Posiadłość Jezebel

Położona w południowo-zachodniej części miasta, z pozoru chaotyczna zabudowa składa się z kamienic należących do obywateli Wolenvain. To tutaj znajduje się znakomita większość zakładów rzemieślniczych stolicy.
Awatar użytkownika
Jezebel
Posty: 92
Rejestracja: 24 lip 2012, 22:07
Karta Postaci: viewtopic.php?p=31602#31602

Posiadłość Jezebel

13 sie 2012, 15:04

Kiedy w mieście wyrastały, jak grzyby po deszczu, całkiem nowe budowle, entuzjastycznie przyjmowane przez ludność potrzebującą mieszkań w rozsądnych cenach, w pobliżu zawsze znajdowały się budynki należące do starego budownictwa. Jedną z takich budowli była posiadłość Rotszyldów. Duży budynek zbudowany z szarego kamienia, ze spadzistym czarnym dachem. Umieszczone gdzieniegdzie okna wpuszczały do środka promienie słońca. Przy murze domu rosła winorośl, która fantazyjnie pięła się po ścianach. Dzięki temu wiosną liście zmieniały kolor ścian na delikatnie zieloną, latem była to już dojrzała zieleń, natomiast jesienią zmieniały swą barwę na krwawą czerwień. Tak więc winorośl wprowadzała mnóstwo barw w zewnętrze tego, na pierwszy rzut oka, mrocznego domostwa. Dookoła domu rósł trawnik, którego zieleń była nieco poszarzała. Z lewej strony domu znajdowało się duże drzewo, na którym wisiała huśtawka. Jakiś czas temu, podczas burzy, piorun trzasnął w jedną w głównych gałęzi. Nie urwała się, jednak od tego czasu stała się martwa i sucha. Na tyłach posiadłości, za domem, znajdował się staw. Sredniej wielkości oczko wodne z jednej strony obrośnięte trzcinami tworzącymi urocze szuwary. Nocami słychać było kumkanie żab, a za dnia można było karmić ryby. Same dekoracyjne gatunki.
Dostępu do posiadłości broni dosyć wysoki, metalowy, ostro zakończony płot.
Na tyłach domu umiejscowiony jest malutki domek, który kiedyś pełnił rolę sutereny dla stróża. Obecnie jest niezamieszkany.

Wnętrze domu zmieniało się przez lata mniej lub bardziej, zależnie od gustu właściciela. Jezebel nie zmieniła dużo od kiedy stała się panią domu. Bogactwo rzeźb, obrazów, drogich bibelotów – to wszystko nadal tkwiło wewnątrz i zbierało kurz. Parter składał się z dużego przedpokoju, w którym atrakcję stanowiło duże lustro w pięknie zdobionej ramie. Obok niego, pod ścianą stała sofa i mały stolik. Z przedpokoju można było przejść do bawialni, gdzie stał stary, nieużywany, kompletnie rozstrojony klawesyn. Towarzystwa dotrzymywalo mu kilka miękkich, starych foteli, stolik i krzesła.
Po przeciwnej stronie korytarza było wejście do jadalni, która pomieściłaby co najmniej osiem osób. Nie była przeznaczona na większe uroczystości, jednakże jako, zę Jezebel mieszkała sama, rozmiar jadalni nie miał znaczenia. Zaraz przy niej umieszczone było małe pomieszczenie używane przez służb ę do przygotowywania posiłków. Zaopatrzone było w szyb prowadzący w górę budynku. Mała, kuchenna winda poruszająca się dzięki układowi dźwigni, napędzana pociągnięciami liny, łączyła owo pomieszczenie z kuchnią, która znajdowała się na samej górze domu. Dlaczego? Kuchnię budowano zazwyczaj na poddaszach, ponieważ zapachy wydzielające się podczas gotowania wraz z ciepłym powietrzem wznosiły się do góry. Podczas gotowania kapusty cały dom przeszedłby jej smrodkiem.
Nie rozpisując się o wszystkich pomieszczeniach, wypadałoby wspomnieć o sypialni która należała do Jezebel, oraz o dwóch sypialniach gościnnych. Owe pokoje dla gości wyposażone były standardowo: szafa, duże łóżko, stoliczek, krzeszło, nieduża sofa. Bez zbędnego przepychu, który przeszkodziłby w zasypianiu. Pokój Jezebel prezentował się zgoła inaczej. Wielkie łoże z baldachimem, pięknie rzeźbiona toaletka z litego drewna, niezwykle puszysty, bordowy dywan. Na ścianie naprzeciwko łóżna wisiał obraz przedstawiający parę w namiętnym uścisku. Innowacją na miarę wynalezienia koła była łazienka. Znajdowała się w niej wanna, w której można było zażywać kąpieli. Oczywiście najpierw tzreba było ją napełnić przynosząc niezliczoną ilość wiader z gorącą wodą. Na samej górze mieściła się kuchnia i pokoje dla służby, większość niezamieszkanych.

