"Pod Wroną i Karoszem"

Miasto to, nazywane przez ludzi Rebelią, jest miastem podziemnym. Mieszka tutaj procentowo najwięcej ras humanoidalnych nie będących ludzkimi. Mieszkańcy Morinhtaru z zasady negatywnie nastawieni do odwiedzających, podróżnych i wszystkich innych gości, żyją w swoim zamkniętym towarzystwie.
Awatar użytkownika
Niniel
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

"Pod Wroną i Karoszem"

02 sty 2012, 01:25

"Pod Wroną i Karoszem"

Karczma Pod Wroną i Karoszem jest miejscem pełnych ludzi podejrzliwych, co z resztą mało kogo dziwi biorąc pod uwagę, że każdy mieszkaniec tego miasta taki jest. Nie lubią oni zbyt częstych, hucznych zabaw, dlatego też przytułek ten jest raczej ostoją zimnego spokoju. Każdy tutaj jest obserwowany parami podejrzliwych oczu a atmosfera jest rozluźniona zazwyczaj tylko do momentu przekroczenia progu przez obcą osobę z poza miasta. Jeśli jednak osoba ta zachowuje się odpowiednio w oczach Morinhtarczyków, nie robi niepotrzebnego hałasu ani nie afiszuje się zbytnio swoją osobą, nie ma się czego bać dopóki nie złamie prawa.
Sama karczma charakteryzuje się lekkim półmrokiem, momentami smętną atmosferą i niezwykle urodziwymi służącymi-niewolnicami. Wnętrze jest utrzymane w porządku i to w podwójnym tego słowa znaczeniu, trudno tu znaleźć czy to brud czy burdy.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Breiva
Posty: 264
Rejestracja: 03 gru 2012, 14:18
GG: 37377517
Karta Postaci: viewtopic.php?p=37917#37917

13 maja 2013, 11:41

MG


Niektórych rzeczy wytłumaczyć się nie da. Zwykle więc się ich NIE tłumaczy, po prostu machnąwszy ręką i stwierdziwszy "wola bogów". Można więc dla świętego spokoju uznać, że wolą bogów było, by wieczorem w karczmie zgromadził się prawdziwy tłum. No, dobrze, tłumek. Wszak nie była to królewska sala biesiadna.
Ale i tak sporo.
Karczmarz krzątał się uradowany. Ludzie pili, jedli, bekali, puszczali gazy i wrzeszczeli. Tupali i klaskali, akompaniując Leonardowi. Wydawali okrzyki oburzenia i grozy przy pikantniejszych fragmentach ballady. Otwierali pyski, by wypuścić z nich lubieżne, chamskie pogwizdywania i rechoty, gdy pieśń prawiła o niewiaście. Marvin stał spokojnie z boku, przysłuchując się, niezbyt skory do wypitki. Dziewucha kuchenna krzątała się po sali, to donosząc jadła, to dokładając drew do ognia. Rzucała mu długie, powłóczyste i, w swoim mniemaniu, zalotne spojrzenia. Marvin ledwo ją zauważał.
Cóż, nie gustował.
Szukał czegoś innego. Podróżnego, z którym rozmawiał ostatnim razem na temat klątwy. To było… To było wręcz niemożliwe, by uciekli z toczonego klątwą Mirran Toilt, by zaraz usłyszeć o następnej klątwie! Trzeba mieć naprawdę straszliwego pecha.
Albo być Marvinem i Leonardem.
– Jest! – szepnął, zauważywszy męża okutanego w swój podróżny, znoszony płaszcz. Wychylał właśnie dzban piwa duszkiem, tupiąc zarazem do akompaniamentu. Otwartą dłonią tłukł się po udzie i wyglądał na wcale zadowolonego.
Marvin wślizgnął się na ławę tuż obok.
– To wy, panie – burknął podróżny ze zdziwieniem. Był pijany. Ale jeszcze nie aż tak, by nie rozpoznać męża, z którym jeszcze dziś rozmawiał. I nie aż tak, by nie zauważyć błysku srebrnego szylinga wciskanego mu ukradkiem.

