Port rybacki

To rybackie miasteczko nie jest duże, ale jako jedyne ma bezpośredni dostęp do morza. Wszyscy tutaj żyją z rybactwa, utrzymując tym samym mocną pozycję w Związku Miast Wschodnich. </p>
Awatar użytkownika
Niniel
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

Port rybacki

19 lis 2011, 11:44

Port rybacki

Obrazek
Za dnia jest to port spokojny i piękny. Woda w morzu jest czysta, jednak nieczęsto widać w nim kąpiące się dzieci, nawet latem. Większość z nich musi bowiem pracować ze swoimi matkami, w czasie gdy ich ojcowie są na połowach. Chłopcy natomiast wypływają często wraz z głową rodziny, o ile tylko osiągnęli odpowiedni wiek.
Port jest jednak zbudowany tak, żeby przejezdni pragnący zaczerpnąć uroków morza mogli zejść po schodkach i bezpiecznie wejść do wody. Ważniejszą jednak jego częścią były drewniane kładki, do których przymocowane zostały łodzie. Na szczęście morze w tych terenach nie charakteryzowało się zbytnią nieobliczalnością ani wzburzeniem, więc port był dla łodzi bezpiecznym schronieniem.
Nieczęsto można jednak podziwiać go zapełnionego. Zazwyczaj bowiem mężczyźni już o piątej lub szóstej nad ranem zrywają się z łóżek, by wyruszyć na łowy. Wtedy port jest najbardziej zapełniony, gdy jeszcze po ciemku, w mgle i na chłodzie mieszkańcy Aldhal, nie tylko dorośli, biegają tu i tam by przygotować się do odpływu. Około ósmej zazwyczaj port jest już pusty, a kobiety i dzieci wracają do swoich obowiązków. Przez resztę dnia nic się w nim nie dzieje, dopiero po południu lub wieczorem wracają łodzie. A wtedy jest jeszcze więcej roboty, ponieważ trzeba zebrać wszystkie ryby, przenieść je w odpowiednie miejsce i zacząć patroszyć. Tym na szczęście nie musi się już zajmować męska część rodziny, która po ciężkim dniu połowów zazwyczaj rozsiada się w fotelu i zapada w drzemkę…

Jednak nie tylko łodzie rybackie są zadokowane w porcie. Również parę mniejszych łodzi handlowych i przesyłkowych, oraz w zatoce niedaleko miasteczka ze dwa statki kupieckie, które są zbyt głębokie by zostawić je w samym Aldhal.
Ludzie mawiają czasami, że jedną z mniejszych łodzi handlowych, którą posiada podejrzany człowieczek, można dotrzeć do legendarnego miasta-statku Artegi… jednak innym razem ten sam mężczyzna wydaje się przyjazny i zupełnie normalny.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Anante
Posty: 187
Rejestracja: 30 gru 2013, 10:08
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 47821741
Karta Postaci: viewtopic.php?p=46352#46352

16 sie 2015, 11:04

Półdemonica ziewnęła sennie, mrużąc przy tym lekko zmatowiałe, szarawe oczy. Przez chwilę postraszywszy resztę kompanii swoim nie do końca ludzkim uzębieniem, umorusanymi palcami poczęła rozcierać dziwnie zdrętwiały kark. Powoli uchodził z niej nadmiar nerwów i emocji, ostawiając coś na kształt przepastnej pustki, której jeszcze nic nie wypełniło, miast tego jednak emanującej nieprzyjemnym otępieniem, jak gdyby nie spała od paru dni, a ławka na której się usadowiła była wyjątkowo wygodnym łóżkiem z pierzynką. Jej stanu bynajmniej ani trochę nie poprawiało nieprzyjemne, nieco burkliwe ssanie z okolic żołądka i drapanie w gardle, jakby przed chwilą zjadła garść piachu.
-Ma ktoś moż...Co do cholery?!-nie dokończyła pytania, nieco panicznie chwytając się na ile mogła brzegów ich wehikułu, czy też samej ławki, gdy szurnięty mag postanowił wszystkich ich na spółkę posłać na dno. Spojrzenie, jakim go obdarzyła, gdy tylko kołysanie nieco ustało, a sam wariat usiadł można by określić jako stan przejściowy miedzy Do reszty oszalałeś? a Jak tylko będę miała okazję, spopielę Ciebie za to... Sama nie miała bynajmniej do czego sięgnąć, być może poza wyjątkowo lichą na ten moment magią, która w najlepszym razie posłużyć mogła do skrzesania paru iskier. Jednak wcale nie przeszkadzało jej to gromić Omivala wzrokiem, w szczególności, gdy ze wszech stron otaczała ją woda...

Gdy po chwili wszystko nieco się uspokoiło i Anante mogła odetchnąć z cieniem ulgi, Lustro rozpoczął krótki monolog, stanowiący przekrój przez aktualny i obecny na najbliższą przyszłość stan polityczny Autonomii, który można było podsumować jednym, soczystym kurwa. Nawet ona, raczej kiepsko, o ile w ogóle obeznana z sytuacją wewnętrzną królestwa z racji trwającej prawie półwiecze absencji na jego terenach i towarzystwie w jakim się przeważnie obracała, dostrzegała w jak wielkie bagno właśnie wdepnęli, wraz ze śmiercią lorveniuszy. I mimo że w duchu prawie nie uśmiechała się na myśl, że zakon prawie przestał istnieć, to nadal wizja wojny nie była ani trochę bardziej atrakcyjna. Choć, z drugiej strony tak jak mówił Lustro, ani jemu, ani tym bardziej jej w tym momencie nie będzie brakło dobrze płatnej pracy. Nawet wyjątkowo dobrze, biorąc pod uwagę fakt, że piromanci nie rośli na każdym przydrożnym drzewie. O ile jednak wojna domowa i chaos jaki ze sobą niosła z jej perspektywy mógł być opłacalny, o tyle otwarty konflikt z imperium...Cóż, tak czy inaczej musiała dać sobie jakoś radę, prawda? A istniała pewna szansa że ostając z patriotami dłużej pożyje, niźli samemu. Oczy i uszy, huh? Mruknęła we własnych myślach, spoglądając z nutą podziwu i podejrzliwości na konającego na ich oczach elfa.

