Posiadłość pana Morelly

Miasto to pięknie wygląda w bezchmurne dni, zazwyczaj jednak takowych tutaj brak. Mimo pesymistycznego krajobrazu mieszkańcy Derinie są bardzo przyjaźni i mają niesamowite poczucie humoru. Obróbka wszelkich metali, drewna i kamieni szlachetnych wydobywanych w górach Ikrem przynosi Derinie nie tylko sławę, ale i mnóstwo pieniędzy...</font></p>
Awatar użytkownika
Tarnal
Posty: 138
Rejestracja: 04 paź 2011, 07:00
GG: 11616203
Karta Postaci: viewtopic.php?t=842

Posiadłość pana Morelly

08 lip 2012, 13:45

/Temat stworzony na potrzeby jednej z sesji, lecz po jej zakończeniu być może się komuś przyda, zobaczymy./

Posiadłość w postaci okazałych rozmiarów dworku należącego od niepamiętnych czasów do tajemniczego pana Morelly, znajduje się nieco poza gwarem samego miasta Derin, w rejonach bardziej zazielenionych, niemal rzut kamieniem od pięknego jeziora Iqua. Każdy spytany o ów domostwo Deeczeńczyk zapewne odpowie tak samo, iż budynek stoi w tym samym miejscu od lat, lub nawet wieków, mimo że każdy zachodzi w głowę, dlaczego wciąż wygląda tak zadbanie i wręcz nowo. Posiadłość, jako owiana taką tajemnicą, nie jest odwiedzana przez postronnych często, a jedynie podczas niezwykle ważnych uroczystości, w dodatku jedynie przez doborowo selekcjonowanych gości, zdecydowanie z wyższych sfer Derin oraz innych miast. Chociaż bije od niego nadzwyczajny przepych, kuszonych łatwym zarobkiem złodziejaszków również próżno tutaj szukać, nie wiadomo, czy z powodu tego, co można zastać w środku, czy też z powodu owej tajemnicy, znanej chyba każdemu mieszkańcowi Derin. Sam dworek wykonany jest z kamienia nieco jaśniejszego, niż większość miasta, chociaż może jest to jedynie złudzenie, wszak elegancki budynek położony jest wśród dużej ilości zieleni i w osamotnieniu, toteż nie ma tam innych konstrukcji, które mogłyby rzucać nań dodatkowy cień. Posiada jedno piętro oraz poddasze, z zewnątrz przypominając właściwie coś więcej, niż posiadłość, a bardziej pałacyk, ze względu na bardzo dużą ilość rzeźbionych zdobień, chociażby wokół okien. Do głównych drzwi wykonanych z ciemnego drewna prowadzi kilka stopni schodów, niezbyt szerokich, gdyż resztę terenu wokół budynku okrywa gęsta, ozdobna roślinność w postaci krzewów o przeróżnych kwiatach. Z tego powodu miejsce to wygląda na bardzo żywe, wręcz radosne, przynajmniej z zewnątrz. W środku, choć niemniej pięknie i elegancko, jest zdecydowanie bardziej patetycznie, a widok wiszących na ścianach tajemniczych portretów przeróżnych postaci, z których każda mogła onieśmielać swoją elegancją i szlachetnością wyglądu, jeszcze bardziej potęguje to wrażenie. Jest to miejsce pełne przepychu, być może wręcz przesadnego, zważając na fakt, że oficjalnie należy do jednej osoby, która i tak niezbyt często może korzystać ze wszystkich zapewnianych przez nie usług. Wszelkie meble, czy wewnętrzne ozdoby sposobem wykonania przypominać mogą już zabytkowe, jakich nie można aktualnie nigdzie znaleźć, lecz wcale tak nie wyglądają. Podobnie jak zewnętrzna część dworku, tajemniczym sposobem cały czas pozostają nienaruszone przez czas.. lub mają bardzo skrupulatnego opiekuna. O posiadłości pana Morelly z pewnością można powiedzieć wiele, a większości Deeczeńczyków nasuwa się pod jej adresem jedno stwierdzenie – dziwna. Mimo wszystko, niesamowita większość z nich nigdy nie zawitała do środka, gdzie owa dość neutralna opinia ulega zmianie, i to drastycznej, z powodu niesamowitej wytworności jego wnętrz, wręcz olśniewających swym bogactwem.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Asthor
Posty: 25
Rejestracja: 16 maja 2012, 17:04
GG: 32720272
Karta Postaci: viewtopic.php?p=29241#29241

24 sie 2012, 10:23

Jak widze ty dziwne oczy i tak odpisujesz najczęściej X D W sumie ja do połowy września mam ograniczony dostęp do komputera [co pisałem w jakimś tam dziale]więc mnie takie tempo nawet cieszy ^^ Co jednak tyczy się misji…

