"Pod Wroną i Karoszem" - pokój II

Miasto to, nazywane przez ludzi Rebelią, jest miastem podziemnym. Mieszka tutaj procentowo najwięcej ras humanoidalnych nie będących ludzkimi. Mieszkańcy Morinhtaru z zasady negatywnie nastawieni do odwiedzających, podróżnych i wszystkich innych gości, żyją w swoim zamkniętym towarzystwie.
Awatar użytkownika
Nikol
Posty: 467
Rejestracja: 23 kwie 2011, 21:21
Lokalizacja postaci: Komnaty rektora
Karta Postaci: viewtopic.php?t=477

"Pod Wroną i Karoszem" - pokój II

16 mar 2012, 16:21

Pokoje dwuosobowe w karczmach nie były wcale rzadkością. Często były one nawet wieloosobowe, dosłownie i w przenośni, jako że gromadziły podróżników różnej maści, rasy, wieku czy płci, nierzadko obcych sobie. Tak działo się w tanich domach zajezdnych, noclegowniach i w spelunkach o wątpliwej reputacji. Ale Karczma "Pod Wroną i Karoszem" nie była zwykłą oberżą czy meliną. To była czysta, dobrze utrzymana gospoda, oferująca pokoje jedno– i dwuosobowe. Co więcej – znalazła się wśród nich sypialnia małżeńska.
Nie różniła się ona wielce od pozostałych pokoi. Nieco większa, by móc pomieścić dwuosobowe łóżko zaścielone czystą, pachnącą krochmalem pościelą. Dwa okna, ozdobione ołowianymi kratkami wychodziły na ulicę i były od niej dyskretnie przysłonięte zwiewnymi zasłonkami. Ponadto kołki przy drzwiach służące za wieszak, stół, dwa krzesła, komoda, na której postawiono miskę i dzban z wodą. Wszystko wykonane precyzyjnie, z dobrego drewna. Jak przystało na schludną karczmę magicznego miasta.

Wspiąwszy się po schodach na piętro, przy odprowadzającym wzroku pozostałych gości, Nikol stanęła w korytarzu, kierując się do uchylonych drzwi. Kiedy weszli, wetknęła klucz w zamek i przekręciła z charakterystycznym brzękiem. Odłożywszy go na stół, zdjęła płaszcz i powiesiła go niedbale na kołku. Dopiero potem poświęciła wnętrzu więcej uwagi, krzywiąc się na widok pedantycznie złożonych ręczników.
– Jakie tu wszystko…idealne – mruknęła.
Łuk i kołczan oparła o ścianę, z daleka od wejścia i podeszła do okna, lekko rozchylając zasłonkę. Spojrzała na ulice oświetlone bladym, zimnym, niebieskawym światłem. Choć miasto i jego mieszkańcy byli cholernie tajemniczy, Nikol mogłoby się tu spodobać. Z prostego względu, jakim był brak słońca. Tak, zdecydowanie z tego właśnie względu.
Obserwowała pojedynczych przechodniów wałęsających się po okolicy. Oblizała wargi. Musiała tej nocy zapolować. Wiązało się to z ogromnym ryzykiem. Nie mogła przecież zabrać ze sobą Hadaretha i Elathorna. No, Had jeszcze by uszedł. Sam był swego rodzaju łowcą i nie przysporzyłby kłopotów. Długowieczny zaś zwracał na siebie uwagę, ale czy nie przydałaby mu się lekcja nim stanie się tym, kim zostać pragnął? Zmarszczyła lekko smukłe, ciemne brwi podobne do skrzydeł jaskółki.
– Jak ci się podoba w Morinthar? – przerwała ciszę ogarniającą pokój. – Wybacz, jeśli zawiodłam cię celem tej wycieczki. Miło jednak jest widzieć ciebie po tak długim czasie – dodała, by rozluźnić nieco spiętą atmosferę.
Przysiadła na parapecie, spoglądając to na Hada, to za okno. Wyglądała inaczej, niż przed laty. Była jakby wyższa i bardziej blada, choć to akurat mogło być optycznym złudzeniem wynikającym z głębokiej czerni stroju jeździeckiego, jaki nosiła. Włosy przypominały kolorem krucze pióra, jakie wplatała ongiś we włosy, a rysy twarzy wyszlachetniały. Była kobietą, a nie dzikim wystraszonym dziewczęciem z lasu. I to zniewalająco piękną kobietą.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3821
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

