Komnaty rektora

Miasto to, nazywane przez ludzi Rebelią, jest miastem podziemnym. Mieszka tutaj procentowo najwięcej ras humanoidalnych nie będących ludzkimi. Mieszkańcy Morinhtaru z zasady negatywnie nastawieni do odwiedzających, podróżnych i wszystkich innych gości, żyją w swoim zamkniętym towarzystwie.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3773
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Komnaty rektora

20 lis 2012, 12:29

Położony na jednym z wyższych poziomów Akademii kompleks pomieszczeń zbudowanych na wzór drewnianej chatki. Chociaż znajdował się wiele metrów pod ziemią, nieświadomemu tego faktu obserwatorowi przypominał wnętrze schludnego, dwuizbowego domu.

Do prywatnych komnat rektora prowadziło jedno widoczne wejście – niepozorne drzwi znajdujące się na jednym z wielu korytarzy sławetnej szkoły magów Morinhtaru. Mało któremu adeptowi dane było przekroczyć ich próg, bowiem naczelny mag Rebelii nie zwykł spotykać się z uczniami poza swym gabinetem. Wiadomym było, że często przyjmował gości – czy to znamienite osobistości Morinhtaru, czy to swoich kolegów po fachu, ale jego goście nigdy o takich spotkaniach nie opowiadali.


Po przejściu przez drzwi oczom wizytatora ukazywała się przestronna, oświetlona dużymi koszami z węglem bawialnia, której centralną część zajmował prosty, kwadratowy stół z czterema krzesłami. Duży, zbudowany z szarawej cegły kominek bez ustanku ogrzewał pomieszczenie, które dzięki przemyślnie zbudowanemu systemowi wentylacyjnemu zawsze zachowywało przyjemną temperaturę. Kilka znajdujących się w pokoju regałów wypełnionych było równiutko ułożonymi księgami, których tytuły nierzadko wypisane były w obcych językach. Magiczne, umieszczone nad sporą komodą okno ukazywało aktualne warunki pogodowe nad Morinhtarem, za tło przyjmując łąkę z jednym drzewem. Ściany ozdabiały poroża jelenia, łosia i niezidentyfikowanego, dwurogiego zwierzęcia o długich kłach. Na uroczo skrzypiącej podłodze znajdował się dywan z niedźwiedziego futra, dopełniając obrazu drewnianej chatki średniozamożnego uczonego, który od czasu do czasu pałał się myślistwem.


Drzwi po lewej od wejścia prowadziły do przytulnej sypialni. Większą jej część zajmowało podwójne łoże oraz przyległe do niego stoliki nocne. Duże lustro w złotej ramie umieszczone naprzeciw łóżka sprawiało niepokojące wrażenie, jakby ten, kto w nie zagląda, również był obserwowany. Pomieszczenie nie miało okien, zostało za to wyposażone w dużą ilość świec. Podobnie jak w bawialni, ściany, sufit i podłoga sypialni również zbudowane zostały z drewna.


MG

Teleportacja nie należała do łatwych sztuk, szczególnie, jeśli chodzi o zabieranie ze sobą dodatkowego balastu czy… osób. Była królowa, obecnie zaginiona Nikol pojawiła się w samym środku bawialni rektora, lądując plecami na stole. Tuż obok zmaterializował się znany skądinąd mag, mieniący się imieniem Protektora.

- Wybacz - rzekł krótko, ujmując jej talię i z łatwością stawiając na nogi. Nie wyglądał, jakby było mu przykro, ale przynajmniej chciał sprawiać dobre wrażenie. - Wszystko w porządku…? - zapytał i nie czekając na odpowiedź ustawił blaszany czajnik na ciągle płonącym ogniu kominka.

- Nie martw się Drejmianem - rzekł po chwili, oczekując, że Nikol doszła już do siebie. - Nie było go tam już od dłuższego czasu. Narobiliście tyle hałasu, że zdążył zbiec. Nie, nie jestem zaskoczony - prawił, oddychając z wolna. – Dałaś radę. Okazałaś lojalność człowiekowi, którego nie znałaś. Człowiekowi, który cię okłamał - przyznał się bez ogródek. - Nie jestem przeciwnikiem Akademii. Ja nią zarządzam.

Z czajnika buchnęła para. Z komody dosłownie wyleciały elementy niezbędne do zaparzenia herbaty – dwie filiżanki, suszone liście, dwa spodeczki. Protektor nawet na nie nie spojrzał. Umieścił herbatę w naczyniach i zalał. Rozparł się na jednym z krzeseł.

- Jesteś pewnie nieco skonfundowana, królowo – powiedział, pstrykając palcami. Nic się nie wydarzyło. - Daj sobie chwilę czasu, rozgość się. Herbata prosto z Khan'Sal, polecam. – To mówiąc, spojrzał w okno. Śnieżyca miała się w najlepsze, smagając znajdujące się za nim, nieprawdziwe drzewo. Protektor westchnął, chwycił pierwszą z brzegu książkę, których pełno było na stole. Nikol wiedziała, że niski człowieczek przegląda właśnie Invustri, boską Księgę Wiedzy, którą czarnowłosa widziała po raz ostatni po oblężeniu Wolenvain, latem czterysta dziesiątego roku Ery Feniksa. Wtedy wręczono ją niejakiemu Samaelowi… Nie wiadomo, jak znalazła się tutaj, a Protektor przeglądał ją spokojnie, jakby zerkał na tomik wierszy. Co jakiś czas spoglądał na Nikol, zachęcająco podnosząc jedną z rzadkich brwi.

Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Nikol
Posty: 467
Rejestracja: 23 kwie 2011, 21:21
Lokalizacja postaci: Komnaty rektora
Karta Postaci: viewtopic.php?t=477

26 lis 2012, 13:41

Każdy, chodzący po Lewiatanie i szanujący się mag, wiedział, jak trudną sztuką magiczną było zaklęcie teleportacji. Wymagała ona nie tylko dużych nakładów energii, jak również silnej koncentracji. Wystarczyła chwila zawahania lub lekkie wytrącenie z równowagi, by podróżujący w ten sposób znaleźli się w miejscu, w którym nie powinni. A przynajmniej nie dotarli tam, gdzie chcieli. Jednak dla Protektora zadanie było jak bułka z masłem. Nie przejmował się nawet dodatkowym pasażerem. Podróż trwała krótko i – jeśli dotąd Nikol gościła w zimnej jaskini Drejmiana, tak teraz znalazła się…na stole?
Była to pierwsza tego typu "wycieczka" w życiu wampirzycy. Nigdy wcześniej nie miała wątpliwej przyjemności teleportowania się dokądkolwiek. Zaparło jej dech, przez co poczuła nagle zawroty głowy, a nawet nudności. Kiedy świat przestał wirować, wypuściła powietrze z westchnieniem. Kilkakrotnie zamrugała z wolna, by uspokoić się i otrzeźwieć. Wówczas dopiero zauważyła, że znajduje się na stole w dość niekomfortowej pozycji. Szybko jednak została przywrócona do pionu.
Komnata, w jakiej się znalazła, sprawiała wrażenie przytulnej, choć jednocześnie napawała kobietę niepokojem za sprawą ognia, którego blask oświetlał pomieszczenie i zarazem ogrzewał, jednak to akurat nie miało znaczenia dla istoty, która nie odczuwała żadnej temperatury. Omiotła wnętrze pospiesznym, ale spostrzegawczym spojrzeniem. Drewniane ściany ozdobione były porożem oraz innymi trofeami zdobytymi na polowaniach; skromne meble wykonano solidnie, a uwagę przykuwał centralnie ustawiony stół. Półki regałów uginały się od nadmiaru równo poukładanych książek. Pod jedną ze ścian stała komoda z pedantycznie domkniętymi szufladami. Nad nią umieszczone było jedno okno. Na zewnątrz szalała śnieżyca, a wicher miotał pojedynczym drzewem. Nikol zrozumiała, że był to fałszywy krajobraz odzwierciedlający jedynie rzeczywisty stan pogody. Po lewej stronie znajdowały się uchylone drzwi, jednak nie na tyle, by mogła ujrzeć, co się za nimi kryje. Zrobiła krok, czując pod topami coś miękkiego. Było to futro niedźwiedzie pełniące rolę dywanu. Pomieszczenie bardziej przypominało domek leśniczego, aniżeli komnatę potężnego maga. Być może taki był właśnie zamysł Protektora, by nie wzbudzać podejrzeń.
Jego słowa dochodziły do niej z lekkim opóźnieniem. Okazałam lojalność wobec człowieka, który bardziej mi się przyda – parsknęła w myślach, lecz jego wyznanie totalnie zbiło ją tropu. Protektor i tak wydawał się już być wpływową osobą, lecz teraz jego władza i potęga urosły do ogromnych rozmiarów. Nie powstrzymała mimiki twarzy przed okazaniem zdziwienia. Uniosła brwi i szerzej otworzyła oczy. Jeśli Protektor okaże się prawdziwym wrogiem, miał ją podaną na tacy i w obecnym stanie nie mogła mu zagrozić ani zbiec.
Póki co, mężczyzna stwarzał pozory spokoju. Na stole znalazł się komplet do herbaty. Gospodarz pofatygował się jedynie po wrzątek. Gdy zalał używkę, pozwoliła sobie usiąść, pilnując gestów i chcąc ukryć swe osłabienie. Nie potrzebna jej była herbata, tylko krew. Ludzka krew… Czyżby mag był aż tak nieświadomy tego, że wampiry zwykle nie pijają trunków, a już w ogóle nie jedzą? Zaproszenie na herbatę zabrzmiało jak drwina. Mimo to usiadła grzecznie przy stole, zachowując wszelkie maniery.
Przyznaję, że wspaniale się pan tu urządził – powiedziała w końcu.
Mówiąc to, nie patrzyła wcale na komnatę, lecz na trzymaną przez Protektora księgę. Przypominała ją sobie przez mgłę. Czy to nie Elathorn miał ją ostatnio przy sobie?
Choć jak na człowieka i maga tak wysokiej rangi, dość skromnie – dodała, uśmiechając się zdawkowo.
Ujęła uszko filiżanki, lecz nie podniosła naczynia do ust. Wolno obróciła nią na spodku. W komnacie panowała cisza przerywana jedynie trzaskaniem ognia na kominku.
Tak więc znalazłam się tu sama nie bez powodu, prawda? Zręcznie pozbył się pan moich sojuszników. Czemu zawdzięczam ten zaszczyt…Protektorze? Tak mam dalej się do pana zwracać? – Nikol specjalnie utrzymywała oficjalny ton, trzymając się na razie na dystans z zarządcą Akademii. Na chwilę obecną nie wiedziała, jak daleko może się posunąć? Jakie intencje ma wobec niej Protektor i co z tego będzie w stanie ugrać dla siebie? Oraz do jakich metod będzie musiała się uciec?
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3773
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

28 lis 2012, 16:16

MG

Co jak co, ale była królowa Autonomii potrafiła dopasować się do niemal każdej sytuacji. Ścieżka, którą kroczyła na przestrzeni kilku ostatnich lat była na tyle kręta, że Nikol wyrobiła w sobie pewne nawyki. Zdecydowanie – ciężko było ją zaskoczyć. Przeniesienie się z iluzorycznego pokoju Drejmiana do drugiego, równie nietypowego pomieszczenia zdawało się nie robić na niej żadnego wrażenia. Lekko wytrzeszczone oczy, rozbełtana fryzura i ewidentnie pognieciony strój zdradzały jednak, że spotkanie z Protektorem w jego komnatach nie było czymś naturalnym w tej sytuacji. Jedno trzeba było jej przyznać – Nikol trzymała fason. Jej nieśmiały komplement na temat domu rektora Akademii spotkał się z jego uprzejmym uśmiechem.

Mężczyzna nie przerywał lektury, wyglądając obecnie jak człowiek zmęczony po długim dniu pracy. Mimo napięcia, jakie nagle, mimo woli uczestników rozmowy wytworzyło się w powietrzu, Protektor dobrze odgrywał swoją rolę. W spokoju wysłuchał słów swojej nienasyconej towarzyszki. Eks-królowej marzyła się filiżanka pełna krwi, chociaż Drejmian nakarmił ją jakiś czas temu. Cóż, niektórym to nigdy za wiele, prawda?

