłoń na której zatańczył przez chwilkę biały płomień. Gwałtownie zacisnął palce, nie chcąc narażać przybyszów na nieprzyjemny wpływ Przemiany.
Awatar użytkownika
Meledan
Posty: 395
Rejestracja: 03 wrz. 2011, 23:53
GG: 2362384
Karta Postaci: viewtopic.php?t=642

22 sty. 2012, 22:31

Koshiemu wyraźnie wracał humor. Już na jego twarzy zagościć miał uśmiech pełen ironii, lecz w ostatniej chwili się opanował. Był człowiekowi winny życie…
Pamięć powoli wracała i po kilku sekundach miał już całą sytuację przed oczyma. Pamiętał, że jeszcze wtedy jego iluzja była o wiele słabsza. Kojarzył, że w ogóle działała bardzo słabo. Wtem ujrzał elfkę, która chciała go zabić. Enigma dziękował w duchu niebiosom, że nie dał wtedy medykowi umrzeć. Gdyby tak zrobił byłby zapewne martwy, łkając nad grobem ukochanej.
Miał w ustach słonawy posmak łez, który znał doskonale, niemal na pamięć… Klękał nad łożem lubej, wpatrując się w człowieka, który mówił ze spokojem. Wszystko dochodziło do niego z opóźnieniem. To przez wspomnienia? A może ze zmęczenia?
Raczej to drugie… Nie spał od wielu dni, podtrzymywany przy życiu przez demona, którego gościł…
Nie było jednak ani śladu demonicznej bestii. Ani jednego cichego szmeru, a co dopiero nękającego, tajemniczego szeptu…
Nagle zaczął wyłapywać najważniejsze słowa, które padły z ust kapłana. Organizacja? To byłby dobry sposób na rekompensatę. Wiedział, że w głębi duszy każdy człowiek to materialista…
Po chwili wyprostował rękę, na której zagościł mały, tańczący, biały niczym gołąb płomień. Był tajemniczy i od razu wzbudził zainteresowanie demona, który delikatnie głaskał dłoń ukochanej…
Zupełnie nie wiedział co odpowiedzieć, więc spróbował zmienić temat.
– O jakiej organizacji mówisz?
Awatar użytkownika
Aliyah
Posty: 166
Rejestracja: 16 paź. 2011, 20:09
Karta Postaci: viewtopic.php?t=900

23 sty. 2012, 16:04

Pogryzała kromkę chleba, żeby sprawić ukochanemu radość aniżeli z głodu. Skurczony żołądek nie chciał przyjmować pożywienia, choć musiał. W końcu wyglądała jak śmierć na chorągwi. W takim stanie z pewnością nie mogła podobać się Koshiemu, a przecież zależało jej na tym, aby dla niego zawsze być piękną. Cóż…nie tym razem.
Kiedy mężczyzna opowiadał pokrótce historię willi, rozmyślała nad tym, co powinna uczynić w dniach najbliższych, prócz powrotu do zdrowia. Z pewnością musi wziąć porządną kąpiel i wypocząć. Potem…potem będzie musiała wrócić do Minaloit. By znowu poszukać informacji o Cieniu. Może ten młodzik Dahhard będzie coś wiedział tym razem…
Spojrzała na wampira, który z zainteresowaniem wysłuchiwał słów medyka. Zanim jednak wyruszy do miasta. będzie chciała spędzić z ukochanym wiele czasu. Nacieszyć się nim, jakby co dopiero się poznali. Dla niej wciąż był tym, który powrócił z Krainy Umarłych.
Z rozmyślań wyrwały ją słowa Człowieka. Zesztywniała, z ręką uniesioną na wysokość twarzy i resztką chleba skierowaną ku ustom. Nie poruszyła się jednak. Zacisnęła usta w wąską kreskę i powoli zwróciła twarz ku…paladynowi.
Na widok białego płomienia, drgnęła, rzucając się w stronę Koshiego, by ją chronił.
– To ty! – krzyknęła w stronę Hevana.
A kawałek chleba wykonał salto w powietrzu, upadając na pościel stroną posmarowaną smalcem.
Awatar użytkownika
Hevan
Posty: 244
Rejestracja: 16 paź. 2011, 19:26
Karta Postaci: viewtopic.php?t=899&highlight=hevan

