Zbocza gór

Miasto to pięknie wygląda w bezchmurne dni, zazwyczaj jednak takowych tutaj brak. Mimo pesymistycznego krajobrazu mieszkańcy Derinie są bardzo przyjaźni i mają niesamowite poczucie humoru. Obróbka wszelkich metali, drewna i kamieni szlachetnych wydobywanych w górach Ikrem przynosi Derinie nie tylko sławę, ale i mnóstwo pieniędzy...</font></p>
Awatar użytkownika
Niniel
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

Zbocza gór

28 lis 2011, 00:13

Zbocza gór

Obrazek
Kiedy Derinczycy chcą odetchnąć od ciągłej, lekko mrocznej atmosfery swojego miasta, kierują się właśnie w stronę tych zbocz. Cechują się bowiem tym, że słońce ich nie przeklęło i czasem do nich zagląda. Zielona trawa zachwyca kolorem i zapachem a sielankowa atmosfera przydusza wszelkie troski w sercach ludzi.
Zbocza ciągną się w stronę gór i są coraz to bardziej strome. Pokrywają je głównie łąki, na których niczym rodzynki co jakiś czas pojawiają się jakieś drzewa. Prawdziwy las zaczyna się niemal na szczycie drugiego we wzgórz i jest to last gęsty i trudny do przejścia. Szybko też wzgórza te przemieniają się w skaliste góry otaczające swoimi bezpiecznymi ramionami okryte sławą miasto Minaloit.
Nie trudno więc sobie wyobrazić, że zbocza te, tak uwielbiane przez mieszkańców Derin, nie zajmują wielkiej powierzchni. Nikomu to jednak nie szkodzi. Ponieważ mieszkańcy tego miasta praktycznie w ogóle nie skupiają się na hodowli czy uprawie, wszystkie tereny w okół mogą być poświęcone rekreacji i chociaż nie jest ich wiele, to w zupełności wystarczają.
Widok na zbocza ma każdy posiadacz domu na skraju miasta, ponieważ Derin nie posiada murów ochronnych.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

09 gru 2012, 21:06

MG

Kiljam w ciele Infi prowadził dość specyficzną bandę początkowo przez jakieś ścieżki i odnogi prowadzące z traktu bardziej w kierunku Derin. Schodzili z głównego szlaku, zapuszczali się to w coraz bardziej strome, lesiste i górzyste tereny. Kiljam pogwizdywał sobie pod nosem utrzymując żwawe tępo. Spoglądał za siebie, tak by lustrować jak tam wiedzie się tragarzowi, czyli Dahhartowi. Mimo wszystko kobieta do najdrobniejszych nie należała i takie obciążenie przez cały dzień bywało nieco kłopotliwe. Kiljam by się zaoferował może, chociażby z nudów, lecz ciało które wypożyczał prawdopodobnie by nie podołało. Bo co z tego że był facetem wewnątrz, skoro na zewnątrz prezentował wdzięki nader kobiece?
W każdym bądź razie podróż im mijała. Zajęła im dwa dni. Jedną noc spędzili pod gołym niebem. Była to okazja do odsapnięcia. Ciało Margaret zaś do cna oddało ciepłotę i stało się nader sztywne. O świcie wyruszyli w dalszą pieszą wspinaczkę. Tereny stawały się coraz bardziej strome i zdradliwe. Dahhart, który kilkakrotnie zachwiał się mając balast na plecach na pewno był tego świadomy najbardziej. Jednak mimo trudów, pod wieczór wszyscy doszli na szczyt stromej góry, na którym znajdowała się licha drewniana chatka przeciwstawiająca się śnieżnym zawijam i mrozowi których doznawał Dahhart i Kiljam.
-To tam…choć młody. – Powiedział kradziej ciała i począł przedzierać się przez śnieg pocierając zmarznięte ramiona, przez zwilgotniałe płótno ubioru. Kiedy znalazł się przy drzwiach zza których biło światło lampy. Otworzył, wszedł, w nieznacznie cieplejszym przedsionku strzepał z siebie śnieg i zrobił miejsce dla Dahharta, który musiał się schylić jeśli nie chciał zarobić guza. Było ciasno. Wszędzie unosił się zapach ostrych kadzideł, a do ścian były przytroczone rozmaite ptasie pióra…na zmianę z suszonymi wiązankami ptasich łapek.
-Kogo tam co niesie?! – Odezwał się skrzekliwy, starczy kobiecy głos, a zaraz potem jego niemal łysa, przygarbiona, sięgająca Infii do łokci właścicielka ukazała się w przedsionku wychylając się zza drzwi głównego pokoju. Mętnymi oczami, całkowicie białymi patrzyła to na ciało Infii to na Dahharta, to na Margaret, to na…duchy. Zagryzła w zębach fajkę.
-Ostrą libację się miało, co? Wy młodzi zawsze to samo. Nawalicie się tak, że na czworaka ustać nie możecie, a potem zabieracie się za magię, a potem płacz i napraw, ożyw, popraw…! – Wyskoczyła ze swoim wywodem, jednak Kiljam nie pozwolił jej się rozwinąć.
-Pigwowa babo, przestań rzęzić, czas leci. – Powiedziało ciało Infii męskim głosem. Baba zaś w tym momencie rozdziawiła wysuszone usta tak, że fajka byłaby jej wypadła.
-Grubo się zabawiasz Kiljamie, zresztą, jak zawsze. – Wyszczerzyła się odsłaniając rzędy ostrych kiełkowatych ząbków.
-Naturalnie. Ostatnio to takie moje hobby, jednak konkrety…Garet trochę mi życia uprzykrzył i nie tyko mi. Tą rudą trzeba posklejać. I…-Zamyślił się na chwilę, jednak po chwili wrócił na ziemię – I to by było na tyle.
-Tylko tyle?
-Yhym…
-Co Ci się w tej łepetynie popierdoliło? Starość Ci rzyć zmiękcza, czy co?
-Może…– Zmierzył babę spojrzeniem konkretnym, ta rozłożyła ręce.
-Kurwa mać, wszystkim się w głowach przewraca…Ty, wielkoludzie kładź tą sztywną na tamtej ławie. Wąska jest, acz zad jej winien się zmieścić. Zaraz wracam, muszę pójść po…atrybuty. – Rzekła i po chwili wyszła z pokoju, a potem z chaty. Wyglądało na to, że sprawa Margaret miała się rozwiązać, lecz co z Infią? Kiedy tylko Dahhart rozkładał Magaret na zakurzonej, wąskiej ławie stojącej przy regałach…Kiljam klasną, zatarł swe ręce i zaczął na wprędce wywalać książki z półki, zaglądać w szuflady…ogólnie organizował chaos ewidentnie czegoś poszukując…
-Nie przeszkadzaj sobie…– Napomknął jeszcze mimochodem, tak by Dahhard nie czynił sobie z tytułu jego zachowania czegoś dziwnego.
Awatar użytkownika
Margaret
Posty: 54
Rejestracja: 20 maja 2012, 22:13
Karta Postaci: viewtopic.php?p=29393#29393

