Przytułek pod patronatem Lorven

Miasto to pięknie wygląda w bezchmurne dni, zazwyczaj jednak takowych tutaj brak. Mimo pesymistycznego krajobrazu mieszkańcy Derinie są bardzo przyjaźni i mają niesamowite poczucie humoru. Obróbka wszelkich metali, drewna i kamieni szlachetnych wydobywanych w górach Ikrem przynosi Derinie nie tylko sławę, ale i mnóstwo pieniędzy...</font></p>
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

Przytułek pod patronatem Lorven

13 sty 2013, 11:40

Jeden z wielu budynków mieszczący się pomiędzy innymi, poza centrum miasta. Jest to piętrowy budynek z poddaszem i piwnicą. Składa się głównie z drewna wewnątrz, jak i na zewnątrz. Wchodzi się do niego przez duże, żeliwne dwuskrzydłowe drzwi, przy których zawsze czuwa jeden strażnik wyposażony we włócznię. Pilnuje on porządku i jest straszakiem na niepotrzebne towarzystwo. Za drzwiami znajduje się przestronny pokój na planie prostokąta którego centrum stanowił ołtarz poświęcony bogini wykonany z marmur. Był on zawsze ozdobiony kwiatami niezależnie od pory roku, jak również oświetlony świecami. Na ścianach tego pokoju znajdowały się liczne ilości drzwi prowadzące do małych, ciasnych pomieszczeń, bądź korytarzy i schodów prowadzących na piętro, gdzie znajdowały się pomieszczenia dla chorych, potrzebujących, niedołężnych oraz do piwnic. Pod parterem bowiem znajdowały się miejsca do spania dla kapłanów i wolontariuszy, jak również magazynek i kuchnia. Jednak to właśnie w tym prostokątnym pokoju z ołtarzem panował wieczny ruch niezależnie od pory dnia. Zawsze przemierzały go kapłani i kapłanki o zmęczonych, lecz wypełnionych troską oczach, którzy poświęcali się potrzebującym ku chwale Lorven.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Leonard
Posty: 189
Rejestracja: 24 wrz 2012, 16:18
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2214

14 sty 2013, 01:07

W końcu jego oczom ukazało się Derin. Nigdy nie odwiedził tego miasta więc odnalezienie przytułku zajęło mu trochę czasu i nerwów, gdy zwyzywał się z jakąś starą pobożną kobietą. A rozpoczęło się niewinnie, spytana o drogę kobieta grzecznie odpowiedziała nazywając Leonarda pieszczotliwie "Kudłaczem". Jaka zadziorna część kazała pieszczotliwie odpowiedzieć " Obliż mi cebulki włosów, bo masz twarz jak brukowana droga i garbisz się tak, że buty wiążesz na stojąco!". Gdyby nie umierający mężczyzna na wozie ta sprzeczka skończyłaby się zapewne inaczej niż szargana duma i kolejny śmiertelny wróg w postaci starszej pani i jej podłych zastępów.
-Wybrałeś sobie najgorszego Opiekuńczego Ducha z możliwych ale postaram się dowieść cię w jednym kawałku.
Ocalił życie ale wcześniej jedno odebrał. Więc tak jakby zachował równowagę. O ile w drodze powrotnej "niechcący" nie potrąci owej staruszki.
- No cóż, dałem ci kolejną szansę. Wykorzystaj ją mądrze. Żadnych narkotyków, alkoholu i łatwych panienek przed południem… bez mojej obecności ! – Roześmiał się w głos, już dojeżdżali. Powożenie wychodziło mu już coraz lepiej. O czym świadczył popisowy i brawurowy styl jazdy. Podjechał pod sam budynek i wrzeszczał na strażnika by przyprowadził lekarza.
-Żona mi tu rodzi panie, co ja synowi powiem jak dorośnie?! "Przykro mi kochanie z powodu braku twoich rąk ale jakiś strażnik postanowił patrzeć się na twoją wyjątkowo brzydką przypominającą mężczyznę matkę zamiast biec po pomoc. Trudno, poradzimy sobie. Karetę można powozić nogami, chyba." I pośpiesz się, bo już główkę widzę!"– Pogonił osiłka.
-Cóż jak wydobrzejesz to odwiedź kiedyś Leonarda, mam sentyment do osób, które ratuję od pewnej śmierci. I nadal czekam na długą i wyczepującą opwieść co się wydarzyło. Gdy nadbiegł lekarz miał przygotowaną kolejną historyjkę.
-Wygląda na to, że zamiast mojej żony przywiozłem ci tu poturbowanego pół-elfa. Eh zdarza się, wyglądały podobnie, tylko moja tak nie jęczy. Na pierwszy rzut oka polecam całą masę pijawek. I dużo spania na twardym, lecz nie ja tu jestem lekarzem. Zostawiam go wam, bawcie się dobrze. -Puścił łobuzerskie oko do swojego pasażera. Po czym odjedzie w bliżej nieokreślonym kierunku.

