Siedziba sołtysa

To rybackie miasteczko nie jest duże, ale jako jedyne ma bezpośredni dostęp do morza. Wszyscy tutaj żyją z rybactwa, utrzymując tym samym mocną pozycję w Związku Miast Wschodnich. </p>
Awatar użytkownika
Niniel
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

Siedziba sołtysa

28 sty 2012, 21:41

Siedziba sołtysa

Obrazek
Chociaż oficjalnie mówi się na to miejsce siedziba sołtysa, to dla mieszkańców Aldhal jest to po prostu dom mędrca. Zarządza on całym miasteczkiem i chociaż jest "pieskiem Wolenvain", jest ogólnie darzony dużym szacunkiem, ponieważ zna się na rybołówstwie i bardzo ostro przestrzega rybackich tradycji pielęgnowanych przez ostatnie stulecia. Jest to człowiek w podeszłym już wieku, który nadal ma jednak dużo siły na zarządzanie miastem. Jego broda i otoczone siateczką zmarszczek oczy są niejako dowodem zdobytej z upływem tylu lat wiedzy. Ubiera się na rybacką modłę, w wygodne, przewiewne ubrania, coraz częściej jednak zakładając długie tuniki które sprawiają, że wyglądem przypomina starego czarodzieja. Dlatego też zwykło się mawiać na niego mędrzec.
Jego dom jako jedyny w Aldhal został zbudowany również z użyciem kamienia, nie tylko drewna. Jest większy od pozostałych i posiada więcej komfortów. Urządzony został bardzo przytulnie, zarówno miękkie dywany jak i obicia foteli czy zasłony na oknach zostały zrobione z materiałów o ciepłych barwach.
Mędrzec przyjmuje wszystkich gości pognanych tutaj politycznymi sprawami właśnie w swoim własnym domu. Zwykł ich zaprowadzać do największego pokoju w tym budynku. W oczy głównie rzucało się palenisko, a następnie stół umieszczony przed nim oraz parę foteli. Mawiano, że można tu było załatwić wszystkie małe i duże problemy, od dylematu z uciążliwym sąsiadem, po skargę o kradzież czy też prośbę o uzyskanie obywatelstwa w Aldhal.

Jeśli chodzi o to ostatnie, stary mężczyzna zawsze wysuwał listę korzyści posiadania takowego, jak i warunki by takowe uzyskać. Są to niżej wymienione:


Korzyści wynikające z posiadania obywatelstwa:
– udostępnienie łowisk w okolicach miasta oraz możliwość nabycia stałego miejsca w porcie
– możliwość przynależności do Gildii Rybackiej

Wymogi zdobycia obywatelstwa:
Wszystkie poniższe muszą być spełnione:
– posiadanie profesji której wypełnianie przysłuży się całej społeczności
– posiadanie stałego miejsca zamieszkania w obrębie miasteczka

Obowiązki obywatela:
– praca na rzecz społeczeństwa Gildii Rybackiej

Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Sarl
Posty: 628
Rejestracja: 26 kwie 2012, 12:27
GG: 23912838
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27349#27349