- Sądzę, że „Protektor” to odpowiednie miano – rzekł, wyciągając herbaciane listki ze swego naczynia. Gołymi rękami. – Jeśli Waszej Królewskiej Mości to nie odpowiada, mogę zmienić alias - mruknął po chwili namysłu, brylując w zakresie dobrych manier. Widocznie nie obchodziło go to, że czarnowłosa abdykowała jakiś czas temu albo był tradycjonalistą, który uważa, że władcą jest się do końca życia. Rektor stopniowo rozpędzał rozmowę, mając na uwadze w domyśle niepewny stan Nikol. - Wracając jednak do poprzedniego pytania… Królowo - powiedział, zamykając Księgę Wiedzy i odkładając ją na stół. - Proszę nie udawać. Oboje wiemy, co skrywasz. – Protektor okazał się być mistrzem przeplatania form, w których zwracał się do wampirzycy. - Pytanie powinno być postawione inaczej. Czego pragniesz najbardziej na świecie? – zapytał bez ogródek. Podniósł filiżankę do ust, siorbnął ostrożnie.

Awatar użytkownika
Nikol
Posty: 467
Rejestracja: 23 kwie 2011, 21:21
Lokalizacja postaci: Komnaty rektora
Karta Postaci: viewtopic.php?t=477

08 gru 2012, 19:54

Zatem – zaczęli prowadzić grę, przypominającą szachy. Każdy ruch pionkiem musiał być przemyślany, jakby szachownica stanowiła dopiero co zamarzniętą taflę jeziora. Póki co oboje mieli komplet figur.
Nikol, mimo że nie patrzyła wprost na Protektora skupiając wzrok na filiżance, wiedziała, że na powrót zaczął przeglądać Invustri. Niby od niechcenia, aby zająć czymś wzrok, gdy mówiła. Żadne ze słów na pewno nie umknęło jego uwadze. Żaden gest, ton głosu. Miała wrażenie, że mag mógłby podać jej liczbę mrugnięć, jakie wykonała od momentu, w jakim zjawiła się w jego…skromnych progach. Być może było to jedynie mylne wrażenie powodowane pragnieniem. Czym jest jeden kielich krwi wobec kilkudniowej głodówki? Eks królowa powoli zacznie tracić kontrolę nad swoimi odruchami i zrobi się niezwykle spięta i zdekoncentrowana, a Protektor będzie mógł to wykorzystać.
Na odpowiedź nie musiała długo czekać. Rektor wyraźnie przykładał starań, aby rozmowa szła płynnie, a atmosfera była swobodna na tyle, na ile to możliwe.
Zostańmy przy Protektorze – zgodziła się, ignorując to, jak ją tytułował.
Czy miał w tym jakiś ukryty cel? Czy kpił sobie z niej? Jeszcze nie wiedziała. Protektor nie pozwalał się poznać. Zresztą, nie zamierzał, bo i po co? Nie mieli zostać przyjaciółmi, którzy mile gawędzą przy herbatce. Brakuje tylko ciasteczek – pomyślała z przekąsem. Jakie miały łączyć ich relacje? To już bardzo interesowało wampirzycę. Nie wątpiła, że Akademię interesowała Nicość. Cóżby innego? Energii nie można nabyć ani się wyuczyć. Czarnowłosa nie potrafiłaby też powiedzieć, jak otrzymała ten dar. Podczas przemiany – to pewne, ale dlaczego? Tego Nikol nie wiedziała. Większość czasu po zniknięciu z terenów Autonomii, spędziła na próbach okiełznania fioletowej materii. Nie było to łatwe, lecz teraz potrafiła kontrolować ilość wyzwalanej mocy oraz określać cel jej użycia. A to było już coś.
Udawać? – "udała" zaskoczoną tym zarzutem. – Niewiele jest tajemnic, jakie mogłabym skrywać. W każdej plotce jest ziarenko prawdy, a plotkowano o mnie niemało. Wystarczy je zebrać i przesiać przez drobne sito. Nie mam nic do ukrycia – wyjaśniła. – Pan skrywa za pewne o wiele więcej sekretów. Jednym z nich jest moja wizyta tutaj – dodała z lekkością, która towarzyszyła również odpowiedzi na drugie pytanie Protektora. – Czego pragnę? Tego, co wszyscy. Sprawiedliwości – złożyła usta w jednym z piękniejszych uśmiechów.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3773
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

11 gru 2012, 19:22

MG

Przez bawialnię rektora przewinęło się krótkie, acz głębokie westchnięcie. Protektor zatrzasnął Invustri, odkładając ją na brzeg stołu, przezornie poza zasięgiem Nikol. Kładąc na niej rękę zrobił to w niezwykle naturalny, niewymuszony sposób. Sposób, który cechował ludzi nawykłych do intelektualnych gierek, intryg i kłamstw. Sposób dokładnie królowej Nikol znany.

Wyglądało na to, że rozmówca czarnowłosej eks-władczyni przemyślał swoje posunięcia na następne kilkadziesiąt kolejek tej gry umysłów. Nie wyglądał na zaskoczonego jej dość ogólną odpowiedzią. Może nieco rozczarowany, owszem, ale nie zaskoczony. Niepisana zasada głosiła, że nie mógł w tej chwili o nic dopytać, przynajmniej nie wprost. Nikol mimo swojej sytuacji nie odsłaniała wszystkich kart. Wyglądała na bardzo młodą dziewoję, ale wiedziała, czego chce (choć o tym otwarcie nie mówiła). Nauka nie poszła w las.

- I sprawiedliwość otrzymasz - stwierdził po namyśle Protektor, przeciągając słowa w groźne nuty. Nikol wiedziała, że złowieszcze zapewnienie nie tyczy się jej osoby, ale coś kazało jej sądzić, że wszelkie przeszkody na drodze do szeroko rozumianej sprawiedliwości zostaną czym prędzej usunięte. Bynajmniej nie bez użycia siły. - Przy pełnej współpracy Waszej Królewskiej Mości, jak rozumiem…? - zapytał, znając odpowiedź.