06 wrz 2012, 16:38

MG
Dotknięcie amuletu przez byłą królową Autonomii nie uszło uwadze niskiego człowieczka mieniącego się mianem Protektora. Na jego twarzy dosłownie na ułamek sekundy pojawiło się dziwnego rodzaju pożądanie, jakby wiedział on, jaką moc skrywa w sobie Nikol. Energia Nicości była ewenementem w tym Spektrum. Wielu magów dałoby sobie wiele odciąć, aby choćby zobaczyć ją w akcji, nie mówiąc już o możliwości zbadania jej struktury. Strach pomyśleć, co doświadczony mag mógłby zrobić z użyciem tej bezkresnej mocy. Ta młódka, która w swoim krótkim życiu zdążyła już zostać przemienioną w wampira i rządzić całym krajem w jakiś sposób dokonała tego, co dawno już zostało uznane za niewykonalne. Miała wielki potencjał… a Protektor wprost uwielbiał utalentowaną młodzież. Na jego twarzy wykwitł kpiący uśmieszek. Hadaret zamierzał sam pokonać Drejmiana…? Dobre sobie. Przynajmniej Nikol, wbrew woli swego „męża”, postanowiła mu towarzyszyć. Do zadania, jakim obdarzył trójkę spiskowców Protektor potrzebna była zgrana, współpracująca ekipa. Jeżeli jedno ogniwo już na starcie postanowiło pracować samotnie, cóż… szansa na powodzenie akcji drastycznie spadła. Mag nie skomentował ostatnich słów Tematrigauikana, choć zbierało mu się na pogardliwe prychnięcie. Wszystko zostało już wyjaśnione. Pionki rozstawione, gra się rozpoczęła.
- Nareszcie. Mądra decyzja - rzekł w kierunku oddalającej się dwójki śmiałków, przenosząc wzrok na ciągle znajdującego się w pomieszczeniu, niepewnego Elathorna. Protektor przestąpił kilka kroków, po czym położył rękę na ramieniu ambasadora. Był z siebie dumny. Doskonale to rozegrał, dokładnie tak, jak planował. Upiekł kilka pieczeni na jednym ogniu i to prawie bez użycia magii wobec swoich rozmówców. - Widzisz, drogi Elathornie… Kłamałem. - Nie zwracając uwagi na reakcję niebieskowłosego maga, człowieczek kontynuował, przenosząc dłoń na głowę swojego rozmówcy. Umysł Elathorna został nagle zaatakowany tysiącem konfundujących obrazów. Kolejne słowa dochodziły do niego jak przez mgłę. Zaklęcie cwanego czarodzieja było niezwykle potężne, nie do złamania. - Jestem rektorem Akademii, a tak się składa, że jesteś w posiadaniu przedmiotu, który bardzo nam się przyda - to mówiąc, Protektor chwycił oburącz przednią część szaty zdrajcy i uśmiechnął się obleśnie. Draennwar mógł poczuć potężne wibracje magiczne rozchodzące się od oszusta o gładkiej mowie. Po chwili obaj mężczyźni zniknęli w obłoczku jasnej pary.

Elathornie, nie dotarłeś do końca sesji mimo, że dałem Ci kilka miesięcy na odpisanie. Twoja postać dostaje ode mnie z/t.
Sesja zakończona. Wreszcie.
Nikol – 20PCh;
Hadaret – 16PCh.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3821
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

13 lip 2014, 22:55

MG

Chwilę przed wejściem do pokoju Mauno zatrzymał Elten. Nie chciał, aby wchodziła do niego pierwsza, a sądząc po tym, co dotychczas spotkało parę w Morinhtarze tego typu środki ostrożności nie wydawały się przesadzone. Najwyraźniej jednak oględziny nie wykazały obecności żadnych pułapek czy kolejnych, pustych w środku, jakimś cudem przemawiających szat. Gdy najada przekroczyła próg, zobaczyła siedzącego na zydlu Mauna rozkładającego pozostałe im zapasy na stole. Nie było tego wiele – jakieś suszone mięso, nieco pieczywa, stary, żółty ser i trochę aldhalskiej papki z wędzonych ryb. Mężczyzna odciął sobie kawałek chleba i przesmarował go pastą, po czym usiadł na zydlu.

- Zażądał jak za królewski pokój - wydusił wreszcie. - Zna też nasze imiona, bo glejtu chciał - dodał, patrząc mimowolnie na podwójne łóżko zajmujące większą część izby. - Mnie nie pytaj - rzekł, wiedząc, że taki dobór pokoju siłą rzeczy zbliży ich do siebie bardziej, niż jakakolwiek noc w głuszy. – Sam zasugerował tę izbę, głupio byłoby odmawiać, skoro jesteśmy razem - skwitował z przekąsem, opuściwszy wzrok i z zapałem zabierając się za swoją pajdę chleba.

