Miedziany Las

Miasto to pięknie wygląda w bezchmurne dni, zazwyczaj jednak takowych tutaj brak. Mimo pesymistycznego krajobrazu mieszkańcy Derinie są bardzo przyjaźni i mają niesamowite poczucie humoru. Obróbka wszelkich metali, drewna i kamieni szlachetnych wydobywanych w górach Ikrem przynosi Derinie nie tylko sławę, ale i mnóstwo pieniędzy...</font></p>
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

Miedziany Las

05 lis 2012, 22:09

Las znajdujący się nieopodal traktu prowadzącego z Wolenwain do Derin, rozciągający się od zachodniej strony traktu, ciągnący się nawet aż do szczytów otaczających rzemieślnicze miasto. Las w znacznej części przynależał do właśnie do Derin. Swoją nazwę zawdzięcza niezwykłemu gatunkowi drzew w nim rosnących, a które prócz charakterystyczną brunatno-brązową barwą kory, rozłożystych koron składających się z plątaniny drobnych gałązek odróżniały się od innych drzew kolorem niewielkich, podłużnych liści w kolorze brązu, miedzi, a nawet czerwieni. Liście te gęsto rosną na gałęziach tych wysokich drzew. Były twarde, wąskie i nie opuszczały gałęzi drzew nawet zimą. Las był pełen zwierzyny, a w zachodnich obszarach lezących nieopodal już samego miasta, roiło się od licznych jaskiń.



MG
Artemus szybował wysoko wyruszając przodem. Bacznie obserwował trakt, nad którym się unosił, a którym podróżowali dorożką dwaj inni "ochotnicy" poszukiwań. W każdym bądź razie, drogą, prócz dorożki, przemieszczały się inne, obskurniejsze wozy, czy też piesi podróżnicy, a nawet grupy jeźdźców, dzikie zwierzęta wędrujące na tle pokrytych warstwą śniegu łąk, pól, pomniejszych wiosek, a nawet lasów…Jeden był szczególny, w kolorze miedzi…Wyglądał imponująco i z lotu ptaka był wyraźnie dostrzegalny, pomimo, iż znajdował się nieco poza głównym traktem, którym to zaś podróżowała właśnie grupka trzech jeźdźców zbaczająca z głównego szlaku właśnie w kierunku Miedzianego lasu. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby od jednego z ciemnego wierzchowca nie odcinała się jasna, beżowo-żółta suknia pewnej kobiety. Konie zapuszczały się stępem dalej i dalej…był to jakiś trop, zapewne. Jeśli Artemus śledził jeźdźców, obserwując przez korony drzew, gdzie też ciemne wierzchowce wraz z ich właścicielami zmierzają, mógł ostatecznie dostrzec, jak cała gromada po przekroczeniu wątłego strumienia, oraz przebyciu kolejnych mil dociera do jaskini, znajdującej się w najbardziej zachodniej części lasu. Wraz z tym odkryciem wszystko wydało się nagle nader proste i oczywiste. Wystarczyło teraz zdać raport towarzyszom, czy też raczej wspólnikom. Samotne próby zakradania się w pojedynkę w miejsce, gdzie wrogów mogła być niewiadoma liczba nie było mądrym pomysłem. Trzeba było wrócić, znaleźć dorożkę i opowiedzieć o tym, co się widziało. Wystarczająco dużo czasu zajęło śledzenie grupy prawdopodobnych porywaczy. Jednak, czemu, gdy dostrzegł dorożkę, ta przemieszczała się w kierunku lasu, a nie Derin, jak też zapewniał staruszek…?
~*~
Darrian i Leonard zaś po tym, jak skorzystali, i ciągle korzystali z oferty pomocnego dziadka w kwestii raportu, przemieszczali się po trakcie w zielonej dorożce. Nie była zabudowana, toteż wiatr nieco świstał, gdyż starszy człowiek zdawał się nie oszczędzać dwóch, krępych ogierów o srokatej maści. Plusem znacznym jednak były miękkie siedziska wyłożone starymi, nieco wyleniałymi futrami, lecz ciągle przyjemnymi w dotyku. Podróż mijała. Człowiek-sokół jak pofrunął, tak się już nie pokazał, a przynajmniej na razie.
-Nie sadziłem, że to wszystko tak się potoczy…Tym wozem miałem powieść parę młodą, a wiozę was. Jak to los płata figle, no proszę. Jednocześnie, dobrze, że skojarzyłem tą historię o ludziach z tatuażami żyjącymi w tym lesie. Dzikusy. W pierwszej chwili, gdy myślano, że uciekają z porwaną w kompletnie innym kierunku, nawet żem nie powiązał faktów, dopiero gdy padło hasło "Derin". Hah. Starość nie radość, jak to mówią, młodość nie wieczność…– Mówił, a krajobraz drogi zdawał się zmieniać na bardziej polny, lesisty, przyozdobiony w rozłożyste drzewa z brązowymi listeczkami. Zjechali z traktu, prawdopodobnie…
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Drasim
Posty: 522
Rejestracja: 08 gru 2013, 12:55
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2815