Wprawny obserwator mógł spostrzec, że rektor Akademii był pewny siebie, jakby z góry znał już wynik prowadzonej przez siebie gry, a wszystko to było jedynie formalnością. Prawdą było to, że to on nadal trzymał rękę na pulsie, a jedynie dobre maniery kazały mu rozegrać wszystko ugodowo. Póki co zachowywał się, jakby rozpatrywał Nikol jedynie jako partnerkę w interesach, nie środek do osiągnięcia celu, jednak nie było wiadomo, co kołuje się w jego okrągłej głowie. Magowie jego typu zwykle po prostu brali to, czego chcieli bez pytania, jednak Protektor zaszedł wyżej, niż oni wszyscy, więc i jego metody nieco się różniły. Jak zawsze jednak nie należało przeciągać struny.

- Dotychczas nie było z tym problemu - rzekł czarodziej, uśmiechając się łagodnie i wydawałoby się całkiem szczerze. Ponownie podniósł swą filiżankę do ust, biorąc kolejny ostrożny łyk. Odłożył naczynie na talerzyk, spojrzał przenikliwie na swoją rozmówczynię. Jej strój i stan zdecydowanie nie pasowały do manier, które była królowa potrafiła zachować w każdej sytuacji. Kobieta potrzebowała kąpieli, odpoczynku, nowych ubrań, kielicha w dłoni… Niekoniecznie w tej kolejności.

Awatar użytkownika
Nikol
Posty: 467
Rejestracja: 23 kwie 2011, 21:21
Lokalizacja postaci: Komnaty rektora
Karta Postaci: viewtopic.php?t=477

15 gru 2012, 17:52

Herbata w jej filiżance dawno już wystygła. Nie ubyło z niej ani kropli. Ktoś postronny mógłby uznać to za nietakt, ale nie Protektor, który znał wampirzą naturę rozmówczyni. Cały ten czas miał to na uwadze, choć nie okazywał cienia strachu. Nikol nie mogła mu nic zrobić i mag wiedział, że jest tego świadoma. Nie tylko tego. Rozmowa powoli wstępowała na kruchy lód. Czas działał na jej niekorzyść. Pogłębiające się pragnienie skutecznie mąciło umysł. Dobrze wygłodzony wampir zgodzi się na wszystko za kielich ciepłej, ludzkiej krwi. Na szczęście to nie groziło czarnowłosej. Na razie.
Protektor zamknął księgę, kładąc na niej dłoń w opiekuńczym geście. Władczym geście pełnym swobody. Z całą pewnością przewidział, że wampirzyca będzie używać ogólników, przedstawiać mgliste odpowiedzi lub używać niejasnych metafor. Wszak były to najprostsze z narzędzi w słownych rozgrywkach podczas przeróżnych narad i pertraktacji. W pewnym sensie Nikol była przewidywalna. Albo tak się tylko wydawało.
Szybka i klarowna odpowiedź Protektora wyraźnie ucieszyła młodą władczynię. Sprawiedliwość to bardzo gładkie słowo. Bardzo wygodne w tym przypadku. Owa sprawiedliwość miała odnosić się do wielu spraw. Władzy, zemsty, potęgi. To kolejne słowa dały powody do zaniepokojenia i wzmożenia czujności. Oczywiście współpraca to piękne słowo, o ile jest niewymuszona i daje obopólne korzyści…
Pytanie pozostało bez odpowiedzi. Była zbędna. Nikol znała swoje położenie. Nie można jednak powiedzieć, że nie ciekawiło ją, co zrobiłby Protektor, gdyby odmówiła. Jednak wiedziała, że takie posunięcie byłoby jedynie przejawem czystej głupoty.
Należymy do tych osób, które rozumieją się bez słów – wzrok, który skoncentrowany był dotychczas na filiżance, spoczął na twarzy Protektora. – Ich nadmiar uważamy za zbędny. Wolimy działać. A może jestem w błędzie? – uśmiechnęła się chytrze, po czym nieoczekiwanie podeszła do sprawy bardziej rzeczowo. – Zanim jednak ustalimy cenę, jaką przyjdzie mi zapłacić, czy mogłabym zażyć bardziej przyziemnych przyjemności? – wymownie rozłożyła ręce, tym gestem wskazując na swój nieco nie komfortowy stan. Włosy miała zmierzwione, lico zmęczone, a jeździecki strój przybrudzony i podniszczony. Jedynie amulet zdawał się żyć, pulsując fioletowym światłem wirujących drobinek.
To była kolejna sprawa, z jakiej wampirzyca zdawała sobie sprawę. Te pięknie urządzone komnaty i ewentualnie inne, do których będzie miała dostęp, mogły stać się klatką. Więzieniem, o jakim wspominało widmo Drejmiana. Jeśli miało się tak stać w rzeczywistości, Nikol zamierzała czerpać z tego pewne korzyści. Czemu miałaby ich sobie odmawiać? Protektor również zrobi wiele, aby móc skosztować smaku Nicości…
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3773
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

18 gru 2012, 02:51

MG

Uśmiech byłej królowej zdawał się być uśmiechem nie do zdarcia. Z takimi właśnie osobami prowadziło się negocjacje, zamiast po prostu zmuszać do uległości, jak to bywało w przypadku słabszych umysłów. Protektor dokładnie tego się po niej spodziewał i nie wydawał się być zaskoczony. Inna sprawa, że mało co potrafiło go zaskoczyć. W każdym razie – gra przebiegała nad wyraz pomyślnie dla obu uczestniczących w niej stron, a wkrótce mogło okazać się, że pionki Nikol przybiorą barwę pionków rektora Akademii. Co ciekawe, czarnowłosa zdawała się dobrowolnie na to zgadzać. Rozmowa szła gładko jak brzytwa z Derinu po tyłeczku elfiej panny. Herbata ostygła, nim Nikol się nią zajęła. Mężczyzna, u którego gościła nie wydawał się być zafrasowany tym oczywistym pogwałceniem zasad dobrego wychowania. Wręcz przeciwnie, wyglądał na zachwyconego ostrożnością swej rozmówczyni.

