Plaża

To rybackie miasteczko nie jest duże, ale jako jedyne ma bezpośredni dostęp do morza. Wszyscy tutaj żyją z rybactwa, utrzymując tym samym mocną pozycję w Związku Miast Wschodnich. </p>

Moderator: MG

Awatar użytkownika
Ves
Posty: 157
Rejestracja: 06 lut. 2012, 00:16
GG: 13073276
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1566

Plaża

12 sie. 2012, 22:05

Aby na nią trafić trzeba opuścić port rybacki, podążając brzegiem morza, bądź też okrążyć miasto, przy czym ze względu na ukształtowanie terenu, pierwsza opcja jest zdecydowanie prostsza. Blisko miasta jest to wąski pas białego, drobnego piasku, oddzielający wodę od porastających mizerną roślinnością pagórków. Im dalej od miasta, tym brzeg podnosi się, a piasek zmienia w żwir i kamyczki. Po kilkunastu minutach spaceru mamy już znacznie przekraczający wysokością człowieka klif.
Z morza wystają, gdzieniegdzie skały, a ich ilość również wzrasta wraz z odległością. Położone są na tyle blisko lądu, by nie stanowić zagrożenia dla statków. Sprawiają natomiast, że większe fale tracą na prędkości, rozbijając o nie malowniczo. W pewnym momencie skały schodzą z plaży w wodę. Jeśli zna się to miejsce i drogę (i potrafi utrzymywać równowagę), można przejść po nich aż do podnóża klifu, gdzie znajduje się szeroka na niemal dwie stopy skalna półka. Widoczna jest także z góry, ale zejście na nią może powodować spore trudności.
Jeszcze dalej w klifie znajduje się słabo widoczna jaskinia, w czasie przypływu znajdująca się tuż nad linią wody, przez co może się ona wdzierać do środka. Dostanie się do niej po skałach jest niemożliwe, a zejście z góry – bardzo niebezpieczne. Miejscowe legendy mówią, że kiedyś ukrywał się tam upadły sługa Lorven.
***
Spod siedziby namiestnika Ves wyruszyła pierwsza i tym razem to ona prowadziła, narzucając dość energiczne tempo. Słońce już zaszło, a nie uśmiechało jej się takie wałęsanie się po nocy. Kąpiele w świetle gwiazd może i są romantyczne, ale teraz niebo zaczynało się robić pochmurne, a księżyc też nie był zbyt imponujący. To raz. A po drugie, uważała, że chyba wystarczająco już naraziła się oberżyście spod "Róży". Buszowanie po jego lokalu w środku nocy raczej nie poprawiłoby jej wizerunku. Chociaż, z drugiej strony, może udałoby się wtedy uniknąć spotkania z nim?
Tak czy siak, nie zamierzała spędzić na tym spacerze całej nocy, bo wyspać też by się chciała. Dlatego zamierzała szybko dotrzeć na miejsce i dopiero tam zwolnić, by nacieszyć się morzem. Dotarła do portu rybackiego, gdzie skręciła pewnie w jedną z uliczek. Minęła kilka domów, ponownie skręciła i znalazła się nad brzegiem. Port widoczny był gdzieś za nimi. Cuchnący rybami i żyjący własnym życiem nawet o tej godzinie. Przed nimi zaś było już widać jasną wstążkę plaży i wznoszące się dalej klify.
No więc – przerwała milczenie. – Na czym skończyliśmy naszą rozmowę? Zdaje mi się, że na twoim szlachetnym pochodzeniu…
Zastanawiała się chwilę, czy rozwinie temat i rozmyślała jednocześnie nad kolejnym pytaniem. Sama nie wiedziała, jak teraz pokierować rozmową. Dowiedziała się najciekawszych rzeczy o jego ojczyźnie, więc teraz powinna pytać bezpośrednio o niego, prawda?
Tymczasem dotarli do miejsca, gdzie zaczynał się jasny nadmorski piasek. Zatrzymała się i utrzymując równowagę na jednej nodze, zabrała za zdejmowanie butów. Potem chwyciła je w lewą rękę i z szerokim uśmiechem kontynuowała spacer, zwalniając tempo. Piasek cudownie przesypywał jej się między palcami. Łagodnym łukiem skierowała się w stronę fal, łagodnie obmywających plażę. Słychać było dźwięk wody rozbijającej się gdzieś dalej o nadbrzeżne skał. Dzięki temu tutaj było bardzo spokojnie. Miejscowa młodzież często tu przychodziła, bo miejsce nadawało się do bezpiecznej kąpieli. Oczywiście, jak to młodzi, potrafili znaleźć sobie także bardziej ekscytujące zajęcia.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Ves
Posty: 157
Rejestracja: 06 lut. 2012, 00:16
GG: 13073276
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1566

02 wrz. 2012, 22:08

Gdy skończył mówić, Ves spojrzała na niego z zaskoczeniem. Czyżby była aż tak oczywiste, co chodzi jej po głowie? Najwyraźniej tak. Albo Sarl miał świetną intuicję. W każdym razie oszczędził jej kolejnych podchodów, odpowiadając na niezadane jeszcze pytania.
Ponownie zapatrzyła się na moment na fale przemykające po morzu. Coś w tym było. Wiedziała to sama, ale jednak potwierdzenie z czyichś ust było uspokajające. Zdarzało jej się myśleć trochę inaczej niż większość ludzi, co tak naprawdę tylko ją męczyło, a rzadko w czymkolwiek pomagało. Z drugiej strony, to, że była młoda o niczym nie świadczyło. Czy jej matka spodziewała się, że umrze tak, jak umarła? Na pewno będąc w jej wieku nie przypuszczała, że ma już za sobą połowę swego życia. No i, mając te dziewiętnaście lat rodziła już drugie dziecko, więc można powiedzieć, że Ves nie kontynuowała rodzinnych tradycji.
Chyba masz rację -stwierdziła w końcu, ale nie przyniosło jej to takiej ulgi jak się spodziewała. A może po prostu była już zbyt zmęczona, żeby odczuwać jakieś silniejsze emocje? W końcu poranek miała dość męczący, a i podróż nie była usłana różami. Sarl też nie wyglądał najlepiej. Wyciągnął się na półce i zdawało się, że lada chwila może zasnąć.
Hej, tylko mi tu nie zasypiaj – W głosie Ves można było usłyszeć autentyczny przestrach. Poczuła nawet wyrzuty sumienia. Ciąga towarzysza po jakiś skałach, każe mu wdrapywać się na klif, a przecież on też na pewno jest już nieźle zmęczony. W dodatku woda nie była najcieplejsza, a kamienie szybko się wychładzały. Jeszcze rzeczywiście zaśnie i nabawi się zapalenia płuc, albo innego choróbska. Tylko tego by brakowało. Szczególnie, że dopiero co podjęła decyzję, żeby jeszcze dać sobie trochę czasu i może zwiedzić trochę świata.
Wiesz? Chciałabym kiedyś spotkać smoka… – wypaliła, jakby wracając do poprzedniego tematu. Nigdy wcześniej tak naprawdę się nad tym nie zastanawiała, to wyszło spontanicznie. No, może kiedyś, gdy czytała o tych stworzeniach w księgach, marzyła, żeby ujrzeć je na własne oczy, ale nie tak na poważnie.
Spojrzała raz jeszcze na sylwetkę mężczyzny i dodała zaraz.
Zresztą, nieważne. Zbierajmy się póki dasz radę dojść samodzielnie do karczmy – zażartowała, wciągając stopy na półkę i szykując się do zejścia na skały. Tym razem powinien prowadzić Sarl, jako, że był bliżej, a droga powrotna była znacznie łatwiejsza, ale w sumie mogli zamienić się miejscami, jeśli tylko wstanie.
Jej, ale nie mam weny…
z/t
Awatar użytkownika
Sarl
Posty: 628
Rejestracja: 26 kwie. 2012, 12:27
GG: 23912838
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27349#27349

