Plaża

To rybackie miasteczko nie jest duże, ale jako jedyne ma bezpośredni dostęp do morza. Wszyscy tutaj żyją z rybactwa, utrzymując tym samym mocną pozycję w Związku Miast Wschodnich. </p>

Moderator: MG

Awatar użytkownika
Ves
Posty: 157
Rejestracja: 06 lut. 2012, 00:16
GG: 13073276
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1566

Plaża

12 sie. 2012, 22:05

Aby na nią trafić trzeba opuścić port rybacki, podążając brzegiem morza, bądź też okrążyć miasto, przy czym ze względu na ukształtowanie terenu, pierwsza opcja jest zdecydowanie prostsza. Blisko miasta jest to wąski pas białego, drobnego piasku, oddzielający wodę od porastających mizerną roślinnością pagórków. Im dalej od miasta, tym brzeg podnosi się, a piasek zmienia w żwir i kamyczki. Po kilkunastu minutach spaceru mamy już znacznie przekraczający wysokością człowieka klif.
Z morza wystają, gdzieniegdzie skały, a ich ilość również wzrasta wraz z odległością. Położone są na tyle blisko lądu, by nie stanowić zagrożenia dla statków. Sprawiają natomiast, że większe fale tracą na prędkości, rozbijając o nie malowniczo. W pewnym momencie skały schodzą z plaży w wodę. Jeśli zna się to miejsce i drogę (i potrafi utrzymywać równowagę), można przejść po nich aż do podnóża klifu, gdzie znajduje się szeroka na niemal dwie stopy skalna półka. Widoczna jest także z góry, ale zejście na nią może powodować spore trudności.
Jeszcze dalej w klifie znajduje się słabo widoczna jaskinia, w czasie przypływu znajdująca się tuż nad linią wody, przez co może się ona wdzierać do środka. Dostanie się do niej po skałach jest niemożliwe, a zejście z góry – bardzo niebezpieczne. Miejscowe legendy mówią, że kiedyś ukrywał się tam upadły sługa Lorven.
***
Spod siedziby namiestnika Ves wyruszyła pierwsza i tym razem to ona prowadziła, narzucając dość energiczne tempo. Słońce już zaszło, a nie uśmiechało jej się takie wałęsanie się po nocy. Kąpiele w świetle gwiazd może i są romantyczne, ale teraz niebo zaczynało się robić pochmurne, a księżyc też nie był zbyt imponujący. To raz. A po drugie, uważała, że chyba wystarczająco już naraziła się oberżyście spod "Róży". Buszowanie po jego lokalu w środku nocy raczej nie poprawiłoby jej wizerunku. Chociaż, z drugiej strony, może udałoby się wtedy uniknąć spotkania z nim?
Tak czy siak, nie zamierzała spędzić na tym spacerze całej nocy, bo wyspać też by się chciała. Dlatego zamierzała szybko dotrzeć na miejsce i dopiero tam zwolnić, by nacieszyć się morzem. Dotarła do portu rybackiego, gdzie skręciła pewnie w jedną z uliczek. Minęła kilka domów, ponownie skręciła i znalazła się nad brzegiem. Port widoczny był gdzieś za nimi. Cuchnący rybami i żyjący własnym życiem nawet o tej godzinie. Przed nimi zaś było już widać jasną wstążkę plaży i wznoszące się dalej klify.
No więc – przerwała milczenie. – Na czym skończyliśmy naszą rozmowę? Zdaje mi się, że na twoim szlachetnym pochodzeniu…
Zastanawiała się chwilę, czy rozwinie temat i rozmyślała jednocześnie nad kolejnym pytaniem. Sama nie wiedziała, jak teraz pokierować rozmową. Dowiedziała się najciekawszych rzeczy o jego ojczyźnie, więc teraz powinna pytać bezpośrednio o niego, prawda?
Tymczasem dotarli do miejsca, gdzie zaczynał się jasny nadmorski piasek. Zatrzymała się i utrzymując równowagę na jednej nodze, zabrała za zdejmowanie butów. Potem chwyciła je w lewą rękę i z szerokim uśmiechem kontynuowała spacer, zwalniając tempo. Piasek cudownie przesypywał jej się między palcami. Łagodnym łukiem skierowała się w stronę fal, łagodnie obmywających plażę. Słychać było dźwięk wody rozbijającej się gdzieś dalej o nadbrzeżne skał. Dzięki temu tutaj było bardzo spokojnie. Miejscowa młodzież często tu przychodziła, bo miejsce nadawało się do bezpiecznej kąpieli. Oczywiście, jak to młodzi, potrafili znaleźć sobie także bardziej ekscytujące zajęcia.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Sarl
Posty: 628
Rejestracja: 26 kwie. 2012, 12:27
GG: 23912838
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27349#27349

