Komnaty rektora

Miasto to, nazywane przez ludzi Rebelią, jest miastem podziemnym. Mieszka tutaj procentowo najwięcej ras humanoidalnych nie będących ludzkimi. Mieszkańcy Morinhtaru z zasady negatywnie nastawieni do odwiedzających, podróżnych i wszystkich innych gości, żyją w swoim zamkniętym towarzystwie.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3821
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Komnaty rektora

20 lis 2012, 12:29

Położony na jednym z wyższych poziomów Akademii kompleks pomieszczeń zbudowanych na wzór drewnianej chatki. Chociaż znajdował się wiele metrów pod ziemią, nieświadomemu tego faktu obserwatorowi przypominał wnętrze schludnego, dwuizbowego domu.

Do prywatnych komnat rektora prowadziło jedno widoczne wejście – niepozorne drzwi znajdujące się na jednym z wielu korytarzy sławetnej szkoły magów Morinhtaru. Mało któremu adeptowi dane było przekroczyć ich próg, bowiem naczelny mag Rebelii nie zwykł spotykać się z uczniami poza swym gabinetem. Wiadomym było, że często przyjmował gości – czy to znamienite osobistości Morinhtaru, czy to swoich kolegów po fachu, ale jego goście nigdy o takich spotkaniach nie opowiadali.


Po przejściu przez drzwi oczom wizytatora ukazywała się przestronna, oświetlona dużymi koszami z węglem bawialnia, której centralną część zajmował prosty, kwadratowy stół z czterema krzesłami. Duży, zbudowany z szarawej cegły kominek bez ustanku ogrzewał pomieszczenie, które dzięki przemyślnie zbudowanemu systemowi wentylacyjnemu zawsze zachowywało przyjemną temperaturę. Kilka znajdujących się w pokoju regałów wypełnionych było równiutko ułożonymi księgami, których tytuły nierzadko wypisane były w obcych językach. Magiczne, umieszczone nad sporą komodą okno ukazywało aktualne warunki pogodowe nad Morinhtarem, za tło przyjmując łąkę z jednym drzewem. Ściany ozdabiały poroża jelenia, łosia i niezidentyfikowanego, dwurogiego zwierzęcia o długich kłach. Na uroczo skrzypiącej podłodze znajdował się dywan z niedźwiedziego futra, dopełniając obrazu drewnianej chatki średniozamożnego uczonego, który od czasu do czasu pałał się myślistwem.


Drzwi po lewej od wejścia prowadziły do przytulnej sypialni. Większą jej część zajmowało podwójne łoże oraz przyległe do niego stoliki nocne. Duże lustro w złotej ramie umieszczone naprzeciw łóżka sprawiało niepokojące wrażenie, jakby ten, kto w nie zagląda, również był obserwowany. Pomieszczenie nie miało okien, zostało za to wyposażone w dużą ilość świec. Podobnie jak w bawialni, ściany, sufit i podłoga sypialni również zbudowane zostały z drewna.


MG

Teleportacja nie należała do łatwych sztuk, szczególnie, jeśli chodzi o zabieranie ze sobą dodatkowego balastu czy… osób. Była królowa, obecnie zaginiona Nikol pojawiła się w samym środku bawialni rektora, lądując plecami na stole. Tuż obok zmaterializował się znany skądinąd mag, mieniący się imieniem Protektora.

- Wybacz - rzekł krótko, ujmując jej talię i z łatwością stawiając na nogi. Nie wyglądał, jakby było mu przykro, ale przynajmniej chciał sprawiać dobre wrażenie. - Wszystko w porządku…? - zapytał i nie czekając na odpowiedź ustawił blaszany czajnik na ciągle płonącym ogniu kominka.

- Nie martw się Drejmianem - rzekł po chwili, oczekując, że Nikol doszła już do siebie. - Nie było go tam już od dłuższego czasu. Narobiliście tyle hałasu, że zdążył zbiec. Nie, nie jestem zaskoczony - prawił, oddychając z wolna. – Dałaś radę. Okazałaś lojalność człowiekowi, którego nie znałaś. Człowiekowi, który cię okłamał - przyznał się bez ogródek. - Nie jestem przeciwnikiem Akademii. Ja nią zarządzam.

Z czajnika buchnęła para. Z komody dosłownie wyleciały elementy niezbędne do zaparzenia herbaty – dwie filiżanki, suszone liście, dwa spodeczki. Protektor nawet na nie nie spojrzał. Umieścił herbatę w naczyniach i zalał. Rozparł się na jednym z krzeseł.

- Jesteś pewnie nieco skonfundowana, królowo – powiedział, pstrykając palcami. Nic się nie wydarzyło. - Daj sobie chwilę czasu, rozgość się. Herbata prosto z Khan'Sal, polecam. – To mówiąc, spojrzał w okno. Śnieżyca miała się w najlepsze, smagając znajdujące się za nim, nieprawdziwe drzewo. Protektor westchnął, chwycił pierwszą z brzegu książkę, których pełno było na stole. Nikol wiedziała, że niski człowieczek przegląda właśnie Invustri, boską Księgę Wiedzy, którą czarnowłosa widziała po raz ostatni po oblężeniu Wolenvain, latem czterysta dziesiątego roku Ery Feniksa. Wtedy wręczono ją niejakiemu Samaelowi… Nie wiadomo, jak znalazła się tutaj, a Protektor przeglądał ją spokojnie, jakby zerkał na tomik wierszy. Co jakiś czas spoglądał na Nikol, zachęcająco podnosząc jedną z rzadkich brwi.

Obecnie w tej lokacji znajdują się:
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3821
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

25 maja 2013, 16:30

MG

Rzadko bywało, żeby układy, szczególnie tak delikatne, jak ten zawarty pomiędzy rektorem Akademii Morinhtaru a byłą królową Autonomii Wolenvain, były korzystne dla obu stron. Przybyła do Rebelii Nikol nie miała z początku niczego, poza mglistymi podejrzeniami na temat tego miejsca, a teraz spiskowała z samym Protektorem, niewątpliwie jednym z potężniejszych magów tego Spektrum. Pokazała mu Nicość, coś, czego nigdy, mimo swego doświadczenia, nie widział. Najwyższy mag Akademii w zamian za jej przychylność oferował jedyną w swoim rodzaju szansę. Nauki w Morinhtarze pobierać mogli jedynie nieliczni, a każdy musiał za to słono zapłacić. To tutaj posyłano czasem bezużytecznych, trzecich i czwartych synów bogatych szlachciców, którzy to synowie za przejaw najczystszej, niepojętej magii uważali zwykle zbrzuchacenie dziewki w jej „bezpieczne dni”. Naturalnie, takie myślenie nie dawało im żadnych szans na posługiwanie się sztuką magiczną nawet, jeżeli czysto biologicznie wykazywali odpowiedni potencjał. Odrębną kategorię stanowili mieszkańcy Rebelii, z których większość za punkt honoru obrało sobie kształcenie swych pociech w Akademii, często ciężko na to pracując. Nagroda była jednak wielka – to magowie stanowili kastę rządzącą w mieście, byli oligarchami, a ich pozycja mierzona była w faktycznej mocy. Ten, kto znajdował się wysoko w hierarchii był zwykle nie tylko człowiekiem o wielkiej władzy, ale przede wszystkim niebezpiecznym, wykorzystującym magię do swych własnych, pokrętnych celów osobnikiem. Nikol od zera trafiła niemal na szczyt tej drabiny, przy czym nic nie ciągnęło jej w dół. Mogła się tylko wspinać.

