Targ

Miasto to pięknie wygląda w bezchmurne dni, zazwyczaj jednak takowych tutaj brak. Mimo pesymistycznego krajobrazu mieszkańcy Derinie są bardzo przyjaźni i mają niesamowite poczucie humoru. Obróbka wszelkich metali, drewna i kamieni szlachetnych wydobywanych w górach Ikrem przynosi Derinie nie tylko sławę, ale i mnóstwo pieniędzy...</font></p>
Awatar użytkownika
Niniel
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

Targ

27 lis 2011, 23:33

Targ

Obrazek
Czym byłoby Derin bez swojego targu? Chociaż nie jest tak wielki jak ten w Wolenvain, to taki się wydaje. Może dlatego, że rządzi na nim prawdziwy chaos, który jest tylko z pozoru chaosem? Z pozoru, ponieważ nic tutaj kupcom nie ginie i nie ma też żadnych problemów ze strażą miejską. Mimo to wszystko wydaje się tutaj być przypadkowe, zarówno położenie straganów jak i kształty uliczek między nimi. Pomiędzy kramami oraz przechadzającymi się ludźmi przepychają się ucieszone dzieci, które zazwyczaj bawią się w chowanego dopóki zirytowani krzykami kupcy ich nie wypędzą.
Targ w Derin charakteryzuje się dużą popularnością, zwłaszcza wśród handlarzy z Wolenvain, którzy fatygują się często aż tutaj by dowieźć do swojego miasta najlepsze towary. Racja, nie można tu znaleźć wszystkiego, ale co od wszystkiego to do niczego, prawda? Na tym targu można znaleźć wszystko, co jest związane z przeróbką materiałów takich jak drewno czy metal. A dalszej części targu, tej najbliższej brzegowi jeziora Iqua, znajduje się więcej straganów rybaków.
Chociaż mimo swojej specyficzności, dzięki oferowaniu najlepszych towarów w swojej dziedzinie, miejsce to przyciąga pod koniec tygodnia wielu podróżnych i handlarzy. Dlatego też trudno w te dni w ogóle przepchnąć się między niektórymi alejkami targu. Trzeba uważać na kieszonkowców, chociaż Deeczeńczyków o lepkie ręce oskarżyć nie można…
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Ezlur
Posty: 77
Rejestracja: 02 sie 2012, 01:02
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2080

27 wrz 2012, 23:28

Ezlur siedział sobie spokojnie na murku fontanny i zajadał się śliwkowym wypiekiem. Po prawdzie od dłuższego czasu po prostu się obijał, więc niecierpliwie już czekał na to, by wszyscy zebrali się pod bramą i stamtąd wyruszyli w nieznane. (Które było większości całkiem dobrze znane, ale… Przynajmniej okoliczność, w jakich mieli osiągnąć obrany cel były tajemnicze. Chociaż do pewnego stopnia. No dobrze, prawie wszystko było im znane, ale w umyśle podróżnika wszytko nabierało powoli większego, bardziej heroicznego wymiaru.) Ezlur machnął do Slivayisa, który wyszedł właśnie ze stojącej kilka metrów dalej kuźni. Smok przedstawił się, powiedział coś o jakiej wróżce i, olewając prawie rudego, ruszył w sobie tylko znanym kierunku. Ech, dogadanie się z tą bandą nie będzie takie łatwe, jak mu się z początku zdawało…

Rudowłosy tak zadumany nad nadchodzącą przygodą,oraz swoimi nowymi towarzyszami, zupełnie nie zauważył postaci kroczącej w jego kierunku. A szkoda, bowiem pewnie zdołałby uniknąć niefortunnego zderzenia z wyżej wspomnianą osobą. Impakt poskutkował wgnieceniem śliwkowego placka w twarz Ezlura, co natomiast przyczyniło się do dość gwałtownej jego reakcji.

