Zrujnowana kamienica

Położona w południowo-zachodniej części miasta, z pozoru chaotyczna zabudowa składa się z kamienic należących do obywateli Wolenvain. To tutaj znajduje się znakomita większość zakładów rzemieślniczych stolicy.
Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 917
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

Zrujnowana kamienica

09 paź 2016, 17:35

Stojący niedaleko południowo-zachodnich murów obskurny budynek. Oddalenie od głównej drogi sprawiało, że był raczej mało odwiedzanym miejscem, otaczały go podobne konstrukcje. Miejsca, w których mieszkała miejska biedota. Ludzie często teoretycznie będący mieszczanami, jednak niemający pieniędzy aby nosić te miana z dumą. Zasiedlali takie miejsca, nieraz legalność ich przebywania w tych budowlach była dość wątpliwa. Czasami żyli w nich tylko dlatego że były porzucone i stały puste, licząc na to że nie przyjdzie ktoś, kto mógłby ich wypędzić. A przynajmniej nie w najbliższym czasie, bo prędzej czy później zawsze przychodził. Niektórzy z nich pamiętali lepsze czasy, częściej ich rodziny pamiętały lepsze czasy. Trzymali się kurczowo szarych, obrośniętych murów które były pozostałością dobrobytu, prześmiewczą karykaturą ich dziedzictwa, które ktoś w pewnym momencie zatracił. Czy byli to oni sami, czy też jeden z ich przodków nie miało już znaczenia.

Kamienny budynek rozkraczony przy ciasnej ulicy z daleka już przedstawiał się wszystkim swoją aparycją. Był właśnie takim siedliskiem biedoty, która zdaniem wielu była plagą dotykającą każde większe miasto. Nieprzyjemne zapachy, brudni ludzie i podejrzliwe spojrzenia były czymś co uderzało natychmiast w jakiegokolwiek odwiedzającego. Ci przyzwyczajeni nawet nie zwracali na nie uwagi, idąc dalej w obranym kierunku. Tych pozostawiano w spokoju, wiedzieli po co tu są. Inni rozglądali się trwożnie, niepewnie stąpając przed siebie i chcąc jak najszybciej ominąć parszywe miejsce - zwierzyna. Uciec. Nie było to takie proste, biedota mieszkała na niemałym obszarze.
Złodzieje, żebracy, rzezimieszki, kurwy, a także szaleńcy. Wszyscy znaleźli swoje miejsce w tej zatęchłej okolicy. Różnymi sposobami trzymali się swoich domostw, a ostatnie wojny, niepokoje i dezorganizacja za rządów Rady znacznie ułatwiły im utrzymanie tych starych budynków w swoich rękach. Napad roskvarów, najazd Imperium - różnorakie wydarzenia przez ostatnie latały sprawiły, że część ze znajdujących się przy murach kamienic opustoszała. Powodem tego opustoszenia mogła być zarówno śmierć, jak i ucieczka. Dzięki chaosie w jakim Wolenvain trwało przez ostatnie lata niektóre z tych budowli umknęły uwadze władz. A tam gdzie nie padały oczy rządzących natychmiast znajdowali się tacy, którzy chcieli uniknąć ich wzroku.


Mająca nad parterem jedno piętro, ewidentnie niezbyt zadbana kamienica była jednym z kilku, jeśli nie kilkunastu takich budynków w okolicy. W popękanych ścianach ziały puste otwory pozbawione czegokolwiek co upodabniałoby je do okien w bogatszych budynkach tego typu. Rzucały się w oczy niczym powybijane zęby w uśmiechu karczemnego półgłówka. Krzywy dach wyglądał jakby zaraz miał opaść na piętro, a co gorsza ział w nim tęgi otwór, jakby powstały w wyniku uderzenia ciężkiego kamienia. I, choć niewielu zaprzątało sobie tym głowę, rzeczywiście tak było. W budynku, na pierwszym piętrze, na popękanej podłodze - a częściowo wsparty o drewnianą podporę, która miała podtrzymywać stanowiące podłoże deski - wbity sterczał niemały kamień. Logika nakazywała sądzić, że spędził w tym miejscu już dobre pięć lat, posłany swego czasu przez imperialną katapultę. Na kamieniu widniały jakieś roskvarskie symbole formujące napis, który niewielu w Wolenvain potrafiło odczytać.


Tak jak i dach, tak i znajdujące się pod nim piętro sprawiało wrażenie zdecydowanie mniej trwałego niż powinno. Już dawno ktoś powinien zadbać o to, aby nie spadło na głowę nieszczęśnikowi, który może znaleźć się na parterze. A na parterze ktoś mieszkał. Zawsze ktoś mieszkał.


