Dormitorium adeptek

Miasto to, nazywane przez ludzi Rebelią, jest miastem podziemnym. Mieszka tutaj procentowo najwięcej ras humanoidalnych nie będących ludzkimi. Mieszkańcy Morinhtaru z zasady negatywnie nastawieni do odwiedzających, podróżnych i wszystkich innych gości, żyją w swoim zamkniętym towarzystwie.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3773
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Dormitorium adeptek

09 lip 2013, 03:58

Położone na szczycie długich, spiralnych schodów surowe pomieszczenie, w którym noce i czas wolny spędzać mogły nieliczne uczęszczające do Akademii Magicznej Morinhtaru adeptki. Umieszczone wewnątrz jednego z wzniesień Wichrowych Szczytów w przeciwieństwie do większości znajdujących się w kompleksie pomieszczeń posiadało prawdziwe, zwane nieco na wyrost „oknami” długie szyby wpuszczające doń sporo światła słonecznego. Niebieskawy odcień skał, w jakich z nieludzkim pietyzmem wykuto dormitorium nadawał mu nienaturalny charakter. Niepokój budziło także minimalne wyposażenie pokoju, w którym zwyczajowo bytować miało przecież od kilku do kilkunastu kobiet. Płaskie, niskie, topornie wyrzeźbione łóżka ze słomianymi materacami i takimiż pościelami stykały się ze sobą bokami, mając u swych stóp po jednym sporych rozmiarów kufrze. Było ich łącznie dwanaście, po sześć przy lewej i prawej ścianie (patrząc od wejścia). W izbie pod nieobecność mieszkanek panował zwykle nienaganny porządek, czego można było spodziewać się po władających sztuką magiczną, z natury schludnych (przynajmniej wedle ogólnie przyjętych norm) dziewojach. Oczywiście, ów porządek znikał gdy tylko w miejscu tym pojawiały się jego ledwo odrosłe od ziemi lokatorki. Próżno jest się jednak rozpisywać na temat tego, co ich lotne skądinąd umysły potrafiły nieraz z tym nieskazitelnym ładem zrobić, bowiem fantazja tych oddzielonych od męskiego towarzystwa, czarujących przecież młódek nie znała niemal żadnych fizycznych granic.

Naprzeciw wejścia umieszczone było sporej wielkości palenisko z kominkiem z dużym, kwadratowym (a jakże!) lustrem nad nim, a po środku dormitorium stał hebanowy stół z dwunastoma krzesłami umieszczonymi symetrycznie po swych kwadratowych bokach. Po lewej i prawej stronie paleniska znajdowały się ciężkie, prowadzące do pomieszczenia sanitarnego drzwi. Co ciekawe, znajdujące się w nich kamienne krany reagowały wyłącznie na słowa swoich użytkowniczek, wedle ich woli napełniając jedyną w łaźni, wykutą w podłożu sporej wielkości okrągłą wannę i cztery przyścienne zlewy ciepłą bądź zimną wodą. Ciekawym wynalazkiem były niewątpliwie dwie umieszczone po rogach łaźni odgrodzone parawanami latryny zbudowane tak, aby nieczystości (oraz śmieci, bowiem latryny traktowano czasem również jako składnice odpadków) trafiały przez grube rury bezpośrednio na niższe poziomy Akademii, prawdopodobnie do dołu kloacznego. Samo to uznać można było za luksus, o którym większość mieszkańców Autonomii nie mogła nawet marzyć. Magowie nie bez kozery byli częstokroć uważani za najbardziej światłych obywateli kraju. Ich mądrość objawiała się między innymi w umiłowaniu czystego, pobudzającego szare komórki powietrza, czemu jasno dawali upust projektując swe łaźnie.


Pełne ciemnego drewna, kątów prostych, sprzeczności na drodze wygody oraz ascetyzmu i umieszczone tak, aby z czystym sumieniem odpuszczać sobie jego wieczorne inspekcje dormitorium adeptek było, bądź co bądź, prawdziwym domem dla swych mieszkanek.


MG

Zaburzający przytłaczającą zewsząd, nieskalaną symetrię tego miejsca Protektor półleżał na jednym z łóżek, rozsypawszy przypadkowo nieco słomy po przyległej do niego podłodze. Tym razem miał na sobie bordowy kaftan z wyszywanym złotą nicią gryfem na piersiach, pasujące do tego, nieco ciasnawe, sznurowane na końcach nogawek spodnie oraz wyglądające na dopiero co ubrane, wypolerowane na ślinę razem z podeszwą, czarne, kryte buty. Chociaż jego strój godny był największego patrioty i modnisia, postawa i zachowanie rektora jawnie kpiły sobie z godła Autonomii, które na siebie przywdział, nie wspominając o jego wątpliwemu poszanowaniu dla drogich, noszonych przez niego szat. Na jego palcach połyskiwały cztery złote pierścienie z niemożliwie wielkimi, przydymionymi rubinami z pęcherzykami powietrza. Każdy z pewnością był warty istną fortunę. Na widok wkraczającej do pomieszczenia, przyjmującej postawę skromnej uczennicy Nikol Protektor uniósł się na łokciach.

- Zostawcie nas - rzekł, na co dwaj niewzruszeni magowie opuścili pomieszczenie, z hukiem zamykając jego drzwi. - Wybacz, że nie pofatygowałem się do ciebie osobiście, moja królowo - rzekł, niby od niechcenia strzepując pyłek z rozwartego, gryfiego dzioba. Trzeba było przyznać, że cechujący każdego skurwysyna jego pokroju magnetyzm właśnie w tej chwili dał o sobie znać w najpełniejszym wymiarze. - Dołączysz do mnie? - zapytał niefrasobliwie, przesuwając się na wąskim posłaniu, aby zrobić miejsce obok siebie. Jego amoralna propozycja była nie na miejscu tak bardzo, że w powietrzu wręcz wyczuwalny był zapach czystej bezczelności. Rektor nie miał jednak zamiaru obrócić tego w żart czy niewinny flirt, wyczekująco i spod opuszczonych nieco powiek spoglądając na falsyfikat panny Karolci. Gdy ta ważyła, co uczynić, główny mag Akademii swym zwyczajem zaczął podnośnie i dostojnie prawić.

- Niebawem znajdą się tutaj pozostałe adeptki, toteż czasu wiele nam nie zostało – rzekł, idąc za ciosem swych godnych dopiero co pasowanego, jurnego młokosa słów. – Zniszczenie, jakie przewinie się przez te komnaty całkowicie zburzy ich piękno. W kufrze pod moimi stopami znajdują się dwie… nie, trzy butelczyny wina starego Trahnera, rocznik trzysta dziewięćdziesiąty ósmy. To był dobry rok… dla win - rzekł, zaraz po tym szczekliwie parskając śmiechem i przekrzywiając głowę w celu bardziej dokładnej lustracji blondwłosej osóbki.

Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Nikol
Posty: 467
Rejestracja: 23 kwie 2011, 21:21
Lokalizacja postaci: Komnaty rektora
Karta Postaci: viewtopic.php?t=477

12 sie 2013, 14:31

Ach, jak nie zgrabne było teraz jej ciało. Stawiała krótkie, ciężkie kroki, które echem odbijały się od ścian korytarza, a warkocz majtał się z tyłu, smagając co i rusz jej plecy. Szata adeptki gryzła w skórę i krępowała ruchy. Podniosła rąbek szaty i zaczęła długą wspinaczkę po stromych, spiralnych schodach. Panna Karolcia, też coś – fukała w myślach, jak rozjuszona kotka. Czego to jednak się nie robi, aby osiągnąć upragnione cele? Mógłby ją nawet zamienić w wilkołaka, jeśli pomogłoby to opanować Nicość i zemścić na wrogach. Oraz przywrócić ją do władzy w blasku chwały i uwielbienia. O tak! Dla tych uczuć, dla tej satysfakcji gotowa była wiele poświęcić. Na razie pozostanie nieco przygłupią dziewczyną o oczach pełnych pustki i niezrozumienia otaczającego ją świata.
Pchnęła drzwi do dormitorium adeptek. Było to jedno pomieszczenie, bo żeńska część grona uczniowskiego była nieliczna. Od razu uderzyła w nią surowość komnaty, która została "wyróżniona" poprzez wykucie w ścianach podłużnych otworów, w które wprawiono szklane szyby. Prawdziwy luksus. Zaprawdę uczennicom podarowano światło. Niebieskawe, wzbudzające niepokój światło. Nikol oczywiście było wszystko jedno, czy ono jest, czy nie ma, byle nie były to promienie słoneczne. To właśnie lubiła w tym mieście. Permanentny brak słońca. Życie od zachodu do wschodu tej gorejącej gwiazdy potrafiło być niezmiernie uciążliwe.
Mimo tego udogodnienia, zupełnie niepraktycznego i niepotrzebnego, reszta jawiła się nieprzyjemnie. Symetryczny układ pokoju przywodził na myśl stajnie z boksami. Nawet materace były wypchane słomą i to akurat by się zgadzało. Łóżka nie wyglądały zachęcająco, a kufry przypominały stare skrzynie z ładowni jeszcze starszej łajby. Surowość dopełniał panujący w pomieszczeniu porządek, ale ten akurat Nikol sobie ceniła. Kiedy, lustrując komnatę, spojrzała na wprost, ujrzała "swoje" odbicie. Było to dla wampirzycy całkiem nowe zjawisko, ale zdążyła się już nadziwić na tym przed magicznym lustrem w sypialni Protektora. Pod zwierciadłem znajdowało się spore palenisko, które musiało ogrzać dormitorium podczas chłodnych nocy, czyli niemal przez cały czas. Przestrzeń zaburzał stół, przy którym adeptki zwykły się uczyć. Teraz jednak na blacie nie leżała ani jedna księga, ani jeden zapisany pergamin. Kątem oka spostrzegła też drzwi prawdopodobnie prowadzące do łaźni. Jakkolwiek by nie wyglądała, z pewnością nie mogła równać się z łaźnią Rektora, który – jak zdążyła zauważyć, rozgościł się na jednym z łóżek, niszcząc staranne zaścielenie. Wyglądał zadziwiająco inaczej, niż zwykła go oglądać. Włożył na siebie bordowy kaftan, na którym pysznił się haftowany złotą nicią gryf, będący herbem Autonomii. Odziany na współczesną modłę, w dopasowanych spodniach i wypolerowanych butach mógł uchodzić za przystojnego mężczyznę. Gdy tylko ujrzał Nikol…czy też pannę Karolcię, uniósł się lekko i odprawił towarzyszących jej magów machnięciem ręki przystrojonej w pierścienie, w które wprawiono piękne rubiny. Gdy drzwi zatrzasnęły się za nimi, odwróciła głowę w stronę wrót. Byli niezwykle milczący, gdy prowadzili ją do dormitorium.
Nie miała jednak wiele czasu do namysłu, bo Protektor już podjął rozmowę. Właściwie był to krótki monolog, zawierający cel ich spotkania. Wysłuchała, co miał do powiedzenia i do zaproponowania ze spokojem, uśmiechając się ze sztuczną uprzejmością w odpowiedzi na żart o winach. Podeszła do kufra. Wieko miał dość ciężkie, ale póki co, w towarzystwie Rektora nie musiała udawać. Otworzyła skrzynię, wydobywając z niego owe trzy butelczyny. Jeśli miało się tu wydarzyć coś…czego wolałaby nie pamiętać, trunek miał w tym dopomóc. Mag zachowywał się nad wyraz swobodnie. Cóż, świetnie się bawił, lustrując sobie jej iluzoryczne ciało. Chyba podziwiał swój kunszt, bo w figurze panny Karolci nie było nic, na czym można było zawiesić oko. Przynajmniej w mniemaniu wampirzycy.
Uczynisz honory? – podała mu jedną z butelek. – Nie ukrywam, że nie rozumiem celu naszego spotkania. Mogę się jedynie domyślać, lecz nie chcę snuć błędnych teorii. Oświeć mnie, mój mistrzu – odnosząc się równie poufale, co on do niej przed zaledwie chwilą nazywając "swoją królową". Owszem, Nikol domyślała się, że ma się tu odbyć przedstawienie, które urzeczywistni w umysłach członków Akademii ich romans. Mieli weń uwierzyć, a żeby uwierzyć mogli, musieli zobaczyć. Czy jednak nie wystarczyło rozpuścić parę plotek w odpowiednich kręgach? Czy i tu nie pomogłaby iluzja? Przekonana o tym, że amoralna propozycja Protektora była jedynie żartem, którymi tak lubił się posługiwać, nie przysiadła na skraju łóżka, tylko stała, czekając na otwartą butelkę zacnego wina.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3773
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

04 wrz 2013, 03:39

MG

Uprzejme zainteresowanie przerodziło się w subtelnie wyrażane zaskoczenie, a to płynnie przeszło w czystą ciekawość. Protektor przyglądał się Nikol w rosnącym napięciu, pozwalając jej całkowicie przejąć inicjatywę. Można rzec, że poddał się biegowi wydarzeń, niesiony na jego fali niczym martwa ryba. Kilka półsłówek, kilka pozornie przypadkowych gestów, kilka niezbyt skomplikowanych figur retorycznych i „panna Karolcia” od razu wzięła się do roboty. Korzystając ze swojej niewątpliwie ponadprzeciętnej siły dziewoja otworzyła kufer leżący u stóp łoża, jakie zajmował rektor Akademii. Pośród kilku grubych tomiszczy, zapasowych pergaminów, butelek pełnych inkaustu oraz kobiecych szmatek jednej z adeptek Nikol szybko znalazła trzy butelczyny pełne jakiegoś niezidentyfikowanego, prawdopodobnie alkoholowego trunku. Ignorując zakazy obowiązujące w tym miejscu, krnąbrne uczennice jakimś cudem sprowadziły tutaj nielegalne wino. Protektor nie wydawał się tym faktem oburzony. Chociaż z pewnością zdawał sobie sprawę z przekrętów, jakich dopuszczali się jego podopieczni, przymykał na nie oko. Ba!, wszystko wskazywało na to, że sam dobrze na tym skorzysta.

Butelka leniwie wyślizgnęła się z dziewczęcej dłoni odmienionej Nikol. Mag, z którym przebywała w dormitorium nie okazywał żadnego zainteresowania lewitującej flaszce, zamiast tego koncentrując się na swej partnerce w zbrodni. Prowadziła z nim skomplikowaną intrygę, chociaż wiedziała, ile ma do stracenia. Czuła jego potęgę, ale nie okazywała strachu. Była jedyna w swoim rodzaju.

Wyszywany łeb znajdującego się na piersi rektora gryfa zalśnił krótko, gdy noszący go mężczyzna przesunął się na łóżku. Wyglądało na to, że nad czymś rozmyśla, waży wszelkie za i przeciw. Wewnętrzna debata nie trwała długo, kończąc się niemal tak nagle, jak się zaczęła. Lewitująca butelka trafiła na powrót do kufra, w którym wszelkie fatałaszki ułożyły się dokładnie tak, jak przed ingerencją Nikol. Wieko pojemnika zatrzasnęło się, a stojący za całym tym paranormalnym zamieszaniem mag podniósł się ze swego niezbyt wygodnego, słomianego legowiska. Pościel za nim zasłała się samoistnie.