W tej chwili Asthor z całą pewnością stwierdził, że przeciwników jest trójka. Jeden widocznie rzucał zaklęcie, którego natury żółtooki nie mógł się domyślić. Liczył, że Kei , który swoją aparycją nasuwał na myśl magiczną profesje zajmie się przeciwnikiem. Miał za to dwójkę zabójców, których pokonanie zaczął rozważać. Pierwsze co postanawia zrobić to zatroszczyć się o córkę zleceniodawcy, o ile jest to możliwe.
– Vit zrób ze swoją damą obrót o 180 stopni – krzyknął
Liczył, że w ten sposób, nawet jeżeli towarzysz nie zobaczył przeciwnika za plecami dziewczyny to robiąc obrót zasłoni swoim ciałem partnerkę przed ewentualnym pchnięciem sztyletu w plecy. Potem pozostaje mieć nadzieję, że zajmie się nim, kiedy żółtooki skupi się na swoim przeciwniku. Asthor jest przygotowany, że wyjęcie broni może łączyć się z jednoczesnym pchnięciem więc jest gotowy w tym wypadku do piruetu w bok, a następnie wyprowadzenie swoim ostrzem kontry pod odkrytą po ataku pachę przeciwnika. Jeżeli przeciwnik normalnie wyjął broń oczekuje jego pierwszego ataku. Przygotowany jest do uniku. W wypadku pchnięcia i rąbania odskakuje w bok i wyprowadza wcześniej opisaną kontrą. Jeżeli przeciwnik jednak wybierze atak cięciem odskakuje w tył i szybko starając się zmniejszyć dystans między nimi stara się zadać mu cios w brzuch. Jeżeli będzie miał chwilę na zebranie oddechu między tymi akcjami lub po nich wykrzykuje na całą salę:
– Teraz czas rozpocząć mały pokaz walki, który przygotował dla was wasz gospodarz. Mimo widoku krwi i drastycznych scen proszę nam uwierzyć, że nikomu nic się nie stało. Jesteśmy profesjonalną grupą zajmującą się takimi pokazami, a wszystkie sceny będą zwierały wiele efektów specjalnych, nie prawdziwych.
Przemówienie to ma na celu opanowanie sytuacji i uspokojenie ludzi. Panika i gwałtowna ucieczka gości miałaby bardzo negatywny wpływ na walkę i z pewnością przyniosłaby wiele zbędnych ofiar. Wolał, aby wszyscy zachowali spokój.
Awatar użytkownika
Vit Ferlicz
Posty: 23
Rejestracja: 17 maja 2012, 14:40
GG: 24067228
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1948

06 wrz 2012, 19:12

Tango z aniołem~ niestety to nie ta bajka. Tutaj bardziej pasowało by "Tango z wielorybem". Chodź nawet to nie oddawałoby… "urody" szlachcianki. Z drugiej strony ona też miała na co narzekać, Vito tańczył bowiem gorzej niż ślepy kaleka po zerowaniu pół litra czystego spirytu. Jednak zobaczyć kolesia z nożem nie problem zwłaszcza ze Deph darł ryja jak by się co najmniej stodoła z jego kurakami paliła. Vit nie rozumiał tego całego Ambarasu i bynajmniej nie zrozumiał co tam do niego ten z tyłu wrzeszczał, ale głupi nie był i walczyć u miał, obrót o 180? No ja was proszę, miał się narazić na cios? Albo co gorsza w momencie kopa z półobrotu nie trafić? Nie, Vit miał własny plan. Błyskawiczny obrót o 90 stopni(w prawo) i popchnięcie panienki, cóż lepiej się wywalić niż skończyć jak świniak na rożnie prawda? Tym samym po odepchnięciu sam się odsuwa lub jeśli miałby nie zdążyć wygina jedynie tułów w tył. Jeśli zgodnie z jego planem, ręka/noga/musk/miecz/nóż przeleci sobie obok niego to ruszy do akcji a akcja zależy od kilku faktów. Jeśli owym sztyletem jedynie ciął, to łapie kończynę przeciwnika swoją prawą grabą i ciągnąc przeciwnika w przód korzysta z jego pędu i używając swej siły jak i pędu ciosu uderza lewym łokciem w twarz tamtego. Następnie puszcza grabę tamtego i zapewne przewracającego się agresora dobija prędkim ciosem prawej pięści w środkową część czaszki. Jeśli jednak sztyletem, co zresztą pewniejsze, rzucił, to Vit się nie pierdzieli i ocenia szybko odległość. Jeśli jest mniejsza od 5m to robi szybki wypad w przód, dwoma prędkimi krokami(wpierw prawa noga, potem lewa) i korzystając z impetu ugina prawą nogę w kolanie i wywala ją w przód wprost na klatę przeciwnika. Jeśli jednak rzut nastąpił z odległości dalszej, lub któraś z poprzednich akcji zadziałała, to Vit prędko podchodzi do dziewczyny i stara się ją chronić, rozglądając się wszędzie dookoła z szczególnym uwzględnieniem jej ojca i domniemanego napastnika. Jednak na żadnym obiekcie nie skupia spojrzenia zbyt długo.
Awatar użytkownika
Keigar
Posty: 25
Rejestracja: 17 maja 2012, 10:12
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1928

