Jaskinia smoczej mowy

Miasto to pięknie wygląda w bezchmurne dni, zazwyczaj jednak takowych tutaj brak. Mimo pesymistycznego krajobrazu mieszkańcy Derinie są bardzo przyjaźni i mają niesamowite poczucie humoru. Obróbka wszelkich metali, drewna i kamieni szlachetnych wydobywanych w górach Ikrem przynosi Derinie nie tylko sławę, ale i mnóstwo pieniędzy...</font></p>
Awatar użytkownika
Reto
Posty: 47
Rejestracja: 17 mar 2012, 22:34
GG: 2885000
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1707

Jaskinia smoczej mowy

05 kwie 2012, 23:20

Obrazek
Jaskinia ta nosiła nazwę na cześć smoka, zwanego Od-Ah-Viing, który niegdyś z pobratymcami ją zamieszkiwał.
Była olbrzymim, ukrytym sanktuarium, poświęconym tym majestatycznym gadom. Przepełniona magią, bogactwami natury – pełniła rolę świątyni prymitywnych ludów, które niegdyś zasiedlali ów tereny.
Jej korytarze wpierw ciemne, niewyróżniające się wśród innych, podobnych sklepień, prowadziły do olbrzymiej komnaty, wypełnionej światłem, olbrzymimi zdobieniami oraz bogatą fauną. Każdy wędrowiec, któremu udało się znaleźć to wspaniałe miejsce – mógł wyczuć jego aurę. Aura ta, działała uspokajająco, dawała złudzenie bezpieczeństwa i była zgubna dla słabszych istot, ponieważ kto raz tutaj trafił, nie chciał więcej opuszczać tej jaskini.

Wnętrze, przepełnione urwiskami, imponowało swoimi rozmiarami. Wielka Sala, czyli główna część jaskini – zdawała się nie mieć końca. Wszystkie ściany oraz podłoga, były zarośnięte tajemniczymi roślinami, mchem, a nawet można byłoby dostrzec kilka drzew z długimi lianami.
Sama jaskinia, była rozdzielona olbrzymią rzeką, której wody dostarczały niezliczone wodospady. Przejście z jednego urwiska na drugie, zapewniały drewniane mosty, stworzone przez pradawnych oraz naturalne, stworzone przez kamień i smocze kości.
W samym centrum, znajdował się olbrzymi posąg smoka, który do złudzenia przypominał żywą bestię, lecz stworzoną z czerwonego kryształu.
Jaskinia posiada także swoją własną, unikatową cechę – zamiast skalnego sufitu, nad bogatymi konstrukcjami, znajdowało się magiczne sklepienie nieba, pozbawione swojej świecącej gwiazdy, którą zastępowały świetliki bagienne. Wraz ze zmianą pory roku, z góry mógł spaść śnieg, deszcz, grad, a nawet cała Sala, mogło wypełnić się mgłą.

Nie zabrakło tu także drobnych zwierząt i ryb, które zajmowały jaskiniowe jezioro.
Wiele sekretów tego niezwykłego miejsca, nie zostało jeszcze odkrytych, lecz ciekawskie istoty, które zamieszkiwały te strony, najpewniej kiedyś zdołają je poznać.


