Posiadłość Mauno

Położona w południowo-zachodniej części miasta, z pozoru chaotyczna zabudowa składa się z kamienic należących do obywateli Wolenvain. To tutaj znajduje się znakomita większość zakładów rzemieślniczych stolicy.

Moderator: MG

Awatar użytkownika
Sarl
Posty: 628
Rejestracja: 26 kwie. 2012, 12:27
GG: 23912838
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27349#27349

Posiadłość Mauno

01 lis. 2012, 13:18

Z zewnątrz budynek ten wygląda na bardzo stary, jeszcze starszy niż jest w istocie. Bardziej wysoki niż szeroki, z kamiennymi fundamentami, w większości zbudowany z drewna. Posiada parter z charakterystycznie wysuniętym gankiem, dwa piętra plus poddasze. W istocie, jest jednym z najstarszych budynków w dzielnicy mieszkalnej, mimo tego nie wyróżnia się z tłumu pozostałych i w zasadzie od zawsze jest częścią tutejszego krajobrazu. W swojej historii już kilkukrotnie zmieniał właścicieli i widział już wiele różnych, nie zawsze przyjemnych rzeczy….
Od wewnątrz dom prezentuje się dużo przytulniej, choć nie wszędzie panuje ład. Widać, że jego właściciel nie radzi sobie z utrzymaniem porządku we wszystkich pomieszczeniach. Pierwszy z nich, i najmniejszy, to przedsionek stojący tuż za drzwiami, zazwyczaj przeznaczony tylko do wieszania ubrań. Tuż za nim znajduje się wielki, zajmujący cały parter salon ze starymi, drewnianymi, lecz w większości czystymi i niepokrytymi kurzem meblami – dwoma kredensami, jednym niższym, mieszczącym miski, garnki i sztućce, a drugim dwupiętrowym i oszklonym z rozmaitymi bibelotami, również oszkloną szafką ze stojącymi weń kieliszkami i szklankami – i kamiennym, wysokim kominkiem z metalowym rusztem i przywieszonym doń małym garnkiem.. Blisko niego stoją trzy fotele i niski stolik, a większość podłogi przykrywa niebiesko-czerwony dywan. Jedynym źródłem światła, oprócz pozbawionych firanek okien jest zwisający z sufitu żyrandol o kształcie krzyża z miejscem na świece na każdym jego końcu. Po lewej stronie od wejścia znajduje się klatka schodowa, oddzielona ścianą od reszty pomieszczenia. Na pierwszym piętrze znajduje się rząd sypialni gościnnych w liczbie czterech – niemal jednakowo wyposażonych w stolik, fotel, dużą szafę, regał z książkami i wąskie łóżko. W każdym znajduje się identyczne jak we wszystkich innych pomieszczeniach, spore okno z zewnętrznymi okiennicami. Nieużywane od dawna stoją puste i kurzą się tylko, pozamykane na klucz. Ostatnie pomieszczenie, mniejsze od pozostałych to miniaturowa łazienka z metalową wanną i drewnianą toaletą.
Drugie piętro dzieli się właściwie na dwa pomieszczenia – jeden stanowi spory i przestronny gabinet, w którym rezyduje Mauno. Okno, zwykle odsłonięte oświetlało duży pokój z mniejszym od salonowego kominkiem, położonym naprzeciw okna i stojącym obok samotnym, starym fotelem. Ścianę stojącą po przeciwnej stronie dużego, szerokiego łóżka w całości zajmował regał z książkami, którym właściciel nie pozwala pokryć się kurzem. W drugim mieści się łazienka, większa wersja poprzedniej. Na tym piętrze schody zwężają się i prowadzą do ostatniego pomieszczenia – również zamkniętego poddasza, którym szczyciła się ciemna i zakurzona rupieciarnia, w której spoczywa nie wiadomo co.

[/color]

MG

Drzwi do posiadłości otworzyły się, wpuszczając do środka oprócz właściciela i towarzyszącej mu najady także zawieję i deszcz panującą na zewnątrz. Mauno, wszedłszy do środka od razu zaryglował drzwi, uciszając szum deszczu i gwizdy wiatru, rosnącego z każdą chwilą. Dało się słyszeć jedynie stukot kropel uderzających w szyby.
Cholernie się rozpadało – mruknął, wieszając płaszcz na gwoździu wbitym w ścianę. Nie mówiąc już więcej przeszedł przez salon i wziąwszy krzesiwo i kawałki papieru zaczął rozpalać w kominku. Gdy w końcu udało się wzniecić płomień, dołożył dwie szczapy ze stosu stojącego po prawej stronie, wstał i rozsiadł się w fotelu, rozpinając pas z przypiętą doń bronią.
Możesz zająć jedną z sypialni na pierwszym piętrze, schodami do góry – odezwał się w końcu. – Klucz powinien być w zamku. Mogą być trochę zakurzone, dawno nie były używane. Jeśli będziesz potrzebować czegoś jeszcze, będę tutaj. Czasu mam nadmiar, a zajęć mało, więc nie będziesz przeszkadzać.
W zasadzie od zawsze mieszkał sam i przywykł już do ciszy wiążącej się z życiem w pustym domu, gdy słychać dźwięki dochodzące z zewnątrz i z środka, wszystkie trzaski starych desek, schodów i ścian. Nieraz słyszał buszujące po poddaszu myszy, ale już dawno przyzwyczaił się do tych wszystkich dźwięków. Pamiętał jak niegdyś, gdy był dzieckiem takie odgłosy go przerażały, szczególnie w nocy. Zwykle, im bardziej przysłuchiwał się im, tym były głośniejsze i tym więcej ich się pojawiało. Sam, mimowolnie nakręcał swoją wyobraźnię, pozwalając jej budować nierealne i straszne obrazy, powodujące te dźwięki. Teraz jednak, gdy się zestarzał a wyobraźnia skostniała, to wszystko było synonimem spokoju i wyciszenia. Nauczył się wyciszać, zapominać o tym, co go dręczyło… Gdyby nie to, już dawno odebrałby sobie życie. Ale i tak to zawsze powracało, wywołane nagłym skojarzeniem lub widokiem czegoś, co przywoływało wspomnienia.
Pojawienie się tej kobiety też przywoływało wspomnienia. Była przecież tak podobna do tej, którą niegdyś kochał… i której odebrał życie, powodowany szałem i zwyczajną, wyimaginowaną zazdrością. Przekroczył wtedy linię, co uświadomił sobie dopiero po czasie. Cienką linię, która dzieliła cynizm i uczucia. Zdrowe zmysły od szaleństwa. Zabił wielu, co przez lata nie pozostawiało śladu na jego psychice, ale to było już za wiele. Zrobił coś, od czego nie uwolni się już nigdy.
Vitae wydawała się przyjazna, a jej obecność, chociaż na chwilę przerywająca jego samotność mogła mieć dla niego dobre działanie. Może pomoc, jakiej będzie mógł jej udzielić przyniesie mu spokój.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Sarl
Posty: 628
Rejestracja: 26 kwie. 2012, 12:27
GG: 23912838
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27349#27349

