Szynk "Pod Różą"

To rybackie miasteczko nie jest duże, ale jako jedyne ma bezpośredni dostęp do morza. Wszyscy tutaj żyją z rybactwa, utrzymując tym samym mocną pozycję w Związku Miast Wschodnich. </p>
Awatar użytkownika
Niniel
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

Szynk "Pod Różą"

19 lis 2011, 14:31

Szynk "Pod Różą"

Obrazek

Obrazek
Szynk Pod Różą był kiedyś prowadzony przez młodą i piękną dziewczynę o tym imieniu, lata jednak mijały, ona stawała się coraz bardziej zniedołężniała na starość, aż w końcu oddała przybytek swojemu synowi. Teraz i ten jest dorosły, ale nadal prowadzi szynk według zamysłu swojej matki. Pięćdziesięcioletni i barczysty mężczyzna, o szpakowatej brodzie, nie pozwala na żadne bójki "Pod Różą". Ale do tych i tak rzadko wśród rybaków dochodzi, głównie dlatego, że po długim dniu pracy nie mieli już siły się o nic spierać. Chodzili do Róży zazwyczaj wtedy, kiedy kłócili się ze swoimi żonami i woleli uciec to towarzystwa swoich kolegów. Zresztą potrawy w tym lokaju gotowane przez piękne podlotki były zawsze wyśmienite. No i te spojrzenia młodych dziewczyn… Żaden rybak nie potrafił sobie więc odmówić wieczoru w tym miejscu o ile ktoś go do niego zaprosił.
Szynk Pod Różą jest malutkim budynkiem, do którego też niewiele osób się mieści. Na dolnym piętrze umieszczona jest niewielka sala jadalna oraz bar, zrobiony z jasnego i mocnego drewna. Inne meble były charakterystycznie proste ale solidnie wykonane, na ziemi zaś leżał dywan o miękkiej czerwonej i niebieskiej nici, będący wspólnym dziełem paru kobiet z wioski.
Na górnym piętrze, do którego prowadzą schody od razu po prawej od wejścia, umieszczone zostały dwa rzadko używane dwuosobowe i jeden jednoosobowy pokój dla przejezdnych. Tak jak i sam przytułek nie są one duże, ale charakteryzują się tym samym, co sala jadalna – czystością i porządkiem. Za to trzeba naturalnie zapłacić, jednak lepiej dodać trochę groszy, niż zostać obudzonym przez karalucha pod poduszką.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Ves
Posty: 157
Rejestracja: 06 lut 2012, 00:16
GG: 13073276
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1566

