Port rybacki

To rybackie miasteczko nie jest duże, ale jako jedyne ma bezpośredni dostęp do morza. Wszyscy tutaj żyją z rybactwa, utrzymując tym samym mocną pozycję w Związku Miast Wschodnich. </p>
Awatar użytkownika
Niniel
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

Port rybacki

19 lis 2011, 11:44

Port rybacki

Obrazek
Za dnia jest to port spokojny i piękny. Woda w morzu jest czysta, jednak nieczęsto widać w nim kąpiące się dzieci, nawet latem. Większość z nich musi bowiem pracować ze swoimi matkami, w czasie gdy ich ojcowie są na połowach. Chłopcy natomiast wypływają często wraz z głową rodziny, o ile tylko osiągnęli odpowiedni wiek.
Port jest jednak zbudowany tak, żeby przejezdni pragnący zaczerpnąć uroków morza mogli zejść po schodkach i bezpiecznie wejść do wody. Ważniejszą jednak jego częścią były drewniane kładki, do których przymocowane zostały łodzie. Na szczęście morze w tych terenach nie charakteryzowało się zbytnią nieobliczalnością ani wzburzeniem, więc port był dla łodzi bezpiecznym schronieniem.
Nieczęsto można jednak podziwiać go zapełnionego. Zazwyczaj bowiem mężczyźni już o piątej lub szóstej nad ranem zrywają się z łóżek, by wyruszyć na łowy. Wtedy port jest najbardziej zapełniony, gdy jeszcze po ciemku, w mgle i na chłodzie mieszkańcy Aldhal, nie tylko dorośli, biegają tu i tam by przygotować się do odpływu. Około ósmej zazwyczaj port jest już pusty, a kobiety i dzieci wracają do swoich obowiązków. Przez resztę dnia nic się w nim nie dzieje, dopiero po południu lub wieczorem wracają łodzie. A wtedy jest jeszcze więcej roboty, ponieważ trzeba zebrać wszystkie ryby, przenieść je w odpowiednie miejsce i zacząć patroszyć. Tym na szczęście nie musi się już zajmować męska część rodziny, która po ciężkim dniu połowów zazwyczaj rozsiada się w fotelu i zapada w drzemkę…

Jednak nie tylko łodzie rybackie są zadokowane w porcie. Również parę mniejszych łodzi handlowych i przesyłkowych, oraz w zatoce niedaleko miasteczka ze dwa statki kupieckie, które są zbyt głębokie by zostawić je w samym Aldhal.
Ludzie mawiają czasami, że jedną z mniejszych łodzi handlowych, którą posiada podejrzany człowieczek, można dotrzeć do legendarnego miasta-statku Artegi… jednak innym razem ten sam mężczyzna wydaje się przyjazny i zupełnie normalny.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Fraen
Posty: 372
Rejestracja: 06 gru 2011, 15:58
GG: 15995773
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1256

19 paź 2012, 02:32

Powiedzmy, że jestem na tyle zdrowy, coby móc znów zacząć udzielać się na forum. Wiem, że Kaen bardzo się już niecierpliwi, no ale… Niestety, to nie moja wina. Raz, że musieliśmy czekać na tych, co ich palcem wskazywać nie będę, koniec sesji, a dwa… Że cierpliwość jest cnotą, nie wadą i tak dalej. &lt;Mruży oczy.&gt; Co do specjalnych zasad, ograniczmy się do zaufania. Limit na odpis do 30h zegarowych, co tyczy się także i mnie. (Co zapewne wywołało u Was ciekawą mieszankę emocji i odczuć.) Kiedy, tfu, tfu, przekroczę – możecie mnie zastrzelić. Apelują także o możliwie krótsze posty, coby akcja mogła szybciej i dynamiczniej się rozwijać. W razie pytań, będę starał się udzielać Wam w miarę możliwości audiencji na GG.


MG:



Słońce wzeszło nad Aldhal. Nastał brzask, a wraz z nim dzień, na który czekała niemała rzesza ludzi. Amatorzy rybołówstwa zjeżdżali się do miasta całymi powozami i karawanami, jak co roku, coby wziąć udział w Wielkim Turnieju Rybackim.