//z/t po poście Darrina/MG
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

14 sty 2013, 22:19

MG

Droga się wydawała się ciągnąć w nieskończoność, przynajmniej Darrianowi, który mimochodem słyszał jakieś bezsensowne głoski wydobywające się z ust Leonarda, a które były na tyle zniekształcone, że nic sensownego nie szło z nich wyłowić. Zresztą…ostatecznie stracił przytomność, jakiś czas przed tym, jak to strażnik pomagał kapłanowi wydobywać z wozu ciało Darriana. Jego stan był wyjątkowo zły, jednak ciągle żył. Ciało chłodne, posiadające braki w krwi, brak przytomności, poważna rana…i płytki, jednak wyczuwalny oddech. Wymagana była natychmiastowa interwencja…
-Niech Lovren ma go w opiece…

Czas mijał. Darriana ulokowano w jednej z licznych, ciasnych klitek w której znajdowały się trzy drewniane, twarde łóżka, na których to leżeli ranni, czy też umierający w stanie podobnym do półelfa, czyli takim mało ruchliwym.
W drzwiach stanęły dwie kapłanki o wymęczonych oczach.
-Długo już tu leży?
-Trzeci tydzień się zbliża…
-I ciągle nie przytomny?
-W takim stanie nakazał utrzymać go kapłan Ersus, do czasu aż nie sprowadzi tu swojego mentora.
-Ach…Przydała by nam się jego pomoc. – Spojrzała posępnie na dwóch współlokatorów półelfa, którzy nie byli w lepszym stanie. Brunet, o ranach zadanych przez dzikie zwierzę gorączkował najbardziej ze wszystkich, a kolejne dawki naparów nie wpływały już na niego tak dobrze.
-Choć, musimy przygotować leki.
-Już…

Darrian ostatecznie otworzył oczy. Ukazał mu się sufit składający się z drewnianych bali. Panował półmrok. Jedynie lampa zamieszczona na jednej ze ścian tliła się niepewnie rozświetlając mroki ciasnego i dość obskurnego pomieszczenia. Dało się posłyszeć czyjś kaszel. Ktoś tu był. Sam Darrian zaś leżał w niewygodnym łóżku. W miarę czystej pościeli. Czując zmęczenie, słabość…i dziwną potrzebę zwymiotowania. Mdłości się nasiliły wywracając do góry nogami bebechy. Wszystko to było nieprzyjemne, lecz oznaczało głównie jedno – żył. Ciało wydawało się odrętwiałe. Lekkie zawroty głowy i jakby tak…gorsze widzenie. Cóż, nie dało się ukryć, że obraz widziany prawym okiem wydawał się nieco…przymglony.
W tym samym momencie, do pokoju zbliżało się światło z korytarzu. Drzwi klitki były bowiem otwarte na oścież, tak, że po chwili pokazało się w nich źródło światła. Jedna z bladych i wymęczonych kapłanek ze świecznikiem. Spostrzegła, że jeden z pacjentów się obudził. Całe szczęście. Chociaż jeden.
-Lovren Ci sprzyja. – Powiedziała półszeptem wiedząc, że reszta śpi. Podeszła bliżej zostawiając świeczkę na niewielkiej komódce. Przyłożyła dłoń do czoła półelfa. Wpatrywała się.
-Nie gorączkujesz. Masz szczęście. Byłeś nieprzytomny półtora miesiąca…Była obawa, że mikstury zostaną odrzucone przez organizm i zemrzesz we śnie. Jednak Lovren nad Tobą czuwała…– Uśmiechnęła się przyglądając się bladej twarzy maga. – Jesteś ciągle słaby. Mikstury przytrzymywały Cię przy życiu, jednak, teraz przez najbliższy tydzień mdłości będą ci dopiekały, więc nie przemęczaj się i wypoczywaj. Choć Twoje rany zostały wyleczone, nie znaczy, że jesteś sprawny. – Zamilkła na chwilę. Szepnęła jednak pod dłuższej chwili. – Nie przejmuj się o swoje rzeczy. Zostaną ci zwrócone, jak tylko będziesz chciał odejść. Kapłanka Kaspera zszyła Twoje szaty w miarę możliwości. A teraz pozwolisz…przyniosę Ci wywaru, wody i…wiadra.– Jak powiedziała, tak zrobiła.

