Uliczki, drogi, zakamarki

Miasto to, nazywane przez ludzi Rebelią, jest miastem podziemnym. Mieszka tutaj procentowo najwięcej ras humanoidalnych nie będących ludzkimi. Mieszkańcy Morinhtaru z zasady negatywnie nastawieni do odwiedzających, podróżnych i wszystkich innych gości, żyją w swoim zamkniętym towarzystwie.
Awatar użytkownika
Kot'eleiven
Posty: 450
Rejestracja: 19 sty 2012, 21:40
Lokalizacja postaci: Trakt Iquański
GG: 11472512
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1476

Uliczki, drogi, zakamarki

14 kwie 2014, 00:43

Ciemne uliczki Morinhtaru, zwanego potocznie Rebelią, niejednego mogłyby przyprawić o dreszcze. Główne drogi są wyłożone kostką brukową, a wszystko oświetlane jest bladoniebieskim światłem magicznych pochodni, które w jakiś niezrozumiały sposób zastępują wszystkim mieszkańcom promienie słoneczne. Owe źródła nienaturalnego światła, w większości gasną momentalnie pod wieczór, ustępując miejsca nieprzeniknionym ciemnościom. Tylko nieliczne świecą całą noc, umożliwiając przemieszczanie się po zmroku oraz co ważniejsze, pozbywając się wrażenia absolutnego pomroku na zewnątrz.

Same drogi nie są szczególnie szerokie, mają bardzo wiele rozgałęzień i ślepych zaułków. Niektóre są tunelami, z mieszkaniami umiejscowionymi w ścianach. Boczne uliczki również składają się na swego rodzaju kompleks, który może służyć za równie dobrą alternatywę do wędrowania po mieście.


Domy są stosunkowo niewielkie, ponieważ nie odgrywają ważnej roli w aglomeracji miasta, choć z reguły są wykonane bardzo pieczołowicie, często w bardzo charakterystyczny i rzucający się w oczy sposób.


MG

Początkowe nadzieje kotołaka szybko zderzyły się z brutalną rzeczywistością, przez co w mig doszedł do wniosku, że jednak będzie musiał się trochę pofatygować. Zainteresował się rozmową dwójki mroczniaków, choć ruszył za nimi bardziej z braku laku, niż faktycznej ciekawości. W końcu równie dobrze, rozmowa mogła dotyczyć jakiejś nic nie wartego spotkania, a on tylko wpychał nos w nie swoje sprawy. Ale nie było to jakoś szczególnie niemoralne, a nigdy nie wiadomo, co mógł w ten sposób uzyskać. Wstał więc, zapewne przy uldze niektórych podejrzliwych osób, po czym naprędce ruszył za nieznajomymi.

Spróbował dostrzec ich sylwetki zaraz po wyjściu, jednak nie udało mu się to. Najwidoczniej spieszyli się, a w dodatku obrali jakąś niespecjalnie uczęszczaną trasę. Xariel postanowił skorzystać ze swoich typowo łowieckich umiejętności i najzwyczajniej w świecie ich wytropić. Szybko złapał ich ślad, który prowadził w uliczkę na przeciwko karczmy. Ruszył więc w tamtym kierunku, zapobiegawczo rozglądając się i obserwując otoczenie. Wszystko wyglądało jednak zupełnie zwyczajnie, a wokół panowała względna cisza.

Minął więc spokojnie zaułek, wchodząc w dość ciasną uliczkę, gdy nagle… Bam! Jakiś szarobury kot przebiegł zaraz przed nim, z głośnym sykiem zeskakując z dachu i w jednej chwili znikając gdzieś w ciemnym kącie. Futrzak o mało co nie dostał palpitacji serca, na szczęście powstrzymując się od zbyt agresywnych ruchów. Na wszelki wypadek, znów zwrócił uwagę na otoczenie, jednak ponownie nie udało mu się niczego wyłapać. Ruszył więc dalej, mijając kolejne mroczne uliczki wywołujące dreszcze. Zdawało mu się, że jest coraz bliżej, jednak nie słyszał żadnych głosów bądź kroków. Może za kolejnym zaułkiem?

Nie zdążył zareagować. Drewniana pałka przecięła powietrze z zadziwiającą prędkością, trafiając go niemal prosto w skroń. Kątem oka zauważył tylko charakterystyczne twarze, z czego jedna z wyjątkowo promiennym uśmiechem. Uśmiechem, który zapewne będzie dręczył go we śnie przez długi czas. Momentalnie osunął się na ziemię, czując jak oczy zapadając mu mgłą, a czaszka wybucha bólem. Dalej, była już tylko ciemność. Błądził w niej, próbując odzyskać świadomość. Słyszał kroki oraz głosy, bardzo zresztą dobrze mu znane. Znów jednak stracił przytomność, budząc się już w kompletnym bezruchu.