21 paź 2012, 18:44

Od jakiegoś czasu Ves wstawała wcześnie, ale dopiero ostatnio zaczęło być to tak bardzo widoczne. Dzień stawał się coraz krótszy i słońce później wschodziło, więc teraz gdy otwierała oczy zastawała niemiłą ciemność. Od kilku miesięcy jednak musiała budzić się o tej porze, więc gdy się już przyzwyczaiła nie była zaspana ani nie miała ochoty tylko przewrócić się na drugi bok, gdy widziała przez okno niesprzyjającą aurę. Tego dnia też nie było zbyt pięknie. Gęsta mgła ograniczała widoczność do kilkunasty stóp i zapewne powodowała, że na zewnątrz było nie tylko zimno, ale też nieprzyjemnie wilgotno.
Ubrała się ciepło, bo czuła, że jeśli trochę o siebie nie zadba, to za chwilę będzie musiała leczyć jakąś chorobę. Już od dwóch dni kichała, a to nie wróżyło zbyt dobrze. Zeszła na śniadanie. W barze byli już właściwie z Sarlem stałymi mieszkańcami i właściciel jakoś radził sobie z godzinami ich posiłków, choć nieco odbiegały od standardów. Rybacy bowiem często pili do późna w nocy, a inni goście o ile w ogóle się pojawili, tez nie kwapili się do zrywania na nogi z pierwszymi promieniami słońca.
Zastanawiała się, co też Sarl mógł wymyślić na ich dzisiejszy trening. Teraz, gdy już miała za sobą ten jesienny kryzys, nauka naprawdę nie sprawiała jej problemów, a nawet bywała bardzo przyjemna. Szczególnie, że teraz zaczynała już widzieć i doceniać to, co udało im się poprawić. W każdym razie, zawsze po treningu była w dobrym nastroju. Odnośnie planów, którymi podzielił się z nią Sarl, miała trochę mieszane uczucia. Uważała wprawdzie, ze to świetny pomysł, który ma szansę się sprawdzić, w zależności jak przyjmą to ludzie. W końcu to na ludziach się w głównej mierze opierał. Wszystko musiało współgrać, a to zawsze trudne, nawet jeśli ma się już doświadczenie. Z tego, co wiedziała większe grupy i stowarzyszenia najemników zwykle szybko się rozpadały. Było tylko kilka takich, które działały przez lata i miały swoje chwile świetności. Pomysł szermierza był zdecydowanie interesujący, ale do której kategorii będzie należał, to miało się dopiero okazać. Takie rozmyślania sprawiły, że zaraz po śniadaniu postanowiła dać upust swojej ciekawości. Zagadnęła go jeszcze przed codzienną przebieżką po okolicy.
Co do tego pomysłu, o którym mi mówiłeś – zaczęła. Temat nie był poruszany od jakiegoś czasu, więc nie była pewna, czy dobrze ja zrozumie, ale zorientował się o co chodzi bez problemu. – Ustaliłeś już coś więcej? Wiem, że to wymaga sporych przygotowań – ludzie, siedziba… Podatki. Myślałeś już kiedy się tym zajmiesz?
Interesowało ją to także praktycznie. Wiadomo, że wprowadzi to z początku zamieszanie, trzeba będzie się też przenieść. Ves nie mogła jednak powiedzieć, żeby ją to martwiło. Właściwie wręcz przeciwnie. Nie lubiła zbyt długo siedzieć w miejscu. Tymczasem kilka miesięcy spędziła w rybackiej mieścinie, nadmiar czasu przeznaczając na treningi. Owocne, to prawda, ale nie miałaby nic przeciwko jakiejś zmianie. Podejrzewała jednak, że teraz, gdy zima za pasem, raczej nie jest pora na takie przedsięwzięcia i przed wiosną nic się nie zmieni. Zapytać jednak mogła.
Tymczasem zamierzała tak czy siak zrobić coś, żeby nie popadać w taką rutynę. Mianowicie postanowiła wybrać się na wycieczkę po okolicznych wsiach i przy okazji wypytać miejscowych, czy nie ma gdzieś jakiegoś ciekawego zlecenia. Nie to, żeby na gwałt potrzebowała pieniędzy, bo nie było to konieczne. Wprawdzie płaciła sama za siebie, ale od tylu lat nigdy nie miała dość pieniędzy, że teraz jakoś tak samoistnie nie wydawała więcej niż to potrzebne i zostało jej jeszcze trochę. Miała jednak ochotę na małą odmianę.
Myślałam, żeby wybrać się na przejażdżkę po okolicy – podzieliła się z Sarlem swoim pomysłem. – Może będzie coś ciekawego do zrobienia.
Wzruszyła ramionami na zakończenie. Nie wiedziała, czy też będzie miał ochotę ruszyć się z miasta, ale tak czy siak musiała go powiadomić, że się gdzieś wybiera, także ten moment był tak samo dobry jak każdy inny. Może nawet znalazła by się gdzieś praca odpowiednia, żeby mogła sprawdzić swoje umiejętności, choć szczęście musiałoby jej sprzyjać, bo zwykle wieśniacy borykają się ze zbyt małymi plonami, zbyt wysokimi podatkami i ewentualnie dzikimi zwierzętami, czy szkodnikami, a zimą ta lista jeszcze maleje.
Awatar użytkownika
Sarl
Posty: 628
Rejestracja: 26 kwie 2012, 12:27
GG: 23912838
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27349#27349

