Port rybacki

To rybackie miasteczko nie jest duże, ale jako jedyne ma bezpośredni dostęp do morza. Wszyscy tutaj żyją z rybactwa, utrzymując tym samym mocną pozycję w Związku Miast Wschodnich. </p>

Moderator: MG

Awatar użytkownika
Niniel
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut. 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

Port rybacki

19 lis. 2011, 11:44

Port rybacki

Obrazek
Za dnia jest to port spokojny i piękny. Woda w morzu jest czysta, jednak nieczęsto widać w nim kąpiące się dzieci, nawet latem. Większość z nich musi bowiem pracować ze swoimi matkami, w czasie gdy ich ojcowie są na połowach. Chłopcy natomiast wypływają często wraz z głową rodziny, o ile tylko osiągnęli odpowiedni wiek.
Port jest jednak zbudowany tak, żeby przejezdni pragnący zaczerpnąć uroków morza mogli zejść po schodkach i bezpiecznie wejść do wody. Ważniejszą jednak jego częścią były drewniane kładki, do których przymocowane zostały łodzie. Na szczęście morze w tych terenach nie charakteryzowało się zbytnią nieobliczalnością ani wzburzeniem, więc port był dla łodzi bezpiecznym schronieniem.
Nieczęsto można jednak podziwiać go zapełnionego. Zazwyczaj bowiem mężczyźni już o piątej lub szóstej nad ranem zrywają się z łóżek, by wyruszyć na łowy. Wtedy port jest najbardziej zapełniony, gdy jeszcze po ciemku, w mgle i na chłodzie mieszkańcy Aldhal, nie tylko dorośli, biegają tu i tam by przygotować się do odpływu. Około ósmej zazwyczaj port jest już pusty, a kobiety i dzieci wracają do swoich obowiązków. Przez resztę dnia nic się w nim nie dzieje, dopiero po południu lub wieczorem wracają łodzie. A wtedy jest jeszcze więcej roboty, ponieważ trzeba zebrać wszystkie ryby, przenieść je w odpowiednie miejsce i zacząć patroszyć. Tym na szczęście nie musi się już zajmować męska część rodziny, która po ciężkim dniu połowów zazwyczaj rozsiada się w fotelu i zapada w drzemkę…

Jednak nie tylko łodzie rybackie są zadokowane w porcie. Również parę mniejszych łodzi handlowych i przesyłkowych, oraz w zatoce niedaleko miasteczka ze dwa statki kupieckie, które są zbyt głębokie by zostawić je w samym Aldhal.
Ludzie mawiają czasami, że jedną z mniejszych łodzi handlowych, którą posiada podejrzany człowieczek, można dotrzeć do legendarnego miasta-statku Artegi… jednak innym razem ten sam mężczyzna wydaje się przyjazny i zupełnie normalny.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 900
Rejestracja: 23 mar. 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

13 mar. 2014, 19:15

MG

Mortamir spoglądał zdezorientowany to na trolla, to na mężczyznę. W jego prostej, nie nękanej z reguły problemami intelektualnymi główce uruchamiały się teraz procesy, które z dawna były raczej ospałe i zabite przez codzienność. Musiał dedukować i zrozumieć co się właśnie dzieje.
- Witaj… Slaviusie. Jestem Mortamir. – wydusił z siebie, próbując pojąć co też zielonoskóry próbuje w tej chwili osiągnąć i przekazać napoczętym przed sekundą wywodem. A Azur mówił całkiem sporo.
- Mój nabytek? Czeladnik? Kto? Co? Łowczy? – powtarzał słowa zdezorientowany, próbując nadążyć za jego słowotokiem. Nie miał czasu nawet pytać, musiał wyciągnąć z rozmowy wszystko co miało jakiś większy sens. Na szczęście po odfiltrowaniu tego, co sensu nie miało informacji nie pozostawało wiele. Przez chwilę wpatrywał się w mówiącego z dość skonsternowaną miną, w końcu oprzytomniał i uśmiechnął się lekko.
- Że chcesz iść polować, tak? – stwierdził, jakby było to rozwiązaniem całej tajemnicy. No dobrze, jakoś zdołali się dogadać. Prawie. Jak się po chwili okazało, Azur się "nowemu nabytkowi" musiał przedstawić, co też zrobił. Przy okazji rzucając jakimś dziwnym wywodem na temat psów i jakiegoś "u". Mortamir stwierdził, że nie ma sensu pytać dlaczego "trochę jak pies". Może trolle nazywały swoje psy Azr, czy jakoś tak? Nigdy nie miał okazji poznać zwyczajów panujących wśród tych istot, nieznajomy najwidoczniej je znał i świetnie rozumiał co też Azur ma na myśli. Chyba.
- Poczekaj chwilę, wezmę swoje rzeczy.
Po chwili już mężczyzna znów stał przed domem, wyposażony w kiepskiej jakości łuk chłopski, oraz pięciorgiem strzał, które trzymał w drugiej dłoni. Na jego ramieniu zwisała prowizoryczna skórzana torba, jak na razie pusta. Wieśniak jednak najwyraźniej był bardzo zadowolony z posiadanego ekwipunku. Zamknął drzwi chaty i wyczekująco spojrzał na pozostałą dwójkę. Mimo szczerych chęci nie mógł ukryć błysku zainteresowania przy każdym spojrzeniu na Slaviusa. Coś było z nim w jego opinii nie tak, nic zresztą dziwnego, nie wyglądał jak typowy bywalec tutejszych okolic. Ni z niego był chłop porządny, ni pan wielki.
- Więc, gdzie chcesz iść? Tylko pamiętaj, żeby nikt nie zauważył, że polujesz.
Awatar użytkownika
Slavius
Posty: 64
Rejestracja: 16 mar. 2013, 14:45
Karta Postaci: viewtopic.php?p=41866#41866

