Karczma Pod Bezgłową Damą

Miasto to pięknie wygląda w bezchmurne dni, zazwyczaj jednak takowych tutaj brak. Mimo pesymistycznego krajobrazu mieszkańcy Derinie są bardzo przyjaźni i mają niesamowite poczucie humoru. Obróbka wszelkich metali, drewna i kamieni szlachetnych wydobywanych w górach Ikrem przynosi Derinie nie tylko sławę, ale i mnóstwo pieniędzy...</font></p>
Awatar użytkownika
Niniel
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

Karczma Pod Bezgłową Damą

22 lis 2011, 23:17

Karczma Pod Bezgłową Damą

Obrazek
Obrazek
Bezgłowa Dama jest karczmą niemałą i bynajmniej nie sztampową. Jej podłoga jest pokryta płytkami, które wyczyszczone pięknie lśnią, a ściany zaś wzniesiono z tajemniczego kamienia o miłej strukturze podobnej do marmuru. Tak więc łatwo sobie wyobrazić, że wnętrze sporego młotka mogło wyglądać bardziej jak środek świątyni, niż gospoda. Mimo to pojawiały się tutaj elementy całkiem normalne dla karczmy, to jest długie stoły z ławami, może dwa czy trzy mniejsze stoliki, które zazwyczaj stały puste, ponieważ w Derin nikt nie lubił samotnie się bawić oraz kontuar, a za nim karczmarka, którą bogowie obdarzyli krągłymi kształtami i całkiem uroczą twarzyczką o pełnych ustach i dużych oczach.
W Bezgłowej Damie liczyły się trzy rzeczy: odpoczynek, zabawa i tańce. Derińczycy nie należeli raczej do ludzi, którzy by się upijali w co drugą noc, dlatego też w Młotku panował zazwyczaj spokój i śmiech. Bo czy było wspomniane, że mieszkańcy właśnie tego miasta są sławni nie tylko za swoje zdolności, ale i za niesamowite poczucie humoru i przyjazne nastawienie?
Drzwi parę metrów po prawej od lady prowadził do ciemnego korytarza, który łączył kilkanaście wolnych pokoi do wynajęcia. Były one schludne, od jednoosobowych do czteroosobowych, od skromnie urządzonych, do tych stworzonych z przepychem.
Obecnie w tej lokacji znajdują się:
Awatar użytkownika
Reto
Posty: 47
Rejestracja: 17 mar 2012, 22:34
GG: 2885000
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1707

05 kwie 2012, 15:42

Reto nigdy nie baczył na słowo, więc nie chciał zachować polotu nawet przy tak niebezpiecznym jak i wybuchowym elfie. Nie zawsze to było rozsądne, jak i w tym wypadku, ale taka już była jego upierdliwa natura.
Panuj nad myślami, bo teksty o jajku i lizaniu sobie oczu… co najmniej niegodne "wysokiej" rasie, za jaką śmiesz się uważać.
W sumie gdy elf zaczął swój "taniec" śmierci, Reto siedział sobie spokojnie i obserwował. Był swego rodzaju kukłą, która choć potrafi się poruszać i mówić, to nie ma za grosz uczuć. On sam nie jest nawet pewien, czy w obliczu własnej śmierci, byłby choć przez chwilę targany emocjami. Czasami naprawdę żałował, że demony zrobił z jego rasy… takie coś.
Przysłuchiwał się elfiej mowie, gdy ten wciąż targany złością i nienawiścią do mutanta, wypowiadał je pospiesznie, zaledwie kilka kroków od niego.
Musiał przyznać, że była jedna rzecz, która zawsze fascynowała go w mrocznych braciach elfów. Ta różnorodność osobowości, była co najmniej interesująca. Ci "przeciętni", zawsze starali się być poważni, opanowani i majestatyczni. Ci drudzy zaś – byli pełni żądz, niezdyscyplinowania i nadpobudliwości, a i tak częściej słyszało się o konfliktach zbrojnych tych pierwszych.
Nieistotne.
Rozejrzał się po karczmie, w której z wesołej atmosfery, która panowała tuż po jego przybyciu – nie pozostał nawet ślad. Wszędzie leżały trupy, stłuczone kufle po piwie, z konających toczyła się jeszcze krew. Elf zrobił tutaj niezłe zamieszanie, w sumie zmuszając go ponownie do zmiany lokalizacji… pięknie.
Po chwili poczuł targnięcie, a następnie uderzenie o drewnianą ścianę. Nie był w powietrzu, więc wciąż mógł spokojnie stać na podłodze.
Cóż Ty czynisz? Rozumiem, że jesteś nerwowy i masz gdzieś życie tych wszystkich, których właśnie zmasakrowałeś… ale dzieci? Cóż one Ci uczyniły? – wskazał głową na konającego chłopczyka, który wcześniej wybiegł z matką z karczmy, a dopiero kilka minut wcześniej, wrócił. – Nie dość, że jesteś mordercą, to jeszcze bez honoru. – odepchnął go bez większego trudu. Elf był zbyt rozgniewany, by móc skumulować swoją energię. Był szybszy, ale na pewno nie silniejszy.
Nie wiem jaki masz w tym cel, ale ja nie chce go poznać. Pewnie i tak bym nie pojął rozumowania Twojej rasy. – Reto zrzucił płaszcz, który teraz i tak wyglądał jak poszarpany przez pazury. Odsłonił swoje inne cechy wyglądu, które można było dostrzec gołym okiem. – Nie zamierzam tego sprzątać, żegnaj.
Ruszył w stronę wyjścia.
Awatar użytkownika
Caleirdir
Posty: 29
Rejestracja: 20 mar 2012, 21:52
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1720

