Opuszczony budynek

Położona w południowo-zachodniej części miasta, z pozoru chaotyczna zabudowa składa się z kamienic należących do obywateli Wolenvain. To tutaj znajduje się znakomita większość zakładów rzemieślniczych stolicy.
Awatar użytkownika
Eilatris
Posty: 52
Rejestracja: 01 mar 2012, 22:01
GG: 19548703
Karta Postaci: viewtopic.php?p=24689#24689

Opuszczony budynek

28 mar 2012, 13:43

Niegdyś służący jako karczma, teraz opuszczony, nieco zrujnowany budynek, stojący na obrzeżach, wśród ubóstwa i powszechnej biedy. Właściwie to trudno się do niego dostać, bowiem ani nie wzbudza zainteresowania, ani nie jest dobrze widoczny – zakryty drzewami i inną roślinnością.
W środku, zaraz przy wejściu, można znaleźć spróchniałe, poprzewracane meble i lekko zniszczone schody, prowadzące na górę. W suficie na parterze widnieją pomniejsze dziury, przysłonięte tkaninami. Na piętrze znajdują się jeszcze trzy różne pomieszczenia niegdyś służące do spania. Mało kto jednak wie, że miejsce te służy jako kryjówka dla Eilatris, ba, przez wykradzione pieniądze pozakupywała ona tutaj kilka bardziej pożytecznych rzeczy, typu pościel i koce, którymi najczęściej przysłania okna – elfka uwielbia bowiem wszechobecną ciemność. Oprócz tego w pomieszczeniu, w którym bywa najczęściej, znajduje się nieco zniszczone palenisko, z którego jednak da się jeszcze korzystać, oraz dwie szafy, w których trzyma jakieś ubrania.
Pod karczmą znajduje się rozległa piwnica, do której – jak się wydaje – dawno już nikt nie zaglądał. Właściwie to nie wiadomo, co można w niej znaleźć prócz pomniejszego robactwa czy śmieci. Dostać się do niej można przez boczne wyjście na parterze zakryte drzwiami.