15 mar. 2014, 16:43

Tło


Slavius od razu zauważył, że owy Mortamir nie jest zbyt rozgarniętym człowkiem. Wolno kojarzył fakty. Półelf ukłonił się ponownie, kiedy tamten podał swoje imię, choć Slavius już je znał. Jednym ruchem odrzucił kaptur, odsłaniając młodą twarz i krótkie włosy. Prócz tego można było zauważyć lekko szpiczaste uszy. Nie sądził, że to będzie problemem. Elf to nadal mniej dziwna istota niż troll, jakby nie patrzeć.

Półelf lekko uśmiechnął się, kiedy Mortamir trochę prostackim językiem wreszcie powiedział coś z sensem. Przytaknął. Owszem – chciał iść polować. Łowca zniknął w domu, mówiąc, że idzie po swoje rzeczy. Slavius stał cierpliwie. Nawet nie drgnął. Był przyzwyczajony do tego, aby stać bez ruchu. Wsłuchiwał się w świat. Czuł wiatr, słyszał zwierzęta. Lubił to uczucie. Jakby był ośrodkiem wszystkiego, a zarazem tylko obserwatorem.

Kiedy Mortamir pojawił się przed domem, Slavius myślał, że od razu ruszy do lasu, mówiąc półelfowi co ma robić. Myślał też, że Azur wie co robić. A człowiek spytał właśnie jego – półelfa – gdzie mają iść. Slavius spojrzał mu w oczy i wzruszył ramionami. Skąd miał wiedzieć?
-Sam wybierz. Ty jesteś doświadczony. Jakbym ja miał decydować, tobym powiedział "do lasu", ale ty chyba nie tego oczekujesz. Przynajmniej tak mi się zdaje.
Wyprostował się. Zwykle był zgarbiony, więc taka pozycja była dla niego nienaturalna, ale świat zdawał się w tym momencie taki… przyjazny. Nieczęsto ktoś taki jak on odczuwał takie coś. Zważając na jego przeszłość i na to, czym zwykle się zajmuje – wojna i krew. Zawsze do tego był stworzony. Wszystkie jego przygody sprowadzały się do śmierci osób postronnych. Czy takie życie było dobre? Slavius sam sobie odpowiedział. Nie, nie było. Ale tylko to potrafił. Wojna to jedyne zajęcie dla kogoś takiego. Poprawił pochwę, która luźno zwisała u jego pasa. Czekał na odpowiedzi towarzyszy.

Awatar użytkownika
Azur
Posty: 317
Rejestracja: 13 gru. 2012, 21:38
GG: 21882886
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2374

15 mar. 2014, 22:10

Tło

Tak. Polować. - wyglądało na to, że znów był niedzisiejszy. Troll podejrzewał, że alkohol tak wpływał na tego człowieka. Cokolwiek nie wypił, to następnego dnia nie dało się z nim rozmawiać normalnie. A może zwyczajnie taki był? Rzadko widywało się go w innym stanie, a i wtedy nie był asem. Zwyczajnie był człowiekiem. Azur zaś był zielony i duży. To oznaczało, że lepiej się maskował. Oznaczało także, że wolał las niż wieś. No, może nie do końca. Tutaj było jego serce, w lesie była jego natura. Trudno było pogodzić się z utratą jednego na długi, długi czas… Teraz znów miał obie części, czuł się spojony, pełny.

Dobrze byłoby pójść do… - chwila konsternacji – Pamiętasz to miejsce, gdzie zabrałeś mnie pierwszy raz? Było to tam, gdzie podobno niedaleko jest jaskinia niedźwiedzi. Ciężko takiego niedźwiadka upolować, ale wokół jest też pełno zajęcy. Nimi się zajmiemy. – plan wydawał mu się dobry. Jeśli uda się i nie natrafią na niedźwiedzia, to upolują piękne mięso i futerka. Jeśli zaś będą mieli mniej szczęścia, wreszcie będzie mógł pokazać na co go stać. Nie polował jeszcze na niedźwiedzie gołymi rękoma, acz szanse miał całkiem duże. Nie był jednak pewny co do tutejszej odmiany, właściwie nie znał się na tutejszej faunie. Flora trochę przypominała tereny na jakich już polował, lecz fauna… była inna. Jakby skarłowaciała, żyjąca w przestrachu przed ludźmi. Może to kwestia dużej osady, która znajdywała się niedaleko… nie wiedział.