10 wrz. 2012, 21:19

Senność powoli go ogarniała. Otaczała ze wszystkich stron, łamiąc wszelki opór i tłumiąc próby walki. Fechmistrz poczuł, że powieki same mu się zamykają. Nagle, w tej jednej chwili poczuł, że zmęczenie po całym dniu, które nie doskwierało wcześniej aż tak bardzo w końcu go dopada. Nie czuł bólu – jego ciało i mięśnie były przyzwyczajone do wysiłku, jedynie wyczerpanie. Gdy w końcu zatrzymał się, znalazł czas by położyć się i zamknąć oczy, dopiero wtedy to, co zrobił tego dnia odezwało się echem. Ostatnim widokiem, który zobaczył był widok rozgwieżdżonego nieba, po którym przebiegały chmury. Później jego powieki zatrzasnęły się, a on po prostu zasnął.
Znów znalazł się na drodze. Tym razem jechał samotnie – nadmorskim traktem, czy może bardziej biegnącym nad jeziorem, wszak w oddali dało się widzieć drugi brzeg. Trudno jednak było to jednoznacznie stwierdzić, jakby stracił całą swoją znajomość terenu, którą zdobył przez te dni, tygodnie, miesiące na drogach… Nie miał żadnego konkretnego celu, lecz trudno było stwierdzić to po jego postawie. Sprawiał wrażenie pewnego siebie, jak zawsze, a na jego twarzy trudno było znaleźć ślad jakichkolwiek emocji. Patrzył przed siebie – lecz nie widział krańca drogi, ciągnącej się w nieskończoność. Nagle woda zniknęła. Dookoła, wzdłuż ścieżki ciągnęło się pasmo płomieni. Paliły się wsie, miasta, drzewa, wszędzie spoczywały martwe, lub zdychające jeszcze ciała. A on jechał dalej przed siebie, nie zaszczyciwszy otoczenia nawet rzutem oka. Jakby wiedział, dokąd zmierza. Jakby wiedział, co czeka nań na krańcu drogi, którą jechał.
Nawet nie zorientował się, gdy znalazł się gdzie indziej. W swojej dłoni ujrzał miecz. Ułamek sekundy potem jego oko zarejestrowało ruch, tuż nad nim. To wystarczyło, by całkowicie instynktownie uniósł swoją broń, ustawiając nią jednorącz górny blok. Jego wyczucie nie zawodziło go nawet w nierealnym świecie, zarezerwowanym dla snów i zwidów. Poczuł, że inny metal uderza w jego broń, razem z towarzyszącym mu dźwiękiem. Nie widział swojego przeciwnika, jakby wzrok fechmistrza nie był w stanie go zlokalizować. Rzecz typowa dla sennych mar. Natychmiast, gdy tylko odbił atak wyimaginowanego przeciwnika drugą ręką, opancerzoną i zaciśniętą w pięść pchnął przed siebie. Ponownie – nie widział, ale poczuł, jak coś ustępuje pod jego uderzeniem, wedle założenia, które podjął. Zaraz potem wykonał uderzenie od góry, znad głowy. Miecz nie napotkał żadnego oporu.
Znów przeniósł się gdzieś indziej. Ujrzał nad sobą niebo – wciąż jednak był w objęciach snu, jak się okazało. Nie mógł się jednak ruszyć, mógł jedynie poruszać powiekami. Do jego uszu docierały przytłumione dźwięki, przypominające mowę, jednak nie dało się odróżnić słów, ani nawet określić ich charakteru. Nie potrafił nawet określić miejsca, w którym się znajdował. Jedynie niebo znajdowało się nad nim. Nagle przesłonił je kształt, przypominający sylwetkę ludzką. Postać trzymała broń. Zanim ją uniosła, z zamiarem wbicia jej w jego pierś, oficer mógł jedynie unieść opancerzoną dłoń przed siebie. Zobaczył wznoszący się miecz, ostrzem do dołu, po czym usłyszał słowa, znacznie wyraźniejsze niż przedtem. Postać powiedziała coś. Kobiecym głosem. Słowa brzmiały: "nie zasypiaj".
Minęła chwila, zanim powrócił do przytomności i zrozumiał, że słowa należały do rzeczywistości, a nie stanowiły wytworu jego podświadomości. Otworzył oczy i znów ujrzał rozgwieżdżone niebo. Zrozumiał, że to, co przeszedł przez chwilą, a przynajmniej tak mu się wydawało że przeszedł, było tylko snem. Prawie od razu, gdy podniósł się z ziemi, podpierając się wolną ręką, zauważył w nim niekonsekwencje, wykluczające ich realność. Tak było prawie zawsze, gdy przyśniło mu się coś więcej niż tylko zbitek bezsensownych pierdół – po przebudzeniu pozorny realizm najpierw tracił rację bytu, a potem rozmywał się w odmętach pamięci. Jedynie nieliczne pozostawały dłużej niż kilka godzin, były jednak równie pozbawione znaczenia, co porzucone w rynsztokach odpadki.
Zauważył, że wciąż w garści ściska rękojeść miecza, czyli prawdopodobnie ostatnia zarejestrowana przez jego umysł czynność. Tajemnica snu wyjaśniona.
Podniósł się do pozycji siedzącej i odłożywszy broń na bok rozejrzał się. Ves spoglądała na niego ze strachem, co wydało mu się dość dziwne.
Nie śpię – powiedział, wracając wzrokiem do rękawicy i odłożonej na bok broni. Czuł jeszcze większe zmęczenie, niż poprzednio, a do tego senność nie ustąpiła. Pomyślał, że albo wybudzi się do końca, najlepiej przez rozruszanie, albo położy się i zaśnie znowu. Przez chwilę nie mógł się zdecydować. Zamiast tego zaczął szarpać za paski spinające jego rękawicę. W końcu dopiął swego – udało mu się uwolnić rękę z ciężaru, do którego zdążył się przyzwyczaić. Zdejmując żelastwo z przedramienia usłyszał wzmiankę o smokach. Spojrzał na dziewczynę z przekąsem, marszcząc brwi.
Ty to jednak masz pomysły – mruknął, kręcąc głową. Czytał kiedyś o smokach, nie widział jednak nigdy żadnego. I cieszył się z tego powodu. Wiedział, czym były – olbrzymimi gadami, które czas spędzały w samotności, zwykle pilnując zgromadzonego bogactwa. Do tego raczej nie były przychylne obcym. – Nie wiem, co takiego ciekawego jest w dużej jaszczurce ze skrzydłami, ale mam nadzieję, że wyjdziesz cało z takiego ewentualnego spotkania.
Cholernie ciężko byłoby ubić taką bestię. Takie wielkie coś zapewne potrafi ziać ogniem, a do tego pewnie ma dużo siły. Ale rozmiary też dałoby się wykorzystać i wleźć tam, gdzie jego łapy, czy ogon nie mogłyby dosięgnąć. No i smukłe ostrze odnalazłoby szczeliny w pancerzu.
Sięgnął po leżącą obok torbę, prawie wypełnioną już zawartością, włożył do środka zdjętą uprzednio część opancerzenia i założył skórzany pojemnik na plecy. Chwycił za schowane ostrze i zgrabnie zsunął się z półki. Stłumił ziewnięcie i ruszył wzdłuż niej.
Tak będzie najlepiej – powiedział. – W sumie, ciekawe miejsce. Nic, tylko położyć się i zasnąć. Prawda? – dodał po krótkiej pauzie, zadając w sumie retoryczne pytanie, unosząc brwi i kącik ust w uśmiechu.
Tym razem on prowadził. Szedł swoim zwykłym krokiem wzdłuż ścieżki, nie odzywając się już. Senne wspomnienia zniknęły już bez śladu, rozmywając się w pamięci.
Gdy ścieżka kończyła się, postanowił nie skakać po kamieniach jak poprzednio. Zamiast tego zrobił mały rozpęd i po prostu zeskoczył ze skał wprost na piasek. Wylądował dobrze – poślizgnął się tylko na piasku, chwiejąc się lekko. Obejrzał się za siebie i czekał, aż Ves do niego dołączy. Oficer uznał, że sama poradzi sobie z zejściem. Próby pomocy, jak myślał mając w pamięci poprzednie wydarzenia, uznałaby zapewne za uznawanie jej za słabą lub głupią, a poza tym i tak się do tego nie palił. Zaczekał tylko, aż poradzi sobie z zejściem i ruszył w stronę wsi. W stronę kolacji i ciepłego łóżka.