- No dobra, ale co my tu mamy. Mnóstwo nieludzi, gadające szaty, zamknięty dom Drejmiana i w sumie to wszystko - prawił między kęsami, próbując podsumować osiągnięcia dnia dzisiejszego. - Kiesa coraz szczuplejsza, a jeżeli nikt inny nas nie przyjmie, to długo tutaj nie zabawimy - przyznał, jednoznacznie potwierdzając obawy Elten o kurczących się zasobach pieniężnych ich dwuosobowej grupki. - Będę musiał znaleźć jakąś robotę, a wypadałoby też siedzieć pod chatą naszego przyjaciela i czekać na jego powrót. Może nawinie się ktoś inny, kto będzie chciał pomóc. Byle nie jakiś pies Akade… - przerwał, słysząc pukanie do drzwi. Uniósł rękę, nakazując najadzie absolutną ciszę. Sam powoli przesunął się w kierunku wejścia, starając się usilnie, aby w ogóle nie było go słychać. Wreszcie jednym susem dopadł do drzwi i otworzył je na całą szerokość, jednak za nimi… nie stał zupełnie nikt. Izbę owionął jedynie samotny powiew wiatru. Szybkie rozejrzenie się po korytarzu pozwoliło ocenić, że ktokolwiek pokusił się o taki żarcik, dawno już uciekł.

Zirytowany Mauno zatrzasnął drzwi i byłby wrócił do przerwanego posiłku, gdyby nie pewna przytłaczająca świadomość. W Rebelii nic nie działo się bez przyczyny, a wiedział o tym każdy, kto zawitał tutaj choćby raz.

- Poczułaś… cokolwiek? - zapytał weteran Elten. - Chodzi mi o jakąś magię. Może znowu coś przypadkowo robisz? - zasugerował, pokazując, jak bardzo nie zna się na czarach. Po prawdzie białowłosa ani nie poczuła ani też nie zauważyła niczego, co kazałoby jej sądzić, że ponownie ujawniają się jej dziwaczne moce, a jej umiejętności wykrywania obcej magii były jeszcze w powijakach i nijak nie potrafiła stwierdzić, czy ktoś przypadkiem nie rzucił tutaj zaklęcia.

Awatar użytkownika
Elten
Posty: 507
Rejestracja: 05 mar 2011, 17:45
Lokalizacja postaci: Gabinet
GG: 6761131
Karta Postaci: viewtopic.php?t=228

16 lip 2014, 11:04

Zanim weszli do pokoju, Mauno ją zatrzymał. To zrozumiałe, odkąd przybyli do Morinhtaru, działy się same dziwne rzeczy: najpierw gadająca szata, potem ta plama krwi w karczmie. Ona sama była nieco zaniepokojona całą tą sytuacją i czuła się winna, choć tak naprawdę to weteran zaproponował tę podróż. Prawdę mówiąc, gdyby nie on, to sama na żaden sensowny pomysł by nie wpadła. Pewnie ruszyłaby do Lasu Zachodniego, celem odszukania największego siedliska swoich sióstr. Ale z drugiej strony, ona żyła już cywilizacją. Czułaby się ograniczona leśnym życiem najad, tymi wszystkimi zwiewnymi fatałaszkami, chodzeniem na boso i spędzaniem całych tygodni w wodzie. Nie, w tej chwili była bardziej człowiekiem, niż częścią białowłosej społeczności.

Co poradzisz, nie mieliśmy innego wyboru. No bo co, mieliśmy się włamać do starej posiadłości Drejmiana? A gdyby się okazało, że ma ona nowych właścicieli, którzy nie są specjalnie zadowoleni z faktu, że ktoś wtargnął na ich prywatny teren? Poza tym taka próba z pewnością zwróciłaby uwagę strażników, a ci i tak mają nas na oku – powiedziała, patrząc teraz na podwójne łóżko, będące główną częścią pokoju. Absolutnie nie była zdziwiona, prawdę mówiąc sama się o to prosiła, kiedy skłamała przy bramie. Z drugiej strony, nie planowała narzekać. Taki obrót spraw nawet jej się podobał.

Przepraszam, to moja wina. Utrzymujesz mnie już od dłuższego czasu, a ja tak naprawdę nie potrafię robić nic lukratywnego, poza graniem na lutni, co w Morinhtarze niekoniecznie musi się spodobać. Może jakąś miejscową szlachciankę zainteresowałabym swoimi umiejętnościami. Obawiam się tylko, że morinhtarska arystokracja to głównie magowie z Akademii. To znaczy, tak mi się wydaje – urwała. Uznała, dużo mówi, a jest głodna, dlatego sięgnęła po kawałek suszonego mięsa i również odkroiła sobie kromkę chleba. Nie miała ochoty na ryby, za bardzo kojarzyły jej się z Aldhalem, a więc i jej magicznym "wypadkiem".