Jesteś mało doświadczony, prawda? - popatrzył na Slaviusa z dozą ciekawości, dopiero teraz dokładniej przyglądając się broni, którą nosił jego towarzysz – Twój miecz… jest jakiś dziwny. Zamierzasz nim polować? Czy może wolisz jak ja, bez broni lub kijem? – zdawał sobie sprawę, iż zdecydowanie woli gołe dłonie lub łuk. Jednakże perspektywa nauczenia się polowania bronią białą wydawała się taka… kusząca. Mógłby zaoszczędzić sobie czasu i ran. Zdecydowanie ułatwiłoby to także precyzyjne pułapki i przedzieranie się przez gęstsze tereny. Uśmiechnął się pogodnie, oczekując na odpowiedź.

Właściwie… może wiesz coś o grobie pięknej, białowłosej elfki, znajdującym się w Wolenvain? Bardzo chciałbym go kiedyś zobaczyć… zobaczyć grób Ivinarii. – Brwi zmarszczyły się i lekko posmutniał. Mimo tak długiego czasu, coś nadal kuło w serce. Cierń, którego nie da się wyciągnąć. Żałował, że nie jest wolny. Odnalazłby ją… i jakoś zapłacił. Kwiatem, złotem, czymkolwiek, nawet własną śmiercią. Znalazłby kapłanów, którzy byliby w stanie się z nią porozumieć. To byłoby… oczyszczające. Nie mógł jednakże na to liczyć, przynajmniej nie w obecnym stanie. Może kiedyś, na starość…
Awatar użytkownika
Slavius
Posty: 64
Rejestracja: 16 mar. 2013, 14:45
Karta Postaci: viewtopic.php?p=41866#41866

17 mar. 2014, 19:25

Tło

Slavius chwilę przypatrywał się zachowaniu trolla. Wydawało mu się to dziwne. Kiedy patrzył na tę rasę, wyobrażał sobie ogromne, zielone, agresywne coś, co zjada dzieci i zabija całe wioski po kolei. Ten był inny. Zachowywał się jak jakiś mnich, czy coś. W każdym razie – był łagodny, miły i spokojny. Półelf nie zamierzał tego na razie komentować, ale miał zamiar się kiedyś zainteresować, co w nim wywołało takie zmiany. Z tego co pamiętał, to podczas ich ostatniego spotkania, troll się tak nie zachowywał.

Ów zielony osobnik zaproponował jakieś miejsce, określając je jako "tam, gdzie Mortamir zabrał go pierwszy raz". Slavius nie zamierzał się wtrącać. Po prostu pójdą tam, gdzie uznają za słuszne. Co on mógł wiedzieć o polowaniu? Chwilę tak myślał, kiedy usłyszał, że troll coś do niego mówi.

-Mało doświadczony? Nigdy w życiu nie polowałem. Co do miecza… wiem, że jest dziwny. Ma osobliwy kształt. Sam nie wiem, po co i w jaki sposób go wykuto. Otrzymałem go w formie spadku po ojcu. – Słysząc następną wypowiedź trolla, chwilę się zastanowił. – Polowanie mieczem nie wydaje się dobrym pomysłem. Chyba że jesteś cholernie szybki. Mógłbym spróbować. Raczej ci nie umknęło, że jestem elfem, a ze swojej zwinności jesteśmy znani. Nie jestem jednak pewien, czy to dobry pomysł. Ucinanie głów zajączkom mieczem by wyglądało conajmniej dziwnie. Nie sądzisz, że łuk byłby lepszym pomysłem? Wszyscy myśliwi, których znałem posługiwali się taką bronią. Jednak wybór należy do ciebie. Jak już wspomniałem – nie jestem zbytnio doświadczony.

Wsłuchał się w następną wypowiedź trolla. Grób elfki? Nie miał pojęcia, o co mu chodziło. Cóż, nie przebywał w Wolenvain od… sam nie pamiętał, ile już lat minęło.
Przykro mi, ale nic nie wiem o żadnym grobie elfki w Wolenvain. Wiesz, nie byłem w stolicy Autonomii, odkąd ciebie spotkałem. Wiele mogło tam się wydarzyć. Jednakże… kim jest Ivinaria? – Slavius zobaczył, że troll chwilowo posmutniał. Coś musiało być na rzeczy. Czy to przez jakąś elfkę tak się zmienił? Półelf chciał o tym porozmawiać – połowicznie z własnej ciekawości i połowicznie dlatego, że trochę żal mu się zrobiło trolla. Widać było, że ma za sobą przeżycia, które go zmieniły. – Wybacz moją ciekawość, ale zauważyłem, że się zmieniłeś. Czy to przez tę elfkę? Może mi opowiesz? Rozmowa potrafi pomóc. Jeżeli nie – zrozumiem. Niektóre sekrety lepiej zachować dla siebie. Zauważ jednak, że ja cię nie będę oceniał. Cóż, sam też nie jestem ideałem dobra. Robiłem wiele rzeczy, których żałuję. Miło by było umieć cofnąć czas i naprawić wszystkie szkody, jakie wyrządziłeś. Też masz czasem takie uczucie?