04 sie 2012, 01:28

Najemnik początkowo nie rozumiał, dlaczego Ves opuściła karczmę z takim pośpiechem. Zmarszczył brwi, przyglądając się otwartym drzwiom, przez które przed chwilą wyszła. Czyżby coś ją przestraszyło? Ale co? – zadawał sobie pytania. Obejrzawszy się za siebie zobaczył jedynie karczmarza, patrzącego w stronę drzwi ze srogim wzrokiem. Fechmistrz wzruszył ramionami i ruszył za dziewczyną, która, jak się okazało, czekała na niego na zewnątrz. Zobaczywszy go, ruszyła pierwsza ulicą, rozglądając się, prawdopodobnie za siedzibą sołtysa. Podążył nieśpiesznie za nią swoim dumnym krokiem, opierając opancerzoną dłoń na rękojeści miecza.
Jak zauważył, a obserwacja nie przysparzała mu trudu, Ves wydawała się nieco spięta. Nie znał sytuacji ani przyczyn tej nagłej zmiany nastroju, i nie wydawało mu się że je pozna, przynajmniej w obecnej chwili. Nie była skora do zwierzeń. Pomyślał, że być może czeka na pytanie, zainteresowanie z jego strony. Z drugiej strony zaś nie znał jej i nie był pewien, jak zareaguje na jego nagłe wścibstwo. Tym bardziej, że trudne pytania nie były w jego stylu – nie chciał zrażać do siebie kogoś, kto mógł okazać się towarzyszem na dłużej.
Jak zawsze pogrążony w rozważaniach, lecz czujny, bez słowa podążał za dziewczyną, która odnalazłszy właściwy budynek szybko weszła do środka. Z zewnątrz zdecydowanie się wyróżniał – miał kamienne fundamenty i wyglądał dość solidnie. Wnętrze zaś było nie tyle okazałe, co po prostu miłe dla oka. Mały ganek z wieszakiem na płaszcze, dalej spory pokój z dużym stołem, kilkoma nienowymi, lecz zapewne wygodnymi fotelami i paleniskiem, w którymi nie zdążono jeszcze rozniecić ognia. Drewnianą, zbitą kołkami podłogę zaś przykrywał dywan. Nawet burmistrz sprawiał przyjemne wrażenie – starszy, najprawdopodobniej spokojny i opanowany osobnik, ubrany w nieco przydługą koszulę. Kogoś takiego raczej nietrudno będzie przekonać do swoich racji.
Oficer wmaszerował na środek pokoju, omijając Ves i zatrzymując się pośrodku pokoju. Zamierzał, tak jak dotychczas, przejąć inicjatywę. Staruszek podniósł wzrok znad swoich papierów i zmarszczył brwi na widok gości. Zapewne nie przyjmował zbyt często obcych. Na jego biurku lekko wylądował zalakowany list, wyjęty z kieszeni sarlowego płaszcza.
Twój posłaniec zawiódł – rzucił. – Znalazłem go przy trakcie, rozstrzelanego. Miał przy sobie tylko to.
Przerwał, po czym swoim zwyczajem dorzucił szyderczy docinek.
Adresat nieznany, przesyłka zwrócona do nadawcy – powiedział, zakładając ręce na piersi.
Gdy sołtys podniósł list i zaczął go oglądać, kontynuował.
Zwróć uwagę, dalej jest zalakowany. Jego zawartość mnie nie interesuje, twojej prywatności dotrzymałem. Dobre maniery nakazywałyby jakoś wynagrodzić tę grzeczność.
Miał nadzieję, że tamten pojmie aluzję.
Awatar użytkownika
Karm
Posty: 1020
Rejestracja: 28 gru 2011, 03:55
GG: 43749373
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?t=1310