-----------------------------
Droga nie trwała zbyt długo, ponieważ spieszyli się, uciekając przed wschodem słońca. Wiedziała, gdzie chce go zabrać, nic innego nawet nie przyszło jej na myśl. Miał być jedyną osobą prócz niej, która kiedykolwiek dowiedziała się o miejscu, w którym znajdowała się jej kryjówka. Nie widziała ku temu żadnych przeciwwskazań…
To nazywało się zaufanie? Interesujące. Przy nim zaczęła uczyć się nowych słów… i ich znaczenia.
Jej kroki były szybkie, zwinne. Miejsce, do którego zmierzali nie znajdowało się daleko od jeziora, na którym byli jeszcze przed chwilą, bowiem ulokowane było na obrzeżach miasta. Stara karczma była niegdyś używana i nawet popularna, lecz jej właściciel nagle zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach, a budynek popadł w ruinę. Mało kto teraz zaprzątał sobie nim głowę, bowiem miejsce jego występowania uległo całkowitemu zapomnieniu, co – oczywiście – postanowiła wykorzystać Eilatris. Zwykle jej życie składało się z przypadków, lecz ona wolała to nazywać "cudownym szczęściem w nieszczęściu".
W końcu dotarli na miejsce. Elfka zbliżyła się do jednego z drzew, po czym zwinnie przeskoczyła obok, ciągnąc za sobą mężczyznę. Ich oczom ukazały się pozostałości po dawnej karczmie. Powiedzmy sobie szczerze, widok ten był co najmniej żałosny. Ale… przynajmniej ma się dach nad głową, prawda? Kobieta, mimo swej niecodziennej zmienności charakteru, nie wybrzydzała tym, co ma i potrafiła to docenić, toteż jej nie stanowiło to problemu… ale on?
– Mam nadzieję, że nie obrazisz się za warunki. Uwierz mi, nie jest tu tak źle, na co z pozoru wygląda – wyrzekła łagodnie, posyłając mu delikatny uśmiech, składający się z zaledwie uniesienia dwóch końcówek jej warg ku górze, po czym odwróciła się i weszła do środka głównym wejściem.
Nawet nie spojrzała na boki, swe kroki od razu skierowała po schodach na górę, sprawnie wymijając dziury, i weszła do pierwszego pomieszczenia po prawej. Ściągnęła płaszcz, rzuciła go na nieposłane łóżko i kucnęła przed kominkiem, starając się rozpalić ogień. Chciała osuszyć swe mokre ubrania, bowiem nie potrafiła w nich już normalnie funkcjonować. Nie lubiła wilgoci, podobnie jak słońca.
Gdy w palenisku ukazały się pierwsze płomyki ognia, sięgnęła po płaszcz i powiesiła go obok kominka. Następnie ściągnęła swą bluzkę i resztę ubrań, zostając w samej bieliźnie. Nie wstydziła się tego, nie robiło jej to żadnych problemów – zwykle to właśnie tak spała, niezależnie od pory roku, a teraz nie zamierzała tego zmieniać, mimo tego, że on… był obok.
– Rozbierz się i ogrzej, jeżeli chcesz – mruknęła, spoglądając mu w oczy – Możemy mieszkać tutaj razem, wspólnie. Używam tej kryjówki już od dawna i nie ma z nią żadnych problemów.
Usiadła na swym łóżku, spoglądając w okno, znajdujące się tuż przy nim. Słońce już pojawiło się na niebie, toteż szybko użyła swych zasłon stworzonych z ciemnych koców, które umożliwiły jej pozostanie w ciemnościach. Przeczesała dłonią włosy i podciągnęła nogi pod siebie, opierając się w wygodny dla niej sposób. Powoli zaczynała odczuwać ciepło dochodzące z kominka na swym własnym ciele, co z resztą było bardzo… przyjemne. To pomieszczenie było malutkie, toteż temperatura podniosła się znacznie szybciej, niż można było się tego spodziewać. Przymknęła oczy, lekko nachylając głowę w dół, a jej mleczne włosy opadły na ramiona, przysłaniając część jej ciała. W końcu położyła się na boku, swe spojrzenie lokując w płomieniach kominka i zamyśliła się.
Nie wiedziała, dlaczego to wszystko przyjęło takie barwy. Do tej pory żyła w ciągłym niepokoju, od którego nie potrafiła uciec, a tu nagle, całkiem przypadkiem, zjawia się obcy mężczyzna, który nie dość, że zaczyna darzyć ją uczuciem cieplejszym, niż owy gorąc pochodzący z kominka, to… pragnie jej pomóc. Wciąż miała wrażenie, że to wszystko było zbyt piękne, by mogło być… prawdziwe.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Złotooka
Posty: 461
Rejestracja: 31 lip 2012, 22:44
Lokalizacja postaci: Pałac Sztychu
GG: 11589805
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2073

20 lis 2013, 20:34

MG

Leonardowi w pewnym momencie udało się zgubić wściekłego mężczyznę. Nie wiadomo, co spowodowało ten fart, ale albo Leonard był zbyt zwinny i szybki, by Arni mógł go dogonić, albo po prostu ten się zmęczył i zrezygnował z pościgu za jakimś świrem.

Heroiczna akcja skończyła się tchórzowską ucieczką. Cóż, zdecydowanie na tym etapie umiejętności nie mógł chronić ludzi przed złem tego świata. Musiał wziąć się więc w garść i nauczyć się tego i owego.

Pierwszym, co mu wpadło do głowy, było rozwinięcie swojej umiejętności skakania, co może, jak na pierwszą próbę, nie było zbyt dobrym doświadczeniem, jednakże można było po kilkunastu potłuczeniach zauważyć drobną zmianę.

Po jakimś czasie do opuszczonego przybytku wpadł chłopak. Jeśli zmęczenie i potłuczenia pozwalały jeszcze Leonardowi myśleć, to mógł skojarzyć chłopaka z niejakim Kamilem Nieszybkonogim, który w sumie przyczepił się bezdomnego jak rzepa do sierści. I miał świeżutki bochenek chleba, pętko jakiejś kiełbasy i dzban wody dla swojego, niedawno zdobytego, autorytetu.

Huh… Nie jest łatwo cię znaleźć. Prawie całą stolicę przeszukałem… – Stwierdził, siadając obok Leonarda i najwidoczniej nie zamierzając go zostawiać samego. Za to podał mu przyniesiony prowiant. – Nie przejmuj się tym Walipięścią. On tak zawsze… Od dawna. – Westchnął, przecierając czoło. – Nikt z nim nie wygrywa. Nikt się mu nie stawia… Prócz ciebie… – Stwierdził, patrząc z ciekawością na mężczyznę.