13 sie. 2012, 02:12

Sarl, oczywiście, choć nie miał nawet ku temu większych powodów, nie mógł odmówić sobie swojej dawki szyderstwa. Słysząc wyrzut, poczuł zmieszanie i nie odpowiedział. Wzruszył tylko ramionami. Wiedział, że cała sprawa z listem nie była niczym więcej niż tylko zawracaniem dupy. Zawracaniem dupy nazwać się dało cały dzisiejszy dzień – począwszy od biegania po cholernej wsi w poszukiwaniu miejsca do snu, zaledwie kilkugodzinnego, poprzez ratowanie, w dodatku nie do końca z własnej woli, kretynów z uwięzi i skradanie się po lasach aż do dzisiejszej, zakończonej już sytuacji. Zdał sobie sprawę, że ten rozdział został już zamknięty – pozostał jedynie ciężar sakiewki, napełnionej srebrem i tej jednej, złotej monecie, ukrytej od razu prestidigitatorskim ruchem w wypchanej już jej podobnymi sakiewce.
Idąc swym zwyczajnym, marszowym krokiem tuż za Ves, której, co dziwne, strasznie się śpieszyło, poczuł własne zmęczenie. Czy sprawiła to kompletna już rezygnacja, czy uświadomienie, że na chwilę obecną nie ma już żadnych konkretnych zajęć, nie wiedział. Zresztą, bywały już znacznie gorsze sytuacje… Tak jak wtedy, gdy stał kilkanaście godzin na deszczu obstawiając budynek, z zleceniem przejęcia typka, który posiadał ważne dla klienta informacje. Stał tam tylko po to, by kretyn, który koordynował akcję przysnął i dał umówiony znak o piętnaście minut za późno. I oczywiście, z precyzyjnie zaplanowanego działania wyszła rzeźnia, z której przejmowany cało nie wyszedł. I czas, i zapłata psu w dupę. "Zawsze mogło być gorzej" – powiedział sobie wtedy. To samo mógł powiedzieć i teraz. Suwereny nie leżały na ziemi.
Ściągnął brwi, obserwując jej pośpiech. Czy nie wydawała się wcześniej taka zmęczona, zarówno jazdą jak i wcześniejszymi zajęciami, czy po prostu była wytrzymalsza, niż mogłoby się wydawać. Nic o niej nie wiedział. I co gorsza, bał się zapytać, jeden pies wie czemu coś go powstrzymywało. Sam wścibstwa nie lubił, ale… Co mógł poradzić na swój przeklęty charakter. Po prostu nie umiał rozmawiać z ludźmi.
Ciężkie, wzmacniane buciory uderzały w wydeptaną ścieżkę, wydając charakterystyczny odgłos. Na razie tylko te dźwięki, oprócz niedalekiego szumu fal i ćwierkania nocnych ptaków przerywały zalegającą ciszę. Ves prowadziła go, wyraźnie znając układ uliczek wsi. Niedługo potem opuścili mieścinę, wychodząc na plażę. Dziewczyna dalej szła z przodu, on zaś zatrzymał się, uderzony widokiem który ujrzał. Morze. Morze w środku lata, woda aż po horyzont. Gdy był tu ostatni raz, w zimie, po wodzie pływały lodowe kry, a w oddali dało się zobaczyć jednolitą, grubą warstwę lodową. Ogarnął go zachwyt, co nie było częste. W jego stronach nie było mórz, ani nawet rzek, dlatego też widok wody ciągnącej się do samego końca pola widzenia robił na nim nieodmienne wrażenie. I w sumie zdąży się nacieszyć tym widokiem, wszak spędzi tutaj jakiś czas. Cieszył się, że przyjechał akurat tutaj. Zapomniał o zmęczeniu – nie tylko dla zapłaty, spoczywającej w kieszeni, ale także dla samego widoku warto było przejść przez to wszystko. Widoku, który wrył mu się głęboko w pamięć – ostatnich promieni słońca, odbijających się od nieskończonej tafli wody, wzruszanej niesionymi wiatrem falami…

Podążył dalej przez piasek, na który woda wdzierała się raz po raz, jeszcze wolniej niż poprzednio. Zauważył, ze Ves również zwolniła, i dobrze – pośpiech w tym miejscu był absolutnie zbędny. Usłyszawszy pytanie raz jeszcze wzruszył ramionami.
Szlachetne, czy nie szlachetne, teraz i tak gówno z tego mam – odpowiedział, może trochę zbyt ostro. – Nawet nie mam świstka, który mógłby to poświadczyć. Nie zaprzeczam ani nie wypieram się tego, ale to moje szlachectwo funta kłaków nie jest warte.
Rozległ się charakterystyczny, metaliczny dźwięk, gdy rozpiął ciężki pas z mieczem, który odrzucił potem na piasek, za siebie. Zrzucił też zakurzony płaszcz, który, zwinięty, poleciał trochę dalej. Podobnie poradził sobie z kolczym pancerzem i plecakiem – zdjęte przez głowę dołączyły do reszty odzienia. Nie bez trudu pozbył się także butów, a pozostawszy jedynie w zużytej już nieco koszuli i spodniach nie przejmował się już ich zdjęciem. Wszedł do wody bez zastanowienia, zagłębiając się w nią od razu, gdy tylko stała się wystarczająco głęboka. Lepszego momentu nie mógł sobie wybrać – morze nagrzewało się przez cały słoneczny dzień i dopiero teraz, gdy słońce zaszło zaczęło się ochładzać. Jedynie, gdy wszedł głębiej poczuł przejmujący, ale w miarę przyjemny chłód.
Ochlapał sobie twarz i splunął z obrzydzeniem, gdy sól wpadła mu do ust. Stojąc, zanurzony po szyję rozpiął w końcu koszulę i ściągnął ją, przyglądając się jej. Prał ją ostatnio, gdy siedział w "Linoskoczku", to jest jakieś dwa dni temu. Za to płaszcz dobry tydzień. W torbie trzymał zapasowe, świeże spodnie i koszulę, a przynajmniej były tam kiedy ostatni raz tam zaglądał. Ni to z rozbawieniem, ni to z przejęciem pomyślał, jak się później wysuszy.
Cholera – zaklął, rzucając mokrą koszulą na brzeg – przydałoby się solidne pranie.
Cały czas starał się mieć ziemię pod nogami – co oczywiste, nie umiał pływać, wszak nie posiadał warunków do doskonalenia tej umiejętności, ale kto wie, czy mając czas, przy odrobinie samozaparcia w końcu się tego nauczy.
A ty, nie wchodzisz? – zapytał oficer, wykonując dziwne, mające naśladować pływanie ruchy.
Awatar użytkownika
Ves
Posty: 157
Rejestracja: 06 lut. 2012, 00:16
GG: 13073276
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1566

