Targ

Miasto to pięknie wygląda w bezchmurne dni, zazwyczaj jednak takowych tutaj brak. Mimo pesymistycznego krajobrazu mieszkańcy Derinie są bardzo przyjaźni i mają niesamowite poczucie humoru. Obróbka wszelkich metali, drewna i kamieni szlachetnych wydobywanych w górach Ikrem przynosi Derinie nie tylko sławę, ale i mnóstwo pieniędzy...</font></p>
Awatar użytkownika
Niniel
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

Targ

27 lis 2011, 23:33

Targ

Obrazek
Czym byłoby Derin bez swojego targu? Chociaż nie jest tak wielki jak ten w Wolenvain, to taki się wydaje. Może dlatego, że rządzi na nim prawdziwy chaos, który jest tylko z pozoru chaosem? Z pozoru, ponieważ nic tutaj kupcom nie ginie i nie ma też żadnych problemów ze strażą miejską. Mimo to wszystko wydaje się tutaj być przypadkowe, zarówno położenie straganów jak i kształty uliczek między nimi. Pomiędzy kramami oraz przechadzającymi się ludźmi przepychają się ucieszone dzieci, które zazwyczaj bawią się w chowanego dopóki zirytowani krzykami kupcy ich nie wypędzą.
Targ w Derin charakteryzuje się dużą popularnością, zwłaszcza wśród handlarzy z Wolenvain, którzy fatygują się często aż tutaj by dowieźć do swojego miasta najlepsze towary. Racja, nie można tu znaleźć wszystkiego, ale co od wszystkiego to do niczego, prawda? Na tym targu można znaleźć wszystko, co jest związane z przeróbką materiałów takich jak drewno czy metal. A dalszej części targu, tej najbliższej brzegowi jeziora Iqua, znajduje się więcej straganów rybaków.
Chociaż mimo swojej specyficzności, dzięki oferowaniu najlepszych towarów w swojej dziedzinie, miejsce to przyciąga pod koniec tygodnia wielu podróżnych i handlarzy. Dlatego też trudno w te dni w ogóle przepchnąć się między niektórymi alejkami targu. Trzeba uważać na kieszonkowców, chociaż Deeczeńczyków o lepkie ręce oskarżyć nie można…
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Aredhel
Posty: 20
Rejestracja: 22 gru 2012, 20:47
GG: 7670338
Karta Postaci: viewtopic.php?p=39171#39171

08 sty 2013, 15:10

Po pierwsze, Ar zauważyła bardzo wyraźnie, że wilkowaty przez chwilę nie mógł oderwać wzroku od jej oczu. Cóż, nie było się co dziwić, większość istot tak reagowała widząc je po raz pierwszy. Potem znów przyjrzała się dzieciakowi. Zapłacił mu, żeby go tu wziął i zaprowadził? Wyraźnie chłopiec znał sprzedawce, którego potraktowała nie za przyjemnie. Dziewczyna rozejrzała się. Ludzi przyglądali im się ukradkiem. Cóż, ona miała kaptur, więc nie przykuwała aż takiej uwagi jak ten wilkowaty. No nic. Ten straganiarz nie sprzeda jej nic wartościowego. Powoli westchnęła i poprawiła torbę na ramieniu.
Widzę chłopcze, że to wilk. Czmychaj, zanim cię zje…
Rzuciła do dziecka, które uśmiechnęło się szeroko, wzbudzając w niej mieszane uczucia. A potem chłopiec dostał polecenie od straganiarza, który już wyraźnie emanował niechęcią i do niej, ale i do wilkowatego… Cóż za nierozsądek. W końcu, miał to być za pewne jego przyszły klient, a on tak nieprzyjemnie do niego podchodził. Ar wyprostowała się i spojrzała na mężczyznę, który natychmiast wzdrygnął się niespokojnie. A sztylet nadal tkwił w drewnie. Trochę mu zajmie zanim wyciągnie go, wbił się pod dobrym kątem. I jakoś chwilę później dosłyszała, że wilkowaty mężczyzna coś do siebie mruknął pod nosem. Zerknęła na niego. Teraz odniosła wrażenie, że jest jakiś nieobecny myślami. I bardzo spięty. To miasto tak na niego działało? Ludzie? A może zrobił coś, co teraz nie dawało mu spokoju? Wiele pytań, żadnych odpowiedzi. A ona sama nie była typem osoby, która zaczęłaby wypytywać. Musiałaby chyba upaść na głowę. Chciała już odejść, kiedy to wilkowaty przemówił, czego chce. Hm… Ten straganiarz na pewno będzie chciał mu wcisnąć jakiś chłam…
To proszę rzucić okiem na ten pas. Bardzo dobra robota! Wujek stryja mojej żony sam własnoręcznie go wykonał…
Ględzenie, ględzenie. Dwa dokładne spojrzenia Aredhel i dostrzegła, że jakość tego konkretnego pasa jest bardzo niska. Co prawda wykonany był tak, ze faktycznie można by się było pomylić, ale sposób w jaki skóra się gięła i marszczyła mówił wszystko. Będzie się łuszczyć i pęknie od użytkowania na deszczu. A wilkowaty wyciągnął już po niego rękę. Nie zauważył? Czy może po prostu nie wiedział. Ar minęła jedną osobę i błyskawicznie przecięła swoją dłonią odległość od pasa, do ręki wilkowatego. Dało się usłyszeć oburzone i zaniepokojone sarknięcie straganiarza.
Myślę, że ten pan, chciałby kupić jakiś dobry, wytrzymały sprzęt. Sądzę, że rozważnie byłoby mu taki zaoferować w odpowiedniej cenie, bo gdyby się okazało, że chcesz mu wcisnąć coś niskiej jakości, pewnie nie byłby zachwycony i by tu wrócił. W gorszym nastroju.
Mówiła bardzo nieprzyjemnym tonem, co w połączeniu z przyjemnym głosem dawało dziwny efekt. Zdawać by się mogło, że dziewczyna potrafiłaby ukołysać nim dzieci do snu, a teraz… Teraz wyglądało na to, że wbijała lodowate ostrza w ciało straganiarza, bo kolejny raz się wzdrygnął przez jej osobę i ręka mu zadrżała.
Trzeba było od razu panie, że chcesz sprzęt najlepszy! Zaraz… Zaraz przyniosę!
I zniknął na moment koło wozu,który stał niedaleko. Aredhel znów się wyprostowała i spojrzała na wilkowatego
Pas, który chciał ci sprzedać, pękłby i łuszczył się na deszczu i mrozie. Nie zauważyłeś?
Zapytała prosto z mostu. Nie miała żadnego interesu w pomaganiu mu, ale jakoś nie podobało jej się, że ten nędzny człowieczek, chciałby kogoś oszukiwać pod jej nosem…
Awatar użytkownika
Karm
Posty: 1020
Rejestracja: 28 gru 2011, 03:55
GG: 43749373
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?t=1310

