Kamienica nr 4

Położona w południowo-zachodniej części miasta, z pozoru chaotyczna zabudowa składa się z kamienic należących do obywateli Wolenvain. To tutaj znajduje się znakomita większość zakładów rzemieślniczych stolicy.
Awatar użytkownika
Arael
Posty: 650
Rejestracja: 09 lis 2011, 19:58
GG: 36159745
Karta Postaci: viewtopic.php?p=15819#15819

Kamienica nr 4

03 sie 2012, 04:21

MG:
Kamienica, będąca jednym z największych budynków w dzielnicy, chociaż z zewnątrz prezentująca się dość zwyczajnie była apartamentem cholernie majętnego człowieka, który nie chciał w zbyt zauważalny sposób pokazywać swojego bogactwa. Wysoka, piętrowa kamienica otoczona była kamiennym murkiem, o który oparło się pięciu mężczyzn, każdy odziany w identyczny, szary płaszcz. Wszystkim spod szat wystawały pochwy długich, jednoręcznych mieczy.
Słońce powoli chowało się za horyzontem. Zmierzch. Strażnicy wychodzili na ulice miasta, najęci do tego celu chłopcy rozpalali latarnie, jednakże zarówno stróże porządku jak i chłopcy od odpalania skrzętnie omijali to miejsce, jakby wybuchła tu zaraza, której nie chcieli złapać.
Jedno z okien na piętrze było otwarte, zwisała z niego długa, mocna, gruba lina. Wewnątrz było zupełnie ciemno.
Pięciu mężczyzn wyraźnie na kogoś czekali.
Robiło się późno.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Kaen
Posty: 128
Rejestracja: 06 mar 2012, 20:05
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1671

03 sie 2012, 10:48

Kaen szedł wzdłuż muru, muskając cegły koniuszkami palców. W końcu doszedł do miejsca, w którym stało pięciu ludzi, odzianych w szare szaty. Ostrożnie podszedł do nich, ściągnął kaptur i skinieniem głowy przywitał się z nimi. Następnie zaczął szukać wzrokiem Dziewiątego. Gdy w końcu udało mu się go rozpoznać (a przynajmniej tak mu się zdawało), powiedział: -To tu, jak mniemam. Zaczynamy?

[ Dodano: Pią 03 Sie, 2012 15:12 ]
Nie usłyszał odpowiedzi. Była zbędna.
Kaen bez ceregieli wspiął się na ceglany murek, po czym zeskoczył z niego na teren kamienicy. Następnie ostrożnie, choć żwawo podszedł do liny, którą mocno szarpnął. Była dobrze przywiązana. By w razie pomyłki nie gruchnąć o ziemię, Kaen obwiązał się liną dookoła pasa i zaplótł mocny węzeł. To powinno wystarczyć.
Gdy skończył przygotowania skoczył i oparł się nogami o ścianę, trzymając jednocześnie linę rękami, po czym zaczął drogę na górę. Po mniej-więcej minucie był tuż pod parapetem. Bez dłuższego namysłu puścił linę, najpierw prawą, a potem lewą ręką i chwycił parapet. Policzył do trzech i podciągnął się tak, by móc przerzucić kolano do pokoju.
Gdy już dotykał podłogi dwiema nogami rozejrzał się po pomieszczeniu…

Jestę Asasynę!
Awatar użytkownika
Arael
Posty: 650
Rejestracja: 09 lis 2011, 19:58
GG: 36159745
Karta Postaci: viewtopic.php?p=15819#15819