Czas płynął dalej…

//Darrianie, możesz zrobić skok w czasie, jeśli chcesz i przewinąć czas o tydzień i opisać jak wychodzisz z przytułku
Awatar użytkownika
Darrian
Posty: 733
Rejestracja: 06 sty 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Oko i Powieka
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21226#21226

15 sty 2013, 13:52

Światło. Co prawda było go tyle co na lekarstwo, ale zawsze było to wiecej niż widziały jego oczy od długiego czasu.
- Gdzie.. – Wymamrotał, jednocześnie rozglądając się po otoczeniu. Prócz jego łóżka były dwa inne, leżący w nich ludzie bądź nieludzie nie wykazywali oznak przytomności. Był w jakimś przytułku. Żył. Życie niestety nie przywitało go z otwartymi ramionami, od razu poczuł mdłości, zapewne spowodowane tzw. uporczywą terapią którą z racji tego, że oddychał raczej można było zaliczyć do udanych. Poza tym trochę źle widział… jakby przez mgłę, przy odrobinie szczęścia i oszczędzaniu oczu powinno się to unormować po czasie. Mimo wszelkich, nadal towarzyszących mu dolegliwości dostrzegł, że ktoś nadchodzi. Jego mięśnie instynktownie zareagowały i skierowały jego ręce do pasa, by sięgnąć po sztylety.. których oczywiście nie miał. Na całe szczęście nie były mu one ty potrzebne, wiedział to, ale jego ciało działało instynktownie. Nadchodzącą postacią okazała się jedna z kapłanek, wyraźnie ucieszona faktem, że jeden z pacjentów wrócił do stanu świadomości. Czego można było się spodziewać, kobieta postanowiła sprawdzić jego stan, a przynajmniej temperaturę jego ciała, która…
- Półtora miesiąca?! Byłem tu półtora miesiąca? – Krzyknął Pół-elf, który był w wyraźnym szoku… było z, nim aż tak źle? Nie dowierzał w to, co usłyszał, to wydawało się nierealne, jeśli jego ciało potrzebowało aż tyle czasu, by wrócić do normy to jego stan był naprawdę agonalny.
Nie miał zamiaru niepokoić kapłanki, pozwolił jej zrobić swoje, a kiedy został sam, zaczął się zastanawiać. Wszystko co pamiętał wydawało się jeszcze bardziej zamglone niż jego wzrok na tą chwilę.. czy to wszystko naprawdę sie stało? Blizny na to wskazywały. Właśnie w tej chwili, kiedy przejechał palcami po bliznach na ramieniu do niego dotarło. Cisza. Jedyne co słyszał to własny oddech i oddechy pozostałych obecnych w salce. Nie, to nie mogło być tak proste. Mag położył się na tyle wygodnie na, ile mógł sobie pozwolić na wątpliwej jakości łóżku i ruszył na poszukiwania zguby, nie jednak poza murami przytułku a we własnej głowie.