Mieścina ta, położona bezpośrednio nad Morzem Smoczym, była kolebką wędkarzy. Sieć do łowów kojarzyła się każdemu najpierw właśnie z tym miejscem. W tutejszym porcie poławiano najdorodniejsze okazy ryb, które rozprowadzane były na tereny całej Autonomii Wolenvain.
Codziennie da się tu spotkać co najmniej jednego zapaleńca, mającego nadzieję na upolowanie czegoś naprawdę wielkiego. Dałoby to możliwość wpisania się mu w Księgę Poławiaczy, gdzie złotymi literami zapisując swoje imię, został by zapamiętany przez miasto i od razu wzrósłby jego prestiż.
Rybacy "osiadli", jak zwykło się ich nazywać, to tacy, którzy dzień w dzień przesiadują na molo z wędkami i nawet nic nie łapiąc, nie zdają się rozpaczać z tego powodu. Zresztą, rzadko zdarza im się to zrobić. Są tu, bo są – nikt tak naprawdę nie wie dlaczego. Może dla zasady? A może z innych, znanych tylko im pobudek? O to należy pytać właśnie ich.
Drugą grupą są "łódkarze", gdzie nazwa mówi sama przez się. Wypływają oni zawsze z wielkimi nadziejami z dala od miasta i zdobywają złoto Aldhal sieciami. Liczą oni z kolei na szybki zysk, nie samą przyjemność przesiadywania nad wodą. Jednak… kto im broni? Od zarania dziejów światem rządzi pieniądz, zaś ci przynajmniej potrafili się ustawić.

Od świtania w porcie rybackim Aldhal tego dnia wręcz roiło się od tłuszczy. Niecodzienno zbiegowisko w nieoficjalnym centrum miasta zawdzięczane były zawodom. Zapaleńców nie odstraszył ani specyficzny zapach, który w pierwszej chwili uderzał do nozdrzy; ani pora roku – wczesna zima.
Organizatorzy konkursu wybrali tę właśnie porę, z powodu następującego – to właśnie tedy odbywają się migracje sumów skrzydlatych, które przepływają akurat koło Alhal. Paradoksalnie łapie się najwięcej, największych ryb właśnie teraz. Należało wyposażyć się zatem w ciepły płaszcz i żelazną cierpliwość, bo nie każdy, jak powszechnie wiadomo, ma "talent" to przesiadywania nad wodą z wędką.
Naukowcy, którzy odkryli, że właśnie teraz jest największa szansa na złapanie ryby, wykazali także, iż dziwne drgania wody, zauważalne nieco dalej na Morzu Smoczym, są efektem przemieszczania się, dotychczas uśpionego, gatunku podmorskich zwierząt… Co nadaje całemu wydarzeniu jeszcze więcej smaku.
Turniej ma kilka celów. Przede wszystkim, reklamować miasto. Każdy wie, że to właśnie z Aldhal rozwożone są wyborne płetwiaki i jeżogrzbiety. Drugim zamysłem, który wynika sam z siebie, jest zdrowa rywalizacja, łącząca mieszkańców całego Leviathana, który się tu zjawi. Warto wspomnieć także o nagrodzie… Jest sowita. I wielu zaciera ręce na myśl o tak łatwych pieniądzach. Cel był każdemu wiadomy i oczywisty – należało złapać jak największy okaz. Ostatnią sprawą jest standardowy relaks… Nikt nie spodziewa się nigdy tutaj wielkiego zamieszania. Siedząc więc, jak zawsze, stali bywalcy, z kapeluszami na twarzach, nogami założonymi na nogi – korzystają z wolnego czasu.

Magowie, elfowie, krasnale, niziołki – są wszyscy. A spotkać można i dziwniejsze rasy, którym ryba się marzy. Jedni mają swoje przyrządy wędkarskie, inni polegają na umiejętnościach, trzeci magii. Na tych zaś, co są kompletnie zieloni w tych kwestiach – w drewnianej stodole, wzniesionej specjalnie na potrzeby tegoż wydarzenia, czekają rzemieślnicy, skorzy użyczać sprzętu, za opłatą naturalnie. Tam też udaje się każdy, aby uiścić wpisowe – jednego szylinga.
Wiele jest zdobień na porcie i w mieście. Kutasy są wszędzie. Pozłacane, wiszą, przyciągając wzrok jednak nie tylko one. Chorągiewki i proporce z herbem Aldhal – tonie w nich cały gród. Heroldowie krążą zaś po samym mieście organizatorskim, jak w innych – ogłaszając wesołą nowinę, jako, że Wielki Turniej Rybacki – został otwarty!


Dodam, że można jeszcze dołączyć. Bo faktem jest, że trzy osoby to nieco mało.
Awatar użytkownika
Kaen
Posty: 128
Rejestracja: 06 mar 2012, 20:05
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1671