z/t

Najlepiej pisz już od razu w karczmie, szkoda się rozdrabniać niepotrzebnie.
Awatar użytkownika
Mor Elen
Posty: 44
Rejestracja: 10 sty. 2012, 00:15
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21786#21786

27 kwie. 2013, 20:55

Śmiech dobiegał z daleka i był przytłumiony tak, jakby jego nadawca znajdował się pod ziemią. Mężczyzna ze zdziwieniem spojrzał na ścieżkę, po której stąpał. Z warstwy suchych liści i leśnego runa powoli tworzyła się ludzka twarz, która wręcz pulsowała magią. Z niewielkich szyszek utworzył się szyderczy uśmiech, a oczy – dwa matowe kamienie – wpatrywały się z natarczywością w mężczyznę.
Powoli czując suchość w gardle mężczyzna zapytał:
– Czego chcesz?
Śmiech rozległ się znowu, tym razem zdawało się, że dochodził zewsząd. Na długo zostawał w pamięci wwiercając się w mózg. Mężczyzna złapał się za głowę próbując zakryć uszy. Jednak wszystko na nic. Śmiech trwał nadal niszcząc każdą myśl jaka pojawiła się w jego umyśle. W końcu mężczyzna wykończony padł na kolana korząc się przed siłą silniejszą od niego.
Nagle wszystko się skończyło.
Na powrót jedyne co dochodziło do uszu mężczyzny to łagodny szept lasu, mówiącego od stuleci tym samym głosem. Mężczyzna opuścił głowę na pierś nie mając na nic siły. Trwał tak długi czas zrezygnowany, gotów przyjąć każde następne działanie Losu jako błogosławieństwo.
Na kolejny ruch tej wszechwładnej siły nie trzeba było długo czekać. Na ściółce leśnej zaszeleściły delikatne kroki. Mężczyzna poderwał głowę. W jego stronę zmierzała zakapturzana postać drobnej postury, prawdopodobnie kobieta. Odziana była było tylko w czerń bez żadnych ozdobników, przy pasie nie miała żadnej broni lecz sposób, w jaki chodziła zdradzał, że była osobą śmiertelnie niebezpieczną.
Mężczyzna nie wiedział skąd ale był pewien, że postać zatrzymała się dokładnie czterdzieści sześć kroków od niego mierząc go badawczym wzrokiem. W końcu, gdy myślał, że to już nie nastąpi, przemówiła.
Głos tak jak poprzednio śmiech dobiegał zewsząd a wydawało się, że wypowiadany jest bezpośrednio przez ludzką maskę rysującą się na ścieżce.
– Nadszedł twój czas. Jesteś tchórzem i tchórzem pozostaniesz. Przeznaczenie zatoczy krąg, lecz Ty jego końca nie dotrwasz. Pycha pochłonie cię, a ty staniesz się tylko wspomnieniem – zagrzmiał głos.
– Kim jesteś? – głos mężczyzny był napięty jak struna. – Pokaż swą twarz!
– Jestem końcem choć zrodzona z początku. Mam wiele imion i wiele twarzy ty jednak, ujrzysz jedną jedyną i zapamiętaj ją dobrze, bo to ona będzie przyczyną twojego końca.
Postać powoli sięgnęła do kaptura zdejmując go delikatnie. W promieniach zachodzącego słońca, przebijającego się przez zwartą gęstwinę koron drzew ukazała się twarz młodzieńca o łagodnych rysach twarz i oczach koloru nieba.
Mężczyznę zdjął lodowaty chłód.
To była jego twarz.