03 lis 2014, 22:00

MG

Spokojna wędrówka do Derin została zakłócona przez pewne zdarzenie, które miało miejsce niedaleko traktu. Drużyna nie miała zamiaru zostawić młodej kobiety na pastwę losu i mężczyźni postanowili, że jej pomogą, zgadzając się ze sobą praktycznie bez słów. Sadrigal przekazał reszcie swoje spostrzeżenia, co pozwoliło im na ułożenie odpowiedniego planu, który był dosyć prosty w swoich założeniach. Spokojnie podążali do skrzyżowania ścieżki z traktem, po czym ruszyli na opryszków. Drytrak nie mógł się powstrzymać i wyrwał do przodu, wyprzedzając resztę. Torbę gdzieś po drodze wyrzucił i sięgnął po broń.

Nifrea nie miała większych szans na uwolnienie się od bandyty, była zbyt zmęczona by podjąć jakąkolwiek próbę obrony. Szczęście uśmiechnęło się jednak do kobiety, nadciągała pomoc, a przynajmniej tak ona sądziła. W końcu gorzej już być chyba nie mogło. Mężczyźni, którzy schwytali młódkę szybko zorientowali się w sytuacji. Nie znajdowali się zbyt daleko od traktu, konie było słychać z daleka, a poza tym, dwóch opryszków stało przodem do traktu, więc o zaskoczeniu nie mogło być mowy. Bandyci nie byli głupi i wiedzieli, że nie mają większych szans na wygranie tej potyczki. Mężczyzna trzymający Nifreę, popchnął ją mocno w bok i wyciągnął kuszę. Kobieta upadła na twardą ziemię i zyskała nieco swobody. Tymczasem, bandyta wystrzelił w nadbiegającego Drytraka i razem ze swoimi koleżkami rzucił się do ucieczki, biegnąc między drzewa, gdzie konie nie mogły podążyć.

Mężczyzna w hełmie biegł, wiedząc kto w szajce był największym zagrożeniem. Obrał sobie za cel faceta z kuszą, zamierzając jak najszybciej zmniejszyć dystans. Drytrak wiedział, że strzelec może czekać ze swoją szansą, ale tak się jednak nie stało. Kusznik wystrzelił szybko, chcąc spowolnić szarżę. W lesie rozbrzmiał dźwięk uderzenia żelaza o żelazo. To bełt drasnął hełm człowieka, nie wyrządzając mu większej szkody, ale jego towarzysze nie mogli tego wiedzieć i nieźle się wystraszyli. Po chwili jednak, wszystko było już jasne. Bandyci zdołali uciec, ale byli na tyle niedaleko, że drużyna miała szanse ich dogonić pieszo, zwłaszcza Drytrak, który mógł ruszyć w pogoń od razu, nawet się nie zatrzymując. Nifrea zdołała się jakoś pozbierać i wstać, nie wiedząc co ją teraz czeka.

Awatar użytkownika
Drytrak
Posty: 134
Rejestracja: 20 wrz 2014, 21:38
Discord: Brutal
GG: 53864657
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3057

04 lis 2014, 14:03

Zimowe, szczypiące powietrze rozdarte nadlatującym pociskiem odrzuciło wszelkie dźwięki stanowiące jeszcze przed chwilą jego istotę. Bicie serca, ciężkie dyszenie, tętent koni, skrzypiąca pod butami ściółka, każdy z tych odgłosów opadł na ziemię niczym złociste, jesienne liście, zmęczone już nieustanną pracą w koronach drzew. Całą okolice przywłaszczył sobie metaliczny szmer, który trwał tyle co mrugnięcie okiem. Mógł zrozumieć to, kim byli. Mógł zapomnieć o tym, co robili. Mógł zatrzymać się i zwyczajnie odejść, i pewnie postąpiłby tak, gdyby nie to, co się wydarzyło. Bełt był piórem, emocje atramentem, a jego hełm pergaminem, na którym spisana została umowa między nimi. Teraz sprawa miała charakter czysto osobisty i nieważne co miałoby się stać, był zdeterminowany, by doprowadzić tę sprawę do końca.

