Szynk "Pod Różą"

To rybackie miasteczko nie jest duże, ale jako jedyne ma bezpośredni dostęp do morza. Wszyscy tutaj żyją z rybactwa, utrzymując tym samym mocną pozycję w Związku Miast Wschodnich. </p>

Moderator: MG

Awatar użytkownika
Niniel
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut. 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

Szynk "Pod Różą"

19 lis. 2011, 14:31

Szynk "Pod Różą"

Obrazek

Obrazek
Szynk Pod Różą był kiedyś prowadzony przez młodą i piękną dziewczynę o tym imieniu, lata jednak mijały, ona stawała się coraz bardziej zniedołężniała na starość, aż w końcu oddała przybytek swojemu synowi. Teraz i ten jest dorosły, ale nadal prowadzi szynk według zamysłu swojej matki. Pięćdziesięcioletni i barczysty mężczyzna, o szpakowatej brodzie, nie pozwala na żadne bójki "Pod Różą". Ale do tych i tak rzadko wśród rybaków dochodzi, głównie dlatego, że po długim dniu pracy nie mieli już siły się o nic spierać. Chodzili do Róży zazwyczaj wtedy, kiedy kłócili się ze swoimi żonami i woleli uciec to towarzystwa swoich kolegów. Zresztą potrawy w tym lokaju gotowane przez piękne podlotki były zawsze wyśmienite. No i te spojrzenia młodych dziewczyn… Żaden rybak nie potrafił sobie więc odmówić wieczoru w tym miejscu o ile ktoś go do niego zaprosił.
Szynk Pod Różą jest malutkim budynkiem, do którego też niewiele osób się mieści. Na dolnym piętrze umieszczona jest niewielka sala jadalna oraz bar, zrobiony z jasnego i mocnego drewna. Inne meble były charakterystycznie proste ale solidnie wykonane, na ziemi zaś leżał dywan o miękkiej czerwonej i niebieskiej nici, będący wspólnym dziełem paru kobiet z wioski.
Na górnym piętrze, do którego prowadzą schody od razu po prawej od wejścia, umieszczone zostały dwa rzadko używane dwuosobowe i jeden jednoosobowy pokój dla przejezdnych. Tak jak i sam przytułek nie są one duże, ale charakteryzują się tym samym, co sala jadalna – czystością i porządkiem. Za to trzeba naturalnie zapłacić, jednak lepiej dodać trochę groszy, niż zostać obudzonym przez karalucha pod poduszką.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Sarl
Posty: 628
Rejestracja: 26 kwie. 2012, 12:27
GG: 23912838
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27349#27349

