"Pod Wroną i Karoszem"

Miasto to, nazywane przez ludzi Rebelią, jest miastem podziemnym. Mieszka tutaj procentowo najwięcej ras humanoidalnych nie będących ludzkimi. Mieszkańcy Morinhtaru z zasady negatywnie nastawieni do odwiedzających, podróżnych i wszystkich innych gości, żyją w swoim zamkniętym towarzystwie.
Awatar użytkownika
Niniel
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

"Pod Wroną i Karoszem"

02 sty 2012, 01:25

"Pod Wroną i Karoszem"

Karczma Pod Wroną i Karoszem jest miejscem pełnych ludzi podejrzliwych, co z resztą mało kogo dziwi biorąc pod uwagę, że każdy mieszkaniec tego miasta taki jest. Nie lubią oni zbyt częstych, hucznych zabaw, dlatego też przytułek ten jest raczej ostoją zimnego spokoju. Każdy tutaj jest obserwowany parami podejrzliwych oczu a atmosfera jest rozluźniona zazwyczaj tylko do momentu przekroczenia progu przez obcą osobę z poza miasta. Jeśli jednak osoba ta zachowuje się odpowiednio w oczach Morinhtarczyków, nie robi niepotrzebnego hałasu ani nie afiszuje się zbytnio swoją osobą, nie ma się czego bać dopóki nie złamie prawa.
Sama karczma charakteryzuje się lekkim półmrokiem, momentami smętną atmosferą i niezwykle urodziwymi służącymi-niewolnicami. Wnętrze jest utrzymane w porządku i to w podwójnym tego słowa znaczeniu, trudno tu znaleźć czy to brud czy burdy.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Drasim
Posty: 522
Rejestracja: 08 gru 2013, 12:55
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2815

30 cze 2014, 21:20

MG

Strażnik cierpliwie czekał, aż kotołak pokaże dokument, który uprawnia go do poruszania się po mieście. Brak glejtu w najlepszym wypadku mógł oznaczać wyrzucenie delikwenta poza bramy miasta. Nikt nie wie co się dzieje w najgorszym wypadku. Xariela przeszły ciarki nim sięgnął do sakwy i zaczął szukać swojego papierka. Tak małej rzeczy, ale jakże istotnej. Co będzie jeśli go nie znajdzie? Co zrobi jeśli go zgubił lub ktoś mu go zabrał, co przecież było możliwe? Mężczyzna założył ręce na piersi i czekał, wpatrując się w ruchy futrzastego osobnika.

Ręka kotołaka przetrząsała sakwę, ale nie mogła natrafić na ten jakże ważny dokument. Zdenerwowanie Xariela powoli zaczęło rosnąć. Przecież ten glejt musiał tam być. Po prostu musiał. Po chwili szperania w swoim dobytku, kotołak mógł jedynie zaprzestać poszukiwań. Przeklęty papier gdzieś zniknął. Strażnik zaczął okazywać swe zniecierpliwienie.

- Masz ten papier czy nie? – Zapytał znudzony mężczyzna. Póki co, nie był agresywny, a jego zachowanie nie wskazywało na to by Xariel miał mieć wkrótce jakieś kłopoty. Nie mniej jednak, kotołak nie posiadał wymaganego papieru.

- Pójdziesz ze mną. – Stwierdził po krótkiej chwili strażnik i otworzył drzwi, by przepuścić futrzastego osobnika. Możliwości, kotołak nie miał wiele. W tym momencie był obserwowany praktycznie przez całą karczmę, z wyjątkiem pana stojącego za ladą, który wycierał kufle, przyjmując zupełnie obojętny wyraz twarzy. Xariel mógł być pewien, że będzie obiektem rozmowy w tym budynku przez najbliższy dzień. Nudne życie niektórych osób zostało nieco ubarwione. Jeśli kotołak spełniłby "życzenie" strażnika, ten wyszedłby zaraz za nim z karczmy, zamykając drzwi.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 927
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

30 cze 2014, 21:52

No i był w dupie. W pierwszym odruchu miał zamiar spróbować zbiec strażnikowi, jednak zrezygnował. W takim miejscu jak Morinhtar nie miało to najmniejszego sensu. Skinął jedynie głową i posłusznie ruszył za strażnikiem. Cóż za niefortunny obrót wydarzeń. A może fortunny? Co zrobią teraz spotkane wcześniej złodziejaszki? Miał nóż, miał informacje, mógł ich udupić. Swoją drogą, byłaby to świetna rekompensata za kradzież glejtu.

