Zbocza gór

Miasto to pięknie wygląda w bezchmurne dni, zazwyczaj jednak takowych tutaj brak. Mimo pesymistycznego krajobrazu mieszkańcy Derinie są bardzo przyjaźni i mają niesamowite poczucie humoru. Obróbka wszelkich metali, drewna i kamieni szlachetnych wydobywanych w górach Ikrem przynosi Derinie nie tylko sławę, ale i mnóstwo pieniędzy...</font></p>
Awatar użytkownika
Niniel
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

Zbocza gór

28 lis 2011, 00:13

Zbocza gór

Obrazek
Kiedy Derinczycy chcą odetchnąć od ciągłej, lekko mrocznej atmosfery swojego miasta, kierują się właśnie w stronę tych zbocz. Cechują się bowiem tym, że słońce ich nie przeklęło i czasem do nich zagląda. Zielona trawa zachwyca kolorem i zapachem a sielankowa atmosfera przydusza wszelkie troski w sercach ludzi.
Zbocza ciągną się w stronę gór i są coraz to bardziej strome. Pokrywają je głównie łąki, na których niczym rodzynki co jakiś czas pojawiają się jakieś drzewa. Prawdziwy las zaczyna się niemal na szczycie drugiego we wzgórz i jest to last gęsty i trudny do przejścia. Szybko też wzgórza te przemieniają się w skaliste góry otaczające swoimi bezpiecznymi ramionami okryte sławą miasto Minaloit.
Nie trudno więc sobie wyobrazić, że zbocza te, tak uwielbiane przez mieszkańców Derin, nie zajmują wielkiej powierzchni. Nikomu to jednak nie szkodzi. Ponieważ mieszkańcy tego miasta praktycznie w ogóle nie skupiają się na hodowli czy uprawie, wszystkie tereny w okół mogą być poświęcone rekreacji i chociaż nie jest ich wiele, to w zupełności wystarczają.
Widok na zbocza ma każdy posiadacz domu na skraju miasta, ponieważ Derin nie posiada murów ochronnych.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Infia
Posty: 122
Rejestracja: 18 sie 2012, 03:30
GG: 2608032
Karta Postaci: viewtopic.php?p=33157#33157