08 sty 2013, 22:41

Sprzedawca, choć wyraźnie niechętny w stosunku do swojego klienta, wydawał się w końcu odzyskać typową w takich miejscach rozmowność. A przynajmniej sprawiał takie wrażenie, dopóki tajemnicza kobieta o czarnożółtych oczach nie przyszła z pomocą wilkołakowi. Ten już sięgał po proponowany pas, myśląc cały czas o wyjściu z tego miejsca, lecz mu przeszkodziła.
Tamtym razem nie przeżywał wizyty w mieście tak źle. Teraz było to zdarzenie z granicy koszmaru. Lepiej czuł się, walcząc z hordą nieumarłych, niż tutaj pośród żywych. Czyżby się zestarzał? To głupie. Minie jeszcze pół wieku zanim będzie mógł tak o sobie powiedzieć. A jednak źle to znosił. Będzie musiał założyć taki mentalny dzienniczek z zasadami, związanymi z wizytami w mieście. I miał już dwa punkty. Po pierwsze: Do miasta zabierać się w znajomym towarzystwie, najlepiej małą grupką. Po drugie: Przed wyjściem spytać Siwej, czy ma coś na uspokojenie i ból głowy. Tak, następnym razem musi coś wziąć…
Teraz może dodać też i po trzecie: Nigdy nie ufać sprzedawcom, którzy patrzą na ciebie, jakbyś ukręcił kark ich kotom, i którzy mamroczą pod nosem zanim przystąpią do przedstawienia oferty. Niby każdy to wie. Ale on bardzo powoli wszystko przyswajał w tej chwili.
- Yych… – mruknął, ocierając czoło ramieniem i przedramieniem lewej ręki, gdy mężczyzna zniknął w poszukiwaniu towaru - To mnie wykańcza. Krzyki, hałas… i jeszcze te ich ślepia… Ciekawe – bardziej przerażone, że się na nich rzucę, czy tylko na to czekają z widłami. - powiedział to na głos, heh. Zawsze śmiał się z wizji chłopa z widłami. Było to coś w rodzaju jego własnej kpiny z tych wszystkich ludzi. Teraz jednak mówił bez namysłu, co mu ślina na język przyniosła.
- To nie był dobry pomysł. Powinienem zostać w lesie. - mruknął, zły na samego siebie, gdy sprzedawca powrócił z wielkim, czarnym skarbem w dłoni. Od wejścia obdarzył kobietę spojrzeniem pełnym wrogości. Pewnie uraziła coś, co mógł kiedyś nazywać swoją dumą. Wilkowi posłał podobny, ale gdy dostrzegł jego wzrok tandetnie zamaskował go troską o klienta, co zostało przez niego skwitowane jedynie cichym warknięciem. Skórzany twór pasował do niego bardziej, niż mógłby sobie wyobrazić. Wcześniej się nad tym nie zastanawiał, ale jaki inny mógłby wziąć z chęcią, jeśli nie koloru, który był mu najbliższy od zawsze? Noc, przeszłość, las, cień, on sam – wszystko czarne, tak jak i wspomnienia. Nie było nic lepszego. Pomijając fakt faktem, że mimo wszystko mało obchodziły go w tym momencie jakieś kolory.
- Proszę bardzo, oto coś w sam raz dla pana z lasu. - w jego głosie nie można było nie dostrzec pogardy, choć to ktoś inny powinien zostać nią obdarzony - Zapewniam, że nie będzie po co wracać. Jedyne sześć szylingów i możecie iść!
Kwestia liczb, pieniędzy, przepłacania i odzyskiwania reszty też nie była dla Karma najprzyjemniejszą. Może to dlatego, że, po pierwsze – liczby tak jak litery w jego głowie zamieszkać nie chciały, po drugie – pieniądze były dla niego czymś, co mógłby wyrzucić, gdyby tylko nie wiedział jak ważne są dla ludzi w miastach i wokół nich. Kolejny argument za braniem kogoś w takie podróże.
Spojrzał na kobietę, jakby oczekując, czy tym razem facet nie chce sprzedać mu byle czego, po czym wrócił wzrokiem do niego.
- Sześć? - powtórzył, zastanawiając się czy tyle w ogóle posiada – posiadał kilkanaście, ale kto by to liczył. Wpatrywał się w mężczyznę jeszcze przez chwilę, powoli przekładając młot do łapy z tarczą, i starając się wymacać w materiale monety. Zastanawiał się jednocześnie, jak ma wykonać tą trudną sztukę zapłacenia. Tamten najwyraźniej wziął to za targowanie się, bo szybko wszedł z ceny.
