Posiadłość Jurgisa

Położona w południowo-zachodniej części miasta, z pozoru chaotyczna zabudowa składa się z kamienic należących do obywateli Wolenvain. To tutaj znajduje się znakomita większość zakładów rzemieślniczych stolicy.
Awatar użytkownika
Sarl
Posty: 628
Rejestracja: 26 kwie 2012, 12:27
GG: 23912838
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27349#27349

Posiadłość Jurgisa

14 lis 2012, 23:09

Dom ten, znajdujący się w dzielnicy szlacheckiej z zewnątrz przypomina bardziej letni domek niż posiadłość. Nie wyróżnia się niczym szczególnym, poza swoją wielkością – w porównaniu z pozostałymi budynkami jest naprawdę mały. Zaledwie jednopiętrowy, zajmuje większość posesji, na której stoi, pozostawiając jedynie małe trawniki z przodu i z tyłu. Do drzwi posiadłości prowadzi wąska, kamienna ścieżka.
Wnętrze urządzone jest elegancko, ale bez specjalnego przepychu. Salon z czerwonym dywanem, z kominkiem przy ścianie i dużym stołem pośrodku zajmuje większość parteru, gdzie oprócz niego jest tylko niewielka kuchnia. Na drugim piętrze znajdują się sypialnie – gabinet Jurgisa i pokoje gościnne. Na poddaszu, gdzie w większości domów zwykle mieści się rupieciarnia, również zorganizowano dwa ciasne, ubogo wyposażone pokoje. Na relatywnie małej przestrzeni projektantowi domu udało się wcisnąć całkiem sporo. Poza tym, to i tak nie było wszystko…

[/i]

MG
Trzaśnięcie drzwiami wejściowymi na moment otrzeźwiło Mintenę – na tyle, by mogła słyszeć przytłumione dźwięki. Była jednak zbyt zmęczona, by w ogóle próbować podnieść powieki.
Daj ją służbie, niech ją ogarną, tylko ostrożnie – usłyszała obcy głos, niski i spokojny. Mówił coś dalej, ale nie mogła zrozumieć. Niosący ją osobnik odpowiedział coś i zaczął gdzieś iść. Stukot kroków uśpił ją ponownie.
Gdy odzyskała świadomość, mogło minąć zarówno kilka minut, jak i kilka godzin. Słaby, czerwonawy blask z okna sugerował popołudnie lub wieczór. Słaby jęk, jaki z siebie wydała zwrócił uwagę stojącego przy nim mężczyzny – obrócił się i zbliżył się do łóżka, na którym spoczywała, z rękami założonymi z tyłu.
Żyjesz. Dobrze… – odezwał się niezbyt głośno. Był wzrostu przeciętnego mężczyzny, ale dużo bardziej szeroki w barach. Miał długie, jasne, rozpuszczone włosy opadające na oczy i starannie przystrzyżoną brodę.
Masz cholerne szczęście, że Villem na ciebie trafił, inaczej byśmy nie rozmawiali. Kto mógł cię tak urządzić, i dlaczego? – zadał retoryczne pytanie, jakby do siebie, nie oczekując odpowiedzi od ciężko rannej, ale opatrzonej już kobiety. W istocie, od jej przybycia do posiadłości minęły raczej godziny, niż minuty – została w podstawowym stopniu połatana przez służbę i pośpiesznie wezwanego lekarza. Jurgis był przy tym i widział, w jakim stanie była Mintena – nie napawało to optymizmem. Mógł mieć tylko nadzieję, że czas i koszty, jakie poświęci zwrócą się.
Nie rzucaj się, na razie jesteś w zbyt ciężkim stanie. Postaram się jak najszybciej przywrócić cię do stanu używalności, ale trochę to zajmie. Nic na to nie poradzę.
Nie wiedział, czy jest przytomna, mówił w zasadzie do siebie. Nie liczył, że będzie zbyt rozmowna. Jak zwykle, wszystko wymagało czasu.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Mintena
Posty: 158
Rejestracja: 30 sie 2012, 19:04
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2174

19 lis 2012, 19:10

W pierwszych chwilach po tym, jak otworzyła oczy, nie chciało jej się ruszać. Wpółprzytomna obserwowała pomieszczenie i otaczające ją osoby. Była zaniepokojona, to można było przyznać. Czy ona śni? Nie, raczej miała zajebiście wielkie szczęście w nieszczęściu, że ją ktoś znalazł. Czy to kolejny miłosierny człowieczek, który po prostu się zlitował nad jej cierpieniem? Czemu nie? Jeśli miała to być jakaś szansa na podniesienie się po bardzo bolesnej porażce, Mintena z pewnością ją wykorzysta. Szybko odzyskała pamięć. Miała straszne obawy przed tym, że wieść o jej nieudanej próbie urządzenia rzezi w przytułku dotrze także do tego człowieka. Miała nadzieję, że on nie rozpozna w niej morderczyni – miała nadzieję, że do publicznej informacji nie zostało podanych zbyt wiele szczegółów dotyczących jej wyglądu. Rozmowę planowała zacząć w dość bezpieczny sposób – dowiedzieć się jak najwięcej o tym gościu i wszystkim, co ją otaczało oraz oczywiście o swoim stanie. Chciała też wiedzieć, czy kiedykolwiek wróci do pełni formy. Jednocześnie nie chciała też ujawnić żadnych informacji o sobie. Jej ciało było w kiepskiej formie, ale głowę zawsze miała na karku – zarówno dosłownie, jak i w przenośni.
-Gdzie ja jestem? Co się stało? Kim w-wy jesteście? – zadała kilka pytań, pozornie udając amnezję. Granie amnezji wydało się Mintenie najrozsądniejszym rozwiązaniem, przynajmniej na tą chwilę.
Leżała poobijana na łóżku, na którym została położona. Uniknęła śmierci. Uświadomiła sobie, jak wielkie miala szczęście.
-Jestem nieśmiertelna. Nic mnie nie zniszczy. – pomyślała.
Nie wiedziała, czy naprawdę była nieśmiertelna, czy jakaś tajemnicza, mroczna opatrzność czuwała nad jej losem, czy to zwykły, aczkolwiek bardzo szcżęśliwy zbieg okoliczności. Jedno było pewne – krótkowłosa była pełna optymizmu.
Awatar użytkownika
Sarl
Posty: 628
Rejestracja: 26 kwie 2012, 12:27
GG: 23912838
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27349#27349