14 sie. 2012, 00:27

To jego szlachectwo jednak chyba było lekko drażliwym tematem, przynajmniej, sądząc po jego reakcji. Ale nie zamierzała się tym przejmować i nie chciała, żeby on też się tym przejmował. Odwróciła się i przez chwilę szła sobie tyłem, obserwując go uważnie.
Czyli nie muszę mówić do ciebie ze szlacheckim tytułem? – upewniła się żartobliwie. Sarl zaczął się rozbierać uśmiechnęła się widząc to, ale zamiast skomentować, albo pójść w jego ślady tylko usiadła na ziemi, a następnie położyła na piasku, patrząc w zachmurzone granatowo szare niebo, od strony wody jeszcze zabarwione malowniczo na ciepłe barwy. Pod sobą czuła nagrzany piasek i leżało jej się tak wspaniale. Mogłaby dosłownie zasnąć, choć wcześniej nie czuła się śpiąca i teraz też nie do końca o to chodziło. Po prostu odprężyła się momentalnie. Leżała tak bez ruchu nie myśląc o niczym szczególnym i słysząc gdzieś niedaleko cichy plusk, gdy Sarl wszedł do wody. Chwilę potem usłyszała uwagę o praniu i prychnęła śmiechem. Przeturlała się na brzuch i spojrzała na niego, opierając brodę na dłoniach i przypatrując leniwie, gdy mówił. O tak, miała kąpiel w planach, ale jakoś nie chciało jej się ruszyć.
Nie chce mi się - przyznała szczerze. Zaraz potem westchnęła, podniosła się i usiadła na piętach. No nie mogło być tak, że jej się nie chciało. Była młoda, właściwie jeszcze dzieckiem, nie miała pracy i niewiele pieniędzy. Nie ma prawa jej się nie chcieć. Trzeba silnym być. Poza tym, jeśli się nie ruszy, to trzeba będzie ją tu zostawić, albo odnieść do karczmy, bo później na pewno się już na to na pewno nie zdobędzie.
Ale pójdę – dodała, jakby chcąc upewnić samą siebie. Wstała i ponownie balansując na jednej nodze, zdjęła spodnie, zostając w majtkach i koszuli. Szczęściem była na tyle długa, żeby Ves nie czuła się aż tak naga, jak w innym przypadku. Składając ubranie pobieżnie i odkładając obok butów na piasek, spojrzała jeszcze na swoje nogi. Długa blizna na prawym udzie w tym ostrym świetle była paskudnie widoczna, a przynajmniej tak jej się wydawało. Zbliżyła się do wody i powoli weszła, zanurzając spoty zaledwie po kostki.
Zimna – mruknęła, choć dla niej każda woda na początku była zimna i doskonale to wiedziała. Musiała sobie pomarudzić, tak dla zasady. Zaraz potem przełamała się. Krzywiąc nieco i zaciskając zęby szybko weszła głębiej, i kucnęła, by szybciej się zanurzyć. Potem doszła do miejsca, w którym traciła grunt i spojrzała na Sarla, uśmiechając się wyzywająco.
I co teraz? – zapytała. Nie umiała pływać, ale on też nie. Widziała to, nie była głupia. Była ciekawa, co zaproponuje. Ona już miała swoje plany na spędzenie tu czasu, ale akurat nie wymagające kąpieli, więc chwilowo inicjatywę oddawała towarzyszowi.
Awatar użytkownika
Sarl
Posty: 628
Rejestracja: 26 kwie. 2012, 12:27
GG: 23912838
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27349#27349

16 sie. 2012, 02:30

Nie, nie musisz – odpowiedział na jej pierwsze pytanie. – To moje umiejętności, nie urodzenie, czynią mnie tym, kim jestem.
A kim był? Byłym oficerem, najemnikiem, błąkającym się po świecie bez żadnego celu, no, może poza dwoma. Jednym z nich było – nie utracić kontaktu z rzeczywistością. Nie umrzeć, nie zgorzknieć do tego stopnia, by wszystko przestało mieć jakiekolwiek znaczenie. To, co potrafił trzymało go przy życiu. Wewnętrzny chłód, tak bliski chłodowi stali, którą władał. Stali, którą tak naprawdę się stał, i ciałem, i duszą, i umysłem.
Wypowiedział prawdę. Bez tego, co opanował i wciąż doskonalił, byłby nikim. Nawet, gdyby za rodziców miał rzemieślników, w swojej dziedzinie wciąż należałby do elity. Krew i pochodzenie nie odebrałyby mu umiejętności i żelaznego charakteru. Ci, którzy szczycili się jedynie swym wysokim stanem nie mieli nic do zaoferowania – oprócz pieniędzy. I wysługiwali się innymi, takimi jak fechmistrz, którzy potrafili to, czego nie potrafili oni sami. Z reguły dla jeszcze większych pieniędzy. Świat pełen był paradoksów, i przy tym pełen gówna we wszelakiej postaci – obie te rzeczy łączyły się i wzajemnie uzupełniały. Ale był też pełen tych radosnych rzeczy, których poszukiwanie było owym drugim celem. Zanim nie zgorzknieje na tyle, by przestać cieszyć się czymkolwiek.
Zanim nie umrze.

Dalej usiłował łapać równowagę w wodzie, odbijając się od dna i próbując wykonywać szerokie ruchy rękami i nogami, mające przypominać pływanie. Jednak robił to na tyle nieumiejętnie, czemu trudno było się dziwić. Nie poddawał się jednak, ale wiedział, że nie wskóra zbyt wiele za pierwszym razem. Jedynym efektem ból ramion i ud oraz przemieszczenie się o może kilka metrów wzdłuż brzegu, czego wielkim postępem nie dało się nazwać. I przy okazji wypił chyba połowę morza, zanurzając w wodzie nos i półotwarte usta i zapominając wstrzymać oddech. Słona woda smakowała ohydnie, oficer pluł i klął, nie mogąc wydobyć z ust tego paskudnego posmaku soli.
Przyglądał się jej, gdy zdejmowała ubranie, chociaż ta reszta wyczucia, która mu pozostała nakazywała mu się obrócić. W oczy rzuciła mu się blizna na jej udzie – wyglądała na pamiątkę po walce. Pomyślał, że zapyta o to później, a szczególnie o walkę – dziewczyna nosiła broń i wyglądała na umiejącą się nią posłużyć. A kwestia ta interesowała go coraz bardziej, głównie ze względu na swoją własną profesję – uznał, że pytania na ten temat są jak najbardziej na miejscu.
Dalej, napij się – rzucił, marszcząc brwi. – Jeszcze lepsza niż skwaśniałe wino. Chyba się porzygam.
Zanurzony po szyję wykonał parę ruchów ramionami. Pływanie, czy to coś, co robił poprzednio, było dość wyczerpującą czynnością, ale i dobrym ćwiczeniem, rozwijającym mięśnie. Uznał, że pobyt w okolicy wyjdzie mu na dobre i nie zazna tutaj nudy.
Pierwsza lekcja pływania, nie pić tej cholernej wody – dodał z przekąsem, po czym dodał po chwili. – W sumie, cieszę się, że chciałaś przyjechać akurat tutaj. Gdy byłem tu ostatni raz, temperatura skutecznie uniemożliwiała podobne wycieczki.
Sarl powoli zbierał się już do opuszczenia wody – było mu coraz zimniej, dostawał już gęsiej skórki i bolały go mięśnie. Łapiąc równowagę ruszył w kierunku brzegu i zadrżał lekko, gdy powiew chłodnego, nocnego wiatru przebiegł mu po ciele.
Mnie już wystarczy, jak na pierwszy raz – powiedział.
Podniósł swój płaszcz i wytrzepawszy go, i siebie przy okazji, z piachu wytarł się dokładnie, po czym ubrał buty, zebrał swoje rzeczy i poszedł kawałek przed siebie. Dalej, kilkanaście metrów w głąb lądu zaczynała się równina, z dosyć wysoką trawą i krzakami. Nie mając zbytniej ochoty gorszyć kobiety wlazł za jeden z tych krzewów i zmienił przemoczoną bieliznę i spodnie, które, wyżąwszy z wody, schował w torbie. Założył świeże ubrania – czerwoną, podobną w kroju do tamtej, przemoczonej i długie, niebieskie spodnie, których nogawki wpuścił w cholewy butów. Wątpił, czy w pokojach oberży będą płonąć kominki, ale temperatura pokojowa powinna wystarczyć, by wysuszyć ubrania.
Wrócił na plażę i tym razem usiadł na piasku ze skrzyżowanymi nogami, z mieczem przy boku. Patrzył w dal, milcząc.
Awatar użytkownika
Ves
Posty: 157
Rejestracja: 06 lut. 2012, 00:16
GG: 13073276
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1566

