Port rybacki

To rybackie miasteczko nie jest duże, ale jako jedyne ma bezpośredni dostęp do morza. Wszyscy tutaj żyją z rybactwa, utrzymując tym samym mocną pozycję w Związku Miast Wschodnich. </p>

Moderator: MG

Awatar użytkownika
Niniel
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut. 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

Port rybacki

19 lis. 2011, 11:44

Port rybacki

Obrazek
Za dnia jest to port spokojny i piękny. Woda w morzu jest czysta, jednak nieczęsto widać w nim kąpiące się dzieci, nawet latem. Większość z nich musi bowiem pracować ze swoimi matkami, w czasie gdy ich ojcowie są na połowach. Chłopcy natomiast wypływają często wraz z głową rodziny, o ile tylko osiągnęli odpowiedni wiek.
Port jest jednak zbudowany tak, żeby przejezdni pragnący zaczerpnąć uroków morza mogli zejść po schodkach i bezpiecznie wejść do wody. Ważniejszą jednak jego częścią były drewniane kładki, do których przymocowane zostały łodzie. Na szczęście morze w tych terenach nie charakteryzowało się zbytnią nieobliczalnością ani wzburzeniem, więc port był dla łodzi bezpiecznym schronieniem.
Nieczęsto można jednak podziwiać go zapełnionego. Zazwyczaj bowiem mężczyźni już o piątej lub szóstej nad ranem zrywają się z łóżek, by wyruszyć na łowy. Wtedy port jest najbardziej zapełniony, gdy jeszcze po ciemku, w mgle i na chłodzie mieszkańcy Aldhal, nie tylko dorośli, biegają tu i tam by przygotować się do odpływu. Około ósmej zazwyczaj port jest już pusty, a kobiety i dzieci wracają do swoich obowiązków. Przez resztę dnia nic się w nim nie dzieje, dopiero po południu lub wieczorem wracają łodzie. A wtedy jest jeszcze więcej roboty, ponieważ trzeba zebrać wszystkie ryby, przenieść je w odpowiednie miejsce i zacząć patroszyć. Tym na szczęście nie musi się już zajmować męska część rodziny, która po ciężkim dniu połowów zazwyczaj rozsiada się w fotelu i zapada w drzemkę…

Jednak nie tylko łodzie rybackie są zadokowane w porcie. Również parę mniejszych łodzi handlowych i przesyłkowych, oraz w zatoce niedaleko miasteczka ze dwa statki kupieckie, które są zbyt głębokie by zostawić je w samym Aldhal.
Ludzie mawiają czasami, że jedną z mniejszych łodzi handlowych, którą posiada podejrzany człowieczek, można dotrzeć do legendarnego miasta-statku Artegi… jednak innym razem ten sam mężczyzna wydaje się przyjazny i zupełnie normalny.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Roia
Posty: 105
Rejestracja: 28 mar. 2013, 14:31
GG: 18983323
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42275#42275

30 lis. 2015, 21:37

Wypełza z torby i od razu dostała jedzenie! Ależ, ależ smakowicie pachniało! Tylko, że kiedy Lustro wziął swój niewielki zamach, postawiła na sztorc wszystkie wypustki na swym małym, jadowicie zielonym grzbiecie i z sykiem skoczyła do tyłu, jak przestraszony kociak. Ryba obiła się więc o pakunek, na którym urzędowała skrzydlata jaszczurka i spadła na dno łodzi. W następnym ułamku sekundy znad paczki wychylił się smoczy łepek. Roia omiotła zebranych jednym, czujnym spojrzeniem, po czym wyskoczyła ze swojego miejsca. Gwałtownie rozłożyła skrzydła i nimi zabiła w tył, pod kątem w dół, żeby wypchnęło ją do przodu i nie musiała lądować na pakunku.
Zgrabnie wylądowała na pokładzie... z łapą w wędzonej rybie. Wydobyło się tylko ciche „plask”, kiedy mięso rozjechało się pod jej ciężarem. Zamruczała pod nosem, wydając z siebie coś jak półwarkot. Zmarszczyła nos i podniosła łapkę jak z obrzydzeniem, co spowodowało, że elementy ryby, o które bezwiednie zahaczyła pazurami, rozprysły się po najbliższej okolicy ryby, co wywołało u zielonej kolejną falę frustracji. Pacnęła jedzenie jedną łapką, potem drugą, jakby nie była pewna, czy wszystko jest w porządku, siedząc przy tym na tylnych łapach, ze złożonymi skrzydłami. Zwykle nic co jadła nie miało takiej konsystencji. Potem pochyliła głowę, mając przednie kończyny w powietrzu, niuchając. Przez kilka chwil głęboko się zaciągała obcym zapachem.
Zupełnie już nie słuchała, o czym mówiła reszta brygady i w ogóle nie zwracała na nich uwagi. Przynajmniej nie tak,by oni to spostrzegli, o nie. Trzeba zachować pozory, że się nie widzi, żeby zaskoczyć, jakby coś było nie tak! Dlatego nadal pozostawała czujna i zerkała raz jednym, raz drugim ślepiem na sytuację w łódce. Oczywiście używała też innych zmysłów. Na przykład słuchu. Najwięcej uwagi poświęcała Lustru, który psuł jej aromatyczny obiad swoim zapachem, ale nie można mieć wszystkiego. Na przykład dosyć rozumu, by zrozumieć co trudniejsze zdania.
Właśnie... obiad. Położyła na nim łapki, tym razem ostrożniej i zagłębiła pyszczek w mięsie. Oderwała kawałek, przeżuła i spojrzała w niebo, mlasnęła, delektując się pokarmem, smakując go, a potem wzięła kilka łapczywych kęsów. Byle na ości uważać! Ości nie są dobre... Ale rybka tak! Miała taki... niecodzienny smak. Chociaż gadzina bardzo mało łowiła, żeby się na te tematy wypowiadać.
Po kilku chwilach sporej części smoczego posiłku już nie było. Spojrzała na Lustra, przekręcając łepek. Zamrugała wdzięcznie powiekami, niepomna, że na boku pyszczka widniała drobinka wędzonego, rybiego mięska. Zamajtała ogonem na boki, ugięła łapki i hops! Wykonała sus w stronę mrocznego elfa, żeby otrzeć się o jego nogę delikatnie (w końcu dał jej smaczne jedzonko!) i znów odskoczyć w bok, tym razem rozwijając spore skrzydła całkowicie. Machnęła nimi raz i przechyliła się, przelatując gdzieś obok Drasima i „wypadając” za burtę, odpychając się od krawędzi, żeby wykonać drugi skok. Nie włożyła w niego dużo siły, bo znów porwały ją skrzydła. Nawet nie musnęła wody. Nie chciała do niej wpaść, toteż z przyzwyczajenia wyliczyła moment, w którym powinna zadziałać lotnymi kończynami.
Zaraz zrobiła kolejny pożytek ze skrzydeł i wzniosła się, korygując postawę lotu. I jeszcze raz nimi zamachnęła i jeszcze, aż wzniosła się kawałek, by złapać pod nie wiatr w bardziej komfortowy sposób i tym samym ułatwić sobie wznoszenie. Nie oszczędziła sobie małego piruetu półtorej metra nad łodzią. Lecąc bezpośrednio w górę, zgięła ramię skrzydła i zagarnęła powietrze drugim, wprawiając swoje ciało w ruch obrotowy, z którego wyszła używając obu skrzydeł. Pląsała w powietrzu jak... no, malutka, wesoła smoczyca, bo któż inny by tak potrafił? Akrobacja sprawiła, że nieco musiała opaść, ale zaraz podłapała wiatr, żeby unieść się na dwa metry nad głowami innych i rozejrzeć uważnie w każdą stronę, by zobaczyć, czy jest bezpiecznie, nic nie chce jej zjeść lub zatopić łódki. To byłaby katastrofa... Chociaż nie dla niej! Poradziłaby sobie. Tylko no... elf miał ryby. A to ważny argument, żeby chcieć go uratować, jakby co. Chciała trochę poszybować nad łódką, żeby jakoś spożytkować znów rosnącą w niej energię. I lepiej przetrawić rybkę. Wydawało się, że niewielki wysiłek w niczym nie zaszkodzi, a ona lubiła patrzeć na wszystko z góry. Gdyby poczuła monotonię (to możliwe?) wróciłaby na drewniany ląd. Ale... to historia na potem.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3711
Rejestracja: 01 wrz. 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Black Boot

