Noclegownia

Położona w południowo-zachodniej części miasta, z pozoru chaotyczna zabudowa składa się z kamienic należących do obywateli Wolenvain. To tutaj znajduje się znakomita większość zakładów rzemieślniczych stolicy.
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

Noclegownia

26 cze 2012, 18:42

Był to wysoki budynek, jak i szeroki, słowem parę wyjątkowo obszerny. Z zewnątrz poblakłe zielonawe ściany, elementy dekoracyjne z czerwonej cegły, choć liche prezentowały się wyjątkowo schludnie na tle innych kamienic. W budynku tym znajdowała się wiele większych i mniejszych pokoi, które można było nająć na noc, bądź też na dłuższy okres czasu, a nawet na stałe. Wystarczyło porozmawiać z właścicielem hotelu, którym był rosły mężczyzna w kwiecie wieku, posiadającyna na podbródku zadbaną kozią bródkę. Siedział on przeważnie przy dużym marmurowym biurze w holu do którego trafiało się zaraz po przejściu przez drzwi. Po lewej stronie od wejścia znajdowała się jadalnia, gdzie można było zjeść porządny posiłek, za uczciwą cenę. Nie można było tu dostać żadnych napojów alkoholowych. Dlaczego? Chodziła plotka, że żona właściciela miała kiedyś problemy z alkoholem i od tej pory jej mąż stał się wyjątkowo zapobiegawczy. Po prawej zaś znajdował się korytarz z wieloma drzwiami prowadzącymi do najuboższych pokoi wyposażonych jedynie w łóżka, okno i niewielki stolik na którym stała przeważnie jedna do dwóch świec.
Na kolejne piętra wchodziło się schodami znajdującymi się za marmurowym biurkiem. By się na nie dostać niezbędne było minięcie właściciela, który pilnował by nikt kto nie zapłacił nie miał prawa wałęsać się po budynku. Na pierwszym piętrze pokoje miały bogatszy wystrój w którego skład wchodziły zasłony, dywany, kolorowe misy i dzbany z czysta wodą, jak i bawełniane pościele. Naturalnie były większe i przestronniejsze, lecz nie takie, jak apartamenty znajdujące się na samym szczycie, których wystrój często wiązał się z przepychem. Wszystko jednak miało swoją cenę.
Podłogi we wnętrzu budynku są wyłożone drewnianymi deskami, które nie skrzypią pod ciężarem osób przemieszczających się w budynku. W jadalni, za dębowym blatem stoi kobieta w średnim wieku. Zapewne żona, jak i kucharka, która wydaje posiłki klientom mogących zasiąść prze jednym z zastawionych stolików. Każdy pokój posiada okno. Ściany są białe, wyjątkiem są apartamenty oraz pokoje wynajęte na stałe. Podróżni mogą zostawiać swoje konie w niewielkiej stajni obok za dodatkowa opłatą.
Aktualnie jedynymi stałymi najemcami, jednego z apartamentów są państwo Lutani.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

