Posiadłość Drefana

Miasto to pięknie wygląda w bezchmurne dni, zazwyczaj jednak takowych tutaj brak. Mimo pesymistycznego krajobrazu mieszkańcy Derinie są bardzo przyjaźni i mają niesamowite poczucie humoru. Obróbka wszelkich metali, drewna i kamieni szlachetnych wydobywanych w górach Ikrem przynosi Derinie nie tylko sławę, ale i mnóstwo pieniędzy...</font></p>
Awatar użytkownika
Drefan
Posty: 79
Rejestracja: 29 maja 2012, 20:35
Lokalizacja postaci: Główne pomieszczenie
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1952

Posiadłość Drefana

04 cze 2012, 08:34

Posiadłość należąca do Drefana znajduje się w pobliżu Derin, Jest położona nad jeziorem Iqua w około 4/5 drogi z Wolenvain do Derin. Około pół godziny drogi od traktu zaczynają się pola, na których rosną rozmaite zioła i zboża, które albo są wykorzystywane na potrzeby posiadłości i właściciela, albo też sprzedawane. Po kilkunastu minutach spaceru powinno się wejść w odręb budynków, wśród których są budynki mieszkalne oraz gospodarcze. Całe obejście jest zadbane i schludne, a budowle zbudowane są z cegły. Najbardziej okazałą budowlą jest sam dworek – budynek mieszkalny właściciela, który znajduje się w oddaleniu około 30 metrów od pozostałych budynków w głębi obejścia. Zbudowany z cegły, otynkowany budynek, wokół którego rosną przeróżne drzewa, jednak widać, że było to zaplanowane, przez co wygląda to ozdobnie. Przed głównym wejściem stoją dwie białe kolumny podpierające balkon nad nim, który otoczony jest dębową barierką. Na parterze dworku znajduje się sześć raczej dużych okien ze szklanymi szybami. Na piętrze są cztery takowe okna, a na poddaszu dwa jeszcze mniejsze. Cały budynek przedstawia klasę odpowiednią dla szlachcica, nawet nie tak bardzo zamożnego. Za dworkiem w odległości kilku minut drogi widoczne jest jezioro Iqua, gdzie wybudowany jest niewielki pomost, a obok są zacumowane dwie nieduże łodzie rybackie.

Wchodząc do środka mieszkania gospodarza można dojrzeć prostotę, która jednak jest oznaką ozdobności tego domu. Nie zobaczy sie tutaj setek obrazów, gobelinów czy innych tego typu rzeczy. Na ścianach znajdują się co najwyżej proste wzory, które nadają temu miejscu aury tajemniczości swoim znaczeniem. Idąc w prawo znajdziemy się na korytarzu, gdzie widoczne jest kilka drzwi po prawej, nie ma tam jednak niczego interesującego – pomieszczenia gdzie pracuje służba i nic więcej. Ciekawa rzecz jest dopiero na schodach, a może raczej pod schodami – znajduje się tam niewidoczna klapa, pod którą jest pomieszczenie labolatorium, gdzie to Drefan pracuje. Oprócz sprzętu alchemicznego na stołach, można zobaczyć na półkach rozmaite słoiki z różnymi substancjami i ziołami. Całość jest oświetlona przez świece, które mimo braku dostępu slońca przez okna z powodzeniem rozjaśniają mrok pomieszczenia i pozwalają na pracę. Z tyłu pracowni znajdują się kręte i strome schody, które prowadzą do sypialni gospodarze, gdzie wychodzi się zza biblioteczki – wbrew pozorom nie jest ciężko tego przesunąć i nawet kobieta, jakby się zaprała to jej się uda. Tylko trzeba wiedzieć gdzie pchać lub ciągnąć. Na wspomnianej biblioteczce znajdują się książki o alchemii, ziołach, różnych substancjach, medycynie jak i o historii, polityce czy kulturze. Widoczne w pomieszczeniu jest duże i miękkie łoże, które przywołuje swoją wygodą wszystkie damy z okolicy. Na ścianie za łóżkiem wisi miecz – zwykły, jednoręczny, a pod poduszką gospodarze nóż. Na małej szafeczce koło łóżka znajduje się nieduża skrzyneczka zamknięta na klucz, którym jest gwiazda i księżyc rodu. W niej znajduje się narkotyk. Szafeczka posiada także wysuwaną półkę, która tak jak skrzyneczka jest zamknięta na znak rodowy. W środku zaś znajdują się pieniądze – nie są to jednak wszystkie oszczędności, tylko te zupełnie prywatne pieniądze Panicza, który rzadko bywał w domu i nie brał ich tak często. Jest tam około 25 suwerenów. Podłoga sypialni jest wyłożona dywanami, aby zapewnić komfort podczas chodzenia boso, chociaż w sypialni. Przez okno wpada tutaj światło zachodzącego słońca.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Drefan
Posty: 79
Rejestracja: 29 maja 2012, 20:35
Lokalizacja postaci: Główne pomieszczenie
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1952

