Szynk "Pod Różą"

To rybackie miasteczko nie jest duże, ale jako jedyne ma bezpośredni dostęp do morza. Wszyscy tutaj żyją z rybactwa, utrzymując tym samym mocną pozycję w Związku Miast Wschodnich. </p>
Awatar użytkownika
Niniel
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

Szynk "Pod Różą"

19 lis 2011, 14:31

Szynk "Pod Różą"

Obrazek

Obrazek
Szynk Pod Różą był kiedyś prowadzony przez młodą i piękną dziewczynę o tym imieniu, lata jednak mijały, ona stawała się coraz bardziej zniedołężniała na starość, aż w końcu oddała przybytek swojemu synowi. Teraz i ten jest dorosły, ale nadal prowadzi szynk według zamysłu swojej matki. Pięćdziesięcioletni i barczysty mężczyzna, o szpakowatej brodzie, nie pozwala na żadne bójki "Pod Różą". Ale do tych i tak rzadko wśród rybaków dochodzi, głównie dlatego, że po długim dniu pracy nie mieli już siły się o nic spierać. Chodzili do Róży zazwyczaj wtedy, kiedy kłócili się ze swoimi żonami i woleli uciec to towarzystwa swoich kolegów. Zresztą potrawy w tym lokaju gotowane przez piękne podlotki były zawsze wyśmienite. No i te spojrzenia młodych dziewczyn… Żaden rybak nie potrafił sobie więc odmówić wieczoru w tym miejscu o ile ktoś go do niego zaprosił.
Szynk Pod Różą jest malutkim budynkiem, do którego też niewiele osób się mieści. Na dolnym piętrze umieszczona jest niewielka sala jadalna oraz bar, zrobiony z jasnego i mocnego drewna. Inne meble były charakterystycznie proste ale solidnie wykonane, na ziemi zaś leżał dywan o miękkiej czerwonej i niebieskiej nici, będący wspólnym dziełem paru kobiet z wioski.
Na górnym piętrze, do którego prowadzą schody od razu po prawej od wejścia, umieszczone zostały dwa rzadko używane dwuosobowe i jeden jednoosobowy pokój dla przejezdnych. Tak jak i sam przytułek nie są one duże, ale charakteryzują się tym samym, co sala jadalna – czystością i porządkiem. Za to trzeba naturalnie zapłacić, jednak lepiej dodać trochę groszy, niż zostać obudzonym przez karalucha pod poduszką.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Etahel
Posty: 11
Rejestracja: 22 kwie 2012, 14:32
GG: 11371240
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1818

25 kwie 2012, 19:55

Etahel z wyraźnym wysiłkiem oparł się o drzwi, które pod jego naporem, otworzyły się powoli. Nie był to najlepszy dzień, dla młodego elfa. Pomimo wielodniowego tropienia, nie udało mu się odnaleźć człowieka, za którego miał odebrać nagrodę. Dodatkowo zapuścił się tak daleko, że już dzisiaj nie był w stanie wrócić do Wolenvain. Zmuszony był zatrzymać się w Aldhal. Do gospody dotarł na krótko przed zmrokiem, a więc w czasie, w którym miejsce to zaczęło się już wypełniać ludźmi. Etahel wszedł nieśpiesznie do środka i obrzucił pomieszczenie badawczym spojrzeniem. Nie było ono wielkie. Można wręcz rzec, że całkiem małe, biorąc pod uwagę realia typowych barów. W środku było już paru ludzi, radośnie śmiejących się przy piwie. Elf fuknął niezadowolony. Wolałby nie musieć znosić obecności innych ras, ale najwyraźniej nie miał wyboru. Wyprostował się dumnie i podszedł do baru. Rozejrzał się za jakimiś wykwintnymi trunkami, lecz i tu doznał zawodu. Gospoda oferowała jedynie zwyczajne, ciemne piwo i wątpliwej jakości wino. Mężczyzna westchnął niezadowolony. Zazwyczaj rzuciłby jakąś kąśliwą uwagą, na temat jakości świadczonych w owym miejscu usług, ale nie miał już dziś na to siły. Dlatego też zrezygnowany, zamówił kufel piwa. Barman patrzył na niego podejrzliwie, ale elfa w ogóle to nie obchodziło, tak długo, jak tamten mu nie przeszkadzał. Etahel wbił swój wzrok w sufit, racząc się napojem.
Awatar użytkownika
Cztery Kroki
Posty: 28
Rejestracja: 17 kwie 2012, 16:05
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1810