11 lut. 2013, 20:10

MG

Jego sen był twardy, pozbawiony snów. Nie było to nic nowego ani nadzwyczajnego – w jednej chwili, niemal natychmiastowo, zapadał w sen, a po – z jego perspektywy krótkim – czasie budził się, nie czując kompletnie nic, może oprócz chwilowego zamroczenia, do czasu aż nie wybudził się zupełnie. Tak było i tym razem. Nie zbudziły go żadne dźwięki – kroki Eltenebreise na schodach ani stukot metalu, gdy podniosła ze stolika jego broń. Nic już nie pozostało z czasów, gdy wstawał jak na komendę, gdy musiał doprowadzać się do stanu używalności w kilka sekund, a kiedy sen nierzadko trwał może dwie godziny. Nie było wtedy mowy o łóżku, czy nawet wygodnym fotelu, jak w tym przypadku, spokoju i cieple domowego zacisza, ani nawet o w miarę regularnej kąpieli. Teraz sytuacja się zmieniła, a on, pozbawiony określonego zajęcia, miał czas na refleksje. Bardzo dużo refleksji. To jedyne, co pozostało.
Pierwszym, co zobaczył, gdy rozchylił powieki, był zupełnie wygasły kominek. Pierwszym, co poczuł, było przenikliwy chłód późnojesiennego poranka. W nocy, gdy ogień jeszcze płonął, zapomniał przynieść sobie coś do okrycia. Z niechęcią zwlókł się z fotela i nerwowym wzrokiem poszukał krzesiwa, które pozostawił gdzieś wczoraj. Sięgnął po nie i podłożywszy nieco świeżego drwa i rozpałki rozpoczął żmudny proces rozniecania ognia. W końcu dopiął swego – stos zaczął się dymić. Podniósł się z klęczek i od razu po tym jego wzrok padł na broń, leżącą na stoliku. Od razu w oczy rzuciła mu się smuga krwi na ostrzu. Jego czoło zmarszczyło się, a ciało zadrżało od napływu wspomnień.
Gdy się w końcu uspokoił, uniósł wzrok i dopiero wtedy zobaczył najadę, siedzącą w fotelu z jakąś książką. Przeszła mu przez głowę myśl, od jak dawna mu się przyglądała i co sobie myślała w tej chwili.
Bawiłaś się moją bronią, co? Nie wiedziałem, że młode dziewczyny, pragnące nauki czytania, tak bardzo ciągnie do żelastwa – zapytał, patrząc na nią. Gdyby tylko wiedziała, jaką przeszłość miał ten tasak.. – Nie mogę się z nią rozstać, przywykłem do trzymania jej przy sobie, dlatego zapomniałem jej schować – powiedział, jak gdyby miało być to jakieś usprawiedliwienie, może dla samego siebie.
Podniósł oręż i wytarł ostrze do czysta, przyglądając się mu. Brzemię przeszłości, którego nie był w stanie zrzucić. Czasami ze zdumieniem orientował się, że nie żałuje wszystkiego, przez co przeszedł. W jakiś sposób stawało się to dla niego usprawiedliwione. Ale tylko czasami.
Jak tam czytanie? Widzę, że jakoś sobie radzisz – może nie był aż takim złym nauczycielem, pomyślał i uśmiechnął się mimowolnie. Od zabójstw do nauczania młodych dziewczyn – ciekawa metamorfoza.[/oldsize]
Awatar użytkownika
Elten
Posty: 504
Rejestracja: 05 mar. 2011, 17:45
Lokalizacja postaci: "Pod Wroną i Karoszem"
GG: 6761131
Karta Postaci: viewtopic.php?t=228

22 lut. 2013, 23:27

Wreszcie doczekała się pobudki mężczyzny. Stał tuż obok niej. Odłożyła więc książkę na stolik, czując, że już niedużo praktyki dzieli ją od odzyskania perfekcji w czytaniu. Ponownie odezwał się głód i pragnienie. Nie chciała jednak prosto z mostu mówić o jedzeniu, bowiem Mauno na wstępie zagadał o broni, która tak ją zaciekawiła. Zauważyła, że człowiek wycierał tasak i nieco się zmieszała, bo liczyła na to, że nie zwróci uwagi.
Cóż… Mam nieodparte wrażenie, że w przeszłości potrafiłam posługiwać się podobnym orężem, ale, podobnie, jak z czytaniem i pisaniem, zatraciłam tę umiejętność. Do końca nie rozumiem, dlaczego tak się stało – po raz pierwszy pomyślała o tym, że chętnie potrenowałaby walkę bronią białą. Nawet nie dlatego, że świat jest okrutny i musi nauczyć się choć obrony własnej, lecz z wewnętrznej ciekawości. To uczucie, gdy trzymała w dłoni rękojeść tasaka… Dawno nie czuła czegoś podobnego, oj, dawno.
Myślę, że tego też chciałabym się nauczyć. Znasz jakiegoś trenera czy nauczyciela, który mógłby mi w tym pomóc? – zapytała z nadzieją, choć średnio chciała przedłużać rozmowę przed posiłkiem. Bardzo była głodna, Mauno mógł słyszeć burczenie w jej brzuchu. Grzeczność jednak nie pozwalała jej na razie poruszać tematu śniadania, bo skoro gospodarz nie proponuje, to po cóż ona ma się napraszać? No chyba, że już nie będzie mogła wytrzymać, to wtedy zapyta, gdzie wszystko jest i sama spróbuje przygotować posiłek, a nuż nauczy się chociaż tego i będzie bardziej przydatna dla jej dobroczyńcy.
Na pytanie o czytanie przytaknęła.
Owszem, idzie mi całkiem nieźle. To dzięki panu. Bardzo jestem za to wdzięczna. Chcę spłacać dług wdzięczności o tyle, o ile będę w stanie. A właśnie, czy nie trzeba tutaj czegoś posprzątać? Kiedy byłam po miotły, zauważyłam spory… Nieład w kantorku. Wygląda mi to na pracę na parę godzin, ale w zasadzie co innego mam do roboty? Choć tak chciałabym się przydać – mówiła, patrząc prosto w oczy Mauno wzrokiem szczerym, pełnym zapału do pracy, który byłby większy, gdyby nie ściskanie w żołądku. Nie mogła dłużej wytrzymać, musiała zapytać:
Gdzie mogę znaleźć coś do jedzenia i picia? Nie jestem raczej zbyt dobra w przygotowywaniu posiłków, w zasadzie to prawie wcale tego nie umiem, ale może udałoby mi się przygotować dla nas śniadanie, o ile spożywanie jedzenia w moim towarzystwie panu nie uwłacza w żaden sposób.
Awatar użytkownika
Sarl
Posty: 628
Rejestracja: 26 kwie. 2012, 12:27
GG: 23912838
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27349#27349