05 sie 2012, 00:53

MG:
Droga "na górę" obyła się bez większych sensacji. Żadne oko nie spoczęło na osłoniętym płaszczem nocy, wspinającym się mężczyźnie. Przeskoczył parapet i już po chwili znalazł się wewnątrz pokoju. Kaen mógł bez żadnych problemów dostrzec otaczające go przedmioty. Kilka doniczkowych roślin, zbite z desek biurko. W zasięgu ręki mężczyzny nie znajdowało się jednak nic, co prezentowałoby jakąkolwiek wartość bojową.
Wojownik nie mógł jednak liczyć na to, ze będzie w tym pokoju zupełnie sam. W odległości dwóch kroków od niego stało dwóch mężczyzn z napiętymi kuszami, wycelowanymi wprost w pierś Kaena.
- Nie ruszaj się, skurwysynu. Myślałeś, że będzie tak łatwo, co?
Zdecydowanie nie było to miejsce ani pora na żarty. Kaen musiał działać szybko.
Awatar użytkownika
Kaen
Posty: 128
Rejestracja: 06 mar 2012, 20:05
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1671

05 sie 2012, 13:17

– No nie! – Pomyślał Kaen. Oczywiście nie pomyślał tego dosłownie, ale tak można by ukrócić wiązkę przekleństw i złorzeczeń, które wypełniły umysł wojownika. Nie mógł szarżować, ruszać się, ani oddychać zbyt głęboko. Miał jedną szansę, z której musiał skorzystać.
– Panowie, na pewno jakoś się dogadamy… – Powiedział podnosząc dłonie do poziomu ich oczu. W tym momencie użył Ogłuszenia na obu wartownikach jednocześnie. Wiedział, że ma niewiele czasu i nie uda mu się ubezwładnić ich za jednym razem, więc skupił się na jednym z nich, a mianowicie tym, który raczył do niego przemówić. Korzystając z niemocy do obrony lub jakiejkolwiek reakcji, wyciągnie nóż i rozkroi nim twarz strażnika, po czym jedną ręką wyrwie mu kuszę, schowa nóż i schroni się za nim, trzymając go drugą ręką za szyję. Potraktuje go jako tarczę. Jako, że trudno utrzymać kuszę w jednej ręce, Kaen spróbuje wystrzelić z niej bełt jak najszybciej (oczywiście w stronę strażnika. Jeśli nie zrani go wystarczająco, by wyeliminować zagrożenie z jego strony, poczeka na strzał jeszcze żywego przeciwnika. Gdy ten będzie próbował nabić kuszę, Kaen puści ciało jego kolegi i rzuci się nań z nożem.
Jeśli jednak drugi z wartowników wyciągnie broń białą, półdemon popchnie martwego człowieka na przeciwnika i zabije nożem ostatniego z nich…
Awatar użytkownika
Arael
Posty: 650
Rejestracja: 09 lis 2011, 19:58
GG: 36159745
Karta Postaci: viewtopic.php?p=15819#15819