Protektor uśmiechnął się niemal szyderczo na żądania swojej partnerki w interesach. Widać było, że mimo wszystko nie zamierza jej pobłażać, przynajmniej nie w każdym stopniu. Nie uszły jego uwadze próby zabezpieczenia swojego żywota czynione chwilę temu przez Nikol, jednak ich, dla odmiany, nie skomentował ani słowem, przyjmując je z pełnym zrozumienia skinieniem głowy. Wiedząc, że zakończyła się faza wzajemnej adoracji, przeszedł do konkretów, zgodnie z tym, czego chciała jego rozmówczyni.

- Każdy z adeptów ma dostęp do akademickiej biblioteki - rzekł z wolna, nadal uśmiechając się jowialnie. – Rzadkie almanachy będę dostarczał Waszej Królewskiej Mości osobiście - ukłonił się dwornie, niby to z szacunkiem, niby jako błazen. – Będziesz tutaj trafiać każdego wieczora, droga Nikol – powiedział, gdy tylko się wyprostował, w charakterystyczny dla siebie sposób przechodząc z podniosłej tytulatury do zdecydowanie bardziej przyziemnych form. - Rozpuszczę plotki o naszym romansie, ale niestety nie mogę permanentnie otworzyć przed tobą, pani, podwojów swych komnat.

- Adeptek jest tylko kilka, większość z nosami w książkach - rzekł z całą naiwnością i ignorancją, na jaką stać niezaznajomionego ze zwyczajami młodych panien mężczyznę starej daty. - Będziesz szesnastoletnią panną Karolcią z nieprawego łoża pana Dolfryka z rodu Kamiventa. Prawdziwa gdzieś się… zagubiła - rozłożył ręce – dokładnie wczoraj - dokończył wyrażającym smutek tonem, jednak w jego oczach drgały iskierki okrucieństwa i rozbawienia. - Nikt się tym za bardzo nie przejął, tak samo jak tym, że zapłata za przygarnięcie jej tutaj była zbyt niska. Dobrze, że dzisiaj się znalazła, prawda…? – zapytał prześmiewczo, podchodząc niebezpiecznie blisko Nikol. Błyskawicznie wyciągnął dłoń i położył ją na czole byłej królowej. - Nie bój się, zastosujemy iluzję - wyjaśnił, zaraz po tym mamrocząc coś pod nosem. Nie było to obłąkańcze gaworzenie, każde szeptane słowo niosło za sobą dalekie echo mocy i magii. Ciemnowłosa poczuła, jak jej twarz zaczyna mocno piec, jednak wrażenie to było chwilowe i złudne, bowiem po chwili Protektor zakończył swą pracę i oddalił się na kilka kroków, aby podziwiać efekt.

- Miała chyba trochę mniejszy nos, ale to nieważne - rzekł do stojącej przed nim blondynki o sarnich, zielonych oczach i piegach, wbitej w wymyślne, niepasujące do jej cokolwiek plebejskiej urody szaty, w jakich jeszcze chwilę temu paradowała była władczyni Autonomii. - Będziesz widzialna w lustrach, twój głos będzie inny, nauczysz się inaczej stąpać. Masz cztery godziny, nim przyjdę po ciebie ponownie. Przez ten czas nie wychodź, proszę, z moich pomieszczeń. Za lustrem poproś o szatę adeptki.

- Jest jeszcze coś, o czym chciałabyś wiedzieć? - zapytał w swej opinii czysto retorycznie, z naiwną pewnością w głosie. Nikol miała chwilę na wczucie się w swoją nową postać. Miała nieco większe piersi, była pulchniejsza, jej palce skróciły się, a biodra poszerzyły. Iluzja była tak doskonała, że nawet ona, będąc jej obiektem, nie mogła jej przejrzeć. Poczuła długi do połowy pleców, gruby warkocz, w jaki była teraz wyposażona. Oszustwo wydawało się doskonałe.

- Jak te dzieci szybko rosną… - rzekł Protektor, podnosząc lewą brew w wyraźnym rozbawieniu.

//Liczę na Twoje umiejętności w szukaniu nowego awatara oraz edytowaniu KP w związku z nowym wyglądem postaci – Infi.
Awatar użytkownika
Nikol
Posty: 467
Rejestracja: 23 kwie 2011, 21:21
Lokalizacja postaci: Komnaty rektora
Karta Postaci: viewtopic.php?t=477

