Kamienica Patriotów

Położona w południowo-zachodniej części miasta, z pozoru chaotyczna zabudowa składa się z kamienic należących do obywateli Wolenvain. To tutaj znajduje się znakomita większość zakładów rzemieślniczych stolicy.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3805
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Kamienica Patriotów

31 mar 2015, 17:02

Położona pośród plątaniny wąskich uliczek dzielnicy mieszkalnej kamienica mieszcząca siedzibę Patriotów nie odstawała od innych pod względem konstrukcyjnym. Jedynym wyznacznikiem pozwalającym rozpoznać ją jako kwaterę główną tej organizacji był mały szyld z malunkiem zwiniętej w pięść, stalowej rękawicy stanowiącej symbol kompanii. Podłoże budynku stanowił wydłużony ku jego tyłowi (a tym samym mieszczącemu się za nim podwórzu) prostokąt, zaś sama kamienica miała trzy kondygnacje: parter oraz pierwsze i drugie piętro.

Drzwi frontowe otwierały się na szeroką, przestronną sień, która zamieniona została na kwaterę mieszkalną dla tych członków Patriotów, którzy tymczasowo nie mogli sobie pozwolić na inne lokum. Pod obiema ścianami ciągnęły się łóżka, a pośrodku ustawiono duży stół, przy którym można było spokojnie zjeść. Dodatkowym wyposażeniem były kufry, miednice i nocniki znajdujące się przy niektórych łóżkach oraz kominek ogrzewający i oświetlający całe wnętrze. Na tyłach sieni mieściła się mała kuchnia z wyjściem na podwórze, do której wchodziło się pod schodami prowadzącymi na wyższy poziom. Widać było, że kuchnię całkiem niedawno zmniejszono, dzieląc ją na dwa pomieszczenia i wydzielając wąską komórkę na posiadane przez Patriotów wyposażenie. Trafić można było do niej tylko z sieni, a jej mocne, zamykane na dwie zasuwy wrota dawały wrażenie, jakby przechowywano w niej coś dalece ważniejszego od paru zużytych tarcz i wyszczerbionych mieczy.

Obrazek
Kamienica Patriotów

Prowadząca na górę klatka schodowa otwierała się na z rzadka używaną salę obrad, co do której wielu członków kompanii miało spore wątpliwości. Jej rolę idealnie spełniała sień, a raczej mieszcząca się w niej jadalnia, a mimo tego pan Brigord Berkwist (przywódca formacji) zabiegał o ustanowienie dodatkowego pomieszczenia przeznaczonego na organizowanie odbywających się raz na ćwierć roku zebrań. Choć niektórzy uważali to za przejaw typowo szlacheckiej rozrzutności, nie można było odmówić sali obrad pewnego rodzaju elitarności. Zwykli członkowie Patriotów tylko od święta widywali umiejscowiony tutaj, okrągły stół odsłoniętym. Wszyscy ci, którzy dostąpili tego widoku, wiedzieli, że znajduje się na nim duża, skórzana mapa Autonomii Wolenvain oraz wiele różnego rodzaju pionków i figurek: zupełnie tak, jakby Patrioci obserwowali i planowali ruchy w kampanii wojennej. W rzeczywistości to za ich pomocą pan Berkwist był w stanie obrazowo wyjaśnić sytuację w państwie, pokazując, które ziemie przeszły w minionym kwartale do jakich rąk, kto na tym stracił, a kto zyskał. Za ich pomocą odgrywane były również różne, nawet najbardziej pokrętne scenariusze, nawet takie z rodzaju wojny Autonomii Wolenvain z Niezależnym Księstwem Lokent lub ataku na Półwysep Kaendry. Przeciwnie do stołu na parterze, przy tym znajdującym się w sali obrad raczej się nie siadało – wymagana była pełna szacunku postawa stojąca, pozwalająca również lepiej widzieć rozłożoną na nim mapę.

Z sali ruszyć można było na wąski, wychodzący na ulicę, zabudowany balkon lub do prywatnych komnat zarezerwowanych dla wysoko postawionych dowódców Patriotów. Pokoje były trzy, ale tylko jeden był obecnie zajmowany. Zakwaterował się w nim Ajen Firaar i niewiele było wiadomo o tym, co znajduje się wewnątrz. Prawdą było jednak, że sypiał w tym miejscu i z pewnością trzymał tutaj swój ekwipunek oraz ubrania, więc po jego izbie spodziewać można było się całkiem bogatego wyposażenia. Wielu wiedziało, że pan Firaar mieszka na stałe w Twierdzy, gdzie znajdowała się również jego rodzina, jednak częściej widywało się go właśnie w siedzibie kompanii, gdzie szkolił rekrutów, przyjmował nowych i zajmował się sprawami organizacyjnymi.

Najwyższa, trzecia kondygnacja budynku zamknięta była na klucz i w całości zajmował ją przywódca Patriotów, pan Brigord Berkwist. Czasem zapraszał tam swych wysoko urodzonych gości oraz ważne dla miasta persony, co często kończyło się podpisaniem umów na szczególnie intratne, duże zlecenia.