25 kwie 2012, 20:45

Atmosfera w karczmie wykazywała pewną nerwowość w swojej wesołości. Spojrzenia bywalców od czasu do czasu uciekały w stronę schodów prowadzących do pokojów na górze. Co jakiś czas wymieniano też przytłumione, szeptane uwagi. I nagle stało się coś dziwnego.
Z kuchni wyszedł niski, przysadzisty kuchcik. Z poważną miną klepnął karczmarza w ramię i powiedział coś. Ten skinął głową i odchrząknął.
– Zamówienie gotowe – powiedział w stronę karczemnej dziewki.
Ta zbladła. Broda jej zadrżała, a oczy zeszkliły się lekko. Spojrzała na wejście do kuchni jak na wrota piekieł. Najwyraźniej z jakiegoś powodu dostarczenie tego zamówienia wiązało się dla niej z poważnym lękiem, jakby sama miała stać się jednym z dań.
Karczmarz spojrzał na nią z zafrasowaną miną, po czym westchnął i poklepał ją po ramieniu.
– Ciężkie jest. Sam zaniosę.
Te słowa zdawały się przynieść dziewczynie niewysłowioną ulgę. Skinęła energicznie głową i otarła nos, wpatrując się w podłogę.
Tymczasem karczmarz wszedł do kuchni i wyszedł ze sporym garnkiem zawierającym – jeżeli wierzyć zapachowi – sporą ilość pieczonego mięsa z przyprawami. Garnek rzeczywiście wyglądał na ciężki i karczmarz ostrożnie niósł go w stronę schodów, odprowadzany spojrzeniami gości. W lokalu zapanowała cisza, a wszystkie oczy wbiły się w niosącego owo osobliwe zamówienie mężczyznę. Wszedł on powoli na górę, ostrożnie stawiając kroki by się nie wywrócić. Nastąpiła cisza. W tej chwili można by upuścić szpilkę i usłyszeć jak uderza o deski podłogi. Spojrzenia niemal wypalały dziurę w schodach prowadzących na piętro.
Wrażenie popsuło nieco pierdnięcie jednego z miejscowych. Cóż, nie można mieć wszystkiego.
I nagle na schodach znów pojawił się karczmarz, tym razem z pustymi rękami. Nieco bledszy, ale wyraźnie napięcie z niego opadło. Rozległ się szelest oddechów, które grupa ludzi przestała nagle wstrzymywać. Wszyscy wrócili do swoich zajęć, a karczmarz stanął za barem i nalał sobie kieliszek czegoś mocniejszego.
Awatar użytkownika
Skyra
Posty: 13
Rejestracja: 21 kwie 2012, 20:49
GG: 35334481
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1817

25 kwie 2012, 21:59

W samym brzegu karczmy siedziała wysoka postać, odziana w niebieską szatę z kapturem. Wędrowała cały dzień niosąc pomoc wszelkiego rodzaju istotom napotkanym po drodze. Była więc naprawdę zmęczona, gdy ujrzała zarys karczmy. Natchniona nową siłą przyspieszyła kroku by się w niej znaleźć. By móc ogrzać się w ciepełku. To nie były jeszcze godziny szczytu, więc weszła do karczmy prawie niezauważona. Tylko karczmarz przez chwilę przyglądał się jej z mieszaniną zaciekawienia i niepewności. Skyra zamówiła kufel piwa i usiadła w najbardziej odległym kącie karczmy. Swoim zwyczajem nie zdjęła kaptura. Karczmarz po chwili stracił zainteresowanie nowo przybyłą i zaczął przygotowywać się na prawdziwą klientelę. Skyra korzystając z tego stanu rzeczy rozsiadła się wygodniej i czekała. Niedługo potem do karczmy przybyli pierwsi bywalcy. Nikt jej nie zauważał i to jej pasowało. Ale ona obserwowała wszystkich. Zaobserwowała także dziwne zachowanie dziewczyny mającej zanieść posiłek na piętro. Zastanowiło ją to. Uznała jednak, że poczeka na dogodniejszy moment.
Awatar użytkownika
Etahel
Posty: 11
Rejestracja: 22 kwie 2012, 14:32
GG: 11371240
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1818