Awatar użytkownika
Leonard
Posty: 189
Rejestracja: 24 wrz 2012, 16:18
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2214

29 lis 2013, 12:18

-Ouch, Kamil Nieszybkonogi. Chłopcze…- Przez chwilę zastanawiał się co mu odpowiedzieć. Ten chłopak widział w nim… wzór do naśladowania? Leonard nie był wzorem do naśladowania. I to dlatego, że rzucił się na dwa razy większego mięśniaka od niego? Czy temu chłopcu imponuje głupota? Czy nazywa ją odwagą? Z początku chciał mu odmówić. Ot zwykła przybłęda, która szuka sponsora. Później jednak przypomniał sobie swego opiekuna. Jeśli historia zatoczyła koło, to strasznie się na sobie zawiódł. Nie mógł mu przekazać takich wartości jak zrobił to kiedyś Tork. A nawet jeśli to zrobi, nie ma pewności, że chłopak nie pójdzie w ślady Leonarda i o wszystkim zapomni. Zawsze istniała też możliwość, że błędnie interpretował sygnały. I jego Wielka Teoria Nieprawdopodobnych Przypadków nie ma znaczenia. Za oknem robiło się ponuro i chłodno. Nadchodziła jesień i nic nie potrafiło jej zatrzymać.

-Kamiś, gdy spotkam Walipięść po raz kolejny dopilnuję, by stał się lepszym człowiekiem. – Podszedł o okna spoglądając na ulicę. Chciał nie patrzeć chłopakowi w oczy, to było dla niego zbyt trudne.-W chwili obecnej chcę przygotować się do tego momentu. Jeśli nie masz gdzie się podziać możesz zamieszkać tutaj razem ze mną i Trymorianem. Możesz nawet pomóc mi w przygotowaniach. Zastanów się nad tym czy chcesz odwiedzać takiego włóczęgę jak ja. Zanim podejmiesz decyzję pozwól, że ci się przedstawię. – Wyciągnął do chłopaka rękę. - Zwą mnie Leonardem. Z zawodu jestem bardem, lecz ostatnimi czasu Trill chce mnie na coś przygotować.