Obecnie w tej lokacji znajdują się:
Aerndal, Patriota;
Butalt, Patriota;
Litkor, Patriota;
Sietna, Patriotka – śmiertelnie ranna;
kapitan Patriotów, Ajen Firaar;
przywódca Patriotów, Brigord Berkwist – śmiertelnie ranny.
Awatar użytkownika
Omival
Posty: 73
Rejestracja: 27 gru 2013, 22:00
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 43348566
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2832

11 sie 2016, 18:12

Przyszłość zawsze wydawała się Omivalowi czymś całkowicie tajemniczym, bowiem nigdy nie wiadomo, co może przynieść los. Chociaż czasem słyszało się o wróżach wieszczących najróżniejsze wydarzenia, to rzadkim było, aby do któregokolwiek z nich faktycznie doszło. Lecz... Kto wie? Może w tych wszystkich proroctwach kryje się ziarno prawdy. Czas pokaże. Jednak jedno jest pewne, wizje, również te w marzeniach sennych mają wielką moc. Omival pragnął odpoczynku, a nie zaznał go nawet we śnie. Obrazy, które nawiedzały jego skołatany umysł były przerażające i potwronie realistyczne, do tego stopnia, iż nawet po przebudzeniu początkowo trudno było mu rozróżnić świat fikcji od rzeczywistości. Można było tylko spekulować, co wywołało te koszmar. Pozostałość aury demona? Obłok z eliksirów zielarza? A może kula – podarek od Lustra? Cokolwiek to było, silnie oddziaływało na psychikę Omivala. Mężczyzna przebudził się spocony i rozdrażniony, a zebranie jasnych myśli okazało się nie lada wysiłkiem.

Dzień również nie zapowiadał się kolorowo. Chatę Ainodeona zwiadowcy opuścili nagle. Najwyraźniej nie byli mile widziani we wsi.

Łyk wody i kolejny długi marsz. Omival miał ochotę wyrzucić z siebie dręczącą go nocną marę, lecz w grupie ponownie panowała cisza, przerywana jedynie odgłosami przyrody. Dopiero gdy Powieka zniknęła z zasięgu wzroku mroczny elf zabrał głos. Według niego niechęć wieśniaków była związana z minionymi wydarzeniami w Lwim Brodzie. Było jednak coś jeszcze. Powieka nękana była przez złowieszczą siłę, przeciwko której została porzucona na pastwę losu. Lustro przewidywał, że marna dola czeka również Ainodeona, który przyjął ich pod swój dach.

– Przecież on nam pomógł... Pomógł tobie – wtrącił się w zdanie Lustra. – Jak możemy go teraz zostawić? – w słowa Omivala wkradła się nuta goryczy. Nie rozumiał dlaczego opuszczają elfa w potrzebie. Niewdzięczność dowódcy była dla brodatego maga czymś niezwykle przykrym. Chociaż podejrzewał, że kryć się mogło za tym wiele ważnych pobudek, nie chciał, aby ginął niewinny mężczyzna. Zdawał sobie jednak sprawę, że nawet gdyby wrócił do Powieki, samotnie nie wskórałby za wiele w obecnym stanie. Niemniej liczył na jakieś wyjaśnienia. Tymczasem pozostała mu modlitwa... Wierzył, że Ourelia zaopiekuje się nie tylko Ainodeonem, ale i całą osadą.

Umysł Omivala był cały czas rozchwiany. Jedno wielkie kłębowisko obrazów, emocji, dźwięków i niezliczonych myśli szargało jego nerwy coraz mocniej. Mimo że ciało nieco odpoczęło, to burza w głowie maga skutecznie utrudniała mu wędrówkę. Nawet sam widok rzeki, który normalnie był dla Omivala czymś naprawdę przyjemnym, teraz kojarzył mu się głównie z nocnym horrorem, aczkolwiek pewnie gdyby znalazł się odpowiednio blisko brzegu, zanurzyłby się w chłodnej wodzie choć na krótki moment.

Do Wolenvain przybyli nocą, a Omival był wyczerpany w każdy możliwy sposób. Właściwie to nawet nie zauważył, kiedy dotarli do siedziby Patriotów, taszcząc swoje ciało za mrocznym elfem. Izba w krótkim czasie zapełniła się ciekawskimi twarzami, spośród których jedną mag wody wyraźnie pamiętał z Lwiego Brodu. Ajen Firaar przywitał gości, a zaraz po tym uwagę zbiorowiska przykuł Lustro i jeniec-demon. Wtedy też do Omivala doszło, że w swych przemyśleniach dotyczących snu, który nawiedził go zeszłej nocy nie rozważył udziału osób postronnych. Może to właśnie czerwonooki więzień niepostrzeżenie chciał namieszać mi w głowie. Ale przecież Darrian go pilnował, rozmyślał. Kiedy Lustro skończył mówić, nadarzyła się dobra okazaja, aby rozwiąząć trapiący go problem.

– Darrianie, czy pilnując go – wskazał na skulonego na podłodze mężczyznę – zauważyłeś w jego umyśle coś niepokojącego? – zapytał. – Zeszłej nocy nawiedził mnie niepokojący sen i chciałbym wiedzieć, czy aby na pewno kolejny raz nie wpłynęła nań jakaś złowieszcza aura... – zakończył. Na pewno kilka informacji o tym podejrzanym typie każdego by zaciekawiło. Z drugiej strony, tak jak napomknął Drasim, nie była to dobra pora na długie wywody, każdy potrzebował odpoczynku. Gdyby wywiązała się dalsza rozmowa Omival tylko by się przysłuchiwał. Byłby bardzo rad, gdyby i dla niego znalazło się jakieś posłanie.