21 lis 2012, 20:58

MG

Podkład

Jurgis stał nad łóżkiem, w którym spoczywała nieprzytomna kobieta. Patrząc na nią w milczeniu, myślał. Zastanawiał się nad decyzją, którą podjął. Intuicja, która rzadko kiedy go zawodziła, a także umiejętności, które w sobie wykształcił wypowiadały się o niej pozytywnie. Wydatek – zarówno pieniężny, jak i poświęcony czas miały zwrócić się z nawiązką w przyszłości. Inwestycja była długofalowa. Jurgis był członkiem wolenvainskiej szlachty. Jak wiele dziedzin życia, ten status społeczny miał zarówno plusy, jak i minusy. Majętność i wpływy, jakie posiadał, z pewnością należały do pozytywów, szczególnie że zawdzięczał je jedynie sobie – być może oprócz odziedziczonego szlacheckiego pochodzenia. A ono potrafiło wiele ułatwić. Za to konieczna miejscami współpraca, czy nawet kontakt z innymi członkami tego stanu, czy też nawet osobnikami z miejskiej wierchuszki potrafiła wyprowadzić go z równowagi. Większość szlachciców – poza paroma chlubnymi wyjątkami – było spasionymi pyszałkami, żerującymi na innych, biedniejszych lub posiadających mniejsze wpływy. A władza… szanował Tarretha jako osobę. Może był nadęty, ale miał swoje zasady i trzymał się ich. Do tego swoje dla miasta zrobił. Ale jako władcy… po prostu brakowało mu kompetencji. Nadawał się bardziej na żołnierza. Jurgis nie był rasistą w żadnym stopniu – nie interesowało go, czy ma do czynienia z kimś z własnej rasy, czy którejkolwiek innej. Mimo to jednak brakowało mu przedstawiciela ludzkiego w radzie, nawet jako kogoś reprezentującego, bądź co bądź, większość mieszkańców.
Czasami, myśląc o tym całym bajorze, w którym siedział po uszy, miał ochotę rzucić to wszystko w diabły i ruszyć przed siebie, bez określonego celu. Kusiło go to wielokrotnie, jednak zdawał sobie sprawę, że nie zdobędzie się na to. Szkoda mu było tego wszystkiego, co osiągnął, to przede wszystkim. Zdecydował też, że woli – z dwojga złego – wyciągnąć kopyta we własnym domu, niż na jakimś całkowitym zadupiu. Tutaj, oprócz otaczających go parszywców i szpicli, posiadał ludzi lojalnych, w których nie wątpił, którzy pomogli wyrwać mu się z tamtej strony, takich jak Villem. Jak zawsze, gdy puszczał myśli własnym torem, grawitowały one właśnie w tą stronę. Nic miłego, ale godnego wspominania. Nie tym razem – pomyślał i zamrugał oczami, wracając do poprzedniej kwestii.
Życie, jakie przyszło mu toczyć niejednokrotnie wymagało czyjejś śmierci. Upozorowania jakiegoś wypadku, kradzieży czegoś istotnego lub zwyczajnego, trywialnego szantażu. Nawet jakby chciał, nie mógł podołać temu samodzielnie. Z wielu przyczyn – nie był zawodowym żołnierzem, czy zabójcą. Jego ręce, chociaż silne – wszak nie pozwalał sobie słabnąć fizycznie – nie były przystosowane do wybijania zębów lub podrzynania gardeł. Villemowi zaś brakowało finezji, potrzebnej w wielu takich zadaniach, wymagających dyskrecji. Gość po prostu nie lubił się czaić. Z tej właśnie przyczyny potrzebował kogoś, kto miał opanowane właśnie te sztuki. I niebędącego zabójczym dla finansów. Najemnik, który kazał nazywać się Reginaldem był kosztowny, ale skuteczny – Jurgis wielokrotnie musiał korzystać z jego usług, przy okazji poszukując zastępstwa. W końcu znalazł. Ową kobietę, nazywającą się Mintena. Wiedział o niej wszystko – nie tylko od siatki informatorów, rozciągającej się w całym mieście. Wyczytał wszystko z niej samej.
Kobieta otworzyła oczy. Pierwszym widokiem, który ujrzała, była sylwetka stojącego nad łóżkiem mężczyzny o stężałych rysach, które poczęły się stopniowo rozjaśniać. Postanowiła udawać, że nie pamięta tego, co się stało. Nie mogła jednak wiedzieć, że jej wybawca wie o wszystkim – o wydarzeniach, jak i o jej osobie. Wiedział, co stalo się w przytułku, wiedział, kto ją pobił. Znał przyczyny wydarzeń. Gniew, płynący z charakteru, wręcz psychopatycznego. Nie mogła wiedzieć też, że właśnie dlatego się zetknęli. Gdyby wydarzenia w przytułku potoczyły się inaczej spotkaliby się również, ale w innych okolicznościach. Po prostu potrzebował kogoś takiego jak ona.
Nazywam się Jurgis – powiedział, odpowiadając na pytania. – Znajdujesz się w moim domu. Co się stało, sama doskonale wiesz. Ja również.
Przybliżył się do łóżka i pochylił głowę, tak by mogła wyraźniej przyjrzeć się jego twarzy, wciąż bez wyrazu. Nastała chwila ciszy, mrok znów zasnuł oczy Minteny. Znikąd pojawiła się służąca, która przysiadłszy obok łóżka podała jej jakiś pobudzający płyn. Prawie od razu odzyskała przytomność, wróciła jej też sprawność umysłowa. Mogła bez problemu słyszeć i rozumieć słowa, a także samemu mówić.
Już na początku powiem, że nie zamierzam cię oszukiwać – tego samego oczekuję też od ciebie. Nie znalazłaś się tutaj przypadkiem i ocalenie zawdzięczasz temu, że zauważyłem cię wcześniej i uznałem, że warta jesteś zachodu i pieniędzy. Wiem też, że nie zawiedziesz, ale po kolei.
Jurgis znał się co nieco na ludzkiej psychice. Wiedział, że jeśli już teraz da jej motywację, jeśli da jej do zrozumienia, że żyje tylko dzięki jego interwencji, a także to, że będzie oczekiwał od niej jedynie lojalności oraz tego, czym zajmowała się wcześniej – wtedy powróci do zdrowia znacznie szybciej. Wątpił, czy ktoś o jej umysłowości będzie wymawiał się z pracy zabójcy.
Słyszałem o tym, co robiłaś w przytułku. Popełniłaś wielokrotne morderstwo, co nie jest lekkim przestępstwem. Mimo to, nie zamierzam wydawać cię straży, mimo że twoje działanie było pozbawione większego sensu, czy motywu i powodowane gniewem. Dzięki temu wiem, czego się po tobie spodziewać, i że odbieranie życia nie jest dla ciebie problemem. Znam też człowieka, który cię pobił i odebrał sprzęt. Jest on członkiem straży miejskiej. Z niewiadomych przyczyn nie zabił cię. W swoim czasie pozwolę ci zemścić się – dwukrotnie odpłacić mu swoją krzywdę i odzyskać to, co zostało ci odebrane. W zamian oczekuję tylko jednego. Lojalności. Będziesz wykonywać moje rozkazy – zabijać, kraść, dokonywać wymuszeń i zdobywać informacje w zamian za schronienie i uratowanie życia. Pozwolę ci wrócić do pełni zdrowia. Potem zacznie się twoja misja. Nie ma pośpiechu. Jeśli masz jakieś pytania, zaspokoję twoją ciekawość, jeśli będę potrafił, więc pytaj.
Mówił powoli, w jego słowach dało się słyszeć zapał i zaangażowanie. Swoimi slowami chciał przekazać jej swoje myśli tak, by wiedziała, że nie ma wyjścia, ale jednocześnie mogła wykonywać pracę z własnym zaangażowaniem. Innymi słowy, była to propozycja nie do odrzucenia. Zamierzał też okazać cierpliwość i pewien rodzaj życzliwości – chciał współpracownika, nie niewolnika.
Mintena
Posty: 158
Rejestracja: 30 sie 2012, 19:04
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2174