23 paź 2012, 23:02

Powrót w skórę nauczyciela szermierki koniec końców okazał się prostszy, niż mogło się wydawać. Spodziewał się, że pogubi się w swoich twierdzeniach, będzie mówił chaotycznie i nieskutecznie, a całe zmagania nie przyniosą skutku. Okazało się inaczej – pamiętał więcej, niż sądził. Może miał w sobie predyspozycje, a przerwa ich nie zabiła, a może to Ves okazała się nadzwyczaj pojętna. Albo jedno i drugie.
Zagadnęła go pewnego dnia, rano, jeszcze przed zaczęciem codziennych ćwiczeń. Skierowała temat na pomysł, którym niedawno się z nią podzielił.
Wiem tyle, co ci powiedziałem. Z informacji, które zebrałem wychodzi na to, że obecnie w Minaloit jest niemały bajzel – jakieś cholerstwo napadło na miasto, a burmistrz jest ciężko ranny. Do tego idzie zima, co utrudnia postęp. Wolę zaczekać i wybrać właściwy moment. Czasu jest nadmiar, po co się śpieszyć – powiedział, obierając skorupki z jajka na twardo. – Wkrótce ruszymy.
Myślał też o innych aspektach planu, o których nie wspomniał poprzednio. Jeszcze bardziej złożonych, ryzykownych, ale mogących sporo namieszać. Powiedział jednak szczerze – nie zamierzał się z tym śpieszyć.
Nie tylko Ves zauważyła, że obecnie już od dłuższego czasu siedzą w miejscu, co jakby przeczyło temu, o czym opowiadał wcześniej. Może i przeczyło, ale nie kłuło go to zanadto. Za to ją już bardziej – wyszła z propozycją rozpoznania okolicy w poszukiwaniu konkretnego zajęcia. W sumie, uważał to za niezgorszy pomysł – a nuż znajdą coś, co posłuży jako chrzest bojowy dla nowej fechmistrzyni, dopiero nabierającej doświadczenia. Jeszcze długa droga była przed nią. A początki były najtrudniejsze.
Wypowiedział się pozytywnie na temat pomysłu, innymi słowy – zaakceptował go. A sam zaczął się zbierać. Na grubszą nieco koszulę, którą nabył niedawno z racji pogorszenia pogody włożył pancerz. Sztywny, lecz niekrępujący ruchów strój. Na to narzucił swój płaszcz, tak samo jak kolczuga dotychczas nieużywany – wiszący na gwoździu w pokoju karczemnym. Na końcu wdział rękawicę. Nie dał jej pokryć się kurzem, chociaż przez te mijające szybko miesiące zakładał ją wyjątkowo rzadko. W pełnym rynsztunku, z mieczem przy pasie, poczuł się sobą.. Ponownie ruszał w drogę, nie wiedząc, co będzie na jej końcu.
Wyszedłszy na zewnątrz, spojrzał w niebo. Pokryte było w całości białymi, miejscami ciemniejszymi chmurami. Wiało. Deszcz był możliwy, ale oficer miał nadzieję, że tym razem nie spadnie. Pożałował, że nie kupił wcześniej kaptura i otulił się szczelniej płaszczem czując kolejny podmuch. Ruszył w kierunku stajni i wyprowadził zeń swojego gniadosza, uprzednio go osiodławszy i przymocowawszy łuk po lewej stronie. Zaczekał na Ves i pozwolił jej zająć miejsce, po czym sam wsiadł na konia, oddając jej wodze.
Teraz ty dowodzisz. Prowadź.
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