Awatar użytkownika
Roia
Posty: 105
Rejestracja: 28 mar 2013, 14:31
GG: 18983323
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42275#42275

12 sie 2016, 14:48

Szybko ułożyła się na kolanach cyrulika i jeszcze szybciej zasnęła, gdy jakimś tajemniczym sposobem drażniący, intensywny zapach wpłynął na siłę odczuwania zmęczenia przez jaszczurkę. Tylko tyle przemknęło przez jej umysł nim usnęła. Ziele musiało być mocne, bo gdy jaszczurka znów otworzyła oczy, znalazła się jakby w innym świecie, razem ze swoim dalekim kuzynem. Zignorowała jego obecność, bo słyszała głos, który tak bardzo ją wzywał. Poczuła zagrożenie, niewyobrażalne zagrożenie i nienawiść. Bo któż mógłby zabijać smocze zarodki?! Któż, jak nie przepełnieni bólem i nienawiścią? Agresorzy, łowcy, zło, zło! I ten głos! Co za straszny głos ją wzywał!
Przez sen jaszczurka popiskiwała i warczyła na przemian, przybierając ciągle inną pozycję. Ostatecznie obudziła się leżąc grzbietem i zadem na nogach uzdrowiciela, z łbem na ziemi i na wpół rozłożonym skrzydłem, które zdawało się, że wpadnie cyrulikowi do ust, gdyby tylko ziewnie. Podirytowana, schowała się w torbie Drasima, gdy usłyszała nadchodzących wieśniaków. I już nie chciała wychodzić ze środka. Jej serduszko biło szybko, nie przejmowała się już towarzyszami, ale wizjami. Była tylko smoczątkiem, ale o wielkim sercu! Nie rozumiała, że wizja mogła być złudna, wywołana dziwnymi ziołami. Całą sobą czuła, że powinna wrócić skąd przybyli, minąć swój spalony dom i wzlecieć do gór. Tam, gdzie zginął jej poprzedni towarzysz, pachnący podobnie do owego cyrulika. Ludzko, a trochę smoczo. Drart nie wyszedł z jaskini, a ona przejęła się tym dopiero teraz. Bezpiecznie ukryta w torbie następcy jej pierwszego przyjaciela.
Zasnęła nim znów zaszło słońce, chociaż w torbie czas nie miał znaczenia. Jej ciepło, które kumulowało się wewnątrz i ciemność sprawiły, że i tak zrobiła się senna, mimo burzliwych myśli, rozemocjonowania, mimo silnej chęci by pójść zobaczyć co się stało. Czemu nie poszła? Bała się, a to opóźniało decyzję. Poza tym trudno zdecydować się na coś, jeśli jest się zupełnie zestresowanym. Roią, jak Omivalem, szarpały całą drogę różne emocje, które uspokoiły się trochę przez melatoninę i zmęczenie po wydarzeniach z ostatnich dni.
Zielonołuską obudziło zamieszanie. Przytykając oko do szparki zobaczyła jednak, że jej grupa jest wśród swoich, co trochę ją podbudowało i pocieszyło. Zły humor sprawił jednak, że zdecydowała się jeszcze pozostać w torbie. Jeżeli nie wyczuje zapachu jedzenia lepszego niż suszone mięso, nie miała zamiaru wychodzić z kryjówki. Chociaż... tyle godzin się nie ruszała. Spróbowała się więc przeciągnąć w miarę możliwości tak, by nie ruszać za bardzo ściankami torby.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3805
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Glorified

23 sie 2016, 17:52

MG

Będąc już przy samej kamienicy Patriotów, poczuł smród. Zmęczony, nie przypominał sobie, żeby kiedykolwiek świadkował paleniu na stosie, ale nie mógł się mylić – wiedział, co unosi się w powietrzu. Nie było żadnego logicznego powodu, aby sądzić, że Świątynia Światła postanowiła tak ciemnej nocy ukarać kogoś w środku miasta. Nie było też krzyków i łuny ognia. Był tylko ten osamotniony, zakapturzony mężczyzna, który wyszedł najwyraźniej od Patriotów. Minął Slaviusa bez słowa, nie zaszczycając go nawet spojrzeniem. Niósł za sobą zapach tak okropny, że nadal osłabionemu po bitwie i podróży, zestresowanemu śmiałkowi zrobiło się niedobrze. Kontynuował jednak marsz ku odzyskaniu dobrego imienia, wpadając do kamienicy dokładnie w momencie, gdy Drasim zaczynał swoją wypowiedź.

– Pan Brigord jest ciężko ranny i leży w swojej komnacie, gdzie opiekują się nim najznamienitsi mistrzowie chirurdzy – rzekł Ajen, a jego twarz posmutniała. Uwidoczniły się zmarszczki i plamy na jego twarzy, wydobyte dodatkowo przez nikłe, zdawałoby się: gęste, światło zalewające pokój. Człek ten był krańcowo wyczerpany wszystkim, co działo się ostatnio wokół niego, a o ile nie wydawał się zmęczony fizycznie, jego psychika musiała odczuć ból związany z wydarzeniami z Lwiego Brodu. – Zaraz poślę po kapłanów Świątyni, oni się tym zajmą. Tymczasem…

Patrioci szybko wzięli się do roboty, krótkimi poleceniami Ajena zabierając Somiriona – ciągle z workiem na głowie – na górę, do pokoju, w którym następnie go zamknięto. Padła prośba, by Darrian w tym uczestniczył, ale widać było, że mag jest zmęczony, słaniał się bowiem na nogach i nie wydawało się, że jest w stanie sensownie odpowiedzieć. Warta Patriotów musiała wystarczyć, przynajmniej do momentu pojawienia się kapłanów, których o tej porze trudno będzie wybudzić. Wszyscy mieli jednak nadzieję, że ważkość sprawy, przed którą stanęli, uzasadni nocne najście.

