Targ

Miasto to pięknie wygląda w bezchmurne dni, zazwyczaj jednak takowych tutaj brak. Mimo pesymistycznego krajobrazu mieszkańcy Derinie są bardzo przyjaźni i mają niesamowite poczucie humoru. Obróbka wszelkich metali, drewna i kamieni szlachetnych wydobywanych w górach Ikrem przynosi Derinie nie tylko sławę, ale i mnóstwo pieniędzy...</font></p>
Awatar użytkownika
Niniel
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

Targ

27 lis 2011, 23:33

Targ

Obrazek
Czym byłoby Derin bez swojego targu? Chociaż nie jest tak wielki jak ten w Wolenvain, to taki się wydaje. Może dlatego, że rządzi na nim prawdziwy chaos, który jest tylko z pozoru chaosem? Z pozoru, ponieważ nic tutaj kupcom nie ginie i nie ma też żadnych problemów ze strażą miejską. Mimo to wszystko wydaje się tutaj być przypadkowe, zarówno położenie straganów jak i kształty uliczek między nimi. Pomiędzy kramami oraz przechadzającymi się ludźmi przepychają się ucieszone dzieci, które zazwyczaj bawią się w chowanego dopóki zirytowani krzykami kupcy ich nie wypędzą.
Targ w Derin charakteryzuje się dużą popularnością, zwłaszcza wśród handlarzy z Wolenvain, którzy fatygują się często aż tutaj by dowieźć do swojego miasta najlepsze towary. Racja, nie można tu znaleźć wszystkiego, ale co od wszystkiego to do niczego, prawda? Na tym targu można znaleźć wszystko, co jest związane z przeróbką materiałów takich jak drewno czy metal. A dalszej części targu, tej najbliższej brzegowi jeziora Iqua, znajduje się więcej straganów rybaków.
Chociaż mimo swojej specyficzności, dzięki oferowaniu najlepszych towarów w swojej dziedzinie, miejsce to przyciąga pod koniec tygodnia wielu podróżnych i handlarzy. Dlatego też trudno w te dni w ogóle przepchnąć się między niektórymi alejkami targu. Trzeba uważać na kieszonkowców, chociaż Deeczeńczyków o lepkie ręce oskarżyć nie można…
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Roia
Posty: 105
Rejestracja: 28 mar 2013, 14:31
GG: 18983323
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42275#42275

23 lip 2013, 14:47

JMG

Spojrzała baba ta na Leonarda kończąc przeliczać swoje pieniądze. Nie wyglądała na przyjazną panienkę, a starą babę co ma jakiego męża niedorajdę, czy coś. No, może ona sama tak myślała, a tak nie było. Nie ważne. Loki brunetki zakryły na chwilę jej pulchny polik, gdy odwracała wzrok od włóczęgi. Wiedziała, że w tej fusze nie powinno być litości, ale po chwili znowu zaczęła patrzeć na niego z właśnie litością, przez chwilę niezdecydowana była, bowiem samej ciężko zarobić jej było. Widząc jednak brudnego włóczęgę o tak makabrycznej dla kobiety historii musiała zmienić swoje postępowanie. Wzięła jakąś grubszą rybę i podeszła do niego, jakby po kryjomu chcąc włożyć mu ją w rękę.

Wtedy właśnie, kruczoczarny kot wskoczył na stoisko, od którego handlarka odwróciła wzrok i zaczął ściągać małą rybę ze straganu, może to niewiele, ale zapewne rybka była przepyszna, a kot wiedział, czego szukać. Akurat kiedy babsko wręczyła rybę i odwróciła się kot zeskakiwał ze straganu gotując się do ucieczki. Leonard został potem już zignorowany, handlara z pobiegła do stoiska rzucając obelgami na kota. Zdenerwowana omiotła towar wzrokiem patrząc, czy aby więcej tych wstrętnych sierściuchów tu nie było przed chwilą.