22 cze 2013, 23:07

Nikol musiała przyznać, że jej losy były nadzwyczaj interesujące i niezwykłe. Z prostej dziewki, która uciekała przed zarazą, stała się wampirem. Ten, kto ją przeistoczył, mógł zwyczajnie wyssać z niej krew. Wszak stanowiła smakowity kąsek – młoda, niewinna i świeża jak poranna rosa. Nietknięta przez mężczyznę. A mimo to "stwórca" ugryzł ją jedynie i pozwolił żyć na nowo. Cierpienie, które zniosła było najgorszym, jakiego można zaznać w życiu. Jak przypalanie rozżarzonym węglem, jak rozrywanie każdego fragmentu ciała i wreszcie uczucie przejmującej i niekończącej się pustki, które tkwiło w niej przez cały czas. Choć wypełniała ją Energia, wampirzyca nie mogła zaprzeczyć, że była pusta, pozbawiona czucia w dosłownym i metaforycznym tego słowa znaczeniu. Gdy postanowiła wreszcie poznać więcej świata, pod zbawienną osłoną nocy, dotarła do Autonomii jako na w pół dzikie zwierzę. Uważała swą naturę za plugawą i niegodziwą. Stworzenie nocy, ohydny potwór krwiopijca. Pierwszą osobą, którą spotkała na swej drodze był…Lykanin. Oczywiście, dowiedziała się o tym później. W ludzkiej postaci oszołomił ją, wykazując dobrą wolę i nie bojąc się, poznawszy jej naturę. Co więcej, zawziął się, by uczynić z niej istotę społeczną. Uczył powstrzymywania przed łaknieniem krwi oraz przywiódł ją do miasta późnym zmierzchem. Ale potem nadeszła wojna i Nikol skryła się w Lesie Cieni, stając się niemal mityczną bestią. Czymś, co atakuje w nocy zbłąkanych żołdaków. Czymś, co istnieje, lecz nikt tego nie widział. Wraz z krwią ludzi przeistaczała się z młodego dziewczęcia o włosach koloru gorzkiej czekolady, w kobietę. Włosy miała długie i coraz ciemniejsze. Nabrała bardziej kobiecych kształtów. Wówczas postanowiła wyjść z dziczy i natknęła się na przedstawiciela swej rasy. Janko, spragniony towarzystwa, przygarnął ją do siebie i zaprowadził do starego zamczyska, gdzie raczyli się krwią, nauką i etykietą. Nauczył ją, jak chodzić, jak trzymać postawę i unosić głowę. Jak się ubierać i jak czesać. Jak mówić i trzymać czarkę. Jak tańczyć, jak się kłaniać. Jak patrzeć i zachować kamienna twarz. Wokół zaś krążyły opowieści o parze chutliwych wampirów, które wiodą na pokuszenie i urządzają krwawe orgie.
Nastał pokój, a Nikol, osiągnąwszy cele, wyszła w świetle księżyca silna i piękna, by objąć tron Wolenvain. Nic ją przed tym nie powstrzymało. Miała tak wielu popleczników, jak wrogów. I jednego z doradców, którego pragnęła ponad wszystko. Nawet władzę. Szybko jednak zapałała doń nienawiścią. Będzie mu jeszcze wymierzona sprawiedliwość… Gdy abdykowała, ukryła się dobrze, ćwicząc kontrolę nad umysłem i mocą. Ledwie zaś wybrała się traktem nie tylko pod osłoną nocy, ale i obszernej szaty, a już natknęła się na nieobcą osobę. Swego Ambasadora, ostatniego wiernego z czasów panowania. Można rzec, że dzięki niemu właśnie znalazła się w Morinhtarze. Przybyła tu jako uciekinierka, podając się za Nikol Tematrigauikan, ale nikogo tym nie zwiodła. A już na pewno nie Protektora. Odkrył ją, by mieć tylko dla siebie. Patrzył na to źródło Nicości. Czystej, niszczycielskiej Energii zamkniętej w uosobieniu klasycznego piękna o bladej cerze, kruczoczarnych włosach i oczach koloru płynnego złota. Jednak nie tylko Rektor uzyskał ogromną szansę. To wampirzyca ją otrzymała, trafiając do Akademii. Tak po prostu. Wiedziała, że przyjdzie jej zapłacić. Za wszystko. Wiedziała też, że postara się, o jak najniższą cenę, której nie zamierza negocjować.
Protektor, zauważywszy, że czas wymiany uprzejmości skończył się, również przeszedł do konkretów w bardzo charakterystyczny dla siebie sposób mieszając szyderstwo z powagą, pogardę z szacunkiem. Nikol mimo uszu puszczała jego małe złośliwości, uważnie słuchając scenariusza, pod który przyjdzie jej grać.
Panna Karolcia? – prychnęła pogardliwie. – Musiało jej się przytrafić coś niezwykle przykrego – uśmiechnęła się półgębkiem okrutnie, po czym przymknęła powieki i zacisnęła usta w wąską kreskę. Mag przyłożył do jej czoła palce i w niebywale szybkim tempie wyszeptał odpowiednią formułę. Wraz z kolejnymi słowami, twarz wampirzycy zapiekła nieoczekiwanie. Nikol zdusiła syk. Wrażenie to znikło tak szybko, jak się pojawiło, a Rektor odjął dłoń od twarzy swej podopiecznej i spojrzał nań wyraźnie zadowolony ze swojego dzieła. Tymczasem Nikol poczuła się dziwnie niska i gruba. Spojrzała na dłonie, które straciły na smukłości. Zauważyła też jak biust wylewa się z ciasnego gorsetu, a spódnica źle układa na szerszych biodrach. Z pewną dozą paniki dotknęła swej twarzy o nieregularnych rysach. Chwyciła na karku za warkocz. Był słomiany.
Kiepski masz gust, Protektorze – zironizowała, mając na myśli plotki o rzekomym romansie. – Coż, chyba nie będzie to trudne. Och, głos też mam paskudny – wykrzywiła usta w grymasie niezadowolenia.
Wysłuchała zaleceń swego "Mistrza" i nie narzekała już więcej. Przecież to wszystko miało przyświecać wielkim celom. Sama myśl o nauce panowania nad Nicością w sposób całkowicie świadomy wystarczała, aby znieść wszelki niedogodności. Podniecała ją również w wyraźnym stopniu. Dygnęła niezgrabnie, jak na szesnastolatkę przystało i wyszła do sypialni, gdzie znajdowało się Lustro. Tam dopiero nieomal zemdlała, patrząc na swe odbicie. Wyglądała trochę jak chłopka odciągnięta od pługa. Miała twarz skalaną piegami i zbyt duże, nieproporcjonalne do reszty twarzy oczy. Z ciężkim westchnieniem zanurzyła palce w tafli zwierciadła i chwilę później znalazła się w Łaźni. Widać dalej pragnęła znaleźć się właśnie w tym miejscu. Niedbale zrzuciła z siebie suknię, z ciekawością badając swe "nowe" ciało. Protektor nie pożałował. Była znacznie bardziej krągła od oryginalnej wersji. Widać – w takich gustował, pomyślała z rozbawieniem.
Szata adeptki – powiedziała tym piskliwym, niedojrzałym głosem. Wnet otrzymała szarą, prostą sukienkę, sięgającą ziemi i zapinaną pod samą szyję. Odzienie było skromne i skrywało wszelkie atuty kobiecego ciała, aby przypadkiem nie kusić młodych uczniów. Nikol nie szczędziła negatywnych emocji, jakie towarzyszyły tej przemianie. Wracając do sypialni, zaczęła zwracać uwagę, by nie stąpać lekko i dostojnie. Jeśli zaś chodzi o mowę…zamiarowała milczeć. Ciężko jest mieć baczenie na każde słowo i ton, jakim zostało wypowiedziane. Pomimo tego eks królowa była świetną aktorką. Protektor mógł być z niej dumny.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3821
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

09 lip 2013, 03:58

MG

Przyszli po nią dokładnie po czterech godzinach, zgodnie z tym, co zapowiedział Protektor. Dwóch magów nieodróżniających się niczym od niewzruszonych posągów z kamiennymi twarzami wyprowadziło ją na korytarz i dalej, przez salę, której otwarcia była o poranku świadkiem. Ich postawy, szaty czy nawet twarze nie różniły się za bardzo, dorównywali sobie nawet wzrostem. Ukryte pod miękkim cieniem noszonych przez nich szarych kapturów oblicza były twarde i stoickie. Nierozwierane bez potrzeby usta, dodające powagi i nieco szczurowatego wyglądu zmarszczki oraz ciemne, niezdradzające emocji oczy jasno dawały znać, że ludzie ci nie byli w Akademii nikim więcej jak tylko posłusznymi psami Protektora. Nienaturalność ich ruchów budziła oczywiste podejrzenia – magowie działali mechanicznie i bez pomyłek, wypełniając rozkazy swego mistrza co do joty niczym bezwolne golemy.