W międzyczasie Slavius znalazł chwilę, by rozmówić się z Ajenem. Ten nie czynił mu wstrętów, czyniąc jasnym, że dłuższe wyjaśnienia zbyłby ruchem dłoni. Sam wiedział, że zareagował odrobinę zbyt ostro i zadeklarował, że z chęcią puści całą sytuację w niepamięć.

Na pytanie o miejsce odpoczynku kapitan Patriotów wskazał salę, w której się znajdowali. Łóżek mogło zabraknąć, ale liczne, dostępne w tym miejscu wełniane i futrzane płachty materiału pozwalały ułożyć się komfortowo. W pewnym momencie jeden z mężczyzn znajdujących się w pomieszczeniu spojrzał z niedowierzaniem na torbę Drasima, w której – jak chyba sądził – coś się poruszyło. Po chwili stwierdził najwyraźniej, że mu się przywidziało, bowiem odwrócił się na drugi bok i niemal od razu zachrapał.

Omival miał chwilę, aby porozmyślać o wydarzeniach z Powieki i uświadomił sobie, że – zgodnie z tym, co powiedział mu wtedy Lustro – nie było powodów do obaw. To Patrioci byli problemem w tej wiosce, stary elf żył tam od dawna i nie miał się czego obawiać. Przysługą było wyniesienie się tak szybko. Takie wyjaśnienie musiało mu wystarczyć.

Wszystko zlało się w jedną, szarą masę. Kiedy nie mógł zasnąć, nigdy nie był też tak naprawdę obudzony. Somirion nie zmrużył oka od zbyt wielu nocy, i gdy trafił wreszcie do pokoiku na piętrze kamienicy Patriotów, zapadł w dziwaczny letarg. Jego pomieszane zmysły ukazywały mu różne, pokraczne wizje, a gdy poczuł, jak z jego głowy zdzierany jest wór, który okalał ją przez kilka ostatnich dni, uznał ją za jedną z nich.

Przez mętne okno pokoju do pomieszczenia wpadło ostre, wczesne światło dnia. Naprzeciwko Somiriona siedział jakiś bogato i obszernie odziany mężczyzna. Jego twarz skryta była w cieniu, od czasu do czasu błyskały tylko oczy. Czerwone, podobnie jak więźnia, lecz w całości, jakby jakiś nienaturalny blask wydobywał się z samych oczodołów tej dziwnej postaci. Wysoka czapka, którą miała na głowie, zdobna była w złote, wijące się hafty, podobnie jak maska zasłaniająca jej usta, szyję i brodę. Złoty był także krótki, sięgający ledwo do łokci płaszcz mężczyzny. Lekko opadał na jego barki, wyrastając po bokach głowy wysokimi, sztywnymi płachtami materiału. Przypominały one skrzydła nietoperza i ciągnęły się aż na pierś mary, do końca płaszczyka. Suknia, w którą obleczony był stwór, była purpurowa, z licznymi luźnymi tasiemkami od pasa w dół, wśród których wiele raziło bielą. Liczne były też złote, drobne łańcuchy spajające tę obfitą szatę i układając ją tak, by sprawiała wrażenie jeszcze lepiej skrojonej i bogatej. Mężczyzna nie miał rękawic – spod fałd jego szaty wystawały koniuszki długich palców. Jego suknia opadała do samej ziemi, szczelnie okrywając nogi i potęgując wrażenie odrealnienia całej postaci.

Wszystkie te szczegóły wryły się w umysł Somiriona, który nie zarejestrował nikogo innego. Czuł wprawdzie, że to nie siedzący przed nim osobnik zdjął wór z jego głowy, ale cała jego uwaga skupiona była właśnie na nim. Gdy więc mężczyzna przemówił, uderzyło to w rzekomego demona z siłą szarżującego konia.

– Powiedz mi wszystko, Samaelu, synu plugawego Somiriona, roskvarski pomiocie Czeluści, kruszycielu bramy, kulawcu, wskrzeszeńcu, pomagierze Książąt, tyś, który utracił Wygnańca, samemu stając się wygnanym. Niechaj z twoich ust wyjdzie prawda i tylko prawda, bowiem tylko ona miła jest Sędziemu Sędzi.

Kapłani siedzieli tam już stanowczo zbyt długo. Pojawili się nad ranem, była ich trójka. Bez zbędnych słów weszli do pokoju, w którym znajdował się Somirion, gotując się do działania. Kto o nich słyszał, wiedział, że dwóch z nich to znani na całą Autonomię egzorcyści z otoczenia samego Arcykapłana. Trzeci, milczący, był najwyraźniej na tyle bliski głowie Świątyni Światła, że nikt o nim nie wiedział, bowiem działał tylko w sytuacjach wymagających niezwykle ostrożnego podejścia. Patrioci nie pytali. Zostali wyproszeni z własnej siedziby, ku uldze większości z nich. Nawet chirurdzy, którzy dotąd zajmowali się panem Brigordem Berkwistem oraz ranną Patriotką, musieli opuścić przybytek. Poinformowali, że stan przywódcy Patriotów daleki jest od idealnego, ale przeżyje jeszcze przynajmniej kilka dni, a, jeśli Lorven pozwoli, być może wyjdzie z tego cało. Gdzieś w międzyczasie zniknęła Lota, opuszczając kompanię na dobre.