Awatar użytkownika
Leonard
Posty: 189
Rejestracja: 24 wrz 2012, 16:18
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2214

23 lip 2013, 21:40

Ryba! Cała jedna! Odpowiedzią na problemy każdej pojedynczej jednostki… jest dobro i współczucie ogółu. To było jego rozwiązanie, to klucz i cel, dla którego warto odłożyć swój ostatni rejs.
– Dziękuję piękna pani! Sto lat młodości i radości! – rzekł uradowany, myśląc o piekącej się na rożnie zdobyczy. To właśnie sposób, na darmowe utrzymanie. Brudny, spocony i budzący politowanie, ale jednak darmowy. Gdzieś tam, w odległej otchłani pozbawionej wszelkiej cielesności. Pomiędzy narządami słuchu, rodził się. Cały mokry, wrzeszczący, głodny i ślepy. Ale jednak. Gdyby tak sięgnąć po niego głębiej. Były grajek skupił swe myśli, próbując go złapać, ale to jednak za mało. Trzymał go, lecz nie wiedział co z nim robić. Potrzebował fizycznego kontaktu. To on miał w sobie moc twórczą. Stworzyć coś z czegoś. Tylko sięgnąć głębiej…
…Zamyślony wyciągnął palec z ucha. To co z niego wygrzebał nie było tym czego oczekiwał. Sięgnął głęboko, głębiej niż zawsze, ale miód uszny pozostał miodem usznym. Zawiedziony zapomniał o czym tak intensywnie myślał podczas owego kontaktu umysłu z ciałem. Postanowił nie tracić czasu na gospody i inne przybytki, w których można spać za pieniądze. Wyśpi się w stolicy. Bo to, o czym tak intensywnie grzebał… myślał, było związane z Wielkim Miastem…

I jego brudami. Dodał wycierając maź o spodnie.

z/t
Awatar użytkownika
Vereomil
Posty: 378
Rejestracja: 13 gru 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Karczma Pod Bezgłową Damą
Discord: Vere#6712
GG: 46500292
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2524

25 paź 2013, 18:21

Bard zszedł z wozu i pożegnał się z chłopem, kiedy ten właśnie miał wjeżdżać na targ. Wyszło na to, że podróż na pojeździe nie była aż tak dobra dla jego miednicy. Nie mógł znaleźć tam żadnego miękkiego miejsca, więc jego siedzenie obijało się za każdym razem, kiedy któreś z kół natykało się na wybój. Skutki tego zaczął odczuwać w pełni dopiero, gdy postawił stopy na ziemi i nie było to zbyt przyjemne. Wręcz przeciwnie.

W czasie jazdy nie miał specjalnie co robić. Mężczyzna, który kierował się w stronę Derinu z zamiarem sprzedania plonów, nie był zbyt rozmowny, więc Vereomil skupił się na swoich rozmyślaniach. Długo zastanawiał się nad tym co powinien począć. Wcześniej już to robił i to całkiem często, lecz nijak nie mógł znaleźć odpowiedzi na tę martwiącą go zagwozdkę. Tym razem także nie wymyślił nic, co mogłoby być większym celem. Zdawał sobie sprawę, że musiał zarobić więcej pieniędzy, a także postarać się o nocleg na następną noc. Nie miał zamiaru spać na bruku. Jednakże na tym się kończyły jego plany. Żył z dnia na dzień i pomimo, że martwił się przyszłością to bynajmniej nie miał na nią pomysłu. Choćby najmniejszego. Cholernie go to drażniło.

Myślał też o Eltnen. Wspomnienia wróciły, kiedy wrzucając kilkadziesiąt zarobionych orów natknął się na jej pukiel włosów. Wyjął go, powąchał. Był w szczelnym zamknięciu, więc nadal było czuć zapach jej ciemnych włosów. Pomimo, że wiedział, że myślenie o tym nie miało sensu, bo dziewczyna od dawna była już martwa i tak naprawdę nie pozostawiła po sobie zbyt wiele prócz tego, co trzymał w dłoni i choć szczęśliwych, to bolesnych wspomnień. Bolesnych, bo nie miały szansy wydarzyć się drugi raz. Nie wspominając nawet o trzecim. Ciągle pamiętał jej wygląd, sposób zachowania, upodobania i charakter. Nie mógł się tego pozbyć ze swojej głowy, ale w końcu powinien zepchnąć to dalej. W jaki sposób? Nie miał pojęcia. Wiedział, że dłużej nie będzie mógł z tym tak żyć.