W wielkim pomieszczeniu, jakie było dane jej podczas tej przymusowej wędrówki odwiedzić, a któremu wcześniej mała okazję jedynie pobieżnie się przyjrzeć nie było miejsca na zbędne ozdobniki czy malowidła. Sala była ogromnym prostopadłościanem o kwadratowej podstawie, z idealnie symetrycznie umieszczonymi elementami. Nikol wyszła przez wrota prowadzące z prawego skrzydła kompleksu, widząc dokładnie takie same, ciężkie, hebanowe wrota naprzeciw i po swej lewej. Jej milczący towarzysze poprowadzili ją jednak do szerokich, zaczynających się niemal w połowie sali kamiennych schodów po prawicy. Ich ciemne, drewniane, połyskliwe poręcze łączyły się z balustradą równie wygodnego balkonu. Po obu jego końcach położone były kolejne, tym razem dużo mniejsze odrzwia, ale tylko jedne z nich stanęły przed przyszłą władczynią Nicości otworem. Skręciwszy na szczycie schodów ponownie w prawo Nikol dotarła do końca balkonu, na spiralną i ciasną klatkę schodową. Ogrom stromych stopni, jakie poprowadziły ją w górę wymykał się próbom zliczenia, lecz w końcu, zmęczywszy się srogo, spragniona po tych wszystkich wojażach dziewoja dotarła tam, gdzie trafić miała – do dormitorium adeptek.

//Nikol – z/t do dormitorium adeptek, chyba że zaczniesz się szarpać – nie uznam tedy części własnego opisu fabuły i dostaniesz tutaj kolejnego MG-posta.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3821
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

28 lis 2014, 05:13

MG

Protektor całego Morinhtaru, najwyższy mag Akademii, osobnik, któremu podlegała większość prominentnych doradców wysokich rodów szlacheckich oraz niewątpliwie jeden z potężniejszych magów tego Spektrum nie mógł pozwolić sobie na niechlujny wygląd. Oto jednak siedział za stołem, w wymiętym ubraniu – takim samym jak dnia poprzedniego – ze zwichrzonymi włosami i o podkrążonych oczach, z butelką wina w jednej ręce i drugą położoną zazdrośnie na jednej ze stronic grubego tomiszcza leżącego tuż przed jego nosem. Nie przejmował się złoconymi kielichami, które stały na stole, wlewając w siebie trunek prosto z szyjki. Dla nieznającej go od tej strony Nikol mógł to być niemały szok. Nie nawiedziła go w niestosownej porze – wszak sam po nią posłał, kontaktując się z nią magicznie i wymagając pojawienia się w jego komnatach. Coś musiało pójść źle, inaczej zawsze schludny Protektor nie pozwoliłby sobie na podejmowanie gości w takim stanie.

Dostanie się tutaj wymagało przejścia przez nowe, dopiero co wprawione we framugi drzwi. Były dokładnie takie same, jak poprzednie, a odróżniał je jedynie wyraźny dla Nikol zapach świeżego drewna. Uwagę, prócz niecodziennie zachowującego się i wyglądającego rektora, przyciągała spora czarka umiejscowiona niemal dokładnie pośrodku stołu. Znajdowała się w niej przyszykowana zapewne specjalnie dla byłej królowej krew.

Mag nie podniósł wzroku znad swojego tomiszcza, krótkim ruchem ręki polecając Nikol spoczęcie i zdejmując z niej iluzję, dzięki czemu odzyskała swój dawny wygląd – przynajmniej chwilowo. W zgrzebnej szacie adeptki nie wyglądała zbyt majestatycznie, ale jej twarz nabrała ostrości, w niczym nie przypominając już okrągłej buzi panny Karolci. Włosy ściemniały i rozplątały się, nogi wysmukliły, piersi zmalały, a talia wyszczupliła. Jakkolwiek wydawało się, że Protektora bawi cała ta farsa z udawaniem przez wampirzycę chłopki, tak najwyraźniej nie miał teraz ochoty na podobne gierki. Musiał być świadom faktu, że Nikol nie odpowiada nowa forma, wysoko ceniąc sobie jej komfort. W końcu, wedle wcześniejszych zapewnień, przyszła tutaj na lekcję… Choć wygląd Protektora kompletnie na to nie wskazywał.

Zlekceważył ją, to było jasne. Nie zachował nawet najdrobniejszego konwenansu, traktując ją jak pierwszą lepszą dziewkę, która przyszła do niego na prywatne korepetycje. Wcześniej pozwalał sobie na pewne uszczypliwości, cynizm i ironię, ale teraz jego obecne zachowanie nie miało znamion żadnej z tych sztuk. Był kompletnie pochłonięty czytaniem, dając dawnej władczyni Autonomii Wolenvain czekać. Długo. Wreszcie zamknął księgę, lecz zamiast zostawić ją w spokoju, chwycił ją i położył sobie na kolanach. Nadal siedział, nie racząc nawet skinąć głową na znak powitania. Wreszcie nabrał powietrza w płuca, westchnął przeciągle i zaczął mówić.

- Zdaję sobie sprawę z tego, jak to wygląda - rzekł bez żadnych wstępów, mając najwyraźniej na myśli swój marny stan. Mimo że aparycja maga odbiegała od tego, do czego zdążył już Nikol przyzwyczaić, jego głos pozostał mocny, odpowiednio akcentując każde słowo i wplatając w nie dodatkowe znaczenia. Mimo wszystko emanowało z niego swego rodzaju zniechęcenie, jakby ktoś zmuszał go do przebywania z byłą królową w jednym pomieszczeniu. Nie wydawało się to normalne.

- Niestety dla nas, królowo moja, sprawy skomplikowały się już dnia pierwszego -

kontynuował tym samym, nieobecnym i znudzonym tonem. - Przygotowania do naszej kampanii to nie tylko ćwiczenia woli. Nieistotne, jaka potęga za nami stanie, bez sojuszników nie ziścimy twoich… marzeń - rzekł, dostrzegając wreszcie, że uwadze Nikol nie umknęła postawiona na stole czarka. - Posil się, bo przed nami niełatwy czas. Jeżeli sobie tego życzysz, możesz się też przebrać - poinformował, mając na myśli cudowną łaźnię, do której wejście znajdowało się po jego prawicy.[/p]

Za magicznym oknem, które powinno pokazywać to, czego zażyczy sobie mieszkaniec izby, panował nieprzejednany mrok. Wyglądało więc, że Protektor przestał się przejmować nie tylko własną aparycją, ale także niektórymi pozorami. W pewnym sensie okazał w ten sposób słabość, choć trudno było wyobrazić sobie, co mogło popchnąć tak potężną personę do takich zachowań. Wyglądało to niczym początki szaleństwa, które dopiero co wykiełkowało i od wczorajszego wieczora zdążyło już w nim wyrosnąć. Źródła tych dziwów można było upatrywać w księdze złożonej na podołku maga. Może to w niej wyczytał jakieś przekreślające jego plany informacje?