26 cze 2012, 18:43

MG

Kotetsu, jak i ranny w ramię Arteo w końcu zawitali na nowo w Wolenvain. Kupiec wyjął na statku strzałę z ramienia i owiną miejsce zranienia materiałem tworząc prowizoryczny opatrunek. Jak dotrze do domu zajmie się tym dokładniej jego żona. Dom…Wolenvain, jak dobrze, że trzech kupców bytujących na okręcie nie robiło problemów i nie mówiąc ani słowa kierowali swoją niewielką łódeczkę do poru. Zapewne było to spowodowane strachem przed elfem, który z kamienną wręcz twarzą odbierał życie innych…
W każdym bądź razie elf był prowadzony przez człowieka do swojego domu. Do tego samego o którym wspominała żona kupca. Zbliżał się zmierzch. Weszli do środka. Mężczyzna za biurkiem podnisł swój wzrok i ze stoickim wręcz spokojem zlustrował jednego ze swoich przyjaciół, jak i najemców, który był ranny w ramię, miał przepaskę na oku, jak i posiadał obszarpane i brudne odzienie.
-Arteo… – Powiedział wstając z krzesła, lecz został po chwili uciszony gestem dłoni pana Lutani.
-Nie teraz. Potem wyjaśnię wszystko. Powiedz stajennemu by uszykował mojego konia. Chodź.– ostatnie słowo skierowane było do Kotetsu który miał podążać za człowiekiem po schodach na najwyższe piętro. Następnie podróż wąskim korytarzem wyłożonym dywanem i wejście w jedne z drzwi prowadzących do mieszkania Arteo. Mieszkanie było otwarte to też oznaczało to, że żona była w domu o czym po chwili wszyscy się przekonali bo ta wyskoczyła znikąd i uwiesiła się na swoim lubym, który objął ją ramionami. Taa…Słodko. Lecz to wszystko nie trwało długo, bowiem Arteo poczuwał się w obowiązku powiadomienia odpowiednich służb o Herubinie, jak i innych niewolnikach będących więzionych w jaskini na klifie, gdzie ludzie byli wykorzystywani do pracy przy wykopaliskach. Odsunął kobietę, szepcząc jej coś do ucha i uchodząc do pokoju obok. Zostawiając elfa i swoją rozczuloną małżonkę na chwilę samych. Trzeba dodać, że kobiecina się popłakała ze szczęścia i patrzyła na Kotetsu z wyrazami nieopisanej wdzięczności. Po chwili Arteo wrócił, naciągając na siebie poły schludnego płaszcza. Podszedł do elfa.
-Nie znamy się, lecz zawdzięczam Ci tak wiele. Masz, wiem, że to przynajmniej w jakimś stopniu wynagrodzi twoje trudy. Jednocześnie pamiętaj, że będę Twoim dozgonnym dłużnikiem, więc jeśli będę mógł ci się kiedyś odwdzięczyć bez zastanowienia przyjdź. Wiesz gdzie mieszkam. – Po tej krótkiej przemowie, jak i po tym jak elf wzbogacił się o 10 suwerenów które brzęczały w lnianym mieszku, Kotetsu nie miał tu już nic do robienia. Jednocześnie dobrze jest mieć bogatego kupca jako dłużnika. Tacy potrafią być w przyszłości pożyteczni, zwłaszcza, że Arteo wydawał się być wyjątkowo porządnym i słownym obywatelem.
Po tym jak Kotetsu opuścił mieszkanie kupca, ten doprowadził się do jakiegokolwiek porządku i po chwili ruszył na koniu w kierunku Pałacu Sprawiedliwości.

Koniec sesji!
Kotetsu +25PCh.
Dziękuję za zabawę.
Awatar użytkownika
Kot'eleiven
Posty: 450
Rejestracja: 19 sty 2012, 21:40
Lokalizacja postaci: Trakt Iquański
GG: 11472512
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1476