***

Wyglądało na to, że występ przeciągnie się do późnej nocy. Nikomu najwidoczniej nie przeszkadzało, że sam artysta jest już sakramencko schrypnięty i pijany. Chrypę zaś leczył dzbanami piwa, przy czym po każdym dzbanie jego głos robił się o ton niższy i dwa razy bardziej bełkotliwy, więc suma summarum, wcale nie wychodziło mu to na dobrze. Nikt nie zauważał nawet wtedy, gdy Leonard chyba zapomniał słów własnej piosenki, więc tylko zawodził pijacko, brzdękając na Łabędzim Cośtam.
– Leonard! – tchnął mu w ucho Marvin. Grajek zwrócił na niego mętne od piwa, wodniste oczy, a chłopak mimowolnie przypomniał sobie, jak ten obłapiał jego nogi, wycierając sobie palce o jego spodnie. Spłonął rumieńcem, ale opamiętał się. – Już wszystko wiem. Siadaj!
Pchnął przyjaciela na ławę. Sam usiadł tuż obok i odstawił w połowie wychylony dzban czegoś, co przy odrobinie dobrej woli można by nawet nazwać winem.
– Wiem, gdzie to leży – pochwalił się. – Wieś Zielona Woda. Ten człowiek mi powiedział. To… To jest dziwne, rozumiesz?
Niemal podskakiwał na ławie. Był podekscytowany, mówił nerwowym, gorączkowym szeptem.
– Wyjeżdżamy z Mirran Toilt, a tu proszę, klątwa! Ja… wydaje mi się… To nie tak, że ja twierdzę, że istnieją bogowie! – niemal wrzasnął. On sam był już nieco zakropiony. – Ale… gdyby byli. Tak podkreślam, GDYBY BYLI… To pewnie by nam w ten sposób kazali zmazać winy.
Czknął. Naprawdę był zalany. Może nie zupełnie, ale trochę. W końcu dał temu człowiekowi aż szylinga, zaś on poczuł, że w granicy jego obowiązków leży ugoszczenie dobrodzieja winem. To i ugościł.
– Bo… Leo, myśmy ich tam zostawili – jęknął. W jego ślicznych, błękitnych oczach błysnęły prawdziwe łzy udręki. Szarpnął przyjaciela za brodę i rozryczał się jak niewiasta, padłszy mu w pijackie objęcia. Szlochał i smarkał w kapotę Leonarda, nie bacząc, że robi z siebie widowisko. – Ty rozumiesz? Aurorę i… Potwora i… I Terisa. Żeśmy ich zostawili! Te psy ich pewnikiem zeżarły. Musiały! Musowo zeżarły!
Wyprostował się gwałtownie i otarł policzki. Nic to nie pomogło, już napływały nowe strumienie łez. Smarknął w palce, wytarł je o ławę i porwał dzban wina. Część pociekła mu po krótkiej, jasnej brodzie.
– Ja tam muszę jechać – wycharczał, huknąwszy pustym naczyniem o blat zatłuszczonego stołu. – Jestem lekarzem. Nie ma żadnych pierdolonych klątw, ale są choroby. A nawet jeśli jest klątwa, ja tam muszę pojechać i to sprawdzić. Jesssę leeaaszęę, rozumisz? Mussę!
Miał już problemy ze zogniskowaniem wzroku. Jakoś jednak go skupił na równie rozbieganych oczach Leonarda.
– Leo. Ty jezziesz zsemną? – bąknął płaczliwie.
Awatar użytkownika
Leonard
Posty: 189
Rejestracja: 24 wrz 2012, 16:18
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2214

14 maja 2013, 19:14

– Już dobrze, dobrze. – Leonard ojcowsko tulił Marvina i klepał po plecach. – Zajmiemy się klątwą, tylko nie płacz. –Rzekł niczym rodzic poddający się urokom syna "kupię ci tego kucyka, tylko przestań jojczeć. Adhal musi poczekać. Żegnajcie plażo, żegnaj morze. Postanowiłem ratować świat, a zacznę od jakiejś dziury. Na wyrzuty sumienia go wzięło. Jak gdyby mógł uwolnić wioskę od klątwy, mimo że nie wierzył w bogów. Geniusz. Zamiast wymyśleć coś normalnego, jak zalanie sobie ryja, obicie czyjegoś ryja, lub chociaż znalezienie sobie mniej szpetnego ryja do towarzystwa.

-Wybaczcie mi słuchacze. Syn jest bardzo chory, wciąż nie może pogodzić się ze śmiercią matki Aurory. Zabił ją mój własny teść Teris, a Potwór to nasz malutki knur, którego sprzedaliśmy za nocleg tutaj. – Zakrył twarz udając, że roni łzę. Mały uważa, że to wszystko jego wina i teraz chce polować na klątwy, a ty panie w kącie wstydź się takie bajki opowiadać. – Przycisnął głowę blondyna do ramienia, by ten nie mógł protestować. – Sprzedałem wszystko co mam i podróżuję z chłopcem do Adhal. Konował powiedział, że morze, plaża i duperele pozwolą mu zapomnieć. Ale nie mamy już pieniędzy. Wesprzecie może, byłego dobosza i weterana monetą? Nie mamy już nic. – Potrząsnął pustym kubkiem niczego nie sugerując.

-Ruszamy z rana. – Szepnął mu do ucha Marvinowi. – Nie zafajdaj mi koszuli bardziej niż jest to potrzebne. Szalona Trzoda… czy jakoś tak.

z/t
Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 929
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

07 kwie 2014, 22:46

Wędrując ulicami miasta Xariel czuł się nieco zagubiony. Nie znał tego miejsca, widział je pierwszy raz na oczy. Łowił każdy szczegół i starał się zapamiętać okolicę, jednak nie było to dość aby poczuł się pewnie w nowym terenie. Ale jeszcze poczuje się tutaj pewnie, w to nie wątpił. Jeśli rzeczywiście miał spędzić tutaj więcej czasu było to nieuniknione. A przecież otrzymał pewne zadanie, które raczej wymagało od niego spędzenia tutaj ogromu czasu. Jeśli podejmie się tego zadania.

Kręcąc się pośród ulic mijał kolejnych ludzi. Zdawali mu się zdystansowani, niechętni, krzywo patrzący na obcego, czy może na nieludzia. Trudno mu było to określić. Po wizycie w Wolenvain był to wręcz szokujący kontrast. Tutaj wszystko zdawało się proponować mu, aby zawrócił i odszedł. Jedynie wewnętrzny upór sprawiał, że nie miał zamiaru jak na razie posłuchać tej cichej rady. Odrzucony postawą mieszkańców wolał nie pytać o drogę do najbliższej karczmy, na szczęście po pewnym czasie poszukiwań zdołał znaleźć ją sam. Miał nadzieję, że są tutaj jakieś pokoje do wynajęcia, sama myśl o spaniu na ulicy w tym miejscu powodowała ciarki na plecach. A innego wyboru jak pokój w karczmie na razie nie miał.