– Rinej! Ty żałosna podróbko wiedźmy, nie chowaj się! – Głos rozbrzmiał po wszystkich zakamarkach jego podświadomości a on sam, jakby nic nie miało miejsca stał po środku dobrze znanego mu korytarza, w swoich szatach i z parą sztyletów przy pasku. Tu w końcu mógł być kim chciał, a teraz chciał się rozliczyć z Wiedźmą której miał serdecznie dość od jak się okazało.. półtora miesiaca.
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

21 sty 2013, 00:02

MG

Rinej się nie chowała. Ona po prostu…nie miała ochoty na rozmowę z Darrianem, dlatego też oddawała się innym czynnościom &lt;między innymi chowaniu się&gt; które pozwalały jej w zgrabny sposób nie doprowadzić do tego co miało nastąpić. Od tak…czy coś…
Prawda jest taka, że kobieta miała pojęcie co będzie miało miejsce jak tylko jej nosiciel oprzytomnieje. Jakby nie było miała na to bardzo wiele czasu. Wszak półtora miesiąca piechotą nie chodzi. Jednakże, wracając…
Darrian mimo wszystko odzyskał przytomność, co naturalnie spotkało się z mieszanymi uczuciami wiedźmy, która coś wymamrotała w myślach i wyszła "nie z ukrycia". Nikt jej w końcu nie będzie posądzał o tchórzostwo, ot co.
Tak więc, Rinej wyłoniła się zza ściany jednego z pokoi. Posiadała teraz dość szeroko zakrojoną swobodę, od momentu, w którym jej nosiciel ją "uwolnił" i teraz właśnie wiedźma czując się wyjątkowo swobodnie stanęła stopami na mentalnym korytarzu opierając się o jedną ze ścian plecami. Spojrzała na półelfa. Posłała firmowy uśmiech.
-Nie musisz dziękować. Wyratowanie twojej skóry to wyratowanie mojej, toteż nie schlebiaj sobie zanadto…~ – Posłała firmowy uśmiech.
Awatar użytkownika
Darrian
Posty: 733
Rejestracja: 06 sty 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Oko i Powieka
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21226#21226

21 sty 2013, 14:44

Jednego nie dało się Rinej odmówić, naprawdę miała tupet, który podsycany jej brakiem zdolności myślenia przyczynowo-skutkowego pozwolił jej myśleć, że wyjście z ukrycia i jeszcze uniesienie się tym jakto go niby uratowała jest dobrym pomysłem. Takie uniesienie się dumą miałoby sens, gdyby nie fakt, że była podczas walki z Wilkołakiem tylko narzędziem w rękach Darriana, które nie było nawet w stanie wykonać powierzonych mu zadań w sposób, który powinien być dla niej prosty. Sama z siebie nawet nie miała pomysłu co zrobić, a kiedy już dostawała jakieś polecenia to albo uznała, że lepiej będzie go nie posłuchać lub po prostu kompletnie zawiodła w wykonywaniu ich.
– Myślisz, że ukryjesz przedemną swoją słabość pod maską fałszywej odwagi? – Zaczął pozornie spokojnym głosem Pół-elf, który następnie w ułamku sekundy przeniósł manifestację swojej świadomości na metr przed wiedźmę i dzięki brakowi ograniczeń fizycznego ciała, wyprowadził nadnaturalnie szybki cios otwartą dłonią w stronę jej twarzy. Jeśli pierwszy cios, mimo nadnaturalnej szybkości, a co za tym idzie sporej siły nie wyprowadzi Rinej z równowagi, Mag poprawi swoje dzieło wyprowadzając równie szybkie kopnięcie w jej nogi, mające sprowadzić ją na ziemię. Ktoś nie potrafiący działać pod wpływem napięcia nie powinien być w stanie się przed tak nagłym atakiem obronić co dawało mu pewność siebie. Wiedźma zawsze zawodziła, kiedy przychodziło do nagłych, nieprzewidzianych sytuacji. Jego atak w Labiryncie, utrata kontroli nad własną iluzją, walka z Altarisem, w każdej sytuacji sama nie umiała sobie poradzić. Ktoś, kto zawodził w obronie własnej tyle razy w tylu różnych sytuacjach nie mógł nagle się na tyle zmienić, zwłaszcza że tym razem jej przeciwnik nie stosował jej zabawek a brutalną siłę.
– Jestem zmuszony z tobą koegzystować, to nie znaczy jednak, że muszę znosić twoją bezużyteczność. Zamiast uczyć Cię zasad współpracy, odwołam się do czegoś co jest Ci dobrze znane – do strachu. – Ponownie zacznie, jeśli lub biorąc pod uwagę przeciwnika – kiedy atak się powiedzie, jednocześnie wyprowadzając kopnięcie w leżące przed nim utrapienie w iluzorycznym ciele kobiety. To się nie skończy miło jak ich ostatnie spotkanie.
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