Starych, krzywych drzwi wejściowych nie trzymało na miejscu nic oprócz klamki, każdy mógł wejść do środka do dziwacznej pracowni. Walały się po niej cynowe naczynia, w powietrzu zaś krążyła taka gama zapachów, że żołądek momentalnie podchodził do gardła. Szczególnie, że nie wszystkie były przyjemne. Wokół leżały grzyby, zioła, rośliny, kawałki martwych zwierząt, całe zwierzęta, gliniane naczynia o nieznanej zawartości... Na pierwszy rzut oka można było zgadnąć, że to siedziba jakiegoś partacza, który trudnił się wytwarzaniem różnorakich maści, leków i eliksirów. Z reguły niezbyt skutecznych zresztą, ale to nie przeszkadzało ludziom za nią płacić. Może eliksir miłosny, piękna pani? Zapach ziół, gleby i zgnilizny przenikał wszystko co znalazło się w środku choćby i na chwilę.


Wokół zalegał gruz, pajęczyny i stare szmaty. Od czasu do czasu po spróchniałym drewnie przebiegł jakiś szczur - jedno z niewielu stworzeń, które potrafiły poruszać się po nim bez towarzyszącej temu zazwyczaj kakofonii. W kącie była zamknięta na kłódkę klapa prowadząca do piwnicy. Po lewej stronie ziała dziura prowadząca do drugiego pomieszczenia. Zardzewiałe zawiasy klapy pozostawiały pytanie czy da się ją w ogóle jeszcze unieść. Na górę można było wejść po schodach. Ktoś kto znał to miejsce wiedział, że wszystkie skrzypią, jednak trzeci wręcz niemiłosiernie, a czwarty to jedynie cienka deska zakrywająca dziurę i lepiej na nim nie stawać. Tak samo jak lepiej nie wspierać się na idącej wzdłuż schodów barierce, bo czasy gdy była w stanie utrzymać ciężar człowieka dawno już minęły.


W tej pracowni przebywał człowiek. Odziany w brudne, zniszczone i zszarzałe ubrania. Trudno było odgadnąć jego wiek. Głowa była wyłysiała, pozbawiona już praktycznie wszystkich włosów. Twarz pomarszczona, oczy duże i wodzące po okolicy szybko i z niepokojem. Usta były jedynie cienką linią. Postawa jednak zdawała się należeć jednak do kogoś, kto był w średnim wieku. Lekko przygarbione, wychudzone ciało nie sprawiało wrażenia jakby należało do staruszka, choć również i nie do młodzieńca. Ani silne, ani słabe, ani piękne, ani brzydkie. Zdawało się dziwnie... bezpłciowe. Nie dosłownie, oczywiście. Osobnik ten bez wątpienia był mężczyzną. Bez wątpienia można było stwierdzić też coś innego. Czy raczej dostrzec coś innego, jeśliby poświęcić ku temu dość uwagi. W bladoniebieskich źrenicach kryło się coś, czego wielu ludzi się obawiało. Obawiało do tego stopnia, że nie pozwalał im spać po nocach. Iskra szaleństwa.

Obecnie w tej lokacji znajdują się:
Awatar użytkownika
Zadra
Posty: 19
Rejestracja: 17 sty 2016, 08:35
Lokalizacja postaci: Zrujnowana kamienica
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3567#55679

13 paź 2016, 02:20

Biedacy, musieli tu czekać godzinami.

Na twarzy opartej o plecy Virharta Zadry zagościł delikatny uśmiech. Trwało to tylko moment. Kobieta wyprostowała się po niespodziewanym ataku, stojąc bokiem zarówno do kultystów jak i do starca. Lekko zgarbiona, starała się nie ruszać, aby nie wywoływać niepotrzebnych fal bólu.

W jej oczach błysnęła wściekłość, która razem z nagłym przypływem adrenaliny rozlała się po zranionym ciele, niczym krew po podłodze. Tylko przez chwilę była zwierzęciem, tylko przez moment na brodzie lśniła jej stróżka śliny, a z ust wydobył się syk bólu w reakcji na nagły atak szaleńca. Miała ochotę rozerwać tego człowieczka na strzępy.

Został ostrzeżony. Szkoda, że nie posłuchał.

Spojrzała się w jego stronę, szukając tych przepełnionych szaleństwem oczu. W świetle świec i pochodni jego sylwetka tworzyła wręcz groteskowy widok. Uśmiechnęła się po raz drugi, tym razem z tego uśmiechu promieniowało okrucieństwo. Dzieliło ich tylko parę kroków.
Mimo bólu, zgięła palce prawej dłoni formując je w dziwną, niepełną pięść i wciągnęła powietrze do płuc, uspokajając się tym na moment. Wystarczył zwyczajny ruch dłonią, w górę i w bok i wydech, aby jej palców strzelił żółty promień, którego celem był niedoszły zamachowiec - sprawca całego bólu.

Jej prawa ręka zaiskrzyła się lekko niczym opleciona błyskawicą. Zacisnęła ją na rękojeści sztyletu, gotowa bronić się przed kolejnymi ciosami, jeśli zaklęcie by nie trafiło.

- Spalę was żywcem! Zamienię w ropuchy! Będziecie pełzać w ciele robaków! Niczym jesteście na tym świecie i niczym jest ten wasz śmieszny Wspaniały! We mnie płynie krew tych, w których warto wierzyć! Śmiało! Spróbujcie swoich sił, albo ratujcie życie ucieczką!