01 gru. 2015, 00:07

MG

Słowa Drasima rzeczywiście nie spotkały się z żadną wyraźną odpowiedzią Lustra, który zamilkł pozwalając mu wymienić kilka słów z Anante. Napił się wina, wlewając je w siebie cienkim strumieniem i krzywiąc się niemożebnie przy jego piciu. Po chwili wypluł przeważającą część trunku za burtę. Dało to medykowi dobrze do zrozumienia, że cokolwiek by uczynił, nie jest mu w stanie pomóc. Był kimś, kto jest w stanie naprawić ciało, ale do zdjęcia klątwy, o której mówił mroczny elf, trzeba było chirurga dusz.

Pytające spojrzenie Omivala nie opuszczało elfa jednak ani na krok. Mag wody był żywo zainteresowany tematem politycznym, a do rozmowy wkrótce dołączyła się także Anante. Nawet Darrian przysłuchiwał się tej wymianie zdań i chyba tylko Drasim kompletnie ją ignorował, zajmując się wyłącznie wiosłowaniem. Cóż, właściwa osoba na właściwym miejscu.

Mroczny elf rozsiadł się pewniej i odetchnął głęboko. Dobrze, skoro i tak mieli płynąć jeszcze przez dłuższy czas, mogą przy tym pogadać o polityce. Każdy z Patriotów z pewnością posiadał (lub właśnie zyskiwał) własną opinię na ten temat. Obcując jednak z kimś, kto po koniuszki długich uszu siedział w temacie, nie mogli przepuścić okazji do zadania kilku pytań, czasem powiązanych z własnymi tezami. Lustro stał się ich opowiadaczem, samemu zapewne czerpiąc przyjemność ze swej roli. Nie było innego sposobu na wymianę informacji, każdy tutaj był przyzwyczajony do prowadzenia dysput na różne tematy. Wieści z dalekich stron, czy – jak w tym przypadku – wielkiego świata, były cenne i mało kto nie chciał ich słuchać. Elf miał ogromną wiedzę i chciał się nią podzielić, a do pełnego obrazu wieszcza brakowało tylko kufla, z którego pomocą mógłby gestykulować. Zaczął swoją opowieść, mówiąc o wiele więcej, niż od niego wymagano.

– Ja tylko pomagam Patriotom – odpowiedział Omivalowi z lekką irytacją w głosie. Wyraźnie liczył wcześniej na to, że brak odpowiedzi na ostatnie pytanie sam w sobie będzie wystarczająco wymowny. – Możesz pogadać z Berkwistem, jak dotrzesz do stolicy. Co zaś się tyczy innych kwestii…


– Pomieszałeś. Nowe namiestnictwo zostało utworzone w czterysta drugim przez ostatniego Wolena, Dariusza. Miał powody. Jakuren robił się zbyt potężny, a gdy gruchnęła wieść o tym, że w Ikrem znaleziono srebro, to musiał zareagować. Szybko wyodrębnił nową prowincję i nadał ją Jamigowi, bo jest głową najpotężniejszego rodu na nizinach, ale w jej stolicy prym wiodło Bractwo Minaloit, od którego wywodzi się zresztą nazwa kolonii górniczej i późniejszego miasteczka. To była dopiero banda – podjął Lustro, rysując szeroki kontekst i uśmiechając się do wspomnień. Robił to jakby przez ból, niezbyt apetycznie. Przerwał na moment, aby podrapać lekko Roię pod brodą. Nie wydawało się, że robi to z przyjemnością, a na jego twarzy malowało się coś na kształt rezygnacji i zdegustowania. Jego prawie czarne oczy podążały za smoczycą, gdy ta podrywała się do lotu. Wyniosła się na dobre kilka łokci nad poziom morza i wypatrywała zagrożenia. Nie zobaczyła jednak niczego niepokojącego, więc ze spokojem bawiła się dalej.

– Bakero, ich przywódca, nadzorował początkowo wydobycie, a potem, gdy pojawiło się więcej mieszkańców, został ich burmistrzem. Bractwo wynajdywało mnóstwo sposobów na usprawnienie prac, a otoczka, jaką utworzyli wokół Minaloit, ściągała do niego same tęgie głowy. – Mówił o tym, co było ogólnie wiadome, jednak przez wzgląd na Omivala warte podkreślenia.

– No, ale potem przyszła Zaraza i wszystko się skończyło. W Minaloit prawie nikt nie mieszkał, gdy nagle, znikąd, pojawiła się cała masa krasnali. Ponoć przyszły z południa, jakimiś swoimi tajemnymi ścieżkami przez góry. Nikt nie wiedział o tym, że istnieją, dopóki się to nie stało. Sypnęły złotem, kupiły pół miasta, wszystko według prawa. Dobra, może nie do końca według prawa, ale spróbuj to powiedzieć dwóm tysiącom zaprawionych w bojach kurdupli. – Lustro zaśmiał się szyderczo.

– Ludzie sprzedali swoje domy i brodata hołota siadła okrakiem na stolicy namiestnictwa. Nie wszyscy się jednak wyprowadzili, przewodzi im jakiś alchemik czy ktoś taki, Bentrum się zwie. Próbuje pogodzić nowe ze starym, Jamig mu obiecał posadę burmistrza, ale jakoś tego nie widzę, chociaż krasnale zdają się go lubić. – Długouchy przerwał na chwilę, popił nieco, spojrzał w dal i zamyślił się. Gdy znowu zaczął mówić, w tonie jego głosu pojawiło się coś na kształt troski. Wyglądało na to, że, choć elf oficjalnie nie należał do Patriotów, zdecydowanie można było określić go tym mianem. Obchodziły go losy kraju.

