Posiadłość pana Morelly

Miasto to pięknie wygląda w bezchmurne dni, zazwyczaj jednak takowych tutaj brak. Mimo pesymistycznego krajobrazu mieszkańcy Derinie są bardzo przyjaźni i mają niesamowite poczucie humoru. Obróbka wszelkich metali, drewna i kamieni szlachetnych wydobywanych w górach Ikrem przynosi Derinie nie tylko sławę, ale i mnóstwo pieniędzy...</font></p>
Awatar użytkownika
Tarnal
Posty: 138
Rejestracja: 04 paź 2011, 07:00
GG: 11616203
Karta Postaci: viewtopic.php?t=842

Posiadłość pana Morelly

08 lip 2012, 13:45

/Temat stworzony na potrzeby jednej z sesji, lecz po jej zakończeniu być może się komuś przyda, zobaczymy./

Posiadłość w postaci okazałych rozmiarów dworku należącego od niepamiętnych czasów do tajemniczego pana Morelly, znajduje się nieco poza gwarem samego miasta Derin, w rejonach bardziej zazielenionych, niemal rzut kamieniem od pięknego jeziora Iqua. Każdy spytany o ów domostwo Deeczeńczyk zapewne odpowie tak samo, iż budynek stoi w tym samym miejscu od lat, lub nawet wieków, mimo że każdy zachodzi w głowę, dlaczego wciąż wygląda tak zadbanie i wręcz nowo. Posiadłość, jako owiana taką tajemnicą, nie jest odwiedzana przez postronnych często, a jedynie podczas niezwykle ważnych uroczystości, w dodatku jedynie przez doborowo selekcjonowanych gości, zdecydowanie z wyższych sfer Derin oraz innych miast. Chociaż bije od niego nadzwyczajny przepych, kuszonych łatwym zarobkiem złodziejaszków również próżno tutaj szukać, nie wiadomo, czy z powodu tego, co można zastać w środku, czy też z powodu owej tajemnicy, znanej chyba każdemu mieszkańcowi Derin. Sam dworek wykonany jest z kamienia nieco jaśniejszego, niż większość miasta, chociaż może jest to jedynie złudzenie, wszak elegancki budynek położony jest wśród dużej ilości zieleni i w osamotnieniu, toteż nie ma tam innych konstrukcji, które mogłyby rzucać nań dodatkowy cień. Posiada jedno piętro oraz poddasze, z zewnątrz przypominając właściwie coś więcej, niż posiadłość, a bardziej pałacyk, ze względu na bardzo dużą ilość rzeźbionych zdobień, chociażby wokół okien. Do głównych drzwi wykonanych z ciemnego drewna prowadzi kilka stopni schodów, niezbyt szerokich, gdyż resztę terenu wokół budynku okrywa gęsta, ozdobna roślinność w postaci krzewów o przeróżnych kwiatach. Z tego powodu miejsce to wygląda na bardzo żywe, wręcz radosne, przynajmniej z zewnątrz. W środku, choć niemniej pięknie i elegancko, jest zdecydowanie bardziej patetycznie, a widok wiszących na ścianach tajemniczych portretów przeróżnych postaci, z których każda mogła onieśmielać swoją elegancją i szlachetnością wyglądu, jeszcze bardziej potęguje to wrażenie. Jest to miejsce pełne przepychu, być może wręcz przesadnego, zważając na fakt, że oficjalnie należy do jednej osoby, która i tak niezbyt często może korzystać ze wszystkich zapewnianych przez nie usług. Wszelkie meble, czy wewnętrzne ozdoby sposobem wykonania przypominać mogą już zabytkowe, jakich nie można aktualnie nigdzie znaleźć, lecz wcale tak nie wyglądają. Podobnie jak zewnętrzna część dworku, tajemniczym sposobem cały czas pozostają nienaruszone przez czas.. lub mają bardzo skrupulatnego opiekuna. O posiadłości pana Morelly z pewnością można powiedzieć wiele, a większości Deeczeńczyków nasuwa się pod jej adresem jedno stwierdzenie – dziwna. Mimo wszystko, niesamowita większość z nich nigdy nie zawitała do środka, gdzie owa dość neutralna opinia ulega zmianie, i to drastycznej, z powodu niesamowitej wytworności jego wnętrz, wręcz olśniewających swym bogactwem.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Keigar
Posty: 25
Rejestracja: 17 maja 2012, 10:12
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1928