21 sie 2012, 19:12

Bez większych problemów ominął zamieszanie na trakcie, a dalej droga minęła mu spokojnie i nieco monotonnie. Mijały minuty i godziny myśli o tej, która była inna od wszystkich, które spotkał do tej pory. Teraz w jego wyobraźni wyglądała naprawdę niczym córka bogini. Potrząsnął głową. Nie mógł tak myśleć, przecież to nie było dla niego naturalne. To on okręcał je sobie wokół palca, zdobywał, a potem zostawiał gdy mu się znudziły. A nudziły mu się zwykle po kilku godzinach i tyle go widziały.
Po dłuższym czasie krajobraz zaczął sie delikatnie zmieniać, a powietrze stało się nieco chłodniejsze i bardziej wigotne – znak na to, że zbliżał się do jeziora Iqua oraz Derin, a więc także własnego domu. ucieszyła go ta myśl, bo mimo że nie bywałtam długo, to jednak lubił wrócić i odpocząć oraz zająć się czymś tak przyziemnym jak doglądanie folwarku. Ciekawy był, jak w tym roku poszły żniwa. Czas mu się dłużył, więc przestałzwracać uwagę na cokolwiek. po prostu szedł, aż natknął się na znajomą okolicę – tutaj znajdował się zjazd do jego posiadłości. Kiedy szedł drogą w kierunku folwarku widział pracujących jeszcze na polach parobków – kończyły się zbiory wszystkiego. Spoglądali przez chwilę na idącego człowieka i chyba rozpoznawali w nim włąściciela, a przynajmniej nie którzy, ponieważ pochylali lekko głowy na znak powitania, po czym wracali do pracy. Drefan wszedł pomiędzy znajome zabudowania, gdzie się na chwilę zatrzymał – znowu był u siebie. Skierowałswe kroki ku drzwiom posiadłości i je otworzył. Postawił buty wewnątrz ścian i tknęła go melancholia – tyle podróżował, że aż miło sie zrobiło będąc w tych zabudowaniach, które uzyskał na wskutek podstępu. Chociaż otrzymał je legalnie. Podstępem wykurzył osobę dzięki której to miał. Ale była to już przeszłość. Nie zatrzymując się zaczął iść w kierunku swojej sypialni. Otworzył powoli drzwi i odetchnął z ulgą, że nikt tutaj nie wchodził. Skierował się ku skrzyneczce, zamkniętej na osobliwy klucz– jego medalion, który po chwili przyłożył. W niej znajdowało się dużo jego narkotyku własnej roboty. Napełnił woreczek, który miałzawieszony na szyi i założyłgo z powrotem. Już miałzamykać skrzyneczkę, gdy coś go tchnęło i do pustej sakiewki wsypał drugie tyle. Powinno to wystarczyć na dłuższy czas. Wtedy też zamknął skrzyneczkę i nieco się schylił, aby dostać się do półki wysuwanej, którą otworzył. Znajdowały się tam pieniądze, które były mu teraz potrzebne. Wyciągnął 15 suwerenów, który włożyłdo jednej z sakiewek i przypiął po wewnętrznej stronie kurtki. Rozejrzał się i zamknął półkę. Wszystko wyglądało w porządku, więc wyszedł, zamykając za sobą drzwi.