Pytanie tylko, jak przedstawić siebie w jak najlepszym świetle, aby nie skończyć później w więzieniu jako jeden z przestępców? To mógł jeszcze przemyśleć po drodze, paradując ze strażnikiem przez miasto. Był ciekaw czy mężczyzna postanowi odebrać mu broń. Próbując nieść dwa noże, włócznią i pilnować aresztowanego niewątpliwie wyglądałby naprawdę komicznie.

Pierwszy raz widział, żeby strażnik samotnie porywał się na aresztowanie kogoś. Czy oni raczej nie chodzili dwójkami, trójkami, pięćdziesiątkami, aby wyeliminować zagrożenie? Wyglądało na to, że Morinhtarscy strażnicy byli równie nietypowi co całe to miasto. Jaka szkoda, że najprawdopodobniej nie będzie miał okazje się temu wszystkiemu lepiej przyjrzeć i skończy wypieprzony na zewnątrz, albo nawet w więzieniu. Ewentualnie uwierzą mu w historyjkę, którą opowie, zabiorą nóż, a jego wypuszczą. Wypuszczą? Wypieprzą z miasta, inaczej być nie mogło. Strażnicy, którzy wydawali mu glejt pewnie nawet to pamiętają, ale raczej niezbyt to pomagało w kwestii czegokolwiek.

Gdyby miasto nie było w jaskini kotołak zapewne zwyczajnie postanowiłby uciec, podejrzewał, że miał na to całkiem spore szanse. Ale miał tylko jedno wyjście, jedno jedyne. Zaraz zaczęliby go szukać, zapewne zresztą dość skutecznie. Nie ma szans, żeby zdołał się tutaj ukryć przez dłuższy czas bez jakiejś pomocy z wewnątrz. Pozostało mu, tak jak planował, uważnie rozglądać się po okolicy gdy będą wraz ze strażnikiem szli ulicami miasta.

//z/t
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3805
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

11 lip 2014, 18:15

MG

Karczma, jak można było się spodziewać, nie była o tej porze dnia zbyt zatłoczona. Gdy Elten i Mauno wkroczyli do zacnego przybytku „Pod wroną i karoszem”, siedziało w nim ledwie paru gości. Wyglądało na to, że niedawno miała tutaj miejsce jakaś rozróba. Na podłodze nadal widoczna była niedomyta do końca plama krwi, na którą starano się nie zwracać uwagi. Co i rusz jednak któryś z przebywających w głównym pomieszczeniu karczmy bywalców łypał na nią przynajmniej jednym okiem.

Stojący za szynkiem mężczyzna nie wyglądał na zadowolonego pojawieniem się w jego przybytku dodatkowych osób. Widać było, że trochę dzisiaj przeszedł i tylko chęć zarobienia jeszcze odrobiny trzosu wymiotła z jego głowy myśl o jej wcześniejszym zamknięciu. Mauno rzucił kilka szylingów na ladę i zamówił dwa gliniane kubki piwa, które zostały mu niechętnie wydane. Nie śmiał na razie zapytać, co się tutaj wydarzyło ani też zamówić jedzenia (o ile w ogóle jakiekolwiek tutaj serwowano).

- Mamy jeszcze jakieś zapasy… - mruknął, siadając przy wspólnej ławie z najadą. Nie wydawało się, żeby wizyta w tej ponurej karczmie pozwoliła teraz na jakiekolwiek rozluźnienie, chociaż przynajmniej podawano tutaj alkohol. - Zaraz zapytam o pokoje i zwijamy się stąd - dodał uspokajającym tonem, chcąc najwyraźniej jak najszybciej opuścić główna salę gospody.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 927
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

11 lip 2014, 19:28

W końcu wrócił do karczmy. Byłoby to może nawet dobrze, gdyby nie fakt, iż jego wędrówka przez miasto nie przyniosła niemal żadnego efektu. Co prawda odzyskał glejt, ale także musiał oddać nóż i dowiedział się, że jest futrzastym skurwysynem. Niemal nie parsknął na wspomnienie o tym fakcie. Tak, jego bawiło. Rozejrzał się po głównej sali, gości było niewielu. Sam nie potrafił odpowiedzieć sobie na pytanie czy to dobrze, czy to źle. Skinął głową karczmarzowi, który już go kojarzył, nie było co do tego wątpliwości. Nie liczył na żadną odpowiedź z jego strony, pewnie najchętniej by go wypieprzył.