Na szczęście rozmyślania nad tym drugim nie trwały tak długo, bo właśnie wtedy jego podróż się kończyła. Było niedawno po południu, kiedy Vereomil wkraczał na teren targu. Za cel miał zdobycie większej ilości pieniędzy. Wiedział w jaki sposób mógł to zrobić. Mógł zacząć śpiewać licząc na łut szczęścia lub… sprawić, że pieniądze zaczną znikać kupcom i kupującym. Rozejrzał się za jakimś łatwym celem, któremu mógłby zrobić przysługę odciągając go od największego zła świata – majątka. Najpewniej najłatwiejszymi celami byłyby plotkujące baby, które nie widziały dalej niż czubek własnego nosa lub bogatsi mieszczanie, dla których strata kilku złotych monet byłaby stratą niemałą, a może nawet niedostrzegalną, co z pewnością byłoby mu na rękę.

By nie sprawiać większych podejrzeń stanął z boku. Zdawał sobie sprawę, że jeśli ludzie musieliby go omijać, musiałby zwrócić na siebie uwagę, więc przekuśtykał na bok. Obserwując sytuację na targu powoli układał sobie plan. Szukał łatwych celów, strażników, uważnych obserwatorów, którzy mogliby sprawić problemy, gdyby zauważyli co wyprawia elf. Starał się, by akcja, którą przygotowywał, była idealna i by nie napotkał niepotrzebnych problemów, których ostatnimi czasy było zbyt wiele, choć i tak dużym sukcesem było przeżycie tego, co się działo w Minaloit.

Pogłaskał jastrzębia po głowie. Dla niego też miał zadanie. Uśmiechnął się patrząc na ptaka. Z pewnością był już głodny po porannym polowaniu, więc aktualny stan rzecz był sposobny do tego, by się posilić. Ale wszystko w swoim czasie, choć ten najprawdopodobniej niebawem nadejdzie.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 927
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

25 paź 2013, 19:26

MG

Targ w Derin wyglądał jak na to miasto przystało. Zapełniony ludźmi, gwarem, ruchem. Nietrudno było tutaj o kogoś nieostrożnego, trudniej natomiast było go wypatrzeć. Vereomil przystanął na uboczu, wpatrując się w tłum. Ruch, jaki panował na rynku był więc szokujący. Elf nie przypominał sobie, aby kiedykolwiek widział równie ruchliwe miejsce, a przecież wielkimi krokami nadchodziły zimowe mrozy, dając już o sobie wyraźnie znać.

Wmieszał się w tłum, koło swoich nóg usłyszał paniczne gdakanie, gdy niewielka grupka kur rozpierzchła się przerażona widokiem sokoła. Enel w napięciu rozglądał się wokół, błyskając pełnym pożądania okiem, jednak pośród lasu ludzkich nóg nie był w stanie upatrzyć sobie żadnego z nielotów.

Elf jeszcze przez chwilę wędrował przed siebie, podpierając się laską, która non stop była trącana przez nieuważnych przechodniów. Miednica pulsowała tępym bólem, jednak powoli się do niego przyzwyczajał. Świadomość, że zapewne będzie musiał żyć z tym uczuciem przez resztę swego istnienia pozwalała mu obojętnieć na nie coraz bardziej.

Idąc dostrzegał różnego rodzaju okazje na drobne kradzieże. Tutaj mógłby podwinąć jabłko, tam zapewne nikt nie zauważyłby zniknięcia jednej z niewielkich ryb, w innym znowu miejscu mógłby nawet pokusić się o podebranie całkiem przyjemnie wyglądającej zielonej chusty. Nie mógł jednak dostrzec okazji na zdobycie tego, na czym zależało mu najbardziej – pieniędzy. A tak było przynajmniej przez pierwsze kilka minut. W końcu zauważył coś, co wzbudziło jego nadzieje. Przy jednym ze stoisk stał gruby mężczyzna, ubrany był w prosty wełniany strój. Nie strój jednak przykuł uwagę Vereomila, a umiejscowienie sakiewki. Zwisała sobie ona bezczelnie z tyłu pasa, tuż nad prawym pośladkiem właściciela i dyndała zachęcająco. Nie pękała co prawda w szwach, ale bądźmy szczerzy – gdyby elf spędził tutaj najbliższych kilka lat mógłby nie mieć okazji zobaczyć wypchanej do granic możliwości sakiewki, największy nawet głupiec nie przyszedłby z taką na targ, prawda?