- Mogę wziąć pięć, ale pamiętajcie, że to żaden szmelc. Wiele lat dobrze posłuży. - zapewne chciał się ich pozbyć jak najszybciej, ale aż tak bezczelny, by o tym głośno mówić, nie był. Być może nawet nie próbował oszukać, wiedząc, że kobieta jest czujna. A kłopotów, widać, nie chciał.
[b]- Możesz…?
– Wilk zwrócił się po chwili z zakłopotaniem w stronę kobiety, niezbyt słuchając jego. Wysunął nieco sakwę w jej stronę, mając nadzieję, że mu pomoże.

Wszystkie ostateczne ceny (te z tego postu jak i przyszłych) uzgodniłem z MG Jean.
Awatar użytkownika
Aredhel
Posty: 20
Rejestracja: 22 gru 2012, 20:47
GG: 7670338
Karta Postaci: viewtopic.php?p=39171#39171

09 sty 2013, 01:03

Mogła się spodziewać, że wilkowaty nie jest przyzwyczajony do przebywania w zgiełku miasta. Pamięta jak sama się z tym jakiś czas męczyła, żeby przywyknąć. Nauczyła się w końcu po prostu nie zwracać na to uwagi, choć każdy nietypowy dźwięk i tak zmusiłby ją chociaż do zerknięcia w kierunku jego źródła. Nic jednak nie powiedziała na jego słowa, w których postanowił trochę ponarzekać. Kiwnęła tylko wyrozumiale głową, co było nikłym gestem, zważając na kaptur. Na wzmiankę o chłopach z widłami uśmiechnęła się kącikiem ust, skrytych pod chustą. Cóż, na pewno byłoby zabawnie… Trochę by się rozerwała próbując ratować mu tyłek, przynajmniej bardziej, niż go ścigając. Pościg, to żadne wyzwanie. I w końcu wrócił sprzedawca, już na dzień dobry lustrując ją chłodnym wzrokiem. Kiedy obdarzyła go podobnym i tak drgnął. Cóż za śmieszny człowiek… Tacy jak on najczęściej gubili głowy, próbując szukać zajęcia gdzie indziej niż w wielkich miastach. Zmrużyła oczy, teraz patrząc na nowy pas, który przyniósł. No… Ten wyglądał porządnie na pierwszy rzut oka. Pochyliła się lekko przyglądając i kiwnęła głową z aprobatą. Ten tak… Nadawał się. Machnęła ręką na sprzedawcę, że swoje zapewnienia może wcisnąć sobie gdzie chce.
Ten jest w porządku.
Powiedziała ze spokojem. A mężczyzna rzucił ceną 6 szylingów. Cóż… Była to dobra cena za taki pas. Aredhel zerknęła na wilkowatego. Powiedział, że jest z lasu… Nie przepadał za zgiełkiem miast. Przyglądała się chwilę, jak ten szpera przy sakiewce. O sprytnie się targował nawet… A nie chwileczkę. Może on się nie targował? Powoli dochodziło do niej w czym problem. Sprzedawca patrzył na niego wyczekująco z rękami zawieszonymi z pasem w powietrzu. I wtedy wilkowaty wyciągnął w jej stronę sakiewkę i wszystko stało się jasne. Nie szło mu liczenie, najwidoczniej. Ar nie wzięła od niego sakiewki, wsunęła do niej tylko rękę i po omacku odliczyła 5 szylingów, które zaraz wyciągnęła.
Masz człowieku, 5 szylingów…
Rzuciła je na wolny fragment drewnianego blatu, a ten podał pas wilkowatemu.
Życzę miłego dnia.
Burknął sprzedawca mając nadzieję, że już sobie wreszcie pójdą. Ar odwróciła się do wilkowatego i wręczyła mu pas.
Proszę.
Powiedziała spokojnym tonem i wreszcie zsunęła kaptur z głowy i chustę z połowy twarzy. Wzięła głęboki wdech.
Czy potrzebujesz jeszcze jakiejś pomocy? Jestem Aredhel.
Powiedziała przyglądając mu się z uwagą. Wilkowaty został uznany za istotę wywołującą w niej nawet trochę sympatii, bowiem pojmowała jego problem, sama będąc wytykaną w takich miejscach. Już sama reakcja pobliskich ludzi, gdy zdjęła kaptur na to wskazywała…
Awatar użytkownika
Karm
Posty: 1020
Rejestracja: 28 gru 2011, 03:55
GG: 43749373
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?t=1310