19 paź 2012, 22:22

Kaen niósł w rękach kolejno: słoik wypełniony tłustymi robakami, wędkę, siatkę na ryby oraz woreczek z orenami, które udało mu się znaleźć w kieszeniach i torbie oraz w domu. W sumie szyling. Mimo iż pierwszy raz od dłuższego czasu był w centrum miasta, nie chciał odwiedzać starych znajomych. Z resztą i tak wszyscy pewnie byli w porcie, na turnieju, na który i on zmierzał.
Szedł tak przez miasto w kierunku szopy, w której prowadzono zapisy. Mijał po drodze rzemieślników, którzy kiwali mu głowami oraz przyjezdnych, którzy kupowali od nich sprzęt za cenę po trzykroć wyższą od rynkowej. Gdy doszedł do stolika, przy którym płaci się wpisowe, podał woreczek wypełniony drobiazgami znajomemu sobie urzędnikowi, jednemu z niewielu w Aldhal. Kanen rzucił tylko: 'Szyling.', a ten zapisał jego imię i nazwisko w swoim notesie, nie przeliczając wcześniej podanej mu sumy.
Zabawa się rozpoczęła…
Mężczyzna powoli przeszedł wzdłuż portu. Miał sporo czasu. Usiadł w stosunkowo cichej części mola i przygotował wędkę; przykręcił obciążniki i spławik, przywiązał haczyk, nabił robaka i zarzucił. Ustabilizował spławik i oparł wędkę pomiędzy udo, a wyrwę pomiędzy deskami mola. Całość zrobił bez pośpiechu, ale płynnie, niemal mechanicznie.
Gdy wszystko było gotowe, westchnął. Nie pamiętał kiedy ostatnio zaznał dłuższej chwili odpoczynku…
Awatar użytkownika
Myszka
Posty: 20
Rejestracja: 11 wrz 2012, 20:20
Karta Postaci: viewtopic.php?p=34467#34467

26 paź 2012, 10:59

A oni czekali… I nikt nie poganiał, nikt nie krzyczał, nikt nie groził, że zabije… Jacy Wy dobrzy. Przepraszam, że tak późno. Kajajcie, jeśli musicie.
Myszka zgodziła się z towarzyszką kiwnięciem głową i ruszeniem na przód. Przekroczyły bramy miasta bez większych problemów, bo też kto by ją tam miał zaczepić. Nie była znana, co to to nie. Nie miała zamiaru. To byłby jej koniec. Śmierć z głodu gwarantowana. No, chyba że sława przyniosłaby jej jedzenie na srebrnej tacy bądź otwarła możliwości całkiem legalnego zarobku. To inna sprawa ale szczerze wątpiła, by tak miało się stać. Wolała pozostać w cieniu. Najlepiej w cieniu Wolenvain. Dzięki temu poza jego murami mogła czuć się dużo pewniej.
- Może nawet dostaniemy sprzęt od tych rybaków, wszak to ma być jakiś turniej… Zobaczymy. - odezwała się, zerkając przez ramię na oddalającą się bramę. Ukrywała nerwowość. A przynajmniej miała taką nadzieję. Wzięła kilka wdechów, otarła ręce o siebie i rozejrzała po okolicy.
- Dobrze. To do portu. Tam wszystkiego powinniśmy się dowiedzieć. - powiedziała rzeczowo wiedząc, iż nic do rozmowy tak naprawdę nie wnosi. Po prostu wyjawiła to, o czym obydwie wiedziały.
Postanowiła zachowywać się jak podróżniczka, która przybyła do miasta specjalnie na owy festyn. Farba na twarzy mogła jej pomóc bądź zaszkodzić – ale mało ją akurat ona obchodziła. Każdy miał swój styl, nikt jej posiadania własnego nie zabroni. Najwyżej zostanie uznana za dzikuskę, dzięki czemu uniknie niepotrzebnych kontaktów. Bo wiadomo – dzikus nieobliczalny, kto wie, czy zaraz się na ciebie nie rzuci.
Była niewiele niższa od Vass, ale dzięki wyglądowi mogła udawać dużo młodszą. Pewnie nie musiała nawet udawać – wszak cechy długowiecznej rasy, do jakiej tamta z pewnością należała, były aż nadto widoczne. Pokrewieństwo więc odpadało. Mogła udawać służkę, jakąś uczennicę czy przygarniętą podopieczną. Albo po prostu towarzyszkę podróży. Się wymyśli. To nie problem.
Problem był w tym, że nie wiedziała nic o rybołówstwie, a właśnie zmierzała w miejsce, gdzie będą patrzeć na umiejętności właśnie z nim związane. Pozory. Trzeba grać pozorami. Przynajmniej na początku. Ale po c oni tam w ogóle szli? Przecież nie łowić ryby. Trzeba będzie więc jakoś oddalić swe osoby od samego brzegu, by już na samym początku wszystkiego nie spalić. Tłumy. Oby były tłumy. Wtedy wszystko będzie łatwiejsze…
Trzymajmy się z boku… – chciała powiedzieć, ale się powstrzymała. To też było wiadome. Nie chciała robić złego wrażenia wścibskiej na swej nowej towarzyszce. Testowej. Wszak cała ta sytuacja była dla niej testem. Jak sobie poradzi ze współpracą? Co z tego wyniknie? Jak ma się zachować przy podziale łupów? Czy będzie w ogóle jakiś podział, czy zatrzymują to, co zdobędą? Zobaczy się.
Zobaczy się. W tej chwili tylko tak wszystko sobie tłumaczyła. Wszystko w swoim czasie. Po kolei. Najpierw informacje, potem plan. Potem działanie. I ucieczka. A co później, to… później.
Nawet nie zauważyła, kiedy dotarli przed zbiorowisko zapaleńców, którzy przebywali już od kilku godzin nad wodą. C ni w tym widzą? Nieważne. Nie jej sprawa. Ona musi zarobić. Zobaczyła drewniany budynek, do którego wchodziło i z którego wychodziło sporo różnorakich istot. To tam musieli chyba pójść, by się czegoś więcej dowiedzieć. Zwróciła uwagę na złote ozdoby, na proporce z herbami – ileż można by na tym zarobić! Zły traf chciał, że akurat wokół szamotało się wiele osób, które z pewnością nie byłyby zadowolone, gdyby Myszka sobie coś wzięła.
- Chyba tam… – powiedziała tylko, wskazując na stodołę i robiąc pierwszy niepewny krok w jej stronę. Wypadało jednak poczekać na decyzję towarzyszki.
Nie miała pojęcia o wpisowym. Jak to będzie – czas pokaże.
Awatar użytkownika
Viss
Posty: 40
Rejestracja: 18 sie 2012, 20:35
Karta Postaci: viewtopic.php?p=33187#33187