25 kwie 2012, 23:29

Etahel sączył niespiesznie piwo, które tak naprawdę niezbyt mu smakowało. Westchnął. Bywając w ekskluzywnych karczmach, przyzwyczaił się do wykwintnych trunków i ciężko mu było przełknąć ten średniej jakości napój. Cóż, na to jednak nie było rady, a lepszy rydz niż nic.
W ogóle nie zwrócił uwagi na dziwne zachowanie kelnerki. Nie obchodził go nikt, z będących aktualnie w gospodzie. Znudzony, jednak, zaczął się przyglądać obecnym ludziom. To nie było tak, że go interesowali. Po prostu chciał zawiesić wzrok na czymś, co nie było sufitem. Tak więc obrzucił pogardliwym spojrzeniem grupkę rybaków, śmiejących się ram przy oknie, dwóch osiłków, siłujących się na rękę na stoliku w centrum karczmy, żebraka, proszącego o pieniądze na jedzenie, które i tak zapewne przepije. Ogólnie nikt, kto mógłby stanowić jakiekolwiek towarzystwo dla Etahela. Jego uwagę jednak, przykuła zakapturzona osoba, siedząca w rogu sali. Zachowywała się cicho i spokojnie, starając się nie zwracać na siebie uwagi. Elf stwierdził, że nie pasuje do reszty osób znajdujących się karczmie. Patrzył na nią uważnie. W pewnej chwili miał wrażenie, że dostrzegł spiczasty róg ucha, wystający spod kaptura. Elf? Tutaj? Cóż za szczęście! Być może ten dzień, nie jest jeszcze stracony! – pomyślał. Lecz, kiedy miał wstać i upewnić się w pochodzeniu owej postaci, dobiegł go z tyłu czyjś głos:
-Oh, czy mi się zdaje, czy mamy tu elfa?
-Tak, to z pewnością jest elf, Ron – odpowiedział mu inny głos.
– A my raczej nie przepadamy za elfami, prawda? -zawtórował im kolejny.
Etahel odwrócił się powoli, w stronę z której owe głosy dobiegały. Stało przed nim czterech mężczyzn, odzianych w stare, lekkie, skórzane zbroje i uzbrojonych w miecze, schowane w tej chwili do pochw. Wszyscy byli wysocy i dobrze umięśnieni. Na ich ciałach dostrzec można było liczne rany. Elf westchnął. Stał przed nim książkowy przykład bandy przydrożnych bandytów.
-A więc, mój drogi elfiku…. usuń się gdzies w kąt. Nie będziemy w końcu pić w towarzystwie dzikusa. – Zaśmiał się pierwszy mężczyzna, zwany Ronem. Etahelem potrząsnął impuls złości. Dzikus!? ON!? ELF!? Jak on śmiał tak zabluźnić!? Gdyby nie zmęczenie, z pewnością w tej chwili z pewnością Etahel rzuciłby się mężczyźnie do gardła. Postanowił jednak dać mu szansę na ucieczkę.
-20…Nie…10 sekund… Tyle wam daję na opuszczenie tego miejsca… – Wyszeptał Etahel, powoli dopijając swoje piwo.
-Co? Śmiesz nam grozić!? Czy ty wiesz, kim jesteśmy? Bandyci Rona, grupa przed którą drży całe Aldhal! – Wykrzyczał z wściekłością mężczyzna.
-9…8….7… – usłyszał w odpowiedzi.
W tym samym momencie, karczmarz, zorientowawszy się w sytuacji, próbował interweniować.
-Panowie, "Pod Różą" nie tolerujemy bójek. Jeśli chcecie coś sobie…
-Zamknij się staruchu! My przyszliśmy się tu w spokoju napić, kiedy ten dzikus zaczął się wtrącać! – wywrzeszczał rozwścieczony bandyta, wyjmując miecz. Jego towarzysze zrobili to samo.
-Mam nadzieję, że potrafisz zmywać krew z podłogi… – Rzekł do gospodarza Etahel, gdy w jego rękach zabłysły sztylety.
Awatar użytkownika
Cztery Kroki
Posty: 28
Rejestracja: 17 kwie 2012, 16:05
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1810