08 wrz 2012, 20:31

Ech, no i się zaczęło. Niestety mimo wszystko Keigar musiał się wziąć do roboty, co w cale mu się nie uśmiechało. W rzeczywistości liczył, iż będzie skazany tylko na widok Vita towarzyszącego "pięknej" szlachciance i parę niechętnych spojrzeń. Cóż, najwyraźniej los jednak zamierzał zmusić ciemnowłosego do cięższej pracy, a chłopak mimo wszystko nie zamierzał się temu sprzeciwiać. Spokojnym, acz prawie marszowym krokiem tuszył za Dephem w stronę dwóch energii, które poczuł, trzecią postanowił zostawić osiłkowi. Widząc, że jeden się cofa i do czegoś szykuje, a drugim zajmuje się towarzysz, Keigar postanowił wziąć się za osobnika w czerwieni. Podczas drogi do przeciwnika wyciąga lewą rękę w jego stronę i próbuje użyć tchnienia na jego płaszczu, żakiecie, czy koszuli (w zależności to on tak właściwie nosi) w celu przerwania mu przygotowań. Ożywiając i kontrolując górną część garderoby zamierza szarpać rękoma przeciwnika i dusić go kołnierzem. Jeśli jednak tkanina już na pierwszy rzut oka wyda się za cienka i za delikatna, to zamiast za żakiet, czy koszulę za cel czaru postanawia wziąć spodnie agresora. Panując nad ich nogawkami szarpie nimi, by wywrócić oponenta, przy okazji materiał naciska na krocze. Po drodze sięgnął po coś do kieszeni.
[mod] Cóż tak właściwie Keigar postanowił się zabezpieczyć jakby mu nie wyszło z powstrzymaniem agresora. Mianowicie w prawą rękę wziął jeden z wcześniej zdobytych kamieni. W razie jakby wróg wystrzelił jakimś pociskiem zamierzał na obiekcie użyć zaklinania, tak by ten po rzucie i zderzeniu eksplodował. Naturalnie ciemnowłosy zamierzał trafić atak oponenta by go zneutralizować. Starał się załatwić to tak kamień najpóźniej trawił pocisk przeciwnika w połowie drogi między nim, a parą.[/mod]
Tak, czy siak, jeśli do tego doszło lub nie, to zamierzał jak najszybciej dostać się do osobnika w czerwieni. Cóż trzeba było coś z nim zrobić, gdyż kolejne jego działania z pewnością okazałyby się jak najbardziej niepożądane. Tak, więc jeśli dostał się do wroga, to dotyka jego płaszcz, żakiet, koszulę, czy co tam miał, a następnie szybko oderwawszy lewą dłoń szybko czymś rzuca w tę część garderoby.
[mod]W chwili dotykania ubrania oponenta używa zaklinania by cały ten obiekt wywołał zamarzanie przy pierwszym kontakcie, po czym natychmiast zabiera rękę. jako że to raczej pokrywało większą część tułowia i ręce, to raczej powinno być niebezpieczne dla przeciwnika. Jeśli samo się nie uaktywniło mimo że nosił to przeciwnik, to rzuca w te odzienie nieużytym kamieniem, lub kolejnym wyciągniętym z kieszeni.[/mod]
Awatar użytkownika
Dziwne Oczy
Posty: 188
Rejestracja: 07 maja 2012, 18:46
GG: 4896516
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1882