Mor Elen poderwał się czując wilgoć na twarzy. Przez jego ciało przechodziły dreszcze a czoło miał rozpalone. Wciąż miał w pamięci swą twarz spoglądającą na niego z morderczym błyskiem w oku.
– A więc wkrótce mój żywot się skończy – powiedział do siebie.
Nieoczekiwanie uzyskał odpowiedź.
– O czym Ty mówisz? – z zaskoczeniem zapytał kobiecy głos należący do nagiej niewiasty wpatrującej się w mężczyznę wyzywająco, wulgarnie wręcz.
– Ja..Kim… – próbował sklecić zdanie Mor Elen. Umilkł nagle uświadomiwszy sobie gdzie jest.
Znajdowali się na plaży. Wokół, na białym jak śnieg piasku walały się puste butelki po rumie i części garderoby. W powietrzu unosił się smak soli. Morze, rozciągające się przed Mor Elenem falowało lekko, nadając aurę tajemniczości. Tą aurę dało się również wyczuć od jego niespodziewanej towarzyszki. Elf zebrał się w sobie i zapytał:
– Kim jesteś?
Kobieta uśmiechnęła się z satysfakcją dając do zrozumienia, że tylko takiego pytania się spodziewała.
– Nawiązując do tego co wczoraj mówiłeś – pochyliła figlarnie głowę – jestem nimfą, driadą leśną, diablicą o twarzy anioła i jak to wyraziłeś po trzech butelkach tego – wskazała na pustą butlę po rumie – niezłą sztunią.
Mor Elen pokiwał głową przypominając sobie jak mruczał do niej w ten sposób, podczas gdy cierpliwie rozpinał guziki jej garsonki.
– A gdzie się spotkaliśmy po raz pierwszy?
– W szynku ,,Pod różą" gdzie zaczepiłeś mnie po twoim występie. – wyjaśniła otrzepując się z piasku, szczególnie starannie w okolicach piersi patrząc przy tym prowokacyjnie na mężczyznę.
– Moim występie? – zapytał zdziwiony Mor Elen nie zwracając uwagi na starania niewiasty. W jego głowie huczało a w ustach czuł piekielną suchość.
Niewiasta obdarzyło go spojrzeniem przeznaczonym wyłącznie dla idiotów, handlarzy i psychicznie chorych.
– Jesteś minstrelem, pamiętasz? Przynajmniej za takowego się podałeś – oznajmiła.
– Skoro jestem minstrelem to gdzie mój instru…. – Mor Elen urwał i poderwał się gwałtownie. – Gdzie moja Lira?! – wykrzyczał.
Kobieta cofnęła się przestraszona.
– Spokojnie, jest cała i bezpiecznie schowana w twoim magicznym futerale.
Dopiero teraz zauważył. Niewielka czarna skrzynka z wyszlifowanego hebanu leżała pośród reszty maneli elfa, których – dodajmy – nie było zbyt wiele.
Mor Elen dopadł skrzynki, otworzył zatrzaski (całe ta magiczna ochrona była jednym wielkim picem, który odstraszał potencjalnych złodziejaszków) i złapał za instrument. W tym momencie, nie wiedzieć czemu, Mor Elen przypomniał sobie wszystko co działo się wczorajszej nocy.
To jak posługując się magią Liry opowiadał Zapomniane Historie sprawiając, że każdy słuchał go z nabożną wręcz uwagą. To, jak przesuwając delikatnie dłonią po strunach Liry skłonił Marię – bo tak miała na imię jego rozmówczyni – by udać się z nim na skąpaną w blasku księżyca plażę aby oddać się uciechom cielesnym. To, jak wpatrując się w nagie ciało śpiącej kochanki po raz kolejny zadać sobie pytanie – co dalej? zdając sobie sprawę, że jest równie daleko od uzyskania odpowiedzi na to pytanie jak w momencie, gdy wyłonił się z wrót piekielnych Przytułku. Od tamtego momentu minęły godziny, dni, miesiące a on nadal czuł się jakby było to wczoraj.
Wiele razy analizował to co się tam wydarzyło, to jak cierpiał fizycznie – od zadawanych ran i psychicznie – patrząc na śmierć towarzyszy, którzy wbrew jego woli, stali się dla niego kimś bardzo ważnym.
Długo błądził po ulicach Wolenvain, szukając jakiegokolwiek zajęcia, lecz bez skutku. W końcu znalazł pozorny sens w udawaniu wędrownego grajka, opowiadającego niestworzone historie. Podróżował od miasta do miasta, od wsi do wsi, od domostwa do domostwa aż w końcu trafił tutaj, do Aldhal.
Tu, wydawać by się mogło, na końcu świata, przeszłość znów go dopadła, materializując się pod postacią kostuchy o jego własnej twarzy.
Mor Elen miał już dosyć uciekania. Nadszedł czas, w którym bojący się własnego cienia mężczyzna musiał udać się w zapomnienie. Na jego miejscu pojawił się wyrachowany zabójca na zlecenie, którego jedynym wyznacznikiem moralności były suwenery.
Mężczyzna delikatnie włożył Lirę do futerału. Ubrał się. Przypiął do nadgarstka Aiwe, schował sztylet do cholewy buta. Założył skórzane rękawice i obrócił się z uśmiechem w stronę odzianej już, niewiasty.
– Więc mówiłaś piękna Mario, że Twój ojciec – sołtys – potrzebuje pomocy jakiegoś zawadiaki?
Maria, nadal przestraszona, pokiwała nieznacznie głową.
– To dobrze. Bądź tak uprzejma i zaprowadź mnie do niego.
Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 900
Rejestracja: 23 mar. 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

23 maja 2013, 22:33

MG
//Jeśli nic już nie pragniesz od tej pięknej plaży daj z/t w kolejnym odpisie. Wprowadzę cię do kolejnej lokacji.