//Po spotkaniu z Protektorem zgodnie z dawną zapowiedzią przewiniemy fabułę o kilka miesięcy. Opiszę szkolenie Nikol w Akademii na podstawie tego, jak zachowasz się na tym etapie sesji, po czym przejdziemy do bardziej istotnych wątków, dla których Twoja postać w ogóle się tutaj znajduje.
Awatar użytkownika
Nikol
Posty: 467
Rejestracja: 23 kwie 2011, 21:21
Lokalizacja postaci: Komnaty rektora
Karta Postaci: viewtopic.php?t=477

01 gru 2014, 14:49

Wreszcie stanęła przed drzwiami komnaty rektora. Nowe wrota nie pozostawiały wątpliwości, że to na pewno tutaj. Poprzednie Nicość obróciła w pył. O dziwo, Nikol poznała to nie po wyglądzie, bo nowe niczym nie różniły się od starych, ale po zapachu świeżego drewna i ostrej woni żywicy. Drzwi jednak nie przykuły jej uwagi w takim stopniu jak dwa inne obiekty. Pierwszym z nich była czarka wypełniona po brzegi krwią. Dopiero po niej był Protektor, a w zasadzie – jego wygląd. I jakkolwiek mimika Nikol w jej prawdziwej postaci wyrażająca zaskoczenie byłaby subtelna i dodatkowo wyraziła również dezaprobatę, tak duże, ale puste oczy panny Karolci wyrażały tylko umysł nie skażony żadną myślą. W każdym bądź razie rektor nie wyglądał na niepodzielnie panującego i sprawującego władzę absolutną maga. Przypominał raczej na poły jednego z szalonych i nawiedzonych czarowników albo kapłanów, a na poły zwyczajnego wędrownego dziada, co to od wioski do wioski chodzi po prośbie o parę miedziaków na tanie wino. Tak, to były najtrafniejsze określenia dla stanu rektora na ten moment. Pozostało w nim jednak coś władczego – jak choćby ten gest ręki, którym "zaprosił" Nikol do stołu, jednocześnie zdejmując z niej iluzję. Wampirzyca parzyła, jak jej dłonie i nogi smukleją. Jak jasny warkocz rozmywa się, zmienia w ciemne, czarne wręcz pukle. Delikatnymi palcami dotknęła swej twarzy o wyrazistych, kobiecych rysach, które tak lubiła podkreślać makijażem. Teraz na tej twarzy pojawił się lekki uśmiech zadowolenia, gdy siadała, przysuwając do siebie czarkę z krwią. Długo wytrzymała bez pożywienia. Oznaki tego czasu było widać po oczach równie podkrążonych, co oczy Protektora. Po matowych włosach i po sylwetce, która jakby utraciła kilka kilogramów. Zanim jednak raczyła się poczęstować drogocennym trunkiem, wpatrzyła się w maga. Stanowili w tym obrazie dwa przeciwieństwa. Ona wyprostowana, piękna, majestatyczna. On zgarbiony nad księgą, w niechlujnym ubraniu z butelką wina w ręku nie miał w sobie krzty dostojeństwa. Nikol nadal zachodziła w głowę, o co w tym chodzi, a jej czujny, bystry umysł sygnalizował, że coś poszło nie tak, jak spodziewał się tego Protektor. Coś wymknęło się spod jego kontroli lub ktoś usiłował pokrzyżować mu plany. Co gorsza – może już to zrobił? Myśl byłej królowej rozprzestrzeniła się na obszar autonomii. Czy miało to związek z panującym tam porządkiem tudzież chaosem? Czy pojawił się jakiś pretendent do tronu im zagrażający? Wyraźnie pochłonięty lekturą mag nie poświęcił jej ani odrobiny uwagi, każąc czekać na siebie długo. Lekko poirytowana próbowała rozgryźć to niecodzienne zachowanie opiekuna po obserwacji komnaty. Nic jednak nie zmieniło. Nic, oprócz aury za magicznym oknem i to ona była powodem, dla którego Nikol jeszcze bardziej się denerwowała i niepokoiła zarazem. Panujący na zewnątrz mrok nie wróżył nic dobrego.
Wreszcie rektor uniósł głowę znad księgi, a spojrzenie na oblicze Nikol. Wzrok nadal miał bystry, świdrujący na wylot, a głos – kiedy go zabrał – nie stracił na mocy. Tylko ta powierzchowność nie pasowała tutaj do całości, za co też Protektor przeprosił…tak jakby. Wampirzyca ujęła czarkę w dłonie. Wzięła głęboki wdech, delektując się słodkim zapachem trunku. To była dobra krew, musiała należeć do młodej, zdrowej osoby z arystokratycznej rodziny. Tutaj rektor nie zawiódł. Przytknęła brzeg naczynia do ust i upiła pierwszy łyk, słuchając uważnie dalszych słów maga. Równocześnie była królowa nie mogła powtrzymać wrażenia, że Protektor nie miał wcale ochoty na to spotkanie, ba! obecność Nikol była mu niemiła. Znikła dawna kurtuazja, w jaką zwykli oblekać swe rozmowy. Teraz atmosfera między nimi była napięta, gęsta i pełna niedomówień i swoistej niechęci. Czarnowłosa nie przerywała jednak, pijąc krew. Powoli, lecz do dna. Jej uszom nie uszło ani jedno słowo wypowiedziane przez rektora, ale musiała przyznać przed samą sobą, że niewiele z tego rozumiała. Nie spodobała się jej jednak wzmianka o sojusznikach ani też następująca po niej propozycja skorzystania z zaklętej łaźni.
Oczywiście – rzekła krótko. Odstawiwszy pustą czarkę, wstała i skierowała się we wskazanym kierunku. – To zajmie chwilę – zniknęła za drzwiami.
Gdy znalazła się sama, spojrzała w magiczne zwierciadło. Krew zdążyła już przywrócić Nikol zdrowy wygląd. Nie ceregieląc się, wzięła szybką kąpiel i przywdziała strój niecodzienny. Strój, który pozwolił jej poruszać się swobodnie i nie należał do szat, jakie nosi się na kolacje, narady czy bale. Był to strój przypominający jeździecki. Biała koszula okiełznana skórzanym kaftanikiem, obszytym futrem nie pasowały to wizerunku władczyni ani też skórzane spodnie wpuszczone w wysokie jeździeckie buty. Ale był to strój dobrze wybrany do szkoleń, a Nikol bardzo chciała ćwiczyć już opanowanie Energii. Wampirzyca wpatrywała się w swoje odbicie zamyślonym spojrzeniem, upinając włosy. Tak, najwyraźniej w księdze zapisane jest coś, co powinna wiedzieć. To było jedno, a drugie…czemu i kiedy sytuacja uległa tak drastycznej zmianie? Czy pierwsze rozmowy z rektorem były tylko farsą, genialnie zagraną, aby zaskarbić sobie przychylność królowej? Przekonać ją do nauki? Nie, to jej nie pasowało. Równie dobrze mógł ją do tego jakoś przymusić. Coś musiało silnie wpłynąć na taką zmianę. To, że kampania i współpraca łatwe nie będą, sama wiedziała od pierwszego spotkania i żadną to dla niej było nowością. Co takiego stanęło na przeszkodzie?
Nikol powróciła do gabinetu Protektora, jak zwykle zachwycająco atrakcyjna – nieważne, co by przyodziała. O tym stanowiła przecież wypita krew. Na dekolcie królowej lśnił amulet, w którym niezmiennie wirowały fioletowe drobinki.
Jestem gotowa – oznajmiła krótko. Nikol nie uważała, aby był to dobry czas na zadawanie pytań, które zostałyby bez odpowiedzi. Rektor wyraźnie dał do zrozumienia, że nie ma czasu do stracenia. Dziwiło ją jednak, dlaczego mag nie pilnuje pozorów, które dla nich były niezwykle ważne. Czyżby ktoś rozszyfrował ich grę, czy też Protektor nie miał siły dłużej w nią grać. Te przemyślenia wampirzyca postanowiła zachować dla siebie. To, na co sobie pozwoliła, to spojrzenie, które padło najpierw na księgę, a potem na maga. Nie chce grać w otwarte karty? Do czasu – zachowała kamienną twarz.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3821
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