28 lis 2012, 18:02

Leżała i rozmyślała. A więc będzie zabijała na zlecenie? Cóż, kolejny szef. Po doświadczeniach z pewnym magiem, wolała już nie pracować dla nikogo. Tamten ją wykorzystał, a potem sprawil, że musiała opuścić Imperium Zachodu. Szlachcic, w którego domu się znajdowała, niewątpliwie znał magię. Umiał czytać w myślach, więc pewnie potrafił też kontrolować umysły. Dlatego więc miała pewne obawy. Obawy przed tym, że on także ją wykorzysta. Poza tym, Mintena nie chciała wiecznie wykonywać poleceń. Chciała w końcu zacząć je wydawać – założyć własny gang, którego byłaby szefową. Prawda była jedna: W życiu każdy może być pionkiem, zaś część ludzi doznaje zaszczytu bycia figurą. Graczami natomiast mogą zostać tylko nieliczni. Jeśli zaś ten szlachcic miał być tym graczem, a Mintena mu służyć, to musiała być figurą i mieć pod sobą jeszcze jakieś pionki. Po prostu być budzącą strach i nienawiść szefową przestępczej gildii. Poza tym, oczekiwała też większych nagród, niż samo schronienie, czy pieniądze, za którymi uganiała się całe życie. Pieniądze są kruche, nietrwałe. Raz są, raz ich nie ma. Mintena marzyła o czyms lepszym, trwałym, wiecznym. Marzyła o nieśmiertelności oraz mocy i potędze. Marzyła o wampiryzmie! Chciała zostać wampirzycą! Byłaby to wspaniała nagroda. A poza tym, jeśli wampiryzm uczyniłby krótkowłosą potężniejszą, znaczyłoby to także, że uczyniłby ją skuteczniejszą – a więc bardziej przydatną dla Jurgisa. Wampiryzm niósł ze sobą same plusy.
-Domyślam się, że wyczytałeś z moich myśli, czego pragnę. Jeśli jesteś w stanie mi to załatwić, to będę mogła dla ciebie pracować przez bardzo długi czas. Gdy wrócę do zdrowia, będę także potrzebowała dobrego ekwipunku. Jeśli chcesz, bym dla ciebie pracowała, na pewno również oczekujesz, bym była w tym skuteczna. Tak więc liczę na dobry sprzęt. Jedyne, czego jeszcze potrzebuję, to okazja do podszkolenia się w sztukach magicznych. Za to wszystko, będę tobie długo słuzyła. Wiedz, Jurgisie, że samo schronienie i uratowanie życia to za mało. Każdy kiedyś umiera. Co z tego, że umrę ileś tam lat później? Wampiryzm dałby mi zaś nieśmiertelność! Jest ona dużo wspanialszą nagrodą, naprawdę wymagającą wdzięczności – w przeciwnieństwie do jednorazowego uratowania życia. Jeśli byłeś w stanie mnie znaleźć, a potem wyczytać wszystko z moich myśli, wampiryzm pewnie także dasz radę mi załatwić. Nie oczekuję tego wszystkiego od razu. Wiedz, że swoją pracę także w to włożę. Tymczasem najpierw wrócę do zdrowia. Im prędzej będę w pełni sił, tym lepiej dla nas obu.
Powiedziała to leżąc w bezruchu. Patrzyła w sufit, trzymając ręce na brzuchu. Oszczędzała swe siły, unikając jakichkolwiek zbędnych ruchów. Jedyną częścią ciała, jaką poruszała, były oczywiście usta, których używała do mówienia.
- To, co działo się w przytułku, nie było niczym szczególnym. Każdego dnia ktoś umiera, a śmierć dotyczy wszystkich. Po co więc się zastanawiać nad kilkoma zgonami, jednymi z wielu? Nie był to nikt ważny, a na dodatek zginęli śmiercią naturalną. Wszystko, czego użyłam, naturalnie przecież powoduje śmierć! Śmierć tych ludzi nie była więc niczym niezwykłym, niczym ważnym. Nie różniła się przecież od śmierci ze starości, wskutek wypadku czy polegnięcia na polu walki. Nie różniła się niczym od jakiejkolwiek innej śmierci, końcowy efekt był ten sam. Dla mnie natomiast każda okazja do sprawdzenia swoich umiejętności jest dobra. A poza tym, skurwysyńsko kocham zabijać. Sprawia mi to nieziemską przyjemność. – dodała.
Kiedyś miałam zabić pewnego człowieka. Gdy go dopadłam, zginął od jednego ciosu w głowę sztyletem. Ostrze przeszło na wylot. Utkwiło tak dobrze, że musiałam się trochę pomęczyć, żeby je wyrwać z czaszki tego śmiecia. – powiedziała z wielkim, nieukrywanym uśmiechem.
To, co robiłam, było jedyną rzeczą, którą potrafiłam robić dobrze… I za którą mnie ceniono… – dodała jeszcze, podsumowując.
-Jedynie w przytułku spierdoliłam sprawę. Następnym razem nie popełnię tego błędu… – dopowiedziała ze złością po chwili, po czym zamilkła i zamknęła oczy. Nie spała. Po prostu odpoczywała, jednocześnie czekając na odpowiedź Jurgisa.
Awatar użytkownika
Sarl
Posty: 628
Rejestracja: 26 kwie 2012, 12:27
GG: 23912838
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27349#27349