Postanowił znaleźć osoby, które kierowały folwarkiem pod jego nieobecność. Tylko gdzie one były? Godzina jeszcze dosyć wczesna, więc powinny być na zewnątrz. Tak więc wyszedł z dworku i wyszedł na podwórze, gdzie począł ich szukać. Mimo że to wszystko należało do niego czułsię tutaj nieco… obco. Tak obco, co było trochę dziwne – jak można czuć się obco we własnych włościach? Znalazł jedną z nich, kiedy doszedł do granicy pól – była to starsza siostra – Kara. Spokojnym krokiem podszedł do kobiety, która była całkiem urodziwą jeszcze młodą niewiastą, o kasztanowych, lekko falowanych włosach. Na jej twarzy widniało kilka-kilkanaście piegów, które nadawały jej licu jeszcze młodszego wyglądu. Nie wydawała się starzeć, a przynajmniej Drefan tego nie zauważył w ciągu tych dobrych kilku lat "współpracy". Nieduży, lekko zadarty do góry nosek znajdował się nad bladymi, jasnoróżowymi, pełnymi ustami. Brązowe oczy podkreślały piękny kolor jej włosów, które opadały do łopatek. Na dole twarz wieńczył zaokrąglony z dołu podbródek z wgłebieniem z przodu. Jej ciało też było niczego sobie – talia, której zazdrościłoby pewnie wiele kobiet, średniej wielkości pełne piersi, które jeszcze nie zdążyły obwisnąć, więc ich posiadaczka cieszyła się nimi… No i Drefan też się nimi cieszył. W tali następowało lekkie zwężenie, a niżej były już szerokie, kobiece biodra oraz całkiem niezłe pośladki. Zaprawdę, było na co patrzeć. Dalej były już całkiem zgrabne jak na gust Drefana, nogi. Kobieta była ubrana w prostą, brązową suknię. Włosy miała związane czerwoną chustą, w pasie była przewiązana też czerwonym pasem. Na nogach miała trzewiki, których wygodę ceniła. Wyglądała w tej chwili dla Niego jak królowa, dzięki której mógł zapomnieć o zmartwieniach. No może nie ja k królowa, ale jak naprawdę piękna dama. I jak dobra przyjaciółka pozwalała mu zapomnieć o zmartwieniach, ale to w nocy. Podszedł do Niej z niedużym uśmiechem na ustach. Kiedy ona go ujrzała, uśmiechnęła się szeroko, ukazując równy szereg zębów. Lubił kiedy kobiety się uśmiechają. W większości przypadków wyglądają wtedy jeszcze lepiej.
-Kto tu do nas zawitał? – usłyszał jej delikatny rozbawiony głos.
-Drefan się zwę, na swoje nie mogę? - Odpowiedział jej z uśmiechem.
-Ależ możesz. Po co przybyłeś? Albo dlaczego mnie szukałeś?
-Chciałbym się dowiedzieć, jak w tym roku poszły zbiory oraz inne informacje. Ważniejsze plotki i wydarzenia w okolicy. Komu się zmarło, a kto ślub miał?
-No to może lepiejpójdźmy do dworku, a tam przy posiłku wszystko Ci opowiem. Pewnie nic nie jadłeś i jesteś głodny, prawda? - Zapytała z matczyną troską w głosie. On natomiast po prostu wzruszył ramionami i wziął ją pod rękę. Powolnym spacerem ruszyli w kierunku budynków, a potem do drzwi budynku w którym mieszkali. Otworzył jej drzwi i przepuścił przodem. Na tę chwilę zszedł wzrokiem w dół i spojrzał na jej kształtne biodra, które w czasie ruchu włąścicielki wprawiały wielu mężczyzn w osłupienie. Często osłupienie było w kroczu, jednak nie w przypadku Drefana. Za dużo z nia przebywał i za duże doświadczenie miał. Po prostu się uśmiechnął, wiedząc, że ona też pewnie wie o tym, że patrzył. Nie krył się z tym, a ona nie miała nic przeciwko. Udali się do jadalni, gdzie usiedli przy stole, po przeciwnych jego krańcach.
-Gdzie jest Róża? – Zaczął rozmowę Drefan, kiedy Kara przyniosła strawę.
-Nie wiem. Pewnie znowu siedzi nad jeziorem. Dzień się robi coraz krótszy, więc pewnie zaraz przyjdzie. - Odpowiedziała, po czym jak na zawołanie do pomieszczenia zajrzała szczupła twarzyczka jego drugiej kochanki – Rózy. Miała ona zaledwie 25 wiosen, więc nie było po Niej widać żadnych oznak starzenia się. Gładką trójkątną twarz, z pięknymi oczyma o kolorze nieba okalały długie, proste włosy o blond kolorze. Były splecione w długi warkocz, jednak kiedy były rozpuszczone sięgały krzyża. Patrząc na jej ciało wydawać by się mogło, że niejeden by się w Niej zakochał i pewnie tak było. Talia w kształcie klepsydry, a piersi mniejsze nieco niż u siostry, cały czas jędrne. Nie była jednak tak chuda, że wystawały żebra, ale mimo wszystko zdawło się, że w piersiach znajdował się cały tłuszcz z jej ciała. Wyglądała jeszcze bardziej ponętnie niż jej starsza siostra. Róza była uosobieniem delikatności, uczucia, piękna i wrażliwości. Na jej twarzy widniały piegi, które w połączeniu z uśmiechem sprawiały, że człowiekowi jakoś lżej się na sercu robiło i cieplej. Były mniej więcej równego wzrostu i czubkiem głowy sięgały Drefanowi do linii oczu.
-O wilku mowa! Usiądź. – Powiedział Drefan do nowo przybyłej – wskazał krzesło obok siebie. Kara się uśmiechnęła, a Róża, nieco nieśmiale podeszłą do stołu. Mężczyzna wtedy wstał i ją objął niewiastę ubraną w lnianą, białą suknię, która sięgała jej do połowy łydek. Wiedział, że ona właśnie tego chciała, ale bała się go zapytać – przecież był włąścicielem tego wszystkiego. Na początku zaskoczona kobieta, jakby próbowała się bronić, ale potem zwyczajnie odwzajemniła uścisk. Trwało to krótką chwilę, po czym Drefan usiadł na swoim miejscu. Kątem oka zauważył u Róży rumieniec czerwony jak… róże. Gdy wszyscy już usiedli, zaczęli jeść. Drefan w podróży już dawno temu nauczyłsię jeść szybko, aby nie tracić czasu, więc skończył jako pierwszy. Wytarł usta wierzchem dłoni i odetchnął. -Więc jak w tym roku poszły zbiory? – Zapytał, wyranie zaciekawiony. Mimo faktu, że nie przebywał tutaj za długo, to przecież to należało do niego.
-Żniwa wyszły całkiem dobrze, poza częścią łanu w pobliżu traktu – zboże tam zostało zadeptane. Wyglądało jakby ktoś sobie założył tam wcześniej obóz. Pewnie rozbójnicy, albo dezerterzy z bitwy sprzed roku. – Powiedziała,a potem przerwała aby wziąć kolejny kęs potrawki. - Poza tym, to pogoda dopisała i bez większych problemów zboża zostały zebrane. Ile tego było? – Zapytała sama siebie i wstała. Wyszła na chwilę z pomieszczenia, a po niespełna minucie wróciła z kartą, na której zapisany był wynik zbiorów. – Więc tak… Z zapłaty za dzierżawę mamy łącznie jakieś 250 kwintali żyta oraz 190 kwintali jęczmienia. Wszystko jest złożone w stodole. A co do innych sytuacji… Nie słyszałam ostatnio żadnych wieści. Obawiam się, że niewiele osób teraz podróżuje dla poplotkowania, przez tych rozbójników. Taka wielce silna Autonomia, a z rozbójnikami w środku swych terenów sobie nie poradzi.. – Powiedziała nieco wzburzona. – Jeszcze trochę, a tak się rozpanoszą, że zaczną atakować wsie… – Dodała i zamilkła widząc twarz Drefana, którą ten ściągnął. Myślał nad tym wszystkim intesywnie. Rozbójnicy istotnie stanowili poważny