Nie bacząc ni na swych towarzyszy, ni na kobietę, której poniekąd pomógł, ruszył za trójką usiłujących mu umknąć szumowin. Był już maksymalnie rozpędzony i nie zamierzał zwalniać, czy oglądać się za siebie. Oni pewnie srali ze strachu, a i wkrótce zmęczenie się o nich upomni, Drytrak pozbawiony był podobnych hamulców, co jeszcze dodawało mu otuchy. Oparł miecz ukośnie na biodrze tak, by przypadkiem o coś nie zahaczył i nie wypadł mu z ręki, nie chciał też sam sobie zrobić krzywdy. Przeskakując nad większymi konarami i głazami wpadł do gęstszej części lasu z pełnym impetem, gdzieś dalej – między drzewami – zdawały się przemykać ludzkie sylwetki, za którymi prowadził istny szlak połamanych i urwanych gałązek. Drytrak czuł się pewnie podczas tej leśnej gonitwy, północne puszcze były dla niego drugim domem, w którym tak naprawdę wychował się i nauczył jak przetrwać.

Nie był pewien co do tego, jak zamierzają postąpić bandyci, będą po prostu biec, czy może spróbują odwrócić role wykorzystując zasadzkę. Wojownik był zmuszony do zapobiegawczego skręcenia nieco na prawo, tak by po chwili powrócić na stary kurs i biec równolegle z uciekinierami. Wiedział, że prędzej czy później ich dogoni, i pewnie drżał by z podniecenia, gdyby właśnie nie pędził na złamanie karku. Nie wiedział, czy drużyna jest gdzieś za nim, czy zatrzymała się w miejscu pierwszej konfrontacji, nie byli mu niczego winni, póki co był zdany tylko na siebie. Miał zamiar skoczyć i powalić pierwszego typa, do którego wystarczająco się zbliży, najlepiej łamiąc mu wszystkie kości, choć gość z kuszą cały czas był priorytetem. Nie był jednakże pewny, na jakim terenie dojdzie do starcia, martwiło go to nieco, bo długi miecz nie nadawał się zbytnio do walki między gęsto rosnącymi drzewami, na szczęście nie była to jego jedyna broń i powoli oswajał się z myślą o konieczności wykorzystania jednego z jego noży.

Awatar użytkownika
Tonuryn
Posty: 132
Rejestracja: 18 wrz 2014, 21:11
Lokalizacja postaci: Kamienica Artmerów
Discord: Youmuu
GG: 52562577
Karta Postaci: viewtopic.php?p=50324#50324

05 lis 2014, 18:55

Kiedy Tonuryn zobaczył, jak nędznicy w popłochu znikają między drzewami, zostawiając niewiastę samej sobie, poczuł nieokreśloną ulgę i odetchnął głębiej. Nie trwało to jednak długo – Drytrak, za nic mając sobie zagrożenie i konsekwencje, jakie to zrodzi, pobiegł za nimi.
Bard wybałuszył oczy, zeskoczył z konia, rzucił szybkie spojrzenie na Sadrigala i krzyknął do niego, próbując zwrócić uwagę. Następnie wskazał na klacz, skinął głową i ruszył w busz za zatraconym w bojowym szale kompanem. Czas uciekał.

To było… niespodziewane. Co prawda, poznał się już trochę na owym krzepkim wojowniku i prostocie jego myśli, ale tego by po nim nie oczekiwał. Czuł się głupio, biegnąc tak przez las w pogoni, nie tyle za bandziorami, ile za dotychczasowym towarzyszem. Miał tylko nadzieję, że dogoni go w porę. Że nie zobaczy, jak ten jego zakuty łeb toczy się po ziemi, wciąż uwięziony w klatce hełmu.

Gałązki smagały go od czasu do czasu. Nie zwracał zbytniej uwagi na to, jak i przez co biegnie – ludzkie sylwetki na granicy wzroku, raz po raz wtapiające się w leśny półcień były wszystkim, do czego w tej chwili pragnął dojść. Jedynym środkiek bezpieczeństwa, jakiego się podjął, było lekkie skręcenie w lewo, a potem ponowne zwrócenie się ku celowi. Bądź co bądź, nie zamierzał paść ofiarą najzwyklejszej w świecie zasadzki, tak prostej do zorganizowania w ciemnym, gęstym lesie gorących czerwieni, żółci i miedzi.