Zrobił głęboki wdech. Jego miłość do pięknych rzeczy nigdy nie zanikała. Teraz patrzył na zielony las, oddychając świeżym powietrzem. Wrażenie było przednie. Trwało lato, ptaki śpiewały, a też i inne zwierzęta nie marnowały czasu. Już stąd było widać małe ruchy wśród roślinności. Slavius nie miał zamiaru się trzymać z tyłu kompanii, jak to zwykle robił. Szedł ze wszystkimi, równocześnie za nimi podążając. Czuł, że w jego sposobie myślenia coś się zmieniło. Nie pragnął zabijania, nie było mu śpieszno do walki. Ale co na niego wpłynęło? On nie miał żadnych przeżyć z elfkami. Czy to miasto tak wpływa na ludzi? Może to nie przez elfkę zmienił się troll, ale przez Aldhal? Nie, to raczej niemożliwe. Co by tu miało takiego być? Nie było to takie ogromne miasto jak Wolenvain. No cóż, dla niektórych to zaleta, a dla innych wada. To już zależy od tego, co owa osoba preferuje.

Półelf w głębi duszy cieszył się, że będzie umiał polować. Może też polegało na zabijaniu, ale nie ludzi. I nie była to walka. Tutaj nie musiał wykorzystywać swoich magicznych zdolności ani tych, które polegały na władaniu mieczem. Tu uczył się czegoś nowego. Miał cichą nadzieję, że ta sztuka pójdzie mu dobrze. Może to da mu odpoczynek, o którym ostatnio często myśli. Odpoczynek od walki.

Awatar użytkownika
Azur
Posty: 317
Rejestracja: 13 gru. 2012, 21:38
GG: 21882886
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2374

17 mar. 2014, 22:39

Tło

Nie wiesz. – niewątpliwie, nie było to zdziwienie, acz mimo to bolało. Zdawałoby się, że śmierć pięknej białowłosej poniesie się echem po całym mieście… Najwyraźniej krasnolud znał się na swoim fachu lepiej niż ktokolwiek. A może zwyczajnie wrzucił jej zwłoki gdzieś do rzeki, czy dał psom na pożarcie? Azurem aż wierzgnęło na samą myśl. Nie chciał, by było to prawdą. Wspomnienia wracały, stawał się coraz słabszy. Musiał to odrzucić, skupić się na czymś innym. Zrozumieć świat jaki go otaczał, by widzieć więcej i czuć więcej. Chrapy rozszerzyły się, uszy poczęły wyłapywać dźwięki. Oczy… tak, pomarańczą świecące oczy poczęły widzieć więcej. Niczym szał bojowy, acz w pełnym skupieniu. Mięśnie rozluźniły się, stopy powoli zaczynały stąpać… ciszej.

Zaraz wejdziemy na tereny, gdzie należy się zachowywać cicho. Dzisiaj nie zrobię ci łuku, nie będziesz też polował tym kawałem metalu. Zabawimy się w króliczkami na inny sposób, mniej subtelny. – chrapy otworzyły się jeszcze mocniej, czując… wszystko wokół. Troll nie miał tak dobrego węchu jak psy gończe, acz było faktem, iż wyczuć potrafił nawet najmniejszy zapach. Ta zaleta pozwalała mu polować z pewną dozą luzu, ponieważ nawet gdy zawodził trop na ziemi, pozostawał ten w powietrzu. Przygotował się do tropienia zajęcy i to właśnie ich tropów, lub oznak bytowania, należało szukać. Najlepszym sposobem byłoby znalezienie nory, coby powyciągać od razu w całości, nie przejmując się innymi trudnościami.

Gdy wejdziemy głębiej w las wszystko ci objaśnię. Na razie staraj się tylko być cicho i szukać śladów zwierząt. Jeśli jakiś zauważysz – daj mi znać. Zobaczymy, jak dobry jesteś w szukaniu zwierzyny. – popatrzył na Slaviusa. Wyglądało na to, że elf nigdy nie parał się chodzeniem po lesie. Dla trolla było to trochę… niezrozumiałe. Każdy, kogo przyszło mu poznać na szlaku był w stanie upolować choć podstawową zwierzynę. Stworzyć prowizoryczną pułapkę, rozwiesić sieć… cokolwiek. A ten tutaj… wyglądało na to, że nie potrafił nic. Westchnął. To będzie ciężki dzień.
Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 900
Rejestracja: 23 mar. 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

21 mar. 2014, 16:27

MG

Mężczyzna nie widząc sensu oponowania przytaknął na prośbę Azura. Ruszył swoim wieśniackim chodem przed siebie w stronę złożonego z drzew iglastych zagajnika. Dłonie zaciskał na posiadanym łuku i kilku strzałach. Kto wie, może to był jego szczęśliwy dzień, może przyniesie do domu tyle mięsa, że całe Aldhal będzie mu zazdrościć. Może upoluje… niedźwiedzia? Cóż to by było! Mortamir zmuszony był oderwać się od swoich marzeń, gdy z nieuwagi potknął się o jakiś kamień. Burknął coś pod nosem i tym razem uważniej patrząc pod nogi kroczył dalej.