Xariel otworzył drzwi i wkroczył do środka, rozejrzał się za jakimś wolnym miejscem, najlepiej przy ścianie, w którym mógłby spokojnie spocząć i nad tanim posiłkiem w postaci miski kaszy zająć się tym, co było jedną ze specjalności jego rasy. Słuchać. Czarne uszy nie na darmo sterczały dumnie na głowie. Zdolne wychwytywać w tłumie dźwięki, których człowiek nawet nie zauważy, zdolne źródło tych dźwięków zlokalizować i wskazać właścicielowi miały teraz przysłużyć mu się w odwiecznej działalności ciekawskich istot – podsłuchiwaniu.

Wsłuchał się w rozmowy obecnych w karczmie osób. Przy okazji wytężył swój własny umysł. Od czego miał zacząć? Nie znał w tym mieście nikogo, a przynajmniej o nikim takim nie wiedział, sprawiało to sporo trudności, gdyż nie miał żadnego punktu zaczepnego. Jak miał osiągnąć cokolwiek, kiedy nie miał nic. Chwytał kolejne dyskusje, ploteczki i kłótnie, jednocześnie niepewien co też ich znajomość mu da. Nawet jeśli usłyszy coś przydatnego, czy to wystarczy? Musiał jakoś zwrócić na siebie uwagę, sprawić aby to do niego przyszli, a nie odwrotnie. W innym wypadku szansa sukcesu była żadna.

Awatar użytkownika
Kot'eleiven
Posty: 451
Rejestracja: 19 sty 2012, 21:40
Lokalizacja postaci: Trakt Iquański
GG: 11472512
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1476

10 kwie 2014, 22:47

MG

Karczma od zawsze była miejscem, do którego udawały się osoby poszukujące informacji. Masa mniej lub bardziej chętnych do gadki ziomków, którzy pod wpływem zachęcającego do zwierzeń eliksiru, gotowi byli wygadać się po którejś z rzędu kolejce, pośród ogólnego hałasu i rumoru. A przynajmniej tak to wyglądało w większości miast Autonomii, które dane było przeciętnemu podróżnikowi odwiedzić. Morinhar, co zresztą było widać na pierwszy rzut oka, był czymś zgoła innym.

Zaraz po wejściu do przybytku, odwiedzającego witał niespotykany wręcz dla takich miejsc spokój, królujący w otaczającym pomieszczenie półmroku. Cisza nie wynikała bynajmniej z tego, że brakowało tutaj gości, co to to nie. Po prostu wszyscy przychodzili tutaj, aby w spokoju porozmawiać przy niezgorszym alkoholu, nie dając przy tym o sobie znać wszystkim bywalcom. Jakby na to nie spojrzeć, był to nonsens w czystej postaci.

Jakby tego było mało, łatwo można było odnieść wrażenie, że wszystko ucichło zaraz po jego wejściu. Niejeden klient obrócił się również, przez co szybko poczuł na sobie masę niechętnych spojrzeń, tak pasujących do całej atmosfery tego miasta. Niezrażony jednak niczym kotołak, postanowił znaleźć sobie jakiś stolik w niepozornym miejscu, zamawiając sobie dość skąpy posiłek. Karczmarz zerknął tylko na niego przelotnie, wzruszając niemal niezauważalnie ramionami, a po paru minutach urocza dziewka służebna przyniosła mu wyczekiwany posiłek.

Xariel słuchał, a raczej próbował słuchać, gdyż na dłuższą metę nie bardzo miał czego. Siedzący w ciszy, czający w kącie nieznajomy, raczej nie był kimś, kto zachęca do prowadzenia bardziej otwartych rozmów. Toteż nasz włócznik albo słyszał informacje nieistotne, albo żadne. W większości dotyczyły one problemów związanych z brakiem pieniędzy, niemożnością wiązania końca z końcem czy jakimiś przykrościami w najbliższym otoczeniu. Kogo to obchodzi.

W ten sposób, raczej niczego się nie dowie. W najbliższym otoczeniu znajdowała się jedynie dwójka mrocznych elfów, z czego jeden wyjątkowo gustujący w narzekaniu, oraz trójka obróconych tyłem postaci, których rozmowy dotyczyły jakichś nieścisłości związanych z bezpieczeństwem w Morinhtarze, które było dla nich nieco wątpliwe. Dalsza część karczmy mogła obfitować w większą część interesujących towarzyszy, jednak wymagała pewnego wyjścia z cienia.

