Karczma pod Złotym Szczupakiem

Miasto to pięknie wygląda w bezchmurne dni, zazwyczaj jednak takowych tutaj brak. Mimo pesymistycznego krajobrazu mieszkańcy Derinie są bardzo przyjaźni i mają niesamowite poczucie humoru. Obróbka wszelkich metali, drewna i kamieni szlachetnych wydobywanych w górach Ikrem przynosi Derinie nie tylko sławę, ale i mnóstwo pieniędzy...</font></p>
Awatar użytkownika
Grynfa
Posty: 102
Rejestracja: 21 wrz 2014, 14:03
Lokalizacja postaci: Pożarka
Karta Postaci: viewtopic.php?p=50750#50750

Karczma pod Złotym Szczupakiem

20 sty 2015, 22:35

Obrazek
Budynek typowej portowej oberży zazwyczaj wyróżnia się spośród pozostałych zabudowań, zachęcając strudzonych wędrowców – zarówno po wodzie, jak i lądzie, do wejścia i oddania się uciechom upojnej nocy z przynajmniej pozornie radosnymi i pełnymi energii panienkami u boku. Nie bez powodu większość epidemii syfilisu rozpoczyna się właśnie w takich wątpliwej reputacji lokalach, gdzie wódka jest najczęściej najgorszej jakości bimbrem, a piwo szczynami karczmarza o zaporowej cenie.

Złoty Szczupak zdecydowanie nie jest archetypem portowej karczmy. Już samo jego ulokowanie w budynku łudząco podobnym do okolicznych magazynów sprawia, że zapijaczeni flisacy mają spory problem z jego znalezieniem. Jedynie naderwany szyld prezentujący rybę, namalowaną farbą o odcieniu świeżych rzygów, zdradza lokację oberży. Utrudnia to mocno podchmielonym, szukającym okazji do bitki, indywiduom odnalezienie drzwi przybytku, dzięki czemu burdy są tutaj rzadkością, a klient, by móc oddać się alkoholowemu upojeniu, musi zakupić wcale niezgorszej jakości trunek u karczmarza.

Sala biesiadna jest zbudowana praktycznie w całości z drewna, od stołów, krzeseł i ław po belki, schody i boazerię na ścianach. Około trzydziestoletni, muskularny gospodarz urzęduje za kontuarem, umieszczonym naprzeciwko drzwi wejściowych. Karczma oferuje również niewygórowany cenowo nocleg. Aby dostać się do miejsca nocnego wypoczynku należy, po uprzednim uiszczeniu opłaty karczmarzowi, wspiąć się po schodach na piętro. Tam, na poddaszu, znajduje się średniej wielkości sala ze słomianymi posłaniami na podłodze.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Grynfa
Posty: 102
Rejestracja: 21 wrz 2014, 14:03
Lokalizacja postaci: Pożarka
Karta Postaci: viewtopic.php?p=50750#50750

16 mar 2015, 08:22

Niechlubne wydarzenia, do jakich się przyczyniła w pośpiesznie opuszczonej karczmie z pewnością staną się rozchwytywaną opowieścią w prężnie rozwijającej się mieścinie – tego mogła być pewna. Tego, że mocno obite ramię będzie ją jeszcze długo bolało, była pewna jeszcze bardziej, ale cóż, sława ma swoje koszta. Popełniła spory błąd myląc lokale i wtrącając się do rozmowy bliżej nieznanych jej ludzi, jednak można było to zwalić na ogólne zmęczenie wędrówką. Bądź co bądź wyszła z awantury praktycznie bez szwanku – nie zawracała więc nią
sobie dłużej głowy.

Noc zawitała nad Derinem, a biedna Grynfa tułała się po uliczkach miasta w poszukiwaniu karczmy. Po prawie godzinie bezowocnych poszukiwań w końcu dostrzegła szyld na jednym z magazynów niewielkiego portu flisackiego. Niewiele myśląc weszła do środka. Z ulgą stwierdziła, że znajduje się w jakimś podrzędnym lokalu, takim, jakiego od początku szukała. Lawirując między stołkami i uważając na próbujących ją zaczepić opoi, kierowała się w stronę kontuaru. Pomna na nie tak dawne potraktowanie w poprzedniej oberży, starała się z większą dozą grzeczności załatwiać posiłek i miejsce noclegowe.