- Spokojnie - rzekł z niemal przepraszającym uśmiechem. – Pozwólmy niektórym rzeczom… - przestąpił kilka kroków - …dojrzeć - zakończył enigmatycznie, chwytając Nikol za ręce. Stali tak przez chwilę niczym zakochana para szlacheckich szczeniaków w Jaśminowym Parku Wolenvain. W powietrzu wytworzyło się ledwo wyczuwalne napięcie, ale czar ten prysł w czasie dwóch uderzeń serca. Protektor odwrócił się po czym ze zmarszczonymi brwiami spojrzał na długie, wykute w niebieskiej skale okno.

- Do zobaczenia jutro - rzekł krótko, wycofując się nagle i bezpowrotnie z własnej gry, jakby wszystko to było ledwie błahym testem. Wyszedł, trzaskając zrobionymi z utwardzonej skóry obcasami po nieskazitelnie czystej posadzce. Gdy siłą swego umysłu otworzył sobie drzwi, w jego dłoni błysnęła pełna ciemnego trunku butelka.

[/b]

Była królowa Autonomii Wolenvain pozostała sama w surowym pomieszczeniu. Jej życie niespodziewanie nawet dla jej samej weszło w kolejny etap. Zyskała potężnych sprzymierzeńców i kilkutonowy, skalisty dach nad głową. Bezpieczne miejsce do rośnięcia w siłę bez niepokojenia szerokiego świata. Morinhtar miał być jej kokonem, aby po odpowiednim czasie mogła z niego wyfrunąć niczym motyl. Czarny motyl.

Niestety, nie przyszło jej zostać w spokoju ani chwili dłużej. Już po chwili Nikol doskonale zrozumiała, co miał na myśli Protektor mówiący o zniszczeniu, jakie miało przetoczyć się przez te komnaty. Do pomieszczenia dosłownie wpadła zgraja dziewczyn w różnym wieku. Odrzwia otworzyły się samoistnie, uderzając o kamienne ściany w niebieskawym odcieniu. Pierwsza szła wysoka, władcza brunetka o wyniosłym spojrzeniu i wiecznie wykrzywionych, nieumiejętnie wyrażających kpinę ustach. Odwróciwszy głowę rozmawiała z kimś głośno i z przesadną emfazą. Jej wystające kości policzkowe, strategicznie rozmieszczone pieprzyki i duże, lśniące, szare oczy nadawały jej wyglądu egzotycznej piękności. Krótki ruch jej ramion sprawił, że zgrzebna szata adeptki spłynęła z niej gładko na posadzkę. Stojąca całkowicie nago, przeraźliwie chuda młódka dopiero po chwili dostrzegła ciągle znajdującą się w pokoju „pannę Karolcię”, nie kryjąc swego zdumienia. Wydała z siebie odgłos znajdujący się gdzieś pomiędzy gniewnym prychnięciem a pełnym zaskoczenia piskiem. Po chwili odzyskała jednak równowagę, kilkoma ruchami zgrabnych dłoni przywołując z jednego z kufrów nienaturalnie czerwoną suknię, w którą również magicznie się przyoblekła. Jej spojrzenie rzucało Nikol swoiste wyzwanie, jakby dziewczyna chciała pokazać, że mimo wszystko jest ponad byłą królową. Zanim jednak zdążyła wyrzec choćby jedno słowo, jej towarzyszki wwaliły się do dormitorium, powodując jeszcze większe zamieszanie.

Znajdująca się w cieniu brunetki, o wiele niższa i pulchniejsza koleżanka również spróbowała sztuczki z szatą, jednak jej przyodziewek, miast z niej opaść, stał się całkowicie sztywny, blokując jej ruchy i powodując bolesny upadek. Dziewczyna uderzyła o posadzkę niczym przewrócona figura z kamienia. Włosy koloru świńskiego blondu przykryły całą jej głowę, gdy próbowała się wykaraskać. Gdzieś nad głowami stłoczonych w progu kobietek przemknął mały, trudny do dostrzeżenia kształt, kierując się prosto do znajdującej się w głębi dormitorium łaźni. Malutka, na oko ledwie siedmioletnia dziewuszka wychyliła się zza futryny, patrząc ciekawie do środka. Było widać tylko kawałek piegowatego nosa, zielonego oka i czerwonego pukla. Czarnowłosa, blada jak śmierć, brązowooka chudzina przecisnęła się na przód i przemknęła pod ścianą do jednego z łóżek, na które natychmiastowo opadła, wbijając wzrok w powałę. Gdzieś na korytarzu czaiły się jeszcze łudząco do siebie podobne, brązowowłose bliźniaczki i kilka innych, niewyraźnych jeszcze kształtów.

- Kogo my tu mamy… – rzekła ta w sukni, wydymając usta w parodii mimicznej pogardy. W porównaniu z perfekcyjnie opanowaną przez Protektora sztuką prowadzenia rozmów jej ton i gesty wypadały jeśli nie śmiesznie, to co najmniej blado. Nie mogła mieć więcej, niż osiemnaście lat. - Bękart, dziewka służebna, sierota? – zapytała wcale nie retorycznie, rozkładając ręce w tajemniczym geście. Nikol mimo swej woli wzbiła się w powietrze, wzlatując ku centrum pokoju, gdzie, stopę nad podłogą, zaczęła powoli się obracać. Wysiłek, jaki wkładała brunetka w zaklęcie był znaczny, choć ona sama z pewnością myślała, że niczego po niej nie widać. Nikt nie starał się jej przeszkodzić, wszystkie adeptki milczały. Jedne wpatrywały się w Karolcię bądź ubraną w szkarłat dziewoję, inne spuściły wzrok. Leżąca na łóżku czarnowłosa wyglądała, jakby niczego nie zauważyła.

Awatar użytkownika
Nikol
Posty: 467
Rejestracja: 23 kwie 2011, 21:21
Lokalizacja postaci: Komnaty rektora
Karta Postaci: viewtopic.php?t=477