– Nosz w dupę! – Wykrzyknął nierozradowany, po czym zaklął siarczyście. Wyglądało to dość przekomicznie, zważywszy na to, iż cała jego twarz pokryta była w wypiekach. Z niemałym rozrzewnieniem począł zbierać z siebie pozostałości po deserze, oraz płukać twarz wodą z fontanny. Mówił przy tym, bardziej do siebie niż do sprawcy całego zamieszania.

– Byś sam uważał, a nie w obłokach błądził. Masz szczęście jednak, bo trzyma się mnie niezgorszy humor dziś. Czy potrafisz sobie wyimaginować, że zostałem obrany przez samego namiestnika do wyprawy ku odzyskaniu jego skarbu? – Gdy kończył swój krótki monolog, na powrót jego twarz była uśmiechnięta. Fakt ten nie był może zbyt dziwny, ale niepokojące było to, że naturalnym wyrazem twarzy rudowłosego zdawał się być uśmiech, nie zaś brak emocji.

Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

28 wrz 2012, 01:03

Gdyby nie fakt, że znajdowali się pośrodku zatłoczonego targu, człowiek pożałowałby swoich słów w dość bolesny sposób i to ze skutkiem natychmiastowym. Jednak gdyby tak się stało, Anemetius popełniłby duży błąd, którego zapewne by żałował. Usłyszawszy ostatnie zdanie nieznajomego wręcz się uśmiechnął rozpromieniony. Oto znalazł odpowiednią osobę. Kogoś, kto miał kontakt z namiestnikiem i znał wszystkie, a przynajmniej powinien, szczegóły misji. Właśnie tego chciał.

Bardzo, naprawdę bardzo mi przykro – powiedział ze skruchą, kłaniając się z uniżeniem jakby chcąc wzmocnić przekaz. Zerknął na mężczyznę ukradkiem unosząc leciutko kąciki ust do góry w drapieżnym uśmieszku. Szybko jednak przywołał na swe oblicze pogodny, ciepły wyraz i powrócił do wyprostowanej pozycji – Zaiste mam szczęście, jak mówisz dobry Panie. Ja również przymierzam się do podjęcia tego zadania. Czyż to nie jest interesujący splot wydarzeń, iż dane było nam się spotkać?

Chrząknął i teatralnie uderzył się dłonią w czoło.

Ależ gdzie moja maniery? – zakrzyknął dynamicznie i poprawiwszy szybkim gestem włosy oraz strój wyciągnął ku człowiekowi dłoń – Nazywam się Neton. Jestem poszukiwaczem przygód i zwabiony wieściami przybyłem, aby pomóc namiestnikowi w jego problemie. A kimże jesteś Ty, dobry Panie?

Nieznajomy na pierwszy rzut oka wydawał się zupełnie niegroźny. Młody, średniego, w porównaniu do Anemetiusa niskiego wzrostu, rude włosy, gładka twarzyczka. Ogólnie prezencja całkiem nie najgorsza. Zdawać by się mogło, że ktoś normalny. Miał jednak intrygujące spojrzenie i to ono przekuło uwagę elfa. Na takie detale był wyjątkowo wyczulony.

Awatar użytkownika
Infia
Posty: 122
Rejestracja: 18 sie 2012, 03:30
GG: 2608032
Karta Postaci: viewtopic.php?p=33157#33157