Westchnąwszy cicho, potrząsnęła płową czupryną, odgarniając parę kosmyków z oczu. Nigdy nie spotkałam równie twardego gnojka. I pech chciał że musiałam akurat jego zabić. Iskra szacunku wobec elfa przebiła się przez jej uśmiech, gdy znów wpiła oczy w jego postać, starając się nie skupiać na niej mimo wszystko zbytnio, by nie drażnić bardziej zbolałego żołądka. Kto by pomyślał, że poczuje coś takiego do swej ofiary, a co więcej do pewnego, mocno pokręconego stopnia zacznie ją lubić?

-Cóóż...nie sądziłam, ze akurat ty będziesz należeć do mężczyzn, którym szczególnie to przeszkadza.-wyszczerzyła się lekko, błysnąwszy przy tym bialutkimi kłami. Zdecydowanie nie była człowiekiem, a przynajmniej nie do końca i już od dłuższej chwili trudno było mieć co do tego jakiekolwiek wątpliwości. Nieco zalotna, a zarazem wyraźnie ironiczna nutka zakradła się do jej ciut ochrypłego głosu.-A ja zadbam o to, żeby się wtedy odpowiednio odwdzięczyć. W końcu żal byłoby przegapić okazję pracowania dla mrocznej skwarki.-mrugnąwszy doń spod złotej grzywki, z zaskakującym jak na tak małą i szczupłą osóbkę apetytem dobrała się do wydzielonej sobie części zapasów, okraszając skromny posiłek zdrową dawką mleka, byle trochę załagodzić zrodzone w nim szczypanie. Później zaś, już najedzona przysiadła przy jednym z wioseł, najwyraźniej z zamiarem pomocy komuś większemu i silniejszemu od siebie, by choć trochę się wybudzić.

Awatar użytkownika
Drasim
Posty: 521
Rejestracja: 08 gru 2013, 12:55
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2815

16 sie 2015, 13:44

Mroczny elf nie zamierzał ich dłużej więzić i zaczął rozcinać wszystkim więzy na nogach. Pominął tylko Somiriona, ale nie było w tym nic dziwnego. W końcu Drasim mógł stanąć na własne nogi co udało mu się z niewielkim trudem. Fizycznie nie czuł się najgorzej, ale mentalnie było znacznie gorzej, chociaż doszedł trochę do siebie. Wkrótce jego ręce zostały również uwolnione, jako jedynemu z grupy. Otrzymał zadanie zaprowadzenia na łódkę demona w ludzkiej skórze, co wcale mu się nie spodobało. Uzdrowiciel podszedł ostrożnie do Somiriona, mimo tego, że był on ledwo przytomny.

- Jeden ruch i nie żyjesz. - Syknął w jego stronę cyrulik i zabrał się do wypełnienia swojego przykrego obowiązku. Nie był zbytnio delikatny dla demona, zupełnie nie przejmował się tym, że ten się trochę poobija. Reszta podążyła za nimi i wkrótce wszyscy siedzieli na łódce. Lustro zajął miejsce obok uzdrowiciela, który swoim wprawnym okiem dostrzegł już wcześniej, że z długouchym jest coś nie tak. Drasim dostał nieco tępawy nóż i został poproszony o rozwiązanie pozostałych zwiadowców. Przez ułamek sekundy chciał zatopić ostrze w leżącym Somirionie, ale szybko zrezygnował z tego pomysłu. Zamiast tego przeszedł do uwolnienia pozostałych co czynił z pełną obojętnością. Jedynie przy Anante zatrzymał się na chwilę, patrząc jej krótko w oczy.

Po rozwiązaniu pozostałych, medyk usiadł z powrotem koło elfa. Jeszcze wcześniej na brzegu zupełnie zignorował mentalne wołanie smoczycy, wolał nikogo nie wpuszczać do swojego umysłu, przynajmniej na razie. Drasim bez emocji wysłuchiwał gadania Lustra, który podzielił się z nimi ułamkiem swojej historii. Koniec końców wyszło na to, że długouchy umierał i przed swoją śmiercią chciał podzielić się z nimi swoimi zasobami magicznych zabawek. Uzdrowicielowi dostał się proszek, którym ciemnoskóry uśpił całą drużynę. Przyjmując podarunek, Drasim skinął tylko głową i schował mieszek do swojej torby, którą zauważył wcześniej na łódce. Nie miał pojęcia dlaczego Lustro tak ochoczo rozdaje im magiczne rzeczy skoro teoretycznie liczyły się dla niego tylko pieniądze. Z Patriotami musiało łączyć go coś więcej niż tylko sakiewka.

Po rozdaniu „nagród”, Omival postanowił się wykąpać. Wariat. Las Wisielców musiał poprzestawiać mu całkiem klepki w głowie, ale Drasim nie dbał o to. Spojrzał tylko na brodacza jak na szaleńca, gdy mroczny elf powstrzymał niedoszłego samobójcę i odwrócił głowę, patrząc gdzieś w dal pustym wzrokiem, będąc jakby nieobecny. Mimo tego słuchał długouchego uważnie, ale jeszcze nie zdecydował co z tym zrobi. Nie robił żadnych planów, na razie chciał tylko dotrzeć do siedziby Patriotów.

- Mogę spróbować ci pomóc. - Mruknął Drasim do mrocznego elfa. Co prawda ten wcześniej wspominał o jakiejś klątwie, ale może medykowi akurat udałoby się złagodzić jej skutki. Przynajmniej tyle mógł zrobić dla kogoś, kto ocalił mu życie bo tak naprawdę było. Jeśli Lustro odrzuciłby propozycje uzdrowiciela, usiadłby do wioseł obok Anante, starając dostosować się do jej tempa, wcześniej posilając się trochę zapasami, które ciemnoskóry załatwił. Już siedząc wysłałby krótki mentalny sygnał do Roi, który zawierałby polecenie zostania w torbie i zapewnienie, że jest bezpiecznie. Obserwował mrocznego elfa, zastanawiając się czy zareaguje on w jakiś sposób.

- Wszystko w porządku? - Zapytał złotowłosą kobietę jakby od niechcenia, wiosłując powoli, starając się trzymać właściwy kurs. - Przepraszam za to uderzenie w lesie, musiałem działać szybko. - Dodał skruszonym tonem.