27 cze 2012, 01:15

Nareszcie, jego noga postawiła pierwszy krok na pamiętnym molo, z którego zaledwie dzień bądź dwa temu rozpoczął swoją wyprawę. Dumnie krocząc, niczym szlachcic, idąc za Arteo. Podróż minęła mu całkiem przyjemnie, a załoga statku nie była zbyt natrętna. Głównie dlatego, że wolała się trzymać od niego z daleka. Zbliżając się do domu kupca, miał dużo czasu na wiele istotnych przemyśleń. Najważniejszym tematem jego szalonych myśli, był właściwie on sam. Jego jestestwo, które zupełnie się w ostatnim czasie zmieniło. Kolejny raz, spotyka śmierć na swojej drodze, i po raz kolejny, stawia jej czoła, niczym stary rywal. Zabijanie przychodziło mu teraz z taką nieprawdopodobną łatwością… I jeszcze ta kosa, która wręcz pożerała siły witalne. Tak, Kotetsu wyszarpywał życie z przeciwników. Jakże zmienił się, odkąd po raz pierwszy pojawił się w Wolenvain. Miał teraz dwie opcje: Zmienić się, albo… Wykorzystać to. A gdyby tak…
Jego rozmyślania zostały brutalnie przerwane, w momencie gdy przekroczył próg domu swego najemcy. Nim zdążył cokolwiek powiedzieć, Arteo kazał mu pójść schodami ku górze. W tym właśnie miejscu, przebywała jego żona, która rzuciła się na męża, gdy ten ledwo co wszedł. Kotetsu od razu uśmiechnął się, na widok radosnej kobiety. Elf pomyślał z rozbawieniem, że ta radość była warta, spędzenia dnia w kopalni jako niewolnik. Gdy mąż chwycił płaszcz, i przekazał elfowi pieniądze za wykonaną robotę, ten skinął tylko głową w podziękowaniu. Miał nadzieję, że ich drogi jeszcze kiedyś się zejdą, ponieważ od początku czuł, że Arteo to po prostu dobry człowiek. Odwrócił się w stronę kobiety, rozpłakanej ze szczęścia. Jej radość sprawiła, że Kotetsu się rozpromienił. Tak naprawdę, była to pierwsza rzecz, jaką przysłużył się komukolwiek w Wolenvain. Wcześniej, były to jedynie problemy. Spojrzał na nią, po czym wykonał specyficzny ukłon, niczym aktor, który zakończył przedstawienie w teatrze po czym ruszył ku wyjściu. Gdy już wyszedł na świeże powietrze, znów poczuł dziwne uczucie pustki, które towarzyszyło mu, gdy nie miał przed sobą konkretnego celu. Poprawił zatem płaszcz, i ruszył w tylko sobie znanym kierunku.
[z/t]
Awatar użytkownika
Drasim
Posty: 521
Rejestracja: 08 gru 2013, 12:55
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2815

26 sty 2015, 21:48

MG

Dziewczyna z pewnością nie należała do osób pokornych. Początkowo była zaskoczona swoim niepowodzeniem, ale bardzo szybko odzyskała mowę i wigor. Zaczęła się miotać jak ryba w sieci i za nic nie chciała zachować ciszy. Najemnik zaklął szpetnie pod nosem, wzbogacając słownictwo Adeli o paskudne słowo, zaczynające się na literkę "k". Wkrótce też, dziewczyna zaczęła wzywać pomocy, a jej donośne wrzaski pewnie było słychać w całym mieście. Nie trzeba było długo czekać na pojawienie się straży miejskiej, która zmierzała w ich stronę w liczbie czterech dusz. Mężczyzna usłyszał jeszcze groźbę o ścięciu i słowa o jakimś rycerzu, ale niewiele go to obchodziło. Mruknął tylko coś do siebie i postawił szlachciankę na ziemi, jednak jej nie puścił, trzymając mocno za nadgarstek.

- Witajcie. – Powiedział spokojnym tonem najemnik i zmierzył wzrokiem ludzi, którzy byli przedstawicielami prawa w tym mieście, jakby nie patrzeć. - Mam nadzieję, że noc jest spokojna. – Dodał na koniec.

- Kim jest ta dziewczyna i czemu wrzeszczy tak, jakby ją demon z Czeluści porywał? – Zapytał jeden ze strażników. Miał kilkudniowy zarost, tłuste, brązowe włosy sięgające do ramion i długi, krzywy nos. Był bardzo szeroki w barkach, ale o co najmniej głowę niższy od porywacza Adeli i dowodził tą grupką drabów.

- Narzeczony jej się nie spodobał i uciekła. Mam ją odprowadzić do domu. Posiadam stosowne dokumenty, jeśli są potrzebne. – Wzruszył ramionami mężczyzna, nie okazując najmniejszej oznaki zdenerwowania. Zresztą strażnicy nie kwapili się jakoś by pomóc dziewczynie, nie mając podstaw, by nie wierzyć dorosłemu facetowi. Poza tym, z całą pewnością nie chcieli żadnych kłopotów, a takie mogłyby się pojawić, gdyby zgłosili jakieś obiekcje. Najemnik był od nich lepiej uzbrojony i sprawiał wrażenie zaprawionego w boju faceta.