10 gru 2012, 18:53

Długa podróż nie była zbyt zachęcająca, nawet dla istoty niematerialnej której niestraszne długie godziny spędzone na przemierzaniu kilometrów. Nie odzywała się ani słowem do Infii, może czasem wysyczała przez zęby jakiś uszczypliwy komentarz, nic jednak więcej. Nikt kto nazwał ją starą nie zasłużył na choćby minutę rozmowy z nią! W jej trującym jadem językiem tkwiło ziarnko prawdy, mimo że wyglądała dobrze to organy były coraz mniej wydajne, kości łamliwe, a mięśnie słabsze…
Musiał być sposób by pokonać kostuchę, która pukała do jej drzwi, musiał i czuła, że odnajdzie go w Minaolit, mieścinie alchemii. Była ciekawa jak wyglądał mistrz Dahharda, jego tytuł sugerował wiek podobny do jego własnej, skoro wziął już ucznia to musi być doświadczony, a może i przystojny? Heh, musi skupić się na zadaniu, a nie rozmyślać nad aranżacją ślubu politycznego, ile by z tego było dla niej korzyści!
Podczas wędrówki bawiła się swoją duchową powłoczką. Dziurawiła się, przechodziła przez drzewa, a nawet próbowała zmieniać kształt. Gdyby mogła to kontrolować, to posiadała by idealne moce do delikatnych zadań. Zastanawiała się czy demoni pomiot, który opętał dziewczynę nie prowadzi ich w pułapkę. Kto mógł wiedzieć co się kryje w jego pomylonej głowie.
Powoli wdarła się do jej nieżycia samotność, dwa dni gdy widziały Cię osoby których nie cierpiałeś. Dwa cholerne dni ciszy i nerwowego liczenia czasu, dwa dni oglądania jak własne ciało oddaje resztki ciepła. Pożałowała, że ruszyła swoje dupsko ze stolicy.
Parę razy spadła z klifu, od tak dla testów, można powiedzieć że duchowe nudności są iście realne. Nie można było liczyć jej jęków lęku gdy Dahhard się zachwiał, modliła się do… nauki, by ta nie pozwoliła grawitacji zadziałać.
Wreszcie dotarli, chatka wyglądała… oryginalnie i swojsko. Margaret nie wiedziała czy cieszyć się z końca podróży, czy płakać. Wsunęła się w drzwi niepewnie. Wnętrze nią wstrząsnęło ale próbowała nie okazać tej iskry lęku jaka się w niej obudziła. Gwałtownie odwróciła się słysząc głos kobiety, za dużo nowych wrażeń, oj za dużo a ten babsztyl był brzydszy od Charma.
Zacisnęła dłonie za plecami, jak grzeczna uczennica akademii w Derin,coś nieprawdopodobnie niespotykana u jej osoby. Podeszła bliżej do swojej cielesnej powłoki. Nie wiedział, położyć się miała, usiąść, lewitować? Cholera wie, tymczasem jak przygłup stała sztywno. Dopiero Kilian, który wprowadził jeszcze większy chaos do chatki ocucił ją. Dłońmi przeczesała dłonie i umieściła je delikatnie na prawym ramieniu,
- Cholero, przestań, jeszcze nam domowniczkę obrazisz! Trochę szacunku, dla… kobiet!…-dodała później szeptem- a mam się rozumieć, że się znacie, kto to jest?– spytała lękliwie, jakby gospodyni mogła ją usłyszeć, w jej głosie usłyszeć było można tętniące energią zainteresowanie,
Awatar użytkownika
Dahhard
Posty: 633
Rejestracja: 11 lis 2011, 12:15
Lokalizacja postaci: Kanały
GG: 25113951
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1010