– – – – – – – – – – – – – – – – – – -
– – – – – – – – – – – – – – – – – – -

Jego chód, a raczej już toczenie się po niemal prostej drodze, jeszcze z elfem na ramieniu – wyglądało co najmniej komiczne. Nie było mu do śmiechu, bo sam był zmęczony co nie miara, ale sytuacja po prostu tak wyglądała. Starał się utrzymać na nogach, ale szło mu raz lepiej, raz gorzej. Jak zaśnie, to chyba na dobre kilka dni, o ile nie dłużej. Jeszcze spora dawka alkoholu we krwi, to wcale nie ułatwiała teraz prostego chodu.
Co do rozmowy… nie dziękuj mi, bo i tak zginiesz z mojej ręki. Nieważne czy teraz, czy już wkrótce – stanie się to czy tego chcesz, czy nie. – mruknął, już z słyszalnym zmęczeniem w głosie. Nie był teraz cyniczny, ani oschły. Po prostu był sobą. – Nie, nic to dla mnie nie znaczy, elfie.
Wkrótce na ich drodze, pojawiło się jezioro. Wielkością nie imponowało, ale było całkiem miłym zaskoczeniem, wśród przemierzania tych samych wzgórz.
Dziwne emocje Tobą targają. Nie wyczuwam ich już dokładnie, bo jestem padnięty, ale… są nietypowe. – dodał po chwili, dysząc niczym po długim i wyczerpującym biegu. Chciał tylko usiąść, napić się wody i pójść spać. Jeśli odzyska szybko siły, to chyba ukręci kark temu elfowi.
Na ich szczęście, przy kolejnym urwisku, tym najbliższym brzegu jeziora – znajdowało się wejście do jaskini. Było dosyć małe, ale niewiele mniejsze, od przeciętnej średnicy studni. Wyglądało na wydrążone niedawno lub na skutek zapadnięcia się skał.
Reto czym prędzej wszedł do środka, mijając po drodze kilka zdobień, które ciągnęły się przez kilka minut w dół. Przystanął w większej komnacie. Spokojnie posadził elfa przy ścianie zarosniętej bujną roślinnością, a sam padł tuż obok.
Dotarliśmy, jakoś. – mruknął jakby od niechcenia.
Rozejrzał się po jaskini. Światło, które na nich padało, było wytworzone przez dziwną anomalię, która znajdowała się tuż nad nimi. Przypominała trochę niebo, te na zewnątrz, lecz nie można było na nim dostrzec ani księżyca, ani słońca. Zaś na środku, z wysokiego urwiska, spływała krystalicznie przyjrzysta woda, do olbrzymiej rzeki, poprzez jej mniejsze odnogi, aż do jaskiniowego jeziora. Wodospady te, znajdowały się w całej komnacie, będąc jeden do drugiego bardzo podobnym. W wodzie znajdowała się jakaś roślinność, której z tej odległości, nie mógł rozpoznać. Wszystko zdawało się jakąś iluzją, lecz Reto nie wierzył w zabobony.
Nietypowe miejsce. Na dodatek magiczne. – aura owego pomieszczenia, była mocno wyczuwalna – To wszystko wygląda… niesamowicie.
Nawet młodzieniec był pod wielkim wrażeniem.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Caleirdir
Posty: 29
Rejestracja: 20 mar 2012, 21:52
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1720

16 kwie 2012, 11:10

Elf starał się uspokoić. Wiedział, że przecenił swoje umiejętności w pływaniu i jeżeli szybko czegoś nie wymyśli, pójdzie na dno jak kłoda. Jedyna dobra rzecz jaka mogłaby z tego wyniknąć, to fakt, że nie pozwoliłby się zabić zabójcom, a popełniłby dziwnego rodzaju samobójstwo. Uwolnił napięcie w całym ciele, pozwalając, by woda wypchnęła go na powierzchnię. Położył się na niej. Rękami delikatnie kierował swoim ciałem, by tym dziwnym znosem, poniosło go na płytsze wody. Tam stanie na nogi i pobiegnie na brzeg ile tylko ma sił.
[mod]Na brzegu, nie odwraca się za siebie i nie wypatruje przeciwników. Zdaje sobie sprawę, że w tym położeniu będzie mu ciężko pokonać chociaż jedną wyszkoloną osobę, a co dopiero większą jednostkę. Wie, że jedyna szansa na ratunek to ucieczka. Musi zniknąć z jaskini i ukryć się na zewnątrz, modląc się, by ciągle panowała noc. W przeciwnym wypadku … . Nie chciał walczyć dopóki to nie będzie konieczne, dopóki nie zostanie zapędzony w kozi ruch. Teraz skupiał się jedynie na wyjściu. Nie zamierzał umrzeć![/mod]
Łapiąc się wolną ręką za ranę, w zabójczym tempie rzuca się do realizacji swojego jedynego planu.
[mod]Cały bieg pozostaje jednak czujny. Wie, że atak może nadejść z każdej strony. Strzały, magiczne pociski, sztylety. Był przygotowany na odskoki, przeskoki i co tylko mógł, by uniknąć trafienia. Wyjście z tej pułapki to jego jedyna szansa[/mod].
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

