Posiadłość Mauno

Położona w południowo-zachodniej części miasta, z pozoru chaotyczna zabudowa składa się z kamienic należących do obywateli Wolenvain. To tutaj znajduje się znakomita większość zakładów rzemieślniczych stolicy.
Awatar użytkownika
Sarl
Posty: 628
Rejestracja: 26 kwie 2012, 12:27
GG: 23912838
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27349#27349

Posiadłość Mauno

01 lis 2012, 13:18

Z zewnątrz budynek ten wygląda na bardzo stary, jeszcze starszy niż jest w istocie. Bardziej wysoki niż szeroki, z kamiennymi fundamentami, w większości zbudowany z drewna. Posiada parter z charakterystycznie wysuniętym gankiem, dwa piętra plus poddasze. W istocie, jest jednym z najstarszych budynków w dzielnicy mieszkalnej, mimo tego nie wyróżnia się z tłumu pozostałych i w zasadzie od zawsze jest częścią tutejszego krajobrazu. W swojej historii już kilkukrotnie zmieniał właścicieli i widział już wiele różnych, nie zawsze przyjemnych rzeczy….
Od wewnątrz dom prezentuje się dużo przytulniej, choć nie wszędzie panuje ład. Widać, że jego właściciel nie radzi sobie z utrzymaniem porządku we wszystkich pomieszczeniach. Pierwszy z nich, i najmniejszy, to przedsionek stojący tuż za drzwiami, zazwyczaj przeznaczony tylko do wieszania ubrań. Tuż za nim znajduje się wielki, zajmujący cały parter salon ze starymi, drewnianymi, lecz w większości czystymi i niepokrytymi kurzem meblami – dwoma kredensami, jednym niższym, mieszczącym miski, garnki i sztućce, a drugim dwupiętrowym i oszklonym z rozmaitymi bibelotami, również oszkloną szafką ze stojącymi weń kieliszkami i szklankami – i kamiennym, wysokim kominkiem z metalowym rusztem i przywieszonym doń małym garnkiem.. Blisko niego stoją trzy fotele i niski stolik, a większość podłogi przykrywa niebiesko-czerwony dywan. Jedynym źródłem światła, oprócz pozbawionych firanek okien jest zwisający z sufitu żyrandol o kształcie krzyża z miejscem na świece na każdym jego końcu. Po lewej stronie od wejścia znajduje się klatka schodowa, oddzielona ścianą od reszty pomieszczenia. Na pierwszym piętrze znajduje się rząd sypialni gościnnych w liczbie czterech – niemal jednakowo wyposażonych w stolik, fotel, dużą szafę, regał z książkami i wąskie łóżko. W każdym znajduje się identyczne jak we wszystkich innych pomieszczeniach, spore okno z zewnętrznymi okiennicami. Nieużywane od dawna stoją puste i kurzą się tylko, pozamykane na klucz. Ostatnie pomieszczenie, mniejsze od pozostałych to miniaturowa łazienka z metalową wanną i drewnianą toaletą.
Drugie piętro dzieli się właściwie na dwa pomieszczenia – jeden stanowi spory i przestronny gabinet, w którym rezyduje Mauno. Okno, zwykle odsłonięte oświetlało duży pokój z mniejszym od salonowego kominkiem, położonym naprzeciw okna i stojącym obok samotnym, starym fotelem. Ścianę stojącą po przeciwnej stronie dużego, szerokiego łóżka w całości zajmował regał z książkami, którym właściciel nie pozwala pokryć się kurzem. W drugim mieści się łazienka, większa wersja poprzedniej. Na tym piętrze schody zwężają się i prowadzą do ostatniego pomieszczenia – również zamkniętego poddasza, którym szczyciła się ciemna i zakurzona rupieciarnia, w której spoczywa nie wiadomo co.

[/color]

MG

Drzwi do posiadłości otworzyły się, wpuszczając do środka oprócz właściciela i towarzyszącej mu najady także zawieję i deszcz panującą na zewnątrz. Mauno, wszedłszy do środka od razu zaryglował drzwi, uciszając szum deszczu i gwizdy wiatru, rosnącego z każdą chwilą. Dało się słyszeć jedynie stukot kropel uderzających w szyby.
Cholernie się rozpadało – mruknął, wieszając płaszcz na gwoździu wbitym w ścianę. Nie mówiąc już więcej przeszedł przez salon i wziąwszy krzesiwo i kawałki papieru zaczął rozpalać w kominku. Gdy w końcu udało się wzniecić płomień, dołożył dwie szczapy ze stosu stojącego po prawej stronie, wstał i rozsiadł się w fotelu, rozpinając pas z przypiętą doń bronią.
Możesz zająć jedną z sypialni na pierwszym piętrze, schodami do góry – odezwał się w końcu. – Klucz powinien być w zamku. Mogą być trochę zakurzone, dawno nie były używane. Jeśli będziesz potrzebować czegoś jeszcze, będę tutaj. Czasu mam nadmiar, a zajęć mało, więc nie będziesz przeszkadzać.
W zasadzie od zawsze mieszkał sam i przywykł już do ciszy wiążącej się z życiem w pustym domu, gdy słychać dźwięki dochodzące z zewnątrz i z środka, wszystkie trzaski starych desek, schodów i ścian. Nieraz słyszał buszujące po poddaszu myszy, ale już dawno przyzwyczaił się do tych wszystkich dźwięków. Pamiętał jak niegdyś, gdy był dzieckiem takie odgłosy go przerażały, szczególnie w nocy. Zwykle, im bardziej przysłuchiwał się im, tym były głośniejsze i tym więcej ich się pojawiało. Sam, mimowolnie nakręcał swoją wyobraźnię, pozwalając jej budować nierealne i straszne obrazy, powodujące te dźwięki. Teraz jednak, gdy się zestarzał a wyobraźnia skostniała, to wszystko było synonimem spokoju i wyciszenia. Nauczył się wyciszać, zapominać o tym, co go dręczyło… Gdyby nie to, już dawno odebrałby sobie życie. Ale i tak to zawsze powracało, wywołane nagłym skojarzeniem lub widokiem czegoś, co przywoływało wspomnienia.
Pojawienie się tej kobiety też przywoływało wspomnienia. Była przecież tak podobna do tej, którą niegdyś kochał… i której odebrał życie, powodowany szałem i zwyczajną, wyimaginowaną zazdrością. Przekroczył wtedy linię, co uświadomił sobie dopiero po czasie. Cienką linię, która dzieliła cynizm i uczucia. Zdrowe zmysły od szaleństwa. Zabił wielu, co przez lata nie pozostawiało śladu na jego psychice, ale to było już za wiele. Zrobił coś, od czego nie uwolni się już nigdy.
Vitae wydawała się przyjazna, a jej obecność, chociaż na chwilę przerywająca jego samotność mogła mieć dla niego dobre działanie. Może pomoc, jakiej będzie mógł jej udzielić przyniesie mu spokój.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Elten
Posty: 504
Rejestracja: 05 mar 2011, 17:45
Lokalizacja postaci: "Pod Wroną i Karoszem"
GG: 6761131
Karta Postaci: viewtopic.php?t=228