Nie wiedziała, skąd wzięły się te słowa, jednak rozpaliły one w niej ogień, przypomniały utracone lata i miłość do bogów, którzy nigdy nie zostawili jej samej. Nawet w najczarniejszych chwilach jej życia, kiedy dzień zlewał się z nocą, a gardło było suche.

Napełniona nową energią na tyle, aby zignorować ból, chwyciła za porzuconą pochodnię gotowa pomóc Virhartowi w walce, bądź bronić się przed opętanym żądzą jej krwi starcem. Przygotowała się również do użycia paraliżującej błyskawicy, bądź magicznej tarczy w celu zasłonięcia się przed śmiertelnym ciosem.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 917
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

The way you die

13 paź 2016, 17:59

MG:

Sytuacja, w której znalazła się Zadra i Virhart zgoła nie była wesoła, mimo pewności siebie jaką oboje się wykazali. Kobieta już była ranna, a przecież walka ledwo się rozpoczęła. Mimo jej starań każdy ruch oznaczał kolejne ukłucia, które promieniowały praktycznie na całe plecy. Niesiona adrenaliną mimo to działała i zapewne tylko ona była szansą na wyratowanie ich z tej sytuacji. A konkretniej umiejętności, którymi się wykazała.

Jej zaklęcie dotarło do celu, błyskawicznie obezwładniając szaleńca. Zazwyczaj trudny do dostrzeżenia promień, który uciekł z jej ręki w ciemnej piwnicy był czymś, czego nie dało się przeoczyć. Magiczna poświata owinęła się wokół napastnika, a ten upadł bezwładnie na ziemię.

Okrzyki Zadry zostały zignorowane, pozostali dwaj kultyści byli zbyt skupieni na Virharcie i starciu z nim, aby zwrócić uwagę na jakiekolwiek wydawane przez kobietę dźwięki. A najemnik zaiste miał ręce pełne roboty. Dwaj kultyści obrali go sobie za cel, co również nie rokowało na zbyt długą walkę. Oczywiście, takie walki nigdy nie bywały długie, jednak ta nawet wśród standardu miała ogromne szanse na zaklasyfikowanie się do najkrótszych. Gdy Zadra zdołała obezwładnić swojego przeciwnika i sięgała po pochodnię oni byli już przy nim.

Dobrym pomysłem ze strony mężczyzny było schowanie się za jednym z przeciwników. Uchwycił dłoń jednego z napastników i począł się z nim siłować, jednocześnie obracając się tak, aby ten był pomiędzy nim, a drugim kultystą. Dawało mu to cenne sekundy na próbę odebrania sztyletu i prawdopodobnie przedłużało też o wspomniane sekundy jego życie. Próba rozbrojenia wroga nieudała się jednak kompletnie. W nikłym świetle pochodni i kilkunastu świec nawet nie zorientował się kiedy tamten przełożył broń do drugiej ręki i pchnął go w brzuch. Czuł jak ostrze zanurza się w jego ciele. Nie miał na sobie nic co mogło wyhamować jego pęd poza jopulą, a ta nie wystarczyła w tym wypadku. Panika poczęła cicho wynurzać się z tyłu jego głowy i pełznąć przez umysł. Nie czuł się gotowy na śmierć.

Zraniony wojownik odłożył na bok tworzenie dalszych planów co do tej walki i po prostu naparł na swojego przeciwnika, popychając jego głowę w stronę ziemi i wrażając swój własny sztylet w jego kark. Chciał zabić tego, który go zranił, nie przejmując się w tej chwili tym czy ma on w dłoni jeszcze broń, czy też już nie. Kultysta chciał się szamotać, celny cios sprawił jednak, że niemal natychmiast opadł bezwładnie na ziemię. Nim najemnik zdołał go zadać ten zranił go kolejny raz, na wysokości biodra.

Z trudem obrócił się do drugiego ze swych wrogów, niepewien dlaczego jeszcze nie leży trupem. Odpowiedź okazała się prosta - podobnie jak szalony aptekarz drugi kultysta leżał na ziemi zesztywniały od zaklęcia Zadry. Wyglądało na to, że może uratowała mu życie. Odetchnął z ulgą, mogąc choć trochę się uspokoić. Problemem było to, że wraz ze spokojem ból uderzał ze zdwojoną siłą. Próbował postawić krok w jej stronę, ale zatoczył się i upadł na ziemię. Przycisnął dłonie do swoich ran, ledwo widoczna w świetle pochodni plama krwi rosła w szybkim tempie, a przed jego oczami tańczyły ciemne kształty. Potrafił walczyć czy nie, kultysta zadał celny cios.

Zadra również nie czuła się najlepiej. Choć nie była w stanie tak kiepskim jak jej towarzysz, to i jej wzrok nieco się zamglił. Nie była pewna jak długo jej czary będą funkcjonować, nie minęło dużo czasu, a już czuła się wyraźnie słabsza. Jeśli chcieli kontynuować tę wyprawę musieli jakoś doprowadzić się do porządku. Pamiętała, że niektóre z ziół w pomieszczeniu u góry mogłyby nawet nieco pomóc w uśmierzeniu bólu, czy zapobiec zakażeniu. Same rany jednak wymagały czegoś więcej niż po prostu zioła. Oczywiście, przed tym należało rozprawić się z tymi, którzy jeszcze żyli.