28 wrz 2012, 11:51

Czyli ten gość zwie się Silvatis. Och, przypomina mi się jeden Silvio, z którym miałam niejedną przygodę, hehe. – pomyślała Infia, unosząc się w obłokach. Och, to był facet. Przystojny, bogaty… wyrafinowany… Po chwili jednak przestała myśleć o przeszłości, a zaczęła o teraźniejszości.
Nazywam się Arisa, miło mi. – odrzekła słodkim, jednak jakże pewnym głosem na zapytanie. Infia nie miała w zwyczaju chwalić się swoim prawdziwym imieniem na lewo i prawo, szczególnie przed ludźmi, którym nawet trochę nie ufała. A przynajmniej – jeszcze nie ufała. Tak samo było zresztą w Wolenvain – przed Elavir, przedstawiła się jako Lena. Jednak w miarę znajomości z Silvatisem miała nadzieję, że ten będzie mógł do niej powiedzieć "Infia".
Chciałabym z tobą potem porozmawiać. Na osobności. – dodała półszeptem. Jej mina nieco spoważniała, co mogło wyglądać nieco dziwnie na tak uroczej twarzy.
Kiedy Silvatis poszedł do namiotu wróżbity, Infia zastanawiała się może czy mu potowarzyszyć, ale rozmyśliła się. W sumie i tak miał on być przy kuźni za kwadrans, więc przed wyruszeniem w drogę powinni zdążyć jeszcze porozmawiać. Dziewczyna jednak nie zamierzała cierpliwie stać i czekać na niego przy kuźni.
Spoglądnęła w kierunku fontanny tam, na której krawędzi siedział sobie Ezlur. Och. Chyba za bardzo zasmakował mu placek. Hehe. – nieco rozbawiona kobieta skomentowała w myślach to, jak teraz wyglądał rudowłosy. Cała twarz w śliwkowym placku, no proszę. – a przynajmniej do czasu, kiedy nie przemył go sobie zimną wodą z fontanny. Był tam jednak również inny gość, który poniekąd przyczynił się do całej sytuacji – mimo, że wyglądem znacznie różnił się od innych, przeciętnych mieszkańców Derin i wręcz prosiło się, by ruszył na wyprawę, na audiencji u namiestnika go nie było. Ciekawe… – pomyślała, robiąc powolne kroki ku fontannie.
Infia podeszła do celu i nie prosząc się o jakiekolwiek pozwolenie, subtelnie usiadła obok Ezlura.
Może chcesz się powycierać? Mam jakąś szmatkę do przetarcia twarzy. – powiedziała krótko jej znanemu, rudowłosemu mężczyźnie.
O, proszę. Śmiało. – Infia wyciągnęła kawałek aksamitu z pochewki i pokazała Ezlurowi. Miała nadzieję, że taki mały geścik choć trochę sprawi, że Ezlur może nie tyle co zacznie jej ufać, ale przynajmniej będzie na dobrej drodze.
W trakcie tej całej sytuacji, zaczęła się zastanawiać czy odziany w szatę mężczyzna obok jest jakimś znajomym Ezlura – w końcu jeżeli są dobrymi przyjaciółmi, mogliby zrobić sobie jakąś łagodną w konsekwencjach przykrość – taką jak choćby "niechcące" umazanie twarzy Ezlura w apetycznie wyglądającym, śliwkowym placku. Kobieta starała się odliczać piętnaście minut w myślach, by pojawić się z powrotem przy kuźni. Chciała również dowiedzieć się nieco więcej o tutaj obecnych. Szczególnie o Ezlurze.
Awatar użytkownika
Ezlur
Posty: 77
Rejestracja: 02 sie 2012, 01:02
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2080