19 paź 2012, 15:18

Cóż Kergar mógł być w tej chwili chociaż z jednaj rzeczy zadowolony, a mianowicie, iż ma chociaż przeciwnika z głowy. Jednakże groźba braku zapłaty za ten wysiłek skutecznie mu humor psuła. Przez jakiś czas rozważał, czy nie zostawić tak swego wroga tak by leżał nieprzytomny, cóż nie lubił zabijać jeśli było to zbędne. Z drugiej strony wizja kolejnych numerów ze strony Vita jakoś nie bardzo się uśmiechała brunetowi. Z tego też względu postanowił przedsięwziąć odpowiednie środki bezpieczeństwa. Rozejrzał się za jakąś szmatą, bądź tkaniną, w tym obrusem jakiegoś przewróconego stołu podczas ewakuacji gości. Jeśli coś się znajdzie, to związuje pokonanego w pasie tak by unieruchomić mu również ręce. Z części materiału natomiast robi magowi opaskę na oczy licząc, że jeśli ten nie zobaczy osiłka to nie przejmie ponownie kontroli nad pustą głową wojownika. W między czasie pozwolił sobie również zobaczyć jakimi dobrami dysponował oponent i w razie jakby to było coś ciekawego jak np. pieniądze, przedmioty emanujące magią, bądź zwoje i dokumenty, to to rekwiruje.
Cóż jakby nie było czym związać wroga, wówczas przechodzi od razu do etapu zabrania dobytku.
Po tych czynnościach spogląda w stronę Depha chcąc sprawdzić jak długo mu jeszcze zejdzie z jego wrogiem. W razie jakby wygrywał,, bądź gdzieś znikł to dalej go ignoruje i nalewa sobie kieliszek szampana, bądź wina, o ile nie ma gości i służby w okolicy. Nie pogardzi też czymś szybkim do zjedzenia, by przegryźć nim ktoś wejdzie. No sprawa nie wyglądała ciekawie, wiec poczęstował się alkoholem na ukojenie nerwów i pozwolił sobie na mały posiłek, by nabrać sił, gdyż nie wiedział co będzie teraz na nich czekać w tej posiadłości.
Gdyby jednak złotooki sobie nie radził, to westchnąwszy zachodzi jego wroga od tyłu, by trzasnąć go w głowę tak by nie zauważył tego ataku, celem jest okolica kości potylicznej. Lecz będąc świadom tego, iż oponent może się domyślić tej akcji, przygotowany jest do wykonania odskoku, lub innego uniku w razie ofensywy przeciwnika.
Awatar użytkownika
Dziwne Oczy
Posty: 188
Rejestracja: 07 maja 2012, 18:46
GG: 4896516
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1882

21 paź 2012, 01:52

MG

Asthor w tym pojedynku był zdecydowanie górą. Jego przeciwnik został ugodzony w czułe miejsce i zapomniał o trzeźwym spokoju, oddając się oburzeniu i gorączkowej pogardzie. Żółtookiemu należała się nauczka… ale niestety jej nie dostał.
Rzeczywiście nastąpiły silniejsze ataki, ale z powodu sposobu ich wyprowadzania i położenia Asthora, niemożliwe było wbicie sztyletu w brzuch wroga. Pozostawała próba obalenia go. Uderzenie w łydkę zachwiało przeciwnikiem, ale zdołał utrzymać się na nogach. Wtedy Asthor przeszedł do kolejnej części planu. Nie zauważając pomieszczenia, do którego mógłby się udać, wycofał się kilka kroków i kontynuował słowne drażnienie napastnika, co przyniosło niewspółmiernie dobry skutek. Twarz przeciwnika pobladła ze złości, wargi zacisnęły się, ruchy były coraz mniej skoordynowane, nastawione na siłę, a nie celność.
Żółtooki powtórzył swoją taktykę i po jednym z wielu uników udało mu się w końcu wbić ostrze w brzuch mordercy, na którego twarzy wymalowała się mieszanka bólu i niedowierzania. Mężczyzna upuścił swą broń, upadł na kolana i złapał dłońmi za rękojeść, która jako jedyna wystawała z jego ciała. Był w szoku, ledwo żywy.