10 gru 2012, 20:43

Musiałem edytować, bo się bbcode zrypało

Ruszyli. Szli w miarę szybko, nie zwalniali. Początkowo Dahhardowi się to podobało, jednaka po upływie kilku godzin, po przemierzeniu sporej odległości każdy kolejny krok stawiany przez młodego chłopaka powoli zaczynał denerwować, a w skrajnych przypadkach sprawiał ból. Robota tragarza nie była lekka, oj nie była. Mógł pomyśleć o tym wcześniej zanim zadeklarował się nieść Margaret, a tak teraz musi się męczyć. Mógłby pewnie poprosi ć o pomoc Kiljama, ale nie chciał tego robić. Nie chciał pomocy od faceta w ciele kobiety. - Daleko jeszcze? – Zadał bądź co, bądź głupie pytanie ot tak, bo chciał. Z Margaret nie mógł się porozumiewać, gdyż jej nie widział i nie był pewien czy ta go słyszy.
Pierwszy raz spotykał się z taką sytuacją. Dahhard zauważył, że coraz bardziej schodzili z głównego szlaku, lecz w tej sytuacji nie protestował. Wiedział, że muszą to zrobić, aby dotrzeć w góry. Chłopak nie znał tych terenów zbyt dobrze, nigdy tutaj nie był. Znał je jedynie z opowiadań i książek, które czytał kiedyś, za małego gówniarza. Wiedział, że pani doktor była z Derin, czy też tylko tam mieszkała… W sumie sam nie był pewien. Chciał kiedyś odwiedzić to miasto, niemniej teraz nie było na takie eskapady czasu. Postanowił, jednak że na pewno kiedyś zawita do Derin, tylko jeszcze nie wiedział kiedy. Za rok może dwa, czasami i trzy to za szybko. Zobaczymy.
W końcu! Odpoczynek! Zaczynało się ściemniać. Słońce cały coraz bardziej kryło się za ciemnymi chmurami, by po chwili zniknąć całkowicie, pozostała tylko głucha ciemność i gwiazdy na niebie, z którego to wiatr przegonił chmury tak burzące ten piękny widok. Dahhard, jednak nie podziwiał tego zbyt długo, gdy tylko położył się na ziemi i zamknął oczy zasnął niczym niemowlak.
Obudził się dopiero następnego dnia, gdy krople zimnej rosy zsuwały się z pobliskich liści i kapały mu prosto na nos. - Ruszajmy. – Zakomunikował. Był jako tako wypoczęty, aczkolwiek czół lekki ból w plechach, które nader trudno było mu wyprostować. Oj Margaret, Margaret. Chyba będziesz musiała przejść na dietę jak tylko odzyskasz ciało, bo inaczej… a z resztą. – Urwał myśli, chwycił kobietę i zawiesił na plecy jak poprzednim razem. Teraz mogli iść dalej. Mimo iż chłopak starał się nieść jej ciało w miarę ostrożnie to wiadomym było, że może pojawić się kilka siniaków na i tak już sinym i dość sztywnym ciałku. - Cholerne gór… – Zaklął sobie cicho pod nosem, gdy tylko droga stawała się coraz cięższa, coraz mniej równa i prowadziła w górę, pod górę i cały czas w górę. Ach te cudowne górskie tereny ileż Dahhard byłby w stanie poświęcić, gdyby tylko mógł zwiedzać je w normalnych warunkach. Znowu zaczynał zachodzić słońce, robiło się coraz ciemniej. Chłopak zaczynał powątpiewać, że kiedykolwiek dotrą na miejsce, jednak gdy już miał znowu zagadać do Kiljama jego oczom ukazała się licha drewniana chateczka stojąca na samym szczycie góry. Dotarliśmy… – Cóż za ulga pomyślał chłopak. Mógł w końcu odłożyć na ziemię martwe ciało pani Petterly i rozprostować zatyrane ciało. Zimno tu. Cholera… – Kolejna rzecz, która powodował ogólne niezadowolenie chłopaka. Chłopak zaczynał się coraz częściej irytować co dotychczas było dość egzotycznym zjawiskiem jeśli chodzi o Dahharda. Mimo doskwierającego zimnego wiatru przez wewnętrzną barierę irytacji przebijało się i to coraz silniej uczucie przyjemnej ulgi związanej z dotarciem do celu.
- Nareszcie. Już myślałem, że wyprowadzisz nas w pole i spróbujesz zabić. – Mag nabijał się niejako z mężczyzny zaklętego w ciele dziewczyny, gdyż uważał, że nie jest on dla niego żadnym przeciwnikiem i z wielką łatwością byłby w stanie go pokonać.
Weszli do środka, do lichej chatki. Alchemik w ostatniej chwili schyli głowę, gdyby nie jego refleks zapewne teraz klął by z bólu, zderzenie z futryną nie byłoby zbyt przyjemne. Pomieszczenie było ciasne, a w powietrzu unosił się specyficzny zapach najróżniejszych kadzideł. Zapach był ostry i bardzo intensywny. Na ścianach zawieszone ptasie pióra , a obok nich ptasie łapki. Cóż, każdy ozdabia czym może, co lubi. O gustach się nie dyskutuje. Z takiego właśnie założenia wychodził Dahhard toteż nie pytał o dziwny wystrój chatki.
Nagle po całej chatce rozniósł się skrzekliwy głos starej kobiety. Chłopak zachował, jednak pełną powagę, choć na samym początku, gdy tylko usłyszał ten śmieszny skrzek zachciało mu się śmiać. Sytuacja wymagała, jednak powagi i taką też młodzieniec zachował.
Ich oczom po chwili ukazała się mała, strasznie stara kobiecina, łysa niemal całkowicie , przygarbiona starowinka, która naddatek paliła fajki. Z drugiej strony… Co miała robić na tym zadupiu?
- Witaj pani. Przybywamy prosić Cię o pomoc. Jak widzisz moją przyjaciółkę niejako trafił szlag. Mam wielką nadzieję, że będziesz w stanie pomóc. – Wypadało się przywitać. Miał nadzieję, że facet, jako iż mieli do czynienia z jego przyjaciółką wstawi się za nimi u babki i tam im pomoże.
Zrzędzenie starej czarownicy chwilami było nie do zniesienia. Umarłego by tym skrzeczącym głosem obudziła, a co dopiero zdrowy, a przede wszystkim żywy człowiek…
Udało się. Kobiecina im pomoże. Bezzwłocznie wykonał jej rozkaz i położył ciało Margaret na wąskiej ławie. Oby się tylko nie zarwała.[/b] – Zaśmiał się lekko pod nosem.
Dziewiętnastoletni już chłopak przyglądał się działaniom czarodziejki, a gdy ta wyszła z chaty Kiljamaowi, który jak gdyby nigdy nic szperał w jej rzeczach. Siedział, jednak cicho. Nie chciał się wtrącać.
Awatar użytkownika
Infia
Posty: 122
Rejestracja: 18 sie 2012, 03:30
GG: 2608032
Karta Postaci: viewtopic.php?p=33157#33157