Upatrzony przez albinosa mieszczanin targował się zawzięcie o jakąś skórę, którą najwyraźniej z sobie tylko znanych powodów postanowił kupić. Było to dla Vereomila o tyle niewygodne, że pomiędzy kolorowym, wrzaskliwym tłumem, a kramem było jakieś półtora metra odległości. Półtora metra pustej przestrzeni, w której znajdował się mężczyzna i która nie pozwalała albinosowi pozostać jedynie ręką w tłumie.

Awatar użytkownika
Vereomil
Posty: 378
Rejestracja: 13 gru 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Karczma Pod Bezgłową Damą
Discord: Vere#6712
GG: 46500292
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2524

25 paź 2013, 19:57

Szukanie łatwej zdobyczy chwilę zajęło bardowi, lecz w końcu dostrzegł jegomościa, który zacięcie wykłócał się o pewną skórę. Nie obchodziło go to, dlaczego to robił. Czym zasłużyła sobie skóra, by być właśnie tą, która miała zostać zakupiona przez tego mężczyzna? Nie wiedział tego, lecz jak już wspomniano – nie interesowało to elfa. Więcej uwagi poświęcił sakiewce, która wesoło dyndała przy jego pasie. Vereomilowi na ten widok zaświeciły się oczy, a na ustach pojawił się tajemniczy uśmiech. Rozejrzał się po otoczeniu zdobyczy, którą zamierzał obrabować. Największą trudność przysparzała przepaść między kupującym, a tłumem ludzi, lecz i z tym minstrel miał sobie poradzić.

Jeszcze przez chwilę przypominał sobie fach, z którego żył, kiedy przybywał do Wolenvain. Rozprostowywał palce, by po chwili znów je złożyć w pięść. Wzrokiem wodził za skaczącą w takt gestykulującego i podskakującego z poddenerwowania mężczyzny sakiewką. W końcu stwierdził, że czas działać. Wszak każda chwila była odpowiednia.

Spojrzał na Enela z tym samym tajemniczym uśmiechem. Przed oczy ptaka wystawił wskazujący palec, a następnie skierował go w stronę straganu, na którym znajdowały się ryby. Miał nadzieję, że jastrząb zwróci na siebie uwagę, co sprawi, że zauważenie kradzieży będzie jeszcze trudniejsze.

W momencie, kiedy jastrząb zerwał się z ramienia elfa, ten ruszył w stronę swojej ofiary. Starał się szybko przebierać nogami. W momencie, kiedy przechodził obok mężczyzny, spróbował zabrać mu sakiewkę. W razie, kiedy zauważyłby, że odebranie woreczka nie będzie z pewnych powodów zbyt łatwe i będzie wymagało odrobinę więcej czasu, spróbuje szturchnąć ramieniem kupującego, jednocześnie zabierając swoją należność. Następnie idąc dalej powie tylko "Przepraszam.", a jeśli ten nie zauważy także szturchnięcia, nie powie nic, tylko zacznie jeszcze szybciej przebierać nogami, by jak najszybciej zniknąć z pola widzenia targowej społeczności.

Moment, w którym odebrał sakiewkę był momentem najtrudniejszym, bo nie zależał w pełni od niego. Zdenerwowany Vereomil szedł jak najszybciej mógł z nadzieją, że mężczyzna nie dostrzeże zniknięcia swojej własności, zanim elf nie zajdzie na tyle daleko, by czuć się bezpiecznym. Kiedy by to było? W chwili, gdy schowałby się w uliczce, która nie sąsiadowałaby z targiem. Kolejnym czynnikiem był powrót Enela. Ptak przeważnie po takich akcjach jeszcze szybował wysoko, by dopiero po chwili wrócić na ramię swojego pana, lecz już dawno tego nie robili i jastrząb mógł zapomnieć właściwy przebieg, czego młodzieniec panicznie się bał. Właśnie dlatego starał poruszać się jak najszybciej.