05 lis 2012, 21:57

Podróż z centrum do dzielnicy mieszkalnej odbyła się szybko i bez zbędnych rozmów. Raz, że Elten nie chciała zawracać Mauno głowy swoimi problemami, a dwa zaczynało padać, a taka pogoda zdecydowanie nie nadaje się do niewinnego plotkowania. Poza tym kobiecie było zimno i chciała jak najszybciej znaleźć się w dowolnym pomieszczeniu. Jeszcze się rozpadało. Deszcz nie był dla niej dużym problemem, w końcu jest wodnym stworzeniem, ale jednak wolała spać w suchym, zadaszonym miejscu. Dlatego, nawet, jeżeli mężczyzna się do niej odezwał, ona milczała tajemniczo, nieświadomie budując wokół siebie sekret, który aż chce się poznać.

Sam budynek nie wzbudził w niej szczególnie silniejszych uczuć. Ot, taki sobie dom. Zresztą nie miała prawa narzekać. Powinna była się cieszyć, że Ourelia zesłała jej tego człowieka. Może to kolejny artysta, który jak Ron ujrzał w białowłosej natchnienie? I ta jego dziwna reakcja w rynku… No nic, będzie miała jeszcze trochę czasu na analizę tej nowej znajomości.

Na słowa o pokoju, który miała zająć, podziękowała, uśmiechnęła się i ruszyła we wskazane miejsce. Jako, że spieszyło jej się do lokum, w którym miała tymczasowo zamieszkać, od razu otworzyła drzwi. W środku zastała umeblowanie, którego się w zasadzie spodziewała. Zwykły stolik, fotel, duża szafa, regał z książkami i wąskie łóżko, a prawie wszystko pokryte cienką warstwą kurzu. Nie był to może niebieski pokój w Anagoraxie, ale zdecydowanie spełniał wymagania Car'maris. Przyszło jej na myśl, że pójdzie poprosić Mauno o jakąś mokrą szmatkę, którą mogłaby powycierać kurze. I zapewne zrobiłaby to, gdyby coś nie przykuło jej uwagi.

Półka z różnymi, mniej lub bardziej tajemniczymi woluminami raczej nie wyglądała na nic szczególnego, prócz jednej, średniej wielkości, grubej księgi, którą ktoś musiał ostatnio dotykać, bo jako jedyna nie była zakurzona. Miała skórzaną, farbowaną na butelkową zieleń okładkę, z jakimiś nieodczytywanymi dla najady symbolami. Wyglądała na raczej starą, ale rzadko używaną. Eltenebreise sięgnęła po nią i otworzyła na pierwszej stronie. Była tam narysowana majestatycznie stojąca na brzegu morza kobieta, której jedynym odzieniem były długie, srebrzyste pasma włosów, a pod spodem kolejne znaki, które coś przypominały Car'maris, ale sama nie wiedziała, dlaczego i skąd ma je znać. Na następnych stronach znajdowały się rzędy tych samych symboli, tylko w mniejszym rozmiarze. "W jaki sposób to odczytać? Cholera jasna, nawet to zapomniałaś. Świetnie wyszłaś na usługiwaniu Ourelii, naprawdę, gratuluję." Pomyślała, że mogłaby zapytać o to Mauno, gdy pójdzie po mokrą szmatkę i tak też uczyniła, kładąc wcześniej lutnię na stoliku i zdejmując z siebie kubrak i opończę, których w tym pośpiechu zapomniała się pozbyć. Zbiegła po schodach na dół, mając nadzieję, że mężczyzna jeszcze tam siedzi. Jako, że się nie zawiodła, powiesiła swe odzienie tam, gdzie powinna i z książką w dłoniach podeszła do siedzącego przed kominkiem człowieka.

Przepraszam… Mówił pan, że w zasadzie nie ma pan nic do roboty, więc pomyślałam… Proszę mi wybaczyć, jeżeli było to zbyt aroganckie myślenie… Że mógłby mi pan pomóc z tą książką. Znalazłam ją w pierwszej sypialni od strony schodów. Przykuła moją uwagę, bo trochę wyróżniała się wśród innych woluminów, a te symbole – otworzyła na pierwszej stronie i wskazała dłonią podpis pod rysunkiem – skądś pamiętam, ale nie do końca wiem skąd – zagadnęła, patrząc to na książkę, to na Mauno. Nie chciała na razie siadać, bo uważała, że nie wypada tego robić bez pozwolenia.

