Domostwo Inry

Miasto to pięknie wygląda w bezchmurne dni, zazwyczaj jednak takowych tutaj brak. Mimo pesymistycznego krajobrazu mieszkańcy Derinie są bardzo przyjaźni i mają niesamowite poczucie humoru. Obróbka wszelkich metali, drewna i kamieni szlachetnych wydobywanych w górach Ikrem przynosi Derinie nie tylko sławę, ale i mnóstwo pieniędzy...</font></p>
Awatar użytkownika
Sadrigal
Posty: 277
Rejestracja: 21 wrz 2014, 20:22
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 23150683
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3060

Domostwo Inry

05 cze 2015, 23:49

Położone na obrzeżach miasta, w jego części, skupiającej stare, mieszczańskie i rzemieślnicze domy i kamieniczki, składające się z parteru i pierwszego piętra domostwo Inry wyróżnia się pośród innych okolicznych domów tylko jednym - stopniem zaniedbania. Wygląda niemalże na opuszczone; całymi dniami większość z kilku okien jest zamknięta, w tych otwartych - nic nie wisi pomiędzy koślawymi framugami i jedynym, co może chronić wnętrze przed mrozem są drewniane i zakurzone okiennice, ściany są brudne, niebielone, widać puste miejsca, w których poodpadały niegdyś kryjące dach gonty, drzwi, jeśli ktokolwiek zdecydowałby się je pchnąć, zaskrzypiałyby potępieńczo, jeżeli siła pchnięcia nie urwałaby zardzewiałych, od dawna nieoliwionych zawiasów.

Środek nie wygląda wiele lepiej, acz zachowuje przynajmniej pozory porządku. Sprzęty, widać, że stare i bardzo mocno zużyte, są ustawione zgodnie z ich przeznaczeniem. Już w pierwszym pomieszczeniu za drzwiami jednak, obszernej izbie, która pełni również funkcję jadalni i która mieści także kąt kuchenny, widoczne jest zaniedbanie, kurz i początki zaczynającego się tworzyć na nowo bałaganu. Uważny obserwator mógłby wywnioskować, że ktoś, względnie niedawno, próbował doprowadzić to miejsce do jako takiego porządku, ale jego wysiłki poszły na marne. Trzeszczące, stare schody mogą doprowadzić na piętro, gdzie znajdują się dwie izby - sypialnie. Na parterze oprócz głównej izby znajduje się jeszcze mała spiżarnia.

Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Sadrigal
Posty: 277
Rejestracja: 21 wrz 2014, 20:22
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 23150683
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3060

Solemn and aborted currents

06 cze 2015, 00:26

MG:

Po rozgrzaniu się w dobrze ogrzanej sali karczemnej i posileniu się grzanym winem, a także zagraniu kilku prostych melodii dla nabrania animuszu - Lament przeszła do swojego głównego celu przybycia do Derinu, czyli powrotu do domu i spotkania rodziny. Zebrawszy swój dobytek, opuściła karczmę i raźno, śmiało i pewnie pomaszerowała po zaśnieżonych ulicach w stronę swojego starego domu rodzinnego. Nie miała żadnych problemów z pamięcią; drogę znała tak dobrze, że mogłaby tam trafić z zamkniętymi oczyma, a teraz szła z oczami szeroko otwartymi i chłonącymi to, jak zmieniło się miasto Derin podczas jej nieobecności. Droga przyniosła konkluzję - nie bardzo. Co prawda kilku sklepów i warsztatów, które pamiętała, nie widziała już, pojawiły się nowe, nie poznawała ludzi na ulicach, choć raz czy dwa mignął jej ktoś, kogo wydawała się w jakiś mglisty sposób rozpoznawać - ale w dalszym ciągu czuła, że to jej miasto rodzinne, to, w którym się wychowała.