20 gru 2012, 01:22

No cóż. Infia nie bardzo wiedziała, że stara prukwa ich widzi, i co ważniejsze – słyszy. Z jednej strony była to bardzo dobra wiadomość – będzie miała pewność, że wróci do swojego młodego, pięknego, choć nieco oszpeconego przez magię Kiljama ciała, nie prosząc o to Margaret. Z drugiej jednak strony… już ją o to poprosiła – czego zresztą poniekąd żałowała. W końcu przez ostatni czas, kobiety nie utrzymywały ze sobą dobrych, koleżeńskich stosunków, a raczej każda "pluła w siebie jadem" kiedy tylko mogła. Ta rudowłosa dziwka… będzie trzeba przywrócić poprzednie stosunki. Albo i lepiej – naprawić je, hehe. – Infia było nieco zła na siebie, ale zamierzała poprawić sobie humor, jak tylko wejdzie w swoje ciało. I to tym razem w niekoniecznie "słowny" sposób.
Już idę, idę. – wyszeptała poproszona o podejście. W końcu. W końcu do cholery będę sobą. – pomyślała, kiedy babka złapała ją za rękę. Czasami lepiej być niematerialną – spoglądnęła na rękę babki dotykającej jej. Domyślała się, że prawdopodobnie jest ohydna w dotyku. No cóż, na szczęście nie miała przyjemności się o tym dowiedzieć. Ważne, żeby doprowadziła ją do porządku. Po chwili znachorka zaczęła coś gadać pod nosem, jakoby jakąś inkantację zaklęcia czy coś w tym rodzaju. Cały proces był trochę dziwny, uczucie jakie ją obejmowało było bardzo, ale to bardzo podobne do tego, które doświadczała kiedy jej ciało było odbierane czy też kradzione – zwał jak zwał. Jednak trzeba przyznać – różniło się. Ciężko było powiedzieć czym dokładnie, jednak czymś na pewno.
Minęła chwila. Kobieta otworzyła oczy. I właściwie od razu poczuła skutki łażenia po skałach przez te dwa dni. Ciało było zmęczone, gdzie nie gdzie bolało. Szczególnie na dłoniach i lewej ręce, z której to w dodatku w niektórych miejscach sączyła się krew.
Auuu. – syknęła, zamykając oczy. Z niemałym trudem wyprostowała każdy palec u prawej ręki, a następnie zacisnęła delikatnie dłoń tak, by nie naruszyła nieco podniszczonej już struktury. Teoretycznie miała chwilę poczekać, ale jakoś nie mogła. Oparła się prawą ręką o najbliższe płaskie podłoże i pozostała w pozycji półleżącej. Tak jakoś przyjemniej oglądało jej się świat.
Moja ręka… – Spoglądnęła na nią z niemałym bólem na kończynę. Nie była w najlepszym stanie, chociaż . Jej głos był teoretycznie przyjemniejszy dla Dahharda, a przynajmniej taki być powinien. W końcu słyszał teraz młodą dziewczynę zamiast pokręconego złodzieja dusz, którego głos był raczej niższy. Znacznie niższy. No, a jak nie… ludzie mają różne upodobania.
Jak to… się nie zagoi? Mam do końca życia nosić jakieś pajęcze szlaczki na ręce? – odpowiedziała poddenerwowana. Była raczej przyzwyczajona do gładkiej skóry na całym ciele, a nie jakichś "tatuaży" z blizn. Cholera jasna… z drugiej strony nie wyglądają tak najgorzej… można powiedzieć, że całkiem egzotycznie… Ech, kogo ja oszukuje… – na początku myślała, że rzeczywiście nie wyglądają tak źle, ale jak zobaczyła jak wyglądały u starszej kobiety… Nawet nie chciała o tym myśleć. Ktoś musi mi to jakoś naprawić… może ten mag, Neton czy jak mu było. On wydawał się na całkiem takiego, kto potrafi się bawić takimi rzeczami. Będzie trzeba go poszukać… Po chwili jednak, wiedźma dodała jeszcze jedną, dość ważną rzecz.
To znaczy… mogę dotykać… i widzieć duchy?! – jej nastrój nieco się poprawił. Teraz bowiem była zdolna do zobaczenia i przywalenia Kiljamowi za to, co zrobił. Ale nie tylko – zdała sobie sprawę, że ten cały Neton być może zechce nie tyle co naprawić – a ulepszyć jej rękę. W jej przypadku było to myślenie futurystyczne, ale z każdą spędzoną chwilą nabierało realizmu. Infia zapomniała nawet o Margaret.
A czy te znaki na tej ręce da się jeszcze jakoś… wykorzystać? – zapytała nieco chytrym acz ciekawskim głosem babuni. Jeśli tak, to może zyskać coś bardzo skutecznego. Skuteczniejszego niż ostry jak brzytwa wachlarz. No, a jeśli nie… to i tak spróbuje coś z tym zrobić. Może jednak powinnam ci podziękować, zboczony złodzieju..? – zamyśliła się wręcz w tym, jak mogłaby jeszcze ją wykorzystać.
No to problem z głowy. Czyżby to koniec tego całego gówna, w które się wpakowałam? – w tej chwili przywołała sobie taką krótką retrospekcję spędzonych chwil z Netonem, rudowłosą seniorką i jej towarzyszem, skrzydlatym pomyleńcem, a w szczególności – Kiljamem. Mimo, że samo wydarzenie było dość… ciekawe, wcale nie powtórzyła by tego po raz drugi. Ostatecznie trochę żal jej było Kiljama – mimo, że miała co do niego raczej mieszane uczucia, jakoś nie mogła znaleźć jakiejś większej skazy w jego zachowaniu – no, oczywiście poza zabraniem jej ciała. No, o ile oczywiście powinno jej być go żal. Kto wie, co z nim naprawdę teraz jest? Może w tym całym pudełeczku ma tysiące gorących kobiet, z którymi będzie zabawiać się całą wieczność?
Póki co jednak, odetchnęła. Chciała trochę odpocząć przed wyruszeniem w drogę w poszukiwaniu tego całego magika.

//Trochę się śpieszyłem pisząc to, więc ostrzegam – boje się o jakieś drobne głupoty XD
Awatar użytkownika
Dahhard
Posty: 633
Rejestracja: 11 lis 2011, 12:15
Lokalizacja postaci: Kanały
GG: 25113951
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1010