28 paź 2012, 20:45

Po przekroczeniu bram miasta, wymienieniu uprzejmych, chłodnych uśmiechów ze strażą i upewnieniu się, że Myszka wciąż jest blisko, Viss poczęła bacznie się rozglądać. Ach, festyny. Tłumy nieobytych wieśniaków, podekscytowanego mieszczaństwa i znudzonej szlachty tworzyły swoistą mieszankę, w którą wtopić można się było tak łatwo, iż elfka niemal zapomniała o celu swego przybycia. Piski rozpieszczonych dzieciaków, rubaszny śmiech opijusów, głośne rozmowy – to wszystko stanowiło doskonałą maskaradę dla słów, jakie wypowiadała do niej towarzyszka; było niemal pewnym, że nie dosłyszy ich niepożądane ucho.
Przeciskając się przez wielobarwny tłum, popłynęły wraz z tłuszczą ku dzielnicy portowej. Tam zaś ludzki ocean odrobinę się rozrzedzał, pozostawiając więcej przestrzeni… Przesyconej swądem ryb.
Przewróciwszy oczami, mrocznej elfce przemknęło przez myśl kilka soczystych przekleństw w rodzimym języku. No tak – festyn w mieście portowym, obracający się wokół ryb. Niemożliwym będzie uniknięcie smrodu.
Gdy towarzysząca jej dziewczyna wspomniała coś o sprzęcie, westchnęła ze zrezygnowaniem. Oczywiście, że będzie im potrzebny jakiś kij, by upodobnić się do pasjonatów rybołówstwa… Ale jak z tego korzystać? W ciągu całego swego życia nigdy nie widziała potrzeby nauczenia się tej "sztuki", chociaż, jak mawiali ludzie, na naukę nigdy nie jest za późno. Może któryś z konkurentów stanie się kluczem do sukcesu Viss i Myszki?
Młodzi, starzy, o różnym poziomie wprawienia w swym fachu, zdarzały wśród nich nawet kobiety. Elfka przemknęła spojrzeniem po skulonych przy brzegu i na molo sylwetkach, oceniając przydatność naziemców tylko powierzchownie… Pozory mogły jednak mylić. Gdyby zaszła taka konieczność, gotowa była wedrzeć się po informacje głębiej, sondować w zupełnie inny sposób, podejmując znikome ryzyko wykrycia. Nie mogło być tu wielu podobnych jej. A gdyby jednak byli… Cóż, trzeba będzie salwować się ucieczką. A może i nie?
Towarzyszka odwróciła jej uwagę, wskazując bogato przyozdobiony budynek. Oderwała się od dotychczasowego zajęcia, przyglądając się wpierw ozdobom. Lśniły w promieniach oślepiającego, znienawidzonego słońca – nie świadczyło to o tym, jakoby dekoracje wykonane były z czystego złota. Nie mniej jednak, za samo błyszczenie zdarzało się utargować horrendalną sumę. Mimo wszystko, nie zachęcały do sięgnięcia po siebie – zbyt wielu świadków, zatruwających całą akcję.
Mhm… – mruknęła w odpowiedzi, zwracając się ku rozmówczyni – Wygląda na to, że to jedyne źródło informacji, jakim dysponujemy.
"Póki co."
To jak? Wchodzimy? – spytała beznamiętnie, dostrzegając wahanie w zachowaniu Myszki. W pewnym sensie rozumiała ją. Sama nie była pewna, czy człowiek i mroczny elf, niecodzienna wręcz kompania, nie przyciągną zbyt wielkiej uwagi.
Co miałyby powiedzieć? Że są zespołem? Nie miała bladego pojęcia, czy konkurs rybołówstwa dopuszczał zespoły. Wciąż był to jakiś pomysł…
Decyzję pozostawiam Tobie. – powiedziała, nie chcąc ponosić konsekwencji decyzji, gdyby okazała się błędna.
Fraen
Posty: 372
Rejestracja: 06 gru 2011, 15:58
GG: 15995773
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1256

29 paź 2012, 01:11

Pozwólcie, że wytłumacz się za jakiś czas w Swoim Temacie, w offtopicu.