01 paź 2012, 21:00

Jasne, nie chciałeś. Tylko nie uderz się czołem o bruk…

– Dobra, nie ma sprawy. Owszem, chusteczka mi się przyda. Dzięki. – Przyjął szmatkę od Infii i począł się nią wycierać. Za każdym pociągnięciem wyglądał coraz normalniej, obmył jeszcze raz twarz wodą, wytarł się rękawem koszuli i oddał chustkę właścicielce. – Milusia. Eee, znaczy się, chusteczka. Więc mówisz, że również piszesz się na to zadanie? Ciekawe, jakimi drogami los nas wiedzie. Ale to fantastycznie, szukałem kogoś, z kim mógłbym nawiązać choć namiastkę współpracy. No… – Podrapał się po głowie, jakby chciał coś sobie przypomnieć. – Ach tak! Nazywam się Ezlur. – Rudy spojrzał rzekomemu Netonowi prosto w oczy i podał mu dłoń. Nietypowe źrenice zdawały się nie robić na podróżniku większego wrażenia, lecz nie była to do końca prawda. Węże każdemu źle się kojarzą, prawdopodobnie i ten osobnik nie bez powodu wyglądał tak paskudnie. Ale ten temat poszukiwacz przygód wolał przemilczeć. Czas pokaże. – Sprawa jest, mówiąc szczerze, w założeniach dość prosta. Wrona, sławny złodziej mający już od dłuższego czasu na pieńku z Jakurenem, zakosił mu naszyjnik. My go mamy odzyskać, ale to już wiesz. Wspomniany złodziejaszek jednak rezyduje aktualnie w stolicy, więc ktoś musi si tam udać, i odzyskać błyskotkę. I tu wkraczamy do akcji my. Nie jest jednak tak łatwo, gdyż sam Wrona obtacza się najemnikami, między którymi jest przynajmniej jeden mag. Co więcej, mag ten roztacza magiczną barierę nad kryjówką włamywacza. W kwestiach teoretycznych (Ezlur był zauważalnie dumny, że użył tak wyrafinowanego słownictwa podczas konwersacji z elfem) to właściwie tyle. Natomiast jeśli chodzi o realizacje praktyczną, to musimy wykoncypować (Tu już jego duma sięgała zenitu), eee… Koncept. (Najwyraźniej tu kończył się jego zasób trudnych słów…) Także ten, co wy o tym wszystkim sądzicie? Jakiś plan, uczucia odnośnie innych?

Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

01 paź 2012, 21:39

Bardzo mi miło, Ezlurze – odpowiedział pogodnym tonem z uśmiechem, nie puszczając dłoni mężczyzny i wpatrując mu się uważnie w oczy. Po paru dłużących się chwilach w końcu jednak cofnął swoją dłoń jakby upewniony co do słów człowieka.

Wrona? – powtórzył nie kryjąc swojego zdziwienia i chciał już coś dodać, ale w ostatnim momencie zacisnął pośpiesznie usta. Zamiast tego potrząsł głową rozbawiony – Niezwykle interesujący…przydomek, jak na złodzieja oczywiście.

Zainteresowała go wzmianka o magu. Najemnicy nie byli warci uwagi. Ot, pewnie banda zbirów skuszona łatwym łupem. Jedynymi wartymi uwagi personami jak na razie wydawał się mag i ten cały Wrona.

Obecność maga w towarzystwie tego złodzieja jest całkiem logiczna – powiedział szeptem niby samemu do siebie, spinając brwi – Ten naszyjnik, amulet duszy, z pewnością ma jakieś magiczne właściwości. Takich nazw nie nadaje się byle broszce czy jakiemuś pierścieniowi. Pozwolę wysunąć przypuszczenie, że to ten mag jest głównym zleceniodawcą, zaś ten cały Wrona to tylko popychadło.

Po co złodziejowi magiczny naszyjnik? – zadał sobie pytanie w myślach. Fakt, ukradł, bo chciał na nim zarobić, ale…magiczne przedmioty zazwyczaj znikały na czyjeś polecenie. Zwykli złodzieje woleli nie zadzierać z magią. Albo mag stał za tym wszystkim, albo ten złodziej był kimś więcej niż tylko złodziejem. Być może przewodził jakieś zorganizowanej bandzie? Jeśli tak, trzeba będzie być nieco bardziej ostrożnym

Magiczna bariera powiadasz? – mruknął z cieniem uśmiechu na ustach i zerknął z błyskiem w oczach na mężczyznę – Mam już koncept. Zlikwidowanie maga możecie pozostawić mnie.

Dopiero teraz jakby zauważył kobietę siedzącą na murku fontanny. Ukłonił się w jej kierunku z gracją, ujął delikatnie dłoń i złożył na niej pocałunek.

Nie wypada stać w towarzystwie tak pięknej kobiety nie podając swego imienia – Wyprostował się stawiając krok do tyłu – Zwę się Neton, droga Pani. Czy wyjawisz mi swe imię?