25 wrz 2012, 23:48

MG

Vit, stojąc przodem do napastnika, oczywiście go zauważył. Bynajmniej nie miał zamiaru ryzykować własnym cielskiem w ramach ratowania swej partnerki, jak sugerował to Asthor, ale na szczęście nie wykorzystał jej również jako żywej tarczy. Rubaszna panna padła całą swą wagą na wypieszczoną podłogę, szczęśliwie ochraniana przez fałdy tłuszczu przed większymi obtłuczeniami. Sztylet, który miał ją zabić, przeciął tylko kawałek materiału na jej boku, uwalniając kawał skóry z ciasnego więzienia. Szok i poniżenie, których uświadczyła, na długo zapadną jej w pamięć.
Agresor również był delikatnie zaskoczony zaistniałą sytuacją, ale był profesjonalistą. Co prawda chwila zamyślenia kosztowała go złapanie za nadgarstek przez Vita, ale wolną ręką zdołał uniknąć ciosu w twarz, który pewnie kosztowałby go utratę świadomości. Teraz pozostało mu się uwolnić z mocnego uścisku wojownika, ale okazało się to nie był tak łatwe… Ferlicz okazał się być giętkim, silnym i wytrzymałym przeciwnikiem. Pomimo uderzenia w brzuch i akrobatycznego niemal obrotu zamachowca, który miał go wyswobodzić, a Vitowi wykręcić rękę, sytuacja tych dwoje została nadal nierozstrzygnięta. Znajdowali się teraz w pokracznej, powykręcanej pozie. Ferlicz nadal trzymał mężczyznę, a ten nadal był zdolny do ataku wolną ręką, choć na szczęście broń pozostawała dla niego niedostępna. Kopniakiem w piszczel starał się zadać ból niemądremu wojowi, ale ten nie miał zamiaru się poddać.
Asthor słusznie spodziewał się błyskawicznego ataku ze strony napastnika. Na jego szczęście znów był to sztylet, większej broni nie dano by rady wnieść na bal. I tak dziwnym było, że zamachowcom udało się wejść uzbrojonym – była to albo zasługa magii, albo większa intryga. Żółtooki zgrabnie wykonał piruet, dzięki któremu wyszedł z akcji bez szwanku. Zdecydowanie miał refleks i nie był bezbronny, jednak jego przeciwnik był jego godzien – szkolony w walce od najmłodszych lat, zwinny i szybki. Zasypał Asthora gradem ciosów, pchnięć i cięć – temu tylko cudem udawało się unikać ostrza, ciągle będąc zmuszanym do cofania się. Dodatkowo postarał się wydusić z siebie słowa uspokojenia dla tłumu – i ten rzeczywiście zaczął oglądać się po sobie, szukając w swych przyjaciołach poparcia dla słów walczącego.
Mogło to mieć dwojaki wpływ – być może nie wybuchnie panika (choć widok leżącej panny Morelly z rozciętą suknią był nader podejrzany), ale zgromadzone osoby mogły być narażone na przypadkowy atak. Na szczęście goście mieli na tyle instynktu samozachowawczego, żeby nie pchać się pod sztylet. Jedni komentowali walkę, jakby naprawdę było to tylko przedstawienie, drudzy obserwowali sytuację z przerażeniem i niedowierzaniem, trzeci zaczęli wychodzić, pociągając za sobą partnerki, zaś służka Anayi wpierw chciała rzucić się na pomoc swej pannie, ale została zatrzymana przez gospodarza i odesłana na obrzeża sali.
Keigar, rzecz jasna, zajął się ostatnim z zamachowców. Zadowolony z siebie złowrogi mag, zamiast wypowiedzieć do końca słowa swego zaklęcia, złapał się za kołnierz swej koszuli, który najwyraźniej zamierzał go udusić. Tego w żadnym razie się nie spodziewał. W panice zaczął szarpać się sam ze swoim strojem, co rozbawiło otaczających go najbliżej gości, a następujące zaraz po tym zerwanie z siebie koszuli oburzyło kilka dam (przynajmniej oficjalnie). Na nieszczęście mężczyzny, jeden z rękawów nadal pozostawał na jego ręku. Kei podszedł do niego i dotknąwszy koszuli zamienił ją w zamarznięty kawał materiału, dotkliwie krzywdząc jej nosiciela.
Pan Morelly zaskakiwał swoją biernością, ale najwidoczniej kończyła się mu się cierpliwość, bo poczynił kilka kroków w stronę córki, jednocześnie zaczynając szeptać jakieś niezrozumiałe słowa. Zamarł w pół kroku, gdy zdarzyła się pewna niepokojąca rzecz. Mag, który z przemarzniętym przedramieniem krzywił się z bólu, zachował – cóż za ironia – zimną krew. Nie widział dla siebie wielkiej szansy – nie byłby w stanie rzucić czaru. Ale mógł jeszcze doprowadzić do sukcesu akcji i skorzystać z umiejętności, która pozostała dla niego ostatnią furtką.
Jakże wspaniale trafił, jak los go wynagrodził zsyłając tu Vita! Ten oto nierozgarnięty woj był może dobry w walce bezpośredniej, ale umysł go zawodził. Usłyszał teraz w swej głowie głos nie znoszący sprzeciwu, a jednocześnie jakby stracił panowanie nad swym ciałem. Czuł, myślał (?), widział… ale robił nie to, na co miał ochotę, ale co mu kazano. Puścił ze swego żelaznego uścisku przeciwnika i zamiast niego chwycił pannę Anayę – podniósł ją, z pewną trudnością, i chwycił jej głowę obiema dłońmi, nie pozostawiając złudzeń, że w każdej chwili może nastąpić trzask jej łamanego karku. Jakaż szkoda, że w tym fircykowatym stroju nie było miejsca na jego mizerykordię.
Mag, który oblany potem i z przedramieniem sprawiającym mu ból niemal nie do wytrzymania, kierował poczynaniami Ferlicza, z ledwością się odezwał:
Zgodnie z prawem naszego pana, za winy rodziców odpowiadają również ich dzieci…
Trzask.
Tęgie cielsko opadło z hukiem na podłogę w akompaniamencie krzyków tłumu i płaczu służki.

W poprzednim poście zmieniłam tylko nazwisko "Petterly" na "Morelly", nie bójta. Ech, mylą mi się one niemiłosiernie.
Awatar użytkownika
Asthor
Posty: 25
Rejestracja: 16 maja 2012, 17:04
GG: 32720272
Karta Postaci: viewtopic.php?p=29241#29241