28 paź 2012, 20:54

MG

Sarl i Ves rzeczywiście stali się stałymi bywalcami, to jednak mimo pustek o poranku, nie zawsze były spowodowane one lenistwem rybaków, tylko wręcz przeciwnie – pracowitością. W końcu był zwyczaj że rybacy czarną jeszcze nocą wychodzili na połów i wracali popołudniami, a następnie do późnego wieczora grzali się w karczmie przy swoich kuflach.
Lecz teraz rzeczywiście był blady świt. Karczmarz z zaspanymi jszcze ślepiami podpierał się leniwie na blacie swoimi łapskami. Sarl i Vit pożywiali się zaś mając w planach podróż. Jednak nie byli w karczmie do końca sami. W rogu, w osamotnieniu siedział mężczyzna w średnim wieku. Słuch miał nader dobry, jak i patrzałki zwrotne to też, kiedy posłyszał, że para chce wyzbyć z miasta staną na równe nogi, zatrzymując ich w wyjściu z karczmy.
-Chwila moment…Ten, tego…Podsłuchałem, że zamierzacie gdzieś wyruszać, a ja mam w związku z tym plany pewne. To znaczy, ofertę. – Sprostował się mężczyzna, wzrostem dorównujący Sarlowi, lecz mizerniejszej postury. Miał wychodowaną pokaźną kozią bródkę, która dodawała mu pewnego cwanego uroku. Włosy miał krótkie, brązowe. W uszach kilka kolczyków, lecz zapewne najbardziej rzucający się elementem ubioru była kamizelka, z rudego, gęstego i drogo wyglądającego futra. Człowiek ten spojrzeniem zasugerował, by może Sarl wstrzymał się z pomysłem wychodzenia poza Karczmę.
-Otóż, jestem Teti i jestem w stanie zaoferować wam podróż, nocleg, a nawet, uwaga– wyżywienie. – Uśmiechną się lekko, będąc dumny ze swej oferty, lecz tłumaczył dalej. – Zastanawiacie się pewnie co też takiego od was chcę i o czym to ja gadam. Już tłumaczę. Potrzebuję ludzi, a dokładniej najemników, którzy byli by moją strażą. Widziałem, was parę razy trenujących z rana. Zaimponowaliście mi i myślę, że bylibyście idealni. Dokładnie rozchodzi mi się o parę dni , do tygodnia, dwóch. Wszystko bowiem zależy od wiatru, bo naturalnie, zajmuję się handlem śródmorskim, a zamierzam płynąć w dość nieciekawe tereny, w których bez kawałka ostrego żelaza lepiej się nie pokazywać, jeśli chce się transakcję żywym zakończyć. – Skończył. Ciągle lekko się uśmiechał. To zerkał na Sarla, to na Ves i mówił, a mówił…sporo. Karczmarz zaś wywrócił oczami zastanawiając się, jak z rana można tyle słów z siebie wypuszczać.
Awatar użytkownika
Ves
Posty: 157
Rejestracja: 06 lut 2012, 00:16
GG: 13073276
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1566

31 paź 2012, 00:21

Pokiwała poważnie głową, słuchając odpowiedzi Sarla.
To chyba rzeczywiście nie najlepszy moment.
Z drugiej strony, w końcu zwykle i tak nie wszystko szło zgodnie z planem. Lepiej jednak było przeczekać takie zamieszanie. Ciekawe tylko co to za "cholerstwo". Eh, w tej sytuacji to i tak bez znaczenia.
Ucieszyła się, że popiera jej pomysł. Zawsze to pewniej mieć kogoś znajomego u boku, a jeśli dojdzie do walki i zawali sprawę, to będzie miał kto ratować jej tyłek. Poszła na górę, stwierdzając, że powinna chyba wybrać się na zakupy. Cieplejsze ubranie stało się już niemalże palącym problemem, a jakaś zbroja niewątpliwie też by się przydała, jeśli zamierzała zająć się już praca, a nie szkoleniem. Tym razem jednak będzie musiała sobie jakoś radzić. Zabrała najważniejsze rzeczy i rzecz jasna broń.
Natomiast na dole spotkała ją niespodzianka. Drogę zastąpił im wysoki mężczyzna w średnim wieku, z kozią bródką i ubrany w rudą kamizelkę. Krótko mówiąc wyglądał dość oryginalnie. Ves spojrzała na niego z zaciekawieniem. Oferta, tak? Nie spodziewała się, że trafi na pracę tak blisko. W końcu jeszcze nawet nie wyszli z karczmy. Jednak nie zaszkodziło go wysłuchać.
Cóż, zadanie nie wydawało się jakoś szczególnie skomplikowane, a to pewnie dobrze, biorąc pod uwagę, że Ves jeszcze się uczyła. A skoro mężczyzna oferował zarówno transport, jak i nocleg i wyżywienie, to wyglądało również na niezły układ. Ves była skłonna się zgodzić, ale spojrzała pytająco na Sarla. Nawet nie tyle oczekując jego zgody, co bardziej szukając oznak tego, co o tym myśli. Był w końcu bardziej doświadczony. Wyglądał wprawdzie odpowiednio – jak nie do końca uczciwy, dość zamożny kupiec morski, ale właśnie takim ludziom raczej nie ufa się ot tak i w pełni.
Co masz na myśli mówiąc "dość nieciekawe tereny"? – zapytała. Nie da się wywieźć nie wiadomo gdzie. Przydałaby się chociaż ogólna informacja.
Ten jego uśmiech nieschodzący z twarzy wyglądał nieco dziwnie i nie budził dobrych skojarzeń, ale Ves jakoś nie mogła się doszukać żadnych powodów dla których mieliby odmawiać.
Mógłbyś pokazać nam ten swój statek i ustalimy warunki - stwierdziła w końcu wzruszając nieznacznie ramionami. Statek powinien wiele powiedzieć o właścicielu. Nie to, żeby znała się na łodziach i żegludze, ale prosta, wizualna ocena w tym przypadku też nie jest zła.
Potencjalnie z/t w MG poście, czy jakoś. Czyli można napisać, że idzie.
Awatar użytkownika
Sarl
Posty: 628
Rejestracja: 26 kwie 2012, 12:27
GG: 23912838
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27349#27349