W momencie, gdy Mauno zerwał się z siedzenia tylko po to, by zobaczyć, czy nie ma kogoś za drzwiami, pomyślała, że to, co robi, to lekka paranoja, bowiem nie usłyszała ani nie poczuła niczego, co mogłoby ich w jakiś sposób przestraszyć czy dać im do myślenia.
Nie, nic nie poczułam, ani nic sama nie zrobiłam, bo zazwyczaj, gdy nieświadomie używam magii, to natychmiast tracę przytomność, albo jest to uprzedzone przez sny. Zresztą, sam widziałeś, co się działo w karczmie w Nalin – powiedziała, próbując tak naprawdę usprawiedliwić coś, czego nie zrobiła. – Spokojnie, może jesteś po prostu zbyt zmęczony i zdenerwowany – starała się uspokoić nauczyciela Elten i miała nadzieję, że nie bezskutecznie.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3821
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

17 lip 2014, 00:48

MG

Towarzysz Elten przez chwilę nie mówił kompletnie nic, zajmując się zamiast tego swoim posiłkiem. Trawił zarówno jadło, jak i słowa Elten oraz wszelkie wydarzenia mijającego dnia. Przez pewien czas starał się wypatrzeć w pokoju coś, czego najwyraźniej w nim nie było. Mauno dokładnie zlustrował ściany, meble, sprzęty i okna, jednak najwyraźniej oględziny te nie wykazały niczego wartego uwagi, bowiem szybko ich zaniechał. Skończył jeść i usiadł na skraju łóżka, zabierając się w milczeniu do zdejmowania części noszonego przez siebie ekwipunku. Z tego, co wiedziała Elten, Mauno nie robił tego już o dłuższego czasu – przynajmniej nie w pełni. W głuszy nie można było sobie pozwolić na brak gotowości poza momentami, w których brało się kąpiel w strumyku – a i wtedy warto było mieć kogoś, kto pilnował pleców, nie przywiązując do nich przy tym nadmiernej uwagi.

Weteran oczepił swój nietypowy, podbity kolczugą płaszcz, składając go następnie w miarę możliwości i wieszając na krześle. Po chwili namysłu rozpasał się i do płaszcza dołączył również jego osławiony tasak w pochwie. Dalej poszły dwa pokrowce – jeden z dziwaczną kuszą Mauna, drugi z amunicją do niej. Na końcu zdjął swój skośny pas z nożami. Trzeba było przyznać, że wyposażony był jak na wojnę. Najada nie po raz pierwszy i nie po raz ostatni mogła zdziwić się ilością noszonego przez jej mentora sprzętu. Wszystko to wydawało się niesamowicie ciężkie, a mimo tego Mauno nigdy nie narzekał i nie ociągał się. Zupełnie, jakby nie robiło mu to żadnego problemu. Na koniec został tylko skórzany pancerz, z którego weteran wydobywał się najdłużej. Zdjął wzmocniony, sztywny napierśnik, pozdejmował też nagolenniki, pas z taszkami chroniącymi jego krocze oraz karwasze. Gdzieś w międzyczasie zdjął buty. Został w gaciach, szarawej koszuli spodniej sięgającej mu prawie do kolan i przywiązanych do niej nogawicach.

Nie był to dla Elten widok nowy. Często bywało tak, że Mauno paradował po swoim domu w podobnym stroju. Wielu biedniejszych mieszkańców Autonomii Wolenvain miało jedynie taki zestaw. W ten sposób pracowano na polu, w kuźni, w stolarni i w alkowie (choć tam zwykle poza koszulą i nogawicami nie miało się na sobie nic więcej). Tak odjuczony mężczyzna uwalił się na łoże, wzdychając z ulgą. Patrzył na Elten spod półprzymkniętych powiek.

- Ci, co skończyli Akademię, nie mogą być szlachciurami. Chyba to wiesz – rzekł od niechcenia. - Prawo im zabrania – dodał. – Ale w Rebelii taka burżuazja się z nich zrobiła, że głowa mała - prawił weteran. - Naciski rektora są tak potężne, że to on rozdaje obywatelstwa. Błękitna krew zajmuje się tutaj głównie trzęsieniem dupami. Miasto jest już dawno wykupione i za dużo zrobić nie mogą. Króla nie ma, coby porządek z tym zrobił, a ta rada od siedmiu boleści w ogóle się tym nie interesuje - zaopiniował, wyraźnie dając upust swemu niezadowoleniu związanym z sytuacją w Autonomii. Jako obywatel stolicy niechybnie miał jakieś pojęcie o dworskiej polityce, której arena działań znajdowała się tuż pod jego nosem.