27 wrz 2012, 15:38

Misja prawdopodobnie zakończyła się niepowodzeniem w chwili, kiedy córka pracodawcy umarła. Prawdopodobnie, ponieważ bladolicy zaczął poważnie zastanawiać się czy to ochrona jego córki była prawdziwym celem ich misji. Na razie jednak tylko taki cel znał, a jako najemnik wiedział, że zadanie spaliło na panewce. Za to plan wrogów sprawił się prawdopodobnie lepiej niż sami się spodziewali. Bo co zobaczył żółtooki? Vita skręcającego kark osobie, którą miał chronić. Nie miał zielonego pojęcia, że był w tym czasie kontrolowany. Asthor uznał więc swojego niedawnego kompana za zdrajcę i sojusznika zabójców, który wyborną grą ćwierćinteligenta zmylił nie tylko jego, ale również pracodawcę i Keia. W oczach bladolicego stał się wrogiem, z którym musiał się zmierzyć. Przeciwnik Asthora był szybki i sprawny w posługiwaniu się mieczem. Lepiej niż większość znanych mu opryszków. Wyglądał na profesjonalnego zabójcę. Teraz musiał się cofać. Zdawał sobie jednak również sprawę z tego, że wokół było pełno niewinnych ludzi. Jednak starał się zwiększyć dystans. Jeżeli ktoś mógł przy okazji oberwać średnio obchodziło to Asthora. Bardziej niepokoił go fakt, że mógł się o kogoś potknąć przy ciągłym cofaniu. Jeżeli jednak uda mu się chociaż na chwilę zyskać trochę czasu, aby bezpiecznie rozejrzeć się to stara się spojrzeć na Pana Morellyego. I to właśnie od jego miny będą zależały dalsze akcje chłopaka.
1. Jeżeli mina Pana Morellyego będzie raczej wściekła z powodu śmierci córki, ale nie będzie nic robił przeciwko zabójcom to chłopak mówi w stronę napastnika.
– Stój na chwilkę, bo się jeszcze skaleczysz – mówi – w sumie i tak zrąbałem zadanie, więc jeżeli chcesz mogę się do was przyłączyć. Myślę, że przyda wam się każda pomoc.
Liczy na to, że przeciwnik zatrzyma atak i chociaż przemyśli jego propozycję. Ciągle jednak gotowy jest do wycofywania się i dalszych uników.
2. Jeżeli mina Pana Morellyego będzie raczej wściekła z powodu śmierci córki i będzie chciał coś zrobić przeciwko zabójcom to bacznie obserwuje tego efekty dalej unikając kontratakowania przeciwnika. Jeżeli wysiłki gospodarza będą marne. To wykonuje założenie punktu pierwszego.
3. Jeżeli mina Pana Morrelyego będzie cechowała się stoickim spokojem Asxthor zwiększa natężenie swojej aury do wartości maksymalnej. Stara się wzbudzić strach i zagrożenie. Co prawda spodziewał się, że co poniektórzy słabsi goście zaczną szybciej opuszczać sale i jego wcześniejszy zabieg nie będzie miał sensu, ale dzięki temu mógł na chwilę zdekoncentrować przeciwnika. Jeżeli to się stało nie myśli nawet przez chwilę. Wykorzystuje ten moment, skraca dystans i wbija swój sztylet w brzuch przeciwnika. Chwilę potem odskakuje, aby nie również nie otrzymać żadnej rany.
Awatar użytkownika
Vit Ferlicz
Posty: 23
Rejestracja: 17 maja 2012, 14:40
GG: 24067228
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1948

28 wrz 2012, 16:01

Walka jak walka, każdy duży chłopiec, rosnący na smoczym mleku ssanym z suta smoczej mamy, ją lubił. Vit nie był wyjątkiem, mimo że nie ssał mleka z suta smoka a tym bardziej nie pijał smoczego mleka. O ile smoki dawały mleko, bo jakby nie patrzeć, były płazami. Ale, ale, odbiegamy od tematu. No więc walka Vita była dość nieciekawa bo przeciwnik nie padł jak kłoda. A to było takie wcale nie fajne. To jak jeść golonkę i natknąć się na włosy. Niezbyt przyjemna wizja. No więc to że przeciwnik jeszcze sobie żył wcale a wcale nie spodobało się chodzącej szafie jaką był chłopak, ale nim zdążył w jakiś nowy sposób wyeliminować z dalszej gry agresora, to… przestał działać jak należy! Znaczy niby był sobą niby coś a jednak nie poruszał się jak należy. No i mimo że Vit był kretynem to i tak domyślił się jednego. Magia! Najgorsza możliwa istniejąca na ziemi siła. Coś nad czym Vit nie bardzo przepadał. Magowie szli na łatwiznę nie zdobywając zazwyczaj niczego własnymi rękoma, jak na przykład teraz. Niestety był udupiony. Nie umiał walczyć z magią… znaczy nie do końca. Miał pewnego asa w rękawie ale dość… niebezpiecznego. Ponadto już i tak złamał dziewczynie kark więc co dalej? Co zrobić? Powinien dalej być pod wpływem władzy tego maga i zobaczyć co będzie czy może spróbować się z tego wyrwać? Ech być idiotą nie prosta rzecz, ale walka to już inna sprawa z nią zawsze wiedział co zrobić i tym razem też miał pewien plan. Co z tego wyjdzie zobaczymy. Stracił kontrolę nad własnym ciałem, co za tym idzie, przeciwnik przejął władzę nad jego ruchami. Więc co było oczywiście teorią, mag musiał czuć to co czuł chłopak, inaczej nie był by w stanie włożyć odpowiedniej siły w dane czynności. Dlatego Vit sprawi by baaardzo pożałował tego że postanowił przejąć kontrolę nad jego ciałem. Oczywiście całość jest przeprowadzona tylko wtedy jeśli Vit w przeciągu kilku sekund od zabójstwa nie odzyska kontroli nad ciałem. A cóż takiego robi chłopak? Używa "Przekaźnika" na swoich kontaktoreceptorach by zwiększyć drastycznie intensywność odbieranych bodźców czuciowych. Zwiększa to oczywiście na tyle mocno by jego, mimo sporej wytrzymałości lekki powiew wiatru przyprawiał o spory ból, nie mówiąc już o chodzeniu czy poruszeniach ciuchów. Oczywiście jeśli przeciwnik odczuwa to co Vit to powinien porażony taką dawką bólu zerwać połączenie. Jeśli tak się stanie lub użycie mocy nic nie da Vit natychmiast przerywa działanie "Przekaźnika". Po co wszak uszkadzać samego siebie?