// Dostajecie z/t z lokacji. Kolejne posty w lokacji opuszczonej chaty, którą użyję na wasze potrzeby.
Awatar użytkownika
Omival
Posty: 73
Rejestracja: 27 gru. 2013, 22:00
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 43348566
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2832

13 kwie. 2014, 00:52

TŁO MUZYCZNE

Dawno nie było dnia, tak zaskakującego jak ten. Zapowiadał się zwyczajnie, a przyniósł nadzieję, której Omival tak bardzo potrzebował. Któż mógłby się spodziewać, że niejako dzięki morskim ptakom i niespożytej chęci obcowania z wodą zostanie odkryty trop, może niezapewniający osiągnięcie upragnionego celu, ale podbudowujący, dający siły do dalszych poszukiwań.

Droga z plaży do Aldhalu minęła nadzwyczaj szybko. Omival przysiadł na niewielkiej, drewnianej kładce w porcie rybackim, aby wysypać piasek z butów, które choć wyglądały na zadbane, były mocno znoszone. Mężczyzna wielokrotnie je naprawiał zszywając dziury czy łatając ubytki w podeszwie, jednak z czasem powstawały coraz to nowsze. O ile reszta jego stroju trzymała się bardzo dobrze, tak obuwie powinien niezwłocznie wymienić, skoro planuje dłuższą podróż. W pewnej chwili uwagę Omivala przyciągnął nienaturalny o tej porze i w tej części wioski zgiełk. Port w ciągu dnia zazwyczaj był opustoszały, rybacy wypływali o brzasku, a wracali wieczorem. Tymczasem do większości przybrzeżnych kładek przycumowane były łódki z sieciami rybackimi wypełnionymi rybami; nie tak obficie jak zwykle bywa, lecz dostatecznie by wykarmić mieszkańców i co nieco przeznaczyć na handel. Rybacy przenosili połów do małych wózków i kierowali się w stronę centralnej częsci Aldhalu. Było to nieco dezorientujące dla Omivala i z ciekawości postanowił dowiedzieć się, co jest przyczyną tak niecodziennej sytuacji.

Włożył więc wyczyszczone buty, wstał i żwawym krokiem ruszył w stronę zapracowanych ludzi. Ich reakcja na próbę nawiązania dialogu była przewidywalna, a wręcz znając mentalność Aldhalańczyków oczywista. Nikt nie miał czasu na pogawędkę, większość czym prędzej wolała rozładować łajby. Omival miał już rezygnować z próby wywiadu i udać się bezpośrednio za wózkami, gdy niedaleko, na jednym z pomostów zobaczył chłopca, wyraźnie zmęczonego, ale skupionego na sowich zajęciach. O postanowił spróbować jeszcze jeden, ostatni raz. Podszedł powoli i cicho, prawie się skradając, tak aby nie spłoszyć dziecka.

– Witaj. Może ty mi wyjaśnisz, o co chodzi z tymi nagłymi pracami w porcie? – zapytał, wyjątkowo ciepłym i uprzejmym głosem, mając nadzieję, że chociaż młodzieniaszek go nie zignoruje. Niestety zabrakło odzewu. Może po prostu nie usłyszał, pomyślał Omival i powtórzył pytanie. Tym razem reakcja była natychmiastowa i dosyć nieoczekiwana.

– Nie widzisz, że jestem zajęty? Nie gadam z bezdomnymi! – Odpowiedź chłopca zaskakująca, chociaż w pewnym sensie prawdziwa. Omival mógł zostać odebrany jako bezdomny, gdyż przez ostatnie kilka dni jego zarost wymknął się spod kontroli. Nie dając za wygraną, pociągnął rozmowę.

– Nie jestem bezdomny, a ty mógłbyś na chwile oderwać się od swojej chałtury i grzeczniej zareagować. Powiedz mi co jest przyczyną tego zamieszania? – zadał pytanie jeszcze raz, nieco oburzony, ale opanowany, jak zwykle zachowując kamienną twarz.

– Dobra, powiem, tylko daj mi już spokój – beknął chłopaczek, przestając wiązać węzełki w poprzerywanej sieci. – Trzeba dostarczyć wcześniej świeże ryby, bo idą do stolicy na targi. A teraz spadaj! – Rozmowa może nie należała do miłych, aczkolwiek czegoś się dowiedział.
Omival niechętnie podziękował, jednocześnie w myślach krytykując dzieciaka. Wiedział, że tutejsi mieszkańcy nie należą do najuprzejmiejszych ludzi, ale przypuszczał, że chociaż własne dzieci uczą kultury. Najwyraźniej się pomylił lub trafił na wyjątek, w końcu przepracowanie również może mieć wpływ na zachowanie, więc całe spotkanie rzucił w niepamięć i ruszył za wózkami.