01 lis 2012, 01:16

Uzbrojony w swój pełny ekwipunek zszedł na dół schodami i skierował się w stronę drzwi. Nawet nie zdążył ich otworzyć, gdy dopadł go jakiś dziwny osobnik, mówiąc coś o jakiejś ofercie. Oficer puścił klamkę i odwrócił się ku niemu. Typ był niemal tak samo wysoki jak on, chociaż dużo węższy w barach. Ubrany był dziwnie, w sposób dość rzucający się w oczy. Jego brązowa kamizelka musiała sporo kosztować. Uczesanie, zarost i kolczyki w uszach kojarzyły się mu z typowym cwaniakiem, oszustem żerującym na łatwowierności ludzi.
Szermierz skrzyżował ręce na piersi i pozwolił osobnikowi kontynuować swoja wypowiedź. Wynikało z niej, że potrzebuje najemników na jakaś szemraną wyprawę. Sprawa wyglądała typowo, ale sam wygląd zleceniodawcy i brak szczegółów wprost kazał zadać parę pytań.
Lepiej od razu powiedz, gdzie jest haczyk. Jako twoi ochroniarze już teraz powinniśmy wiedzieć, co kombinujesz.
W końcu, skończywszy gadkę z typem odszedł na bok i zwrócił się do Ves.
Od tej pory to ty dowodzisz i podejmujesz decyzje, ja będę ci tylko pomagać. Pamiętaj, zawsze przy przyjmowaniu zlecenia pytaj o szczegóły, szczególnie jeśli zleceniodawca wygląda, jakby coś ukrywał. Jeśli będzie robił uniki, lepiej go przycisnąć.
Ves zadała typowi parę pytań, aż w końcu postanowiła obejrzeć statek i dopiero wtedy się zdecydować. W sumie, dobre działanie.
Aha, i jeszcze porada na przyszłość – fechmistrz zwrócił się do zleceniodawcy – nie próbuj mnie wykiwać w żaden sposób, bo będzie nieprzyjemnie, i to raczej dla ciebie. Zastanów się już teraz, czy warto.
Jeśli oboje zdecydują się ruszyć, uda się za nimi.
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