- Mam nadzieję, że nie odbierzesz tego za afront, Wasza Królewska Mość… - rzekł po chwili Protektor, niby to od niechcenia bębniąc palcami o grubą okładkę Invustri. Zdecydowanie: ten osobnik wiedział, jak dawać zadość konwenansom, nawet tym zupełnie niepotrzebnym.- …lecz podobnie jak ty uważam, że nie godzi się prowadzić długich rozmów bez uprzedniego zaspokojenia swoich… żądz. - Być może to głód Nikol sprawił, że słowa rektora mogły być interpretowane na kilka sposobów. Mag wiedział o jej słabości, umiejętnie wykorzystując posiadane informacje. Uśmiechnął się, pokazując swe zupełnie zwyczajne teraz kły, co jednak mogło być odebrane jako dość oczywista aluzja do „kulinarnych” upodobań eks-królowej.

– Za drzwiami po mej prawicy znajdziesz, o pani, gotowe posłanie oraz sporej wielkości lustro. – Gospodarz komnat postanowił przejść do bardziej przyziemnych, bardziej naglących niż uzyskiwanie szeroko pojętej sprawiedliwości spraw. - Możesz przez nie przejść bez obaw. Pomieszczenie, w którym Wasza Królewska Mość się wtedy znajdzie reaguje na mowę. Obecnie jest to łazienka - dodał z uśmiechem, jakby to, że pokoje zmieniają swoje przeznaczenie było całkiem normalne. - Próżno jednak szukać w niej odpowiednich utensyliów. Trzeba o nie poprosić. Pomieszczenie reaguje na mowę, wytwarzając pożądane przedmioty włącznie z ręcznikami i najbardziej nawet wymyślnymi ubraniami. Zaręczam, że nie ma w tym żadnego haczyka. Sam z tego korzystam - przyznał Protektor, gładząc swoją nienaganną szatę. W oczy rzuciły się nagle jego nieskazitelna fryzura i dokładnie ogolona twarz.

– Łoże jest do królowej dyspozycji. Mam nadzieję, że rankiem będziemy kontynuowali naszą rozmowę. Obawiam się, że na dzisiaj wykorzystałem już swój limit - powiedział rektor przepraszająco, taktownie biorąc winę za przerwane pertraktacje na siebie. Mężczyzna powstał nagle, biorąc Księgę Wiedzy pod pachę. - Proszę o wybaczenie, ale w tym momencie muszę królową pożegnać - rzekł, podchodząc do byłej władczyni Autonomii. Bezczelnie i bez pytania podniósł arystokratyczną dłoń Nikol, całując ją zaskakująco delikatnie i zarazem szarmancko. – Miłych snów życzę – dodał na odchodne, otwierając drzwi na korytarz, po czym wyszedł ze swych komnat.

Po drugiej stronie lustra zaiste znajdowała się łaźnia. I to nie byle jaka. Wyłożona białymi, marmurowymi kaflami, magicznie oświetlona niewidocznym, eterycznie niebieskawym blaskiem, ciesząca oko i ze smakiem urządzona – taka właśnie była. Po środku sporego, iście królewskiego pomieszczenia znajdowała się wielka, wtopiona w podłogę balia bez wody, kurków i odpływu, zbudowana z tego samego materiału co podłoga, ściany i sufit pomieszczenia. W głębi łaźni znajdowała się toaletka z lustrem i niskim krzesełkiem. Jej delikatnie rzeźbiony w liście i kwiaty kształt i pokaźna ilość (pustych) szuflad sugerował, jakoby jej użytkowniczkami były głównie ceniące sobie takie drobne estetyczne smaczki kobiety. Sądząc jednak z niespotykanej schludności rektora Akademii to twierdzenie niekoniecznie musiało być prawdziwe.

Na każdej ze ścian wisiał jeden, duży obraz przedstawiający kluczowe elementy nieznanej Nikol historii magii. Uwiecznione na wieki, umownie przedstawione, ale świetnie namalowane sceny przedstawiały próby okiełznania żywiołów przez czterech skupionych, pomarszczonych czarodziei. Na jednym z nich wspólnie formowali kulę ognistą, na innym próbowali sterować prądami morskimi, na jeszcze innym rozdzielali wiatry. Ostatni obraz przedstawiał pękającą pomiędzy magami ziemię. Co ciekawe, lustro, przez które przechodził ewentualny odwiedzający nie istniało w tym pomieszczeniu. Zamiast tego osoba wchodząca do łazienki miała wrażenie, jakby dopiero co wyszła z wysokiego, zaklętego okna, które przedstawiało podobne jak w bawialni Protektora zjawiska pogodowe. Przy balii stało oszczędnie, ale porządnie wykonane krzesło i takiż stolik, a na nim pękaty, złoty dzban. Odlany z tego samego metalu, ozdobiony szafirami kielich stał tuż obok, tylko czekając, aż wypełni się go zawartością większego naczynia. Krwią.

//Drzwi na korytarz nie są zamknięte.
Awatar użytkownika
Nikol
Posty: 467
Rejestracja: 23 kwie 2011, 21:21
Lokalizacja postaci: Komnaty rektora
Karta Postaci: viewtopic.php?t=477