- Muszę sprzedać dom i wyjechać na zachód - zażartował. – Pojechałabyś ze mną? - zapytał retorycznie, po czym ziewnął potężnie.

Awatar użytkownika
Elten
Posty: 507
Rejestracja: 05 mar 2011, 17:45
Lokalizacja postaci: Gabinet
GG: 6761131
Karta Postaci: viewtopic.php?t=228

22 lip 2014, 22:26

Jak Mauno, tak i Elten po prostu zjadła to, co już zaczęła. Wpadła w dziwny nastrój: dziwna mieszanina nostalgii, radości i… Sama nie wiedziała, czego. Jakoś było jej ciepło wewnątrz. Na pewien czas zamilkła. Obserwowała tylko Mauna, absolutnie nie zwracając uwagi na to, czy robi to dyskretnie, czy nie. Weteran nie czynił niczego tak naprawdę fascynującego, jednak najada wpatrywała się w niego jak w obrazek z lekkim uśmiechem. Nie chciało jej się wierzyć, że już tyle czasu minęło od ich pierwszego spotkania. Te dobre parę miesięcy zmieniło ją, jej poglądy, jej uczucia, wszystko. A odkąd weszła do Morinhtaru, poczuła coś, co przypomniało jej przeszłość, a dokładnie Samaela, to ich nieszczęsne uczucie, to wszystko, co się stało, gdy mu zniknęła z oczu i mieli się już nigdy więcej nie spotkać. Nie żałowała tego, prawdę mówiąc, wiele się dzięki temu nauczyła, ale i równie dużo straciła. Teraz w Rebelii znów coś czuła i znów było to ubarwione stresem i niepewnością jutra. Miała tylko szczerą nadzieję, że to wszystko nie skończy się tak samo.

Cały rynsztunek Mauna już dawno przestał ją zadziwiać. To wszystko już nie raz ratowało jej dupsko, oczywiście w rękach odpowiedniej osoby. Kobiecie to nawet imponowało, ale przestała patrzeć na całą sprawę w ten sposób. Zresztą, sama nie potrafiła zidentyfikować tego, co właśnie działo się w jej głowie. Ale o to mogła z powodzeniem obwiniać fakt, że bardzo chciało jej się spać. No właśnie. W tej chwili do niej tak naprawdę dotarło, że będą spać w jednym łóżku. Z jednej strony to nie powinno było jej specjalnie dziwić, w podróży często spali w pobliżu siebie, ale… To nigdy nie miało takiego podtekstu, jak teraz. Cholera, nieźle.

- To zależałoby od tego, jak dobrym byłbyś narzeczonym – powiedziała i uśmiechnęła się jeszcze szerzej.

Cóż jej pozostało. Sama powinna była pozbyć się części swojego odzienia. Oczywiście zaczęła od tej nieszczęsnej szaty. Zrzuciła kaptur, a potem resztę materiału i rzuciła to na oparcie krzesła. Od razu poczuła się lepiej. Potem zajęła się lutnią i mieczem, które oparła o komodę, żeby wreszcie zdjąć przeszywanicę i uwolnić się z "objęć" gorsetu, który prawdę mówiąc, nie był zapięty aż tak mocno. Nie lubiła go zaciskać aż do utraty oddechu, tak robiły kobiety wysokiego urodzenia, a ona oficjalnie była tylko dzikuską z lasu. I narzeczoną weterana, hehe. Zdjęła więc to wszystko, pozostawiając jedynie swoją spraną już, ale nadal przyjemną w dotyku, szarą koszulę, której sznurek był zawiązany na małą kokardkę, coś, co zakrywało strefy intymne, a przypominało nieco gacie, tyle, że w wersji damskiej i nogawiczki z cienkiego materiału. Spojrzała potem na swój instrument muzyczny i wzięła go do rąk i gdyby ktoś się uważniej przyjrzał jej ruchom, dostrzegłby, że zrobiła to z niezwykłą delikatnością i wyczuciem, jakby to nie był drewniany sprzęt, a niemowlę.

