Brama główna

Miasto to, nazywane przez ludzi Rebelią, jest miastem podziemnym. Mieszka tutaj procentowo najwięcej ras humanoidalnych nie będących ludzkimi. Mieszkańcy Morinhtaru z zasady negatywnie nastawieni do odwiedzających, podróżnych i wszystkich innych gości, żyją w swoim zamkniętym towarzystwie.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3821
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Brama główna

26 lut 2012, 15:10

Umieszczona nieco w głębi jaskini, brama główna Morinhtaru, stanowiąca jedyne oficjalne, pozamagiczne wejście do tego ciemnego, oświetlonego przez blask nienaturalnych pochodni miasta, stanowiła piękny okaz architektoniczny, nie tylko za sprawą bazaltowych zdobień, ale także wijących się po jej wrotach oraz ościeżnicy pędach bluszczu o drobnych, ciemnozielonych liściach. Bluszcz stanowił pewnego rodzaju symbol – jego kolor nie zmieniał się podczas mijających pór roku, podobnie jak Rebelia nie zmieniała swoich praw i obyczajów od wieków. Wiecznie zamknięte, uchylające się średnio raz na dwa dni wrota stanowiły kwintesencję tego, czym „szczycił” się Morinhtar – wyniosłości, podejrzliwości, tajemniczości, ale też spokoju i ukrytej mocy.
Brama pilnowana była przez trzech ubranych w jakby przydymione, stalowe napierśniki lśniące na granatowo w niebieskawym świetle magicznych pochodni oraz zdobione srebrnymi nitkami szaty w ciemnoniebieskich odcieniach. Uzbrojeni w halabardy i krótkie miecze przy pasie, z twarzami ukrytymi pod hełmami zrobionymi z takiego samego jak napierśniki, ciemnego metalu, nieruchomi strażnicy wyglądali groźnie i nieludzko.
Kilka kroków dalej, przy ciągnącym się przez korytarz jaskini murze, znajdowała się sporych rozmiarów, zamknięta skrzynia, w której przechowywane były pieniądze z cła pobieranego przy każdym przekroczeniu bramy. Reputacja miasta, jak i jego warunki nie były jednak zbyt atrakcyjne dla ewentualnych przybyszów, toteż jeśli w ciągu dnia pojawił się więcej niż jeden wóz czy grupa ludzi, dla obywateli Rebellii było to co najmniej niepokojące.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3821
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

27 mar 2012, 23:21

Proszę o wybaczenie, że piszę dopiero teraz, szczególnie, że sprawa jest błaha, a oczekiwanie na post niewspółmierne do jej rangi.
MG
Trzech strażników uważnie obserwowało przybysza przez szparki w hełmach, lustrując jego odzienie, aparycję, cechy szczególne i inne, warte odnotowania aspekty. Dźwięk jego słów potoczył się ledwo zauważalnym echem po skalnym, przestronnym korytarzu. Latarnie rozświetlające mroki jaskini przygasły nieco, zwiastując nadejście Morinhtarskiej nocy, jednak strażnicy Rebelii nie otrzymali tego dnia rozkazów, aby nie przepuszczać nikogo o zmroku. Sam fakt, że dzisiejszego dnia już czwarta osoba zdecydowała się na przekroczenie bramy Morinhtaru był istnym ewenementem, jednak żaden z mężczyzn w przydymionych zbrojach nie zamierzał narzekać – wszak efektywna służba gwarantowała równie efektywne zarobki. Zachowując względny spokój, strażnicy z halabardami jak na komendę skłonili lekko głowy, wyczuwając w Arnadzie szlacheckie korzenie. Hełmy na ich głowach gwarantowały względną anonimowość, co zaś czyniło rozpoznanie ich tożsamości niezwykle problematycznym – w tym miejscu nigdy nie wiesz, czy napotkałeś tego samego strażnika. Samo oporządzenie żołnierzy wprowadzało podróżników w atmosferę tajemniczości i podejrzeń, pełną bezimiennych postaci rodem z baśni czytanych na dobranoc wolenvainskim dzieciom przy kominku przez co bogatszych mieszkańców.
– Proszę o wybaczenie, jaśnie panie, ale ma pan błędne informacje - powiedział po chwili mężczyzna z lewej swoim przytłumionym, rozmazanym głosem zza przyłbicy. – Opłata wynosi trzydzieści szylingów, ponadto muszę prosić jaśnie pana o podanie personaliów. - Ten, kto odwiedzał Rebelię częściej, mógł już za drugim razem ocenić, że opłata za przejście nie była niczym stałym, a mały oddział strażników przed bramą składał się zwykle z milczącego dowódcy, jego burkliwego rekruta i posiadającego umiejętność pisania i rachowania osobnika, który zajmował się formalnościami, a który teraz przemawiał do Rakverina. Skrzynia znajdująca się pod bramą miała wkrótce przynajmniej w części wypełnić się srebrnymi pieniędzmi wampira.
Arnad Rakverin
Posty: 21
Rejestracja: 20 mar 2012, 17:12
GG: 3732716
Karta Postaci: viewtopic.php?p=25889&highlight=