22 gru 2012, 18:05

Protektor wyraźnie zrozumiał jej potrzeby i czyniąc zadość dobremu wychowaniu, postanowił ugościć ją na najwyższym poziomie. Uważnie słuchała udzielanych wskazówek z coraz większym upodobaniem. Mogła się domyślić, że w ścianach Akademii wszystko będzie magiczne. Przejścia, pomieszczenia, przedmioty. Nadmiar czarów nieco przeszkadzał wampirzycy, ale nie zamierzała narzekać. Mogła skończyć z głową zatkniętą na pal, a tym czasem będzie odpoczywać na piernatach, wśród puchowych poduszek, popijając słodką krew. Eks królowa nie należała jednak do w ciemię bitych. Wiedziała, że za wszystko przyjdzie jej zapłacić. Wszak mag nie czynił tego bezinteresownie, w hołdzie dla urody czy w afekcie. Nie pożądał Nikol. Pożądał czegoś, co w sobie nosiła. Energii.
Na razie jednak nie wspomniał o tym ani słowem. Wstał od stołu i obchodząc go, zbliżył się do Nikol. Błysnął w uśmiechu szeregiem zupełnie normalnych zębów i z elegancją ujął jasną, kobiecą dłoń, by złożyć na niej pocałunek, jakby była arystokratką z wysokiego rodu. Wyprostował się, pochwycił Invustri i życząc przyjemnych snów, opuścił komnaty. Zostawszy sama, przez chwilę jeszcze siedziała przy stole patrząc zamyślonym wzrokiem przez okno. Czy miała być jak to drzewo targane wiatrem? Poruszana niczym marionetka w kukiełkowym teatrzyku przez sznurki splecione ze zmyślnych intryg Protektora?
Oddalając niepokojące myśli, postanowiła zażyć kąpieli i odpocząć. A co najważniejsze – pożywić się. Przeszła do alkowy, gdzie imponujących rozmiarów łóżko kusiło świeżą, pachnącą pościelą. Przechodząc obok, pogładziła opuszkami palców gładki materiał. Patrzyła jednak w stronę dużego lustra. Widziała w nim swoje odbicie. Prawdą było, że wampiry go nie posiadają. Jakież więc było jej zdziwinie, kiedy ujrzała w lustrze siebie samą. Można pokusić się o twierdzenie, że po raz pierwszy. Podobała się sobie. Chciała dotknąć swego odbicia. Uniosła rękę i zbliżyła ją do tafli zwierciadła. W miejscu, w którym dłoń powinna zetknąć się z zimnym szkłem, palce zatopiły się w materii. Zachęcona, odważnie postąpiła krok i lustro pochłonęło ją, prowadząc do łaźni.
Otuliło ją mdławe, niebieskie światło, odbijające się w białych kaflach z marmuru, jakimi była wyłożona w całości łazienka, łącznie z basenem. Dalej, stała toaletka, skromnie, lecz niezwykle gustownie rzeźbiona. Nikol domyśliła się, że szufladki są puste. To, co jednak najbardziej przykuło jej uwagę były: krzesło, stolik, dzban i kielich. Odwracając się przezornie, jakby sprawdzając, czy aby jest tu sama, podeszła do stoliczka. Dopiero wtedy odwróciła się po raz wtóry. Nie było tu lustra, lecz okno, a zanim szalała śnieżyca. Zadziwiające.
Była władczyni usiadła na skraju krzesła i złapała za ucho dzbana, z ulgą wlewając cześć jego zawartości do kielicha. Czerwona ciecz wypełniła naczynie. Pochwyceniu czarki towarzyszyło westchnienie. Pozostawiając zachwyt nad lśniącymi szafirami, gładko wprawionymi w złoto, na później, przytknęła brzeg kielicha do ust, pijąc chciwie. Wychyliła porcję na raz, czując jak w jej żyły wpompowana jest energia i siła. Już pierwsze hausty spowodowały, że wampirzyca poczuła się lepiej. Postanowiła wypić jeszcze pół czarki. Łakomstwo nie było w dobrym guście.
Gorąca woda – wypowiedziała stanowczo. Na jej życzenie, wbudowana w podłogę balia wypełniła się parującą, przejrzystą wodą. Nikol uśmiechnęła się szeroko. W niebieskawym świetle zalśniły wampirze kły.
Mydło i szczotka. Olejek lawendowy – wydawanie rozkazów przychodziło z łatwością. Przedmioty znalazły się na skraju basenu, a łaźnie wypełnił delikatny, kojący zapach lawendy.
Czarnowłosa zdjęła buty i szyty na miarę jeździecki strój, dobrze już podniszczony. Wkrótce naga jak w dzień narodzin wsunęła się do wody. Nie czuła jej ciepła, mimo to wrażenie zawsze było przyjemne.
Ręczniki – na brzegu pojawiły się białe płachty, złożone w kostkę. Podsunęła je sobie pod głowę i zanurzyła po szyję. Na dekolcie spoczywał amulet z piaskowego szkła. Z nim królowa się nigdy nie rozstawała.
Po krótkiej chwili relaksu, chwyciła szczotkę i mydło. Woda pokryła się pianą, gdy wampirzyca namydlała się i szczotkowała skórę, która – mimo tego zabiegu – nie czerwieniła się. Kiedy zmyła już z siebie i z włosów cały brud, wynurzyła się na brzeg i otuliła miękkimi ręcznikami. Ze swobodą usiadła przed lustrem toaletki.
Grzebień – żądany przedmiot pojawił się na blacie mebelka. Nikol wzięła go do ręki i metodycznie rozczesywała czarne, długie włosy. Kiedyś miały kolor gorzkiej czekolady, lecz po zmianie diety stały się czarne. Nikol z dziewczęcia stała się kobietą. Wszystko, co robiła, odbijało się na jej wyglądzie. Królowa zażyczyła sobie jeszcze kilku specyfików typowych dla kobiet. Kiedy osuszyła twarz, wzięła mocno osmalony, cienki patyczek. Poczerniałą końcówką pociągnęła nad linią rzęs. Następnie na pędzel z końskiego włosia nałożyła jasnoróżowy proszek i omiotła nim policzki, podkreślając szlachetne rysy. Na usta nałożyła palcem bezbarwny balsam, nadając im miękki i kuszący wygląd.
– Zdobiony perłami grzebyczek – powiedziała. Zgarnęła włosy i wpinając w nie ozdóbkę. Spinka utrzymywała je u góry, jednocześnie puszczając kosmyki luzem, aby opadały na smukłą, jasną szyję i ramiona. Grzywkę zaczesała zwyczajowo na bok.
Wszystko, co robiła, odbijało się na jej wyglądzie… Zraszając szyję i nadgarstki świeżymi, kwitowymi perfumami, wstała od toaletki jako piękna kobieta. Królowa.
Tą samą drogą – a nieco inaczej – wróciła do sypialni, zabierając ze sobą kielich i dzban. Postawiła je nieopodal łoża. Nieskrępowana nagością opadła w miękką pościel. Zmęczone mięśnie od razu poczuły ulgę.
– Miłych snów – powtórzyła słowa Protektora, a w głosie zabrzmiała drwina. Zamiast nich – bowiem wampiry nie śpią – zajęła swe myśli analizą ostatnich wydarzeń.
Zauważyła, że Rektor Akademii doskonale ukrywał swoje emocje, o ile w ogóle je posiadał. Zachowanie i słowa Nikol nie robiły na nim wrażenia, zupełnie jakby się ich spodziewał. Ba! Jakby znał je, zanim zdążyła je sformułować w myślach. Szczęściem wykluczało to czytanie myśli czy przeszukiwanie umysłu wampirzycy. Najwyraźniej takie zabiegi były zbędne. Rozmowa szła gładko i spokojnie, wbiegając na tory korzystne dla obu stron. Tak przynajmniej to wyglądało. Nikol będzie traktowana jakby nadal pełniła urząd królowej, a ponadto jej nieprzyjaciele staną się wrogami Akademii. To była prawdziwie potężna groźba. Nikt nie mógł mierzyć się z siłami Morinhtaru. Żadne z wolnych miast. Ani Wolenvain. Siły magiczne, olbrzymie pokłady energii, wyzwolone mogłyby zmieść całą Autonomię. No może nie całą. Nie o to zresztą chodziło. Nie chciała wszak rządzić kupką popiołu. Mimo to, wizja zemsty i powrotu na należne jej miejsce, była niezwykle słodka. To miała być owa sprawiedliwość. Jednak Nikol nie cieszyła się nadmiernie takim scenariuszem. Cały czas myślała o cenie, jaką przyjdzie jej zapłacić. Oraz o tym, że Akademia zechce władać Autonomią za jej pośrednictwem. Czy był to już ranek, czy dopiero wieczór? Królową ciekawił dalszy ciąg rozmowy i finalny rezultat tych subtelnych negocjacji. Za oknem było zupełnie ciemno. Musiała być noc. Przymknęła powieki, oddając się marzeniom.
Po długim czasie, gdy otworzyła oczy, przeszła do bawialni. Za oknem pojaśniało. Wróciła więc do alkowy. Z niedbałą swobodą nalała sobie jeszcze krwi i popijając z wolna, między łykami, życzyła sobie kolejnych części garderoby. Koronkowej bielizny, ciasno wiązanego czarnego gorseciku z fioletowymi wstawkami, czarnej spódnicy z podpiętym dołem i butów z miękkiej skóry o wysokich, przylegających cholewkach i płaskiej podeszwie. Wychyliła czarkę do dna, a potem przeszła do bawialni, a stamtąd otworzyła drzwi na korytarz. Szczerze – spodziewała się, że będą zamknięte. Wyszła na długi korytarz, rozglądając się to w jedną, to w drugą stronę. Amulet wibrował od przesytu magii w tym miejscu. Nikol ruszyła w jedną ze stron, stąpając cicho i tylko spódnice szeleściły przy jej lekkich krokach.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3773
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