22 sie. 2012, 20:22

Opowiedział na jej żart. Wydawał się poważny. Czy to ona nie umiała sygnalizować charakteru wypowiedzi, czy też on – odczytywać tych sygnałów? Tak czy siak, właściwie nie przeszkadzało jej to w rozmowie, jedynie wzbudzało w niej wątpliwości co do własnych i cudzych umiejętności interpersonalnych. Nie żeby się nad tym jakoś długo zastanawiała.
To bardzo… wyjątkowe podejście - mruknęła w odpowiedzi. – Powiedziałabym, że niezwykle realistyczne, ale chyba większość wysoko urodzonych, by się z tobą nie zgodziła.
Tak była prawda. Większość bogatych i wpływowych polegała w jakiejś mierze na swoim rodowodzie. Często niemal tylko na tym. Ona sama też uważała to za głupotę, ale nie negowała, ani nie poddawała w wątpliwość. Nie próbowała walczyć z tym, albo czegoś zmienić, tylko akceptowała i dostosowywała. Godziła z losem. Właściwie całe życie tylko to robiła.
Ta dziwna refleksja naszła ją niespodziewanie i w efekcie na chwilę zamarła, nieobecna myślami, z bezwiednie zasmuconym wyrazem twarzy. Myśl była zdecydowanie prawdziwa i raczej przygnębiająca. Naprawdę szła przez życie tak biernie? Bogowie, tak chyba nie powinno być. Z drugiej jednak strony… Kimże ona była, żeby uważać się za lepszą od szarej masy obywateli, skupionych na tym, by przeżyć kolejny tydzień i mozolnie brnących do kresu życia bez większego zastanowienia. Przecież wcale nie była inna, nie stawiała sobie większych celi, nie miała większych ambicji. A obecnie nawet nie miała pracy, która mogłaby dzień w dzień wykonywać, by zarobić na chleb i narzekać na monotonię życia. Chyba powoli staczała się na dno. Powolutku, ale jednak. I pomyśleć, że matka starała jej się kiedyś, dawno temu, wpajać zasady etykiety i prowadzenia domu, wierząc, że zostanie kiedyś świetną panią domu, żoną i matką. Zabawne, jak sobie z nią los poczynał. Plany matki nijak się miały do obecnej rzeczywistości, w której przyszło Ves żyć.
Otrząsnęła się ze smętnych, bezcelowych rozmyślań o beznadziei własnego położenia, gdy Sarl ponownie się odezwał. Uśmiechnęła się krzywo, trochę jeszcze niemrawo na wzmiankę o piciu wody.
Na szczęście nie trzeba tego pić – powiedziała, sugestywnie akcentując frazę "nie trzeba". Ona nie miała takich problemów. Po prostu nie odrywała stóp od dna, w razie potrzeby stając na palcach i tyle. Po kłopocie. Słona woda rzeczywiście nie była za ciekawym napojem. Do innych rzeczy też się kiepsko nadawała. O ile prościej byłoby, gdyby woda wszędzie była słodka, ale oczywiście bogowie nigdy nie ułatwiają ludziom sprawy.
Ale skoro Sarl już wspomniał o nauce pływania, to może rzeczywiście przydałoby się w końcu za to zabrać. Umiejętność bez wątpienia była przydatna, ale pora i okoliczności chyba nie sprzyjały stawianiu w tym pierwszych "kroków". Szczególnie, że nie było nikogo, kto mógłby wystąpić w charakterze nauczyciela. Ale trudno. Spróbować zawsze można.
Zatkała sobie ręką nos, bo we wstrzymywaniu oddechu też nie miała większej wprawy, i przykucnęła zanurzając głowę pod wodę. Przyjemne to nie było, ale lepiej w ten sposób, niż później, niekontrolowanie. Potem wyprostowała się, odgarnęła z twarzy mokre włosy i przetarła oczy. Hm, i co teraz? Spróbowała sobie przypomnieć sobie momenty, gdy ojciec uczył pływać jej brata. Ona nie dała się wtedy wciągnąć do wody, bo (o ile dobrze to pamiętała) była zimna, mokra i szczypała w oczy. Teraz wcale nie było lepiej, za to Ves była te kilkanaście lat starsza. Więc jak to było? Coś o rozluźnieniu i oswojeniu się w wodą. Na początek.
Spróbowała się więc położyć się na plecach na wodzie i rozluźnić. Nie było nawet tak źle. Zdołała się rzeczywiście położyć i nawet nie szła na dno. Za bardzo. Ale ucieszyła się za wcześnie, bo przy pierwszej nieco wyższej fali zakołysała się, odruchowo machnęła rękoma w niezbyt przemyślany sposób i znalazła pod wodą. Na chwilę zaledwie, ale ciecz zdążyła już wedrzeć się gdzie nie trzeba. Dziewczyna stanęła ponownie pewnie na dnie i wynurzyła się, krztusząc i kaszląc. Ponownie przetarła oczy, tym razem szczypiące od słonej wody i jakoś straciła ochotę do eksperymentów z pływaniem. Przynajmniej tutaj. Może na jeziorze byłoby łatwiej – bez fal i nurtu. Odkaszlnęła jeszcze raz, czując jak piecze ją gardło i zdawało się, że nawet płuca. Po prostu cudownie.
Z boku wyglądało to łatwiej - mruknęła do siebie zachrypniętym głosem, jakby z nutką urazy. Tristanowi szło to lepiej. Właściwie jak wszystko, jak to idealnemu starszemu bratu.
Sarl zebrał się i wyszedł z wody na brzeg. To była decyzja godna naśladowania, zaczynało się robić rzeczywiście dość zimno. Z drugiej strony – woda była względnie nagrzana, a powietrze przeszywało chłodem. To nie zachęcało do wystawiania na jego działanie jakichkolwiek kończyn, co dopiero całego ciała. Tak czy siak, kiedyś wyjść będzie trzeba, później zrobi się jeszcze chłodniej. Podążyła więc na plaże, do miejsca w którym zostawiła swoje rzeczy, pocierając ramiona. Naprawdę było dość chłodno, przynajmniej w mokrym ubrania. Nie zdziwiła się wcale, gdy mężczyzna zabrał swoje rzeczy i oddalił w bardziej ustronne miejsce. Na pewno chciał się przebrać.
Ves powinna zrobić to samo, ale nieszczególnie chciało jej się męczyć teraz z sukienką, a nic innego na zmianę nie miała. Poza tym, jej plan na ten wieczór groził ponownym znalezieniem się w wodzie, a tym samym pomoczyłaby kolejną sztukę ubrania. Zamiast tego posłużyła się, wyciągniętą z torby peleryną jak ręcznikiem i wyżęła włosy. Włożyła też spodnie, nie tyle z powodu temperatury, co dla komfortu psychicznego. Nadal było jej niezbyt ciepło, w przemoczonej bieliźnie i koszuli, ale trudno. Nie takie już się rzeczy znosiło. Była w pewnym sensie zahartowana, może się nawet nie przeziębi. Przy odrobinie szczęścia. Wilgotny płaszcz położyła na butach. Może piasek nie przylepi się do niego aż tak bardzo? To była naprawdę chyba najbardziej upierdliwa kwestia plażowania. Drobne ziarenka wciskały się dosłownie wszędzie i przyklejały do każdej powierzchni, szczególnie nie do końca suchej, pionowej i gładkiej.
Przeszła się kawałek wzdłuż plaży, jeszcze bardziej oddalając od miasteczka, do miejsca, w którym nadmorskie skały niemalże "wychodziły" na brzeg. Poziom wody był aktualnie taki, że by do nich dotrzeć wystarczyło zamoczyć się po kolana. Ves skrzywiła się, gdy mokry, chłodny materiał przykleił się jej do łydek, ale westchnęła tylko. Gorzej już nie będzie, i tak jest przecież mokra. Wdrapała się na pierwszy głaz, złapała równowagę i przyjrzała kolejnym. Przechadzała się po nich już dwa razy, ale o innej porze, przy innym stanie wody. Teraz wszystko wyglądało trochę inaczej, ale po chwili zastanowienia odnalazła "ścieżkę", prowadzącą do półki na klifie. Odwróciła się w stronę plaży i pomachała do Sarla, żeby w razie czego wiedział gdzie poszła i mógł dołączyć, jeśliby chciał, ale nie była pewna, czy ją zauważył. Wydawał się zamyślony.
Awatar użytkownika
Sarl
Posty: 628
Rejestracja: 26 kwie. 2012, 12:27
GG: 23912838
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27349#27349