04 sie 2012, 06:19

MG

Sołtys podniósł wzrok znad papierów, zmarszczył brwi i czekał tak kilka sekund, patrząc na nieznajomego. Był zajęty. Nie miał nic przeciwko przyjmowaniu gości, lecz chyba wszystkie demony świata uwzięły się na niego tego dnia, bo co i rusz spadało na jego głowę coraz więcej spraw do wyjaśnienia. Był poddenerwowany. To jakiś obcy wtargnął do miasta i zajął miejsce na łowy znanemu rybakowi Lenowi, który nie zamierzał tego tak zostawić, to grupa odważniejszych obywateli narzekała na podatki i posuwała się nawet do osobistych odwiedzin w jego domu z pogróżkami, to problem emigracji do Mori, Derin czy innych miast Autonomii narastał na przemian z problemem jesiennych małych kataklizmów, spowodowanych przez nadzwyczaj uciążliwe wiatry i ulewy… Koszmar. Szczególnie dziś, gdy to wszystko waliło do niego drzwiami i oknami od samego ranka.
I jeszcze to. List, który wysłał popołudniem. List, który był ważny dla niego i dla miasta. Nie dotarł. A powinien i to jeszcze tego samego dnia! Goniec nie żył. Niewinny człowiek, który dzierżył w dłoniach coś tak cennego. Na szczęście większą cześć wiadomości miał w głowie, nie na papierze. Może szczęście dopisało chociaż w małym stopniu, i mąż nie został brutalnie przesłuchany…
Mężczyzna, który przyniósł papier pragnął nagrody, a on miał na karku jakiegoś parszywego wroga, który najwidoczniej starał się wszystko utrudnić. Czy aby wróg ten nie stał właśnie na jego dywanie? Po co miałby odnosić list bez jego czytania? Po co miałby go w ogóle zabierać? Dlaczego morderca go nie zabrał? A może właśnie zabrał…
Wstał. Dosyć gwałtownie, bo miał zły dzień, ale szybko się uspokoił. Wziął głęboki oddech i zerknął w okno. Przymknął oczy na kilka chwil i odwrócił się do Sarla.
- Witam. - powiedział dopiero wtedy, na wydechu - Proszę, proszę siadać. - wskazał miejsce i podszedł do kominka, zamieszał w drwie i wrócił do stołu, by usiąść w swoim fotelu - Mogę prosić o wytłumaczenie mi całej sytuacji, panie? Widzę, że pieczęć nienaruszona, treść nieprzeczytana. Doceniam i dziękuję. - sięgnął po list i obejrzał niechętnie, po czym odłożył na bok i zatopił się całkowicie w fotelu - Co się stało? Jak rozstrzelany, gdzie? - musiał się upewnić. Nie ufał mężczyźnie, wszak mógł kłamać, mógł odebrać mu list i przyjść tu w celu wyłudzenia pieniędzy, mógł być mordercą. Musiał z nim porozmawiać, co nie uśmiechało mu się w związku z pierwszymi słowami nieznajomego. Nie mógł jednak wyjawić podejrzeń. Doskonale ukrywał swoje myśli, choć nerwowość zdradzało stukanie palcem o oparcie oraz drżenie nogi.
Zastanawiał się głównie nad tym, dlaczego niby morderca miałby zostawić list przy ofierze. Przecież wiadomym było, że goniec zginął tylko i wyłącznie przez tą wiadomość. Może sprawcy lub zleceniodawcy zależało, by wiadomość po prostu nie dotarła, a nie by ją poznać. Może ją znał. Jeśli tak… Trzeba będzie przyjrzeć się dokładniej wszystkim z otoczenia.
Awatar użytkownika
Ves
Posty: 157
Rejestracja: 06 lut 2012, 00:16
GG: 13073276
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1566

05 sie 2012, 01:24

Dziewczyna weszła do środka przed Sarlem, ale ten szybko wyminął ją, korzystając z okazji, że przystanęła, podziwiając wystój wnętrza. Nie miała nic przeciwko, w końcu to on miał przy sobie list. Przejął inicjatywę, a Ves stanęła sobie z boczku, przysłuchując się rozmowie i przyglądając tym razem samej osobie sołtysa, który wyglądał jak stary czarodziej. Jednak, gdy mężczyźni zaczęli tak sobie rozmawiać, poczuła się zignorowana. Zdawało jej się, jakby starzec zwracał się tylko do Sarla. Może trzeba było jednak się wtrącić? Zmieniła nieco pozycję. Zamiast podejść i usiąść na wskazanym miejscu, cofnęła się, i oparła o ścianę, krzyżując ręce na piersi. Minę miała trochę nadąsaną i wyglądała teraz jak obrażone dziecko. Zapewne prezentowała się raczej śmiesznie.
Milczała sobie. Nie wie przecież więcej niż jej towarzysz, a nawet prawdopodobnie mniej. Niech to sobie panowie załatwią między sobą, nie będzie im przeszkadzać. Zauważyła, że sołtys wygląda na zmęczonego, ale może to była po prostu starość? Dopytywał się oczywiście o szczegóły sytuacji. To było zrozumiałe. Zapewne zastanawiał się, czy przedstawiona mu wersja jest prawdziwa, i czy to nie oni zabili gońca, albo zrobili coś podobnego. Ona też zwykle podejrzewała innych o najgorsze, więc dobrze go rozumiała. Ciekawe, czy taka cecha pomagała w dochodzeniu do władzy. Może też powinna się tym zająć. Odwróciła wzrok i przeniosła go na widok za oknem, znudzona oglądaniem wnętrza. Przestała tak dokładnie przysłuchiwać się rozmowie, Podejrzewała raczej tradycyjny przebieg. Bardziej interesował ją efekt tego wszystkiego. Dodatkowe pieniądze przecież zawsze się przydadzą. Wpadła jej do głowy myśl, że może staruszek będzie chciał, by teraz to oni dostarczyli wiadomość, wszak wykazali się obowiązkowością i dyskrecją. To nieco ją wystraszyło, bo głupio byłoby odmówić, a z drugiej strony zupełnie nie miała na to ochoty. Doszła jednak do wniosku, że to Sarl prowadzi przecież tą rozmowę, a on był jeszcze mniej chętny do pomocy, niż ona. Pewnie by się nie zgodził i odmowa przeszłaby mu przez gardło bez problemu. I dobrze.
Tymczasem skorzystała z okazji, że stoi i nic nie robi, wracając do rozmyślań na temat swojej przyszłej pracy. Może podchodziła do problemu od złej strony. Zamiast zastanawiać się, co potrafi, mogłaby pomyśleć, co chciałaby robić, a reszty mogłaby się nauczyć. To był jakiś pomysł. Uważała się przecież za bystrą osobę, mogłaby pomagać w jakiejś pracowni czy warsztacie rzemieślniczym. Przeszła jej przez myśl praca w oberży, ale odrzuciła ją natychmiast, mając w pamięci doświadczenia z ostatniej wizyty w tym mieście. Na kelnerkę zdecydowanie się nie nadawała, a od kiedy spróbowała tej roboty, podziwiała stalowe nerwy dziewcząt się tym zajmujących. Znosiły niewybredne komentarze i spojrzenia pod swoim adresem, niekiedy nawet więcej, gdy klientela była już mocniej pijana, ale potrafiły cały czas się uprzejmie uśmiechać, bądź chociażby zachować spokój. Jej się to nie udawało. Ale praca w jakimś warsztacie, to co innego. Pewnie mogłaby tego spróbować. Wróciła nieco myślami do pomieszczenia, w którym była, zerkając w stronę rozmawiających mężczyzn i sprawdzając jak rozwinęła się rozmowa.
Awatar użytkownika
Sarl
Posty: 628
Rejestracja: 26 kwie 2012, 12:27
GG: 23912838
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27349#27349

