Targ

Miasto to pięknie wygląda w bezchmurne dni, zazwyczaj jednak takowych tutaj brak. Mimo pesymistycznego krajobrazu mieszkańcy Derinie są bardzo przyjaźni i mają niesamowite poczucie humoru. Obróbka wszelkich metali, drewna i kamieni szlachetnych wydobywanych w górach Ikrem przynosi Derinie nie tylko sławę, ale i mnóstwo pieniędzy...</font></p>
Awatar użytkownika
Niniel
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

Targ

27 lis 2011, 23:33

Targ

Obrazek
Czym byłoby Derin bez swojego targu? Chociaż nie jest tak wielki jak ten w Wolenvain, to taki się wydaje. Może dlatego, że rządzi na nim prawdziwy chaos, który jest tylko z pozoru chaosem? Z pozoru, ponieważ nic tutaj kupcom nie ginie i nie ma też żadnych problemów ze strażą miejską. Mimo to wszystko wydaje się tutaj być przypadkowe, zarówno położenie straganów jak i kształty uliczek między nimi. Pomiędzy kramami oraz przechadzającymi się ludźmi przepychają się ucieszone dzieci, które zazwyczaj bawią się w chowanego dopóki zirytowani krzykami kupcy ich nie wypędzą.
Targ w Derin charakteryzuje się dużą popularnością, zwłaszcza wśród handlarzy z Wolenvain, którzy fatygują się często aż tutaj by dowieźć do swojego miasta najlepsze towary. Racja, nie można tu znaleźć wszystkiego, ale co od wszystkiego to do niczego, prawda? Na tym targu można znaleźć wszystko, co jest związane z przeróbką materiałów takich jak drewno czy metal. A dalszej części targu, tej najbliższej brzegowi jeziora Iqua, znajduje się więcej straganów rybaków.
Chociaż mimo swojej specyficzności, dzięki oferowaniu najlepszych towarów w swojej dziedzinie, miejsce to przyciąga pod koniec tygodnia wielu podróżnych i handlarzy. Dlatego też trudno w te dni w ogóle przepchnąć się między niektórymi alejkami targu. Trzeba uważać na kieszonkowców, chociaż Deeczeńczyków o lepkie ręce oskarżyć nie można…
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Istan
Posty: 18
Rejestracja: 27 lis 2012, 17:31
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2343

06 gru 2012, 12:58

Widząc jakże szczerą i serdeczną reakcję mężczyzny całe napięcie z Istana zeszło jak powietrze z rybiego pęcherza. W swym umyśle zastanawiał się czy zaufać ów mężczyźnie. Babunia mówiła by obcym nie ufać, choć z drugiej strony jak niby znalazł by swoje miejsce jakby każdemu nie ufał? Pociągnął łyk z butelki, po czym zaczął kaszleć. Nie był zbytnio przyzwyczajony do trunków. Nawet na wsi nie chciał pić dziaduniowego bimbru. Dziadek och to zakała rodziny.
Jestem Istan panie - powiedział to krztusząc się jeszcze.
A porozmawiać zawsze mogę. Prawda to, że tutaj nie ma, co rozmawiać. Musielibyśmy się przekrzykiwać cały czas. Tu dzieciaki, tu przekupnie o a tam osioł ryczy jak szalony. Prowadź, więc panie.
Targ z pewnością nie było odpowiednim miejscem na rozmowy. Hałas w niektórych momentach stawał się wręcz irytujący.

// z/t x2
Awatar użytkownika
Kaspin
Posty: 33
Rejestracja: 17 gru 2012, 22:37
GG: 7081395
Karta Postaci: viewtopic.php?p=38522#38522