Robię tu skok w czasie, by zrównać się z aktualną porą roku
Gdy nastała zima, Leonard miał już za sobą tygodnie treningu. Gdy wstawał świt ruszał na poszukiwania śniadania na pobliskim zbiorowisku odpadów. Najlepiej truchtem na rozgrzewkę. Ścigał się z Kamilem, gdy chłopak miał ochotę go odwiedzić. Czasem przynosił mu bohen chleba, w przeciwnym razie grajek dziadował po piekarniach. Starał się chodzić możliwie najmniej jak to tylko możliwe. Biegał z karczmy do rynsztoka załatwić potrzebę. Rano po śniadaniu złożonym z odpadków robił przysiady chcąc przypomnieć sobie jak używać Niesamowitej Skoczności. Początki były niesamowicie ciężkie, gdy brodacz łapał zadyszkę po kilkuminutowym biegu. Opierał się o ścianę dyszał i łapał się za klatkę piersiową. Robił sobie mały maraton wokół miasta zatrzymując się przy piekarniach, straganach i każdy miejscu, gdzie mógł wyżebrać coś do jedzenia. Opowiadał ludziom, że jest weteranem wojen, który chce powrócić do służby, by bronić takich mięczaków jak oni. Innym razem, że jego własny syn wyrzucił go z domu ponieważ nie był w stanie ciągnąć dalej pługa. Raz sprzedał starszej pani bajeczkę, że odkrył sekret Wiecznej Młodości. Czasem dostawał jakieś odpadki, czy nawet nadające się do normalnego spożycia części. Innym razem przeganiali go kopniakami i straszyli strażą. Nie jeden cwaniak tak mu groził a straży nie widział. Napędzał się myślą, że chce dać Nieszybkonogiemu przykład silnej woli i determinacji.
Gdy nogi zrobiły się twarde i upchane mięśniami, że Leonard nie mógł objąć swego uda obiema dłońmi, a większość kramów i punktów rozprowadzających żywność znała starego szaleńca, który podbiegał do stoisk i prosił o jedzenie grajek nadał nowy poziom swoim biegom. Za młodu nie było takiego masztu, czy budynku, na który nie mógł się wdrapać. Był tylko odrobinkę mniej młody niż w czasach, gdy był młody a jednak sprawiało mu to pewien problem. Obił sobie dupsko, przy pierwszym podejściu i musiał zrezygnować z maratonów na kilka dni.
Jesień mijała, a spocony, zarośnięty i brudny mężczyzna biegał po dachach, ulicach opowiadając ludziom jaki to jest nieszczęśliwy a jednak wciąż nie potrafił obudzić w sobie Niesamowitej Skoczności. Czasami, gdy był w karczmie kopał w powietrze chcąc wyobrazić sobie, że tym razem kolano Szerokoklatego Janusza Walipięści wybuchnie tak jak to sobie planował. Oprócz kolana, celował też w głowę. Jego nierozciągnięte ścięgna tego nie wytrzymały i przez kontuzję musiał na kilka dni znowu odpuścić sobie ćwiczenia.
Gdy zaczął już padać śnieg i dachy pokryła zdradziecka warstwa śniegu brodacz odpuścił sobie ten element zastępując go ćwiczeniami walki "na sucho", rozciąganiem się i korzystania z Umiejętności. Mimo, że przywoływał Uczucie, nie czuł się jednak inaczej.
Najbardziej bolała go jednak myśl, że same mięśnia nie wystarczą. Potrzebował techniki oraz praktyki, by pokazać mężczyźnie, gdzie flaki zimują. A jedynym znanym mu miejscem, gdzie można spotkać chętnych do walki mężczyzn była Karczma Pod Czarnym Kotem. Tego dnia, gdy chciał rozpocząć chrzest bojowy czekał na Nieszybkonogiego. Przyda mu się osoba, która spuchniętego, pobitego barda odprowadzi do domu. Lepiej nie zostawać na ulicy w takie zimno.
Awatar użytkownika
Złotooka
Posty: 461
Rejestracja: 31 lip 2012, 22:44
Lokalizacja postaci: Pałac Sztychu
GG: 11589805
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2073

06 gru 2013, 17:12

MG

Mijały tygodnie, a Kamil Nieszybkonogi wpadał codziennie, by odwiedzać swojego nowego przyjaciela. Z radością biegał z nim przez miasto i obserwował jego wyczyny. Cieszył się z Leonardem z każdego sukcesu, pomagał mu dojść do siebie po każdym stłuczeniu. Był niczym giermek dla swego rycerza…

Bywały dni, kiedy bał się o swego towarzysza. Czasem przerażały go jego obicia, jednakże w żaden sposób nie próbował go powstrzymywać przed tymi szaleństwami. Jak na razie treningi przewyższające kondycję żebraka nie były czymś złym i w sumie poprawiały jego kondycję, siłę, przy czym Leonard stawał się też zdrowszy.

Tego dnia było jednak inaczej. Kamil wpadł do opuszczonego budynku i od razu wiedział, że mężczyzna na niego czekał, mając dla niego kolejną propozycję. Niestety, to nie były kolejne wyścigi ni nic. Chciał znów iść do karczmy i znów spotkać z tym mężczyzną. Chłopak pokręcił przecząco głową, wręczając Leonardowi niewielki kawałek chleba.

Nie możesz tam pójść… Arni jest tylko przerośniętym pijanym głupkiem. Nie wiem, może zajmij się kimś innym? Bardziej złym? – Zaproponował, nie chcąc patrzeć jak potężny mężczyzna przełamuje go na pół. Nie podobał mu się pomysł Leonarda walczącego z Arnim. – Może pomożemy piekarzowi nosić worki z mąką?

Awatar użytkownika
Leonard
Posty: 189
Rejestracja: 24 wrz 2012, 16:18
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2214

10 gru 2013, 12:21

- Już czas, by sprawdzić czy trening się opłacił. - Powiedział Leonard, gdy chłopak pojawił się w drzwiach. Następna część mogła mu się nie spodobać, więc odwrócił się do niego plecami. – Jak wiesz, nasza długa praca miała pewien cel. Chciałem udowodnić, że ludzie pokroju Arniego nie są czymś, czego to miasto powinno obawiać się w pierwszej kolejności. Zamierzam więc iść do Czarnego Kota i sprawić, aby ludzie obdarzeni siłą lecz pozbawieniu umysłu powinni wykorzystać ją w innym celu niż okładanie się po mordach. Chcę ich tego nauczyć uprzednio okładając ich po mordach.