07 sie 2012, 03:50

MG:
Nie dali się zwieść. Wiedzieli, że nie wolno słuchać. Widząc te wszystkie noże przyczepione do pasa mężczyzny spodziewał się szybkiej szarży, jego łokieć był już wystarczająco zwarty by odskoczyć w górę, narażając którąś z wrażliwszych partii ciała Kaena na przyspieszony i bynajmniej nienależący do przyjemnych kontakt z kolbą kuszy. Był bardzo zwarty i gotowy, jednak nie spodziewał się, że przeciętny włamywacz, i tak zbrojny w kilka noży będzie dodatkowo magiem, lub przynajmniej kimś, czyje umiejętności wykraczały poza zrozumienie prostego strażnika. Widząc wyciągniętą rękę drugi z ochroniarzy wystrzelił, jednak bełt chybił celu, ocierając się o łydkę mężczyzny, rozrywając tym samym zbroję wojownika i płytko, choć w bolesny, okraszony rozbryzgiem krwi sposób, zranił łydkę Kaena, otwierając żyłę. Mężczyzna nie mógł zwlekać z jakimikolwiek akcjami zbyt długo, krew lała się sporym strumieniem, ponadto ból tak istotnej części nogi uniemożliwiał osiągnięcie pełnej równowagi. Wytatuowany mężczyzna od tego momentu nie mógł mieć pełnego zaufania do swoich umiejętności.
W tym momencie jednak rana nie przeszkadzała mu w niczym. Częściowo uodporniony na ból pod wpływem pokaźnej dawki adrenaliny rzucił się do przodu i przy pomocy dzierżonego w dłoni noża rozpłatał głęboko twarz ogłuszonego strażnika, chowając się za nim, chociaż zupełnie niepotrzebnie. Strażnik, który zdążył uwolnić bełt z korytka nań przeznaczonego już wyrzucił kuszę i wyszarpnął z pochwy krótki, jednoręczny miecz, znacznie lepiej nadający się do walki w zamkniętych pomieszczeniach niż klasyczne, długie miecze. Kaen popchnął trupa , by ten uderzył w drugiego strażnika, jednak bezwładne, pozbawione energii w nogach ciało nie miało szans dosięgnąć celu. Zwłoki runęły na podłogę jak kłoda. Drugi przeciwnik czekał na ruch Kaena z obnażonym mieczem i błyskiem w oku.
Norian, słysząc hałas wywołany przez ciało upadające na podłogę przymknął oczy. Czuł, jak niewidoczny dla oka tatuaż na kostce lewej nogi zaczyna się nagrzewać. On już wiedział, że wybrali cholernie zły cel. Jednak Dziesięciu nie zostawiało swoich współpracowników na lodzie, musieli pomóc Kaenowi.
Skinął na jednego ze swoich towarzyszy, który podszedł do frontowych drzwi i zaczął majstrować przy zamku, używając do tego celu kompletu wytrychów.
Tatuaż był coraz cieplejszy. Norian cicho westchnął. To nie była kiepsko zabezpieczona posiadłość jakiegoś nierozważnego szlachcica.
W budynku przebywał mag lub magiczna anomalia.

Jeżeli zdecydujesz się zaatakować strażnika będziesz stał tyłem do drzwi do pokoju, mając okno po prawej, po lewej ścianę.
Awatar użytkownika
Kaen
Posty: 128
Rejestracja: 06 mar 2012, 20:05
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1671

07 sie 2012, 21:39

– Został jeszcze jeden! – Pomyślał Kaen. O jednego za dużo. Wiedział, że musi się streszczać, bo inaczej straci zbyt dużo krwi. Nie mógł sobie pozwolić na osłabnięcie tu. Szybko wyciągnął jeszcze jeden nóż zza pazuchy – miał już jeden w prawej ręce, teraz obie były uzbrojone. Wiedział, że nie ma szans w walce wręcz, ale przecież na ziemi leżały dwie kusze – jedna pod jego nogami, druga pod nogami przeciwnika. Skorzystaj póki możesz…
Na początku trzeba czymś zająć strażnika. Nóż posłany w kierunku jego głowy i drugi w kierunku torsu powinny zająć wroga na kilka cennych sekund. Kaen spróbuje upaść na kolana, jak najbliżej kuszy i wycelować nią tak, by dobić przeciwnika. Jeśli ten będzie nadal żył… Dostanie kilka noży więcej. Kaen miał w końcu jeszcze pięć w zapasie.
Gdy już położy przeciwnika, wyrwie kawałek skóry, bądź pasek ze zbroi bliższego trupa i zaciągnie sobie opaskę nieco poniżej kolana i powyżej rany. Spróbuje też wyrwać kawałek materiału z jego ubioru i wykorzystać go jako bandaż.
Następnie przeszuka ciała strażników w poszukiwaniu bełtów i znajdzie noże. Gdy to zrobi, wstanie, odwiąże od pasa linę i z kuszą w ręce otworzy drzwi. Nie wyjdzie jednak pewnym krokiem, nie będzie mógł szybko uciekać czy zmieniać pozycji, więc na początek lekko odchyli drzwi w sprawdzi czy po prawej stronie nikogo nie ma, po lewej mając drzwi, niby tarczę. Jeśli nie zauważy żadnego niebezpieczeństwa, wyjrzy na lewo…
Awatar użytkownika
Arael
Posty: 650
Rejestracja: 09 lis 2011, 19:58
GG: 36159745
Karta Postaci: viewtopic.php?p=15819#15819