Pojawienie się demona, a raczej mężczyzny, którego Lustro tak (wprawdzie w pogardzie, ale nadal) przedstawił, wywołało spięcia wśród Patriotów. Chociaż nikt nie mówił o tym głośno, okazało się, że zadzieranie z potęgami, których istnienie można było do tej pory włożyć między legendy, to zbyt wiele dla niektórych śmiałków. Przeszli przez istną Czeluść, tak pod Lwim Brodem jak i w drodze powrotnej. Nie chcieli tam wracać. Widać było, że wielu waha się, czy nie opuścić Patriotów raz na zawsze. Niektórzy już postanowili, wychodząc z kamienicy niedługo po Lustrze. Na szczęście niezawodny Ajen zareagował szybko, zyskując sobie uwagę swych posępnych podkomendnych.

– Patrioci! Zasłużyliście na chwilę wytchnienia. Wasza robota została wykonana dobrze. Wspólnymi siłami ocaliliśmy nasz kraj przed podłościami, o których nie śniliśmy w największych koszmarach. Wierzcie lub nie, ale Lustro mówił prawdę. W naszej siedzibie jest ten, który odpowiadał za Lwi Bród. Świątynia zajmie się nim tak, aby odpowiedział za swe winy. Lud dowie się o waszym męstwie, będziecie na ustach wszystkich, bardowie napiszą o tym pieśni, a krew naszych poległych uświęci Protektorka Dusz w samym Nimbie! Teraz jest czas odpoczynku, czas lizania ran i czas wdechu. Zapraszam was wszystkich do łaźni miejskich, w których oczyścimy nasze ciała, by oczyścić nasze umysły.

Gdy tak mówił, na ulicy przed kamienicą zebrał się niemały tłumek. Ludzie patrzyli na Patriotów z zaciekawieniem, szeptali między sobą, z uwagą wysłuchali podniosłych, choć wygłoszonych zmęczonym głosem i nieco zbyt zawiłych słów Ajena. Wielu spojrzało na poobdzieraną menażerię stanowiącą członków kompanii o wiele bardziej przychylnym okiem. Niektórzy zaczęli klaskać, spontanicznie podniosły się okrzyki radości, które poniosły wieści dalej w miasto. W Wolenvain wiedzieli już o tym, co zdarzyło się pod Lwim Brodem, ale oto przybyli na miejsce ci, którzy znajdowali się w centrum tego wszystkiego. Odprowadzani przez tłum ruszyli ku łaźniom, w stronę Jaśminowego Parku, by zgodnie z zapowiedzią kapitana, zażyć kąpieli i relaksu.

//Proszę o z/t wszystkich, którzy chcą się wykąpać. Temat z łaźniami zostanie niebawem utworzony.
Awatar użytkownika
Somirion
Posty: 722
Rejestracja: 03 paź 2011, 22:26
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
Karta Postaci: viewtopic.php?t=822

24 sie 2016, 11:01

Ciągła ciemność, jakieś głosy i regularne szarpanie. Była to norma ostatnich dnich Somiriona. Po zapachu wydawało mu się, że jest to miasto w którego obronie walczył. Ale czy nie każde miasto tak śmierdzi? Był głodny i wykończony.
Zaprowadzono go do jakiejś kamienicy, a następnie wprowadzono na górę i zamknięto. Przynajmniej szarpanina ustała, a on sam nie zamarzał. Zamknął oczy i nie wiedział już czy spał, czy czuwał. Czy to co wyglądało na sen, było jawą i na odwrót. Nie widział już różnicy między tymi dwoma stanami. Widział różne potworności w swojej głowie. Powykręcane ciała, krew i pożogę, jak i kolorowe łąki gdzie na tęczowych jednorożcach jeździły demony. Nic już nie miało sensu.
Tak jak i następna wizja, która zaczęła się od oślepiającego światła, które sprawiało ból dla wymęczonego mężczyzny, przywykłego do wielodniowej ciemności. W tej wizji miał przed sobą zabawnie ubranego mężczyznę, o szkarłatnych oczach, jak samego więźnia, jednak bardziej niepokojące, gdyż jego białka miały identyczny kolor.
Strój mężczyzny bogaty w purpurę, biel i złoto wydał się dla Somiriona szczególnie zabawny i bezsensowny. Utwierdził go też w przekonaniu, że to kolejny sen.
Wtedy też usłyszał słowa, które przewierciły jego umysł. Pierwszy raz od wielu dni, ktoś mówił do niego, a nie o nim. Nawet jeżeli był to sen, to taki drobny szczegół wydał się dla półdemona przyjemny. Więc co mu szkodziło odpowiedzieć?
-Panie Sędzi Sędzi, czy jak Ci tam... - zaczął, po czym przełknął ślinę. Głos ciężko wydobywał się z jego suchego gardła. Był wykończony i głodny. Ale czemu też we śnie? - Prawdy mógłbym mówić wiele na temat całego mojego życia, ale słuchać jej nie chcecie. Może jakiś dokładny temat? - Zmęczonym głosem dodał, starając się spojrzeć w oczy osoby przed nim. - Swoją drogą, to śmieszne ubranko. Od kogo to?
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3805
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

A Million Fireflies

24 sie 2016, 11:27

MG

Zadał mu ból. Z początku wydawało się, że również jest nieco rozbawiony, przekrzywił bowiem głowę, a zza maski wydobyło się coś na wzór stłumionego, wrednego chichotu, jednak szybko okazało się, że był to śmiech z głupoty biednego Somiriona, który najwyraźniej nie miał pojęcia, w jak poważnej sytuacji się znalazł.