05 kwie 2012, 16:05

Cal zaczął się śmiać. Był to śmiech osoby, która wróciła do swojego żywiołu.
– Czy ty właśnie próbujesz odwołać się do mich wyrzutów sumienia? Wyborne – nie przestając się śmiać, podszedł do dziecka, jednym cięciem pozbawiając go głowy i rzucając nią pod nogi mężczyzny.
Wrócił na blat baru, gdzie rozsiadł się wygodnie, bawić sztyletem. Był cały we krwi, morderczej ekstazie, a z jego twarzy nie schodził szyderczy uśmieszek.
– Jesteś taki sam jak ja. Myślisz, że grzebanie w moich myślach czyni Cię honorowym? Jesteś tak samo żałosny jak te trupy. Oni też myśleli, że są lepsi, zawsze patrzyli na mnie z góry. Teraz już nie mają czym patrzeć– przeciągnął się – I z nas dwóch, chyba tylko uważasz się za najlepszą z ras, kimkolwiek jesteś, bo nie codziennie można oglądać takie mutanta. I masz rację, wolę pochodzić od elfów, których szczerze nienawidzę niż być mutantem. Mama, czy ta tata poleciała na jaszczurkę? – zadrwił, zaczynając czyścić swój sztylet o koszulę, przerzuconych przez bar zwłok. Znalazł w tym jakąś chorą satysfakcję.
Wyczyszczone sztylety położył obok, po czym pociągnął łyk z ocalonej po zajściu butelki. Machając nią, rzucił w stronę chłopaka.
– Jak na taką cudowną rasę, straszny tchórz z Ciebie. Podejrzewam, że jesteś mocny tylko w gębie i tak na prawdę niewiele potrafisz. Zresztą, czego się spodziewam po jaszczurce? – wypił kolejny łyk – Dobrze, że Cię nie zabiłem. Miałbym na sumieniu niewinne, bezbronne stworzenie, które pewnie jest ostatnim okazem na świecie. W sumie nie, przecież nie mam sumienia. Hahaha.
Zeskoczył z blatu, ciągnąc niczym smuga w kierunku postaci. Sztylety zatańczyły, po czym ukłuły przeciwnika w plecy.
– Xal I' Quar'valsharess lead dos wund I' qu'mados d' vesdrac.
Awatar użytkownika
Reto
Posty: 47
Rejestracja: 17 mar 2012, 22:34
GG: 2885000
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1707