Czarna gwiazda zdawał się być ścigany przez koszmary, czy może wspomnienia, któż wie co skrywała jego przeszłość. Mknęły za nim na czarnym koniu, doganiając jego osobę gdy tylko spoczął na choćby krótką chwilę odpoczynku. Koszmar, który mu się przyśnił nie chciał odejść z głowy, obrazy powracały jak żywe przy każdej możliwej okazji. Cokolwiek te sny mu zapowiadały, czymkolwiek miały okazać się w przyszłości, zdecydowanie zbyt mocno odcisnęły w jego pamięci jak na zwykły przypadek. Nie było miejsca na wątpliwości, coś miało się zdarzyć. Pytanie tylko kiedy? Przyszłość jest kapryśna. Czy coś ma się zdarzyć za godzinę, miesiąc, czy lata jest nieraz trudne do odgadnięcia. Wredna, złośliwa przyszłość, która, gdy w końcu dotrze do człowieka swoim krokiem zaraz zamienia się w przeszłość. Coś, co już było, coś co nieraz traci wszelkie znaczenie.

Kobieta, Maria, zakładając, że Mor Elen dobrze zapamiętał przez krótką chwilę wbijała wzrok w elfa, jakby nie była pewna czy nie ma przypadkiem do czynienia z niestabilnym psychicznie idiotą, jednak gdy ten zaczął znów normalnie się zachowywać strach i konsternacja stopniowo zniknęły z jej twarzy. W końcu zachichotała, rozbawiona jego nietypowym zachowaniem po przebudzeniu. Nie minęło wiele czasu a mężczyzna wędrował w stronę miasta, prowadzony prze córkę sołtysa, która bezczelnie ujęła go pod ramię. Przy niemal każdym kroku Maria ocierała się o elfa, bynajmniej nie wyglądało to na przypadek. Mor Elen czuł od niej wyraźnie zapach morskiej soli, najwyraźniej zabawiła jakiś czas w wodzie, nim śpiący się przebudził. Spojrzała niego, uśmiechając się. Gładkie rysy jej lekko pulchnej twarzy z połączeniu z pełnymi, kształtnymi i lekko zaczerwienionymi ustami nadawały temu uśmiechowy uwodzący wyraz. Poruszała delikatnie biodrami na boki przy każdym kroku, zgrabnie poruszając się mimo obecnych tu i ówdzie kamieni. Ogółem nie można zaprzeczyć, iż była zgrabna, o przyjemnej, przywodzącej na myśl butelkę figurze, średniej wielkości kształtnych piersiach, oraz jędrnych pośladkach. Nic dziwnego, że przyciągała uwagę mężczyzn. Zdecydowanie mogła uchodzić za urodziwą.

- Słyszałam, jak rozmawiał z jakimś mężczyzną. Chciał, żeby znaleźć mu jakiegoś "zabijakę", jak to określił, nie wiem po co – dziewczyna straciła nieco pewności siebie gdy wspomniała o ojcu. Uniosła jedną rękę, nieświadomie chwytając kosmyk swoich kasztanowych włosów i okręcając je wokół palca. Mówienie o swoim rodzicielu najwyraźniej ją krępowało.
- Nie wspomina mi o swoich sprawach… interesach, ogółem raczej nie zwraca na mnie uwagi – westchnęła. Zamilkła na krótką chwilę, jednak nie potrzebowała dużo czasu, by wrócił jej dobry humor. Ponownie niemalże przykleiła się do elfa, obejmując go i ocierając wierzchem dłoni o materiał na jego pośladkach. Zaczęła coś nucić, miała ciepły, przyjemny głos. Mor Elen po chwili uprzytomnił sobie, że nucona przez dziewczyną piosenka jest tą, którą grał jeszcze niedawno w szynku. A może tylko ją przypomina?

Dziewczynie wyraźnie się nie śpieszyło na miejsce.Szum morza oddalał się powoli, a piasek ustępował trawie obecnej tu i ówdzie trawie. Przecież wokół w najlepsze trwała wiosna, czas rozkwitania, płodności i budzenia się do życia. Tak jak przyszło obudzić się Mor Elenowi, tak wszelkie siły drzemiące w naturze przebudziły się jakiś czas temu, zmieniając oblicze krajobrazu.

Awatar użytkownika
Mor Elen
Posty: 44
Rejestracja: 10 sty. 2012, 00:15
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21786#21786

10 lip. 2013, 21:28

Mor Elen kroczył wyboistą ścieżką z na wpół zamkniętymi oczyma. Wsłuchiwał się w melodię nuconą przez jego towarzyszkę. Był to ten sam utwór, którym otworzył wczorajszy występ. Maria nadała mu swój własny charakter, nucąc go troszkę wyżej. Dziewczyna była nie tylko piękna, ale także muzycznie utalentowana. Czarna Gwiazda zatrzymał się nagle, sprawiając, że dziewczyna straciła równowagę. Mroczny elf złapał ją w tali ratując przed upadkiem.
Chciałbym abyś dla mnie zaśpiewała. – oznajmił.
Dziewczyna spojrzała na niego z zaskoczeniem.
Tutaj? Na środku drogi?
Na dobrą muzykę wszędzie znajdzie się miejsce – wyszczerzył zęby.
No dobrze, ale co mam zaśpiewać? – Maria zdążyła poznać elfa na tyle, żeby wiedzieć, że polemizowanie z nim na jakikolwiek temat jest bezcelowe.
Znasz Pieśni zachodzącego słońca poety Ataniela?
Dziewczyna pokiwała głową.
A tą o pięknym tytule Cień naszych dni?
Potaknęła.
No więc do roboty piękna.
Mam to zrobić acapella?
Nie poczekaj, zagram ci na lirze – tymi słowy wyjął instrument z futerału i usiadł na drodze. Po chwili jego palce delikatnie wodziły po strunach wygrywając pierwsze takty utworu. Maria nabrała powietrza w płuca i zaczęła śpiewać.
Na początku jej głos był cichy niczym szum liści na wietrze. Był bardzo liryczny i czysty. Sprawiał, że chciało się położyć na ziemi i po prostu trwać. Potem głos stawał się coraz bardziej stanowczy i głośniejszy, aż w końcu w finalnej partii uderzył z siłą fali rozbijających się po brzeg. Wywoływał dreszcze, sprawiając Mor Elen’owi niemal ficzyną przyjemność. W końcu pieśń dobiegła końca tym samym lirycznym akcentem, którym się rozpoczęła.
Gdy wybrzmiała ostatnia nuta, Maria opadła na ziemię, dysząc lekko. Gdy napotkała pełne podziwu spojrzenie Czarnej Gwiazdy uśmiechnęła się lekko i oznajmiła:
Męczy.
Ten pokiwał głową. Wstał, otrzepał się i podszedł do dziewczyny podając jej rękę. Ta skorzystała z pomocy mrucząc podziękowania. Nagle mroczny elf przyciągnął ją do siebie, tak że ich twarze znalazły się kilka milimetrów od siebie. Dziewczyna zarumieniła się jeszcze bardziej.
Jesteś genialna. Jesteś moja. Nie pozwolę takiemu talentowi uciec. – oznajmił z uśmiechem, a potem zatopił się w jej czerwonych jak krew ustach.
Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 900
Rejestracja: 23 mar. 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