edit: Służba została zredukowana do jednej pokojówki, jednej kucharki i jednej panny służebnej, która pomagała Jezebel się ubierać. Nie mieszkały one jednak na terenie posiadłości.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Jezebel
Posty: 92
Rejestracja: 24 lip 2012, 22:07
Karta Postaci: viewtopic.php?p=31602#31602

26 paź 2012, 03:18

Etykieta, którą znała Jez zawierała w sobie mnóstwo bzdurnych i nieprzydatnych składowych takich jak ułożenie sztućców przy talerzach, sztuka składania serwetek, pozy które przystoją młodej damie. Wśród tego kryła się również znajomość wszelkiego rodzaju trunków wraz z ich przeznaczeniem. Dama, a przyszła pani domu powinna wiedzieć kiedy serwować gościom wino czerwone, kiedy białe, jakie potrawy dobrze komponują się z danym trunkiem. Dlatego też, gdy Hevan określił preferowany przez niego typ wina, dokładnie wiedziała, które wybrać.
Niech pan nie będzie dla siebie taki surowy, z pewnością wie pan więcej ode mnie. Postaram się przynieść coś odpowiedniego -niezależnie od stanu wiedzy rozmówcy, o ile był nim mężczyzna, Jez uwielbiała udawać mniej rozeznaną.

Zostawiła Hevana na chwilę w salonie i wraz ze stukotem obcasów ruszyła na poszukiwanie odpowiedniej butelki. Nie zajęło jej to długo. Jej zapas wina uszczuplił się ostatnio i z pokaźnych rozmiarów zapasów zostało marne kilkanaście butelek. Jak tu dobijać targów i załatwiać interesy, gdy brakuje wina? Przezornie postanowiła jak najszybciej uzupełnić zapasy a także wynająć kogoś, kto wykopie jej piwnicę z prawdziwego zdarzenia. Dużą, pojemną, ciemną i dostępną tylko dla niej. Nie dość, że mogłaby przechowywać tam przednie trunki, to na dodatek kilka pomieszczeń mogła by spożytkować w celach… eksperymentalnych.

Zanim Hevan zdążyłby się znudzić czekaniem, Jezebel wróciła uśmiechnięta, z butelką wina w dłoni. Dygnęła teatralnie w drzwiach i wyjmując z szafki dwa kryształowe kielichy, postawiła to wszystko na stoliczku.
Byłby pan tak miły zająć się tym dalej? -damy nie powinny zajmować się otwieraniem butelczyn, dlatego też pozostawiła to kapłanowi. Cały czas uśmiechała się słodko. Rozwiane wcześniej włosy jakoś się ułagodziły do tego stopnia, że wyglądały znośnie i niemalże naturalnie. Jez co jakiś czas nieświadomie poprawiała to jeden, to drugi kosmyk, nakręcała je na palec, czy też odrzucała wszystkie pukle do tyłu.
Zdecydowanie powinnam się przebrać, nie godzi się podejmować gościa w takim stanie. Tylko… mam jeden mały problem. Nie wiem dlaczego, ale nie mogę rozpiąć guzików. To pewnie z emocji wywołanych przez tę bandę dzieciaków. Dłonie mi się trzęsą… Czy mógłby pan mnie rozpiąć? -przez całą długość pleców, aż do tyłka, na sukni ciągnęły się małe guziczki. Jezebel była w stanie zdjąć suknię bez rozpinania ich, tak ją w końcu zakładała, jednakże nie mogła odmówić sobie takiej okazji do dobrej zabawy. Stanęła do Hevana tyłem i zagarnęła włosy na jedną stronę, aby nie przeszkadzały kapłanowi. Czy mógł odmówić kobiecie w potrzebie?
Awatar użytkownika
Hevan
Posty: 244
Rejestracja: 16 paź 2011, 19:26
Karta Postaci: viewtopic.php?t=899&highlight=hevan