Awatar użytkownika
Darrian
Posty: 733
Rejestracja: 06 sty 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Oko i Powieka
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21226#21226

16 sie 2015, 15:18

Lustro pozostawał tak samo enigmatyczny jak zawsze, nawet balansując na krawędzi życia i śmierci. Po cholerę wysypał swoje przedmioty przed nimi, oznajmiając, że umiera i że już nie przyda mu się żaden z nich, skoro miał problem z ich próbami przywłaszczenia sobie niektórych? Przynajmniej mag umysłu uniknął nieco niewygodnej sytuacji, w której stałby obiektem reprymendy ich byłego przewodnika. W jego obecnym stanie ogólnego wyczerpania, otumanienia mieszanką usypiającą i echa zamieszania w głowie, pewnie tylko by się skulił pod karcącym tonem głosu kogoś mającego nad nimi przewagę a takich sytuacji lepiej było unikać. Coś mu mówiło, że nie widzi się ostatni raz z pasażerami łodzi i wypadało nie zostać zapamiętanym zbyt potulnie.

Dziwnych pomysłów maga wody ciąg dalszy. Nawet po wszystkim co się stało, Darrian musiał przyznać, że był zaskoczony wybrykiem kogoś kto chyba spośród nich najbardziej powinien rozumieć jak działa łódź unosząca się na wodzie i że takie oparcie swojej masy na jednym jej boku ryzykowało kąpielą dla wszystkich zebranych. Nie, żeby półelf narzekał na perspektywę kontaktu z wodą po wszystkim, co miało tego, albo nawet poprzedniego, dnia miejsce, ale biorąc pod uwagę osłabienie, które dokuczało chyba wszystkim, szybko mogło by się takie coś wymknąć spod kontroli. Tak szybko jak senność mu pozwalała, przesunął się w stronę przeciwległego boku łodzi, względem tego, z którego miał zamiar wyskoczyć amator kąpieli w ramach balansowania. Na szczęście, mroczny elf oczywiście zareagował na czas, ratując łódkę od fikołka. Dobrobyt samego Omivala średnio obchodził kończącego zmagać się z naramiennikiem mężczyznę, ale kiedy ten naraził ich wszystkich, mag umysłu był wdzięczny Lustru za jego reakcję.

Po próbie wymuszenia grupowej kąpieli, były przewodnik grupki zaczął opowiadać o sytuacji w Autonomii i groźbie wojny. Nie wszystkie wymienione imiona coś mówiły komuś tak mało zorientowanemu jak Darrian, ale dało się wyciągnąć z całości opowiadania, że Wolenvain miało przejebane i to konkretnie. Jeśli wewnętrzne konflikty za bardzo osłabią zdolności obrony tego kawałka świata, Imperium na pewno znajdzie kolejne stadko więźniów do wysłania na wojne a ostatnio to prawie wystarczyło, kiedy wszystko się jakotako trzymało w kupie. Wątpliwe było by ktokolwiek z obecnych na łodzi miał jakieś sentymenty związane z Lorveniuszami, ale nie dało się zaprzeczyć, że ich brak źle wróżył.

Z drugiej strony jednak, zanosiło się na sporo politycznych utarczek a półelf poniekąd swoimi działaniami w Lesie poniekąd wprosił się do organizacji, która na pewno będzie chciała pilnować tego zamieszania. Ktoś potrafiący czytać w myślach i wpływać na cudze decyzje był praktycznie bezcenny jeśli faktycznie dojdzie do tego o czym opowiadał Lustro. Stałe źródło zarobku, może nawet dach nad głową i ciepłe posiłki da się bez problemu wynegocjować w zamian za sztuki, które mógł zaoferować. Nie należał do osób, które czułyby jakieś więzi z miejsce, w którym przyszło mu przebywać, ale z jednej strony miał Imperium a z drugiej morze, za którym ponoć coś było, ale ni cholery nie miał jak go przepłynąć. Jeśli mógł jakoś przyłożyć rękę do utrzymania obronności Autonomii w jakimś akceptowalnym stanie, zrobi to chętnie, acz z innych pobudek niż większość Patriotów.

Znajdując motywację w perspektywie znalezienia stałego zajęcia, Darrian poczuł się trochę trzeźwiej, acz nadal nie dość dobrze by zacząć grzebać w swojej głowie, próbując ją uporządkować. W ramach utrzymania się w stanie przytomności, postanowił najpierw skupić się na dobraniu się do jakiejś części jedzenia, które tym razem wprost było oferowane przez Lustro. Była to też chyba jedna z nielicznych sytuacji, w których słabe piwo było lepsze od mocniejszego, aby nie pogarszać stanu rozkojarzenia płynącego ze zmęczenia.

Kiedy półelf mógł już przestać wsłuchiwać się w melodię wydawaną przez swój żołądek, postanowił się przydać do czegoś, acz ponownie z pobudek, którym było trochę daleko do troski o towarzyszy. Miał on bowiem zamiar zabrać się za wiosłowanie, acz bardziej myślał o sprawdzeniu funkcjonalności naramiennika niż czymkolwiek innym. Fakt, że przy okazji będzie robił coś przydatnego był akceptowalnym bonusem tej sytuacji.

Awatar użytkownika
Omival
Posty: 73
Rejestracja: 27 gru 2013, 22:00
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 43348566
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2832