Awatar użytkownika
Sarl
Posty: 628
Rejestracja: 26 kwie 2012, 12:27
GG: 23912838
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27349#27349

08 lis 2012, 15:52

MG

Patrzył na trzaskające płomienie, powoli zapadając się w swoich własnych myślach. Dosyć częste uczucie – przyzwyczaił się do niego przez lata samotnego życia. Było to nawet przyjemne uczucie – jedna myśl przechodziła w kolejne, układając się w powiązaną razem z sobą całość. Tak było, gdy zdołał się wyciszyć i myśleć o przyjemnych rzeczach, wtedy uderzała go fala wspomnień, sama z siebie wywołująca uśmiech na twarzy. Rozpalony ogień jedynie potęgował ten nastrój, podobnie jak stukający w okna deszcz.. Siedząc w fotelu i dalej wpatrując się w kominek, poczuł, że oczy same mu się zamykają.
Do jego uszu doleciał stukot, jakby ktoś właśnie szedł po schodach. Początkowo, do jego ogarniętego myślami umysłu wdarło się przerażenie. Wystarczyła jednak sekunda, by wrócił do rzeczywistości i przypomniawszy sobie, że przyjął do domu tamtą dziewczynę, uspokoił się. Obróciwszy się w fotelu zobaczył, że to faktycznie ona.
Wziął bez słowa książkę, którą do niego przyniosła i nie patrząc na okładkę otworzył ją na pierwszej stronie. To, co zobaczył sprawiło, że przeszedł go dreszcz, a coś chwyciło go za serce i mocno ścisnęło. Dlatego, że rysunek, który się tam znajdował, wykonał on sam – dla tej, którą niegdyś kochał. Ona też wierzyła w Ourelię, a to właśnie o niej traktowała ta książka. Przypomniał sobie, jak niedawno – zaledwie kilka dni temu – wyjął ją tylko dlatego, by popatrzeć na ów rysunek. Przypominał on czasy, gdy jeszcze było dobrze…
– Nie rozumiem – powiedział, patrząc na nią. – Pamiętasz litery, ale nie umiesz ich odczytać?
Zdawał sobie sprawę, że w społeczeństwie umiejętność czytania i pisania nie jest wcale powszechna, szczególnie wśród niższych warstw społecznych. Nie wyglądała na pochodzącą z takich sfer, chociaż bogato też nie wyglądała.
Ta książka jest o Ourelii. Nie czytałem jej nigdy, nie należała do mnie. Jeśli znasz litery chociaż trochę, to być może mógłbym ci pomóc. W sumie, i tak nie mam nic do roboty.
Jeszcze nigdy nie uczył nikogo czytać, ale coś takiego nie powinno być przesadnie trudne. Najpierw, otwarłszy książkę na następnych stronach, czytał zdanie po zdaniu, po czym przekazywał jej wolumin i kazał jej powtórzyć, co przeczytał. Nie okazywał większego zniecierpliwienia, jeśli jej to nie wychodziło. Miał jedynie nadzieję, że to, co przekaże, będzie miało jakiś skutek.
Awatar użytkownika
Elten
Posty: 504
Rejestracja: 05 mar 2011, 17:45
Lokalizacja postaci: "Pod Wroną i Karoszem"
GG: 6761131
Karta Postaci: viewtopic.php?t=228

16 lis 2012, 10:13

Zgadza się. Pamiętam, że dawniej potrafiłam to robić, ale z pewnych powodów nawet tak najprostsze umiejętności mi zanikły – powiedziała, z lekką nutą zakłopotania. Przecież z powodu tego, że, w pewnym sensie, nie potrafi czytać, mogłaby zostać pochopnie osądzona przez Mauno, a przecież chciał jej pomóc. Postanowiła więc, że po prostu będzie przysłuchiwać się temu, co powie mężczyzna. W pewnej chwili zwróciła uwagę na fakt, iż mina mężczyzny chwilowo się zmieniła, jakby czegoś się przestraszył. Spojrzała raz jeszcze na narysowaną w księdze kobietę. "W sumie… Wygląda trochę jak ja, tylko jest jakby bardziej majestatyczna. Dziwne."
Na słowa o tym, że, rzekomo nigdy nie czytał tej książki, Elten domyśliła się, że to może nie do końca być prawdą. No chyba, że ktoś włamał się do jego domu tylko po to, żeby poczytać sobie jakąś sentymentalną dla Mauno książkę. "Nieistotne. Człowiek ma chęć mi pomóc? Ma. Więc zajmij się tym, co mówi, najado."
O Ourelii? TEJ Ourelii? Matce wszelakich wód słodkich i słonych i każdego wodnego stworzenia? – zdziwiła się Car'maris, lekko unosząc głos. Trochę się nie spodziewała, bo przecież rysunek w ogóle nie oddawał prawdziwego wyglądu jej bogini, choć był piękny i cieszący oczy. Jednak po dłuższym namyśle przypomniała sobie, że przecież prócz niej, Niniel i Tarretha nikt jeszcze nie miał objawienia, tak więc skąd mogli znać prawdziwy wygląd Pani Mórz? Po raz drugi pomyślała o tym, że chciałaby usiąść, żeby się nie przewrócić z wrażenia. Uznała, że mężczyzna się nie obrazi, bo konwersacja i nauka trwały, więc zajęła miejsce w drugim fotelu.
(Jeżeli nie masz nic przeciwko, to przesunięcie czasu o dwie godziny. Jak coś, to to sprostujemy na gg.)
***
Po dwóch godzinach pracy z książką, najada przypomniała sobie wiele. Z pewnością nie odzyskała płynności czytania, ale przynajmniej była częściowo świadoma tego, co dany napis przekazuje. Postanowiła, że na chwilę zmieni temat, albowiem chciała lepiej poznać swego, można rzec, wybawcę.
Może skończymy na dziś? Nie sądzę, że jestem w stanie dalej przypominać sobie wszelkie litery. Natomiast miałabym takie pytanie… Jeżeli oczywiście ono pana nie urazi. Czym pan się w zasadzie zajmuje bądź zajmował w przeszłości? – zapytała niepewnie, zerkając to na kominek, to na Mauno.
Awatar użytkownika
Sarl
Posty: 628
Rejestracja: 26 kwie 2012, 12:27
GG: 23912838
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27349#27349