05 sie 2012, 13:27

Postoję, nie mam czasu – odrzekł. – Nie za bardzo wiem, co tu jest do wyjaśniania. Wczoraj jechałem… – tutaj zająknął się i odwrócił w stronę Ves, przypomniawszy sobie że nie był sam. Dziewczyna wyglądała na znudzoną i nie wtrącała się w rozmowę – jechaliśmy traktem północnym w stronę Nalin. Z lasu wybiegł przestraszony koń bez właściciela, więc postanowiliśmy to sprawdzić. Kawałek w głąb lasu leżał trup z dwoma strzałami wbitymi w ciało. Miał przy sobie tylko ten list.
Oficer obserwował rozmówcę, pragnąc odczytać jego myśli z zachowania. Był wyraźnie przejęty – w tym liście musiało być coś istotnego. Czyżby podejrzewał go o zamordowanie jego posłańca i próbę wyłudzenia? Spojrzał kątem oka na swój łuk w skórzanym futerale, przymocowany do paska powyżej miecza. Kto wie, co mogło przyjść do głowy staremu. Miał tylko nadzieję, że nie będzie podejmował pochopnych decyzji.
Wydaje mi się, że zabójca nie zdążył ograbić trupa i spłoszyło go pojawienie się nieoczekiwanych, uzbrojonych świadków. Następnym razem wysyłaj posłańców z obstawą – dodał po chwili. Postanowił uprzedzić ewentualne pytanie burmistrza i powiedział jeszcze: – Zamierzamy pozostać w twoim mieście trochę dłużej. Niedawno wyjechaliśmy z Wolenvain i na chwilę obecną nie będziemy tam wracać, musisz więc wysłać kogoś ze swoich.
Dostarczenie listu byłoby zapewne łatwym zarobkiem, ale po prostu nie chciało mu się przejeżdżać tej samej, niekrótkiej przecież drogi dla jakiejś marnej nagrody. I tak do biednych nie należał. W dodatku wątpił, czy Ves by się to spodobało.
Awatar użytkownika
Karm
Posty: 1020
Rejestracja: 28 gru 2011, 03:55
GG: 43749373
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?t=1310