04 gru 2012, 21:04

MG

Tak, znał jej myśli. Potrafiła logicznie myśleć, co z łatwością odczytał. Z informacji, które udzielił dało się coś takiego wywnioskować – i było to prawdą. Jego wstręt i niechęć do własnoręcznego zabijania odbijało się także w jego umiejętnościach. Potrafił subtelnie podejrzeć czyjeś myśli, odczytać przeszłość lub też niedawne wydarzenia, uspokoić czy też podsycić gniew, a także zjednać sobie kogoś. Było to naprawdę przydatne w interesach, którymi zajmował się jako szlachcic. Niejednokrotnie uspokajał zanadto podenerwowanych jego słowami czy też informacjami, które miał za zadanie przekazać. Czytanie myśli również się przydawało – z wielu przyczyn. Przynosiło informacje, których jego konktakty nie mogły dostarczyć za żadne pieniądze. O tak, to, co potrafił było cenniejsze niż pieniądze czy wpływy. Mimo że nie było to żadne czarnoksięstwo czy cokolwiek specjalnego. Proste sztuczki domeny umysłu, które opanowałby nawet zwyczajny człowiek – musiałby jedynie poświęcić dużo wysiłku i pracy. Elfowi coś takiego nie sprawiłoby większego problemu. Dziękował swojemu świętej pamięci ojcu, że wykazał się mądrością i myśleniem przyszłościowym i kazał mu uczyć się tego. Pamiętał, jeszcze jako gówniarz, jak sam tego nienawidził. Uważał tę naukę za zupełnie nieprzydatną. Jaki był wtedy głupi…
Nikt w jego rodzinie nie posiadał większego talentu magicznego, ale, jak sobie przypominał, nawet jego ojciec znał sztukę odczytywania myśli. Niejednokrotnie z niej korzystał, by sprawdzić prawdomówność swojego syna. Kłamstwo karane było surowo – Jurgis szybko nauczył się mówić prawdę. Nawet najgorsza, była gorsza od kłamstwa. Ojciec był inteligentny, ale surowy. Nie pobłażał Jurgisowi. Karał go dopiero wtedy, gdy popełnił ten sam błąd więcej niż raz. On sam, wtedy, chwilami nienawidził go. Pamiętał, jak wtedy wielokrotnie wściekał się, nazywając go niesprawiedliwym i twierdząc, że go nie rozumie. Dziesiątki razy uciekał z domu – z różnych powodów. Wiele razy, szczególnie nabrawszy już wieku i doświadczenia, powracał sam i dobrowolnie poddawał się karze. Teraz, dwadzieścia lat od śmierci starego, jego nauka procentowała. Wyrósłszy z młodzieńczego buntu, zrozumiał wszystko. I dziękował ojcu w myślach, że go wtedy nie posłuchał.
Dostaniesz broń, pozwalającą ci wykonywać zlecenia. Uważam, że spełni ona twoje oczekiwania – powiedział zamyślonym tonem. Na razie było cicho – pomyślał sobie. W tej chwili nie było żadnych pilnych spraw, do których koniecznie byłoby angażowanie środków ostatecznych. Jednak Jurgis nauczony był myśleć przyszłościowo. Nie mógł wiecznie korzystać z drogich, najemnych zabójców… Tak czy inaczej, kobieta miała czas, by wydobrzeć.
Usłyszał wzmiankę o wampiryźmie, na którą wcześniej nie zwrócił uwagi. Ta informacja zaniepokoiła go. Krwiopijcy potrafili być cholernie niebezpieczni, mógł mieć trudności, by nad takim zapanować. Uznał, że na chwilę obecną należy odwieść ją od tego zamiaru.
Twoje marzenia nie są poparte wiedzą. Wampiryzm to ciężka, nieuleczalna choroba. Niesie za sobą olbrzymie cierpienie. Tak, właśnie dla ciebie. Cierpienie i nieustanny głód. Daje moc, ale również bardzo osłabia. Bardziej, niż ci się wydaje. Przez głupią zachciankę możesz zamienić swoje życie w koszmar, z którym sobie nie poradzisz.
W jego słowach dało się słyszeć spokój, doświadczenie i mądrość, a także prawdę. Nie okłamywał jej – wampiryzm nie był czymś miłym, ani nie dawał olbrzymiej, nieokupionej kosztami potęgi, jak sobie wymarzyła.
Zapomnij o przytułku. Wszyscy popełniają błędy, a tobie dana będzie szansa, by je naprawić. Odzyskasz zguby i jeszcze zdążysz udowodnić mi swą wartość.
Opisywała mu z dużą dokładością to, co tam robiła. Sama przyznała, że kocha zabijać. Niewątpliwie świadczyło to o chorobie psychicznej – nikt normalny tak się nie zachowywał. Ale Jurgisowi to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, kogoś takiego właśnie poszukiwał.
Zapomnij o przeszłości. Teraz twoim głównym celem jest powrócić do zdrowia. Nie zawiedź – powiedział wtedy i wyszedł.
Mijały kolejno dnie, tygodnie. Nadeszła zima, na zewnątrz zalegał śnieg, a noc przychodziła dużo szybciej. Dobry zbieg okoliczności – to noc była czasem zabójców. Mintena wracała do zdrowia. Była otaczana opieką maga, znającego magię ciała oraz służby wypełniającej jego polecenia; rany kobiety goiły się szybciej, niż gdyby była leczona tańszymi, tradycyjnymi sposobami, bez udziału magii. Wtedy nawet mogłaby nie odzyskać pełnej sprawności. Jednak, gdy śnieg zasypywał ulice Wolenvain, kobieta mogła już chodzić. Powoli odzyskiwała sprawność fizyczną. Villem, człowiek, który ją ocalił przed śmiercią na polu, na prośbę swojego szefa i przyjaciela, Jurgisa, pomagał jej w tym. Miał za zadanie upewnić się, że przypomni sobie to, co umiała przed wypadkiem.
O broń, narzędzie zbrodni, szlachcic zadbał także. Pozbawiony magii, ale dobrze wyważony sztylet, noże do rzucania, flakon z trucizną, a także małe dzieło sztuki – lekka, mała kusza, z której dało się strzelać jedną ręką. Jedyną wadą był mały zasięg oraz słaba moc strzału; ale co najważniejsze, strzał w głowę mimo to nie pozostawiał żadnych szans. Na ubiór zabójczyni miał się składać czarny, ułatwiający ukrywanie się strój ze skórzaną kamizelką, z sakwami na wszystkie powyższe przedmioty. Przygotowany na wszelki wypadek, gdyby Mintena go od swego dotychczasowego stroju.
W końcu, przyszedł czas na pierwsze zadanie. Jurgis wezwał ją do siebie niedługo po tym, gdy otrzymał nowe informacje od swoich wywiadowców. Najwyższy czas – pomyślał – by sprawdzić, czy pieniądze nie poszły na marne.