05 kwie 2012, 16:34

Nie odwrócił się, nie miał jakieś większej potrzeby patrzenia na niego.
Sumienia? Ty w ogóle je posiadasz? Ja nie, ale mam odrobinę instynktu przetrwania. Pokaz swoich marnych umiejętności, wcale nie czyni Cię silnym. Każdy jest śmiertelny, nie pamiętasz?
Przetarł oczy ze zmęczenia. Nie był chyba dzisiaj w najlepszej kondycji, ale trochę bigla jeszcze miał.
Taki sam? Dobre sobie. Rozbawiasz mnie na każdym kroku. Ja swój honor posiadam, a czytanie w myślach… uważasz je za niegodne? To dla mnie tak samo normalne, jak oddychanie. Nie jest w tym nic nadzwyczajnego. Wyczuwam Twoje emocje, które targają Twoim ciałem od dłuższej chwili. Myślisz, że byłem zaskoczony atakiem? Ciężko zrobić na mnie wrażenie. – uśmiechnął się – Nie… nikt tego jeszcze nie dokonał.
Odwrócił się do niego spokojnie i bez większego rozgniewania.
Jestem sar'keelach. Jedna z pierwszych ras, która stąpała po tym świecie. Moja historia jest dłuższa, niż całej Twojej rasy, a jestem jednym z najmłodszych przedstawicieli mojego gatunku. Mutanty? Coś w tym prawdy jest, ale zdecydowanie nie w Twoim prześmiewczym gadaniu o mojej matce lub ojcu.
Zaczął stąpać w jego kierunku, choć nie znajdował się już daleko. Z pleców zaczęły wyrastać olbrzymie skrzydła, które ledwo mieściły się w tak wysokim pomieszczeniu. Zza niego zaczął wystawiać długi, gruby ogon, niczym u demona. Był ciężki, w kolorze łusek na ciele Reto i energicznie poruszał się na zmianę w lewo i w prawo.
Tchórz? Twój pokaz, to na pewno nie męstwo, a głupota. Cóż "potężnego" jest w mordowaniu kobiet i dzieci? Zwykłe zwierze potrafi to zrobić z większą gracją niż Ty. – jego głos także się zmienił. Był jakby oddalony, jakby targany echem lasu. – Niegodny nosić miano elfa, niegodny istnienia. Czymże w takim razie jesteś?
Po chwili na skórze zaczęły pojawiać się czerwone runy, które barwiły łuski na czarny kolor. Reto sięgnął po swój miecz, na którego po chwili zaczęły "spływać" znaki z ciała. Miecz był czarny niczym węgiel, a ciężki tak, że nikt prócz jego rasy, nie potrafił utrzymać go w dłoni, nikt nie potrafił go podnieść.
Jego ręka, która była po stronie skazy, ruszyła w kierunku elfa. Ostre szpony rozcięły materiał jego ubrania, a po chwili same palce zacisnęły się na szyi mrocznego. W każdej sekundzie, w której Reto trzymał swoją ofiarę, ta otrzymywała potężną dawkę trucizny, która niemal natychmiast pojawiała się w krwiobiegu. Po odpowiedniej dawce śmiertelnego jadu, mutant cisnął swym przeciwnikiem w stronę baru z olbrzymią siłą. Fala wywołana przez zamach, pociągnęła za sobą meble znajdujące się na drodze, a także kończymy, które nie posiadały już swoich właścicieli.
Wciąż uważasz, że walka jest Ci potrzebna? W Twojej krwi płynie mój jad. Nie jest na tyle silny, by zadać Ci rany lub nawet Cię zabić, ale może Cię sparaliżować. Nie chcę Cię zabijać, więc oszczędnie korzystam z trucizny.
Reto był zbyt zmęczony, by wytworzyć silniejszą dawkę, ale elf nie musiał tego wiedzieć.
Awatar użytkownika
Caleirdir
Posty: 29
Rejestracja: 20 mar 2012, 21:52
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1720