Szybciej, szybciej. – powtarzał z nadzieją w myślach – Niech wszystko pójdzie zgodnie z planem.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 927
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

25 paź 2013, 20:37

MG

Plan Vereomila był prosty, jednak był też ryzykowny. Nie przejmując się tym albinos wskazał Enelowi pobliski stragan. Ptaszysko poderwało się z jego ramienia rzucając na ryby. Elf tymczasem szybkim krokiem ruszył w stronę nieznajomego. Ludzie poczęli rozglądać się w poszukiwaniu źródła z którego nadchodził harmider. Handlarka głośno krzyczała wymachując drewnianym wiadrem i próbując odgonić sokoła od ryb. Ten natomiast uparcie chciał dobrać się do jednej z ryb. Elf czuł na sobie kilka spojrzeń, należały do osób które przyuważyły jego gest, lub też wiedziały gdzie sokół przebywał wcześniej. Zignorował je jednak, przyśpieszył kroku i wpadł na mieszczanina, który właśnie odwracał się w stronę straganu. Popędzając się wciąż w myślach wpadł na niego z dużo większym impetem niż zakładał na początku. Zachwiał się, gdy laską przypadkiem uderzył o jego stopę i stracił podporę. Wsparł się nieco panicznie o stragan, drugą ręka natomiast sięgając do pasa mężczyzny. Zdołał uchwycić sznurek sakiewki i pociągnąć go lekko w celu odwiązania od troku.

Jednak mężczyzna nie miał najwidoczniej zamiaru ignorować tego, że ktoś tak ordynarnie wlazł na jego osobę. Odwrócił się w stronę Vereomila, wykrzykując coś na temat tego, żeby uważał jak łazi i wyzywając go oczywiście od kalek. Tym samym, sakiewka znalazła się poza zasięgiem elfich rąk. Mieszczanin przestał pastwić się nad albinosem, gdy tłum mruknął z aprobatą, odwrócił się w tamtą stronę próbując zobaczyć co też się dzieje. Nie należał do osób szczególnie wysokich, w efekcie nie mógł dopatrzeć się wydarzeń. Wydarzenia natomiast były proste, pomruk tłumu był spowodowany gromkim huknięciem drewnianego wiadra o łeb sokoła. Ptak cudem uciekł przed kolejnym ciosem i zamroczony uderzył kilkakrotnie skrzydłami próbując wznieść się w powietrze. Ostatecznie zrobił to, jednak z pewnym trudem i zmuszony był po drodze dziobnąć kilkukrotnie próbujące uchwycić go ręce.

Elf wykorzystał chwilę nieuwagi swojej ofiary i zabrać sakiewkę, która już i tak chciała opaść niczym dojrzałe jabłko. Vereomil zaczął wpychać się między tłum forsując swoją drogę laską i próbując jak najszybciej wydostać się z okolicy. Trzeba przyznać, że sprawiało mu to pewne trudności. Zaciekawieni jeszcze niedawnymi wydarzeniami ludzie niechętnie ustępowali miejsca pchającemu się elfowi. Po drodze kilkukrotnie się potknął, ratując jedynie resztkami swojej niegdysiejszej zwinności.

Mieszczanin natomiast wrócił do straganu i sięgnął po swoją sakiewkę… której nie znalazł. Słowa utknęły mu w gardle, a on odwrócił się błyskawicznie i przeczesując wzrokiem tłum. Nietrudno zgadnąć kogo, słusznie zresztą, podejrzewał. Stosunkowo wysoki elf, w dodatku o białych, wyróżniających się włosach był w miarę prosty do wypatrzenia. Mężczyzna ruszył w jego stronę rozpychając się wśród gawiedzi i pozostawiając handlarza skór ze zdziwieniem na twarzy. Najwidoczniej urażona duma nie pozwoliła mu głośno krzyknąć, że elf jest złodziejem. Gdy wmieszał się w tłum i próbował przepchnąć pomiędzy ludźmi stracił Vereomila z oczu. Mimo starań nie był w stanie dostrzec białych włosów przebywając w tłumie częstokroć wyższych od niego ludzi. Wypuścił powietrze z irytacją, po czym zaczął dalej przedzierać się poprzez targ, tym razem szukając już nie elfa, a straży miejskiej.