problem, zwłaszcza że zbliża się zima i nie będzie im się chciało siedzieć po lasach. Znajdą jakieś wsie czy słabiej zabezpieczone folwarki i tyle. – Karo, nie zabawię tu długo, więc zajmij się znalezieniem i najęciem kilkunastu ludzi, którzy zostaliby ochroną tej posiadłości oraz okolicznych terenów. Ściągniesz na ten cel dodatkowy niewielki podatek od wsi. Powiesz im, że to jest dla ich ochrony. Może jacyś młodzi ze będą chcieli do tego dołączyć, to pozwolisz. Trzeba zapewnić wam bezpieczeństwo. – Powiedział poważnym głosem, który mówił jasno, że nie ma w tej sprawie sprzeciwu. Rozbójnicy stanowili duży problem, a trzeba było dbać o bezpieczeństwo włąsnych włości, kiedy kraj nie mógł Ci tego zapewnić. -Zboże niech zostanie zmagazynowane, nie podchodzić tam z ogniem. Wybieram się w podróż do Wolenvain, więc może znajdę kupca, która da za to dobrą cenę. – Wspomniał o zbiorach oraz tym, że sam się zajmie sprzedażą produktów rolnych. Powinno to zapewnić wtedy wystarczająco pieniędzy, aby opłacić najemników.
Czas posiłku dobiegł końca, a Drefan jako pierwszy wstał od stołu i wyszedł. Wychodząc przejechał palcami po karku Róży, która aż się wzdrygnęła. Była zaskoczona tym gestem, tak niespodziewanym. Kiedy mężczyzna wyszedł siostry popatrzały po sobie,a starsza skinęła głową. Miała jeszcze kilka rzeczy do zrobienia, a panicz był pewnie zmęczony po podróży. Skierowała więc swe kroki na zewnątrz.
Drefan zaś poszedł prosto do swojego pokoju. Do zmierzchu była jeszcze godzina, może dwie, jednakże nogi bolały mu już od podróży. Jeszcze chwilowy wysiłek umysłowy, gdy musiał zaplanować co zrobi z plonami oraz co zrobić z rozbójnikami. Może powinien udać się do namiestnika i poprosić o pomoc? Może miasto mogło pomóc oczyścić tereny przynależące do niego, skoro Autonomia nic z tym nie robi? Zamyślony zdjął pancerz, który odłożył w kącie pomieszczenia, a za nim koszulę, tak skórzaną, jak i lnianą. Pozostał w samych spodniach i usiadł na łóżku. Oparł się dłońmi o kolana, ale tylko na chwilę, potem zaś położył się na łóżku. Przyjemnie było poczuć miękkość łoża po niewygodach podróży. Zamknął oczy i rozkoszował się ciszą, spokojem oraz wygodą miejsca dzieisejszego spoczynku. W końcu jakoś porządnie zjadł, a narkotyku miał pod dostatkiem. Nie chciał teraz myśleć o niczym, zresztą pewnie nie dałby rady. Był tak skupiony na nierobieniu niczego, że nie usłyszał powoli otwieranych drzwi, ani lekkiego stuknięcia, kiedy się zamknęły. Nie słyszał cichych kroków stóp po dywanie, które zmierzały ku niemu. Jednak poczuł jak ktoś siada mu na nogach, a dłonie opiera na jego piersi, gdzie widniała blizna. Wzdrygnął się wtedy i otworzył oczy próbując wstać, co mu się jednak nie powiodło, gdyż delikatne kobiece dłonie mocniej go przycisnęły. Wiedział, że nie ma się czego bać, a jest raczej wręcz przeciwnie. Palce jasnowłosej przesunęły się wzdłuż skazy na jego piersi, od obojczyka po koniec mostka.
-Tak za Tobą tęskniłam… – Usłyszał cichy głos, który koił jego umysł.
-Ja też Różo. Dlatego też przyjechałem… - Nie była to do końca prawda, jednak w jakiejś części nią była. Prawdą jest, że przyjechał tu głównie po narkotyk, jednak czy nie mógł skorzystać też z innych uroków swojej posiadłości?
-Na jak długo zostajesz? – Zapytała nieśmiale, z nadzieją w głosie. Nadzieją, że może zostanie na dłużej.
-Noc, może dwie… Mam pilne sprawy do załatwienia. Przykro mi. – Odpowiedział jej. Kochał ją i jej siostrę jak… Siostry… Albo bardzo bliskie przyjaciółki, bo inaczej byłąby to kazirodcza miłość. Ale kogo to tutaj obchodziło? Światło zachodzącego słońca oswietlało jej delikatną twarz.
-Krótko… Czy..? – Nie wiedzieła co powiedzieć, jak dokończyć, jednak on wiedział. Wiedziałco chce powiedzieć.
-Tak… – Z jego ust wydobyło się pojedyńcze słowo, a on podniósł się nieco i pocałował ją. Ona natomiast chwilowo zesztywniała, ale już chwilę później odwzajemniała pocałunek. Kiedy jego dłonie zaczęły błądzić po jej gładkim ciele zauważył coś jeszcze – była okryta jedynie tuniką, ktorej szybko się pozbyli. Stała przed nim po raz kolejny tak, jak ją bogowie stworzyli. Uważał ją za nieziemsko piękną kobietę, której nie rola, a władza u boku króla była przeznaczona. Tak wyglądała. Rozpuszczone, proste włosy blond kolory opadały aż do krzyża. Tymczasem Drefan pozbył się spodni, a jego penis był już sztywny. Wiedział od dłuższego czasu na co się zanosi. Mężczyzna wstał i położył kobietę na łóżku, tak aby to ona była na dole. Leżała na plecach, tak więc mógł patrzeć jej w oczy. Położył palec na jej ustach,a potem jedną dłonią pogładził jej policzek, a drugą położył na jej piersi, którą ścisnął delikatnie. Rozpoczął masaż piersi jedną ręką, drugą skierował ku jej trójkątowi rozkoszy, a ustami całował jej szyję. Czuł jej rozkosz, widział jak wygina ciało w łuk prosząc o więcej i nie mogąc znieść przyjemności. Po jakimś czasie poczuł, że była już wystarczająco gorąca, a jego dłoń była już mokra. Pocałował ją w usta i wszedł w nią. Powoli, aby nie poczuła bólu. Z jej ust uszedł cichy pomruk przyjemności. Zamknęła swe błękitne oczy i oddała się mu całkowicie. On natomiast poruszał się powoli z dwóch powodów. Po pierwsze nie chciałsprawić jej bólu, a po drugie był zmęczony. Nie miał sił na zbyt energiczny stosunek. Później nastąpiła zmiana pozycji na taką, że to Róża siedziała na nim okrakiem, a on leżał na łóżku. Teraz ona dyktowała tempo, jakie tylko chciała. A było całkiem szybkie. Wygięła się w łuk i kręciła biodrami tak ponętnie, że Drefan nie wiedział gdzie postawić dłonie. na piersiach, czy na pośladkach? Rozważał argumenty za i przeciw, po czym zdecydował się na biust, który zaczął masować i ugniatać. Jego kochanka jęknęła z rozkoszy i przylgnęła do niego. Jej piersi opierały się na jego torsie. Czuł jej napięcie, wiedział, że ona zaraz dojdzie, więc błyskawicznie zmienił pozycję, tak, że leżała ona na brzuchu, a on brał ją od tyłu. Cały czas przyspieszał, a ona w końcu krzyknęła – to był znak, że doszła do najwyższego punktu rozkoszy. Jednak on zamierzał dać jej jak najdłuższy moment przyjemności. Gdy Róża bezwładnie leżała na łóżku on dalej poruszałsię w Niej, aż poczuł, że sam dojdzie. I kiedy się to stało, był w swej kochance, która krzyknęła po raz wtóry. Czułsię wspaniale, tak dobrze, jak dawno się nie czuł. Opadł na łoże obok Niej – z potarganymi włosami, cała spocona i zgrzana. Czuł ciepło bijące od jej rozgrzanego ciała. Słońce właśnie zaszło za horyzont, pogłębiając pomieszczenie w cieniu. Drefan objął kobietę i zamknął oczy. Czekał go spokojny sen w wygodnym łóżku – tak za tym tęsknił.