Awatar użytkownika
Infia
Posty: 122
Rejestracja: 18 sie 2012, 03:30
GG: 2608032
Karta Postaci: viewtopic.php?p=33157#33157

03 paź 2012, 00:23

Oczywiście, że ta chusteczka jest milusia. Toż to czysty aksamit. – uśmiechnęła się do jej zdaniem lekko zakłopotanego Ezlura, poniekąd zaczerwieniając się i tym samym uważając, że w jego wypowiedzi słowo "milusia" nie było przymiotnikiem określającym "chusteczkę". Odebrała nieco brudny kawałek materiału, złożyła go w przysłowiową formę kosteczki i ostatecznie schowała w miejsce, z którego go wyjęła. No jest nieco brudna, ale to się potem wyczyści. – pomyślała o ubrudzonym materiale, nie mając zamiaru czyścić go teraz, w fontannie. W końcu jakby to wyglądało. Zresztą – nie była ona jakoś nadzwyczaj brudna. Może w jednym, dwóch miejscach miała lekkie zabarwienie od wypieku.
Och, jak szarmancko z jego strony. – pomyślała o tym, co i w jaki sposób powiedział do niej obcy mężczyzna. Albo się podlizuje albo rzeczywiście w tych czasach można doszukać się jeszcze dżentelmena. – dodała, ciągle analizując styl jego wypowiedzi.
Netonie, Ezlurze. Możecie mówić mi Arisa. – kobieta odpowiedziała z równą elegancją do obydwu mężczyzn. W końcu swoje – a właściwie nieswoje imię, przedtem wyjawiła jedynie Silvatisowi. Teraz znało je już kolejne dwie osoby z grupki poszukiwaczy tego całego amuletu. No i Wrony, oczywiście.
Infia miała świetną okazję, by dowiedzieć się nieco więcej na temat towarzyszy podróży. A szczególnie o Silvatisie. Postanowiła więc wrzucić w rozmowę swoje trzy grosze.
Osobiście sądzę, że ten starzec jest w to nieco bardziej wplątany niż nam się wydaje. Sam namiestnik zaś… uważam, że to nie o tyle pionek, co osoba, ze znacznie mniejszym znaczeniem niż nam się wydaje. – odrzekła z dość poważną miną na twarzy.
Mam przeczucie, że cała ta akcja z odzyskaniem amuletu… To coś całkiem innego niż nam się wydaję. A wierzcie mi, kobiety mają dobrego nosa do takich rzeczy. – dodała nieco ciszej. Sama Infia zastanawiała się jeszcze, jak Neton miał zamiar pokonać, powstrzymać czy jakkolwiek unieszkodliwić maga współpracującego z Wroną. I wcale nie omieszkała go o to zapytać.
Netonie, mam pytanie. W jaki sposób chcesz zlikwidować owego… maga? – lubiła wiedzieć wszystko o wszystkich – lubiła zdawać sobie sprawę z możliwości innych. Następnie zaś odwróciła się do Ezlura.
Ach i właśnie. Co sądzisz o Silvatisie? – zapytała się go. I w sumie tylko jego, Anemetius bowiem nie widział nikogo z wcześniej spotkanych. Ciągnie się to piętnaście minut i ciągnie… – pomyślała, chcąc pogadać na osobności z okapturzonym mężczyzną. Z drugiej strony – teraz też miło spędzała czas.
Awatar użytkownika
Ezlur
Posty: 77
Rejestracja: 02 sie 2012, 01:02
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2080

05 paź 2012, 22:29

Przepraszam, za tak długi czas nieodpisywania, ale świadomość, że cokolwiek teraz napiszemy spełznie na niczym, bo sesja umarła… No, demotywuje to trochę.