23 sty 2013, 11:03

MG

Rinej skrzywiła się, jakby zdegustowana słowami półelfa. Fałszywa odwaga?! Cóż, może troszkę, jednak nie zmienia to faktu, że takie określenie kierowane do niej, nawet przez Darriana, a może głównie prze półelfa nie należało do przyjemniejszych czynności. Kolejne posunięcie Darriana jednak ją zszokowało.
Jego ręka ją uderzyła, czemu towarzyszył charakterystyczny dźwięk. Uderzenie sprawiło, że twarz Rinej teraz nie patrzyła na maga, lecz w bok, w jedne z wielu drzwi mentalnego świata półelfa. Kobieta była w szoku. Nie bardzo wiedząc jak powinna zareagować, lecz tylko przez chwilę. Im bardziej wsłuchiwała się w słowa mężczyzny tym bardziej ogarniała ją złość niżli strach.
-Bezczelny…– Syknęła i nim Darrian zdążył cokolwiek więcej zrobić więcej…Z jednej ze ścian w korytarzu wysunął się nagle klocek w kształcie kwadratu, który z impetem się wysunął tak, że porwał sylwetkę półelfa rzucając go na przeciwną ścianę. Wszystko działo się tak samo nienaturalnie szybko i zapewne również było wielkim zaskoczeniem dla maga. Sama Rinej poprawiła włosy z twarzy, które nasunęły jej się na oczy podczas uderzenia. Nie podeszła do mężczyzny na krok. Podniosła nieco wyżej podbródek nie skrywając złości jaka biła z jej oczu, komponując się tym samym z chłodnym wyrazem jej twarzy.
-Nie bądź bezczelny. –Powtórzyła chłodno, spokojnie, lecz doniośle. – Mam teraz tu taką samą kontrolę, jaką ty masz, z tą różnicą, że mam parę setek lat więcej doświadczenia w te klocki, smarkaczu. Więc nie pieprz mi, że to ty jesteś zmuszony koegzystować ze MNĄ. Nie rozśmieszaj mnie. Gdyż obecnie sytuacja wygląda tak, że masz szczęście, że mam chęć z tobą koegzystować, jednak może ulec to zmianie. Mam dość tej Twojej wiecznej pogardy dla mnie, która aż przelewa się przez twoje myśli. – Mówiła, nie zbliżając się na krok do elfa, a nawet robiąc nieznacznie kilka kroków w tył, zachowując czujność. Przypominała jednocześnie, że ją wypuścił, wyswobodził będąc w czasie ostatniej walki przypartym do muru i z tego powodu Rinej nie miała już ograniczeń nałożonych przez jej "celę" stworzoną przez maga, mogła w miarę swobodnie przemierzać umysł maga, przynajmniej do czasu, aż ten by nie stawił jakiegoś oporu, tym samym większość myśli maga docierała również do wiedźmy. Naturalnie nasza kobieta nie zamierzała na nowo dać się zamknąć. Ba! Nie dopuszczała takiej możliwości.
-Jednak nie będę Cię uczyła pokory tylko odwołam się do tego, co może Ci nie jest znane, lecz niedługo zacznie – strachu. – Uśmiechnęła się tajemniczo, a za jej plecami, na ścianie korytarzu pojawiła się czerwona jaszczurka. Niby ruchome malowidło które co jakiś czas wysuwało i wsuwało język. Wywyższała się, lecz miała powód. To było w końcu oczywiste, że taka arogancka osoba w postaci Rinej w końcu pęknie pod naporem oszczerstw i złego traktowania. Nie była narzędziem, które można użyć czy też nie i stwierdzić na tej podstawie czy jest użyteczne czy bezużyteczne. Nie była jakimś meblem stojącym w kącie, który trzeba znosić jego towarzystwo. Nie była na tyle słaba by być ranioną i by na to pozwalać. Nie miała już zamiaru na to pozwalać. Zwłaszcza Darrianowi, który już raz odebrał jej życie. Stare wspomnienia na nowo ożyły.
Tak, zapewne, to się nie skończy jak ostatnie spotkanie.
Awatar użytkownika
Darrian
Posty: 733
Rejestracja: 06 sty 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Oko i Powieka
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21226#21226