10 sie 2012, 03:07

MG

Dopiero, gdy Sarl odwrócił się do Ves, sołtys zauważył, że jest ona w pomieszczeniu. To przez zmęczenie. Nie odzywała się, on miał głowę zawaloną kupą spraw, do tego jeszcze martwy posłaniec, który nie dostarczył ważnej wiadomości. Ech. Koszmarny dzień.
Chciał zaproponować spoczynek, przywitać się, ale zrezygnował, widząc, że kobieta zajęta jest własnymi myślami. Pogładził zamknięte powieki, zdejmując na chwilę okulary do czytania, które miał na nosie. Słuchał słów mężczyzny, karcąc się w myślach o rzeczywisty brak obstawy. Jak mógł tak zawieść? Z drugiej strony brak obstawy nie wzbudza podejrzeń. A przesyłka była tajna. Im mniej sensacji wzbudzała, tym lepiej. Widać ktoś zdradził. Ktoś wiedział i ktoś postanowił wszystko popsuć.
Słowa Sarla wydały mu się wiarygodne, do tego obecność kobiety raczej przekonała go do tego, że nie są to mordercy. Nie otwarli pieczęci, nie przeczytali listu. Kto bawiłby się w zabijanie niewinnego gońca dla paru złotych monet? No tak. Każdy mieszkaniec brudnych dzielnic jakiegokolwiek miasta. Ale oni nie wyglądali na takich, choć ich wygląd pozostawiał wiele do życzenia – musieli być zmęczeni podróżą.
Wersja, którą oficer przedstawił zdawała się bardzo wiarygodną. Morderca przestraszył się ich, nie zabrał listu. Zresztą, i tak najważniejszego by się nie dowiedział – kluczowe informacje zniknęły wraz z ostatnim przebłyskiem świadomości u gońca.
- Ma pan rację. - westchnął i złożył okulary na powrót - Powinienem bardziej pilnować swoich spraw. Niemniej, dziękuję za dostarczenie przesyłki mnie, zamiast otwarcia listu, w celu sprawdzenia adresata… - spojrzał na kobietę ukradkiem i ponownie westchnął, zaczynając grzebać coś po kieszeniach oraz szufladach biurka - No cóż… Poradzę sobie jakoś. Za chwilę wyśle ludzi, by zbadali ów las. Jeśli to nie problem, proszę o kontakt, jeśli byście sobie coś ważnego przypomnieli.
Wyjął z jednej z szuflad coś, zerknął na mężczyznę, potem na kobietę, i jeszcze po coś sięgnął. Dopiero wtedy położył na blacie biurka tam, gdzie nie było papierów, dwie złote monety i odsunął od siebie. Niewątpliwe, że użyczył im swoich własnych pieniędzy. Nie był zbytnio chętny na ten gest, ale widocznie list był naprawdę ważny. Do tego jego sytuacja…
Wstał i wyciągnął dłoń w stronę Sarla.
- Dziękuję raz jeszcze. Pani również. - skierował ku Ves. Chciał jak najszybciej wrócić do swoich obowiązków, ale wcześniej załatwić gorącą jeszcze sprawę z trupem na trakcie. Kolejny problem do kolekcji. Co za cholerny dzień.

Możecie zrobić zt. Ostatniego posta napiszę, jeżeli będzie to konieczne, choć myślę, że nie. Żeby nie było bez nagrody w PCh, Sarl dostanie te dwa punkty, a Ves jeden, symbolicznie.
Dzięki za grę. Druga część sesji przerodziła mam się w malutkie… coś. Ale sprawa z listem zakończona, jesteście całkowicie wolni ode mnie.
Do zobaczenia w przyszłości, być może!
Awatar użytkownika
Sarl
Posty: 628
Rejestracja: 26 kwie 2012, 12:27
GG: 23912838
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27349#27349