26 kwie 2012, 00:06

Wrzaski, wyzwiska i ogólne zamieszanie. Większość bywalców szybko uciekła z karczmy. Ktoś pobiegł prędko po straż miejską, ale ta miała tendencję do przybywania chwilę po zakończeniu awantury – strażnik też chce dożyć starości.
Tymczasem jednak awanturnicy wrzeszczeli, goście z krzykiem i łomotem opuszczali lokal, kobiety z piskiem czmychnęły na zaplecze a kilka kufli rozbiło się z hukiem na podłodze.
Tego już było za wiele.
Po skończonym posiłku Cztery Kroki chciał uciąć sobie drzemkę, ale przeklęte małpy na dole musiały robić hałas. Drzwi do pokoju otworzyły się z hukiem, a chwilę potem wielka, kudłata sylwetka pojawiła się na schodach. Bandyci chcieli wywołali dzikusa z lasu. Schodził powoli, pociągając z niechęcią nosem. To miejsce śmierdziało małpami, aż Cztery Kroki skrzywił się z niechęcią. Przy jego fizjonomii to skrzywienie można odczytywać na wiele, w większości nieprzyjemnych sposobów. Garbił się, schodząc po schodach, bo sufit był nieprzyjemnie niski dla kogoś jego postury. W okolicy nie widziano wielu gnolli, ale wszędzie wiele o nich słyszano. Toteż okoliczni mieszkańcy unikali go i starali nie prowokować. A teraz pojawił się, zdenerwowany hałasem. Pokryte futrem ciało okryte jakąś pozszywaną z kilku ubrań koszulą i za krótkimi spodniami. W dłoni trzymał opróżniony gar, jeszcze niedawno zawierający mięso.
Na widok zdenerwowanego gnolla jeden z chojraków Rona wyraził swoje zdumienie dosadnym i pełnym treści, chociaż niecenzuralnym określeniem.
Co głośno? – zapytał gnoll warkotliwym głosem, jaki nie mógłby się dobyć z ludzkiego gardła. – Morda w kubeł. Chcę spać.
Ślepia gnolla wodziły po uzbrojonych osobnikach. Czterech solidnych wojowników i… delikatne rysy, długie włosy… Jakaś samica pewnie….
Stanął na środku pomieszczenia przed bandą Rona i elfem. Odstawił gar na jeden ze stołów i przechylił głowę w bok aż chrupnęło.
Hałasować na dworze. Albo zrobie żeby bolało. – zagroził niezbyt poprawnym wspólnym, ale grające pod skórą mięśnie i wyszczerzone kły niby słodycze z reklamy mówiły więcej niż tysiąc słów.
Awatar użytkownika
Skyra
Posty: 13
Rejestracja: 21 kwie 2012, 20:49
GG: 35334481
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1817