>>>Xariel przeniesiony do lokacji, którą wkrótce przygotuję.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Elten
Posty: 504
Rejestracja: 05 mar 2011, 17:45
Lokalizacja postaci: "Pod Wroną i Karoszem"
GG: 6761131
Karta Postaci: viewtopic.php?t=228

24 maja 2014, 22:52

Kiedy białogłowa rozmawiała ze strażnikiem, skupiając się na tym, by wiarygodnie skłamać, poczuła, jak Mauno obejmuje ją w ramionach. Aby spotęgować złudną prawdziwość zmyślonej przez nią historyjki, ujęła prawą ręką dłoń towarzysza, kiedy spoczywała na jej kończynie. Coraz bardziej podobała jej się ta gra i po raz pierwszy przyłapała się na tym, że ryzyko sprawia jej pewien rodzaj chorej przyjemności.

Udało się – strażnik jej uwierzył. Być może nawet dzięki temu udało jej się wywalczyć nieco niższą cenę wejścia do Rebelii, bo przecież czasem bywało tak, że za tę permisję płaciło się słono, kwoty sięgały suwerenów. Ile z tego szło do przywódców miasta, a ile do prywatnej kieszeni odźwiernego, ciężko było powiedzieć. Ale po miesiącach spędzonych z kupcami i ich grajkami wiedziała jedno: nie ma nic za darmo, a "napiwki" sprawiały, że zdarzało się pewne rzeczy załatwić taniej, niż w sposób uczciwy.

W chwili, gdy żołdak wspomniał o cenie wejścia, Elten kątem oka zauważyła, że twarz Mauno straciła nieco barw. W tym momencie zorientowała się, jak bardzo nieodpowiedzialna była i że przecież Mauno łożył na nią przez cały ten czas, a jedyne, co dawała mu w zamian, to sprzątanie i gotowanie, oczywiście póki mieszkali w Wolenvain. Teraz w zasadzie była mu zbędna i chyba tylko uczucia mogły powodować, że jeszcze nie wywalił jej na zbity pysk. Zmartwiła się. Naprędce zaczęła zastanawiać się, jak też mogłaby pomóc ich dwójce finansowo, jedyne, co w tej chwili potrafiła naprawdę dobrze, to grać na lutni. Czy w Morinhtarze mogło się to przydać? Ciężko powiedzieć, trzeba było się przekonać. Na razie jednak musieli spokojnie wejść do miasta i nie wzbudzać żadnych podejrzeń.

Otrzymali glejt. Jeden. Kobieta nie była specjalnie niezadowolona, bowiem w sumie osiągnęła to, czego chciała – ona i Mauno otrzymali permisję na wejście i przebywanie na terenie miasta. Skinęła tylko lekko głową, udając nieco onieśmieloną pełnioną przez strażnika funkcją. Przeszła przez wrota, nie oglądając się za siebie. To tutaj miała teoretycznie rozpocząć naukę. Ciekawa była tylko kim był tajemniczy przyjaciel jej mentora i czy można było mu ufać. Prawdę mówiąc, wszystko sprowadzało się do tego, czy ufała nauczycielowi, a tego była pewna, jak niczego w Lewiatanie. Przepełznęli przez pozornie mokrą barierę, stanowiącą zapewne pewien rodzaj magicznych zabezpieczeń przed nieproszonymi gośćmi.

Mauno pociągnął ją w ciemną uliczkę. Nie spodziewała się tego. Myślała, że otrzyma reprymendę za swoje zachowanie dopiero wtedy, kiedy cała sytuacja się ustabilizuje, jednak mężczyzna nie mógł poczekać. Zarumieniła się nieco, kiedy ten wytknął jej, że inni mogą się dowiedzieć i ich zniszczyć. Chciała coś powiedzieć, jednak nie zdążyła, gdyż towarzysz po prostu ją pocałował. Z początku nie wiedziała, czemu tak się stało. Później zauważyła draba, który na nich wpadł, a następnie zignorował, jakby gdyby nic się nie stało. Może to i lepiej, że tak się wydarzyło. Trzeba było wojownikowi przyznać – znał się na rzeczy. Trwało to bardzo krótko i Elten przyłapała się na myśli, że chce więcej. Ach, jakże jej odpowiadała sytuacja, w której oboje się znaleźli. Powinna być zażenowana, a jednak na jej usta po fakcie cisnął się uśmieszek satysfakcji.

Daj spokój, rozumiem. Musimy po prostu nie dać im pomyśleć, że jest inaczej, niż powiedziałam. I nie marudź – dodała szybko.

Co teraz? Gdzie znajdziemy tego twojego znajomego?

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3762
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

25 maja 2014, 01:08

MG

Mentor Elten westchnął z ulgą, gdy ta zbagatelizowała jego dość nieprzewidziane działanie. Nadal był dość nerwowy, ale nie wydawało się, że jego niepokój wywoływało to, co między nimi zaszło. Zachował się nieodpowiednio, jak pierwszy lepszy młodzik. Starał się, aby najada nie poznała emocji, jakie nim powodowały, ale szło mu to niezbyt dobrze. Widać było, że dawno nie był w takiej sytuacji z kobietą i że średnio sobie z tym radzi. Mimo wszystko spróbował zachować spokój, a pokrzepiające słowa jedynie mu w tym pomogły. Pozwoliły mu skupić się na czymś innym. Odchrząknął, ostatecznie odzyskując dawną stabilność, ciesząc się, że może zająć myśli bardziej istotnymi w obecnej sytuacji problemami.