To tak. Nie bawiłem się w opisy powrotu do zdrowia, gdyż pozostawiam to tobie. Oczekuję tu szczegółowych opisów, szczególnie treningów przygotowawczych. W zależności, jak dobrze wyjdzie ci tutaj, tym lepiej będą wychodzić ci akcje w przyszłości, czyli, kolokwialnie mówiąc, będę cię udupiać w mniejszym stopniu. Wcześniej narobiłaś cyrków bez sensu, teraz dostajesz szansę na poprawę.
Wykaż się kreatywnością i wykorzystując powyższe ramy po prostu rozpisz, co się działo przez ten czas i co zrobiłaś. Tutaj daję ci wolną rękę, nie jest to nic trudnego, śpieszyć się też nie musisz, czas masz nielimitowany. Ewentualne błędy czy nieścisłości zweryfikujemy później.
Mintena
Posty: 158
Rejestracja: 30 sie 2012, 19:04
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2174

26 gru 2012, 01:46

Czas mijał. Zaczynały się i kończyły kolejne dni, a Mintena powoli zaczynała już chodzić. Odzyskiwała sprawność fizyczną. Gdy już rany się całkowicie zagoiły, a zabójczyni była w stanie bez żadnych problemów chodzić, zaczęła ćwiczyć swoje umiejętności. Wiadomo, jak to jest – gdy się jakiejś umiejętności nie ćwiczy regularnie, wtedy ona powoli zanika. Oczywistym było, że Mintena musiała nadrobić. W jej fachu każdy błąd może bardzo wiele kosztować, o czym się już boleśnie przekonała. Nie mogła sobie więcej pozwolić na podobną porażkę, więc musiała dać z siebie wszystko podczas – jak to słusznie określała – treningów rehabilitacyjnych. A jak te treningi wyglądały? Krótkowłosa sprawiła sobie pod tym względem niezły wycisk. Ćwiczyła codziennie po wiele godzin. Nie dawała sobie wytchnienia. Gdyby kiedyś znowu zwyczajnie coś spieprzyła i dała się złapać, tamci nie okazaliby jej żadnej litości. Dlaczego więc ona miała sobie samej sprawiać litość, oszczędzając się? Dawała z siebie wszystko. Dzięki temu nieźle się zahartowała. Ćwiczenia natomiast były różne.

Mintena dużo biegała – zarówno na dłuższe dystanse, ćwicząc wytrzymałość, jak i na krótkie odległości, podnosząc tym samym szybkość. Nie było dnia, w którym by opuściła bieg, robiła to codziennie. Dużo czasu spędziła w okolicach miasta, na różnych polach i łąkach, gdzie mogła biegać bez przerwy i nikt jej w tym nie przeszkadzał. Biegi wyrobiły w niej ogólną wytrzymałość organizmu, w jakimś stopniu uodporniły ją na zmęczenie. Nigdy wcześniej nie biegała tak dużo. W czasie tych wszystkich dni wyrobiła w sobie kolejną umiejetność. Umiejętność ta była nazywana atletyką. Mintena nauczyła się szybciej i dłużej biegać. Nauczyła się tego, nawet pomimo faktu, że jedynie wracała do zdrowia i sprawności. Dzięki znajomości anatomii, wiedziała, jak należy oddychać podczas biegu, dzięki czemu nie wysiadała tak szybko, jak szybko miałby dość jakiś wieśniak nieposiadający nawet umiejętności pisania i czytania, w ogóle nie wspominając już o jakiejkolwiek dziedzinie nauki.