29 gru 2012, 01:59

MG

Warunki, jakie zapewnił Nikol Protektor były idealne do odzyskania przez nią sił. Była królowa miała pod dostatkiem wszystkiego, co było jej potrzebne, aby uporządkować myśli, podreperować zdrowie, zadbać o siebie, solidnie podjeść i podjąć kolejne kroki na nowej drodze życia… Kolejnej nowej drodze życia.

Gdy więc ciemnowłosa kobieta przekroczyła próg komnat rektora Akademii, zupełnie nie przypominała osoby, która trafiła do nich wczorajszego wieczora. Dzięki poczynionym zabiegom kosmetycznym oraz zażyciu odpowiedniego, specyficznego dla siebie, krwistoczerwonego leku na podkrążone oczy, suchą cerę i wszechogarniające zmęczenie Nikol wyglądała piękniej niż kiedykolwiek. Nowe ubrania, których zażyczyła sobie w magicznym, cudownym pokoju leżały na niej jak ulał. Chociaż wiele młodych panien nie czuło się dobrze na wysokich butach i w podkreślających kobiecość strojach, eks-królowa wydawała się być dla nich stworzona. Sunęła przez korytarz przeznaczonej dla nauczycieli części Akademii, a jej chód był lekki niczym stąpnięcia wytrawnego myśliwego. Jej suknia szeleściła cicho, przywodząc na myśl łopotanie skórzastych skrzydeł. Sprawiała wrażenie pewnej siebie i zatwardziałej w swych przekonaniach osoby. Takiej, która nie cofnie się przed niczym, aby osiągnąć obrane cele.

Wiele z mijanych przez Nikol drzwi było niedomkniętych albo wręcz otwartych na oścież. Przechadzająca się dama dostrzegła za nimi przeróżne, wyraźnie magiczne dziwy. Widać było, że nauczyciele Akademii nie przebierali w środkach, aby zapewnić sobie godne i ciekawe życie nawet pomimo faktu, że bytowali głęboko pod ziemią. W jednym z pomieszczeń znajdował się najprawdziwszy ogród botaniczny, w innym menażeria nieznanych w Autonomii zwierząt, jeszcze inny skrywał za swymi drzwiami długą zbrojownię, której zawartość, oszczędnie licząc, mogłaby wyekwipować wszystkich okolicznych rycerzy. Mało który mag miał w sobie tyle skromności, co Protektor, którego komnaty w porównaniu z innymi, pełnymi przepychu pokojami po obu stronach zbudowanego z ciemnoszarych cegieł korytarza jawiły się jako biedne i pozbawione wyjątkowości. Co jakiś czas w ścianie pojawiały się okna podobne do tych, jakie można było znaleźć w domu rektora. Każde przedstawiało inny krajobraz, jednak tę samą pogodę – spokojny, bezwietrzny, zimowy dzień. Zwały śniegu zalegały na podłożu, skrząc się w promieniach słońca bliskiego zenitowi.