- Nie wiem, czy nadal mieszka w tym samym miejscu – przyznał Mauno. – Z pewnością się stąd nie wyprowadził – zapewnił od razu, z pewnością po to, aby nie zniechęcać swojej towarzyszki. - Mógł jedynie zmienić miejsce pobytu… – Mężczyzna zmarszczył brwi, zatapiając się we własnych myślach. – Był bardzo… ambitny. Z pewnością dotarł daleko. Najpierw pójdziemy do jego chaty – rzekł, ponownie chwytając Elten za rękę. Wyglądało na to, że ten element ich wspólnego przebrania spodobał mu się najbardziej. Widać było, że odnalazł się w swojej roli znakomicie. Nie zapominał nawet o tak nieistotnych szczegółach, jak rzucanie swojej fałszywej wybrance ukradkowych spojrzeń, gdy przemierzali ulice.

- Wybacz, to… - zatoczył szerokie koło wolną ręką - …tak na mnie wpływa – powiedział półgębkiem. – Byłem tu kilka razy i niezbyt uśmiecha mi się wizja zeznawania przez kohortą magów, gdyby ktoś nas zdemaskował - dodał, uśmiechając się lekko i uspokajająco. - Rebelia to miasto prawa, wszyscy mogą czuć się obserwowani - rzucił, wskazując podbródkiem majaczącą w oddali Akademię. - Ich rektor każe czasem zwać się „Protektorem”, „Opiekunem” albo „Obrońcą” – poinformował, kończąc swą wypowiedź krótkim parsknięciem. - Wydaje mu się, że jest tutejszym bogiem i każdego może ukarać. Nawet bez powodu - prawił, starannie dobierając pauzy, gdy mijali niezbyt zachęcająco wyglądających przechodniów. Większość z nich nosiła kaptury, choć Morinhtar znajdował się pod ziemią, a magiczne pochodnie rozświetlające główne drogi nie raziły po oczach. Wszyscy dokądś szli, nikt nie spacerował dla zdrowia, jak bywało to choćby w Wolenvain, gdzie dużą połać terenów miejskich zajmował Jaśminowy Park, z tymi swoimi pięknymi świątyniami, alejkami, jeziorkami i ławeczkami. Obraz Rebelii był dość przygnębiający, ale jednocześnie na swój sposób uspokajający. Elten rzeczywiście czuła na sobie wzrok nieznanych jej obserwatorów, ale w podziemiach panowała niezwykła, porządkująca myśli cisza. Wbrew temu, co mówił Mauno, białogłowej trudno było uwierzyć w to, że ktokolwiek mógłby jej tutaj coś zrobić bezpodstawnie, a uczucie niepokoju nie zdawało się stałe.

Wreszcie dotarli na miejsce. Jedna z wielu chatek wykutych w skale nie wyglądała na inną od pozostałych, przy których stała. Mauno puścił dłoń najady i zapukał kilkukrotnie w drewniane drzwi. Bez odpowiedzi.

- Drejmianie! – zawołał. - Otwieraj, to ja, Mauno! - Poczekał kilka sekund, zanim zapukał ponownie. Przyłożył ucho do wrót, jednak najwyraźniej nie dało mu to żadnych dodatkowych informacji. Posunął się nawet do tego, że nacisnął klamkę i naparł na drzwi całym swoim ciałem. Nic się nie wydarzyło. Mentor Elten rozejrzał się konspiracyjnie.

- Wchodzimy czy idziemy zasięgnąć języka? – zapytał, pokazując, że Elten miała znaczący wpływ na jego decyzje.

Awatar użytkownika
Elten
Posty: 504
Rejestracja: 05 mar 2011, 17:45
Lokalizacja postaci: "Pod Wroną i Karoszem"
GG: 6761131
Karta Postaci: viewtopic.php?t=228

26 maja 2014, 14:38

W oczach Elten zachowanie Mauno było nieco urocze. Faktycznie, zachował się raczej jak młodzik, ale to nie negowało jego męskości i tego, że jeszcze bardziej intrygował najadę swoim sposobem bycia. Zdecydowanie jej życie bez niego byłoby teraz co najmniej puste. Widziała, że jest raczej zmieszany, więc nie chciała jeszcze pogarszać tego uczucia. Czuła, że jej relacja z mężczyzną zmierza w dobrym kierunku. Zdawało jej się też, że w Morinhtarze stanie się coś, co zaważy na ich przyszłości. Co konkretnie – nie miała pojęcia. Intuicja zwykle jej nie myliła, więc i tym razem postanowiła jej zawierzyć. Należało jedynie oczekiwać jakichkolwiek efektów.