- No i po co te krzyki, panienko? Porządnym ludziom spać nie dajesz. Wrócisz na dwór ojca i będziesz tam dobrze miała. – Rzekł strażnik i grupka drabów zbierała się do odejścia. Porywacz pociągnął ją za rękę w stronę noclegowni, która znajdowała się już niedaleko. Nie mogli w końcu wyruszyć z miasta nocą. Jeśli dziewczyna chciała jeszcze spróbować jakoś przekonać strażników miejskich o tym, że nie powinna pójść z najemnikiem, miała prawdopodobnie ostatnią szansę.

Awatar użytkownika
Astallia
Posty: 79
Rejestracja: 11 lis 2012, 14:04
Lokalizacja postaci: Trakt Iquański
GG: 40233331
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2317

31 sty 2015, 12:24

Oh… Doprawdy… Pokwapili się. Było ich czterech rosłych chłopa. Z manier i umysłu– dosłownie chłopa. Popatrzyła zażenowana na scenę, jak najemnik ją stawia niczym mebel na chodniku, po czym rzuca odpowiedź, a ci sobie idą.
-Ale… No naprawdę?– spojrzała podłamana na kuriozalną scenę. W myślach zaczęła przeklinać całą straż miejską i nie dziwić si, że Lokent od tak uzyskało niezależność. Tym tępakom wyraźnie wystarczy powiedzieć, że tak ma być, a ci wyrażają ślepe zaufanie i wracają do swojej pra… Do swojego nieróbstwa. Przyjrzała się raz jeszcze na ich niemalże dziewicze twarze, niezbrukane dotąd żadną głębszą myślą. Czy rzeczywiście jest na straconej pozycji? Skąd do cholery te wszystkie bajki o szlachetnych, mądrych i pięknych rycerzach, skoro dosłownie żaden ze spotkanych przez nią wojów nie ma takiej kumulacji pozytywów. Wszyscy są prędzej zaprzeczeniem kobiecych marzeń. Może to właśnie w ten sposób to działa, kobiety tworzyły historyjki dla kobiet, aby pokrzepić ich strudzone męską ignorancją dusze.
W jej przenikliwym umyśle zrodził się jednak kolejny pomysł. Skoro oni tak we wszystko wierzą…

-Mości panowie!– zawołała w ich kierunku. –Ten nicpoń mnie uprowadził, jestem tutejsza dziewką, jak możecie wierzyć w to, co on mówi? Przecież każdy mógłby sobie porwać kogo chce.-zaśmiała się udając ironię. -Widziałam was wiele razy. Wspaniali, mężni twardziele, dzięki którym nasze miasto jest bezpieczne. Wszystkie moje znajome mdleją na wasz widok.– zmieniła ton głosu, pieszcząc ego przygłupów. Nie od dziś wiadomo, że z mężczyzną jest jak z psem– pochwalisz go, a będzie szczęśliwie merdał ogon dla swojej pani. –Ciekawe skąd on ma te swoje papiery. Może z Lokent co? Ha, dobre żarty.– była szczera w swoim udawaniu, przecież wszystko wydawało się strasznie niedorzeczne. No bo bez przesady, młoda dziewczyna, która uciekła sama i dotarła aż tutaj? Dzięki jej słowom, oni wyrośli na sławetnych bohaterów, a najemnik z jej ojczyzny na totalnego chama. –Powiedzcie, żeby mnie wypuścił, a najlepiej aresztujcie go! Przecież to nie do pomyślenia, żeby w tak szlachetnym mieście jak Wolenvain byle cudzoziemiec porywał niewiasty.– na jej twarzy mieszała się ironia ze świętym oburzeniem. Czy mości panowie mogliby pozwolić, aby honor kobiety został naruszony? To by godziło w dobrą opinię stróżów na całym świecie. Widziała jednak wahania w ich twarzach.