Ominął ślady krwi udając, że kompletnie ich nie zauważył. Napatrzył się już wcześniej, teraz nie miał co oglądać. Prawie. Po kryjomu, starając się w miarę możliwości nie obracać głowy rozejrzał się po gościach. A nuż ktoś zwróci na siebie uwagę. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że ma totalnie sucho w ustach. Większość dnia krążył przecież po mieście. Podszedł do karczmarza z zamiarem zamówienia kubka wina. Wody wolał się nie tykać z oczywistych powodów.

Nie śpieszył się, przy okazji dał sobie czas, aby wypatrzeć odpowiednie miejsce. Musiało być dostatecznie daleko od gości, aby nie rzucał się w oczy, dostatecznie blisko, aby nie rzucał się w oczy i dostatecznie blisko, aby mógł ich usłyszeć. To ostatnie nie było problemem, ludzie rzadko kiedy zdawali sobie sprawę, że słyszy dużo lepiej od nich."Bezpieczna" według rozmawiających odległość niemal zawsze okazywała się niewystarczającą. Główna sala była jedna jedyna, nie było drugiego pomieszczenia. Nie mieli gdzie uciec.

Wziął podany mu kubek, zapłacił za niego należność i ruszył w upatrzone miejsce, obecne pod ścianą, w mniej więcej podobnej odległości do wszystkich gości karczmy, którzy siedzieli w choćby i dwuosobowej grupie. Oparł swoją włócznią o ścianę, zatrzymując na niej na chwilę wzrok. Aż dziwne, że nikt jeszcze nie zwrócił na nią uwagi. W Wolenvain może takie rzeczy były jeszcze niejako akceptowalne, ale miał dziwne przeczucie, że ludzie patrzą na niego dostatecznie krzywo już kiedy nie ma przy sobie broni takiego pokroju. Szczęśliwie dla niego wyglądała nieco reprezentacyjnie, więc też mogła być uznana za… za co? Gówno, za włócznię.

Kotołak wyciągnął zza pasa glejt i położył go przed sobą. Rozłożył papier przyglądając się dokładnie jego zawartości, nie prześledził jej dokładnie wcześniej, więc też nie miał pewności czy dokument, który oddali mu bracia był tym samym, który udało im się wcześniej uzyskać. Mógł być fałszywy, pytanie czy strażnik byłby w stanie to rozpoznać. Właśnie, strażnik. Wyglądało na to, że nie wrócił do karczmy. Bardzo dobrze, wolałby go już nie spotkać. Nigdy więcej.

Włożył glejt za ostatnią stronę trzymanego w sakwie notatnika i wrócił do tego, co robił od dłuższego czasu, słuchania. Najpierw gwar w karczmie, najdonośniejsze, najgłośniejsze rozmowy, później te cichsze, coraz cichsze, a w końcu szepty pośród zalęknionych tym, że ktoś usłyszy ich rozmowę. Dopóki nie usłyszy czegoś, co zachęci go by słuchać dalej, by pozostać przy tym jednym, szczególnym głosie. On słyszał. I to było w gruncie rzeczy jedyne osiągnięcie jakim mógł się na ów dzień pochwalić. W dodatku nie jego osiągnięcie, osiągnięcie jego kociej krwi, która pozwalała mniejszym braciom usłyszeć piśnięcie myszy zaszytej w swojej norze. Jego przodków, tak nieporównywalnie starsze od niego, że nie było sensu nad tym rozmyślać.

On nie spędzał swojego żywota na błogim szukaniu myszy, z czego zresztą był więcej niż zadowolony. Trzeba przyznać, że szukanie myszy nie zdawało się zajęciem ani obiecującym, ani rozwijającym, ani jakkolwiek ciekawym. Owszem, fajnie jest czasami pogonić za myszą… ale to sprawa drugorzędna.

Odrywał się na krótką chwilę, sekundę, może dwie, od rozmów za każdym razem gdy ktoś wchodził do karczmy. Czujne spojrzenie Xariela spoczywało wtedy na nim, przyglądając się osobie, a nozdrza rozszerzały nieznacznie próbując wychwycić wpuszczony wraz z tą osóbką do karczmy zapach. Zapach był ważny, pozwalał wiele określić, albo nawet rozpoznać. Wielu ukrywało twarz, mało kto myślał o ukryciu zapachu. A jeśli o zapachach mowa w karczmie śmierdziało nieźle. Kotołak miał sporo trudności z wychwyceniem pojedynczych woni, węch miał dobry, ale nie mógł równać się z tym, jakim dysponowały półgłówki-psy.