– Problem jest duży, bo Minaloit, prócz tego, że jest stolicą prowincji, jest także jednostką Związku Miast Wschodnich, jedyną poza prowincją stołeczną. Wszystko to po to, żeby zapewnić mu niezależność od Jakurena. Trochę głupie, zważywszy na to, że i tak cały transport musiał iść przez jego ziemie. Ale cła przynajmniej były bardzo niskie, no i Derin mógł sobie kupić tyle kruszców, ile chciał. Ale teraz krasnoludy właściwie zamroziły wydobycie. Górnicy myśleli, że Lorven za nogi chwycili, sprzedali swoje domy za garście srebra i wybyli na niziny. Nie ma komu robić, bo karły gadają tylko o swoim dawnym mieście, do którego chcą się dokopać. Podobno ich przodkowie wybudowali kanały pod Minaloit i tam niżej też coś jest. Duża rzecz, ale właściwie nie da się wniknąć do miasteczka i na razie mało o niej wiem. Konsorcjum ma jednak dobry pretekst do wjechania Jakurenowi na mordę. Powiedzą, że chcą wyswobodzić Minaloit i ruszą wojsko. Już teraz się szkolą pod pretekstem formowania straży kupieckiej. Mają podobno pilnować karawan i budowy fortów, o których mówiłem wcześniej. – Elf prawił tak długo, że aż zachrypnął. Dał sobie na moment spokój, patrząc rozmówcom bacznie w oczy, sprawdzając, czy rozumieją, o czym do nich mówi. Z pewnością nie była to już wiedza dostępna zbyt szeroko, ale Lustru nie zależało chyba na trzymaniu jej w tajemnicy. Obietnica rychłej śmierci wpłynęła na jego zachowanie w sposób znaczący, stał się mniej aktorem i cynikiem, a bardziej mentorem, jakby bał się, że posiadane przez niego informacje przepadną i tym samym musi je przekazać. Możliwe, że po tym, co wydarzyło się w Lesie Wisielców, zaufał pozostałym na tyle, żeby mówić takie rzeczy. Możliwe też, że uważał, iż sami się wkrótce dowiedzą. Był pewien swego, jego obserwacja rzeczywistości była niesamowicie wnikliwa, a ciągi przyczynowo-skutkowe – bardzo celne.

– To też zresztą ciekawa sprawa. W Wolenvain w pewnym momencie pojawił się konioczłek, który zaoferował pomoc swych pobratymców w niezwykle korzystnym układzie. Rada go odrzuciła, ale Konsorcjum nie. Podobno do stolicy ma niebawem trafić pięć setek mu podobnych. Wyobrażacie to sobie? Będą budować świątynię w Jaśminowym Parku. Ten, który ich reprezentował, miał największy łuk, jaki widziałem. To będzie siła Konsorcjum, coś, czego będą bali się ich przeciwnicy. Nieprzewidywalność – zawyrokował posępnie, zawieszając na chwilę wzrok na tafli Morza Smoczego.

– Wygaśnięcie dynastii królewskiej to precedens, który też nie pomaga. Dariusz, ten drugi, który objął władzę po czterysta piątym, miał jakieś związki z Derinem, ale później zniknął jak kamień w wodę, stąd go zwą „Tułaczem”. Chyba go zabili, ale zrobili to na tyle dobrze, że nawet moi ludzie nic nie wiedzą. Później była Nikol, figurantka, za którą przemawiał głównie fakt, że była kochanicą Sergiusza Amrotu, jednego z potężniejszych hrabiów. No, a potem ta cholerna rada regencyjna. Kompletnie nie wiedzieli, co robią, a w tym czasie Konsorcjum pozyskiwało sobie ludzi. Zezwolili zresztą oficjalnie na jego utworzenie. Ostatnio sam widziałem, jak dwie trzecie tej rady osobiście pakuje się do wozu, aby pojechać na rozmowy ze szlachcicami, którzy odmawiali z nimi współpracy. Głupcy. Jeżeli jeszcze żyją, to możecie mnie nazwać Yiridiarem. Tutaj Derin i Konsorcjum mogli mieć wspólne interesy, nikt nie chciał tych nieludzi przy władzy, ale na moment po czterysta dziesiątym trzeba było zrobić coś takiego, żeby lud po wojnie miał poczucie, że byle kto ma wpływ. Pomogło, nawet chłopi się nie zbuntowali, a to oni oberwali najbardziej. Nawet w Varti coś wpompowano, chociaż tam też ma rządzić ktoś z Konsorcjum. Z Tego wszystkiego wynika właśnie popularność Rejranda, wszyscy w stołecznej go uwielbiają. No, może poza hrabią Hilduunem, ale ten gość to twardziel jakich mało i nie da sobie w kaszę dmuchać. Wielki jak stodoła, zgniata orków jedną łapą, te sprawy. Ostatnio słyszy się, że chce pojechać do stolicy, aby wyjaśnić sobie pewne sprawy z tymi, którzy tam rządzą, o ile ktokolwiek będzie miał jaja, aby stawić się na spotkanie.


– Widzicie więc, że nie jest zbyt pięknie, ale ja się już nagadałem – zakończył wreszcie Lustro, doprowadzając swoją opowieść do momentu, w którym nadeszła chwila na komentarz tych, którzy jej słuchali. Powiedział tyle istotnych rzeczy, że na pewno rozemocjonował inicjalnie zainteresowanych polityką Patriotów, a być może nawet Drasima. Rysował przed nimi obraz Autonomii w ruinie, dążącej do otwartej wojny domowej i prowadzonej przez osobników, którzy gotowi są wiele poświęcić dla podporządkowania sobie pozostałych. Było tutaj wiele zawiłości, zależności, wspólnych interesów i konfliktów tychże, politycznych mariaży, wielkich i małych planów… Nieubłagany tok historii prowadził do konfrontacji sił tej krainy, a z niej zwycięsko wyjść mogła tylko jedna z nich. Poza nimi było jednak jeszcze wielu graczy, mniejszych i większych, o których Lustro nawet nie starał się jeszcze opowiadać.

Snuta przezeń gawęda rozwlekła się w czasie, do tego stopnia, że łódź zdążyła posunąć się o kilka mil. Oczywiście do celu nadal brakowało bardzo dużo, ale w takiej atmosferze czas płynął o wiele szybciej, tak samo jak księżyc nad głowami Patriotów.