26 kwie 2012, 10:30

Skyra kończyła swój kufel piwa, gdy do sali zszedł gnoll. Widać po nim było, iż hałasy na dole wprawiły go w zdenerwowanie. Elfka poczuła na sobie jego wzrok, jednakże ani drgnęła. Zdawała sobie sprawę, iż jeśli nie dołączy do grona stojącego naprzeciw gnolla, nic nie powinno jej grozić. Opuściła więc dłoń, nie wyjmując strzały z kołczanu. Skoro rybacy, potężnie zbudowani mężczyźni bali się tej istoty, to ona nie zamierzała z nią zadzierać. Jednakże przyrzekła sobie, iż będzie pomagać słabszym, a w danej chwili tymi słabszymi byli ludzie z bandy Rona i ten elf. Westchnęła ciężko. Doskonale rozumiała, co kierowało gnollem. Istota chciała zażyć odpoczynku, gdy ta hałastra przybyła i zaczęła robić zamieszanie. Na jej miejscu, Skyra również by się zirytowała. Jednakże z drugiej strony ludzie obrazili jej rasę, a tego elfka bardzo nie lubiła. Stwierdziła, że poczeka na rozwój wypadków. Po pierwszym zaskoczeniu, jakie spowodował wchodzący gnoll, na twarzach ludzi nie było śladu. Owszem malowała się na nich zadziorność i lekka prymitywność. Nic dziwnego, że nie pojęli, że ta walka mogłaby skończyć się ich śmiercią. Zamiast uznać siłę przeciwnika i żywym zejść z pola bitwy, zostali w karczmie i zaczęli obrzucać gnolla wyzwiskami i śmiać się. Nie przestali nawet, gdy ten zagroził im dosadnie ukazując kły. Wybuchnęli wtedy większym śmiechem. Od ich gadaniny, elfkę zaczynała boleć głowa. Wyjęła z torby ostry sztylet i zaczęła bawić się nim, kreśląc jakieś wzory na ławie. Ustawiła ostrze tak, by odbite odeń światło trafiło prosto do oczu jednego z bandytów. Jeden z popleczników Rona zachwiał się, przysłonił oczy i zabluźnił siarczyście. Cały tłum nagle stracił zainteresowanie walką i spojrzał na elfkę. Skyra nie zdejmując kaptura odpowiedziała cicho. Na początku jej nie usłyszeli, bowiem nadal rozmawiali i współczuli owemu bandycie. Nie powtórzyła głośniej. Poczekała aż wszyscy się uspokoją. Gdy nastała cisza, odezwała się znowu, nie zmieniając tonu.
– Nie musisz się obawiać, Cztery Kroki. Załatwią swoje sprawy na zewnątrz. Dopilnuję tego.
Odpowiedzią na jej sugestię był śmiech bandy. Ron, przywódca opanował się jako pierwszy. Wziął się pod boki i wierzchem dłoni otarł łzy z kącików oczu.
– Tak mnie rozbawiłaś, że aż się poryczałem ze śmiechu.
Stwierdził dziarsko. Jego kompani zgodnie potaknęli. Wszyscy nadal się śmiali. Nie patrzyła na elfa i gnolla, lecz na ludzi. Wkrótce umilkli pod jej spojrzeniem, ale w ich oczach z łatwością można było odczytać jasny przekaz. Choć nieco spoważnieli, nadali brali jej słowa jako żart. W ich oczach tańczyły ogniki rozbawienia. Nie zmieniając tonu, elfka dodała.
– Nie wiem co was bawi, ale ja nie żartowałam.
I aby udowodnić prawdziwość swoich słów, jednym, płynnym ruchem oderwała sztylet od ławy i rzuciła nim. Ostrze przeleciało kilkanaście centymetrów od twarzy jednego z bandziorów. Wszyscy nagle umilkli i dostrzegli powagę sytuacji. Ron lekko drżącym głosem odparł.
– To my załatwimy swoje sprawy na zewnątrz, prawda chłopaki?
Banda natychmiast pokiwała twierdząco głowami. Nie dostrzegli jednak, że w cieniu kaptura, krył się uśmiech Skyry.
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