29 mar 2012, 14:29

Arnad przeanalizował bardzo uważnie każdego ze strażników, po czym głównie zerknął na tego który się do niego zwrócił, mówiac mu o cenie jaka obejmuje za przejście przez bramę do miasta. Cóż wampir spodziewał się że będzie ona taka jak jemu się wydawało, ale niema co wchodzić w awantury czy zatargi a nawet w inne prostackie stereotypy rozmowy. Posiadał on już ponad trzy tysiące lat, więc już dawno nauczył się podchodzić o wiele bardziej psychologicznie do istot żywych, jakimi byli ludzie czy też inne rasy śmiertelne. Nie czekając ani chwili dłużej Arnad uśmiechnął się lekko pod nosem po czym powiedział do strażnika który już miał spisywać jego dane personalne.
-Proszę o wybaczenie, najwyraźniej moje informacje były błędne, przynajmniej większość osób mi mówiła że mniej więcej tyle wychodzi opłata za wejście do miasta, ale kim ja w końcu jestem aby kwestionować prawo miasta. W pewnym sensie dopiero co wróciłem z długiej podróży i nie mam ze sobą dużej kwoty pieniężnej. Jedynie jednego suwerena, więc nie wiem czy będzie to problem jeśli mógłbym wejść za taką kwotę a rozliczyć się w razie potrzeby przy wyjściu. W środku miasta znajduje się osoba z którą muszę się spotkać a wiem że ona mi złota nie odmówi pożyczyć. I proszę się nie martwić, nie przyszedłem tutaj kraść ani mordować, jestem typowym, przeciętnym szlachcicem z szanowanej rodziny Rakverinów. Więc zatem chciałbym zapytać raz jeszcze, czy będzie możliwość że mógłbym wejść za tą kwotą jaką mam aktualnie przy sobie
Wampir zapytał strażnika, prowadząc z nim jednocześnie chwilową i wylewną konwersację. Miał nadzieję że będzie dość duża szansa na to że przepuści go przez bramę. Bardzo mu zależało dorwać tam jedną osobę i z nią porozmawiać. Wiedział również że jeśli mu się powiedzie to będzie miał już resztę problemów z głowy. Mimo wszystko aby wiarygodność była o wiele lepsza, na początku Arnad podał swoje dane personalne na wypadek gdyby władze się zgodziły.
-Arnad z rodu Rakverinów, szanowany obywatel Wolenvain który ma szeroką chęć zagoszczenia w tym mieście dobrego trunku oraz wspaniałych ludzi.
[Po tych słowach zerknął na strażnika i uśmiechał się do niego jak najbardziej szczerze. W pewnym sensie chciał aby ten widział że Arnad to zwykła osoba która jest chętna pozwiedzać to owe miasto. Chciał mu też oczywiście dać powód do przemyślenia, w końcu ktoś taki jak on nie przybył tutaj aby szerzyć problemy. Aby to było pewniejsze, dopowiedział jeszcze
-Moim celem w mieście jest spotkanie się z pewną kobietą w Karczmie, była ona dość ważną personą w pewnych rejonach. Sam osobiście muszę to jeszcze dokładnie zbadać, ale w każdym razie to jest dla mnie ważne. Co by potwierdzało moją wiarygodność nie mam zamiaru zbytnio pałetać się po mieście bez końca. Chce tylko załatwić swoje sprawy osobiste i znikam, wracając w swoje strony. Nie zapomnę również dopłacić przy wyjściu jeśli wciąż będzie zachodziła taka potrzeba, panie władzo
Zapytał po raz kolejny, czekając cały czas na reakcję straży w kwestii przepuszczenia go do środka.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3821
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