01 lis 2012, 14:22

MG

-Dość nieciekawe tereny…Widzisz, złotko, czasem jak się człowiek targuje zawzięcie o cenę to można skończyć z nożem przy gardle. Czasem w takich miejscach złodziej przytuli twą sakiewkę, a nocami nawet połasi się o zakupiony towar. Nieraz również trzeba pilnować w takich miejscach, by dodatkowa para uszu się za blisko nie pojawiła. Słowym pary po prostu niebezpieczne i nie do końca legalne tereny do handlowania, lecz wyjątkowo opłacalne. Jednak bez ochrony lepiej się tam nie zabierać. Jak już ktoś widzi przy czyimś boku najemników, to przeważnie włos mu z głowy nie spada. – Uściślił. Nie trzeba było być nader bystrym, żeby wiedzieć, że na uczciwego to człowiek ten nie wyglądał, lecz wcale tego nie ukrywał, kiedy posłyszał słowa Sarla. Można by rzec " szczery krętacz". A co takiego odpowiedział byłemu wojowi? Otóż…
-Żadnych haczyków, drogi wojowniku. – Zasłonił się rękami, po czym zaparł się nimi na biodrach, zerkając na broń mężczyzny. – Po prostu jestem cwany i umiem się targować, co też wielu się o tym przekonało…Tak więc zazdroszczących mi talentu jest sporo, jednakże spokojnie, spokojnie…Cenię życie i wiem, że to nader głupie krętaczyć z kimś kto może w akcie irytacji chlasnąć Cię żelazem. Doprawdy…Moja działka to skup i sprzedaż. – Mówił, a gdy wspomiała kobiecina o statku, ułożył dłoń na klamce wyjścia.
-Nie ma problemu. Jeśli jesteście zainteresowani ofertą pokażę wam. – Powiedział i wyszedł kierując się na swoją łódź, a raczej okręt. Droga rzecz jasna prowadziła w okolice portu. Trzeba było jednak przejść kawałek drogi przez miasto, następnie wkroczyć na molo, do którego dobiegały dźwięki festynu.
Ostatecznie człowiek z kozią bródką przystaną przy statku średnich gabarytów. Miał zapewne rozbudowany podpokład i można śmiało stwierdzić, że sam okręt wydawał się szeroki. Klasyczne biały materiał żagli był zwinięty. Zaś na pokładzie krzątała się para mężczyzn wnosząca skrzynie z pokładu do magazynu znajdującego się pod nim. Niemo skinieniem głowy przywitali się z pracodawcą, jednak nie przerwali pracy.
-To mój statek. Jak widzicie praktycznie skończyłem załadunek, tak więc, mogę wypłynąć w każdej chwili, a że mi się śpieszy…spytam wprost– płyniecie ze mną?
Popłyneli…
Awatar użytkownika
Elmir
Posty: 34
Rejestracja: 25 paź 2012, 23:16
GG: 9817313
Karta Postaci: viewtopic.php?p=36604#36604

02 lis 2012, 12:48

Elmir postanowił wyruszyć w podróż ze swoich rodzinnych stron, opuścić swoją posiadłość i udać się w nieznane. Mężczyzna nie bał się nowych doświadczeń, więc postanowił wyruszyć w podróż bez konkretnego celu. W ten o to sposób dotarł aż do Aldhal. Rozejrzał się po mieście i od razu zauważył, że jest to typowa miejscowość rybacka. Postanowił zatrzymać się tu na jakiś czas. Późnym wieczorem, w trakcie zwiedzania miasta trafił na bar. Niezwłocznie wszedł do środka, aby trochę odpocząć. Budynek nie był zbyt duży. Była dość późna godzina więc nie miał zbytnio pomysłu czym mógłby się zająć, oprócz posiedzenia w barze, zjedzenia czegoś i napicia się odrobiny alkoholu. Rozejrzał się, podszedł do baru i powiedział do barmana:
-Poproszę smażoną rybę, butelkę wina i piwo. Jeśli to nie problem to prosiłbym o przyniesienie zamówienia do stolika przy którym usiądę.
Gdy barman przytaknął, Elmir udał się do jednego ze stolików i zajął miejsce. Po chwili jego zamówienie zostało przyniesione przez młodą kelnerkę.
-Dziękuję bardzo za fatygę. – powiedział do kobiety, po czym zapłacił i dał jej napiwek.
Zajął się jedzeniem ryby. Co jakąś chwilę sięgał po wino, które powoli znikało z butelki.
Awatar użytkownika
Vaust
Posty: 68
Rejestracja: 11 paź 2012, 13:22
GG: 17524824
Karta Postaci: viewtopic.php?p=36737#36737