Kamilowi niezbyt się to spodobało. Możliwe, że nie chciał po raz kolejny doprowadzać do porządku pobitego brudasa. To czego do cholery chciał? Cały ten trud robił dla niego. Chciał mu dać przykład silnej woli i upartego dążenia do celu. Skoro nie imponowała mu już jego "odwaga", to co? Jak może być dobrym opiekunem i zrobić z chłopaka dobrego człowieka, skoro nie wie nawet od czego zacząć. Przypomniał sobie Marvina. Jak to możliwe, że ludzie z przyszłością i możliwościami takimi jak on albo Kamil brali przykład ze starego wilka morskiego, który biegał po mieście z nadzieją, że pewnego dnia będzie w stanie pobić w akcie zemsty jednego osiłka?! I po co? By udowodnić małemu chłopcu, że nie jest aż takim nieudacznikiem na jakiego wygląda?!

Zaciskał nerwowo okaleczone palce obu rąk. Kompletnie nie wiedział co teraz ma zrobić. Uciec, jak w Miran Toilt albo Zielonej Wodzie? I gdzie by się udał, dawać najgorszy możliwy przykład kolejnym naiwniakom takim jak Kamil Nieszybkonogi i Marvin? Pociągnął kilka razy nosem.
- Może być piekarz. Ale nie mam ochoty się już ścigać.
z/t
Awatar użytkownika
Grynfa
Posty: 102
Rejestracja: 21 wrz 2014, 14:03
Lokalizacja postaci: Pożarka
Karta Postaci: viewtopic.php?p=50750#50750

09 sie 2015, 22:13

Powietrze stawało się coraz zimniejsze w miarę, jak słońce kończyło powoli swą wędrówkę po nieboskłonie. Chusty, w które Grynfa była ubrana, stanowiły tylko niewielką ochronę przez coraz to niższą temperaturą. Błoto na drogach stolicy przypominało aktualnie raczej gęstą masę niż ściek nieczystości, jakim było zazwyczaj. Brakowało również dzieci ulicy, dla których stanowiło miejsce codziennych zabaw. Zima nadchodziła, ba - już nadeszła i wszelkie znaki na niebie i ziemi za tym przemawiały. Znalezienie miejsca, w którym przeczekanie nieprzyjaznej pory roku było możliwe, stanowiło aktualny priorytet w działaniach przemierzającej Autonomię chłopki. Karczma - przy definitywnie za wysokich opłatach za wynajem - się na to nie nadawała. Sakiewka Grynfy nigdy nie była wystarczająco wypchana, by mogła pozwolić sobie na takie wydatki przez okres paru miesięcy, co to, to nie.

Przemierzała coraz bardziej opustoszałe ulice, poszukując nowego miejsca zamieszkania. Jej wymagania nie były wielkie, więc szybko znalazła odpowiedni budynek. Zapewne dawniej świetnie prosperująca karczma, a aktualnie zabita dechami rudera nadawała się idealnie do spędzenia w niej zimy. O dziwo, drzwi nie były zablokowane, a wnętrze nie wyglądało tak tragicznie, jak zewnętrze. W środku znalazło się może sporo zbutwiałego drewna, a kąty pomieszczeń nie były widoczne pod grubą warstwą kurzu i pajęczyn, jednak Grynfa spała już w gorszych miejscach. Najważniejsza zaleta opuszczonego budynku - brak mieszkańców - przesłaniała wszelkie wady. Zadomowienie się tam stanowiło tylko niewielki problem - chłopka sprawnie wysprzątała te pokoje, które zdecydowała się użytkować, znajdując przy okazji wejście do piwnicy - idealnego miejsca na składowanie żywności.