31 mar 2012, 16:35

MG
Dowódca oddziału zmrużył swoje widoczne przez szczeliny hełmu oczy, słuchając przydługiej wypowiedzi wampira. Widać było, że kilkukrotnie sposobi się do tego, aby mu przerwać, jednak po prostu jego uprzejmość (albo rozkazy) nie pozwalały mu na to, więc po prostu zaniechał, przygryzając niewidoczne wargi. Strażnik-skryba, który uprzednio odezwał się do Arnada z należnym przedstawicielom wysokiego rodu szacunkiem słuchał z uwagą, potakując i pomrukując, jak to zwykle czynią osoby „zaatakowane” monologiem, którego nie mogą uniknąć. Trzeci z pilnujących bramy wojowników stał po prostu, tępym spojrzeniem lustrując powoli twarz Arnada, jakby nie do końca pojmował, o co mu chodzi. Mimo wszystko – udawanie, że wie, o czym mówi wampir szło mu całkiem nieźle, a na pewno dostatecznie dobrze, może poza tym, że zapomniał zamknąć rozdziawionych obecnie ust.
Jasnym było, że krótka, acz barwna mowa długowiecznego przybysza, wraz z wyglądającym na szczery uśmiechem wywarła pozytywne wrażenie na obecnych przed bramą żołnierzach. Gdy Rakverin skończył mówić, miły strażnik przytaknął po raz ostatni, zerkając na swojego dowódcę, który po krótkiej pauzie również kiwnął głową.
– Proszę mieć świadomość tego, że w takiej sytuacji będzie musiał jaśnie pan łącznie uiścić opłatę wysokości czterdziestu szylingów, co oznacza, że przy wyjściu z miasta pobierzemy dodatkowego suwerena - rzekł po chwili, najwidoczniej nie przyjmując możliwości odmowy. Skryba odsunął się od pozostałych, podążając w stronę skrzyni, w której przechowywane było złoto, po czym przykucnął i wyciągnął z niej pergamin, kałamarz oraz pióro. Rytuał zapisywania pełnego imienia, nazwiska i celu pobytu w Morinhtarze kolejnego podróżnika powtórzył się, a po chwili glejt został ukończony. Strażnik powstał, podchodząc do wampira i oczekując jego reakcji oraz, przede wszystkim – złotej monety.
– Ten list zagwarantuje jaśnie panu nietykalność w obrębie miasta i dostęp do większości miejsc, jednak w związku z długiem, jaki jaśnie pan posiada, może nie być honorowany przez pewne urzędy – powiedział, wyciągając przed siebie dłoń w rękawicy, zaciskającą się na zwiniętym pergaminie.
Arnad Rakverin
Posty: 21
Rejestracja: 20 mar 2012, 17:12
GG: 3732716
Karta Postaci: viewtopic.php?p=25889&highlight=