Największy szok przeżyła, kiedy stanęła przed swoim starym domem - miejscem, w którym się wychowała, z którym wiązało ją tyle wspomnień młodości i dzieciństwa. Już w momencie, kiedy weszła na ulicę, na której stał, coś ją tknęło; animusz i śmiałość przepadły gdzieś bezpowrotnie i ogarnęło ją złe przeczucie. Zorientowała się, dlaczego, kiedy stanęła, nie wierząc własnym oczom, przed domem rodzinnym. Był... bardzo zaniedbany, jak sama to by ujęła. Wyglądał tak, jakby nikt, albo prawie nikt, nie mieszkał w nim od miesięcy; brudne ściany, zatrzaśnięte okna, śnieg, zasypujący wejście, nieodgarnięty i dziewiczy, miejsca po brakujących gontach na dachu, świecące pustką.

Przechodząc przez śnieg, dotarła do drzwi, widząc na nich znaki nieostrożnego i niedbałego traktowania i rdzę, pokrywającą zawiasy. Pchnęła je; otworzyły się do środka, tak, jak pamiętała, ale nigdy nie pamiętała, żeby drzwi skrzypiały tak upiornie. Jej rodzina dbała o ten dom; co mogło się stać? Z głową pełną niepokoju weszła do środka, a jej wspomnienia kontrastowały nieprzyjemnie z obrazem nędzy i rozpaczy, jakim dom był teraz.

W środku widziała przynajmniej oznaki tego, że ktoś tu żył; sprzęty były porozstawiane tak, jak to pamiętała, ale w środku czuć było zaduch i smród, a bałagan, który wyglądał tak, jakby ktoś próbował go ogarnąć kilka tygodni temu, ale się poddał, był wszechobecny. Większość sprzętów Lament pamiętała; tylko niektóre były nowe.

Kiedy nasyciła się widokiem, udała się na piętro, zakładając, że jeśli ktoś jest w środku, będzie właśnie na piętrze. Wkroczyła do izby, w której spali w dawnych latach jej matka z ojcem, a tam zobaczyła widok, który nie tylko nie rozjaśnił sytuacji, ale wręcz uczynił ją jeszcze gorszą i bardziej zagmatwaną.

Na... barłogu, bo nie można było tego już nazwać łożem, pośród brudnych szmat, które kiedyś musiały być pościelą, śmierdzących i starych, leżała Inra, młodsza siostra Lament, ta, którą kiedyś pieszczotliwie nazywała Szkrabem. Wiele rzeczy można było o niej w tym momencie powiedzieć, ale pierwszą, która rzuciła się w oczy Lament, była następująca: Inra była w ciąży. W sposób oczywisty. Doświadczone oko akuszerki mówiło jej, że była to już faza końcowa; lada dzień mogło nastąpić rozwiązanie i poród. Poza wyraźną ponad wszelką wątpliwość ciążą, stan Inry był dla zatroskanego oka siostry straszny, zatrważający. Prawdopodobnie miała gorączkę, na zaczerwienionej twarzy widoczne były siniaki i ślady łez, była straszliwie wychudzona, jakby od dni nie jadła, była brudna, śmierdząca, a jej włosy - splątane w kołtun. Inra podjęła słabą próbę podniesienia się na ramionach do pozycji półsiedzącej, żeby zorientować się, kto idzie. Kiedy zorientowała się, kto wkroczył do pokoju, z niedowierzaniem i szokiem, zabarwionym delikatnie nadzieją, odezwała się charczącym, chrypliwym, zduszonym, przerywanym głosem - starszym i z pewnością bardziej doświadczonym przez życie, ale jednak tym, który Lament pamiętała tak dobrze z dawnych lat.

- M-Mycja?

Awatar użytkownika
Lament
Posty: 8
Rejestracja: 17 maja 2015, 19:44
Lokalizacja postaci: Domostwo Inry
GG: 54026155
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3495#53133

06 cze 2015, 13:04

Mogła zagrać dłużej albo lepiej, zaśpiewać, wtedy może otrzymałaby kilka monet. Jednak coś kazało jej wstać i ruszyć w dalszą drogę. Choć musiała być z sobą szczera, korciło ją, żeby skraść kufel, gdyż piło się z niego zdecydowanie lepiej, niż z jej osobistego kubka, to szybko się zreflektowała i uznała, że o czymś równie żałosnym, nie chciałaby przypominać nawet samej sobie. Założyła na głowę kaptur, na dłonie rękawice, opatuliła się lepiej płaszczem, zarzuciła swój dobytek na plecy i opuściła karczmę.