21 gru 2012, 22:50

Słaboo, ale mi si ę nie chciało

Dahhard stał na środku chaty, pozbierał się, otrzepał z kurzu i słuchał babuni. Przyglądał się jej czarom, gdy ta jednym stuknięciem laski poustawiała wszystko na swoje miejsca.
Pudełeczko, jakby zniknęło w jej rękawie, cóż iluzjoniści mają swoje kapelusze tak i czarownice swoje tajemnicze rękawy. Walić to. Nie było sensu rozwodzić się nad zaistniały zjawiskiem, bo niby po co? Mag posłusznie wykonał polecenie kobiety, która kazała mu przenieść bezwładnie leżące na środku pomieszczenia ciało czarnowłosej kobiety. Zrobił to bardzo szybko, nie protestował. Wiedział, że wiedźma może być naprawdę groźna, nie było sensu jej denerwować.
Chyba się udało, a przynajmniej tak wydawało się chłopakowi, gdy spoglądał na całe czarny mary.
Dahhard posłusznie wykonał kolejne poleceni, mianowicie podał malutkiej kobiecince pudełko z wysokiego regału. Mogła zrobić to sama…
- Zabrałem latającemu czemuś, co zaatakował nas na trakcie i odebrało ciało Margaret. Potraktowałem to jako nagrodę za walkę i uznałem, że mogę sobie ją wziąć. – Grzecznie odpowiedział na pytanie. Nie chciał o niej zbyt opowiadać, ale skoro wiedźma się nią zainteresowała musiała być niezwykła.
Co on by dał, by być znowu w Minaloit, by siedzieć spokojnie w sklepie alchemika, by uczyć się alchemii, a nie uganiać się za jakimiś wiedźmami czy innymi potworami. Na ten moment chyba mu wystarczyło. Chciał osiąść w jednym miejscu choć na jakiś czas i porządnie się wykurować.
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

23 gru 2012, 20:21

MG

Stara zwyczajem przygryzła fajkę.
-A co ja nie mówię zrozumiale? Duchy, zjawy i nie tylko…Jednak zastanów się czy to tak pożyteczne. Choć cóż, z czasem idzie się przyzwyczaić jak to duch przenika przez ciebie kiedy ty srasz sobie spokojnie. – Wzruszyła swymi starczymi łapkami, poprawiając nieco swą łysinę.
-Coś z tym zrobić? Bo ja wiem, jak talent masz magiczny to znajdziesz zastosowań wiele, jednak to i ciemne strony medalu ma. Dużo, a właściwie całkiem w pytę plugastwa się czai na tym świecie, co tylko czekają na kogoś tak naznaczonego by pomógł wrócić do życia. Ha. Wtedy to pół biedy, gorzej, jak duch silny to i siłą może zmusić, a one łapserdaki wiedzą, czują, że tacy ludzie inni są od innych – Zaśmiała się nieco zgrzytliwie, a następnie ćmalkneła tak, by wytrzeć ślinę z ust, co jej wyciekła z bokiem. Och ta urocza starość. Uwaga jednak z Infi uciekła na chłopaka.
-Dobrze, dobrze…Skrzydlate ludzie, phi! Kiljam zawsze sobie wrogów ciekawych robi, a potem miesza w to ludzi. Psia jego…Acz ciekawy wichajster z tego scyzoryka. Magią capi pięknie. He he…– I tak sobie stara checheszkowała. Margaret najwyraźniej pomimo powrotu do siebie zmęczona całym procesem powrotu do ciała od razu odpłynęła śnić. Stara jednak pomarudziła jeszcze na temat Kiljama. Następnie klaśnięciem dłoni z poddasza przyzwała koce i futra. Stuknięciem z kredensu zwołała butelkę i kubków parę z poszczerbionymi brzegami. Dla ogrzania czy lepszego snu ponoć. Spojrzeniem sprawiła, że ogień w niewielkim piecyku tańczyć żwawiej począł a w pomieszczeniu ciepłota się zrobiła. Ogólnie nocleg mieli zapewniony na tą zimową noc w górach…Stara wyszła do sieni bez słowa, a za nią po ziemi potoczyła się jakaś książka…
Rano,ten kto się pobudził mógł dostrzec babę siedzącą w fotelu mającą zamknięte oczy – śniącą. Obok niej zaś laska stała sama z siebie w pionie nie opierając się o nic. Odwróciła się do tych co się pobudzili i przechyliła lekko, tak jakby się przyglądała ich poczynaniom, po czym na nowo nieruchomiała. Można było opuścić to miejsce, horror się już skończył…

//Ogólnie machnęłam przesunięcie czasu. Jeśli ktoś ma jeszcze jakies pytania niech to opisuje tak, jakby to było jeszcze przed położeniem się spać. Rano macie możliwość opuszczenia lokacji, tak jak mówiła w końcu stara "zostać możecie, do rana". Nie wiem co z Marg, bo Heru pisał, że go nie będzie. Jeśli chcesz Dahhard przemieścić się wraz z tą lekarka to możesz opisać jak ona jeszcze średnio jej chodzenie wychodzi po powrocie do ciała i pomagasz ja transportować, czy tam znosisz ją.
Awatar użytkownika
Infia
Posty: 122
Rejestracja: 18 sie 2012, 03:30
GG: 2608032
Karta Postaci: viewtopic.php?p=33157#33157