09 maja 2012, 09:06

Arnad uważnie zerknął na strażnika uśmiechając się do niego lekko, swoje ręce schował do tyłu zakładając jedną rękę na drugą. Uważnie analizując strażnika, słuchał go przez cały czas oraz obserwował jego wszystkie ruchy. Miał te świadomość że swoim dyplomatycznym bełkotem potrafił dobrze omamić człowieka. Posiadał ponad trzy tysiące lat więc miał dość spore doświadczenie które potrafiło czasem zaskoczyć innych. Ukrywając się pod peleryną szlachetności dopowiedział strażnikowi gdy ten tylko zwrócił uwagę na temat dodatkowej opłaty przy wyjściu z miasta.
-Oczywiście panie władzo, chcę tylko zaznaczyć że jestem człowiekiem prawym, więc na pewno będę pamiętał o daniu dodatkowej opłaty przy wyjściu. Z pewnością miasto jest na tyle piękne że jest warty zapłacenia każdej ceny, byle po prostu tutaj wejść i zwiedzić wszystko co się da. I co oczywiście jest dozwolone dla ludzkiego oka.
W swoim dialogu zapodał strażnikowi jeden komplement dotyczący miasta, podkreślił że jest "piękne" co mogło w pewnym sensie zaowocować zaufaniem że ma się dobrego gościa w mieście.
Arnad jako wampir w głębi duszy czuł irytację że musiał zapłacić aż taką cenę za zwykłe wejście do miasta. Jednak nie miał zamiaru on się w ogóle targować, ludzie są irytującą rasą przez co można było się spodziewać podwyższenia stawki przez strażników w efekcie jakiejkolwiek kłótni odnośnie ceny przejścia. Słuchając dalej strażnika oraz ich słów, w końcu puścił swoje dłonie, i powolnym, bezstresowym ruchem sięgnął po list który zapewni mu jako taką nietykalność i dostęp do większych miejsc. Wampir odebrał pergamin po czym wsadził go za swoją czarną szlachecką szatę do kieszeni przy piersi. Następnie wyciągnął ze swojego mieszka odliczoną kwotę i zapłacił strażnikowi wręczając mu opłatę za wejście do ręki. W momencie gdy Arnad już zapłacił i odebrał to co potrzeba, odezwał się w stronę strażnika z którym głównie rozmawiał tak aby ten go dobrze usłyszał i zrozumiał.
-Dziękuje panie władzo, z pewnością dobrze spędzę pobyt w mieście i obiecuję nie sprawiać żadnych problemów. Uwinę się z moimi sprawami i w momencie gdy będę chciał opuścić miasto, zapłacę dodatkową kwotę. Życzę przyjemnej nocy i dziękuję raz jeszcze za pergamin.
Kiedy już tylko skończył gadać ruszył do bramy tak aby przez nią oczywiście przejść. Jedyne czego już tylko chciał to znaleźć się na ternie miasta i przejść do swoich spraw którymi tutaj miał się zająć. Niebywale ważnym dla niego aspektem było znaleźć tutaj kilka odpowiedzi. To miasto było niebywale mroczne i posiadało dużo ciemnych zakamarków, a dla wampira noc jest czymś nieubłaganie pięknym. Czy to nie dobre miejsce na to aby zacząć swoje nowe nieśmiertelne życie, pod osłoną nocy? Cóż wszystko będzie musiało wyjść w praniu, póki co wampir czekał aż w końcu tylko przedostanie się do miasta.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3821
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

11 maja 2012, 03:19

MG
Trzech mężczyzn uważnie wysłuchało słów Rakverina, jakby usilnie starali się je zapamiętać. W końcu ten najbardziej wygadany przytaknął z wolna, jakby akceptując używane przez wampira formy grzecznościowe. Nawet strażnicy z Rebelii byli tajemniczymi osobnikami. Być może lata pracy w jaskini zaowocowały pewnymi zmianami w ich charakterach, jednak faktem było to, że nie byli oni typowym oddziałem pilnującym bramy na świeżym powietrzu. Wydawali się być o wiele bardziej profesjonalni niż wszyscy inni strażnicy razem wzięci.
– Witamy w Morinhtarze. - Zwyczajowe powitanie mogło wydawać się oschłe, ale jak to mawiają: co kraj to obyczaj. Tutaj każdy przybysz oficjalnie witany był tylko za pierwszym razem, gdy odwiedzał Rebelię. Inne powitania zależały wyłącznie od aktualnego humoru strażników i ewentualnych pomyłek w rejestrach.
Po chwili wrota bramy Morinhtaru rozstąpiły się bez ingerencji strażników, prawdopodobnie magicznie otwierając się, aby pożreć kolejnego podróżnika. Jak zawsze, także i teraz przy przejściu przez bramę dokładnie wyczuwalny był drobny, denerwujący impuls magiczny, powodujący mimowolne wzdrygnięcie… nawet takiego wampira, jak Arnad. Jego wejścia do miasta nie obserwował właściwie nikt. To, że nie był rozpoznawalny zagwarantowało mu chwilową nietykalność i wolność w obrębie miasta, jednak i ta sytuacja miała się wkrótce zakończyć. W Rebelii każdy jest wciągnięty w rozgrywkę, czy tego chce, czy nie.
Wyglądało na to, że w jaskini panowała noc, bowiem zwykle jasno świecące niebieskawym blaskiem magiczne pochodnie przygasły teraz, sprawiając, że jaskinia wydawała się jeszcze bardziej mroczna niż zwykle. Po ulicach Morinhtaru o tej porze nie chodziły właściwie żadne osoby, oczywiście z pominięciem tych na tyle potężnych, że nie muszą ukrywać się przed wszechobecną ciemnością, wychodząc ze swoich domów tylko w razie największej potrzeby.
Arnad był bezpieczny… na razie. Ściskając glejt w ręku mógł swobodnie poruszać się po mieście, jednak z pewnością ciekawiła go jedna rzecz: z czym wiązać się będzie brak honorowania papierów przez „pewne urzędy”, o których mówił skryba.
Arnad Rakverin
Posty: 21
Rejestracja: 20 mar 2012, 17:12
GG: 3732716
Karta Postaci: viewtopic.php?p=25889&highlight=

