Karczma Pod Bezgłową Damą

Miasto to pięknie wygląda w bezchmurne dni, zazwyczaj jednak takowych tutaj brak. Mimo pesymistycznego krajobrazu mieszkańcy Derinie są bardzo przyjaźni i mają niesamowite poczucie humoru. Obróbka wszelkich metali, drewna i kamieni szlachetnych wydobywanych w górach Ikrem przynosi Derinie nie tylko sławę, ale i mnóstwo pieniędzy...</font></p>
Awatar użytkownika
Niniel
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

Karczma Pod Bezgłową Damą

22 lis 2011, 23:17

Karczma Pod Bezgłową Damą

Obrazek
Obrazek
Bezgłowa Dama jest karczmą niemałą i bynajmniej nie sztampową. Jej podłoga jest pokryta płytkami, które wyczyszczone pięknie lśnią, a ściany zaś wzniesiono z tajemniczego kamienia o miłej strukturze podobnej do marmuru. Tak więc łatwo sobie wyobrazić, że wnętrze sporego młotka mogło wyglądać bardziej jak środek świątyni, niż gospoda. Mimo to pojawiały się tutaj elementy całkiem normalne dla karczmy, to jest długie stoły z ławami, może dwa czy trzy mniejsze stoliki, które zazwyczaj stały puste, ponieważ w Derin nikt nie lubił samotnie się bawić oraz kontuar, a za nim karczmarka, którą bogowie obdarzyli krągłymi kształtami i całkiem uroczą twarzyczką o pełnych ustach i dużych oczach.
W Bezgłowej Damie liczyły się trzy rzeczy: odpoczynek, zabawa i tańce. Derińczycy nie należeli raczej do ludzi, którzy by się upijali w co drugą noc, dlatego też w Młotku panował zazwyczaj spokój i śmiech. Bo czy było wspomniane, że mieszkańcy właśnie tego miasta są sławni nie tylko za swoje zdolności, ale i za niesamowite poczucie humoru i przyjazne nastawienie?
Drzwi parę metrów po prawej od lady prowadził do ciemnego korytarza, który łączył kilkanaście wolnych pokoi do wynajęcia. Były one schludne, od jednoosobowych do czteroosobowych, od skromnie urządzonych, do tych stworzonych z przepychem.
Obecnie w tej lokacji znajdują się:
Awatar użytkownika
Merratron
Posty: 33
Rejestracja: 05 lut 2012, 01:53
GG: 3224957
Karta Postaci: viewtopic.php?p=23256#23256

12 kwie 2012, 17:51

Kobieta nie wydawała się przejmować tą zbrodnią. Przynajmniej do czasu, gdy zaczęło o niej mówić. Jej głos wyrażał znacznie więcej niż gesty. Jeszcze przed chwilą nie było po niej widać, że była świadkiem okrutnego mordu. Lecz gdy zaczęła mówić… w Merze wręcz rozpalił się ogień. Jego serce zaczęło bić szybciej, protestując przeciwko noszeniu na ziemi kogoś, kto tak bezmyślnie krzywdzi innych. Bez żadnego celu… tak po prostu.
Szybko dojrzał łzę spływającą po jej policzku. Zareagował niemalże bez wahania. Błyskawiczny ruch lewą ręką sprawił, że upadła ona na wierzchnią część dłoni – albo raczej materiał rękawicy ją osłaniającą. Działał odruchowo, nie wiedząc nawet do końca czemu i po co to robi. Zacisnął lewą dłoń w pięść.
– Pożałują tego, co zrobili. Obiecuje. – powiedział dosyć cicho, jednak z akcentem pozwalającym stwierdzić, że na słowach się nie skończy. Zaraz po tym wstał i zrobił kilka kroków od lady, biorąc przy tym kilka, głębokich oddechów. Sześciu cywili i piętnastu strażników zamordowanych. Przez zaledwie dwójkę. Merratron nie obawiał się, będąc razem z mistrzynią. Raczej żałował tych zamordowanych, którzy po prostu chcieli żyć. Przeciął ręką powietrze i dojrzał, że Arael już czekała na progu. Ruszył w jej kierunku i razem z nią opuścił budynek.