– Gospodarzu, proszę o porcję jadła, kufel piwa i możliwość spędzenia tutaj nocy. Ile będzie mnie to kosztowało? – miała nadzieję, że tym razem nie zostanie ofuknięta i pozostawiona z niczym.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 924
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

24 mar 2015, 15:56

MG

Podróżująca samotnie chłopka przyciągnęła kilka spojrzeń, jednak obeszło się bez kolejnych nieprzyjemności. Pora była późna, a pozostali jeszcze w karczmie goście na tyle napruci, że nikt nie przejawiał chęci zaczepiania dziewczyny. Karczmarz powitał chłopkę jedynie skinieniem głowy. Wyglądał na znudzonego, trudno się było dziwić. Nie miał już zbyt wiele roboty. Musiał się czymś zająć nim wybije pora wygonienia wszelkiej maści opoi z karczmy i zamknięcia jej do rana, a za kontuarem nie pozostawało wiele opcji, choć z drugiej strony bogowie jedni widzieli co pod nim robi…

Mężczyzna odstawił przetarty przed chwilą kufel i postukał palcami w blat jakby patrząc na Grynfę w zamyśleniu.

- Aa, trzy szylingi za noc i posiłek – stwierdził w końcu. Jeśli tylko chłopka postanowiła się zgodzić, to stanęłaby przed nią gliniana miska nieco chłodnej już kaszy i oczekiwany kufel piwa, a gospodarz wpuściłby ją później do drugiej sali, gdzie mogła spędzić noc.

Awatar użytkownika
Grynfa
Posty: 102
Rejestracja: 21 wrz 2014, 14:03
Lokalizacja postaci: Pożarka
Karta Postaci: viewtopic.php?p=50750#50750

22 lip 2015, 18:58

Grynfa po wszystkich nieprzyjemnościach, jakie ją tego dnia spotkały, nie kwapiła się do targowania o każdego ora. Zapłaciła więc od razu w sumie całkiem uczciwą kwotę za posiłek i nocleg, po czym jęła konsumować kaszę, zapijając smutki piwem. Po tylu dniach żywienia się suszonym mięsem, ta w sumie zwyczajna miska żarcia smakowała jak co najmniej jadło godne szlacheckiego stołu. Niestety, ilość kaszy zmniejszała się zdecydowanie zbyt szybko, by pozwolić na dłuższe utrzymanie się dobrego nastroju. Chłopka po skończonym posiłku dopiła resztki piwa z kufla i skierowała się w stronę schodów na górze. Położyła się na słomianym posłaniu możliwie najbliżej końca pokoju i zasnęła, opierając głowę o torbę ze swoim ekwipunkiem.

Następnego dnia wstała wcześnie, pożegnała karczmarza, dziękując mu za gościnę, po czym skierowała się w stronę północnej bramy, z zamiarem opuszczenia miasta - zima bowiem była blisko, a droga do Wolenvain, mimo, że krótka w porównaniu do tej, którą przebyła od aparilumejskich bram, miała zająć przynajmniej półtora tygodnia. Po wyjściu poza obręb murów przysiadła na kamieniu i skonsumowała resztę główki kapusty - niedługo bowiem stałaby się niezdatna do spożycia. Gdy skończyła posiłek - ruszyła w dalszą drogę.

z/t
Awatar użytkownika
Zeler
Posty: 153
Rejestracja: 29 gru 2012, 00:05
GG: 45832037
Karta Postaci: viewtopic.php?p=39092#39092