Mimo wszystko, pośród potu, alkoholu, brudu, odrobiny strączkowego żarcia i sporej ilości potu, a także potu poczuł zapach, który zgoła nie pasował do spoconych, przypitych mieszkańców. Był świeższy, czystszy… bardziej kobiecy? Wzrok Xariela ostrożnie powędrował w stronę odzianej z luźną szatę postaci, która siedziała z jakimś mężczyzną. Nie był w stanie jednak dostrzec niczego, co skusiłoby go do zatrzymania spojrzenia na dłużej. No nic, po prostu kolejny, zapewne równie dziwny co on odwiedzający.

Awatar użytkownika
Elten
Posty: 506
Rejestracja: 05 mar 2011, 17:45
Lokalizacja postaci: Gabinet
GG: 6761131
Karta Postaci: viewtopic.php?t=228

12 lip 2014, 14:35

Kiedy tylko weszli do karczmy, Elten uderzyła przede wszystkim śmierdząca woń, stanowiąca mieszaninę różnych smrodów, w tym krwi. Dopiero później rzuciła jej się w oczy nie do końca zmyta, czerwona plama. Zastanawiała się, jakie wydarzenie miało tutaj miejsce, acz niezbyt długo, bo przecież to nie miało nic wspólnego ani z nią ani z Maunem. Wnętrze przybytku nie różniło się specjalnie od tych, które można było spotkać w innych miastach Autonomii, dlatego nic nie przykuło szczególnie jej uwagi. Ludzi zbyt wiele nie było, toteż po prostu podążyła za Maunem, nie zwracając uwagi na bywalców.

Białogłowa, widząc minę karczmarza i okoliczności, które miały tu miejsce przed ich przybyciem, zrezygnowała z myśli o daniu koncertu dzisiejszego wieczoru. Po pierwsze, raczej by nie zarobiła zbyt wiele, ludzie wyglądali na bardzo ponurych, a po drugie, nie chciała irytować karczmarza. No i w zasadzie była zmęczona całym dzisiejszym dniem. Chciała się napić i iść spać.

Na słowa Mauno po prostu skinęła głową. Wolała się nie odzywać, była w końcu kobietą i to dość charakterystyczną – srebrzysto-białe włosy, szpiczaste uszy, czyli cechy charakterystyczne dla najady, a co taka istota robiłaby poza lasem? Oprócz niej samej wiedziała tylko o swojej siostrze Niniel. Inne raczej nie wychylały nosa za bezpieczne listki Neandiotu. Poza tym, ktoś mógłby jeszcze ją wykorzystać do czegoś niemoralnego, albo w najlepszym wypadku okraść, jak każdego, zwykłego obywatela.

W pewnej chwili usłyszała dźwięk otwierających się drzwi. Odruchowo naciągnęła kaptur na głowę bardziej, tak na wszelki wypadek, ale nie mogła się powstrzymać, żeby na ułamek sekundy nie spojrzeć na to, kto to jest. Kątem oka zauważyła tylko włócznię i ciemne futro. Natychmiast jednak odwróciła wzrok i popatrzyła na Mauno. Czekała na to, co zrobi.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3805
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

13 lip 2014, 22:34

MG

Do głównej sali karczmy wszedł jakiś kotołak z włócznią. Mauno zmierzył go wzrokiem, ale nie utrzymał kontaktu na tyle długo, aby tamten uroił sobie, że weteran rzuca mu wyzwanie bądź zamierza dać mu jakieś pieniądze. Wiele słyszał o przedstawicielach tej rasy i w przeważającej większości nie były to opinie pochlebne. Ten konkretny miał na dodatek futro czarne jak noc, co niechybnie świadczyło o jego pokrętnej naturze. Od takich typów trzeba było trzymać się jak najdalej, a obdarzony pewnego rodzaju intuicją i mądrością życiową Mauno wiedział to najlepiej. Ucieszyło go w duchu, że Elten również nie okazała przybyszowi nadmiernej uwagi. Kontaktowanie się z tego typu osobnikami mogło zostać źle odebrane, a sądząc z tego, jakim spojrzeniem zmierzył tego gościa stojący za szynkiem gospodarz, Xariel nie był tutaj mile widziany.