04 gru 2014, 03:46

MG

Kiedy Nikol opuściła magiczną łaźnię, którą Protektor tak wielkodusznie jej udostępniał, mag zdążył się już pozbierać do kupy. Jego wygląd ponownie stał się niemal nieskazitelny. Nie zdążył zadbać o swoją twarz, która nadal wyglądała na niezwykle zmęczoną. Podkrążone oczy i zszarzała skóra nie dodawały mu może uroku, ale nadawały wyglądu osoby pochłoniętej pracą na wspólne dobro byłej królowej i rektora Akademii. Wyglądało na to, że każde z nich miało swoje trudy – ona musiała nauczyć się jeszcze wiele o magii, poznać swoje zdolności i opanować je w zadowalający sposób, on zaś – wedle swoich słów – zajmował się wielką polityką, zbieraniem sojuszników i tworzeniem gruntu pod kampanię, której nie mogli uniknąć. Szczęściem mag pozbył się swojej książki, choć wydawało się, że tego wieczora nic go od niej nie odciągnie. Nikol ponownie zyskała sobie jego należytą uwagę, zupełnie tak, jakby wcześniej musiała o nią konkurować z tajemniczym tomiszczem. Za wcześnie było, aby wyrokować, ale zachowanie Protektora miało pewne znamiona obsesji. Nie można było wyczuć, czy odczuwa wstyd z tego powodu, odsłaniając przed Nikol nieco więcej własnego ja, niż tak naprawdę zamierzał.

Gra rozpoczęła się na nowo, gdy potężny przełożony Akademii, szara eminencja całego Morinhtaru i osoba nadzorująca większość doradców wielkich dworów królewskich znowu uśmiechnął się w znany byłej władczyni, lekko pobłaźliwy sposób. Jego strój zmienił się – teraz był bardziej klasyczny, choć nadal, jak zawsze, bardzo elegancki. Nikol bodaj pierwszy raz widziała go w todze o zwyczajowej dla magów tego miejsca barwie granatu. Na nią nałożył składający się z połączonych ze sobą złotymi ćwiekami pasów skóry napierśnik eksponujący cały jego tors. Z jego pleców zwieszała się długa do połowy pleców peleryna o krwistoczerwonej, nęcącej barwie.

- Dobrze - rzekł, zawierając w tym słowie całą plejadę emocji: od aprobaty, przez nutę zniecierpliwienia aż po ekscytację. - Czas na zmianę scenerii - dodał, rozkładając swe ramiona szeroko i zamykając na chwilę oczy. Pokój wokół Nikol zafalował, rozmył się i ustąpił pola formującej się zamiast niego, nowej rzeczywistości. Uszom ciemnowłosej nie umknął śpiew ptaków i szum wody, a do jej nozdrzy dotarł zapach wiosny. Ostatni zareagował zmysł wzroku, który spotęgował wrażenie stania na szerokim, trawiastym, pełnym stokrotek wzgórzu. Gdzieś w oddali majaczył las, nad nim zamglone góry, pod wzniesieniem płynął strumyk. Słońce świeciło jasno, widać było, że brakuje mu jeszcze kilku godzin do zenitu.

Protektor ostrożnie wciągnął powietrze w płuca, po czym wydmuchnął je przez usta. Nikol wyczuła, że mimo pozornej prostoty swojego zaklęcia, mag użył ogromnych zasobów swojej mocy, aby przenieść ich tutaj. Właściwie nie sposób było ocenić, czy faktycznie znajdują się tu, gdzie wydawałoby się, że się znajdują. Równie dobrze mogłaby to być jedna z iluzji, z których rektor słynął. Podtrzymywanie jej podczas całej lekcji nie wydawało się jednak zbyt mądre. No chyba że towarzysz Nikol mógł skupiać się na kilku rzeczach jednocześnie, co nie było wcale tak mało prawdopodobne.

Mag podszedł do byłej królowej, ujmując ją za dłonie i patrząc jej prosto w oczy. Gdyby nie to, że oboje byli podłymi, snującymi mroczne plany personami, scena ta mogłaby wydawać się całkiem romantyczna. Wystarczyłoby kilka komplementów rzuconych w odpowiedniej chwili.

- Zawsze musisz być gotowa, moja królowo - rzekł Protektor z cynicznym uśmieszkiem, a ona wiedziała już, co się wydarzy. Mag szybko puścił jej dłonie, po czym popchnął ją, dodając do tego odrobinę swojej mocy. Nikol przeleciała parę metrów w powietrzu, po czym ciężko upadła na miękką – wydawałoby się – trawę. - No, pokaż mi, na co cię stać! - prowokował drapieżnie rektor, formując w swojej prawej dłoni kulę czystej mocy magicznej.

- WYZWÓL JĄ!