10 lip. 2013, 22:13

MG

// Pragnę zwrócić twoją uwagę na fakt, żebyś nie przesadził z operowaniem światem.

Prośba elfa zdecydowanie była nietypowa. Dziewczyn pochodzących z rybackich wiosek raczej nie kształciło się w kierunku śpiewu, a większość nie posiadła takiej wiedzy jak czytanie czy pisanie. Można powiedzieć, że dopisało mu pewne szczęście. Śpiewająca Maria przyciągnęła uwagę kilku mężczyzn, którzy wędrowali akurat w stronę plaży. Śmierdzący rybami, alkoholem i solą szli spokojnym krokiem rozmawiając. Słysząc dziewczynę zatrzymali się gwałtownie, przyglądając całej scenie. Gdy elf pocałował dziewoję dwóch z wymieniło się nieprzychylnym spojrzeniem.
Oto więc elf stał na środku wiodącej do miasta ścieżki, albowiem znajdowali się już może trzy minuty drogi do zabudowań. Stał całując córkę sołtysa. Sama dziewczyna zdecydowanie nie miała nic przeciwko, wręcz przyciągnęła elfa mocniej do siebie, obejmując go ramionami. Słońce wstało na horyzoncie, a wokół zaczynało panować ciepło. Niedaleko Aldhal budziło się do życia. Mor Elen mógł usłyszeć dochodzące z niego dźwięki. Najpierw niemrawe, potem coraz głośniejsze. Typowy miasteczkowy gwar. Od portu oderwała się pierwsza z porannych łodzi rybackich. Jej kiedyś biały żagiel wydął się niemrawo, jakby nadal jeszcze spał po nocnym oczekiwaniu na wciągnięcie na maszt. Łódź była niewielka, jednak wiatr nie zdołał pchnąć starego drewna z siłą, której oczekiwali rybacy. Niechętnie chwycili za wiosła.
A Mor Elen jak stał na środku ścieżki, tak stał nadal. W przeciwieństwie do trzech rosłych rybaków, którzy szli nieco chwiejnym krokiem w jego stronę.


[16 lipca 2013]
– A cjo ty robis dłogouchoy pomiocie?! – ozwał się jeden z rybaków, który spośród całej trójki zdecydowanie odznaczał się najbardziej chwiejnym krokiem. Nie czekając na odpowiedź zatoczył się z nagła do przodu, poprzedzając swoją drogę pięścią. Mor Elen był zajęty kontemplacją swojej towarzyszki i trzeba przyznać, zdezorientowany tymi nagłymi odwiedzinami. Na jego szczęście naturalny odruch okazał się silniejszy niż wywołane nagłym atakiem zdziwienie.
Ciemna Gwiazda cofnął się krok do tyłu unosząc dłoń i blokując zadany cios, jednak siła jaką włożył w niego krępy rybak pozostała niedoceniona. Mor Elen poczuł ból, gdy grzbiet jego własnej dłoni zderzył się gwałtownie z, również jego własnym, nosem. Nie było to nic poważnego, zero chrzęstu świadczącego o złamaniu, nawet krew nie poszła z nosa. Jednak całe wydarzenie tylko wzmogło ogólną dezorientację elfa.
Atakujący wieśniak zdawał się liczyć na znokautowanie przeciwnika już po pierwszym ciosie, albowiem nie utrzymał równowagi i po prostu zwalił się ciężko przed siebie, lądując na ziemi. A właściwie nie na ziemi, a na elfie. Lira wypadła z rak długouchego, lądując obok. Nie zdążył zareagować, nikt normalny nie zwala się na ciebie w trakcie walki niczym podcięte drzewo.
W końcu do akcji wkroczyli pozostali wieśniacy, złapali swojego towarzysze podnosząc go z ziemi, po czym jeden z nich odepchnął protestującą i krzyczącą dziewczynę na bok, mrucząc przy tym jakieś przekleństwo. Trudno stwierdzić, czy było ono skierowane w jej stronę, czy też w stronę elfa. Gdy tylko poczuł, że przygniatający go ciężar unosi się Ciemna Gwiazda chciał odtoczyć się na bok, jednak powstrzymał go but. But, który z rozpędem trafił pod jego żebra wywołując kolejną eksplozję bólu, tym razem poważną. Autonomia nosiła miano kraju otwartego na odmienne od ludzi istoty i rzeczywiście tak było. W miastach spotykano się z powszechną akceptacją i przyzwoleniem na normalne funkcjonowanie. Jednak jak wszędzie, w Autonomii zdarzali się rasiści, zwłaszcza wśród prostego ludu, który bał się wszystkiego co inne. A tym bardziej, gdy owe "inne" całuje się na środku ścieżki z córką twojego sołtysa, o której względy zabiegałeś nie dalej jak przedwczoraj. Na Mor Elena spadły kolejne kopnięcia. W brzuch, w klatkę piersiową, w głowę, w krocze. Dwójka wieśniaków niespecjalnie zdawała się celować, w dodatku byli przypici. Trzeci najwidoczniej postanowił oszczędzić tego widoku Marii, bo na wpół prowadził, na wpół ciągnął ją w stronę Aldhal. Elf mógł usłyszeć, że coś krzyczała, ale nie był w stanie zrozumieć ani słowa zajęty kolejnymi razami które na niego spadały. Uniósł ręce osłaniając głowę przed kopnięciami młodych rybaków. Minęła dłuższa chwila nim zostawili go w spokoju i błocie, dyszącego ciężko, nie zdolnego do walki.
Pierwszy z rybaków, który zaczął całą burdę odtoczył się na bok mrucząc do drugiego, żeby wracali do miasta. Nie czekając na odpowiedź ruszył w stronę zabudowań znoszony to w prawo, to w lewo niczym fale przypływu. Drugi okazał się jednak przynajmniej w jakimś stopniu trzeźwy i postanowił elfa przeszukać. Zbliżył się do Ciemnej Gwiazdy, szturchnął go czubkiem buta i już miał zabierać się do roboty gdy dostrzegł coś, co leżało na ziemi od początku całego zdarzenia – lirę. Najwyraźniej mu się spodobała, bo złapał ją ochoczo, poinformował Mor Elena, że bierze to za fatygę i ruszył szybkim krokiem w drogę powrotną, próbując doścignąć swojego znajomka.