03 lis 2012, 00:58

Kiedy Hevan wspomniał, że nie za bardzo zna się na rodzajach win, zauważył błysk w oku Jezebel. Pozwolił jej wybrać wino, obsłużyć się, zaś Ona, zapewniając że ma mniejszą wiedzę od niego, w ekspresowym tempie znalazła butelkę jakiegoś trunku. Jezebel grała z nim, ciężko było tego nie zauważyć, a Hevan zaczął się zastanawiać, jaki ma w tym cel.
W ty mieście wszyscy go znali. Jeżeli zapytało się losowego przechodniego na targu, istniała duża szansa że ten wskaże drogę do domu medyka. Hevanowi to nie przeszkadzało, ba, świadomi wyrobił sobie tę niewielką sławę. Łatwiej w ten sposób było zdobywać pieniądze i nowych klientów, czy przydatne znajomości.
Mieszkańcy miasta również wiedzieli, że prawie nigdy nie przyjmuje na noc żadnych kobiet, nie chadza do burdelów, ani w inne miejsca o podobnej famie. Hevan nie wierzył że Jezebel wpadła na niego przez przypadek, chciał się jedynie dowiedzieć co było tego powodem, i jaki Ona ma cel.
Oczywiście, mógł się mylić, przecież dość słabo znał się na płci pięknej. Na razie postanowił dalej, ostrożnie grać w jej grę.
Poproszony o otworzenie butelki spojrzał na korek, potem na gospodynie. Ta również niewerbalnym przekazem wskazała mu miejsce gdzie znajdował się korkociąg, potem poszło już łatwo, otwieranie butelki to nie coś specjalnie skomplikowanego.
Ale potem…Ona wykonała ruch. Medyk, choć niezbyt doświadczony, musiałby być kołkiem z dębu żeby nie zrozumieć jej intencji. Kobieta świadomie postawiła go w tej niezręcznej sytuacji.
Cóż począć, Hevan potwierdził swą chęć pomocy, i na razie bez słowa zaczął delikatnie, jakby bojąc się że ją skrzywdzi, rozpinać guziki jej gorsetu. Pilnował przy tym, żeby ciuch nie upadł, oczywiście przypadkowo, na podłogę, zostawiając dwójkę w nieodpowiednim położeniu. Ostrożnie dokonując tego niestosownego aktu, zaczął rozmowę.
Pani Jezebel… znam to miasto dość dobrze, ale jak widać nie wiele słyszałem o Twym rodzie. Zgaduje bowiem, sądząc po domu, służbie, manierach, że jest Pani szlachetnej krwi. Coś musiało mi umknąć
Awatar użytkownika
Jezebel
Posty: 92
Rejestracja: 24 lip 2012, 22:07
Karta Postaci: viewtopic.php?p=31602#31602