Kolejne zimowe dni upływały na pracy - dziewczyna zdecydowała się na produkcję drewnianych łyżek, widelców, chochli i innych prostych przyborów kuchennych, aby zarobić na żywność. W tym celu kupiła dłuto, parę wzorów i odpowiednio suche kawałki drewna, po czym przystąpiła do części praktycznej. Początkowo słabej jakości narzędzia konsumpcji po paru tygodniach produkowane były znacznie wydajniej i poprawniej. Sumki, które otrzymywała, sprzedając je na targu, nie były może zbyt wielkie, ale wystarczały na wikt i opierunek. Mimo, że opustoszały budynek po paru dniach wypełnił się bezdomnymi i innymi ludźmi z nizin społecznych, nie przeszkadzało jej to zbytnio. Zimna stal tasaka u pasa świetnie odstraszała potencjalnych gwałcicieli. Gdy obfite deszcze zasygnalizowały koniec zimy, miała w sakiewce 5 szylingów więcej, niż przed zamieszkaniem w stolicy. Była więc wystarczająco zamożna, by skorzystać z rozrywki oferowanej przez miejskie karczmy - z czego przy pierwszej lepszej wolnej chwili skorzystała.

z/t
Awatar użytkownika
Grynfa
Posty: 102
Rejestracja: 21 wrz 2014, 14:03
Lokalizacja postaci: Pożarka
Karta Postaci: viewtopic.php?p=50750#50750

27 sie 2015, 00:32

Nie spodziewała się, że ktoś zaakceptuje jej ofertę, w końcu lepszy nocleg w znanej karczmie, niż testowanie nieznanego budynku. Wierzba była jednak wystarczająco odważna (lub po prostu wystarczająco skąpa) by podążyć za chłopką do wcale nie tak zrujnowanego budynku. Słońce już zaszło za horyzontem, gdy dotarli razem do zbutwiałych drzwi, ledwo trzymających się na zardzewiałych zawiasach. Grynfa delikatnie otworzyła je i zaprosiła swojego gościa do środka.

Nocowałam tu przez całą zimę i w miarę możliwości wyremontowałam wnętrze — rzekła, wskazując ręką na połatane kawałkami desek dziury w ścianach oraz pozatykane brudnymi kocami okna — może nie wygląda to pięknie, ale przynajmniej ziąb nie ma już tutaj dostępu. W niektórych pokojach są słomiane materace, wybierz sobie ten, który najbardziej ci odpowiada. Dobranoc — skinęła głową na pożegnanie, po czym udała się na spoczynek do dawnych kwater karczmarza. Zasunęła rygiel we drzwiach wewnętrznych pokoju - ostrożności nigdy za wiele, a nadmiar ufności nigdy nie był dobrym wyborem. Położyła się na łożu i po chwili już smacznie spała.

Zgodnie ze swoim zwyczajem wstała wraz z pojawieniem się pierwszych promieni słońca za zasłoną z grubego koca. Zebrała swoje rzeczy - w końcu nie zamierzała już do rudery wracać, odryglowała drzwi i wyszła do głównej sali. Tam poczekała na Wierzbę, która niebawem powinna zejść z piętra, jednocześnie zabierając się za konsumpcję sporej bulwy rzepy, oczywiście opiekanej w ogniu.

Awatar użytkownika
Wierzba
Posty: 65
Rejestracja: 06 lut 2015, 23:14
Lokalizacja postaci: Pożarka
GG: 4918905
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3528#53858

27 sie 2015, 12:26

- Dobranoc. – To krótkie zakończenie wieczoru niezbyt wyglądało na zacieśnianie więzi, jednak Wierzba mogła to sobie tłumaczyć chęcią przygotowania i odpoczęcia do jutrzejszej wyprawy. Kiedy wchodziła po starych schodach na górę, usłyszała jak Grynfa przesuwa rygiel w swoich drzwiach, barykadując się przy tym przed nią na całą noc. Uśmiechnęła się tylko, drapiąc po uchu i z lekkim zawodem wczłapała do jednego z pokoi, zamykając na wzór swojej nowej towarzyszki drzwi.

Rozejrzała się po pomieszczeniu. Było małe, zakurzone i ciemne. Właśnie, ciemne. Z błyskiem w oku Wierzba podeszła do okna i ściągnęła z niego lekko zakurzony koc. Przykrycie wyglądało na ciepłe i dobrze zrobione, a jego wiek w żaden sposób nie mógł się pokrywać z wiekiem ruiny. Kobieta szybkim ruchem otrzepała koc z pyłu i kurzu, odwracając przy tym twarz w drugą stronę, po czym powąchała pled z lekkim wahaniem wypisanym na twarzy. Materiał może i nie pachniał kwiatami, jednak z pewnością nadawał się do użytku. Zachęcona własnym odkryciem, podeszła do drugiego koca i równie energicznie otrzepała go z kurzu, na wzór poprzednika. Żałowała tylko, że nie może zwiedzić reszty ruiny, bez uprzedniego rozgniewania jej „właścicielki”.