Całą sytuację komplikował fakt, że nie miał żadnego konkretnego planu działania. Ba, całe zadanie wydawało się być niemal niewykonalne, ze względu na jego całokształt. Musiał przecież odnaleźć się w kompletnie nieznanym miejscu, by w tylko Anemetiusowi znany sposób, dojść do informacji które będą dla wyżej wymienionego przyjaciela intrygujące oraz zapewne przydatne. A kiedy pojawiało się w tym wszystkim słówko "Morinhtar", wszystko nabierało tylko jeszcze mroczniejszego charakteru.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 929
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

10 kwie 2014, 23:37

Xariel zastrzygł delikatnie uszami, jak gdyby nigdy nic spożywał swój posiłek siedząc spokojnie na obranym miejscu. Starał się je wybrać wcześniej tak, by słyszeć jak najwięcej. Niewątpliwie karczma była miejscem cichym. Cichym jak na standardy Autonomii, spokojnym dla człowieka, jednak niekoniecznie dla kotołaka, który wyławiał w niej dźwięki niedostępne dla ludzkiego ucha. Cichy pisk myszy, które kręciły się gdzieś po budynku, nerwowe potupywanie jednego z gości. Sęk w tym, że dźwięki te były bez znaczenia, nie warto było się na nich nawet skupiać.

Z braku jakiegokolwiek wyboru kotołak musiał chwytać to, co udało mu się znaleźć. Spośród słyszanych rozmów wyłapał jakąś na temat bezpieczeństwa w mieście. Kto wie, może jakieś szczegóły naprowadzą go na potrzebne informacje? Nadal spokojnie jedząc począł się wsłuchiwać w rozmowę. Dyskusja o kradzieżach, morderstwach, napadach? Rekrutacja w szeregi złodziei, narzekanie na straż? Cokolwiek.

Morinhtar nie mógł być tak bezpieczny, jak się pozornie zdawał. To po prostu nie mieściło się głowie. Gdzieś pośród tutejszych jaskiń, domów, gdzieś musiały kryć się czarne owce. Ludzie, którzy maczali swe palce w tym mieście z ukrycia, poruszali niewidzialne sznurki. Kto wie, może właśnie o nich rozmawiali ci mężczyźni? Może właśnie przekazywali sobie jakieś istotne szczegóły? Wątpliwe, szanse były niemal żadne. Ale było to lepsze niż bezczynne siedzenie.

Ponownie przez myśl Xariela przebiegał istotny problem. Musiał sprawić, aby ktoś przyszedł do niego, a nie on do kogoś. Wtedy będzie na pozycji, która pozwoli mu oczekiwać i żądać. Ale jak się do tego zabrać w tym miejscu? Jak znaleźć w dobrym czasie w dobrej lokacji? Słuchać, tylko tyle mógł zrobić. Słyszał więcej, mógł więcej. Docierały do niego dźwięki, których ludzie nie słyszeli. Jego czworonożni pobratymcy zrywali się na kroki człowieka, który jeszcze nawet nie wszedł do domu. On też to potrafił.

Teraz miało okazać się to jego jedyną bronią przeciw temu miastu. Tylko jego słuch i spryt. Po spojrzeniach wnioskował już, że jest tu atrakcją. Może renoma jego gatunku sprawi, że zwróci na siebie potrzebną tak teraz uwagę pewnych osób. Jedno było pewne. Jeśli przyjdą będzie słyszał.

Awatar użytkownika
Kot'eleiven
Posty: 451
Rejestracja: 19 sty 2012, 21:40
Lokalizacja postaci: Trakt Iquański
GG: 11472512
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1476

13 kwie 2014, 01:48

MG

Bardzo ciekawie nazwana karczma ciągle nie dawała Xarielowi tego, czego mógł i co więcej, powinien nawet od niej oczekiwać. Zdążył już w całości dokończyć swój mało wyszukany posiłek, a najciekawszym co udało mu się wyłapać, była arcyciekawa historia o tym jak to jakiś facet dobrał się do młodej i chętnej dziewki, a potem prawił w domu bajki swojej żonie. Cóż, mało rozważne wyznania, biorąc pod uwagę miejsce i okoliczności. Było to jednak równie bezużyteczne, co reszta podsłuchanych do tej pory rozmów. Chyba, że miał w planach donieść na swojego kolegę, sprawiając mu wyjątkowo niemiłą niespodziankę.

Mimo niespecjalnie obfitego połowu wszelkich informacji, nie miał zamiaru tak szybko rezygnować, tym bardziej że nawet nie siedział tu specjalnie długo. Jednak początek na pewno mógł go nieco rozczarować, pomijając już nawet fakt, że i tak został rzucony na bardzo głęboką wodę. Nie mógł jednak oczekiwać, że uda z łatwością uda mu się wypełnić swoją robotę. Co więcej, jego zadanie mogło ciągnąć się tygodniami, miesiącami, w najgorszym wypadku nawet całymi latami. Za niektóre wiadomości można było zapłacić, jednak do innych trzeba było po prostu dojść.

Musiał więc jeszcze bardziej skupić się na swojej pracy, jeśli chciał faktycznie uzyskać jakiś efekt. Gdy uporał się już ze swoją porcją jadła, mógł jeszcze bardziej zająć się obserwacją, równie istotną co wykorzystywanie niezawodnego słuchu. Większość gości zdawała się o nim zapomnieć, co jednak wcale nie oznaczało, że rzeczywiście tak było. Niektórzy wciąż zerkali w jego kierunku, jakby miał w jednej chwili wyciągnąć broń i zaszlachtować wszystkich obecnych. Szczególnie dziwne wydawały się spojrzenia jednego z mrocznych elfów, który zerkał na naszego futrzaka niby ukradkiem, odwracając spojrzenie w przypadku nawiązania kontaktu wzrokowego. Wyglądało to, jakby cała rozmowa dotyczyła jego osoby, choć Xariel ewidentnie słyszał dyskusję o niezaradności jednego z bardzo bliskich przyjaciół, który w mało rozważny sposób wydawał wszystkie swoje oszczędności.