23 sie. 2012, 12:49

Cholera, ale krótko wyszło.

Wpatrując się w odległy horyzont i pociemniałą powierzchnię wody fechmistrz nie zauważył nawet, gdy Ves się oddaliła. Rzadko ogarniał go taki nastrój – tęsknoty za czymś nieokreślonym. Było to niby miłe, dość nostalgiczne, ale nie przepadał za tym uczuciem. Po prostu miękło mu serce i urzekał się jakimiś głupotami. Romantyzm po prostu do niego nie pasował. Sięgnął za siebie, nie odwracając się. Gdy poczuł chłód metalu, zacisnął dłoń, podniósł przedmiot i położył go sobie na kolanach. Przyjrzał się swojej rękawicy – utrzymywana w dobrym stanie nie rdzewiała, a szpony zachowały swą ostrość. Wsunął dłoń do środka i zacisnął paski po wewnętrznej stronie. Nieokreślony, tęskny nastrój minął, a zastąpiła go jego zwyczajna maniera, może nieco weselsza niż zazwyczaj, gdy poczuł charakterystyczny ciężar.
Podniósł się z ziemi i otrzepał z piasku, który przylgnął do jego spodni. Rozejrzał się – nie zauważył nigdzie Ves. Zastanawiał się, gdzie mogłaby się udać, i dlaczego nagle zachciało jej się samotnych spacerów, gdy ujrzał ją, machającą, na skałach kawałek dalej wzdłuż plaży. Zmarszczył lekko brwi i bez entuzjazmu, lecz nie irytując się ani nie narzekając zaczął zbierać rzeczy z ziemi. Przypiął swój pas z mieczem (dopiero teraz zauważył, że nie zabrał łuku – może i dobrze, bo spora pochewka przeszkadzałaby, ale czuł, że jeszcze się to na nim zemści) i podniósłszy płaszcz wytrzepał go, ściągając ręką resztki piachu. Postanowił nie zawracać już sobie nim głowy – zawinął go i wrzucił do torby, którą przełożył przez ramię.
Zwyczajnym, marszowym krokiem podążył w stronę leżących dalej skał. Zaklął, gdy zobaczył że musi się przedzierać przez sięgającą kolan wodę, wyższą niż jego i tak wysokie buty. Zaklął jeszcze raz, po czym, ponownie nie bez trudu, podwinął spodnie i ściągnął buty z zamiarem założenia ich, gdy znajdzie się znowu na suchej ziemi. Koniec końców mu się to udało – gdy dostał się wyżej włożył je ponownie i podążył dalej. W sumie, ciekawiło go co czeka na końcu tej drogi.
Gdzie ty mnie prowadzisz, co? – zapytał głośno.
Awatar użytkownika
Ves
Posty: 157
Rejestracja: 06 lut. 2012, 00:16
GG: 13073276
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1566