Nigdzie nie było widać żywego ducha. Magowie wyruszyli, aby kształcić młode pokolenia, zostawiając swe komnaty puste. W końcu, a zdawało się, że Nikol zrobiła już kilka setek kroków, korytarz zakończył się dużymi, podwójnymi, łukowymi drzwiami z ciemnego, bodaj hebanowego drewna. Zza drzwi dochodziły odgłosy wydawane przez dziesiątki rozmawiających i chodzących za nimi osób. Zapewne żadna z nich nie zdawała sobie sprawy, że po drugiej stronie hebanowych wrót znajduje się nie kto inny, jak sama królowa Nikol Pierwsza.

Awatar użytkownika
Nikol
Posty: 467
Rejestracja: 23 kwie 2011, 21:21
Lokalizacja postaci: Komnaty rektora
Karta Postaci: viewtopic.php?t=477

04 sty 2013, 16:31

(Wysokie buty – chodziło mi o wysokie cholewki, a płaską podeszwę. Edytowałam to w poście. Mój błąd.)

Korytarz był pusty i długi. Posuwała się ostrożnie naprzód w obraną przez siebie stronę. Zaskoczyła ją nieroztropność magów. Po obu stronach znajdował się szereg drzwi, w większości otwartych lub zaledwie przymkniętych, jak gdyby opuszczali swe komnaty w pośpiechu albo zwyczajnie nie mieli nic do ukrycia. Nie wierzyła jednak w beztroskę i szczerość członków Akademii, niezależnie od tego, czy byli uczonymi, wykładowcami czy adeptami. W obecności takiej osoby zawsze miało się wrażenie, że skrywa ona wiele tajemnic, niedostępnych dla zwykłych umysłów. Było to nieprzyjemne uczucie. Nikol doznawała go w obecności Protektora, jednak starała się ukryć je pod maską pozbawioną emocji. Jednak, czy naprawdę była to jedynie maska?
Choć wampirzyca nie należała do osób wścibskich, ciekawość, co znajduje się w komnatach wzięła nad nią górę. Poza tym otwarte drzwi same zapraszały do środka. Była królowa pozwoliła sobie zajrzeć do poszczególnych pomieszczeń, nie przestępując progu.
Pierwszym, czym syciła swój wzrok, był ogród botaniczny. Niesamowite, jak tyle gatunków roślin mogło rosnąć w takich warunkach. W wyczulony zmysł węchu uderzył wilgotny, nieco duszny i trawiasty zapach. Wewnątrz panował nieporuszony niczym spokój. Nikol zastanowiło, ile gatunków było uznawanych za trujące, ile za lecznicze i czy dla ich hodowli powstał tenże ogród.
W innym pomieszczeniu mieścił się kolejny ogród. Zoologiczny. Zdecydowana większość istot, jakie znajdowały się w środku, była jej obca. Musiały pochodzić z odległych krain i zostały tu sprowadzone, by cieszyć oko znudzonym czarodziejom. Z pewnością czerpali oni tez mnóstwo wiedzy dotyczącej zachować i użyteczności poszczególnych gatunków. Wątpiła, aby trudzono się jedynie dla rozrywki. Przynajmniej ona starała się ze wszystkiego wyciągać korzyści.
Kolejna komnata miała charakter zupełnie odmienny. Przy niej wampirzyca zatrzymała się dłużej, zastanawiając się nad przeznaczeniem setek, jak nie tysięcy, mieczy, włóczni, toporków oraz wszelkich elementów zbroi. Czyżby to, co ujrzała, świadczyć miało jedynie o specyficznych zamiłowaniach magów, czy posiadało podwójne dno. Westchnęła. Chyba zbyt często doszukuje się wszędzie spisków i knowań. Od tego można zwariować. Nikol wiedziała jednak, że tak czy owak, musi pozostać czujna. W słowach wychwytywać to, co znajduje się między wersami. W gestach, ich prawdziwe intencje. To była trudna sztuka. Można było trzymać się wciąż na dystans, zachowywać powściągliwie i grać na czas, jednak i to nie opłacało się na dłuższą metę, skutkując niecierpliwością towarzyszy. Następne komnaty zasypywały czarnowłosą przepychem i luksusem. Bogactwem nie do zniesienia. Doceniła skromność pokoi Rektora. Zdecydowanie bardziej wolała surowe, ale harmonijne wnętrza, aniżeli wielobarwne i przesadnie zdobione, a przede wszystkim pozbawione majestatu pomieszczenia, w których nie można się było skupić.
Posuwała się naprzód i naprzód, zaglądając to tu, to tam. Często, na wprost, znajdowały się okna, ukazujące zimowy krajobraz. Świeży śnieg skrzył się w blasku śmiercionośnego słońca. Wampir pozbawiony ciemnego i grubego odzienia skazany był na śmierć. Królowa sprawiła sobie gruby płaszcz, z nieprzezroczystego materiału, który zostawiła w komnatach Protektora. Szata świetnie chroniła przed promieniami słońca, lecz absolutnie nie oznaczało to, że Nikol mogła sobie swobodnie paradować w dzień. Mogła przemykać, mogła się przemieszczać, kiedy zachodziła niezbędna potrzeba. Z takimi myślami szła dalej i dalej, nie wiedząc, ile już kroków zdołała postawić. Wszędzie świeciło pustkami, jakby naraz wszyscy opuścili mury Akademii. Ta pustka była wielce niepokojąca. Cisza przed burzą… Przystanęła i uniosła wzrok. Przed nią wyrosły potężne, dwuskrzydłowe odrzwia. W hebanie wyrzeźbiono zdobienia. Nie śmiała ich pchnąć, jedynie przesunęła opuszkami palców po żłobieniach. Drażniącą ciszę przerwały szepty. Nie. Nie były to szepty, lecz zwyczajne głosy, tłumione przez grube wrota. Odgłosy rozmów mieszały się z odgłosami stawianych kroków. Królowa przysunęła się blisko, chcąc wychwycić choćby fragmenty rozmów, ich sens i temat. Intuicja podpowiadała, że za drzwiami omawiano ważne kwestie, a w środku mógł znajdować się Protektor. Wytężyła słuch.
Amulet drżał i wibrował od nadmiaru magii.

Wróć do „Morinhtar”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 9 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 9 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52147
Liczba tematów: 2970
Liczba użytkowników: 1042
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: xXVukoXx
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.