W końcu jednak dziwne spojrzenia ze strony jednego z nich ustały, choć niestety nie można było powiedzieć tego samego o reszcie obecnych. Czujny kotołak przyłapał na podobnych praktykach nawet oberżystę, który niby zajęty czyszczeniem blatu, przyglądał się jemu oraz jego, bardzo zresztą charakterystycznej, włóczni. Tutaj granica między zwykłą ciekawością a nadmierną podejrzliwością musiała zostać doszczętnie przetarta już dawno temu. Niestety, nie objawiło się to jednak w oczekiwanym zainteresowaniu pewnych osób, na które po cichu miał głęboką nadzieję. Mimo, że każdy zwracał nań uwagę, nikt nie miał ochoty jakoś szczególnie zawracać sobie nim głowy. Nie mieli zresztą powodu aby to robić.

Tak samo zresztą jak długousi, którzy ewidentnie szykowali się do opuszczenia tego miejsca. Bardzo interesujący okazał się jednak ich ostatni dialog. "Jak ja tego nienawidzę… To co teraz? Mamy po prostu tam iść i dowiedzieć się wszystkiego?" – zapytał nieco znudzonym głosem jeden z nich, wyjątkowo skory do narzekania na wszystko i wszystkich, jak nasz mag ognia zdążył zauważyć po dłuższym czasie spędzonym ich towarzystwie. Drugi pokiwał mu potakująco głową, jakby nie zwracając uwagi na pierwsze słowa. "Wiesz przecież jak to wygląda. Tylko pamiętaj, ściany mają uszy" – odpowiedział spokojnie, zdecydowanie jednak ciszej, rozglądając się dla podkreślenia tym samym swoich słów. Następnie obaj chwycili swoje ciemnoszare płaszcze, identyczne jak zresztą łatwo było zauważyć, po czym w pośpiechu i ciszy opuścili przybytek.

Xariel został więc w bliskim towarzystwie trójki mężczyzn, których stopień upojenia był coraz bliższy przekroczenia krytycznego progu. Dotychczasowe doświadczenia nie obiecywały zbyt wiele, ale różnie pod tym względem bywało. Cóż, może gdy nieco się schleją, rzekną coś o wiele bardziej ciekawego niż do tej pory. Reszta gości natomiast, dalej kontynuowała swoje jakże nieistotne oraz nieciekawe dyskusje, od czasu do czasu wymieniając się z nowo przybyłymi, których swoją drogą zaczynało pojawiać się coraz więcej. Widocznie zbliżała się godzina, o której takie miejsca były najbardziej rozchwytywane. A wtedy słuchanie może stać się naprawdę uciążliwe.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 929
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

13 kwie 2014, 14:42

Skończył posiłek, nie miał nic więcej do roboty. Zapewne gdyby postanowił tutaj nadal siedzieć, to zwróciłby na siebie jeszcze więcej niepotrzebnej uwagi. Chwycił swoją włócznię, przelotnie spojrzał na resztki, które zostały po jego posiłku i podniósł się z ławy. Nieśpiesznym krokiem ruszył w stronę wyjścia, nadal nasłuchiwał, jednak tym razem już nie dźwięków wewnątrz karczmy, tym razem nasłuchiwał kroków dwóch mężczyzn, którzy właśnie z niej wyszli.

Trudno stwierdzić o czym tak właściwie rozmawiali, jednak był to jak na razie jedyny trop. Jeśli faktycznie byli w coś zamieszani, to obserwacja ich może dostarczyć nieco przydatnych obserwacji. Otworzył drzwi wyjściowe i ponownie wkroczył na chłodne, jaskiniowe powietrze. Miasto ku jego szczęściu było ciche, przynajmniej porównując do wielu innych tego typu osiedli. To tylko jeszcze bardziej ułatwiało mu wybiórcze lokalizowanie dźwięków, które docierały do jego uszu, które przecież był zdolny uskutecznić nawet w gwarnym miejscu.

Rozejrzał się i wciągnął głęboko powietrze, próbując wyłowić w nim zapach dwóch typów, którzy opuścili właśnie karczmę. Powinien być jeszcze dość świeży. Ruszył powolnym, spokojnym krokiem za nimi. Dowie się dokąd i po co poszli, może te informacje przydadzą mu się w jakikolwiek sposób. Starał się nie przyśpieszać nadto kroku, aby nie wyglądać podejrzanie.

Czuł się niemal, jakby polował. W gruncie rzeczy, to właśnie to robił. Polował na informacje. Z jednej strony wątpił, że gdziekolwiek ta dwójka pójdzie, wiedza o tym przyniesie mu jakieś korzyści. Przecież nie może tak po prostu wpaść gdzieś i stwierdzić, że pomoże. Bez sensu. Wciąż dręczyła go myśl, że ktoś musi przyjść do niego, a nie miał sensownych pomysłów jak do tego doprowadzić, poza wszechobecną kotołaczą renomą. Nie chciał wyrabiać sobie opinii złodzieja czy mordercy w mieście i powodować w ten sposób więcej kłopotów niż korzyści.