27 sty. 2013, 00:21

– Miałem na myśli powody tych właśnie… mało przyjemnych wydarzeń – powiedział fechmistrz, krzyżując ręce na piersi. – Zresztą, walić to, nie będę drążyć tematu.
Zleceniodawca okazał się uczciwy – nawet mimo nieoczekiwanych trudności i generalnego fiaska zadania zobowiązał się uregulować należność. W sumie i tak zapłata się należała. Gdyby handlarz zdecydował się nie najmować ludzi, miałby problem.
Pokiwał głową, obdarzając go aprobującym wzrokiem, gdy oddalił się, pozostawiając go samotnie na pokładzie. Fechmistrz wszedł na kubryk, znajdujący się na rufie i stamtąd obserwował, jak odpływają z wielkiego statku-miasta; jak Artega staje się coraz mniejsza w miarę jak oddalali się w stronę Aldhal. Wyglądało na to, że podróż trochę potrwa – miał okoliczność, by odpocząć i przemyśleć pewne sprawy. Zrzucił na stojącą obok ławkę dotychczas przewieszony przez ramię płaszcz, zdjął zbroję i rozpiął koszulę, pozwalając by wiejący mu w twarz wiatr nieco go ochłodził. Niedługo później poczuł zimno, ale nie zwracał na to uwagi; pozwalał, by chłód otrzeźwił go i oczyścił umysł z niedawnych przeżyć.
Nie miał pełnej kontroli nad swoim umysłem, nie ulegało to wątpliwości. Jakkolwiek próbował, często nie udawało mu się wyrzucić czegoś natarczywego z głowy, szczególnie gdy było coś wyjątkowo irytującego lub istotnego. To była część jego umysłowości – zamiast wyciszyć się i próbować zapomnieć, nakręcał się jeszcze bardziej rozgrywając całą sytuację w myślach od samego początku, drażniąc sam siebie wspomnieniami własnej irytacji, zmieniając bieg wydarzeń. Nie potrafił nad tym zapanować. To właśnie dlatego tak często sięgał po alkohol – by uciszyć te głosy, zaciemnić obrazy, wypaczyć twarze, zanurzyć się w mroku. Czasami tak bardzo nienawidził samego siebie, tej melancholijnej, wrażliwszej części siebie. Nawet mimo jego emocjonalnej i uczuciowej degeneracji wciąż, nieraz, odzywały się w nim resztki dawnych wspomnień i uczuć. Ktoś, komu naprawdę by na tym zależało, mógłby go odmienić. Nikogo takiego jednak nie było; już dawno przestał w jakikolwiek sposób wierzyć w szczerość ludzi lub ufać komukolwiek.
Znów zaczął zastanawiać się nad własnym życiem. Po raz kolejny docierało do niego, jak bardzo jego żywot jest ponury i pozbawiony jakichkolwiek pragnień. Do wszystkiego podchodził z nieubłaganym, cynicznym pragmatyzmem – nawet do swego własnego życia. Nie bał się śmierci w żadnej mierze – i to nie był jedyne wpływ kultury jego narodu. Stracił szacunek do cudzego życia, co pozwalało mu odbierać je bez emocji, ale również i do własnego. Jedynym, co trzymało go przy życiu, to egzystencjalne samodoskonalenie; miał świadomość, że to, co posiada teraz nie jest wszystkim, co może jeszcze osiągnąć. Miał też świadomość własnej niedoskonałości, również czysto egzystencjalnej. By uspokoić sam siebie, wszystko, co negatywne – a tego nie brakowało – zrzucał na karb osamotnienia i braku wewnętrznej równowagi.
Puszczenie myśli własnym pędem nie było dobrym pomysłem. Któraś z jego myśli musiała poruszyć jakąś czułą strunę – nieliczną z pozostałych. Znów zaczął myśleć o Ves; przypomniał sobie, że coś w nim drgnęło, gdy zobaczył jak zostaje ogłuszona. Idiotyczne poczucie winy, które go wtedy ogarnęło – wtargnęło, w jakiś sposób przebijając się przez szał bitewny – przekuł w gniew, z jakim zaatakował sprawcę. Żyła jednak, nic wielkiego jej się nie stało, ale właśnie to wydarzenie, i to, co wtedy poczuł, zmusiło go do refleksji na ten temat. Nie był lubiany przez ludzi. Szczerość, brutalna i czasami nawet zbyt ostra nie nastawiała nikogo pozytywnie. Sam również rzadko kogokolwiek do siebie dopuszczał, zbywając pytania na temat jego samego, jakby bał się otworzenia przed inną osobą. Zdarzało mu się towarzyszyć komuś w podróży, zwykle jednak chodziło o zlecenie lub sprawy biznesowe, jak i było przed paroma godzinami. Z Ves było jednak zupełnie inaczej. Pozostała przy nim przez długi czas – pół roku – a sam powiedział jej więcej niż kiedykolwiek. Nie spodziewał się po sobie, że może to być tak łatwe. Co również było nie w jego stylu, z własnej inicjatywy zaczał uczyć ją walczyć i przekazał jej to, czego sam dowiadywał się stopniowo w latach swojej młodości. Dlaczego to zrobił? Jaki ona miała wpływ na niego?