-No dalej panowie! Pozwolicie, aby ten bandzior splamił cześć należną kobiecie?
Awatar użytkownika
Vertrus
Posty: 13
Rejestracja: 29 sty 2015, 21:20
Lokalizacja postaci: Trakt Iquański
GG: 23392892
Karta Postaci: viewtopic.php?p=51996#51996

31 sty 2015, 21:54

Nieco nieobecne spojrzenie, broda w nieładzie, resztki krwi na ubraniu. Zmarszczki mimo młodego wieku, -Ja naprawdę tak wyglądam?– zapytał sam siebie w myślach. Patrzył w kałużę, na którą trafił tuż na zewnątrz domu, siadając tuż obok niej. Nigdy jakoś za specjalnie nie zwracał na to uwagi, ale teraz gdy był zmęczony długą i męczącą operacją jego myśli w poszukiwaniu spokoju zasnuły się gdzieś tutaj. Robił to od dłuższego czasu i miał już dość tego miasta. Wszyscy tu byli chorzy, mógłby wyciągnąć kogokolwiek na stół a i tak znalazłby co najmniej dwa schorzenia, popsute zęby i inne paskudztwo. Zwłaszcza to ostatnie słowo. Wszystko tu było paskudne.

Wzdechnął ciężko. Jak zawsze jako wewnętrzna ambicja chciała by coś czynił, ale nie chciał po raz kolejny badać, ciąć, wbijać czy rwać cokolwiek w ludzkich i nieludzkich ciałach. Męczyła go sama myśl o tym. Odmiany! Tego mu było mu trzeba.

Gapił się w tę kałużę, gdy nagle usłyszał krzyki jakiejś panny. Odwrócił się i ujrzał dziwaczną scenę około trzydzieści metrów dalej. Oto pięć mężczyzn i jedna kobieta, która – co było do przewidzenia – była tutaj na co najmniej straconej pozycji. Czterech z nich należało do lokalnej straży, podczas gdy piąty trzymał pannę za nadgarstek z dosyć dużą siłą. Ta teraz coś mówiła do nich bardzo emocjonalnie. Sytuacja wyglądała podobnie jak jego ostatni pacjent – paskudnie. Wykorzystując fakt, że nikt się nim teraz nie interesował wyciągnął kuszę. Niestety dźwignia fatalnie skrzypiała więc ograniczył się do naciągnięcia jej swoją prawą ręką. Chwilę się pomęczył i umieścił bełt. Była potencjalnie gotowa do strzału.

Panna, a w sumie to jakaś młoda dziewczyna wciąż gadała, podczas gdy strażnicy chyba zamierzali odejść. Vertrus teraz mógł zrobić dwie rzeczy. Mógł albo zainterweniować teraz, albo poczekać i ruszyć za tym brutalem i dziewczyną śledząc ich. Obydwa rozwiązania miały swoje wady. No i oczywiście – czy w ogóle musiał interweniować. Niby dama w opałach, ale nie był pewien czy z jedną kuszą miałby szanse przeciwko piątce. Musiałby użyć dyplomacji albo podstępu.

Westchnął jeszcze raz. Gdyby miała jakąś dolegliwość, mógł wymusić, że musi być leczona i w ten sposób pozbyłby się pozostałej piątki. Miał bardzo dobry wzrok, ale wyglądało na to, że nic jej nie dolega. Fatalnie. Mógłby udawać, że na coś jest chora, ale to byłoby ciężkie… nie mówiąc już o tym, że miałby lekki problem z przekonaniem ich, że jest chirurgiem. Przecież do cechu nie należał…

Trzeba poczekać– uznał. –Nic nie wskóram.

Zdjął bełt i schował go z powrotem do kołczanu. Cięciwę delikatnie zwolnił używając do tego dźwigienki. Przymocował kuszę z powrotem do pasa i dalej obserwował sytuację. –Cierpliwości, tego było trzeba. Ciekawe gdzie ten mężczyzna ją zaprowadzi.