Przy okazji miał odrobinę czasu, aby zbadać dokładniej napotkaną dwójkę. Jak wyglądali, kim mogli być, czego się po nich spodziewać. Może byli bardziej rozgarnięci, niż sprawiało to pierwsze wrażenie? Musiał czuwać. Nasłuchiwał podejrzanych kroków w bocznych uliczkach, na dachach, czy bogowie jedynie wiedzą gdzie jeszcze. Nie chciał wpaść w jakąś idiotyczną pułapkę.

Wędrówka po zimnych kamieniach Morinhtaru i panująca tutaj atmosfera wzbudzały nieco niepokoju, jednak także zdawały się w pewien sposób uspokajać Xariela, odbierając mu chęci na działanie głupie, czy bezmyślne. Starał się w miarę możliwości wszystko analizować. Lepiej byłoby nie wdawać się w walkę w takim miejscu jak to miasto. Mogłoby się to skończyć wręcz tragicznie. Nie widział jak do tej pory żadnych strażników miejskich poza tymi przy bramie, jednak miał przeczucie, że popadanie z nimi w konflikt jest złym pomysłem.

z/t
Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 929
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

11 maja 2014, 11:41

Zapewne dość niespodziewanym wydarzeniem było, żeby kotołak, który to wyszedł jakiś czas wcześniej głównymi drzwiami wszedł teraz z zaplecza. Biorąc pod uwagę dziesiątki spojrzeń, jakie padały wcześniej na jego osobę niewątpliwie zostało to zauważone. Oraz zinterpretowane, na przeróżne sposoby. Sam karczmarz nie wyglądał na szczególnie zdziwionego, pytanie jednak ile wiedział. Był przyzwyczajony, że ktoś często wchodzi do karczmy z zaplecza, czy może znana mu była cała sytuacja? Trudno było z całą pewnością sobie na to odpowiedzieć.

Kotołak w sumie był teraz niejako wolny, wszak rozmowy nie było, jak to określiła dwójka elfów. Jednocześnie natomiast chcieli, aby nie buszował. Skoro rozmowy nie było, to cóż go trzymało w karczmie? Z drugiej strony, tak czy siak nie miał czego szukać na zewnątrz. Nie znał miasta na tyle dobrze, aby faktycznie się w nim odnaleźć i mieć okazję porządnie rozejrzeć. Równie dobrze mógł zostać w karczmie. Wszak ciekawiło go, co też ta dwójka wymyśli. I czy tym razem nie będzie to coś głupiego. Nadal zastanawiało go, czy przypadkiem nie powinien był przy pierwszej okazji spróbować ich zabić. Urażona kocia duma uwierała go boleśnie w bok, kiedy to uświadamiał sobie jak łatwo dał się złapać. Zdawało się to wręcz nierealne. Widząc w ciemności, zdolny do wyczucia zapachu, usłyszenia kroków, ujrzenia ruchu magii, dał się oszukać niczym dziecko.

W Morinhtarze ciężko było uświadczyć światła słońca, czy księżyca. O ile samemu kotołakowi szczególnie to nie przeszkadzało, to jednak w sporym stopniu utrudniało określenie pory dnia. Ale któż przejmowałby się porą dnia, dajcie spokój. Każda pora była dobra, aby nieco poleniuchować. Taka filozofia życia towarzyszyła podobnym mu rasowo od wieków. Ba, chciałoby się rzec, iż zarówno ludziom, jak i kotom. I fakt faktem, można tak rzec. Kotołak stwierdził, że po długiej, dość męczącej podróży i ostatniej przygodzie chętnie odpocznie.

Podszedł do karczmarza i poprosił o pokój, w duchu liczył, że gospodarz jest nieświadom całej rozegranej sytuacji, co zdawało się dość prawdopodobne. Może jego nagłe wkroczenie do środka z zaplecza przysporzy mu nieco pieniężnej ulgi. Wszak osobnik ten posiadając z tyłu karczmy prowadzące do podziemi drzwi niewątpliwie musi z kimś być na odpowiednich układach. Czemu więc nie spróbować tych układów wykorzystać?

Jeśli tylko cena będzie w granicach ludzkiego, czy raczej kociego pojmowania, ruszy do nowo najętego pokoju, gdzie zdejmie z siebie szatę i kolczugę, odepnie sakwę, położy włócznię gdzieś w zasięgu ręki, schowa nóż jeszcze bardziej w zasięgu ręki i tak przygotowany wyląduje na łóżku, czy też czymkolwiek, co je imitowało. Jak miło ułożyć się na czymś wygodniejszym niż ziemia.

Awatar użytkownika
Kot'eleiven
Posty: 451
Rejestracja: 19 sty 2012, 21:40
Lokalizacja postaci: Trakt Iquański
GG: 11472512
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1476