Fizyczne cierpienie byłoby łatwiejsze do zniesienia; tego więzień zaznał już wiele, szczególnie w ostatnich czasach. Potrzeba byłoby go o wiele więcej, by zmusić go do zaakceptowania sytuacji. Ten ból był jednak inny, jakby wola nieruchomej postaci sięgnęła ku samemu jestestwu jeńca, zaciskając się na jego duszy i wbijając w nią swe pazury. Czaiła się za tym obietnica czegoś gorszego niż śmierć, którą przecież Somirion już przeżył, zadaną z rąk Tarreta, który być może jeszcze siedział w tutejszej Twierdzy, nie zdając sobie sytuacji z powrotu swej ofiary.

Czerwonooki poczuł z całą mocą, że sprzeciwianie się nie jest w tym momencie odpowiednim wyjściem. Był tu, aby zostać osądzonym, a wyrok zależał od tego, co wydobędzie się z jego ust. Otrzymał szansę, a teraz ją marnował. Uświadamiając sobie ten fakt, zestresował się silnie. Mimo obecności niepojętych sił w całym jego życiu, nigdy nie spotkał się z czymś takim. Nawet demony nie przeraziły go tak bardzo. Wcześniej odczuwał strach silnie organiczny, wynikający z obawy o własne życie, doświadczania nieznanego czy troski o bliskich. Teraz wydobywał się on z jego wnętrza, rozjątrzony tym, co robiła z Somirionem siedząca przed nim mara. Nie mógł tego zracjonalizować, zupełnie jak we śnie. Wiedział jedynie, że musiał mówić, a każde jego słowo zostanie ocenione, warunkując dalszy los tego, który je wypowiedział.

Wkrótce wszystko ustało, pozostało tylko echo strachu, a myśli Somiriona rozjaśniły się dzięki nagłemu powrotowi percepcji i logicznego myślenia. Przypominało to wynurzenie się nad wodę po długim trzymaniu głowy pod jej powierzchnią. Fantazyjnie odziany mężczyzna nie poruszył się przez cały ten czas, tylko jego czerwone oczy rozjarzyły się lekko na okazaną przez więźnia impertynencję. Bijąca z nich łuna zgasła w ułamku sekundy, więc równie dobrze można było ją uznać za złudzenie. Jak zresztą całą tę nierealną postać.

Część odczuć była bliska prawdziwym, część wydawała się zupełnie wyśniona. Somirion świadkował jednak już tak wielu dziwom, że musiał brać pod uwagę wysokie prawdopodobieństwo doświadczania tej sytuacji w rzeczywistości.

Awatar użytkownika
Darrian
Posty: 733
Rejestracja: 06 sty 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Oko i Powieka
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21226#21226

24 sie 2016, 16:47

Przez praktycznie całą podróż z Darriana ciężko było cokolwiek wyciągnąć. Nie wydawał się przejmować okolicznościami, które zmusiły ich do opuszczenia czterech ścian Ainodeona, w końcu ciężko było winić prostych ludzi, że obawiali się nieznanego po całym zamieszaniu, jakie ostatnio miało miejsce. Obyło się na szczęście bez sytuacji, w której musiałby uspokajać wieśniaków swoją magią, mogąc się skupić na o wiele ważniejszej sprawie.

Wizja, czy sen, w którym widział Rinej były nadzwyczaj ciekawą zagadką, w której w samym jej trakcie nie próbował grzebać, by przypadkiem nie zakłócić czegoś, co Wiedźma próbowała osiągnąć. Odpowiedź, wedle której był to sen, automatycznie rozwiązywała wszystkie problemy, więc nie musiał się nad tym prawdopodobieństwem zastanawiać za długo. Co do uznania tego za mniej lub bardziej świadomy przekaz pomiędzy nimi natomiast, sytuacja była o wiele ciekawsza. Nawet w obrębach ich mniej lub bardziej dzielonej podświadomości, kobieta miała widoczne trudności z zapanowaniem nad swoją domeną, albo przynajmniej jej mentalną reprezentacją. Ta jedna część przekazu była jasna – zmagała się z czymś. Pytanie z czym? Swoimi nadwyrężonymi mocami? Utrzymaniem klątwy, którą się do niego przyczepiła? Samym swoim, albo nie dajcie bogowie ich wspólnym jestestwem? Jakkolwiek by nie było, nie był uczonym, jego magia zawsze przychodziła mu instynktownie, nie wiedział jak jej pomóc, co właśnie zajmowało jego myśli przez całą drogę. Nie przyzna tego oczywiście, ale jakoś się przyzwyczajał do jej towarzystwa, dziwnie by było nagle ją stracić, nie mówiąc nawet o prawdopodobieństwie, tego, że mogło to być też groźne dla niego.

W każdym razie, bardziej dla testowania własnych zdolności niż z racji obaw o więźnia, półelf czasem zaglądał w jego myśli, nie znajdując jednak nic podejrzanego, tylko naturalne powolne układanie się mu w głowie wszystkich strzępków wspomnieć z obu żyć, jakie za sobą miał. Nie był zagrożeniem, przynajmniej jeszcze nie a kiedy pojawiła się w końcu przed nimi kamienica Patriotów, przestał być to jego problem.