23 sty. 2012, 16:39

Żołądek kapłana delikatnie zaburczał, jakby ucieszył się z dostarczonego posiłku.
Przynajmniej jeden zadowolony
Rozmowa szła w dobrym kierunku, ale jak widać nie przewidział wszystkiego. Po tak długim czasie ona dalej pamiętała tamtą sytuację na tyle wyraźnie by się bać. Czy może jej obraz tego zdarzenia był przekłamany? Chciała go nienawidzić za to co wtedy zrobił, ale na Bogów, ta sytuacja nie była tak prosta! Wtedy to oni wtrącili się do jego spraw, zaraz po tym gdy prawie zginął, od wypuszczonej w jego plecy strzały…
Przynajmniej demon nie rozgrzebywał tych starych spraw, cholera go wie czy nadal ma ochotę wyrwać mu łeb, przecież wtedy Hevan go zranił, chyba. Jednak i jego pamięć czasem zawodziła, szkoda tylko że w tak ważnych momentach!
Trochę szkoda nowej pościeli, ale reakcja tej kobiety, oraz Jej niezapomniana mina były tego warte.
Hevan ostrożnie wyciągnął rękę po kromkę i odłożył Ją na stolik. Pościel niczemu nie zawiniła.
Organizacja której jestem założycielem nazywa się Trybuna Oświeconych. Z tą nazwą wiąże się dość ciekawa historia, ale w dużym skrócie poszukuje ludzi utalentowanych lub wpływowych, z najróżniejszych dziedzin. Chcę stworzyć na wzajem wspierającą się grupę ludzi o wysokich ambicjach, by wspólnymi siłami każdy mógł osiągnąć to, do czego dąży. Ludzie poszukujący miejsca pracy, tak po prostu, także mogą znaleźć tu miejsce dla siebie. Wystarczy coś umieć– robota wtedy sama się znajdzie.
Teraz pozostała ta zabawniejsza część. Spojrzał na chowającą się za demonem kobietę.
Tak, to ja. Nie rób takiej przerażonej miny, wtedy to ja zostałem zaatakowany, przypomnij sobie. Elfa którą chciałaś bronić sekundę wcześniej posłała strzałę prosto w moje plecy, i gdyby nie twój towarzysz możliwe że nie byłoby mnie tu teraz. Po twoim gwałtownym skoku widzę że moje specyfiki działają.
Ale chyba nie miałem okazji przedstawić wam się. Jestem Hevan, kapłan, paladyn i jak już zauważyliście medyk.
Lekki ukłon w stronę dwójki. Ciekawe czy udało mu się przynajmniej trochę załagodzić sprawę.
Awatar użytkownika
Meledan
Posty: 395
Rejestracja: 03 wrz. 2011, 23:53
GG: 2362384
Karta Postaci: viewtopic.php?t=642

23 sty. 2012, 18:20

Koshi słuchał kapłana. To mogła być prosta droga do rekompensaty. Nie lubił być komukolwiek winny cokolwiek. Zawsze starał się regulować każdy dług od razu. Nagle Aliyah zerwała się, widząc malutki, biały płomień. Czym prędzej przysunęła się do wampira, który zdziwiony reakcją ukochanej, gotów był walczyć. To był jednak duży błąd ze strony zebranych, choć wina leżała po stronie wszystkich.
W tym momencie mogli usłyszeć złowrogi szept, który przenikał do ich serc, jakby je mrożąc… Była to oznaka czegoś, co nie powinno mieć miejsca… Nie tu i nie teraz…
Oczy Enigmy rozmyły się, stały się jakby nieobecne… Stały się mętne, jakby mniej nasycone czerwienią…
Mięśnie jego były napięte. Wyglądało to tak, jakby miał zaraz zerwać się i wyrwać głowę Hevana wraz z kręgosłupem, choć jego ciało robiło to mimowolnie… Zamknął oczy…

Wizja:
Szum fal i odgłos mew… Delikatny wiatr smagający jego ciało. Lekki chłód. Choć raczej zaczepliwy, niż dokuczliwy…
Otworzył powieki. Chmury zasłaniały ognistą kulę, która zwykła witać go w tym miejscu. Czuł, że leży na żwirze. Wszystko było w porządku, poza faktem, że było.
Kamienista plaża nie była miejscem, w które wampir przenosił się bez powodu. Westchnął ciężko, jak po długim śnie. Poparł się rękoma z tyłu i napinając mięśnie brzucha, usiadł.
Przed sobą ujrzał postać najmniej pożądaną w tej chwili…
Odziany w szary pancerz, średniego wzrostu człowiek, które na pierwszy rzut oka nic nie wyróżniało od innych przedstawicieli tej razy. Na twarzy jego jednak znajdował się uśmiech, który mówił wszystko…
Nasączony ironią w takim stopniu, że można by nią było wypełnić wiele butelek… Oczy jego jak zawsze świadczące o szaleństwie…
– Nie jesteś potrzebny… – warknął Enigma, zanim demon zdążył cokolwiek rzec… Przynajmniej miał teraz pewność co wywoływało te wizje… Tak. Skrajne emocje… Bestia z otchłani dobrze dbała o swojego gospodarza, nachalnie oferując mu swoją pomoc…
– Zabij go… – mówił bardzo cicho z tonem szaleńca… – No śmiało… Razem możemy… Aliyah się ucieszy… – ręce jego były tuż przy twarzy. Nie mogły zostać w jednym miejscu. Chaotycznie smagały jego demoniczne lico…
Koshi zamknął oczy z nadzieją, że będzie z powrotem tuż obok ukochanej…
* * *