11 gru 2012, 00:47

Nieco uspokojona kobieta w końcu się doczekała. Miała nadzieję, że tym razem bez żadnym przeciwności losów dotrą do znajomej Kiljama, która będzie potrafić przywrócić ją do poprzedniego stanu. W sumie los jej tymczasowych kompanów kompletnie jej nie obchodził. Margaret mogłaby sobie tym duszkiem pozostać i do końca życia. No, o ile oczywiście taki koniec kiedykolwiek by nastąpił. Kiljam mógłby sobie łapać inne ciała i sobie w nich spacerować, obojętnie czy byliby to rośli mężczyźni, panienki z burdelu czy kontuzjowane dzieci ze schorzeniami psychicznymi. Kwestia Dahharda natomiast była jej najbardziej obojętna. Ot, zwykły facet przemieniający się w przerośniętego zwierzaka. Najważniejsze było, by w końcu odzyskała swoje ciało.
W czasie drogi wyjątkowo często przyglądała się wszelakiej zieleni, której w sumie tak szczerze nienawidziła. Nie wiedziała zbytnio po co, ale w tym niematerialnym ciele nie czuła się w całości sobą. A tak, mogła sobie przynajmniej… poobserwować. Pobserwować coś innego niż starą pięściarkę na ramieniu młodszego od niej gdzieś o pół wieku chłopca. Z czasem jednak, i tego zaczęło jej brakować. Częstotliwość spotkania lasów, krzewów i takich innych stopniowo malała, proporcjonalnie oczywiście do odległości, którą przeszli. Zamiast tego pojawiały się kamienie, głazy, gdzie nie gdzie nawet i jakieś poukrywane jaskinie. No, ale przynajmniej nie odczuwała zmęczenia, które z pewnością przeszkadzało chłopakowi. W końcu błąkanie się po górach z dziwaczną istotą za przewodnika i co gorsza trupem na ramieniu nie powinno należeć do najatrakcyjniejszych przyjemności. Prawda? Oczywiście, poza gapieniem się w drzewka i skałki, Infia miała również jeszcze jedno, ciekawe zajęcie…
Co tam… sztywna? Dalej gęba ci się nie zamyka..?
Potrzebujesz pomocy babuniu? Ta skałka ma z 15 centymetrów. Może podać ci jakoś rękę?
Wiesz co myliłam się co do wieku, myślałam że masz ze sto lat, ale wyglądasz na maksymalnie dziewięćdziesiąt! To chyba dobrze, nie?
Hm, jestem pewna, że to twoje ciałko już pachnie trupem. A jeszcze ten biedny chłopczyk musi cię nosić… Współczuje mu, naprawdę.
Tysiące oszczerstw, setki zdań, dziesiątki okazji. Jedna satysfakcja. Co prawda tutaj nie było już tak zabawnie, zważywszy na to, że Margaret starała się być cały czas cicho. Mimo to, Infia wiedziała, że starość czy wygląd zewnętrzny mogą być tematami, które potrafią zaboleć dojrzalsze już osoby, a w szczególności kobiety. A jakby jej to nie zabolało, to przynajmniej było dość irytujące. Dla niej i Kiljama, oczywiście. Jednak przez chwilę nawet zastanawiała się, jak ona by na to zareagowała gdyby ktoś tak do niej gadał. Teoretycznie obawiała się nieco starości, jednak szybko przestała o tym myśleć… w końcu czy był to temat na teraz? Trzeba było żyć chwilą. O ile oczywiście jeszcze można było żyć…
Po bitych dwóch dniach łażenia w tę i we w tę za Kiljamem, w końcu dotarli do celu. Miejsce, w którym się znaleźli było dość specyficzne. Właściwie jego wystrój. Poprzyczepiane do ścian ptasie pióra i łapki. Od razu Infii skojarzyła się ta cała skrzydlata istota. Obrzydlistwo… to musi być tu. – raz jeszcze spojrzała na ptasią łapę. Dobrze myślałam. Tą całą znajoma musi być ta cała złotowłosa. – i kiedy nagle usłyszała, ba… zobaczyła tę koleżankę Kiljama, osłupiała. Co do..? Toż to jakaś wiedźma… – pomyślała, zdziwiona spoglądając z góry na kobietę. Złotowłosą wyobrażała sobie raczej jako ponętną, wysoką kobietę, z niewidocznymi dla innych oczyma, wrodzoną wręcz charyzmą, którą potrafiłaby zdominować każdego i oczywiście długich, złotych włosach, sięgających do ziemi. No cóż, trochę się przeliczyła. O ile rzeczywiście spotkała złotowłosą. Bo jak można tak nazwać niską, przygarbioną w dodatku półłysą i lekko wysuszoną kobietę z fajką. Zastanawiała się, czy po prostu nie wymyślić na boku jakiejś pogadanki i obrazić Margaret, w końcu tekst w stylu "Ruda, fajną masz matkę, odziedziczyłaś po niej głosik?", mógł być przezabawny. Ale ostatecznie wstrzymała się – w końcu ta cała wiedźma była koleżanką Kiljama, co za tym idzie mógłby się urazić, no a co za tym idzie, mogłaby już nigdy nie odzyskać ciała, czego starała się jak najbardziej uniknąć.
W czasie pogadanki z Kiljamem, kobieta okazała się dość żwawa… a przynajmniej językiem. Wulgaryzmy musiały być jej niezłą stroną. No, ale jak się miało okazać, leczyć chyba też umiała. Typowa znachorka, ech. – pomyślała, wsłuchując się w rozmowę. I kiedy Kiljam zakończył swoją "prośbę", Infia nie usłyszała jednej rzeczy. Jednej, najważniejszej dla niej rzeczy.
Um, koleżko… – podeszła bliżej do swojego ciała.
Nie zapomniałeś o czymś?! – oznajmiła z poddenerwowaniem. Starała się zaznaczyć, że to jej przede wszystkim obiecał oddanie ciała. Było jej trochę głupio przed Margaret, bo teoretycznie ona miała dostać to co chciała. Bądź co bądź jednak, nie zamierzała tego okazywać.
Słuchaj mnie jak do ciebie mówię! Powiedz tej swojej znajomej, że ma mi dać moje ciało! A jak chcesz sobie pohasać jeszcze w jakimś ciele, to masz tu dwa do wyboru, nawet męskie! – dodała, ciągle mówiąc na tym samym wdechu. Kiljam był wyraźnie czymś zainteresowany, pytanie tylko czym. Zastanawiała się, czy przypadkiem nie szuka jakiegoś odpowiednika czy duplikatu tego dziwnego naczynia, które zostawił poprzednio w ogrodach. W końcu nie wiadomo jakie to miało właściwości.
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