z/t
Awatar użytkownika
Anchev
Posty: 76
Rejestracja: 07 gru 2011, 22:33
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1219

22 wrz 2012, 23:29

Wczesna zima… Zbliżała się ulubiona pora roku Ancheva. Brak upałów i doprowadzającego do białej gorączki ostrego słońca rażącego po oczach. Wreszcie srebrzyste niebo i blade światło, które będzie spowijać zaśnieżony świat. Jednakże, póki co vilmard mógł się cieszyć tylko niską temperaturą oraz brakiem ostrego słońca. Co nie zmieniało faktu, że wprawiało go w dobry nastrój Od ponad roku nie wiedział co się z, nim działo miał amnezję wędrował jak naćpany. W końcu, gdy wszystko wróciło do normy północny trakt zostawił już dawno za sobą. Teraz był w dosyć sennej i malowniczej osadzie o nazwie Derin. Dość prosta nazwa jak na ludzi trzy litery z tego dwie takie same. Jednak takie błahe rozważania przerywała ciągła myśl o zarobku. Vilmardowi brak pieniędzy dawał się już we znak w zasadzie sam do końca nie wiedział co go tak nagle naszło na te pieniądze. Przecież mógł dalej egzystować w dziczy polując i takie tam, a może to właśnie proza życia mu się już znudziła i szuka wrażeń? A może po prostu robienie w kółko tego samego jest najzwyczajniej w świecie nudne… Czasem trzeba urozmaicić sobie życie a berserk, który nie spełnia się na polu bitewnym jest zbrodnią przeciw naturze. Tak czy owak, Anchev wylądował w miejscowej karczmie dość eleganckiej, choć pozbawionej "duszy" jak to mawiał. Może to przez ten marmur… Olbrzym ciężkim krokiem skierował się do bocznego stolika, gdzie usadowił się na dwóch krzesełkach. Ściągnął hełm i wytężył słuch mając nadzieję, że wyłapie jakieś informacje o pracy, czy też zajęciu dla osoby jego pokroju. Imponujący wygląd ściągał wzrok tubylców z całej karczmy i dobrze… Być może to mu pomoże znaleźć zajęcie, którego tak bardzo pragnął. Po pewnym czasie zdecydował się opuścić karczmę gdyż i tak zbyt wiele czasu poświęcił na grzanie rzyci tutaj.
z/t
Fraen
Posty: 372
Rejestracja: 06 gru 2011, 15:58
GG: 15995773
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1256

24 wrz 2012, 01:58

Wybacz, Anchevie, ale napotkały nas trzy trudności, nie mniej – wszystko zostało opanowane. Ja będę prowadził Ci sesję i tyle powinno wystarczyć. Post niestety taki, a nie inny, bo to początek. A jak wiadomo, początki są różne. Później powinniśmy się rozkręcić.
MG:

Anchev stracił pamięć. Ostatni rok wydawał mu się jedną chwilą, z której nic nie pamiętał. Jakże straszne byłoby to przeżycie dla niejednego… Wojownika jednak nie bardzo to unosiło. Szedł po drodze, zaszedł do miasta i odwiedził gospodę – jakby nigdy nic. A jednak wciąż w lunatycznym śnie. Był otumaniony, nie wiedząc, czy rzeczywistość nie kpi z niego.
Krocząc dalej, nie zapominał o głodzie, ani o innych – przyziemnych – sprawach, takich jak łaknienie, czy potrzeba oddychania. W końcu… jakby nie było – nie pamiętał, że cokolwiek się działo, nie pamiętał, że stracił pamięć, jakkolwiek pokrętnie by to nie brzmiało! Jakby się na rodził. Wszystko było nowa, a jednak… strzępy świadomości pozostały.
Z jednej strony obce ciało, z drugiej – stara codzienność. Wielu oszalałoby od natłoku przeróżnych myśli, jednak nie vildmar. On nie był typem "gdybacza", jeno wojownika. Nauczony został wykonywania poleceń i oduczony zbędnego myślenia, które w rzeczy samej – było tylko stratą czasu. W żadnym wypadku nie oznaczało to, że nie miał własnej świadomości, potrafił o siebie zadbać.
Teraz, będąc łowcą przygód, musiał szczególnie troszczyć się o siebie. Rzecz podstawowa – środki do życia, popularniej zwane pieniędzmi. Niestety, tak to w tym świecie jest, że za chleb płaci się bitymi w złocie, bądź innym kruszcu, krążkami. Od zarania dziejów światem rządzi pieniądz, z czym niestety zrobić nic się nie da, jak tylko należy się z tym pogodzić. Użalenie się nad beznadzieją tego świata i bierne działanie prowadzi do grobu.
Anchev nie miał jednak pomysłu, skąd wytrzasnąć by trzos. Nie był jednak zdesperowany i na pewno nie podjąłby się – dosłownie – każdej pracy. Nie mniej, miłą odskocznią od rutynowego polowania byłaby normalna praca zarobkowa. Wstępując do świata ludzi, poczułby czym jest życie i jak ciężki los wiedzie wielu. Mógł iść obejrzeć słup ogłoszeń; poszukać zleceń wśród karczemnych bywalców; pomóc na miejscowym runku; bądź porcie. Możliwości było wiele. Kto jednak zatrudniłby do całodziennego stania za straganem takiego giganta, co to odstrasza samą postawą pół-boga…? No i czynnikiem, który wpływał na pomyślunek vildmara było jeszcze to, że nie doszedł jeszcze do siebie.
Mówi się, że pieniądza leżą na ulicy, należy tylko umieć je podnieść…
Przybytek, który właśnie odwiedzał wielkolud żył sobie codziennością. Wielu przychodziło i wychodziło. Nie było żadnej awantury, co na pewno nieco rozczarowało Ancheva. W Wolenvain, tam to się dopiero działo… Już tu doszły plotki, że tamtejsza oberża praktycznie doszczętnie spłonęła!
Czas płynął nieubłaganie, a wojownik siedział. Ile to już… godzina, dwie? Kiedy nagle, próg przekroczył zdyszany jegomość, w sile wieku. Był stosunkowo pękaty, a dłonie miał gładkie. Przyodziany w dostojne szaty, kierował się ku szynkwasowi. Twarz miał jak tłuste prosie, a do tego kropelki potu na czole i pod nosem dodawały mu swoistego komizmu. Za nim szybkim krokiem wtargnął jeszcze jeden. Był chudym chłopcem, z mlekiem pod nosem. Miał na sobie zwiewne szaty i nie odstępował swego pana.
Przykuwali uwagę.
Obydwoje zbliżyli się do kontuaru i zajęli miejsca, przy karczmarce polerującej kufle. Mówili na tyle głośno, aby wielkolud mógł ich usłyszeć.
- Panie, wypytałem miejscowych. To co mówią o tej pokrace, to prawda! – zaczął młody.
Jego suzeren nie mógł odpowiedzieć, wciąż jeszcze dyszał. Jak widać, przemieszczanie się bez konia (na tyle silnego, coby go udźwignął) sprawiało mu niemały kłopot. Stołek, na którym siedział zdawał się pod nim zaraz pęknąć. Wykonał on gest do kobiety, dające jej znak, że chce po prostu się czegoś napić; po czym rzucił kilka miedzianych monet na blat. Zaczął mówić.
- Musimy… – sapnął - iść po straż. Niech rozprawią się z tym… czymś.
- Kłopot w tym, że straż miejska, to nie gwardia do wynajęcia. Nie kiwną palcem, do póki troll nie zbliży się do miasta! Nie mówiąc już o prywatnych usługach…
Oberżystka o śmiejących się oczach przyniosła kufel piwa. Bogaty jegomość szybko ujął kilka łyków. A pił jak zwierze, chłeptał, rozlewając większość. Przetarł usta rękawem i zamyślił się, chcąc wymyślić lepszy plan. Nie przejął się szczególnie słowami chłopca.
- Odwiedzimy grododzierżcę i… – zacisnął pięści - sypnę złotem, jeśli będzie trzeba! Niech użyczy nam rycerstwa, o ile takowe posiada…!
Widać było, że wizja straty nawet najdrobniejszej sumy pieniędzy nie uśmiechała się wielmożnemu panu. Było raczej pewnym, że śpieszyło mu się. Taki akt poświęcenia… Jednak ten kto zna się na ludziach tego typu wiedział, że musiał widzieć w tym zysk. Rzekłby kto, pewnie kupiec, a śpieszy się na umówione spotkanie, by dokonać transakcji. Ale kogo to obchodziło.
Przyboczny mężczyzny szybko przeleciał wzrokiem po obecnych. Szukał rozbójników, którzy za niewątpliwie mniejszą opłatą pomogliby im w ich problemie. Wodził po każdym po kolei, ale widać trafili do złego miejsca. Tutaj spokojnie bawili się mieszkańcy Derin – rzemieślnicy i inni, drobni pracownicy.
Trafiając wzrokiem na vildmara rozszerzył oczy, w szoku. Postarał się jednak, aby szybko zgubić jego wzrok.
- Tak zróbmy, mój panie… – skwitował rozmowę młody.
Awatar użytkownika
Sigrida
Posty: 161
Rejestracja: 04 paź 2012, 15:58
GG: 1453715
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2235