Ciekaw swojej zdobyczy albinos zajrzał do sakiewki. Dostrzegł tam sporo miedzianych monet, a także kilka srebrnych. Wyglądało na to, że miał szczęście, przynajmniej do tej pory.

Awatar użytkownika
Vereomil
Posty: 378
Rejestracja: 13 gru 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Karczma Pod Bezgłową Damą
Discord: Vere#6712
GG: 46500292
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2524

27 paź 2013, 14:39

Vereomil z pewnością wyróżniał się. Wysoka postura, biel włosów i elfie rysy. Wszystko to działało na niekorzyść złodziejaszka, który wolałby pozostać niezauważonym. Na szczęście jego ofiara była zbyt niska, by po wtargnięciu w tłum dostrzec wystającą głowę barda. Sprzyjało to ucieczce, którą zresztą młodzieniec zastosował. Szczęśliwy elf w momencie, kiedy poczuł się już bezpieczny, zajrzał do sakiewki. Łup był zadowalający, więc uśmiech odważył pojawić się na twarzy kieszonkowca. Zresztą niedość, że zdobył pieniądze, to w prezencie dostał także całkiem porządną sakiewkę. Było z czego się cieszyć. Vereomil po chwili schował łup do sakwy, a jego mina momentalnie zrzedła.

Musiał ponownie postawić sobie pytanie: co teraz? co powinien począć? Nie mógł pozostać na długo w Derinie. Akcja nie zaszła na tyle pomyślnie, by okradziony nie zorientował się, kto zabrał jego sakiewkę. Było to pewne i było trzeba to brać pod uwagę. Zapewne od razu ruszył w stronę straży miejskiej, więc za chwilę powinny rozpocząć się poszukiwania białowłosego, wysokiego elfa. Zdecydowanie mu się to nie podobało. Nie miał zamiaru zostać złapanym za kilka monet. Bez przesady. Wywrócił oczami mając przed nimi wizję swojej osoby złapanej przez strażników, którzy wrzuciliby go do lochu. Niedoczekanie. Nie zgadzał się na to i w zupełności nie myślał o więzieniu jako dogodnym miejscu do przebywania czy nocowania. Zimno, smród, wilgoć. Wszystko to źle wpłynęłoby na samopoczucie i zdrowie, o które aktualnie Vereomil musiał się nadzwyczaj martwić.

W pewnej chwili nadleciał Enel, który był jeszcze lekko zamroczony. Stracił wprawę, ot co. Vereomil pogłaskał go po głowie z smutnym uśmiechem na ustach. Musiał ruszać dalej. Znowu. Zdawał sobie sprawę, że musiał się wynieść z Derinu jak najszybciej. Mógłby też się chować w ciemnych uliczkach, lecz nie znał tego miasta na tyle dobrze, by robić to skutecznie. Jedyną opcją była dalsza podróż. Tylko gdzie mógłby się skierować? Wschód? Nie wiedział co się tam znajduje. Słyszał tylko pogłoski, ale nie miał nawet pojęcia czy były pewne. Wszystko wskazywało na to, że nie było to dobrą opcją. W żadnym wypadku. Pozostawała północ biorąc pod uwagę to, że nie zamierzał się cofać. Wolenvain… Może ludzie już o nim tam zapomnieli. Nie pozostawił tam zbyt dobrego wizerunku swojej osoby, wręcz przeciwnie. Bał się spotkania z twarzami, które chociaż kojarzył z widzenia, a które kojarzyły go kiedyś bardzo dobrze.

Jednakże w pewnym sensie ciągnęło go tam. Dawno nie odwiedzał swojego mistrza, przyjaciół. Zbiorowej mogiły, do której wrzucone zostały szczątki Eltnen. Powinien ją odwiedzić. To było pewne. Posmutniał na wspomnienie wszystkich zdarzeń, które przytrafiły mu się w tym mieście. W pewnym sensie był z nim bardzo związany, ale wydawało mu się, że Wolenvain go odrzuca. Jakby nie chciało, by wchodził w jego bramy… Chęć jednak wybrała z obawami. Już po chwili ruszył dalej w stronę północnych bram miasta. Chciał się z niego wydostać i ruszyć iquańskim traktem.

z/t
Awatar użytkownika
Drasim
Posty: 522
Rejestracja: 08 gru 2013, 12:55
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2815