05 kwie 2012, 21:14

Wbicie w ścianę za barem sprawiło, że elf ocknął się z krwawego szału. Znów mógł logicznie myśleć, choć z powodu uderzenia, nie przychodziło mu to z łatwością. Bolał go każdy atom jego ciała. Kim jest ten facet?
Cal spróbował się podnieść. Nic z tego. Trucizna? Wstrząs? Obejrzał ciało mętnym wzrokiem. Nie zobaczył żadnych ran, lub otwartych złamań. Nie był jednak w stanie ocenić ewentualnych szkód wewnątrz ciała.
Wreszcie z trudem podniósł się, stając na ugiętych nogach. Jedną ręką złapał brzuch, drugą ułamany blat. Rozejrzał się po pomieszczeniu. Zupełnie zdemolowane – potrzaskane i poprzewracane meble, trupy, krew. Przed nim, tuż przy drzwiach stała ta potężna istota, która dosłownie przerzuciła nim przez całą salę. Spojrzał mu w oczy.
– Ile czasu mi zostało? – zapytał, choć mówienie sprawiało mu trud. Zaschło mu w gardle. Nie sądził, że może pomieść tak dotkliwą porażkę. Gdyby dostał na niego zlecenie, a atak z ukrycia by się nie powiódł, zginął by. Szacunek … Trochę późno mu się zebrało.
Mroczny zakaszlał. Z jego ust wydobyły się kropelki krwi. Jednak coś potrzaskał. Wytarł dłoń o połę płaszcza. Nogi załamały się pod nim. Runął tuż obok jednych ze zwłok. Nie stracił jednak z oczu chłopaka. Nie chciał przeoczyć wyrazu twarzy, mordującej go osoby, chociaż podobno nie chciał go zabijać.
Caleirdir położył się na zakrwawionej podłodze, patrząc w sufit. Nie miał sił by się ruszać. Czy tak zakończy się jego marny żywot. Czy nigdy nie pomści rodziców? Nie … Nah, musi ograniczyć myślenie, bo nawet to nie zostanie dla niego. Uśmiechnął się,a jego twarz przeciął cień bólu.
– Cóż za ironia … – urwał, by przełknąć ślinę.
Drzwi karczmy otworzyły się nieoczekiwanie. Obydwaj przekręcili oczy, by spojrzeć w tamtą stronę. Do karczmy wpadło piętnastu uzbrojonych strażników. Jeden z nich, prawdopodobnie najwyższy rangę, wyszedł hardo na przód i wskazując mieczem żywe osoby wewnątrz, powiedział.
– Ty i ty, jesteście aresztowani. Za morderstwa, rozboje i zastraszanie. Świat będzie wdzięczny miastu za pozbycie się takich dwóch dziwolągów.
– Muszę chyba odłożyć moją śmierć – rzucił elf, przewracają się na brzuch, by móc stanąć na czworaka. Sięgnął po nóż. Nic więcej nie był w stanie zrobić. – Rivvil zhah naut shinder ulu elgg biu darthirii. Ol zhah rath'argh! – splunął w bok mieszanką krwi i śliny.
– Stul pysk śmieciu – warknął pomniejszy strażnik.
– Poddacie się, czy mamy pojmać was siłą – zapytał dowódca – Lub raczej dobić – spojrzał na walczącego z własnymi mięśniami elfa.
Awatar użytkownika
Reto
Posty: 47
Rejestracja: 17 mar 2012, 22:34
GG: 2885000
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1707