23 sie. 2012, 22:56

Też krótko, nie będę wydziwiać, bo potem znów wyjdzie mi coś dziwnego i trzeba będzie pół postu robić retrospekcję ze sprostowaniem poprzedniej akcji.
A jednak ją zauważył. Dołączył do niej przeklinając i ogólnie nie wydawał się szczególnie uradowany tym, że Ves go tu zaciągnęła. Faktem, że musi znów moczyć nogi również. Zmarszczyła brwi widząc jego ewolucje z butami.
Tylko nie spadnij – poradziła mu. Spadanie tak czy siak nie byłoby przyjemne, a utrzymywanie równowagi nie takie proste, na śliskich gdzieniegdzie kamieniach, ale Ves czuła się lepiej bez obuwia. Może to była kwestia psychologiczna, ale wydawało jej się, że przejście jest łatwiejsze na boso, gdy czuje dokładnie całą stopą skały, po których stąpa. Inna sprawa, że takie jej pomysły w stylu "tak mi będzie wygodniej" kończyły się niejednokrotnie mało przyjemnie. W przypadku bieganie boso – otarciami i odciskami, ale bywały też inne, podobne sytuacje.
Na jego pytanie uśmiechnęła się tajemniczo i przeszła na kolejny kamień.
Jest tu takie miejsce – zaczęła i urwała, podążając dalej "ścieżką" nad pofalowanym lustrem wody. – Pokazał mi je… znajomy. Tam, przy klifie – Wskazała ręką kierunek, raczej niedbale. Stąd dostrzeżenie półki nie było proste. Zlewała się ze skałą. Zobaczy to, gdy dotrą na miejsce.
Dziewczyna ponownie skupiła na drodze. Kamieni było tu całkiem sporo, jeśli się rozejrzało, a nie po każdych dało się przejść dalej. Za pierwszym razem była zafascynowana, skąd tu tyle głazów. Nigdzie indziej nie widziała podobnych krajobrazów nad morzem. Inna sprawa, że prócz Aldhal widziała tylko jedną plażę i nie miała czasu, by dokładnie ją badać.
Szli obecnie pod kątem względem plaży, oddalając od niej nieco. Droga prowadziła po łuku. W najdalszym miejscu pas wody dzielił ich od innego skupiska skał, o które fale się malowniczo rozbijały. Kropelki wody, rozpylone w powietrzu były wyraźnie odczuwalne. Jak chłodna mgiełka, albo mżawka.
Ves przyspieszyła nieco, a kamienie były tu mokre od wody i dość śliskie. Oczywiście musiała się poślizgnąć. Naprawdę nawet się nie zdziwiła. Na szczęście udało jej się nie wylądować w wodzie. Przewróciła się w na wpół kontrolowany sposób (dzięki bogom, że nie była aż taką łamagą, w końcu te treningi na coś się przydały) i upadła na kamienie, ale się nie ześlizgnęła. Nie zrobiła też sobie krzywdy. Otarła nieco skórę i może nabiła siniaka, ale nic jej nie było. Fuknęła tylko gniewnie, odgarnęła z policzka mokre pasmo włosów, które się tam przylepiło i zabrała do wstawania, starając się nie patrzeć na Sarla, żeby nie zobaczyć jak przygląda jej się z politowaniem. Policzki miała lekko zarumienione ze wstydu. Że tez zawsze musi zrobić z siebie taką ofiarę.
Awatar użytkownika
Sarl
Posty: 628
Rejestracja: 26 kwie. 2012, 12:27
GG: 23912838
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27349#27349

25 sie. 2012, 21:48

Na wzmiankę o spadnięciu spojrzał w dół z lekko zmarszczonymi brwiami. Nie chciał nagle stracić równowagi i spaść na te kamienie, a potem do wody. Zginąć w taki sposób… Ujrzał oczami wyobraźni swoje pogruchotane, połamane ciało unoszące się na wodzie. Pokręcił głową, zirytowany tą idiotyczną wizją i od razu wyrzucił ją z umysłu. Dlaczego w ogóle przyszło mu to do głowy?
Wspinał się powoli, zostawając znacznie w tyle za Ves. Pośpiech, bezsensowny w tym wypadku, utrudniłby zachowanie równowagi i osłabiłby koordynację ruchów. Włażąc na wyższe kamienie pomagał sobie rękawicą, korzystając z zaostrzonych krawędzi. Koniec końców udało mu się wejść na półkę, na której przebywała już Ves.
Miejsce, mówisz… A co jest tam takiego ciekawego, że nie może zaczekać na przykład na jutrzejszy dzień? – zapytał poważnie, bez śladu wyrzutu czy szyderstwa. Interesowało go, co ma mu do pokazania, ale był zdania, że mogło to poczekać. Zadziwiała go jej energia – po całym dniu drogi chciało jej się jeszcze łazić po skałach. Kim ona tak naprawdę jest? – zastanawiał się. Pytanie to jednak nie opuściło jego myśli. – To całkiem daleko. Chce ci się tam iść? – powiedział zamiast tego, spoglądając w kierunku, który wskazała. Nie wiedział, które miejsce dokładnie miała na myśli, ale wydawało się, że mają do przejścia kawałek.
Gdy ona poszła dalej, on zatrzymał się i obrócił w stronę wody. Wbił weń swoje spojrzenie, tak jak poprzednio. Jednolita powierzchnia, naruszana tylko falami skojarzyła mu się nagle ze stepowym krajobrazem. Lub odwrotnie – to roślinność porastająca równinny krajobraz jego domu przypominała to, co oglądał teraz. Gęste, rozłożyste krzewy, wysoka, sięgająca pasa, a niekiedy wyżej trawa, poruszana i wyginana wiatrem goniącym po żyznej równinie, ciągnącej się aż po horyzont. Zaskoczony tym nagłym, nietypowym, ale jakże trafnym skojarzeniem zmrużył oczy i ponownie się zamyślił. Zorientował się, że jest nieco rozkojarzony, ale cóż – krajobraz, jak i znużenie sprzyjały temu, by usiąść czy położyć się i puścić myśli własnym torem.
Wyrwał się z tego nostalgicznego, nużącego stanu i powoli ruszył dalej, wzdłuż półki. Patrzył przed siebie, czasami tylko kierując wzrok pod nogi, gdy ścieżka zwężała się lub dla pewności, że ma przed sobą stały, przynajmniej względnie stały grunt. Gdy zauważył ją upadającą, nie mógł temu zapobiec, gdyż dzieliła ich znaczna odległość. Jedyne, co mógł zrobić, to podejść, podać jej rękę i pomóc się podnieść. W porę przypomniał sobie o pazurach na rękawicy, więc podał jej prawą, nieopancerzoną dłoń.
Nic sobie nie zrobiłaś? – zapytał, patrząc na nią z góry. W jego głosie i spojrzeniu trudno było doszukiwać się współczucia czy czułości, ale nie było w nim drwiny ani kpiny. Upadek każdemu mógł się zdarzyć. Nie było to powodem do drwin, a przynajmniej nie w jej przypadku.
Gdy podniosła się, odwrócił wzrok. Nie miał ochoty na pojedynki na spojrzenia, szczególnie z kobietą. No i wlepianie w nią oczu mogła różnie odebrać.
Awatar użytkownika
Ves
Posty: 157
Rejestracja: 06 lut. 2012, 00:16
GG: 13073276
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1566