Vit zrobił, co miał do zrobienia. Wykończył wroga bez większego namysłu, skręcając mu kark – dźwięk padającego ciała był ostrzejszy niż w przypadku pulchnej panny Morelly, poprzedniej ofiary Ferlicza…
Berserk pomyślał również o sobie. Mało delikatnie wyciągnął sobie sztylet z uda, prawdopodobnie zadając sobie niepotrzebny ból, a następnie zawiązał sobie część gardroby na nodze – mały rozumek wojownika spowodował jednak to, że prowizoryczna opaska uciskowa była założona u dołu rany, więc nie spełniała swej roli należycie… Szczęście jednak nie opuściło Vita do końca – tętnica została nienaruszona, więc krew przynajmniej nie bryzgała jak szalona.
Vit nie znalazł przy swej ofierze niczego ciekawego. Mężczyzna był po prostu ubrany, a jedyna broń, którą miał przy sobie, została już odkryta i użyta.

Keigar jak pomyślał, tak zrobił. Jego nieprzytomny przeciwnik został związany. Ten osobnik również nie miał nic przy sobie, ale Keia zainteresował tatuaż po wewnętrznej stronie lewej dłoni: skorpion o czarnych, postrzępionych skrzydłach.
Teraz brunet znalazł chwilę, by się nasycić i łyknąć nieco wina nim jego towarzysze poradzą sobie ze swoimi sprawami. Alkohol okazał się przedni, czegoś takiego nie można było uświadczyć w oberżach, już nie wspominając o przekąskach, których składników nie był nawet w stanie określić. Krótko mówiąc: niebo w gębie. Nie miał jednak czasu się nacieszyć, bo poczuł pacniecię w tył głowy. Nic bolesnego, ale zdecydowanie się tego nie spodziewał. Obrócił się szybko, ale nic nie ujrzał…

Dopiero po chwili ich oczom zaczął ukazywać się pan Morelly. Z początku wydawał się przezroczysty, nieco jakby przymglony, ale wkrótce widać go było zupełnie wyraźnie i nie było żadnej wątpliwości, że gospodarz nieudanego przyjęcia jest bardzo blady i, choć opanowany, to przerażony. Patrzył przenikliwie na Keigera:
Zamierzasz się teraz obżerać, durniu? A ty – zwrócił się do Vita – jeśli zaraz nie poprawisz opatrunku, wykrwawisz się tu jak na ścierwo przystało.
Mogło dziwić, że pan Morelly nie wini Ferlicza za to, co się stało, ale najwidoczniej wiedział, co zaszło. Obszedł łukiem nieprzytomnego mężczyznę, jakby z ostrożności, i podszedł do trupa wyciągniętego na podłodze. Kopnął jego lewą rękę tak, że wnętrze dłoni obróciło się ku górze, eksponując tatuaż taki sam, jak u poprzednika. Szlachcic przez chwilę stał w milczeniu, wpatrując się w ten obrazek, aż wreszcie odezwał się drżącym głosem do Asthora, mającego u stóp ledwie żywego mordercę:
Dobij go, tego drugiego też. Nic nie powiedzą, szkoda czasu – obrzucił spojrzeniem po kolei żółtookiego, berserka i Keia. – Nie wszystko poszło zgodnie z moim planem… teraz musicie mi pomóc znaleźć… służkę mojej córki. Myślałem, że udało mi się ją stąd bezpiecznie wydostać, ale najwyraźniej był tu ktoś jeszcze poza tymi trzema… zbrodniarzami – mężczyzna wzdrygnął się na widok leżącego bez tchnienia truchła panny Anayi. Zacisnął pięści i wziął głęboki oddech.