Darrian tylko skinął głową, kiedy w pierwszej chwili uwaga padła na niego, w związku z zapewnieniem, jakoby pilnował ich „demona”, jego twarz co prawda wyrażająca głównie zmęczenie i zamyślenie, ale ani śladu kłamstwa. Ich zadanie właśnie dobiegło końca, i ten fakt posłał przyjemne uczucie ulgi przez jego ciało. Nie był to jeszcze oczywiście pod żadnym pozorem koniec tej „przygody”, ale na ten moment, jedyne co mogło ich nadal czekać to pytania, od których zgrabnie się wymigał, uciekając w zmęczenie. Nie musiał w sumie nawet nic robić, gdyż Drasim zadał jedyne pytanie, które jemu się też nasuwało na myśl, dostając w dodatku bardzo przyjemną odpowiedź. Bańka spokoju niestety prysła, kiedy wprosił się do niej Omival, z dziwnym pytaniem. Koszmary po traumatycznych przejściach były w zupełności normalne, najemnik powinien to wiedzieć.

- Jeśli nie jest najsubtelniejszym skurwysynem na świecie, żeby się obok mnie przemknąć, to nie był on. – Odparł krótko, nie zamykając całkiem prawdopodobieństwa, ale zapewniając, że przynajmniej w granicach swoich możliwości, niczego nie wykrył. Zmęczenie było ewidentne w jego głosie, ale był mimo to pewny swoich słów.

Mając to z głowy, można było skupić się na kwestii łaźni. Darrian nie szczególnie przejmował się tym, że niektóre osoby postanowiły wyjść, by prawdopodobnie nie wrócić, ba, kiedy odświeży umysł, bez wątpienia spróbuje sytuacją zakręcić tak, by wszelkie środki organizacji związane z tymi osobami trafiły w ręce zwiadowców z Lwiego Brodu, albo lepiej, tylko jego. Całkiem zabawne natomiast były okrzyki niejakiego Ajena, które zebrały mały tłum przed kamienicą, kiedy półelf wraz z innymi chętnymi udali się do łaźni. Mag umysłu musiał przyznać, słuchanie oklasków skierowanych do siebie było przyjemne, ale łaźnie teraz brzmiały zbyt cudownie, by się pospólstwem przejmować dłużej.

z/t
Awatar użytkownika
Drasim
Posty: 522
Rejestracja: 08 gru 2013, 12:55
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2815

24 sie 2016, 22:35

Sytuacja wyglądała na dużo poważniejszą niż Drasimowi zdawało się na początku. Widać było po Ajenie, że nie jest z nim dobrze, musiał wszystko ogarnąć pod nieobecność Brigorda, który za kilka dni może pożegna się z tym światem. Najwyraźniej nie tylko zwiadowcy stoczyli walkę, ale na razie wszystkim zależało na odpoczynku. Już wkrótce dowiedzą się wszystkiego. Jest szansa, że przywódca Patriotów wróci do zdrowia, uzdrowiciel miał nadzieję, że pozwolą mu do niego zajrzeć i wtedy będzie mógł coś próbować zrobić. Na razie jednak zdał życie Brigorda całkowicie na łaskę Lorven i innych medyków. Drasim po swojej wypowiedz zignorował zupełnie otoczenie, gdyż nie działo się nic co wymagałoby jego uwagi. Rozejrzał się za dogodnym miejscem do spania i z westchnieniem ułożył się jak najwygodniej. Po ostatnich wydarzeniach i wysiłku jaki włożyli w to, żeby się tutaj jak najszybciej znaleźć taki odpoczynek wydawał mu się godny szlachcica. Odłożył tylko jeszcze delikatnie torbę na ziemię, pod ławę i mógł spróbować zasnąć. Miał wyrzuty sumienia, że mała smoczyca musiała tam siedzieć tyle czasu, ale nie miała za bardzo innego wyjścia. Jeśli chciała przeżyć to musiała współpracować. Powiedział jej jeszcze telepatycznie, że musi być cierpliwa i prawie natychmiast osunął się w niespokojny sen.

Nad ranem przyszli kapłani i wszyscy patrioci zostali wyrzuceni z kamienicy. Wszyscy Patrioci, którzy wykazywali jeszcze choćby najmniejsze chęci do pozostania, zebrali się wokół kapitana. Wielu z nich przeżyło prawdziwy koszmar i nic dziwnego, że zaczęli wątpić w stowarzyszenie oraz zastanawiali się nad jego opuszczeniem. Na całe szczęście Ajen był dobrym dowódcą i szybko zaczął mowę, która miała podnieść wszystkich na duchu. Okoliczni przechodnie zainteresowali się hałasem i zaczęli się przysłuchiwać, gdzieś rozległy się oklaski i pokrzykiwania. Drasim czuł się bardzo nieswojo, właściwie to całą robotę wykonał mroczny elf, ale nie zamierzał tego roztrząsać. Nasunął tylko kaptur na głowę i ruszył za kapitanem w stronę łaźni. Myśli o kąpieli całkowicie zajęły jego głowę w tym momencie.

z/t
Awatar użytkownika
Omival
Posty: 73
Rejestracja: 27 gru 2013, 22:00
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 43348566
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2832

25 sie 2016, 19:31

Była późna pora, a wszytkim Patriotom doskwierało zmęczenie. Nic dziwnego więc, iż nikt nie miał ochoty na dłuższe dyskusje. Trzeba było wreszcie odpocząć.

Omival znalazłszy miękkie futro rozłożył je tak, aby nikomu nie przeszkadzało i nie zwlekając odłożył swój dobytek pod legowisko, by wreszcie zapaść w upragniony sen. Tej nocy na szczęście nie nawiedziły go żadne demoniczne wizje. Spał głęboko, ciało i umysł miały czas na regenerację. Pośród Patriotów czuł się bezpiecznie i swobodnie.