19 sie 2015, 07:40

Prawdą jest, że Omival, choć zazwyczaj opanowany, w pobliżu wody zaczyna być nieco impulsywny, bowiem ma na jej punkcie niemałego bzika, nad którym panowanie niekiedy bywa niewielkim problemem, co potwierdziła sytuacja na łodzi. Ponadto racjonalne myślenie mógł utrudniać zachowany w umyśle ślad po niszczycielskiej demonicznej aurze. Zapewne pozostałości po narkotycznym proszku Lustra (i prawdopodobnie jadzie Roi) tudzież ogólne wycieńczenie również dawały o sobie znać, co potwierdzałby halucynacje, jakich doświadczył na plaży. Mag wody musiał się otrząsnąć, a chcąc nie chcąc pomógł mu w tym Lustro, chwytając go za ramię, a dokładniej ściskając poparzoną skórę, która zapiekła niemiłosiernie, otrzeźwiając rozum. Reprymenda elfa sprawiła, że jakoby namawiający Omivala do skoku szum morza, został całkowicie zlekceważony. Mężczyzna zrozumiał, iż mógłby zaszkodzić nie tylko sobie, ale też innym. Po jego niedoszłym wyczynie karcące, a wręcz nienawistne wzroki towarzyszy jeszcze bardziej sprowadziły go na ziemię, co zmusiło go do krótkiej refleksji, że czas najwyższy dwa razy zastanowić się nad swoim zachowaniem. Nie chciał nikogo do siebie zrażać, lecz najwyraźniej w jakimś stopniu to zrobił. Zdawało mu się również, że mimo przeżytego wspólnie piekła, relacje Patriotów były względem siebie obojętne, a nawet nieco negatywne, co zdołał odczuć na własnym przykładzie. Pojął, że nie łatwo będzie mu zdobyć przyjaciół w grupce, w której miał przyjemność (lub może nieprzyjemność) się znaleźć, a zatem zdecydował nie zdobywać przychylność na siłę, czas sam pokaże jak potoczą się ich losy. Uspokoiwszy się, siadł przy burcie.

Po niedługiej chwili Lustro ponownie zabrał głos, niestety słabo zorientowanemu w polityce Omivali niewiele udało się zrozumieć. Jednak skoro wszedł w szeregi Patriotów musiał się doinformować, a teraz nadarzył się na to dobry moment. Do Wolenvain było jeszcze szmat drogi, a na pokładzie znajdowała się najwyraźniej odpowiednia do tego zadania osoba, bowiem wiedza długoucha była imponująca, co kolejny raz poświadczyło, iż dowódcą nie zostaje byłe kto. Wystarczyło tylko usiąść przy wiosłach i pytać, ale zanim, priorytetem było zaspokojenie głodu. Pożywiwszy się chlebem i mlekiem Omival zasiadł przy wiośle. Może i nie miał zbyt wiele siły, ale zajął miejsce przy wiośle z lewej strony, morska aura miała na niego całkiem dobry wpływ, lecz mimo to, nie zamierzał się przemęczać i jeśli choć na chwilę osłabłby, zamierzał porzucić wiosłowanie. Tak czy inaczej przyszla pora na pytania.

– Niewiele wiem o polityce Autonomii jak i o samych Patriotach, liczę więc, że odpowiesz mi nieco na ten temat – zaczął nieco chwiejnym głosem. – Kim są wymienione przez ciebie osoby? Co to jest Konsorcjum oraz gdzie znajduje się Szronogórze i Ultran? A i jeszcze jedno – przełknął ślinę – co wspólnego z tym wszystkim mają Patrioci? – Fala pytań przemknęła przez łajbę. Omival miał ich więcej, ale na początek oczekiwał odpowiedzi przynajmniej na te.

Awatar użytkownika
Roia
Posty: 105
Rejestracja: 28 mar 2013, 14:31
GG: 18983323
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42275#42275

23 sie 2015, 15:34

Niecierpliwiła się i denerwowała. Bo dlaczego mag miałby nie móc jej odpowiedzieć? Coś tu nie grało, zdecydowanie. Przestała się wiercić w torbie i zaczęła nasłuchiwać. Nagle się zabujało, a gdy ostrożnie przytknęła łeb do otworu torby usłyszała też kroki na drewnianej nawierzchni, jakiekolwiek by one nie były. Poczuła też bujanie, silniejsze niż wcześniej, do którego po prostu musiała przywyknąć, gdy leżała tu od jakiegoś czasu. Chyba też... przysnęła?
Rozpoczęły się rozmowy, których słuchała bardzo uważnie. Uznała, że cyrulik jest zbyt zajęty by jej odpowiedzieć i dość szybko zapomniała o nim, porwana w wir słów, jakie usłyszała. Nie, żeby zrozumiała chociaż połowę, ale stwierdziła, że to wszystko warte jest usłyszenia. Zwłaszcza, że pojęła słowa mówiące o nadchodzącej śmierci Lustra, a potem, że nadchodzi coś Złego (skojarzenie z wojną), co może zawładnąć okolicą, a jednak Lustro to wyjdzie na dobre. Dlaczego? Zamrugała, starając się powstrzymać swój ogon od bujania się na prawo i lewo. Masa nazw własnych jednak pomieszała jej w głowie i sprowadziła intensywne myślenie na drogę do świata chaosu i nie-wiadomo-co-ze-sobą-zrobienia.
Z dezorientacji wyprowadziło ją krótkie zamieszanie na łodzi i oprzytomniała, kiedy nastąpiła krótka wymiana zdań między mrocznym i Anante, jak poznała po głosach. Dostała mentalną odpowiedź od cyrulika, która nie do ko końca do niej dotarła. Była już zbyt zaaferowana zapachem, jaki poczuła, a był dużo lepszy niż ten pochodzący z suszonego mięsa, którego kawałek ładnie obśliniła. I poczuła... rybę. Przez chwilę walczyła ze sobą, po czym wepchnęła pyszczek w między torbę a jej zamknięcie i wychyliła na zewnątrz. Wtedy dotarł do niej też swąd spalenizny i schowała nos. Ale Drasim uznał, że jest bezpiecznie, a taki smród musiał czuć. Postanowiła się jeszcze pochować, zgodnie z tym, co jej zalecił... Nie, to jednak było za trudne. Prześlizgnęła się pod zamknięciem torby i wręcz wypełzła na zewnątrz odwracając wzrok w stronę źródła zapachu. Wpierw zobaczyła Lustra z rybą w ręce. Pisnęła bardzo cichutko, warknęła i w dwóch susach schowała się za torbą. Wyjrzała znad niej. Chyba jako jedyna nie czuła za bardzo dyskomfortu wywołanego ostatnimi wydarzeniami i, jak zwykle, biła od niej nieopanowana energia. Wychyliła łepek znad torby i rozejrzała się po bokach, na chwilę zapominając o wszystkich tu obecnych, zapachu pysznej ryby i Lustra, który zupełnie jej nie pasował.
W oku błysnęła jej iskierka przerażenia, kiedy stwierdziła, że znajduje się wśród wód. Ale to przecież odważna smoczyca, prawda? No i dostrzegła ląd na horyzoncie, a sama potrafiła latać. I miała stały, twardy grunt pod łapami. Więc wszystko w porządku. Nikt nie panikował, więc gadzina uznała, że nie ma powodu do strachu. Na chwilę wskoczyła na jakiś pakunek obok sprawnie i szybko, na dodatek miękko lądując na łapkach. Rozłożyła i złożyła skrzydła, które jakby mogły zdrętwieć od siedzenia w torbie. Pazurki lekko wbiła, czy też oparła o materiał pod łapami i zamajtała ogonem, w geście poddenerwowania i poszukiwania równowagi. Spojrzała kolejno po wszystkich, na dłużej zatrzymując wzrok na Omivalu i Lustrze, szukając gestów, ruchów, świadczących, że zapewnienie cyrulika były kłamstwem. W każdej chwili gotowa była rozwinąć skrzydła i wzbić się do lotu, coby uciec. Po chwili, jeżeli nikt nie spłoszył gadziny, jak płoszy się ptaki na chodniku, zacznie wpatrywać się w Lustra, co rusz zerkając na jedzenie przy jego rękach.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3776
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