Zapewne, gdyby nie biegł właśnie na łeb, na szyję za zidiociałym z braku słońca wojakiem, Tonuryn zatrzymałby się, by przez choć krótką chwilę zadumać się nad intensywnością jesiennych kolorów, którą widać było nawet teraz; w cieniu i leśnym, grzybiastym zaduchu, który zdawał się cały czas zapowiadać deszcz. Szybkie skinienie głowy, wymowne spojrzenie, dźwięk łamanych gałęzi i chrupiących pod stopami liści na granicy słuchu — tyle wystarczyło, aby wyostrzyć świat barda do granic możliwości; sprawić, że ten zamknie się na wszystko inne. To romantyczne marzenie, ta krótka chwila zastanowienia w świecie pośpiechu i potu była jedynie odległym życzeniem. Jego głowę wypełniała… pustka, poza być może obrazem wciąż znikającego z oczu lśnienia, które mogło być odbiciem światła w wypolerowanym, stalowym hełmie. Podobna prostoliniowość pozwalała nie skupiać się na głupich rzeczach typu praca mięśni, nasilające się zmęczenie i nierówny oddech. Liczyło się tylko jedno — dotarcie do celu na czas. W ciepłych zwykle, łagodnych, zielonych oczach Tonuryna pojawił się jakiś chłód. Jakaś determinacja, niezwykła ostrość, niezamglone spojrzenie. Jego miecz był gotów. Ten miecz był w tej chwili jednym z najbardziej chętnych mieczy; chętnych do rozbicia obrony przeciwnika i do brutalnych, niespodziewanie silnych cięć.

Chrzęst liści jak gdyby głośniejszy. Coraz bliżej i bliżej rozbrzmiewał ciężki, zmęczony krok.

Awatar użytkownika
Nifrea
Posty: 87
Rejestracja: 18 wrz 2014, 12:42
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3061

05 lis 2014, 21:05

Zapowiadało się, że teraz to grupka bandytów miała pewne zmartwienie. Widok trójki uzbrojonych, szarżujących w ich kierunku jeźdźców przeraził ich na tyle, że bez zastanowienia zaczęli uciekać. Głównie jednak musieli się przestraszyć tego jednego, wyraźnie wybijającego się z ustalonego szyku woja. Wydawał się niepowstrzymany, szczególnie po tym, jak bełt wystrzelony przez brodatego oblecha odbił się od jego hełmu niczym światło od lustra, w ogóle nie wyrządzając mu krzywdy. Nie musiała mu się przyglądać, by dostrzec w nim wilka w ludzkiej skórze, który właśnie rozpoczął pościg za swoją ofiarą i to nie tylko w celu najedzenia się.
Reakcja banitów spowodowała, że kąciki jej zaróżowiałych ust delikatnie uniosły się ku górze. Cieszyła się, że ostatecznie sprawa przybrała łaskawszy dla niej obrót. A przynajmniej tak jej się póki co wydawało. Jedno było pewne – nie chciałaby być w tej chwili na miejscu tych bandziorów.

Odrzucona przez chłopa dziewczyna upadła na prawy bok, dość mocno odczuwając tę przykrą sytuację. Co gorsza pech chciał, że uderzyła kolanem o lekko wystający spod zmarzniętej ściółki, samotnie leżący kamień. W tak stresującej sytuacji zbytnio nie odczuwała bólu, ale zdawała sobie sprawę, że coś było nie tak, a co za tym idzie – że musi się tym później zająć. Po upadku była nieco zdezorientowana. Nie minęła jednak chwila, a przed jej oczami ukazał się jeden z jeźdźców.
Witaj, pani. Czy czujesz się na siłach wstać? – odrzekł dość przyjemnym tonem głosu. Przynajmniej porównując do tych, które słyszała przed momentem. Tak czy inaczej – dziewczyna była pozytywnie zaskoczona tak dobrym gestem od nieznanej osoby. Nie spodziewała się czegoś takiego, szczególnie tutejszego dnia.
T-tak, myślę, że jakoś dam radę. – dziewczę nie było jednak pewne wypowiedzianych przez siebie słów. Kiedy zaczęła swawolnie podnosić się przy użyciu własnych rąk, woj wyciągnął w jej stronę pomocną dłoń, z wraz którą udało jej się stanąć na nogi. Jednak gdy tylko nabrała pionu, jej kolano, którym przed momentem uderzyła w ten nieszczęsny kamień, zabolało na tyle mocno, że zachwiała się i była zmuszona oprzeć się o pierś nieznajomego.
Wybacz. – odpowiedziała z lekkim zażenowaniem.
Do usług. Jestem Sadrigal. – mężczyzna, w porównaniu do niej, wydawał się jej dość śmiały. Jej ciężko byłoby się tak spontanicznie przedstawić, nie była nazbyt ekstrawertyczna. Całe zajście poprawiał fakt, że wydawał jej się bardzo przystojny.
Nifrea. – odpowiedziała tlącym, acz wyraźnie spokojniejszym głosem.