W niedługim czasie dotarł do środka Aldhalu, zatłoczonego i zajętego przygotowaniami karawany. Widząc ten cały ruch, coś przyszło mu do głowy. A gdybym dołączył do podróżujących? I tak nic nie trzyma mnie w Aldhalu. Może w Wolenvein znalazłbym kogoś, kto pomógłby mi rozwiązać zagadkę szkła z dna morza. Stolica jest tak wielka, że na pewno pracują tam rzemieślnicy szklarscy. Zatem postanowione, idę! Zdecydowany towarzyszyć w wyprawie, musiał jeszcze tylko uzupełnić prowiant. Wypadałby także w jakimś stopniu pomóc przy zajęciach przygotowawczych, toteż bez wahania podszedł do mężczyzny, który wydawał się być kierownikiem kolumny wozów.

– Witam, Chciałbym dołączyć do wyprawy, jednak pragnę być użyteczny. Czy mógłbym w czymś pomóc? – zapytał. Nie wiedział, jaką odpowiedź otrzyma, zważywszy na fakt, iż przez wiele osób w ostatnim czasie uważany jest za bezrobotnego lenia. Wierzył jednak, że trafi mu się jakaś przydatna fucha, która zapewni mu może nawet jakieś, nieznaczne dochody.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 900
Rejestracja: 23 mar. 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

13 kwie. 2014, 13:48

MG
//Azur, Slavius – dostaliście z/t z opuszczonej chaty.

W Aldhalu panował ruch, jaki można było dostrzec w tym miejscu regularnie. Podniesione głosy, mężczyźni noszący coraz to kolejne przedmioty, rżące konie, biegające zwierzęta. Przyglądające się wszystkiemu z zaciekawieniem dzieci.

W centrum wsi zebrała się niemała grupa ludzi, zebrana wokół czwórki wozów, na które lądowały kolejne przedmioty, czy też beczki. Duży udział w tym procederze miał zielonoskóry troll, który posłusznie ładował kolejne towary, iście zadziwiający widok. Wokół wozów kręciło się pełno osób, trudno było stwierdzić kto co robi i po co, beczki ryby, zebrane ze statków kupieckich towary, wszystko lądowało na drewnianych konstrukcjach, które później konie miały ciągnąć aż po Wolenvain.

O koniach wspominając, nieprzyzwyczajony do wzmożonego ruchu Slavius niemal wszedł pod jedno z takich zwierząt. Konno kręcił się wokół wozów bez przerwy rycerz, który poganiał wszystkich, wydawał polecenia i co chwila zmuszał kogoś do ustąpieniu mu z drogi, jeśli nie chciał być trącony przez kłusującego konia. Jak na razie szczęśliwie nikt nie ucierpiał, gdyż mężczyzna wstrzymywał zwierzę i raczej starał się omijać ludzi, jednak jego pośpiech i ogólne zamieszanie groziły faktem, że końskie kopyto może wylądować na czyjejś stopie. Szczęśliwie wieśniacy szybko zdali sobie sprawę z tego faktu i poczęli przystawać w takich miejscach, aby nie blokować przejazdu.

Kolejnych dwóch rycerzy dało dostrzec się przy wozach, oni również poganiali ludzi, zapewne chcąc jak najszybciej opuścić Aldhal. Towary lądowały na wozach dość sprawnie, co wróżyło rychły odjazd. Azur został poinstruowany, żeby szedł na końcu, za wozami. O uszy obiło mu się również, że będzie towarzyszyć temu wszystkiemu kilku wieśniaków, więc nie będzie sam. Na Slaviusa nikt nie zwracał w gruncie rzeczy uwagi.

W tym wszystkim pojawił się również Omival, który wmieszał się w przygotowania i zaproponował swoją pomoc. Pierwszą z brzegu osobą, która zdawała się mieć jakąś pieczę nad tym wszystkim, a jednocześnie wypadało się do niej w ogóle odzywać był sołtys. Ten spojrzał na mężczyznę w zamyśleniu, jakby próbując sobie przypomnieć skąd też kojarzy tę twarz. W końcu pokiwał głową i wskazał na towary, które nadal wymagały załadowania na wozy. Raczej nie mógł liczyć, że ktokolwiek mu za to zapłaci, równie dobrze mógł zrobić to ktokolwiek inny, w szczególności sprawnie uwijający się z robotą troll, który pracował w tempie porównywalnym do kilku mężczyzn. Jednak dawało mu to pretekst by kręcić się przy wozach tak, aby nikt nie miał do niego pretensji, a później zabrać wraz z nimi.

Krążący na koniu rycerz zniknął na chwilę, by wrócić prowadząc piąty już wóz. Najwyraźniej nie należał on do żadnego z wieśniaków, bo zarówno sam wehikuł, jak i ciągnący go koń zdawały się prezentować nawet lepiej niż te sołtysa.

Po jakimś czasie pięć wozów było załadowane, powożący mężczyźni czekali gotowi do drogi, wraz z nimi zebrała się niewielka gromadka ludzi, składająca się z sześciu wieśniaków, Azura i Slaviusa, którzy musieli pogodzić się z pieszą wędrówką.