08 lis 2012, 23:27

Wbrew temu, co mogło się wydawać medykowi, Jezebel nie miała zamiaru go wykorzystać, a przynajmniej nie pomyślała o tym, gdy spotkała go w karczmie. Ich spotkanie było kompletnie przypadkowe, ale skoro mogło jej to w czymś pomóc, dlaczego miałaby nie skorzystać?
Kiedy znalazła odpowiednią butelkę wina, podała ją medykowi i odegrała całą tę szopkę z sukienką, uśmiechnęła się do siebie pod nosem, gdy już stała do niego tyłem i czekała, aż rozepnie wszystkie guziczki.
Czerpała dodatkową satysfakcję z tego, że sposób w jaki się z nią obchodził świadczył o pewnym podenerwowaniu i braku wprawy. Medyk, który krępuje się kobiety? Mało jej to pasowało, dlatego uznała, że on też prowadzi z nią pewien rodzaj gry. Kto będzie wygranym, a kto poniesie sromotną porażkę? Jezebel zdecydowanie lubiła wygrywać. Mediacje, próby znalezienia kompromisu, starania, aby każdy czuł się wygrany, to nie było dla niej. Jeśli miała cel, wszystko, co robiła miało ją do tego przybliżyć, niezależnie przed kim miałaby odkryć wdzięki, tym bardziej, że nie były całkiem jej.
Gdy Hevan spytał ją o dzieje jej rodu, odwróciła się gwałtownie, ledwie przytrzymując suknię na piersiach. Jako, że nie mógł szybko zareagować i cofnąć dłoni, które wcześniej trudziły się z guziczkami, nietrudno wyobrazić sobie, ze gdzieś musiały trafić. Wyżej lub niżej. Dlaczego to zrobiła? Najlepszą obroną jest atak, a skoro Jezebel nie miała pojęcia o rodzinie, przeszła do ofensywy, która miała stać się zasłoną dymną dla braków jej wiedzy.
Z pewnością coś umknęło. Zapewne to, że Tarreth i reszta rady patrzą wilkiem na szlachetnie urodzone osoby. To jest hmm… tragiczne w skutkach. Wiele rodów marnieje, traci wpływy. Większość ucieka w przychylniejsze zakątki świata… Złe czasy nastały, panie. Gdyby przynajmniej mniej zamożnym żyło się przez to lepiej, jeszcze miało by to jakieś wytłumaczenie. Ale nie widzę żadnych pozytywów w rządach Tarretha…
Westchnęła i poprawiła opadający materiał. Jeśli Hevan chciałby dłużej drążyć temat jej rodziny, miała jeszcze w rękawie kilka asów, które mogły by mu w tym przeszkodzić.
Awatar użytkownika
Hevan
Posty: 244
Rejestracja: 16 paź 2011, 19:26
Karta Postaci: viewtopic.php?t=899&highlight=hevan

15 lis 2012, 17:24

Hevan, podczas misternego zajęcia rozbierania kobiety zaczął zastanawiać się, czy nie byłoby dobrym pomysłem znaleźć sobie żonę. Wiele razy odganiał od siebie ten pomysł, z sobie tylko znanych powodów, ale ta wewnętrzna potrzeba bliskości drugiej osoby ostro dawała mu się we znaki. Tę lukę w życiu łatał pracą, niesieniem pomocy potrzebującym, z którymi nawiązywał również dość silne więzi. Uśmiechnął się na myśl, że są w tym mieście osoby, które cieszą się na jego widok, i którym na prawdę pomógł, nie wymagając niczego w zamian. Ci ludzie, czasem bez grosza przy duszy, zapierali się, by jakoś mu się odpłacić. Pozwalał im wtedy czasem sobie pomagać. Praca w jego ogrodzie, sprzątanie domu, zadania dla posłańca– to zawsze było coś drobnego, ale pozwalało im również poczuć się potrzebnymi, a to było ważne.
Szło mu całkiem nieźle, i już tylko dwa guziczki dzieliły go od oswobodzenia damy z ciasnej sukni, lecz ta, gdy on zadał jej pytanie, błyskawicznie się odwróciła, układając swoje piersi idealnie w jego dłoniach. Co za kobieta!
Szybko, lecz nie gwałtownie cofnął ręce, opierając je sobie na biodrach. Chciała go zawstydzić, więc starał się, żeby jego ruch nie wyglądał na nerwowy i gwałtowny. Na dokładkę zaczęła dość nieprzyjemny temat.
Hevan postąpił kilka kroków w stronę okna, chcąc spojrzeć na dzielnice Wolenville w której obecnie się znajdowali. Niestety, dom był niski więc widział tylko drzewo, parkan i światła z domostwa obok.
Tarreth… Tarreth patrzy wilkiem na wszystkich i na wszystko. Zaszyli się w tej swojej zamkowej norze i siedzą tam, jak przestraszone szczury. Czasem zastanawiam się, jakim cudem to miasto jeszcze żyje. Czy słyszałaś pani, co ludzie mówią o władzy? Nic! Nie mówią nic, bo władza dla tych ludzi nie istnieje. Po oblężeniu miasta, nikt nie zrobił niczego, by ulżyć tym biedakom! Na bogów, Cudem jest że nie wybuchła tutaj żadna epidemia i nie zdziesiątkowała mieszkańców.