09 sty 2013, 15:41

Gdy kobieta wyraziła swą opinię na temat czarnego pasa, upewnił się tylko, że to dobry zakup. Był jej bardzo wdzięczny za pomoc – że pomogła w zakupie, ochłodziła trochę temperament sprzedawcy, zapłaciła za niego. Wtedy kupiec był nieco bardziej… znośny, dużo bardziej znośny. Ale kto powiedział, że wiecznie będzie na takich trafiał? Tym razem się nie udało, proste. Na szczęście spotkał tę kobietę, inaczej pewnie zostałby oszukany już pięć razy.
- Wielkie dzięki, to nie mój żywioł. - powiedział zakłopotany, pokręciwszy kilka razy głową, po czym wziął pas i oddalił się trochę od stoiska - Me miano Karm, choć większość nazywa mnie po prostu Wilkiem. Często zdaje mi się, że to właśnie moje imię. - powiedział, obrzucając Aredhel przyjaznym spojrzeniem. Przy imieniu Karm pierwszą literę wypowiedział niemal bezgłośnie. Niemal, bo zabrzmiało jak h albo kh. Coś takiego.
Stanął tak, by nie przeszkadzać przechodniom, ani by oni nie przeszkadzali jemu. Położył młot i tarczę na ziemi, przyciskając je nogami, by zwolnić dłonie. Sakwę nadal trzymał w garści, ale to i tak było dużo bardziej znośne, niż z tym wielkim, złotym żelastwem. Obejrzał w dłoniach nowe wyposażenie, uchwyty na oręż, fakturę pasa oraz jego długość.
- W zasadzie przybyłem tutaj tylko po to, choć… - zawahał się i zerknął przez ramię w stronę stoiska z płaszczami - Nie mieszkam sam. Mam pewną lokatorkę z… dzieckiem. Może dopóki tutaj jestem… - uważał, że więcej chyba wyjaśniać nie musi. Długi czas minie, zanim tutaj wróci, oj długi.
Włożył nabytek przez głowę, zakręcił kilka razy ramionami, by się dobrze ułożył, i podniósł tarczę. Miał nadzieję, że wie, co robi. Zresztą, wiedział. Podniósł ją nad głowę, przeszybowała nad prawym ramieniem i wylądowała na swoim nowym miejscu. Drugą ręką poprawił uchwyt i zapiął, gdzie trzeba. Potem młot, z drugiej strony, żeby mógł łatwo sięgnąć po niego na skos prawą dłonią. Trwało to dłużej, niż powinno, ale to zrozumiałe. Wyprostował się dumnie i przeszedł kilka kroków wte i z powrotem, by przekonać się w duchu jak dobrze zrobił, przychodząc tu. Zostawił już to, że kompletnie się nie przygotował na tą wyprawę, za kilka minut będzie mógł o tym zapomnieć.
- Wspaniale… - powiedział, naprawdę zadowolony, po czym przybliżył się na powrót do Aredhel i spojrzał na jej długie, szare włosy, a potem w oczy. Czuł się dużo lepiej. Humor mu się nieco poprawił, choć ból głowy nadal był uporczywy.
[b]- Pomożesz dziś jeszcze raz głupiemu dzikusowi? [b]- spytał i zaśmiał się, wysypując na dłoń jakieś cztery szylingi. Chciał wysypać wszystko, ale to było niebezpieczne – nie uśmiechało mu się ganiać potem za monetami w tłumie.
Awatar użytkownika
Aredhel
Posty: 20
Rejestracja: 22 gru 2012, 20:47
GG: 7670338
Karta Postaci: viewtopic.php?p=39171#39171