Ruszyli więc ku przygodzie, a właściwie domostwu przyjaciela Mauna. Z opisu mężczyzny wynikało, że mag ten mógł stanowić świetnego nauczyciela, ale także i pewien rodzaj zagrożenia. Mimo całego zaufania, którym darzyła wojownika, nie mogła się jakoś przekonać do tego pomysłu. Starała się wmawiać sobie, że jest inaczej, ale nie. Nie mogła. Ale nie powinna się też teraz wycofywać, musiała brnąć w to dalej. Była to wielka szansa, ale i wielkie ryzyko. Niewiele miała w sumie do stracenia. Raz się żyje. Zwłaszcza, że przeprowadzał ją przez to wszystko dosłownie za rękę ktoś, na kogo mogła liczyć. Na wszystko, co ten mówił po prostu przytakiwała, była zbyt przytłoczona otoczeniem.

Rebelia wywoływała u niej skrajne uczucia, od fascynacji pewnymi jej elementami, do przerażenia i odrzucenia. Strasznie drażnił ją fakt, że wszędzie jest raczej ciemno, ale pomyślała, że pewnie prędzej czy później się przyzwyczai. To ją pocieszało. Czuła na sobie spojrzenia ludzi, których mijała, mimo to, że zasłaniali się kapturami. Gdyby mogła, to porwałaby im te opończe na strzępy, nie mogła znieść takich sytuacji. Zresztą, coraz częściej przyłapywała się na przypadkowej złości na rzeczy, na które i tak nie miała wpływu. Pewnie kwestia napięcia przedmiesiączkowego.

Dotarli wreszcie na miejsce. Mauno usiłował dobić się do drzwi, jednak bezskutecznie. Zaświtała jej w głowie myśl, że gdyby udało im się znaleźć go za pierwszym razem, to byłoby to zbyt proste. Coś zawsze musiało się skomplikować.

- Nie wiem, czy to jest dobry pomysł, aby wejść. Może się okazać, że jesteśmy zdecydowanie nieproszonymi gośćmi, a przecież dodatkowy problem to ostatnia rzecz, którą chcemy teraz zyskać – powiedziała stanowczo, po czym dodała:

- Pójdźmy na zwiad. Może ktoś raczy nas poinformować, co też porabia obecnie ten Twój Drejmian.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3762
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

26 maja 2014, 19:25

MG

Minęło kilka chwil, podczas których Mauno przetrawiał odpowiedź swojej towarzyszki. Ponownie potwierdziło się, że podróż u boku Elten jest dla niego niczym druga młodość. Oto stojący przed nią, podstarzały najemnik okazał swoje niezadowolenie. Niezbyt chyba podobało mu się to, że nie dane będzie mu najzwyczajniej w świecie włamać się do domku Drejmiana. Dostrzegał mądrość w słowach niewiasty, więc nie zamierzał oponować. Widać było, że powstydził się swojej reakcji. Przez dużą część swego życia Mauno przebywał sam ze sobą, porządkował myśli i kontemplował przeszłość. Taka egzystencja z pewnością ubogaciła go wewnętrznie, jednak im dłużej przebywał poza swoim domem, tym bardziej popędliwy się wydawał. Od chwili przekroczenia bram Morinhtaru wydarzyło się kilka rzeczy, które z pewnością musiał sobie teraz poukładać. Nie mógł poświęcać swoim działaniom tyle uwagi, ile zazwyczaj, przez co czasem zdawał się być kompletnie innym człowiekiem. Wreszcie zreflektował się, potrząsając krótko głową i uśmiechając się na swą głupotę.

- Masz rację - powiedział, nadal dość radosny. - To nie był dobry pomysł. Zatem… Do karczmy! – zawołał zachęcająco, ciągnąc Elten przez kolejne zakamarki Rebelii. Przez chwilę szli w ciszy, ale była to cisza z rodzaju tych dobrych cisz, kiedy milczenie jest całkowicie na miejscu. [/p]
- Posłuchaj… Karczma ma uszy - poinformował. - Dosłownie. Nie mówmy zbyt wiele w głównej sali, bo może być nieprzyjemnie - prawił półgębkiem. – Wypytam o naszego znajomego, ale bez pośpiechu. Weźmiemy pokój, odpoczniemy, a potem udam się na rekonesans.[/p]

Cóż, jeżeli ktoś taki jak Mauno doradzał ostrożność, należało się go słuchać.

//Edycja:

Szczęściem karczma „Pod wroną i karoszem” nie leżała daleko od domniemanego miejsca zamieszkania Drejmiana. Już z daleka było jednak widać, że przy jej budynku dzieje się coś niedobrego. Mały tłumek gapiów, kilku strażników miejskich i plama krwi przed wejściem nie wróżyły nic dobrego. Mając w pamięci to, że powinien wraz z Elten unikać kłopotów, Mauno pociągnął ją w jedną z bocznych uliczek. Gapie dostrzegli ich, ale nie mieli powodów, aby nie uznać ich za zwyczajnych przechodniów. Szli tak w milczeniu przez jakiś czas. Światła było tutaj niewiele, aż miało się ochotę zapalić kaganek… albo od razu pochodnię.