Awatar użytkownika
Virhart
Posty: 24
Rejestracja: 23 sty 2015, 14:15
Lokalizacja postaci: Zrujnowana kamienica
GG: 6550057
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3494#53120

13 paź 2016, 19:14

Virhart poczuł, jak traci siły. Rany bolały. Zacisnął zęby. Powinien był pokonać ich bez większego problemu. Wyszło jednak co innego. Cóż, zawsze taka walka jest trochę chaotyczna i jest w niej pewna losowość. Ważne, że on żył, jego przeciwnik - nie. Dwóch pozostałych za to zaczarowanych leżało na ziemi.

Popatrzył na Zadrę. Skinął jej głową w podzięce. Podniósł się, wysilając wolę, i podszedł do niej. Pierwszym, co zwróciło jego uwagę był sztylet, który groteskowo wystawał z jej pleców, zapewne niezauważony przez samą kobietę, bo nie wydawała się na niego reagować. Wyciągnął ku niemu dłoń.

- Potrafisz leczyć. W twoich plecach tkwi sztylet. Kto pierwszy? Mam go wyciągnąć i zajmiesz się sobą, czy najpierw ja? Potrzebujemy jak najszybxciej się pozbierać, ci dwaj ciągle żyją. Jakieś przewidywania do czasu, ile pozostaną w takim stanie? - zagadnął, mówiąc konkretnie, jako że przychodziło mu to z wysiłkiem. Potrzebował pomocy, zapewne zaraz zabraknie mu sił, żeby stać.

W wolnym czasie zaczął odkręcać głowicę od miecza u jego pasa, żeby w prawidłowy sposób móc dobić - lub przynajmniej sprawić, żeby stracili przytomność - dwóch jeszcze żyjących kultystów. Rzuciłby od razu pierwszego, który wstanie, aby go obezwładnić.

Awatar użytkownika
Zadra
Posty: 19
Rejestracja: 17 sty 2016, 08:35
Lokalizacja postaci: Zrujnowana kamienica
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3567#55679

13 paź 2016, 20:13

Skinieniem głowy dała znać Virhartowi, aby pomógł jej ze sztyletem, przy czym z błyskiem w oczach patrzyła się w stronę starego szaleńca. Zacisnęła zęby z bólu, odbierając swoje trofeum, dopiero teraz zdając sobie sprawę, że podczas walki, wystawiona na tak burzliwe emocje, nie zauważyła obcego obiektu tkwiącego w jej organizmie. Podeszła do niedoszłego zamachowcy, przykładając mu jego własne ostrze do szyi.

- Niedługo. Zajmij się tym drugim, ogłusz go, lub zabij i usiądź. Zatamuj czymś krwawienie. Ta rana nie wygląda dobrze.

Najemnik miał rację, potrzebowali leczenia, jednak kobieta bała się, że jeśli utrzyma tę dwójkę w zaklęciu choć chwilę dłużej, brak mocy nie pozwoli jej na wyleczenie ich ran. Obejrzała się na Virharta, czy jest gotowy, kiwnęła do niego głową, po czym wdychając powietrze uwolniła kultystów z klatek i momentalnie zadała pchnięcie prosto w tętnice szyjną, tak, aby starzec nie miał nawet czasu na otrząśnięcie się z szoku bycia żywą rzeźbą.

Teraz potrzebowała chwili skupienia, aby oszacować swoje możliwości i rozpatrzyć, na ile starczy jej sił. Powinna sobie poradzić, chociaż z obniżeniem śmiertelnego statusu zadanych im ran, ale aby zacząć leczyć musiała się wpierw skupić i przywołać pozostałą moc.

Awatar użytkownika
Virhart
Posty: 24
Rejestracja: 23 sty 2015, 14:15
Lokalizacja postaci: Zrujnowana kamienica
GG: 6550057
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3494#53120

Legends Live Forever, Mr. MG

13 paź 2016, 21:27

Virhart patrzył na gest Zadry. Ostrzegając ją zaraz przed, wyszarpnął sztylet z łopatki. Myślał, że od razu się uleczy, jako że rana wyglądała naprawdę poważnie, jednak ona poczęła zajmować się tymi dwoma. Virhart wzruszył ramionami, widocznie kończyła jej się energia. Przystąpił do drugiego uwięzionego kultysty, chwytając mocno w ręce swoją głowicę, unosząc ją nad głowę i waląc kultystę w skroń na tyle mocno, żeby go ogłuszyć na jakiś czas, ale nie na tyle, aby trwale zranić.

Usiadł w najbliższym kącie, próbując odpocząć i stłumić jakkolwiek krwawienie rękami, czekając, aż zadziała Zadra. W międzyczasie skupił się na tym, co robić dalej. Na pewno trzeba przeszukać tych kultystów i cały dom. Czuł też w piwnicy lekki przeciąg, wiedział, że trzeba to zbadać. Musi być stąd jakieś wyjście albo okno, chciał je znaleźć. Mogło tam być coś ważnego. Miał też zamiar zajrzeć do wszystkich pojemników w piwnicy.