24 gru 2012, 00:22

Godzina za godziną, na zewnątrz panował coraz większy mróz. A w małej chatce nieopodal gór… było tylko cieplej. Widać było, że stara baba miała jeszcze trochę magicznych sztuczek w rękawie. Ocieplenie domku poprzez przywołanie ciepłych koców i futer czy rozpalenie ognia w kominku i to jedynie za pomocą swojej woli. Że też jeszcze taka stara osóbka jak ona potrafiła takie rzeczy…
W porządku, rozumiem, rozumiem… – odrzekła cicho w stronę kobieciny. Cieszyła się z jej odpowiedzi – w końcu te całe pajęczynki mogły być całkiem użyteczne. I to nawet bardziej, niż mogła sobie tego wyobrazić. Do tego jednak potrzebna była czyjaś pomoc… Neton… ten gość ze śmiesznymi włoskami. On powinien mi pomóc… tylko gdzie ja go do cholery teraz znajdę… w Wolenville? – zamyśliła się gdzie mógłby być i czy w ogóle mógłby jej coś zaoferować. To jak walczył z Kiljamem jednak… on musiał mieć coś do zaoferowania.
Infia, wiedząc że na zewnątrz doskwiera chłód, a sama nie czuła się jeszcze najlepiej, uznała że powinna zostać u babki.
Ja chyba zostanę na tę noc. – odrzekła, po czym położyła się we wskazanym przez gospodynię miejscu.
Dobrych snów, przystojniaczku. – dodała do Dahharda, puszczając mu oczko przy okazji. I wam też – przebrzydła kreaturo oraz rudowłosa jędzo. – dodała, tym razem w myślach. Zaraz potem zamknęła oczy i powoli zasnęła.
Nie minęło jednak dużo czasu, a sen zszedł z jej powiek. Słońce było ledwo widoczne. Chciała szybko wstać – wolała raczej wyjść niezauważona. Spojrzała i upewniła się czy wszyscy śpią. Przez chwilę zastanawiała się nawet czy nie wynieść nic z tej całej chatki… W końcu tyle tu magicznych i nie wiadomo jakich jeszcze rzeczy. Tylko co? Jakby wiedziała cokolwiek na temat tych ksiąg, flakoników i tak dalej to jeszcze, ale tak? Tym razem jednak postanowiła odpuścić. Jeszcze coś magicznego by ta baba wykombinowała i ponownie by ciało utraciła – być może na zawsze.
No cóż, miło było… – wyszeptała bardziej do siebie. To jest, to jest… to też… – Infia przy wyjściem sprawdziła bardzo dokładnie czy wszystko ma ze sobą. W końcu kto wie, być może Kiljam grzebał w jeszcze innych rzeczach. No i ty też jesteś. Wszystko jest. – spojrzała z uśmiechem na swój błękitny wachlarzyk o dość niecodziennym zastosowaniu, a następnie opuściła ciepły azyl starej kobieciny.
Infia całkiem szybko przyzwyczaiła się do swojego ciała – poza tymi znakami na lewej ręce, które w tym momencie były obandażowane. No cóż. Ważne, że poruszała się równie zwinnie co kiedyś. Chyba. Jak młoda sarenka schodziła po napotkanych skałkach, błądziła w tunelikach, w końcu schodząc na drogę. Teraz… w którym kierunku mam iść… – pomyślała nieco zdezorientowana. Ale miała jeden pomysł, który w sumie mógł się spełnić tylko dzięki Kiljamowi. Może spróbuje się z nim porozumieć jakoś telepatycznie… tak, to ma sens. – zamknęła oczy i starała się porozumieć z Netonem – osobą, która wydawało jej się ma pojęcie na temat magii na tyle duże, że mógłby jej pomóc. Tylko, że był mały problem – widocznie ten był nieco poza zasięgiem jej możliwości telepatycznych. Czuła, że nie może się dostać jego umysłu, jakkolwiek by chciała. Mimo wszystko starała się dać mu jakiś sygnał czy znak. Być może gdziekolwiek był, dałby radę wyczuć jakiś impuls wysłane w jego stronę. Trzeba było mieć nadzieję. Infii bardzo zależało na tym, by zrobić coś więcej z tym naznaczeniem. A jak nie, to przynajmniej usunąć w taki sposób, by nie było widoczne. A tak? Powoli maszerowała w stronę Wolenville, by nie tracić czasu.

z/t
Awatar użytkownika
Margaret
Posty: 54
Rejestracja: 20 maja 2012, 22:13
Karta Postaci: viewtopic.php?p=29393#29393