- Musimy poczekać, aż się rozejdą – wyszeptał, przystając. - Lepiej nie rezerwować pokoju w czas niepokojów - rzekł, uśmiechając się lekko na grę słów, którą nieświadomie zastosował. - Mógłbym pokazać ci miasto… - zaproponował, choć przerwało mu nagłe chrząknięcie wydane przez stojącego całkiem blisko rozmawiającej pary mężczyznę. Wyglądało na to, że pojawił się dosłownie znikąd. Zdecydowanie – potrafił się skradać. Mógł być też jednym z tych magów, którzy ułatwiają sobie życie zaklęciami cichych kroków. Albo się teleportować (co Elten znała aż za dobrze).

- Szukacie Drejmiana? – zagaił zakapturzony, odziany w połyskujące granatem szaty. Jego twarz skryta była pod kapturem.

- Nikogo nie szukamy – odparł niemal natychmiast Mauno, na co tamten jedynie się uśmiechnął. Weteran wystąpił na przód, trzymając najadę za swoimi plecami.

- Byliście pod jego dawnym domem – powiedział zakapturzony, pokazując, że drobne kłamstwo mentora Elten na nic się w tym przypadku zdało. - Już tam nie mieszka. - Mauno przytaknął, nie rozumiejąc, dlaczego człowiek z ulicy udziela mu takich informacji. Rebelia nie należała do osiedli zbyt otwartych, a jej mieszkańcy niemal nigdy nie robili takich rzeczy za darmo. Podejrzliwość była jak najbardziej na miejscu.

- Więc… przyprowadziłeś kogoś, Mauno? – weteran zachwiał się na dźwięk swojego imienia. Wyraźnie nie spodziewał się takiego obrotu spraw. - Bardzo przypomina mi…

- Tak – przerwał mu najemnik. - Znasz moje imię, może zdradzisz i swoje? – zapytał. Nieznajomy przestąpił z nogi na nogę, dając sobie chwilę na odpowiedź. Jego niewyraźne w półmroku oczy nadal spoglądały w kierunku nieco lepiej widocznej białogłowy.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3762
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

28 cze 2014, 15:54

MG

Nie wyglądało na to, żeby Elten kwapiła się do rozmowy, wyraźnie pozostawiając obowiązek załagodzenia sytuacji swemu przybocznemu. Mauno był zmieszany, a najada mogła obserwować go w jednej z niewielu sytuacji, w których wyraźnie nie wiedział, co dalej począć. Prawdą było, że weteran starał się zachowywać spokój i nie okazywać swego zdumienia, jednak uwadze znającej go już bardzo dobrze białogłowy nie umknął fakt jego poddenerwowania. Można było jedynie liczyć na to, że dziwny, stojący przed parką nieznajomy niczego nie zauważył.

- Jestem kimś, kto zna Drejmiana i tylko tyle powinniście wiedzieć - rzekł, sprawiając, że Mauno uśmiechnął się kwaśno. Nie podobała mu się taka odpowiedź i stojąca obok niego Elten wyczuła, jak napinają się jego mięśnie. Był gotowy do tego, co miało nadejść, nieistotne, czy byłaby to ucieczka, walka, czy też jeszcze coś innego. Zakapturzony zawiesił na chwilę głos, pozwalając swojej deklaracji wybrzmieć, jednak wtedy odezwał się jego rozmówca.

- Po co to robisz…? - zapytał. – Jeśli chcesz nam coś powiedzieć, powiedz. Jeśli nie, pójdziemy w swoją stronę - mówił, przysuwając się do tamtego niby od niechcenia. Elten wyczuła zamiary Mauna na ułamek sekundy przed wcieleniem ich w życie. Weteran błyskawicznie wyciągnął dłoń w kierunku tajemniczego jegomościa, zrzucając kaptur z jego głowy… Czy raczej miejsca, w którym powinna znaleźć się głowa.

Pod nakryciem nie było bowiem zupełnie niczego, jakby szata utrzymywała się na powietrzu. W odpowiedzi na tak nagłe naruszenie jego osobistej przestrzeni, nieznajomy zapadł się w sobie i runął na ziemię, stanowiąc teraz wyłącznie kłębowisko granatowych szat. Siła, która podtrzymywała tunikę zniknęła, pozostawiając ją samopas. Mauno wzdrygnął się, odskoczył i rozejrzał czujnie.

- Cholerna magia! - fuknął pod nosem, powtarzając jedno z ogólnie znanych, a dotyczących czarostwa przekleństw. Trącił butem szaty, ukucnął przy nich, dotknął i powąchał. Powstając, podniósł je ze sobą i dokładnie obejrzał. Wyglądały zupełnie zwyczajnie – porządne, niecerowane, czyste. Wielu mieszkańców Morinhtaru nosiło podobne. Okazało się, że kaptur nie należał do nich na stałe, stanowiąc osobną część garderoby.