24 sty 2013, 13:59

Mogła przyjąć nieuniknione i oszczędzić sobie walki. Wybrała jednak trudniejszą drogę, drogę odwlekania nieuniknionego, która prowadziła tylko do jeszcze większych cierpień i przedłużenia całego konfliktu. Miała prawo do takiej decyzji, w końcu nikt nie powinien się spodziewać, że podejmie tą właściwą.
To co się stało było wywróceniem sytuacji do góry nogami, zaprzeczeniem wszystkiego co dotąd robiła Rinej, jakby nagle miał do czynienia z kimś innym. Darrian musiał przyznać, ten jeden raz dał się jej zaskoczyć co oczywiście się już nie powtórzy. Ze spokojem słuchał tego co miała do powiedzenia, zbierając się z ziemi na którą trafił po bliskim spotkaniu ze ścianą. Nie był zły, nie był zaskoczony, nie był nawet wystraszony, on się roześmiał. Najzwyczajniej w świecie wybuchnął śmiechem, kiedy Wiedźma zakończyła swoją wypowiedź. Kiedy, natomiast śmiech ucichł, zaczął mówić.
– Mówisz żebym Cię nie rozśmieszał, jednocześnie doprowadzając mnie do śmiechu. Skończ próbować oszukać mnie i co ważniejsze samą siebie. – Mówił, z nadal obecnym w głosie rozbawieniem. Wiedział, że bezpośrednia walka może trwać w nieskończoność, gdyż byli na równych prawach, zamiast samemu czymś w nią miotać, miał zamiar użyć innej broni, w bitwie umysłów nawet potężniejszej od największego miecza. Pół-elf po pierwszych dwóch zdaniach potrząsnął głową, by rozwiać rozbawienie i zaczął mówić dalej.
– Gdzie były te lata doświadczenia, kiedy Cię zabiłem używając gołej pięści i prostej sztuczki? Gdzie były te lata, kiedy uciekaliśmy przed twoim własnym strachem, którego nie umiałaś opanować, czy, kiedy musiałem Ci dyktować krok po kroku jak rzucić sztyletem co i tak Ci nie wyszło? Jakie doświadczenie mogły Ci przynieść lata w tej twojej wiosce, gdzie byłaś publiczną kurwą dla stada wymyślonych mężczyzn? Prawdziwych nie udawało Ci się uwieść czy jak? Może widzieli to, co ja widzę – że po mimo mocy którą zostałaś przez los obdarowana jesteś tak naprawdę nikim. – Mówił cięgiem, nie musząc w tutejszych warunkach robić przerw na oddech. Jak zwykle, używał jej własnych argumentów przeciw niej, co z resztą zrobiłby chyba każdy na jego miejscu, zważając na ilość luk, które ta w nich zostawiała. Mówiąc, zaczął też stawiać powolne kroki do przodu, w stronę Rinej, która o dziwo dość mądrze robiła odsuwając się do tyłu. Tym razem nie miał też zamiaru pozwolić się zaatakować, w razie kolejnego obiektu posłanego w jego stronę, przeniesie manifestację swojej świadomości w losowy punkt w, którego stronę akurat spojrzy aby nie pozwolić Wiedźmie podsłuchać jego myśli na temat celu przeniesienia i przygotowania tam pułapki. Zawsze mógł też się bronić samemu szybko kreując cienki niczym kartka papieru i ostry niczym brzytwa krąg z bliżej nieokreślonej materii, która była budulcem korytarza i wysyłając go w stronę zagrożenia, by przeciąć je na pół. Taki sam, lecz grubszy dysk mógł posłużyć także do ochrony jako tarcza. Kreacja takiej formy w tych warunkach była prosta, wystarczyło go sobie wyobrazić lub wzorem Rinej wyciągnąć część materii z otoczenia także poprzez proste wyobrażenie sobie tej czynności mającej miejsce. W razie poważniejszego ataku z jej strony, natomiast, otoczy się barierą z otaczającej ich materii w kształcie kuli którą następnie podzieli na małe sześciokątne elementy łączące się ze sobą. Taka bariera ma jedną główną zaletę nad zwykłą barierą z jednego całego płata materii lub energii, jeśli jakieś uderzenie ją uszkodzi, zamiast regenerować całość bariery, można uzupełniać tylko pojedyncze uszkodzone elementy niczym puzzle. Oszczędza to czas i koncentrację.
– Mówisz, że masz dość pogardy a zamiast pokazać mi, że mylę się co do ciebie pokazujesz tylko kolejne porażki i dajesz kolejne powody bym Cię nienawidził. Choć w sumie powinienem się tego po tobie spodziewać, samodzielne myślenie nigdy nie było twoją mocną stroną, nawet teraz jak zwykle sama sobie zaprzeczasz powołując się na swoją rzekomą wyższość a jednocześnie się odemnie wycofując. – Dodał jeszcze, stawiając kolejne niezbyt szybkie, acz pewne kroki w jej kierunku. Uzbrojony nie w miecz i tarczę a w słowa stawiał po raz kolejny czoła Wiedźmie, na razie mając na swoim koncie tylko sukcesy w kolejnych spotkaniach z nią, ten będzie wisienką na torcie. Wiedźma może miała jakieśtam doświadczenie pomijając bycie kurwą, ale brakowało jej jednej konkretnej rzeczy – kontroli, zwłaszcza w sytuacjach takich jak ta, pod czyjąś presją. Była to najistotniejsza przewaga którą miał nad nią, pomijając jej inne własne słabości z tendencją do kopania dołków pod samą sobą koślawymi argumentami na czele. Z każdym posunięciem, tylko w oczach Maga dorzucała kolejne złe decyzje do ich dość sporej puli, teraz dorzucając myśl, że mogła z, nim walczyć w jego własnym umyśle do czego pchało ją fałszywe uczucie "posiadania na nowo swoich zabawek" jak to Darrian już raz określił. Poza tym, był jeszcze jeden fakt dla którego wiedział że wygra to starcie, że drugiej stronie po prostu nie opłaca się zwycięstwo.
– Wiesz że jesteś niczym beze mnie, dlatego nadal masz do mnie cierpliwość.
Mogła przyjąć nieuniknione i oszczędzić sobie walki. Wybrała jednak trudniejszą drogę, drogę odwlekania nieuniknionego, która prowadziła tylko do jeszcze większych cierpień i przedłużenia całego konfliktu. Miała prawo do takiej decyzji, w końcu nikt nie powinien się spodziewać, że podejmie tą właściwą. Teraz, raz na zawsze przekona się, gdzie jest jej miejsce lub na dobre zginie, trzymając się do końca fałszywej nadziei na to, że ma rację.
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