26 gru 2012, 20:04

Te historie będzie opowiadać wnukom, o ile się doczeka takowych. Kto by pomyślał, że jej pierwsza podróż poza mury Wollenvile od dawno skończy się tym… czymś. Zaklęła w myślach słysząc o nowej mocy, darze a jak ona uznała przekleństwie. Kompletnie ją zamurowało gdy zauważyła leżąc ekscytacje Infii. Jeszcze więcej? Cholera, Margaret chętnie by oddała swoją część, jest lekarze co ma niby zrobić przy zgonie pacjenta? Nagle jej się tłum duszków zleci chcących odszkodowanie za złą pomoc… Próbowała wstać, z dość mizernym skutkiem, Dahhard choć się pewnie starał to nie mógł jej ochraniać przed mroźnymi wiatrami i niską temperaturą. Dużo musi zrobić pajacyków by rozgryźć to martwe ciało. Ale to było jej ciało, wszystko się ułożyło, jakoś sobie poradzi z tą… umiejętnością, próbowała pocieszyć samą siebie. Zamknęła oczy, jej głowa pękała od nadmiaru magicznych sytuacji.
Przez sen słyszała jak wiedźma rozmawia z panią domu. Nie obchodziły ją jej słowa, ale drażnił ich wydźwięk, bogowie ta kobieta już drażniła rudą swoją obecnością. Próbowała się przewrócić na drugi bok, mimo usilnych prób nie udało się. Poddała się, dzisiaj miało się skończyć, zamknęła teraz błękitne oczy próbują uporządkować myśli, za dużo magii, za dużo…

****

Obudziła się wcześnie, nadal zdrętwiała nie ruszyła się nawet o cal. Nie miała sił ale wiedziała, że Dahhardowi się śpieszy, jej w sumie też, musiała otworzyć szpital, posprzątać, znaleźć pomoc. Mnóstwo pracy, może chociaż otrzyma dobre zaopatrzenie u mistrza maga. Dobry układ, wiedziała jakie znaczenie mogło by mieć prywatne zaopatrzenie z miasta alchemii. Jeżeli choć część tego co mówił chłopak była prawdą to miała do czynienia z kimś ważnym. Dobrego wrażenia raczej nie zrobi w tych łachmanach i plamionym krwią futrze. Kolejna migrena spowodowana ilością obowiązków zmotywowała ją do powstania. Nawet chodzenie było problemem, przez moment zatęskniła za duchową powłoką i bezproblemowym lataniu wśród gór.
Obejrzała się po pomieszczeniu, szyja wydała okropny dźwięk sprzeciwiając się "wielkiemu" wysiłkowi. Kolejny raz przeklęła w myślach, coraz częściej jej się to zdarzało. Musiała w jakiś sposób się wyładować, wysiłek fizyczny byłby idealny. Powoli próbowała wrócić do normy, rozciągnąć zmarznięte mięśnie, płytkie skurcze serca musiało się przygotować na nagły wzrost tempa. Margaret wiedziała, że główny narząd należy oszczędzać, chęć wydostania się z tego domu osobliwości była większa. Pragnęła wziąć kilka książek stąd, porozmawiać z babką ale jej pragnienie wiedzy kompletnie przegrało z ciepłym posiłkiem w mieście, no może jeszcze jakieś ciepłe łóżko. Odetchnęła z ulgą i zaczęła wielkie pakowanie choć rzeczy miała mało, nie miała chęci tu po coś wracać, choć sama tutaj pewnie jeszcze zajrzy. Dopiero teraz zorientowała się, że brakuje tu jej nieumarłego krasnoluda, aż jej się łezka w oku zakręciła, tyle przegrać. Może jest nadzieja? Może gdzieś leży na trakcie?! Trzeba będzie to sprawdzić. Tymczasem podeszła do Dahharda z zmęczonym, wymuszonym uśmiechem. Wyszeptała chodźmy, krzyknęła coś ala do zobaczenia i dziękuje w stronę gospodyni, i wyszła uważnie przyglądając się słońcu. Wreszcie dotrą do Minaolit, taką miała chociaż nadzieje…

z/t
Awatar użytkownika
Dahhard
Posty: 633
Rejestracja: 11 lis 2011, 12:15
Lokalizacja postaci: Kanały
GG: 25113951
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1010