26 kwie 2012, 14:57

MG

Czwórka zbirów rzeczywiście była nader kłopotliwa i zaczepna, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że chmielem od nich nieco zalatywało. Tak wiec, zaczepienie elfa, stało się wręcz nieuniknionym elementem, mającym zabić nudę "Bandy Rona", samozwańczych, największych zbójów w Alchdee. Samozwańczych? No tak. Cóż, banda ta miała do siebie, że często bytowała w różnych pomniejszych miasteczkach wywołując nijaki "syf". Takie hobby, co poradzić? I tak samo było i tym razem. Zaczepienie Elfa. Ten się burzył. Świetnie! Groził. Cudownie! Bitka jak ta lala. A potem ten Gnoll. Fakt, gość z blizną na twarzy mało się nie posikał, widząc tą "istotę", lecz gdy chłystek posłyszał hasło Rona, które opisywało te pso-coś… parskną. Przewaga liczbowa, jak i alkohol sprawnie wzmacniały pewność siebie i zabijały strach w tej grupce recydywistów.
Coraz to liczniejsze spojrzenia kierowane były ku scenie. Niektórzy, co lichsi, zaczynali się wymykać z pomieszczenia, przeczuwając bitkę, inni oczekiwali rozwoju akcji, jeszcze inni ignorowali całą scenę, wyłączając się kompletnie. Zmęczony rybak, to obojętny rybak.
Świecenie po oczach nie wypaliło z prostej przyczyny. W karczmie panował relaksujący półmrok. Więc żaden ze zbirów się nie zachwiał, nie przysłonił wzroku.
Powietrze przeszył gwizd sztyletu puszczonego przez kobietę w błękitnej szacie. Jeden ze zbirów zezował wzrok, kiedy ten śmigną nieopodal jego polika i wbił się w drewnianą belkę. Zapadła cisza.
karczmarz swym wzrokiem omiótł w sztylet, potem kobietę, potem gnolla, potem elfa, potem czwórkę rozbójników, a następnie czmychającego kolejnego klijenta, apotem Rona, sięgającego i wyjmującego owy sztylet z belki i diabolicznym zadziornym uśmieszkiem.
-Z panią zawsze mogę wyjść…– zaczął leniwie, mając myśli nie czyste. Zresztą, tak samo jak jego "znajomi", którzy również zaczęli się podśmiewać…Lecz przerwał mu wypowiedź wielki tasak który wbił się nóż nad jego dłonią! głęboko w belkę. Hah! Kto to zrobił!? Karczmarz! Trzymał już on bowiem w ręce kolejny, twarz miał purpurowa od gniewu, a w oczach błyskała nienawiść…Ach, jak on nie lubił przemocy…Ironia? W każdym bądź razie – wrzasną donośne!
-Wyjść śmiecie plugawe! Wyjść! I nie wracać! Wszystkie! Tu nie toleruję takiego chędożonego zachowania! Wyjść! Bo porżnę srogo! – Zmrużył oczy gniewnie. Za tym wzrokiem podążył również wzrok gapiów i obecnych. Czwórka zbirów czuła się teraz znacznie obserwowana. Była w mniejszości.
Ron fukną cos pod nosem. Przekleństwo! Spuścił wzrok na ziemię. Szturchną "swoich" po czym cała czwórka wyszła krokiem lekko chwiejnym. Ron odwrócił się jeszcze w wyjściu z wyrzutem i gniewem. Kto wie…
W każdym bądź razie niechciane towarzystwo wyzbyło. Po chwili niezręcznej ciszy. Znów rozniosły się szmery. Karczmarz wzdychną. Zwrócił się do elfa/
-Mógłbyś podać – miał na myśli oczywiście tasak wbity w bele. Dość głęboko dodam. – Śmiecie plugawe. Ciszę i harmonię przybytku zakłócać. Ach. Co tu gadać…Darmowa kolejka dla wszystkich! – Zawołał, dźwięcznie, po czym dal znać kobietom, które schowały się w kuchni, by zaczęły roznosić kufle z "winem wątpliwego pochodzenia". Atmosfera znów stała się luźna.
-Wybaczcie…towarzysze. Tępię takie zachowania, acz zawsze się znajdzie taki, co spróbuje się postawić zasadom tego przybytku, a wówczas jeszcze bardziej tępić muszę.– powiedział, wzrok kierując ku Gnollowi i Elfowi, tym którzy zostali nijako obrażeni przez pijaków. Karczmarz może bał się Gnolla, bo wyglądał jak wyglądał, lecz czuł, że każdy zasługuje na odrobinę szacunku.
-Wy, przejazdem, czy w interesach?