Niewiele daję Wam pola do popisu, ale nie chcę pisać zbyt długiego posta bez Waszej ingerencji w międzyczasie.
Awatar użytkownika
Vit Ferlicz
Posty: 23
Rejestracja: 17 maja 2012, 14:40
GG: 24067228
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1948

29 paź 2012, 19:00

Haha! Istny geniusz Vita sprawił i ż udało mu się założyć opaskę uciskową. To było doprawdy genialne i strategiczne posunięcie. W błędzie żyli ci, którzy nie wierzyli w jego inteligencję. Niestety przy swym przeciwniku nie znalazł zupełnie nic interesującego. W sumie co się dziwić, przychodzi ci taki na biesiadę i ni z tego ni z owego, zaczyna zalecać się do najgrubszej panny w pomieszczeniu. Vit znał takich ludzi, tak, kiedyś już spotkał faceta który wszedł na imprezę i od razu zaczął zalecać się do kobiety z wąsem. To się chyba nazywało zboczeniem seksualnym. Tak czy siak nie wnikał w to, przeciwnik już nie żył, trollica zresztą też, tak więc Vit z braku laku mógł dołączyć do Keigara. I sięgał już po coś do jedzenia kiedy to pojawił się znów zły i złowrogi pan Morela. Vit oczywiście natychmiast się podniósł sięgając ręką do… do… kurde nie miał broni. No tak czy siak stanął w rozkroku i wycelował paluch w klatkę pana Moreli.
Ha panie Morela! Już wszystko jasne, to tak naprawdę pan pociąga za sznurki a my jesteśmy niewinnymi ofiarami twojego niecnego planu zamiany wszystkich niewiast na świecie w trollo-ogry! Jak by okres nie starczał!– Rzucił oskarżenie w stronę pracodawcy–I mój opatrunek jest bardzo dobry, nie zniszczysz mojego morale tymi słowami, magu! Stań do uczciwej walki albo poddaj się, bo znamy już twój zły plan i ci na niego nie pozwolimy!– Tak, Vit znał prawdę. Nic nie ukryje się przed paluchem sprawiedliwości. NIC.
Awatar użytkownika
Asthor
Posty: 25
Rejestracja: 16 maja 2012, 17:04
GG: 32720272
Karta Postaci: viewtopic.php?p=29241#29241

30 paź 2012, 20:37

Asthor bardziej dzięki szczęściu i sprytowi pokonał wroga niż dzięki własnym umiejętnościom. Nie zmienia to jednak faktu, że jego przeciwnik był pokonany podczas, gdy on stał cały i zdrowy nad jego pół-martwym ciałem. Wtedy właśnie pojawił się gospodarz wieczoru, który po raz pierwszy od pierwszego poznania, nie wyglądał na osobę, która miała wszystko pod kontrolą. Widocznie stało się coś jeszcze o czym Asthor mógł się tylko domyślać. A pytać nie zamierzał, zapewne i tak nie dostałby informacji. Postanowił więc przemilczeć tą sprawę. Zamiast tego podszedł po kolei do obu ciał, które należało jeszcze dobić. Bez słowa wyjaśnienia, zgody lub sprzeciwu członków drużyny zanurzył ostrze w obezwładnionych ciałach. Sztylet wbił się prosto w serce przechodząc między żebrami, obu przeciwników. Szybka skuteczna śmierć jak było w prośbie pracodawcy. Wyglądało jednak na to, że to jeszcze nie był koniec przygód na ten wieczór.
– Służkę? – zapytał nieco zdziwiony chłopak przechadzając się po pokoju – Jeżeli dobrze zapłacisz znajdziemy dla Ciebie nawet rozbite lustro, ale po diabli Ci to…. Z resztą – machnął ręką – nieważne po co ważne, że płacisz. Jednak bardziej pomóc mi może informacja kim oni byli – zapytał wskazując na jednego z trupów – Jeżeli dowiem się ich pochodzenia wyciągnę ich choćby z najgłębszej nory w mieście. Nie ma niczego, czego nie można się dowiedzieć odpowiednio szukając. Chyba, że ty już co nieco wiesz i masz swój tajemny plan?
Po tych słowach przechadzając się po pokoju w końcu dotarł za plecy Vita, do tej pory ignorując jego jakże mocne słowa, acz durne słowa.
– A ty do cholery gadaj kim jesteś? – powiedział przystawiając mu jednocześnie sztylet do pleców na wysokości lędźwi– Może i jesteś cholernie silnym rębajłą, ale nie sądzę, żebyś zdołał cokolwiek zrobić teraz. Niby pokonałeś jednego z nich, ale po jakiego skręcałeś głowę jego córce. Nie znałeś raczej całego planu. I po co mu teraz grozisz idioto? Czyżby miał być twoim kolejnym celem?
Cóż jak widać żółtooki nie wiedział do tej pory o kontroli umysłu Vita. No bo skąd? Dla niego on po prostu skręcił kark osobie, którą miał ochraniać. Czeka więc na odpowiedź, gotowym by w razie jakiegokolwiek gwałtowniejszego ruchu pozbawić towarzysza oddechu. Na zawsze.
Awatar użytkownika
Keigar
Posty: 25
Rejestracja: 17 maja 2012, 10:12
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1928