Zabójczyni także wracała do sprawności w inny sposób. Czasem też, zazwyczaj późnym wieczorem, udawała się na sportową przechadzkę po ścianach i dachach miasta. Używając swojej liny z hakiem i zarzucając ją na dach, a potem wchodząc na zabudowania, przypominała sobie, jak powinno się wspinać po linie. Spacerując po skośnych dachach budynków, ćwiczyła zachowanie równowagi. Bardzo często też trenowała sztukę skradania się. A jak? Po prostu urządzała sobie małe ćwiczenie. Polegało ono na przejściu od posiadłości Jurgisa, do dowolnie wybranego przez siebie punktu w mieście. Przejść musiała niezauważona, niewykryta przez nikogo.

W posiadłości swojego nowego zleceniodawcy również urządziła sobie niezłą salę treningową. Robiła obowiązkowe brzuszki, przysiady, pompki oraz inne ćwiczenia. Tam także spędziła trochę czasu, wykonując przeróżne ćwiczenia. Wszystko to pozwoliło jej wrócić do formy fizycznej.

W miarę, jak Mintena postępowała w swoich ćwiczeniach, tak coraz szybciej wracała do formy. Im dłużej już biegała, tym mniej się męczyła, biegając dłużej i szybciej, zwiększając swoją sprawność fizyczną. Im dłużej wykonywała różne ćwiczenia, tym stawała się w nich lepsza. Aż wreszcie już mogła mówić o odzyskanej formie fizycznej. Na początku, gdy ledwie zaczynała już chodzić, osiągała słabe wyniki. Ale teraz? Teraz już były one wyśmienite. Sama sprawność fizyczna to było jednak niewiele. Gdy Mintena już ją odzyskała, musiała przejść do drugiej fazy treningu. Tym razem ćwiczyła umiejętności skrytobójcze oraz masę innych zdolności. Ćwiczyła refleks, zwinność, siłę i koncentrację, gdy po prostu ćwiczyła walkę wręcz. Biła zwykły worek treningowy. Gdy się jej to jednak znudziło, jeden ze sługów Jurgisa zaoferował pomoc. Bliższe prawdy byłoby jednak słowo ochroniarz, gdyż ten gość dbał także o ochronę szlachcica, był bardzo umięśnionym przydupasem, któremu Jurgis dobrze płacił za ochranianie go. Tak się jakoś złożyło, że Jurgis po kilku naleganiach Minteny zgodził się odstąpić swojego ochroniarza na kilka chwil, by kobieta miała z kim trenować walkę wręcz. Tak kobieta zaczęła swe treningi. W walce na pięści nie była zbyt dobra, ale nadrabiała to zwinnością oraz formą, które nadrobiła podczas różnych ćwiczeń. Kerwan, bo tak na imię miał ochroniarz Jurgisa, w walce na pięści był natomiast dość dobry. Mintena czasem nawet ostro dostawała po mordzie, ale szybko się uczyła. Kilka razy nawet udało się jej pokonać. Kerwan może i nie był wzorowym nauczycielem, ale walki z nim na pięści, jeśli nawet nie nauczyły Minteny walki na pięści w tak wielkim stopniu, w jakim by chciała, to przynajmniej pozwoliły jej przywrócić swoją zwinność, szybkość oraz koncentrację do stanu przed przykrymi wydarzeniami w przytułku. Mintena ćwiczyła także walkę sztyletem. Nie skończyło się wcale na nawalaniu nim w jakąś kukłę treningową. Zabójczyni czasem urządzała sobie dużo ciekawsze treningi. Polegały one na tym, że kobieta urządzała sobie spacery po różnych oddalonych częściach miasta, powiązanych ze sobą tylko i wyłącznie tym, że były to niezbyt zatłoczone uliczki, daleko od centrum miasta, gdzie ciężko było o patrol straży miejskiej. Wtedy upatrywała sobie samotną, pechową przypadkową ofiarę. Czasem też zaglądała w częściej spotykane części miasta, gdzie upatrzoną ofiarę śledziła do czasu, aż znajdzie się w jakimś zaułku. Wtedy brała się do dzieła. Zabijała na różne sposoby, ale zazwyczaj lewą dłonią chwytała ofiarę z zaskoczenia za twarz, ściskając szczękę i nie pozwalając jej krzyczeć, a prawą ręką podrzynała gardło. Była to znacznie lepsza metoda, niż popularne wśród mniej doświadczonych zabójców wbijanie sztyletu w plecy. Lepsza głównie dlatego, że z ciała nie lało się aż tyle krwi, a jeśli nawet wypłynęło trochę czerwonej posoki, i tak wytryskała ona w stronę przeciwną do miejsca, w którym stała Mintena. W rezultacie, wypływająca krew nie miała jak ubrudzić Minteny. Cóż, znajomość anatomii zawsze była ważnym elementem w tym zawodzie. Niebieskooka zaś przypomniała sobie, jak się zabijało przy użyciu sztyletu. Raz na jakiś czas wychodziła na takie treningi, spędzała też trochę czasu na mieście. Była śnieżna i mroźna zima, więc otrzymany od Jurgisa płaszcz był jak najbardziej potrzebny. Ponadto, skrytobójczyni rzadko już wychodziła na zewnątrz bez wykonanego ze zwykłej tkaniny kaptura o kolorze takim samym, jak reszta jej stroju. Cóż, po prostu nie chciała zostać rozpoznana. Na szczęście się to nie stało, a jasnowłosej nie spotkała żadna konfrontacja ze strażą miejską. W międzyczasie Mintena trenowała też strzelanie z kuszy. Broń, którą otrzymała, miała kilka zalet, ale miała także kilka wad. Szybkość, z jaką można było załadować i strzelić, z pewnością zaliczała się do tych pierwszych. Zaliczała się do nich także niewielka waga i rozmiary kuszy, wygoda użycia. Możliwość strzelania jedną ręką nie była już zbyt przydatna, gdyż trzymanie czegoś w drugiej ręce podczas strzelania i tak było wykluczone. Do umieszczenia kolejnego bełtu na łożysku oraz naciągnięcia cięciwy zawsze była potrzebna druga ręka. Poza tym, zabójczyni nie potrafiła celnie strzelać trzymając kuszę jedną ręką, która zwyczajnie się nieznacznie chwiała. Mintena i tak wolała trzymać ją obiema rękami, ponieważ wtedy broń była bardziej ustabilizowana, można było oddawać precyzyjniejsze strzały i ogólnie było jej wygodniej. Natomiast słaba moc i kiepska celność kuszy ewidentnie były już wielkimi wadami. Ludzie wymyślili kusze właśnie po to, by zabijać z ogromną skutecznością. Szybsze oddawanie strzałów to byłaraczej domena łuków. Prezent ten nie spodobał się Mintenie, która oczywiście wolałaby konwencjonalną kuszę. Broń tą, którą Jurgis śmiał nazywać dziełem sztuki, ona nazywała zwyczajnym bublem. Podeszła więc do Jurgisa i przedstawiła mu swoje zdanie na ten temat. Ten wysłuchał ją z uwagą. Zabójczyni zauważyła w nim już kiedyś tendencję do zabawy w dobrego tatusia. Oczywistym było, że zależało mu na przygotowaniu kobiety do powrotu do swojej pracy. Dlatego więc, po prostu polecił krótkowłosej, by oddała mu tą kuszę spowrotem, jeśli się jej nie podoba. Za kilka dni wręczył jej inną broń. Także była ona dziełem sztuki, ale tym razem była tak nazywana nie tylko przez Jurgisa, ale także przez Mintenę.