23 lut. 2013, 22:35

MG

Ciekawe. Sporo rzeczy zapomniałaś. Nie będę pytał o przyczyny, to twoja sprawa – powiedział, unosząc lekko brwi. Cała jej osoba zaczynała go interesować coraz bardziej. Zjawiła się niespodziewanie, prosząc o naukę czytania, której rzekomo zapomniała, a teraz okazuje się, że i z bronią miała styczność. Co wydawało się nieco dziwne, biorąc pod uwagę jej posturę, jak i to, że zarówno umiejętność czytania, jak i walki praktycznie się nie zapomina przez całe życie, można co najwyżej stracić wprawę przy braku ćwiczeń. Wydawało się to… nieprawdopodobne. Co ona ukrywała? Nie zamierzał się o to dopytywać, chyba że sama zaszczyci go opowieścią o swojej przeszłości. W życiu, podobnie jak wielu innych rzeczy związanych z ludzkim charakterem, nienawidził wścibstwa, wywlekania z kogoś na siłę opowieści czy informacji i z tego też powodu, sam nie stosował tego na innych. Wszakże hipokryzja była kolejną rzeczą, za jaką nie przepadał.
Zmarszczył brwi, gdy usłyszał pytanie o nauczyciela. Owszem, znał ich wielu. Większość z nich nie żyła, zresztą stracił kontakt i nie zamierzał go odzyskiwać. Dziwna sprawa była z tą kobietą. W jakiś sposób potrafiła, chociaż chyba nieświadomie, wyzwolić w nim wspomnienia tego, co było. Nie przynosiły jednak już takiego bólu, jak wcześniej. Powoli zaczynał godzić się z sytuacją, być może ze względu na obecność kogoś, z kim mógł rozmawiać. Przedtem miał jedynie siebie i własne myśli.
Nie nosiłbym tej broni, gdybym nie potrafił się nią posługiwać. Nie potrafię się z nią rozstać, mimo że wiele rzeczy, które chciałbym zapomnieć, wiąże się właśnie z nią. Ale mniejsza o to – powiedział. Bał się, że powie zbyt wiele. – Jeśli i tego chcesz się nauczyć, mogę ci w tym pomóc. Rzadko kiedy przychodziło mi kogokolwiek uczyć, ale jeśli będzie to tylko kwestia przypomnienia podstaw, myślę, że nie będzie to dla mnie problemem. Jak pewnie się zorientowałaś, jestem pozbawiony określonego zajęcia.
Nie była to do końca prawda, ale nie zamierzał wdawać się w tłumaczenia. Zakręcił bronią krótkiego młynka, odłożył ją na miejsce i odwrócił wzrok.
Nie masz żadnego długu, chrzań to. Co jak co, ale w życiu nie przyszlo mi jeszcze uczyć nikogo czytać. Widać nie przeżyłem jeszcze wszystkiego. A póki dotrzymujesz mi towarzystwa i mam przez to się do kogo odezwać, nie ma problemu z długiem. Za dużo zamieszania też nie robisz. Jak ci brakuje zajęcia, to możesz posprzątać sypialnie, które nie są używane, ale strychu mi nie ruszaj, bo jak tam zaczniesz swoje porządki, to niczego już tam nie znajdę.
Gdy kończył zdanie, na jego ustach pojawił się uśmiech. Po chwili jednak, gdy to jedno wspomnienie przywiodło inne, zmienił się w grymas. Odruchowo uniósł ręce do oczu i wytarł je ich nasadą.
Chrzanić to – powiedział, obracając się.
Na wspomnienie o jedzeniu sam poczuł się głodny. Okazało się jednak, że zbyt wiele jedzenia w jego domu nie było. Znalazł trochę mleka, które kupił wczoraj, i pojemnik z w miarę jeszcze świeżymi płatkami owsianymi. Ogień w kominku płonął w najlepsze, więc wlał mleka do lekko poobijanego garnka, a gdy nabrało w końcu temperatury, dodał doń płatków i zaczął mieszać, zagęszczając płyn. Do tego dodał resztkę cukru, którą znalazł, i potrawa była gotowa. Odlał część do pierwszej lepszej miski, a sam zaczął jeść prosto z garnka.
Też mistrzem w gotowaniu nie jestem, ale przyrządzenie czegoś takiego nie jest specjalnie trudne – powiedział. Rzeczywiście nie było to trudne, a wyszło całkiem niezłe.
Później, gdy zakończyli już lekcje czytania i pisania (wychodziło jej to już dobrze i czytając na głos tylko raz na jakiś czas zdarzało jej się zapomnieć jakiejś litery albo pisząc, musiała dłużej zastanowić się nad wyglądem jakiejś), wróciła do kwestii walki. Nie miał ku temu większych obiekcji, może poza rodzajem broni. Tasak był cięzki i nieporęczny; by porządnie się nim zamachnąć, Eltenebreise musiała wziąć go w obie ręce, a to dyskwalifikowało ten rodzaj broni. Toteż Mauno udał się do owego osławionego strychu, gdzie, z trudem, udało mu się znaleźć coś innego. Z góry usłyszała huk i głośne przekleństwo wypowiedziane zbolałym głosem, co zabrzmiało zabawnie z ust gospodarza. Parę minut później pojawił się, trzymając jednoręczny miecz o szerokim ostrzu.
Powinien się nadać.
I faktycznie się nadał. Był znacznie lżejszy od tasaka, a mimo wieku i braku konserwacji niewiele stracił ze swojej właściwości, szczególnie po naostrzeniu. Najtrudniejsze były, jak zawsze, początki. Zapomniała nawet, jak poprawnie trzymać miecz. Pierwszy tydzień nauki zajęło same utrwalanie postawy bojowej. Było to na tyle istotne, że położył nacisk na to, by o tym nie zapominała. Przez pierwszy miesiąc szło im całkiem powoli, później, gdy pierwsze śniegi zaścieliły Wolenvain, Eltenebreise odzyskiwała dawną formę. Na początku treningi trwały krótko, co najwyżej dwa razy po godzinie dziennie. Pod koniec zaś potrafili pojedynkować się nawet po kilka godzin dziennie, nawet dla samej zabawy. Trenowali w salonie, który okazał się na tyle duży, by nic im w tym nie przeszkadzało, dzięki czemu nie musieli wychodzić na zimne podwórze. Szczęściem, żaden mebel ani artykuł wyposażenia domowego nie padł ich ofiarą. Gdy zima powoli odchodziła z tego świata, dało się wreszcie powiedzieć, że kobieta zna podstawy. Miecz, który odnalazł Mauno, został jej podarowany.
Awatar użytkownika
Elten
Posty: 504
Rejestracja: 05 mar. 2011, 17:45
Lokalizacja postaci: "Pod Wroną i Karoszem"
GG: 6761131
Karta Postaci: viewtopic.php?t=228