16 kwie 2012, 16:59

MG

Caleirdir w akcie desperacji skoczył do jeziora, mając tym samym nadzieję, że uda mu się wyratować…Jego plan się nie powiódł, nie mógł się powieść. Elf bowiem nie posiadał wiedzy na temat tego, w jaki sposób trzeba się zachować w wodzie by ciało nie tonęło. Nie wiedział jak należy się zachować, gdy stopy nie sięgały dna…Trzymał ranne ramię, jak i sztylet. Czy rzeczywiście teraz był mu potrzebny? Czy stał się teraz jednym z wielu czynników, które miały przypieczętować los Mrocznego? Również, pomimo, że próbował zachować spokój, jego ciało podświadomie, chciało utrzymać się na powierzchni. Czy skutecznie? Nie. Woda ściągała go niżej. Nie utrzymywał się już na powierzchni. Był już pod nią. Nie mogąc złapać powietrza, tracił przytomność. Woda obejmowała go w sposób najbardziej niepożądany…śmiertelny. Obraz, widziany oczyma Caleidira początkowo się rozmywał, aż w końcu został opanowany przez ciemność, której nawet bystre, elfie oczy przejrzeć nie mogły. Tak. Caleirdir stracił przytomność. Nie miał już władzy nad swym ciałem, które teraz wypłynęło na wierzch. Sztylet wysuną się z jego dłoni. Żył, lecz jeszcze chwila…

Kolejka: Merr/Arael dowolnie -&gt; Ja -&gt; Cel
Awatar użytkownika
Arael
Posty: 650
Rejestracja: 09 lis 2011, 19:58
GG: 36159745
Karta Postaci: viewtopic.php?p=15819#15819

16 kwie 2012, 23:51

Widziała wszystko jakby w zwolnionym tempie. Najpierw szarża Merra, która miała zakończyć się natychmiastowym zwycięstwem, chwilę później błyskawiczna, niemalże niemożliwa reakcja mrocznego elfa, zakończona głębokim susem do wody. Plusk, głośny, jak ostry, zadarty a-moll, zamykający całą serię różnorodnych akordów i nut, spajających się w jedną całość. Łowczyni wiedziała, że to nie tak miało wyglądać, że bieg elfa powinien zakończyć się przygwożdżeniem przeciwnika do ziemi, by wydusić z niego informacje o łuskowatym potworze. Zakończyła się donośnym, a-mollowym pluskiem. Z pewnej, natychmiastowej wygranej mieli poważny kłopot.
Świat wrócił do swojego normalnego, szaleńczego tempa. Nie patrzyła na Merra, jej wzrok skupiał się na klifie, z którego skoczył przed chwilą ciemnoskóry elf. Skok, który nie przyniósł mu ratunku, co najwyżej plusk. A-mollowy, rzecz jasna.
Arael przerwała swoją niewidzialność, dobiegając na skraj skały i patrząc w dół. Nie tak daleko pod nią rozciągało się rozległe jezioro, które bynajmniej na płytkie nie wyglądało. Nie mogło być płytkie.
Płytkie jeziora nie wydawały z siebie tak pięknych, tak idealnie a-mollowych plusków.
Mroczny elf jednak nie wydawał się szczególnie zainteresowany, jaki dokładnie dźwięk wywołał jego skok. Miał o wiele większe – czy raczej głębsze – problemy, albowiem znienacka okazało się, że nie potrafi pływać. Arael otwartą dłonią dotknęła twarzy, przymykając oczy, próbując w ten sposób choć odrobinę dać upust nagromadzonemu w niej zażenowaniu głupotą mężczyzny.
A za głupotę się płaci. Nie pozwolę, żeby mi się utopił. Nie teraz.
Dokładne przycelowanie. Harpun już od dawna spoczywał w jej dłoni. Widziała, gdzie chce celować. Połączenie ręki z klatką piersiową, odrobinę poniżej ramienia. Jeżeli harpun wbiłby się tam i rozłożył "różą" z drugiej strony jego ciała mogłaby z pomocą Merra wciągnąć go z powrotem na skałę, nie urywając przy tym ręki i nie uszkadzając żadnego z ważniejszych organów. Po wycelowaniu rzuciła.
Miała tylko nadzieję, że celnie.
[mod]Jeżeli trafi, ciągnie w górę. Jeżeli nie trafi, klnie pod nosem i zbiega jakoś na dół, żeby spróbować go wyciągnąć, wiedząc, że nie radzi sobie z pływaniem i nie chce narażać swojego życia. I ma wtedy jeszcze drugi harpun zaznaczam.[/mod]
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