02 lis 2012, 14:56

Do baru wszedł niski, zakapturzony mężczyzna w habicie. Kapłan, którego można po amulecie zwisającym z szyi zidentyfikować jako sługę Lorven. Tak jak chłodnie powietrze z podwórza wdarło się do pomieszczenia, tak wkradły się do serc bywalców lepsze nastroje. Wszyscy speszeni wcześniej obecnością Elmira mogli wreszcie skupić się a czymś innym niż oglądanie się za siebie czy aby ten posępny jegomość nie planuje wyrżnąć wszystkich wkoło i porozwieszać wszędzie ozdoby w formie ludzkich flaków.
Zdjął kaptur z głowy i jedną ręką uniósł do ust swój artefakt. Zamknął oczy i wszeptał coś, następnie podszedł do barmana zamówić strawę. Wziął swoją sakwę w obie dłonie i otworzył, sięgnął do środka. Chwilę się zawahał przed wyjęciem swoich funduszy i zaczął mieszać zawartość, zastanawiając się która moneta była druga pod względem wartości. wyjął jednego szylinga i przyglądając mu się zmrużył oczy, jakby kontemplował nad jakąś plamką.
Karczmarz z uśmiechem na ustach czekał cierpliwie na zamówienie tego osobliwego klienta i gdy Vaust położył swojego szylinga na ladzie, powiedział:
-Dobry człowieku, nakarm mnie do syta i przygotuj nocleg. Cały dzień szedłem z klasztoru, a drogi są niebezpieczne. Mam nadzieję, że dobrze trafiłem. Ach, jeszcze…– poszperał znów w sakwie i wyjął dodatkowe dwie monety o tej samej wartości. Uśmiechnął się ciepło i ukłonił nisko karczmarzowi, jak i wszystkim zebranym. Parę osób odpowiedziało mu na przywitanie i wrócili do swoich zajęć, co chwila spoglądając ukradkiem na kapłana.
-Proszę się rozsiąść, proszę– karczmarz mówił uniżenie do Vausta– za chwilę bratu przyszykujemy ciepły poczęstunek i pokój. Proszę sobie usiąść przy kominku– wskazał na fotel przy żwawo tańczących płomieniach. Poszedł do kuchni i za chwilę przyszło piękne dziewczę. Dostawiła stolik przed siedzącym już w fotelu przybyszem i po paru minutach przyniosła ciepły grzaniec i posiłek.
Vaust zdjął swoje ciepłe rękawiczki i włożył je do torby. Złożył ręce do modlitwy, głęboko skupiony. Gdy skończył się modlić i położył obie ręce na stole, blask ognia wyraźnie odbijał się od blizny na lewej ręce… mnich rozpoczął swój posiłek.
Awatar użytkownika
Elmir
Posty: 34
Rejestracja: 25 paź 2012, 23:16
GG: 9817313
Karta Postaci: viewtopic.php?p=36604#36604

02 lis 2012, 15:04

Gdy Elmir skończył jeść wziął swój talerz i butelkę po winie i odniósł do barmana. Wrócił do stolika, wziął łyk piwa i z kuflem w ręce podszedł do mężczyzny który siedział przy kominku.
-Witam. Czy ja widzę na twojej szyi symbol Lorven? – zapytał Elmir mężczyznę, po czym czekał na jego odpowiedź.
Szybko przypomniał sobie, że zapomniał się przedstawić.
-Nazywam się Elmir i jestem tu przejazdem. – dodał jeszcze szybko i ukłonił się, po czym ściągnął w końcu kaptur z głowy. Zanim mężczyzna zdążył odpowiedzieć, wziął krzesło i dostawił obok fotela, aby nie stać nad nim jak kat jakiś.
Awatar użytkownika
Vaust
Posty: 68
Rejestracja: 11 paź 2012, 13:22
GG: 17524824
Karta Postaci: viewtopic.php?p=36737#36737

02 lis 2012, 15:30

Gdy delektował się pysznym grzańcem, poczuł na sobie czyjeś spojrzenie i kroki, a zło, które czuł już przed samym wejściem, było coraz bliżej. Odruchowo, lecz nie nerwowo… wolną dłonią ścisnął mocno podłokietnik swego siedziska gotowy do wywinięcia się za swój fotel. Ostrożnie otworzył oczy, gdy już poczuł odór tej plugawej istoty i zza uniesionego kufla przyjrzał się ukradkiem mężczyźnie, który się dosiadł bez pytania.
Vaust starał się zachować zimną krew, gdy ujrzał tą bladą cerę i krwawe oczy. Powoli postawił kufel, gotów do obrony i odezwał się, wskazując fotel naprzeciwko:
-Proszę tam usiąść… nie dość, że będzie panu wygodniej, to jeszcze przyjemniej i bezpieczniej będzie ze sobą rozmawiać– na jego twarzy pokazał się wymuszony uśmiech. Widać było, że jest porządnie spięty. Patrzył na swojego rozmówcę dosyć podejrzliwie i nie wykonuje żadnego ruchu, zanim Elmir się nie przesiądzie.

Wróć do „Aldhal”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 12 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 11 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Infi
Liczba postów: 52147
Liczba tematów: 2970
Liczba użytkowników: 1042
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: xXVukoXx
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.