12 gru 2012, 23:11

MG

Dobra, postanowiłam skrócić sesję gdyż, ponieważ i iż…mam braki w czasie i trochę obawiam się, że długo by się ciągła. Tak więc…skończę ją w kolejnych 2-3postach. Teraz rzucam taki ogólny post. Opiście jakieś swoje reakcje na całe zajście, czy co i przypomnijcie babie o tym by was poskładała. Jest przyjaciółką Kiljama więc…powiedzmy że "widzi" w czym problem. &lt;Spogląda na Infię i Marg&gt; Swoją drogą wytłumaczy wam co wam też się stało…Bo całe wydarzenie odbiło się na was znaczniej niźlibyście przypuszczali, lecz o tym opowie wam już Babcia. Ogołem – nie oczekuję jakichś esejow.

Baba wyszła. Dahhart rozłożył Margaret i nie zadawał zbędnych pytań. Na uwagę Margaret Kiljam odpowiedział zrzucając kolejne książki z półki.
-Ta kobieta jest moją…jak mówiłem, dobrą znajomą. Parę razy ratowała mi tyłek, ja zaś ją wychowałem. To było z prawie wiek temu? Miała wówczas gibkie ciało i przyjeeeemne walory…to jest zasoby magiczne, a mi się nudziło i jakoś tak wyszło. Nie wiedzieć czemu, prawdopodobnie z mego powodu stała się nieco kąśliwa. Nie wiem czy te podróże tak na nią wpłynęły, czy może ma mi za złe że spałem z jej córką, a właściwie córkami… Hyh, tamtej nocy niemal mnie nie zabiła. Parę razy mnie przeklęła, zapieczętowała, jednak ona tak dla rozrywki i z przekąsem to robi…parszywa, słodka Pigwowa Panienka..– Ostatnie słowa wypowiedział z nutką nostalgii przewalając kolejny rządek ksiąg i pergaminów na ziemię. Naprawdę darzył sympatią ową kobiecinę, która i tak dzięki magii dalej trzymała się tego świata i wciąż w razie prawdziwej potrzeby służyła pomocą Kiljamowi, a to, że od czasu do czasu kłócili się w sposób specyficzny to inna sprawa…
W każdym bądź razie, Infia stawała się co najmniej głośna na tyle, że Kiljam nie mógł dalej jej ignorować.
– Naturalnie, że nie zapomniałem, lecz wyobrażasz sobie, bym robił rekonesans pomieszczenia, kiedy to moja dłoń przenikałaby przez, no nie wiem…wszystko? Ta stara nie dałaby mi tego, czego szukam, gdybym poprosił, więc…wytrzymaj z laski swej, skarbie. – Mówił spokojnie wzrokiem żwawo przeglądając kolejne półki z których mimochodem zrzucał pergaminy. Kurz zaczął mieszać się z dymem kadzideł, aż w końcu coś łupało o podłogę. Niewielka, a właściwie malutka skrzyneczka, a właściwie puzderko. Kiljam natychmiast zeskoczył ze stołu który podsunął pod kolejną półkę którą dewastował. Sięgnął zadowolony po owe "coś". Trzymając puzderko w prawej ręce, prawą ułożył nad i w znacznym skupieniu ignorował wszystkich. Jeśli komukolwiek zachciało teraz się do niego podejść poczuł by ostry strumień magii przenikający przez materialne czy też niematerialne ciało. Strumień nie zraniłby nikogo, lecz obdarował niebywałym bólem. Nie miał zamiaru się patyczkować. Nie teraz, kiedy jednak pomimo wszystko znalazł to czego szukał. Zaczął skupiać magię i przekazywać ją wartkim strumieniem do skrzyneczki bez kłódki, lecz posiadającą silną pieczęć. Już po chwili ogrom i ciężar magicznej energii Kiljama rozlała się po pomieszczeniu i okolicy. Powietrze stało się ciężkie, przesycone…Na lewej ręce Infii…od koniuszków palców zaczynały pojawiać się niby czarne pęknięcia rozprzestrzeniające się z każdą chwilą po nadgarstki, przedramię, łokieć…układając się w czarny, delikatny wzór, niby pajęczyna, czy misterne pnącze okalające kobiecą dłoń, a zwiastującą tak tragiczną możliwość…
Nagle pomieszczenie ogarnął półmrok. Świece i lampy pogasły tak, jakby światło nie było mile widzianym gościem. Kiljam osunął się na kolana. Lewa ręka krwawiła z drobnych pajęczych wzorów. Malutkie pudełeczko unosiło się zaś samo, lewitując i jarząc się purpurą. W pewnej chwili nagle rozbłysło w jednym punkcie ciemną zielenią rozsyłając po pomieszczeniu silną falę energii, która odepchnęła wszystkich i wszystko na ściany z których pozlatywały pierza. W tym również Dahharta i Kiljama w ciele Infii. I ta dziwna atmosfera…Ten ogrom magii dało się czuć i przenikał na wskroś przez wszystkich i wszystko. Wtem drzwi do pomieszczenia się otworzyły w puszczając światło i pobladła babę, która wypuściła z rąk toboły i usta rozdziawiła.
-Wybacz Pigwowa panienko…– Wyszeptał zmęczonym, zachrypłym głosem wyrażając tym niejaki żal, jak i wdzięczność. Słowa te rozniosły się po ogarniętym ciszą pomieszczeniu, po czym, po czym w kolejnej chwili z ciała Infii wytoczyła się masa magicznej energii, której był uosobieniem Kiljam. Opuścił on ciało kobiety po czym jakby nigdy nic w kolejnych chwilach ta przytłaczająca masa przybliżyła się do lewitującego kwadratowego punktu, po czym…znikła. Pudełeczko przestało się świecić. Przestało lewitować. Spadło na ziemię jakby było zwykłym klockiem. Świece z nagła zapaliły się same. Wszelakie magiczne energie znikły. Wróciła normalność.
-No go chyba popierdoliło!
Awatar użytkownika
Margaret
Posty: 54
Rejestracja: 20 maja 2012, 22:13
Karta Postaci: viewtopic.php?p=29393#29393