26 gru 2012, 23:26

Hałas, krzyki i licytujące się głosy świadczyły o tym, że znalazł się wreszcie we właściwym miejscu. Dziedzic krwi demonów, posiadacz oczu o sczerniałych białkach i czerwonych źrenicach wreszcie wylądował na targu w Derin. Od kiedy tylko wyruszył z domu miał w planie tu trafić. Niejednokrotnie nasłuchał się, że na tym targu można dostać wiele ciekawych rzeczy, zwłaszcza związanych z obróbką metali. A to bardzo dobrze, bo mu był potrzebny taki specyficzny kawałek żelastwa.
Pociągnął krótko nosem. Jak to na bazarze, wszędzie wzbijały się tumany kurzu, ludzie darli japę i pocili się jak świnie w tym nieludzkim ucisku. On nie zamierzał być tak jak reszta. Nie będzie się przecież spoufalał z plebsem, trzeba dać pokaz tego, kto tu jest szlachtą, a kto nie. Większość ludzi schodziła mu z drogi zaraz po tym jak jego oczy błyskały złośliwie, mierząc lodowatym wzrokiem kolejne sylwetki mieszczan. Dodatkowo jako jedyny niósł na plecach łuk. I to nie byle jaki. Większość ludzi patrzyła na broń ze strachem, niektórzy z zazdrością, a jeszcze inni z pożądaniem. Szakal, bo takie jest imię śmiercionośnego narzędzia, to najlepszy z łuków jakie Kaspin dotychczas trzymał w rękach. Dziedziczony z pradziada tylko przez osoby godne, posiadające w sobie krew demona. I oczywiście mające predyspozycje do łucznictwa. Wracając do drogi – Kaspin doskonale wiedział, że obiektem jego pożądania są przyrządy alchemiczne, których potrzebuje, aby zostać skrytobójcą. Co z tego, że ma łuk, co z tego, że ma sztylety. Trucizna to coś, czym charakteryzują się profesjonaliści. Jeśli więc chce być profesjonalistą, musi wywarzyć własną truciznę, której receptura będzie dla wszystkich tajemnicą. Wtedy wróg będzie się ścielił pokotem, umierając z niewyjaśnionych przyczyn od pojedynczych zadrapań, bądź skażonego jedzenia.
Masa straganów przytłoczyłaby niejednego. Ciężko jest w pierwszej chwili stwierdzić, czego się tu nie dostanie. Są stragany z owocami, są z warzywami, są miecze, łuki, są ryby, jest drewno, są futra i masa innych towarów luksusowych. Do tego każdy stragan choć trochę odbiega kolorem od wszystkich innych, w imię oryginalności. Kaspin nie był jednak osobą, która łatwo dawała się przytłoczyć. Kroki stawiał pewne, rzucając okiem tylko powierzchownie na towary wystawiane na straganie. Nie dostrzegał tego, czego poszukiwał. Jednak natrafiła się inna okazja. Pierwszy raz od kilku minut ktoś nie dostrzegł jego osoby i nie ustąpił mu drogi. Był to chudy, słabo zbudowany mieszczanin, ze śmieszną czapeczką i dziwnie pociągłą twarzą. Kaspin rozważał nawet możliwość, że jest to jakaś mutacja węża. Czymkolwiek jednak jest, dopuścił się straszliwej zbrodni. Szlachcicowi się drogi nie zagradza. Więc czerwonooki wpakował się w niego z bara, rzucając go na jeden z kramów z owocami. Ślicznie prezentujące się jabłka w jednej chwili wypadły z przewróconego, wiklinowego kosza i poturlały się przez ulicę. Kaspina już nie było. Nie widział powodu, dla którego miałby się zatrzymywać, bo przecież nie zrobił nic złego. Zresztą, przeczuwał, że nikt poza strażnikami nie mógłby mu tu zagrozić. Chociaż… Zaraz po tym incydencie zreflektował się. Sprawdził, czy sakiewkę ma na miejscu, czy jej zawartość się zgadza i dopiero gdy to potwierdził, ruszył dalej, jedną dłonią wciąż pilnując tego materiałowego woreczka, o tak wielkiej wartości. Złodziejaszkiem może być przecież każdy. Zaczynając od wysokich drabów, poprzez śliczne panie i staruszki, na małych dzieciach kończąc. W obecnych czasach nikomu już ufać nie wolno.
Nagle do jego uszu dotarł krzyk. Krzyk, którego wyczekiwał już dobre kilkanaście minut. ,,Garnki, kotły, akcesoria żelazne! Wszystko to u mnie! Zapraszam, zapraszam!" krzyczał brodaty krasnolud. ,,Wreszcie na miejscu." pomyślał w odpowiedzi Kaspin, po czym ruszył pewnie w kierunku straganu. Ucieszył się widząc na ladach masę kotłów, kociołków i garnków. Dokładnie tego potrzebował. ,,Witam. Potrzebuję kociołka o pojemności ładnego kufla piwa, a może nawet dwóch. Do tego jakiejś zgrabnej łychy, żeby mieć czym w środku mieszać. Ma pan coś takiego na składzie?" zapytał czerwonooki, mierząc spojrzeniem krasnoluda. Zaraz też przypomniał sobie, że kupić musi coś jeszcze, więc nie zawadzi spytać od razu o wszystko. ,,Jeśli tak to ile będzie się należeć? I czy przy okazji wiesz pan może, gdzie dostać mogę jaki palnik mały, albo i kilka i do tego szklane fiolki? Wiem, że to pytać nie wypada handlarza innej branży, ale liczę, że klientowi pan dobrze powie."
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