Jeśli plan się powiedzie, a Vit odzyska kontrolę nad własnym ciałem, lub jeśli odzyska je w sposób inny niż ten planowany to tak czy siak, rozgląda się lokalizując wzrokiem Keia i Depha. Gdy ich namierzy sprawdza tylko co z nimi i ignorując znów całą salę skupia się na człowieku z którym walkę mu przerwano. Naprawdę nie lubił gdy przerywało mu się walkę. Tak więc zmierza nieśpiesznie do przeciwnika z zamiarem przerobienia jego twarzy na mielonkę. Oczywiście akcje ofensywne są zależne od zachowania domniemanego oponenta ale skupiają się na mniej więcej tym samym, na młuceniu. Jak przeciwnik niczego się nie spodziewa i da do siebie podejść to następuje spluniecie mu w oczy w celu chwilowego oślepienia i szybki wypad w przód kończący się uderzeniem ciężkiej pięści na czaszkę przeciwnika. Celowane oczywiście w płat skroniowy. Celowane oczywiście nieco nad uchem, którym zależy od używanej ręki a używana ręka zależy od tego która będzie akurat bliżej gnoja. Istnieje jednak szansa że się zorientuje nim Vit podejdzie i będzie chciał się w jakiś sposób bronić. W takim wypadku w sumie nie wiele się zmienia, nadal pięść opada na płat skroniowy nieco nad uchem, mniej więcej tam gdzie znajduje się nerw błędny. Ale… Vit wie że przeciwnik będzie próbował w jakiś sposób reagować, spodziewając się ataku. Z tego powodu bierze pod uwagę wszelkie chwyty, odskoki, skłony etc. Dlatego wykorzystuje swój największy atut – rozmiar. Cokolwiek zrobi bowiem przeciwnik zaraz po tym ruchu następuje po prostu przesunięcie cielska w przód. Jak przeciwnik odskoczył to szybko zbliżający się Vit przypieprzy mu z kolanka(prawego) w brzuch poprawiając łokciem drugiej ręki na czachę. Odskok w bok skończy się z uderzeniem bliższą ręką w zęby. Skłon, to nadal kolanko, zresztą to samo złapanie go za grabę. Dalsze ewentualności obrony to inna bajka bo można gdybać naprawdę w nieskończoność. Jeśli przeciwnik jednak ruszy na Vita w tym samym czasie, ze sztyletem lub pięściami, to wykonujemy unik, ewentualnie przyjmujemy cios na jakąś mało ważną część ciała i robimy z przeciwnika pasztet zmasowanymi atakami lewej i prawej piąchy. Gdyby ten jednak dał nogę, to gonimy go, o ile jest wolniejszy… jak jest za szybki to Vit chwyta jakiego człeka o ile jest pod ręką i jest w miarę chudy/chuda i rzuca nim w zbiega, co by go dopaść. Jak oceni że nie dorzuci to nie rzuca, szkoda siły tracić.

Jednakże… coś w misternym planie może pójść nie tak a Vit może nie dać rady wyrwać się spod władzy zaklęcia. Oj niedobrze ale w takim wypadku i tak nic nie zdziała to pozwala sobie po egzystować jak na dobrą marchewkę przystało. Bowiem człowiek który nie może się poruszać nie jest lepszy od warzywa. A jak wiadomo żaden szanujący się chłop warzyw nie lubi. Jedynie mięso liczyło się w świecie wojowników. A że nie mógł być mięsem to pozostaje mu haniebna egzystencja pietruszki, marchewki, selera, pora… od wyboru do koloru, liczy się przesłanie.
Awatar użytkownika
Keigar
Posty: 25
Rejestracja: 17 maja 2012, 10:12
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1928

03 paź 2012, 13:58

Opanowanie wroga nie wróżyło nic dobrego. Gdy walka od strony Vita przycichła zerknął, tam i dostrzegł, że ten zachowuje się nieodpowiednio, to znaczy zamiast walczyć, zabiera się za córkę pracodawcy. Cóż nie sądził aby wojak był zdrajcą, gdyż inteligencja tego typka w mniemaniu bruneta wydawała się zbyt niska jak na to. Niby mógł udawać, ale prostolinijność osiłka raczej kłóciła się z tym. Zapewne jeszcze chwilę Keigar zastanawiałby się nieco robić z tym fantem gdyby nie to, że wrogi mag się odezwał. Usłyszawszy dwie trzecie zdania chłopak zdał sobie sprawę o co może chodzić i postanowił przeszkodzić przeciwnikowi, jak najszybciej się da. Z tego też względu począł sięgać po laskę zawieszoną na plecach, a gdy ją już złapał to umiejscawia ręce odpowiednio, czyli lewą na końcu, a prawą mnij więcej na środku, choć w sumie to może troszkę bliżej. Tak czy siak po prostu tak chwycił by było mu wygodnie. Następnie wykonuje wymach od prawej by walnąć maga w głowę, a najlepiej skroń. Nie zważając na to czy trafił cofa ręce z kijem, by następnie zrobić pchnięcie w okolice mostka wroga, o ile ten stoi przodem, jeśli bokiem to po prostu w żebra. Jeżeli i to by nie starczyło do powalenia oponenta, to stara się trafić go kijem jeszcze w tył łepetyny. Dzięki mocy swej broni ruchy ciemnowłosego powinny być pewne i dobrze wycelowane, gdyż ta dostarczała mu wszystkich informacji o jej użytkowaniu, tak jakby użytkownik szkolił się w tym zakresie od wielu lat. Keigar nie zdawał sobie do końca sprawy z sytuacji, gdyż zamiast przyglądać się Vitowi marionetce wolał działać. Dopiero po skończeniu swych działań niezależnie z jakim skutkiem kątem oka zerka na sytuację. Spogląda też na szlachcica, cóż w końcu jeśli ten wpadnie w szał to raczej wszyscy byliby w niebezpieczeństwie nie tylko agresorzy. Jeśli jednak zachowałby spokój to Keigar do chodzi do wniosku, że zaszło coś co mogli pominąć i chyba jest dobrze. Tak, czy siak ciągle zachowuje czujność i w razie czego stara się odskoczyć aby nie oberwać. W razie nie możności wykonania skutecznego uniku stara się zablokować lub zbić go kijem, o ile jest jest fizyczny, a nie magiczny.
Awatar użytkownika
Dziwne Oczy
Posty: 188
Rejestracja: 07 maja 2012, 18:46
GG: 4896516
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1882