03 lut 2013, 10:01

MG

Śmiech półelfa wywołał u kobiety obrzydzenie jednak nie zmieniło to postawy wiedźmy. Wciąż przeszywała wzrokiem swego rozmówcę robiąc krok w tył, gdy ten czynił w przód. Jaszczurka będąca niegdyś wielkości dłoni, teraz była wielkim, ruchomym malowidłem, który gdy wysuwał język przewyższał długością Rinej. Jednak nic pyzatym, wisiał spokojnie na ścianie i wyglądał, gdy jego właścicielka ściągnęła brwi słysząc kolejne plugastwa i oszczerstwa kierowane do jej osoby.
-Gdyby nie ja, w tym momencie byłbyś już martwy…– Uśmiechnęła się żałośnie pod nosem– Zresztą, ty mnie zabijasz, ja ratuję ci życie, po to byś mi teraz się odgrażał? Poniżał? Nie kpij ze mnie. – Chwyciła się innego wątku nie chcąc przytakiwać i wdawać się w dyskusję mając za materiał słowa rzucone przez półelfa. Dobrze wiedziała, że ten tylko czeka by ona podłapała jego przynętę i się pogrążyła, więc nie słuchała i wytaczała swoje słowa, jednocześnie zdając sobie sprawę z absurdu, który teraz wydał jej się zabawny. Życie, za życie, co?
Elf zaczął zbliżać się do Rinej. Jego twarz nie okazywała żadnych emocji, a słowa jak zwykle, trafiały tam gdzie należy. Wzrok przeniosła na wyimaginowaną ziemię. Na którą jaszczurka ze ściany zlazła, tak, że Rinej stała na niej, jak na jakimś dywanie.
-Może i masz rację. Może i jestem nikim, może i mam cierpliwość specjalnie do CIEBIE, jednak…chyba coś z tym należy zrobić. – I nim skończyła swoją wypowiedź jej sylwetka zapadła się w jaszczurkę nie pozostawiając za sobą żadnego śladu, prócz właśnie jaszczurzego malowidła, które leniwie poczęło pełzać na sufit, to na ścianę, to nieruchomiejąc gdzieś na chwilę…
Co się stało zaś z Rinej? Zaszyła się gdzieś. Zapewne w jakimś ciemnym zakamarku. Uciekła, przeczuwając, że jeśli rozmowa dalej będzie tak szła czekają ją dwa wyjścia, a żadne jej się nie podobało. Nie podjęła walki, choć mogłaby wygrać. Dziwne uczucie co do Darriana ciągle w niej tkwiło. Co nie pozwalało jej wykonać swoich gróźb, jak i słowa jej nosiciela…
Nie miała zamiaru się odzywać, pokazywać, ingerować w życie Darriana, nawet gdyby te miało być zagrożone. Postanowiła już co zrobi.