27 gru 2012, 11:36

MG

Krasnolud widząc zbliżającego się doń mężczyznę człowieczego, a przynajmniej tak wyglądającego z oddali, bo po bliższym przyjrzeniu oczy od normy odbiegały, co też brodaty sapną coś pod nosem. Co poradzić, że klient to dziwoląg? Grunt, że zainteresowany i że wypłacalny, a przynajmniej na takiego wyglądał. Niziołkowaty pogładził długą, brunatną brodę, drugą ręką podpierając się na biodrze i spoglądał na Kaspiana, niczym na chodzą sakiewkę. Uśmiechną się rubasznie.
-Zacnie trafiłeś! – Zadarł głowę do góry. Niestety większość ras była tak niewymiarowa, lecz rozumiał sprzedawca rozumiał, że nie każdy może być tak wspaniały jak krasnolud i całe szczęście!
-Kociołki! Kociołki! Dobrze! Mam, o…tu. Sam wszystkie robiłem. Krasnoludzka ręka, ten-tego…he, he…–Tu pokazał ręką na swym straganie wiszące rondle i garnki.
-Ten jest taki, jaki szukasz. I trzy i pół pinty piwa ci się zmieszczą, lecz jeśli jeszcze WIĘKSZE masz wymagania to takie, na 11pint Ci znajdę. Ten może stać się twój, już od 12szylingów, tamten – Poklepał niewielki kociołek, taki, jakiego poszukiwał interesant, następnie wskazał rondel, był płytszy, jednak średnicę miał większą niż pierwsze naczynie. Krasnolud chwycił ten rondel za długą rączkę, która z metalowej przechodziła w drewnianą. Dobrze osadzona i zdobiona. Jednak był z materiału cieńszego
– Za ten – jedenaście, tamten osiem, lecz myślę, że kompletnie nie pasuje do takiego klienta – Pokazał na końcu, coś co mogło przypominać garnek, a było metalową manifestacją kalectwa…Z wieloma wgłębieniami, wykuta na szybko i niedbale, jak również uchwytów nie posiadała.
-Co do probówek, czy innego tam szklanego badziewia. Nie polecam. - Powiedział, niczym przyjaciel, krzywiąc się na samo słowo szkło.
–Jak bowiem ten lichy materiał ma się do KRASNOLUDZKIEJ roboty?! Hę? Zbije się takie, potłucze, na co, po co, a STAL! METAL! Ten się nie ugnie, no chyba, że porządnie pierdolniesz, lecz wówczas i tak…co najwyżej zmieni nieco kształt, lecz nie pęknie! Patrz! – Podsunął pod oczy, a prawie aż w nie metalową…fiolkę, a przynajmniej w tym momencie. Na co dzień wpychał to podróżnym, pijakom jako naczynie, w które mogą wlać "coś mocniejszego, na czarną godzinę" co można nosić zawsze przy sercu, bowiem szyjkę miało nieco rozszerzaną i zawijaną, tak, że jeśli pod nią obwiązać sznurek to by się sprawdzało. Nie wiedział, czy może to mieć właściwości takie, by alchemikom się przydało, jednak interes, to interes, zależało mu by sprzedać. Długie na ponad cztery cale, a szerokie tak, że dwa ludzkie palce osoby kobiecej by się zmieściły.
Krasnolud pogłaskał swą brodę i mrużąc oczy rzekł
-Cztery, szylingi. Kupisz przynajmniej trzy, to po trzy. Zaoszczędzisz trzy monety srebrne. Będziesz miał więcej, przykładowo, na…świecznik, dla mamusi. Piękny świecznik, za dziesięć i pół szylinga.
Awatar użytkownika
Kaspin
Posty: 33
Rejestracja: 17 gru 2012, 22:37
GG: 7081395
Karta Postaci: viewtopic.php?p=38522#38522