Awatar użytkownika
Darrian
Posty: 733
Rejestracja: 06 sty. 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Oko i Powieka
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21226#21226

05 gru. 2015, 18:17

Magowi wody brakowało bystrości, której powinno się móc spodziewać po kimś, kto umie wyczarować górski strumyk. Jego pytanie wyraźnie zirytowało ich byłego przewodnika, który pewnie zaczynał wątpić, czy Omival był jednak dobrą inwestycją, po wszystkich wybrykach, jakie prezentował. Darrian też powoli się zastanawiał nad tym samym, bo wraz z kolejnymi słowami padającymi z ust mrocznego elfa, widział coraz bardziej sensowną pozycję dla siebie wśród Patriotów, a sądząc po zainteresowaniu amatora kąpieli, myślał on podobnie, co nie dajcie bogowie, mogłoby się skończyć tym, że kiedyś znowu im przyjdzie działać razem. Przewidywalnie, ktoś z kim jeszcze nie tak dawno się walczyło o życie, czy pod czyimś wpływem czy nie, nie wydawał się najlepszym partnerem, nie wspominając nawet o innych jego pomysłach. Kiedy wszystko się jakoś ustabilizuje, zarówno na zewnątrz jak i wewnątrz półelfiej głowy, trzeba będzie się przyjżeć, co się dzieje pomiędzy uszami Omivala. Na ten moment natomiast, pozostawała im wszystkim tylko opowieść mrocznego elfa.

Ze słów Lustra, wynikało, że sytuacja w Autonomii była poważnie zagmatwana, nawet z Darrianowej perspektywy, a w końcu grzebał on często też w kobiecych umysłach, to kiedy on twierdził, że coś jest zagmatwane, to wypadało posłuchać. Nie wszyscy wydawali sie zainteresowani, acz nie było co kogo obwiniać, każdy miał swoje plany i nie musiały się one wiązać z Patriotami. Mag umysłu natomiast, mimo, że nie dawał żadnych werbalnych bądź niewerbalnych oznak słuchania, był skupiony na mrocznym elfie i próbował zapamiętać ile się dało. Nie czuł osobiście żadnych sentymentów do jakiejkowlek ze stron konfliktu, ale widział potencjał w okrzyknięciu krasnoludów z Minaloit wrogiem, jakiś pretekst do przelewania podatków na armię trzeba było wymyślić, a jeśli przy okazji oswobodzą przynoszące zysk kopalnie, tym lepiej. Zaangażowanie konioludzi w sprawę Konsorcjum też utrzyma z boku rasistowskich radykałów po okrzyknieciu nieludzi oprawcami, co było dość istotnym szczegółem dla półelfa, który nie zamierzał wpadać z deszczu pod rynnę.

Móc się nad czymś zastanowić w spokoju, nie obawiając się sarkastycznych docinków, było bardzo przyjemną odmianą dla Darriana, co dało się nawet zauważyć, kiedy kąciki jego ust lekko się uniosły, w momencie zdania sobie z tego sprawy. Nie wiedział, co stało się z jego "pasażerką", ale może jej utrata nie byłaby taka zła na dłuższą metę. Może i się trochę zżyli, acz musiał przyznać, że podobnego spokoju nie czuł od dawna.

Mag umysłu nie miał nic do dodania. Jedyna dodatkowa informacja, jakiej w tym wszystkim brakowało, to po której stronie barykady będzie miał się ustawić, acz nadal, tak jak przewidywał, nie zanosiło się na to, że się tego dowie na łódce i w pełni mu to pasowało. Jeśli coś zostało, spróbuje jeszcze coś przegryźć dla zabicia czasu i wzmocnienia się, acz jeśli Drasim nie będzie domagał się zmiany, nic prócz jakichś prób rozciągnięć lub obciążania swojej ręki, w ramach testowania naramiennika mu nie zostanie.

Awatar użytkownika
Omival
Posty: 73
Rejestracja: 27 gru. 2013, 22:00
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 43348566
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2832

06 gru. 2015, 00:31

Polityka. Jednych przyciąga, inni pałają do niej odrazą. W towarzystwie podobno nie powinno się o niej mówić, choć wielu mogłoby prowadzić na jej temat pasjonujące dyskusje. Któż mógłby się spodziewać, że sprawy państwowe, a konkretnie kryzys Autonomii Wolenvain tak mocno wciągną Omivala, którego wiedza w tej dziedzinie była bardzo biedna, ograniczona do minimum.

Mag wody zaczynał wierzyć, że wyprawa, na którą się pokusił, mogła być jedną z jego najlepszych życiowych decyzji. Aldhal, choć wiele dla niego znaczyło, nie pozwalało mu żyć tak jakby tego chciał, a teraz w końcu poczuł powiew wolności, coś, czego od zawsze mu brakowało. Jego światopogląd zaczynał się zmieniać, kształtować. Pewne sprawy stawiał w innym świetle, doszukując się w nich nowości, których do tej pory nie dostrzegał. Każda nowa chwila, każde nowe miejsce, każda postać i rozmowa sprawiały, iż stawał się coraz bardziej dojrzałą osobą. Dotychczas na ślepo, wręcz desperacko gnał do swego celu, którego być może nigdy nie osiągnie. Wszystko opierał tylko i wyłącznie na swej wierze i bynajmniej nie zamierzał tego całkowicie zmieniać, a jedynie wzbogacić ów wiarę o nowe przekonania płynące z innych sfer, nie tylko tej duchowej. Nigdy bowiem nie wątpił, iż nad jego losem czuwa jakaś siła wyższa, czego w jego mniemaniu doświadczył wielokrotnie, nie tylko w Lesie Wisielców, jednak z każdym słowem Lustra zaczynał również zauważać fakt, że nie wszytko musi sprowadza się do bogów, w końcu to nie oni doprowadzili do problemów zarówno tych wewnętrznych jak i zewnętrznych, z którymi przyszło borykać się Autonomii.

Omival wpatrując się w bezkres otaczający wódkę doszedł do wniosku, że wszystko gdzieś się kończy, jednocześnie stając się początkiem czegoś innego. Tak jak horyzont dzieli toń morską od nieboskłonu, tak samo istnieje pewna granica pomiędzy sacrum i profanum. Rozmyślał, że gdzieś tam mogą kryć się Ci, którym tak wiele zawdzięcza, jednak wokoło niego są w głównej mierze ludzie i to oni sami kreują swój los, ale nie tylko swój. Tak jak bogowie sprawujący pieczę na swymi wiernymi mogą w jakimś stopniu na nich wpłynąć, podobnie każdy człowiek, elf, krasnolud może wpłynąć na innego człowieka, elfa i krasnoluda. Wszyscy w pewnym stopniu się przenikają, pozostawiając po sobie jakieś mniej lub bardziej wyraźne piętno w drugiej osobie.