03 gru 2013, 15:06

Butelka wyśliznęła się z jej dłoni delikatnie i zakołysała w powietrzu. Protektor poświęcił jej zaledwie przelotne spojrzenie, skupiając wzrok na Nikol w skórze panny Karolci. Skórze, której królowa widocznie nie lubiła, woląc swe czarne jak noc pukle, złote oczy o pięknie skrojonym kształcie i smukłą sylwetkę. Tymczasem panna Karolcia stanowiła jej zupełne przeciwieństwo, co z pewnością zapewniało eks królowej całkowite bezpieczeństwo. Nikomu na myśl nie przyjdzie, aby w tej blond dziewuszce o nieco wybujałych kształtach dopatrywać się idealnej krwiopijczyni. Jako wampir Nikol mogła – za pomocą krwi oczywiście – kierować swoim wyglądem. Im szlachetniejsza krew, tym lepszy wygląd. Albo siła. Albo jedno i drugie, o ile krwistego napoju było w nadmiarze, a niestety to rzadko się zdarzało. Ciekawe, jaka w smaku i jakości, można by rzec, była krew Rektora?
Nikol nie dane było zastanawiać się nad tym dość długo. Wieko opadło z hukiem, wyrywając ją z zamyślenia. Mag najwyraźniej stracił…ochotę. Przeciągnął się leniwie, po czym wstał, a każdy jego ruch nie tracił na wdzięku i majestacie. Chwycił wampirzycę za dłonie, patrząc w oczy. Zdawał się przenikać własną iluzję. Mógł równocześnie patrzeć na pannę Karolcię, jak i na królową. Nikol ze spokojem i dystansem przyjęła jego zachowanie i enigmatyczną odpowiedź. Nie oznacza to jednak, że nad tym nie rozmyślała. Owszem. Chciała rozpracować wypowiedź Protektora zdanie po zdaniu. Nic nie odrzekła, tylko rzuciła Rektorowi spojrzenie zabarwione sugestywnym wyzwaniem. Jej uwadze nie umknęła butelczyna z ciemnym płynem. Wino czy krew? Trunki tak do siebie podobne. W barwie.
Była królowa została sama. Omiotła dormitorium czujnym wzrokiem. Nie była to wysoka cena za naukę. Właściwie żadna. Wiedziała, że czeka ją mnóstwo ciężkiej pracy i kilka poświęceń i wyrzeczeń, ale nagroda miała nasycić ją dostatecznie. Wciąż jednak nie wiedziała, czego – oprócz potęgi Nicości – pragnie Rektor Akademii? Władzy? Niewątpliwie był postacią apodyktyczną, żądną owej władzy i kontroli, ale czy to nie Nikol miała wrócić na tron? Owszem. Nie oznaczało to jednak tego, że przyjdzie jej sprawować rządy. Z drugiej strony najbardziej zależało jej na zemście na Wolenvain całym, jak i poszczególnych osobach, o ile same nie zdechły, czego królowa z głębi swego martwego serca szczerze im życzyła. Najbardziej wiarygodną wersją była Nicość. W końcu czego może pragnąć mag, jak nie ogromnej, potężnej siły? Tak, zdecydowanie na tym mu zależy, by mógł kierować Nikol, a co za tym idzie – Energią. Wampirzyca nie miała jednak zamiaru poddać się jego woli tak łatwo, myślała, patrząc na wrota, za którymi zniknął Protektor. I które nagle otwarły się z impetem. Do środka wpadło zbiegowisko dziewczyn młodych i młodszych. Rozszczebiotane młódki faktycznie stanowiły realne zagrożenie dla świata. Ich świata, zamkniętego w ścianach dormitorium. Gdyby mogła, pewnie uniosłaby brwi i uraczyła swoje nowe koleżanki ironicznym uśmiechem, który nie miał nic wspólnego z grymasem na twarzy wysokiej, wielkookiej brunetki, która właśnie obnosiła się ze swymi wątpliwymi wdziękami. Ciemnowłose dziewczę, zmieszane, szybko przyoblekło czerwoną suknię, jakże nie pasującą do miejsca i sytuacji. Nikol w tym czasie zdążyła zauważyć, jak inne z adeptek niezdarnie próbują naśladować swoją idolkę. Uwagę przykuły jeszcze dwie postacie. Przeraźliwie chuda i blada uczennica, która opadła na łóżko bez oznak życia i mała, kilkuletnia dziewczynka o płomiennorudych włosach. Wiele więcej spostrzec nie zdołała, czując jak unosi się w powietrze. Oto wielkooka magiczka, znacznie młodsza od Nikol, lecz starsza od panny Karolci, zaczęła powoli obracać wampirzycą w powietrzu. Jej słowa przyprawione były szyderstwem, a głos wyraźnie wymagał posłuchu i uwielbienia wśród pozostałych adeptek. Była królowa nabrała ochoty by utrzeć nosa ciemnowłosej. Dziewczyna pewnie posikałaby się ze strachu na widok wampirzych kłów lub nadzwyczajnej siły, ale nic takiego uczynić nie mogła. Bezbronna jednak nie była, oj nie. Schowany pod szatą amulet zawibrował delikatnie. Subtelna, cienka smużka fioletowej energii podpełzła do stóp adeptki. By następnie opleść łydki i zwyczajnie przewrócić dziewczynę, która chcąc nie chcąc padła jak długa, a jej zaklęcie prysło, sprowadzając pannę Karolcię na podłogę. Trwało to niewiele jak parę sekund. Nikol wiedziała, że nie powinna używać Nicości, ale nie pozwoli, ażeby jakaś młódka nią pomiatała. Karolcia uniosła dumnie głowę i swym zmienionym piskliwym głosem odrzekła głośno:
Czyżbyś wymieniła wszystko, co Ciebie określa? Uronię łzę nad Twoim losem, że nikt nie zapłacze, gdy zaczniesz zadzierać z silniejszym od siebie – Nikol wiedziała, że nie powinna zachowywać się tak hardo, ale najwyraźniej nie potrafiła.
Karolcia przecięła powietrze jasnym warkoczem i opadła na jedno z łóżek, zajmując się wygładzaniem fałd spódnicy.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3773
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

06 gru 2013, 14:35

MG

Zdecydowanie – Nikol nie była osobą, której można było wejść na głowę. Wiedziała, że te kilka pierwszych chwil zaraz po spotkaniu adeptek na zawsze ustali jej pozycję w grupie. Nie zamierzała zaprzepaścić jedynej szansy na korzystne poukładanie własnej przyszłości, więc natychmiast po znieważeniu przez najstarszą z dziewczyn przystąpiła do działania. Jej reakcja była wybitnie niekarolciowa, a duma byłej królowej przebijała się nawet przez doskonałe iluzje Protektora.

Cienka wiązka czystej energii magicznej wypłynęła z palców ciągle obracającej się dziewoi. Każda z obecnych w pomieszczeniu uczennic mogła dostrzec jej niecodzienne, fioletowe zabarwienie, jednak żadna nie zdążyła zareagować. Nicość opadła na podłogę dormitorium i drapieżnie, niczym groteskowy wąż, zaatakowała. Jej kontrolowanie przychodziło Nikol z trudem, jednak moc wykonała jej rozkazy niemal nie nadwyrężając osobistych zasobów wampirzycy. Nitka z zaświatów oplotła kostki ciągle krzywo uśmiechniętej, przyobleczonej w szkarłat brunetki. Niezwykle gęsta, sycząca z cicha, przeładowana moc poruszyła się gwałtownie, zwalając adeptkę nóg. Prócz tego efektu udało się jej jeszcze dotkliwie poparzyć swój cel, co przy takim skupieniu wybitnie antagonistycznych cząstek czystej energii nie powinno nikogo dziwić. Wyłącznie łut szczęścia sprawił, że Nicość nie amputowała stóp wywyższającej się dzierlatki. Przywódczyni grupy z hukiem spadła ze swego pantałyku, a zanim zdążyła się podnieść, dziwaczna lina już się rozproszyła.

Na twarzy brunetki wymalowały się przerażenie i ból. Krzyknęła głucho, zanim wylądowała plecami na twardym podłożu. W jej wielkich, szarych oczach zaszkliły się łzy, które nieumiejętnie próbowała ukryć. Gdy jej zaklęcie telekinetyczne przestało działać, a Karolcia zjadliwie nie zostawiła na niej suchej nitki, w pomieszczeniu rozległ się śmiech. Pierwsza zaśmiała się leżąca na łóżku załamana dotąd uczennica o niezdrowej cerze i czarnych włosach, a było w tym śmiechu coś niepokojącego. Po chwili dołączyły się do niej bliźniaczki, które w tym czasie przekroczyły już próg dormitorium, siadając na jednym z łóżek. Histerycznie zachichotał także malutki rudzielec. To było dla najstarzej zbyt wiele. Powstała, wyglądając o wiele żałośniej, niż jeszcze kilka sekund temu. Jej pognieciona suknia podarła się na tyłku, zwisając smętnie.

- Zapłacisz mi za to! - zawyła upokorzona liderka, oskarżycielsko wyciągając palec w stronę Nikol. W jej głosie prawie nie było płaczliwej nuty. Na nieszczęście dziewoja znała swoje ograniczenia, nie zamierzając korzystać z innych zaklęć. W ruch miały iść zęby i paznokcie, jednak bezpośredni kontakt uniemożliwiła walcząca dotąd z własną szatą niezdara, której wreszcie przyszło się wykaraskać. Jej spąsowiała twarz emanowała gniewem, gdy podniosła swą rękę na Nikol, niejako w obronie swej przyjaciółki. Telekinetyczne uderzenie nie wyszło jej tak, jakby chciała, poruszając zamiast celu jedno z pustych krzeseł, które przeleciało przez cały pokój, lecąc prosto w stronę jednego z łóżek – tego, na którym leżała kruczowłosa chudzina. Ta błyskawicznie obroniła się przed drewnianym pociskiem, strzelając z palców wiązką cienistej energii. W powietrze wyleciało tysiące drzazg, niektóre obsypały próbującą przywołać się do porządku Nikol. Oczy sprawczyni całego zamieszania rozszerzyły się do wtóru z ustami, które szybko zakryła. Wyglądało na to, że jej odruch był bezwarunkowy, a celem szybkiego ruchu wcale nie było zniszczenie siedziska w drobny mak.