– Mam nadzieję, że chusteczka się nie popsuła… Arisa. Ładnie. Co myślę o Silvatisie? Hmm… – spojrzał w górę, jakby szukając odpowiedzi w chmurach – Cóż, zdaje się być dość agresywny i nadgorliwy, ale ja go tam nie znam. Bacząc na jego umięśnienie, to musi się dobrze napierdalać. – Spojrzał się na Arisę i lekko się zarumienił. – Och, pardon, znaczy się dobrze machać mieczem. I to tyle na jego temat. Hmm…

– Właśnie, też mnie zastanawia to, jak rozprawisz się z tym magiem. Watro by było wiedzieć, do czego jesteśmy zdolni, jeśli mamy razem współpracować.

Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

06 paź 2012, 00:36

Anemetius skrzywił się w duchu, gdyż temat zszedł na niego i jego umiejętności. Wolał zbierać informacje o drugich osobach niż się z nimi dzielić. Im więcej się wie o drugiej osobie, tym większą się ma nad nią przewagę. Tak go uczono, sam również w to wierzył i samemu to stosował. Jednakże…oh, jakby chciał pochwalić się przed nimi swoimi umiejętnościami. Wprawić ich w osłupienie. Ukazać prawdziwy kunszt sztuk magicznych. Można powiedzieć, że była to jego druga świadomość, ta słabsza. Pragnąca poklasku. Po co gromadzić potęgę, skoro nie można jej eksponować? Tak brzmiało motto jego arogancji i pychy. Wiedział jednak, że takie podejście to słabość i wielu potężnych magów, królów i innych wielkich tego świata upadło właśnie z tego powodu. Nie miał zamiaru popełniać ich błędu. Nigdy. Dążenie do idealności, perfekcji to proces żmudny i wymagający poświęceń. Walcząc ze swymi słabostkami wstępuje się na wyższy poziom zrozumienia egzystencji, a dalej otwiera się wspaniała brama nieskończonych możliwości.

Uśmiechnął się ciepło do kobiety i przyłożył wymownie palec wskazujący do ust, puszczając do niej oko.

To moja słodka tajemnica, Aris – powiedział wesołym tonem – Każdy ma swoje sekrety. Powiedzmy, że mój sprawia, iż dla magów jestem niezwykle niewygodnym przeciwnikiem.

Usłyszawszy nieznane mu imię – Silvatisi – szybko je pochwycił, wysłuchując słów Ezlura z uwagą. Z ogólnego opisu wywnioskował, że był to kiepski materiał na czarodzieja. I tyle mu wystarczyło.

– Razem współpracować – powtórzył cierpko w myślach słowa Ezlura, kiedy ten jak i kobieta, poruszył ponownie temat umiejętności. Człowiek zdawał się być niezwykłym lekkoduchem albo tylko takiego udawał dla niepoznaki. Strasznie intrygowało to elfa i zarazem irytowało. Trudno było mu w takiej sytuacji odpowiednio dobrać sposób prowadzenia konwersacji. Wszystko to mogło być jedną wielką grą w wykonaniu człowieka, choć nie podejrzewał go o to. Być może to wyobraźnia i charakter sprawiały, że odnosił takie wrażenie. W końcu nie każdy był taki jak on. Pełen kłamstw i zdrad.

Cóż – mruknął z westchnięciem – Dla mnie cała ta sprawa z tym amuletem wydaje się co najmniej niejasna. Złodziej kradnie magiczny artefakt i ma na swoich usługach maga? – prychnął pod nosem – Albo to jakiś mag renegat, a wśród takich zazwyczaj są same miernoty, albo ktoś tu kłamie. Zwykły złodziej nie ma odpowiednich środków. To musi być jakaś organizacja. Tyle.

Naturalnie jemu chodziło tylko o artefakt. Pieniądze się dla niego nie liczyły, choć oczywiście nimi nie pogardzi. Zawsze się mogą przydać. Potrafią odpowiednio użyte rozwiązać wiele języków i otworzyć zamkniętych drzwi. To, że przedmiot z pewnością miał coś magicznego wolał zachować dla siebie.

No nic – rzekł z uśmiechem, kłaniając się do kobiety i mężczyzny – Pozwolę się oddalić. Być może coś znajdę ciekawego na tym targu. Spotkamy się pod bramą.