Jeśli chodzi o ochronę karawany, to było to łącznie osiem osób. Trzech konnych rycerzy, wraz z ich giermkami, którzy również dosiadali koni, dwóch na początku konwoju i czterech po jego bokach. Na ostatnim wozie natomiast siedziała dwójka mężczyzn, również wyglądających na szlachciców. Jeden z nich trzymał na kolanach włócznię, obok drugiego natomiast leżała tarcza i buzdygan. Wyglądało na to, że nie mają u boku mieczy, co było dość dziwne. Rozmawiali ze sobą kompletnie nie zwracając przy tym uwagi na wieśniaków. Cały konwój ruszył mozolnie do przodu, po chwili opuścił wioskę i ruszył w stronę Wolenvain. Przynajmniej takie były jego zamiary. Czekała ich dość długa i monotonna wędrówka u boku wozów, jeśli oczywiście nic jej nie przerwie. A krążące po okolicy plotki były niepokojące.

// Nie wymagam tutaj od was posta, jednak jeśli macie takie chęci, to możecie coś napisać. Omival otrzymuje z/t. Informuję was, że jesteście niniejszym gotowi do wkroczenia na sesję Infiego. Gdy tylko się rozpocznie, możecie wejść na jej teren.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3709
Rejestracja: 01 wrz. 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Planet Remover

01 cze. 2015, 23:43

MG

Była noc, a oni budzili się do życia. Leżeli nieopodal portu rybackiego, związani co do jednego. Anante, Darrian, Drasim, Omival, Larhal, Somirion. Czuli się względnie dobrze, choć kręciło im się w głowach i nie wiedzieli, ile czasu leżeli pod wpływem substancji, jakie wtłaczał do ich organizmów mroczny elf Lustro. Księżyc, choć pełny zaledwie w połowie, raził ich wrażliwe oczy. Byli wściekle głodni i spragnieni, ale żyli.

Rana Omivala, naprędce opatrzona i zamrożona przed jego omdleniem, nadal sprawiała mu ból. Zszyta fachowo grubą dratwą i obwiązana sztywnymi pasami skóry nie miała możliwości otwarcia się. Darrian czuł się nieco lepiej, ale nadal tak, jakby tornado poprzestawiało wszystko w jego głowie. Nie czuł obecności Rinej, która, nieważne jak nawoływana, uparcie milczała. Nie wyobrażał sobie, żeby go opuściła, ale sytuacja, jaką napotkał w swojej głowie, odruchowo badając ją swoim magicznym zmysłem, nie napawała optymizmem. Wiedźma albo nie mogła, albo nie chciała z nim rozmawiać. Somirion na powrót wyglądał jak przystojny, czarnowłosy mężczyzna o czerwonych oczach. Znaki wypalone na jego skórze zostały w tej samej konfiguracji, w jakiej znajdowały się przed popadnięciem w pułapkę przyszykowaną przez umysłową magiczkę. W końcu się z niej wydostał – nie za sprawą własnych umiejętności, ale przez działania Lustra, który unieszkodliwił powodującą ciałem Darriana Rinej. Zanim pozbierał się do kupy, było już za późno, bowiem już siedział nad nim mroczny elf, obsypując jego twarz swoim cholernym proszkiem. Jako jedyny był zakneblowany. Podobnie, lub nawet gorzej, było z Drasimem. Bał się własnego cienia, nie wiedząc, czy to, co widzi teraz, nie jest kolejną straszliwą marą. Widział obok swego przeciwnika, już nie tak potężnego, bez rogów i ogona. Miał wszelkie powody, aby sądzić, że to, przez co przebrnął, było sprawką Somiriona.

Nie rozumiał jednak, podobnie jak pozostali, w jaki sposób znalazł się w tym miejscu i dlaczego przeżył. Najlepiej chyba czuła się Anante, mocno zmęczona, ale przynajmniej zdrowa fizycznie i psychicznie. Jej moc powoli odradzała się w jej wnętrzu, gwarantując jej największą ze wszystkich obecnych, a i tak nikłą jasność umysłu. Larhal obudził się pierwszy, skomląc o ukrócenie jego mąk. Lustro nakazał mu, aby się zamknął, i zrobił to w taki sposób, że łucznik nie śmiał zaoponować. Wszyscy zostali ustawieni do klęku, a w pobliżu nie było widać nikogo poza mrocznym elfem. Co jasne, nie działał sam, jednak jego towarzysze nie zdecydowali się ujawnić. Być może to przez wzgląd na szok, jakiego mogli dostać Patrioci i Somirion po zobaczeniu nowych twarzy. Kompania zebrana w tym miejscu, choć związana, nadal była niebezpieczna. Każdy z nich uczynił podczas misji coś niesamowitego, coś, co zagwarantowało mu związanie wszystkich kończyn i brak jakichkolwiek ulg. Lustro wydawał się bezwzględny jak nigdy wcześniej. Nie chciał zadzierać z grupą tak nieobliczalnych, władających tak niepojętymi mocami istot. Mimo tego nie zabił ich, najwyraźniej mając w tym swój cel.