No Good Woman

26 lis 2015, 01:00

MG

Długowieczne istoty rozumiały się doskonale, jakby poza przyjętym w kontaktach międzyludzkich nurcie. Ich pojmowanie dostawało się w rejony niedostępne dla tych, którzy mieli tylko kilkadziesiąt lat na dokonanie czegoś ważnego w swoich marnych żywotach. Perspektywa istnienia dłużej, niż niektóre dynastie, dłużej, niż stoi Autonomia Wolenvain i dłużej, niż większość tego, czym przejmowali się ludzie dawała im możliwość zwrócenia swej uwagi poza doczesne zmartwienia. Miały setki lat na rozwijanie swojego charakteru, poznawanie świata i zawiązywanie przyjaźni. Gdy do zrozumienia tych faktów dochodził jeszcze podobny temperament, rozmowa dwóch takich istot musiała wyglądać dla krótkowiecznych śmiertelników zgoła abstrakcyjnie.

Tak właśnie porozumiewali się teraz Anante i Lustro, na poziomie jawiącym się innym subtelnie niczym telepatia. Lekkie spięcie mięśnia twarzy, mimowolny ruch, machinalny gest. Treści było w tym więcej, niż w konwersacji, która trwałaby godzinami. Przekaz oparty był na grze zmysłów, jednak jego doskonałość mogła dorównać najbardziej wyrafinowanym formom magii umysłu. Więź pomiędzy mrocznym elfem i tej, która go zamordowała była głębsza, niż wskazywałaby na to ich powierzchowność. Oboje dobrze kryli się za wybranymi przez siebie fasadami, nieprzenikalnymi dla oka, które nie miało przed sobą perspektywy oglądania jeszcze kilku stuleci.

Gdyby chwila tego połączenia trwała odrobinę dłużej, rozpłynęłaby się w śmieszność i fałsz, ale szczęściem odezwał się Omival, zabierając całą uwagę Lustra – a przynajmniej tak się wydawało. Spojrzał na brodatego maga wody ze zdumieniem, jakby nie dowierzał, jak ten mógł uchować się na tym świecie bez tego rodzaju wiedzy. Cóż, mierzył wedle własnej perspektywy, nie biorąc pod uwagę, że większość ludu Autonomii Wolenvain nie miała pojęcia o wielkiej polityce i o tym, co dzieje się poza granicami kraju. On się w tym wielkim świecie obracał przez cały czas. W końcu jednak podjął temat.

– Jakuren Gilbar, ale wszyscy wołają go po imieniu, bo lubi schodzić między ludzi – zaczął mówić Lustro, nie oddając opisywanym osobom należytego honoru przez odpowiednie przyimki, którymi każda z nich się hołubiła. – Namiestnik Derinu i ktoś, komu zaraz pęknie żyłka. Zabrali mu dużo ziemi, aby utworzyć nową prowincję z wielką przyszłością i utrzeć mu nosa, bo talentu do pomnażania potęgi odmówić mu nie można. Obsadzili tam Devonhilda Jamiga, marnego syna swego ojca, twardego górala, tworząc nowe namiestnictwo. Długo to nie pociągnie, bo jego stolica, Minaloit, jest w rękach krasnali, które przylazły nie wiadomo skąd i właściwie kupiły tę dziurę na oczach Jamiga. On sam skrył się w grodzie swego rodu, u podnóży Gór Ikrem, skąd śle listy z prośbą o pomoc na cały kraj. No i Dardem Rejrand, winowajca tego całego zamieszania i przyszły król. Był głównym pomysłodawcą utworzenia Konsorcjum i pompowania złota z Derinu na odbudowę Wolenvain. Oczywiście wszyscy w stołecznej temu przyklasnęli, zatem: wojna.

Gdy tak mówił, z torby Drasima wychynęła Roia, wyraźnie żebrząc o odrobinę jadła. Lustro, zrezygnowany, rzucił jej duży kawał wędzonej ryby.

– …A Szronogórze to przedmurze Północy, duże miasto na przecięciu ważnych szlaków. Imperium przejęło je całkiem niedawno i pozostawiło tam sporą swobodę. W jego strefę wpływów wchodzi Enbris, z którym bez przeszkód handluje Aldhal. Z tego, co słyszałem, po wojnie wiedzie im się nawet lepiej, mają mnóstwo roskvarskich rąk do pracy i chętnie przyjmują nowe.

Pchana siłą mięśni Drasima łódź pruła wartko przed siebie. Wioślarz miał szansę przemyślenia wszystkiego, co wydarzyło się w ostatnich dniach i poukładania sobie tego w głowie. Praca uspokajała go, wysiłek zmniejszał stres. Słuchał tego wszystkiego tylko na wyrywki, nieobecny duchem. Cała sytuacja z Lasu Wisielców zachwiała wewnętrznym światem spokojnego medyka, który po prostu musiał mieć chwilę czasu dla siebie. Darrian, choć chętny był do zmienienia Drasima, gdy ten się zmęczy, nie mógł liczyć na to, że nastąpi to szybko. Temu bowiem wiosłowanie przyszło nad wyraz łatwo.