27 gru 2012, 12:12

No, przynajmniej był pewien, że trafił we właściwe miejsce. Krasnoludy od zawsze słyną z tego, że jeśli robią coś z metali, to robią to najlepiej. Nawet jeśli jest to szmelc sklepany na szybko, to szmelc ten jest warty swej ceny i przewyższa nie jedną staranną robótkę zwykłego człowieka. Spojrzał na krasnoluda z ostrym uśmiechem i lekką niepewnością. Od początku wiedział, że chce kupić ten najdroższy z kociołków. Dwanaście szylingów piechotą jednak nie chodzi. Licytować się, czy nie? W sumie można by, jednak kolejne słowa krasnoluda wybiły mu ten argument z ręki. Niziołek miał bowiem coś, co interesowało go równie mocno, a cenę miało promocyjną. I jak tu nie skorzystać? Skubane krasnale, wiedzą jak się robi handel. Pierw robotę trzeba jednak opukać, bo kto wie, może chce mu tu jakiś niedorobiony egzemplarz sprzedać.
Pozwól no sprzedawco, że sprawdzę ten kocioł.-powiedział spokojnym tonem, sięgając w kierunku dzieła za dwanaście szylingów. Gdy już dostał je w swoje łapska, popukał z każdej strony. Jak wiadomo, pęknięcie wydałoby inny odgłos. Jednakże jest to krasnoludzka robota. Oni słyną z solidności i pracowitości. Jeśli sprzedają coś po tej cenie to powinno to wytrzymać pięćdziesiąt lat, jeśli nie więcej. Żadnych uszczerbków nie powinien więc odkryć. Jeśli tak będzie, to zatrzymuje kociołek w ręce.
Hmm, ciężko jest się zdecydować. Sprzedasz pan ten kocioł i trzy fiolki za jednego suwerena? Myślę, że nikt stratny nie będzie. No i potrzebuję jeszcze łyżki, o której pan żeś słowem nie rzekł. Znajdzie się, czy nie?-zapytał patrząc krasnoludowi prosto w oczy. Nie mógł grać ostro, bo wiele się mówi o tym, że krasnoludy swą robotę cenią i nie sprzedadzą jej za marne grosze. Mowa tu jednak o suwerenie, monecie złotej, którą zwyczajny człowiek nieczęsto w rękach trzyma, a co dopiero posiadać. Pozostaje pytanie – czy krasnal sprzeda to wszystko za jednego suwerena? W końcu to różnica tylko jednego szylinga. Z drugiej jednak jeden szyling to dwie pinty dobrego miodu pitnego, czyli nie tak mało… Ciężko jest cokolwiek powiedzieć. Dodatkowo całość ceny zależy od tego czy krasnolud ma na składzie jakąś łyżkę. Jeśli tak, to Kaspin nie zmieści się już w jednym suwerenie i z targowania nici.
Czerwonooki z niecierpliwością czekał na odpowiedź sprzedawcy. Zachowywał jednak pozory spokojnego. Jego krwistoczerwone źrenice świdrowały sylwetkę krasnoluda, starając się wybadać jego reakcję.
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

27 gru 2012, 12:59

MG

-A proszę Cie bardzo. Lepszego nie znajdziesz. – Pewnym siebie i zadowolony odpowiedział splótłszy ramiona na klacie. Kocioł żadnej skazy nie miał. Ba, spróbował by mieć!
-Łyżka…–skonsternował się chwilę, robiąc przy tym tępą minę. Właściwie, na składzie jej nie miał, więc zastanawiał się nad wyrobieniem takowej w sposób prowizoryczny. Mlasnął.
-Ten-tego…Suweren jeden i jeden szyling, a do tego orów dwadzieścia, a łyżkę i korki do fiolek dostaniesz bezpłatnie. Łyżka będzie specjalna. Kuta na miarę (cokolwiek to jego zdaniem znaczy) – Zawęził swoje parszywe oczka, a biła z nich chęć zysku szczerego i zawziętość. Rasowy krasnolud, nie ma co.
Jeśli czerwonooki się zgodził, ten wysunął swą rękę o takich palcach oczekując zapłaty z góry. Po jej otrzymaniu, pójdzie na tył swojej wystawy targowej. Wyciągnie z jakiejś beczki jakiś pręt metalu ciężkiego do określenia po wyglądzie. Przyłoży on sobie ten pręt niemalże do twarzy wzrokiem badając.
Następnie podsunął sobie kowadło, pręt końcem jednym przyłożył i jak chwycił młot, jak się nim zamachną, jak trzepną, tak pręt się spłaszczył. Lecz to nie koniec! Doprawił! Trzepną drugi! Trzeci! Czwarty i więcej. Po tym pukaniu i stukaniu pokazał swoje dzieło. Łyżkę nieco płytką, lecz szeroką i…uchwycie grubym…długości ramienia.
-Gdzie ciachnąć? Tu? Tu? Tu? – Dopytywał się chcąc dopasować długość tejże do oczekiwań klienta. Całe szczęście. Gdy posłyszał dokończył dzieła. Wręczył i zadowolony życzył powodzenia.
Jeśli zaś klient był wybredny naturalnie do dysputy wszelakiej był gotów. W końcu był krasnoludem!
Awatar użytkownika
Kaspin
Posty: 33
Rejestracja: 17 gru 2012, 22:37
GG: 7081395
Karta Postaci: viewtopic.php?p=38522#38522