Później jego myśli przeniosły się ku samej istocie kultu. Był go ciekaw. Będzie chciał jeszcze raz spojrzeć na kamień z runami. Może też zbadać ołtarz. Jak już tylko będzie w stanie się podnieść. Patrzył na kobietę wyczekująco, woląc jednak, żeby najpierw uleczyła siebie. On był w stanie jeszcze trochę wytrzymać, raczej się nie wykrwawi w przeciągu kilku minut. Ona jeszcze czarowała, a z tego co wiedział, to ją tylko bardziej osłabiało.

- Jak się czujesz? - zagadnął. - Nieciekawa sytuacja. Będzie trzeba przeszukać całe to miejsce. Dasz radę nas uleczyć, czy mamy szukać jakichś opatrunków?

Awatar użytkownika
Zadra
Posty: 19
Rejestracja: 17 sty 2016, 08:35
Lokalizacja postaci: Zrujnowana kamienica
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3567#55679

13 paź 2016, 21:42

Kobieta zamknęła oczy skupiając się na swoim ciele i kłębiącej się w nim mocy. Ignorując Virharta mruknęła coś pod nosem, przykładając prawą rękę do klatki piersiowej, w miejscu, w którym z drugiej strony znajdowała się rana. Mężczyzna mógł zobaczyć delikatne, zielone światło przebijające się przez materiał ubrania Zadry.
Postanowiła uleczyć swoją ranę dość powierzchownie, na tyle, aby zwykły opatrunek wystarczył. Między innymi zatamowała krwawienie, uśmierzyła ból i pobudziła komórki do szybszej regeneracji. Wykonała również parę innych zabiegów, jednak te wyszły jej instynktownie.

Skończywszy otworzyła oczy i nie patrząc się na ogłuszonego kultystę podeszła do swojego towarzysza. Siadając przy nim od razu zabrała się do podobnej czynności, jaką wykonała na sobie. Zamknęła oczy, skupiając się i szepcząc coś do siebie, po czym przyłożyła otoczone jasnozieloną łuną dłonie do lepkiej od krwi rany, niwelując zagrażające jego życiu czynniki i starając się wyleczyć jego obie rany najlepiej jak tylko potrafiła.

Był w końcu wojownikiem, nie magiem. Jego zdolności bojowe były tutaj najważniejsze, jeśli chcieli zbadać to miejsce dokładniej. A Zadra chciała.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 917
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

13 paź 2016, 22:28

MG:

Virhart czuł się coraz gorzej, fakt że trwał w ciągłym ruchu nie pomagał, wyciskając z jego ran kolejne dozy krwi. Musiał naprawdę porządnie przyłożyć się do uderzenia, którym próbował ogłuszyć kultystę. Miał wrażenie, że ten pomimo ciosu coś mamrotał jeszcze niewyraźnie, ale nie myślał już logicznie, zbyt ćmiło mu się przed oczami. Usiadł po prostu w pobliskim kącie i wbił wzrok w przestrzeń przed sobą. Miał na szczęście dość sił, aby jeszcze usadzić się tam jakoś w miarę zgrabnie, choć zaczynało brakować mu sił. Światło dobywające się ze świec otaczających ołtarz. Falowało w tak ciekawy sposób, przypominało mu coś co już kiedyś widział...

Zapatrzony w fascynującą wędrówkę promieni światła po okolicznych ścianach odpływał powoli, myślami odbiegając gdzieś daleko... znów zimował w Wolenvain, pierwszy raz spotykał Hermona, rozmawiali o czymś przy piwie...

Zadra trzymała się lepiej, jej rana nie była tak groźna, oraz straciła sporo mniej krwi. Sterczący w jej plecach sztylet choć zapewne wyglądał groteskowo zamykał też dla posoki przejście, uniemożliwiając jej wydostanie się z ciała. Gorzej było kiedy Virhart wyciągnął broń. Krew szybko zaczęła płynąć, a kobieta czuła jak materiał na jej plecach wilgotnieje stopniowo coraz bardziej, a plama sięga dalej i dalej w dół. Niemniej miała dość sił by pozbawić życia jednego szaleńca, w szczególności niesiona gniewem. Potem zajęła się sobą, a Virhart w międzyczasie legł nieporadnie gdzieś w kącie z głośnym pacnięciem i zduszonym jękiem.

Czas mijał jej w skupieniu na swojej ranie, nie była pewna ile zajęło jej doprowadzenie jej do jako takiego porządku. Była dość głęboka, ale też cienka, mięso łatwo schodziło się razem. Co prawda Virhart naruszył ją nieco wyciągając sztylet w tak bezprecedensowy sposób, jednak nadal nie było źle. Może nawet zdołałaby się zasklepić sama z siebie gdyby ją dobrze opatrzyć i porządnie się przespać. Na to drugie jednak nie było szans. Zadra odnotowała w myślach zaskakujący fakt, że tak głęboka rana mogła kosztować ją tak niewiele konsekwencji. Potem podeszła do Virharta, po drodze kopiąc kilka razy w głowę ogłuszonego przezeń wcześniej kultystę, który próbował pozbierać się z podłogi. Szczęśliwie jej kopniaki przywróciły go do stanu błogiej nieświadomości, choć trudno było powiedzieć na jak długo. Przy okazji złamały chyba też nos. Uparty był.