13 maja 2014, 01:02

MG

Sytuacja w jakiej został postawiony kotołak, była dlań naprawdę wyjątkowo niewygodna, nie wspominając już o tym, jak bardzo była niespotykana. W końcu mało kto ma okazję zostać porwanym, tylko po to by udowodnić swoją niewinność, co wiązało się z przeprowadzaniem go po podziemnych tunelach. Teraz natomiast, był trzymany groźbą w opustoszałej nieco karczmie, gdzie według nich miał spędzić najbliższą noc. Teraz znajdował się jednak na wylocie z zaplecza, nie do końca pewny co do swoich dalszych posunięć. Czuł na sobie baczne spojrzenia z każdej strony, od nieobecnych już porywaczy, przez niewzruszonego oberżystę, aż po zwykłych klientów tutejszej karczmy. Morinhtar było wręcz idealnym miejscem do tego, by obserwować każdy krok, każde najmniejsze posunięcie pośród uliczek podziemnego miasta. Tutaj nawet ściany mają uszy, uważnie wysłuchując każdego nieodpowiedniego słowa, które mogłoby okazać się istotne. Zdecydowanie musiał zwrócić większą uwagę na swoje poczynania, ponieważ nawet niewinne podsłuchiwanie zakończyło się bolesnym zderzeniem z bojowym narzędziem. Jakby tego było mało, wszystko wydarzyło się w sposób nieoczekiwany, nienaturalny wręcz. Sytuacja nie sprzyjała zaskoczeniu, a mimo tego udało im się rozbroić go, jak gdyby był zwykłym prostym mieszczuchem ze stolicy. Ale niepierwszy raz już okazało się, że była to wyjątkowo podejrzana dwójka.

Zdecydował się więc dmuchać na zimne, choć na jego decyzję wpływ miały również inne czynniki, które nie wiązały się z bezpośrednim zagrożeniu wyprucia cennych flaków. Nic więc dziwnego, że zdecydował się na odrobinę odpoczynku w karczmie, oczywiście za godziwą cenę. Tutejsze magiczne źródła światła pogasły już w sporej większości, zwiastując nadejście nocnej pory. A przynajmniej tak zdawało się to działać, bowiem pozbawiony promieni słonecznych Morinhtar musiał jakoś wspomóc zegar biologiczny swoich obywateli czy podróżników. Było to jednak strasznie niemiarodajne, gdyż on sam nie był w stanie określić, jak wiele czasu spędził w drewnianej chacie. Teraz jednak była pora łóżkowa, co objawiało się w postaci nielicznych biesiadujących oraz wyżej wspomnianych świateł. Wszystko zmierzało zatem w kierunku spędzenia nocy w owym interesującym przybytku, co do czego Xariel chyba nie miał już większych wątpliwości. Pozostawała już jedynie kwestia zapłaty, którą był w stanie uiścić za sen w tym zapchlonym i podejrzanym miejscu.

Ruszył więc w kierunku oberżysty, chcąc wyglądać przy tym jak najbardziej normalnie, jakby absolutnie nic nie miało tu miejsca. A przecież nie można było wykluczyć, że w karczmie znajduje się chociaż jedna osoba, która widziała jego wyjście, a nie miała okazji zobaczyć wejścia. Niestety, jego wyczuwalna odmienność nadal przyciągała spojrzenia, przez co tak czy siak parę osób zwróciło w jego kierunku zaciekawione spojrzenia. Nie tyczyło się to jednak właściciela, który nie widział w całej sytuacji niczego, co byłoby nie na miejscu. Zapytanie o pokój zostało bardzo ciepło przyjęte, a spojrzenie czy mimika niczego sobą nie wyrażały. Całe szczęście dla niego, karczmarz nie widział powodu by zdzierać ze specyficznego przybysza, proponując mu tym samym godną cenę dwóch szylingów. Nastawienie właściciela wobec jego osoby zdawało się być zupełnie przeciętne, choć jeszcze przed chwilą futrzak najzwyczajniej w świecie wyszedł z jego zaplecza. Można było pokusić się wręcz o stwierdzenie, że owe niezainteresowanie było tak zwyczajne i poczciwe, że aż nienaturalne. Mimo tego, jego głos i kultura wymowy były tak życzliwe i otwarte, jak można było tego oczekiwać po kimś o podobnym fachu. Nie dał więc żadnych wyraźnych powodów, by wycofać się z podjętej przed chwilą decyzji, co zakończyło się szybkim ubiciem interesu i wręczeniu mu klucza do pokoju. A ponieważ pierwszych znajomości nie można było zakwalifikować jako szczególnie pozytywnych, to nie miał raczej żadnych oporów przed opuszczeniem głównej sali i udaniem się do prywatnych części.

Szybko znalazł właściwe drzwi znajdujące się na końcu oświetlonego korytarza, które zresztą zostały mu wcześniej opisane w krótkim dialogu. Wszystko wewnątrz pogrążone było w specyficznym półmroku, który umożliwiał bezpieczne poruszanie się, a jednocześnie sugerował ułożenie się do snu. Owe pomieszczenie okazało się być bardzo skromnym miejscem, zawierającym jedynie proste łoże, małą komodę oraz niewielki, wykonany z ciemnego drewna stolik. Wszystkie te elementy wystroju umieszczone były przy ścianie po prawej stronie, zaraz pod zwykłym oknem, przetartym i zabrudzonym. Cały pokój mógł mieć może z pięć kroków długości i trzy szerokości. Najbardziej nadzwyczajny w pomieszczeniu był fakt, że nie było tutaj niczego nadzwyczajnego. Miasto nie było może fenomenem na jakąś wielką skalę, jednak na pewno niektóre rozwiązania mogły robić wrażenie czy zwyczajnie być czymś kompletnie nowym i po prostu niespotykanym. Tu jednak było wszystko, czego można oczekiwać po karczmie: łoże, cztery kąty oraz masa zamieszkujących to pomieszczenie wszy.