– Wybierajcie – odezwał się bez wstępów. – Mogę was uwolnić i pójdziecie, gdziekolwiek zechcecie. Nie każę was śledzić. Możecie też trafić ze mną, dobrowolnie, na przygotowaną nieopodal łódź, którą popłyniemy do ujścia Iqui, co pozwoli nam szybko dojść do Wolenvain i siedziby Patriotów. Ten, kto nie będzie mógł iść, otrzyma pomoc. Ty – zwrócił się do Somiriona – nie masz wyboru. Na pytania nadejdzie czas. Spróbujcie czegokolwiek dziwnego, a nigdy się już nie obudzicie.

Awatar użytkownika
Drasim
Posty: 512
Rejestracja: 08 gru. 2013, 12:55
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2815

04 cze. 2015, 11:06

Wszystko szło dobrze, ale tylko do czasu. Jego prowizoryczny plan pokonania demona miał szansę powodzenia przy odrobinie szczęścia. Drasimowi udało się przeskoczyć za kolejne drzewo, wystrzeliwując jeszcze swój nóż myśliwski. Nie wiedział czy trafił, ale nie miało to żadnego znaczenia. Już szykował się do przeskoczenia do następnej kryjówki, gdy stało się coś, czego uzdrowiciel zupełnie się nie spodziewał. Sądził, że skoro posiadał broszę pobłogosławioną przez kapłanów, nie grozi mu wpływ aury demona. Nie miał czasu się nawet zdziwić, gdy jego umysł został napełniony okropnymi wizjami. Ciało odmówiło mu posłuszeństwa, krzyknął coś niezrozumiale i osunął się na ziemię. Nie miał pojęcia o tym, że to nie jest sprawka demona. W tym momencie prawdziwe były tylko jego koszmary. Cyrulik nie wiedział ile trwały jego męki. W pewnym momencie po prostu został uśpiony.

Pobudka nie należała do najprzyjemniejszych. Drasimowi kręciło się w głowie okropnie i na początku obraz mu się zamazywał. Był jedynie w stanie stwierdzić, że jest noc, a on jest związany. Najpewniej został przyszykowany do kolejnej tortury. Jego umysł nie był zbyt sprawny, jasność myślenia nie miała mu prędko wrócić. Zobaczył obok siebie swoich towarzyszy, również skrępowanych jak on. Był jednak ktoś jeszcze, ktoś kto wzniecił w uzdrowicielu potężny strach. Nie tak daleko siedział przeciwnik cyrulika, demon z Czeluści, sprawca całego zamieszania. Maskował się w ludzkiej postaci, zapewne gotowy do rozszarpania ich na kawałki, gdy niczego się nie spodziewali. Drasim wzdrygnął się na samą myśl o torturach, które go czekają. Zobaczył mrocznego elfa, który dowodził nimi podczas wyprawy do Lasu Wisielców. Dlaczego jeszcze nie zabił tego potwora? Czy był w zmowie z nim?

- Zabij go! Zabij tego skurwiela! - Krzyknął, gdy tylko odzyskał siły i przytomność na tyle by to zrobić. Zakręciło mu się po tym w głowie mocniej, szarpnął się i upadł na bok. Ból ramienia, które obił przy tym nieco go otrzeźwił. Powoli zaczął dochodzić do niego fakt, że nie jest już w lesie, ale nie miał pojęcia jak tutaj trafił. Pamiętał walkę, późniejsze okropieństwa, ale później była tylko ciemność, dziura, której nie potrafił wypełnić. Drasim leżał na boku ciężko oddychając i powoli się uspokajał. Odzyskiwał też jasność myślenia, ale tylko częściowo. Trochę czasu minie nim będzie potrafił na trzeźwo ocenić sytuację. W dodatku był niesamowicie głodny i spragniony, co tylko pogarszało sprawę. Jeśli nie zostałby uśpiony bądź zabity przez swoją gwałtowną reakcję, wysłuchałby słów Lustra, próbując się postawić do pionu znów, co wcale nie było takie łatwe.

- Idę z tobą. - Mruknąłby tylko ze zrezygnowaniem w stronę ciemnoskórego. Musiał upewnić się, że ten demon zniknie z Lewiatana. Miał też do pogadania z Brigordem. Czuł też pewną wdzięczność do tego dupka, mrocznego elfa za wyratowanie ich z opresji. Nie miał pojęcia dlaczego ten osobnik trzymał z Patriotami. Być może z powodu wypchanych sakiewiek. Teraz nie miał się jednak nad czym zastanawiać za bardzo. Część wyjaśni się zapewne, gdy dotrą na miejsce, o ile im się to uda z tym demonem na pokładzie. Drasim miał zamiar mieć oko na bestię w ludzkiej skórze, jeśli tylko go rozwiążą.

Wróć do „Aldhal”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 21 użytkowników online: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 21 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 51991
Liczba tematów: 2959
Liczba użytkowników: 1034
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: kika2121
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.