Drefan był człowiekiem wbrew pozorom pracowitym – jednak nie robił tego, co ktoś mu kazał, a to co sam chciał albo uważał za słuszne. Nie potrzebował dużo snu, jednak teraz nie chciał się obudzić i wstać. Nie była to jednak za przyczyną pięknej, nagiej niewiasty, która leżała obok niego. Miał sen, w którym była kobieta, która znajdowała się teraz daleko. Kobieta, której piękno przerastało wszystko co znał, niewiasta, która wyglądała nie jak królowa, a córka bogini. Że też on, ten który nigdy nie miał tej słabości na nią zapadł? Otworzył oczy, gdy usłyszał pianie koguta. Mimo ogromnej niechęci do wstawania odgonił myśl o śnie. Nie mógł się poddawać jakimś beznadziejnym marzeniom, czy uczuciom. przecież i tak z nią zrobi to co ze wszystkimi – uwiedzie, zaliczy i opuści. Taki już był, jednak teraz nie wiedział, czy na pewno tego chciał. Siedział na skraju łóżka i kątem oka zerkał na śpiącą Różę. Tak czy inaczej, czas do pracy, poiwedział sobie w myślach. Pogładziłjej policzek i zacząłsię ubierać. Na lnianą koszulę i spodnie założył skórzaną koszulę. Po chwili zastanowienia uznał, że lepiej będzie jeśli założy też sam skórzany pancerz – było już coraz chłodniej. A on będzie wyglądał na silniejszego. Nie chciał teraz niepotrzebnych dyskusji. Na sam koniec założył na szyję woreczek na rzemieniu oraz medalion rodu. Przed wyjściem raz jeszcze obejrzał się na śpiącą kobietę. Była dla niego ważna niczym młodsza siostra – tak się chciał o nią troszczyć. Element kazirodctwa można wyrzucić. Dzień należało zacząć od posiłku, który zostałjuż przygotowany przez Karę, która ubrana w swą brązową suknię stawiała strawę na stół. Objął ją w pasie i pocałował. Ona zaś zatrzymała się na chwilę i uśmiechnęła.
-Róża przyszła do Ciebie wczoraj? - Zapytała go, gdy siadał do jedzenia. Uniósł kąciki ust, gdy zadała mu pytanie. To ona powiedziała jasnowłosej, aby przyszłą do niego. Znał już takie gierki, ale był jej za to wdzięczny. Miał przynajmniej miły wieczór.
[b]-Przyszła. A co, nie słyszałaś? –
Zapytał ją z szelmowskim uśmiechem na twarzy. Wiedział, że Kara na pewno to słyszała, pewnie jeszcze podsłuchiwała.
-Hmmm… Słyszałam. Ona jeszcze śpi, tak?
-Jak niemowlę.
-A co zamierzasz dziś robić?
-Nie wiem… Zobaczę co się dzieje tutaj i jeszcze się Tobą zajmę.
– W odpowiedzi usłyszał cichy chichot.
A kiedy to będzie? – Zapytała.
-A kiedy chcesz?
-No to może… Teraz?