23 lis 2012, 15:43

Rozumiem. Nie będę pytał o szczegóły, nie mają one znaczenia. W każdym razie, spełnię twoją prośbę, nie jest to dla mnie problem. Wprawdzie, nigdy nie byłem nauczycielem, ale powinienem sobie poradzić, prawda? – wysilił się na uśmiech.
Popatrzyła na rysunek i zapytała z niedowierzaniem, jakby wątpiła w prawdziwość jego słów. Albo akurat Ourelia miała dla niej jakieś wyjątkowe znaczenie. Pozostawały mu jedynie domysły – sam, z własnej woli nie chciał o to pytać. Zadawanie pytań, zwłaszcza takich, które dotyczyły sfer prywatnych lub czegokolwiek innego, co mogło ich dotyczyć. Wiele razy takie rzeczy ciekawiły go, rzadko jednak skłaniał się ku poruszaniu tych tematów. Zawsze czuł się niezręcznie. Także gdy to jego dotyczyły takie pytania i musiał na nie odpowiadać. Naprawdę nie lubił opowiadać o swojej "barwnej" przeszłości. Sam próbował od niej uciec.
Tak, tej samej. Nie jestem wyznawcą, jak już mówiłem, książka nie należała do mnie. Obrazek to moje własne wyobrażenie. Tak, to moje dzieło.
Znów przypomniał sobie, gdy tworzył ów rysunek dla tej, z którą niegdyś wiązało go uczucie, toteż właśnie jej wygląd był dla niego inspiracją.. Ona była wyznawczynią. Tak bardzo się cieszyła… Właśnie dlatego zwrócił uwagę na Eltenebreise, wtedy, na rynku.
Przewrócił stronę i przeczytał pierwsze zdanie, najpierw szybciej, później powoli. Następnie czytał po wyrazie i kazał jej powtarzać, kilkukrotnie, aż radziła sobie z wymową w przynajmniej zadowalającym stopniu. W końcu, gdy poradziła sobie ze wszystkimi, nakazał jej przeczytać zdanie w całości. Potem zaś od nowa, z nowym zdaniem. W ciągu dwóch godzin udało im się przerobić jakieś półtorej strony – często kazał jej wracać do początku i czytać całość.
Nie poszło mu tak źle, jak się tego początkowo spodziewał. Mimo całkowitego braku doświadczenia w nauczaniu czynności, którą przez całe życie wykonywał praktycznie bez zastanowienia uznał, że najada jednak się czegoś nauczyła. Być może była to kwestia nie tyle nauki od zera, co przypomnienia tego, co niegdyś zapomniała. Osobiście nie wyobrażał sobie zapomnienia tak podstawowej czynności.
Jak chcesz – powiedział, zamykając książkę i odkładając ją na stolik. – Jeśli chcesz, możesz poczytać sobie jeszcze przed snem. Mimo wszystko najlepiej uczyć się samemu, myślę że przekazałem ci podstawy.
Zadała mu pytanie, którego obawiał się najbardziej. W sumie było do przewidzenia, że zainteresuje się jego przeszłością. Musiał jakoś odpowiedzieć, a mówienie w pełni prawdy niespecjalnie widziało mu się w tej sytuacji.
No cóż… – zawahał się. Myślał intensywnie nad czymś logicznym, co nie stawiałoby go w świetle niezrównoważonego psychicznie. Już i tak pewnie sprawiał wrażenie dziwaka. – Na pewno nie jestem kimś ciekawym. Moje życie nie wyróżnia się niczym szczególnym. Jak każdy usiłuję wiązać koniec z końcem, różnymi metodami. Jeśli cię to interesuje, urodziłem się w tym mieście i żyję w nim całe życie. Wątpię jednak, byś chciała wysłuchiwać moich wywodów o przeszłości. Z pewnością masz ciekawsze rzeczy do roboty.
Był pewien, że nie chciała słuchać. To, co w rzeczywistości było prawdą, napełniłoby ją pewnie przerażeniem o własne bezpieczeństwo. Kto chciałby mieszkać z człowiekiem, który powodowany gniewem i zazdrością zabił własną żonę? Człowiekiem, który zmuszony był żerować na cudzej krzywdzie, okradać i popełniać rozboje? Kimś, kto pół życia starał się bezskutecznie wypruć z siebie wszelkie emocje? Tylko po to, by skończyć jako zgorzkniały człowiek nękany wyrzutami sumienia.
Awatar użytkownika
Elten
Posty: 504
Rejestracja: 05 mar 2011, 17:45
Lokalizacja postaci: "Pod Wroną i Karoszem"
GG: 6761131
Karta Postaci: viewtopic.php?t=228

09 gru 2012, 12:54

Postanowiła naukę czytania przełożyć na następny dzień. Dziś chciała zająć się pokojem, który teraz zajmowała. Był nieco zakurzony, a ona była na tyle zmęczona, że chciała się jak najszybciej położyć. Poza tym miło by było poznać człowieka, który dał jej tymczasowo dach nad głową. Wysłuchała jego słów uważnie. Nie była to zbyt wyczerpująca odpowiedź, jednak póki co nie chciała naciskać, znali się zbyt krótko i z grzeczności wolała odpuścić. Zdecydowała zatem, że zwyczajnie weźmie się za sprzątanie.
Umm… Rozumiem. Chciałabym tylko jeszcze spytać, gdzie w tym domu znajdę jakieś szmaty, wiadro, wodę i miotłę. Faktycznie, jest w tym pokoju troszkę kurzu i muszę doprowadzić go do stanu używalności. Chyba, że ma pan dla mnie na teraz inne zlecenie - powiedziała, choć po wyrazie jej twarzy łatwo można było stwierdzić, że do większej roboty nie ma ani chęci ani siły. Najchętniej usnęłaby na miejscu, tutaj, przed tym kominkiem, ale nie wypadało. Ponadto nie darzyła Mauno jeszcze zbyt dużym zaufaniem, mogłoby się ostatecznie okazać, że to kolejny złoczyńca na jej drodze. Pająk, który zwabił muchę do swej pajęczyny i zamierza ją pożreć. Chociaż… Gdyby tak było to zapewne już by to zrobił. Dlatego nie zamierzała rozmyślać tej kwestii i po prostu pójść spać "u siebie".
Awatar użytkownika
Sarl
Posty: 628
Rejestracja: 26 kwie 2012, 12:27
GG: 23912838
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27349#27349