Awatar użytkownika
Drasim
Posty: 521
Rejestracja: 08 gru 2013, 12:55
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2815

02 lut 2015, 16:14

MG

Wydawało się, że strażnicy puszczą w niepamięć całe zdarzenie i zwyczajnie odejdą. Bez większych oporów uwierzyli najemnikowi, który emanował wręcz pewnością siebie. Już się wszyscy rozchodzili, gdy dziewczynie kolejny pomysł przyszedł do głowy. Postanowiła spróbować podejść mężczyzn od nieco innej strony. Porywacz rzucił w jej stronę spojrzenie, które jasno mówiło pożałujesz tego, dziewko, ale nie odezwał się ani słowem. Pozwolił Astallii mówić, nie przerywając jej ani razu. Szlachcianka była utalentowaną aktorką i miała całkiem niezły dar przekonywania, z każdym jej słowem na twarzach strażników miejskich niepewność wzrastała i wkrótce stało się jasne, że najemnik będzie się musiał grubo tłumaczyć.

- Jest jedynaczką i jej ojcu bardzo zależy na tym, żeby wróciła do domu. Mówił, że będzie dosyć oporna, ale mam tu stosowne pismo. – I po tych słowach miecznik wyciągnął jakiś papier, w którym było wszystko wyjaśnione. Widok jakiegokolwiek dokumentu skutecznie odstraszał strażników, ale tutaj mieli sytuację wyjątkową. Dowódca drabów przyglądał się przez dłuższą chwilę kawałkowi papieru, aż w końcu pokiwał głową i dał sygnał do odwrotu. Co prawda nie zrozumiał zbyt wielu słów, ale pieczęć widniejąca na dokumencie dostatecznie go przekonała.

- Mam nadzieję, że się uspokoi, inaczej oboje traficie do aresztu. – Rzucił na odchodne strażnik i odszedł wraz ze swoimi ludźmi. Pani Ardikoetto dostała kolejne mordercze spojrzenie do najemnika i wciągnięta do Noclegowni. Nie mieli pojęcia, że byli obserwowani przez kusznika, który zastanawiał się nad interwencją. W końcu jednak zdecydował, że poczeka i zobaczy co się wydarzy. Po skończonej rozmowie z drabami, mężczyzna udał się z młodą dziewczyną do budynku, w którym można było przenocować. Vertrus został na ulicy sam.

Po wejściu do środka, najemnik szybkim krokiem podszedł do właściciela i zapłacił za najtańszy pokój jaki był dostępny. Gospodarz popatrzył ponuro na mężczyznę, ale ten szybko pokazał mu papier, który zrobił spore wrażenie na strażnikach, zabrał klucz i udał się w stronę wynajętego pomieszczenia. Miał nadzieję, że tym razem Astallia nie będzie sprawi mu żadnych problemów. Im szybciej znajdą się na trakcie, tym lepiej.

Awatar użytkownika
Astallia
Posty: 79
Rejestracja: 11 lis 2012, 14:04
Lokalizacja postaci: Trakt Iquański
GG: 40233331
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2317

04 lut 2015, 15:13

Działa! Tak, to rzeczywiście działało, przez moment banda przygłupów była po jej stronie, aż tu nagle… Najemnik wyciągnął jakieś papiery i cały jej urok prysnął.
-Panowie no ale jak to tak! Nawet nie macie pewności, że to ja… Od kiedy traktujecie z szacunkiem dokumenty z Lokent!– nic to już nie dało, wyraźnie rozdrażniony miecznik, wziął ją ze sobą do noclegowni.

Czuła się w obowiązku uprzykrzyć mu życie, jak tylko jest to możliwe. Zabije ją? Wtedy nie będzie pieniążków. Powinna zacząć od wymyślenia mu jakiegoś imienia, którym go nazwie. Ludzkie zdecydowanie nie pasuje. Chwycił ją za nadgarstek i ciągnął do środka.