06 gru 2012, 23:11

MG
[/oldsize]

Mężczyzna szedł powoli, od czasu do czasu zaglądając za siebie w obawie, że zgubił nowo poznanego potencjalnego towarzysza. W końcu doszli do celu ich spaceru. Karczma o uroczym szyldzie, i jeszcze słodszej nazwie. "Pod bezgłową damą" nie było miejscem idealnym, ale lepsze to niż rozmowa na środku zatłoczonego targu. Arkon od razu podszedł do lady i zamówił dwa piwa. Prawdziwy żołnierz nie rozmawia o suchym pysku.
-Wracając do twojego szukania szczęścia…
Ponownie się uśmiechnął. Wyglądało na to, że słowo "szczęście" było dla niego czymś zabawnym.
-Nie chciałbyś u mnie pracować? Potrzebuję konkretnego pracownika, a takim się wydajesz.
Podrapał się po głowie.
-Pewnie zastanawiasz się co miałbyś robić?… Cóż, na pewno byś się nie nudził. A nawet zyskał doświadczenie.

Dziewka służebna przyniosła kufle z piwem. Najemnik od razu złapał za jednego z nich i pociągnął potężny łyk. Przymknął oczy.
-Przepraszam za moją tajemniczość. Taki już jestem…
Wyprostował ramiona, ponieważ jego postawa była daleka do ideału. Przeciągnął się demonstracyjnie.
-Nie, że jestem jakimś szemranym typem. Zresztą, pewnie tak nie myślisz. Wyglądam bardzo łagodnie.
Zaśmiał się głośno, jego głos przywołał kilka nieufnych spojrzeń. Nie zauważyły niczego ciekawego, więc przeniosły się z powrotem na tyłki służek.
Awatar użytkownika
Istan
Posty: 18
Rejestracja: 27 lis 2012, 17:31
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2343