- Zagrać Ci coś? Dawno nic z nią nie robiłam – zapytała towarzysza, nawet nie próbując odpowiadać na to wszystko, co powiedział o magach, akademii i szlachcie. Już nie była w nastroju na takie tematy.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3821
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

28 lip 2014, 02:11

MG

Spojrzenie Mauna krążyło pomiędzy taktownie obserwowanymi przezeń ścianami pomieszczenia a tym, co pokazywała przed nim pozbywająca się części przyodziewku Elten. Z pewnością spodziewał się takiego obrotu spraw, ale nadal nie wiedział do końca, jak ma się zachować. Przecież śpiąc z nią w jednym pokoju nie raz i nie dwa zostanie jeszcze wystawiony na tego typu widoki, a przydałoby się przecież patrzeć na swojego rozmówcę – bo z konwersacji najada niewątpliwie zrezygnować nie zamierzała. Wreszcie weteran podjął jakąś decyzję i zdecydował się patrzeć głównie w jej oczy (przynajmniej wtedy, gdy i ona patrzyła na niego). Oczywiście nie wychodziło mu to zbyt dobrze, co dziewczyna z wprawą wychwyciła. Nieraz już patrzono na nią takim wzrokiem, nawet, gdy była ubrana całkiem normalnie. W przeszłości zdarzało się to nawet jej mentorowi, za co nie można byłoby go winić. Każdy mężczyzna zareagowałby podobnie, a białowłosa nie była już aż tak młoda, żeby ją to peszyło.

Na propozycję zagrania czegoś na lutni Mauno jedynie przytaknął. Widać było, że odpręża się coraz bardziej, a świadomość niepokojących wydarzeń mijającego dnia przestawała uciskać jego myśli. Muzyka mogła sprowadzić na jego duszę jedynie jeszcze większy spokój. Odrzucił względy bezpieczeństwa, poddając się nastrojowi chwili i po prostu przyzwalając swojej towarzyszce na wydobycie dźwięków z jej instrumentu. Owszem, otaczały ich dziwne, niewytłumaczalne zjawiska, ale generalnie nie wydarzyło się nic złego. Do niepokojących odgłosów i gadających szat można się było przyzwyczaić… A tak przynajmniej wmówił sobie Mauno, którego ciało powoli opuszczało całe nagromadzone przez wizytę w Morinhtarze napięcie. Cóż – prawie całe.

Obserwowanie w półmroku gładkich ruchów pozostałej w samej bieliźnie najady potęgowało w nim napięcie innego typu, choć, jako doświadczony w tych sprawach mężczyzna, nie dał po sobie tego poznać. Elten mogła wyczuć, że nastawienie jej mentora stało się jeszcze nieco bardziej serdeczne i to w zasadzie wszystko. W jego wzroku nie było lubieżności, nie ślizgał się po niej i nie pożerał jej, a raczej podziwiał i z lubością powoli chłonął – jak niemal zawsze. Co jak co, ale Mauno nie był znany ze skłonności do pośpiechu w jakiejkolwiek sprawie, a tutaj nawet owa sprawa nie była do końca jasna. Pozwolił jej grać.

Awatar użytkownika
Elten
Posty: 507
Rejestracja: 05 mar 2011, 17:45
Lokalizacja postaci: Gabinet
GG: 6761131
Karta Postaci: viewtopic.php?t=228

02 sie 2014, 22:57

Muzyka

Skoro pozwolił, to to robiła. W czasie, gdy przebywała w posiadłości Mauno, często ćwiczyła palce, choćby dla własnej przyjemności, poza tym nabyła doświadczenia, gdy grała wraz z Lorii, Ronem i Knurem na statku o stałej trasie Lokent – Aldhal. Można było z powodzeniem powiedzieć, że jest całkiem niezła w swoim fachu. Najpierw sprawdziła strojenie, które może nie było w tej chwili idealne, jednak dźwięki instrumentu nie odbiegały specjalnie od tych, które powinien wydawać w jej mniemaniu. Później rozpoczęła niewinnie: kilka dźwięków, które powoli zaczęły się przeradzać w złożoną melodię.

Robiąc to, co robiła, czuła się w swoim żywiole. Owszem, kochała walkę, miecz i treningi, ale dopiero muzyka wyzwalała jej prawdziwą osobowość. No i lubiła skupiać na sobie słuch i wzrok towarzystwa nie samym wyglądem, ale też umiejętnościami. Prawdę mówiąc, nie było to do końca bezpieczne podejście, jednak z drugiej strony w tej chwili jedynie weteran stanowił jedynego słuchacza, dlatego mogła z czystym sercem robić swoje.

Po trzech minutach skończyła: zmęczenie zaczynało dawać się jej we znaki i mimo faktu, że bardzo chciała nadal grać, to jej zmaltretowane podróżą ciało bardzo chciało położyć się na łóżku. No i, wiadomo, nastrój zrobił swoje. Zrelaksowała się nieco po wszystkim, co się do tej pory wydarzyło w Morinhtarze. Tak naprawdę to głównie wojownik panikował, ona była mniej doświadczona i obyta w świecie, a więc nie do końca świadoma zagrożeń, które mogą na nich czyhać w tym mieście. W każdej chwili mogła stać się obiektem badań jakiegoś nie do końca zdrowego na umyśle maga, a takich wszędzie wokół było pełno. W końcu najada poza Lasem Zachodnim nie była codziennym widokiem, a nikt o zdrowych zmysłach nie wlazłby niepotrzebnie do Neandiotu – prędzej czy później zgubiłby się, zanim spotkałby choć elfa, których siostry Elten szczególnie upodobały sobie na ojców ich dzieci. No ale z drugiej strony czymże wyjątkowym była najada? Zwykła, elfopodobna rasa. Nic specjalnego.