-Prowadź Azor.– wydała komendę jak do psa, na tyle sugestywnie, że musiał się domyśleć, do kogo użyła swojego zwrotu. Gdy podeszli do lady, uprzedzając wszystko wydała kolejny rozkaz. –Zapłać.– jego zdenerwowanie musiało rosnąć wprost proporcjonalnie do jej poczucia bezradności i rezygnacji. Ale nawet gdy jest na przegranej pozycji, to nie odpuści mu tak po prostu. Niech się Azorek namęczy.

Wnętrze hotelu było wystarczająco schludne. Daleko odbiegało na plus od karczm, w których już przebywała. Zróżnicowany standard niektórych korytarzy dawał jej przekonanie, w którym kierunku się udadzą i pozwolił na oszacowanie jak mało jej piesek zapłacił. Rzuciła lekko stęsknione spojrzenie w kierunku jadalni, po czym z dumą dała zaciągnąć się w korytarz po prawej stronie.

Kończyły jej się pomysły jak sprowokować jej "ochroniarza". Trochę ją to smuciło. Czy mogła jeszcze jakkolwiek się sprzeciwić? To chyba nie miało sensu, powoli dała za wygraną, widząc co robi z ludźmi jego dokument. Mimo to nie cieszyła jej ta sytuacja. Powrót do domu? To trochę przerażające. Ojciec jej nie zabije, kazałby dostarczyć jej głowę, a nie żywą przesyłkę, gdyby miał taki plan, ale jak będzie wyglądało dalej jej życie? Może wystarczy się podlizać księciu, żeby mieć miłą atmosferę na dworze? Akurat damą umie być bardzo dobrze. Tylko to ni jest to, o czym marzyła… Przebiegła wzrokiem po holu, szukając kogoś, kto nadawałby się w roli bohatera. Posłała spojrzenie gospodarzowi, wyrażające jej rozpaczliwą potrzebę pomocy. Czy on to zauważył?

Awatar użytkownika
Vertrus
Posty: 13
Rejestracja: 29 sty 2015, 21:20
Lokalizacja postaci: Trakt Iquański
GG: 23392892
Karta Postaci: viewtopic.php?p=51996#51996

06 lut 2015, 03:46

Ruszyli do Noclegowni. Czas na wnioskowanie – zakładając, że ten ktoś zamierza tę dziewczę ‘gdzieś’ zaprowadzić, to ‘gdzieś’ musi być raczej daleko. Inaczej spróbowałby dotrzeć tam od razu w nocy. – myślał Vertrus, idąc powolnym krokiem w kierunku Noclegowni.

Postanowił poczekać i nie śpieszyć się ze ściganiem tej pary z prostej elementarnej przyczyny – gdyby wszedł za wcześnie można byłoby wysnuć podejrzenie, że on tutaj śledził, No i oczywiście chciał by wpierw ci strażnicy miejscy się oddali wystarczająco daleko. Nie lubił ryzyka, no chyba, że chodziło o życie pacjenta. Wtedy co innego. Swoje akurat cenił bardziej.

Podobało mu się to. W tym sensie, że stanowiło to świetną alternatywę od jego żmudnej roboty. To go ekscytowało – fakt, że miał przed sobą zagadkę, jakiś problem, którego rozwiązanie musiał wymyśleć, opracować i wprowadzić w życie. Nie znał motywów tego mężczyzny oraz powodu dla którego panna chciała mu się wyrwać, ale to go rajcowało tym bardziej – że właśnie tego nie wiedział. Choćby dla dowiedzenia się tego było warto się udać za tą parą. Z drugiej strony zauważył jedną niepokojącą rzecz – może się okazać, że całe to “porywanie" to coś nudnego, a wtedy tylko by marnował czas.

Na miejscu zastał gospodarza, ani śladu pary. To oczywiście znaczyło, że już jakiś pokój wynajęli. Oznaczało to kolejną garść wnioskowania. Jeśli ruszają się gdzieś daleko, a mężczyzna jest ewidentnie zirytowany i ma problem z tą dziewuchą, znaczy to tyle, że nie chce tu być. Tylko z powodu nocy się zatrzymał. Oznacza to, że raczej mało go interesuje komfort i wygoda. Wydawało mu się dosyć prawdopodobne, że ten najemnik wynajął najtańszy pokój. Problem polegał na tym, że nie wiedział który najtańszy pokój, było ich w końcu kilka.