09 sty 2013, 16:08

Aredhel kiwnęła głową, kiedy wilkowaty jej podziękował. Za chwilę oddalili się trochę od stoiska. Oczywiście, że przykuwali uwagę. Oboje. Ludzie wydawali się jednak trochę uspokoić, bo mimo, że obecność mrocznej elfki wzbudzała niepokój, to fakt, że wilkowaty osobnik był w jej towarzystwie sprawiał, że stawał się mniejszym zagrożeniem. Bowiem wierzyli, że słucha się elfki. Proste myślenie, prostych ludzi, od co. Ar rozejrzała się, po czym przyjrzała Karmowi, gdy się przedstawił, a potem założył nowy nabytek. Poczekała, aż skończy mocować swój dobytek, nie komentując niczego. Wysłuchała też jego opowieści o lokatorce. Cóż, zaciekawiło ja trochę, że wilkowaty stał się nagle taki gadatliwy. Pewnie miało to związek z jej bezwarunkową pomocą. Przyglądała mu się więc tylko z zainteresowaniem. Nie było to już chłodne spojrzenie, choć i tak jej nietypowe oczy mogły wzbudzać przypływ niespokojnych myśli, co też strasznego mogłoby się roić w łowie istoty, która posiada tak przerażające cechy. Przywykła, że inni tak myślą. Nie ruszało jej nawet, że mijające ich dzieci wyrażały głośno swoje zdanie na temat jej wyglądu. Nauczyła się to ignorować, kiedyś nie znosiła wszystkich chodzących po powierzchni, bo nie potrafili zamknąć ust i po prostu nie mówić na jej temat. Po jakimś czasie pojęła, że to po prostu czysta ciekawość i niepokój przed nieznanym. Tyle. Karm wyglądał, jakby w końcu się trochę rozluźnił. A ona czekała, bo nie powiedział jej, czy chce zakupić coś jeszcze, czy może już nie. W końcu jednak zapytał. Aredhel kiwnęła głową, choć jej spokojna ekspresja na twarzy specjalnie się nie zmieniła. Trudno się dziwić, nie wiadomo co by się chyba musiało stać, żeby wywołać u niej uśmiech, czy wyraz niepokoju, lub strachu.
W porządku… Co jeszcze chciałbyś nabyć?
Odpowiedziała i zerknęła na szylingi, które wysypał z sakiewki. Cztery? Na co? Czekała więc co powie, dyskretnie przesuwając ręką pod płaszczem tak, by przysłonić czaszkę przyczepioną rzemykiem do jednego z pasów. Była to czaszka zwykłego psa, ale mimo wszystko nie chciała urazić wilkowatego, czy wzbudzać w nim niepotrzebnych pytań. Znów czekała więc cierpliwie na to co powie, przechyliła lekko głowę na bok…
Awatar użytkownika
Karm
Posty: 1020
Rejestracja: 28 gru 2011, 03:55
GG: 43749373
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?t=1310