11 sie 2012, 14:07

Słuchał słów starca z beznamiętnym wyrazem twarzy, z rękami skrzyżowanymi na piersiach. Po jego rozmówcy widać było, że jest zmęczony, ma wiele zajęć i nie sprawiał wrażenia zadowolonego z najnowszych wieści. W sumie trudno było cieszyć się z utraty człowieka i niedostarczenia ważniej wiadomości. Oficera w sumie nie interesowało, co znajduje się w środku, ani problemy burmistrza. List dostarczył jedynie przy okazji – miał dość bycia chłopcem na posyłki z pierdołami, w dodatku za marne grosze. Biedakiem nazwać się go nie dało, a przybył tutaj niejako odpocząć (i wzmocnić, być może, nową znajomość – jak sobie pomyślał). Zresztą ostatnio mało rzeczy naprawdę go ruszało.
Gdy sołtys wyłożył na stół dwie monety, pułkownik zmarszczył brwi. Złoto – jak na taką pierdołę, to było to prawie tak jak znaleźć te pieniądze na ulicy. Postanowił nie przedłużać już sprawy, zaliczyć kąpiel w morzu, co postanowił sobie już dawno, i położyć się spać – odespać ponad dwie doby na nogach.
Drobiazg – rzucił w odpowiedzi na podziękowania. Istotnie, nie było to nic szczególnego. Łatwo przyszło, łatwo poszło.
Zebrał w garść obie monety i obrócił się, nie zwróciwszy nawet uwagi na wyciągniętą w jego stronę dłoń. Kierując się w stronę wyjścia, położył na prawym kciuku jedną z monet i wprawnym, zręcznym uderzeniem palców wyrzucił ją w powietrze w kierunku Ves.
Łap – powiedział przy tym, zwracając jej uwagę. – Nie ma to jak darmowy obiad – dorzucił szyderczo.
Wyszedł na ganek, otworzył szeroko drzwi i wypuścił dziewczynę pierwszą z kurtuazyjnym, zakrawającym nawet o szyderstwo gestem, po czym sam opuścił domostwo, zatrzaskując drzwi uroczym zamachem.
No więc, co teraz? – zapytał. Słońce zaszło już niemal całkowicie, nie było już widoczne zza domów w centrum miasta, ale nad brzegiem jego kawałek powinien być jeszcze widać. – Na spacer chyba starczy nam jeszcze czasu.
Nie mógł się już doczekać ciepłej wody, nagrzanej słońcem przez cały pogodny dzień.

z/t
Awatar użytkownika
Ves
Posty: 157
Rejestracja: 06 lut 2012, 00:16
GG: 13073276
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1566

12 sie 2012, 22:04

Sarl szybko zakończył rozmowę, a sołtys szczęśliwie nie kazał im nic robić. Wyglądał jednak nieszczęśliwie i dał im po złotej monecie. Spojrzała na niego, wciąż nieco zamyślona, marszcząc lekko brwi. "Tyle pieniędzy za taką błahostkę, jak oddanie listu? Musiał być ważny. Może trzeba go było trochę przycisnąć, to podzieliłby się jeszcze większą sumą?"
Ves jednak nie byłą łasa na pieniądze. A w każdym razie nie aż tak, więc nie zastanawiała się nad tym długo. Podziękowała sołtysowi czymś, co przypominało krótkie dygnięcie. Sarl, wychodząc rzucił w jej kierunku monetę, rzucając szyderczym komentarzem. Złapała pieniążek zupełnie odruchowo i podążyła wzrokiem za towarzyszem, który otworzył drzwi i przepuścił ją w nich w ukłonem. Wyszła, spoglądając na niego podejrzliwie i nawiązała do tego, gdy oboje opuścili siedzibę sołtysa.
Co to było? To w drzwiach – Zorientowała się, że znów nie wyraża się dość dokładnie, więc dodała: – Wyglądało to jak żart. Mało śmieszny.
Spoglądała na niego uważnie. Znała go zaledwie dwa dni, ale jakieś zdanie na jego temat zdążyła już sobie wyrobić. Na pewno uważała, że jest raczej skryty i małomówny, choć dzisiejsza długa rozmowa zdawała się temu przeczyć. Cały czas zastanawiała się, co tak naprawdę myśli i niekiedy jego cyniczne komentarze ją zaskakiwały. Tak jak w tej chwili. Wydawało jej się, że chyba nie miał na celu jej obrażenie, aczkolwiek poczuła się nieswojo po tym, co zrobił. Zresztą zawsze uważała, że otwieranie drzwi kobiecie to niepotrzebny zwyczaj. Przecież każda umiałaby zrobić to sama.
Jak to co? – zapytała po chwili, odpowiadając na jego pytanie i uśmiechając się zadziornie. – Idziemy na plażę. Przecież mówiłam, że ci nie odpuszczę.

z/t
Awatar użytkownika
Tłuk
Posty: 16
Rejestracja: 20 lip 2013, 14:42
Karta Postaci: viewtopic.php?p=44341#44341