09 paź 2012, 00:11

MG

Na sali zapanował chaos. Tłum w większości rozbiegał się w bliżej nieokreślonych kierunkach, byle znaleźć się dalej od tej krwawej historii. Większość oczywiście zmierzała ku wyjściu, część stała jak słup soli, kobiety omdlewały, krzyki wypełniały pomieszczenie, ludzie potykali się i upadali. Wszystko potoczyło się bardzo nie po myśli najemników.

Żółtooki był właśnie świadkiem zdrady Vita, przynajmniej w swoim mniemaniu. Ale co się stało, to się nie odstanie, więc pozostawało mu utrzymać się przy życiu. Zwiększał dystans od swego przeciwnika, trącając po drodze tych, którzy w szoku nie potrafili się ruszyć z miejsc. W Asthorze budziły się też wątpliwości co do szczerości ich pracodawcy. Był spostrzegawczy, więc powody ku temu znalazł szybko i teraz starał się ocenić, na ile może mieć rację. Trudno było jednak odgadnąć, co wyraża twarz gospodarza. Jeśli w ciągu tego ułamka sekundy, przez który udało mu się bezpiecznie spojrzeć na mężczyznę, mógł cokolwiek odczytać, to była to mieszanka zdziwienia i złości, jednakowoż bez wyraźnego smutku. Mogło to być złudzenie, błędna ocena. To, co nie pozostawiało wątpliwości, to, że pan Morelly nie będzie bezczynnie stać i gapić się na to przedstawienie.
Pytaniem pozostało, co zamierza zrobić. Okazało się, że nie zaatakował bezpośrednio napastników, ale krzyknął coś do służki jego zamordowanej córki, po czym wypowiedział kilka niezrozumiałych słów i dziewczyna… znikła. Można było się zastanawiać, czy było to zaklęcie niewidzialności, czy też może powtórzył swoją sztuczkę ze znikaniem, ale nie było to teraz istotne.

Asthor w tym momencie zagadnął do jednego z wrogów, wywołując u niego chwilową konsternację i chyba mocno urażając, bo mężczyzna odkrzyknął:
Jak śmiesz prosić w tak arogancki sposób o przyjęcie w nasze szeregi! Kimże jesteś, jak nie zwykłym najemnym śmieciem, łasym na byle świecidełka… Marny pomiocie… – i tak dalej, obelg mogło nie być końca, a więc był to doskonały moment, by wykorzystać ów osobliwe rozkojarzenie przeciwnika i zaatakować.

Vit przeżywał katusze, nie mogąc zająć się ukochanym siekaniem wrogów i musząc próbować wyrwać się z okowów mentalnej kontroli. Wojownik zmusił się do wykombinowania sposobu uwolnienia siebie, ale to wynikło bez jego uczestnictwa. Mag kontrolujący jego umysł zwyczajnie nie wytrzymał bólu, który sam czuł w wyniku zamrożenia ręki, i kompletnie się rozproszył.

Keigar, wątpiący w intelektualne możliwości Vita na poziomie zdrajcy, mógł zająć się na spokojnie swoją ofiarą, która legła na podłogę, wyczerpana cierpieniem. Mężczyzna próbował jeszcze się jakoś bronić, ale bez zdatnej do użytku ręki niewiele mógł zdziałać. Próbował z powrotem wstać na nogi, ale w połowie wykonywania tej czynności zastał na swojej głowie laskę. Zamroczyło go, ponownie opadł na kolana, po ciosie w żebra zupełni wyłożył się na parkiet. Sprawne uderzenie w tył czaszki pozbawiło go przytomności. Keigar mógł teraz dokończyć sprawę lub zająć się czymś innym.