- To chyba niezbyt dobre miejsce na muzykę, co nie? - rzekł Mauno do Elten, choć nie wymagał odpowiedzi. Jego głos nadal był przyciszony, co w tym miejscu wydawało się jak najbardziej właściwe. Rozmowa niezbyt się kleiła, toteż trunki znikały szybko. Na tyle szybko, że minęło ledwie kilka minut, kiedy mentor najady poderwał się ze stołka i drugi raz zagadał z karczmarzem. Ten zażądał okazania glejtu, a po paru przepełnionych gorączkowymi negocjacjami chwilach Mauno wreszcie odwrócił się do swojej towarzyszki. Minę miał nietęgą, kwaśną, jakby właśnie orżnęli go w burdelu i grozili rozbiciem głowy, jeżeli nie zapłaci. Bez słowa zabrał najadę do pobliskiego pokoju mieszkalnego.

//Elten – z/t do pokoju II „Pod wroną i karoszem”.
Awatar użytkownika
Drasim
Posty: 522
Rejestracja: 08 gru 2013, 12:55
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2815

30 lip 2014, 00:32

MG

Kotołak nie miał już wątpliwości co do tego, że był śledzony. Zgubienie swojega cienia nie było jednak dla niego takie proste, gdyż jego aparycja i posiadany ekwipunek znacząco się wyróżniały w tłumie. Xariel próbował przystanąć i złapać zapach swojego prześladowcy, ale nie udało mu się to. Osobnik, który go obserwował z ukrycia, robił to bardzo umiejętnie. Dodatkowo pomagał mu fakt, że chwilowo na ulicach miasta pojawiło się więcej ludzi i przedstawicieli innych ras. Bezowocne próby zgubienia swojego cienia, a także zmęczenie sprawiło, że czarnofutry postanowił wrócić do karczmy i odpocząć trochę. Istniało też duże prawdopodobieństwo, że uda mu się dowiedzieć czegoś nowego, w końcu taki przybytek to wylęgarnia informacji. Nie tracąc więcej czasu na ulicach Morinhtaru, kotołak skierował się prosto do karczmy.

Pierwsze co rzucało się w oczy, gdy Xariel wszedł do karczmy to to, że nie było zgromadziło się tutaj zbyt wielu osobników. Przed wkroczeniem do środka widział jednak, że kilku ludzi zmierzało w stronę tego budynku, zapewne chcąc odpocząć i napić się po ciężkim dniu. Mógł więc mieć nadzieję, że za jakiś czas tłum w karczmie zgęstnieje i będzie miał więcej możliwości i okazji do pozyskania przydatnych informacji. Karczmarz rzucił niezbyt przychylne spojrzenie na starego "znajomego" i po krótkiej chwili wrócił do swoich zajęć. Kilku gości również oglądnęło się na istotę o czarnej sierści, jednak nikt nie okazał większego zainteresowania.

Kotołak podszedł do lady i zamówił kubek wina, płacąc całego szylinga za niego. Nie mógł być co prawda pewny jakości trunku, ale lepsze to, niż nic. Niemal cały dzień chodził po mieście, więc zrozumiałe było to, że zaschło mu w gardle. Poszukał wolnego stolika pod ścianą co nie było zbyt trudne i oparł swoją włócznię, patrząc na nią chwilę. Co bardziej wrażliwy mógł uznać, że Xariel spróbuje za chwilę jakiegoś zdradzieckiego ataku, ale nic takiego się nie stało. Mag postanowił sprawdzić glejt, który udało mu się odzyskać. Nie wiedział co prawda jak papier wyglądał wcześniej i jaką treść zawierał, ale wszystko wyglądało w porządku. Dokument nie był uszkodzony oraz nie zawierał jakiejś treści, która mogłaby wydać się podejrzana.

W karczmie oprócz Xariela siedziała jeszcze jakaś para, od której czarnofutry wyczuł zapach, który znacząco różnił się od smrodu wszechobecnego w pomieszczeniu. Jego nos wychwycił nutę kobiecości, czystości i świeżości. Nie zwrócił jednak na to większej uwagi, gdyż przy ich stoliku nie toczyła się jakaś interesująca rozmowa. Trudno właściwie było nazwać to rozmową, gdyż para szybko pozbierała się i poszła do pokoju mieszkalnego. W budynku znajdowała się jeszcze trójka mieszczuchów, rozmawiających o dzisiejszej kradzieży. Złodziej trafił za kratki, tam gdzie było jego miejsce i teraz oczekiwał na wyrok. Poza tym, kotołak usłyszał sporo narzekań i poznał kilka problemów dręczących mężczyzn, nie było to jednak nic istotnego.