05 kwie 2012, 21:54

Reto, mimo tak potężnego ataku – był wciąż oazom spokoju. W ogóle nie było widać po nim rozgoryczenia czy złości. Atak, choć przepełniony nienawiścią, był całkiem "niegroźny".
Jaka demolka… – warknął niezadowolony. – Czy gdziekolwiek się ostatnio udam, musi się coś dziać? Chyba naprawdę opuszczę te strony, bo przynoszą pecha.
Wyciągnął z torby mały zwój. Nie był on za stary, ani też świeżo spisany. Mógł mieć jakieś 200 lat, czy nie coś w tym kierunku. Reto rzucił go na ziemię, a ten się rozwinął.
Posprzątam, ale nie myśl, że nie zapłacisz mi za to. – mutant zranił się w rękę, a następnie kilka kropli jego czarnej krwi, spłynęło na kredowy papier, który spłonął, pozostawiając na ziemi runiczne znaki. Te zaś po chwili wybuchnęły olbrzymim płomieniem, który utrzymywał się w zasięgu koła.
Po chwili odwrócił się do elfa, gdy ten zapytał go o czas.
Czas… dla mnie nie istnieje. Jeśli zaś chodzi o Ciebie… – wymruczał coś pod nosem – …nie zginiesz dzisiaj. Jestem zbyt wykończony podróżą, by wytworzyć dość silny jad, by zabić. Jednakże możesz pozostać na stałe sparaliżowany, jeśli nie wypijesz tego. – po chwili sięgnął ponownie do torby, z której wyciągnął mały flakonik, najpewniej antidotum. Rzucił naczynie w kierunku elfa. – Do dna.
Zaś Reto w tym czasie, podnosząc poharatane zwłoki, zaczął je wrzucać do ognia. W całym pomieszczeniu czuć było zapach palonego ciała, włosów i materiału. Nie było to najprzyjemniejsze posiadać wówczas powonienie, ale sar'keelach przywykł do takich smrodów.
W ten czas do karczmy wpadli uzbrojeni mężczyźni. Młodsi i starsi, ale wszyscy ludzie. Reto odwrócił się do nich, przyglądając się każdemu po kolei.
Ty i ty? Jak ładnie… ciekawym jest fakt, że ja nic nie uczyniłem. Nawet ręki nie podniosłem na żadnego obywatela tego miasta. To się chyba zaraz zmieni… – miecz znów zaświecił czerwonymi runami, a wkrótce i całe ramię mutanta.
Powoli zaczął kroczyć w kierunku przybyłych. Ci, czując już jego aurę – zaczęli się trząść i nerwowo trzymać miecze w górze. Na twarzy chłopaka, pojawił się szaleńcy uśmieszek. Nie zabijał już od dawna, a okazja była co najmniej przychylna.
Pierwszy z strażników, doskoczył do niego, najpewniej pchnięty przez kolegów. Jeden zamach i stracił połowę ciała. Nie umarł, konał próbując zebrać flaki, które wypływały wraz z krwią, z dolnej części tułowia.
Teraz ruch należał do wężowatego.
Pojawił się niemal na środku grupy czternaściorga mężczyzn. Jednym cisnął na włócznie, która przechylona, stała w rogu pomieszczenia. Kolejnego spotkał gorszy los – Reto wyrwał mu serce, przebijając ciało człowieka na wylot.
Reszta ginęła w mniej lub bardziej makabryczny sposób. Mutant z finezją pojawiał się przy kolejnych oponentach, tnąc, masakrując i rozrywając ich cielesne postacie. Ostatni padł chwilę po pierwszym. Nie trwało to zbyt długo, ale sar'keelach odczuwał już nasilające się zmęczenie. Wkrótce opadł z sił, dysząc głośno i utrzymując się na mieczu, wbitym w podłogę. Był odwrócony w stronę mrocznego.
Chyba mam dość. – mruknął zadowolony, próbując dokończyć "sprzątanie". – Kolejne miejsce, w którym nie będę mógł już gościć, o ile ktokolwiek mnie zapamięta. No a ponoć nie jestem zły… dobre sobie.
Wkrótce w dłoniach młodzieńca, wylądował kolejny zwój. Tym razem maskujący jego skrzydła, ogon i trochę innych cech niewidocznych gołym okiem. Wszystkie te części zniknęły zaraz po wypowiedzeniu kilku słów. Miecz trafił z powrotem do pochwy. Na jego ostrzu nie było kropli krwi. Narzędzie mordu wchłonęło ją, wraz z energią życiową zabitych. Runy chwilę później zbladły.
Mniej dostojnym chodem, zbliżył się do mrocznego elfa.
Trafiłeś na moją listę, z której nikt nie znika, póki żyje. – syknął niezadowolony. – Jednak musisz odzyskać siły, byś mógł stać się godnym przeciwnikiem.
Awatar użytkownika
Caleirdir
Posty: 29
Rejestracja: 20 mar 2012, 21:52
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1720

05 kwie 2012, 22:22

Paraliż powoli słabł, lecz stłuczenia nadal dawały o siebie znać. Bolało go całe ciało, chciał w coś uderzyć, ale nie miał na to sił. Spojrzał na chłopaka. Kto by pomyślał, ze po tym wszystkim istota mu pomoże. Czyżby pomylił się w ocenie. Zacisnął pięści. Nie czas o tym myśleć. Nie mogą tutaj zostać. Z jakiś przyczyn ścigają ich oboje, a nie tylko jego.
Usiadł na ziemi, chowając broń i rozglądając się wokoło. Poczuł się bezbronny. Nie chciał, by istota to wyczuła, ale nie mógł powstrzymać tego uczucia. Wezbrała w nim frustracja. Jak ma wykonać swoją misję, skoro jest niczym szmaciana lalka. Ten sar'keelach pokonał go, po czym całą zgraję uzbrojonych strażników i wciąż stoi na nogach ! Przy nim był nikim, pyłem na wietrze. Przekonał się o tym boleśnie. Jakim cudem nie wyczuł wcześnie jego mocy, potęgi. Jak …
– Nie mówię tego często, właściwie w ogóle nie mówię, ale … dzięki. Uratowałeś mi życie, choć najpierw omal go nie zabrałeś. Jestem Twoim dłużnikiem, jeśli to coś dla Ciebie znaczy
Wiedział, że muszą uciekać. Za chwilę wpadnie tutaj więcej straży, uzbrojeni cywile. I to wszystko jego wina. Chyba pierwszy raz żałował swojej uciesznej furii.
– Pomożesz mi wstać? Musimy uciekać. Słyszałem od mieszkańców, że za miastem wznoszą się zbocza gór. Może uda nam się znaleźć jakąś jaskinię i przeczekać? – zaproponował, przyjmując pomocną dłoń, wyciągniętą w jego stronę. Już prawie stał, gdy nogi znów się ugięły, a elf wpadł na tors chłopaka, co ochroniło go przed upadkiem. Przepraszam – rzucił pośpiesznie, starając się odsunąć od przedstawiciela starożytnej rasy. Jednak jego rany, nie pozwalały mu stać, a co dopiero chodzić.
Istota, złapała go pod ramię, by utrzymać go w pionie, po czym razem opuścili karczmę, zmierzając w stronę zboczy. W głowie elfa cały czas kołowała się tylko jedna myśl. "Jestem głupi. Dlaczego mnie nie zabił? Zapewne nie jestem godzien …"