Ukryta notka -&gt; Chcę przypomnieć, że możecie ingerować w tak zwane NPC'ty, lecz jak już chcecie wchodzić z nimi w interakcję walki…nie możecie tak nimi kierować. Zauważyłam że tu sytuacja perfidnie do tego zmierzała, więc, nie obraźcie się zainterweniowałam wcielając się w karczmarza jak i bandę Rona. Ron i jego paczka ma zt. Karczmarz zaś lubi sobie pogawędzić, ciągle nim mogę kierować jeśli chcecie pogawędzić ze starym :3
Awatar użytkownika
Cztery Kroki
Posty: 28
Rejestracja: 17 kwie 2012, 16:05
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1810

26 kwie 2012, 22:25

Gnoll był cokolwiek zawiedziony gdy odprowadzał wychodzących spojrzeniem. Porządna karczemna burda pozwoliła by mu się nieco rozruszać. Chętnie posłałby tego Rona ze swoją bandą gdzie raki zimują. Ale potem zazwyczaj miałby mnóstwo tłumaczenia lokalnym władzom, że zagryzł tych ludzi w samoobronie. Może kiedy indziej ich dopadnie… Tymczasem jego uwagę odwróciły dwie rzeczy. Jedną było dawane za darmo wino. Co prawda porcje były nikczemne, jeżeli by go ktoś zapytał, ale nie miał zamiaru narzekać. Capnął więc jeden z kufli i wlał sobie zawartość do gardła. Trochę trunku spłynęło mu po pysku, więc otarł go ramieniem i odstawił naczynie na ladę.
Cztery Kroki podszedł do Skyry, łypiąc na nią podejrzliwie. Po chwili elfka miała przed twarzą ciemne, wilgotne nozdrza wciągające zachłannie powietrze. Gnoll niuchał zapalczywie, łapiąc wszelkie zapachy jakie otaczały elfkę. W końcu wyprostował się i zmarszczył lekko pysk.
Zapachu nie znam… Samica zna Cztery Kroki? Skąd zna imię?
W sumie rzadko się komukolwiek przedstawiał. Zazwyczaj ludziom wystarczało "ten gnoll". Nie musieli go nazywać inaczej. Bycie odmieńcem sprawia że od razu wiadomo o kogo chodzi. Dlatego dość podejrzliwie odnosił się do kogoś kto nie tylko znał jego imię, ale jeszcze mówił do niego jakby się dobrze znali. Dlatego wpatrywał się w nią czujnie, czekając na odpowiedź.
Awatar użytkownika
Etahel
Posty: 11
Rejestracja: 22 kwie 2012, 14:32
GG: 11371240
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1818

26 kwie 2012, 22:40

Etahel schował sztylety z niezadowoleniem. Po wszystkich słowach jakie padły z chęcią upuścił by trochę krwi, z owych bandytów. Zastanawiał się jeszcze przez chwilę, czy nie rzucić się w pogoń za nimi, lecz szybko zrezygnował z tej myśli. Zapadł już zmrok, był zmęczony i lekko nietrzeźwy. Jeszcze dałby się zabić, takiej bandzie złodziejaszków. Westchnął. Usiadł lekko zawiedziony przy ladzie.
– Przejazdem… Ah właśnie, chciałbym wynająć pokój na jedną noc. – Odrzekł gospodarzowi, kładąc na ladzie paręnaście orów. – No i jeszcze jeden kufel piwa proszę.
Następnie wzrok elfa skierował się na nowo przybyłego gnolla. Była to wysoka, lecz lekko zgarbiona postać, wyglądem zbliżona do psa. O dziwo potwór ów zdawał się znać tajemniczą elfkę. Etahel wzdrygnął się ze wstrętem. Jakim prawem bestia owa w ogóle zbliżała się do tak pięknej elfki!? Mężczyzna wstał pośpiesznie i stanął między gnollem a ową kobietą, oddzielając ich stanowczo podniesionym ramieniem.
-A ty czymże jesteś? Wilkołakiem? Czy jeszcze innym wynaturzeniem? – spytał pogardliwie.

Wróć do „Aldhal”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 10 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 10 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52169
Liczba tematów: 2971
Liczba użytkowników: 1044
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Haarum Kebb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.