30 gru 2012, 21:56

Dahhard posłuchał jeszcze przez chwilę narzekań starej czarownicy, jej gadania o Kiljamie. Nie wiedział czemu, ale osoba tego mężczyzny dość mocno go zainteresowała. Niestety już więcej pewnie go nie spotka. Trudno.
- Dobranoc. – Odpowiedział po czym błyskawicznie przykrył się futrem, które zjawiło się w pokoju magicznym sposobem. Przytulił głowę do ręki i usnął. Nie przyśniło mu się nic, nic wartego uwagi. Gdy rano się przebudził nawet nie pamiętam tego co uroiło mu się podczas spania.
Rozglądając się kątem oka po pomieszczeniu zauważył, że wszyscy jeszcze smacznie śpią. Cóż, nie chcąc ich budzić położył się dalej, aczkolwiek nie potrafił już usnąć. Leżał bezczynnie, nie rozmyślał, jedynie wpatrywał się w sufit. W końcu się obudzili – Pomyślał, gdy tylko zobaczył, że wszyscy powoli zaczynają się przebudzać. - Powoli trzeba będzie ruszać. Margaret? – Spytał choć wiedział, że nie mogą zostać tutaj ani chwili dłużej. - Dziękuję za wszystko babciu. – Powiedział po czym wstał, zabrał wszystkie swoje rzeczy i wyszedł za panią doktor, która już wcześniej opuściła pomieszczenie. - Bywaj i ty, Infio. – Powiedział do zgrabnej dziewczyny, z którą niestety nie chciał mieć, jednak nic więcej wspólnego. - Ruszajmy. – Powiedział, jakby do siebie, bo Petterly była już Daleko z przodu. Trakt czekał…

z/t
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

25 lut 2013, 00:32

MG

Ksans był kierowany przez głos w głowie który nakazywał drogę przez strome wzgórza pokryte topniejącym śniegiem utrzymującym się nieustannie i dzielnie walczącym ze zbliżającą się wiosną, jednak nie to było najważniejsze, lecz fakt, że po dotarciu na jeden ze szczytów takich stromych, skalnych wzniesień dotarli do obsypanej śniegiem niewielkiej chatki, a właściwie drewnianej ruiny, szopy…tak przynajmniej całość prezentowała się z zewnątrz, a wewnątrz…cóż, jedynie mdłe światło świec wydostawało się zza jednego, brudnego okna.
– To tu. W środku jest kobieta. Ona będzie miała wiedzę, środki i umiejętności. Na pewno. Rozmawia z duchami i pała dziedzinami magii z nimi związanymi. Kiedyś kilkukrotnie mój ród nawiązywał z nią…pewne przymierza, lecz to było dawniej. Teraz jest mi raczej nieprzyjacielem, więc…nie wspominaj nic o mnie. Najlepiej wyobraź sobie, że mnie nie ma i rozmawiaj z nią tak, jakby mnie nie było. Ach i…jeśli możesz wspomnień w rozmowie, że słyszałeś, iż wzmianki o Kluczu Klarestesa. Jest to pewien artefakt, który może nam pomóc, a jestem pewien że ta kobieta go posiada, jednak…nie wspominaj ani słowa o tym skąd o tym wiesz. A teraz idź przeniknij przez ściany tej…szopy. – Skończył z jakąś dziwną obawą i zniecierpliwieniem, nakazując Ksanasowi zbliżenie się do chatki która na pewno była za duża by cały duch tam się pomieścił, jednak, kto mówił że musi? Wystarczyło w końcu by błękitny przeniknął łbem przez ściany i jeśli to zrobił na pewno dostrzegł palący się kominek, ściany przyozdobione ptasimi piórami i suszonymi łapkami, różnorakie regały z księgami, pergaminami i innymi takimi bublami walającymi się po całym ciasnym pomieszczeniu jednak…właścicielki nie było ani widać, ani słychać. Do czasu…
Nagle bowiem klapa w suficie otworzyła się. A z niej głową w dół poczęła zwisać pokurczona, brzydka, pomarszczona i niemal łysa staruszka. Wisiała strasznie. Niczym nietoperz zaczepiony o nicość wisiała z laską w ręce. Lewitując do góry nogami okręciła się kilkakrotnie wokół własnej osi poczym…otworzyła nagle jedno ślepie łypiąc nim na ducha smoka.
-Czego chcesz umarlaku parszywy!? – Zaskrzeczała parszywie.
Awatar użytkownika
Angadit
Posty: 43
Rejestracja: 12 lis 2012, 19:30
GG: 10705436
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2319