09 sty 2013, 17:51

Kobieta wydawała się mieć dziwne przysposobienie. Nie uśmiechnęła się na jego słowa, nie okazała jakiejś większej sympatii, a mimo to zgodziła się. Z powagą, która wytrąciła go trochę z równowagi. Przecież gdyby miała do niego taki stosunek, jak pozostali wokoło – już dawno stałby tam sam. Hmm. Zastanawiające. Choć on sam też zbyt wylewny nie był. Zazwyczaj.
Zignorował, nie tracąc tego, co przed chwilą tak szczęśliwie zyskał – odrobiny humoru. Wszak i tak mu wielce pomogła. Jak dobrze, że na tym podłym świecie mógł jeszcze liczyć na pomocną dłoń. Zerknął ponownie w stronę stoiska i, z niewiadomych przyczyn, zrobiło mu się głupio. Może to nienajlepszy pomysł, by kupować coś Ari? I to jeszcze płaszczyku – on, wilkołak. W końcu ona sobie siedzi tam, jak królowa i nie ma pojęcia ile on się tutaj napocił! A jak wróci, to jeszcze dostanie salwę krzyku, że jakieś szmaty jej przynosi, że wychodzi gdzieś z Izydorem bez pytania, że zostawia ich tam samych i, bogowie wiedzą, co jeszcze! Hah, nie, nie może tego przegapić.
- Widzisz to stoisko? - powiedział, wiedziony nową falą pewności siebie - Tam, gdzie ten dzieciak z matką… Na samym końcu wisi stary płaszcz. W sam raz dla znajomej. - na samą myśl humor mu się jeszcze bardziej poprawiał - Potem kawałek jakiegoś mięsa i koniec.
Nie przyglądał się jej od stóp do głów, nie chciał. Wiedział, a raczej czuł, że tak nie można. Samemu niecierpił, jak ktoś obrzucał go takim spojrzeniem, a większość zawsze to robiła. Nawet teraz. Dlatego on spoglądał tylko w oczy, albo wcale. Na tatuaże też starał się nie patrzeć. Teraz zerknął w oczy. Te tajemnicze, wzbudzające dreszcz, oczy. Czekał na jej ruch. Jakkolwiek na to nie patrzeć – na razie był uzależniony od jej decyzji i działań.
- Potem musisz mnie o coś poprosić, Aredhel. - wypalił niespodziewanie - Nie możesz tak ciągle mi pomagać. Postraszę dla ciebie jakiegoś kupca, ponegocjuję z kimś, kto ci nacisnął na odcisk… - mówił swobodnie, starając się brzmieć naturalnie, jakby wymieniał całkiem poważne propozycje. Sprawdzał, czy Aredhel rzeczywiście jest taka zamknięta. Bo do tej pory on ciągle gadał, co było dla niego bardzo, naprawdę bardzo dziwnym przeżyciem.
Awatar użytkownika
Aredhel
Posty: 20
Rejestracja: 22 gru 2012, 20:47
GG: 7670338
Karta Postaci: viewtopic.php?p=39171#39171

12 sty 2013, 12:41

To nie tak, że Ar życzyła mu źle. Po prostu nie przepadała za spędzaniem czasu w towarzystwie. Kiedyś jej to przeszkadzało, potem trochę przywykła, ale duszą towarzystwa to nigdy specjalnie nie była. Zerknęła w kierunku, który wskazał. Stoisko, widziała… Kiwnęła głową.
W porządku, w takim razie chodźmy kupić płaszcz, dla twojej znajomej. Jakieś mięso powinno być na dalszym stoisku. Rzuciło mi się w oczy jak szłam tutaj.
Odpowiedziała. Już zwróciła się w stronę stoiska, gdy wilkowaty powiedział, że będzie go musiała o coś poprosić i tu pierwszy raz na jej usta wpełzł słaby uśmieszek.
A o co miałabym cię prosić… Nie potrzebuję nikogo straszyć, sama całkiem nieźle daję radę w tym temacie. Hm… Gdybyś ewentualnie miał jakąś umiejętność, którą uznałabym za dość przydatną, mógłbyś mnie jej nauczyć. Jeśli nie, po prostu będziesz miał u mnie dług. Kiedyś do spłacenia.
Odpowiedziała z tym lekkim uśmiechem, po czym znów zerknęła na stoisko
A teraz chodź, nim ktoś zwinie nam sprzed nosa twoją upatrzoną 'zdobycz'…
Czyżby rzuciła nawet drobnym żartem? No… Słabym, ale nie zdarzało jej się właściwie wcale, więc i tak było to coś. Wilkowaty towarzysz wywarł na niej pozytywne wrażenie, a to dobrze wróżyło ich znajomości, bowiem Ar nie miała zbyt wielu dobrych znajomych…
Awatar użytkownika
Karm
Posty: 1020
Rejestracja: 28 gru 2011, 03:55
GG: 43749373
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?t=1310