18 kwie 2012, 15:17

MG

Ciało Mrocznego bezwładnie unosiło się na powierzchni, tak więc Arael nie mogła mieć problemów z wycelowaniem i trafieniem. Zwłaszcza biorąc pod uwagę jej umiejętności w tej dziedzinie dziurawienia istot żywych, tym, czym można je trafić ze znacznej odległości.
Tak więc, Arael wypuściła broń. Ta przeszybowała ze świstem powietrze i trafiła celu, przebijając się przez skórę mordercy następnie się "rozkładając", tak jak czerwonooka zaplanowała. Krew pociekła, mieszając się z wodą, kiedy jednocześnie, sylwetka nagiego Mrocznego była wyciągana z wody.
Caleirdir, podczas wciągania, kiedy jego twarz, sylwetka była pochylona ku dołowi, a ramie przeszyte przez harpun, na którym był wciągany doskwierał znacznie…Dostał odruchu odkrztuszanego. Zaczął charkać, dusząco odkasływać wodę…Świat nie był już osnuty czernią, lecz mgłą, a ciało wydawało się ciężkie i niezdolne do walki…Przeżył, został wyciągnięty z odmętów, lecz w obecnej sytuacji, ucieczka nie wchodziła w grę. Był za bardzo zdezorientowany, harpun w ramieniu trzymał go na uwięzi, jak i ciągle odkrztuszał wodę…To był cholernie zły dzień dla mrocznego.

Kolejka: Arael i potem jak już kto chce. Myślę, że tyle mej ingerencji starczy. Jeśli uznam za stosowne, lub też zaczniecie coś kombinować, jakieś posunięcia wymagające mej obecności…wtrynię wam się w posty. Jednak na chwilę obecną myślę, że nie jestem już potrzebna. : x
Będę obserwować was uważnie.
Awatar użytkownika
Arael
Posty: 650
Rejestracja: 09 lis 2011, 19:58
GG: 36159745
Karta Postaci: viewtopic.php?p=15819#15819

19 kwie 2012, 13:55

Udało się. Wciąż żywy, na co jednoznacznie wskazywało ciągłe charczenie i wypluwanie wody z jeziora, elf leżał u jej stóp. Spojrzała na niego z odrazą. Nie wiedziała, czy próbował się desperacko ratować ucieczką, w panice wybierając sposób bynajmniej nieadekwatny do jego umiejętności, czy raczej popełnić samobójstwo, by nie narażać się na ewentualne wyjawienie swoich pobratymców. Ta druga opcja podobała się Łowczyni dużo mniej, oznaczała bowiem, że jej więzień to fanatyk, lub, co gorsza, członek zorganizowanego kultu czy sekty. To by wiele pokomplikowało, bo jednostkę było wyeliminować znacznie łatwiej, niż całą siatkę. Chwilowo jednak założyła, że działali we dwóch, wnioskując, że skoro nie mieli przygotowanej żadnej kryjówki albo przyjaciół w Derin zdolnych zapewnić im bezpieczny pobyt, to albo byli rzeczywiście sami, albo byli nieogarniętą sektą, bez kontaktów – a co za tym szło również bez przyszłości.
Chwilowo jednak porzuciła rozważania na temat przynależnościach pochwyconego elfa, skupiając się raczej na nim samym i tym, co wiedział o drugim zabójcy. Okręciła łańcuch wokół przegubu tak, żeby w razie nagłego szarpnięcia, którego by się nie spodziewała "smycz" pozostała w jej ręku. Spojrzała na jego pierś. Nie zamierzała jej nadepnąć, nie zamierzała go bić. W jego obecnym stanie każde mocniejsze uderzenie groziłoby utratą przytomności lub śmiercią, co uniemożliwiłoby wyduszenie z niego jakichkolwiek informacji.
– Merr, nie bij go. Na razie. – chciała, żeby białowłosy zrozumiał, że nie wolno go bić wcale, a leżący u jej stóp Caleirdir wciąż nie czuł się zbyt pewnie.
– Powiedz mi, gdzie jest ten drugi. Ten łuskowaty, ze skrzydłami. W którą stronę poszedł, jak jest ubrany. Powiedz mi to, a może oszczędzę Twoje życie i przyślę tu medyka, a potem odejdziesz z blizną. Pamiętaj tylko, że nie jestem zbyt cierpliwa. – zakończyła ostatnie zdanie podniesieniem nieznacznie ręki, które ukazało ostrze przyczepione do rękawa, jednak nie wyglądało tak, jakby Arael szykowała się do ciosu. Prosta, subtelna groźba, którą elf, jeżeli nie jest skończonym imbecylem, zrozumie. Oczywiście nie zamierzała pozwolić mu przeżyć. Blefowała. Jak tylko przekaże jej informacje zamorduje go i zabierze ze zwłok wszystko, co prezentuje swoją wartość.
W razie oporu była jednak gotowa go torturować tak długo, aż nie umrze lub nie wyjawi informacji.
Opór nie ma sensu. Poddaj się i mów.
Awatar użytkownika
Caleirdir
Posty: 29
Rejestracja: 20 mar 2012, 21:52
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1720