Awatar użytkownika
Omival
Posty: 73
Rejestracja: 27 gru 2013, 22:00
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 43348566
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2832

28 lis 2015, 13:50

Czas płynie, łódka płynie, a na łódce zwiadowców grupa w bezkresnej morskiej krainie. Zadumani, jeszcze zmęczeni, lecz od demona uwolnieni, mkną w dal, do stolicy, między mury patriockiej kamiennicy. Fala za falą, drasimowych ruchów plątanina, cel wciąż daleko, horyzont go pomija. Wolna chwila, jak złoto, po cóż ją marnować? Milczenie trzeba przerwać i do obrad przystępować.

Lustro, dowódca, głowa zwiadowczej drużyny i zapewne jedna z najbardziej kompetentnych (jeśli chodzi o sprawy polityczne i nie tylko) osób, jakie było dane Omivalowi poznać. Zadane pytanie, nie stanowiło dla niego najmniejszego problemu, ale mimo wszystko mag wody czuł niedosyt. Nie zawsze ma się możliwość otrzymania tak rzetelnych informacji na tematy, które wprawdzie do tej pory były mu odległe, lecz teraz coraz bardziej istotne. W Aldhalu prze ucho przechodziły mu jedynie plotki wieśniaków, rzadziej kupców, których wiarygodności nie sposób było mu udowodnić i chociaż opinia Omivala na temat mrocznego elfa nie była jeszcze wyklarowana, to informacje wypływające z jego ust brzmiały jak najbardziej prawdzie.

– Czy możesz powiedzieć coś jeszcze na temat Jakurena? Dlaczego ten Rejrand chce zrobić na złość, tworząc nowe namiestnictwo, w ogóle co jest głównym powodem jego utworzenia, bo wizja wielkiej przyszłości, nie jest wydaje się być żadną gwarancją na sukces? I te karsnoludy… Weszły do miasta, a później od tak zagarnęły władzę i wszystko inne dla siebie? Są aż tak niebezpieczne, że Jamgi musiał uciec aż w Ikrem? Właściwie skoro wiadomo było, że się nie nadaje do władania czymkolwiek, to dlaczego go do tego powołano? – Omival sypał pytaniami. – A, wciąż nie odpowiedziałeś, jak w to wszystko wmieszani są Patrioci. Myślę, że skoro przed nami jeszcze daleka droga, to możesz dosyć głęboko rozwinąć temat – dodał na koniec.

Pozostało oczekiwać na dalsze odpowiedzi i starać się ułożyć wszystko w sensowną całość. Cała ta zawiłość, być może tylko prowizoryczna, niemało zainteresowała maga. Liczył, że Lustro wszystko wyjaśni i powie jeszcze więcej.

Awatar użytkownika
Darrian
Posty: 733
Rejestracja: 06 sty 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Oko i Powieka
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21226#21226

28 lis 2015, 17:01

Może gdyby Darrian nie był zajęty własną głową i ramieniem, zwróciłby uwagę na to jak Lustro wydawał się bezsłownie porozumiewać z ognistowłosą, gdyż było to w miarę ciekawe zjawisko, zwłaszcza dla kogoś, kto był na codzień zaangażowany w tworzenie zamieszania na liniach komunikacji pomiędzy innymi istotami, swoimi mentalnymi sztuczkami. Biorąc jednak pod uwagę okoliczności, prezentujące zarówno istotniejsze problem jak i rozwązanie jednego już powoli się starzejącej dolegliwości, sprawnie przykuwały uwagę maga do jego własnej osoby. Z racji, że uzdrowiciel pierwszy dobrał się do wioseł i nie zanosiło się, by się zmęczył w przeciągu najbliższych minut, nie pozostało mu nic jak tylko wypróbować swój nowy nabytek w inny sposób. Najchętniej spróbowałby zacisnąć swoją mniej sprawną dłoń na znajomej rękojeści, acz nawet jakby miał taką możliwość, pewnie taka próba wydawałaby się wszystkim dookoła podejżana i nie dosłaby do skutku, to trzeba było wymyślić coś innego. Na szczęście, własna masa ciała była wystarczającym rekwizytem dla pewnych ćwiczeń, acz zamiast zaczynać od czegoś co mogło się źle skończyć, miał najpierw zamiar ocenić zdolności swojej ręki, opierając ją obok siebie i powoli przenosząc na nią coraz większą część masy swojego ciała, jakby chciał po prostu wstać, lub przesunąć się z jej pomocą, zamierzajac zobaczyć kiedy zacznie odczuwać ból lub słabość, nawet z pomocą naramiennika. Oczywiście nie miał zamiaru przejść do pozycji stojącej w łodzi, sprawdzajac tylko ile da radę utrzymać wzmocnione zaklętym przedmiotem ramie. Nie trzeba byłoszczególnej wiedzy marynistycznej, aby wiedzieć, że wstawanie to kiepski pomysł, zwłasza, po wybryku Omivala.

Jakkolwiek próby Darriana się nie skończą, w końcu przyjdzie kolej maga wody na odezwanie się i zadanie pytania, które też chowało się gdzieś w zakamarkach myśli półelfa, acz nad którym miał zamiar się zastanawiać po wyspaniu się do porządku, tak jak i próbą znalezienia Rinej w odmętach swojej podświadomości.

Lustro był dobrze poinformowany, a przynajmniej lepiej niż banda losowych awanturników, do których bądź co bądź należał mag umysłu. Faktem było, że stronił od polityki tylko dlatego, że nie miał do niej jak dotąd żadnego dojścia. Ktoś o jego zdolnościach mógłby się odnaleźć wśród graczy na tej scenie, tak długo jak omijałby tych większych, którzy bez wątpienia mieli albo zabezpieczenia przed magią umysłu, albo po prostu magów, pilnujących by nikt nie próbował mącić ich pracodawcom w głowie.