MG:



Do portu przybyła już zdecydowana większość uczestników. A przynajmniej większość tych, którzy faktycznie wezmą udział w turnieju. Miejsc wolnych na pomoście ze swobodnym dostępem do wody zostało bowiem niewiele. A nowe istnienia wciąż przybywały i przybywały, odchodziło zaś niewielu.
Turniej pierwszy raz od wielu lat cieszył się taką popularnością, nikt nie wiedział czemu. Ale nikt też się nad tym nie zastanawiał. Duża ilość szorstkorękich przeszkadzać mogła tylko z uwagi na fakt, że tworzyli oni swoistą konkurencję. Poza tym jednak – wydarzenie kulturalne, jak każde inne – takie same też zasady: "im więcej, tym weselej".
Mogło by się zdawać, że – przykładowo – magowie są zbyt zajęci analizą pism, żołdacy nie mają wyczucia do łowiectwa, kobiety nigdy nie trzymały w rękach wędki, ani sieci i tak dalej. Nic bardziej mylnego. Byli tutaj bowiem wszyscy. Młodzi i starzy, kobiety i mężczyźni, dworacy i żołnierze, sangwinicy i milczkowie – z niewyobrażalnej ilości ras. Coś niespotykanego i niesłychanego.
Co było fenomenem tych zawodów, i co przyciągało tutaj wszystkich rybaków z każdego zakątku Leviathana? Niewątpliwie niepoliczalnie wiele dużo czynników. A może jednak nie? Może było coś jednego i szczególnego? Każdy jeden musi odpowiedzieć sobie na to pytanie samemu.
Naturalnie, nie każdy przyszedł tu zrelaksować się, złowić sobie obiad, czy wygrać w turnieju. Wielu spośród obecnych przyszło w celach stale-zarobkowych oraz naukowych – badać rzadkie gatunki ryb oraz zachowania społeczne. Oni zapewne pierwsi dowiedzą się, czemu zawdzięczać tak liczną rzeszę obecnych. Ostatnią grupę, najmniej liczną, stanowili złodzieje, cwaniacy i oszuści liczący na łatwy żer; oraz zagubieni. Mimo, że Aldhal nie jest wcale tak przepastne, można zbłądzi i trawić właśnie tu. "Wszystkie drogi prowadzą nad morze", jak śmieją się miejscowi.
Wśród kolorowej tłuszczy znalazł się i Kaen – ambitny młodzian z tego miasta o zdrowych zębach; oraz dwie dziewoje. Widać było, że te ostatnie nie są miejscowe. To zaś, co ciężej dostrzec to fakt, że zaiste – dwie z trzech person to kobiety. Wtapiały się w męskie otoczenie doskonale.
Każdy zwabiony głosami i proporcami dzierganymi złotą nicią. Sytuacja nijak nie zdążyła się rozwinąć. Na razie opłatę uiścił tylko mężczyzna. Był już oficjalnym uczestnikiem. Kobiety marudziły same do siebie we dwójkę – jak to kobiety. Jeżeli nie mają przy sobie szylinga, będą musiały coś wymyślić.
Wielki Turniej Rybacki Aldhal jest jednym ze sposobów reperowania budżetu tego miejsca. Zawsze trzeba trochę "wyłożyć", jednak kiedy kilka setek obywateli zapisze się – miasto nie wyjdzie na tym stratnie.
Mimo braku oficjalnego rozpoczęcia i jakiegokolwiek orędzia – wielu było już gotowych. Siedziało sobie i przymierzało się do rzutów. Kilku miało już nawet zarzucone sieci. Nikt jednak jeszcze nic nie wyciągnął. Pogoda była przednia, wręcz wymarzona do całodziennego spędzenia dnia nad wodą.
Nagle, ni stąd, ni zowąd – nadeszła postać, która wyraźnie wyróżniała się od innych. Mężczyzna w sile wieku dreptał powoli, a inni ustępowali mu drogi, tworząc nawet swoisty tunel z własnych ciał. Za nim kroczyło dwóch innych – nieśli razem szeroką tarczę. Każdy mieszkaniec miasta wiedział, że oto nadchodzi wielki grododzierżca, aby ogłosić rozpoczęcie zawodów…
Awatar użytkownika
Kaen
Posty: 128
Rejestracja: 06 mar 2012, 20:05
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1671