Reto i Caleirdir z/t
Awatar użytkownika
Arael
Posty: 650
Rejestracja: 09 lis 2011, 19:58
GG: 36159745
Karta Postaci: viewtopic.php?p=15819#15819

10 kwie 2012, 15:42

Drzwi karczmy otworzyły się, na krótko oślepiając jasnym światłem półdemonicę. Przekroczyła próg, rozglądając się po okolicy. Karczma bynajmniej nie przypominała jej "domowego" Czarnego Kota, w którym czuła się jak u siebie. Ta przypominała raczej wielki bankiet wyprawiony na dworze jakiegoś możnowładcy. Goście nie przypominali tych zapijaczonych, brudnych i śmierdzących bywalców Wolenvainskiej oberży, Ci byli czyści, roześmiani i jakby…trzeźwi?
Mimo, że Arael uważała Kota za swój przybrany dom tutaj czuła się o wiele lepiej. Popatrzyła na zgromadzonych nie okiem podróżnego, a okiem Łowczyni. Większość z nich była porządnie ubrana, część nawet wytwornie, jakby chcieli podkreślić swój status. Szlachta lub bogate mieszczaństwo. Ci zawsze mają jakieś zatargi, waśnie, rozległe plany zemsty lub przejęcia władzy. Słowem, ci zawsze mieli pracę.
Potrząsnęła głową, przymykając oczy. Nie mogła już patrzeć na świat z tej perspektywy. Nie mogła już przygodnie mordować "tych złych", nie mogła usiąść za jednym ze stolików i czekać na zleceniodawcę. Nie była już Łowczynią, była Aniołem. I musiała jak Anioł się zachować.
Spojrzała w kierunku baru, przypominając sobie własne słowa sprzed kilku minut, ze stajni. Za kontuarem nie stał wielki, obleśny mężczyzna z brzuchem wylewającym się spod porwanej, za krótkiej, przepoconej koszuli. Była to kobieta, całkiem urodziwa. Tutaj musieli rozpocząć poszukiwania. Zwróciła się do Merra.
– Ładna ta karczma. Musimy kiedyś postawić taką w naszym Wolenvain. Chodź, zapytamy tą karczmarkę czy może nie widziała tego elfa i skrzydlatego łuskowca. Pamiętaj, że jesteśmy obrońcami, nie agresorami, więc możemy wyglądać groźnie, ale nie wolno nam dopuścić tutaj do żadnej burdy. A jeżeli jakaś zaistnieje bez naszego udziału i ktoś cię zaatakuje pamiętaj, że nie wolno nam zabijać. Chyba, że tych, którzy zabijają. Rozumiesz? Tylko ogłuszaj, obezwładniaj, rzucaj o ściany, cokolwiek. Ale nie zabijaj.
Ruszyła w stronę lady, by poszukać informacji. Zwróciła się do karczmarki.
– Witam! Dwa kufle piwa, jeśli łaska. – poczekała na piwo, po czym upiła łyk ze swojego kufla, kładąc na ladzie pół suwerena, kwotę znacznie przewyższającą wartość napoju – widziała pani może ostatnio dwóch mężczyzn, jednego o ciemnej skórze, prawdopodobnie mrocznego elfa i drugiego, obdarzonego skrzydłami, o skórze pokrytej łuskami? Pytam, bo zagrażają bezpieczeństwu Autonomii, a w tym również twojemu. Jesteś w stanie mi pomóc? – patrzyła na karczmarkę swoimi płonącymi czerwienią, nieszczególnie budzącymi zaufanie oczami. Miała jednak nadzieję, że karczmarka jej uwierzy i udzieli informacji.
Od tego zależało powodzenie polowania.
Awatar użytkownika
Merratron
Posty: 33
Rejestracja: 05 lut 2012, 01:53
GG: 3224957
Karta Postaci: viewtopic.php?p=23256#23256