Uśmiechnął się i pocałował ją po raz wtóry. Potem spozył posiłek i wyszedł. Przechodząc przez drzwi powiedział jeszcze: – Może potem, teraz mam parę rzeczy do zrobienia. – Tak naprawdę nie wiedział co ma zrobić, w czym mógłby pomóc, czy dopilnować. Postanowił pozostać jeszcze jeden dzień i wtedy wyruszyć do Wolenvain, jednak nie wiedział co ma przez ten dzień robić.

Zamotany we własne myśli poszedł nad jezioro, gdzie byłaby cisza i spokój, gdzie mógł pomyśleć bez przeszkód. Nie minęło dużo czasu i znalazł się przy zachodnim brzegu akwenu Iqua. Usiadł na brzegu i patrząc w spokojną toń jeziora myślał nad wydarzeniami ostatnich dni. Czym był środek, który stworzył? Narzędziem do rozrywki, które nie ma większych skutków ubocznych przy zażywaniu. Problem pojawia się przy odstawieniu od narkotyku, gdyż powodowało to praktycznie stan agonalny. I tak było kilka dni temu i gdyby nie Celestia, to pewnie by zmarł. Jednakże to przypadkowe wpadnięcie na nią w gąszczu ludzi, okazało sie dla Niego zbawienne – spotkał istnego Opiekuna od bogów. Piękna, długowłosa niewiasta, która nie bacząc na nic, pomogła mu. W jego pamięci wciąż tkwił obraz jej pięknych oczu i włosów, gładkiej twarzy i miękkich ust, które poczuł. Może i bez pozwolenia, jednak nie mógł się wtedy powstrzymać. Ona nie wygoniła go, a w dodatku zgodziła się na spędzenie razem nocy. Nie była to co prawda wspólna noc, jakie Drefan zwykle miał z kobietami, jednak spała obok obcego jej mężczyzny. Zaufała mu, a on jej nie zawiódł… Chyba… Zastanawiałsię, czy to aby na pewno dobrze, że tamtej nocy nic nie zrobił? Czy nie powinien raczej przejść do działania? Przecież taki był. Jednak ta kobieta… Czy ona coś do Niego czuje? Obawiałsię tej myśli. I… Czy on czuje cos do Niej? Nie, to niemozliwe… Przecież on nie posiadał takich uczuć, nie był do nich zdolny. Jest po prostu zafacynowany i jeszcze bardziej zmotywowany do spędzenia z Nią nocy i porzucenia jej, jak to zresztą robił do tej pory poza dwoma kobietami, które akceptowały to. Na tafli jeziora pojawiały się małe fale spowodowane wiejącym wiatrem. Rozbijały się one delikatnie o brzeg, wygładzając piasek i obmywając jego stopy. Czuł chłód wody i piasku, tak jak i delikatny wilgotny wiatr na twarzy. Zapach jeziora… Sięgnął dłonią do woreczka zawieszonego na szyi. Miał dość myślenia, zaczynała go od tego już boleć głowa. Oddalił się od brzegu i otworzył sakiewkę z proszkiem. Odmierzył na dłoni odpowiednią ilość narkotyku i wziął go do ust, a następnie połknął. Już za chwilę powinien przestać sie przejmować tym wszystkim, już za chwilę świat znowu będzie piękny…

Szedł przez lasek opierając się to o jedno drzewo, a to o drugie. Kręciło mu się w głowie, nie myślał o niczym. W pewnej chwili zauważył coś w gąszczu – postać, która wyglądała na ludzką. Zaczął się do niej zbliżać, jednak kiedy był blisko, to krzaki się poruszyły, a postać zaczęła biec w przeciwnym kierunku.
-Stój, nie zrobię Ci krzywdy! – Krzyknął Drefan i ruszył przez zielony gąszcz nie zważając na to, że gałęzie rozdzierają skórę na jego twarzy i dłoniach. Biegł na wprost, przeskakiwał konary, aż znalazł się na tlye blisko, aby lepiej widzieć kim jest ta postać. Zobaczył niewiastę ubraną w zwiewną zieloną suknię. Kobieta miała długie, sięgające do ud włosy, które rozwiewały się gdy biegła. Nie dojrzał jednak wplątanych gałązek czy liści we włosach. Nie przejmowałsię tym, tylko jeszcze przyspieszył biegu. Bolały go nogi, oddech stawałsię coraz płytszy, a płuca piekły ogniem. Nie poddawał się jednak, chciał ją dogonić, przekonać się, czy to naprawdę ona. Gdy szlaeńczym sprintem chciał ją złapać, nie zauważył konaru, który znajdował się na wysokosci jego głowy, którą porządnie wyrżnął w drzewo. Wpierw go zamroczyło, a potem nie widział już nic poza ciemnością.

Otworzył oczy… Słońce było już w zenicie, więc musiał je zmrużyć i poczekać, aż się przyzywczają do światła. Gdy się podniósł z pokrytej mchem ziemi ujrzał stojącą przed nim postać. Była kobietą, o znajomych mu rysach twarzy i o długich, pięknych włosach. Pochylała się lekko nad nim. Gdy przpomniał sobie jej imię błyskawicznie wstał i ją objął.
-Czemu uciekałaś? – Zapytał słabym głosem Nadal był zamroczony. Odpowiedziała mu cisza, a ona przyłożyła mu palec do ust. Poczuł jej palce, które szukały sposobu jak pozbawić go stroju, co zrobił błyskawicznie. Stał przed nią nagi, kiedy ta się rozbierała. Suknia opadła na ziemię, a on ją pocałował namiętnie w usta. Jego dłonie błądziły po jej ciele. Chciał jej, pożądał z całej siły. Nie mogąc się już powstrzymać dłużej, podniósł jej jedna nogę do góry i wszedł w nią. Mimo że milczała, usłyszał cichy jęk, który mógł oznaczać tylko rozkosz. Zaczął poruszać się coraz szybciej, a długowłosa wygięła się w łuk. Wiedział, że zarazona dojdzie, czuł to. Połączył swe usta z jej, a dłoń trzymał na jej plecach. Chciał czuć jej bliskość. Ruszał biodrami coraz szybciej, aż poczuł i zobaczył, że niewiasta szczytuje – nie mając juz siły opadła na plecy, na miękkie posłanie z mchu. Zupełnie jakby las dał im to miejsce, aby mogli się połączyć. Drefan czuł, że jeszcze chwila i sam osiągnie kres swoich możliwości. Kiedy do tego doszło, opadł ciężko obok kochanki i zamknął oczy. był szczęśliwy…