Nie wiedział. Nigdy nie zapytał o to, co myśli na jego temat. Czy naprawdę go to nie obchodziło, czy po prostu się bał?
Musiał przyznać sam przed sobą, że nie traktował jej obojętnie. Zorientował się, że podobała mu się zarówno z wyglądu, jak i charakteru. Wprawdzie nie była tak niewinna i delikatna, które to cechy tak bardzo ujmowały go u kobiet (nawet przed sobą nie chciał przyznawać się do swoich marzeń w tym kierunku), ale wydawała się samotna, podobnie jak i on. Mimo tego, przez ten długi czas nie poczynił żadnego kroku w tym kierunku. Nawet nie spróbował poznać jej bliżej, jak gdyby bał się niedyskrecji czy uznania za natarczywego. Zapewne uznała to za brak zainteresowania z jego strony, co jeszcze bardziej pogarszało sprawę. Jakakolwiek jednak była prawda, pogodził się już z faktami.
Podróż powrotna trwała dużo krócej, niż poprzednio. Zapewne było to zasługą wiatru, który gnał statek znacznie szybciej w stronę Aldhal. Spędził tę podróż w samotności – spędzając noce pod pokładem, a dnie zwykle na zewnątrz, unikając towarzystwa. Tym razem ograniczył się do uzgadniania z samym sobą własnych planów co do przedsięwzięcia, które miał zamiar rozpocząć. Nudził się, nie było czego ukrywać. Nawet gdy jest się nad czym zastanawiać, na dłuższą metę to staje się nużące, toteż ze skrywaną radością powitał widok lądu.
Był zaskoczony zapłatą, bo otrzymał suwerena, co było znaczną sumą, wziąwszy pod uwagę porażkę misji. Mimo dużej ilości straconego czasu i generalnych komplikacji gra okazała się warta świeczki. Przez czas podróży Ves doszła do siebie; na razie zajęli miejsce tam, gdzie poprzednio – w barze "Pod różą". Pierwszym, co zrobił po przybyciu było wzięcie porządnej kąpieli. Z racji niesprzyjającej pogody musiał zrezygnować z morza. Był zbyt wypompowany, by samemu nosić wodę wiadrami i później ją grzać, toteż przekonał do tego karczmarza odpowiednią, acz niedużą sumą. W międzyczasie oddał swoje ubranie do wyprania, a po wszystkim z wdziękiem wylał całą wodę przez okno, rozejrzawszy się uprzednio. Na statku nie zdołał należycie wypocząć; poczuł się zmęczony, więc nie pozostało mu już nic oprócz twardego snu.
Wstał wyjątkowo wcześnie – słońce stało jeszcze bardzo nisko nad horyzontem. Nie leżał zbyt długo w łóżku, gdy tylko się rozbudził, wstał i porozciągał się, by odpędzić od siebie resztki snu. Ubrania, wywieszone wczoraj nad kominkiem zdążyły wyschnąć przez noc, toteż włożył je na siebie, rozkoszując się świeżym strojem. Opuścił swój pokój i zszedł na dół na jak zwykle obfite śniadanie. Później przyszedł czas, by zrobić coś, co postanowił już wczoraj. Skierował się do pokoju Ves, wchodząc po schodach w ciszy, nie chcąc zwracać na siebie uwagi. Powoli nacisnął klamkę; okazało się, że drzwi są otwarte. Zajrzał przez szczelinę uchylonych drzwi i zobaczył ją, śpiącą, toteż wślizgnął się do środka.
Stał pośrodku pokoju kilka minut, przyglądając się jej twarzy, wyglądającej jeszcze piękniej, gdy spała. W końcu, zdecydował się ruszyć. Mógłby stać tak bez końca, pogrążony w rozmyślaniach. Myślał wcześniej, by zostawić jej jakiś list, ale zrezygnował z tego. Zamiast tego wyjął z kieszeni suwerena, którego otrzymał za wykonanie zadania. Poczuł wyraźną potrzebę, by pozostawić jej tę sumę, dla niego nie było to wiele, a wiedział, że nie ma pieniędzy. Położył monetę na stoliku, po raz ostatni spojrzał na nią i wyszedł.
Niedługo później był już w drodze i gorączkowo starał się wyrzucić z głowy jej obraz, który utkwił mu w pamięci.

z/t

Wróć do „Aldhal”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 4 użytkowników online: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 4 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 51999
Liczba tematów: 2961
Liczba użytkowników: 1035
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: izka
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.