10 kwie 2012, 21:01

Wszedł tuż za Łowczynią. Światło sprawiło mu nieco bólu z racji jego natężenia. Zmrużył oczy, chcąc chronić się przed niezbyt wielkim, jednakże irytującym uczuciem. Po chwili jednak jego wzrok przyzwyczaił się do panującej wewnątrz jasności. Rozejrzał się ciekawie. Karczma ta przypominała mu częściowo Linoskoczka, w którym zdarzyło mu się nocować kilka razy. Wyglądało na to, że mord nie wpłynął negatywnie na mieszkańców Derin i dalej mieli ochotę się bawić.
Merratron nie wiedział zbyt wiele o życiu przedstawicieli klasy wyższej, których kilku znalazło się w tym pomieszczeniu. Jedyne co wiedział, że jest pełno fałszywej kultury i spisków. A że Merratron nie lubił fałszu, będąc jeszcze w armii, nawet nie próbował starać się o stopnie oficerskie, chociaż, jak mawiali – miał predyspozycje. To nie było dla niego.
Chociaż było ciepło, półelf nie odważył się zdjąć płaszcza. Po pierwsze, lubił go jak i samą biel. Z tej monotonii wybijały się tylko dwa kolory: szarość stalowych butów oraz bardzo jasny błękit oczu.
– Przyjąłem, mistrzyni. – powiedział krótko, dodając jeszcze coś, co można by nazwać tytułem honorowym. Tak w końcu uczono go mówić w wojsku. Krótko, ale jednak okazując szacunek osobie wyżej postawionej. Usiadł tuż obok Łowczyni, rozglądając się przy tym bacznie. Czuł się tu bezpiecznie, jednak wciąż wolał zachować ostrożność. Oni wciąż mogli tu być.
Domyślił się, że jeden z kufli jest dla niego. Chwycił go i upił spory łyk trunku. Odstawił po chwili kufel i spojrzał na karczmarkę.
– Bardzo nam zależy na pani pomocy. – powiedział swym melodyjnym, elfickim głosem, uśmiechając się przy tym lekko, na tyle, by nie odczuła żadnej presji.
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