// Mor Elen – pobity, obolały i zmęczony. Brak poważnych ran, siniaki się zagoją, rozcięta warga. Lira się ewakuowała.
Awatar użytkownika
Omival
Posty: 73
Rejestracja: 27 gru. 2013, 22:00
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 43348566
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2832

02 kwie. 2014, 22:21

TŁO MUZYCZNE

Kołysane przez morski, wilgotny wicher włosy, delikatnie smagały poważną twarz Omivala. Wpatrzony w wschodzące słońce, rażące swymi jasnymi i ciepłymi promieniami siedział pośród wydm niosących złotawy piasek. Był jakby nieobecny, niezwykle skupiony. Nawet głośne skrzeczenie mew, zataczających okręgi tuż ponad falami, nie było w stanie choćby na chwilę odwrócić jego uwagę. Otóż głowa mężczyzny zajęta była planowaniem… Planowaniem podróży, na jaką tak długo się decydował. W myślach przeplatały się obrazy z przeszłości oraz wizje przyszłości, jakiej chciałby doświadczyć. Omival przypominał sobie miłe, a zarazem tak rzadkie chwile spędzone z siostrą w czasie wolnym od ojcowskich zadań, kiedy wspólnie przemierzali zakamarki pustyni, która oprócz wielu zagrożeń i nieprzyjemności, skrywała mnóstwo ciekawych i wartościowych miejsc. Czuli się wtedy wolni i radośni. Jednocześnie przed oczyma ukazywała mu się tak upragniona chwila odnalezienia Dematei. Pragnął patrzeć w jej głębokie, błękitne oczy, ujrzeć uśmiech na jej delikatnej twarzy.

Tak rozmarzony spędzał wiele poranków, aż wreszcie doszedł do wniosku, że to co robi, nie zbliża go chociażby na krok do życiowego celu. Ten letni dzień czterysta czternastego roku Ery Feniksa miał być inny, miał być początkiem jego podróży do szczęścia. Omival zrozumiał, że poszukiwania nie są łatwym zadaniem, a wędrowanie po wybrzeżu, od wioski do wioski dotychczas nie przyniosło rezultatów. Zdawał sobie również sprawę, że brak informacji o siostrze może też świadczyć o tym, iż odeszła na zawsze. Jednak, gdyby nie spróbował jej odszukać, życie w bolesnej nieświadomości prędzej czy później wykończyłoby go. Obiecał sobie, że spotka się z Demateą, choćby i nawet musiałby zejść na dno Morza Smoczego po jej uwięzione ciało, co uważał za ostateczny, najgorszy z możliwych scenariusz. Niemniej, aby poszukiwania przebiegały sprawnie postanowił lepiej się wyposażyć. Nie był jeszcze przekonany co dokładnie jest mu niezbędne, ale sądził, iż dobrym pomysłem byłoby zdobycie środka transportu. Chodzenie czy pływanie wzdłuż linii brzegowej wymaga dużo siły, którą można byłoby wykorzystać w korzystniejszy sposób.

Wiatr zadął nieco mocniej unosząc chmurę piaskowego pyłu. Drażniące drobinki wypełniły wolne przestrzenie w stroju Omivala, dostały się nawet do jego niebieskich oczu. Wybudzony z transu, wstając z ciepłej diuny, delikatnie przetarł twarz i otrzepał spodnie, po czym z wąskiej kieszonki w kamizelce wyjął kawałek zżółkniętego pergaminu, na którym rysował mapę i zaczął z wolna kierować się do Aldhalu.

– Gdzie jesteś Demateo? Gdzie rozpocząć poszukiwania? – szeptał pod nosem, biegając wzrokiem po rysunku.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 900
Rejestracja: 23 mar. 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

03 kwie. 2014, 12:15

MG
// Dodaj do profilu link do Karty Postaci.

Na horyzoncie leniwie sunęły łodzie rybackie, które należały do mieszkańców Aldhal. W oddali Omivalowi zdawało się, że dostrzega kadłub jakiegoś dużego okrętu, zapewne statek kupiecki, który zmierzał w stronę zatoki. Jak nietrudno jednak zgadnąć, ani piasek wokół, ani wody morza, ani też trzymana przez niego mapa nie chciały powiedzieć gdzie powinien szukać swojej siotry… i czy w ogóle powinien. Czy można liczyć na to, że miała tyle samo szczęścia? Zdawało się to wątpliwe.

Nigdy nie cichnący szum morza monotonnie powtarzał swoją historię, którą opowiadał plaży Autonomii od wieków. Jakaś mewa wylądowała nieopodal Omivala i wbijała zdziwiony wzrok w mężczyznę, zapewne niepewna czy ma okazję obserwować trupa, czy też po prostu wyjątkowo odciętego od świata człowieka. Jej siostry krążyły na niebie, od czasu do czasu któreś ze zwierząt opadało w dół i lądowało na tafli wodnej, zapewne dostrzegłszy jakieś jedzenie.

Na plaży nikogo w tej chwili nie było, ziała pustkami. Omival miał czas wyłącznie dla siebie, niezakłócany przez nic i nikogo. Mógł planować do woli, snuć swoje plany tak długo jak tylko miał na to ochotę. Musiały jednak być to plany wykonalne. Mężczyzna przewidywał nawet, że w poszukiwaniu siostry będzie próbował zanurzyć się w odmęty oceanu. Nieznane człowiekowi, niebezpieczna i nieprzyjazne dla obcych wodne głębiny, które skrywały w sobie rzeczy nieodkryte i uciekające zrozumieniu prostego mieszkańca powierzchni.