23 maja 2012, 15:39

Piękna noc jak zwykle dla Arnada była czymś niebywale normalnym. Cieszył się że to właśnie noc go zastała i że zdecydowanie będzie mógł czuć się jak w raju. Noc była podstawą jego wampirze natury, tylko wtedy czuł się najswobodniej. Przechodząc powolnym krokiem przez bramy ruszył on prosto w stronę miasta tak aby w końcu do niego konkretnie dojść. Miał szeroką nadzieję że dobrze się wpasuję w miasto i będzie mógł załatwić tutaj swoje interesy bez problemowo. Ale jak to zwykle bywa, zawsze gdy chodzi o wampira pojawiają się problemy. Może tym razem Rakverin będzie mógł wykazać się swoim trzy tysięcznym doświadczeniem jakie posiadł w ramionach nieśmiertelnej egzystencji. Po dokładnym zaznajomieniu się z uliczkami, ruszył w stronę pobliskiej Karczmy.

Z.T
Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

25 paź 2012, 22:02

I oto dotarł. Nieco już zmęczony przystanął podziwiając majestatyczną bramę umiejscowioną w głębi jaskini. Strzepnął cienką warstwę śniegu zalegająca na swym zielonym płaszczu. Morinhthar rzeczywiście w blasku nienaturalnych pochodni sprawiało wrażenie, cóż, co najmniej imponujące. Podziemne miasto. Nie wiedział cóż pięknego jest w życiu pod ziemią, gdzie nie można uświadczyć wspaniałości błękitnego nieba oraz złocistych promieni słońca. Kto dobrowolnie chciałby skazywać się na gnicie w sztucznym świetle odbijającym się od zimnych skał? Jednak mimo to wspaniały blask miasta robił wrażenie. Było niczym ognisko pośród nocy na środku pustyni.

Rozejrzał się uważnie. Magię można było wyczuć na kilometr. Otaczała miasto grubym, nieprzeniknionym płaszczem. Z pewnością w razie jakiegokolwiek ataku ta rozproszona magia potrafiłaby przybrać formę barier. Można powiedzieć, że poczuł coś w rodzaju podziwu. Nawet jemu zajęłoby nieco czasu przedarcie się przez te formy ochronny. Zresztą. Brama była tylko jedynym wejściem. Ani mu się śniło robić szalone eskapady, wpinać po murach i umykać strażnikom jak pospolity banita. Nie taki miał cel.

Trzymając dzbanek pod pachą podszedł do grupki strażników stojących przed masywnym wejściem. Przystanął w odpowiedniej odległości, kiwnąwszy głową na pozdrowienie.

Czarodziej Anemetius – przedstawił się tonem pozbawionym jakichkolwiek emocji, ale świadczącym o pewności siebie i nieustępliwości – Chciałbym wejść do miasta. Uprzedzając pytania o cel mej wizyty. Jestem tu w celu nawiązania współpracy z magami tutejszej akademii.