Kiedy podeszła do najemnika ten nie zareagował w żaden sposób. Był nieprzytomny, ale jeszcze wydawał się oddychać, choć w nikłym świetle nie do końca mogła to powiedzieć z tej odległości. Kucnęła przy nim i odłożyła pochodnię na bok. Przysunęła grzbiet dłoni do twarzy wojownika i stwierdziła, że faktycznie jeszcze dycha. Dobrze dla niego. Bez dalszego zwlekania zabrała się do leczenia jego ran. Czas wlókł się niemiłosiernie, sekundy zdarzały się być godzinami. Ślęczała nad Virhartem starając się w kiepskim świetle doprowadzić go do stanu używalności. Oczy zaczęły boleć ją od ciągłego patrzenia w zieloną poświatę wydobywającą się z ich dłoni, w dodatku poczęło ją też atakować zmęczenie. O ile rana na biodrze nie była tak zła jak się obawiała, to ta w brzuchu zapewne bez pomocy jej magii mogłaby się okazać śmiertelna.

Czas w ciemnej piwnicy zdawał się płynąć inaczej. Nie potrafiła powiedzieć jak długo trwał cały zabieg, choć doświadczenie podpowiadało jej, że musiało minąć dobrze ponad godzinę, może nawet więcej półtorej. Kiedy Zadra w końcu podniosła się i otarła pot z czoła czuła się jak po długim biegu. Bolały ją oczy i plecy, a w dodatku zdrętwiały jej ramiona. Niemniej po ranach Virharta pozostały tylko powierzchowne ślady, choć najemnik nadal pozostawał nieprzytomny. Stracił dużo krwi. Zadra odwróciła się w stronę środka pomieszczenia i przewędrowała wzrokiem po dwóch ciałach... Dwóch?! Ogłuszony wcześniej kultysta gdzieś zniknął. Poczuła jak w jej klatce piersiowej wzbiera niepokój. Po prostu uciekł? Pobiegł po innych? Schował się? Jest nadal tutaj, czy już gdzieś indziej? Wszedł po schodach? Chyba by go usłyszała? Dziesiątki pytań natychmiast poczęły kłębić się w jej głowie.

Awatar użytkownika
Zadra
Posty: 19
Rejestracja: 17 sty 2016, 08:35
Lokalizacja postaci: Zrujnowana kamienica
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3567#55679

13 paź 2016, 23:23

Ciężar zmęczenia, jaki spadł jej na barki po zakończonym zabiegu prawie zwalił ją z nóg. Znalazła jednak siły na powstanie, rozluźnienie zdrętwiałych ramion i przetarcie zmęczonych oczu.

W tamtym momencie, rozglądając się po pomieszczeniu, przypomniała sobie o egzystencji ogłuszonego przez najemnika kultysty i zaskoczona zdała sobie sprawę, że po nim zostało tylko puste miejsce na ziemi. Lekko to ją rozbudziło i chociaż podziwianie swojego dzieła w postaci martwego starca było interesujące, to zadbanie o swoje życie przekonało ją do zdecydowanego ruchu.

Przyklękła przy nieprzytomnym mężczyźnie i dotknęła zimnymi, pokrytymi krwią dłońmi jego twarzy. Jeśli istniała większa liczba osób należących do tego kultu, czy cokolwiek to było, to przebywanie w tym miejscu, w takim stanie jeszcze trochę nie rokowało dla nich dobrze. Przypomniała sobie, że ten nieudacznik w swoim marnym sklepie posiadał rzeczy, które mogłyby się im przydać, wzmocnić, czy ułatwić odpoczynek.

- Obudź się, musimy wejść na górę. Twoja litość wystawiła nasze życie na niebezpieczeństwo.

Nie siląc się na czułości potrząsnęła jego głową, wbijając palce w zarośnięte policzki.

Awatar użytkownika
Virhart
Posty: 24
Rejestracja: 23 sty 2015, 14:15
Lokalizacja postaci: Zrujnowana kamienica
GG: 6550057
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3494#53120

Horses' Green

13 paź 2016, 23:39

Hermon jawił się przed Virhartem. Obok gorzały walki, obydwaj spoceni, ledwo dający radę ustać na nogach. Wzrok najemnika był rozmyty. Czarnowłosy, bujnie owłosiony kapitan przypominał teraz raczej dużą małpę - zwierzę, które nie tak dawno mężczyzna spostrzegł, gdy stolicę odwiedził obwoźny cyrk z Nizin Szmaragdu - aniżeli człowieka z krwi i kości. Myśli najemnika pobiegły w zupełnie abstrakcyjnym kierunku, odchodząc od bitwy. Uśmiechnął się na myśl, że ktoś na ulicy próbowałby zaatakować kapitana straży myląc go z dzikim zwierzęciem. Przypomniało mu się, że tak właściwie małpa, którą widział, wyłamała się z klatki i została zastrzelona, bo mało co nie skrzywdziła małego dziecka. Iście groteskowa sytuacja, wielka małpa zastrzelona przez uważnego kusznika. Miał szczerą nadzieję, że kapitan Hermon nie skończy tak samo.