Szept ustał… Udało się. Otworzył czym prędzej oczy, dysząc. Jego dłoń czym prędzej powędrowała ku Aliyah, panicznie jej szukając. Gdy dotarła do jej głowy, wampir uspokoił się. Nachylił się tuż nad nią i wyszeptał, delikatnie głaszcząc ją po włosach.
- Spokojnie, kochanie… On nie jest wrogiem. Uratował Ci życie…
Bacznie obserwował człowieka, bojąc się bardziej o niego, niż o siebie. W jego spojrzeniu kapłan mógł ujrzeć paniczny strach… Wiedział, że musi zachować spokój inaczej będzie nie za ciekawie…
– Mów mi Koshi… – rzekł poważny, jakby sennym głosem, dając Hevanowi do zrozumienia, by kontynuował.
Awatar użytkownika
Aliyah
Posty: 166
Rejestracja: 16 paź. 2011, 20:09
Karta Postaci: viewtopic.php?t=900

23 sty. 2012, 21:59

Ściągnęła mocno brwi i jeszcze mocniej zacisnęła usta, by przybrać groźną minę i choć jej rysy jakby przybrały dziwnie na drapieżności – choć może było to tylko złudzenie – to wyglądała raczej zabawnie. Prychnęła w stronę paladyna jak rozjuszona kotka. Nie mogła się przeobrazić, nie miała na to tyle energii.
Pewnie trwałaby tak z nieufnością wpatrując się w Człowieka, którego…właściwie się bała, gdyby nie dziwna reakcja Koshiego. Poczuła, jak jego mięśnie, całe ciało sztywnieje, a dłonie zaciskają się w pięści. Odsunęła się w przestrachu, tym samym – chcąc, nie chcąc – zbliżając się do Hevana.
Spojrzała w rozmyte, nieobecne oczy Ukochanego. Nie był sobą. Wyczuwała obcą istotę, być może nawet nie z tego świata. Wrażenie potęgował dziwny świszczący szept w umyśle, którego nie rozumiała. Chciała obudzić wampira z tego dziwnego transu, lecz obawiała się, że tylko pogorszy sprawę.
Zwróciła wzrok na Hevana, patrząc na jego reakcję. Była gotowa interweniować, by ocalić jednego albo drugiego. W napięciu czekała na rozwój wypadków, kiedy nagle spocona dłoń Koshiego chwyciła jej rękę. Aliyah ścisnęła ją na znak wsparcia. Znów powrócił, ale z pewnością będzie musiał jej wyjaśnić to, co zaszło.
Rzuciła niechętne spojrzenie w stronę Hevana. Koshi miał rację. Uratował jej życie. Była mu coś winna. Życie za życie, można rzec…
– Aliyah – powiedziała cicho, łypiąc na paladyna spode łba.
Awatar użytkownika
Hevan
Posty: 244
Rejestracja: 16 paź. 2011, 19:26
Karta Postaci: viewtopic.php?t=899&highlight=hevan

23 sty. 2012, 22:22

Założenie organizacji i doprowadzenie jej do aktualnej formy nie było zbyt trudne. Właściwie jak na razie jedynym co zrobił było znalezienie odpowiedniego budynku i poukładanie sobie tego wszystkiego w głowie. Te dwie proste czynności zabrały mu trochę czasu, ale teraz pozostało najtrudniejsze. Napełnić ten budynek odpowiednimi ludźmi.
Ta dwójka przed nim, na pierwszy rzut oka nieokrzesana i niebezpieczna mogła się okazać przydatna. Zmiennokształtna, wspaniały strażnik lasu, cichy nocny szpieg, w razie czego szybki zabójca lub posłaniec. Demon… no, demony bywają różne. Kiedyś Koshi miał skrzydła, ale dziś widniała w ich miejscu tylko wielka blizna, dowód jakiejś tragicznej potyczki. Ale on może mieć inne talenty…
Rozważania przerwała kapłanowi fala znajomej po części energii, przenikającej ciało i mrożącej krew w żyłach. Przez chwile atmosfera w pomieszczeniu była tak gęsta, że powietrze trzeba było gryźć i połykać(Jak na śląsku lol), na szczęście trwało to tylko krótką chwilę. Ten moment wystarczył żeby kapłan biorący kilka razy udział w egzorcyzmach wiedział co się stało.
Jako że demon wrócił do siebie a zagrożenie minęło, można było zabrać się za sprawy bieżące.
Jest zima, najtrudniejsza do przeżycia pora roku, szczególnie bez ciepłego legowiska czy czegoś na ząb. Ten budynek jest duży, uwierzcie mi, pomieści i was. Trybuna nie odmawia miejsca utalentowanym ludziom, z tym że ja nie wiele o was wiem. Jeżeli chcecie dołączyć do tej nowej, małej społeczności musicie tylko powiedzieć mi, co potraficie i co możecie.

Wróć do „Dzielnica mieszkalna”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 13 użytkowników online: 3 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 10 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Bing [Bot], Google [Bot], Infi
Liczba postów: 52086
Liczba tematów: 2965
Liczba użytkowników: 1036
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: DrzewoBizantyjskie
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.