04 lis 2012, 20:35

Kaen ciągle siedział na pomoście, wpatrując się w spławik, gdy nagle usłyszał skrzypienie drewna. To kroczył dyktator. Wielki rządca. Jebaniec, który swoją władzę opierał na jakimś starym papierku. Rządca, który nie umie rządzić. Otworzył turniej, który trwa od kilku godzin. Idealne, wręcz, zgranie w czasie.
Młody rybak nie zamierzał tracić czasu i wzroku na swojego 'pana'; nadal wpatrywał się w spławik. Ryby nie brały, a ten tłuścioch wprawiając w drżenie deski, na które składa się molo nie pomoże.
Jako, że nadal nic nie miało zamiaru podpłynąć do przynęty półdemona, ten zwinął żyłkę i sprawnie zmienił przynętę. Położył 'starego' robaka na deskach, i odkręcił słoik z resztą swojej przynęty. Następnie wziął jeden ze swoich noży i rozciął skórę na przedramieniu lewej ręki. Kapiącą krew skierował do słoika z robalami. Gdy uznał, że już wystarczy, oczyścił nóż i go schował; zakręcił słoik i potrząsnął nim, tak by krew rozprowadziła się po przynęcie. Otarł krew z przedramienia i okrył je kawałkiem tkaniny, by z rany zrobił się strup. Kaen ponownie odkręcił słoik i wyjął z niego tłustą poczwarę, którą nabił na haczyk. Zarzucił wędkę, spławik się ustabilizował.
Przez te kilka chwil można było rozpoznać kto jest miejscowy, a kto zpoza miasta, gdyż rybacy z Aldhal korzystają z tej sztuczki od pokoleń z tym by zachęcić mięsożerne ryby do podpłynięcia bilżej łódki lub przynęty. Tylko, że… zwykle do tego celu używa się krwi zwierzęcej.
Nieważne.
Kaen schował słoik do swojej torby, by nikt mu go nie zwinął. Jak by na to nie patrzeć, od teraz jest częścią jego krwawicy.
He, he.
Mimo niechęci, którą Kaen żywił do rządcy (zwykle po kilku piwach i po cichu), postanowił posłuchać co on ma do powiedzenia…
Tej sztuczki się na prawdę używa i tak jak napisałem – z użyciem krwi zwierzęcej. I do gry chciał dołączyć Vaust, ale nic nie odpisuje w zapisach, chyba czeka na ciebie, Fraenie.
Awatar użytkownika
Myszka
Posty: 20
Rejestracja: 11 wrz 2012, 20:20
Karta Postaci: viewtopic.php?p=34467#34467

07 lis 2012, 20:08

Kobieta nie ucieszyła Myszki swym zachowaniem. Ta miała nadzieję, że wyprzedzi ją, wejdzie pierwsza, przejmie inicjatywę – chciała zagrać tą bardziej cichą, obserwującą, działającą skrycie. Oddać Viss rolę przywódcy. Sama nie wiedziała dlaczego. Może to przez poczucie odpowiedzialności? Wszak pierwszy raz porywała się na coś takiego. Nie chciała mieć na sumieniu ich klęski.
Ale cóż. Widać towarzyszka sądziła podobnie. Nie pozostawało więc nic innego, jak westchnąć, odwrócić się ku budynkowi i ruszyć z miną numer pierdzilset na twarzy – zaciekawiona, pewna siebie podróżniczka, zmierzająca na ważne wydarzenie. Czyli dużo udawać nie musiała.
Weszła do pomieszczenia i przeżyła pierwsze rozczarowanie. Mężczyźni, kobiety, ludzie, krasnoludy, elfy, wszystko, co wchodziło i wychodziło z niego rzucało jakiemuś facetowi srebrnymi krążkami, których jej tak bardzo było brak. Wspaniale. Jeszcze tego im brakowało, by zamiast wzbogacić się, wydawać pieniądze na coś, o czym nie mają zielonego pojęcia. Trzeba coś wykombinować i to szybko.
Posłała kobiecie krótkie spojrzenie mówiące tyle co "pięknie" i rozejrzała się po pomieszczeniu. Zanim dobrze odwróciła głowę jej uwagę przyciągnął niski, czarnowłosy mężczyzna w białym stroju. Pewnie miejscowy. Wie co nieco o zabawie, czyli ma przy sobie cenne informacje wraz z jeszcze cenniejszymi pieniędzmi. A nawet jeśli nie miejscowy, to co z tego. Był tu, gdzie one, w doskonałym czasie. W myśl swej, dotyczącej pracy, zasady "nie szukać dłużej, niż potrzeba", postanowiła zawierzyć ślepemu losowi i obrać go na pierwszą ofiarę swoich działań.
Podeszła do niego powoli, oglądając rybacki sprzęt i trąc dłoń o dłoń. W drodze zastanawiała się, czy lepiej wiedzieć o turnieju, czy może znaleźć się tu przypadkiem. W pierwszym przypadku powinna też wiedzieć o zapłacie, w drugim nie mogła już udawać obeznanej w rybołówstwie. Hah. Każdy prawdziwy rybak przejrzałby jej umiejętności, gdyby tylko zauważył jak trzyma "ten badyl." Nieważne jak bardzo dobrze potrafi grać.
- Przepraszam…? - odezwała się jeszcze zanim dotarła do nieznajomego, kierując po chwili ku niemu lekko zmarszczone brwi - Czy wiecie może co się tu odbywa? Miała być jakaś rozrywka, a tu widzę od progu zdzierają z nas pieniądze… - rzuciła ku przyjmującemu szylingi krótkie, pogardliwe spojrzenie i wróciła do mężczyzny uznając, że nic więcej mówić nie musi. Nie przedstawiła się, nie przedstawiła towarzyszki. Po co? Im mniej informacji na początku z siebie wyrzuci, tym więcej później będzie mogła wyjawić. Bardziej udoskonalonych. A po drugie – nie chciała podejmować decyzji za Viss. Nie wiedziała nawet, czy ta poszła za nią. A co, jeśli nie?
Nieważne. Nie mogła tracić skupienia. Musiała utrzymać swobodę i pewność siebie. To ważne. Patrzyła na niego lekko z dołu, demonstrując odważnie malunki na twarzy i zadziorne lico. Błysk w jej oku niejednemu mówił, że nie daje za wygraną tak łatwo. Może w tym momencie nie miał on aż tak wielkiego znaczenia, tak jak i poszukująca przygód postawa, lecz ton głosu i owszem. Świadczył o tym, że nie podoba jej się to wszystko i chce wiedzieć co się tam dzieje.
Awatar użytkownika
Vaust
Posty: 68
Rejestracja: 11 paź 2012, 13:22
GG: 17524824
Karta Postaci: viewtopic.php?p=36737#36737