Odłożyła zatem lutnię tam, gdzie położyła ją wcześniej i położyła się obok Mauno. Z początku czuła się nieco dziwnie i niepewnie, jednak ciepło i woń weterana były jej doskonale znane. Pozwoliła sobie na położenie głowy na jego torsie, ot, jakoś w ten sposób było jej… bezpieczniej? A już na pewno cieplej. Nie dała mu nawet czasu na jakikolwiek protest – robiła to, co podpowiadał jej obecnie mózg. Czuła się dobrze i miło.

– Co będzie, kiedy to wszystko się już skończy? – zapytała, ciekawa jego zdania na ten temat. W końcu przyszli tu tylko albo aż po to, by białogłowa nauczyła się panować nad swymi mocami. Jeżeli nic by im się w tym czasie złego nie wydarzyło, mogliby pójść dalej. Nawet nie dopuściła do siebie myśli, że mieliby podróżować osobno, ot, przyzwyczaiła się do (wcale nie aż tak) starego, dobrego, czasem zrzędliwego nauczyciela. No i od pewnego czasu zaczęła postrzegać go zupełnie inaczej, niż na początku.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3821
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

10 sie 2014, 18:43

MG

Widząc podchodzącą do łóżka najadę Mauno przekręcił głowę na bok, tak, aby nie stracić jej z oczu. Ruch ten był ostrożny, jakby obawiał się, że ją spłoszy dziewoję, co, oczywiście, nie mogło się wydarzyć. Ta zaś wkrótce legła obok niego, a cisza, jaka zapanowała po tym, jak Elten przerwała swoją grę, stała się jeszcze bardziej wymowna. Białowłosa musiała przyznać, że dłoń jej zadrżała. Mężczyzna, na którego torsie wspomniana rączka teraz leżała, spostrzegł to i spokojnym ruchem ujął ją. I nic więcej.

Ten drobny gest ze strony Elten wystarczył, aby z głowy Mauno wyleciała większość myśli. Znane każdemu, kto był w podobnej sytuacji uczucie niechybnie i jego wzięło w swe posiadanie, zostawiając weterana gdzieś na granicy świadomości, upojonego chwilą. W jego postępowaniu brakowało typowej dla wielu mężczyzn pewności siebie i stanowczości, ale mimo tego było przyjemne dla obu stron. Nie był pod tym względem znacząco różny od leżącej obok niego kobiety. Zgodnie z tym, co o nim wiedziała, los już dawno nie postawił go przed podobnym wyzwaniem. Sprawiło to, że zachowywał się niczym młody chłopak, zafascynowany tym, co właśnie dzieje się wokół niego. Dawno nieuwalniane w takiej ilości hormony sprawiły, że stan Mauna przypominał stan po zażyciu lekkiego narkotyku. Napawał się obecnością Elten i chciał, aby trwało to jak najdłużej.

- Poważnie myślę o powrocie do starego życia – odpowiedział wreszcie, spoglądając na najadę oczami o nienaturalnie powiększonych źrenicach. - Sprzedaż domu mogłaby sfinansować dalsze podróże. Chętnie odwiedziłbym twoją ojczyznę, a wrócić zawsze można. W końcu nadal jestem obywatelem stolicy - rzekł prześmiewczo, przesadnie akcentując dwa ostatnie słowa. Jego głos chrypiał jakby, skrzypiąc i zmuszając do robienia dłuższych pauz. - Zbrzydło mi spokojne życie - powiedział po chwili, oddając hołd nieświadomym staraniom Elten o przywrócenie jego duszy dawnego ognia. Oblizał wargi.

- Pokazałaś mi, że nie muszę siedzieć w jednym miejscu aż do śmierci. Dziękuję - szepnął, nieco śmielej gładząc dłoń Elten. Niewypowiedziane pytanie zawisło pomiędzy nimi, a nie zanosiło się, aby Mauno odpowiedział na nie jakimś czynem. Dalszy rozwój sytuacji leżał więc wyłącznie w gestii najady.