30 sie. 2012, 00:59

Sarl wyciągnął do niej pomocną dłoń. Przyjęła ją, nawet z wdzięcznością, bo dzięki temu mogła pewniej stanąć na nogi i na nowo złapać równowagę. Tak, czy siak, uważała, że zrobiła z siebie ostatnią niezdarę. Zaczerwienione policzki piekły ją i właściwie wprawiały w jeszcze większe zakłopotanie. Unikała jego wzroku, ale zerknęła na niego raz i gdy zobaczyła, że on również na nią nie patrzy poczuła się jeszcze gorzej, i w takim stanie powoli, uważnie ruszyła dalej.
Nie, nic wielkiego – odpowiedziała cicho na jego pytanie, które wydało jej się nieco wymuszone. A może tylko to sobie wmawiała?
Po chwili jednak wróciła do siebie. Każdemu może zdarzyć się potknąć, szczególnie w takich warunkach. Nie było sensu tak histeryzować. A to, że na nią nie patrzył… Już dawno doszła do wniosku, że jest nieśmiały (przynajmniej w pewien sposób). Albo może nie chciał jej denerwować, a ona odebrała to zupełnie odwrotnie. Już się tak przecież zdarzyło.
Dalsza droga nie sprawiała już takich problemów. Skały były nieco wyższe, leżały w płytszej wodzie bliżej plaży i nie rozbijały się już o nie żadne fale, więc można powiedzieć nawet, że były suche. Ves udało się przestać bezsensownie przejmować drobiazgami i powrócić do normalnego stanu ducha. Wraz z tym i lepszymi warunkami, przyspieszyła nieco marsz. Nadal nie było to zawrotne tempo i dla dziewczyny wydawało się wciąż zdecydowanie zbyt wolne. Przyzwyczajona była do znacznie energiczniejszych spacerów. Swoją uwagę dzieliła między skrupulatne pilnowanie, gdzie stawia stopy, a podziwianie okolicy. Była jedyna w swoim rodzaju. Ves tak naprawdę tylko o kilku miejscach mogła powiedzieć, że je lubi i to do nich należało. Nie wzbudzało w niej przesadnego zachwytu, ani poetyckich skojarzeń. Nie była tego typu osobą. Uważała natomiast, że to urocze miejsce, idealne, gdy miało się ochotę posiedzieć i pomyśleć, albo po prostu szukało spokoju. Wiązało się też z nim kilka miłych wspomnień.
Odetchnęła z pewną ulgą, gdy dotarła do klifu. Udało jej się nie zabić. Można to uznać za sukces. Ciemnoszara, niemal czarna skała wznosiła się nad dziewczyną. Z tak bliska, nawet przy mizernym oświetleniu, nietrudno było dostrzec półkę, dla której przebyła tę trasę. Zaczynała się kawałek na prawo od nich, stopniowo rozszerzając. W miejscu, gdzie teraz byli miała już , a ta liczba wciąż rosła. Kilkanaście metrów na lewo znikała w oczu, gdzie wybrzeże cofało się w głąb lądu tworząc namiastkę zatoczki. Dziewczyna wiedziała, że półka kończy się gwałtownie kawałek za tym zakrętem. Obejrzała się na Sarla i gestem zachęciła do podejścia i podążania za nią. Poziomy występ skalny znajdował się na wysokości jej klatki piersiowej, ale zręcznie się na nim usadowiła, podpierając rękoma i wskakując na miejsce. Siedziała więc sobie wygodnie, twarzą do morza. Uśmiechnęła się, patrząc na ten widok.
Myślę, że to jest coś ciekawego – zwróciła się do mężczyzny, nie patrząc na niego. – W każdym razie mi się podoba i chyba warto było tu przyjść.
Przesunęła się na półce, by zrobić dla niego miejsce. Pomachała wesoło bosymi stopami i wygodnie podparła rękoma. Księżyc właśnie wschodził. Miał dziś kształt wąskiego rogalika. Jego odbicie w pomarszczonej wodzie zdawało się poruszać w chaotyczny sposób. Dodając do tego niemal zupełnie czarne niebo i wodę, bardzo przyciągał wzrok. Gdyby jeszcze chmury nie przysłaniały gwiazd, widok byłby niemal idealny i mógł być wspaniałym tematem obrazu.
Ves siedziała dłuższą chwilę w milczeniu. Zdawało się, że patrzy na horyzont, ale tak naprawdę zamyśliła się i już po chwili nie dostrzegała walorów estetycznych krajobrazu. Musiała poukładać sobie w głowie kilka spraw, a to miejsce naprawdę było do tego idealne, przynajmniej w jej opinii. Ciszę i spokój mącił jedynie plusk fal, ale nie działał na nią rozpraszająco, a wręcz przeciwnie.
Myślała o zmarłej matce, o bracie, który uciekł od odpowiedzialności i zostawił ją samej sobie, niechętnie nawet odpowiadając na jej listy. O ojcu, który zdawał się ją prześladować nawet po śmierci. Wydawało jej się, że nie może przestać o nim myśleć. Pojawiał się w jej głowie nieustanie, jakby mimochodem. Drażniło ją to, tym bardziej, że chciała przecież odciąć się od przeszłości i zacząć nowe życie.
Myślała też o tym życiu. Postanowiła nie przejmować się tak i nie histeryzować, jak wcześniej. Zacząć trzeba małymi kroczkami. Na razie mogła zawsze nająć się do jakiejś roboty, gdyby brakowało jej pieniędzy. A potem znajdzie się coś innego. Spokojnego i najlepiej niezwiązanego z walką. Nie planowała nic bardziej konkretnie, nie miała teraz na to siły, a w życiu i tak mało co działo się po jej myśli. Zastanawiała się tylko, czy dobrze robi. Całkiem niedawno ktoś powiedział jej, że nie zachowuje się normalnie. Podobno ludzie w jej wieku powinni szaleć i marzyć o przygodzie, a ona planowała zacząć ustatkowane życie. Podobno miała jeszcze na to czas. Westchnęła smętnie i podciągnęła kolana pod brodę. Czasem rozmyślała nad takimi rzeczami niemal obsesyjnie, a kiedy indziej zupełnie nie miała na to ochoty. Najchętniej pozostawiłaby te decyzje do podjęcia komuś innemu, tak, żeby to nie ona musiała się nad tym wszystkim zastanawiać i w razie porażki mogła pozbyć się odpowiedzialności. Nigdy nie lubiła rządzić, najwyraźniej odnosiło się to także do jej własnego życia. Od kiedy została sama, zaczynała powoli mieć tego dosyć.
Sarl? –mruknęła cicho, intensywnie wpatrując w skały poniżej. Zdawało się, że chciała nawiązać rozmowę, ale milczała przez długą chwilę, nim kontynuowała. – Co chciałbyś zrobić przed śmiercią?
Pytanie mogło wydawać się nieco dziwne, ale dziewczyna do czegoś zmierzała. Właściwie chciała właśnie okrężną metodą poradzić się praktycznie obcej osoby, jak powinna układać sobie życie. Kiepsko. Zwykle to ona pytała. Mówiła też bez oporów, gdy miała sposobność, ale skrzętnie omijała tak osobistych tematów i przemyśleń. Teraz, koniec końców, też się nimi nie dzieliła, tylko pytała, ale jednak nieczęsto robiła takie rzeczy.
Awatar użytkownika
Sarl
Posty: 628
Rejestracja: 26 kwie. 2012, 12:27
GG: 23912838
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27349#27349