09 lis 2012, 12:56

//Przepraszam za te opóźnienie, teraz powinno być lepiej. Proszę usunąć mojego poprzedniego posta, tak bardzo szpecącego ten temat.//

Dwa dni temu usłyszał na dziedzińcu rozmowę dwóch podróżnych, którzy wspominali o mającym odbyć się w Adhal turnieju i jak to u niego bywa, totalnie zapomniał o tym ciekawym, nadchodzącym wydarzeniu, spędzając cały dzień na swojej spokojnej wyprawie do tego pięknego miasteczka rybackiego. Zatrzymawszy się w połowie drogi na noc u chłopskiej rodziny, główkował się nad tym. co mogło mu wypaść z tego głupiego czerepa, lecz na nic to się nie zdało i dopiero doznał oświecenia po nocy spędzonej w "Barze pod Różą" w którym poznał podejrzanego albinosa, którego spokojnie można nazwać upiorem, czy czerwonookim demonem z najstraszliwszych i najgłębszych otchłani tego świata.
Jeszcze w połowie drogi do portu zastanawiał się, czy to jest to o czym myśli, popytał parę pobożnych mieszkańców tej pachnącej smaczną rybą mieściny i poszedł w wyznaczone miejsce zadowolony z przywrócenia wspomnień najbardziej przydatnych teraz wspomnień. Poszedł zapisać się na zawody i uiścić opłatę we wskazanym miejscu…
Zanim jeszcze większość osób przybyła, on siedział już z młodym, zapyziałym chłopcem na swoim miejscu, oczekując na rozpoczęcie. Poczochrał go po głowie i uśmiechnął się szeroko.
-Pamiętaj drogi chłopcze, pilnuj moich rzeczy i jak ktoś będzie Ci dokuczał, to wołaj! Dodatkowo Ci zapłacę, jeśli wszystkiego dopilnujesz. Idę rozprostować nogi…– rozejrzał się i wstał, by zniknąć w tłumie zawodników i tych, co przyjechali popatrzeć i dopingować uczestników zawodów.
Cały czas przechadzając się pomiędzy zawodnikami powtarzał sobie w myślach co powinien robić podczas połowu. Jakby tak patrzeć… nie wydawało się to trudne, ale za to presja wywoływała sporo stresu. Obejrzał się za siebie, czy dzieciak pilnuje wędki i reszty sprzętu… jak na razie sobie bardzo radzi, delektując się słodką bułką i rozglądając z uśmiechem na buzi.
Nagle coś wzbudziło wielkie poruszenie wśród zebranych, ot nadchodziła ze swoimi podwładnymi najważniejsza persona dzisiejszego dnia! Już miał powrócić na swoje miejsce, lecz natrafił na piękne młode dziewczę, niewiele niższe od niego samego.
-Witaj piękna niewiasto, cudzie Lorven, witaj! Zawody. Wędki i ryby! Są jeszcze nieopodal mnie akurat dwa wolne miejsca– Zajrzał do sakiewki i nie patrząc na to, co wyjmuje… złapał Myszkę za dłoń i wepchnął jej całego suwerena, o wiele więcej niż mogła się spodziewać, o wiele więcej niż potrzeba do wystartowania w tych zawodach rybackich– Niech miłosierna Lorven Cię zawsze prowadzi!– ukłonił się nisko i ucałował ją w dłoń. Wskazał palcem miejsce mężczyzny u którego trzeba zapłacić za prawo uczestnictwa, a następnie w przeciwną stronę, tam skąd przyszedł– o tam musisz moja droga zapłacić, a tam siedzę ja z młodzikiem, poznasz nas i wolne miejsca od razu. Szybko, szybko zanim jeszcze jest wolne! Ja już czmycham, powodzenia!
Zniknął z pola jej widzenia i szybko pojawił się przy chłopcu.
-No pisklaku, pokażmy im na co nas stać!– wykrzyknął energicznie, ale szybko odchrząknął opuszczając na chwilę głowę w swej świętobliwej skromności. Po chwili milczenia i dzierżenia wędki, przyszykował wszystko dokładnie i skupił się na grododzierżcy, przy okazji wypatrując napotkanej piękności i jej przyjaciółki.
Awatar użytkownika
Viss
Posty: 40
Rejestracja: 18 sie 2012, 20:35
Karta Postaci: viewtopic.php?p=33187#33187