23 lip 2015, 20:26

Dni od wymarszu z Minaloit pod żadnym względem nie były dniami leniwymi. Zeler spędzał czas głównie na podróży w stronę stolicy, w międzyczasie wypatrując czegoś, czym mógłby zapełnić sobie brzuch. Nie było to w wcale łatwe. Nie znał się na roślinach oraz miał znikome pojęcie o polowaniu. Noce, które musiał spędzał pod gołym niebem powoli wysysały z niego siły. Jednakże tajemnicza mapa, która otrzymał od Braga Kociej Mordy, martwego już krasnoluda, który wraz z rodziną prowadził warsztat w górskiej mieścinie, pozwalała mu myśleć o celu, który miał zastać pod koniec tej wędrówki. Studiował ją uważnie każdej nocy, nawet po tym, kiedy obraz mapy był wypalony w jego umyśle na stałe. Gdyby jakimś trafem stracił ten przedmiot, który uważał za niezwykle cenny i pilnował jak oczka w głowie, z pewnością mógłby ją odtworzyć lub nawet trafić do celu bez niej.

Zbawienne okazały się malutkie wsi, które napotykał co jakiś czas na swojej drodze. Sypiał tam gdzie tylko mógł, wykonując drobne zajęcia, dzięki którym zawsze dostawał trochę więcej strawy, parę miedziaków czy lepsze miesjce do spania. Skrzętnie chował każdą monetę w kieszeniach swojej szaty, gromadząc wszelką formę waluty, jaka zdołała mu wpaść w ręce. Żeby wszystko mogło pójść tak, jak planował, potrzebował pieniędzy. I to wcale niemało.

Los uśmiechnął się do Zelera w momencie, w którym mężczyzna dotarł do Derinu, miasta rzemieślników. Było to miejsce, gdzie mógł zacząć gromadzić fundusze potrzebne do przeprowadzenia wyprawy. Pierwszym krokiem, jaki podjął, było poszukiwanie pracy. Nie liczył na nic wielkiego, i również nic takiego nie znalazł. Miejscem, w którym miał zacząć pracować, był nieduży warsztat kowalski, prowadzony przez starego mężczyznę. Mimo, że w warsztacie pracowało kilku robotników, pomoc wciąż była potrzebna. Zeler nie mógł liczyć na duży zarobek, ale przynajmniej w ten sposób zapewnił sobie miejsce do spania oraz ciepłą strawę.

Pracy, zarówno jak klientów czy zamówień, nie było dużo, nawet, jeśli Zeler wykonywał większość roboty sam. Robotnicy nie byli doświadczeni pod żadnym względem, w większości nadając się jedynie do podawania materiałów oraz utrzymywanie temperatury w piecach. Mejdor, stary właściciel, nie był kowalem cechowym, toteż zielonooki mężczyzna nie oczekiwał w pracy niczego ambitnego, jednak to, co robił, czyli różnego typu naprawy czy wykuwaniue drobnych rzeczy, w zupełności mu wystarczyło.

Wolne chwile mężczyzna spędzał na tworzeniu czegoś, co przyda się jemu samemu. Były to stalowe nagolennice oraz karwasze, nad którymi uważnie pracował. Musiały być stosunkowo lekkie, dlatego też postarał się, by zasłaniały tylko przednie części jego kończyn, z tyłu będąc spinane skórzanymi pasami. Resztę czasu spędzał zwykle na rynku, czasem też w karczmach, rozpowiadając, że poszukuje ludzi, którzy będą gotowi wyruszyć razem z nim na wiosnę. Nie wiedział, czy w ten sposób kogoś znajdzie, ale stwierdził, że warto było próbować. Poza tym wciąż potrzebował pieniędzy. Jego fachem było kowalstwo, jednak osoba bez własnego warsztatu nie mogła liczyć na duże zarobki. Z tego też powodu ograniczył się do czegoś, co wcale nie było dla niego trudne. Obijanie mord na zlecenie. Może i zajęcie prymitywne, jednak pieniądz był porządny.

Wiosna nadeszła szybko, a wraz z nią wznowiony został ruch wszelkich karawan handlowych. Zeler zdąrzył nająć się z wyprzedzeniem do jednej z nich jako eskorta, zapewniając sobie stosunkowo bezpieczną drogę w stronę stolicy. Wiedział, że zarobi dzięki temu również parę monet, które wciąż były mu potrzebne. Pieniędzy nigdy za wiele, szczególnie wtedy, kiedy wiadomo, na co je wydać. Prócz tego, jedzenie taniało. Chłopi pozbywali się w miastach starych zapasów, przygotowując się do zbiorów świeżego jadła.