Sytuacja opisywana przez mrocznego elfa nie brzmiała zbyt kolorowo, kiedy rzucił więcej kontekstu na nazwiska, którymi wcześniej operował. Nic co do politycznych utarczek nie było szczególnie zaskakujące. Na każdym szczeblu drabiny społecznej byli ci, którzy zabierali pieniądze i ci, od których je zabierano, w tym przypadku nie było inaczej, na nieszczęście Jakurena. Należało kwestionować pomysł kopania dołków pod kimś, kto z opisu miał spore poparcie ludu, ale odbudowa stolicy była niewątpliwie konieczna, więc to całe "Konsorcjum" musiało zdecydować, że ryzyko było warte zachodu. Ciekawostką, przynajmniej dla Darriana, była wzmianka o Imperium pozostawiającym jakieś swobody w niedawno podbitym obszarze, acz nie miało to na ten moment większej wartości, zwłaszcza, ze Lustro nie odpowiedział na najistotniejszą chyba w tej chwili częsć pytania Omivala. W sumie nie było w tym nic dziwnego, w końcu nie można było być pewnym, że jeśli ktoś zdecyduje się ulotnić po dobiciu do brzegu, nie zdecyduje się podzielić się planem Patriotów z kimś innym. Mag wody nie pozostał jednak cicho kiedy Darrian trawił opowieść i jej iplikacje, dorzucając kilka swoich pytań, które wcale nie byłytakie głupie, ba, sam by chetnie je zadał. Omival przyczepił też braku odpowiedzi na stanowisko Patriotów, ale półelf miał swoją własną teroię na ten temat.

- Stanowisko Patriotów wobec konfliktów wewnątrz Autonomii poznamy, kiedy oficjalnie znajdziemy się w ich szeregach, rozumiem? - Zabierze w końcu głos, po dłuższej chwili wsłuchiwania się w odpowiedź mrocznego elfa i kilku dodatkowych momentach na przetworzenie wszystkich faktów. Nie brzmiało to jak oskarżenie o odcinanie ich od informacji, wręcz przeciwnie, była w tym jakaś nuta zadowolenia z faktu, że Patrioci potrafią decydować o tym, komu co i kiedy mówić. Jeśli ta organizacja potrafiła zdobyć lojalność kogoś takiego jak Lustro, musiała być coś warta, a Darrian nie miał zamiaru sprzymieżać się z przegranymi, na co się w tej chwili nie zanosiło.

Awatar użytkownika
Anante
Posty: 187
Rejestracja: 30 gru 2013, 10:08
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 47821741
Karta Postaci: viewtopic.php?p=46352#46352

29 lis 2015, 00:36

Na moment spojrzenie półdemonicy spoczęło na zielonookim uzdrowicielu, leniwie przesuwając się po jego sylwetce, by w końcu z czymś na kształt zainteresowania czającym się w swej głębi spocząć na jego twarzy. Ich barwa znów się zmieniła; prawie niepostrzeżenie skupiając się i rozrzedzając, w niezwykłym, hipnotyzującym wręcz wirze, gdy niedawna czerwień i złoto, przemieniły się w spokojną zieleń i brąz, podszytą pierścieniem srebra, na samym skraju. Blady uśmiech zatańczył na jej drobnych ustach, gdy niedbałym gestem odgarnęła sprzed oczu niesforne kosmyki złotych włosów, zagarniając je delikatnie za krawędź swego ucha. Przy tobie zdawać się może, że wcale nie byłam w tym samym lesie, co? Kącik jej ust uniósł się nieco ku górze, gdy na tyle przywykła do miarowego kołysania łodzi, by nie panikować już tak bardzo, gdy ta przechylała się z boku na bok.

-Tak, jakoś... daję sobie radę.- jej głos zabrzmiał szczerze; może nie lekko, czy szczęśliwie ale po prostu spokojnie. Jakby powolutku zaczynała już układać sobie w głowie obrazy kolejnej, małej Czeluści w swym życiu, która właśnie dobiegła końca. W samą porę zresztą by ustąpić następnemu.- Sama bym się w nim uderzyła, gdybym tylko stała na twoim miejscu. -parsknęła cicho, kręcąc głową jakby coś ją w tej chwili rozbawiło.- Nie ważne ile razy sparzę sobie palce w ogniu i tak będę je w niego pchać. A pomyślałby kto, że powinnam zmądrzeć już po takim czasie, założyć rodzinie, wychować dzieci...-złotowłosa potrząsnęła żywo głową, przyglądając się jeszcze chwilę uzdrowicielowi, z czymś na kształt troski, albo współczucia.- Bardziej niepokoi mnie, czy ty czujesz się dobrze. Sporo się działo i...-wzruszyła ramionami, nawet nie kończąc swych słów. Nie było takiej potrzeby, w końcu wszyscy z nich wiedzieli co miała na myśli i skąd wyciągnął ich prawie martwy elf.

Tymczasem sam zainteresowany wtrącił się w rozmowę, przenosząc ją na znacznie odmienny i bardziej abstrakcyjny poziom. Choć w żadnym razie aparycja Anante nie zdawała się o tym świadczyć, to pewnie znalazło by się całkiem sporo, spośród długouchego ludu, z którymi mogłaby konkurować na liczbę przeżytych wiosen. Sama już zresztą dawno postradała w tym rachubę, nieszczególnie zainteresowana rachowaniem kolejnych, upływających leniwie lat swego żywota. Nie była elfką; nie myślała jak one, ale mimo to z czasem nauczyła się dzielić z długowieczną rasą jej niezwykłe spojrzenie na świat. Stateczne, miarowe; chciałoby się wręcz rzec pasywne. Nieludzko cierpliwie w swych dążeniach. Nabywała wprawy w wielu aspektach, osiągając ich kolejne szczyty, albo potykając się i sromotnie spadając, by na nowo podjąć żmudną wędrówkę. Teraz jednak, czy to przez krzywy uśmiech losu, czy paskudny humor jakiegoś bóstwa dane jej było zabić jedną z niewielu istot, o podobnym sobie temperamencie. Kogoś z kim do wymiany całych zdań i myśli starczyło jej ledwie parę gestów; krótki pomruk, skinienie i rzucone mimochodem słowo. Coś, co pewnie dla otaczających ją osób wyglądało dziwnie, czy wręcz komicznie, dla niej było bardziej zajmujące niż wszystko inne wokół. Zupełnie zapamiętała się w tym, na krótką chwilę zapominając o tym, jak wiele wody ją otacza i dokąd płyną. Niczym w szermierczym pojedynku, wymieniała się kolejnymi znakami, z równą elfowi precyzją bawiąc się mową ciała, mimiką i słowem. Grała zmysłami, starając się go poznać; może nie zbliżyć, ale dowiedzieć czegoś o niezwykłym łotrze, który wyciągnął ich z zadupia Czeluści.