Była to kusza dużo cięższa, niż ta, którą kobiecie początkowo dał Jurgis. Nadal można ją było jednak zaliczyc do lekkich kusz. Bardzo dużym udogodnieniem była korbka znajdująca się po prawej stronie łożyska, dość blisko spustu. Pozwalała ona na dość szybkie i wygodne naciąganie cięciwy. Szybkością przeładowania nie dorównywała jeszcze poprzedniej broni, ale naciąganie to i tak było w tym przypadku dość szybkie. Ogólnie mówiąc, kusza ta zachwycała swą jakością wykonania. Nie ważyła zbyt dużo, a doskonale wykonane łuczywo oraz cięciwa zapewniały dobrą siłę rażenia oraz zasięg kuszy. Łożysko miało precyzyjnie zrobione żłobienie na bełt. W rezultacie, kusza strzelała celnie, a bełty latały po bardzo ładnej linii. Została ona pomalowana na kolor mrocznej czerni, co dodatkowo spodobało się zabójczyni. Broń ta była piękna. Piękność tą dodatkowo uzupełniała namalowana białą farbą czaszka naniesiona na koniec kolby.
Kiedy Mintena miała już odpowiadającą jej kuszę, zaczęła trenować strzelanie. Była to w tym fachu umiejętność równie ważna, co umiejętność cichego zabijania z bezpośredniej odległości, poprzez poderżnięcie gardła czy zwykłe pchnięcie sztyletem. Dlatego więc strzelała z przeróżnych odległości do beczek, worków z piaskiem czy też manekinów. Ćwiczyła to głównie na polanach daleko od miasta, tak więc mogła się nacieszyć nawet strzelaniem do celów oddalonych o ponad sto pięćdziesiąt metrów. Oczywiście w pierwszych dniach nie strzelała na dalej niż pięćdziesiąt do osiemdziesięciu metrów. Ale po tygodniu oddawała już celne strzały na dalsze odległości. Gdy już się odpowiednio wyćwiczyła w strzelaniu do przedmiotów, kilka razy wyszła w nocy do miasta, by zapolować na żywe cele. Przeszyła bełtami kilku niewinnych mieszkańców. Dzięki dobremu planowaniu udało jej się uniknąć patroli straży. Przypomniała sobie za to, jak się strzelało do żywych ludzi. Ot, po prostu celowała, pociągała za spust i przeszywała kolejne niewiniątko z dystansu. Było to dla niej zwykłą, dziecinną igraszką. Chciała prawdziwych zleceń! Dlatego więc coraz bardziej starała się, by odzyskać formę.
Trenowała jeszcze rzucanie specjalnie do tego wyważonymi nożami. Tutaj jednak już jednak nie zabijała żadnych istot. Ograniczyła się jedynie do rzucania do tarcz. Nie znaczyło to jednak, że trening w posługiwaniu się miotanymi nożami potraktowała po macoszemu. Jemu także poświęciła trochę czasu. Dość często ciskała przecież do ustawionych przez siebie celów. Rzucanie nożami także doskonale wyćwiczyła.
W międzyczasie cały czas odbywała biegi. Mintena nie miała wtedy czasu wolnego. Jej doba wyglądała tak, że składała się tylko i wyłącznie z treningów, przerw na jedzenie oraz spania. Dzięki temu osiągnęła wspaniałą formę, powróciła do jej pełni.
Potem nadszedł już czas na kolejny rodzaj treningu. Chodziło tu o trening umiejętności magicznych. Typowe czarowanie, które w zawodzie skrytobójcy potrafi się czasem przydać. Wtedy Mintena koncentrowała się, skupiała, by wydobyć z siebie jak najwięcej mocy, a potem próbowała układać tą nagromadzoną przez siebie energię w czary. Spędziła tak kilka dni ćwiczeń, by trenować swoje magiczne umiejętności. Praktykowała różnego rodzaju ćwiczenia umysłowe, by się rozluźnić, zwiększyć koncentrację oraz, by łatwiej jej przychodziło rzucanie zaklęć.

Wreszcie nadszedł taki czas, że Mintena uznała, iż powróciła już do formy i może znów zacząć pracę. Podczas treningów przypomniała sobie wiele rzeczy. Nie skłamałaby mówiąc, że dawno nie sprawiła sobie takiego wysiłku. Ale było warto! W czasie tym jej wygląd fizyczny nie zmienił się szczególnie, urosły jedynie włosy o te kilka centymetrów już można było mówić o długości ośmiu albo dziewięciu tych jednostkach długości. Pewnego dnia zabójczyni zjawiła się w pełni przygotowana i uzbrojona w komnacie Jurgisa, zgłaszając swą gotowość do misji.