Vit powrócił do walki i natknął się na gotowego do kontrataku oponenta, który jednak nie spodziewał się tak plugawego sposobu na oślepienie, jak splunięcie. Osiłek natychmiast zadziałał pięścią na skroni wroga i ten aż zatoczył się, przeszedł parę kroków, ale cudem utrzymał się na nogach i przetarł oczy, odzyskując wzrok. Przeciwnik nie był z tych, którzy by uciekali. Wciąż ściskając sztylet w ręku obrócił się ku Vitowi. Jedyne, co zdążył zrobić, to wbić sztylet w podniesione ku uderzeniu udo woja, po czym padł na ziemię jak długi pod naporem ciosów w brzuch i głowę górującego nad nim Vita. A ten miał niemały problem, z ostrzem wbitym w nogę. Jakkolwiek adrenalina i w ogóle cechy Vita pozwalały mu na pewne ignorowanie bólu, to przecież nie był z kamienia, no i było to spore utrudnienie w poruszaniu. O tyle mu się poszczęściło, że jego oprawca leżał na ziemi – poobijany, zamroczony, jeszcze przez chwilę nie mogący się podnieść.

Pan Morelly zniknął wszystkim z oczu, ni stąd, ni zowąd. Również wszyscy goście najwidoczniej zdążyli już uciec.
Awatar użytkownika
Asthor
Posty: 25
Rejestracja: 16 maja 2012, 17:04
GG: 32720272
Karta Postaci: viewtopic.php?p=29241#29241

15 paź 2012, 22:43

Kiedy przeciwnik nazwał Asthora śmieciem łasym na świecidełka ten lekko się uśmiechnął. W sumie to jego wróg trafił w sedno. Pieniądze, władza i wpływy były dla chłopaka ważniejsze niż jakaś tam chora idea, którą pewnie przeciwnicy wyznawali. Nie zmienia to jednak faktu, że żółtooki liczył wzbogacić się kosztem zamachowców. Kiedy jednak zobaczył, że przeciwnika widocznie złoszczą tematy jego dołączenia do jego gildii postanowił to wykorzystać. Rozkojarzenie i złość mogłyby spowodować niekontrolowane silniejsze ataki wroga. Silniejszy atak ciężej cofnąć do obrony, Asthor postanowił więc poczekać na taki atak, jakieś silne pchnięcie, aby zmniejszyć drastycznie dystans. Chciał to zrobić przed powrotem miecza przeciwnika do pozycji bojowej, aby nie był w stanie go powstrzymać czy zaatakować. Gwałtownie zbliżając się do przeciwnika wbija sztylet w jego brzuch starając się go zamordować. Jeżeli jednak ataki przeciwnika będą ciągle zbyt szybkie i dopracowane Asthor wykorzystując swoją zręczność unika ataku przechylając ciężar ciała na lewą stronę i atakując prawą nogą w łydki przeciwnika. Uderzenie ma na celu powalenie przeciwnika. Gdyby również ten zabieg nie przyniósł skutku stara się jeszcze bardziej zezłościć wroga. Stara się go również wciągnąć w jakieś pomieszczenie. Nie chce pokazywać innym swoich umiejętności. Stara się wciągnąć go w jakiś korytarz czy otwartą komnatę. Złości go słowami typu "Cóż ty też wyglądasz na podobnego płatnego śmiecia tak jak twoi koledzy. Dlatego właśnie zapytałem. Wydaje mi się, że do was pasuję. I czy chcecie czegoś więcej niż ja. Pewnie za trochę złota twój przywódca olałby was wszystkich. Ty też wyglądasz na sprzedajnego. Pewnie masz to po matce, która też mi dawała za trochę grosze itd.." Celem jest jeszcze większe wyprowadzenie z równowagi wroga, aby przypadkiem nie spróbował sobie odpuścić, a poszedł za nim.
Awatar użytkownika
Vit Ferlicz
Posty: 23
Rejestracja: 17 maja 2012, 14:40
GG: 24067228
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1948

17 paź 2012, 18:56

Tak więc Vit jak na prawdziwego berserka przystało wygrał. Fakt faktem ze niczym bezmózgi troll rzucił się na przeciwnika co zaowocowało raną to jednak zwycięstwo zostało osiągnięte. Jednak nadal pozostało wiele do zrobienia a najważniejsze to dobicie przeciwnika. Tak więc nie tracąc czasu Vito podszedł do niego i skręcił mu kark. Tak, tak, gdyby miał nieco oleju w głowie to wpierw wyciągnąłby z niego jakieś informacje ale… nie miał. Dlatego też po prostu zgładził to, co uznał za śmieć. Śmieci się bowiem sprząta. Drugą ważną sprawą zaś była noga. Może umiał ignorować ból i takie tam ale nawet jego to do kurki jasnej bolało. Pomijając już fakt że taka rana była upierdliwa. Zresztą gdzieś już widział taką ranę… ale nie był pewien gdzie. Gdyby nie utracona pamięć o czym Vit nie wiedział, bez wątpienia by tę ranę opatrzył jednak z powodu utraconej pamięci… po prostuj wyjął sztylet z nogi a z marynarki czy tego tam co miał na sobie, zrobił sobie opaskę uciskową. I… no właśnie i. I co dalej? Otóż nie do końca był pewien. Szefa nie było, towarzysze mieli własne zmartwienia… to Vito klapnął sobie na trupie. Posiedzieć w sumie dobra rzecz, siły zregenerować, trochę krwi stracić. A w międzyczasie przy tych zajmujących czynnościach przeszukał trupa. A nóż miał coś smacznego przy sobie.

Wróć do „Derin”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 6 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 5 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Majestic-12 [Bot]
Liczba postów: 52206
Liczba tematów: 2973
Liczba użytkowników: 1047
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Nightmare
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.