Monolog dowódcy obnażył wiele negatywnych cech ludzkich, nad którymi Omival pragnął głębiej się zastanowić. Chciwość, brak tolerancji, zazdrość, nieodpowiedzialność... Wiele można byłoby jeszcze wymieniać. Te właśnie wyróżniki według wodnego maga stały za klęską ojczyzny i chociaż oczywistością było, że nigdy nie da się ich do końca wyplenić, warto byłoby z nimi walczyć. Z mowy Lustra wynikało, że zarówno ingerencja w pewne sprawy jednego, potężnego osobnika, może mieć podobne skutki do działań pewnej masy społecznej. Jako że łatwiej zmienić na lepsze jednostkę, niżeli pewne zbiorowisko, wedle Omivala do spojenia, ujednolicenia państwa, potrzebny był jeden mądry człowiek, jednak żadna z opisanych przez elfa postaci nie wydawała mu się tą odpowiednią. Brodacz zauważył, że jego przemyślenia być może są nieco naiwne, bo polityka rządzi się swoimi prawami, ale pragnął, żeby wszystko potoczyło się bez zbędnego rozlewu krwi, a przede wszystkim chciał stać po odpowiedniej stronie konfliktu. Na razie to mroczny elf emanował rozsądkiem, przez co stawał się mocnym argumentem, za tym, że pozostanie w Patriotach może być prawidłową decyzją. Omivalowi pozostało czekać i obserwować rozwój wydarzeń.

Opowieść Lustra była dla wodnego maga dosyć zawiła, ale starał się łączyć fakty. Z każdym kolejnym zdaniem, przychodziły mu od głowy kolejne pytania. Niejako zatracony w wywodzie Lustra nie zwracał większej uwagi na pozostałych najemników. Jedynie powietrze akrobacje Roi, co jakiś czas przyciągały jego wzrok.

– Zatem jeśli dojdzie do otwartej wojny, siły Autonomii podzielą się na dwa obozy. Dla jasności, kto gdzie będzie należał? Potęga Lorveniuszy podupadła, podobnie poległo wielu Patriotów, zatem kto będzie walczył? Straż kupiecka, armia konioludzi, krasnoludy, chłopi? Nie sądzę, żeby po ostatniej wojnie wojsko dostatecznie się odbudowało. Skoro i tak Autonomia kiepsko się trzyma, nie łatwiej byłoby załatwić konflikty pokojowo? – kolejna seria uwag i pytań wypłynęła z ust Omivala.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3711
Rejestracja: 01 wrz. 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Bridges

12 gru. 2015, 20:31

MG

Niestety nie było dane Lustru odpocząć. Omival nadal zadawał swoje pytania, jakby w ogóle nie zwrócił uwagi na to, że mroczny elf zaczął się wycofywać. Wcześniej sam zapadł we własny monolog, opowiadał historię najnowszą Autonomii Wolenvain, zarysowywał sytuację polityczną i opisywał najważniejsze persony, jednak teraz nie kwapił się do kontynuowania rozmowy. Liczył na to, że Patrioci, z którymi miał do czynienia, porozmawiają teraz między sobą. Niestety, jednemu z nich nie kończyły się pytania.

– Jak to kto? – zapytał retorycznie, jakby po prostu dla podkreślenia braku wiedzy Omivala na temat funkcjonowania otaczającego go świata. – Szlachta, chłopi, mieszczaństwo, wszyscy. Derińczycy praktycznie nie odnieśli strat na wojnie, pomogli tylko w czterysta piątym, ale nie wykrwawili się za bardzo. Podobnie jak możni prowincji stołecznej żyjący daleko na wschód od Iqui. Demon namieszał, nie wiem, jak to się odbije na tutejszych władcach, ale ziemie poważniejszych figur nie zostały naruszone. Jedna spalona wioska, zniszczeni Lorveniusze… Oni w ogóle nie walczyliby po żadnej ze stron, staraliby się je pojednać. Ich osłabienie jest wszystkim na rękę. Będą pewnie jakieś próby dyplomatycznego rozwiązania sporu, ale zważcie na me słowa: to tylko pozory. Decyzje zapadły już dawno. Jedna strona rychło obarczy drugą za incydent graniczny.


– A o Patriotach już rozmawialiśmy. Dowiesz się w swoim czasie – żachnął się mroczny elf, przypominając, że nie chciał mówić o Patriotach w kontekście nadchodzącej wojny. Z jego słów wynikało wszak, że tylko z nimi współpracuje i nie chce wyrokować w sprawie, która zostanie wyjaśniona po tym, gdy grupa trafi do Wolenvain.

Awatar użytkownika
Anante
Posty: 187
Rejestracja: 30 gru. 2013, 10:08
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 47821741
Karta Postaci: viewtopic.php?p=46352#46352

18 gru. 2015, 18:23

Półdemonica zmarszczyła lekko brwi, przyglądając się jeszcze przez chwilę siedzącemu przed sobą mężczyźnie, o dziwnie gadzim, nieludzkim spojrzeniu. Fascynowały ją jego oczy; pionowe źrenice żyjące sobie tylko znanym rytmem i głęboki, wręcz szmaragdowy odcień zieleni, jaki barwił sobą głębię jego tęczówki. Teraz jednak zdawały się przygaszona; zmęczone i prawie wyprute z życie, jakby coś wręcz je z niego wyssało. Im jednak dłużej im się przyglądała, tym bardziej zdawało się jej to złudne. Bał się czegoś; może nie panicznie, czy przeraźliwie, ale wciąż się bał. Nieprzyjemny gorąc rozpalił na chwilę jej pierś, nim nieco nerwowo potrząsnęła głową, odganiając od siebie natrętną myśl. To nie mogła być ona; w końcu nie zacząłby rozmowy, ani... Westchnęła cicho, odwracając na chwilę wzrok od zmizerowanego uzdrowiciela. Ślad; mężczyzna nawet nie domyślał się jak wiele racji tkwiło w jego słowach. Przeklęty las odcisnął się na nich wszystkich, w mniej lub bardziej oczywisty sposób, czasem coś zabierając, a czasem...

Anante zacisnęła lekko usta, skinąwszy tylko głową na słowa Drasima. Co mogła mu powiedzieć? Żadne ze słów, jakie przychodziły jej w tej chwili do głowy nie zdawały się odpowiednie. Ot parę pustych frazesów, które służyły tylko temu, by mówiący je człowiek poczuł się nieco lepiej. Bo przecież starał się pomóc temu drugiemu, prawda? Tylko, że jej to nie wystarczyło. A teraz wszyscy całkiem dosłownie siedzieli w jednej łodzi i płynęli w nieznane. W końcu przymknąwszy oczy zasłuchała się w miarowy głos umierającego elfa, wodząc koniuszkami palców po grzbietach niewielkich fal, jakie rzezała na tafli jeziora ich łajba. Sytuacja w samym Minaloit była nie do pozazdroszczenia. Nie pamiętała kiedy ostatnim razem tam była, o ile w ogóle kiedykolwiek, jednak prawie krasnoludzkie już miasto zdawało się tyglem, do którego jeno trzeba było podłożyć ognia, aby cała jego zawartość zapłonęła czeluściowym żarem. Niewiele lepiej jawiło się tez Aparilume. Dwa główne punkty styku z nieludźmi, zarządzane przez wyjątkowo nieudolnych namiestników aż prosiły się o kolejny konflikt na tle rasowym. Szczególnie w obliczu nadchodzącej wojny. Po wszystkim będą potrzebne pieniądze, a o ile elfy nie zdawały się intratnym ich źródłem, o tyle krasnoludy... Cóż, ktokolwiek połasi się na ich skarby najpewniej więcej wyda na walkę z nimi, niż te będą warte. O ile w ogóle uda mu się je zdobyć...