W końcu jednak, nim wszystko zeszło na manowce, odezwał się Omival, skupiając na sobie, przynajmniej na pozór uwagę mrocznego elfa, zająwszy go swym pytaniem. Bynajmniej zresztą nie takim głupim, choć na ile dane jej było to wyczuć, dosyć zaskakującym dla ciemnoskórego, który najwidoczniej od wielu lat obracał się pośród wyższych sfer i wielkiej polityki, przynajmniej w skali ich małego światka. Podobno widzimy tylko tyle, ile chcemy... Ciekawe jak świat wygląda w takim razie z twojej perspektywy. Półdemonica westchnęła cicho, przysłuchując się jego odpowiedzi i co jakiś czas zerkając niepewnie w stronę wiosłujących i resztek kompanii. Nowe namiestnictwo... Wszyscy chyba poupadali tutaj na głowę, przez ostatnie czterdzieści lat. Szlachta jak zwykle musi się powykrwawiać dla jakieś śmiesznej idei. Ciekawe czy i tym razem znajdą jakiś powód do pogromu nie ludzi? Mała czarodziejka zagryzła lekko dolną wargę, odsłaniając jeden z zdecydowanie za długich kiełków, gdy jej oczy zmrużyły się lekko.

-Brzmi to trochę tak, jak gdyby wszyscy od początku do końca do niej dążyli. Naprawdę ze długo był pokój? Chociaż... ja akurat nie powinnam narzekać.-uśmiechnęła się kąśliwie, chwytając pajdę chleba i kawał mięsiwa, by zacząć rzuć je leniwie, zerkając z rozbawieniem na Omivala.-Krasnoludy są przede wszystkim nieziemsko uparte Omivalu. Słowne i... przebiegłe. Mam wrażenie że biedny Jamig do ostatniej chwili myślał, że ma nad wszystkim kontrolę zanim było za późno. Albo... podziałała stara, krasnoludzka perswazja.-wyszczerzyła się lekko, odsłaniając białe ząbki, gdy pośród wspomnień zatańczyły jej obrazy jej dawnych, brodatych kompanów, z którymi spędziła sporą część swej młodości.-Nic nigdy nie dzieje się tak o. Zawsze jest jakaś przyczyna i skutek. Musiały mieć swój interes by zawładnąć miastem. Krasnoludy są bardzo praktyczne, wiesz... rzadko marnują na coś środki i czas, jeśli nie widzą w tym celu. I jeśli dobrze myślę, to obaj panowie po prostu dążą do wojny, a przynajmniej otwartego konfliktu. Derin chyba nigdy nie kochało się zbytnio ze stolicą, a jeśli dobrze pamiętam plotki trochę... zignorowało swoje powinności, w trakcie jednej z ostatnich wojen.-spojrzała na Lustro, jakby szukając u niego potwierdzenia. Tak czy inaczej prawie nie westchnęła, słysząc bliźniacze pytanie Darriana i wodnego maga. Czy to naprawdę nie oczywiste? Patrioci służą stolicy, a stolicą opiekuje się potencjalny król i jego Konsorcjum, które szczerze nie znosi Derinu i chce z niego wycisnąć co się da. Więc... chyba wiem już u kogo muszę szukać zatrudnienia. Przechyliwszy się naprawdę nieznacznie pochwyciła jeszcze kawałek sera i wsparłszy łokcie o kolana zaczęła przysłuchiwać się dalszej części rozmowy.

Awatar użytkownika
Drasim
Posty: 521
Rejestracja: 08 gru 2013, 12:55
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2815

29 lis 2015, 16:43

Rozmowa, którą prowadzili zwiadowcy zupełnie nie obchodziła Drasima. Słuchał jednym uchem słów mrocznego elfa, skupiając się bardziej na wiosłowaniu, niż na przetwarzaniu tych wszystkich informacji. Polityka nie interesowała go w najmniejszym stopniu, nie było to zajęcie dla niego. W końcu nie był człowiekiem, więc o sukcesach politycznych mógł całkiem zapomnieć. Miał tylko nadzieję, że Patrioci potrzebowali jakiegoś medyka, który pracowałby gdzieś zdala od walki. Ta jedna przygoda wystarczy mu na co najmniej dwadzieścia lat albo i na dłużej.

Wiosłowanie uspokajało uzdrowiciela, pozwalało mu też odciągnąć nieco myśli od wydarzeń w lesie. Nie męczył się zbytnio, w końcu był przyzwyczajony do fizycznej pracy, więc ułomkiem nie był. Raczej niechętnie podszedłby do zmienienia się z kimś, chyba że zostałby bardzo wyraźnie o to poproszony.

Lustro zupełnie zignorował propozycje, którą złożył mu medyk. Może nie dosłyszał, Drasim jednak miał to gdzieś. Pewnie wzruszyłby ramionami, gdyby nie był zajęty wiosłowaniem. Większą uwagę skupił na Anante, która zlustrowała go dokładnie wzrokiem. Uzdrowiciela fascynowały jej zmieniające barwę oczy, które musiały odzwierciedlać emocje. Wszystkich kolorów nie zdołał jeszcze rozgryźć, ale po dłuższym przebywaniu z nią pewnie byłby w stanie to zrobić. W jego oczach można było dostrzec jedynie znużenie i może czający się gdzieś głęboko strach. Już nigdy raczej nie będzie tak samo jak kiedyś. Wizje, które zostały zesłane na niego w lesie będą nawiedzać go już do końca życia. Słowa o założeniu rodziny nieco go rozbawiły i na jego twarzy zagościł przez chwilę uśmiech, następne pytanie jednak go zgasiło.

- Jakoś się trzymam. - Odparł krótko, ale te słowa nie były prawdziwe do końca. - Wydarzenia, które miały miejsce w Lesie Wisielców pozostawią trwały ślad. - Powiedział po krótkiej chwili i zamilknął, nie miał już nic więcej do dodania. Nie był typem, który mówi otwarcie o swoich uczuciach, chyba że zaufanej osobie, ale w jego życiu taka się jeszcze nie pojawiła, przynajmniej na razie.

Wróć do „Aldhal”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 12 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 12 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52162
Liczba tematów: 2971
Liczba użytkowników: 1044
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Haarum Kebb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.