Vertrus podszedł powoli do gospodarza. Bardzo by pomogło gdyby dziewucha postanowiła akurat wyrazić swoje wielkie niezadowolenie z tej sytuacji, na tyle głośno by to usłyszał. To by mu pomogło w lokalizacji gdzie oni właściwie się znajdują. Tak ładnie narzekała wcześniej, to może i zacznie teraz. Póki co jednak, trzeba było grać i utrzymywać pozory.

– Najtańszy pokój. – zażądał od właściciela. Próbował wyglądać sympatycznie, co przy jego wyglądzie było dosyć trudne. Miał nadzieję, że jednak to przejdzie. Nigdy nie był dobry w kontaktach z ludźmi.

Zawsze mogę liczyć, że z przyzwyczajenia czy odruchu da pokój obok. – pomyślał, czekając na reakcję właściciela. – W końcu jeśli powiedzmy są pokoje od jeden do ośmiu, to logiczne jest raczej, że wydaje je podróżnym w kolejności numerycznej?

Awatar użytkownika
Drasim
Posty: 521
Rejestracja: 08 gru 2013, 12:55
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2815

10 lut 2015, 22:02

MG

Dziewczyna zrezygnowała już dzisiaj z dalszych prób opierania się, ale bynajmniej nie zamierzała poddać się tak łatwo. Zaczęła mówić do mężczyzny jak do jakiegoś zwierzęcia, prowokując go i irytując. Spojrzenie posłane przez nią do gospodarza tej noclegowni nie odniosło żadnego skutku. Nie pozostało jej już nic innego i udała się ze swoim "ochroniarzem" do wynajętego pokoju. Za drewnianymi drzwiami znajdowało się bardzo małe i ziejące pustką pomieszczenie. Na jego wystrój składało się jedno proste łóżko, niewielkie okno, drewniany stolik i krzesło. W ciemnościach ciężko było się rozeznać pani Ardikoetto, ale większej ilości mebli nie zauważyła. No i nieco niepokojący był fakt istnienia tylko jednego łóżka, jednak najemnik szybko wyjaśnił sprawę.

- Widzę, że już zaczęła ci się podobać podróż ze mną. Pozwolę ci więc na dokonanie wyboru, wolisz spać na podłodze, czy może na krześle? – Zapytał i uśmiechnął się kpiąco. - Sprawiłaś mi dzisiaj wiele problemów, co mnie bardzo smuci. – Dodał, stojąc ciągle przed Astallią, czekając na jej odpowiedź. Drzwi już zdążył za sobą zamknąć na klucz, który teraz trzymał w ręce. Niezależnie od wyboru młodej szlachcianki, wyjąłby najpierw jeden krótki sznur i związałby jej nogi w kostkach, później wyciągnąłby kolejny i skrępowałby jej nadgarstki za plecami. Dziewczyna mogła spróbować się opierać, ale czy to by coś dało? Niemniej jednak, miała przynajmniej szansę na dojście do jako takiego porozumienia ze swoim porywaczem, skoro znaleźli się sami w miarę spokojnych warunkach.

W międzyczasie do noclegowni wszedł Vertrus, który zainteresował się sytuacją dziewczyny. Chciał odkryć, dowiedzieć się czegoś więcej na temat młodej kobiety. Wziął najtańszy pokój i tak jak słusznie wcześniej podejrzewał, dostał klucz do drzwi, które znajdowały się obok pomieszczenia zajmowanego przez szlachciankę i najemnika. Właściciel z obojętną miną wziął od Vertrusa szylinga i wrócił do swoich zajęć.

Wróć do „Dzielnica mieszkalna”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 9 użytkowników online :: 2 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 7 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Dahhard, Sonneillon
Liczba postów: 52121
Liczba tematów: 2968
Liczba użytkowników: 1038
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Filip Chujzer
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.