Awatar użytkownika
Nikol
Posty: 467
Rejestracja: 23 kwie 2011, 21:21
Lokalizacja postaci: Komnaty rektora
Karta Postaci: viewtopic.php?t=477

25 lut 2015, 15:48

Oprócz tajemniczej księgi, której zawartość coraz bardziej nęciła Nikol i która zniknęła z pola widzenia, uwadze królowej nie umknął wygląd Rektora. Po wyjściu z łaźni, kiedy ona wyglądała jak zwykle pięknie, mężczyzna zdołał przywdziać elegancki, nowy dla wampirzycy, strój, ale nie ukrył zmęczenia i frasunku, które odbiły już swe piętno na jego twarzy. Mimo to prezentował się majestatycznie i co by nie powiedzieć – atrakcyjnie w granatowej todze i nabijanym ćwiekami napierśniku. Szaty te nadawały mu zupełnie innego charakteru od urzędnika zagłębionego w biurokrację czy też politykę. Zastanawiająca była barwa peleryny, która swobodnie spływała po plecach mężczyzny. Czyżby była to prowokacja wobec byłej królowej? Nie było czasu dumać nad tym dłużej. Nagle pokój zawirował. Kształty rozmyły się, ustępując miejsca nowym. Jej wyostrzone zmysły stopniowo odbierały całkiem nowe wrażenia. Całkiem miłe, przypominające jej minione lata…beztroski. Przypominające jej to, co nie powinno zaprzątać jej głowy. Przypominające…Hadaretha. Czasy tak odległe, że aż niewiarygodne. Szum wody taki jak w Gorących Źródłach i liści w koronach drzew Lasu Cieni. Sceneria, którą stworzył Protektor była jednak bardziej iddylyczna – polanka z pięknie zieloną trawą usłana stokrotkami, a w oddali krajobraz gór.
Tak wygląda wiosna w Morintharze? – zapytała z przekąsem, nie oczekując na odpowiedź. Wszystko było takie rzeczywiste i tylko słońce, które nie parzyło i nie spopieliło ciała wampirzycy przypominało, że cały pejzaż stanowił doskonałą iluzją. Jeśli faktycznie tak było, mag musiał zużyć na to spore pokłady energii, a ponadto wyśmienicie posługiwać się podzielnością uwagi.
Protektor podszedł do Nikol, patrząc jej prosto w oczy. Niczego nie zdradzały. Wampirzyca nieznacznie zmrużyła powieki, próbując przeniknąć myśli czarodzieja na wylot. Chwycił jej dłonie, zimne i blade, niemal sine, ale niezwykle delikatne. Scena iście z romasnu – ona, piękna, młoda dama i on potężny, władczy mag zakochani, lecz nie w sobie. W planach, jakie przed sobą mieli i we własnych knowaniach. Zapatrzeni we władzę. Albo zemstę. Nie uczucie ich łączyło, ale wspólne cele i korzyści, jakie jedno od drugiego miało zyskać.
Rektor uśmiechnął się paskudnie, wyrzekając słowa, które brzmiały niemal jak ostrzeżenie czy groźba. Pchnął Nikol, która rażona impulsem magicznym oddaliła się w tył, upadając na iluzoryczną trawę. Uniosła się na łokciach, gdy usłyszała wyzwanie rzucone przez opiekuna. On już formował kulę mocy, kiedy ona ściągnęła brwi i zacisnęła zęby, ukazując kły niczym drapieżne zwierzę. Nie trudziła się nawet, aby się podnieść. Jej gniew wprawił migoczące drobinki w amulecie w szaleńczy taniec. Zawirowały, zabłysły głębokim fioletem. Wśród ćwirku ptaków i szumu strumyka, zadźwięczał stukający o siebie lód. Nad głową Protektora w powietrzu uformowało się kilka sporych rozmiarów, zabójczo ostrych, fioletowych sopli, które właśnie leciał wprost na niego, chcąc przyszpilić go do ziemi… A Nikol oddychała coraz szybciej i płycej, już szykując kolejny atak. Protektor z pewnością zdoła się obronić i w tym czasie była królowa wypuści z dłoni fioletowy bicz, który miałby owinąć się wokół kostki maga i powalić go na ziemię. Drugie z zaklęć nie wymagało od niej dużych pokładów mocy.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3821
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

02 mar 2015, 17:33

MG

Mimo całej potęgi, jaka przebiegała przez jej nieumarłe ciało, Nikol daleko było do używania jej w całkowicie świadomy sposób. Posługiwała się mocą Nicości instynktownie, formując z niej kształty, które już znała. Jej umysł nakazywał energii dopasowanie się do form nieabstrakcyjnych, utworzonych na wzór tych spotykanych w życiu każdego śmiertelnika. Potencjał byłej królowej zwiększał się, gdy pozwalała Nicości wziąć się we władanie, pozwalając jej na czynienie cudów, których normalnie nie byłaby w stanie dokonać. Jej magia była dźwięczna, namacalna i dobrze widoczna. Choć w jej zaklęciach nie było wiele subtelności, były rzucane z mocą, której nie powstydziłoby się potężne medium magiczne.

Tworzone przez nią struktury nie składały się z silnie antagonistycznej, czystej energii magicznej – a przynajmniej nie całkowicie. Nikol sama nakładała ograniczenia na swoje zdolności, wkładając je w zrozumiałe dla niej ramy. Utworzone sople mieniły się w sztucznym słońcu fioletem, ale nie sposób było stwierdzić, czy nie jest to tylko złudzenie. Protektor nie zamierzał tego sprawdzać na własnej skórze, więc formowaną przez siebie kulę wystrzelił dokładnie w ich kierunku, starając się uskoczyć przed spadającymi na niego pociskami.

Gdy energia zetknęła się z kolcami, nastąpiła mała, lokalna eksplozja, której siła wystarczyła do zbicia maga z nóg. Iluzja polanki zafalowała na chwilę, zaraz jednak odzyskują stabilność. Rektor stracił koncentrację, ale tylko na sekundę. Sunący w jego kierunku bicz uformowany najpewniej z czystej mocy został zatrzymany przez gest mężczyzny, a jego działanie zostało odwrócone. Wstał – powoli, jakby z trudem – bacznie wpatrując się w kontrolowaną przez niego tymczasowo moc. Mógł wiedzieć sporo na jej temat, ale nie wydawało się, że jest to jego specjalność. Szata na jego ramieniu została rozdarta. Nie było widać rany, ale jego przeciwniczka od razu poczuła znany jej zapach krwi. Wyglądało na to, że przynajmniej jeden z sopli trafił, rozdzierając nie tylko fragment peleryny, ale też znajdujący się pod nim skórzany napierśnik oraz granatową togę.

Magiczny sznur oplótł łydki nadal leżącej Nikol, parząc ją dotkliwie mimo ubrania.

- Nie możesz jej używać, nie znając jej działania! - szczeknął Protektor, zbliżając się do kobiety i nadal silnie koncentrując na zachowaniu kontroli nad przejętym tworem. Wydawało się, że poświęca temu całą swoją uwagę, ale mimo tego iluzja, w której się znajdowali, nadal wydawała się tak doskonała, jak przed chwilą. Można było wywnioskować, że nie uwalnia on swego pełnego potencjału – lub dobrze udaje, sprawiając, że jego partnerka nie była w stanie przewidzieć, co stanie się za chwilę.