Gniewna, niewprawna magiczka zemdlała, pokładając się na swojej towarzyszce i obficie brocząc krwią z nosa. Nie mająca dokąd uciec, ciągle przerażona tym, co zrobiła jej Nikol dziewczyna zajęła się swą nieudolną protektorką. Z trudem wyciągnęła ją na korytarz, mijając się w progu z dwiema kolejnymi uczennicami, które nie zamierzały jej pomagać. Jedna z nowych dziewczyn była tak drobna, że nie wyglądało na problematyczne uniesienie jej jedną ręką, szczególnie, jeśli było się płci męskiej. Pod pachą niosła opasłe tomisko, które przytargała najpewniej z akademickiej biblioteki. Obok niej szła jej otyła, blondwłosa koleżanka. Obie nie kryły zmieszania, nie do końca wiedząc, jak się zachować i w końcu siadając sztywno przy stole. Wyglądały, jakby chciały coś powiedzieć, ale były zbyt nieśmiałe, aby to uczynić.

Atmosferę rozładowało pojawienie się ćwierćelfki. Kwateronka wyszła z łaźni, uśmiechając się łagodnie do zebranych. Jej wielkie, brązowe oczy dyskretnie podkreślone zostały niezidentyfikowaną, zielonkawą mazią, którą położyła sobie na powieki. Zmierzwione fale długich, ciemnoblond włosów nadawały jej dzikiego charakteru, co w połączeniu z minimalnie dłuższymi niż u ludzi uszami tworzyło iście niepasujący do scenerii obraz. Nawet szata adeptki, którą miała na sobie, a którą nosiły teraz prawie wszystkie z uczennic wyglądała, jakby była strojem plemiennym. Dziewczyna powiedziała coś w niezrozumiałym, śpiewnym, niechybnie elfickim języku, podchodząc do Karolci i siadając obok niej. Objęła ją ramieniem, roztaczając wokół siebie zapach świeżych brzoskwiń.

- Musisz nam wybaczyć - rzekła z cicha, uśmiechając się łagodnie. - Powitanie niegodne nikogo. Jestem Ravialea - przedstawiła się. - Bękart jego namiestniczej mości, pana Giendovera z rodu Vedelana, rządcy Aparilume… I tak dalej… i tak dalej… - dokończyła z przekąsem, wzdychając ciężko. - Nie ma się czym chwalić, porzucił moją matkę jeszcze przed moim narodzeniem.

W tym czasie czarnowłosa wzięła się do gorączkowego sprzątania pozostałości krzesła. Było jej wyraźnie wstyd. Wybąkała tylko swoje imię, Ilwina. Po tym było już z górki. Ruda dziewczynka przedstawiła się jako Awa, co z pewnością było skrótem od jakiegoś dłuższego miana. Identyczne bliźniaczki miały na imię Tyrvma i Ervma, obie pochodziły z okolic Wichrowych Szczytów, mówiły z dość twardym akcentem i wyglądały na pogodnie usposobione. Emanowały spokojem i wewnętrzną siłą.

Drobna czytelniczka grubych tomiszczy z trudem wyjawiła, że zwie się Agrewita, podczas gdy jej niezwykle jak na czwarty wiek Ery Feniksa zaokrąglona koleżanka była o wiele bardziej przebojowa, po męsku wyciągając swą dłoń w stronę Karolci.

- Czepek - powiedziała, z mocą potrząsając drobną dłonią wampirzycy. - Wiem, głupie… Matka moja chłopką była, to nie dziwota - dodała ze szczerym uśmiechem.

Obrażonej dziewoi w czerwonej sukni oraz jej zemdlałej towarzyszki długo nie było. Zaczęło to powoli budzić niepokój pozostałych adeptek, które w międzyczasie rozluźniły się i przystąpiły do wykonywania codziennych czynności. Niektóre ćwiczyły zaklęcia, inne konwersowały wesoło, jeszcze inne próbowały zasnąć czy siedziały godzinami w łaźni. Zbliżał się zmierzch, gdy do pomieszczenia weszły dwie uciekinierki prowadzone przez korpulentną, ubraną w bogato wyszywaną srebrem, granatową szatę, kobietę. Wszystkie obecne w głównym pomieszczeniu uczennice jak na komendę bez słowa oderwały się od swych zajęć, ustawiając się przy swych łóżkach. Tak samo uczyniła upokorzona przez Nikol, obecnie triumfalnie uśmiechnięta dziewczyna oraz jej przyjaciółka. Tym razem obie miały na sobie zgrzebne tuniki właściwe ich statusowi w Akademii.

- Doszły mnie słuchy… - podjęła bez wstępów starsza kobieta, wyraźnie opiekunka uczennic - …że jedna z was użyła dzisiaj zaklęć przeciwko drugiej. Panno Karolcio – zwróciła się do Nikol. - Podejdź tutaj.

- W Akademii panują jasne zasady. Za ich łamanie przyznawane są kary. Robienie komuś krzywdy za pomocą zaklęć jest niedopuszczalne. Masz mi coś do powiedzenia? - zapytała magiczka, ignorując złowrogi szept najstarszej w pomieszczeniu, poszkodowanej przez Nicość uczennicy.

Awatar użytkownika
Nikol
Posty: 467
Rejestracja: 23 kwie 2011, 21:21
Lokalizacja postaci: Komnaty rektora
Karta Postaci: viewtopic.php?t=477