Wręcz wtulona w jego pierś kobieta czuła się nieco bezpieczniej, szczególnie po ostatnich wydarzeniach. W przeciwieństwie do nich jednak, tutaj już nie poradziłaby sobie sama. W tej chwili czuła się niczym księżniczka w opresji, która czekała na swojego wybawcę. I to właśnie Sadrigal miał pełnić jego rolę. Miała do niego co prawda parę pytań, ale – przynajmniej na razie – wolała milczeć. Dalej nie wiedziała jakie są motywy i intencje zarówno jego, jak i jego dwóch towarzyszy. Jednak mimo to odetchnęła z ulgą, mając tym samym nadzieję, że to wszystko wkrótce się dobrze skończy.

Awatar użytkownika
Sadrigal
Posty: 277
Rejestracja: 21 wrz 2014, 20:22
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 23150683
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3060

05 lis 2014, 21:14

Bandyci uciekli w popłochu; pewnie nawet przez myśl nie przeszła im możliwość podjęcia walki.


Możliwość zaprzestania walki z kolei nawet prawdopodobnie nie przeszła przez myśl Drytrakowi, który nie zatrzymał się nawet na chwilę. Niczym pancerna pięść, niepowstrzymany, sunął w stronę uciekających w las niczym siła natury. Sadrigala przeszedł dreszcz. Nie chciałby znaleźć się po drugiej stronie takiej szarży.

Las uniemożliwiał dalszy pościg konno. Tonuryn nie zastanawiał się zbyt długo; porozumiał się z Sadrigalem spojrzeniem, gestem i krzykiem, zeskoczył z konia i ruszył na pomoc Drytrakowi. Najwyraźniej przypadło mu zajęcie się kobietą i koniami.

Sadrigal zeskoczył ze swojego wierzchowca i pochylił się nad leżącą na ziemi dziewczyną, uśmiechając się krzepiąco. Pokrzepienie było jej potrzebne, sądząc po tym, jak wyglądała; upadając na ziemię zraniła się i wyglądała na całkowicie wyczerpaną. Mimo to, mimo brudu, potarganych włosów, ogólnego nieporządku… miała w sobie pewien urok.

– Witaj, pani. Czy czujesz się na siłach wstać?

– T-tak, myślę, że dam radę. – odpowiedziała.

Jej usta drżały; prawdopodobnie dalej nie wyzbyła się strachu, nie nabrała zaufania. Sadrigal podał jej rękę, łagodnie pomógł wstać. Spróbowała stanąć; po chwili jednak zachwiała się, jakby ten wysiłek był zbyt duży. Sadrigal pomógł jej utrzymać się na nogach; po chwili oparła się na jego piersi. Drżała. Podtrzymał ją.

Cóż, nie narzekał.

– Wybacz.

– Do usług, pani. Jestem Sadrigal – powiedział, patrząc jej prosto w oczy o niesamowitym kolorze starego złota. Dostrzegł w nich, nareszcie, coś więcej, niż strach, coś na kształt… nadziei? Ulgi?

– Nifrea.

Cieszył się tym momentem, ale wybiegał już myślą w przyszłość. Nasłuchiwał odgłosów z lasu; być może jego kompani mogą potrzebować pomocy? Pozostawienie koni samych tak blisko traktu jednak nie było mu w smak.

Dziewczyna. Dość nawet ładna. Co z tym fantem dalej zrobić? Trzeba będzie pewnie zabrać ją do miasta, do rodziny, myślał Sadrigal. Chwilę zastanawiał się, jak będzie wyglądać ich wdzięczność za ocalenie córki? Wyglądała, patrząc na ubiór, jak dziecko zamożnej mieszczańskiej rodziny. Jak się tu znalazła, i co sprowadziło ją do takiego pożałuj Lorven stanu? Sytuacja mogła być nadzwyczajnej natury… a nadzwyczajności, na ile tylko mógł, zwykł unikać. Równie dobrze mogła jednak być wyjątkowo korzystna, otwierająca drogę do wyższych sfer Derin.

Cóż, wplątali się w tę sytuację, i póki co Sadrigalowi wydawało się, że bardziej na niej zyska, niż straci. Należało jednak zachować ostrożność; świat prawdopodobnie tylko czekał na chwilę nieuwagi, żeby dobrać mu się do tyłka.

Skrzywił się lekko, patrząc w las; jego towarzysze nie powinni gonić tych bandytów. Skórka zdecydowanie niewarta wyprawki. A teraz musiał zostać tu, aby pilnować koni; zbyt wielkiego wyboru nie miał. Podejrzewał jednak, że poradzą sobie spokojnie w dwójkę; poruszali się jak ludzie, którzy dużą część życia spędzili w boju.

Pozostało jedynie czekać na ich powrót… chyba, że ich sytuacja wymagałaby interwencji.