Czas mijał, a w karczmie zaczęło pojawiać się coraz więcej osobników, którzy podchodzili do lady i z kubkami pełnymi piwa szukali wolnych stolików. Karczmarz miał już nieco bardziej rozpogodzoną minę, gdy widział, że klientów pojawia się coraz więcej. Stolik Xariela był omijany szerokim łukiem, jednak gdy zrobiło się bardziej tłoczno, niektórzy nie mieli wyjścia i musieli zająć stoliki sąsiadujące z tym, przy którym siedział kotołak. Mimo gwaru jaki zapanował wkrótce w pomieszczeniu, czarnofutry nie miał problemów z rozróżnieniem poszczególnych rozmów. Niczego nowego się jednak nie dowiedział. Głównymi tematami rozmów, które mogły zainteresować Xariela, było dzisiejsze morderstwo oraz kradzież, ale nie pojawiły się żadne nowe szczegóły. Kolejny dzień nie przybliżył zbytnio kotołaka do jego celu. Nie przebywał jednak zbyt długo w Morinhtarze i istniała możliwość, że wkrótce nadarzy się jakaś okazja.

Czarnofutry nie orientował się ile upłynęło czasu od jego przyjścia do karczmy, ale po stanie w jakim znajdowała się znaczna część gości, mógł stwierdzić, że zrobiło się już dosyć późno. Xariel nie miał teraz zbyt wiele możliwości. Mógł spróbować się przespać i czekać na to co przyniesie kolejny dzień lub też ruszyć na nocne zwiedzanie miasta. Dalsze siedzenie w głównym pomieszczeniu karczmy mogło, ale nie musiało dostarczyć mu nowych informacji.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 927
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

03 sie 2014, 00:50

Miał dość jak na jeden dzień. Morinhtar oczekiwał od niego cierpliwości i właśnie cierpliwość musiał otrzymać, nawet jeśli cała sprawa była dla kotołaka niemożebnie irytująca. Xariel podniósł się i podszedł do karczmarza, informując go, że chciałby spędzić kolejną noc w pokoju. Jak te pieniądze szybko znikały, od momentu wejścia do miasta wydał już z dobre ćwierć szylinga, a w gruncie rzeczy jego korzyści z tego tytułu były żadne. Przeszło mu przez myśl, czy spędzenie nocy w miejscu, w którym nie musiałby płacić nie było lepszym pomysłem, ale takie miejsce musiał najpierw znaleźć. Może rozejrzy się jutro.

Zapłacił za pokój, a przynajmniej miał zamiar, nie podejrzewał, żeby karczmarz miał zamiar go wyrzucać. W końcu z jego perspektywy był powiązany z ludźmi, którzy wchodzili kiedy chcieli i to w dodatku tylnymi drzwiami. Xariel powiódł zmęczonym wzrokiem po karczmie, ostatni raz spoglądając na obecnych, po czym ruszył do swojego pokoju. Miał sporo czasu, podświadomie przeczuwał, że tej nocy może spotkać go kolejna wizyta.

Ściskając w dłoni klucz do drzwi zbliżył się do przeznaczonego dlań pomieszczenia i sięgnął do klamki. Coś jednak go powstrzymało. Zawiesił dłoń w połowie drogi i rozejrzał się uważnie po korytarzu. Uniósł nieco głowę wciągając do płuc śmierdzące, karczemne powietrze. Przez krótką chwilę jeszcze trwał w bezruchu, by w końcu otworzyć drzwi i wejść do pokoju.

Tym razem zamknął drzwi na klucz. Dodatkowo rozejrzał się za jakimś metalowym, czy podobnym przedmiotem i przywiesił go przy nich tak, aby spadł jeśli ktoś spróbuje je otworzyć. Jeśli to nie obudzi go w nocy, będzie znaczyło że najprawdopodobniej umarł we śnie. Ostatnim razem niespodziewana wizyta skończyła się niemal bezboleśnie, jednak nie miał zamiaru ryzykować drugi raz.