19 kwie 2012, 14:57

Cal czuł na szyi zimny dotyk metalowej smyczy. Nie sądził, że kiedykolwiek tak skończy. Był bezbronny, ranny, zdany na łaskę pomiotu szatana i elfiego ścierwa. Był upokorzony – klęczał nagi w kałuży własnej krwi zmieszanej z wodą z jeziora, podduszany przez kobietę. Narastała w nim frustracja, która nie miała ujścia. Cokolwiek się stanie zginie tutaj. Poddał się. Przestał walczyć. Jeśli miał umrzeć, chciał odejść godnie jak przystało na "prawdziwego" elfa.
Przymknął powieki przypominając sobie chwile sprzed paru dni. Czy tym było szczęście? Otworzył oczy, spoglądając wyzywająco na demona.
– Nawet gdybym wiedział, nie powiedziałbym Ci! Rozdzieliliśmy się jeszcze w Derin. Gnojek wymordował połowę gospody, włączając w to straż, po czym uciekł zostawiając mnie ociekającego krwią. Wiedziałem, czy prędzej, czy później wina spadnie na mnie i przyjdą po mnie. Nie spodziewałem się jednak, że przyślą po mnie … Was – obrzucił oboje pogardliwym spojrzeniem na jakie tylko jego było stać.
Dotknął wciąż krwawiącej rany. Ile czasu minie nim się wykrwawi? Nim straci przytomność? Spojrzał na umazaną krwią dłoń. Jego ciało sobie nie poradzi, nie w takim tempie.
– Wierz mi, że sam chciałbym wiedzieć, gdzie jest ta przeklęta jaszczurka. Przysięgam, że starłbym jej ten parszywy uśmieszek z twarzy raz na zawsze. Jeśli uda Was się go znaleźć możecie mu coś ode mnie przekazać. Niech pamięta, że będę na niego czekał. Przygotuję mu w piekle odpowiednie dla jego rasy powitanie – splunął zmieszaną ze śliną krwią. Zły znak.
Nagle, zupełnie niespodziewanie dla nikogo, złapał za łańcuch, szarpiąc go w swoją stronę ile tylko pozostało mu sił. Niespodziewająca się tego kobieta potknęła się, stając oko w oko w twarzą elfa. Mroczny spojrzał głęboko w jej oczy.
– Usstan cha'kohk dos dalharil d' Belasco. Xal dos rot wun uoi'nota d' oloth, neitar keffal l' ssussun d'lil quar'valsharess. Dortho 'udtila naut doer – wysyczał, po czym zaniósł się szaleńczym śmiechem.
Awatar użytkownika
Merratron
Posty: 33
Rejestracja: 05 lut 2012, 01:53
GG: 3224957
Karta Postaci: viewtopic.php?p=23256#23256