Awatar użytkownika
Drasim
Posty: 522
Rejestracja: 08 gru 2013, 12:55
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2815

08 lis 2014, 22:53

MG

Mężczyzna z kuszą nawet nie zdawał sobie sprawy z tego co zrobił. Jego strzał sprawił, że brodacz podpisał na sobie wyrok śmierci, chociaż nie mógł tego wiedzieć. Drytrak mógł zostawić tych tchórzy i zająć się swoimi sprawami, dalszą podróżą do Derin. Ci ludzie zupełnie go nie obchodzili, mężczyzna w hełmie mógł puścić im ten występek na trakcie płazem. Teraz jednak, sprawa była osobista i musiała zostać zakończona, co mogło się stać tylko w jeden sposób.

Nie zatrzymując się i nie oglądając na resztę swoich towarzyszy, jednoręki wojownik pognał za bandytami w las. Zmęczenie go nie dotyczyło, więc prędzej czy później, dopadnie ich. Widział sylwetki przemykające między drzewami, które znajdowały się coraz bliżej. Gdzieś mignęła mu kusza i Drytrak zdecydował, że pierwsze zajmie się brodaczem, w końcu to z nim miał do załatwienia sprawę. Wkrótce też, bandyta zatrzymał się i odwrócił do swojego przeciwnika, wyciągając pałkę. Mężczyzna w hełmie nie dał mu szansy na atak i natychmiast go powalił. Teren pozwalał mu na swobodne używanie swojego ostrza. W Miedzianym Lesie ponownie dało się słyszeć metaliczny dźwięk. To koleżka kusznika zaszedł Drytraka od tyłu i trzasnął go swoją pałą w hełm. Na jednorękim nie zrobiło to żadnego wrażenia. Przed nim leżał niemal bezbronny brodacz, a za nim kolejny cel do wyeliminowania.

Bard nie zamierzał opuszczać swojego towarzysza i ruszył za nim w las, biegnąc niczym szaleniec. Taka gonitwa w zimie mogła się źle skończyć, zwłaszcza, gdy nie znało się zbyt dobrze terenu. Tonuryn padł ofiarą pogody, gdy poślizgnął się na jakimś korzeniu, lądując boleśnie na plecach. Powietrze uszło z jego płuc, mężczyzna walczył o oddech. Odzyskał go w odpowiednim momencie, gdy zobaczył jak drewniana pałka szybuje w stronę jego głowy. Nad nim stał bandyta, którego gonił, i którego stracił na chwilę ze swych oczu. Wszystko działo się jakby w zwolnionym tempie.

Tymczasem, Sadrigal pomagał poobijanej i zmęczonej Nifrei. Nie mógł podążyć za swoimi kompanami, w końcu ktoś musiał zająć się kobietą i końmi. Nie mniej jednak, mężczyzna nasłuchiwał czy, aby ktoś nie potrzebuje dodatkowej pomocy. Co prawda, nie wątpił by sobie nie poradzili, ale zawsze coś mogło pójść nie tak. Nie mógł dostrzec z miejsca, w którym był ani swych towarzyszy, ani bandytów.

Awatar użytkownika
Drytrak
Posty: 134
Rejestracja: 20 wrz 2014, 21:38
Discord: Brutal
GG: 53864657
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3057

09 lis 2014, 03:22

Zakuty w stalowy hełm weteran grzmotnął w zbira z impetem godnym tarana, tym samym posyłając przeciwnika na chłodne podłoże. To by było na tyle, jeśli chodziło o kwestię tej konkretnej łajzy, bo w takim ustawieniu mógł jedynie błagać Drytraka o łaskę, której ten nie zamierzał okazywać. Niczym kat stał przed swą dychającą jeszcze ofiarą i przez krótki moment wpatrywał się w jej manifestujący niedowierzanie wyraz twarzy. Usta wojownika wykrzywiły się w przepełnionym satysfakcją uśmieszku, którego obecności nie był świadom nikt, za wyjątkiem jego. Zdawał sobie sprawę, że jego przeciwnicy są ledwie insektami w porównaniu do niego, napawał się tą chwilą, dając im czas na zrozumienie swoich błędów.

Wielkie musiało być Drytrakowe zdziwienie, gdy to w jego uszach zabrzmiało wywołane uderzeniem dudnienie. Nie był pewny, co druga wesz próbowała osiągnąć waląc go kijkiem po hełmie, ale całkiem go to rozbawiło. Jak można być aż takim kretynem? Popełnił ten sam błąd, co jego leżący na ziemi towarzysz, a mógł wykorzystać dany mu czas i zwyczajnie zwiać. Sytuacja ta była przepełniona absurdem, i może nawet zacząłby się śmiać, gdyby właśnie nie szykował się do dobicia powalonego zbira. Zgrabnym ruchem posłał ostrze w kierunku klatki piersiowej bandyty, miecz bez większego oporu zagłębił się w miękkie ciało nieszczęśnika, tuż poniżej mostka. Przez ciało Drytraka przeszła fala podniecenia, ostrze zaś opuściło tors zbója równie szybko, jak się tam znalazło. Wojownik nonszalancko wydobył ostrze, ciągnąc po ukosie, jakby chciał sprawić konającemu dodatkową dawkę bólu. Niech jeszcze trochę pozdycha. Odwrócił się do tego drugiego, wiedział, że absolutnie nic mu nie grozi z jego strony, ale też nie miał nastroju na niepotrzebne zabawy, toteż postanowił przejść od razu do rzeczy i zamknąć ten rozdział.