05 kwie. 2013, 20:03

Żyła u Mauno już długie tygodnie. W tym czasie ciężko trenowała, zajmowała się domem, czytała książki. Niewiele miała czasu na odpoczynek. W zasadzie spała około czterech lub pięciu godzin na dobę. Generalnie bywała niezwykle zmęczona, jednak poranna, chłodna kąpiel zazwyczaj wystarczała, aby najada mogła czuć się rześko. Psychicznie czuła się nienajlepiej. O bogini przestała już nawet myśleć, powoli jej wiara słabła, zaczynała nawet uważać, że to wszystko, co ją spotkało, to były halucynacje, albo wpływ jakiś magicznych anomalii, których w żaden sposób nie mogła wyjaśnić ani wyczuć. Wzięła sprawy we własne ręce i nie miała czasu na sentymenty. Jej treningi były ostre i bardzo męczące, ale przy tym wyjątkowo efektowne.

Pierwszy tydzień zszedł jej na pozycji bojowej. Mauno był wobec niej cierpliwy, dzięki czemu bardzo szybko pojęła podstawy. Nie było to specjalnie męczące, ale raczej nużące i potrafiło wykończyć psychicznie, ale kiedy Elten zaczynała opanowywać nauki mężczyzny, stało się to nawet ciekawe i przyjemne.

Następne kilkanaście dni zeszły na podstawowych cięciach i ogólnych zasadach machania mieczem. Przy tych czynnościach kobieta bardzo się zmęczyła, pokaleczyła i zniszczyła rękaw koszuli, przez co Mauno musiał jej podarować nową (o ile jest na to Twoja zgoda). Ćwiczyła tak dużo, że klinga śniła jej się po nocach. W dalszych etapach treningu nauczyła się kilku nowych akcji, typu garda, piruet itp. Przez cały ten czas miewała przebłyski wspomnień z czasów sprzed teleportacji do Lokent. Już wtedy wiedziała, że potrafi, ale odświeżenie mięśni po całych miesiącach bez broni w ręku wymagało intensywnych ćwiczeń i walki z własnym, często protestującym ciałem. Białowłosa z czasem przeszła z ćwiczeniami i pojedynkami z nauczycielem do porządku dziennego. Praktycznie się od tego uzależniła. Traciła siły, ale zaraz odzyskiwała je na nowo. Wystarczył ciepły, solidny posiłek i parę godzin snu. Kilka godzin w tygodniu poświęcała na porządki w posiadłości, żeby, jak sądziła, zasłużyć na wszystko to, co w swojej dobroci podarował jej Mauno. Zaufała mu po tym czasie razem spędzonym. Traktowała go, jak mentora. Był przecież tajemniczym altruistą, który nawet nie oczekiwał od niej pieniędzy. Jej jedyną zasługą było zapełnienie jego czasu swoją osobą i skromna pomoc w opiece nad domem.

Mauno pomagał jej w rozwoju umiejętności dzień w dzień. Kobieta nie potrafiła wyrazić słowami tego, jak bardzo jest mu wdzięczna. Mężczyzna przecież również męczył się przy treningach, nawet szybciej, niż ona sama. Wówczas robiła coś do jedzenia i picia, a później zostawiała go samego, wieczorami czytując różne książki. Czasem jednak buzowały w niej kobiece hormony – od dawna przecież nie czuła bliskości fizycznej z inną osobą. Wieczorami więc, gdy Mauno już spał bywało, że masturbowała się na pościeli. Pomagało jej to w uspokojeniu dziwnych myśli i w usypianiu.

///Jakość jest zapewne gówniana, ale chciałam to wreszcie napisać, a NAPRAWDĘ nie miałam siły pisać ściany tekstu. Jak będzie nie tak, to rzucam tę postać.
Awatar użytkownika
Sarl
Posty: 628
Rejestracja: 26 kwie. 2012, 12:27
GG: 23912838
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27349#27349