26 mar 2014, 14:05

Tylko samej Nikol było wiadome, jak wiele kosztowało uwolnieni nawet tak niewielkiej ilości czystej energii. Szczęściem nie dotyczyły jej palpitacje serca, czy przyspieszony oddech, bo po prostu wampirze, martwe serce nie biło. Ale nawet wampir odczuwa zmęczenie i była królowa była rada, że mogła na chwilę przysiąść na skraju łóżka i stamtąd obserwować skutki poczynań Nicości. A było na co patrzeć. Fioletowa wiązka oplotła się wokół kostek brunetki, podcinając jej nogi i parząc dotkliwie. Dumna dziewczyna upadła z impetem na twardą posadzkę, krzycząc i wijąc się z bólu. Jej twarz oblały łzy, a cała buta prysła. Dziewczę zostało pokonane i klęska jej była sromotna. Widziały to wszystkie uczestniczki tego feralnego wydarzenia, a każda z osobna nie miała najmniejszej ochoty zadzierać z nową koleżanką. Brunetka jednak nie zamierzała się poddać. Podniosła się z trudem, wywołując salwę śmiechu, gdyż jej suknia rozdarła się, obnażając mało chwalebne części ciała. Już miała rzucić się na Nikol – co z pewnością miałoby opłakane skutki dla obu walczących. Ciemnowłosa adeptka mogłaby stracić życie, a wraz z nią całe przedsięwzięcie Protektora i byłej królowej ległoby w gruzach. Całą sytuację "uratowała" niezdarna przyjaciółka pokrzywdzonej. Chcąc pomścić hańbę swej koleżanki, rzuciła zaklęcie w stronę Karolci. Chybione trafiło w krzesło, które gwałtownie runęło w kruczowłosą, bladą jak sama śmierć, uczennicę. Ta zaś – zaskoczona atakiem – roztrzaskała mebel w drobny wiór w geście samoobrony. Wszystko działo się bardzo szybko. Brunetka zemdlała, brocząc krwią z nosa i została wyniesiona z sali przez przyjaciółkę. Dopiero wówczas pozostałe adeptki odetchnęły nieco z ulgą i przeniosły wzrok na Nikol. A Nikol siedziała dalej na skraju łóżka i wyjmowała drzazgi z warkocza. Jednak jej zewnętrzny spokój wcale nie odzwierciedlał prawdziwych myśli. Wampirzyca wiedziała, że przesadziła. Wiedziała, że Protektor nie będzie zadowolony z jej zachowania i nie mogła oprzeć się wrażeniu, że ukarze ją za to srodze.
Z czarnych zamyśleń wyrwał ją silny aromat brzoskwiń i ciepłe, delikatne ramię brązowookiej ćwierćelfki. Wystarczyło jedno spojrzenie, by wykryć mieszaną krew koleżanki, która szybko rozładowała panujące napięcie radosnym śmiechem i melodyjnym głosem. Wraz z nią pozostałe adeptki zyskały nieco na śmiałości, podchodząc bliżej i przedstawiając się po kolei.
Nikol, czy raczej Karolcia uśmiechała się sztucznie i witała z dziewczętami, sama zdradzając im swe głupio brzmiące imię nadane przez Rektora – wyraźnie pozbawionego wyobraźni. Rumieniła się przy tym raz po raz, pokazując, ileż to krwi w niej płynie. Po wstępnej prezentacji nastroje znacznie się poprawiły. Adeptki wróciły do własnych zajęć. Jedne czytały, inne ćwiczyły zaklęcia. Jeszcze inne usiłowały zasnąć lub spędzały czas w łaźni konwersując wesoło. Nikol przyglądała się temu, co robią, chcąc poznać ich zwyczaje, aby móc jak najlepiej wtopić się w to środowisko. Powoli jej samej udzielał się spokój i dobry humor. Rozluźniła się, wygodniej sadowiąc się i uśmiechając się grzecznie. Do czasu aż drzwi dormitorium otwarły się z impetem, a stanęły w nim nie dwie brakujące osoby, a trzy: pokrzywdzona brunetka z przyjaciółką – obie ubrane w szaty stosowne dla adeptek oraz postawną, dostojnie ubraną kobietę, której oblicze wyrażało majestat i zdecydowanie.
Jak na rozkaz wszystkie adeptki – nawet te z łaźni chwytając w pośpiechu szaty – stanęły na baczność przy swoich łóżkach. Wampirzyca również to uczyniła, wzorując się na innych. Jej rywalka przeszła obok uśmiechając się tryumfalnie i ustawiła się obok własnego mebla stojącego – o, ironio! obok tego, które wybrała Nikol.
Krągła kobieta taksowała srogim wzrokiem wszystkie adeptki, zatrzymując spojrzenie na Karolci. Po czym odezwała się przeciągle, a jej słowa wyraźnie były skierowane do jasnowłosej iluzji byłej królowej.
Na chwilę zapanowała cisza, która gęstniała z każdą upływającą sekundą pomiędzy Nikol a ubraną granat magiczką. Uczennice wstrzymały oddech, czekając na rozwój wydarzeń. Pewnie były przekonane, że nowa znajoma spuści głowę i podda się karze, przepraszając brunetkę. Jednak nie znały Karolci ani tym bardziej Nikol. To, co zrobiła było śmiałe, lecz nie pozbawione logiki.
Proszę mi wybaczyć, ale nie potrafię jeszcze kontrolować zaklęć ani emocji z nimi związanych. Zostałam podstępnie zaatakowana. Zostałam zmuszona do obrony. Zaskoczenie i strach wzięły nade mną górę – Nikol wygięła usta w żałosnej minie. – Jest mi wstyd i przykro, ale tak doświadczona, starsza stażem i wiekiem adeptka, powinna wykazać się wyrozumiałością i wiedzą. W żadnym wypadku nie chciałam jej przecież skrzywdzić – teraz w niebieskich oczach Karolci pojawiły się łzy. – Każda obecna tu uczennica może to potwierdzić – rozejrzała się po zgromadzonych w dormitorium dziewczętach. One wiedzą, co się wydarzyło. Wiedzą, co przytrafiło się dumnej brunetce. Która z nich zatem zechce sprzeciwić się takiej sile? Nikol liczyła, że żadna.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3773
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

13 kwie 2014, 04:26

//Przepraszam za opóźnienie, po takim czasie trudno mi się było na powrót wczuć w ten wątek. Mam nadzieję, że nie dasz mi znowu tak długo czekać.
MG

Chociaż Nikol starała się dopasować do roli, w jakiej widział ją Protektor, wykorzystując do tego swoje ponadprzeciętne zdolności aktorskie, jej prawdziwa natura przebijała nawet przez nieskażone myślą lico panny Karolci. Zdradzały ją drobnostki – delikatne gesty, subtelna mimika, wyuczone dawno temu odruchy – których nie potrafiła ukryć. Było ich na tyle dużo, że otaczające ją w dormitorium młódki mimo woli podświadomie zaczęły się jej podporządkowywać. Oczywiście było wśród nich kilka twardych sztuk, ale subtelna, bezinwazyjna i niewymuszona magia harmonijnych ruchów byłej królowej Autonomii Wolenvain przebijała się nawet przez ich bariery. Samotnie żadne z tych pozornie przypadkowych działań nie znaczyło zupełnie nic, jednak lata praktyki pozwalały Nikol na łączenie ich w jedną, płynną kompozycję, nad której tkaniem sama nie potrafiła zapanować. Efekt był taki, że adeptki były nową koleżanką po prostu oczarowane. Pod nieobecność ich niekwestionowanej przywódczyni, najbardziej butnej i władczej (choć dla eks-władczyni po prostu żałosnej i sztucznej) dziewoi uczennice wyraźnie się rozluźniły. Zachowywały się przy Karolci swobodnie, wiedząc, że dopóki znajdują się w Akademii, dopóty ich prywatność pozostawać będzie jedynie metaforą. Wszystkie dzieliły jeden pokój, który szybko skurczył się jeszcze bardziej pod wpływem ich działań. Widać było, że adeptki przywykły do wzajemnego tolerowania się, starając się nie wchodzić sobie wzajemnie w drogę. Czasem było to jednak nieuniknione. Młode magiczki w znaczącej większości kłóciły się wtedy namiętnie i z pasją, cyzelując mowę. U kogoś takiego jak Nikol ich działania z pewnością budziły uśmiech politowania – były bowiem na tyle nieskładne, na ile mogły być próby używania skomplikowanych figur retorycznych u nieletnich, zamkniętych tutaj od Lorven wie kiedy dziewcząt. Przebywanie z dala od świata zdecydowanie im nie służyło. Uczennice nie wiedziały, jaka jest sytuacja w kraju, co dzieje się za murami Akademii, nawet w samym Morinhtarze. Trenowano je tak, aby skupiły się na swoim przyszłym zadaniu, pełnieniu posługi dla Akademii. Ich osobiste cele spychane były na margines – im dłużej tu przebywały, tym bardziej. Biegła w sztuce formowania intryg Nikol szybko przejrzała ten niecny plan. Na jej oczach tworzyła się grupa bezlitosnych, podporządkowanych jednemu planu, niebezpiecznych wiedźm. Nie sposób było nie docenić kunsztu mistrza tego przybytku, który za zmienianie młodych umysłów na swoją modłę pobierał jeszcze spory trzos. Dwie pieczenie na jednym ogniu, ot co.