To w dość osobliwy sposób zabawne, że miasto nie zmieniło się, choć uległo tak poważnym przeobrażeniom. Drogi nie przesunęły się, może wyglądały nieco inaczej, ale wciąż prowadziły Lament w ten sam sposób, tak jak szlaki, którymi wędrowała przez ziemie Autonomii, jak jej sposoby kroczenia przez życie. Tak samo jak w nim, nawet jeśli ścieżki pozostawały niezmienne, co innego działo się z celami i przystankami. Nie było jednak to nic, z czego pieśniarka nie zdawała sobie sprawy, tylko jedna z wielu metafor, których być może mogłaby użyć w kolejnej pieśni.

Dom rodzinny stał w opłakanym stanie, nie, po co miała używać takiego eufemizmu, to była istna rudera. W pierwszej chwili straciła nadzieję na to, że kogokolwiek zastanie.

Ojciec zmarł, a młodzi pewnie dawno się wyprowadzili – pomyślała i zmarszczyła brwi, przez co jej twarz spochmurniała jeszcze bardziej, niż zwykle.

Rozejrzała się, licząc na to, że dostrzeże jakiś znak od świata, coś co powie jej: „Idź dalej” albo „Wejdź do środka”, ale jak zwykle sama musiała podjąć decyzję, bez jakiejkolwiek boskiej ingerencji. Nie wiedziała, co było boleśniejsze – fakt, że dom, o który zawsze dbała wraz z matką, był zapewne teraz znany jako największa lokalna ruina, czy może to, że ktoś mógł żyć w tym brudnym i zniszczonym domostwie? Och tak, zdała sobie sprawę, co było najgorsze i dotarło to do niej wraz z momentem zatrzymania się na piętrze, choć myśli te przyszły oddzielnie od widoku, jaki stanął przed jej oczami. Kogo spodziewała się ujrzeć w środku? Może kogoś, kto korzystał z tego, że dom stał niezamieszkały, jakichś obcych, bezdomnych, nawet podejrzanych zbirów. Jednak ujrzała kogoś zupełnie innego i wtedy poczuła duchowy ból w swojej klatce piersiowej, nieprzyjemne, pomimo wszędobylskiego chłodu, ciepło.

Podeszła powoli, jeszcze wolniej, jeszcze o wiele bardziej wolno, niż mogłoby przyjść do głowy, kiedy mówimy „bardzo wolno”. Badał ciężarną wzrokiem podczas tej długiej przeprawy. Starała się nawet nie myśleć o tym, że spełnia się przed jej oczami jakiś okropny scenariusz, a wyobrażała sobie w tej chwili jeszcze gorszy. Nie mogła jednak dłużej zignorować głosu, który padł jeszcze zanim znalazła się przy samym łożu (a raczej tym, co je przypominało).

Szkrab – wydyszała ciężko.

Zamknęła oczy i wypuściła powoli powietrze, wzięło kolejny większy dech i znowu go uwolniła. Otworzyła oczy ponownie. Inra była tu dalej, wciąż w równie fatalnym stanie. Poczułaby ulgę, ale gdyby zobaczyła ją gdzieś daleko od domu, może też posiniaczoną i wychodzoną, ale za to nie wyglądającą jak cień człowieka spoczywający w jakimś drewnianym mauzoleum.

Wróciłam do domu – poinformowała uśmiechając się smutno. Odłożył plecak i instrument na bok, po czym pomogła Inrze się nieco unieść i objęła ją delikatnie i ostrożnie. – Myślałam, że będę mogła powiedzieć, że cieszę się, że widzę cię całą i zdrową, ale... – Spojrzała na twarz siostry i pogładziła wychudzony policzek opuszkami palców. – Przynajmniej wciąż jesteś piękniejsza ode mnie – zażartowała, żeby ochronić siebie i ją przed zbyt szybkim popadnięciem w rozpacz związaną z przykrą rzeczywistością.