Wolną dłonią wyjął mieszek z wewnętrznej kieszeni podróżnego płaszcza.

Ile wynosi opłata?

Mówił spokojne i treściwie, aby nie przedłużać pobytu przed bramą.

Awatar użytkownika
Goron
Posty: 90
Rejestracja: 19 lip 2012, 18:49
GG: 1740292
Karta Postaci: viewtopic.php?p=34780#34780

26 paź 2012, 22:05

MG

Brama prowadząca do Morinhtharu, magicznego miasta, stała niewzruszona. Trójka wartowników czyniła swoje obowiązki z największym szacunkiem, jaki można było do takowej pracy okazać. Nie zwykli spotykać wielu podróżników, dlatego też przybycie czarodzieja było czymś nowym, aczkolwiek nie niespotykanym. Takie wizyty były tutaj najczęstsze. Bezemocjonalne podejście do sprawy przejścia ułatwiało wszystkim ten proceder. Strażnicy w końcu też nie należeli do bardzo gadatliwych. Nie skinęli głowami na znak powitania, za to dwójka skrzyżowała halabardy zagradzając dalsze przejście. Trzeci podszedł do przybysza, wyciągając ku niemu dłoń.
Jeśli chcesz przejść magu, musisz zapłacić jednego suwerena. Jeśli Cię nie stać, to nie jesteś godzien, by uczyć się w naszej akademii. – głęboki głos wydobył się z pod stalowego hełmu. Błękitne oczy spoglądały niemile na podróżnika, nie posiadały głębszego wyrazu. Gdy pieniądze zostały mu powierzone, odszedł, dorzucając zapłatę do skrzyni, po czym skinął głową na swoich przyjaciół. Zniknęli za bramą, a ta po dłuższej chwili, powoli uchyliła swe wrota. Po przejściu nowego gościa, na powrót się zamknęły, a wartownicy powrócili na swoje stanowiska. Można by rzec, że było w nich coś nieludzkiego. Może poprzez wiele magicznych sztuczek zostali wyprani z emocji? Któż to wie, któż to wie..
Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

27 paź 2012, 01:12

Jeden suweren za sam wstęp do miasta był dość wysoką ceną, ale cóż poradzić. Przekazał złotą monetę niewzruszenie jakby nic go to nie kosztowało. Wykłócać się nie miał zamiaru. Nie dość, że nie dałoby to żadnego efektu, to jeszcze zbrukałby swoją godność, honor i wzbudził niepotrzebną niechęć oraz podejrzenia. Był Czarodziejem, nie jakimś kupczykiem. Pieniądze nigdy nie stanowiły dla niego jakiegoś ważniejszego wyznacznika w życiu, toteż specjalnie się nie martwił, gdy mu ich obywało. Naturalnie w granicach rozsądku.

Brama otworzyła się wydając głuchy jęk. Przekroczył ją spokojnym krokiem zastanawiając się nad dalszym działaniem. Zmęczenie nieco dawało mu się we znaki. Powinien więc poszukać jakiegoś miejsca i odpocząć. Przynajmniej do końca tego dnia. Chociaż nie przepadał za karczmami to nie mógł ukrywać, że można było się w nich dowiedzieć wielu interesujących rzeczy. A on potrzebował dokładnych informacji na temat akademii.

Spojrzał na dzbanek trzymany w dłoniach. Potrzebował tylko paru odpowiednich składników do rozpoczęcia rytuału, a wtedy…kto wie. Być może marzenie o porzuceniu materialnego ciała okaże się być nie tyle marzeniem, co jedną z możliwych opcji do wyboru. Musiał mieć jednak całkowitą pewność, co do podstawowych założeń.

Chowając przedmiot pod pachę ruszył brukowaną uliczką.

z/t
Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 929
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

30 mar 2014, 16:17

Podróż była dla kotołaka nadzwyczaj nużąca. Ranny, zmęczony, był zmuszony zatrzymać się w pierwszej karczmie, którą spotkał za Wolenvain i spędzić tam całą resztę dnia. Zbyt dużo wrażeń, bólu i emocji, aby tak po prostu ruszył przed siebie. Dopiero wczesnym rankiem następnego dnia kontynuował swoją podróż. Niezadowolony z faktu, że musiał odżałować tyle pieniędzy, które trafiły do kiesy karczmarza z perfidną mordą.