18 lis 2013, 12:14

Dreptał traktami zarówno w nocy jak i w dzień. Mijał wsie i miasta lecz, żadna nie podobała mu się na tyle, by zostać w niej na dłużej. Nie lubił ludzi mieszkających w ciałach drzew. Z wzajemnością. Po pierwszym niemiłym zdarzeniu przestał zatrzymywać się w wioskach. To nie był czas, aby czynić Dzieciom Natury krzywdę. Nawet jeśli one nie miały oporów w ścinaniu lasów i kłusowaniu. Bardzo to go złościło. Jego oraz jego Leśnych Braci. Zabijanie zwierzyny dla przyjemności, albo korzyści materialnej było złe. Tak uczył Chodząca Sowa. Nie złapał jednak nikogo na gorącym uczynku na trakcie. Większość czasu biegł, gdy chciał spać drzemał na stojąco opierając się o drzewo. Drzewa nie miały mu tego za złe, a jeśli nawet to ładnie im dziękował i zostawiał nasiono Kopu W Czachę zagrzebane w śniegu. Samotne stare drzewa lubią od czasu porozmawiać z inną rośliną. Tak mówił Płaczący Fiołek.

Mijał pola i innych podróżujących zdziwionych widokiem biegnącego bezustannie trolla. Niektórzy z nich nerwowo łapała za broń w obawie przed atakiem. Tłuk jednak nie miał ochoty na przyjacielską grabież. Kiwał jedynie głową i rzucał kilka leśnych błogosławieństw, których nauczył go Dwa Dęby. Dobrze czasem usłyszeć ludzki język.

Po kilku dniach dobiegł do końca traktu. Zakończony został wioską na skraju Dużego Jeziora. Tłuk sprawdzał kilka razy, tu kończył się trakt. Co prawda biegły jakieś pomniejsze drogi. Nie podobały mu się jednak. To nie to samo.

Ludzie nie byli aż tak zainteresowani Tłukiem jak w innych wioskach. Wydawało się dziwne, lecz myślenie (nad tym) było sprawą drugorzędną. Kompletnie nie wiedział co ma teraz robić. Nie chciał zawracać taki kawał do najbliższego rozwidlenia traktu. Postanowił sprawdzić czy Wielka Droga nie biegnie dalej. Tak dla pewności. Powoli wpadał w panikę. Desperacko zapukał w drzwi Dużego Domu chcąc spytać mieszkańców.
- Tłuk nie wie co ma ze sobą zrobić.
Awatar użytkownika
Złotooka
Posty: 461
Rejestracja: 31 lip 2012, 22:44
Lokalizacja postaci: Pałac Sztychu
GG: 11589805
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2073

10 gru 2013, 23:49

MG

Zmożony długą podróżą, oparł się delikatnie o drzewo. Słońce zachodziło, więc była idealna pora na wskoczenie do łóżek – jednak nie dla niego. Tłuk jedynie przystanął, by nabrać sił przed dalszą podróżą.

Chłodny wiatr uderzał w drzewa i w stojącego spokojnie trolla, swoim szumem szepcząc mu do ucha słodką kołysankę. Głowa zaczęła mu ciążyć i w ostatniej chwili potrząsnął nią, żeby nie odpłynąć.

Ruszył w dalszą drogę traktem. Po jakimś czasie wpadł prosto na ludzką mieścinę. Nie miał pojęcia, czy trakt kończy się wraz z wioską, czy może ciągnie dalej, ale by nie błądzić, postanowił kogoś zapytać. Niby niewinny i normalny akt, który w mgnieniu oka przemienił się w koszmar dla osoby łagodnej, spokojnej i wychowanej wśród natury, która może i bywała gwałtowna, jednakże głównie tuliła go swą delikatnością do snu.

Trudno powiedzieć dlaczego akurat taki obraz stanął przed jego powiekami… Czy to ze względu na jakiś wewnętrzny strach przed miasteczkami przyciągnął do siebie takie wydarzenia, czy może Kopa W Czachę pomieszała mu fakty, plotki, informacje i inne takie, i postawiła przed nim tak bardzo realistyczny i zły sen, ale niestety…

Ni stąd, ni z owąd, wokół Tłuka pojawiła się chmara ludzi. Nie byli to zwykli ludzie, jakich mijał na traktach. Z ich oczu uderzała w trolla nienawiść, zaciskali złośliwie zęby i ściskali różne niebezpieczne przedmioty. Można było łatwo stwierdzić, że pożądali krwi i to krwi Tłuka, który zakłócił ich spokój.

Wróć do „Aldhal”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 9 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 9 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52125
Liczba tematów: 2968
Liczba użytkowników: 1039
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Mejb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.