Wciąż pozostawała też wojna domowa; coraz wyraźniej zarysowana w słowach Lustra. Pogmatwana i prawie szalona, a zarazem przeraźliwie logiczna plątanina przyczyn i skutków; akcji i reakcji. I jak tu miała nie popaść w paranoje? Cichutkie westchnienie uszło z jej ust, gdy na krótką chwilę uniosła jedną z powiek, zerkając po całym towarzystwie. Ilu z nich zrozumiała cokolwiek z całej przemowy? A ilu mogło wyciągnąć z niej coś dla siebie? Sama przeżyła już swoje i jeśli czegoś mogła być pewna, to to, że im dalej od polityki się trzymała tym mogła spokojniej spać. Była zwykłym najemnikiem; żyła ze swego miecza i czasem odrobiny zaklęć, jeśli pozwalała okazja, ale teraz...Przynajmniej wracam do domu. Uśmiechnęła się niemrawo, zamykając oczy i dając się ukołysać falom, poruszającym ich łódką, zwinąwszy się w niepozorny kłębek włosów i szmatek na jej dnie.

Awatar użytkownika
Drasim
Posty: 513
Rejestracja: 08 gru. 2013, 12:55
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2815

19 gru. 2015, 16:11

Czas płynął powoli, a Lustro nie odpoczywał nawet przez chwilę. Pytania zadawane przez Omivala nie przytłaczały go jednak i wyczerpująco na nie odpowiadał. Nawet Drasim przez chwilę zasłuchał się, gdy mroczny elf zaczął swoje długie wyjaśnienia, które dotyczyły zbliżającej się wojny domowej. Sytuacja w Autonomii była niezwykle pogmatwana, ale uzdrowiciel sądził, że zrozumiał większość tego co chciał przekazać ciemnoskóry, więc gdy ten skończył mówić z powrotem oddał się wiosłowaniu, trzymając jednostajny rytm.

Półczłowiek obserwował czasem księżyc, który był doskonale widoczny tej nocy, rzucił okiem na powietrzne akrobacje Roi czy zawiesił na moment oko na twarzy Anante by z powrotem patrzeć gdzieś w dal pustym wzrokiem. Mimo że nie wiosłowanie nie męczyło go zbytnio, po jakimś czasie wyraził chęć zmiany. Nie doszedł jeszcze całkiem do siebie po misji w Lesie Wisielców. Może fizycznie nie dolegało mu nic, ale mentalnie było z nim źle. Po przekazaniu wiosła naciągnąłby kaptur głęboko na głowę i założyłby ręce na piersi. Gdy tak siedział bez ruchu mogłoby wydawać się, że śpi, ale było to złudne wrażenie. W tym momencie sen był ostatnią rzeczą, której pragnął Drasim.

Odległość do Wolenvain malała z każdą chwilą, łódź Patriotów poruszała się bardzo sprawnie. Medyk miał nadzieję, że dystans dzielący ich od miasta nie był już zbyt duży, chciał wreszcie stanąć na suchym lądzie. Nie sądził, że polubi kiedykolwiek morskie podróże. Postanowił, że w ramach nudy będzie starał się nauczyć zamykać swoje myśli przed innymi. Nie zamierzał pozwolić już nigdy więcej by ktoś grzebał mu w głowie. Przypomniał sobie słowa mrocznego elfa, który powiedział, że najłatwiejszą metodą jest skupienie się całkowicie na jednej rzeczy. Drasim nie miał pojęcia czy jego próby cokolwiek zdziałają, w końcu nie miał z kim trenować i tylko w obliczu prawdziwego zagrożenia będzie wiedział czy jego ćwiczenia coś zdziałają.

Uzdrowiciel skupił się więc na jednej rzeczy całkowicie. Wyobraził sobie kamienny mur i starał się utrzymać ten obraz przez jak najdłuższy czas. Niestety, nie szło mu zbyt dobrze, ciągle coś rozpraszało jego uwagę, chociaż dookoła niego było tylko morze. Spróbował więc skoncentrować tylko na wodzie, ale to również nie pomagało. Jego wzrok uciekał mimowolnie w stronę ruszającej się smoczycy, w kierunku ciemnoskórego lub Anante, do której czuł największą sympatię z tej grupy. Pomyślał, że mógłby spróbować wspomóc się w jakiś sposób magią, ale szybko zrezygnował z tego pomysłu, było to zbyt ryzykowne w obecności tylu osobników, którzy potrafią posługiwać się mocą. Ponownie chciał skupić się na jednym obrazie, ale przez jego głowę przelatywało zbyt wiele myśli, zbyt wielki chaos panował w jego umyśle. Drasim warknął z irytacją mimowolnie, ale zaraz zdał sobie sprawę z tego co zrobił i wymruczał jakieś przeprosiny. Do końca podróży o ile ktoś nie zaczepiałby go w żaden sposób, próbowałby skupiać się tylko na jednej rzeczy.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3711
Rejestracja: 01 wrz. 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Stinging

22 gru. 2015, 02:33

MG

Był silny, ale nie aż tak, aby doprowadzić drużynę do celu. Mięśnie Drasima, wyczerpane wydarzeniami z poprzednich dni oraz kilkugodzinnym wiosłowaniem, wreszcie odmówiły posłuszeństwa. Lustro spał już od dłuższego czasu, charcząc niezdrowo i co jakiś czas krzywiąc twarz w okropnym grymasie. Im głębsza była noc, tym aparycja mrocznego elfa wydawała się potworniejsza. Nie sposób było osądzić, czy wrażenie to sprawił upiorny blask księżyca, półsen, w jaki wpadła drużyna, czy może jeszcze coś innego. Jego ongiś gładka skóra jawiła się teraz jako pomarszczona skorupa. Długouchemu jakby przybyło kilkaset lat.

Gadziookiego zmienił Darrian, chcąc sprawdzić, czy posiadany przezeń naramiennik rzeczywiście posiada jakieś magiczne właściwości. Wcześniej zbadał mobilność elementu pancerza; doszedł do wniosku, że może wykonywać właściwie pełen zakres ruchów, no chyba że zdecydowałby się unieść ramię ponad linię barków – wtedy stawało się to trudniejsze, a uniesienie ręki pionowo do góry było w ogóle niemożliwe. Nie, żeby było mu potrzebne do wiosłowania. Mag zabrał się więc do roboty, ale szło mu niesporo. Blachy, które na siebie nałożył, wzmacniały wprawdzie siłę jego lewego ramienia, przez co było ono niewiele słabsze niż było przed spotkaniem z Anemetiusem, ale nie wzmacniały jego kondycji.