Hevan mówił to coraz szybciej i groźniej, przy ostatnim zdaniu uderzając lekko pięścią w parapet, na szczęście się opamiętał.
Przepraszam pani, że się uniosłem. Jestem medykiem i wiem, w jakich warunkach żyją ludzie w tym mieście. Wielu z nich leczę za darmo, teraz jest o wiele lepiej, ale jeszcze rok temu udzieliłem wielu z nich ostatniej posługi. A Oni… nigdy nie wychodzą do ludzi, mimo że właśnie to jest teraz potrzebne. Świadomość że nad tutejszą ludnością ktoś czuwa, i że choćby nie do końca możliwe obietnice, że będzie lepiej.
Awatar użytkownika
Jezebel
Posty: 92
Rejestracja: 24 lip 2012, 22:07
Karta Postaci: viewtopic.php?p=31602#31602

21 lis 2012, 19:09

Jezebel udało się sprowadzić rozmowę na pewniejszy dla niej tor. Wyślizgnęła się z grząskiego gruntu i przestała się martwić o to, że znajdzie dobre odpowiedzi na pytania medyka. Ale zaraz… nie zastanawiałaby się, czy to, co mu opowiada zgodne jest z jakąkolwiek z prawd. Cała prawda, święta prawda i gówno prawda. Nie było na świecie nic bardziej subiektywnego i to właśnie uwielbiała. Wystarczyło mówić coś z przekonaniem, a ludzie uznawali to za pewnik…
Nie wiem, czy mogę wygłosić moje zdanie -oczywiście i tak by je wygłosiła.– Ale… nie podoba mi się to, co dzieje się z miastem. Ty, Panie, masz okazję poznać je od każdej strony. Mi przychodzi to o wiele trudniej, ale nawet ja widzę wiele nieprawidłowości.
Gdy Hevan stał przy oknie i zza ciężkiej kotary obserwował zewnętrze, podeszła do niego przytrzymując suknię na biuście. Dmuchnęła mu delikatnie w kark.
Przydałaby się jakaś zmiana. Coś, co otrzeźwiłoby Wolenvain. -ściszyła głos do szeptu.– Przecież nie chcemy, żeby tak wspaniałe miasto popadło w ruinę, prawda?
Nie była pewna, co z tego wyniknie. Oburzenie medyka świadczyło o tym, że męczyła go obecna sytuacja. Kobieta nie była jednak pewna, czy było to na tyle silne, żeby medyk zdecydował się na jakieko9lwiek działanie. Nie potrzebowała ludzi, którzy mogliby godzinami rozprawiać o tym, jak źle się żyje. Nie. Potrzebowała ludzi, którzy bez mrugnięcia okiem byliby w stanie zginąć, gdy zajdzie taka potrzeba.
Próbowałeś coś z tym zrobić, Panie? -obeszła go dookoła i ściskając poły sukni wbiła w niego wyzywające spojrzenie. Tak, jakby chciała wytknąć mu gnuśność i zmotywować. "Zrób coś. Działaj. Zrób to."
Awatar użytkownika
Hevan
Posty: 244
Rejestracja: 16 paź 2011, 19:26
Karta Postaci: viewtopic.php?t=899&highlight=hevan