25 lut 2013, 18:40

Głos nakazywał kierować się w stronę zbocza gór, więc wielki smok taki właśnie obrał kurs. Powoli sylwetka wzgórz zbliżała się do nich ukazując swoje piękno. Jednakże dla Ksanasa wszystko było szare, brak kolorów i ciepła wpływało negatywnie na samopoczucie ducha smoka. Tylko perspektywa możliwości powrotu do życia pchała go dalej ku tej misji.
W końcu jego oczom ukazała się mała chatka do której smok na pewno nie zmieściłby się w całości. W między czasie gdy lądował na topniejącym śniegu słuchał dokładnie co miała do powiedzenia dusza która w nim siedziała.
Gdy tamta zamilkła smok skrzywił się. Znów jakieś cholerne zagadki i tajemnice. Jednakże smok doszedł do wniosku że lepiej zaufać umarłemu pobratymcowi niż żywej śmiertelniczce. Ich chociaż łączył wspólny cel, więc nie miał powodu by zdradzić błękitnego. Jednakże cała ta sprawa z ukrywaniem tożsamości drugiego ducha w tajemnicy była jakaś dziwna.
Westchnął i wetknął głowę przez ścianę tak jak mu radził towarzysz. Przez chwilę miał obawy że zrobi dziurę w ścianie, lecz nic takiego się nie stało. Łeb gładko przeszedł przez nią jakby tam nic nie było.
Na początku smok nie zauważył nikogo w domu, jednakże chwilę potem pojawiła się właścicielka wisząc głową do dołu. Chyba zauważyła smoka ponieważ od razu zaczęła do niego przemawiać. Ton jej głosu nie spodobał się smokowi lecz postanowił na razie schować swoją dumę.
– Witaj, śmiertelna kobieto… – syknął jak to smoki mają w zwyczaju. – Doszły mnie słuchy że posiadasz artefakt zwany Kluczem Klarestesa. Podobno ten artefakt może pomóc zmarłym wrócić do życia. Możesz mi pomóc?
Ksanas starał się na miły ton, bo potrzebował jej pomocy. Jako duch, raczej nie miał jak jej zastraszyć.
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

28 lut 2013, 22:44

MG

Stara patrzyła na smoczego ducha. Smok, nie ma co, nie owijał w bawełnę. Czy to dobrze czy źle..? Sądząc po minie starościanki, która prze lewitowała tak, że nogami stanęła na ziemi– niekoniecznie. Babcia bowiem zrobiła poważną, zaś siwe i gęste brwi które naciągnęły się, tak, że cień padał na jej niemal białe ślepia wzmacniały tylko ten efekt. Zbliżyła się do niematerialnego smoczego łba by będąc niemal na styku z tymże prychnąć i odwrócić się plecami do martwego gada. Zaczęła mówić skrzeczącym starczym głosem.
-Powiedz mi…czy ja do kurwy nędzy wyglądam na punkt nieodpłatnej pomocy? Hm? Czy to właściwie grzecznie tak nawiedzać starą i schorowaną kobietę? Hm..? Zdaje mi się, że cholernie to niegrzeczne. -Zamilkła na chwilę robiąc parę kroków w przód będąc przy tym w dalszym ciągu odwrócona plecami do Ksanasa. Mlasnęła w końcu, splunęła i ostatecznie zasiadła na bujanym fotelu sporządzonym z wikliny i obłożonego futrem. Siedziała pomarszczoną twarzą skierowała w końcu na smoka tak, że jej zamyślone i nieobecne ślepia wlepiające się w podłogę były doskonale widoczne w półmroku izby.
-Więc mówisz, że interesuje Cię powrót do życia…Jednak czemu za pomocą Klucza…? I skąd wiesz, że jest, czy też nie w moim posiadaniu. Hm? Świadomy jesteś jego właściwości młody, martwy, prostacki gadzie…? – Zamilkła patrząc nań spod krzaczastych brwi białkami przenikliwymi, a następnie dalej ciągnęła. Sapnęła. Trzeba przyznać, że jak na starą kobietę to była wielce kapryśna, a język miała kwiecisty. Cóż, ten typ staruszek tak ma, jednak nie znaczy to, że sama babcia od razu jest zepsutą, pozbawioną chęci pomocy jędzą. Nie wolno oceniać bowiem po okładce…A przynajmniej nie do końca. Stara bowiem mówiła dalej, splatając dłonie na głowicy swej laski, zaś w oczach jej pojawił się pewien błysk.
-Hm…powiedzmy, jednak, że byłabym w stanie zaoferować ci kilka propozycji, a raczej ścieżek…Co byś powiedział, gdybym użyła Klucza na by wrócić cię do życia? Za cenę pewną, która nie była by złotem, czy materiałem…Albo gdybym powiedziała Ci, gdzie znajdziesz kogoś, kto sposobem natychmiastowym przywróci Cię do łask żywych, a mi kłopotu oszczędzi? Którą byś możliwość wybrał?
Safari
Posty: 108
Rejestracja: 25 mar 2012, 11:18