11 lis 2012, 17:53

Słońce, wiszące tuż nad taflą morskiej wody, coraz bardziej dawało się we znaki. Pomimo, iż wychowana na powierzchni, Viss wciąż była tak samo wrażliwa na palące światło dnia, jak i jej krewniacy z podziemnego świata. Z krótkim syknięciem naciągnęła kaptur na oczy, powstrzymując napływające fale mdłości. Ostatnia nieprzespana noc pokazała jej, po raz nie wiadomo który, jak bardzo tęskni za czymś, czego tak naprawdę nigdy nie zaznała – za wszechogarniającą ciemnością jaskiń i tuneli, bez konieczności znoszenia ciepła i światła każdego poranka.
Potrząsnęła głową, przyciskając palce do skroni. Odsunęła od siebie niechciane, przepełnione melancholią myśli, koncentrując się na chwili obecnej. Rozejrzała się, ignorując oślepiające słońce. Myszka się oddaliła, najwyraźniej szukając kogoś dość naiwnego, by dał się naciągnąć na kilka groszy. Kogoś naiwnego… Lub kapłana. Wykrzywiając usta w złośliwym uśmiechu, przyglądała się, jak jej towarzyszka z mistrzowską wprawą zlokalizowała swój cel: wzbudzającą zaufanie, niską postać w białym habicie. Później poszło już jak po sznurku, bowiem nadgorliwy w swej wierze mężczyzna niemal na siłę wcisnął coś młodej kobiecie w dłoń. "Darowizna dla ‘biednych’ była jednym z lepszych pomysłów duchownych."
Gdy tamten się oddalił, Viss ponownie podeszła do dziewczyny, z którą przyszło jej podróżować. Zajrzała jej przez ramię, by dowiedzieć się, co też otrzymała w formie "jałmużny". Zacmokała zdumiona, dostrzegając, iż ta obraca w ręce złotego suwerena, o wiele więcej, niż spodziewała się dojrzeć. Ciekawa, co natchnęło dobroczyńcę Myszki do takiej hojności, szybko wypatrzyła go w tłumie. I tu kolejna niespodzianka – raz po raz on także spoglądał w ich kierunku. Szczęśliwie, mroczna elfka kryła oblicze pod kapturem, nie ryzykując wykrycia. Nie lubiła, gdy naziemcy się na nią gapili. Różniła się od swych "kuzynów", których rody już od kilku pokoleń zamieszkiwały powierzchnię. Swoisty wygląd jednych niepokoił, przez innych był uznawany za egzotyczny lub też wyjątkowy. Tak czy owak, nie dbała o to. Wystarczyło, że trzymali łapy przy sobie i nie nękali jej spojrzeniami.
Ponownie zerknąwszy na zdobycz Myszki, postanowiła wreszcie się odezwać:
Szczęście Ci dzisiaj dopisuje. – wymruczała, podziwiając odbijającą światło monetę – Bogaty ten Twój dobroczyńca. – zaśmiała się krótko, po czym stanęła przed dziewczyną, tak by obie mogły siebie nawzajem widzieć.
Skoro już masz haracz, możemy nakarmić nim sępy – wskazała ruchem głowy pobierającego opłatę mężczyznę – i zacząć wreszcie działać, jak należy.
Nie czekając na odpowiedź, odwróciła się i pomaszerowała w kierunku wcześniej przez siebie wskazanym. Sięgnęła do pustoszejącej już, przywiązanej do pasa sakiewki i wyciągnęła stamtąd odliczoną sumę. Wręczyła należność odpowiedniej osobie, oglądając się za siebie, wciąż czujna, choć zmęczenie stawało się odczuwalne. Sprawdzała, czy Myszka pójdzie za nią, trzymając się niewypowiedzianego planu, czy też w ostatniej chwili zrezygnuje ze współpracy.

Wróć do „Aldhal”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 9 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 9 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52125
Liczba tematów: 2968
Liczba użytkowników: 1039
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Mejb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.