Westchnęła tylko zdejmując pas, po czym wyjęła swój największy skarb z sajdaka, odkładając tym samym z cichym brzdęknięciem metalu resztę na ziemię. Usiadła na stołku przy jednym z odsłoniętych okien, tak, żeby mieć widok na okolicę, po czym zajęła się tym, czym zajmowała od tak wielu lat. Przejechała opuszkami palców po rzeźbionym drewnie i z uśmiechem na twarzy szybko i sprawnie zdjęła z łuku cięciwę. Nie lubiła tego robić. Nie lubiła pozbawiać go jego pięknego kształtu. Jednak, o ile noszenie go dzisiejszego dnia było jako tako całkiem usprawiedliwione, to już nocne i jutrzejsze eskapady z całym rynsztunkiem w gotowości były po prostu głupotą. Zwinęła cięciwę i schowała ją do sakwy, a pozwijane drewno do worka.

Po tych czynnościach zdjęła skórzaną kamizelkę, owinęła się trochę zabrudzonymi kocami i położyła się na wypełnionym słomą materacu, kładąc zaraz przy nim pas z pochwą i mieczem, po czym zasnęła snem urywanym i niespokojnym.

Rano obudziła się potargana i niezbyt wypoczęta. Z pewnością miało to związek z miejscem, w którym spała, jednak fakt zaoszczędzonych pieniędzy i brak nocnej napaści wywołał u niej szeroki uśmiech. Szybko zjadła dwa plastry suszonego mięsa, przegryzła je kawałkiem chleba i popiła rozcieńczonym winem. Uczesała włosy palcami, starając się je ujarzmić choć odrobinę i zaplątała je w jeszcze mocniejszy warkocz niż wcześniej. Pozwoliła sobie zapakować do worka jeden z koców, ten, który wyglądał jej na czystszy, oczywiście przełożyła przy tym zwinięty łuk na wierzch. Kiedy wszystko zapakowała, ubrała się w kamizelkę i podniosła pas z podłogi, po czym wyszła na korytarz i udała się w kierunku schodów.

Schodząc po nich zapięła pas i poprawiła obijający się o plecy worek, a widząc zajadającą się rzepą Grynfę posłała jej pełen wdzięczności uśmiech.

- Widzę, że już na nogach. Nie muszę chyba mówić, jak bardzo jestem wdzięczna za przenocowanie. – Stwierdziła stając koło kobiety i odgarniając zagubione kosmyki z czoła – Chyba jest jeszcze wcześnie, może zdążyłybyśmy kupić odrobinę prowiantu na drogę? Dziś rano uświadomiłam sobie, że mam go niewiele. – Mówiąc to opuściła ruinę. Co prawda noc ta przysporzyła jej ciemnych sińców pod oczami, ale też nie wydusiła niczego z jej sakiewki, ba! Wzbogaciła ją o jeden podstarzały koc. Wierzba była całkiem zadowolona z podjętej decyzji.


zt
Awatar użytkownika
Grynfa
Posty: 102
Rejestracja: 21 wrz 2014, 14:03
Lokalizacja postaci: Pożarka
Karta Postaci: viewtopic.php?p=50750#50750

27 sie 2015, 13:28

Nie ma za co, nie było to żadnym problemem — Grynfa uśmiechnęła się — w Czarnym Kocie byś się lepiej nie wyspała, poza tym materace tam zapleśniałe i pełno w nich pluskiew — popiła wody z bukłaka — też miałam taki plan, więcej prowiantu by się przydało, poza tym trzeba chyba kupić jakieś pochodnie i liny. W końcu schodzimy do krasnoludzkich podziemi, o ile ten Zeler nie zechce odstawić nas wszystkich do jakiegoś burdelu — roześmiała się, skończyła rzepę i skierowała ku wyjściu, ku przygodzie.

z/t

Wróć do „Dzielnica mieszkalna”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 16 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 15 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot]
Liczba postów: 52216
Liczba tematów: 2975
Liczba użytkowników: 1049
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: katrost
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.