27 gru 2012, 13:29

No i proszę bardzo, da się jednak kupić co trzeba, nie będąc przy tym jakoś nadzwyczaj stratnym. Kocioł okazał się być perfekcyjny, głębokość miał idealną, grubość również, a uchwyt wygodny i pewny, tak, że w ostateczności to i przywalić komuś można. Bez zbędnych ceregieli sięgnął do sakiewki i wyjął z niej dwa suwereny. Następnie podał złote monety sprzedawcy i uśmiechnął się, odbierając od niego trzy fiolki, z korkami które dostał gratis. Została tylko łyżka, która miała być zrobiona specjalnie dla niego. Miło, nie ma co.
Mam nadzieję, że masz pan wydać, bo drobniej nie mam. Ale na targu przecie jesteśmy, tu większość miernym pieniądzem obraca, więc powinno się znaleźć. Co do łyżki to niech będzie taka, co mi będzie z tego gara wystawać tak jeszcze na dobrą stopę. W końcu gotować się w niej będzie.-powiedział śmiejąc się gromko. Z krasnoludami warto czasem pożartować. W końcu jest to rasa która ceni sobie dobrego kompana, co się nadaje i do bitki, i do picia, i do żartu. Jeśli zdobyć ich sympatię to najprościej w karczmie, gdyż tam każdą z wyżej wymienionych rzeczy odnaleźć łatwo.
Swoją drogą było mu trochę żal, że nie mógł popatrzeć jak się wykuwa taką łychę. Warto się nauczyć chociaż podstawowych rzeczy o kowalstwie. W końcu na strzały trochę idzie, a tak to sam mógłby sobie bełt sporządzić i na drzewcu umocować. Oszczędność murowana, można by iść pić.
Panie! Tak w zasadzie to jak pan się zowisz? Bo wiesz pan, jeśli się okaże, że dzieła pana to robota dobra, to i reklamę mogę panu zrobić? Zawsze z kramem tu stoisz? Bo jeśli tak, to mówię, wśród szlachty i zamożnych rozpowiem dobre słowo i pieniędzy pan zarobisz co nie miara! A bogatym chciałby być, mam rację?-zapytał z dobroci serca, która bardzo rzadko się u niego przejawia. Co mu jednak szkodzi. Krasnolud zarobi więcej, a jak zarobi więcej dzięki niemu to i milszy będzie, i jakąś promocją może zaskoczyć. Warto będzie mieć kogoś takiego, jeśli chce się zaistnieć w branży alchemicznej. Taki… zaufany dostawca. Chociaż branża alchemiczna to trochę za dużo powiedziane. Racja, że ma zamiar sporządzać mikstury wspomagające, ale te będą tylko na użytek własny. Na rynek będą trafiać trucizny wszelkiej maści, które sam opracuje. Zioła już znał, teraz trzeba będzie tylko sprawdzić, która kompozycja będzie najbardziej zabójcza. W planach masowe zgony, pojedyncze, ale pewne zgony, paraliże, mocne krwawienia, zawały serca i wiele innych! Każdy efekt będzie trzeba odkryć pojedynczo, w dodatku nie na sobie. Co za tym idzie, będą mu potrzebne obiekty doświadczalne. O te jednak nie trudno w dzisiejszym świecie. Pójdzie się do jakiejś wioski, postrzela do ludzi z zatrutych strzał jak do kaczek, a potem przyjdzie się jak to prawdziwy szlachcic ,,uratować" od ,,nieznanego strzelca" biednych wieśniaków i przy okazji sprawdzi efekty trucizny. Jak mu dopłacą to nawet wyleczy. Ale stop, trochę się rozmarzyliśmy.
Gdy już imię krasnoluda zostanie objawione(możesz mi je wyśłać na GG, PW, jeśli nie chcesz pisać kolejnego posta), Kaspin uradowany opuszcza targowisko, a później całe Derin, aby wyruszyć w stronę Minaloit.

z/t
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

27 gru 2012, 16:25

MG

-Naturalnie, zaraz Ci to rozmienię, wymienię i co tam będziesz jeszcze chciał. – Jak powiedział, tak uczynił. Zdał młodemu resztę należytą, jak i łyżkę, a raczej łychę. Wszystko było jednak kwestią tego, jakich rozmiarów paszczę się miało. Zaraz potem wszystko co czerwonookiemu w ślepia wpadło i chciał posiadać krasnolud również wręczył zadzierając ciągle głowę do góry, co nie było dlań czynnością przyjemną. Jednak – co poradzić.
Gdy to klienta oporządził i obsłużył, uśmiechnął się pokazując zęby proste w uśmiechu, jednak pożółkłe. Wystawił dużą dłoń o dużych palach na których widoczne były blizny od oparzeń których doznał podczas hartowania się w rzemiośle. Uścisnął dłoń czerwonookiego.
-Mosiężny Moniek…i pewnie, ze chciałby! Haha. Szerokiej drogi życzę i niech metale sprawują się przykładnie! – Pożegnał mężczyznę, patrząc jak ten odchodzi zatapiając się w tłum krzątających się ludzi. Następnie poprawił kożuch, zatarł ręce i począł reklamować dalej swoje usługi:
-Garnki, kotły, metale i żelaza wszelakie! Krasnoludzka robota! Wszystko to u mnie! Zapraszam, zapraszam!
Znów zaczął prószyć śnieg…

//Lokacja wolna.
Awatar użytkownika
Karm
Posty: 1020
Rejestracja: 28 gru 2011, 03:55
GG: 43749373
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?t=1310