11 sie 2012, 04:44

Przepraszam za to, że zmuszam Cię do tak wolnego postępu w sesji. Mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe.
MG:

Drugi, ocalały strażnik gorączkowo zastanawiał się, jaki powinien być jego kolejny ruch, miał świadomość wagi swojej, być może ostatniej w życiu, decyzji. Wybrał najgłupszą z dostępnych mu możliwości, przybierając postawę niemalże bojową. Krótką, świszczącą chwilę później z jego mostka wykwitał głęboko wbity nóż. Drugie ostrze poniosła ręka kapryśniejszego boga i wbiło się w ścianę, chybiając celu. Jeden nóż jednak w zupełności wystarczył. Strażnik, pozbawiony jakiejkolwiek mobilności upadł na kolana z półotwartymi ustami, jakby nie mógł uwierzyć, że właśnie kona. Jego zdziwienie nie trwało jednak zbyt długo, bowiem chwilę później z jego zesztywniałej szyi sterczał bełt, wystrzelony z naładowanej, choć niewykorzystanej przez strażnika kuszy. Zagrożenie w pokoju minęło, przynajmniej na tę chwilę. Kaen miał czas, by spokojnie zacisnąć wiązaną na supeł opaskę tamującą dopływ krwi do nogi i oględnie obwiązać ranę, tamując krwotok z poziomu strumienia do leniwego sączenia się. Włamywacz wyszarpnął noże ze ściany i truchła zabitego strażnika, uzupełniając komplet siedmiu ostrzy za pasem. Podniósł kuszę i spokojnym, ostrożnym krokiem skierował się w stronę drzwi, otwierając je. Kusza notabene była mu zupełnie zbędna, albowiem być może oszołomiony lekką, choć na pewno bolesną raną, a może z pośpiechu mężczyzna zapomniał o tym, że kusza nie jest kamieniem, i przed doprowadzeniem jej do poziomu "niebezpieczne narzędzie" należy wykonać na niej kilka zabiegów, takich jak naciągnięcie i ułożenie bełtu w korytku, czego nieświadom Kaen nie uczynił.
Wychylił się, patrząc na prawo. Jego oczy nie zetknęły się z niczym niesamowitym, ot, pusty, ciemny korytarz. Wychylił głowę nieco dalej, by obracając ją mógł dostrzec rzeczy czające się po lewej stronie.
Nie było mu dane dostrzeżenie ich. Ostatnią rzeczą, jaką pamiętał błysk światła. Nie przeszywający ból, nie odpadające kończyny, nie dusza ulatująca przez usta. Błysk i głośny dźwięk, przypominający trzaśnięcie drzwiami ze słusznym impetem.
*
Dźwięk też usłyszeli również mężczyźni stojący przed drzwiami wejściowymi. Jeden z nich akuratnie dłubał w zamku, jednak mimo wprawy w tym fachu, szło mu wyjątkowo opornie. Norian tracił cierpliwość, a jej granicę odnalazł w momencie, gdy usłyszał ów dźwięk. Odsunął silnym ruchem ręki jednego ze swoich towarzyszy, mrucząc pod nosem.
- Rozkręcili się…chłopcy.