14 gru 2012, 15:42

Gdyby nie była duchem najpewniej padła by teraz na niezbyt szeroką ławę, przetarła zmęczone oczy i wysyczała jakieś Derińskie przekleństwo. Ale nie, teraz była jakiś eterycznym stworem, które nie musi nawet latryny używać. Westchnęła, tylko to jej zostało z typowo ludzkich zachować. Mówiła do siebie twarda bądź, stań się północnicą prawdziwą, słabsza połowa, miastowa kusiła swoją bezradność, uciec i nie wracać przez jakieś sto lat.
Z chęcią wysłuchała historyjki o kobiecie, nie budziła w niej odrazy nawet wzmianka o wychędożeniu wszystkich cór pani domu, poczuła dziwne zaufanie do nowych znajomych, dość oryginalnych. Szybko podłapała jeden istotny fakt, znali się chyba cały wiek! Coś musiało być na rzeczy, nawet życie na łonie natury nie dawało tyle dodatkowego czasu wesołego hasania po ziemi. Magia? Najprawdopodobniej, może coś wyniesie z tej wyprawy, był poważny problem, który alchemik szasta swoją wiedzą na prawo i lewo? Ano, prawie żaden, cóż jako duch nie miała wiele do stracenia, więc postanowiła w odpowiedniej chwili podpytać jak babę, baba o przepisy na mikstury.
Tymczasem ciało smarkuli robiło coraz większe zamieszanie, co niezbyt odpowiadało Marry, która zaczęła ignorować to wszystko. Niestety nie mogła powstrzymać tego co się miało stać. Rzuciła się by go powstrzymać, szybko odrzuciła bohaterskie zapędy czując bolesne ukłucia na całym ciele.
Potem wszystko działo się stanowczo za szybko, nawet żal jej się zrobiło gdy zobaczyła pęknięcia na skórze Infii, tej duchowej i zwykłej. Nie mogła się w niczym połapać więc gapiła się na całe przedstawienie.
- Co… kto… gdzie… cholera…
wybełkotała nie mogąc pokusić się o jakiekolwiek rozbudowane zdanie, cały czar domowej atmosfery i wypoczynku prysł.
- Zgadzam się z Tobą w pełni moja droga, popierdoliło go…–dodała jakby sama do siebie potakując– Jednak… jest taka drobnostka, doprawdy maleńska sprawa, bo tutaj dość chłodno, a moje ciało takie samotnie i zimnie leży, można by coś tam tego zaradzić?
Awatar użytkownika
Dahhard
Posty: 633
Rejestracja: 11 lis 2011, 12:15
Lokalizacja postaci: Kanały
GG: 25113951
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1010

15 gru 2012, 19:19

Dahhard przyglądał się Kiljamowi, patrzył jak ten szpera w rzeczach starej wiedźmy i usiłuje coś znaleźć. Słuchał też jego opowieści, która miała przybliżyć tu obecnym jego znajomość z babunią.
Okazało się, że mężczyzna wychowywał czarownicę cały wiek temu! Mimo to mag nie zdziwił się w ogóle, jakby czuł, że Kiljam nie jest normalną personą i jeszcze nie raz go zaskoczy. Nie Wiedział, jednak co wydarzy się za chwilę. Coś co naturalnie przekroczy jego oczekiwania.
W każdym razie zaklęty w ciele kobiety facet znalazł to czego szukał. Poprzewracał w szafkach, na stołach zrobił niesamowity bałagan, ale odnalazł to czego szukał. Dziwaczne pudełeczko.
Gdy tylko mężczyzna zeskoczył ze stołka, chwycił pudełko Dahhard poczuł pokłady energii w sporej ilości unoszące się po małej chatce, a zaraz później ujrzał jak na ręce Infii pojawiają się dziwne pajęczynowate znak, czy wzór. Widok był dość interesujący, zaciekawił młodego alchemika. Nie chciał przerywać Kiljamowi, czekał na dalszy rozwój wydarzeń. Liczył, że zdarzy się coś jeszcze ciekawszego.
Magiczne pudełeczko… ciekawe.
Nagle, całkiem niespodziewanie w pomieszczeniu zapanował ciemność, która zupełnie zdezorientowała chłopaka. W pewnej chwili nie wiedział co się dzieje. Dopiero po chwili dotarło do niego, że to wszystko robota tego przebierańca. To na pewno była jego sprawka.
Pojawiło się światło o zielonej barwie. Świeciło lewitujące pudełko, oświetlało klęczącego mężczyznę, z jego, a właściwie nie jego ręki leciała krew.- Robi się ciekawie. – Mruknął pod nosem.
Fala energii, która niemal w ułamku sekundy dotarła do Dahharda była na tyle silna, że odrzuciła go, rzuciła nim jak malutkim kamieniem, prosto o ścianę. Chłopak osunął się na ziemię. Potrząsną głową, a gdy próbował się podnieść do pomieszczenia weszła czarownica.
Z ciała dziewczyny, w której siedział Kilijam zaczęła wypływać magiczna energia po czym zbliżyła się do pudełka i znikła…
- I co? To wszystko? – rzekł wyraźnie zawiedziony chłopak zaraz po zniknięciu dziwnej energii.
Wraz z zniknięciem dziwnej siły wszystko wróciło do normy, a pudełeczko spadło na ziemię.
Ciekawe.
Awatar użytkownika
Infia
Posty: 122
Rejestracja: 18 sie 2012, 03:30
GG: 2608032
Karta Postaci: viewtopic.php?p=33157#33157