29 lis 2012, 22:04

Patrzał przez okno i słuchał, starając się zrozumieć, co kobieta do niego mówiła. Przychodziło mu to z trudem, bowiem myśli jego zaprzątały wizje miasta, raz w płomieniach, raz ogarniętego nieprzemijającym szczęściem. Za każdym razem widział siebie pośród przemijających ludzi, jako ich część i obserwator zarazem. Ta wizja sprawiała ból, miał wrażenie że to wszystko już się kiedyś zdarzyło, czy może miało się dopiero zdarzyć? Trudno mu było rozróżnić te uczucia, wszystko ostatnio mu się myliło. Nawet teraz nie wiedział do czego dąży.
I jeszcze Jezebel… wiedziała w co uderzyć żeby usłyszeć echo. Powiedział A, miał więc zamiar powiedzieć również B. Nie miał nic do stracenia, zaś do zyskania było na prawdę wiele.
Nie wiem czy komukolwiek podoba się to, co się tu teraz dzieje. Miasto podnosi się w tempie pijanego kuternogi, i nie widać żadnych zmian. Szlachtę wyzuto z pieniędzy, zamiast pomagać im się bogacić i podwyższać podatki. Wolenvain jest nijakie, wszystkiego jest tu po trochu, a w zasadzie nie ma niczego. Dla czego Minaloith funkcjonuje? Bo jest górniczym miastem, z którego eksportuje się kruszce i wyroby metalurgiczne najwyższej jakości. Derin? Rzemieślnicy. Morinhthar? Magowie, chociaż z tym miastem to skomplikowana sprawa, Lokenth? Wspaniali kupcy, niezła flota. Chodzi o to, że Wolenvain nie ma niczego, poza tolerancją ras, co w zasadzie przynosi więcej kłopotów niż korzyści. Wrogowie mogliby zburzyć to miasto, i nikomu nie byłoby go szkoda, bo nic znakomitego się stąd nie bierze.
Wolenvain było istnym śmietniskiem innych miast. Jeżeli ktoś się nie nadawał do pracy z najlepszymi, to przychodził tutaj, taka prawda. Tylko lokacja tego miasta jest dobra, lecz nie potrafiono tego wykorzystać, wielka szkoda.
Niby co miałem zrobić? Wyciągnąć miecz i ruszyć na pałac żeby wyryć słowo "sprawiedliwość" na bramie miasta, a sekundę potem zginąć przeszyty strzałami? Nie mam w tym mieście potężnych sojuszników, skupiałem się raczej na ludziach, którzy sami nie mogli dać sobie rady.
Awatar użytkownika
Jezebel
Posty: 92
Rejestracja: 24 lip 2012, 22:07
Karta Postaci: viewtopic.php?p=31602#31602

09 gru 2012, 23:35

Czy nie byłoby wspaniale, gdybyś nadał sens temu miastu, panie? Gdybyśmy my nadali… Nie chodzi mi o tak impulsywne czyny jak niszczenie bramy miasta. Nie chciałbyś zrobić czegoś więcej dla tego miasta? Dla ludzi, którzy tu żyją, bo miasto to ludzie, nie tylko budynki, instytucje czy głupie statystyki…
Mówiła to wszystko powoli, nie spiesząc się, ważąc każde słowo. Dodatkowo, zanim jeszcze otworzyła usta, aby odpowiedzieć Hevanowi, wspięła się na palce, żeby dosięgnąć do pierwszych guziczków biało-szarej szaty. Ostrożnie błądziła opuszkami po pierwszym z metalowych, okrągłych guzików. Zupełnie, jakby tylko sprawdzała z czego jest zrobiony, ot z czystej ciekawości. Nic nie wskazywało na to, żeby miała go rozpiąć, ale sekundę później był już rozpięty.
Nie zwracając uwagi na możliwe protesty ze strony swojego rozmówcy, powtórzyła czynność z drugim guzikiem usytuowanym na kołnierzu szaty.
Nie jesteśmy już na mrozie, panie. Myślę, że ta szata nie będzie ci potrzebna -dodała słodkim i niezwykle niewinnym tonem w trakcie rozpinania trzeciego guzika. Tak samo jak w przypadku jej wypowiedzi, nie spieszyła się z tym, bo i po co? Pomimo tego, że delektowała się tą czynnością, ani się obejrzała a został jej ostatni guzik do rozpięcia. Spojrzała na Hevana czekając na reakcję. Tak, powinien jakoś zareagować.
Awatar użytkownika
Hevan
Posty: 244
Rejestracja: 16 paź 2011, 19:26
Karta Postaci: viewtopic.php?t=899&highlight=hevan