O poranku obudziła go krzątanina najemników. Pojawienie się kapłanów Świątyni Światła zmusiło wszystkich do opuszczenia kamiennicy. Omivala trochę to zdziwiło, choć zapewne w przypadku więźniów pokroju czerwonookiego demona należało działać wedle specjalnych procedur. Mag zabrał więc swoje rzeczy i podążył za głosem Ajena, który rozchodził się po całej izbie jak i ulicy.

Pod nieobecność wyniszczonego bitwą Brigorda, kapitan Firaar musiał trzymać w ryzach całe stowarzyszenie, co okazać się mogło wielkim wyzwaniem. Większość Patriotów po niedawnych wydarzeniach nie miała ochoty na wojaczkę, wielu chętnie porzuciłoby służbę na dobre, a do tego nie można było dopuścić. Nawet samemu Omivalowi przeszło to przez myśl, jednak słysząc rzewną mowę Ajena, nie zamierzał rezygnować, z resztą misja odmieniła jego życie, a i sama przynależność do najemników mogła nieść za sobą wiele korzyści.

Kiedy morale Patriotów nieco podskoczyły, nadeszła pora na niespodziankę. Zaproszenie do łaźni było czymś, czego wszyscy jak najbardziej potrzebowali. Omival spojrzał tylko na swoje oblepione brudem ciało i odzienie, i bez chwili zawahania ruszył za tłumem.

z/t
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3805
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

The Son

25 lis 2016, 21:55

MG

Kapłani wyszli z kamienicy Patriotów wczesnym popołudniem, w liczbie takiej samej, jak do niej weszli. Trzech mężczyzn oddaliło się szybkim krokiem nienękana przez nikogo. Choć nie mieli strażników, z uliczek i zakamarków Wolenvain wyszło ku nim – niby przypadkiem – paru znudzonych gości o szarych twarzach zimnokrwistych wykonawców rozkazów.

Nie wzięli ze sobą Somiriona, choć zniknął on z komnaty pana Ajena Firaara. Nie było po nim ani śladu. Mieszkańcy stolicy nie mieli o czym rozmawiać, bo rzekomego „demona” przyprowadzono nocą, a za dnia nie dane było mu się pokazać. Ciężar jego więzienia spadł z barków Patriotów i trudno było powiedzieć, na kogo został przeniesiony. Pewnym było, że brali w tym udział ci świątobliwi mężowie, zmierzający teraz w stronę wolenvaińskiej katedry. Jasnym stało się, że byli prowadzeni przez wolę i nakaz samego Arcykapłana. Dawało im to taką pewność i sprawczość w ruchach, że motłoch instynktownie ustępował im miejsca.

Kamienica pozostała niechroniony, ale chyba żaden amator cudzych dóbr nie miał śmiałości, by do niej wkroczyć. Przez pewien czas znajdowały się na niej oczy potężnej Świątyni Światła, a wraz z nią wielu niezwykle wpływowych ludzi. Patrioci cieszyli się sławą, korzystając z łaźni miejskich na koszt ich właściciela, ale nawet oni nie mogli wiedzieć, jak istotna była sprawa, w której od samego początku uczestniczyli. Mieszać się do niej mógłby obecnie jedynie ktoś wystarczająco głupi lub wystarczająco potężny. Szczęściem przedstawiciele obu tych grup nie robili wokół siebie wielkiego szumu.

Awatar użytkownika
Slavius
Posty: 64
Rejestracja: 16 mar 2013, 14:45
Karta Postaci: viewtopic.php?p=41866#41866

05 sty 2017, 23:19

Slavius, ukrywając zadowolenie i zdecydowaną ulgę, patrzył na Ajeena dającego mu znać, że nie ma o czym mówić i mogą zapomnieć o całej sprawie. Idąc do kamienicy bał się, że nie pójdzie tak łatwo. Może jak na razie tego nie pokazał, ale naprawdę chciał zostać z Patriotami.

Odchodząc myślami od sytuacji skupił się na nowo przybyłych w siedzibie stowarzyszenia i zastanawiał się, skąd ich pamięta. Wszystko rozjaśniło mu się, kiedy Ajeen zaczął swoją kwestię. Byli w Lwim Brodzie, tak. Zapisywali się razem jako ochotnicy do Patriotów. Rozpaliło to w nim ciekawość. Cóż takiego napotkała druga drużyna, że przynieśli do tego miasta osobę, która odpowiedzialna była za całą sytuację w Brodzie? Musiał ich spytać. Zapewne będzie miał okazję w łaźniach, do których właśnie Ajeen zapraszał całą grupkę osób.

Uśmiechnął się lekko, ale też był zmieszany i zaskoczony, kiedy po wyjściu znaleźli się wśród ludzi, z których niektórzy nie skrywali podziwu wobec nich, klaszcząc. Jak na razie od przybycia do Wolenvain nie spotkał się z czymś takim. Może wieści rozeszły się dopiero teraz, a może ci ludzie skądś wiedzieli, że to druga część Patriotów przywiozła ze sobą demona albo kogoś, kto miał spowodować cały incydent.

Slavius myślami po raz kolejny odbiegł ku Berkwistowi. Ciekaw był, co tamten powie, o ile wyzdrowieje. I zastanawiał się także, co stanie się z Patriotami, jeżeli nie będzie miał tyle szczęścia.

z/t

Wróć do „Dzielnica mieszkalna”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 19 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 18 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot]
Liczba postów: 52245
Liczba tematów: 2978
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.