Do wymarszu karawany wciąż miał trochę czasu. Zdążył powiadomić Mejdora o tym, iż opuszcza miasto. Stary kowal musiał sobie bez niego poradzić, ale raczej nie będzie to dla niego problem. Zeler popijał powoli zimne piwo, które zamówił za parę miedziaków. Nie było specjalnie dobre, ale lepsze to niż nic. Czekał w karczmie przed wyjazdem, tak jak zapewnił w swoim ogłoszeniu. Być może znajdzie się ktoś, kto będzie chciał opuścić miasto w jego towarzystwie. Wszyscy chętnie zostali poinformowani, że na wiosnę wyrusza do Wolenvain, gdzie będzie kontynuował zbieranie drużyny, skąd wyruszy do Lasves.

Awatar użytkownika
Drytrak
Posty: 134
Rejestracja: 20 wrz 2014, 21:38
Discord: Brutal
GG: 53864657
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3057

31 lip 2015, 19:15

Drytrakowi udało się zbiec z Bezgłowej Damy, ale po wykonaniu paru kroków i zaszyciu się w jednym z ciemnych zaułków zatrzymał się, nie wiedząc co dalej ze sobą zrobić. Podjął decyzję, być może błędną, ale nie było możliwości powrotu. Świat wydawał mu się teraz tak niezrozumiały i przytłaczający, że aż zrobiło mu się słabo, jego stan wciąż był daleki od normy. Usiadł na wilgotnej od topniejącego śniegu ziemi i zaczął rozmyślać nad tym, co powinien uczynić. Chwilę temu, jeszcze w budynku, obiecał sobie, że nie zatrzyma się, nie zostanie biernym obserwatorem, bo nie znalazłby w tym ani ulgi, ani wybawienia. Zwykłe, ludzkie życie pozostawało dla niego niedostępne, on nie był zwykły, przeciwnie, był czymś skrajnie odrealnionym i pozbawionym sensu, niechcianym dzieckiem świata, wybrykiem szalejących, pradawnych i niezrozumiałych sił.

Mijały długie godziny, słońce powoli wstawało, a nieszczęśnik nie poruszył się w swoich rozmyślaniach nawet o krok. Każda kolejna chwila równała się kilku odrzuconym pomysłom na temat tego, co ma ze sobą począć. W końcu jednak dotarł do tego, na którego przez ostatnie dni machał ręką i uśmiechał się pogardliwie. Wyprawa do krasnoludzkich ruin, gdzieś daleko na północ stąd, niedaleko miejsca jego pochodzenia, pochodzenia jednego z Drytraków, a przynajmniej tak mu się wydawało. Niemniej jednak, absurd stał się całkiem rzeczywistą opcją, a on był zdesperowany. Łudził się, myślał, miał nadzieję, że może gdzieś tam, głęboko pod powierzchnią ziemi, w stworzonych przez długowieczną rasę tunelach, znajduje się coś, co pomogłoby mu znaleźć odpowiedź na choćby jedno z jego pytań. Co miał do stracenia? Nic, absolutnie nic, a wyglądało na to, że to jedyne, co mógł teraz zrobić. Bo kto uczestniczył w tego typu przedsięwzięciach, jeśli nie samobójcy, szaleńcy, głupcy i marzyciele, pasował tam jak ulał.

Wstał i wygramolił się z zaułka, po czym skierował się do wspomnianej w hulającej po mieście plotce karczmy. Miał nadzieję, że jeszcze nie wyruszyli, wiosnę było już bowiem czuć w powietrzu. Porę odrodzenia.