03 mar 2013, 01:41

Leciał za Ksanasem gubiąc go co jakiś czas w chmurach póki nie wylecieli na otwartą przestrzeń. Wyłonili się nad łańcuchem gór, które czerwonemu wydawały się jakieś znajome. Jeszcze nie tak dawno za życia je przemierzał drogą powietrzną przy nieprzychylnej pogodzie by dostać się do Minaloit, gdzie za murami miasta spotkała go śmierć po jego opuszczeniu. Teraz ponownie je przemierzał z tą różnicą, że był martwy a czynniki pogodowe raczej nie miały na niego wpływu. W trakcie lotu rozciągał się pod nim skalisty krajobraz uproszony śniegiem. Jednakże nie skupiał się na widokach pod sobą. Leciał za towarzyszem i powoli go doganiał. Już wcześniej myślał, że go nie znajdzie, a tu proszę. Teraz podążał za nim w jakieś miejsce, którego nawet za życia nie mógł znać z racji tego, że się tam nie zapuszczał. Po krótkiej podróży wylądował niedaleko na pewnej skale. Wcześniej widział Ksanasa jak ten już lądował, a teraz obecnie ten smok stał głową w czymś. Tym "czymś" była niewielka chatka, której kontury były raczej mało widoczne spod warstwy śniegu. Właściwie to był dość niecodzienny widok. Niebieski wyglądał jakby łba nie miał.

"Ciekawe co on tam robi i czemu mnie zostawił – Może go w końcu spytam jak ma na imię?" tego typu pytania i wiele innych chodziły mu po głowie. Niektóre z nich raczej były bez sensu i głupie, np: co to takiego to białe – Saf podszedł do chatki i zrobił to samo co Ksanas. Czyli: wepchnął łeb do środka. Inaczej chyba by nie pogadał z nim. Gdyby nie był duchem, to nie dość, że pewnie miejsca by brakowało za sprawą obu smoczych głów (Saf i Ksanas akurat byli podobnej wielkości), to jeszcze pewnie było by po tej chatce.

-Cieszę się, że cię znalazłem Niebieski. Zgubiłem się tam. A właśnie, nie powiedziałem ci jak się zwę. Jestem Sapharius, ale możesz skracać moje imię. Choć teraz nie mam do końca pewności czy tak mam właśnie na imię. Gdybym żył, to bym nie miał takich problemów i chciałbym wiedzieć kto mnie zabił.– zaczął się zastanawiać nad swym losem i kim on był, a potem posmutniał. W końcu nie na co dzień się ginie, a potem po śmierci prawie nic nie pamięta. W końcu to mu szybko minęło i się rozejrzał po małym pomieszczeniu pełnego różnych przedmiotów mniej lub bardziej obrzydliwych dla zwykłego człowieka.
Wypalił raczej mało inteligentne pytanie: -A kto to –– zwrócił akurat uwagę na niewielką postać przed jego nosem, na dziwną staruszkę będącą w tej chwili na bujanym fotelu i raczej nie wyglądała na szczególnie zadowoloną. Przez myśl mu przemknęło: ona nas widzi czy mi się tylko to wydaje – Nie miał pewności, ale jedno było pewne. Jej wzrok go niepokoił równie mocno co atmosfera w tamtym zamku. Dla bezpieczeństwa wycofał swoją głowę. Już miał wrażenie, że zaraz coś niemiłego się stanie i czemu jego kolega też nie wyciągnął głowy z tej chatki – Tak się zastanawiając odruchowo usiadł na zadzie i podrapał się tylną łapą za swędzącym, przeźroczystym uchem jak to miały w zwyczaju psy, ale nie smoki. Jednak długo nie usiedział. Ponownie stanął na wszystkie łapy rozpościerając nieznacznie skrzydła by w każdej chwili wystartować.

-Nie wiem co tu robimy, ale wolałbym już stąd frunąć. Nie podoba mi się tu.– z tego zdania można było wnioskować, że owa istota w chatce raczej nie wywarła na nim pozytywnego wrażenia. To nie był strach, po prostu mu coś nie pasowało. Zaczął nieco nerwowo przebierać łapami, którymi nawet gdyby chciał, to by nie mógł zostawić żadnego śladu. Przy okazji w głębi umysłu się zastanawiał po co niebieski tu przyleciał i co zamierza zrobić skoro jako duch raczej niewiele może. Sam nawet nie mógł nic zdziałać by cokolwiek zrobić, by znów żyć.

Wróć do „Derin”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 8 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 7 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Viridar
Liczba postów: 52209
Liczba tematów: 2974
Liczba użytkowników: 1048
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: WielkaNiewiadoma
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.