//Rinej ma na Cię focha i jej nie przejdzie od tak. Wciąż możesz wyczuć jej obecność w sobie, jednak ustalić gdzie się zakamuflowała…może być ciężko. Ogólnie więc raczej nie posłyszysz jej głosu i nie uświadczysz jej ingerencji w swoje życie (no chyba, że w razie potrzeby się przed nią po płaszczysz, choć i tu nie gwarantuję że kolorowo się może to skończyć), a przynajmniej taki stan rzeczy utrzyma się przez dłuuuuższy czas. W razie pytań -&gt; GG. Zaktualizuj KP co do sytuacji z wiedźmą. I tym samym chyba koniec na teraz. Nie chcę cię dłużej blokować i przepraszam że to właściwie czyniłam przez przeszło ponad tydzień.
Awatar użytkownika
Darrian
Posty: 733
Rejestracja: 06 sty 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Oko i Powieka
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21226#21226

03 lut 2013, 13:03

// Wiedziałem na co się piszę jeśli chodzi o to blokowanie mnie.

Darrian sam nie wiedział co się właśnie stało, nie miał pojęcia. Jego myśli były przez chwilę jednym wielkim kłębowiskiem chaosu z którego wyłoniło się jedno krótkie stwierdzenie – Ja pierdole. Rinej najzwyczajniej w świecie strzeliła focha, ta rzekomo wielka i potężna wiedźma z dekadami doświadczenia nie wytrzymała i zaprzeczając wszystkiemu co mówiła poddała się i jak zwykle nie myśląc strzeliła focha. Pół-elf przez kilka minut po prostu stał po środku obrazu swojej podświadomości z opuszczoną lekko głową i prawej dłoni zasłaniającej twarz w niezwykle wymownym geście. Jeśli Wiedźma faktycznie ignorowała jego myśli to nie dowie się że w jego oczach upadła niżej niż była co go zaskoczyło jeszcze bardziej gdyż przypuszczał że dno zostało przez nią dawno osiągnięte.
– Zobaczymy kto pierwszy będzie miał dość braku kontaktu. – Powiedział tylko, postanawiając darować sobie wykład na temat tego że Rinej jak zwykle wpadła we własną pułapkę. On ma co robić a ona jeśli chciała pozostać ukryta raczej urządzić sobie nigdzie w jego głowie kolejnej wyimaginowanej wioski nie mogła co pozostawiało ją w zupełnym zawieszeniu. Gdyby nie to wszystko co miało niedawno miejsce to byłoby mu jej wręcz szkoda.

Tydzień później, w realnym już świecie, Darrian zebrał swoje rzeczy, i postanowił opuścić przytułek. Musiał znaleźć nowe źródło zarobku i nauczyć się posługiwać łukiem, przynajmniej do czasu kiedy zdobędzie nowe sztylety czy przynajmniej krótkie miecze. Z łukiem i kołczanem na plecach, w nieźle pocerowanych szatach i z kapturem na głowie dającym mu poczucie bezpieczeństwa opuścił mury rzekomo pobłogosławione przez Lorven i udał się dalej w świat, czekając aż Rinej w końcu się złamie.

z/t

Wróć do „Derin”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 4 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 4 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52206
Liczba tematów: 2973
Liczba użytkowników: 1046
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Senti
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.