Ułożył wszystkie swoje rzeczy w pobliżu, nie zapominając oczywiście o podstawach jakimi było zapewnienie sobie względnego bezpieczeństwa w postaci ostrego noża w łapie. Jednak z tylko sobie znanego powodu postanowił zostawić drzwi otwarte, kładąc klucz wraz ze stosem swoich prywatnych rzeczy. Gdy wszystko było już gotowe, ułożył się do snu, wykończony trudami ostatnich dni. Było to naprawdę wspaniałe uczucie, nawet mimo wszystkich nieprzyjemnych myśli, jakie musiały dręczyć jego niedysponowany już umysł. Życie po raz kolejny postanowiło z niego zadrwić, więc nie dane mu było w spokoju odwiedzić krainy wiecznych łowów, gdyż został najzwyczajniej w świecie zbudzony.

Jak to zwykle bywa, ciężko było ocenić, co właściwie go zbudziło. Nie wiedział również która godzina oraz jak wiele czasu poświęcił już na przyjemny sen. Kazało mu to jednak zachować wzmożoną czujność i skupić się na uważnym nasłuchiwaniu, co było kluczem do rozwiązania całej tej sytuacji. Wnet usłyszał jak ktoś męczy się z zamkiem, wydając przy tym charakterystyczną serię stukotów, która wiązała się z ocieraniem stalowych elementów. Coś jednak działało nie tak jak powinno, przez co tajemniczy osobnik mocował się z zamkiem. Robił to wyjątkowo delikatnie i możliwie jak najciszej, co jednak wystarczyło by zwrócić uwagę kotołaka. Czułe zmysły w połączeniu ze wzmożoną czujnością zrobiły swoje. Dało mu to również czas, konieczny na podjęcie szybkich decyzji co do dalszych posunięć. Dźwięki sugerowały raczej, że nieznajomy posługiwał się kluczem, co budziło pewne podejrzenia. Oprócz tego, wokół panowała grobowa wręcz cisza, nieprzerywana nawet odgłosami zza okiennicy. Czyżby był to karczmarz, który z jakiegoś powodu chce dostać się do środka? A może ktoś wpadł w posiadanie tej przepustki, okradając jednego z klientów przybytku, a teraz poszukując właściwego zamka? Scenariusze mogły mnożyć się w nieskończoność, lecz jedno założenie pozostawało niezmienne. Xariel musiał zdecydować się na coś, jeżeli nie uśmiechały mu się nocne odwiedziny, mogące okazać się ostatnimi w jego marnym żywocie. A nóż w dłoni wydawał się być tak lekki, jak nigdy wcześniej…

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 929
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

14 maja 2014, 21:53

Na krótką chwilę wstrzymał oddech słysząc, jak ktoś siłuje się z zamkiem. Uśmiechnął się wrednie na myśl, że jego zmęczenie i niedbałość przyprawia komuś tyle kłopotów. Spodziewał się wizyty tej nocy, jeśli miał być szczery. Nie dziwiły go ani trochę dochodzące od strony drzwi dźwięki. Wziął sakwę na szybko i dość niedbale umieszczając ją u pasa, w pierwszej chwili miał zamiar zwyczajnie przygotować się niemal do wyjścia, zbierając cały swój dobytek i spokojnie czekając na wejście nocnego gościa, jednak nim jeszcze skończył przypinać sakwę do pasa zmienił zdanie.

Podniósł się cicho z łóżka, nóż umieścił na swoim miejscu, u pasa, do reki chwycił włócznię. Resztę leżących rzeczy chwilowo postanowił zostawić na swoim miejscu, nie było sensu ich zbierać, zwłaszcza, że "nieoczekiwany" gość może w każdej chwili wpaść na jakże genialny pomysł aby najzwyczajniej w świecie otworzyć drzwi. Zadziwiające, że nie spróbował od razu, wiele osób zapewne nacisnęłoby klamkę w zwyczajnym odruchu.

Z włócznią w dłoni Xariel przeszedł w kąt pod ścianę na której były drzwi i oparł się o nią nonszalancko. Ustawił się tak, aby wchodzący do pomieszczenia znalazł się do niego bokiem, czy może nawet plecami. Nie miał co prawda zamiaru atakować sam, jednak w razie czego gotowy był reagować. Mogło okazać się, iż zamiary odwiedzającego są wrogie. Było dość ciemno, kocie oczy jako tako funkcjonowały nawet przy tak niewielkim świetle, jednak wchodzący do pomieszczenia jegomość albo musiał mieć jakieś światło, albo też poruszał się w dużej mierze po omacku… Lub miał w zanadrzu coś jeszcze. W każdym razie, nie zaszkodzi go zaskoczyć i powitać w sposób, który Xariela postawi na pozycji wygranego.

Wsparty o ścianę, trzymając włócznię w jednej ręce i jej koniec opierając o podłogę kotołak cierpliwie czekał, aż stojąca za drzwiami osoba skończy siłować się z zamkiem i stwierdzi, że warto byłoby podjąć próbę otwarcia drzwi. Gdy już to zrobi i wejdzie do pomieszczenia Xariel powita ją spokojnym głosem. Nie czuł się już senny, zastrzyk adrenaliny jaki dostarczyło mu przebudzenie skutecznie odebrał wszelkie chęci do odpoczynku zastępując je gotowością do działania. Nie ukrywał przed sobą, że jest ciekaw jaki też cel ma składana mu w tej chwili wizyta. Pierwsza przychodziła na myśl kradzież.

Wróć do „Morinhtar”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 22 użytkowników online :: 2 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 20 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot], Kerreos
Liczba postów: 52308
Liczba tematów: 2980
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.