01 wrz. 2012, 09:17

Uchwyciła się jego dłoni i podniosła się z ziemi, czerwieniąc się strasznie. Oficer pomyślał, że upadek bardziej ją zawstydził, niż zabolał. Nie rozumiał, czemu aż tak bardzo się tym przejmowała. Przecież byli tutaj sami, a on nie należał do takich, którzy wyśmiewają przewracających się. Chyba, że byli ścierwami i kretynami, ale takich kopnąłby w dupę, zamiast pomagać im się podnosić. A może po prostu zależało jej na tym, by zrobić na nim dobre wrażenie.
W sumie i tak nie wiedział, co o niej myśleć, a owy wypadek nie wpłynął na to w żaden sposób. Chociaż… to, że wysłuchała jego opowieści i wytrzymała z nim tak długo było zdecydowanie plusem. Zwykłych kompanów do rozmowy i potencjalnych przyjaciół nie spotykał wielu – wszyscy przeważnie chcieli czegoś. Albo dostać w mordę, albo dać zlecenie.
Odpowiedziała przecząco na pytanie, które zadał. Pokiwał głową, wciąż na nią nie patrząc. Nie lubił nawiązywać kontaktu wzrokowego z kobietami. Jego oczy prawie zawsze latały wtedy we wszystkie strony, a on nie mógł skupić się na rozmowie – gubił słowa, zapominał, co miał powiedzieć… Poza tym uznał, że w obecnej sytuacji nie było to wskazane. Po co było peszyć ją jeszcze bardziej, i w dodatku siebie, gapiąc się na nią? Jego spojrzenie mogło zostać różnie odebrane. Nie wiedział, skąd tak naprawdę wzięła się ta jego fobia. Nigdy się nad tym nie zastanawiał. Zdawał sobie sprawę, że nawiązując bezpośredni kontakt wzrokowy z rozmówcą można wiele się o nim dowiedzieć, ale mimo to za tym nie przepadał.
Najwygodniej i najswobodniej rozmawiało mu się patrząc w drugą stronę, lub stojąc tyłem. Niektórych to irytowało, lecz nie mógł nic na to poradzić. Może kiedyś przyjdzie czas, by to przełamać. Może kiedyś znajdzie w sobie wystarczającą ilość odwagi – tej prawdziwej, niezwiązanej z walką…

Zauważył, że dziewczyna uspokoiła się i powoli ruszyła dalej wzdłuż ścieżki. Ruszył powoli za nią, tym razem powoli i ostrożnie. Lepiej było nie stawiać swoich zwykłych, wielkich kroków w takim miejscu, wszak mogło się to źle skończyć, a poza tym Ves go spowalniała. Nie zaprzątał już sobie głowy żadnymi myślami. Było już na to zbyt późno, za bardzo doskwierało mu zmęczenie. Poza tym, miał już dość roztrząsania całego swojego życia, jakie ono jest ponure i jakże bardzo bolała go samotność. Życie to życie, na biedę ani na nudę narzekać nie mógł. Robił to, co umiał, i to, co lubił. Był najemnikiem, nie bardem ani amantem, by przejmować się swoją nieśmiałością. Poza tym, na zmienianie się i przejmowanie miał dużo czasu.
Dotarli w końcu do celu swojej wędrówki – wysokiej, skalnej półki. Była nieco wysoka, lecz Ves z łatwością wskoczyła nań, usadawiając się, patrząc w dal i podziwiając krajobraz. Sarl odpiął swój pas z mieczem, wrzucił go na półkę, po czym sam, bez większego trudu sam zajął miejsce.
Owszem – odparł na jej słowa, nie zabarwiajac głosu w żaden emocjonalny sposób. – Chyba, że zacznie lać.
Zadarł głowę do góry. Sytuacja u góry nie wskazywała na nagłą zmianę pogody , na szczęście. Wyglądało na to, że raczej nic nie popsuje im tego wieczoru.
Nastała niezręczna, jak się wydawało, cisza. Żadnemu z nich nie chciało się podejmować już jakichkolwiek dyskusji. Wszechobecną ciszę przerywał jedynie szum wody. Ves wyglądała na całkowicie pogrążoną w myślach, a fechmistrz nie chciał jej z tego stanu wyrywać. Nie wiedział nawet, jak miałby to zrobić.
Sięgnął swą opancerzoną dłonią po miecz i położył go sobie na kolanach. Chwycił pochwę mocniej, a drugą ręką pociągnął za rękojeść, obnażając część płaza ostrza. Chwilę się weń wpatrywał, po czym ponownie je ukrył. Jego broń jeszcze nigdy go nie zawiodła. Cienkie ostrze, długie i wciąż ostre, nadawało się zarówno do przebijających pchnięć, jak i cięć, zaś wydłużona rękojeść wyważała je i umożliwiała oburęczny chwyt. Klinga nie była umagiczniona, lecz hartowana stal nie potrzebowała czarów, by zachować swe walory.
W pewnym momencie ciszę przerwał głos dziewczyny. Zadane przez nią, po jeszcze jednej pauzie, pytanie zbiło oficera z tropu i ponownie przywołało falę refleksji. Nie za bardzo wiedział, co odpowiedzieć. Pomyślał chwilę, po czym zaczął mówić.
Nie mam żadnych konkretnych wymagań, przynajmniej na chwilę obecną. Mój tryb życia i to, co robię może nie jest najbezpieczniejsze, ale na nudę jakoś nie narzekam. Jeżeli chodzi o ciebie, to raczej nie masz powodów do zmartwień. Mogę zaryzykować stwierdzenie, że zdążysz poznać wszystko, co byś chciała.
Może i to, co mówił, było prawdą, lub było doń zbliżone, ale nie zastanawiał się nad tym. Powoli zaczął ulegać ciszy i ogarniało go znużenie. Obrócił się – półka była na tyle duża, by spokojnie się na niej rozłożyć. Przesunął się więc w głąb, opierając nogi zgięte w kolanach o jej krawędź i położył się na plecach. Schowany miecz, spoczywający na klatce piersiowej, wciąż ściskał w lewej ręce. Nawet nie zauważył, kiedy poczuł senność.
Nie czuł kompletnie nic.

Wróć do „Aldhal”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 3 użytkowników online: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 3 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 51999
Liczba tematów: 2961
Liczba użytkowników: 1035
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: izka
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.