To zdanie tłukło mu się po głowie od dłuższego czasu, jakby cień przeszłości, sentencja usłyszana wiele lat temu. Przymknął na chwilę oczy, przez jego usta przebiegł uśmiech. Przypomniał sobie, była to sztuka "Gieroje łez nie ronią". Był na niej z matką, kiedy jeszcze żyła. Minimum sto dwadzieścia lat temu.
Wypędzając ze swojej głowy wspomnienia spojrzał na drzwi. Nie mieli czasu, chociaż był świadom, że jego ruch prawdopodobnie wywoła trochę szumu na mieście. Skupił się w sobie i sięgnął do wewnętrznego "zbiornika" energii, zaczerpnął z niej sporą garść i po drodze formując ją w ogień, wypuścił z palców ryczącą kulę, która stykając się z drzwiami zostawiła je w strzępach, czemu towarzyszył donośny huk. Pięciu mężczyzn weszło do domu w sposób, którego użycie zakładali jako rozpaczliwą ostateczność. Norian dokładnie wiedział, gdzie jest posługujący się magią osobnik. Czuł go. Czuł, że jest gdzieś poniżej. Niecałą minutę zajęło im odnalezienie schodów, którymi zeszli w dół, cicho, trzymając się ściany, jeden będący cieniem drugiego. Ich oczom ukazała się przestronna piwnica posiadłości, w której stał wysoki, szczupły mężczyzna ubrany w szatę, na podłodze narysowana była ciężka do opisania runa , na środku której leżał Kaen z rozłożonymi rękami. W dłoniach ściskał srebrny naszyjnik z wprawionym w oprawę niebieskim kamieniem, być może szafirem. W powietrzu czuć było potężną, międzyspektralną magię. Coś powstrzymało jednak Pięciu przed natychmiastowym wbiciem pięciu identycznych kling w plecy maga, mimo, że stał do nich tyłem i byłoby to dziecinnie proste. Mag głębokim, charyzmatycznym głosem przemówił jak do starych przyjaciół.
– Witajcie. Przyszliście tutaj, by towarzyszyć swojemu przyjacielowi? To dobrze, że teraz, w ostatniej godzinie swojego życia ma przy sobie bliskich. Pamiętajcie tylko, że jeden głupi ruch i zrywam jego połączenie z życiem. Jeżeli coś dotknie mnie, niewyobrażalna energia porazi ten demoni pomiot jak i dotykającego. Pilnujcie się.
Bezwładne ciało Kaena szarpnęło się, zawisając w powietrzu. Powieki mężczyzny uniosły się, ukazując prawdziwie upiorny widok. Jego tęczówki i źrenice zniknęły, oczy były zupełnie białe. Domieszka jego demonicznej krwi służyła właśnie za "kanał" w skomplikowanym rytuale odprawianym przez maga-właściciela posesji.
*
Świadomość Kaena powoli wracała do jego ciała. Mag nie mógł go złamać, nie był wystarczająco potężny, wciąż jednak jego moc wystarczała, by uniemożliwić ruch mężczyźnie, którego noże obecnie leżały gdzieś w kącie pomieszczenia.
- Ty, jakkolwiek się nazywasz. Będziesz ze mną współpracował? Pamiętaj, z jakimi konsekwencjami może spotkać się odmowa. PAMIĘTAJ! – mag był zdenerwowany. Tak wiele rzeczy mogło pójść nie po jego myśli.
Tak wiele rzeczy mogli spieprzyć szermierze, stojący za jego plecami.