07 gru 2012, 17:17

Całą drogę chłopak myślał o mężczyźnie, którego spotkał dzięki kapryśnemu zrządzeniu losu. I od razu po zderzeniu zaprowadził go do karczmy do tego zapraszając na piwo. Dziwny był to zaprawdę jegomość. U Istana na wsi miejscowi to tylko w oberży tacy gościnni byli. Jak ktoś kogoś szturchnął od razu robiła się awantura i mordobicie przy gnojówce lub zagrodzie dla świń. Z drugiej zaś strony ów przybytek z pewnością był lepszym miejscem do rozmowy niż zatłoczony i hałaśliwy targ. Chłopak podziwiał wystrój karczmy oraz jej wielkość. Czuł się jak w świątyni tyle, że w takiej gdzie nie oddawano czci bogom, ale zabawie.
Usiadł dokładnie przy swoim gospodarzu. Mimo wszystko wciąż się obawiał czy ów mężczyzna nie sprawi, że Istan zobaczy gwiazdy a następnie będzie pracował jak wół u jakiegoś łotra.
Słuchając słów mości Arkona spoglądał w kufel gdzie pływał złocisty trunek przyniesiony przez dziewkę służebną.
- Pracę powiadasz panie? Wierzę, że jesteś szlachetnym człekiem, ale mimo wszystko przed podjęciem decyzji chciałbym wiedzieć cóż bym miał robić? Wydajesz się być wojownikiem, więc pewnie nosiłbym i dbał o twój oręż jak giermkowie dbają o dobra rycerzy?
Zapytał nie ukrywając ciekawości w swym głosie.
Awatar użytkownika
Sigrida
Posty: 161
Rejestracja: 04 paź 2012, 15:58
GG: 1453715
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2235

16 gru 2012, 01:20

MG
[/oldsize]

Mężczyzna przybliżył kufel do ust.
Dobrze, że się z niego nie napił, ponieważ po usłyszeniu wypowiedzi chłopaka, całe piwo wylądowałoby na stole.
-Na twoim miejscu nie porównywałbym mnie do rycerza.
Zaśmiał się serdecznie.
-Rozumiesz, całkiem inny poziom. Jestem tylko najemnikiem, byłym członkiem bandy, która starała się zrobić coś dla świata. Długa historia, stare dzieje.
Dopił resztkę złotego trunku i odetchnął głęboko.
-Zresztą, co mi tam. Wsłuchaj się w opowieść, bo nie będę powtarzał.
Odkaszlnął.
-Ja, oraz kilku moich znajomych po fachu mieliśmy dość zła, które nas otaczało. Zawiązaliśmy koalicję najemników, tępiących wszelkie potwory i rozwiązujących problemy zwykłych ludzi.
Zmarszczył brwi.
-Jak zwykle, coś musiało pójść źle. Moi towarzysze zaczęli brać haracz za ochronę… Przestali traktować zleceniodawców godnie. Straciliśmy ich zaufanie, popadliśmy w niełaskę. Organizacja przestała istnieć.
Westchnął.
-Robię się coraz starszy, więc potrzebuję czeladnika. Będziesz wykonywał drobne zadania zlecone przez wieśniaków, odwiedzał moich przyjaciół… no, i od czasu do czasu sprzątał mi dom. W zamian dostaniesz trochę pieniędzy. Poza tym, dużo się nauczysz.
Przeciągnął się.
-To jak będzie? Mam nadzieję, że praca ci nie straszna.
Awatar użytkownika
Istan
Posty: 18
Rejestracja: 27 lis 2012, 17:31
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2343