Awatar użytkownika
Elten
Posty: 507
Rejestracja: 05 mar 2011, 17:45
Lokalizacja postaci: Gabinet
GG: 6761131
Karta Postaci: viewtopic.php?t=228

11 sie 2014, 18:38

Puls najady lekko przyspieszył i zrobiło jej się ciepło, bowiem, jak jej się wydawało, sytuacja zmierzała w takim kierunku, o jakim wiedziała tylko w teorii. Jak to się stało, że przez te wszystkie lata żaden mężczyzna nie był w stanie dostać od Elten tego, czego pragnęło wielu? Przypadek? Wybredność najady? A może jej strach i nieufność wobec niemal wszystkich, którzy ją otaczali? Samael był pierwszym mężczyzną, którego pokochała, ale nigdy nie ufała mu bezgranicznie. Ten romans był burzliwy, zaczął się szybko i równie prędko skończył. Mauno natomiast był osobą godną zaufania. Równie mocno wierzyła tylko siostrze w dawnych czasach. Wierzyła… Nie. Wiedziała, że weteran jej nie skrzywdzi, dlatego postanowiła dać ponieść się emocjom.

Czuła jego dotyk na dłoni. Gdy ją gładził, uśmiech sam wcisnął się kobiecie na usta. Było jej miło, bezpiecznie. Nie do końca wiedziała, co ma robić. Póki co powiedziała:
- Neandiot… – urwała, nie chcąc psuć nastroju, bowiem podróż w rodzinne strony nie stanowiła szczytu jej marzeń. Ta społeczność miała dziwne zwyczaje, w niektórych przypadkach kłócące się z jej obecnymi poglądami. Wszyscy tam ślepo wierzyli w Ourelię, żyli w duchu jej kultu. Gdyby zdradziła się ze swoją pogardą dla Pani Mórz, kto wie, jakby została potraktowana, a przecież każdy żołnierz dupa, kiedy wrogów kupa: nawet Mauno mógłby jej wówczas nie uratować. Poza tym, nikt by jej tam przecież nie poznał. Tylko jej oczy pozostały takie same. Może matka zorientowałaby się, że ta tajemnicza najada z zewnątrz to Vitae. Ta sama, blond włosa, krnąbrna Vitae.

- Nie, to ja dziękuję. Za wszystko – urwała, bo nie było sensu wymieniać wszystkich rzeczy, za które była mu wdzięczna. Podniosła się tylko nieco i pocałowała go delikatnie w usta raz, a potem kolejny i następny. Oczekiwała na to, co też on uczyni. Serce waliło jej jak szalone.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3821
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

13 sie 2014, 05:47

MG

Było mokro. Mauno odwzajemnił pocałunki Elten, a choć z początku robił to dość nieśmiało, szybko się rozkręcił. Jego kończyny górne okazały się cierpieć na nieuleczalny syndrom wędrujących rączek – podobnie jak w przypadku większości osobników jego płci w podobnej sytuacji. Obłapił więc najadę tam, gdzie tylko zdołał ją obłapić, przysuwając jej ciało do swojego i przytulając mocno. Jedną dłonią wkradł się pod jej długie włosy, dotykając karku i uszu. Przerwał na chwilę, tylko po to, aby pochłonąć ją swoimi roziskrzonymi z radości oczami. Wyglądało na to, że całkowicie dał się ponieść nastrojowi, choć słynął raczej z zachowania dokładnie odwrotnego. Łatwo było to wszystko spieprzyć, ale na szczęście żadne z nich najwyraźniej nie myślało zbyt wiele. W takich sytuacjach przepełniona głowa mogła jedynie zaszkodzić.

Pieścił ją niespiesznie i nienatarczywie, jakby kompletnie nie dążył do kulminacji całego łóżkowego zajścia. Czuć było, że szanuje ciało Elten i nie zrobi niczego, na co ta nie byłaby gotowa. Był zresztą doświadczonym, cierpliwym mężczyzną, który nie musiał sobie niczego udowadniać. Co oczywiste, ten szczyt został przez niego zdobyty już parę ładnych lat temu i pośpiech nie był konieczny. Zdecydowanie to białowłosa była tutaj na wygranej pozycji i mogła zrobić z Maunem cokolwiek chciała. Wszystko rozkręcało się dość powoli, choć dla nich czas przestał mieć jakiekolwiek znaczenie. To, co robili, było przyjemne samo w sobie i nie musiało prowadzić do niczego więcej. Był to pierwszy raz, w którym życie postawiło ich oboje w takiej sytuacji, a jej rozwój należał tylko do nich. Co ważne jednak, to mężczyzna był w tym względzie raczej pasywny. Wyglądało na to, że odpowiada mu wszystko, czego zechce najada – czy będzie to chęć poprzestania na tym, co właśnie robili czy też pójścia o krok dalej.

Wróć do „Morinhtar”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 24 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 23 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Kerreos
Liczba postów: 52308
Liczba tematów: 2980
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.