12 sty 2013, 21:36

Mało brakowało, a odetchnąłby z ulgą, gdy kobieta odpowiedziała mu z uśmiechem. Nie zależało mu jakoś szczególnie na tym, by śmiała się z jego żartów, rozmawiała z nim o wszystkim, z entuzjazmem szła przez targ… Co to, to nie. On sam po prostu w pewnych krótkich chwilach za wiele wymagał. Nie znał się na ludziach ani innych rozumnych istotach, nigdy się nie uczył ich zachowań. Nie wiedział jak reagują na niektóre sytuacje. Podchodził do nich z dystansem, nieufnością, a może nawet ze szczyptą pogardy. Rzadko mówił im, co myśli. Rzadko do nich w ogóle mówił.
Będąc jednak w sytuacji, gdy na zatłoczonym targu, gdzie każdy odgłos wbija mu się w mózg i wierci w nim wielką, bolesną dziurę, spotyka nieznajomą osobę, potrafiącą bezinteresownie pomóc owłosionemu wilkołakowi… Mimowolnie zaczyna traktować ją z deka inaczej, niż kogokolwiek innego.
- Hmm… - zaczął zastanawiać się głośno, gdy szli w kierunku stoiska - Nie wiem, czy interesowałaby cię zdolność chodzenia po drzewach, znajdowania sarnich śladów, czy walki młotem… - przy ostatnim zerknął przez ramię w kierunku swego oręża, ale nie był w stanie nań spojrzeć - Bo pazurami chyba nie powalczysz. Do tego trzeba mieć prawdziwe szpony. - po sekundzie spojrzał na nią z nutą podejrzliwości - Nie posiadasz przypadkiem…
Chłopak, znany już im obojgu, prawie że wybiegł na spotkanie swym przyszłym klientom i przerwał mu tę szaloną myśl na temat kobiecych tajnik walki wręcz. No tak, znaleźć wilka w tłumie nie było rzeczą trudną…
- To drugi raz, gdy się widzimy! - powiedział nie wiadomo do którego z nich, choć Karm był pewien, że widział go przez cały ten czas - Mama mówi, że trzy raz i trzeba zaprosić na herbatę… Pijecie w lesie herbatę?
– W lesie pijemy krew swych ofiar. Szczególnie z okolic wątroby i serca. Wątroba i serce pozwalają nam przejąć siłę i mądrość pokonanego. - powiedział bez zastanowienia tonem swego mistrza, tłumaczącego uczniowi najzwyklejszą prawdę na świecie. Zastanawiało go, dlaczego ten dzieciak tak się go uczepił i nie okazuje strachu. Czy to ten wiek, w którym nic nie jest nie do rozwiązania, a byle patyk potrafi być mieczem przeciw najgroźniejszym potworom spod łóżka? Dziecięca nieświadomość, niewinność. Dałby sobie głowę uciąć, że większość dorosłych, którzy go otaczali, bałaby się do niego podejść i zacząć rozmowę, jak ten dzieciak.
[b]- Potrzebuję od twej matki tego płaszcza, który tam wisi. [b]- wskazał na stary, czerwony materiał, zanim jeszcze stanęli przed stoiskiem [b]- Tak, ten koloru krwi… [b]- po chwili odchrząknął, jakby uświadamiając sobie, że nieco przesadza z tym straszeniem. Oczywiście chłopak zrobił jedynie wielkie oczy, mówiące "naprawdę?", jakby chciał usłyszeć więcej, na co głowa Karma jedynie drgnęła z niedowierzania. Między odwagą a głupotą była bardzo cienka granica. Oby on w przyszłości nauczył się ją dostrzegać. A najlepiej, gdyby nie musiał się uczyć.
Zerknął w stronę Aredhel przepraszająco, po czym odprowadził wzrokiem biegnącego do stoiska chłopaka. Wymienił kilka słów z matką i wskazał na nich palcem. Ona gwałtownie urosła o kilka cali, przybliżyła się do przybytku i wyciągając dłoń tak, jakby chciała chłopaka do siebie przysunąć. Normalna, zdrowa reakcja matki. Nie przejął się.
[b]- Przybyłem w pokoju, nie szukam zwady. [b]- dawno tego nie mówił, a mimo to nadal pamiętał [b]- Mam pieniądze. [b]- pokazał jej cztery srebrne monety, na co ona bez namysłu zdjęła czerwono-brudny materiał, o którym zapewne syn już jej powiedział, i bez słowa wyciągnęła go w kierunku Wilka. Chwycił go powoli, wręczając jej pieniądze. Taki sposób transakcji też mu odpowiadał. Nie wiedział ile płaci i dla której strony jest to bardziej opłacalne, ale przynajmniej nie było problemów.
[b]- Niech się pani o niego nie boi, zajdzie dalej niż niejeden tutaj wokoło. [b]- rzucił, odwracając się i odchodząc, po czym zwrócił się do towarzyszki, zwijając materiał w rulon [b]- Tak też można. Strach jest lepszy od nienawiści. Przynajmniej od mojej strony… [b]- rulon włożyl za pas tak, by nie uwijał go w plecy, i rozprostował ramiona. Zostało mu kilka srebrnych i kilka brązowych monet. Większość już wydał. Pozbywał się ciężaru z nieswojej epoki. A przynajmniej takie miał wrażenie.
Awatar użytkownika
Aredhel
Posty: 20
Rejestracja: 22 gru 2012, 20:47
GG: 7670338
Karta Postaci: viewtopic.php?p=39171#39171