03 lis 2012, 20:59

Ech, Keigar w końcu doświadczył czegoś przyjemnego w tej całej strasznie kłopotliwej misji i już ktoś miał zastrzeżenia. Cóż nie można było powiedzieć, iż czarnowłosy był zachwycony pacnięciem, ale jakiejś, ale jakoś większej reakcji to na nim nie wywołało. Westchnąwszy odwrócił się z talerzem w ręku do pustki. No, taki widok pewnie zdziwiłby każdego, w sumie sam chłopak poczuł się przez moment zdezorientowany. Nie trwało to jednak zbyt długo, gdyż nie mal natychmiast wysunął dwie teorie. Jakie? Cóż były one całkiem proste. Albo jakiś ciołek czymś w niego rzucił, bądź przed sobą miał jakiegoś niewidzialnego osobnika. Na odpowiedź nie dane mu było długo czekać, gdyż pan Morelly raczył ujawnić swą obecność. Ech, a więc to tu cały czas się ukrywał – Westchnął w myślach przekąsiwszy jeszcze jednego gryza, po czym odstawił naczynie.
- Przepraszam jeśli zostałem źle zrozumiany. – Odparł obojętnym tonem spoglądając beznamiętnie na przełożonego. - Widząc te zdarzenie oczywistym jest, że to jeszcze nie koniec, więc postanowiłem zaopatrzyć się w odrobinę dodatkowej energii. – Dodał spokojnie z neutralnym wyrazem twarzy.
Ciemni włosy miał nadzieję, że na tym zakończą się kłopotliwości, chociaż na chwilę, jednakże jego niesforni współpracownicy postanowili rozwiać te nikłe nadzieje. Vito był w stanie jeszcze zrozumieć, w końcu był to niereformowalny idiota, lecz złotooki go odrobinkę zawiódł.
- Ech… Deph zakładam, że naszego woja kontrolował mag z którym walczyłem, więc możesz go zostawić. – Rzucił zmęczony, po czym odwrócił się do osiłka.
Temu facetowi ciężko było przemówić do rozumu (o ile go miał) racjonalnymi argumentami, więc Keigar musiał przemówić do niego w jego języku.
- Vito spokojnie. Zatrudnił nas byśmy zrobili porządek z tymi co tu rozrabiają i zapobiegli temu chaosowi. – Odrzekł spokojnie końcówkę dodając dość niechętnie.
Cóż konieczność grania w te idiotyzmy tego pacana była dość irytująca.
- Tak więc gdzie powinniśmy szukać tej służki? – Odparł zwracając się już do zleceniodawcy.
Awatar użytkownika
Dziwne Oczy
Posty: 188
Rejestracja: 07 maja 2012, 18:46
GG: 4896516
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1882