30 mar 2014, 18:55

Podróż minęła całkiem spokojnie i dosyć szybko. Tak jak się Drasim spodziewał, do miasta nie było daleko. Przed wejściem założył z powrotem kaptur na głowę, tak na wszelki wypadek. Już kiedyś był w Derinie, więc poruszanie się po mieście nie stanowiło dla niego większego problemu, chociaż od jego wizyty minęło sporo czasu. Swe kroki skierował do stajni by jego towarzyszka miała gdzie zostawić swojego konia. Miał nadzieję, że znajdzie się tam wolny boks dla Pimpusia. Szczerze mówiąc to właściwie nie wiedział jak obchodzić się z końmi w miastach, jakoś nigdy go to nie interesowało bo sam nie posiadał żadnego zwierzaka nigdy. W następnej kolejności zielonooki miał zamiar zabrać Kerię na targ, gdyż wspominała coś o uzupełnieniu zapasów. O ile dobrze pamiętał bo pamięć czasem zawodziła czarnowłosego mężczyznę jeśli chodziło o takie rzeczy. On sam miał zamiar kupić jakieś zapasy i napełnić swoje manierki. Nie wiadomo co teraz będą robić. Była co prawda mowa o wymianie wiedzy, ale dobrze by było w międzyczasie podłapać jakąś pracę. Akurat może się coś napatoczy, nigdy nie wiadomo.

Drasim szedł powoli, rozglądając się na boki. Jak zwykle było całkiem tłoczno, więc czasem byli zmuszeni do przeciskania się przez tłum. Jego kij się do tego przydawał bo w sumie już dawno innego pożytku z niego nie zrobił.

- Masz zamiar nocować w gospodzie czy poza miastem? – Rzucił pytanie przez ramię do Kerii. Zwracał uwagę na swoją towarzyszkę by zatrzymać się, gdyby ją coś zainteresowało. Miał też baczenie na siebie i swój dobytek, gdyż złodzieje wszędzie się trafiali. Ostrożności nigdy za wiele. Spokojnie szedł dalej, oglądając poszczególne stragany. Póki co nie trafił na żaden, który by go zainteresował.

Awatar użytkownika
Keria
Posty: 14
Rejestracja: 01 mar 2014, 00:19
Karta Postaci: viewtopic.php?p=47092#47092

30 mar 2014, 20:04

Od momentu, w którym wkroczyli na teren Derinu, dziewczyna musiała całkowicie zaufać Drasimowi. Miała nadzieję, że wiedział, co robił i gdzie ich prowadził, bo ona nie miała najmniejszego nawet pojęcia. Przepychali się przez tłum, dość duży jak na gust Kerii, by dotrzeć do stajni. Nie lubiła rozstawać się ze swoim koniem, często był to powód, dla którego spała poza miastem, zamiast w gospodzie czy podobnym miejscu, jednak rozumiała, że teraz akurat musiała. Nie mogła przecież wszędzie wchodzić z Pimpusiem. Kiedy dotarli do stajni, wprowadziła swojego zwierzaka do boksu i przełożyła kilka najpotrzebniejszych mikstur z juków do torby, którą zdjęła z ramienia i położyła na ziemi na chwilę. Ubrała na siebie pelerynę i spięła ją broszą pod szyją. Chwilę zastanawiała się, co zrobić z łukiem i kołczanem. Był zdecydowanie zbyt drogi, żeby zostawić go bez opieki, ale z drugiej strony nie mogła wziąć wszystkiego, co było dla niej ważne, ze sobą. W końcu postanowiła zabrać broń ze sobą, przewiesiła sobie kołczan i łuk, na który musiała naciągnąć cięciwę, przez ramię i zawołała stajennego, który kręcił się nieopodal.

- Nic nie może się stać mojemu Pimpusiowi – powiedziała cicho, wyłuskawszy szylinga z torby. Wcisnęła monetę chłopakowi do ręki, po czym odwróciła się do Drasima.