19 kwie 2012, 17:00

Z zdziwieniem patrzył, jak drow wskakuje do jeziora. Było to dla niego dosyć irytujące. Chwycił mocniej miecz i spojrzał nienawistnie w dół, by zobaczyć… że jego przeciwnik się topi?! Gdyby nie powaga całej sytuacji, zapewne parsknąłby śmiechem. Ale jeśli się utopi, będzie trzeba go stamtąd wyciągać. A co gorsze, nie uzyska się od niego informacji.
Cała ta sytuacja była jeszcze bardziej ironiczna, głównie z powodu słów, jakie wcześniej mroczny skierował w kierunku Merratrona. Cóż, odwieczna nienawiść między rasowy i w tym wypadku się objawiła. Chociaż półelfowi bardziej przeszkadzał fakt, co zrobił jego przeciwnik, a nie kim był.
Nie miał nic innego do roboty jak przypatrywanie się topiącemu mrocznemu. Przeklął cicho pod nosem, gdyż mimo wszystko, nie było to w interesie jego oraz mistrzyni. Ta druga jednak okazała się mieć plan. Harpun z świstem przeciął powietrze, kierując się w kierunku przeciwnika. Merratron był pewien, że postanowiła mu ulżyć i po prostu go zabić. Broń przebiła jednak jego bark. Arael zaczęła wyciągać mrocznego! Merratron znalazł się przy niej w kilku skokach i zaczął pomagać w wyciąganiu bezwładnego cielska na ląd. Po chwili znajdował się on u ich stóp. Półelf trzymał miecz w pogotowiu, robiąc nim kółka nad klatką piersiową przeciwnika. Cóż, zapewne to był jeden z powodów, czemu Arael wypowiedziała wpierw takie a nie inne słowa.
Zrozumiałem, mistrzyni. Jednak unieszkodliwię go, jeśli będzie coś kombinował.
Zachowywał się niczym cichy strażnik. Jedynie przysłuchiwał się całej konwersacji, będąc gotowym do zadania morderczego ciosu bądź obezwładniającego kopnięcia, jeśli mroczny tylko zacznie coś kombinować. A zapowiadało się na to.
W jego słowach wciąż dostrzegał dumę oraz pewność siebie. Nie wierzył mu. Głównie dlatego, że to był mroczny elf, jednakże dziwne uczucie mówiło mu "nie wierz mu".
Wyplucie krwi przez mrocznego wskazywało na to, że jest on już na granicy. *Chyba nie umrzesz tak po prostu, co?*
Cóż, już chwilę później okazało się, że wciąż miał trochę sił. Nagłe pociągnięcie za łańcuch sprawiło odruchową reakcje Merratrona. Miecz, który trzymał w prawej ręce, opuścił nieco, samemu także się schylając, by nie zranić swojej mistrzyni. Tą zresztą chwycił drugą ręką, nie pozwalając jej lecieć do przodu. Dosyć brutalnie odepchnął ją z powrotem do pionu i wyprostował się, przyciskając przy tym miecz do klatki piersiowej przeciwnika i nacinając skórę. Jego prawa noga natomiast powędrowała na jego usta. Nie w formie kopnięcia, a jedynie zatkania ust.
Jak masz nam coś do powiedzenia, mów w wspólnym, a nie swoim plugawym języku. Poza tym, chyba zapomniałeś, kto tu jest zwycięzcą a kto zwyciężonym.
Gdyby mroczny kombinował coś jeszcze, Merratron nie wahałby się i wbił miecz głębiej, niszcząc przy tym jedno z płuc.

z/t gdy tylko Arael opuści lokacje
Awatar użytkownika
Arael
Posty: 650
Rejestracja: 09 lis 2011, 19:58
GG: 36159745
Karta Postaci: viewtopic.php?p=15819#15819