11 gru 2012, 00:12

Stał i patrzał się w okno jak zahipnotyzowany. W jego żyłach płynęła żądza mordu, a jednocześnie chęć ratowania każdego przejawu życia. Nigdy nie zwątpił w to że jest prawdziwym wybrańcem Trilla, ktoś z tak sprzeczną osobowością musiał ujrzeć mądrość w jego naukach. Dlatego właśnie zakonnicy Trila musieli być jednocześnie lekarzami i wojownikami. Jedną ręką bronili życia, zaś drugą je odbierali. Byli święcie przekonani że mają do tego prawo, lecz rzadko kto dzielił się tym uczuciem. Ludzie by nie zrozumieli.
Trzymając ręce za plecami ścisnął jedną dłoń na swoim nadgarstku, słuchając tego co mówiła Jezebel. Czy ta kobieta zdawała sobie sprawę na co się porywa? Zmiana sposobu myślenia tylu ludzi jednocześnie, zmiana władzy, jednocześnie nie osłabiając stabilności autonomii, Hevan był wykształconym człowiekiem ale mogło się okazać że to zadanie to dla niego zbyt dużo. A Ona? Nic o niej nie wiedział. Może była marzycielką, może faktycznie miała predyspozycje żeby sięgnąć po władze, a może była opętana? Nic nie wiedział o tej kobiecie, a jego intuicja podpowiadała mu że jest coś, co mogłoby go poważnie zaskoczyć, może nawet przerazić. Łatwo wyślizgnęła się z tematu o pochodzeniu, ale to dla Hevana było nieistotne. Jeżeli nie chciała o tym mówić, nie miał zamiaru naciskać, w końcu mogła to być jakaś bardzo osobista sprawa.
Raczej poczuł niż zauważył że się zbliża. Po jego ciele przeszły ciarki, a gdy zaczęła go rozbierać, przez chwilę nawiedziła go bardzo niestosowna myśl, szybko jednak ją zwalczył. W zasadzie nie wiedział co teraz zrobić. Wiele razy stawiał się w myślach w takiej sytuacji, i zasadniczo nic konkretnego go od niej nie odpychało. Zakonnicy Trila, którzy zostali wysłani dalej w świat by nieść jego nauki i zaprowadzać równowagę, mieli prawo współżyć z kobietą, nawet zakładać rodziny. Hevana na smyczy trzymało coś innego. Jego wiara.
Dawno temu, w czasach których już nie mógł sobie przypomnieć, zrozumiał bardzo ważną rzecz. Istnieli ludzie dla których został stworzony ten świat, oraz tacy, którzy zostali stworzeni dla świata. Tych drugich było znacznie mniej, nie wielu znał takich, którzy poświęcali się dla innych. On chciał dać od siebie jak najwięcej, samemu niewiele oczekując. Może i brzmiało to głupio, ale wiara była czymś, co nigdy go nie zawiodło, teraz zaś wierzył w siebie i w swoje idee. I mimo że to, do czego mogło zaraz dojść, wcale nie musiało mu przeszkadzać, wierzył, że ból który odczuje, będzie przedpłatą za to, co planował kiedyś zrobić.
Gdy kobieta była przy ostatnim guzik złapał ją delikatnie za ręce i podniósł je wyżej, starając się nawiązać z nią kontakt wzrokowy. Chyba pora żeby odsłonić trochę karty.
Ależ oczywiście że chciałbym zrobić coś dla tego krwawiącego miasta. Lecz czasem załatanie rany nie wystarczy, szczególnie że ciało toczy i osłabia choroba. Tril przywiódł mnie tutaj bym zaprowadził w tym miejscu porządek, jego światło prowadziło mnie przez tutejsze uliczki każdego dnia. I cóż, może przyszedł już czas aby rozpalić własną pochodnie i wskazać kierunek innym?
Awatar użytkownika
Jezebel
Posty: 92
Rejestracja: 24 lip 2012, 22:07
Karta Postaci: viewtopic.php?p=31602#31602