17 gru 2012, 21:33

Istan długo miarkował słowa najemnika. Miał, co do jego propozycje mieszane uczucia. Z jednej strony mężczyzna wydawał się sympatyczny, szczery i poczciwy. Do tego wojownik, który walczył o szczytne cele. I chce by ziarno poczucia dobra i obowiązku zasiać w młodych duszach. Istanowi się to podobało. Poczucie obowiązku by nieść pokój i ład oraz dobrobyt dla całej wspólnoty istot mieszkających na świecie. Oczywiście była druga strona medalu. Strach czy Istan podoła temu. Jedynie, na czym się znał to na pasaniu kóz i świń oraz na oporządzaniu koni. Było jeszcze jedna rzecz, którą chłopak posiadał, która sprawiła, że chłopak opuścił rodzinną wioskę, rzecz, która odpowiednio użyta mogła być równie niebezpieczna, co ostrze. Tą rzeczą był umysł i Istan doskonale wiedział, że jeśli zaufa mu może przetrwać.
- Praca mi nigdy nie była straszna. Może i jestem prostym pastuchem, ale chęci ci u mnie dostatek. Prowadź mości Artusie i ucz mnie.
Chęć przygody i rozwoju jednak przeważyła.

z/t x2
Awatar użytkownika
Breiva
Posty: 264
Rejestracja: 03 gru 2012, 14:18
GG: 37377517
Karta Postaci: viewtopic.php?p=37917#37917

02 lut 2013, 15:49

MG


Tłoczno i gwarno. Gwarno i tłoczno. Jak zwykle.
– Słyszeliście..?
– Sza! Nie tak głośno.
Pachniało grochem z kapustą, piwem, grzanym winem i ciałami, które niekoniecznie były czyste. Pachniało garbowanymi skórami. Czasem dało się wyczuć aromat silnie ziołowej mieszanki, jakby w koncie knajpy właśnie zapijał się jakiś zielarz. Pachniało końskim moczem. Karczma jak karczma. Tylko tematy do rozmów nieco inne.
– W Mirran Toilt? Gdzie to w ogóle?
– Dzień marszu traktem, po lewej ręce jezioro mając.
– I tam mówicie, że…
– Ta – burknął jakiś otyły mężczyzna, rozlewając piwo na kołnierz. Wyglądało na to, że ze stanem trzeźwości pożegnał się już kilka kufli temu. Beknął donośnie, podrapał się po wystającym brzuchu i huknął naczyniem o ławę. – Bo się bogów nie szanuje, to się bogowie mszczą. Kara boska, o! Pow-powiadam, kara bossska… – zabełkotał.
Stuknęły ciężkie odrzwia. Zawiało wczesnowiosennym, wilgotnym chłodem, zapachniało mokrą ziemią. I jeszcze bardziej końskim moczem, jakby wchodzący właśnie gość miał nieszczęście wdepnąć w podejrzaną kałużę.
– Ale tak dokładnie, to co?
– Powiadają… – Grubas przerwał, by beknąć raz jeszcze. – Powiadają, że ludzie tam szaleją. Że dobrzy bogowie nocą zsyłają Potwora z watahą wilków, a wtedy biada temu, kto z domu nos wyściubi. Rano dobrze będzie, jak jego ścierwo znajdą w całości, nierozwłóczone po wsi całej!
Ktoś gwizdnął przeciągle pod nosem.
– A spróbuj no nocą skowyt wilka naśladować, to już blady strach pada, a wieśniacy ino za widłami się oglądają. A niech no cię pies ugryzie, to gotowi publicznie kaźń odprawić.
Siedzący w kącie mężczyzna mocniej naciągnął kaptur na twarz. W zamyśleniu bawił się kubkiem. Pustym, choć przed nim stał dzban praktycznie nietkniętego wina. Wyglądało na to, że wędrowiec w burym, podróżnym płaszczu domyśla się proporcji trunku.
Sądząc po zapachu, wino mieszało się ze szczochami karczmarza w proporcjach jeden do jednego. A karczma ponoć przyzwoita.
Odwrotnie proporcjonalnie do kilku snujących się niewiast.
Standard. Wzdymające żarcie, smród, parszywy alkohol i dziwki. Karczma jak karczma. Tłoczno i gwarno. Tylko tematy do rozmów nieco inne.
Awatar użytkownika
Leonard
Posty: 189
Rejestracja: 24 wrz 2012, 16:18
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2214