21 kwie. 2013, 01:17

MG

Rezygnacja. Zmęczenie życiem, desperacja, i tak dalej. To wszystko zaczęło zanikać. Dzięki walce. Gdy pierwszy raz od dłuższego czasu usłyszał uderzenie stali o stal, poczuł siłę ciosu na własnej broni… uspokoił się. Wiedział już, że został do tego stworzony.
Urodził się, by żyć z bronią w ręku, nie po to, by zabijać. Zrozumiał to bardzo szybko. Pogodzenie jednego z drugim okazało się prostsze, niż mogłoby się wydawać. Gdyby ta kobieta nie pojawiła się w jego życiu, wciąż tkwiłby w tym samym miejscu, aż w końcu by umarł, udręczony tak samo jak przez ostatnie lata. Nie mógł poradzić sobie sam, chociaż zawsze był do tego zmuszony. Nienawidził prosić nikogo o pomoc, wręcz tego nie potrafił. Nie mógł znieść myśli, że ktokolwiek wie, co jest jego problemem, o czym myśli i kim jest w głębi duszy. Jedyna osoba, która to mogła wiedzieć, umarła.
Pierwszy raz pomyślał o tym bez wyrzutów sumienia, jakby sam, niezauważenie i niespodziewanie pogodził się z tym. Im bardziej cofał się w przeszłość, tym mniej przejmował się tym wszystkim. Przez mijające tygodnie, miesiące, gdy zima pojawiła się i powoli odchodziła zdawał sobie sprawę, że życie, które toczył, było bezsensowne, nienaturalne i całkowicie niepasujące do niego. Wyrzuty sumienia, umartwianie się i jakakolwiek refleksja nad sobą – to były rzeczy całkowicie mu obce. Zmienił się, i to nie w dobry sposób. Ujawnienie się skrytej wrażliwości nie przyniosło mu nic dobrego oprócz cierpienia. Nie było nikogo, kto byłby w stanie docenić jego przemianę, żal, który go wtedy przepełniał i dać mu to, czego potrzebował, by przemiana dopełniła się – przebaczenia. Teraz zdołał wybaczyć sam sobie.
Ćwiczyli całą zimę. Gdy tylko nauczyła się utrzymywać poprawną postawę, okazało się, że Eltenebreise nie straciła całego swojego talentu. Tak jakby było to nie tyle kwestią nauki, co przypomnienia sobie wszystkiego. Gdy śniegi poczęły już topnieć uznał, że kobieta zna już rzemiosło na tyle, by móc się sama bronić. To było to, czego oczekiwała.
Nie jest wcale tak źle – skomentował pewnego dnia po zakończeniu treningu.
W istocie, źle nie było. Sam się wiele nauczył, ale na innej płaszczyźnie – bardziej psychicznej niż fizycznej. Zrozumiał, w czym leżał błąd. Użalał się nad sobą i siedział na dupie, zamiast ruszyć z miejsca i wrócić tam, gdzie było jego miejsce – na trakt, tam, gdzie każdy dzień niósł co innego
Sporo się nauczyłaś przez ten czas. Co teraz zamierzasz zrobić? Możliwe, że niedługo wybiorę się w małą… podróż. Myślę, że mogę zaufać ci i pozostawić dom pod twoją opieką.
O tak. To trzeba było zrobić. Pozostawić przeszłość w tym cholernym domu i powrócić w miejsca, których nie zdążył jeszcze poznać. Nie był jeszcze stary, a i tak starości nie chciał dożyć.

Nic specjalnego, ale się nie wysilałem. Dopisz sobie walkę bronią i czytanie z pisaniem do zmian w karcie.
Awatar użytkownika
Elten
Posty: 504
Rejestracja: 05 mar. 2011, 17:45
Lokalizacja postaci: "Pod Wroną i Karoszem"
GG: 6761131
Karta Postaci: viewtopic.php?t=228

01 maja 2013, 22:02

Nareszcie: trening skończony. Elten była zadowolona z jego efektów, potrafiła się przecież obronić, a na tym zależało jej najbardziej. Nie chciała bowiem być bezbronna, jak wtedy, jak w Lokent. Mauno ofiarował jej wiele, ale jedna z tych rzeczy była najważniejsza: czas. A zaraz po nim dach nad głową. Reszta natomiast była zwyczajnie kwestią czasu.

Często, w wolnej chwili, jeszcze ćwiczyła. Ot, wywijała mieczem, testując różne cięcia, które w jednej chwili przyszły jej do głowy. Sprawiało jej to wiele radości, dlatego rzadko wstawała lewą nogą (no chyba, że akurat miała okres). Dużo mniej szczęścia dawały jej obowiązki domowe, ale mus to mus, przecież obiecała. Pokoje gościnne były wymyte na błysk, choć nie musiały. W wolnych chwilach czytała też książki. Nie jakieś istotne, zwykle dzieje bohaterów Lewiatana (natrafiła na Rzecz o oblężeniu Wolenvain, gdzie przeczytała imię "Samael", "Niniel" i "Serghio", a były one dlań całkiem znajome), tudzież bajki i klechdy, z rzadka pisma naukowe.

Mauno otworzył się nieco na jej osobę, był dużo mniej mrukowaty, niż w dniu, w którym dane jej było go poznać. To była po prostu kwestia przyzwyczajenia – mieszkali ze sobą już dłuższy czas, tylko kretyn traktowałby źle współlokatorkę (choć akurat Elten była na mężczyznę skazana i mógł z nią zrobić, co chciał, jednak z czasem przestało jej to przeszkadzać). W dniu dzisiejszym przyszedł w końcu dzień, kiedy mężczyzna postanowił ją opuścić. Nie spodziewała się tego, myślała, że to prędzej ona wyruszy w świat, a nie on. A tymczasem to ona miała zamiar gnić tu, w Wolenvain, bo było jej tu dobrze. Bała się tylko, że z czasem skończą się pieniądze i będzie musiała grać na rynku, ewentualnie w Linoskoczku, jeśli ktoś będzie łaskaw jej zapłacić.
Najprawdopodobniej zostanę tutaj. Będę musiała tylko poszukać pracy. Ostatecznie zatrudnię się na jakiś okręt i będę grać – "byle jak najdalej od Lokent" – dodała w myślach.
Szkoda, że pan wyjeżdża. Wiele panu zawdzięczam – rzekła szczerze. Nie wyobrażała sobie, że będzie przez dłuższy czas mieszkać sama w tak wielkiej posiadłości. Rozważała też, czy mężczyzna nie chciałby zabrać jej ze sobą w podróż, jednak natychmiast odrzuciła tę myśl, głównie ze względu na fakt, że byłaby tylko kulą u nogi.