11 gru 2012, 23:03

Całe szczęście ona nie miała takich problemów. Nie musiała rozważasz słuszności podejmowanych decyzji czy też rozmyślać o swej wątpliwej moralności.
Gdy on złapał ją za ręce i podniósł wyżej, aby nie mogła dosięgnąć do ostatniego już guzika w jego szacie, wykorzystała to nader sprytnie zarzucając mu ręce na szyję i przysuwając się bliżej. Tak, jeszcze bliżej. Uśmiechnęła się słodko i wyszeptała mu do ucha:
Myślę, że rozpalenie dzisiaj własnej pochodni to całkiem… rozkoszny pomysł.
Zaśmiała się delikatnie i odsunęła się od niego na krok lub dwa. Zerknęła mu przez ramię na bawialnię, zupełnie jakby coś planowała. Potem subtelnie ale jednak stanowczo poprowadziła go w stronę fotela. Popchnęła go lekko, aby na nim usiadł. Ona sama przysiadła na jednym z podłokietników mebla i nachyliła się nad Hevanem.
Czy to nie jest przyjemna wizja? Zaprowadzić w mieście nowy porządek? -szeptała wpatrując się w zapewne osłupiałego mężczyznę. Jedną ręką opierała się na drugim podłokietniku, a drugą zajęła się ostatnim guzikiem wierzchniej szaty. Granica została zatarta?– Nie chciałbyś aby prawo i sprawiedliwość zakrólowało w Wolenvain? To się należy mieszkańcom… Możemy tego dokonać… Ale.. musisz tego chcieć, panie… -trudno było określić o czym w tym momencie mówiła. Czy o mieście, czy o sytuacji w której się znaleźli, czy o dwóch sprawach jednocześnie. Gdy uporała się już z guzikiem, zabrała się za rozsznurowywanie koszuli na którą natknęła się pod spodem. Zadziwiające było to, że jej rozpięta suknia nadal z niej nie spadła. Trzymała się już na słowo honoru…
Awatar użytkownika
Hevan
Posty: 244
Rejestracja: 16 paź 2011, 19:26
Karta Postaci: viewtopic.php?t=899&highlight=hevan

13 gru 2012, 00:46

Hevan myślał, że tym co zrobi ostudzi gorączkę kobiety, lecz mylił się. Jezebel, jak widać, skrupulatnie dążyła do celu, i jak na razie szło jej całkiem dobrze. Medyk stał się w pewnym momencie szmacianą kukiełką, która reagowała tylko na ruchy swojego pana. Nawet nie wiedział kiedy znalazł się na fotelu, i jak przez sen oglądał jak jego nowa znajoma powoli, lecz skutecznie, pozbawia go kolejnych części garderoby.
Teraz był już zupełnie pewien. Ta kobieta to znak, znak oraz próba jednocześnie. Musiał znaleźć dobre wyjście z obecnej sytuacji, nie mógł się jej oddać, ale jeżeli zatrzyma ją zbyt gwałtownie, może poczuć się… źle. W zasadzie niewiele wiedział o kobietach, ale pewnie mu też byłoby głupio w takiej sytuacji. Nie był jednak pewien czy ta cała gadanina o zmienianiu miasta nie była jedynie sposobem by zaciągnąć go do łóżka. Ale znowuż skąd ona miałaby wiedzieć, co nie daje Hevanowi spać? Może znała się na ludzkiej psychice lepiej niż on i jakoś to z niego wyczytała? Nie mógł tego jednoznacznie stwierdzić. Teraz jednak miał większy problem. Po raz kolejny ujął jej rękę, tym razem bardziej stanowczo. Zamknął na chwilę oczy i wziął głęboki oddech.
Tril wystawia mnie dziś na ciężką próbę. Cele moje oblewa nowym światłem, demaskując moją opieszałość. Tak, chce zaprowadzenia tutaj porządku, ale Ty pani chyba zbyt to bagatelizujesz.
Wstał z fotela. Nie mógł tego dłużej w ten sposób ciągnąć, bo był pewien że jeszcze nie długa chwila i by uległ. Tyle się tego dnia zdarzyło. I wszystko było bardzo… dziwne, bo chyba to słowo opisuje najlepiej zaistniałą sytuację. Pogoń za tym bachorem, pułapka, tułaczka po lesie, to spotkanie, i Ona, tak jakby świat dał mu znak do działania. Jednak uważał że Jezebel nie patrzy trzeźwo na sytuacje. Wziął swoją szatę i narzucił Ją na siebie.
Jeżeli to co mówiłaś pani, jeżeli w to wierzysz i chcesz działać, odwiedź mnie jutro w mojej posiadłości i przedstaw mi jak wyobrażasz sobie działanie w tym celu. Tymczasem wzywają mnie pewne obowiązki – głupie, ale nic lepszego na szybko nie wymyśli – które nie mogą czekać. Dziękuję za dzisiejszy dzień, i mam nadzieję, do zobaczenia.

Wróć do „Dzielnica mieszkalna”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 7 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 7 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52125
Liczba tematów: 2968
Liczba użytkowników: 1039
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Mejb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.