- Masz, narzuć to na siebie – rzekł nagle Mauno, podając szatę Elten. - Twoje białe włosy zwracają uwagę, tak przynajmniej się ukryjemy - wyjaśnił, mając przy tym absolutną rację. Jego towarzyszka była charakterystyczna – zbyt charakterystyczna, jak na standardy Rebelii – a porzucenie na ulicy dobrej szaty byłoby niewybaczalnym grzechem. Wszak mogła się jeszcze przydać.

Awatar użytkownika
Drasim
Posty: 521
Rejestracja: 08 gru 2013, 12:55
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2815

01 lip 2014, 15:53

MG

Mężczyzna przepuścił kotołaka w drzwiach, oparł dłoń na swojej pałce i wyszedł za nim. Na zewnątrz stał jeszcze jeden strażnik, który najwyraźniej czekał na swojego kompana. Nie wyróżniał się niczym szczególnym, był podobnej postury co jego kolega po fachu, uzbrojony był również tak samo. Jego twarz nie wyglądała na zbyt przyjazną, był to człowiek naznaczony doświadczeniem, które ujawniało się w kilku bliznach, którymi była poznaczona twarz mężczyzny. Czekający na zewnątrz strażnik rzucił nieco zdziwione spojrzenie w kierunku kotołaka.

- Co to za jeden? – Zapytał swojego "partnera", który wyszedł za Xarielem.

- Nie miał przy sobie glejtu. – Odpowiedział obojętnym tonem, wzruszając ramionami. Strażnicy ustawili się po obu stronach kotołaka i nakazali mu iść, informując go, w którą stronę ma ruszyć. Oni sami zostawali nieco z tyłu, zostawiając Xarielowi trochę swobody. Nie odebrali mu broni, nie przeszukali go, co mogło się wydać dziwne. W końcu, jakby nie patrzeć, czarnofutry złamał prawo obowiązujące w mieście. Widać jednak było, że strażnicy czuli się bardzo pewnie. Z pewnością wpływ na to miała aktualna pora dnia, gdy Morinhtar był całkiem nieźle oświetlony, mimo braku światła słonecznego. Po ulicach miasta kręciło się trochę ludzi i przedstawicieli innych ras. Większość była zajęta swoimi myślami i obowiązkami, część jednak rzucała ukradkowe spojrzenia na eskortowanego kotołaka.

Tajemniczy zapach zauważony w karczmie przez Xariela, zniknął, gdy tylko kotołak oddalił się od plamy krwi. Rozglądając się na boki, można było zauważyć liczne ślepe zaułki i ulice, jedne szersze, drugie bardzo wąskie. Nie trzeba było posiadać zbyt dobrej orientacji w terenie, by można stwierdzić, że trójka mężczyzn nie idzie w stronę bramy. Jeden ze strażników zaczął gwizdać nieudolnie jakąś prostą melodię, by umilić sobie trochę mozolny marsz. Tylko dokąd zmierzali? Jeśli nie do bramy by wyrzucić kotołaka na zewnątrz, to gdzie? Xariel mógł wykluczyć budynek Akademii, gdyż nie poruszali się w jego kierunku. Wniosek nasuwał się właściwie jeden.

- Teraz w lewo. – Powiedział strażnik, który był w karczmie. Znaleźli się w nieco węższej i gorzej oświetlonej uliczce, eskorta zaczęła trzymać się jeszcze bardziej z tyłu, tak że kotołak musiał teraz obrócić głowę by zobaczyć swoich "opiekunów". Po przejściu kilkunastu kroków, nakazano kotołakowi skręcić, tym razem w prawo. Xariel bardzo szybko się zorientował, że jeszcze przed zakrętem, jeden ze strażników zniknął, dokładniej ten z bliznami. Mógł to stwierdzić po mniejszym stężeniu uciążliwych zapachów, które towarzyszyły mu podczas wędrówki z mężczyznami. Kotołak i strażnik znaleźli się w ślepym zaułku. Na drodze jedynego wyjścia z niego, stał rzecz jasna mężczyzna, który zażądał glejtu w karczmie. Stali od siebie jakieś pięć, sześć kroków. Cała sytuacja była co najmniej dziwna i podejrzana. Strażnik założył ręce na piersi i stał spokojnie, w milczeniu, przyglądając się Xarielowi.

Awatar użytkownika
Elten
Posty: 504
Rejestracja: 05 mar 2011, 17:45
Lokalizacja postaci: "Pod Wroną i Karoszem"
GG: 6761131
Karta Postaci: viewtopic.php?t=228

01 lip 2014, 21:35

Mauno prawie panikował. Nigdy w życiu nie widziała go w takim stanie. Czasem bywał zestresowany, poirytowany, ale nigdy spanikowany. Nie śmiała mu się dziwić, przecież tak bardzo zależało im na pozostaniu w cieniu. Z tego wszystkiego jej też udzieliły się te nieszczęsne emocje. Mimo wszystko trzymała język za zębami, na wszelki wypadek pozostawiając rozwiązanie tej jakże nieprzyjemnej sprawy nauczycielowi. Przecież, jak to mówią wieśniacy: "Baby i ryby głosu nie majo".