28 gru 2012, 22:36

MG

To wszystko powinno leżeć na strychu. Wodę możesz wziąć ze studni na zewnątrz – powiedział. Odwrócił się w fotelu w stronę okna. Wciąż lało, nie gorzej niż poprzednio. – W przedsionku powinien wisieć jakiś płaszcz. Tylko wytrzyj buty, jak będziesz wchodzić.
Mówił tonem całkowicie beznamiętnym. Nie wyrażał żadnych emocji, podobnie jak sam mówiący. Całkowita melancholia – tak można było opisać jego stan. Zmagania na gruncie psychicznym, mające na celu zmniejszenie wpływu tej części charakteru na niego i jego poczynania znów spełzły na niczym. Wewnętrzna wrażliwość, ckliwość, nawyk nieustannego rozmyślania i głęboka potrzeba użalania się nad sobą nieraz przejmowały nad nim kontrolę, wpędzając go w letarg. Do tego należało dodać też wyrzuty sumienia. Przez własną głupotę utracił jedyną osobę, na której mu kiedykolwiek zależało.
Podniósł się z fotela i ruszył w kierunku większego z kredensów. Otworzył górną, oszkloną część i wyciągnął stojącą tam na stojaku starą, zużytą fajkę. Zamknąwszy drzwiczki zaczął przeszukiwać dolną część, mruczywszy do siebie niewyraźnie. W końcu, nie znalazłszy tego, czego szukał wyłączył się na chwilę. Z fajką w ustach i zmarszczonymi brwiami wyglądał komicznie. Olśnienie przyszło kilka sekund później. Sięgnął w kierunku małego, papierowego zawiniątka i wyjął je. Już miał zamiar wstawać, gdy przypomniał sobie o jeszcze jednym. Wyjął jeszcze hubkę i podniósłszy się zamknął kredens. W międzyczasie zauważył, że najada powróciła z wiaderkiem pełnym wody. Przypuszczał, że zamierza wysprzątać pokój – faktycznie, nie sprzątał ich już dawno, oprócz swojego własnego gabinetu.
Tylko nie narozlewaj wszędzie tej wody – rzucił jeszcze za nią, podobnie beznamiętnym tonem. Oparł się o drewniany blat i rozpieczętował zawiniątko. Wyjął spomiędzy zębów fajkę, położył ją obok i zaczął nabijać znajdującym się w papierze tytoniem. Zbyt zgrabnie mu to nie wyszło i trochę spadło na blat. Pomstując niewyraźnie, wyzbierał ile się dało, a resztę zmiótł na podłogę niedbałym ruchem ręki. Wsadziwszy cybuch do ust zapalił kilkoma iskrami, pocierając hubkę. Przeraźliwy smród dymu wkrótce rozniósł się po całym pomieszczeniu. A za oknem wciąż, nieprzerwanie, lał deszcz. Aurę trudno było nazwać radosną, była jakby odbiciem nastroju podstarzałego, zgorzkniałego człowieka, stojącego przy oknie i obserwującego Wolenvain nieobecnym wzrokiem.
Eltenebreise na słowa Mauno pokiwała tylko głową i odeszła w stronę schodów. Na samym ich szczycie znajdowały się drzwi na strych, dokąd się wybierała. To, co znajdowało się za drzwiami, bardziej trafnie, choć mniej gustownie dało się nazwać pierdolnikiem. Duże, ciemne pomieszczenie, zawalone wszelakimi rupieciami, które gospodarzowi udało się zgromadzić przez te wszystkie lata. Nie szukała jednak długo. Wiadro od razu rzuciło jej się w oczy, stało dosyć blisko wyjścia. Szmat było aż nadto. Najgorzej było z miotłą; dostrzegła ją w kącie pomieszczenia, ale droga była zawalona różnymi gratami, więc problemem było samo dostanie się do niej. Koniec końców jednak udało jej się, przewróciwszy po drodze parę rzeczy.
Wróciwszy na dół z wiaderkiem, zmuszona była wyjść na deszcz, by nabrać doń wody. Zgodnie ze spostrzeżeniem gospodarza, na wieszaku wisiał jakiś płaszcz razem z kapturem, toteż ubrała obie części ubioru i wyszła na zewnątrz. Studnia była po drugiej stronie ulicy. Zawiesiła wiaderko na haku i nabrała wody, starając się szybko poruszać korbą, walcząc z zacinającym deszczem. Po powrocie zaś, starając się nie rozlać wody, zaniosła je do pokoju. Posiadając resztę potrzebnych przedmiotów, pozostało już tylko wziąć się za sprzątanie. Wymiecenie podłogi, wytarcie kurzy oraz umycie wszystkiego na mokro zajęło czas aż do wieczora, czyli jakąś godzinę.
Nadchodzący wieczór łatwo było przeoczyć przez całkowite zachmurzenie – gęste, ciemne, deszczowe chmury wciąż przetaczały się nad miastem, ale deszcz jakby osłabł. Wciąż jednak lało, co nie napawało chęcią do robienia czegokolwiek. Zmęczona sprzątaniem Eltenebreise położyła na łóżku świeżą pościel, leżącą w szafie po drugiej stronie pokoju i położyła się na łóżku. Mimo jeszcze wczesnej godziny zasnęła szybciej, niż mogłaby się spodziewać.
Głuche uderzenie wyrwało ją ze snu, sprawiając, że z przestrachem otworzyła oczy. Zamiast drewnianego sufitu pokoju, jak się spodziewała, ujrzała jednak bezkresną ciemność. Szybko zorientowała się, że dookoła niej również rozciąga się mrok, a ona sama spoczywa na małej, nierównej, kamienistej wysepce, stojącej nie wiadomo jak pośród nicości. To sen – pomyślała w pierwszej chwili. Wszystko jednak było zbyt realne i wydawało się, jakby działo się naprawdę.
Gdy podniosła się niepewnie, nie wiedząc o co chodzi, ani gdzie tak naprawdę się znajduje, postawiła krok przed siebie, chcąc spojrzeć w dół, w otchłań poniżej. Ku jej zaskoczeniu, tuż przed nią wyrosła ścieżka – kilka następnych kamieni wyskoczyło z dołu, znikąd, układając się w drogę. Kilka następnych kroków przyniosło podobny rezultat. Zaczęła iść bardziej śmiało. Niedługo później z mroku zaczęły wyłaniać się inne kształty. Ścieżka tworzyła odgałęzienia, które prowadziły do portali. Każdy z nich był opatrzony opisem. Jeden z nich głosił "NINIEL", inny zwał się "SERGHIO", a jeszcze inny podpisany był "SAMAEL". Dalej napisy zmieniały się. "WOLENVAIN", "LOKENT", "LAS ZACHODNI". Na samym zaś końcu dalszą drogę blokowały ostatnie z portali. Stały obok siebie, a oba były opatrzone tytułem "ŚMIERĆ".Wpatrując się w nie, w jej głowie powstawały coraz to nowe wspomnienia. Wspomnienia z poprzedniego życia. Głębia każdego z portali pozwalała przeżywać je na nowo – przynosiły odczucia identyczne, jak te realne. Jak nigdy przedtem przypominała sobie, co działo się wcześniej. Wspomnienia ożywały, stawały się żywymi istotami, które rodziły się, żyły i umierały w jej umyśle. Każde przynosiło coś innego – niosły ze sobą ostrzeżenie, przestrogę, naukę. Niektóre pozwalały na odpoczynek, a inne gnębiły, męczyły i nie dawały spokoju. W jej głowie też, jak niegdyś, rozlegał się szum. Kolejna różnica – naprawdę nie słyszała, czy bardziej nie czuła, tego dźwięku już od dawna. Szum symbolizował dawne dziedzictwo, utracone wraz z przywróceniem do życia. Czuła, jak wszystko, co straciła, wracało do niej.
Dotarła do końca ścieżki i spojrzała w bliźniacze obrazy. Różniły się tylko jednym. Drugi z nich był niedokończony, jak gdyby ich autor – ktoś nieskończenie utalentowany, potrafiący w jednym dziele zawrzeć mnóstwo wydarzeń i odczuć – pozostawił pracę nieukończoną. To wszystko było alegorią, jak dało się zrozumieć. Ich autorem była ona sama. Zagłębiona w otchłaniach własnej podświadomości przeżywała na nowo swoje życie. Swoje życia. Przeszukiwała wspomnienia, chcąc odzyskać utraconą moc. Niedokończone dzieło oznajmiało, że jej przyszłość należy już tylko wyłącznie do niej.
Awatar użytkownika
Elten
Posty: 504
Rejestracja: 05 mar 2011, 17:45
Lokalizacja postaci: "Pod Wroną i Karoszem"
GG: 6761131
Karta Postaci: viewtopic.php?t=228