12 sty 2013, 21:59

Ar słuchała z uwagą wilczego towarzysza. Hm… Nie. Z resztą, doszła do wniosku, że lepiej wyjdzie na tym, jeśli będzie miał u niej dług. Coś jej podpowiadało, że może się to kiedyś przydać. Jednak nie przerywała m, tylko słuchała, kiedy zbliżali się do stoiska. Na ich drodze znów stanął tamten chłopiec. Ar przyjrzała mu się i wysłuchała konwersacji ludzkiego dziecka z wilkowatym. Była… Musiała to przyznać, ale była zabawna. Opuściła głowę lekko w dół, ukrywając uśmiech za chustą, po czym gdy dziecko pobiegło do stoiska, chrząknęła i znów przywróciła sobie naturalną powagę. Matka chłopca popatrzyła na nich i Aredhel potrafiła sobie wyobrazić co też roi się teraz w jej głowie. Cóż, w końcu oboje pochodzili z ras, które nie szczyciły się uwielbieniem. Wilkowaty jednak rozwiązał sprawę dość płynnie. Ar kiwnęła głową, nie odezwała się tym razem. Za chwile ruszyli dalej
Myślę, że chyba zostanie ci jednak dług. Ale to nic.
Powiedziała w końcu, kiedy podchodzili do stoiska z przyrządzonym jedzeniem. Ar znów zwróciła się do towarzysza
Wybierz, a ja zapłacę…
Odparła trochę pogodniej niż wcześniej. Tak, czuła się swobodniej, bo wiedziała, że są w bardzo podobnej sytuacji. Karm wybierał, a ona kiwała głową. Potem wyciągnęła rękę, by podał jej sakiewkę, odliczyła odpowiednią ilość monet i zapłaciła za wszystko, za chwile podając zakup prawowitemu właścicielowi wraz z sakiewką.
Proszę.
Powiedziała krótko, po czym się zamyśliła. Czy strach był lepszy niż nienawiść? Cóż, może… Ale to nic. Oparła rękę na biodrze, teraz się po po prostu rozglądając
To w jaką stronę teraz zmierzasz?
Zapytała z czystej ciekawości. Sama chodziła tam, gdzie ją nogi poniosły, nie miała specjalnego celu swojej podróży. A dobrze byłoby wiedzieć, gdzie znajdzie kogoś, kto nie będzie już na wstępie dla niej nieprzyjemny…
Awatar użytkownika
Karm
Posty: 1020
Rejestracja: 28 gru 2011, 03:55
GG: 43749373
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?t=1310

12 sty 2013, 23:18

Pokiwał głową na słowa o długu. Był gotów go zapłacić, jeśli tylko miałby ku temu okazję. Aredhel okazała się jedną z tych istot, które nie patrzą na rasę jak na coś, co powinno decydować o tym w jaki sposób się do danej osoby zwracać. Może to dlatego, że sama nie należała do ludzi. Od razu widać było jej odmienność, tak jak od razu w tłumie można wypatrzeć wilkołaka. Trudną sztuką jest ich nie zauważyć. Los był wyjątkowo zabawny, ale i przychylny, że pozwolił im spotkać się w takim tłumie.
Gdy podeszli do stoiska z mięsem, nawet nie spojrzał na sprzedawcę. Koniec z badaniem reakcji otoczenia. I tak wszędzie była taka sama – albo nienawiść, albo strach. Bardzo rzadko zrozumienie. Wybrał spory kawałek dorodnego mięsa, podał pieniądze kobiecie, odebrał zawinięty w papier zakup i odszedł z nią kilka kroków. Tego dnia uratowała mu życie. Mniej-więcej.
- Do lasu… - westchnął, zastanawiając się ile czasu tutaj przebywał - Do domu. Miasto nie jest moim miejscem, co to to nie. Za dużo tu… hałasu. - spojrzał na otaczających ich ludzi, na stoiska z różnymi dobrami, panujący tam chaos, te spojrzenia, szepty, krzyki gdzieniegdzie… Szybko tu nie wróci.
Zerknął na sakiewkę z monetami, które zarobił ponad rok temu. Ścisnął ją silnie w dłoni i opanował się, by nie rzucić nią w nikogo. Lepsze miejsce dla niej znajduje się w chacie. Przeleżała tam kilkanaście miesięcy, przeleży i kolejne. Ale zanim to się stanie, musi wrócić do domu, wręczyć Ari prezent i wysłuchać jej krzyków. Nie, przesadzał. Nie była taka zła. To przez niego mogło tak wyglądać, ciągle ją prowokował. Ale nic na to nie poradzi, tak już się działo. Co z tego, że zwykle wygrywała, przenosząc swoją rolę na niego? Była mistrzynią w jego grze. Musiał zmienić taktykę…
- A dokąd wybiera się kobieta, której niestraszne spotkanie z wilkołakiem w środku miasta? - spytał po chwili, przerywając myślenie o swoich sprawach. Dobrze jest czasem wiedzieć gdzie można spłacić dług…

Wróć do „Derin”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 16 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 16 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52171
Liczba tematów: 2971
Liczba użytkowników: 1044
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Haarum Kebb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.