Nie mogła jednak powstrzymywać pytań zbyt długo. Pomogła Inrze ponownie się położyć, a sama przykucnęła przy łożu tak, aby siostra nie musiała wykonywać zbyt wielu ruchów głową. Skąpała jej dłoń w swoich i poinstruowała przy tym wszystkim, że przecież kobieta w jej stanie powinna się nie przemęczać, dla dobra swojego i dziecka.

Co tu się stało? Czemu jesteś tu sama? Gdzie reszta? I jak...? – przy ostatnim wyraźnie spojrzała na bliską finału ciążę. W głowie zaś formowała już plan działania, musiała znaleźć wszystkie potrzebne do pomocy w porodzie przedmioty, bo ten mógł się zacząć w każdej chwili. Przydałoby się zapewnić biednemu Szkrabowi lepsze warunki – przeszło jej przez myśl i to nie jeden raz.

Wybacz, nie musisz odpowiadać na każde moje przygłupie pytanie – dodała zaraz do swojej poprzedniej wypowiedzi i skarciła się tym samym za wybuch emocji. Mówiła cały czas spokojnie, bez podnoszenia głosu, choć czasem nie udawało się jej ukryć bólu związanego z widokiem, jaki zastała.

Awatar użytkownika
Sadrigal
Posty: 277
Rejestracja: 21 wrz 2014, 20:22
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 23150683
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3060

09 cze 2015, 13:42

MG:

Długą chwilę zajęło Inrze przekonanie się, że to nie sen; dotykała czule twarzy siostry wychudzonymi, brudnymi rękami, jakby upewniając się, że naprawdę tu jest. Uśmiechnęła się smutno, a na jej twarzy, wyraźnie, jak na dłoni, uczucia zmieniały się; Lament widziała wstyd, hańbę, strach, ale potem też zaskoczoną radość i nieśmiałą, przelotną i zanikającą chwilę po tym, jak się pojawiła, nadzieję. Wyglądało to tak, jakby pojawienie się siostry było jedynym promykiem słońca w jej ostatnio bardzo smutnym życiu, czymś, co daje niewielką, ale jednak istniejącą nadzieję na lepsze jutro.

Rwącym się głosem, przerywanym łkaniem, rozpoczęła nieskładne opowiadanie swojej historii. Opowiedziała słuchającej Lament o tym, jak znalazła sobie męża, strażnika miejskiego, o tym, jak mąż po ślubie okazał się być pijakiem i prostakiem, przepijającym większość swojego żołdu, o tym, jak wyjechał na trzy długie miesiące w eskorcie miejskiego oficjela, zostawiając ją w mieście samą. O tym, jak, i tutaj Lament dostrzegła w tym, jak jej siostra opowiadała, drobne, ale wiele mówiące oznaki fałszu, podczas nieobecności męża została napadnięta w ciemnym zaułku i zgwałcona. O tym, kiedy mąż, po powrocie, zorientował się, że jest ciężarna, nie wierzył jej wyjaśnieniom, obił ją dotkliwie, pijany, łamiąc jej rękę, która zrosła się krzywo, wyrzucił ją ze swojego domu i zmusił do powrotu tu, do opuszczonej ruiny. Mówiła, jak od czasu do czasu przynosił jej jedzenie, prawdopodobnie po części po to, żeby zaspokoić swoje jeszcze nie do końca martwe sumienie, a po części po to, żeby żonę, którą podejrzewał o zdradę, zobaczyć w tej nędzy i rozpaczy jeszcze raz, ponapawać się jej cierpieniem. O dziecko zdrady bądź też gwałtu nie dbał w ogóle. Powiedziała, że ostatnimi czasy przestał odwiedzać, od miesiąca go tu nie było, i gdyby nie osoba, którą nazywała Chrina, która zlitowała się nad nią i przynosiła jej nieco jedzenia i wody od czasu do czasu, prawdopodobnie umarłaby tu, płacząc, a jej dziecko razem z nią.

Wróć do „Derin”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 7 użytkowników online :: 2 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 5 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Bing [Bot], Majestic-12 [Bot]
Liczba postów: 52206
Liczba tematów: 2973
Liczba użytkowników: 1047
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Nightmare
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.