13 sty 2013, 21:21

Dziwne rzeczy działy się z umysłem najady, oj, dziwne. Chyba nigdy nie miała aż tak chorych jazd przez sen, jak teraz. Jakieś ścieżki z dziwnymi podpisami. Jedyne, które cokolwiek jej mówiły, to Niniel i Samael. No i wiadomo – Wolenvain i Lokent, w końcu to miasta z kontynentu Lewiatan. Kim zatem był Serghio? Gdzie znajdował się Las Zachodni i co miał z nią wspólnego i w końcu, dlaczego w jej wspomnieniach znajduje się śmierć? Postanowiła, że najrozsądniej będzie przejść przez wszystkie alejki.

Cofnęła się główną drogą i zbliżyła do jej odgałęzienia, opatrzonego imieniem Niniel.

Vitae…
Dzieciństwo, w którym ważniejszy dla siostry był elfi przybłęda. Nie było to najlepsze, co spotkało Elten, jednak nadal nie zmieniało tego, że kochała Niniel. Jej ucieczka, po której jasnowłosa ruszyła na poszukiwania, zmieniając swe życie o 180 stopni, a potem ponowne spotkanie w Wolenvain. Następne spotkanie po ukryciu się przed oblężeniem. Powstanie Kapituły. Wiadomość o zaręczynach z pewnym długowłosym wampirem. Zszokowanie, ale i radość z tego tytułu. Wskrzeszenie. Tu pojawiła się dziura w pamięci, bowiem za nic nie mogła sobie przypomnieć, dlaczego umarła. Zapewne ta informacja miała ją czekać w dalszej części alei. Ciemność kończyła się w momencie ich ostatniego spotkania w Pałacu Sprawiedliwości. Wówczas najada automatycznie przeniosła się myślami do głównej alei i skierowała kroki do napisu "SERGHIO".

Vitae Blaine…
Nie zabawiła tam długo. Ponownie znalazła się w pokoju karczmy "Pod Pechowym Linoskoczkiem", gdzie podpisywano akt utworzenia Kapituły i gdzie najada otrzymała od wampira krzyżyk-klucz do zamku Anagorax, który wkrótce mieli zabrać jej Latarnicy. Potem, w dalszej części, zawitali do wyżej wymienionej twierdzy, gdzie Serghio zaprowadził przyszłą szwagierkę do pokoju, który miała od teraz zajmować. I znów powrót do głównej drogi.

Invitaelise Blaine…
Najdłuższą i najbardziej krętą ścieżką okazywała się być ta opatrzona imieniem Samael. Wyglądało na to, że to tam wszystko będzie pokazane najwyraźniej. Faktycznie, Elten nie myliła się. Pierwsze, co ujrzała to staw w Nizinach Szmaragdu, gdzie po raz pierwszy spotkała półdemona, a także gdzie wystrzeliła ostatnią strzałę, którą przebiła serce zabójcy. Kolejna pusta, czarna plama. Dalej znajdował się przytułek w Wolenvain, pierwszy pocałunek, po którym osłabiona najada wyszła z budynku. Potem spotkanie przy bramie Pałacu Sprawiedliwości. Ciepłe, bezpieczne ramiona mężczyzny, którego kochała, ale nigdy nie mogła pojąć. Dalej siedziba majordomusa, gdzie jasnowłosa dowiedziała się o wybrykach ukochanego, a potem jego słowa, że kobieta powinna przeczekać na niego w Linoskoczku, co też czyni.

Invitaelise Antoinette Blaine…
Kolejny powrót. Tym razem następne rozgałęzienie alei prowadziło do portalu z napisem "WOLENVAIN". Wszystko zaczynało się od momentu, gdy przybyła do miasta i znalazła tam swoją siostrę. Potem tymczasowo się tam osiedliła, a następnie musiała wyjechać, kiedy doszło do oblężenia. Następnie znów znalazła się w stolicy Autonomii, aby zobaczyć ją w gruzach i spotkać się z osobami, na spotkanie z którymi pozwoliła Ourelia, a następnie zniknąć, nie dając bliskim znaku życia. A potem ponowny powrót i spotkanie z Mauno.