Pozbawione powietrza, które pozwoliłoby oddychać, ciemne głębiny, w których woda napierała ze wszystkich stron jakby chciała zmiażdżyć śmiałka nie były naturalnym miejscem życia dla istot, które stąpały po twardym lądzie. Na myśl o tym szum pobliskiego morza zdawał się wręcz złowrogi.

Awatar użytkownika
Omival
Posty: 73
Rejestracja: 27 gru. 2013, 22:00
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 43348566
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2832

05 kwie. 2014, 16:36

TŁO MUZYCZNE

Z minuty na minutę do głowy Omivala napływały nowe pomysły. Jedne bardziej, drugie mniej sensowne. Niektóre były tak zadziwiające, że sam nie wiedział do końca, w jaki sposób na nie wpadł. Może to szum fal rozbijających się o brzeg morza go inspirował, może opowieści bywalców szynków, w których spędzał tak wiele czasu, a może jeszcze coś innego. Tak czy inaczej zauważał coraz więcej mankamentów w swoich planach. Mężczyzna zrozumiał, że nic nie przychodzi łatwo, a to czego pragnie dokonać będzie trudniejsze niż początkowo sądził. Dotychczas wędrował po terenach, które nie przysparzały mu kłopotów, jednak podróż, na którą się zdecydował prędzej czy później zaprowadzi go w miejsca tajemnicze i niezbadane, a przede wszystkim niebezpieczne. Z dala od ludzi, którzy mogliby mu w jakiś sposób pomóc, zdany tylko na siebie i swoje umiejętności nie przewidywał pewnego triumfu. Czuł, że samo wyposażenie się w użyteczny ekwipunek nie gwarantuje sukcesu, dlatego musiał coś z tym zrobić.

Nagle stado wirujących wysoko na niebie mew zaczęło opadać ku ścieżce, na którą właśnie wkroczył Omival. Donośne "kekek" coraz bardziej zagłuszało odgłosy morza.

– Nie! – wrzasnął, kładąc prawą dłoń na czubku głowy. Wyraźna kontorsja na jego twarzy nie oznaczała bynajmniej rozkoszy. Niechętnym ruchem próbował ściągnął z włosów białą substancję, niestety na tyle nieumiejętnie, że rozprowadził ją cienką warstwą niemalże po całej powierzchni. Omival czuł się poirytowany sytuacją. Chwycił garść pisaku i rzucił w niebo, chcąc odstraszyć wredne ptaszyska, chaotycznie miotające się ponad nim.

Powrót do Aldhalu musiał na chwile odłożyć. Odwrócił się ponownie ku błękitowi Morza Smoczego, zszedł ze ścieżki i podszedł do brzegu, mając nadzieję, że uda mu się zmyć lepkie i niemiłe guano. Nachylił się nad taflą wody, która raz przybliżała się do niego, niosąc wzburzoną pianę, po czym wracała do morza zabierając drobinki piasku i strzaskane kawałki muszli. Delikatnie zamoczył włosy, a fale po kilku chwilach spłukały nieczystości.

Będąc tak blisko wody, Omival nie mógł oprzeć się chęci zanurzenia. Plaża była pusta, więc rozebrał się i odłożył swój dobytek niedaleko brzegu, tak aby nic się nie zamoczyło. Miał przy sobie jedyny naszyjnik, do którego był bardzo przywiązany. Rozpędził się nieco i wskoczył do niej, nurkując na dno. Nie odpływał za daleko, żeby móc obserwować pozostawione na piasku przedmioty. Czujność jednak nie przeszkadzała mu w momencie relaksu, przez który stracił poczucie czasu. Nie mógł przecież spędzać kolejny dzień na plaży, tak wyjątkowo bezproduktywnie. Kiedy słońce było już na znacznej wysokości ponad horyzontem Omival zdecydował zakończyć kąpiel i w niedługim czasie opuścić plażę, na której, w oddali zauważył jakieś postacie.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 900
Rejestracja: 23 mar. 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

08 kwie. 2014, 15:30

MG

Dzień okazał się dla Omivala pechowy, a zbyt długie siedzenie w miejscu zachęciło któreś z ptaków by pokazać mu co o tym myślą. Pożegnany przez nie na odchodne odchodami mężczyzna zmuszony był w jakiś sposób pozbyć się zrzuconej nań substancji. Oczywiście najlepsza w tym celu okazała się morska woda, która poratowała go od powrotu na łono cywilizacji w dość nieciekawym stanie.

Same mewy nadal krążyły w powietrzu, zupełnie nieprzejęte faktem, że ich ofiara wyraźnie nie jest zadowolona z tego, że została w taki sposób potraktowana. Można wręcz rzec, że ptaki miały to w tym samym miejscu, z którego wcześniej został zaatakowany mężczyzna. Nawet rzucony w ich stronę piasek nie wywołał praktycznie żadnej reakcji, a skrzydlate stworzenia nie dostrzegły w nim żadnego niebezpieczeństwa. Zaledwie kilka z nich, może ostrożniejszych, czy bardziej bojaźliwych niż pozostałe zatrzepotało skrzydłami wznosząc się nieco, szybko jednak wróciły znów do reszty gromady krążąc, szukając jedzenia i poskrzekując raz na jakiś czas.

Omival postanowił po zmyciu nieczystości z włosów, wejść nawet głębiej w wodną toń i odpocząć tam nieco. Pozostawił ubrania w pewnej odległości od łakomych fal, które mogłyby go porwać i wskoczył do morza. Trudno powiedzieć ile pływał, nim zdecydował się wreszcie odejść, jednak gdy już miał zamiar wyjść z wody natrafił swoją stopą na jakiś gładki materiał, który zdawał się nie być ani kamieniem, ani też żadnym z wielu bytujących tutaj żyjątek. Był chłodny w dotyku, powierzchnia była niemal zupełnie gładka, nawet dość uważne i dokładne przyjrzenie się tafli wodnej nie pozwoliło mu stwierdzić co też się pod nią znajduje.

Wróć do „Aldhal”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 13 użytkowników online: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 13 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 51991
Liczba tematów: 2959
Liczba użytkowników: 1034
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: kika2121
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.