25 kwie 2012, 17:46

Łowczyni. Zawsze w pracy, nigdy prywatnie. Nie miała swojej tożsamości, oś czasu przedstawiającą jej życie możnaby narysować posługując się jedynie krwią jej ofiar, kolejne fazy jej egzystencji zaczynał po prostu kolejny mord, kolejne wypełnione zlecenie. Prawie nie miała swojej tożsamości, wolała być pozbawionym uczuć i skrupułów narzędziem, bardzo namacalnym przekaźnikiem woli, którym posłużą się inni. Dostawała za to pieniądze, które z kolei szły na poczet nowego ekwipunku. Aż w końcu nie miała co robić z gotówką i zaczęła obniżać stawki za swoją pracę, byleby tylko mieć więcej pracy. Najemni mordercy byli zawsze potrzebni, a ona wyrobiła sobie renomę szybkiej i dyskretnej, najbardziej pożądanych cech zabójcy. Nigdy nie interesowały ją opasłe mieszki złota, nie miała co z nimi robić. Wystawne bankiety kojarzyły się jej tylko z możliwością podkradnięcia się do celu bez większego wysiłku, wielkie, wspaniałe domy potęgowały ilość kryjówek dla jakiegoś innego wojownika, i mimo, że nie bała się konfrontacji zachowywała ostrożność.
Teraz jednak było inaczej. Od kiedy stała się mścicielką czuła, że przestaje być tylko ukrytym sztyletem spasłego szlachcica, po raz pierwszy robiła nie tylko to, co robić lubiła ale też to, co uważała za konieczne.
Czuła, że ratuje życie innym ludziom, nawet, jeżeli obecnie stała nad smukłym ciałem elfa, wgniatając obcas buta w jego pierś. Miała nadzieję, że czarnoskóry doprowadzi ją do drugiego, łuskowego przeciwnika, jednak nie spodziewała się, że go wyda. Mimo wszystko wysłuchała jego słów. Które były prawdopodobnie jego ostatnimi, bo obudził gniew Łowczyni, która zrozumiała, że drow rzeczywiście nie wie, gdzie przebywa ten drugi. Poczuła w ustach tępy smak, rysy elfa znacznie się wyostrzyły, poczuła, jak w jej ręce i na twarz uderza gorąca krew. Zwykle nie dawała ponieść się emocjom, jednak tym razem uległa fali, nie chciała być opanowana. Miała jedno życzenie – przed zamordowaniem Mrocznego zadać mu tyle bólu ile tylko zdoła. A nic nie nadawało się do tego lepiej, niż owinięty wokół jej przegubu łańcuch, którego drugi koniec przymocowany był do ostrza harpuna, obecnie tkwiącego w barku elfa. Niewiele myśląc przeniosła ciężar ciała na nogę opartą o pierś drowa i szarpnęła z całą swoją demoniczną siłą. Chciała oderwać mu rękę, najlepiej z całym barkiem. Oczyma wyobraźni już widziała te kaskady krwi tryskające z kikuta, ten ból na twarzy, to przerażenie wypisane w jego oczach. Chciała zadać mu ból. Nie wróci to życia mieszkańcom Autonomii, ale może ktoś usłyszy o tym, co się tu stało i powie to dalej, a że takie pogłoski momentalnie się rozchodzą leżący drow posłuży za przykład grozy. Zaraz po szarpnięci zamierzała ostrym tupnięciem połamać mu żebra, po czym wbić jedno z naręcznych ostrzy w okolice jego uda, i iść dalej, głębiej, odciąć mu nogę. Powoli pozbawiać go kończyn, i odciąć dwie pozostałe w identyczny sposób, a następnie rozciąć jego brzuch, dostać się do trzewi i wyrwać jego organy, jeden po drugim, a gdyby po tym nadal żył, rozpruć połamane żebra i ostatnim, szerokim zamachem pozbawić go serca. Nikt nie miał szans tego przeżyć.
Chciała krwi i jego bólu.
Była mścicielką, który już za chwile skąpie się w krwi mordercy.
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