Invitaelise Antoinette Blaine, córka Athana i Nerdhi…
Następna ścieżka była opatrzona napisem "LOKENT". Tam nie chciała iść, doskonale wiedziała, co tam ją spotkało i dlaczego. Ruszyła więc prosto do wspomnień związanych z Lasem Zachodnim. Ujrzała tam całe swoje dzieciństwo, młode życie, rodziców, pobratymców, ale także ucieczkę z tego miejsca. Widziała wszystkie obiekty najad, związane z kultem Ourelii. Nie chciała tu zbyt długo przebywać, za bardzo nurtowała ją alejka, która zawierała tajemnicę jej śmierci.

Eltenebreise Car’maris, Niczyja…
Weszła w nią nieco niepewnie. Co ciekawe, jedyne, co tam zobaczyła, to znów sytuacja znad stawu, kiedy zginęła przez Samaela i zabójcę, którego na nią nasłał. A potem transport jej ciała do świątyni bogini mórz w Wolenvain. I wskrzeszenie. Było w tym portalu jednak coś niesamowitego. Coś, co miało podziałać pozytywnie, jednak stało się wręcz przeciwnie – zapoczątkowało to tylko pasmo nieszczęść.

Znalazła się w końcu u schyłku alei. Jej podróż dobiegła końca. Nagle całe to dziwaczne otoczenie zaczęło zanikać, tylko po to, aby zamienić się w drewniany sufit w pokoiku w posiadłości Mauno. Westchnęła i spojrzała w okno.

Awatar użytkownika
Sarl
Posty: 628
Rejestracja: 26 kwie 2012, 12:27
GG: 23912838
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27349#27349

04 lut 2013, 20:47

MG

Podczas gdy Eltenebreise spała, nękana koszmarami, Mauno wciąż nie mógł zasnąć. Stało się już to niemalże rytuałem; ilekroć próbował się położyć i zamykał oczy, ogarniały go wspomnienia, które nie pozwalały zasnąć. Obserwował więc widok rozpościerający się za oknem, powoli zapadający zmrok wśród lejących z nieba strug deszczu, co jakiś czas zaciągając się podłym, gryzącym tytoniem. Tylko to mu pozostało po tych wszystkich latach, gdy wróciło opamiętanie i przyszła refleksja. Odszedł w końcu od okna i wbił swój wzrok w płomienie.
Jego myśli powróciły do tamtej, którą przyjął do siebie – zupełnie przypadkiem, jakby bogowie ją zesłali tylko po to, by mógł zrobić coś dobrego dla kogoś. Że też przyszło to dopiero teraz, gdy był już wrakiem człowieka, zniszczonym na zewnątrz i od środka… Mimo, że znał ją tak krótko, pragnął podzielić się z nią tym, co przyniosło jego życie, zaufać jej, tak jak powinien był zaufać tej, którą obdarzył miłością.
Nie zdołał. Nigdy nie potrafił zaufać nikomu – niezależnie od swych uczuć zawsze był pełen podejrzeń, nierzadko zupełnie pozbawionych logicznych podstaw. To właśnie ta cecha, granicząca z paranoją, oraz nierzadko chorobliwa zazdrość i niegdysiejsza skłonność do gniewu uczyniła jego życie tym, jakie było. Jakby bogowie chcieli, by nie zginął przedwcześnie, by męczył się z poczuciem winy. Ale była też druga strona medalu – być może otrzymywał właśnie drugą szansę; nie poniósłszy kary, jedynie pokutę do spełnienia. A ona, Eltenebreise, tak bardzo przypominała mu…
Potok myśli został przerwany. Mauno zapadł w sen, przynosząc ulgę strapionemu umysłowi. Spał jeszcze, gdy najada ocknęła się ze swojego proroczego, nadnaturalnego snu, jednego z tych, które trafiają się raz w życiu. Niestety, w miarę, gdy dochodziła do przytomności, wspomnienia rozmywały się, aż w końcu w jej głowie pozostało to jedno jedyne, będące jakby pointą całości: moc pozostała, trzeba ją jedynie wydobyć, odnowić. A przyszłość nie była jeszcze zapisana na kartach losu.
Gdy doprowadziła się do porządku i zeszła na dół, nie wiedziała w pierwszym momencie, gdzie znajduje się jej gospodarz. W pierwszej chwili w jej oczy rzucił się tasak, odłożony na stolik. Być może widziała go wczesniej, ale nie miała okazji mu się przyjrzeć. Była to brutalna broń z kanciastą, prostokątną i jednosieczną głownią, zaopatrzoną w ostry, zakrzywiony dziób po przeciwnej stronie ostrza. Oręż, o dziwo, wydawał się nowy i nieużywany, chociaż prezencja jego własciciela jakby temu przeczyła. Przypomniała sobie, jak sama niegdyś potrafiła walczyć, ale zatraciła tę umiejętność. Przyszło jej też do głowy myśl, jakież to tajemnice może skrywać Mauno.
Awatar użytkownika
Elten
Posty: 504
Rejestracja: 05 mar 2011, 17:45
Lokalizacja postaci: "Pod Wroną i Karoszem"
GG: 6761131
Karta Postaci: viewtopic.php?t=228

10 lut 2013, 11:58

Kiedy już się obudziła, natychmiast doprowadziła się do porządku i zeszła na dół. Była zmęczona tą nocą. Trudno jej się dziwić – nękały ją koszmary, których w większej części w ogóle nie pamiętała. Ta noc jednak uświadomiła jej pustkę w głowie, której wcześniej nie dostrzegała. Cóż, zmieniła nieco swoją tożsamość, stała się zupełnie inną osobą. Tak naprawdę, to zwyczajnie narodziła się na nowo. Z łona jej matki, bogini Ourelii. A tak przynajmniej jej się wydawało, bo z dnia na dzień powoli zaczynała wątpić w to, że została wybrana. Wręcz przeciwnie – przeczuwała, że pani mórz się od niej odwróciła. Od przenosin do Lokent nie odezwała się ani słowem. Tak czy siak, wierzyć nie przestała. Sama nie wiedziała, co musiałoby się stać, aby zatraciła swą miłość do bogini, aczkolwiek była pewna, że to powinno być coś bardzo niedobrego.