Spał z uśmiechem na ustach, zadowolony, że w końcu mu się udało. Był jeszcze bardziej szczęśliwy z tego faktu, niż z ostatniego stosunku z Różą. Otworzył oczy i ujrzał promienie zachodzącego śłońca, które przebijały się przez liście. Odwrócił powoli głowę w kierunku swej kochanki. Jednak gdy to zobaczył, to na moment zatrzymało mu się serce. Dlaczego? Otóż widziałprzed swoją twarzą drzewo. Już nieco spróchniałe i podgniłe drzewo, które wyglądało jakby dopiero upadło. Albo kilka godzine temu. Drefan spostrzegł się, że on leży nagi, więc zerwał się na proste nogi i zaczął sie ubierać. Kiedy zakłądał już ostatnie elementy stroju ujrzał nasienie na korze rośliny. Skrzywiłsię na tę myśl. Przyrodzenie go piekło, na twarzy miał pełno zadrapań, potężny guz na czole – nie wiedział czy nie ma strzaskanej czaszki. będzie to musiał sprawdzić jak wróci. Dodatkowo w ziemi byłjakiś stary nóż, który rozciął mu lewe przedramię. Nie było dużo krwi, jednak rana była na tyle duża, że wymagała opatrzenia. No i zostanie pewnie potem blizna. Jakoś to przeżyje, najgorsze z tego wszystkiego było to, co zrobił kilka godzin temu. Nie chciało mu to przejść przez gardło, ale to była prawda – uprawiał seks z drzewem… Chyba powinien odstawić narkotyk i to na serio. Rozejrzałsię dookoła, ale na szczęście nikogo nie dojrzał. Pogrzebał w pamięci, aby zorientować się, gdzie on dokładniej jest. Nie było to trudne, gdyż biegłprzez las niczym oddziałkawalerii po polu – takie ślady zostawił. Ruszył szybkim krokiem w drogę powrotną, aby jak najszybciej oddalić się z tego przeklętego miejsca. W końcu ujrzał zabudowania folwarku, więc zwolnił nieco krok. Przeszedł przez obejście nie zwracając na nikogo uwagi. Kierował się do dworku, a dokładniej do labolatorium. Tam na pewno miał coś, czym mógłby opatrzyć sobie rany. Otworzył drzwi i bez przywitania z nikim, ani "cześć", ani "pocałuj w dupę". Po prostu wszedł i skierował swe kroki do labolatorium. Gdy upewnił się, że drzwi są zamknięte i zaryglowane zapaliłświatło – pomieszczenie pokryło się kurzem i niewielką ilością pajęczyn od ostatniego jego pobytu tutaj. Teraz jednak należało się zająć opatrzeniem ran, a nie sprzątaniem. Zresztą burdel mu nie przeszkadzał, a na pewno nie teraz. Zdjął ubrania powyżej pasa i ujął w dłoń gąbkę nasączoną wodą, aby obmyć wpierw obrażenia. Gdy dotknął guza, który znajdował się po prawej stronie czoła, poczuł ogromny ból, jednak zacisnął zęby i kontynuował. Gdy uznał, że wystarczy zaczął oczyszczać ranę na lewym przedramieniu. Wyglądała okropnie, było to przecież spowodowane starym, nieco tępym nożem, który pokryłsię już rdzą. Skóra na długości dwudziestu centymetrów była poszarpana wzdłuż krawędzi cięcia. Dodatkowo była brudna, jakby się tarzał… Chociaż… Tarzał się. Jednak wolał tego nie wspominać. Ręka piekła mu jakby ktoś trzymał pod nią pochodnię, kiedy polał ją spirytusem. Oparł ją wtedy o blat i przycisnął z całej siły. Zacisnął zęby tak mocno, że choćby końmi w przeciwne strony ciagnęli, to by nie rozwarli szczęk. Drefan wiedziałjednak, że rana jest zbyt duża o zbyt niebezpieczna, spirytus mógł nie wystarczyć. Brzegi były poszarpane, co utrudni gojenie się. Trzeba było zrobić coś, co upewni go, że ręka za tydzień nie zacznie mu gnić. Rozpalił ogień i wsadził tam koniec miecza, który po kilkunastu minutach zaczął żarzyć się na czerwono. Uniósł ostrze i zbliżył je do lewej ręki, jednak bał się dotknąć. Bał się bólu poparzenia – jednak była to raczej zdrowa reakcja. Wsadził w usta szmatę, która miała posłużyć jako knebel, lewą rękę położył na czystym blacie i obniżył koniec miecza do rany. Jego ciałem wstrząsnął ogromny ból, jakby rozgrzanym żelazem go przypalali, co miało miejsce w rzeczywistości. Różnica byłą taka, że sam się przypalał. Rana skierczała, a po pomieszczeniu rozniósł się zapach spalonego mięsa oraz włosów. Okropny smród, kto był kiedyś na wojnie powinien to znać. Albo jeśli coś mu spaliło włosy na ręce przykładowo. Ręce Drefana drżały, jednak on dalej przesuwał gorącą stal wzdłuż rany, aby całkowicie odkazić i zasklepić ranę. Pozostanie tutaj sporej wielkości blizna, jednak nie była to już pierwsza skaza mężczyzny. Jednak była chyba pierwszą, którą uzyskał od własnej niezdarności, pod wpływem narkotyku. Kiedy skończył wypalać ranę upuścił miecz na ziemię, a sam się na nią osunął. Jego ciałem wstrząsały dalej impulsy bólu, które z każdą minutą robiły się nieco mniejsze. Niech będzie chwała bogom i komu tam jeszcze mógł dziękować. Nie wiedział ile czasu leżał na posadzce, zanim ból minął na tyle, że mógł myśleć i się poruszać. Należało jeszcze opatrzeć powstałe rany, dlatego też wyjął bandaże oraz proste środki uśmierzające ból oraz przyspieszające gojenie się. Owinął mocno guz na czole tak, że bandaż wyglądał jak opaska. Całe lewe przedramię i część dłoni zostały owinięte. Mniejsze rany i zadrpania przeczyścił wodą i spirytusem, gdyż nie wymagały owijania. Zagoją sie same w dzień lub dwa.