Wszedł do Złotego Szczupaka, zaczął rozglądać się i pytać, w końcu udało mu się zlokalizować samego organizatora, czyli Zelera. Przysiadł się do niego i oznajmił chęć wzięcia udziału w wyprawie. Przedstawił się jako „Askarius Gaelmar zwany Drytrakiem”, podkolorowując nieco rzeczywistość, uznał bowiem, że pomoże mu to w unikaniu wszelkiego rodzaju tłumaczeń i zbędnej ciekawości ze strony innych osób. Nie zamierzał choćby sugerować, że coś było z nim nie tak, nie wspominając już o zwierzaniu się, które, jak się okazało, było dla niego zgubne. Nie wnikał za bardzo w szczegóły, ale unikał też rozmów na własny temat, wiedział, że ich cele nie są w żadnym stopniu zbieżne. To była taka podróż w podróży, jego osobista, a gdy o niej myślał, to czuł, że gdzieś tam wewnątrz niego majaczy iskierka nadziei, może i głupiej, ale prawdziwej.

Awatar użytkownika
Nifrea
Posty: 87
Rejestracja: 18 wrz 2014, 12:42
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3061

31 lip 2015, 21:40

Po wyjściu z Damy, Nifrea chodziła po tętniącym życiem Derinie bez większego celu. Szukała jakiegoś punktu zaczepienia, czegoś, co mogłoby sprawić, że znajdzie sobie jakiś zajęcie. Najlepiej takie, które da jej jakiś profit, czy to w postaci materialnej, czy też niematerialnej. Mimo przyjemnie padającego słońca, ciągle nie było na tyle ciepło, by bez obaw zdjąć płaszcz, i swawolnie przechadzać się po mieście w samej tunice. Szczególnie, że ta, po tej feralnej akcji sprzed kilku dobrych dni, nie była jakoś perfekcyjnie zaszyta.
Po pewnym czasie marszu, dziewczyna była świadkiem pewnej kłótni trójki uzbrojonych chłopów. A właściwie - ich dyskusji. Co jak co, Nif nie znała jej szczegółów, ale raz po raz można było usłyszeć z niej takie frazy jak "tchórz", "wyprawa" czy "bogactwo". Nietrudno było wpaść na to, że chodzi o jakąś eskapadę, podobnej do tej, której niedawno doświadczyła. Po krótkiej chwili mężczyźni opuścili miejsce swojego pobytu, a jeden z nich wyrzucił zgniecioną kartkę pergaminu. Nif, gdy tylko upewniła się, że ci zniknęli na dobre, podeszła do niej i starannie rozwinęła. Podobnie jak jej wiadomość do Sadrigala, ogłoszenie było krótkie, ale treściwe. Poprzednia wyprawa, choć przesączona krwią i śmiercią, nie była czymś, czego Nif mogła żałować. Oczywiście, zdecydowanie wolała, by całe te przedsięwzięcie było rozwiązane raczej metodą pokojową, ale co jak co, z pewnej strony się jej to spodobało. Koniec końców - postanowiła spróbować swoich sił i w tej wyprawie. Szczególnie, że jednym z punktów w podróży miało być podobno Wolenvain, w którym - jeżeli coś by jej nie pasowało - mogła się spokojnie zatrzymać.

Z pomocą ogłoszenia doszła przed miejsce, w którym cała ekspedycja miała się zacząć. Weszła do Złotego Szczupaka, który wystrojem nie różnił się za bardzo od Bezgłowej Damy, chociaż zrobił na niej nieco gorsze pierwsze wrażenie. Być może było to spowodowane darmowym posiłkiem przez długi okres czasu w tej drugiej karczmie? Zlokalizowanie przyszłego pracodawcy - o ile tak mogła go nazwać - nie była zbyt problematyczne. Gdy tylko go zobaczyła, wywarł na niej pozytywne wrażenie. Ot, przystojny, młody mężczyzna, raz po raz popijający piwo. Gdy tylko skończył, Nif podeszła do niego, przywitała się, przedstawiła, i wyraziła chęć uczestnictwa w jego wyprawie. Miała nadzieję, że nie zwiedzie go jej niepozorny wygląd.
Kątem oka zauważyła kogoś, a właściwie - coś, znajomego, ale póki co nie była przekonana co do swoich podejrzeń. W końcu nie przypuszczała, że Drytrak był w stanie zmienić ciało w tak krótki okres czasu...

z/t
Awatar użytkownika
Zeler
Posty: 153
Rejestracja: 29 gru 2012, 00:05
GG: 45832037
Karta Postaci: viewtopic.php?p=39092#39092