Tam, gdzie jest "*" tracisz / odzyskujesz przytomność. W retrospekcji możesz więc wspominać pierwszy akapit, jednak wydarzenia zawarte w drugim są Ci nieznane – byłeś nieprzytomny. Mówię, coby nie było później niedopowiedzeń / nieporozumień. Kolejny odpis postaram się napisać szybciej niż ten, jeszcze raz przepraszam.
Awatar użytkownika
Kaen
Posty: 128
Rejestracja: 06 mar 2012, 20:05
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1671

12 sie 2012, 19:05

Błysk. Trzask. Powrót świadomości. Opór. Obecność Ostrzy. Obecność maga. Medalion. Niemożność poruszenia się. Głos maga. Rozpoznanie… Pytanie. Oferta w rodzaju tych nie do odrzucenia. Medalion w ręce. Oktagram? Nie. Kamień. Medalion w kamieniu. Ciemność. Noga. Ból. Ślepota. Strata oka? Nie. Brak bólu w oku. Pomoc? Nie. Wahają się. Strach. Zapach strachu. Nie jego. Wszystkich.
Pytanie… Groźba… Współpraca? Ofiara. Ołtarz. Runa. Zagrożenie. Strach przed śmiercią. Brak broni. Nagość. Suchość w gardle.
– Weź się w garść! – Pomyślał. – Inaczej zginiesz.
Tak sobie leżąc Kaen wariował. Próbując ocenić sytuację zaczął panikować. Cholera. Pytanie… Pytanie!
– Sso maszs nnn mśli mófiąs współpraca? – Wymamrotał, po czym powtórzył. – Co masz na myśli mówiąc współpraca? Jeśli chcesz zyskać tylko mój spokój, by łatwiej mnie zabić to możesz się pierdolić. Jeśli chcesz mnie wykorzystać dla jakiegoś złego celu, a potem mnie tu zostawić to też możesz się pierdolić. Jeśli natomiast zwrócisz mi zmysł wzroku i możliwość poruszania się, a także wszystko to co miałem przy sobie, gdy mnie uprowadziłeś to możemy zacząć rozmawiać. – Skończył po czym zaczerpnął powietrza. Cholernie chciało mu się pić. Nie wiedział czy ma na sobie ojcowski oktagram, bądź torbę. Starał się dostrzec i poczuć wszystko co mógł. Wiedział, że od tego zależy jego życie…
Awatar użytkownika
Arael
Posty: 650
Rejestracja: 09 lis 2011, 19:58
GG: 36159745
Karta Postaci: viewtopic.php?p=15819#15819

19 sie 2012, 12:29

I ponownie zmuszony jestem przepraszać. Wziąłem za dużo na głowę, do tego doszły pewne problemy, niechęć do pisania, i tak dalej. Ale już się biorę i postaram się być grzeczniejszy następnym razem.
MG:

Pięciu szermierzy popatrzyło po sobie niepewnym wzrokiem, świadczącym o tym, że uważali Kaena albo za cholernie odważnego, albo niezwykle, niespotykanie wręcz głupiego. W obcesowy, chamski i butny wręcz sposób sprzeczał się z magiem trzymającym go na magicznej smyczy, uniemożliwiając jakikolwiek ruch, ba, wojownik nie miał szans nawet spojrzeć starszemu mężczyźnie w oczy, pozbawiony możliwości widzenia. Mimo to nie bał się wyklinać i stawiać swoje warunki, podczas, gdy mógłby zostać uśmiercony jednym ruchem palca. W normalnej sytuacji jego serce właśnie stanęłoby, a pozostała część rytuału odbyłaby się na zwłokach Kaena, jednak w tym przypadku sytuacja była nieco bardziej skomplikowana – Korund, bo tak był nazywany ze względu na barwę swoich oczu czarodziej wiedział, że jeżeli uśmierci nośnik demonicznej krwi, natychmiast zostanie zamordowany przez jego "przyjaciół", stojących mu za plecami. Postanowił, że może załatwić to w nieco inny sposób, by wilk był syty i owca cała.

Umysł Kaena ponownie zamknął się, wojownik stracił przytomność, choć jego fizyczna powłoka wcale na to nie wskazywała. Jego ślepię na chwilę zamknęło się, a gdy powieka ponownie uniosła się do góry, oko znów miały swą normalną, głęboko brązową barwę. Pozbawionego przytomności mężczyznę opanowywał swoimi podłymi klątwami mag, na tyle mocno, by mógł go spokojnie kontrolować.