07 sty 2013, 18:34

Podróż trwała dobrą godzinę, jeśli nie więcej. Drogę znał i pamiętał, a przynajmniej powinien. Minął rok od ostatniego, i jedynego, pobytu na targu w tym mieście. Znajdowało się najbliżej na północ, a właściwie północny-zachód od jego chaty, toteż trudno mu było nie odnaleźć drogi. Wystarczyło iść w pobliżu szlaku – wolał nie pokazywać się na nim, by nie przyciągać niechcianej uwagi. Przebywał w okolicach Derin wiele razy, do miasta wkroczył jedynie raz… Raz je minął i wybrał się w dużo dłuższą podróż do Serca Autonomii (oczywiście mało wiedząc, że to właśnie ono), by zniknąć w jakimś cholernym przytułku na pół roku. Hah, miejsce wilków chyba rzeczywiście jest tylko i wyłącznie w lesie i cały świat chce mu to wykrzyczeć prosto w twarz.
Jednak oto jest. Bez pośpiechu wkroczył i stanął między bardzo głośno zachowującymi się istotami. Dla jego uszu było to nie lada wyzwanie. Dźwięki brutalnie uderzają prosto w mózg, przez kilka sekund wszystko pulsuje, głowa zaczyna boleć, nerwy wychodzą na wierzch, świat zdaje się tracić ostrość i stabilność. Dźwięki zaczynają brzmieć jakby spod wody. Od razu przypomniał sobie poprzednią wizytę, mimo iż tyle czasu minęło. Wtedy miał więcej szczęścia, gdyż od razu znalazł to, czego szukał i nie musiał spędzać tutaj więcej, niż kilka minut. Wątpił, by drugi raz mu się to udało w tłumie tych wszystkich stoisk, wozów, przekupek, wydzierających się jak kwoki w wiadomych momentach, oraz milczących sprzedawców płci męskiej.
Po chwili jednak zmysły się przyzwyczaiły. Świat powoli wracał przed wilcze ślepia i uszy, choć ból głowy nie ustępował. Ból, koszmarny ból, którego nie znosił. Musiałby tu żyć, by się całkowicie przyzwyczaić. A tymczasem większość myśli zaprzątał mu właśnie on.
- Jaka cudna taarcza… - wyłapał gdzieś obok i spojrzał tam gwałtownie, nieco nerwowo, bo coś mu podpowiadało, że to do niego. Z początku nie miał pojęcia kto to powiedział, jednak stojący tam nieruchomo, z otwartą buzią, mały, ludzki chłopiec – dla niego bardzo mały, w sensie niski, wiekowo mógł mieć jakieś dziesięć lat – pobladł gwałtownie. Zdawało się, że za chwilę zemdleje. Mało brakowało, a Karm parsknąłby śmiechem.
- Spokojnie, jestem po śniadaniu… - skłamał i chciał zaśmiać się przyjaźnie, ale znowu zapulsowało i do śmiechu mu nie było. Przez co mogło to wyglądać jak jakiś nerwowy grymas. Odwrócił się z cichym pomrukiem pewien, że chłopak za chwilę padnie ze strachu. Wolał mu tego oszczędzić i pójść dalej. Jednak mylił się.
- Jest…jesteś wilkoczłekiem? - usłyszał chwilę po tym, jak zrobił pierwszy krok. Chłopak podbiegł nieco bliżej i szedł obok, trochę bardzej z przodu, by móc widzieć go całego. Wróciły mu kolory, a Karm przysiągłby nawet, że za bardzo. Skąd się tam wziął?
- Tak. - westchnął, nie zatrzymując się i spoglądając na garnki, skóry, zioła, jakieś flakony, miecze, drewniane tarcze… - Wilkołakiem. Z lasu. - zastanawiał się kiedy ktoś podejdzie do niego i oskarży o chęć pożarcia tego dziecka. Wiedział, że wiele osób mu się przygląda, mało kto przyjaźnie. Ciekawiło go też kiedy podleci sam jego ojciec, zacznie wołać "Bestia! Zabić! Spalić! Chciał pożreć mojego syna!" i machać na niego widłami.
[b]- Jestem zajęty. [b]- bąknął, by pozbyć się go, a samemu ze złotym orężem kontynuować poszukiwania.
[b]- Wilkokłaki pożarły taką jedną wioskę niedaleko, wiesz? [b]- zaczął dzieciak, ignorując go [b]- Ojciec mówi, że to bestie. Dzikie i głupie. Wystarczy ogniem postraszyć i wieją gdzie pieprz rośnie.
– Mhm… [b]- oho, zaczynają się kłopoty. Powoli zastanawiał się czy nie powinien go jednak wystraszyć. Ale wtedy ściągnąłby na siebie złą uwagę, czego nie chciał. Wolał jeszcze trochę pożyć. Wolał też nie żałować, że w ogóle tu przyszedł.
[b]- To prawda? Nigdy nie widziałem wilka… Wielki jesteś. [b]- ucichł na chwilę, jakby nie wiedząc, czy powinien dalej mówić. I tak dziwne było, że do niego gadał. Rozumu nie miał?
[b]- Czy bezrozumna bestia chodziłaby w takim miejscu w poszukiwaniu pasa na broń?
– rzucił bez zastanowienia, nie zważając czy chłopak go słucha czy nie - Między tymi wszystkimi ludźmi? Chyba powinienem się na kogoś rzucić, a nie rozmawiać z jakimś małym… człowieczkiem, prawda? – nie spojrzał na niego, a ciszę przyjął jak błogosławieństwo. Głowa nadal bolała. Nie był do tego przyzwyczajony. Nie chciał się przyzwyczajać.
- Pasy to tam. [b]- usłyszał po chwili z drugiej strony, gdy już myślał, że przybłędę zgubił.
[b]- Hmm?
– Matka sprzedaje jakieś szmaty, często tu jesteśmy. Obok facet stoi z nożami i sztyletami, czasem pozwala mi je pooglądać. Pasy też ma. [b]- i ruszył przed siebie, wyprzedzając wilka i skręcając nieco w prawo. Karm, choć niechętnie, to poszedł za nim. Czyżby znowu szczęście? Matka, nie ojciec. Może to nawet gorzej…
Awatar użytkownika
Aredhel
Posty: 20
Rejestracja: 22 gru 2012, 20:47
GG: 7670338
Karta Postaci: viewtopic.php?p=39171#39171