03 lut 2013, 00:02

Zielona dorożka gnała przez trakt ku dzikiej radości Leonarda, który popisując się powoził na stojąco. Zbliżali się do Derin lecz zarówno Leonard jak i konie czuły zmęczenie po podróży. W samą porę zamajaczyła im karczma lub raczej budynek, który ją przypominał. Im bardziej się zbliżali tym bardziej budynek stawał się karczmą. Okładający się sztachetami prostaki. Równie łatwe co brzydkie kobiety przed wejściem. Wszechogarniający zapach potu moczu i alkoholu. Leonard zaczerpnął głęboki wdech by przez chwilę napawać się tą mieszanką, by przed jego wozem nie przebiegł okaz typowego chłopa goniony przez uzbrojony w prowizoryczną broń drzewcową wściekły tłum. Po chwili poszukiwań odnalazł miejsce gdzie można zatrzymać wóz i przywiązać konie. Zaczepiany przez małego gołowąsa nieustanie ciągającego go za brodę zdołał wedrzeć się do karczmy. Nim przepchał się do karczmarza zdołał już na wstępie nasłuchać się miejscowych plotek. Klątwa? To wygląda na ciekawą przygodę, której właśnie szukał i odpowiednie wyzwanie dla patykowatego ciała i ostrego języka. Nie mógł powstrzymać się od lania wody i długiego przemówienia cisnącego się na niewyparzoną gębę. Wskoczył na stół złapał lutnię szarpnął za struny chcąc zwrócić na siebie uwagę.
-Wspominacie coś o klątwie prosty ludzie? WYDAJE mi się, że BYĆ MOŻE dam radę pomóc. Tak się składa, iż jestem jednym z lepszych egzorcystów w promieniu potrojonego zasięgu pijanego majtka okrętowego. – Zamilkł widząc niepewność na twarzach.
– To znaczy bardzo daleko.-skłamał. –No więc, przybywam tu na wezwanie Wyższej Instancji Zwalczania Zjawisk Paranolmalnych Imienia Najświętszego Jana Walwąsika w celu rozpoznania i wyeliminowania zagrożenia. Oto moje dokumenty. – Wyszarpał jedną z zapisanych kartek, które zawsze trzymał przy sobie. Zamachał tak szybko, by nikt nie zdążył zauważyć i schował w czeluściach rękawów. Oklapł na taboret mając na dzieję, że zwrócił wystarczającą uwagę. Sięgnął do cudzego kufla bardziej z potrzeby budowania napięcia niż pragnienia lub złośliwości.
– No więc, Super Tajny zarząd zlecił mi z początku zwrócić się o pomoc ludności. Jak się okazało wszystkie Przenośne Balisty Zwalczające Wszelkie Plugastwo są niedostępne bądź zepsute. Ostatnią działającą oddałem młodemu adeptowi do walki z Szalejąca Szarańczą Nieżycia Klasy Pięć. Mi nie są już aż tak potrzebne albowiem walczę ze złem metodami nie znanymi nawet przez najwyższych inkwizytorów, acz mimo wszystko w pośpiechu zapomniałem spakować wszelkie przydatne gadżety. Dlatego proszę was o kilka porcji srebra do utworzenia magicznych bransolet. Proszę też, by ktoś chętny zechciał mi towarzyszyć w drodze do owej wioski. Musimy przeciwstawiać się wszelkiemu zepsuciu, lecz jeden człowiek może nie wystarczyć. –Przerwał bacznie przyglądając się biesiadnikom. Wyłudzenie małej ilości srebra wydawało się rozsądnym pomysłem. Leonard musiał przecież z czegoś żyć.
Awatar użytkownika
Almor
Posty: 45
Rejestracja: 02 sty 2013, 19:12
Lokalizacja postaci: Złodziejewo
Karta Postaci: viewtopic.php?p=39355#39355

03 lut 2013, 00:43

Dotarcie do Derin już nie stanowiło większego problemu. Po godzinie, może półtorej stanął przed bramami miasta.Wmieszał się w tłum mijający bramę i po paru kroczkach znalazł się w środku. Mylo natomiast szybował wysoko w powietrzu nie spuszczając wzroku ze swojego, cóż, towarzysza, bo jego właścicielem nie był.