Dobra, nareszcie to napisałam. Moim zdaniem wystarczy. Opisz wygląd komnaty Jurgisa. Napisz też, co gość chce zlecić mojej postaci. Ja się cieszę, bo w końcu mam tego gigantycznego posta z głowy. Mintena musi jeszcze z Jurgisem poruszyć parę ważnych tematów, ale to już w następnym poście.
Awatar użytkownika
Sarl
Posty: 628
Rejestracja: 26 kwie 2012, 12:27
GG: 23912838
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27349#27349

15 sty 2013, 13:08

MG

Zanim pozwolił jej wstać z łóżka, upewnił się że wszystkie rany zagoiły się wystarczająco. Od razu rozpoczęła dość intensywny trening, co nieco go zmartwiło. Nie należało bowiem przeciążać dopiero co zrośniętych kończyn. Obserwując to wszystko szlachcic zastanawiał się, skąd kobieta bierze na to wszystko siły, to jednak nie było istotne. Zaufał jej w tej kwestii, mając nadzieję że wie co robi. Dał jej też wystarczającą ilość czasu, gdyż jak na razie usługi zabójcy nie były niezbędne.
Uważnie śledził postępy jego nowego nabytku. Sądząc po tempie, jaki sobie narzuciła, wracała do pełni sił. Oprócz treningu siłowego i wytrzymałościowego szlifowała także swoje umiejętności walki. Specjalnie załatwił jej człowieka wprawionego nieco w walce wręcz, by miała na kim poćwiczyć. Nigdy nie podejrzewałby, że kobieta chciałaby uczyć się bić, ale przyznał, że wychodziło jej to przyzwoicie. Wiedział też, że oprócz tego urządzała sobie polowania na niewinnych ludzi, zabijając ich z zaskoczenia. Uznał to za konieczną ofiarę – już dawno stał się człowiekiem bezwzględnym, a to, że jego ludzie używają cywili jako worków treningowych nie ruszyło go zbytnio. Jedyne czym się martwił, to tego, że Mintena zostanie – ponownie – złapana przez straż. To stworzyłoby sporo problemów. Nie wiedział, czy dałby radę ją stamtąd wyciąnąć, a takie coś pochłonęłoby następną, zapewne dużą, sumę pieniędzy. Nikomu coś takiego nie było potrzebne.
Nie spodziewał się tego, ale kusza, którą jej podarował, nie spodobała jej się. Gdy poprosiła o wymianę broni, zrobił to bez zbędnych komentarzy. W sumie sam źle zrobił, powinien był zapytać, a nie kupować coś w ciemno. Dobrze przynajmniej, że nie było problemów z wymianą – udało mu się wymienić kuszę na większy model. Dobrze jest mieć znajomości. Znów zaczynała zabijać ludzi, tym razem zapewne, by przetestować broń. Zaczął się zastanawiać, czy nie oszalała w jakiś sposób. Miała upodobanie w masakrowaniu bogom ducha winnych ludzi. Pewnego dnia może zacząc wymykać się to spod kontroli, ale przestała, gdy ją o to poprosił.
Kontynuowała trening, gdy do Jurgisa zaczynały napływać nowe informacje. Wiedział już, że faza treningu i powrotu do formy ma się ku końcowi, a wkrótce Mintena otrzyma swoje pierwsze zadanie. Był środek zimy, gdy uznał, że jest na to gotowa. Juz od jakiegoś czasu zbierał informacje o celu, który sobie wybrał. Za każdym razem informacje te okazywały się coraz bardziej interesujące.
Stawiła się na jego wezwanie w pełni uzbrojona i wyposażona, tak jak powinna. Jurgis, siedział naprzeciw niej w swoim gabinecie, pośród panującego tam mroku, który rozświetlało jedynie kilka promieni słońca świecących z błękitnego, pozbawionego chmur nieba, tak ładnie wyglądającego wśród śniegu zalegającego dookoła. Podniósł się z dużego, ale niewyglądającego na specjalnie kosztownego fotela – był zużyty i podniszczony, widocznie właściciel musiał żywić do niego jakiś sentyment – i podszedł do okna. Powoli i całkowicie beznamiętnie zaczął mówić.
Pewnie masz nadzieję na jakieś proste zlecenie w stylu "zabić kogoś i uciec". Niestety, tym razem muszę cię rozczarować – powiedział, nie patrząc na nią. Nieobecnym wzrokiem wpatrywał się w przestrzeń dzielnicy mieszkalnej, dobrze widocznej z pierwszego piętra budynku. Dookoła było pełno szlacheckich posiadłości, znacznie wyższych niż dom, w którym się znajdowali. – Sprawa wygląda następująco. Masz udać się do Wichrowych Szczytów, dokładniej do miejscowości Lasves, leżącej u ich podnóża. Nigdy tam nie byłem, nie wiem jak wygląda, ale to nie ma znaczenia. Dostałem informacje, że na tym zadupiu przebywał przez dłuzszy czas człowiek zwany dość wymownie Renegatem, obdarzony ponoć znaczną mocą. Jak się dowiedziałem, od jakiegoś czasu okolice jego siedliska są – jak to mówi lud – nawiedzone. Prawdę mówiąc, nikt do końca nie wie, co tam się wydarzyło, ale jak mówi mój wywiad, okolice są naszpikowane magicznymi anomaliami, całkowicie nieprzewidywalnymi. Tamten teren jest cholernie niebezpieczny, dlatego nie mogę wysłać nikogo poza tobą. Masz dowiedzieć się, co tam się wydarzyło i przynieść mi cokolwiek, co uznasz za wartościowe. Mam na myśli magiczne przedmioty, pergaminy, zapiski, dzienniki, tego typu rzeczy.
Ruszyl ponownie do swojego biurka i usiadł za nim, pochylając się lekko do przodu.
Jeśli masz jakieś pytania, zadaj je. Potem do roboty. Udowodnij mi, że nie popełniłem błędu, wybierając ciebie.

Wybacz mi takie opóźnienie, po prostu nie byłem w stanie się zebrać. Ale cieszę, się że mam to już za sobą. Mam już w głowie dalszy przebieg fabuły, więc nie powinno byc już problemów.

Wróć do „Dzielnica mieszkalna”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 9 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 9 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52125
Liczba tematów: 2968
Liczba użytkowników: 1041
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Lel
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.