Na dole nie widziała Mauno, co trochę ją zdziwiło. Sprawił na niej wrażenie osoby, która wcześnie wstaje. Ziewnęła szeroko, zakrywając usta dłonią. Trochę była głodna i chciało jej się pić, ale nie wiedziała, gdzie w posiadłości znajdzie jakąś spiżarkę, czy cokolwiek, dlatego z czystego braku czegoś innego do roboty, zaczęła bliżej przyglądać się pomieszczeniu, w którym wczoraj uczyła się czytać. Najpierw zwróciła uwagę na zastawy stołowe, znajdujące się w jednym z kredensów. Myślała o tym, czy należały może do przodków jej dobroczyńcy, czy może poprzedniego właściciela. Choć nie miało to dla niej większego znaczenia, była to myśl, która odciągała ją od kontemplacji na temat jej obecnej sytuacji.

Podeszła do stolika, na którym zobaczyła dziwny tasak, z pewnością niesłużący do krojenia mięsa. Wzdrygnęła się na jego widok, bo była to ostatnia rzecz, którą spodziewała się tu ujrzeć. Zganiła się jedynie o to, że jej pierwszą myślą było to, że Mauno zapewne przygotował tę broń przeciwko niej. Znów przypomniała sobie, jak bardzo jest bezbronna. Że może być jedynie muchą zapędzoną w sieć tego tajemniczego człowieka. Potem zaś uspokoiła się podobną myślą, co wczoraj – gdyby chciał zrobić jej krzywdę, już by to uczynił. Wzięła tasak do ręki. Był nowy, może jej dobroczyńca używał go tylko w celach samoobrony? Nie musiało to przecież oznaczać, że jest zabójcą, lub kimś w tym guście. A być może w przeszłości należał do jakiejś organizacji najemników, poszukiwaczy przygód? Elten mogła snuć domysły. Nieostrożnie dotknęła palcami ostrza, przecinając w ten sposób kciuk i palec wskazujący. Odłożyła szybko oręż, ssąc ciepłą, słodką krew. Pomyślała, że Mauno nie może się dowiedzieć o tym incydencie i natychmiast wytarła kilka kropel pozostałych na tasaku o czarne spodnie, na których, jak sądziła, nic nie będzie widać. Kiedy jednak dzierżyła w dłoni rękojeść, czuła, że kiedyś już miała z czymś takim do czynienia, że ten dotyk nie jest jej obcy. Nie mogła pozbyć się tej myśli. Czym się dawniej zajmowała? To przecież oczywiste – od zawsze służyła Ourelii, była jej córką, przedstawicielem na Lewiatanie i swego rodzaju mesjaszem, a przynajmniej tak to zrozumiała. Ale strzępki poprzednich wspomnień męczyły ją przez cały czas. Wiedziała, gdzie jej miejsce, pamiętała Samaela i pozostałości z uczuć, którymi go darzyła. Kojarzyła też imię Niniel, jednak za nic nie mogła sobie przypomnieć, jak ona wygląda. Ten pierwszy ponoć nie żył. Sądziła, że ta informacja bardziej ją dotknie, że zacznie płakać, popadnie w depresję i w końcu popełni samobójstwo. Nie, była silna. Chyba, że ta siła pochodziła właśnie od pani mórz, być może to też ona przysłała na rynek w Wolenvain Mauno, kogoś, kto tymczasowo zapewnił jej dach nad głową. Już teraz miała wobec niego dług wdzięczności, a co będzie za tydzień, miesiąc, rok? Czy odnajdzie w tym czasie swoje powołanie? A może przypomni sobie swą przeszłość i zacznie dążyć do tego, aby jej życie wyglądało tak, jak dawniej? Nie, przecież ono nie mogło odzyskać poprzedniej świetności. Nie bez Samaela. Tak naprawdę nie do końca rozumiała całą zaistniałą sytuację. Przecież to w Lokent miała znaleźć szczęście, a co otrzymała? Wytatuowanego, bezwzględnego brutala w kapturze. Sukinsyna, który za wszelką cenę chciał poznać jej tajemnicę, której sama w pełni nie znała. Miała świadomość tego, że okłamała mężczyznę, że najprawdopodobniej zasłużyła na spoliczkowanie. Ale była osobą, która nie miała nic do stracenia, za to wiele do zyskania, dlatego nie mogła powiedzieć prawdy. Zdradziłaby w ten sposób swoje przeznaczenie.

Burczący brzuch znowu dawał znaki życia, podobnie jak suchość w gardle. Musiała poczekać na gospodarza domu, aby coś dalej uczynić. Wróciła więc na chwilę do pokoju po inną książkę, tym razem zawierającą bajki z morałem dla dzieci. Miała dziwne przeczucie, że jej nikt takich nie czytał. Ją raczej zajmowało taplanie się w jeziorze całymi dniami. Dzierżąc w dłoniach stosunkowo cienki tomik, usiadła w salonie na fotelu i spróbowała dalej czytać. Wiedziała już, co jest napisane na okładce. "Klechdy, bajki i baśnie". Tym razem w środku było znacznie więcej ilustracji i zdecydowanie nie w stylu ryciny znajdującej się w podaniu o Ourelii. Mogła być pewna, że nie rysował tego Mauno. Jednak to nie na obrazkach skupiła się szczególnie, a na treści. Tytuł pierwszej baśni odczytała z łatwością, bowiem rozmiar liter był co najmniej dwa razy większy, niż w tamtym tomiszczu. "O kościanym potworze". Pod spodem znajdował się duży na pół strony świetlisty krajobraz wiejski, narysowany najprawdopodobniej atramentem. Szczególnie jednak uwagę najady przykuł widok będących w tle gór. Chwilę potem zaczęła czytać. "Dawno, dawno temu…" Było to zdecydowanie prostsze, niż wczoraj i zajęło dużo krócej, bo pierwszą stronę przeczytała już po 5 minutach. Z powodzeniem mogła powiedzieć, że prawie umie czytać. Teraz wypadałoby poćwiczyć pisanie. Nie miała jednak pod ręką ani atramentu, ani pergaminu. Zdecydowanie bardzo zależna była od gospodarza, dlatego pozostało jej jedynie czekać.

Wróć do „Dzielnica mieszkalna”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 8 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 7 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot]
Liczba postów: 52146
Liczba tematów: 2970
Liczba użytkowników: 1042
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: xXVukoXx
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.