Był taki zmęczony…

Siedział w karczmie. Karczmie? Oberży? Rozejrzał się. Gdzie był? Naprzeciwko znów siedziała małpa. Małpa? Hermon. Kapitan, jego przyjaciel. Dowódca. Virhartowi wszystko się mieszało. Nie wiedział czemu. Co się działo? Czemu jedyne, co mógł sobie przypomnieć z niedawnych wydarzeń, to walka pod Wolenvain i zastrzelenie małpy? Przecież od obu wydarzeń minęło już tyle czasu.


Najemnik chwycił stojące przed nim piwo i wypił całe jednym, potężnym haustem. Nagle spostrzegł, że nie ma kufla w ręce. Rozejrzał się. Ludzie tańczyli wokół ich stołu, rzeczywistość starła się ze snem, a Virhart nie był już pewien niczego. Czuł, jakby był na skraju świata, a nawet poza nim, w jakimś nieistniejącym, urojonym miejscu. Dał się ponieść fali, jego ciało zaczęło drgać w rytm wszechobecnej, żywej, jęczącej muzyki.


- ...prawdziwe utrapienie, ten kult - smutno dokończył swoją wypowiedź Hermon. Virhart na chwilę zatrzymał na nim wzrok, przybliżając swoje oblicze ku jego twarzy i przymykając oczy, jakby badając jego prawdziwość. Kult? Ah, tak. Mówił o czymś takim. W Wolenvain zdarzały się takie rzeczy. Przeczesał pamięć. Czcili jakiegoś demona. Jak go nazywali? Czeluściańskie Kurwisko? Dosyć dziwna i mało przerażająca nazwa, jak na potwora, który miał straszyć i wywoływać szacunek. Podobno dawał im, co chcieli, a przynajmniej sami byli o tym przekonani. Złoto, moc, artefakty. Odmawiali przy tym tajną formułę. Najemnik nie mógł sobie przypomnieć.

Ktoś nim trząsł. Otworzył oczy. Czemu wciąż nawiedziała go wielka małpa?

[/i]

- Nie śpię, Herm… - powiedział, po czym urwał, kiedy kapitanowi urosły piersi. Całkiem ładne i pełne, jak na jego gust. Zastanawiające. Przyjrzał się jego twarzy. To nie był Hermon. Zadra? Ach, Zadra. Gdzie był? Rozejrzał się, a wspomnienia napłynęły niczym fala podczas sztormu.

Zakaszlał. Próbował coś powiedzieć, ale ledwo mógł ruszyć ustami. Wiedział, że przez następną chwilę może nie dać rady się podnieść. Zdecydował na chwilę jeszcze zostać na ziemi, po czym znów spróbował się podnieść. Teraz udało mu się przez chwilę ustać. Spojrzał w stronę swojej wybawicielki.

- Mówił ci ktoś kiedyś, że jesteś piękna? - podziękował na swój sposób Virhart, z trudem wymawiając słowa, po czym praktycznie o tym zapominając, wychrypiał jeszcze jedno słowo - woda?

Podążył koślawo w stronę schodów z zamiarem przeszukania mieszkania, tak jak zaproponowała towarzyszka. Spojrzał na podłogę, kiedy padły jej ostatnie słowa. Uciekł? Westchnął. Co za dziwaczne miejsce. Coś mu mówiło, że lepiej będzie się wynieść. Ale najemnik całym swoim charakterem parł naprzód. Ciągle na poły był w swoim własnym, sennym świecie. Czuł się słaby. Potrzebował pomocy.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 917
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

05 lis 2016, 14:39

MG:

Virhart ociężale podniósł się z ziemi. Nie czuł się dobrze, zabieg leczniczy jakiemu go poddano może i był magiczny, ale mimo to przyniósł jego ciału stres, z którego wyleczyć mógł go już tylko czas. A tego nie było za wiele. Najemnik postanowił przeszukać wyższe piętra domu, które już wcześniej miał okazję odwiedzić wraz ze swoją towarzyszką.
Powoli ruszył w stronę schodów, czując jak każdy krok wywołuje w jego podbrzuszu nieprzyjemne pieczenie. Mógł jedynie mieć nadzieję, że nadmiar aktywności na jaki był teraz skazany nie pogorszy jego sytuacji. Zadra się postarała, nie wyglądała na to aby jego życiu zagrażało niebezpieczeństwo. Przynajmniej nie ze strony zadanej już rany. Mimo to, zarówno jemu jak i jego przyjaciółce przysłużyłby się w tamtej chwili dłuższy odpoczynek. Ale jak tu odpoczywać w takim miejscu, w dodatku ze świadomością, że gdzieś w pobliżu może czaić się rozwścieczony kultysta.

Schody okazały się dla Virharta dużo trudniejszą barierą niż początkowo podejrzewał. Potknął się już na pierwszym stopniu i z hukiem wyrżnął czołem w drewnianą konstrukcję, która zazwyczaj miała stanowić podporę dla stóp, nie zaś głowy. Niemalże czując jak na jego głowie wyrasta wielki guz pozbierał się i podjął kolejną próbę wspinaczki, tym razem udaną.