17 gru 2012, 01:19

Gdy tylko znajoma Kiljama opuściła pomieszczenie, atmosfera stała się taka bardziej… swojska. No, przynajmniej tak wydawało się młodej, zamkniętej w niematerialnej formie dziewczynie. W końcu Margaret, Dahharda, a w szczególności już Kiljama zdążyła co nieco poznać, choćby przez te całe dwa dni swobodnej podróży. Jednak co było po tej całej swojskiej atmosferze, skoro każdy właściwie robił co innego. Margaret stała i gapiła się na swoje ciało, które to Dahhard ostrożnie rozłożył na jakimś stole. No a Kiljam… A Kiljam dalej szukał nie wiadomo czego na tych swoich półkach, przy okazji odpowiadając jakkolwiek tylko potrafił na przeróżne zapytania poszkodowanych kobiet, począwszy od rudowłosej.
Tak, gibkie ciało i przyjemne walory. Wszystko jasne. Chędożony zboczeniec… i jeszcze te córy… co za chory gość. – Infia w sumie nie była zaskoczona myślą, która przez nią przeszła – w końcu który facet nie lubi popatrzeć się na piersi urodziwej dziewuszki czy też najzwyczajniej w świecie po prostu uszczypać takową w tyłeczek. Jednak to co usłyszała dalej, a propos takich i owakich kontaktów z jej córkami – tego to już się nie spodziewała. Rozumiała, że seks to rzecz normalna, no ale bez przesady – spać z córkami kogoś, kogo się wychowało? To było nieco niepoważne – chociaż intrygujące. Ciekawe czy w przeszłości rzeczywiście była taka ładna. A ciekawe jak wyglądały dzieci tej karlicy… Pewnie obślizgłe, posuwające się po ziemi pomioty albo bulwy bez rączek. O czym ja cholera myślę… – zanurzona jak zawsze w oceanie swoich niekonkretnych myśli, Infia przez chwilę wręcz straciła kontakt z otoczeniem.
Po jakieś chwili, Kiljam zaprzestał swoich opowieści z przeszłości i zajął się tym, co dla Infii było ważniejsze. Czyli nią.
No jasne, więc chcesz po prostu wykorzystać jeszcze moje ciało do twoich… spraw. – odrzekła po niezadowalającej jej odpowiedzi Kiljama. No ale w sumie – miał rację. Chyba bez materialnej formy nie mógł poszperać co nieco w tych całych książkach.
Ech. Zresztą, rób co chc… rób co musisz. Tylko szybko. – dodała zniecierpliwiona. Czekała i czekała nie wiedząc tak konkretnie na co. Ten natomiast przeglądał i rozrzucał na ziemię jakieś księgi, przeszukiwał i przemieszczał ze strony na stronę jakieś notki… Niby trwało to wieczność, a w końcu zobaczyła, że Kiljam zaprzestał. Małe pudełeczko? Tyle? Tego szukał cały ten czas? Mogłabym mu jakieś ukraść z placu nawet. Ech… Nagle coś było nie tak. Jakaś dziwna energia zaczęła przesączać otaczające wszystkich powietrze. Jednak nie to było najgorsze. Ręka Kiljama – a właściwie Infii, zaczęła tworzyć jakieś dziwne wzory na kształt pajęczyny, które w dodatku krwawiły. Cholera… ten skurwysyn… – Infia domyśliła się, że podobna sytuacja miała miejsce wcześniej, z tym że nie na całej ręce, a jedynie na dłoni. Spoglądając na swoje pokaleczone ciało kompletnie nie wiedziała co ma począć. Zamknięte pudełeczko opadło na ziemię. Zresztą jej ciało, tym razem pozbawione jakiegokolwiek życia – również.
Zapłacisz mi za to, skurwysynie. – wyszeptała ciągle patrząc się na pajęcze wzory. Była roztrzęsiona. Lubiła być piękną – bo w końcu kto by nie lubił? W dodatku pomagało jej to w codziennym życiu. Czy to omamić jakiegoś faceta, zagadać sprzedawcę czy po prostu pogadać w karczmie. A teraz..? Miała jedynie nadzieję, że da się to jakoś odwrócić tak, by nie było blizn. Chociaż w sumie szczerze w to wątpiła.
No, ale nie wszystko było gotowe. W końcu musiała jeszcze… odzyskać to swoje ciało. A jak miała to zrobić, skoro Kiljam nawet nie powiedział o tym tej całej znajomej? Ten rudowłosy babsztyl. Kurwa. – pomyślała nieco zdenerwowana, odnajdując w tym jeden ze sposobów. Przez ponad dwa dni nękając ją psychicznie miała ją teraz prosić o pomoc? Cóż, w razie czego mam jeszcze tę całą telepatię. Ech, może powinnam spróbować wziąć ją na litość. Albo po prostu ją poproszę.
Umm… Moja droga, jak już ta koleżanka tego Kiljama cię poskłada, to… czy mogłabyś no, poprosić żeby to samo zrobiła ze mną…? – słowa te ciężko przechodziły jej przez gardło, no ale bądź co bądź, jakoś przeszły.
Przepraszam, że tak cię obrażałam, to było bardziej przekomarzanie się takie, zrozum. Chyba wiesz jak się czuję, w dodatku jeszcze ten cały Kiljam coś z ręką mi zrobił… – nie chciała jej wypominać, że sama nie zachowywała się lepiej. A bo po co, jeszcze kolejna sprzeczka by powstała.
Mówią, że za błędy trzeba płacić. W tym przypadku to się zgadzało. No a bądź co bądź – Infia była raczej młodą kobietą, toteż różne rzeczy przychodziły jej do głowy. Mimo wszystko miała nadzieję, że Margaret okaże jednak trochę dobrej woli.
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