Ciało wytatuowanego mężczyzny opadło w dół i stanęło na nogach, po czym chwiejnym krokiem, wynikającym z wciąż niepewnie czującym się weń magiem, podszedł do miejsca, w którym leżał stłoczony jego ekwipunek. Ubrał się, zapiął pas z nożami, wygładził ubranie. Kaen znów miał wszystko na sobie, gotowy, by zabijać i mordować. Pięciu szermierzy widząc, że coś jest cholernie nie w porządku cichymi ruchami obnażyło swoje klingi, by unieść je pionowo tak, by ostrze przedzielało twarz na pół. Każdy z nich był gotowy na wszystkie ewentualności, każdy z nich był wystarczająco szybki, by złapać komara w locie, dostatecznie silny, by utrzymać wierzgającego się byka. Widzieli pojedyncze iskry niebieskiej energii przeskakujące co raz po ciele maga, woleli wciąż go nie dotykać tak długo, aż nie będzie to absolutnie konieczne lub on nie przypuści na nich ataku.

Już po chwili ciszę nieprzerywaną żadnym głośniejszym dźwiękiem zakłócił świst noża mknącego w kierunku szermierzy. Natychmiast cztery ostrza powędrowały do przodu, by odbić śmiercionośną broń, gdyby któryś inny miecz chybił, piąte natomiast wykonało błyskawiczny sztych w stronę pleców maga. Zatopiło się, przecinając kręgosłup jak masło, jednak po klindze przeszła potężna fala, która rzuciła atakującym mężczyzną o ścianę, boleśnie przerywając spójność czaszki i pozbawiając jednego z Dziesięciu przytomności. Mag zginął, a Kaen znów był wolny. Pięciu szermierzy popatrzyło niepewnie na wojownika, nie do końca przekonani, czy mogą mu już ufać. Czekali na jego ruch.

Końcówka mierna, bo naprawdę ciężko mi się pisze. Ale tydzień to nieco ponad "granice przyzwoitości". Nieco daleko.
Awatar użytkownika
Kaen
Posty: 128
Rejestracja: 06 mar 2012, 20:05
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1671

01 wrz 2012, 23:03

Kaen opadł na kolana. Oddychał głęboko i miarowo, wciąż patrząc na wojowników gotowych rzucić się na niego i go zabić. Trzeba też było wytłumaczyć im dlaczego jeden z kaenowych noży poleciał w ich (a może nie w ich) stronę. Tak czy inaczej półdemon znowu był wolny i mógł stanowić o sobie. Zawsze jakiś plus. No i teraz nie groził mu jeden mag, a czterech wojowników. Zajebiście.
Nożownik potrząsnął głową i spojrzał jednemu ze zleceniodawców w oczy. Przemówił.
– Trzech, których będzie łatwo pokonać, tak? Z resztą pieprzyć to. Zdrapcie kolegę ze ściany, weźcie to po co tu przyszliście i wynosimy się stąd.
Skończywszy mówić wstał, rozprostował się i rozejrzał po pomieszczeniu. Nie było sensu szukać noża. Za pieniądze od tych ludzi zakupi coś lepszego. Zaczął też się zastanawiać czy w ogóle coś dostanie.
- A to z tym nożem to ten mag, nie ja. – Powiedział, przeglądając swój ekwipunek. Nic nie zniknęło.
Następnie wyjął z torby buteleczkę wina, odkorkował ją i pociągnął z niej solidnego łyka, gasząc pragnienie.
- To co, idziemy?

To nie są zakonnicy. To nie jest Zakon. Dziesięciu to nie jest upadły Zakon Krwawych Jastrzębi. Oni mają z Zakonem tyle wspólnego, że zabili jego przywódcę. Oni. Nie. Są. Zakonnikami. Z. Zakonu. O czym wielokrotnie wspominałem na kanałach prywatnych~~

Wróć do „Dzielnica mieszkalna”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 9 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 9 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52146
Liczba tematów: 2970
Liczba użytkowników: 1042
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: xXVukoXx
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.