I to powiedziawszy odwrócił się znikając w tłumie.

z/t

&lt;--– Wybaczcie, ale strasznie długo to trwa, sesja praktycznie umarła, więc nie ma co czekać. Wprawdzie w poście napisałem, że się spotkamy pod bramą, ale tylko, by wyglądało to fabularnie i sytuacyjnie. Przecież nie pójdę sobie, bo nagle straciłem zainteresowanie. Jeżeli sesja ożyje to z pewnością pojawię się pod bramą. Na razie, cóż, idę szukać akcji gdzieś indziej
Awatar użytkownika
Silvatis
Posty: 87
Rejestracja: 26 kwie 2012, 14:03
GG: 18489908
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27401#27401

07 paź 2012, 13:15

Theme: http://www.youtube.com/watch?v=_UxieGouKP4
Chłopak rozsunął poły skórzanego namiotu. Samotna, posiwiała postać stała właśnie przy stoliku naprzeciw niego, odwrócona doń plecami. Śpiewała jakąś starą pieśń w nieznanym Silvatisowi języku i ugniatała jakieś ziele w moździerzu. Smok postanowił nie tracić czasu i wykorzystać daną mu okazję do zabrania platynowego posążka Lorven. Szybko przeleciał wzrokiem po dosyć małym pomieszczeniu i natychmiast zlokalizował poszukiwaną rzecz. Figurka stała na małym stoliku pomiędzy mężczyznami. Silvatis ugiął się na kolanach i krok po kroku zbliżał się w kierunku przyszłej zdobyczy. Poruszał się powoli, stawiając najpierw piętę, a później palce. Techniki tej nauczył się polując na niedźwiedziołaki, stwory o wyczulonym słuchu. Jedna niefortunna gałązka mogła spłoszyć zwierzynę. Tak jak i było teraz. Jeszcze trzy kroki… Dwa… Jeden… Chłopak zacisnął dłonie na posążku i szybkim, zdecydowanym ruchem dłoni wepchnął go sobie za pazuchę. Starszy mężczyzna jakby coś wyczuł, więc powoli zaczął odwracać się za siebie. Na szczęście nabyta szybkość i zręczność Silvatisa pozwoliła mu na dosyć szybki, karkołomny manewr. Chłopak wybił się z prawej nogi i pędem wybiegł z namiotu. Miał na sobie kaptur, toteż wróżbita oglądał tylko jego plecy. Chłopak łapał powietrze haustami i biegł w stronę kuźni. W międzyczasie zrzucił kaptur z głowy. Rozejrzał się za siebie – nikt go nie gonił. Odetchnął z ulgą i otarł czoło dłonią. Nawet gdyby starzec go szukał, nie powinien odnaleźć go we wszechobecnym tłumie ludzi. Po chwili smok znalazł się we wspomnianym wcześniej pomieszczeniu. Pewnym krokiem skierował się w kierunku Draugura, krasnoludzkiego kowala. Postawił figurkę na stole, skrzyżował przedramiona na piersiach w geście pokoju i wyszedł z założoną już wcześniej kolczugą na zewnątrz. Podszedł zdyszany wcześniejszym sprintem do grupki ludzi przy fontannie. Nabrał wody w dłonie złożone w miseczkę i obmył swą twarz i szyję z potu.
-Uff… Było blisko… – powiedział cicho, jakby do siebie smok i usiadł zmęczony na murku fontanny.
Nagle chłopak wstał, jakby coś go olśniło. Wbiegł w tłum ludzi i wzrok począł szukać stoiska z bronią zasięgową. Po kilku minutach poszukiwań dotarł na miejsce. Za ladą stał postawny, barczysty mężczyzna z fajką w ustach.
-Co podać, co? – burknął w stronę czarnego smoka
Silvatis przeszukał stoisko wzrokiem, szukając upragnionego przedmiotu. Jego uwagę przykuła dębowa kusza, która leżała na stoliku obok.
-Poproszę tę kuszę. No, i zapas bełtów. Piętnaście w zupełności wystarczy. – powiedział Silvatis, kładąc suwerena i piętnaście szylingów na ladzie. -Mam nadzieję, że to w zupełności wystarczy, dobry człowieku. Przychodzę tu z polecenia jaśnie wielmożnego Karmazyna, namiestnika Derin. Z jego polecenia dozbrajam się na przyszłą wyprawę. Bywaj.
Chłopak uśmiechnął się zawadiacko, zawieszając kuszę na plecach za pomocą skórzanego paska. Bełty znalazły się w kołczanie, który również znalazł miejsce na, dociążonych już, plecach smoka. Silvatis podrapał się po szyi, udając się w stronę północnej bramy. Idąc w tamtym kierunku machnął w stronę osób przy fontannie, dając sygnał "Już czas.".
[z/t]
Awatar użytkownika
Infia
Posty: 122
Rejestracja: 18 sie 2012, 03:30
GG: 2608032
Karta Postaci: viewtopic.php?p=33157#33157