Ponownie odłożył na bok broń, sakwę i kolczugę. Usiadł na łóżko wyglądając przez okno, czaiła się za nim jedynie widok rozświetlonej przez nadal jeszcze palące się gdzieniegdzie lampy skały. Jak ci ludzie zdołali tak długo wytrzymać pod ziemią? Ile on wytrzyma? Spojrzał błędnym wzrokiem na swoją łapę, na której futrze krwistym kolorem wybijało się kilka kropel wina, które musiało wydostać się swojego czasu z kubka. Bez większego namysłu przysunął łapę do pyska, szorstkim językiem szybko robiąc porządek z zabrudzonym futrem. Wstał dość gwałtownie i zrzucił z siebie resztę ubrań, układając je koło łóżka. W końcu stanął obok niego takim, jakim go natura zrodziła. Plusem było, że podobnie jak i koty nie musiał się tym przejmować, miał budowę inną od ludzkiej, choć też niedokładnie kocią. Nie czuł się znowuż nagi.

Wspomnienia wydarzeń przed Wolenvain zatarły się nieco, ale nadal były aktualne. Nie potrafił zdecydować, czy stanięcie przed drzwiami biblioteki były głupotą. Zapewne ktoś słysząc o tym palnął by się w łeb i stwierdził, że i owszem. Ale Xariel nadal miał wątpliwości. Przecież źródłem tego była ciekawość, która wiodła go przez całe życie. Uczył się, również na błędach… a może głównie na błędach. A jeśli chodzi o to "światełko"… Jakoś tracił coraz bardziej pewność sensu powierzonego mu zadania. Nie miało ono raczej prawa powodzenia, jednak w Mori musiał pozostać. Chociażby dlatego, że tutaj czuł się, o ironio, bezpieczniej. Zaczynało mu się to miejsce podobać. Z drugiej strony, zaczynał też mieć dość. Tyle lat pośród ludzi, ich mentalnego upośledzenia, uprzedzeń i nudnej codzienności. Przepełnionej pracą i bezsensownym wyścigiem w tym kto okaże się lepszy, bogatszy, piękniejszy mimo wszystkich niedoskonałości jakie dotykały ich znudzone tym sposobem życia twarze.

Kotołak z cichym stęknięciem opadł na cztery łapy, spoglądając na pomieszczenie z nieco niższego poziomu. Nie przeszkadzało mu to, wprost przeciwnie. Ruszył w stronę okna, kocie kroki zdawały się nie wytwarzać choćby najdrobniejszych śladów dźwięku. Xariel usiadł na ziemi pysk opierając o parapet. Obserwował przez chwilę okolicę, starając się rozeznać czy byłby w stanie poruszać się w miarę swobodnie po tutejszych dachach. Zabudowa raczej powinna być gęsta, więc też raczej nic by mu w tym nie przeszkodziło. Ziewnął szeroko otwierając pysk i zabijając w ten sposób chęć skorzystania z okna i ruszenia na nocną eskapadę, której zapewne nie odkryłby nawet jego dotychczasowy cień.

Odszedł od okna okrążył łóżko, ocierając się bokiem o jego brzeg. W końcu wskoczył na nie, szarpnął delikatnie pazurami i okręcił zwijając w kłębek i zapadając w czujną drzemkę. W niczym nie zdawał się w tej chwili przypominać stworzenia humanoidalnego, raczej po prostu przerośnięte zwierzę. Pomyśleć, jak bardzo ubiór zmienia kotołaka.

Awatar użytkownika
Drasim
Posty: 522
Rejestracja: 08 gru 2013, 12:55
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2815

09 sie 2014, 22:13

MG

Wizyta w Morinhtarze zdążyła już porządnie zmęczyć kotołaka. Miasto od samego początku stawiało twarde warunki. Misja, która została zlecona przez Anemetiusa, wydawała się być w tym momencie niemożliwa do wykonania. Xariel jednak nie czuł już żadnego wewnętrznego nakazu, czar rzucony przez energetyczny byt zakończył swe działanie, a mimo to, czarnofutry nie zamierzał opuszczać tego miejsca. Wyglądało na to, że mu się tutaj spodobało. Nudna codzienność została zastąpiona czymś innym. Kotołak miał dość na dzisiaj i postanowił się przespać. Być może poranek przyniesie jakieś nowe rozwiązania i możliwości. Karczmarz nie robił żadnych problemów, za pokój na kolejną noc wziął dwa szylingi, tyle ile poprzednim razem. Xariel dostał pomieszczenie, w którym już spędził jedną noc.