07 sty 2013, 21:52

Noże do rzucania, lepszych pani tu nie znajdzie!
Oznajmił jej sklepikarz ze swojego stoiska z pomachał energicznie dłońmi nad swoim towarem. Aredhel podniosła na niego wzrok spod kaptura. Dzień zmierzał powoli ku końcowi, a pogoda była na tyle ponura, że nie przeszkadzało jej to. Mogłaby zdjąć kaptur, ale wzbudziłaby zbyt duże zainteresowanie. Mężczyzna znów się wzdrygnął na widok złotych oczu bijących spod kaptura, chłodno i jakichś czerwonawych znaków, które w rzeczywistości były po prostu tatuażami Ar. Dziewczyna wyprostowała się.
Sama zdecyduję, jakiej jakości jest broń, którą tu sprzedajesz, człowieku…
Odpowiedziała ze spokojem i znów się nachyliła nad nożami i sztyletami. W końcu wzięła jeden i zaczęła dokładnie oglądać. Obróciła go kilkakrotnie, po czym podtrzymała dwoma palcami czekając. Sztylet zaczął się przechylać i prawie by spadł, gdyby go nie złapała druga ręką.
Ten jest nieodpowiednio wyważony. Środek ciężkości znajduje się w nieodpowiednim miejscu…
Rzuciła dalej oceniając broń. Po czym westchnęła i rzuciła ją błyskawicznym ruchem ręki. Sztylet wbił się w drewnianą belkę,która podtrzymywała daszek jego stoiska, świstając właścicielowi koło ucha. Mężczyzna aż pisnął z zaskoczenia. Aredhel pokręciła głową i już miała się odwrócić i odejść, kiedy to zbiegiem okoliczności wpadła na coś twardego i dużo większego od siebie, aż zmuszona była się cofnąć, żeby złapać równowagę i kaptur jej się zsunął lekko do tyłu, pokazując czuprynę jasno szarych włosów. Usta przysłaniała jej szkarłatna chusta, więc pół biedy. Zamrugała i uniosła wzrok do góry widząc… Oh kurczę, ale jej się trafiło. Zrobiła następny krok w tył, gdyby się miało okazać, że wpadając na wilkowatego wkurzyła go
Wybacz.
Mruknęła zmieszana. Cóż, nieufna jak zawsze, ale z tego co wiedziała, tacy jak on również nie cieszyli się poważaniem wśród innych ras. Zaraz potem zerknęła na towarzyszącemu dziecko i zaskoczyło ją to wyraźnie. Poprawiła chustę na twarzy i odwróciła się zamiarem odejścia…
Awatar użytkownika
Karm
Posty: 1020
Rejestracja: 28 gru 2011, 03:55
GG: 43749373
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?t=1310