Po tym czasie uważam, że zasługuje pan na to, abym wreszcie panu opowiedziała, kim jestem i jak się tu znalazłam. Usiądźmy, bo może to potrwać – powiedziała i, nie czekając na mężczyznę, zajęła jeden z foteli w salonie. Gdy ten usiądzie, zacznie opowiadać:
W zasadzie to niewiele pamiętam z mojego życia przed tym, które jest teraz. Pewnego dnia po prostu obudziłam się naga w świątyni Ourelii w Lokent. Wiem tylko, że to łaska, czy też niełaska bogini sprawiła, że się tam znalazłam. Z jakiegoś powodu zażyczyła sobie, abym to tam zaczęła nowe życie. Żebym zmieniła tamtejszych ludzi na lepsze. Myślę, że to przez ten proces zatraciłam wszystkie umiejętności i większość wspomnień. Stałam się córą Pani Mórz – gdyby nie fakt, że znajdowała się w cudzym domu, splunęłaby na podłogę. Niestety, mogła się tylko skrzywić na samą myśl.
Jak na tym wyszłam? Plugawy latarnik zbeształ mnie i pobił, a ja musiałam uciekać. Mało brakowało, a musiałabym się zająć zawodem kurwy, żeby przeżyć. I zamiast uciekać, zamiast wskoczyć do najbliższego zbiornika wody i płynąć, to poszłam gdzie? Do miejscowego przybytku. Żeby poszukać roboty. Z jednej strony było to najgłupsze, co mogłam zrobić. Z drugiej jednak znalazłam tam śpiewającą trupę pewnego kupca i zabrałam się z nimi, aby grać na lutni. Wyrzucili mnie za Aldhalem, z którego doczołgałam się na rynek, żeby zarobić parę groszy na chleb. I wtedy zjawił się pan. Nie jest to jednak koniec tej historii, bowiem mam jeszcze przebłyski dawnych lat. Gdzieś w moim mózgu słyszę jeszcze imiona takie, jak Samael, Niniel, Serghio czy Tarreth. Miewam też chwilowe retrospekcje, które częściowo przypominają kim oni są lub byli. Ale… to wciąż niewiele.
Zakończyła swój wywód głębokim spojrzeniem w oczy rozmówcy. Był, w pewnym sensie jej mistrzem, a już na pewno nauczycielem. Zastanawiała ją jego reakcja na tę nagłą wylewność. Uważała po prostu, jak już powiedziała, że zasługuje na to.

Awatar użytkownika
Sarl
Posty: 628
Rejestracja: 26 kwie. 2012, 12:27
GG: 23912838
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27349#27349

03 maja 2013, 21:13

MG

Podkład

Czuł się lepiej, niż w ciągu ostatnich kilku lat. Gdy patrzył przez okno i przypominał sobie obecny rok, miesiąc, porę dnia uświadamiał sobie, jak szybko mijał czas. Jak niezauważenie życie przepływało mu przez palce, podczas gdy on nie robił nic, tylko pogłębiał swój stan, co było zupełnie bezpodstawne i bezsensowne. Nie był zależny od nikogo i mógł zmienić to w każdym momencie. Ale nie potrafił. Nie potrafił samotnie Nigdy nie dbał o jakiekolwiek relacje międzyludzkie, a ludzie nie znaczyli dla niego nic. Oprócz tej jedynej, którą stracił…
Odrzucił od siebie tę myśl. Najwyższy czas pozostawić przeszłość za sobą.
Nie odwracając się od okna, odpowiedział kobiecie.
W każdym razie, życzę ci powodzenia. Dasz sobie radę.
Słysząc kolejne słowa zadrżał lekko. Chciał odpowiedzieć "ja tobie też", ale się powstrzymał.
Wysłuchał cierpliwie opowieści Eltenebreise. Przerwał jej na początku.
Żaden pan ze mnie. Wiesz, jak się nazywam.
Okazało się, że była wyznawczynią Ourelii, co też wyjaśniało to zainteresowanie tamtą książką. Pamiętał to dokładnie. Dziwny zbieg okoliczności. Następny.
Latarnicy. W niezłe tarapaty się wpakowałaś. Nie miałem z nimi kontaktów, a już na pewno nie wplątywałem się w zadymy z nimi. Nikomu bym tego nie życzył, oni się nie patyczkują ze swoimi wrogami – skomentował. W istocie, nie zamierzał wplątywać się w cokolwiek związanego z tą organizacją. To było zbyt wiele nawet jak dla niego.
Retrospekcje z poprzedniego życia? Amnezja? – czy wskrzeszenie, chciał dokończyć, ale się powstrzymał. Ciekawych rzeczy się dowiedział; myślał, że ma do czynienia ze zwyczajną dziewczyną, która uciekła z domu, albo, na co wskazywałyby nawiązania do wiary, z jakiegoś klasztoru. A tu takie cyrki.
No cóż, doceniam to, że ufasz mi na tyle, by mi to wszystko powiedzieć – rzekł, wstając z fotela i ruszając ponownie na swoje miejsce – do okna. – Może z czasem amnezja zacznie ustępować. O ile to jest to.
Spojrzała na niego i przez chwilę mierzyli się wzrokiem. Nie wytrzymał jednak spojrzenia i obrócił się. Westchnął ciężko, po czym przemówił ponownie. Później nie mógł sobie przypomnieć, dlaczego w ogóle to powiedział.
Prawda jest taka, że nie chcę cię opuszczać. To dla mnie dziwne i niepojęte, ale przywiązałem się do ciebie i ostatnie, czego teraz chcę to znów pozostać sam. Pozostawałem zniesławiony przez całe życie przez to, co robiłem, a to, co zyskałem cudem straciłem przez swój charakter. Nie wybaczyłbym sobie, gdybym i teraz zmarnował to wszystko – wyrzekł, nie patrząc na nią. Słowa popłynęły z jego ust jakby same z siebie.
– Jeśli chcesz, bym został, zostanę.
Pierwszy raz od bardzo długiego czasu jego serce uderzało szybciej.
Awatar użytkownika
Elten
Posty: 504
Rejestracja: 05 mar. 2011, 17:45
Lokalizacja postaci: "Pod Wroną i Karoszem"
GG: 6761131
Karta Postaci: viewtopic.php?t=228

06 maja 2013, 17:14

Wreszcie opowiedziała komuś to, co tłumiła w sobie przez dłuższy czas. Co czuła? W zasadzie pewien rodzaj ulgi, ale wiele się w niej nie zmieniło, nie był to przełom. Po prostu wylała z siebie wszelkie bóle i żale, które ciążyły jej na sercu. Mauno chciał jej słuchać, nie ignorował żadnego z jej słów, a przynajmniej odniosła takie wrażenie. Cieszyło ją to, bo w sumie od dłuższego czasu był jedyną osobą, do której miała sposobność się odezwać. Nie potrafiła ubrać w słowa tego, jak bardzo była mu wdzięczna.
- Wiem.