26 kwie 2012, 17:41

MG

Merratron postawił swoją panią do pionu, jednocześnie karając Elfa poprzez zanurzanie miecza w jego pierś. Wchodził jak w masło w nagą klatkę piersiową, a stopa prawego elfa kneblowała brutalnie ewentualne jęki. Nawet, Gdyby mocny chciał się szamotać nie miał siły. Jego zdolności regeneracyjne, nie nadążały. Trucizna Reta, topienie, jak i kolejne rany. Choć Caleirdir mógł być zahartowany, w kwestii odczuwania bólu fizycznego, to jednak, nijak to miało się do kolejnych obrażeń.
Elokwencja Mrocznego, nie zrobiła wrażenia żadnego na Arael, która z niejaką pogardą, rozdrażniona, przycisnęła złoczyńce stopą do ziemi, jednocześnie sprawiając ból obcasem. Łańcuchy zabrzęczały. Owinięte nadgarstki zostały zaciśnięte. Łańcuch otulał brutalnie uwięzione przeguby, zaś szarpany harpun…Cóż, był wbity na wylot ramienia, z rozpostartą "różą" która uniemożliwiała zwykłe wysunięcie broni…Więc, z użyciem coraz większej siły, "róża" wżynała się w skórę. Słychać było kolejne szczęki i dźwięki niszczonych ścięgien. Z rany obficie poleciała krew, harpun ciągnięty osuną się w górę, oracjąc skórę brutalnie skórę, mięśnie, ścięgna, żyły, tętnice…wszystko to, co na początku Araela chciała oszczędzić, teraz było otwartą raną,z postrzępionymi brzegami, tryskająca krwią, sprawiającą agonię…Wyszarpnięty harpun, obił się dźwięcznie o skalne podłoże…Tętnicza krew polewała się bogato…To był koniec. Obraz stawał się mglisty, oddech płytszy z sekundy na sekundę, aż…w ostateczności nadszedł koniec. Ciało elfa zmarło. Uszło z niego życie. Ból, chłód, dźwięki, były już na niego obojętne. Był trupem.

Info– mczny elfie, uśmierciło Cię. Żeś trup. Spójrz na PW.
Awatar użytkownika
Arael
Posty: 650
Rejestracja: 09 lis 2011, 19:58
GG: 36159745
Karta Postaci: viewtopic.php?p=15819#15819

28 kwie 2012, 16:13

Ręka wyrywana z głośnym trzaskiem, szybko rosnąca pod elfem kałuża ciemnej krwi. Arael już szykowała się do kolejnych ciosów, do rozrywania przeciwnika na strzępy, jednak coś ją powstrzymało. Nie usłyszała krzyku bólu czy przerażenia przy wyrywaniu kończyny. Przeciwnie, odpowiedziała jej cisza. Drow nie wydał z siebie żadnego dźwięku. Spojrzała w jego oczy, które nie poruszały się. Nie oddawały żadnych emocji. Były szkliste.
Martwe.
Popatrzyła na niego, ale nie obudziło się w niej żadne współczucie. Wciąż ta sama nienawiść. Podeszła do głowy elfa, butem obracając ją na najodpowiedniejszy kąt i używając naręcznego ostrza jak piły odcięła jego głowę. Następnie zdarła mu górną część stroju i zawinęła w nią "trofeum", końcówki zbierając w jedno miejsce i splątując tak, że wyglądało to jak jakieś małe zawiniątko, które równie dobrze mogłoby być kapustą. Gdyby nie wielka, stosunkowo szybko rosnąca szkarłatna plama, którą jednak Łowczyni się nie przejmowała. Nie po raz pierwszy musiała dostarczyć gdzieś dowody wykonania pracy. Popatrzyła na Merra.
– Wybacz mój wybuch. Nienawidzę zła w jakiejkolwiek postaci. Usprawiedliwia mnie tylko to, że co prawda w walce nie wolno kierować się emocjami, ale to nie była już walka. Chodź, wrócimy teraz do Derin.
Uśmiechnęła się do niego, tak, jakby wcale jej but nie przesiąkał właśnie świeżą krwią.
Ruszyła w kierunku wyjścia z jaskini, zostawiła za sobą trupa. Miała nadzieję, że Merr podąża za nią, bo obecnie nie była w stanie zwracać uwagi na nic poza próbą uspokojenia się.
Ogień zemsty wciąż w niej płonął. Żądza krwi wywołana śmiercią tylu niewinnych wciąż nie ucichła.
Łowczyni wiedziała jednak, że musi nad tym panować. Zamierzała tylko odebrać nagrodę i wrócić do Wolenvain, do Czarnego Kota. By, jak zwykle po zakończonej pracy wysączyć kufel piwa, tym razem być może w towarzystwie białowłosego elfa.
Szybkim krokiem udała się w kierunku Derin.
[z\t]

Wróć do „Derin”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 8 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 7 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Viridar
Liczba postów: 52209
Liczba tematów: 2974
Liczba użytkowników: 1048
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: WielkaNiewiadoma
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.