Wyszedł z labolatorium przez swój pokój, uprzednio zdejmując rygiel, aby mógł potem wejść przez drugie wejście. W pokoju nie było nikogo, a słońce znikło już za horyzontem. Wyszedł z pokoju i skierowałsie do jadalni, gdzie oczekiwały na niego siostry. Gdy tylko zjawił się w drzwiach, zerwały się na równe nogi i podbiegły do niego.
-Gdzie byłeś przez cały dzień? Co?.. – Przerwały wpół słowa, widząc jego bandaże. – Co Ci sie stało? Ktoś Cię napadł? – Słyszał zmartwienie w ich głosach, zmarszczki wywołane niepokojem.
-Nic się nie stało,po prostu nieco się poobijałem i obdarłem. To wszystko. -Próbował je zbyć. Nie miał zamiaru opowiadać, że się naćpał, a potem chędożył drzewo. To zbyt uwłaczało jego godności. usiadł przy stole i zaczął jeść. One tylko patrzyły na niego z troską, co go nieco irytowało. Przecież nie był małym chłopcem, którego trzeba cały czas pilnować. Z uglą przyjął fakt, że skończył już jeść i bez słowa wyszedł. było już późno, a on był zmęczony dzisiejszymi wydarzeniami, więc poszedł do swojej sypialni. Nawet nie zdążył się rozebrać, gdy do pokoju weszły dwie niewiasty, które zdążyły już pozbyć się ubrania. Drefan uśmiechnął się. Wiedziały co jest dobre na ból i wspomaga sen. Rozwarł ramiona, a one go rozebrały. Potem zwyczajnie zabrał się do roboty. Gdyby ktoś wtedy stał pod drzwiami i podsłuchiwał, to przez długi czas słyszałby stęknięcia, urywane krzyki oraz odgłos uderzania w ciało innym ciałem. A na sam koniec usłyszałby dwa krzyki, które niewątpliwie wydały niewiasty. A potem tylko ciszę, kiedy wszyscy już spali.

Kiedy tylko słońce rożświetliło horyzont na krwistoczerwony kolor, Drefan otworzył oczy. Leżałpomiędzy dwiema kobietami, jednak musiałjuż wyruszać. usiadłna skraju łóżka i sprawdziłjak trzymają się bandaże. O ile ten na lewej ręce był dobrzez zaciśnięty i zawiązany, to ten na głowie sie poluzował. Syknął z bólu, kiedy naciągał bandaż i poprawiałzawiązanie. Potem wciągnął na siebie spodnie i koszulę. Spojrzał na te dwie kobiety, a potem pomyślał o tej, co miała na niego czekać w Wolenvain. Stał jak kołek przez chwilę, a potem kontynuował ubieranie się. Gdy wziął, to co miał wziąć, wyszedł po cichu. Nie chciał ich budzić, a w tym był całkiem niezły. Przecież robił to już nie raz. Za pomocą brzytwy ogolił swój zarost, co mu sie udało bez zacięcia się. Do sakwy podróżnej wpakował prowiant na kilka dni. Spakował też kartę, gdzie zapisana byla ilość posiadanego zboża. Zamierzał w Wolenvain znaleźć kupca, który kupiłby to po dobrej cenie. Miasto było osłabione, a żywności w nim pewnie brakowało po ubiegłorocznym ataku wojsk Imperium. nie wszystkie pola zostały obsiane znowu, tak więc była to dobra informacja dla tych, którzy nie stracili na tym ataku, a mogą z niego wyciągnąć jeszcze więcej pieniędzy. Gdy upewnił się, że wziął już wszystko wyszedł z domu i skierował się ku traktowi, który biegł wzdłuż jeziora Iqua – od Wolneville na północy, po… Minaloit? Nie pamietał już dokąd dokładnie prowadziłtrakt, ale gdzieś na południe. Moze do samego Lokent, którego granica została zamknieta? Kolejny cios dla Autonomii i kolejne mozliwe źródło zysku dla szlachty, która ciągnęła pieniądze ze wszystkiego.
Drefan natomiast opuścił swoje włości.


z/t

Wróć do „Derin”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 4 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 4 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52206
Liczba tematów: 2973
Liczba użytkowników: 1046
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Senti
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.