11 kwie 2012, 00:41

MG

Karczmianka rzeczywiście była urodziwa. Gęste, hebanowe loki wylewały się na ramiona i plecy. Czarne oczy przyciągały wzrok, podobnie jak duże, soczyste, odstające usta. Kobiecina byłyła przy lekkiej tuszy, co nadawało jej bardziej swojskiego wyglądu, która zachęca moczymordy do wydania ostatniego miedziaka na podrzędnego sikacza. Tak też było dzisiaj. Kruczowłosa przyszła do pracy i obsługiwała klientów, wśród których była Arael. Karczmarka słysząc jej słowa wzdrygnęła się początkowo, a z jej ust znikną grymas zadowolenia. Obojętnie podsunęła czerwonookiej jej zamówienie. Zapłatę przyjęła, lecz oddała resztę…z której ujęła sobie dwa szylingi…Wszak fatyka za ruszenie w ruch pamięci się nalezała.
Mogę powiedzieć tyle co wiem. Niestety…– powiedziała kobiecina w średnim wieku, nachylając się na blacie i gestem ręki nakazując by jakiś przyjaciel zastąpił ją za ladą, gdy ta sama będzie rozmawiać.
Byłam…Widziałam to wszy… wszystko…– Wyjąkała, podchodząc do dwójki poszukujących zaginionych, a jej czarne żywe oczy zmieniły się w grudki węgla. Jej głos zadrżał, lecz sama kobieta zagryzła lekko wargę i kontynuowała.
Widziałam. Ten elf o czarnej skórze i białych włosach, przyszedł pierwszy. Było widać już z daleka, że awanturnik. Lecz czasem tak się zdarzenia mają miejsce, kiedy przybędzie ktoś z poza miasta. Zaczęło się robić gorąco jak przyszedł ten drugi. Miał łuski na połowie twarz i jego dłoń jedna do ludzkiej nie była podobna. Dodatkowo te skrzydła u ten ogon…Potem poszłam do kuchni, chcąc zawołać naszego najemnika, kiedy oni, podczas mojej nieobecności wymordowali…sześć osób i piętnastu strażników…-kobieta się zacięła, a po jej twarzy popłynęła jedna słona łza.
-Nie wiem dokąd się udali następnie lecz to bestie… Acz ponoć, pewien stary dziad, widział ich na ścieżkach kierujących ludzi w kierunku Jaskini Smoczej Mowy. Jaskinia ta znajduje się kawał drogi od karczmy, w kierunku zachodnim. Nikt tego nie potwierdzi…ta jaskinia, jest magicznym miejscem. Niektórzy, co tam wejdą, nie chcą już wychodzić…
Zakończyła swój wypowiedziany szeptem monolog, kierowany do Merratron i Araeli. Czekając na może jakieś pytania, a jeśli takowe nie będą miały miejsca, będzie życzyła powodzenia wędrowcom, po czym wróci do swoich obowiązków. Tragedie tragediami, lecz jej życie ciągle się nie wiele zmieniło.
Awatar użytkownika
Arael
Posty: 650
Rejestracja: 09 lis 2011, 19:58
GG: 36159745
Karta Postaci: viewtopic.php?p=15819#15819

11 kwie 2012, 23:49

Arael popatrzyła na kobietę. Wydawała się mówić szczerze, logicznym było, że morderca chce się gdzieś schować, przeczekać obławę i przeczekać apogeum burzy, a potem, gdy już sprawa nieco przycichnie a głowy ostygną wyjdzie znów wyjdzie z kryjówki, by żyć jak inni ludzie lub snuć kolejne plany morderstw.
Nie tym razem. Stary dziad, prawdopodobnie już niezdolny do walki, nie stanowiący żadnego zagrożenia mężczyzna zdecydował o ich klęsce. Dał informację, która, jak powszechnie wiadomo jest najgroźniejszą bronią. Łowczyni była zdeterminowana, jednak nie na walkę. Nie chciała załatwić tego honorowymi sposobami. Nie zamierzała dać nawet możliwości obrony, zamierzała po prostu zabić, jak najszybciej i jak najciszej, w przeciwieństwie do Merra, z którego słów wynikało, że ze zdobyczą zamierza się trochę "pobawić".
Demonica popatrzyła na karczmarkę z uśmiechem na ustach.
– Dziękuję, bardzo nam pomogłaś. Jeżeli kiedyś ktoś będzie nękał ciebie, twoją karczmę lub gości, wyślij list do Tarretha, majordoma Wolenvain. Możesz na nas liczyć, pamiętaj. Ale zastanów się dwa razy zanim zechcesz użyć tego przywileju do prywatnych celów. Żegnaj – cały czas mówiła półgłosem, tak, by nikt jej nie usłyszał. Wstała, zostawiając niedopite piwo, swoją jakością znacznie przewyższające popłuczyny serwowane w Czarnym Kocie. Nie miała czasu pić, poza tym alkohol nie służył dobrze zdolnościom w walce. Wyszła szybkim krokiem, zatrzymując się jednak na progu karczmy, czekając na Merra. Musieli już tylko wrócić do stajni po konia i udać się na zachód.
Cel był już blisko. Arael powoli wchodziła w swój morderczy trans, węch był przytępiony, za to widziała barwy w dużo intensywniejszym wydaniu. Do rąk i nóg napłynęła nowa siła, z głowy odleciały wszystkie troski i przemyślenia. Liczył się tylko cel. Wyrzuciła z siebie myśli, pozostał sam instynkt.
Nie była w tym momencie zdolna do trzeźwej rozmowy, miała nadzieję, że Merr to zrozumie.
Czekała na progu.

[z\t jak tylko Merr podejdzie i tuptamy wtedy do Jaskini]

Wróć do „Derin”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 14 użytkowników online :: 2 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 12 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot], Xariel
Liczba postów: 52170
Liczba tematów: 2971
Liczba użytkowników: 1044
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Haarum Kebb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.