09 paź 2012, 23:30

W porządku, idź. – odrzekła do Anemetiusa, który zostawił zarówno ją jak i Ezlura samych sobie. Cholera, piętnaście minut na bank minęło. – pomyślała nieco zniecierpliwiona. Powinnam iść do tej kuźni, spotkać się z Silvatisem… Spoglądając jednak raz po raz w kierunku kuźni, nie spostrzegła go. Czyżbym się spóźniła? A może to on nie przyszedł jeszcze? Ciekawe co mogłoby go opóźnić, chyba nigdzie się nie spieszymy…
Nagle jej oczom ukazał się Silvatis z jak widać, nowym cacuszkiem – jakąś niemałą jej zdaniem kuszą. Cholera, mi też by się przydała jakaś broń dystansowa. Ale nie tak widoczna… – pomyślała, mając pewien koncept co mogłaby zrobić z jakąś większą-mniejszą sumą pieniędzy. Może jakieś naręczne działko strzelające zatrutymi nożami? Och tak, za te stówkę mogłabym zawojować. – Infia rozpieszczała swoje myśli, kiedy nagle postanowiła wrócić do rzeczywistości. Zdała sobie sprawę, że Silvatis pokazuje im jakiś znak. I w dodatku zmierza nie tyle do kuźni, a do bram miasta. Bah, cóż za gbur. Tak okłamywać kobietę. – Infia patrzyła się jeszcze chwilę, czy może nie zamierza zawrócić "ze złej drogi". Jednak jak przypuszczała – nie zawrócił, znikając w odmętach nieco przeludnionego Derin.
No cóż Ezlurze, miło było. – wstała, w tym samym czasie powoli żegnając się ze swoim ukochanym "śliwkojadem". Była zadowolona z tego całego spotkania przy fontannie, jednak trochę poirytowana tym, że Silvatis ją tak po prostu olał. Z tego też powodu, nie miała zamiaru udać się wprost pod bramę miasta, gdzie mieli czekać wszyscy członkowie wyprawy. Postanowiła samotnie udać się do Wolenvain. Może porozglądać się przedwcześnie, znaleźć jakiś trop, jakąś wskazówkę – jakąkolwiek przewagę nad innymi. W dodatku, mogłaby podrzucić innym fałszywy trop, by w ten sposób zmierzali donikąd. Tak – ten plan był doskonały.
Uważaj na siebie, spotkamy się w Wolenvain. – powiedziała, zbliżając swoją twarz do jego twarzy.
A przynajmniej, taką mam nadzieję. – dodała, lekko całując go w policzek, uśmiechając się po tymże akcie, a następnie finezyjnie odchodząc z targu, jak i również z całego Derin.

z/t

Wróć do „Derin”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 14 użytkowników online :: 2 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 12 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot], Kerreos
Liczba postów: 52218
Liczba tematów: 2975
Liczba użytkowników: 1049
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: katrost
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.