29 lis 2012, 23:17

Reaktywacja dum Dum DUM! Macie moje pozwolenie do poganiania mnie.
MG

Pan Morelly prychnął słysząc o "nabieraniu energii" przez Keigara. W sumie godne podziwu było, jak łatwo czarnowłosy potrafił odciąć się od walki i śmierci. Na słowa Vita pokręcił tylko głową. Cóż mógł począć, w końcu sam zatrudnił tego półgłówka. Był więc po części winien całego zajścia, całego niepowodzenia. Wojownik i tak zaimponował mu znajomością słów takich jak "morale" czy podjętą próbą zrozumienia zaistniałej sytuacji.
Biedak Ferlicz, pewien swego, nie przyjął do siebie uwagi swego pracodawcy. Utrata krwi i oburzenie z powodu niemoralnego planu pana "Moreli" spowodowały u niego już zawroty głowy. Jakby tak dalej miało pójść, ległby w miejscu jak kłoda – tak samo jak on, zresztą, rozgarnięta.
Gospodarz posiadłości nic nie odpowiedział Vitowi, przyglądał się tylko jak Asthor dobija dwóch leżących zabójców, ale jakby nie widział tego, co miał przed oczami. Przez obojętność jego twarzy przebijały lekko nerwy, zamyślenie. Milczał, kiedy żółtooki przemawiał najpierw do niego, a następnie do Ferlicza. Keigar miał głowę na karku, wykazał się też pewną znajomością magii, odkrywając umiejętność kontrolowania umysłów u wroga – i tym zaskarbił sobie małą dawkę szacunku Morelly’ego do swojej osoby.
Dopiero kiedy wszyscy przestali się wypowiadać i zaległa na dłuższą chwilę cisza, gospodarz odparł:
Wasz towarzysz ma rację – ani ja nie jestem magiem od… trollo-ogrów?, ani osiłek nie zabił mojej… córki z własnej woli. Teraz nie pozostaje mi nic innego, jak wypełnić jej prawdopodobną wolę i odszukać jej służkę – powiedział z wyraźnym ociąganiem, ważąc słowa. – Ci tutaj, z którymi o dziwo sobie poradziliście – choć nie tak, jak sobie tego życzyłem – byli członkami pewnej sekty. Inaczej nie potrafię tego nazwać, choć sami woleliby pewnie określenie "gildia zabójców". Dla mnie to zaślepieni szaleńcy, nic więcej. A z osobą, która stoi na ich czele, mam pewien zatarg… cóż, na tyle poważny, że zapolowano na moje dziecko. To ich filozofia – ukarać przede wszystkim ducha i serce, dopiero potem ciało. Mogą – ale nie muszą – próbować zabić mnie. Nie wiem natomiast, co planują w stosunku do tej biednej dziewczyny – zawiesił głos – do biednej Katji. Ktoś przechwycił ją w momencie, gdy starałem się ją "przenieść" w bezpieczne miejsce, w ten sam sposób, w który sprawiłem, że pojawiliście się w mojej posiadłości. Każda taka podróż zostawia po sobie ślad, który będę w stanie dostrzec i dzięki temu przetransportować was w to samo miejsce, w które wyruszył porywacz. Ale dalej będziecie skazani na samych siebie – ja już bym stamtąd nie wrócił, wy macie szansę. Nie wiem, co i kogo tam zastaniecie, jednak mogę wam obiecać, że jeśli nie przyprowadzicie Katji z powrotem żywej, nie będzie czego po was zbierać – wywarczał Morelly nim się opamiętał i na powrót powrócił do swej wyniosłej mowy. – Wracając do tych szaleńców… można się po nich spodziewać wiele. Magów, wyćwiczonych wojowników, iluzji i podstępów… podejrzewam, że ci, których zabiliście, byli tylko przynętą, która miała nas wszystkich odciągnąć od prawdziwego zagrożenia. Musicie uważać nie tylko na swoje ciała, ale również umysły i mówię tu o gorszych rzeczach niż to, co spotkało… jego – wskazał pogardliwie na Ferlicza. – Członków sekty nie musi łączyć nic poza tatuażami oraz bezgranicznym oddaniem przywódcy i szaleństwem… Nic więcej powiedzieć nie potrafię. Ustalcie teraz, czy osiłek idzie z wami – musi coś zrobić z tą raną i się przebrać – i czego jeszcze potrzebujecie, postaram się wam to dać. Zaraz ruszacie – powiedział tonem niecierpiącym sprzeciwu.
I podszedłszy do ciała Anayi, kucnął i wygładził jej zwichrowaną sukienkę, okuty w nieprzeniknioną minę.

W ramach powrotu do pisania, nie czujcie się zobowiązani do napisania długich postów – na razie nie ma o czym.

Wróć do „Derin”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 3 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 3 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52206
Liczba tematów: 2973
Liczba użytkowników: 1046
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Senti
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.