Nie zmieniała miejsca po swoim monologu. Założyła tylko nogę na nogę, obserwując swego rozmówcę. W zasadzie nie wiedziała, co czuje z powodu wyjazdu Mauno. Martwiła się bardziej o samą siebie i o to, jak sobie poradzi. Po raz pierwszy pomyślała, że doskwiera jej ciężki przypadek egoizmu, za co od razu się skarciła. No ale… Przecież to ona się narzuciła mężczyźnie, nie on jej. Ona wprowadziła zamęt w jego życie. Dawniej przecież siedział sam i żył spokojnie, aż tu nagle pojawiła się Elten, zbędny lokator, kula u nogi. Była jednak pewna, że gdyby faktycznie miał kłopot z tym, że u niego mieszka, to nawet by jej tego nie zaproponował kilka miesięcy temu. Chciała wiedzieć, czemu to zrobił, jednak nigdy nie śmiała spytać o szczegóły. Było dobrze tak, jak było.

No dobrze… Mauno – nie była przyzwyczajona do zwracania się doń po imieniu. Mówienie per pan było odpowiedniejsze, ale mężczyzna tego nie chciał, więc nie wypadało się sprzeciwiać.
Na słowo o Latarnikach tylko zrobiła minę w stylu "Co poradzę?" i opowiadała dalej.
Retrospekcje, przebłyski. Sama nie wiem, jak to nazwać. Pojawiają się w różnych sytuacjach, a ja zwyczajnie nic nie rozumiem. Wiem tylko, że te cztery osoby były dla mnie dość ważne, a szczególnie Samael, dlatego o niego zapytałam przy pierwszym spotkaniu. I faktycznie, o niczym innym nie marzę. Chcę wiedzieć, kim naprawdę jestem, albo kim byłam, póki Ourelia nie odebrała mi tożsamości.

Choć Mauno oderwał od niej oczy, ona nadal lustrowała go wzrokiem, próbując odgadnąć jego myśli. Nie zachowywał się wybitnie dziwnie, ale coś w jego zachowaniu… Nie tyle przerażało Elten, co zwyczajnie ją niepokoiło. A jej obecną sytuację mentalną jeszcze bardziej pogłębiło to, co powiedział.
Nie wiem, co powiedzieć – wypaliła zgodnie z prawdą. Miała naprawdę mieszane uczucia, ściskało ją w żołądku, bo od tego, co rzekłaby za chwilę mógłby zależeć jej dalszy los. Szukała odpowiedzi, która mogłaby być najbardziej dyplomatyczna w tej chwili. Ponownie przyszedł jej do głowy pomysł wyruszenia w podróż razem z nim. Cóż, może warto zapytać?
Nie mam prawa Cię zatrzymywać, ale… – przygryzła wargę i po raz pierwszy spuściła wzrok na podłogę. Wyglądała teraz, jak mała, wstydliwa dziewczynka, która przyszła do rzemieślnika prosić go o zrobienie nowych bucików. Nie chciała, aby takie wrażenie odebrał również mężczyzna. Pomimo protestów ze strony ciała, podniosła ostrożnie oczy na rozmówcę.
Co Ty na to, abym poszła z Tobą? Ja wiem, że mogę przeszkadzać, ale jeżeli nie wybierasz się do Lokent to… - urwała. Wolała poczekać na to, co odpowie Mauno.

Awatar użytkownika
Sarl
Posty: 628
Rejestracja: 26 kwie. 2012, 12:27
GG: 23912838
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27349#27349