Rycerz natychmiast zaszarżował w kierunku przeciwnika nie wiedząc, czy ten zacznie uciekać, czy może będzie próbował walczyć, zakończenie będzie takie same w obu przypadkach. Miał wprawdzie nadzieję, że bandzior zaoszczędzi mu dodatkowego biegania i zwyczajnie umrze jak mężczyzna. Gdyby ten jednak stanął do walki, to Drytrak szykował się do naskoku, będącego bazą dla ataku kolanem, który miałby zmusić adwersarza do wykonania uniku, czy też zwyczajnego odskoczenia w tył. Przez krótki moment byłby odsłonięty, a górna część jego ciała pochyliłaby się w przód. Na tę okoliczność Drytrak już szykował zamaszyste cięcie wymierzone w szyję nieprzyjaciela, po którym – jeśli okaże się niewystarczające– nastąpi kolejna seria cięć i pchnięć, będąca dopełnieniem formalności .

Nie miał pojęcia, gdzie podział się trzeci łotr, ale skoro go tu nie było, to niewiele go to obchodziło. Widocznie musiał pójść po rozum do głowy i spieprzyć w głąb lasu, Drytrak nie zamierzał zaprzątać sobie nim głowy. Po załatwieniu sprawy z rzezimieszkami udał się w kierunku traktu, miejsca gdzie spostrzegli całe to zajście.

Awatar użytkownika
Sadrigal
Posty: 277
Rejestracja: 21 wrz 2014, 20:22
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 23150683
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3060

09 lis 2014, 20:01

Następne kroki postępowania wydawały się dość oczywiste: odwieźć dziewczynę do domu rodzinnego, jako bohaterowie, którzy ocalili ją od strasznego losu, i zyskać odrobinę pozytywnej reputacji w tych kręgach – co mogło być rzeczą tylko przydatną.

Nie wyobrażał sobie, żeby jego towarzysze sprzeciwili się takiej decyzji – cóż mogło być w tym trudnego? Podjął decyzję.

Kiedy moi kompani powrócą, Nifreo, odstawimy Cię bezpieczną i całą do domu rodzinnego. O nic nie musisz się martwić – powiedział uspokajająco do dalej opartej o jego pierś dziewczyny.

Miał szczerą nadzieję, że sprawa okaże się prosta i lukratywna.

Awatar użytkownika
Nifrea
Posty: 87
Rejestracja: 18 wrz 2014, 12:42
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3061

10 lis 2014, 02:49

Nifrei bardzo spodobało się to, że nowo poznany przez nią mężczyzna – Sadrigal, dokładał wszelkich starań, by wyciągnąć ją z tej beznadziejnej dla niej sytuacji. Wpierw, wraz ze swoimi towarzyszami, uratował jej życie, sukcesywnie przepędzając bandytów, którzy z pewnością mieli zamiar ją dość brutalnie potraktować. A teraz jeszcze zaoferował pomoc, której celem miało być postawienie jej z powrotem na nogi. Zapewne mało było na świecie takich osobistości, które byłby w stanie poświęcić w takiej sprawie swój cenny czas. W końcu ludzie przeważnie nie lubili ryzykować, spieszyli się, czy po prostu nie obchodził ich los osoby pilnie potrzebującej pomocy. A on potrafił to zrobić. Zdecydowanie, było to godne podziwu. Zastanawiała się jednak jakie opinię będą mieli na ten temat jego towarzysze. A właściwie co będzie, jeżeli się nie zgodzą. Szczególnie bała się zdania ciągle wybijającego się na przód opancerzonego, ogromnego mężczyzny. Jego drugi towarzysz wydawał się jej nieco mniej impulsywny, przez co zakładała, że bez żadnych przeciwwskazań poprze słowa Sadrigala. Chociaż wiadomo – mogło być i odwrotnie. W końcu nie powinno się oceniać książki po okładce, o czym Nif dobrze wiedziała.