Prawdziwa próba zdolności zmuszonej do paradowania w ciele blondynki o sarnich oczach wampirzycy przyszła jednak dopiero po chwili. Gdy opiekująca się grupą młodych magiczek kobieta zapytała ją o wyjaśnienia, ta odegrała przed zgromadzonymi iście teatralny spektakl. Lico starszej czarownicy skamieniało. Nic nie wskazywało na to, że uwierzyła w historyjkę Nikol, nic nie potwierdziło też, żeby było na odwrót. Karolcia skończyła swój krótki wywód przekonującym zająknięciem i krótkim łkaniem. Czujne oko opiekunki patrzyło na nią jeszcze przez chwilę, a ta wytrzymała jego ciężkie spojrzenie. Gdy obleczona w granat kobieta odwróciła wzrok, atmosfera w dormitorium rozrzedziła się niemal namacalnie. Wiedźma patrzyła po kolei na wszystkie zgromadzone, wpatrzone głównie w swoje bambosze dziewoje. Pierwsza odezwała się ćwierćelfka Ravialea, która okazała Nikol najwięcej serca.

- Najczystsza prawda - rzekła silnie i dumnie, patrząc prosto w oczy starszej kobiety. Ta zlustrowała ją od stóp do głów z mieszaniną pogardy, podziwu, dziwnego przestrachu i swoistej, dobrze zakamuflowanej dumy. Jej głowa zadrgała lekko, a wzrok zamglił na chwilę, podczas gdy tętno przyspieszyło nieznacznie. Nikol wyczuła to, mimo woli przyglądając się szyi opiekunki. Słyszała, jak buzująca w jej żyłach krew zdaje się do niej wołać. Zdecydowanie – ta kobieta musiała mieć w sobie coś niezwykłego. Aura magiczna była wyczuwalna aż nadto dobrze, kusząc byłą królową, która zapragnęła jej posmakować. Na szczęście już dawno minął czas, w którym wampirzyca nie panowała nad swoimi pierwotnymi instynktami, więc i tym razem zachowała swoją kontrolę.

Za Ravialeą w ruch poszły także inne adeptki, potwierdzając wersję Nikol. Niektóre z nich nie odzywały się, zapewne w obawie o zemstę zdetronizowanej przywódczyni tego małego zgromadzenia, inne wydawały się mieć całą sprawę głęboko w nosie. Tych stojących po stronie Karolci była jednak większość.

Mina poniżonej przez nową uczennicę dziewczyny zrzedła, gdy zrozumiała wreszcie, że oto na jej oczach wymyka się jej zwycięstwo. Dawna władczyni Autonomii miała dość czasu, aby zyskać sobie odpowiednią renomę i opleść inne adeptki swoją wicią. Teraz zacieśniła się ona jeszcze bardziej, gdy jedna przez drugą potwierdzały słowa Nikol. Podział w gronie młodych magiczek stał się bardzo wyraźny, ale wypadał zdecydowanie na korzyść najnowszego nabytku Protektora.

- Dość - uciszyła lamenty opiekunka. Kilka z dziewcząt zdążyło już rozpocząć mrożącą krew w żyłach opowieść o tym, jak Karolcia została niecnie zaatakowana. Niedoszła ciemiężycielka zdawała się topnieć w oczach. Starsza czarownica zgromiła ją wzrokiem, wyraźnie mając jej za złe, że przyszła do niej w takiej sprawie. – Rebelio – zwróciła się do niej, najwyraźniej po imieniu. - Jutrzejszego dnia zostaniesz ukarana za to, co zrobiłaś. To nie pierwszy raz. Nie ma żadnych „ale” - ukróciła wszelkie dyskusje, czując już, do czego to zmierza. – Ty zaś, Karolcio, zostaniesz oszczędzona - rzekła w stronę Nikol tak, jakby jej przeciwniczkę czekał co najmniej szafot. Znając Morinhtar było to całkiem możliwe. – Poproszę cię jednak do siebie zaraz po śniadaniu – dodała na odchodne, nie tolerując sprzeciwów. Wyszła z pomieszczenia tak, jak do niego weszła, bez żadnych formalności czy pożegnań. Jej wychowanice odetchnęły z ulgą. Przygaszona porażką Rebelia, nie mając gdzie się ukryć zasłoniła spąsowiałą twarz jakimś grubym tomiskiem. Nie przewijała kartek. Oczy jej mniej zdolnej koleżanki skakały od jednej uczennicy do drugiej, jednak żadna nie chciała z nią rozmawiać. Wreszcie, nie mogąc znieść presji, zniknęła w łaźni.

Do Nikol podeszła bez słowa mała, ruda Awa. Wyciągnęła pustą rączkę w jej kierunku, zrazu wyglądając dość dziwnie. Dopiero po chwili pojawił się w niej zdeformowany, czarny kwiatek. Jego łodyga wyglądała jak mięsisty, brunatny palec umrzyka, a grube płatki zdawały się pulsować. Dziewczynka była jednak całkowicie zadowolona z efektu zaklęcia, wręczając powstały twór pannie Karolci. Kwiatek lepił się w dotyku i śmierdział lekko siarką. Siedząca obok Nikol Ravialea roześmiała się serdecznie, przysuwając się, aby powąchać „roślinę”. O dziwo nie zaniosła się kaszlem, widocznie przyzwyczajona do tego typu podarków.

- Niebawem nadejdzie pora snu - rzekła ćwierćelfka, mrugając do Nikol filuternie. – Mogę objaśnić ci, jak działają łaźnie, jeśli chcesz - zaproponowała cicho i niespotykanie, jak na nią, niepewnie. – Mamy wino - dodała z nieco większą dozą dawnej buty, machając ręką w kierunku kufra, który okazał się znajdować przy jej łóżku, a o którego zawartości była królowa wiedziała doskonale.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3773
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

12 maja 2014, 00:28

MG

Wieczór i noc upłynęły w dormitorium adeptek dość szybko. Nowa hierarchia coraz wyraźniej klarowała się w tej małej społeczności, „panna Karolcia” zyskała sobie kilku wrogów i kilku przyjaciół, jednak nie przejmowała się gierkami otaczających ją młódek. Wszystko to było dla niej niczym wobec tego, czym zajmowała się przez większość swojego życia. Wiedziała, że będzie w stanie wygrać dowolną dyskusję, a w przypadku użycia przeciwko niej siły (także magicznej) potrafiła się bronić. Była na wygranej pozycji, ale nie podporządkowywała sobie nieporadnych niewiast, z jakimi przyszło jej żyć. Musiała wczuć się w rolę zagubionej w nowym środowisku kwoczki. Oczywiście jej duma nie pozwalała na całkowite utrzymanie tej zasłony, ale dla pozostałych adeptek nie było w tym nic dziwnego. Nie podejrzewały niczego.

Poranek przebiegł Nikol w pośpiechu. Starsza kobieta, najwyraźniej opiekunka uczennic, obudziła je na tyle wcześnie, żeby wedle jej oceny mogły zdążyć na śniadanie. Oczywiście czas, jaki dała im na obmycie się, przywdzianie szat i zejście na dół, nie był wystarczający, przez co grupka spóźniła się nieco, dostając ciężką reprymendę od złośliwego babska, które spowodowało taką sytuację. Adeptki jadły w małym pomieszczeniu, jedynie w swoim gronie. Posiłki były syte, ale niezbyt wyrafinowane – raczej podobne do tego, co zwykli jadać mieszanie Autonomii Wolenvain. Co ciekawe jednak, na stole było całkiem wiele owoców, z chęcią jedzonych przez niektóre z obsesyjnie nastawionych do swojego ciała dziewczyny.