17 gru 2012, 15:34

MG

Stara i łysa stała przez chwilę jeszcze przyglądając się wszystkiemu. To jest najpierw oczy jej powędrowały w kierunku powyrzucanych z półek książek które piętrzyły się na podłodze niczym kopiec, potem ściany, pióra, Dahhart i kolejno dwa trupy i…dwa duchy kobiece. Przeklęła pod nosem przygryzając sękatymi siekaczami fajkę i chwiejnie podkuśtykała do przodu.
-Na to wygląda, przystojniaczku. Kiljam spieprzył i jednocześnie wpieprzył się w jeszcze większe gówno…Eh, wcale się nie zdziwię, jak tym razem ostatecznie wyciągnie kopyta…-Zasępiła się na chwilę, podnosząc z ziemi swoją laskę, która wywrócona przez podmuch energii leżała na ziemi. Zastukała nią kilkukrotnie o ziemie i po chwili wszystkie toboły podniosły się z ziemi zaczynając lewitować i samemu ustawiać się na półkach. Tajemnicze pudełeczko również magicznie nad ziemią się unosiło, jednak po chwili wsunęło się w rękaw starej kobiety, jakby nagle znikając.
-Świat bez tego chędożyciela będzie piękniejszy – Uśmiechnęła się szelmowsko, po czym zerknęła na Rudą. Ćlamkneła suchymi ustami, przegryzając fajkę.
-Poskładam, poskładam…Zawdzięczam mimo wszystko temu draniowi wiele i już się przyzwyczaiłam, że charytatywnie usprawniam to co on odsprawnił…Jak bogowie pozwolą będzie to już ostatni raz. No ale…wracając…Ty, piękniś, tą brunetkę weź też przesuń jakoś na podłogę obok tej ławy bo tak jej ciało rozwalone na środku przeszkadza. – Sapnęła, a gdy Dahhart przesunął nieco kolejną "pacjentkę specjalnej troski", a następnie powachlowała sobie ręką koło nosa. Była osobą wyjątkowo wyczuloną na magiczną energię, która teraz po eskapadach Kiljama wirowała w nadmiarach po wnętrzu pomieszczenia, a która utrudniała jej nieznacznie oddychanie.
-Chodźcie tu kobieciny. Po kolei już, już…Podawać mi ręce– Zachęcała duchy kobiet zwracając się do lewitującej Margaret i Infii. Widziała je wyraźnie. Toteż pocieszyła również Infię, że "i jej tyłek na odpowiednie miejsce usadzi", po czym zabrała się do czynów. Po kolei chwytała kobieciny za ręce i pewnym rychłemu ręki uścielała nimi odpowiednie ciała, następnie majaczyła pod nosem jakieś magiczne hasła, czyniąc również znaki w powietrzu, tak, że ostatecznie każda z kobiet czuła początkowo drętwienie, ciepło, chwilowy ból, podobny do użądlenia przez pszczołę, a następnie chłód i silne odrętwienie kiedy to znalazły się w swoich ciałach. Infia mogła się ruszać, jednak ciało jej wydawało się ciężkie, a ruchy sztywne. Gorzej jednak było z Margaret.
-Leżeć, panienki i nie ruszać się. Musi minąć chwila. Jeśli dłużej niż dzień byłyście poza ciałkiem, to mogę wam powiedzieć, że dziś raczej za żwawe nie będziecie. Zwłaszcza ruda, bo jej tyłek na chodzie nie był, więc drętwy będzie pewnie do rana, lecz spokojnie, możecie tu zostać…Do świtu. – Odkreśliła ostatnie słowo. Po czym zamyśliła się przypominając sobie o niecodziennej ranie Infii, z której leniwie sączyła się posoka. Poprosiła Dahharta by ten podał pudło z wyżej półki regału.
-W środku są materiały zdatne na opatrunki. Pomóż młody kobiecie. Swoją drogą, malutka – Odezwała się do Infii. – Te znaki z lewej ręki nie zagoją się. To specyfika magii tego idioty. Na każdym pozostawia pewne piętno…Za tydzień, może dwa, nieznacznie zbledną, zaczną przypominać tatuaż spłodzony przez podpitego "artystę", przestaną boleć, lecz, no, właśnie, nie znikną, ni cholera. Jednak nie ma tego złego…-Tu pokazała własną rękę. Starą, ze skórą bladą, w ciemne plamy, pomarszczoną, jak i "przyozdobioną" czarnymi liniami. Była to ta sama ręka, którą stara chwytała jeszcze niedawno niematerialne kobiety. – Możesz macać to co niewidzialne. Duchy, zjawy, świadomości. Tylko ostrożnie, bo jak jednego macniesz, innym rozpowiedzą i spokoju mieć nie będziesz, a ich widok Ci zbrzydnie. Właśnie…widok. Ślepi wam nie naprawię. Inne pytania? – Stara użyła wyraźnie liczby mnogiej spoglądając to na Infię, to na Margaret i ich…kolejno nienaturalnie czerwone (u Infii) i niebieskie (u Margaret). Z wcześniejszych słów starej szło wywnioskować, że ta zmiana szła w parze z możliwością widzenia zmarłych, bądź istot teoretycznie niewidocznych dla normalnego śmiertelnika. Kobiety mogły w to uwierzyć lub nie. Na pewno przekonają się ostatecznie, kiedy ujrzą na oczy jakąś zjawę. Wówczas będą zmuszone uwierzyć.
Swoją drogą babka charknęła i ćlamkneła kilkukrotnie wzrok przenosząc na tajemniczą broń Dahharta.
-A ty skąd to masz, przystojniaczku?

Wróć do „Derin”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 7 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 6 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Viridar
Liczba postów: 52209
Liczba tematów: 2974
Liczba użytkowników: 1048
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: WielkaNiewiadoma
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.