Na słowa rozmówcy Elten uniosła jedynie brew, jednak ręce bez przerwy lekko się trzęsły. Przyspieszył jej puls. Nauczyciel uprzedzał przecież, że takie sytuacje mogą ich spotkać w Rebelii. Wszak było to miejsce, gdzie było trzeba mieć się na baczności dwadzieścia cztery godziny na dobę. Z jednej strony była przerażona, ale z drugiej miała przecież u swego boku Mauno, ale także i miecz w zasięgu ręki.

No właśnie. Białowłosa położyła dłoń na rękojeści swego oręża. Tak na wszelki wypadek, gdyby miało dojść do walki. Była to ostatnia rzecz, której w tej chwili pragnęła, ale czasem inne wyjście nie istniało. Z tego wszystkiego kropla potu wypłynęła na jej czoło, ale nie chciała dać po sobie poznać, że jest aż tak zdenerwowana. W chwili, gdy Mauno zrzucił z rozmówcy kaptur, ten rozpłynął się w powietrzu, pozostawiając po sobie jedynie szatę. Elten mimowolnie zasłoniła usta dłonią, żeby nie krzyknąć. Ze strachu prawie przytuliła się do towarzysza, ale postanowiła się powstrzymać.

Coś podpowiadało jej, że ta abominacja była albo posłańcem Drejmiana albo nim samym. Ta myśl nie dawała jej spokoju, ale nie miała potwierdzenia, więc na początku nie chciała o tym mówić towarzyszowi. A nawet jeśli, to kto inny miałby to zrobić? Przecież nie Protektor. Chociaż… W tym mieście nigdy nic nie wiadomo, ot co.

- Na wszystkich bogów, myślałam, że zejdę na zawał – skomentowała, starając się uspokoić oddech. Patrzyła leżącą na ziemi szatę. "Cholerny Morinhtar. Zachciało mi się wycieczek, pewnie Mauno ma tego dosyć. Jakby mi walka mieczem nie wystarczyła…" No nie mogła jej wystarczyć, przecież kompletnie nie panowała nad swoją mocą. W jednej chwili mogła być tu, a w drugiej nawet na terenie Imperium goła, wesoła i pozbawiona wszelkich umiejętności. Tylko to miejsce stanowiło jej szansę na samokontrolę.

Mhm – przytaknęła i po prostu wzięła od niego odzienie. Nałożyła je na siebie, wcześniej biorąc od Mauna sznurek i splatając włosy w luźny warkocz i chowając go pod strojem, a następnie narzuciła na głowę kaptur. Nie czuła się specjalnie komfortowo, jednak szata miała wyjątkowo znośny zapach, co, jak na standardy Autonomii, stanowiło o jej dobrym stanie. Pogodziła się z tym faktem. Nadal jednak dręczyła ją myśl o przedziwnej abominacji, którą dane im było spotkać i o tym, kto mógł ją wysłać.

- Mauno, mam przeczucie, że to coś zostało przysłane przez Drejmiana we własnej osobie. No bo kto inny miał to zrobić? Twoja była? Magowie w końcu bywają całkiem ekscentryczni – mruknęła. Aż przypomniały jej się jedne z pierwszych słów dziwnego posłańca o kimś, kogo miała przypominać. Jedyne, co przyszło jej do głowy, to jakaś inna niewiasta. Mimo wszystko po tych słowach miała pewną dozę wyrzutów sumienia. Zarumieniła się i dodała:

- Przepraszam, nie powinnam była.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 913
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

01 lip 2014, 22:28

Początkowo Xariel podejrzewał, że strażnicy prowadzą go do ratusza. Domyślał się, że raczej nie dadzą mu tak po prostu wyjść po tym, jak jeden z nich zobaczył nóż. Z drugiej strony, może i było mu to na rękę. Czas jednak mijał, a oni szli przez kolejne uliczki lawirując i, zdawałoby się, nie zmierzając w żadne konkretne miejsce. I najwyraźniej rzeczywiście tak było. Gdy kotołak zorientował się, że został tylko z jednym ze strażników, a w końcu stanął w ślepym zaułku zaczynał odczuwać pewne zaniepokojenie. Co się właśnie działo?

Nie mogąc zrozumieć motywów kierujących dwójką strażników odwrócił się i spojrzał na tego, który jeszcze z nim pozostał. Wyglądało na to, że nie chce nic powiedzieć. Czekał na coś, pytanie tylko na co. Na jakiś ruch kotołaka, na przyjście kogoś? Xariel rozejrzał się po zaułku, starając się wyłapać czy jest w nim może coś szczególnego, albo też inne wyjście.