Na parterze kamienicy nic się nie zmieniło, wszystko wyglądało w gruncie rzeczy dokładnie tak samo jak gdy tutaj wchodzili. W jego nozdrza ponownie uderzyła cała gama zapachów, które po spędzeniu dłuższej chwili w pełnej woni wilgotnej gleby niesionej lekkimi powiewami powietrza piwnicy zdały się tym okropniejsze. Najemnik mimowolnie zgiął się wpół, gdy jego osłabiony organizm zaprotestował przed tą falą doznań w typowy dla takiej sytuacji sposób. Jego wymiociny popędziły w stronę już i tak niezbyt czystej podłogi, rozlewając się na niej. Chociaż tyle, że ich zapach nie zdołał przebić się przez wszystkie aromaty pomieszczenia. Virhart potrzebował kilku dobrych sekund, aby pozbierać się do kupy.

Cynowe naczynia spoczywały w różnych miejscach, dokładnie tak jak je pamiętał ostatnim razem. Tak samo zresztą jak wszystko inne. Mężczyzna zbliżył się do jednego z czystszych stołów i oparł oń ciężko. Przed nim znajdowały się jakieś niewielkie grzyby wrzucone niedbale do glinianej misy. Cały stół jako jedyny w pomieszczeniu był nakryty jakimś starym, podniszczonym materiałem. Najemnik przypomniał sobie, że chciał przeszukać pomieszczenie. Postanowił więc się za to zabrać w typowy dla najemnika sposób.

Zadra mogła usłyszeć istną eksplozję dźwięków, gdy jej towarzysz zdarł materiał ze stołu. Gliniana misa z hukiem spadła na ziemię rozbijając się na kawałki, a jej zawartość potoczyła po podłodze. Przy okazji na ziemię spadły jeszcze inne, mniejsze gliniane naczynia i jakiś cynowy kufel. Huk był potworny. Virhart jednak kompletnie się z tym nie przejął, rzucając zerwaną ze stołu szmatę gdzieś na bok, wprost w swe własne wymiociny. Począł dokładne oględziny stołu, zastanawiając się co też mogła ona zakrywać. Blat był nieregularnie pocięty, jakby ktoś coś na nim swego czasu siekał - albo raczej rąbał siekierą. Nacięcia nie układały się w żaden sensowny wzór, a poza nimi właściwie nie dało się w drewnie niczego dopatrzeć. Najemnik nie poddając się ruszył dalej.

Wszystko co jego zdaniem mogło skrywać coś cennego, albo przydatnego, zasłaniać wszelkie skrytki, czy też było w jakikolwiek sposób podejrzane rzucał gdzieś w kąt, albo po prostu na podłogę. Przez pomieszczenie przeleciało jeszcze kilka innych przedmiotów, często w efekcie kończąc swój żywot w kawałkach. Nie potrafił powiedzieć czemu miało służyć większość zalegających w pomieszczeniu rzeczy, różnorakie zioła i inne składniki w większości były stare i brudne. Zamknięte naczynia przestał rozbijać po tym jak jedno z nich eksplodowało rozrzucając wszędzie wokół brudny, zielony szlam i ochlapując jego ubranie. Gnijących martwych zwierząt po prostu brzydził się dotykać.

Kontynuując swoje poszukiwania ruszył dalej, do kolejnego pomieszczenia, które okazało się szerokim korytarzem. Poza pojedynczym stołkiem, na którym znajdował się pozbawiony paliwa kaganek nie było tam nic. Prawie nic. Po swej prawej dostrzegł porządne, szczelne drzwi. Były w zadziwiająco dobrym stanie. Spodziewając się że będą zamknięte nacisnął klamkę i pchnął je lekko. Zgodnie z jego oczekiwaniami nie ustąpiły, jednak gdy ponowił próbę z większą siłą w końcu zamek ustąpił, a jego oczom ukazało się kolejne wnętrze.

Odór jaki wydobył się ze środka przebijał nawet to, co poczuł wcześniej. Opary jakie uszły przez uchylane drzwi odrzuciły najemnika na drugą stronę korytarza i sprawiły, że już po raz kolejny tego dnia miał ochotę zwymiotować. Znał ten zapach aż za dobrze, jednak nigdy w swoim życiu nie czuł go tak intensywnego. Inny od zgniłej woni wypatroszonych zwierząt, z jaką miał do czynienia wcześniej. Obrzydliwy smród gnijących ciał. Przez uchylone drzwi mógł dostrzec w ciemnym pomieszczeniu jakąś wysoką postać. Trwała w zupełnym bezruchu, jego oczy nie mogły wychwycić w wątłym świetle, które dostawało się do środka choćby najmniejszego drgnięcia. Wyglądało na to, że nie było tam okien, lub też zostały szczelnie zasłonięte. Jego serce poczęło szybciej bić.

Wróć do „Dzielnica mieszkalna”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 13 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 13 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52169
Liczba tematów: 2971
Liczba użytkowników: 1044
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Haarum Kebb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.