I znowu miasto – pomyślał zdegustowany Almor – kolejne nieznane miejsce, pełne nieznanych ludzi, możliwe równie nieprzyjaznych, co krasnoludy w poprzednim. Coraz więcej miał wątpliwości, co do tej całej Autonomii. Być może mnisi przeliczyli się w swoich przypuszczeniach. Może to nie było odpowiednie miejsce? Nie znał się na mapach, ale pamiętał taką jedną, wielką, wiszącą na ścianie w klasztornej bibliotece. Imperium było znacznie, znacznie większe. Czy nie łatwiej byłoby się w nim ukryć, znaleźć schronienie niż zapuszczać się w zupełnie nieznane rejony?

No trudno. Będzie co ma być. Teraz tylko trzeba dowiedzieć się nieco więcej o Wolenvain czy jakoś tak – jeżeli dobrze zapamiętał nazwę miasta. Warto byłoby też pomyśleć o jakimś transporcie. Drugi raz pewnie już nie trafi na tak miłych i uczynnych ludzi jak tamta dwójka staruszków.

Karczma. Tam powinien udać się w pierwszej kolejności. Nie tylko po to, aby zaczerpnąć informacji, ale był także zmęczony. Nim wyruszy w dalszą drogę powinien odpocząć, bo zasnąć raczej nie zaśnie. No i przydałaby się druga, tym razem cieplejsza kąpiel i jakiś posiłek.

Zaczepił mężczyznę spieszącego się w przeciwnym kierunku.

Przepraszam bardzo, jest tu gdzieś może karczma?

Nieznajomy roztargnionym wzrokiem zerknął na niego i uśmiechnął się. Wytłumaczył mu dokładnie jak do niej dojść i jeszcze złożył życzenia miłego pobytu w Derin. Miłe zaskoczenie w porównaniu do tego, co przeżył na ulicach poprzedniego miasta. Zresztą widać było, że tutejszy mieszkańcy byli znacznie życzliwsi w stosunku do siebie i bardziej uśmiechnięci. Może miało to związek z tym, że nie było tu tylu krasnoludów?

Udał się w wyznaczonym kierunku i ku swojemu pozytywnemu zaskoczeniu dotarł na miejsce. Przed nim stała karczma. Łatwo było to wywnioskować po zapachach i odgłosach docierających z wewnątrz. Gwizdnął wystawiając dłoń i z powietrza opadł Mylo, usadawiając się mu na dłoni, by następnie owinąć się wokół szyi i spocząć na ramieniu.

Pchnął masywne drzwi i wszedł do środka. To co ujrzał nie przypadło mu do gustu, bowiem chłopak przyzwyczajony był do zupełnie innych…warunków, lecz nie dał poznać po sobie żadnej oznaki zdegustowania. Dostrzegł też jakiegoś mężczyznę zarośniętego niczym pustelnik z książkowych ilustracji. Cóż…barwne towarzystwo, jednak to nie jego problem. Podszedł do – chyba – właścicielki stojącej za ladą i spojrzał jej w oczy.

Pokój na całą noc do południa. Trochę pożywienia, ale bez mięsa i wodę do picia. Prosiłbym też o balią z ciepłą wodą do kąpieli – Przerwał zastanawiając się nad kolejnym pytaniem – I być może mogłabyś mi dobra Pani udzielić informacji jak w miarę szybko dotrzeć do Wolenvain?

Tak, na tym szczególnie mu zależało. Mówił to wszystko ignorując towarzystwo za plecami.

Wróć do „Derin”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 11 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 10 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot]
Liczba postów: 52251
Liczba tematów: 2978
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.