W końcu jego wzrok ponownie spoczął na wartowniku. Będą się teraz tak bawić? Kotołak wsparł się na włócznie i również obserwował mężczyznę, czekając na rozwój wydarzeń. W aktualnej sytuacji nie mógł w sumie wiele zrobić. Gdyby drugi strażnik się pojawił mógłby spróbować… Nie, chyba zbyt wiele osób widziało, jak zostaje wyprowadzony. Jeśli miał teraz pozostać w mieście i sobie poradzić potrzebował jakiegoś wsparcia z wewnątrz, jedynymi osobami, które znał wewnątrz była pewna dwójka elfów, która, o ironio, też najwyraźniej nie pałała do niego szczególnie pozytywnymi emocjami.

Xariel ledwie powstrzymał uśmiech, która chciał wpłynąć na jego pysk, gdy po raz kolejny uświadomił sobie jak dziwni są mieszkańcy tego miasta. Po raz drugi już nie do końca potrafił rozszyfrować jakie motywy kierowały drugą osobą. Najpierw dziwne zachowanie elfów i ich młodego przyjaciela, teraz znowuż epizod ze strażnikiem, który postanowił przetrzymywać go w ślepej uliczce.

- Pomyliliśmy drogę? – zapytał niewinnie, w typowy dla siebie sposób. Fakt faktem, może nie było najlepszym pomysłem irytowanie drugiej strony, jednak on i tak to robił, niemal za każdym razem. A któż wie, może ta uwaga napędzi jakoś zdarzenia i w końcu dowie się co też się tutaj rozgrywa. Póki co nasłuchiwał, chłonął sygnały otoczenia. Wątpił, że stojący przed nim strażnik jest jedyną osobą tutaj.

Awatar użytkownika
Drasim
Posty: 521
Rejestracja: 08 gru 2013, 12:55
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2815

04 lip 2014, 14:45

MG

Cała sytuacja była niezwykle dziwna dla kotołaka. Motywy kierujące strażnikami nie były mu znane. Z resztą, od początku wejścia do Morinhtaru, Xarielowi nie układało się zbyt dobrze. Teraz mógł podświadomie wyczuć jakieś zagrożenie. W końcu powinni go wrzucić do lochu albo wykopać za bramę miasta. Tymczasem miejskie służby zaprowadziły go w jakiś ciemną, ślepą uliczkę. W dodatku jeden ze strażników po prostu zniknął. Drugi z nich, cierpliwie czekał, nie mówiąc zupełnie nic. Bacznie jednak obserwował kotołaka, który teraz mógł z całą pewnością stwierdzić, że mężczyzna się trochę denerwuje. Jednym z sygnałów było ciche tupanie stopą, jakby strażnik zaczął się już trochę niepokoić. Poza tym, palcami stukał w swoją pałkę, którą miał zawieszoną przy pasie. Nie podejmował jednak żadnych innych czynności. Oględziny, które kotołak poczynił, wykazały że zaułek jest dosyć wąski. Po prawej stronie na jego końcu, widniały jakieś drewniane drzwi, nic nadzwyczajnego.

Gdy tylko Xariel skończył mówić, usłyszał kroki w pewnej odległości za swoimi plecami. Potwierdziły się jego przypuszczenia, że nie był tutaj sam ze strażnikiem. Kotołak odwrócił się i zobaczył dwójkę elfów, których miał (nie)przyjemność poznać już wcześniej. Jeden jak zwykle z nich był spokojny i patrzył na czarnofutrego obojętnym wzrokiem, natomiast drugi uśmiechał się kpiąco. Byli tak samo ubrani i uzbrojeni jak wtedy, gdy Xariel zobaczył ich pierwszy raz.

- Nie pomylił drogi. – Odpowiedział ten z poparzoną facjatą. Kotołak mógł usłyszeć jak strażnik, który stał za nim, oddalił się teraz w nieznanym kierunku. Żaden z braci nie wykonywał na razie żadnych gwałtownych ruchów. Ich zachowanie wskazywało na to, że mają zamiar rozmawiać z Xarielem. Gdyby chcieli go zabić to mogli uczynić to w inny sposób, nieco bardziej skryty. Zwłaszcza, że nie wiedzieli co potrafił kotołak.

- Masz coś, co należy do nas. – Rzekł cichym głosem drugi z braci, ten z mniej pokiereszowaną twarzą. Patrzył też na Xariela wyczekująco, jakby chciał, żeby ten oddał to co nie należy do niego. Najwyraźniej przedmiot ten, miał dużą wartość dla braci lub po prostu nie chcieli, by ktoś taki jak kotołak posiadał ten nóż. Istniała też możliwość, że były inne powody, dla którego mroczni chcieli tą dziwną broń z powrotem. Wszystko wskazywało na to, że elfy wiedziały o "ataku" na Xariela, który miał miejsce w nocy. Bracia czekali na reakcję swojego rozmówcy. Jakby nie patrzeć, to oni od początku rozdawali karty. Teraz jednak kotołak miał coś, co mogło pozwolić mu na zyskanie jakiejś przewagi.

Wróć do „Morinhtar”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 11 użytkowników online :: 3 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 8 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot], Grynfa, Vereomil
Liczba postów: 52125
Liczba tematów: 2968
Liczba użytkowników: 1039
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Mejb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.