11 maja 2013, 15:57

MG

I tak oto dobiegł końca kolejny etap w jego życiu. Dziwacznym zbiegiem okoliczności było, jak przez te parę miesięcy zdołał odmienić siebie samego. Wystarczyło jedynie wrócić do tego, co robił wcześniej, by inna jego część – ta silniejsza, ale pozostająca w uśpieniu – doszła do głosu. Zabranie kobiety do siebie wyszło mu na dobre.
– Też swoje w życiu przeżyłem i nie wszystko z tego pamiętam. Z perspektywy czasu niektóre wydarzenia, czy też moje zachowania, wydają mi się dziwne, nawet te całkiem niedawne. No cóż, nikt nie odebrał mi tożsamości, ale na nudę nigdy nie narzekałem. Miejscami to nawet było tego za dużo – powiedział. – Ourelia… Nigdy nie byłem wierzący, bogowie nie byli skłonni pomóc mi wtedy, gdy tego naprawdę potrzebowałem. No cóż, nie będę dopytywać. Tak, jak powiedziałem – doceniam, że powiedziałaś mi to wszystko.
To, że wyraziła chęć, by pójść z nim, nie zaskoczyło go specjalnie. Prawdę mówiąc, spodziewał się tego, a przy tym miał na to skrytą nadzieję.
Nie wiem jeszcze, gdzie się udam. Lokent jest daleko, a niczego specjalnie ciekawego tam nie ma. Jeśli chcesz iść ze mną, nie pogardzę twoim towarzystwem. Zresztą nie wiem, czy znowu dałbym radę pozostać sam.
Nie zamierzał dłużej rozczulać się nad sobą, ale ucieszył go jej zamiar. Znów jego serce zaczęło uderzać szybciej, czy też, co bardziej prawdopodobne, robiło to od dłuższej chwili.
Nie widzę więc powodu, dla którego mielibyśmy dłużej tkwić w miejscu. Wszystko, czego będziemy potrzebowali, mam na strychu. Chodź – powiedział, po czym ruszył w górę po schodach, do znanego jej już pomieszczenia. Otworzył drzwi i z wprawą przedarłszy się przez rupiecie zaczął wyjmować różne przedmioty.
Broń już masz, teraz przyda ci się jakiś pancerz. Zobaczymy, może się coś znajdzie – powiedział z wnętrza pomieszczenia. Szukanie i przekopywanie stosów zajęło mu dobre kilkanaście minut. Eltenebreise zaczynała powoli się nudzić, ale chwilę później wyszedł Mauno ubrany w strój, którego do tej pory nie widziała. Pierwsze, co rzuciło jej się w oczy, to skórzany bandolier na klatce piersiowej, założony w poprzek. W nim dostrzegła kilka, kilkanaście małych noży i jeden większy. Za drugim pasem na biodrach tkwił osławiony tasak, ukryty przez jakiś rodzaj płaszcza, czy też bardziej peleryny z zewnątrz pokrytej metalowymi płytkami na kształt łusek, a od wewnątrz podbitej kolczugą. Nietypowy element pancerza zwisał z lewego ramienia i tam był przymocowany przez jakąś klamrę, ale rozwinięty potrafił okryć większość ciała. Wyglądał na niewiarygodnie ciężki, ale jemu nie sprawiało problemu.
Niósł przed sobą pancerz podobny do swojego, z tą różnicą, że z przodu posiadał warstwę stalowych łusek, podobnych do tych z płaszcza, a pod nią wyprawioną skórę sięgającą nieco dalej niż do pasa. Ubiór nie posiadał rękawów.
Rzucił jej przeszywanicę z długim rękawem i rzekł:
Załóż to pod zbroję, będzie wygodniej i cieplej. Jeszcze śniegi nie stopniały, a noce są zimne. Zbroja powinna pasować.
I faktycznie, pasowała, zapięta w biodrach pasem przylegała odpowiednio.
Ubiór Mauno nie przypominał niczego, co dotychczas widziała. Wyglądał jak własnoręcznie stworzony i skompletowany zestaw na każdą okazję, idealnie pasujący i zapewne używany już wielokrotnie. Dostrzegła później jeszcze jakąś dziwną broń, włożoną w coś przypominające sajdak, przewieszony przez prawe, chronione naramiennikiem o zaokrąglonym kształcie ramię. Mechanizm wyglądał jak kusza, jego łuczysko było jednak znacznie mniejsze niż normalnie, wygięte jak w łuku refleksyjnym. Łoże przy tym było długie, miało około metra z hakiem. Broń nie posiadała strzemienia – sugerowało to, że jej ładowanie nie wymaga dużej siły.
Tuż obok skórzanego pokrowca wisiał drugi. Wystawało zeń kilkanaście dłuższych, drewnianych dzirytów ze stalowymi grotami. Były niemal tak długie, jak łoże "kuszy" – domyśliła się, że jest to amunicja do tej nietypowej broni.
Oboje, uzbrojeni i opancerzeni, opuścili w końcu dom. Mauno poświęcił ostatnie spojrzenie salonowi i wpakowawszy ostatecznie wszelkie potrzebne przedmioty do torby zamknął drzwi wejściowe z wdzięcznym trzaskiem i przekręcił klucz w zamku.
Ruszajmy. Chciałabyś odwiedzić jakieś miejsce? Ja nie mam określonych planów. Jeśli nie zechcesz inaczej, udamy się być może dalej na zachód – do Lasu Cieni lub Wichrowych Szczytów. Kto wie, co spotkamy po drodze.
I tak rozpoczęła się ich droga.
Awatar użytkownika
Elten
Posty: 504
Rejestracja: 05 mar. 2011, 17:45
Lokalizacja postaci: "Pod Wroną i Karoszem"
GG: 6761131
Karta Postaci: viewtopic.php?t=228

12 maja 2013, 00:56

Elten była usatysfakcjonowana zaistniałą sytuacją. Po pierwsze, wreszcie mogła ruszyć się z posiadłości ispotkać innych ludzi. Dobrze się stało, że wyruszała w podróż z Mauno. Przyzwyczaiła się do jego obecności, ciężko byłoby się jej odzwyczaić. Czułaby się dziwnie, budząc się rano. Często wstawała wcześniej, niż mężczyzna i myślała głównie o tym, żeby ogarnąć się i równocześnie go nie obudzić. Rzadko kiedy jej się to udawało, taka już była.

Na słowo o bogach prychnęła.
Ja też jestem podobnego zdania. Wiem, że oni istnieją, a przynajmniej Ourelia, bo to ona mi się objawiła, ale zrobiła to tylko dwa razy, a potem zamilkła, zostawiając mnie na pastwę losu i Latarników. Nigdy więcej nie zaufam bóstwu – odrzekła, kończąc temat.
Podążyła za mężczyzną na strych. Oczekiwała nań za drzwiami, co było w istocie nieco nudne, ale Elt była cierpliwa. Zastanawiała się, jakież to cuda tam trzymał, lecz ostatecznie wolała, aby pozostało to dla niej tajemnicą. Zresztą, nigdy nie chciała tam bez potrzeby grzebać, bo mogłaby się narazić na złość Mauno. Po dłuższej chwili mężczyzna wyszedł ze składziku, ubrany w dziwną zbroję z prawdopodobnie stalowymi łuskami. Bardzo podobną miał dla niej. Lekko podniecona, ubrała ją natychmiast, nie zważając na to, że człowiek stał tuż obok niej. Okazała się pasować idealnie. Jej pierwsza myśl była dość zabawna: "Muszę wyglądać bosko". Kobiety…
Postanowiła, że zabierze ze sobą lutnię. Może się okazać tak, że będą siedzieć znudzeni przy ognisku, a wtedy muzyka mogłaby okazać się przydatna. Poza tym parę szylingów jeszcze nikomu nie zaszkodziło, a takie mogłaby zarobić w jakiejś karczmie, do której na pewno po drodze trafią.

No właśnie. Po drodze dokąd?

Cóż… Mogę zdać się na Ciebie, ale zależałoby mi na spotkaniu jakiegoś maga, który zna się na odzyskiwaniu pamięci. Nie spieszy mi się z tym, więc uważam, że Wichrowe Szczyty to dobry pomysł, bo Las Cieni znajduje się zbyt blisko Lokent – ewidentnie miała fobię na temat tego miasta. Trudno było jej się dziwić.

Ruszyli do bram Wolenvain, na długo zostawiając posiadłość Mauno osamotnioną i pustą.

<2x z/t>

Wróć do „Dzielnica mieszkalna”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 16 użytkowników online: 4 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 12 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot], Kerreos, Sonneillon, Vereomil
Liczba postów: 52081
Liczba tematów: 2965
Liczba użytkowników: 1036
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: DrzewoBizantyjskie
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.