Kotołak podróżował uparcie, jednak powoli. Starał się nie zatrzymywać w karczmach, wiązało się to z wydatkiem pieniędzy, oraz zdecydowanie nieprzyjemnymi spojrzeniami bywalców. Nie chcąc ryzykować, ani wydawać pieniędzy zaglądał do nich tylko wtedy, gdy musiał. Stąd też często schodził z traktu w poszukiwaniu jedzenia, aby móc ominąć kolejny śmierdzący alkoholem przybytek. Jego drogę dodatkowo opóźniał fakt, że poszukiwał ziół, czy innych specyfików, które wspomogłyby gojenie się jego ręki, udało sporządzić mu się prosty, zapewne też nieszczególnie pomocny okład. Zawsze jednak było to lepsze niż nic.

Kolejne dni mijały na monotonnej podróży, Xariel wędrował niczym duch, niemal z nikim nie rozmawiał, unikał zadawania się z kimkolwiek jeśli nie było to konieczne. Gdy napotykał większe grupy ludzi schodził z traktu w celu ominięcia ich. Spowalniało to jeszcze bardziej jego podróż, jednak zmniejszało wszelkie ryzyko. Wiele można było spotkać osób, których nie cieszył widok kotołaka, zwłaszcza poza miastami. Więc w ten sposób, nadkładając czasami drogi szedł przed siebie.

Niewielka ilość zapasów, jakie miał w swojej sakwie skończyła się błyskawicznie, pozostawiając go jedynie na łasce tego, co kupi lub znajdzie. Podróż do Morinhtaru była uciążliwa bez prowiantu, oraz stosunkowo długa. Ręka goiła się powoli, jednak rana sprawiała, że podróżował jeszcze wolniej. Posługiwanie się jedynie jedną ręką było uciążliwe i irytujące. Po pierwszych dniach, gdy obrażenia nieco się podgoiły Xariel zaczął podejmować próby poruszania dłonią, czy zginania palców. Liczył na to, że jego ręka wróci do dawnego stanu, jednak zdawał sobie również sprawę z faktu, że nie jest to pewne. Mógł jedynie pokładać nadzieję w umiejętnościach świetlika i własne szczęście. Szczególnie w tym drugim.

Gdy ujrzał jaskinię wiodącą do Morinhtaru minął już ponad tydzień od rozpoczęcia przez niego podróży. Zmęczony, nieco obolały marzył o odpoczynku. Jednocześnie jednak, jego umysł był już dużo czystszy. Zaczęło do niego docierać, że przydzielone mu zadanie jest abstrakcją, idiotycznym wymysłem. Nie mógł rozszyfrować, czy miał to być jakiś test, czy ta chmura magii po prostu kompletnie nie miała pojęcia gdzie go wysyła. Wyobrażał sobie siebie, który wchodzi do Akademii, wita się z wszystkimi i stwierdza, że chciałby do nich dołączyć. To nie miało sensu.

Xariel przystanął na chwilę, wpatrywał się w groźnie widniejące wejście do miasta. Czy chciał tam wejść, podjąć beznadziejną próbę dostania się do Akademii, spędzić w środku lata lawirując pomiędzy możnymi pogrążony w spiskach? Sam nie potrafił na to odpowiedzieć, czuł się, jakby jego niewyraźna próba odpowiedzi na to pytanie była spychana na bok. Westchnął, po czym kontynuował swoją podróż. Od jej celu dzieliło go przecież zaledwie kilkaset kroków.

Zmęczony, zapewne brudny i lekko obdarty zawitał do bram miasta. Strażnicy raczej nie będą na niego przychylnie patrzeć. Wpuszczą go? Mogło się okazać, że już teraz trafi na barierę nie do przejścia, w postaci zamkniętych wrót do miasta. Stanął przed nimi, czekając na jakąś reakcję.

Wróć do „Morinhtar”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 23 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 22 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Kerreos
Liczba postów: 52308
Liczba tematów: 2980
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.