Przed otwarciem drzwi, ręka maga zastygła w połowie drogi do klamki jakby coś wyczuł. Korytarz jednak wyglądał całkiem normalnie, zapach też nie był podejrzany i nie zmienił się od ostatniego razu. Po chwili wszedł do środka i tym razem zamknął drzwi na klucz. Nie zamierzał dać się zaskoczyć. Czarnofutry poszukał czegoś co mógłby zawiesić na klamce. Jego wzrok padł na bardzo stary świecznik, który stał samotnie na komodzie. Świecy nigdzie nie było, a kotołak żadnej nie miał przy sobie, więc nic nie stało na przeszkodzie by użyć tego do wybudzenia się, gdyby ktoś nieproszony próbował się dostać do pomieszczenia w nocy. Ostatnie przygotowania i Xariel mógł w końcu pozbyć się większości ekwipunku, który nosił ze sobą cały czas. Porozmyślał chwilę przy oknie, patrząc na gasnące powoli magiczne światełka. Ciągłe życie w jaskini nie było zbyt łatwe, z pewnością jednak dało się przyzwyczaić do niego po jakimś czasie. Kotołak rozebrał się całkowicie, a przez głowę przemknęła mu myśl o nocnej wycieczce. Zmęczenie nie pozwalało mu o sobie zapomnieć i powstrzymało czarnofutrego od wyskoczenia przez okno i ruszenia w mrok na eskapadę. Dłużej już nie czekając, Xariel ułożył się na łóżku i zasnął.

Morinhtar nie dawał o sobie zapomnieć nawet na chwilę. Wyglądało na to, że magowi nie uda się ponownie przespać całej nocy. Mniej więcej trzy godziny po jego zaśnięciu, kotołaka obudziło delikatne pukanie do drzwi. Wcześniej nic go nie obudziło, żadne kroki na korytarzu, obcy zapach. Gdyby Xariel nic z tym nie zrobił i po prostu wziął to za chodzące myszy lub przesłyszenie, pukanie rozległoby się po raz kolejny. Ktoś chciał skontaktować się z czarnofutrym, który nie wiedział czy ten ktoś za drzwiami jest przyjaźnie nastawiony. Przybysz grzecznie pukał do pokoju kotołaka co prawda, ale jakby nie patrzeć, był środek nocy. Xariel raczej też nie mógł się spodziewać by zignorowana istota za drzwiami zwyczajnie sobie odpuściła.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 927
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

11 sie 2014, 18:25

Zwinięty na łóżku kot otworzył jedno ze swoich ślepi. Tym razem ktoś do niego pukał, lepsze to niż próba wdarcia się do pokoju po chamsku. Najwyraźniej nie dane mu było się wyspać, choć te kilka godzin zdecydowanie pomogły, a sam Xariel czuł się nieco orzeźwiony. Lubił spać dużo, owszem, ale nie musiał. Kotołak podniósł się i przeciągnął, rozwarł szeroko pysk w bezgłośnym ziewnięciu. Bez większego zastanowienia się nad tym co robi wciągnął na nogi spodnie. Westchnął czując znów na swoim futrze irytujący ciężar materiału. Może powinien się go pozbyć na stałe? Z drugiej strony, zapewne sprawiłoby to, iż mieszkańcy Autonomii zaczęliby patrzeć na niego raczej jak na zwierzę, niźli stworzenie podobne do ludzi. Od jakiegoś czasu towarzyszyło mu silne pragnienie, aby wyrwać się z obowiązujących ludzi norm i dać upust zwierzęcym instynktom.

Rozejrzał się wokół i podniósł swój nóż, wyciągnął go z pochwy i trzymając ostrzem w dół ukrył częściowo za przedramieniem. Tak, aby potencjalny napastnik nie mógł dostrzec go w pierwszej chwili. W ten sposób przygotowany zbliżył się do drzwi i uchylił je nieco. Nieufnie wyjrzał na zewnątrz chcąc sprawdzić kto też dobija się do niego o tej porze. Oczywiście, podejrzewał, że znowu będzie to ktoś powiązany z dwójką wspomnianych elfów, jednak niezależnie od tego logika nakazywała ostrożność. Ostatnim razem rzucano w niego nożem, teraz może być równie nieciekawie. Stąd też gotów był na natychmiastową reakcję i uskoczenie za drzwi, jeśli tylko zobaczy coś nieporządanego.

Wróć do „Morinhtar”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 19 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 18 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Viridar
Liczba postów: 52248
Liczba tematów: 2978
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.