Wkrótce Darrian pojął więc, że nie jest w stanie znacząco posunąć drużyny do przodu. Mimo tego nie poddawał się, robiąc, co w jego mocy, aby dać Darrianowi odsapnąć. Oczywistym było jednak, że jego starania nie mają większego sensu. Jedynym pozostałym na placu boju mężczyzną był Omival, ten jednak nie zaryzykował pracy fizycznej przez ranę, której doznał w Lesie Wisielców. Czuł, że nie powinien się zbyt wiele ruszać i że przeżył ledwie cudem, a swe życie zawdzięczał wyłącznie Lustru i jego szybkiemu działaniu. Sztyletu wbitego w kark, nawet, jeśli z łaski Lorven nie uszkodził najistotniejszych tętnic, nie należało bagatelizować.

Wkrótce mężczyźni dogadali się jakoś i upchnęli tak, że jednym wiosłem zawiadywał Drasim (po krótkim odpoczynku), a drugim Darrian. Omival musiał im niestety co jakiś czas pomagać, zmieniając to jednego, to drugiego. Poruszał się ostrożnie, nie obyło się bez stresu, ale powodowała nim wyższa konieczność. Początkowe problemy z koordynacją ruchów były niczym wobec zmęczenia, którego wszyscy trzej doświadczyli podczas podróży. Znali jednak swój cel. Linia brzegowa była dobrze widoczna. Wypatrywali na niej przerwy, wpadającej do Morza Smoczego rzeki Iqui. Miała ona dwa główne ujścia, między nimi utworzyła się zaś mała wyspa. Nie sposób było przegapić tak charakterystycznej formacji. I rzeczywiście – nad ranem ukazała się ona oczom wszystkich pasażerów łodzi.

Szarość przedświtu wydobyła ze zmęczonych twarzy Patriotów eeskarowe oblicza. Noc na łodzi, przepełniona w przypadku wioślarzy pracą, nie była przyjemna. Lustro przebudził się, ale nie mówił zbyt wiele. Nocna ułuda okazała się prawdą – jego skóra marszczyła się i czerniała, ubranie kruszyło na krańcach i rozpadało. Klątwa powolnej śmierci zbierała swoje żniwo, choć wcześniej było ono właściwie niezauważalne. Czas uciekał, a wybrzeże było jeszcze daleko. Elf odgonił wyczerpanych mężczyzn, sam zasiadł do wioseł. Zacisnął zęby i pracował jak wariat. Nietrudno było domyślić się, że sprawdza w ten sposób swoje ciało i stara się odgonić cierpienie, które co jakiś czas nim wstrząsało.

Tym sposobem dotarli do ujścia rzeki. Zatrzymali się na krótki popas. Lustro częstował swoimi specyfikami, tłumacząc chrapliwym półszeptem, że podbudują ich siły. Napoił wszystkich, nawet najbardziej wypoczętą Anante, jakimś mocnym, gorzkim od ziół trunkiem. Nie ukrywał, że wieczorem prawdopodobnie wszyscy z grupy padną na twarze, właściwie nieprzytomni. Była to jednak jedyna możliwość dotarcia wieczorem do najbliższej wioski – Powieki. Zachęcił pozostałych dobrym słowem, mówiąc, że sam z łatwością przeszedłby ten dystans w takim czasie, o ile byłby całkowicie zdrowy. Wziął poprawki na to, że drużyna była zmęczona, a on sam szybko tracił siły, na co nie mogły pomóc żadne cudowne napoje. Przemyślał wszystkie możliwości i zapowiedział nocną wizytę w wiosce. Przestrzegł przed piciem z rzeki, którą mieli trzymać po swej lewej. Zanieczyszczona brudami stolicy woda zresztą w ogóle do tego nie zachęcała.

Każdy wziął odrobinę zapasów, bo łódź musieli zostawić za sobą, przywiązaną do jakiegoś ukrywającego ją częściowo krzaczka. Nogi Somiriona zostały rozwiązane, ale musiał iść z mieczem Lustra na karku. Wszystkim polecono zważać na więźnia i nie wahać się użyć wszelkich środków, gdyby spróbował się wyswobodzić. Mroczny elf zasugerował, aby Darrian co jakiś czas dotykał umysłu więźnia, tak, aby mógł ostrzec Patriotów w razie jakichkolwiek prób ucieczki czy ataku.

Powlekli się wzdłuż rzeki w stronę Powieki. Mieli dziewięć mil do przejścia.

//9 mil to ok. 40 km (1 mila średnia wolenvaińska = 4500 m). Anante, Roia, Drasim, Darrian, Omival, Somirion – z/t.
Awatar użytkownika
Omival
Posty: 73
Rejestracja: 27 gru. 2013, 22:00
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 43348566
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2832

22 gru. 2015, 11:52

Tak wiele zmian zaszło od czasu wyruszenia na zwiadowczą misję, tak wiele zmian zajdzie w kolejnych dniach, tygodniach, latach. Tak jak zmieniała się Autonomia, tak samo zmieniał się Omival. Rozwijał się, łaknął poznawać świat, jego postrzeganie niektórych spraw diametralnie się zmieniało, a było to skutkiem właśnie niedawnych wydarzeń. Kolejny raz w jego życiu, coś negatywnego skutkowało czymś pozytywnym, oczywiście bardzo mało obiektywnej skali. Tak jak niegdyś dzięki nikczemnym istotom wyrwał się z koszmaru dzieciństwa, tak i teraz niejako dzięki demonowi z jego życia zaczęła znikać szarość monotonii, co jednak w porównaniu do wyrządzonego przez moce czeluści zła było niczym maleńka iskierka w otchłani ciemności. Mag wody czuł, że w końcu może się do czegoś przydać, czegoś więcej niż pomoc w codziennych pracach Aldhalczyków, ponadto wierzył, że każdy krok, który postawi w towarzystwie Patriotów zbliży go do rozwiązania zagadki z przed lat. Zmianie uległ również sposób, w jaki postrzegał ogień. Niemal od zawsze pałał do niego niechęcią, tak teraz pojawił się pewien niewielki respekt – także do władającej nim Anante.