Niestety, słowa Sadrigala miały dla niej jeszcze drugą, przykrą stronę. Jedynie wspominając o domu rodzinnym, nasiliła się w niej masę nieprzyjemnych wspomnień. Choć praktycznie przez całe życie miała wszystko to, czego potrzebowała, nie mając przy tym żadnych poważniejszych problemów, nie mogła sobie o nich przypomnieć. Teraz patrzyła przez pryzmat ostatnich wydarzeń, przez które straciła wszystko to, co miała. Rodzinę, przyjaciół, posiadłość.
Ja… nie mogę teraz wrócić do domu. – odpowiedziała nieco przestraszona. Czuła się podłamana, obecnie chyba nie istniała rzecz, która byłaby w stanie podnieść jej na duchu i pozwolić jej zapomnieć o tym, co ją dziś spotkało. Nawet spotkanie tak dobrego, a zarazem przystojnego mężczyzny jakim był Sadrigal. O powrocie do rodzinnego domu nie było mowy. A przynajmniej, na razie.

Awatar użytkownika
Tonuryn
Posty: 132
Rejestracja: 18 wrz 2014, 21:11
Lokalizacja postaci: Kamienica Artmerów
Discord: Youmuu
GG: 52562577
Karta Postaci: viewtopic.php?p=50324#50324

10 lis 2014, 17:46

Coś musiało pójść nie tak.

Tonuryn, biegnąc na łeb, na szyję, nawet nie zauważył grubego, wystającego korzenia, który zapewne wyczołgał się spod ziemi tylko po to, aby pociągnąć kogoś za nogę. Bard runął na plecy, kiedy jego stopa pośliznęła się na mokrym, śliskim kawałku drzewa. O tyle dobrze, że, ponieważ o niego nie zahaczył, nie upadł na twarz.
Przeleżał tak krótką chwilę, oddychając głęboko i tak miarowo, na ile było go stać. "Cholera", pomyślał. Nie zamierzał besztać siebie za to, że nie patrzył pod nogi. Nie to się teraz liczyło, bowiem owa chwila właśnie pokazała, że nie była tak krótka, jak sobie ją wyobraził. W mgnieniu oka pojawił się nad nim bandzior, którego gonił. Nie było w tym nic nadzwyczajnego — bard nie próbował zachować jakiejkolwiek dyskrecji podczas gonitwy, więc nie trudno byłoby go zobaczyć, a tym bardziej usłyszeć. Żałował jedynie, że znalazł się wystarczajaco blisko, by móc dać się złapać w takiej sytuacji.

Bard miał nadzieję, że uda mu się odwrócić groźną minę losu do góry nogami. Albo przynajmniej zostawić krwawy uśmiech na gardle czy brzuchu oponenta, jeśli bogowie przeznaczenia patrzyli na niego spode łba. Skrupułów pozbył się już dawno, a jeśli nie, to dobrze je ukrywał. Trzeba przyznać, że był pewnym siebie skurczybykiem – co do swojej wygranej w tej małej utarczce nie miał zbyt wielu wątpliwości. Największym problemem był zawsze pierwszy moment, kiedy rytuał walki nie rozpoczął się jeszcze na dobre, i kiedy najmniejsze potknięcie — zupełnie tak, jak teraz — mogło obrócić się w stertę gówna, które musiał potem sprzątać, zły na siebie i swoje błędy.

Wszystko zdawało się być spowolnione. Krótkie, ulotne kilka sekund ciągnęło się i ciągnęło, zwijając się w nieskończoną spiralę. Czas, choć sączył się powoli, napierał nieubłaganie i niestrudzenie. Niedługo ta bańka fałszywej rzeczywistości miała pęknąć, równolegle do głowy barda, w której stronę mknęła pałka. Bard nie miał zamiaru na to pozwolić. Adrenalina buzowała już w jego żyłach; serce waliło niczym młot, a źrenice poszerzyły się do granic możliwości, żarłocznie pochłaniając nikłe światło. Szeroko otwarte oczy zdawały się przez chwilę widzieć wszystko, jak gdyby wcale nie zwracały uwagi na wciąż powiększającą się, groźną sylwetkę drewnianej pałki.


Zamachnął się tasakiem, próbując zbić z drogi nadciągającą broń, i jednocześnie przesunął swoje ciało w prawo, by, przy dobrym szczęściu, zneutralizować zagrożenie i uchronić się od uderzenia, a przy złym — maksymalnie zminimalizować jego skutki. Zamierzał następnie zaatakować nogą, wstać i podjąć prawdziwą, sprawiedliwą walkę. Uderzyłby nagle, odbijając się od ziemi i błyskawicznym ruchem tnąc przeciwnika w któreś z łatwo dostępnych, odsłoniętych miejsc. Bandyta powinien już w tej chwili leżeć, odrzucony tam kopniakiem.

Wróć do „Derin”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 3 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 3 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52206
Liczba tematów: 2973
Liczba użytkowników: 1046
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Senti
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.