- Możemy iść –głośno rzekła i pozwoliła się poprowadzić dalej ulicami, których nie znała i nie miała najmniejszej szansy zapamiętać. Chłonęła widoki wokół siebie chętnie, z ciekawością obserwowała ludzi i inne stworzenia wokół siebie, przyglądała się wszystkiemu, co działo się na ich trasie. Ściskała jednocześnie cięciwę łuku przewieszonego przez ramię w ręku i trzymała rękę na torbie, mając wrażenie, że nie wygląda aż tak ciekawie, by ktoś się nią zainteresował.

- Pierwszą noc pewnie spędzę w mieście – odpowiedziała Drasimowi. - Jednak później chyba przeniosę się poza Derin, wolę spać pod gwiazdami niż na wygodnym łóżku. – Przyzwyczaiła się do otwartych przestrzeni i miewała problemy z zaśnięciem, jeśli po otworzeniu oczu w środku nocy nie widziała ciemnogranatowego nieba nad sobą. Już od dawna nie bała się złodziei i rozbójników, opracowała swoje metody, by nie mogli się do niej dostać i jej skrzywdzić. Oczywiście, wymagało to pewnej pracy i szukania odpowiednich roślin, ale efekt końcowy był wspaniały, przynajmniej w opinii samej dziewczyny.

- Też potrzebujesz czegoś na targu czy z wyłącznie mojego powodu przepychamy się przez tłum? – zapytała się pół żartem, pół serio. On nie powiedział, czego szukał w Derinie, nie mogła więc dokładnie wiedzieć, co chciał robić i w jakiej kolejności.

Awatar użytkownika
Drasim
Posty: 522
Rejestracja: 08 gru 2013, 12:55
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2815

30 mar 2014, 20:49

Drasim z ciekawością obserwował dziewczynę, gdy ta przeglądała swój bagaż i zabierała najbardziej wartościowe rzeczy. W końcu też wyciągnęła łuk i założyła na niego cięciwę. Według zielonookiego taka broń do niej pasowała. Jedyne fizyczne narzędzie zniszczenia jakie on posiadał był jego już trochę wysłużony kij. W sumie to częściej mu służył jednak do podpierania się i przepychania przez tłum niż do walki. Uzdrowiciel pokiwał głową ze zrozumieniem, gdy Keria mu odpowiedziała. Rozumiał ją, a przynajmniej tak mu się zdawało. Sądził też, że jego matka rozumiałaby ją jeszcze lepiej. Mimo wszystko spanie pod gołym niebem było dosyć ryzykowne, zwłaszcza dla samotnej podróżniczki. Być może jednak miała jakieś sposoby by zabezpieczyć się przed napaścią skoro niejednokrotnie tak robiła.

- Myślałem o zakupieniu jakiegoś prowiantu, gdyby znów zebrało mi się na wędrówki. Poza tym nie przepadam zbytnio za miastami. – Odpowiedział jasnowłosej Drasim i ruszył do upatrzonego straganu, gdzie kazał sobie zapakować trochę suchego jedzenia, po czym zapłacił za wszystko i włożył do torby. I to by było na tyle. Nie chciał wydawać tutaj więcej pieniędzy.

- Chciałem też poszukać jakiejś pracy, ale nie wiem co mógłbym tutaj robić. W sumie to możemy rozbić jakiś obóz pod miastem jeśli chcesz i tam mógłbym cię nauczyć tego co obiecałem. – Rzekł do dziewczyny czarnowłosy i trochę się zadumał. Nie przemyślał zbyt dokładnie swojej wypowiedzi i nie wiedział czy nie popełnił jakiejś gafy. Cóż, gdyby został źle zrozumiany to zawsze będzie mógł wszystko wyjaśnić. Przepuścił Kerię przodem by teraz ta poszukała czego pragnie. Tłum mu zaczynał trochę działać na nerwy i podejrzewał, że jej też, więc miał nadzieję, że szybko upora się ona ze swoimi zakupami. Miał mieszane uczucia co do tego miasta, dużo czasu spędził tutaj w przytułku, inne "atrakcje" go zbytnio nie interesowały. Mimo wszystko jednak miał tutaj całkiem niezłe rozeznanie. Jeśli jego towarzyszka będzie chciała spędzić noc w Derinie to znał jedno miejsce i wiedział jak tam trafić.

Wróć do „Derin”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 10 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 9 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot]
Liczba postów: 52248
Liczba tematów: 2978
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.