Awatar użytkownika
Nikol
Posty: 467
Rejestracja: 23 kwie 2011, 21:21
Lokalizacja postaci: Komnaty rektora
Karta Postaci: viewtopic.php?t=477

04 mar 2015, 15:24

Spodziewała się takiej reakcji Rektora. W sumie osiągnęła choć tyle, że kula mocy nie została skierowana na nią, ale na sople. Gdy jego magia zetknęła się z energią Nicości powietrze zasyczało, sypnęły się skry i doszło do niewielkiego, ale odczuwalnego wybuchu. Jego siła powaliła Protektora na ziemię, a Nikol odczuła jedynie parzący podmuch na twarzy. Obraz polany zachwiał się lekko, utwierdzając tylko o swojej iluzorycznym, sztucznym charakterze. Trwało to sekundę, może dwie. Krajobraz ustabilizował się szybko, co świadczyło o sile maga i o koncentracji, jaką potrafił zachować w magicznym pojedynku. Tej umiejętności również brakowało Nikol. Stanowiło to ogromne niebezpieczeństwo związane z niekontrolowanym uwalnianiem energii…
Protektor – choć z trudem – wstał. Rychło w czas, bo bicz sunący w jego stronę był już bardzo blisko. Mag zatrzymał go jednym gestem dłoni. Ponadto zwrócił go ku niczego nie spodziewającej się wampirzycy. Bat oplótł się wokół łydek byłej królowej, paląc ją dotkliwie. Nikol wrzasnęła gniewnie i zacisnęła zęby, odsłaniając ostre kły. Na domiar złego krew sącząca się z rany powstałej na skutek ataku lodowych sopli kusiła równie boleśnie.
Tymczasem Rektor "bawił się" energią. Wpatrywał się w fioletową wiązką z zafascynowaniem, pożądaniem, a może nawet z nutą przestrachu albo szacunku. Z jednej strony wydawało się, że skupia na tym całą swą uwagę, a z drugiej niezachwiana wizja polany zupełnie temu przeczyła. Nikol zaczął władać chaos. Zwykle Nicość broniła swej nosicielki, teraz zbyt łatwo poddała się woli kogoś z zewnątrz. To zdezorientowało wampirzycę bardziej niż karcące słowa Protektora. Wampirzyca musiała przerwać przesyłanie. Odciąć jej napływ, tylko nie wiedziała jak to zrobić. Mimo bólu, mimo pokusy w postaci zapachu świeżej krwi, stanęła na wysokości zadania jak prawdziwa władczyni i skupiła się jedynie na zamknięciu wrót. Cząstki w medalionie wirowały jak opętane, zlewając się w jedną, płynną masę. Twarz królowej wykrzywił grymas cierpienia, złości i determinacji. Protektor miał rację – Nikol nie umiała posługiwać się energią. Nie nauczono jej jak miała nią władać, jak rozkazywać ani jak kształtować. Nikt nie wyjaśnił jej nawet, w jaki sposób posiadła ten dar. Czy może przekleństwo? W dawnych czasach, jej nauczyciel, którego imienia nie sposób przypomnieć, ofiarował jej medalion oczyszczający Nicość. Nikol umiała na tyle nagiąć energię, aby w swoisty sposób przepływała przez osobliwą błyskotkę. Nic więcej. Jak wielce musiała się skoncentrować, aby Nicość chciała jej słuchać…
Tym razem również była szansa na to, że Nicość sprzeciwi się woli intruza, jakim był dla niej Rektor. Uwolni Nikol z uwięzi i albo ulotni się, wracając do wampirzycy…albo zostaną wyzwolone kolejne wiązki, które tym razem nie miały przyjąć kształtów, form, lecz uderzyć strumieniami w oprawcę swojej "bramy"… Nikol tego sobie właśnie życzyła ze świadomością, że w takim obrocie sytuacji z całą pewnością utraci przytomność.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3821
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Sunfall

07 mar 2015, 20:58

MG

Jego metody nie były łagodne, tym niemniej – skuteczne. Zmusił Nikol do próby zapanowania nad własną mocą, którą zwrócił przeciwko niej. Całą swoją uwagę skupiła na tym, aby odciąć dopływ energii do nitki, która teraz oplatała jej nogi, poddając się wpływowi Protektora. Udało jej się to, a sycząca, fioletowa substancja zaczęła się szybko rozpraszać. Mag, z którym się mierzyła, nie był przygotowany na taki obrót spraw. Nie koncentrował się na tym, aby magiczny twór utrzymał swój kształt, tylko na tym, aby poruszał się zgodnie z jego wolą. Bicz rozluźnił się, wypuszczając wampirzycę ze swoich objęć. Rektor postarał się szybko zebrać pozostałe po nim cząstki mocy, jednak było ich na tyle niewiele, że ostatecznie zaniechał.

- Taka stłamszona, taka utemperowana… - rzekł w zamyśleniu rektor, pomagając Nikol wstać. Magicznie. Telekinetyczna siła szarpnęła nią i postawiła na równe nogi. Stali naprzeciwko siebie zupełnie tak, jakby przed chwilą prowadzili niefrasobliwą rozmowę, mimo ran na nogach byłej królowej oraz na ramieniu Protektora. - Co działo się, gdy używałaś jej bez amuletu, Wasza Wysokość? Obejmowała nad tobą… władanie? - zapytał nieco bezczelnie, uśmiechając się lekko, mocno zacisnąwszy swe usta. - Nie powinniśmy go stosować. Nigdy nie nauczysz się jej kontrolować, gdy będzie ci w tym pomagać jakieś magiczne świecidełko. Zdejmij go - polecił. Choć mógł zrobić to samemu, za pomocą magii, nie uciekł się do tego czynu. Chciał, aby decyzja Nikol o pozbyciu się amuletu była całkowicie świadoma, by zrobiła to z myślą o konsekwencjach, o które ją zresztą przed chwilą zapytał.

- Nie musisz się bać. W tym miejscu kontroluję wszystko, nawet ją - rzekł, a choć nie było w jego słowach przechwałki, Nikol nie mogła być im przychylna. Nie znała nikogo, kto mówiłby w ten sposób o energii pochodzącej z samej Nicości, mocy, której wielojaźń nakazywała jej tylko niszczyć. Pamiętała, co działo się przed tym, jak otrzymała od Korita oczyszczający tę energię i osłabiający jej świadomość kamień zamknięty w naszyjniku. Nie panowała wtedy nad niczym, istniejąc wedle kaprysów sił, których nie rozumiała. Teraz rektor namawiał jej, aby wróciła do tego stanu, obiecywał i zapewniał, że nic się nie stanie. Czy mogła mu uwierzyć?

Wróć do „Morinhtar”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 24 użytkowników online :: 2 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 22 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot], Kerreos
Liczba postów: 52308
Liczba tematów: 2980
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.