Po posiłku nadszedł czas na pierwsze zajęcia. Nikt nie przejmował się tym, że Nikol jest tutaj nowa i prawdopodobnie nie będzie do końca wiedziała, o czym jest mowa. Okazało się, że większość z tego, co próbowali wtłoczyć jej do głowy nauczyciele sławetnej Akademii Morinhtaru, kompletnie nie dotyczyło magii. Plan dnia każdej z młódek był indywidualny, jednak Karolci nikt o tym nie poinformował, więc najzwyczajniej w świecie poszła tam, gdzie mogła pójść, dopasowując się w miarę możliwości do tych adeptek, które znajdowały się na podobnym poziomie. Okazało się, że kilka z nich również niedawno dołączyło do grona uczennic.

Wysocy magowie Akademii mówili w wielogodzinnych blokach na tematy dotyczące między innymi astronomii, teologii i retoryki, rzadko dyskutując ze słuchaczami. Było to dość niespotykane, ponieważ wszelkie świątynie wiedzy typu Akademii Morinhtaru stawiały raczej na rozmowy ze swoimi wychowankami. Tutaj wiedzę zdawało się wtłaczać, nie przyjmując tego, że ktoś mógłby myśleć inaczej. Na osoby posiadające wątpliwości nie patrzono tutaj zbyt przychylnym okiem.

Znająca swoje umiejętności Nikol skorzystała z chwili przerwy, nie idąc wraz z młodszymi uczennicami na lekcje czytania i śpiewu. Co ciekawe, żaden z męskich przedstawicieli ćwiczących w tym miejscu, niedoszłych magów słowem się do niej nie odezwał. Wyraźnie była to jakaś zasada, a kontakty przedstawicieli różnych płci były tutaj niejako zakazane.

Do przechadzającej się po salach Akademii Nikol w pewnym momencie dotarł magiczny, słyszalny tylko dla niej głos. Protektor wzywał ją do swoich komnat na prywatne widzenie. Miała udać się do niego maksymalnie niepostrzeżenie, nie wzbudzając uwagi gawiedzi, co wyglądało na dość trudne zadanie. Musiała poczekać, aż główny hol opustoszeje, prześlizgując się do skrzydła nauczycielskiego i dalej.

//Zdecydowałem, że znacząco przyspieszę akcję, bowiem przy Twojej aktywności, której powód jak najbardziej rozumiem i szanuję, obecny tryb gry się nie sprawdzał. Wszelkie niedopowiedziane kwestie (w tym te dotyczące kontaktów Nikol z adeptkami) możesz dopisać sobie samodzielnie.
Awatar użytkownika
Nikol
Posty: 467
Rejestracja: 23 kwie 2011, 21:21
Lokalizacja postaci: Komnaty rektora
Karta Postaci: viewtopic.php?t=477

24 lis 2014, 15:03

Dni płynęły. Choć ciężko było to stwierdzić w takim miejscu jak Morinthar. Nigdy nie wiadomo było, czy na zewnątrz faktycznie panuje dzień, czy jest to noc. Tutaj – w Akademii określało się to porą nauki i pracy oraz porą snu. Obie dla panny Karolci były niezwykle przejmujące, a dla Nikol wydłużające się w nieskończoność, a perspektywa ta przerażała ją, bo ta "nieskończoność" w jej przypadku nabierała realnego znaczenia. Każda doba miała ten sam schemat polegający na porannej szamotaninie, śniadaniu – które wampirzyca smakowała zdawkowo na tyle, na ile musiała udawać; na wykładach, które w ogóle nie polegały na doskonaleniu sztuki magicznej i były przerywane jedynie na kolejne posiłki, aż wreszcie kolacja była punktem oznajmiającym zakończoną porę nauki i pracy. Wtedy to adeptki miały czas dla siebie. Panna Karolcia szczebiotała wraz z przyjaciółkami o tym, jak minął im czas oraz o mniej lub bardziej frywolnych tematach. Razem z nimi chodziła do łaźni, razem z nimi chodziła spać, nakrywając się kocem po sam czubek głowy. Wampirzyca wiele była w stanie zagrać, ale przez tyle godzin nie mogła trzymać zamkniętych oczu. Wolała więc zakryć twarz, stwarzając pozory głęboko pogrążonej we śnie. I tak dzień za dniem mijały Nikol, która niekiedy wchłaniała wiedzę, o ile wykład był interesujący, a niekiedy zwyczajnie myślami biegła w stronę planu odzyskania tronu. Jej nowe koleżanki zaś uwielbiały Karolcię za jej prostotę i miłe usposobienie – powłokę, która skrywała zręczną manipulację.
W Morinthar nie tylko przywiązywano uwagę do wtłaczania tez i doktryn, jak również dbano o kształcenie talentów młodych dziewcząt posyłając je na lekcje śpiewu i czytania. Zupełnie jakby poza posługą magiczną miały pełnić jeszcze jakieś inne role w Akademii. Panna Karolcia uznała jednak, że czytać potrafi doskonale, a śpiewać nie musi, skorzystała z chwili przerwy, by poznać inne sale wykładowe Akademii. Przechadzała się korytarzami zaglądając to tu, to tam. W niektórych salach ćwiczyli chłopcy, którzy na oko mogli być w wieku jasnowłosej dziewoi, ale żaden – choćby na nią spojrzał – to słowem się nie odezwał. Nikol zrozumiała, że koedukacja w Akademii była zakazana, a może po prostu magia kastrowała umysły młodzieży, która w tym wieku powinna aż tryskać wzburzonymi hormonami. Jednak i to nie wzbudzało w wampirzycy zainteresowania. Choć potrafiła prowadzić uwodzicielskie gierki, nie miała zamiaru urządzać ze swego życia ani przytulnej alkowy, ani tym bardziej burdelu. I jakby na zaprzeczenie tych myśli, jej ciało przebiegł delikatny magiczny impuls. Posłyszała głos, który zdążyła poznać już bardzo dobrze. Głos, który rozkazująco zaprosił ją na audiencję do prywatnych komnat. Zadanie jednak nie było łatwe. Samotnie spacerująca panna z długim blond warkoczem rzucała się w oczy i jej nagłe zniknięcie mogło zaniepokoić. Poczekała więc cierpliwie udając, że wisząca na ścianie mapa zainteresowała ją niebywale, by główny hol wyludnił się i opustoszał na dobre. Najwyraźniej nadeszła pora kolejnych zajęć lub przygotowano posiłek. Korzystając z tej okazji, która mogła szybko minąć i się nie powtórzyć, Nikol w powłoce niezdarnej panny Karolci udała się pospiesznie w stronę nauczycielskiego skrzydła. Nie miała obaw, że ktoś ją zobaczy. Protektor na pewno zadbał o dyskrecję i swobodę. Wkrótce miała się z nim spotkać, ale jaki był cel tego spotkania – Nikol mogła się jedynie domyślać.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3773
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

28 lis 2014, 05:11

MG

Droga była czysta, a gdyby Nikol nie wiedziała, do kogo idzie, mogłaby zacząć zastanawiać się, dlaczego tak jest. Protektor nie był jednak osobnikiem zaniedbującym szczegóły, więc i tutaj nie można było odczuć żadnych braków w jego kunszcie. Pusty korytarz prowadził wprost do celu. Przeciwnie do poprzedniej wycieczki byłej królowej, wszelkie odrzwia po jego bokach były zamknięte. Nie było jej zatem dane podziwiać dziwów, jakie ukrywali w swoich komnatach magowie rezydujący w Akademii. Wszystkie z wrót były podobne, ale Nikol trafiła wreszcie pod to, które miały doprowadzić ją do najbardziej wpływowego osobnika, z jakim miała ostatnimi czasy przyjemność się zetknąć… Choć może słowo „przyjemność” nie było może w tym przypadku najodpowiedniejsze.

//Nikol – z/t do komnat rektora.

Wróć do „Morinhtar”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 10 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 9 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Bing [Bot]
Liczba postów: 52147
Liczba tematów: 2970
Liczba użytkowników: 1044
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Haarum Kebb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.