Przybliżenie historii Autonomii udowodniło Omivalowi jak niewiele wiedział o własnej ojczyźnie, wydawało mu się, że przyswoił sobie większość informacji, którymi podzielił się z nimi Lustro. Było tego tak wiele, że powstrzymał się przed kolejnymi pytaniami. Jeszcze chwilę obserwował towarzyszy i wnet odpłynął do krainy snów. Po jakimś czasie wybudziły go odgłosy krzątaniny na pokładzie, których źródłem byli Drasim i Darian kolejny raz wymieniający się przy wiosłowaniu. Mag wody od dłuższego czasu planował im pomóc, jednak rana na szyi wciąż dawała o sobie znać. Jednak przypomniawszy sobie, że Darrian również został ranny i to w pewnym sensie z jego winy, mimo bólu postanowił pomóc. I tak zmieniali się, raz wiosłował Darian, raz Omival, raz Drasim, aż do światu. Zmęczonych wioślarzy zmienił Lustro, który prędko doprowadził łódź do ujścia Iqui, a chwilę później do brzegu. Rejs po Morzu Smoczym się zakończył z chwilą postawienia stopy na suchym lądzie.

Lustro obwieścił, że czeka ich długa wędrówka do jakiejś wioski, co po wykończonemu północnym machaniem wiosłami Omivalowi, jak i zapewne pozostałym zwiadowcom nie do końca odpowiadało. Po krótkim odpoczynku i posiłku elf podał wszystkim pewien trunek. Mag wody nie był przekonany czy chce go wypić, ale to zrobił. Gorzki, nieprzyjemny smak wypełnij jego usta, co dziwne nieco orzeźwiając.

Gdy naszedł czas rozpoczęcia podróży, Omival zamocował na nowo swoje sakiewki przy pasie, dodatkowo zabierając trochę rozdzielonego przez długoucha prowiantu. Nim ruszyli spojrzał jeszcze w błyszczącą w promieniach słońca toń i głęboko odetchnął. Usłyszawszy prośbę skierowaną do Darriana o alarmowanie w razie niebezpieczeństwa, przypomniał sobie o szklanej sferze od Lustra. Dobywszy ją z wnętrza sakiewki zacisnął w pieści, co jakiś czas na nią zerkając.

– W razie czego mamy też to – oznajmij podrzucając w dłoni kulkę. Nie wiedział w prawdzie jak działa, ale liczył na jej użyteczność. – Może teraz wyjaśnisz mi jak działa? – dodał.

z/t
Awatar użytkownika
Darrian
Posty: 733
Rejestracja: 06 sty. 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Oko i Powieka
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21226#21226

23 gru. 2015, 19:20

Na pewno z ręką Darriana było lepiej, niż zanim dostał naramiennik, ale jego kondycja w połączeniu z i tak już objawiającym się wyczerpaniem, nie pozwoliły mu utrzymywać rytmu wiosłowania za długo. Trzeba będzie chyba przestać ułatwiać sobie życie prostą telekinezą, bo jego ciało zaczęło się wyraźnie rozleniwiać, jeśli tak szybko się męczył. Na całe szczęście, jakoś udało się trójce zainteresowanych znaleźć jakiś rytm zmian i rozkładania pracy pomiędzy siebie, co pozwoliło im się poruszać w jakimś logicznym tempie ku coraz wyraźniejszemu brzegowi. Półelf nie miał wątpliwości, że na tym się nie skończy ich podróż, ale drobny sukces jak dotarcie do przynajmniej jednego z etapów zapewni poprawę przynajmniej ich stanu mentalnego co do sytuacji, a dobrze wiedział jak ważne było to jak ktoś postrzegał sytuację w tym co potrafił zdziałać. Nie, żeby przejmował się losem pozostałych, ale sam nie byłby bezpieczny, więc trzeba było mieć na uwadze stan towarzyszy, by oni mogli mieć na uwadze jego stan, którego nadal nie był do końca pewien.

Wraz ze świtem, Lustro się ocknął ze swojego snu, czy też jakiegoś magicznego transu, który podtrzymywał jego jestestwo po tej stronie i zastąpił wioślarzy, pozwalając im na chwilę odpoczynku. Nie, żeby miało znaczenie jak zmęczone były ich ręce, kiedy niedługo będą zmuszeni pracować nogami, ale chyba nikt nie narzekał w tym momencie, kiedy mogli rozprostować zmęczone ramiona. Mag umysłu nie marnował czasu na mentalne dywagacje o opowieści Lustra, zwłaszcza, że nie wiedział po której stronie przyjdzie mu się opowiedzieć. Patrioci chlubili się dbaniem o ludność Autonomii, ale to nie szczególnie pomagało wydedukować po której stronie się opowiedzą, jeśli w ogóle zdecydują się kogoś poprzeć.

Kiedy dotarli na brzeg, Lustro poczęstował wszystkich jakimś napojem. Gorzki smak nie przeszkadzał Darrianowi, który bardzo chętnie witał obietnicę podładowania sił, którą trunek mrocznego elfa obiecał. Mając też zamiar sobie dodatkowo pomóc, sięgnął w końcu do swoich zdolności, wyszukując odczucia zmęczenia w swojej głowie z zamiarem wycieszenia ich. Oczywiście, nadal będzie szedł powoli i nie miał zamiaru robić niczego, w czym zmęczenie by mu przeszkadzało, by nie przeciążać ciała, zminimalizował jedynie odczucie, dla własnego komfortu.

Kiedy mieli ruszać, ich przewodnik przypomniał o pilnowaniu więźnia, sugerując nawet, ze Darrian mógł spróbować pogrzebać przynajmniej w powierzchownych myślach spętanego mężczyzny. Półelf początkowo nie odpowiedział, zastanawiając się, czy czuł się na siłach. Wyszukanie czegoś we własnej głowie a próba wtargnięcia do cudzej to dwie różne bajki, ale kiedyś trzeba było zacząć sprawdzać co Rinej namieszała mu w głowie a skoro dało się też zrobić coś pożytecznego, można było zacząć od tego. Mag umysłu planował od razu sprawdzić jak przydatny będzie, próbując dotknąć umysłu ich więźnia, z początku tak lekko jak się tylko dało, jakikolwiek skoncentrowany przejaw mentalnej obrony odbiłby tą próbę bez trudu. Jeśli nie napotka oporu, uzyska dostęp do myśli swojego celu, szukając głównie czegoś powiązanego z próbami ucieczki, nie zagłębiając się za daleko, póki nie odzyska pewności co do swoich zdolności. Ciągle też będzie gotowy by w każdej chwili przerwać połączenie, jednocześnie pilnując własnych mentalnych barier, na wypadek powtórki z Lasu. Przynajmniej tym razem nikt w niego nie celował.

Gdyby natomiast więzień jakoś się bronił, już to należało zameldować Lustru, ale poza tym, Darrian będzie próbował ponownie, tym razem wiedząc czego się spodziewać i będąc w stanie się dostosować do ewentualnego oporu, z zamiarem próby przełamania go. Zawsze dało się coś znaleźć poza mentalnymi barierami i z reguły po takich uciekających wspomnieniach dało się dostać do środka.

Wróć do „Aldhal”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 4 użytkowników online: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 4 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 51999
Liczba tematów: 2961
Liczba użytkowników: 1035
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: izka
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.