08 sty 2013, 10:22

Dzieciak z początku w miarę znośnie prowadził w tylko sobie znaną stronę, ale po przejściu kilkudziesięciu kroków zaczął biec, co nie spodobało się Karmowi. Gdyby zaczął za nim gonić, mogłoby wyglądać jakby go… gonił. A to byłoby już balansowanie na krawędzi.
Przekręcił ze zrezygnowaniem głową i zaklął po cichu. Był szybki, potrafił być bardzo szybki. Mógłby wyprzedzić chłopaka pięć razy, zanim ten zdążyłby pojąć, co się stało. Ale w lesie. Tu było tak mało miejsca. Mógł poruszać się swobodnie, ale mimo wszystko – ściskało go. Prawie jak w ciasnym pomieszczeniu. Ba, nawet w ciasnych pomieszczeniach nie czuje się tak źle.
Chciał otrzeć twarz ale w dłoniach trzymał młot i tarczę, co go tylko podjudzało do wydarcia się na szczyla. Ale nie zrobił tego, panował nad sobą. Zresztą, to i tak do niego niepodobne. Przynajmniej tak sobie wmawiał. Dopóki ktoś go nie zdenerwował…
Zanim się zorientował, ktoś odbił się od jego brzucha powodując przystanek. Cofnął się mimowolnie o krok i zerknął zdziwiony na przeszkodę. Kobieta, szarowłosa. Nie zwrócił uwagi na jej nietypowy kolor skóry (może dlatego, że się na tym nie znał), ale już oczy go przyciągnęły. Złociste i… czarne. Nawet jemu dreszcz przeszedł po plecach. To z całą pewnością nie było nic przyjemnego.
- Nic, nic nie szkodzi. - powiedział po chwili, chrząkając najpierw, bo od tego łażenia w tłumie zaschło mu w gardle. Oderwał wzrok od jej oczu i spojrzał na tatuaże.
- To tu! - krzyknął w tym momencie zza kobiety chłopak, wskazując na stoisko, przy którym jakiś facet starał się wyjąć nóż znad głowy - Przsze pani, to wilk jest. Z lasu. - dodał do elfki, jakby sama nie wiedziała. Dopiero teraz Karm zauważył, że nieco sepleni. Nie silnie, ale jednak. Cały czas seplenił, ale wcześniej on nie zwrócił na to uwagi.
- Ej, ty, pędraku! Gdzieś był? - odezwał się mężczyzna, wyjąwszy nóż i spojrzawszy z niesmakiem na towarzystwo - Do matki, ale już! O co chodzi? - widać było, że taka klientela mu nie odpowiada. Patrzył na Wilka, jakby miał za chwilę rzucić się na niego z tym młotem i zamordować na oczach wszystkich. Pięknie, tolerancja.
[b]- Ja… Chcę… [b]- wymamrotał, nie wiedząc co dokładnie powiedzieć, gdy chłopak naburmuszył się, spojrzał jeszcze raz na Karma, potem znowu na sprzedawcę, by w końcu odwrócić się na pięcie i pomaszerować do stoiska z wywieszonymi starymi płaszczami różnego koloru. Jeden miał kolor krwi, starej, zmieszanej z ziemią krwi. Wisiał na samym brzegu. Od razu zobaczył w nim Ari, sam nie wiedział dlaczego. Ta myśl wydała mu się śmieszna ale też dziwnie trafna.
Na ziemię ściągnęło go pulsowanie z tyłu głowy. Nie odpłynął na długo. O wiele dłużej zastanawiał się co odpowiedzieć facetowi. Mógł wyjść na idiotę, prawdziwą bezrozumną bestię, ale po prostu nie miał pojęcia jak ubrać w słowa to, o czym myślał przez całą drogę tutaj. Więc jeśli ktoś był świadkiem jego jąkania i nie uznał go za idiotę, z całą pewnością wiedział, że robienie zakupów nie jest jego żywiołem. Już lepiej poradził sobie sprzedając wilcze skóry. Ale tak to jest, gdy się prawdziwymi z ludźmi ma do czynienia raz na rok, a jedynym, którego widzi się na codzień jest trup. Ciągle się z nim kłócący trup.
[b]- Ale z ciebie dureń, Wilku. Sam do miasta… [b]- skarcił się szeptem, czego z pewnością nie słyszał nikt, kto nie miał wyczulonego słuchu [b] Pas. Na broń i tarczę. Na plecy. [b]- wydusił w końcu na wydechu, podnosząc nieco oręż i przybliżając się do stoiska. Tamten też się przybliżył, mamrotając coś pod nosem. Z pewnością nic przyjaznego.
Rzeczywiście, były tu pasy. Prócz noży i sztyletów. Do spodni, na sakwy, z pochwami na nowe (pewnie do kompletu), a także podwójne – skrzyżowane. Pewnie to te, których szukał. Nie miał pojęcia o kupowaniu, toteż pewnie sprzedawca wrednie wciśnie mu jakikolwiek szmelc, a on nie zorientuje się, dopóki nie odejdzie od stoiska. Gdyby ktoś mu chociaż zechciał pomóc…

Hah, czy zechcesz pomóc? Nie wiedziałem jak mój wilczek może Cię zatrzymać.

Wróć do „Derin”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 6 użytkowników online :: 2 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 4 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Kerra z Derinu, Lota
Liczba postów: 52214
Liczba tematów: 2975
Liczba użytkowników: 1048
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Kerra z Derinu
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.