04 sie 2015, 01:25

Pierwszym towarzyszem, który postanowił wyruszyć razem z Zelerem, okazał się mężczyzna zwany Drytrakiem. Wyglądał na takiego, który potrafi o siebie zadbać, nie zawadzając podczas zmagań z jakimkolwiek przeciwnikiem. To, co najbardziej zwróciło uwagę Zelera, był mistrzowsko wykonany hełm noszony przez nowo poznanego mężczyznę. Nigdy jeszcze nie widział tak fachowej roboty, ale na razie postanowił o nic pytać Drytraka. Mężczyźni zamienili ze sobą kilka słów, jednak nie było to nic konkretnego. Ot, gada by nieco się poznać. Zupełnie inne odczucie wywarła na Zelerze Nifrea. Kobieta przybyła do karczmy w momencie, kiedy dwójka miała już się zbierać do wyjścia, toteż nie było czasu na nawet krótką rozmowę. Nie można powiedzieć, że wywarła na Zelerze dobre pierwsze wrażenie. Być może w innych okolicznościach nie miał by nic przeciwko jej towarzystwu, a nawet byłby z niego zadowolony, jednak teraz potrzebował ludzi pewnych, takich, którzy będą pewnie stawiać kroki wobec nieznanego. Nifrea nie wyglądała na osobę doświadczoną wieloma trudami. Sprawiała wrażenie dziewczyny, o którą należy się troszczyć oraz uważać, by nic jej się nie stało. Mimo tego, Zeler postanowił dać jej szansę. Kto wie, może okaże się osobą, której można powierzyć obowiązki nienadające się dla innych. Miał nadzieję, że kobieta okaże się przydatna.

Zeler oznajmił swoim nowym kompanom, iż powinni udać się jeszcze na rynek przed dołączeniem do karawany. Nie był pewien ile zajmie podróż do stolicy, jednak wypadało zaopatrzyć się w prowiant. Z pewnością po drodze będą zatrzymywać się we wsiach, gdzie będą mogli uzupełnić zapasy żywności znacznie taniej niż w mieście, dlatego nie trzeba było wcale wydawać fortuny.

Nie marnując czasu, opuścił karczmę wraz z towarzyszami, udając się bezpośrednio na rynek. Tak jak planował, zakupił tylko najpotrzebniejsze rzeczy potrzebne podczas podróży na trakcie. Gdy skończył sporządzać zakupy, udał się w punkt zborny karawany, która powoli szykowała się do wymarszu z miasta.

z/t
Awatar użytkownika
Drytrak
Posty: 134
Rejestracja: 20 wrz 2014, 21:38
Discord: Brutal
GG: 53864657
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3057

10 sie 2015, 01:33

Poszło po jego myśli, gładko, bez szczegółów i dociekań. I wszystko byłoby wspaniałe, gdyby nagle nie pojawiła się Nifrea. Drytrak nie miał pojęcia co ona tu robi, przestraszył się trochę, że Sadrigal i Tonuryn wejdą tutaj za nią i tyle by było z jego ucieczki, była jednak sama, co go, lekko mówiąc, zdziwiło. Może się pokłócili, albo coś innego, wojownik wzruszył ramionami, już go to nie interesowało. Kobieta jednak traktowała go jak powietrze, zupełnie jakby w ogóle go nie znała, a przecież rozmawiali jeszcze wczoraj. Wprawdzie miał inne ciało, ale ubrania były mniej więcej takie same, a jego hełm był całkowicie niepowtarzalny, tylko idiota by go nie poznał. Uznał więc, że dziewczyna po prostu nie chce mieć z nim nic wspólnego, nic dziwnego, w końcu za sobą nie przepadali. Miecznik ponownie wzruszył ramionami, było mu to na rękę, odcinał się od przeszłości, w tym również i od niej, postanowił więc, że i on będzie ją ignorował, chociaż była to dziecinada.

Wkrótce potem ruszył za Zelerem i dołączyli do reszty karawany.

z/t

Wróć do „Derin”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 7 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 6 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Viridar
Liczba postów: 52209
Liczba tematów: 2974
Liczba użytkowników: 1048
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: WielkaNiewiadoma
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.